J-Zone - Fish-n-GritsW pierwszej edycji popularnego programu NBA TV, „Open Court”, legendarny Charles Barkley stwierdził, że w trakcie swojej bogatej kariery grał z psychopatami, przestępcami i innymi osobliwymi koszykarzami. Powyższą różnorodność bezproblemowo przełożymy na pozostałe dziedziny życia, w tym na branżę hip hopową. Jeżeli dokonamy nawet pobieżnego przeglądu twórców hip hopowych, to od razu dostrzeżemy ogromne bogactwo ekscentrycznych osobistości. Część niezwykle barwnych postaci zapisała się na stałe na kartach rapu. Ol’ Dirty Bastard, R.A. The Rugged Man, DMX, Tech N9ne, Brotha Lynch Hung uzupełnieni przez Danny’ego Browna czy Sticky’ego Fingaza otwierają te zestawienie. W nieco innych kategoriach należy rozpatrywać niemniej ekscentrycznego i interesującego twórcę z nowojorskiego Brooklynu, J-Zone’a. Przed 5 miesiącami ukazała się jego nowa płyta, „Fish-n-Grits”.

Jeżeli chodzi o osoby ze środowiska rapowego z ogromnym dystansem do swojej pracy, obdarzone osobliwym poczuciem humoru i udzielające się w różny sposób na scenie, to trudno o bardziej niesztampową postać niż J-Zone. Pochodzący z nowojorskiego Queens twórca może służyć za wzór skromności i osoby usilnie dążącej do ciągłego samodoskonalenia, nawet pomimo posiadania rozległej wiedzy muzycznej. Idealny przykład oryginalnej jednostki z kręgu tzw. blue collar rap o nader zajmującej biografii.

Jay Mumford poznał biznes hip hopowy od wielu stron. W początkowym okresie pracował on w nowojorskim studiu nagraniowym Vee-Dubbsa (dawny DJ związany ze Slick Rickiem). W międzyczasie rozpoczął działalność w roli beatmakera i rapera, co ostatecznie doprowadziło do powstania jego pierwszych solowych nagrań zebranych na debiutanckim albumie „Music For Tu Madre”. Specyficzne nastawienie do tworzenia muzyki ukierunkowało jego na następną dekadę działalności w rapie. J-Zone nigdy nie ukrywał, że egzystuje w głębokim undergroundzie i w zasadzie nic nie zarabia na swoich produkcjach. Wszystko traktował on z dużą dozą humoru, o czym świadczą choćby groteskowe tytuły jego wydawnictw, czy też stworzenie alter ego w postaci Chiefa Chinchilli. „Pimps Don’t Pay Taxes”, „$ick Of Bein’ Rich”, „A Job Ain’t Nuthin But Work”, „To Love A Hooker: The Motion Picture Soundtrack” i „Every Hog Has Its Day” (wspólna płyta z Celph Titledem) ewidentnie wskazują na śmiałą pomysłowość i ogromne pokłady pomysłów J-Zone’a. Tak na marginesie, to wszystkie materiały ukazały się w labelu założonym przez nowojorczyka o zapadającej w pamięć nazwie Old Maid Entertainment.

Nowojorczyk stale przewijał się on w undergroundzie, utrzymując bliskie kontakty z uznanymi sklepami płytowymi czy dziennikarzami muzycznymi. Kultura hip hopowa na tyle zaabsorbowała bohatera niniejszego wpisu, że poszedł on znacznie dalej niż większość swoich kompanów po fachu, pisząc artykuły i felietony na potrzeby choćby Ego Trip. Po rezygnacji z dalszego nagrywania muzyki w 2009 roku J-Zone mógł z większym spokojem ugryźć scenę rapową. Decyzja o zawieszeniu działalności była podyktowana nikłym odzewem ze strony odbiorców i wytwórni płytowych, pomimo niepodważalnej wartości artystycznej jego projektów. W 2011 roku Jay Mumford zaskoczył szereg osób, publikując książkę o zawiłym tytule „Root for the Villain: Rap, Bullshit and a Celebration of Failure”. Wydawnictwo książkowe zdobyło uznanie w oczach szanowanych przedstawicieli mediów i artystów.

Po 4 latach spędzonych poza studiem nagraniowym, zdecydował się on na powrót do swoich korzeni. Od 2013 roku amerykański twórca wypuścił pełno materiałów. Wypada tutaj wyróżnić „Peter Pan Syndrome”, serię 7-calowych singli winylowych czy projekty ukazujące jego talent jako perkusista – „Lunch Breaks” i „Backyard Breaks”. Na rynku pojawiła się też płyta zawierająca niepublikowane archiwalne nagrania J-Zone’a, „The 1993 Demos EP”. W pierwszej połowie ub.r. dołożył on potężny zbiór instrumentali – „J​-​Zone Instrumental Box Set: The Headband Years (1999​-​2006)”. Jay nadal pracuje na wysokich obrotach, co tylko potwierdza jego tegoroczny album „Fish-n-Grits” – koronny dowód na niczym nieograniczoną pomysłowość tego twórcy.

J-Zone wydaje Fish-n-GritsPremierę longplaya wyznaczona na ostatni dzień marca. Pomimo tego iż artysta z Queens nadal zajmuje się praktycznie w pojedynkę nagrywaniem i wydawaniem płyt, to można odnotować pewną zmianę na jego korzyść w porównaniu z dawnymi czasami w branży hip hopowej. Po długim okresie posuchy słuchacze i przedstawiciele mediów wreszcie bardziej docenili kreatywność i otwarty umysł J-Zone’a. W pierwszym tygodniu po premierze „Fish-n-Grits” na łamach Bandcampa ukazała się obszerna publikacja na ten temat, co podkreśla zmiany in plus odnoszące się do działalności nowojorczyka. W porównaniu do dotychczasowych materiałów specyficzny twórca przygotował mieszankę nagrań znanych z wyprzedanych już siódemek oraz całkowicie świeżych ścieżek. Warstwa muzyczna na longplayu wyszła w pełni spod ręki J-Zone’a, co zresztą nie jest żadnym novum (odpowiednia metoda na kompletną i niczym nieograniczoną swobodę artystyczną). Oryginalnie brzmiące podkłady właściwie zazębiają się z charakterystycznym flow artysty. Oczywiście nowojorczyk nic nie stracił ze swojego stylu. W dalszym ciągu serwuje on zabawne i na pozór proste tematy, które jednak zawierają drugie dno i posiadają wiele piękna. Przy tworzeniu „Fish-n-Grits” wzięli udział starzy znajomi JayaAl-Shid i Swagmaster Bacon – uzupełnieni przez ciągle niedocenianego Has-Lo. Pamiętając o ograniczeniach i odpowiednich założeniach (o wszystkim opowiada on w mini-dokumencie na YouTube), J-Zone zrealizował pełnowartościowy projekt. W dodatku okazuje się, że istnieje zapotrzebowanie na tego rodzaju muzykę w dzisiejszym świecie, co na pewno podbudowuje tego skromnego artystę.

„Fish-n-Grits” pojawiło się na Bandcampie, Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i serwisach pokrewnych. J-Zone opublikował materiał w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe, winyle i kasety). Woski ukazały się nakładem Redefinition Records. Wszystkie ww. single winylowe stanowią integralną część kampanii promocyjnej albumu. Spośród wypuszczonych trzech siódemek w tej chwili można nabyć jedynie ostatnią („Funky” b/w „Go Back To Sellin’ Weed”). Ponadto wydanie „Fish-n-Grits” na Bandcampie zawiera bonusowe wersje instrumentalne 5 utworów pochodzących z płyty. W ramach promocji płyty artysta opublikował blisko 8-minutowy film, w którym opowiada on o tym materiale. J-Zone złożył piękny hołd swojej babci, co również nie umknęło uwadze mediów i słuchaczy na świecie.

Tracklista

  1. Shut Up, Make Music (Swagboi vs. Purist)
  2. Time For A Crime Wave
  3. Stick Up
  4. I’m Sick Of Rap
  5. Rap Is A Circus… And We Hope The Elephants Trample Everybody
  6. Seoul Power
  7. Caddy Coupe feat. Has-Lo
  8. Clubba Lang feat. Al-Shid
  9. Cigarettes
  10. Dreamcrusher feat. Al-Shid
  11. Funky
  12. Go Back To Sellin’ Weed
  13. I Smell Smoke
  14. Mad Rap (2.0)
  15. Robbin’ Brooklyn Hipster Chicks feat. Swagmaster Bacon
  16. Shut Up, Make Music (Instrumental)*
  17. Caddy Coupe (Instrumental)*
  18. Clubba Lang (Instrumental)*
  19. Dreamcrusher (Instrumental)*
  20. Robbin’ Brooklyn Hipster Chicks (Instrumental)*

*wcześniej niepublikowane utwory dostępne tylko w wersji elektronicznej na Bandcampie

Zapisz