Archiwum: Hip-hop zmusza do myślenia — rozmowa z Robertem Burzyńskim

Posted by Witalij on Sierpień 3rd, 2010

Archiwum U Call That LoveOd dłuższego czasu nosiłem się z zami­arem zapoc­zątkowa­nia na U Call That Love pub­likowa­nia archi­wal­nych artykułów. Wpisy z etyki­etą “Archi­wum” będą w głównej mierze prze­drukami artykułów z innych stron inter­ne­towych, bądź gazet. Na początek zapraszam do zapoz­na­nia się z wywia­dem przeprowad­zonym przez Pana Pio­tra Balkusa z Robertem “Roballem” Burzyńskim, prowadzą­cym w Pol­skim Radiu Białys­tok audy­cję Hiph­Opera. Pub­likacja pochodzi z października 2007 roku.

Roz­maw­iał: Piotr Balkus

O pol­skim i amerykańskim hip hopie, zamiesza­niu związanym z Hukosem, patri­o­tyzmie lokalnym i o tym, dlaczego warto słuchać rapu mówi Robert Burzyński, prowadzący w Pol­skim Radiu Białys­tok audy­cję Hiph­Opera.

Panie Rober­cie, często mówi się, że pol­ski hip hop jest nieu­daną kopią amerykańskiego. Czy według pana to prawda?

- Ilu ludzi, tyle prawd. Ale każdej “prawdzie” można zarzu­cić subiek­ty­wizm, brak mery­to­rycznych pod­staw, nacią­ganie fak­tów, lub zwykłą głupotę. Trzeba dosyć dużo wiedzieć, aby umiejęt­nie skon­fron­tować pol­ski hip hop z amerykańskim. Uważam, że jest to do końca wręcz niemożliwe. Da się uch­wycić wiele różnic i podobieństw, ale w grun­cie rzeczy to są dwie całkiem odmi­enne rzeczy­wis­tości. Zawsze będę bronił pol­skiego hip hopu, mając na uwadze jego wszelkie możliwe wady i zalety. Mówiąc jed­nak o “nieu­danej kopii”, trzeba konkret­nie tę nieu­dol­ność wskazać. A z tym już wcale nie jest tak łatwo. Wielu krzykaczy rzuca tym hasłem, lecz tak naprawdę nie ma żadnych konkret­nych argu­men­tów, by obnażyć skutecznie tą nieu­dol­ność. Hip-hop jest jeden, a wszelkie podzi­ały zaczęli tworzyć ludzie. I nie mi stawać w opozy­cji wobec tych, którzy mają sto­sunkowo płytkie poglądy i starają się na siłę szukać dzi­ury w całym.

Co by nie mówić, rap w Polsce ma się coraz lep­iej. Świad­czy o tym cho­ci­ażby obec­ność takich płyt w dużych sklepach muzy­cznych. Ale to chyba hip hopolo ma się lep­iej, a nie hip-hop?

- Sama obec­ność nic nie znaczy, liczy się przede wszys­tkim sprzedaż. A z tym, niestety, jeśli chodzi o pol­ski hip-hop, jest dużo gorzej. Tak naprawdę nie intere­suje mnie, czy się coś sprzedaje, czy nie, liczy się prze­cież jakość tej muzyki. A czy jest w tej chwili lep­sza? Jeśli chodzi o ten legalny kanał dostęp­ności, to zbyt wiele się nie zmieniło. Staram się jed­nak być niepoprawnym optymistą i wierzę w młode pokole­nie i w pol­ski under­ground. Tam zawsze coś szumi, trzeba tylko wiedzieć, gdzie przyłożyć ucho.

Granie rapu z ele­men­tami popu i disco polo, to jeden ze sposobów wypro­mowa­nia się. Przy­chodzi mi na myśl zespół Verba…

- Verba to temat całkowicie nie hip hopowy. Oni wiedzą, gdzie jest ich miejsce w szeregu i sami twierdzą, że nie są w żaden sposób związani z hip hopem. Jedyne, co ich łączy z tą kul­turą, to styl­istyka rapowa, którą wyko­rzys­tują w swo­jej twór­c­zości. Jest to jakiś sposób pro­mocji i dotar­cia do odbiorcy, który, niestety, często nie zauważa tego istot­nego aspektu.

Innym sposobem zaist­nienia może być prowokacja. Sko­rzys­tał z niej Hukos. Nagrał utwór “Zabiję prezy­denta”. Czy hip-hop powinien prowokować?

- Dobry hip hop oczy­wiś­cie powinien prowokować, ale dobra i skuteczna prowokacja to też umiejęt­ność. W wypadku Hukosa wygląda to bardzo, mówiąc delikat­nie, śred­nio. Ten track sprowokował nasze szanowne władze i media do pewnych komen­tarzy, miejmy nadzieje, że na komen­tarzach się skończy. Ale tak naprawdę taki utwór powinien za pomocą tej prowokacji dawać dużo do myśle­nia. Hukos przez pryz­mat swoich spostrzeżeń i zapewne doświad­czeń, nakreślił obraz pol­skiego społeczeństwa, następ­nie zwalił cała winę na prezy­denta, a na końcu go zabił. Niestety to komiczne, a zarazem i smutne. Taki pop­ulisty­czny bełkot z bardzo słabym refrenem nie daje mu najm­niejszych szans w tej wyjątkowo nierównej kon­frontacji. Ja szanuję Hukosa, ale zami­ast dobrych lirycznych “butelek z ben­zyną” zauważam w tym zaled­wie małe, zgniłe pomi­dory, wycelowane w nasz dzi­waczny sys­tem władzy.

A co pan sądzi o całym zamiesza­niu z Hukosem?

- Jestem zaskoc­zony całym tym zamieszaniem. Zaskoc­zony negaty­wnie. Nie rozu­miem bowiem, jak tak słaby mery­to­rycznie utwór może doprowadzić do takiego szumu medi­al­nego. Hukos to teraz taki under­groundowy Don Kichot z Białegos­toku, który ruszył na walkę z wia­trakami. Niek­tórzy ludzie nie potrafią niestety wyczuć, czy ten młody zde­ter­mi­nowany raper mówi poważnie. Atmos­fera niby lekko ostygła, ale w związku z zaist­ni­ałą sytu­acją Hukos nagrał już utwór — odpowiedź. To jego pięć minut w pro­mowa­niu siebie. Jak je wyko­rzysta, ocenią słuchacze. Niem­niej trzeba być wybitną jed­nos­tką, by temu sprostać. Czy Hukos nią jest? Tę ocenę też zostaw­iam słuchaczom.

Czy ist­nieje podział hip hopu ze względu na Pol­skę A i B?

- Zawsze ist­ni­ały podzi­ały i zawsze będą ist­nieć. Jed­nak w kwestii różnic poziomu to dużo bardziej skom­p­likowany temat. Jeśli chodzi o poziom legal­nych pro­dukcji muzy­cznych ze stol­icy, to na przestrzeni lat Warszawa jest bez wąt­pi­enia niefor­mal­nym lid­erem. Można powiedzieć, że scena warsza­wska to około 10 pier­ws­zoligowych mc’s [rap­erów — przyp.P.B.], w pozostałych mias­tach ta liczba nie przekracza dwóch. To taka moja pry­watna statystyka, która unaocz­nia wyraźny dys­tans między Warszawą a resztą kraju. Ale pol­skie rapowe podziemie, którego więk­szość stanowią utal­en­towane “młode koty” spoza Warszawy, daje dobre prog­nozy na przyszłość. Inna sprawa, czy wyko­rzys­tają swój talent.

Mają trud­niej niż ci z Warszawy?

- Jako odpowiedź zacy­tuję pewne powiedze­nie: “Nie ważne, ile wiesz, ważne kogo znasz”. Łatwiej jest rap­erom ze stol­icy. Scena legalna jest tam dużo bardziej sta­bilna. Ale wraca­jąc do wcześniejszego pyta­nia o to, czy jakiś region Pol­ski jest gorszy lub lep­szy, to wkraczamy na płaszczyznę subiek­ty­wizmu, związanego z patri­o­tyzmem lokalnym.

No właśnie. Jak by pan zdefin­iował patri­o­tyzm lokalny w hip hopie?

- Lubię to określe­nie… Oczy­wiś­cie jest to silny związek emocjonalno-przynależnościowy między danym obszarem kraju, miasta, regionu, a twór­c­zoś­cią na tym obszarze upraw­ianą. W hip hopie jest to na tyle silne, że łatwo to dostrzec. Dziel­nice, osiedla też tutaj służą jako dobry przykład. Rap, twor­zony w danym miejscu, mocno jest z nim sko­relowany. Oblig­uje “tubyl­ców” do glo­ry­fikacji tej twór­c­zości, co powoduje często subiek­ty­wne postrze­ganie rapu w innych miejs­cach. Z drugiej strony — jest to nieod­zowna część kul­tury hip hopowej, gdzie ciągła rywal­iza­cja pcha wszys­tko do przodu.

Dlaczego warto słuchać pol­skiego hip hopu?

- Od razu pod­kreślam, że jeśli słuchać, to nie tylko pol­skiego. Hip hop jest jeden. Trzeba być świadomym słuchaczem i wiedzieć o tej kul­turze jak najwięcej. Aby taką wiedzę nabyć, należy czer­pać ją z rożnych źródeł, a przy okazji szli­fować swój język i słuch. Kul­tura hip hopowa ma wiele do zaofer­owa­nia, potrafi otwierać głowy i wbi­jać się mocno w serca. Mimo, że cza­sami demor­al­izuje, to także naucza. Dlat­ego świadomy słuchacz musi wiedzieć, czy zostają mu podane far­ma­zony i tru­izmy, czy też dostaje treści, nad którymi trzeba się zas­tanowić, pomyśleć, prze­myśleć je i wyciągnąć własne wnioski. Się­ga­jąc po hip-hop, nie należy skreślać czegoś, czego nie znamy. Trzeba umieć słuchać. Zaślepi­e­nie i igno­rancja to nasz własny wróg. Odkry­wanie i docieranie do rzeczy mniej znanych, czyni słuchacza bardziej dojrza­łym. Nie bierze on bezmyśl­nie tego, co mu podają w “fajnych” stac­jach muzy­cznych i kolorowych gaze­tach. Dlat­ego wiado­mość hip hopowa jest tak ważna. Buduje tę kul­turę i zmienia nasze odbieranie tej muzyki. Muzyka zmusza do myśle­nia, kreaty­wne myśle­nie pozwala dalej tworzyć, a twór­c­zość ta ponownie daje do myśle­nia. Koło się zamyka.

Czeka pan na jakąś pol­ską płytę rap, która ma się ukazać niebawem?

- W zasadzie człowiek mojego pokroju cały czas czeka na dobre, pol­skie, rapowe pro­dukcje. Niestety, nie zawsze zostaje to w pełni wyna­grod­zone. Aktu­al­nie są dwie pol­skie płyty, których pre­miery wyczekuję z niecier­pli­woś­cią. To solowy pro­jekt Pezeta “Muzyka Rozry­wkowa” i kom­pi­lacja pro­du­cencka spod znaku White House, czyli trze­cia odsłona cyklu “Kodex” pt. “Wyrok”. Z jed­nej strony wiem, czego się po tych pły­tach spodziewać. Z drugiej chci­ałbym, aby niespodzianek było jak najwięcej.

I tego panu życzę. Dziękuję za rozmowę.

- Dziękuję również.

Piotr Balkus
Wywiad z Robertem Burzyńskim na Wiadomości24.pl

Przeczy­taj również:

  1. Archi­wum: Beastie Boys — Bestie Z Końca Świata

Tags: , , , , ,

Leave a Reply

  • Enhanced Meta

    • Zaloguj się

    • Calendar

      Maj 2012
      P W Ś C P S N
      « kwi    
       123456
      78910111213
      14151617181920
      21222324252627
      28293031  
    • Archives

    • U Call That Love

      Copy­right © 2012 U Call That Love. Wszelkie prawa zas­trzeżone. All rights reserved.