[php function=1]

G Roc Gayle w rozmowie dla U Call That Love„Self-Titled” – dokładnie taki tytuł miał wydany w 2012 roku longplay pochodzącego z Toronto duetu Piece Of Mind. Korzenny projekt formacji zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie, toteż na łamach serwisu obok rekomendacji pojawiła się także recenzja tego albumu. Rapująca połowa składu, Emcee G Roc Gayle, okazał się być osobą o bardzo szerokich zainteresowaniach, talentach oraz niezwykle otwartym umyśle. Szereg rozmów o muzyce, i nie tylko, zaowocowało pomysłem przeprowadzenia wywiadu.

Pomimo tego iż do wymiany pytań i odpowiedzi doszło już jakieś pół roku temu, większość myśli kompletnie się nie zdezaktualizowała i nadal może stanowić inspiracje dla wszystkich identyfikujących się z kulturą hip hopową. W trakcie dłuższej rozmowy poruszyliśmy szereg różnych tematów dotyczących działalności G Roc Gayle’a i jego spostrzeżeń na temat kultury hip hopowej.

Witaj, G Roc, co dobrego u Ciebie? Zanim przejdziemy do właściwej części wywiadu, chciałbym spytać Cię o podsumowanie roku 2014 – czy jesteś z niego zadowolony?

U mnie wszystko w porządku, dzięki za propozycję rozmowy. Wszystko idzie wspaniale i jestem bardzo usatysfakcjonowany. Pojawiło się wiele przeszkód, z którymi musiałem sobie poradzić w 2014 roku, ale udało mi się je przezwyciężyć. Życie jest sprawdzianem i minęło kolejne 12 miesięcy wyzwań, dojrzewania, zmian, prowadzących mnie do wielkich możliwości w obecnym 2015 roku. W 2014 trochę odsunąłem się od „biznesowej” strony muzyki, aby skupić się na mojej codziennej pracy – edukowaniu dzieci, pisaniu nowych rymów, nagrywania muzyki, czytania książek, karmienia swojego umysłu, ciała i duszy. Cieszę się, że udało mi się oddać temu, co jest najważniejsze.

Jako U Call That Love śledzimy Cię poprzez różne media społecznościowe, dlatego też jestem pewien, że jesteś właściwym reprezentantem kultury hip hop, z którym można przeprowadzić ciekawy wywiad. Na wstępie, porozmawiajmy chwilę o Piece Of Mind. Minęły dobre dwa lata od kiedy ukazał się Wasz debiutancki album, „Self-Titled”. Wydane przez Was LP spotkało się z dużym uznaniem na podziemnej scenie. Udało się Wam również wydać singiel „Rap Phenomenon” w wersji winylowej. Dlaczego tak długo trwało wypuszczenie go w wersji fizycznej?

Wielki szacunek za to, że jesteście z tym na bieżąco, bardzo się cieszę, że „Self-Titled” zostało tak bardzo docenione, nie wiedziałem o tym. Zaraz przed tym, kiedy miałem ogłosić start przedsprzedaży, otrzymałem smutne wieści na temat mojego taty. Cierpi on na cukrzycę i w tamtym czasie stan jego zdrowia się skomplikował. Tata był bliski śmierci, więc właściwą decyzją było skupienie się na spędzeniu czasu właśnie z nim. Nie miałem energii, aby skoncentrować się we właściwy sposób na biznesowej stronie mojej muzyki, więc musiałem zrobić parę kroków wstecz. Byłem w kiepskim stanie, ale teraz jest znacznie lepiej, za co jestem wdzięczny. Rodzina ponad wszystko, nieprawdaż?

Drugą, aczkolwiek nie mniej istotną, twarzą Waszego duetu jest DJ Gedsi. Jak wpadłeś na pomysł współpracy właśnie z nim i czym zajmuje się on aktualnie?

Gedsi jest instruktorem w szkole techniki nagrań w centrum Toronto. Jeden z moich przyjaciół, który się tam uczył, przedstawił nas sobie. Po sesji w studio miałem szansę pogadać z nim i dostrzegłem, że nadajemy na tych samych falach. Gedsi powiedział, że robi beaty, ja z kolei piszę teksty, więc zaczęliśmy wymieniać e-maile, i jakoś to poszło. Gedsi to świetny beatmaker i DJ, nagrywanie z nim „Self-Titled” było prawdziwą przyjemnością. Nie jestem do końca pewien, czym zajmuje się obecnie, ale cokolwiek robiłby, życzę mu jak najlepiej. Obaj zdecydowaliśmy dać sobie przerwę jako Piece Of Mind, toteż nie jestem przekonany, czy usłyszycie nasz kolejny wspólny album bądź singiel. Między nami jest bardzo dobra chemia, ale w muzyce interesują nas inne rzeczy, mamy inne cele, co komplikuje proces tworzenia. W każdym razie – trzymajcie kciuki, nigdy nic nie wiadomo.

Obecnie pracujesz nad swoją nową EP-ką, więc wydaje mi się, że naturalnym będzie zapytanie Cię o nią. Czyjego gościnnego udziału możemy się spodziewać? Czy mógłbyś powiedzieć nam coś więcej na temat tego projektu?

Tak, pracuję nad nią, ale na razie nie chcę zdradzać zbyt wiele. Wszystko to, co mogę Ci teraz o tym powiedzieć to to, iż będzie to projekt mojej nowej grupy [Big Boom Bap przyp. red.] i mamy zamiar wypuścić na wosku boom bap rodem z lat 90.tych. Wyraziste bębny, mocne werble, ciężki linie basu, sample, cuty, scratche i porządne gry słowne. Bardzo się cieszę na myśl o tym projekcie i nie mogę się doczekać, aż podzielę się nim ze światem. Jeśli chodzi o gościnne udziały, zdecydowaliśmy się pozostać przy dwóch. Dzięki za pytanie, wypuścimy to już niebawem.

Bardzo inspirujące dla mnie jest to, iż podziemna scena ma bardzo pozytywny vibe i ukazuje dużo miłości zarówno dla pionierów, jak i nowicjuszy. Co sprawiło, że Ty pokochałeś underground?

Pionierzy, którzy przetarli szlaki tej wyjątkowej kulturze jaką nazywamy hip hopem, dorastanie będąc otoczonym Emcees, DJ-ami, bboyammi, writerami, poetami, aktywistami hip hopowej społeczności, jej charakter, czytanie o niej, płyty winylowe, taśmy, programy radiowe za czasów college’u, open mic nights, spędzanie czasu w studio, podpatrując i ucząc się, zafascynowało mnie i sprawiło, iż zakochałem się w podziemnej kulturze hip hopu. Ta miłość kierowała też pionierami, którzy poświęcili swoje całe życie dla kultury hip hop i jej reprezentantom na całym świecie. W dzisiejszych czasach niektórzy z newcomerów mają gdzieś naszą kulturę i tych, którym należy się wyróżnienie, dlatego tak inspirujące jest widzieć, że Afrika Bambaataa (Zulu Nation), Grandmaster Flash, Kool DJ Herc, KRS-One, Chuck D, Rock Steady Crew i wielu innych jest nadal obecnych i gotowych głosić słowa kultury hip hop całej reszcie. To też czas dla naszego pokolenia by spokornieć i wrócić do pracy, szanując tych, którzy byli tu przed nami. Mnie nie chodzi tylko o muzykę, a o coś więcej, bo kultura hip hopowa to nie tylko muzyka. W tym miejscu moje podziękowania należą się Project Underground, moim mentorom z wczesnych lat 90.tych, od których się uczyłem. Gdyby nie oni, nie byłbym tutaj i nie reprezentował prawdziwych wartości.

A co jest obecnie największym grzechem sceny hip hop?

Zakłamanie, ogłupianie, brak szacunku dla przodków, oddawanie wartości za dobra materialne. Takie działania powodują konflikt interesów ludzi, których nie interesuje rozwijanie kultury z nami, gotowymi rozwijać świadomość i odpowiedzialność. Hip hop powinien otrzymać należny szacunek, bowiem zbudowaliśmy wyjątkową kulturę, nadającą kształt społeczeństwom na skalę globalną.

Oprócz zajmowania się muzyką, pracujesz również z dziećmi. Czy podjąłeś próby, by uczyć ich także na temat kultury hip hopowej? Co mógłby dać im duch tej kultury?

To wspaniała droga być nauczycielem, hip hop przychodzi naturalnie, więc nie muszę ich nim atakować. Co jest interesujące, pewnego dnia puściłem dzieciakom „Fancy Free” Donalda Byrda. Spytałem je, czym jest jazz i jeden z nich odpowiedział: „jazz to hip hop”, więc jak widzisz, hip hop przychodzi naturalnie i mówi sam za siebie. Dzieciaki czerpią z różnych przekazywanych im środków, nawyków zdrowego życia, literatury, sztuki, tańca, muzyki, natury. Przekazywania ducha hip hopu zależne jest od nauczycieli i ich wiedzy na ten temat. Duch hip hopu pozwoli dzieciakom poznać prawdę, która daje siłę ich nauczycielom, by to robić. Prawdę.

Porozmawialiśmy o dzieciakach, więc przejdźmy płynnie do następnego tematu. Jesteś zapalonym crate-diggerem. Gdzie sięgają Twoje korzenie jako diggera? Czy również Twoi rodzice zbierali nagrania lub byli powiązani w jakiś sposób z muzyką?

Moje korzenie tkwią w muzyce gospel, jeżeli chodzi o kolekcjonowanie winyli. W moim rodzinnym domu było bardzo dużo muzyki gospel, słuchanej właśnie z winyli. To były wczesne początki mojej kolekcji. Pewnego niedzielnego popołudnia grzebałem w 45-kach i trafiłem na jedną z nich, zatytułowaną The Haltons – „Soul Stirring”. Jedyne nagranie The Haltons o jakim wiedziałem nazywało się „Higher Grands”. Włączyłem ten utwór, moja mama była w tym samym pokoju co ja i powiedziała: „To ja śpiewam w tym utworze”. Byłem w wielkim szoku, bo pierwszy raz usłyszałem o tym, że była oryginalną członkinią The Haltons. Od tamtej pory czułem się zainspirowany nie tylko do kolekcjonowania płyt, ale także do pisania rymów. Mój tata był bardziej zainteresowany pisarstwem, był także wielebnym, lecz niezbyt długo z powodu jego problemów z cukrzycą. Dlatego też odziedziczyłem pisanie rymów po tacie, a poczucie rytmu po mamie. Słuchałem także dużo funku, disco, reggae, soulu, klasycznego hip hopu, jazzu i afrobeatu, kiedy uczęszczałem na spotkania rodzinne, więc winyle były gigantyczną częścią mojego dojrzewania. I tak naprawdę – wciąż nią są.

Jak wiele nagrań obecnie posiadasz? Czy posiadasz swój własny „święty Graal”?

Miałem ich około 3 tysięcy, ale parę z nich sprzedałem i dokonałem kilku wymian. Myślę, że moim „świętym Graalem” jest 45-ka z nagraniem mojej mamy i jej grupy The Haltons, kolekcja moich rodziców oraz kolekcja płyt, którą dostałem w prezencie od mojej śp. cioci Glorii. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

[php function=1]