Maj miesiącem jazz-hopu

Photo: B+

Każdego miesiąca wypadają mniej lub bardziej istotne wydarzenia ze świata muzycznego. Osoby sympatyzujące z tzw. czarnymi brzmieniami powinny pamiętać o tym, że corocznie kwiecień przypada na Jazz Appreciation Month. Dodatkowo za przedsięwzięcie zwieńczające JAM nie bez kozery uznaje się przypadający na 30 kwietnia Międzynarodowy Dzień Jazzu. Wraz z powrotem do świata żywych U Call That Love postanowiłem niejako nawiązać do kwietniowych wydarzeń, wybiegając jednak dalej i łącząc jazz ze światem hip hopu. W ten sposób wyszedłem z inicjatywą, aby w maju przynajmniej na niewielką skalę skupić się na jazz-hopie. W końcu ten wspaniały i niegdyś szalenie istotny w rozwoju hip hopu nurt posiada bogatą historię i w dalszym ciągu przyciąga odbiorców.

Spośród wszystkich rodzajów hip hopu, jazz-hop (występuje również bliźniacze określenie jazz-rap) stanowi jedną z najbardziej wyszukanych form. Nurt wykształcony na przełomie lat 80. i 90.tych ub. wieku, kiedy to na listach przebojów i w mass mediach królował awanturniczy i kontrowersyjny rap, czy to spod znaku gangsta rapu, czy Miami bass, czy politycznie ukierunkowanego hip hopu, wszedł na salony kuchennymi drzwiami. A Tribe Called Quest, Dream Warriors, Gang Starr, Digable Planets, De La Soul, Easy Mo Bee, Jungle Brothers, Black Sheep, The Roots, The Brand New Heavies, The Pharcyde i wielu pozostałych odcisnęło swoje piętno na międzynarodowej popularyzacji tej odmiany muzyki w latach 90.tych. Pod koniec poprzedniego stulecia obraz mainstreamu uległ całkowitej przemianie, wobec czego jazz-hop trafił do drugiego obiegu. Godnymi spadkobiercami i kontynuatorami tradycji jazzowych zostali J Dilla, Madlib, Nujabes, People Under The Stairs, Mountain Brothers, J. Rawls, Fat Jon, Kero One czy The Herbaliser. W dzisiejszych czasach oczy większości osób są skierowane na nowe hybrydy muzyczne, co jest naturalną koleją rzeczy. Jednak nadal można spotkać się gorących zwolenników tej strony muzyki hip hopowej, zarówno twórców, jak i słuchaczy, o czym zamierzam przypomnieć.

Wszystkie osoby zaznajomione z tematyką mojego serwisu powinny doskonale wiedzieć o tym, że należę do ogromnych miłośników tej odmiany muzyki hip hopowej. Co pewien czas sięgam po starsze i świeże nagrania przypisane do tej kategorii, odnajdując w tym prawdziwą radość. W związku z powyższym przez następne tygodnie pojawi się na łamach strony szereg artykułów poświęconych jazz-hopowi. Nie zabraknie części stricte publicystycznej, recenzji płytowych, czy też informacji o nowszych wydawnictwach. Pojawią się także publikacje odnoszące się do jazzu czy jazz fusion, przez co wyraziście udowodnię, jak wiele hip hop zawdzięcza swoim prekursorom z niniejszego otoczenia muzycznego. Oprócz tego opublikuję materiały dotyczące nieodżałowanego i zapomnianego Guru.

Oczywiście, znajdą się jednostki, które w oka mgnieniu stwierdzą, że nie ma sensu więcej grzebać przy jazz-hopie, gdyż ta muzyka dawno temu przeminęła i nie wniesie nic świeżego do hip hopu. Jednak, aby dobitniej podkreślić znaczenie oraz rolę jazzu w hip hopie, odwołam się do krótkiego cytatu wybitnego pianisty, kompozytora i producenta, Roberta Glaspera, perfekcyjną puentę wszelkich dywagacji na ten temat:

If you’re a hip-hop producer that wants a lot of melodic stuff happening, you’re probably going to go to jazz first.

Właśnie z tym krótkim przesłaniem zostawiam wszystkich w oczekiwaniu na sporą dawkę jazz-hopu, jaka zagości w najbliższym czasie na U Call That Love.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz