NBA sprzed lat: PHX vs NYK (1993)

Pat Riley (z prawej) próbuje odciągnąć Grega Anthony’ego od Kevina Johnsona.

Już 28 października rusza 69. sezon NBA. Za namową pewnych osób zdecydowałem się na dołożenie specjalnej rubryki do U Call That Love, w której pojawią się artykuły o najlepszej zawodowej lidze świata. Wszystkie przyszłe publikacje na stronie będą dotyczyły najwspanialszego okresu w dziejach tych rozgrywek, czyli lat 80. i 90.tych. Artykuły będą pojawiać się na łamach naszego serwisu w każdą niedzielę. Pierwsza odsłona „NBA sprzed lat” przed Wami.


W czasie, gdy większość osób koncentruje się na zbliżającym się wielkimi krokami nowym sezonie NBA, osobiście oddaję się przypominaniu sobie różnych wydarzeń z lat 80. i 90.tych. Jednym z moich ulubionych zagadnień związanych z tamtym okresem są charakterystyki zespołów oraz częste i gęste bójki na parkietach. Niemal każdy bardziej zaogniony konflikt pomiędzy poszczególnymi koszykarzami lub nie raz całymi drużynami prowadził do interesujących następstw. Właściwym przykładem na potwierdzenie tych słów będzie niesławna bijatyka w trakcie meczu z 23 marca 1993 roku, kiedy naprzeciw siebie stanęli zawodnicy Phoenix Suns i New York Knicks.

Przed rozpoczęciem sezonu 1992-93 notowania drużyny z Arizony znacznie wzrosły dzięki pozyskaniu Charlesa Barkleya będącego u szczytu swojej formy. Z kolei ich przeciwnicy z Konferencji Wschodniej zamierzali zrobić wszystko, aby rozegrać jeszcze lepszy sezon niż poprzedni (1991-92 zakończyli z bilansem 51-31). Z pierwszej potyczki pomiędzy Suns a Knicks w Madison Square Garden zwycięsko wyszli ci drudzy (wygrana 106-103). Rewanż rozegrany dwa miesiące później określano mianem pojedynku dwóch teamów o mistrzowskich aspiracjach, nieustępliwych, posiadających znakomitych graczy i pragnących odebrać panowanie w lidze Chicago Bulls. NYK przed przybyciem do Phoenix odgrażali się w prasie, że są znacznie lepiej poukładanym zespołem i nie przestraszą się PHX. Wszyscy sympatycy NBA z lat 90.tych zapewne pamiętają, iż Patrick Ewing, Charles Oakley, John Starks i spółka nie rzucali słów na wiatr i solidnie pracowali na opinię najbardziej niewdzięcznych przeciwników na parkietach w USA, nie odpuszczając nikomu (swoja drogą często porównywano ich do The Bad Boys Pistons, dodając przy tym, iż posiadają oni mniejszy arsenał niż drużyna z Detroit). W późniejszych latach Kenny Smith określił nowojorczyków z tamtego okresu jako „mean team”, co najlepiej oddaje ich ówczesną filozofię.

Spotkanie zostanie rozegrane w America West Arena w Phoenix. Od początku spotkania iskrzyło szczególnie pomiędzy backcourtem Suns a Knicks. Rozgrywający tamtego wieczoru przeciętne zawody Kevin Johnson często miał coś do powiedzenia Docowi Riversowi (tak na marginesie, obecny trener Los Angeles Clippers był wtedy brzydszy niż teraz). Pod koniec drugiej kwarty spotkania napięcie na linii KJDoc sięgnęło zenitu. Przy stanie 59-53 dla Suns Anthony Mason wyprowadzał piłkę. Doc Rivers nie potrafił sobie poradzić z wywierającym na niego presję Johnsonem i starając się uwolnić od niego popełnił faul ofensywny, po którym obaj skoczyli sobie do gardeł. Awantura nie przerodziła się w bójkę głównie dlatego, ponieważ szybko uspokojono Barkleya i Oakleya (na całe szczęście, ponieważ inaczej trup ścieliłby się gęsto); najwięcej do powiedzenie mieli wówczas Danny Ainge i John Starks. Przy następnym posiadaniu Phoenix, KJ dał się zwieść Docowi i wtedy to przewinął w ofensywie. NYK pozostawało kilka sekund na wyprowadzenie akcji. Backcourt PHX postanowił zabawić się z Riversem sprowadzając jego do parteru. Po syrenie kończącej pierwszej połową Doc od razu pobiegł w stronę KJ-a chcąc od razu wymierzyć sprawiedliwość, po czym na boisku zaczęło być bardzo gorąco. Nie brakowało interwencji trenerów (Pat Riley za każdym razem dobrze sobie radził w takich sytuacjach, co innego jego ówczesny asystent, Jeff van Gundy), trzymania w pół najbardziej krewkich koszykarzy oraz ciągłych wyzwisk. Gdy wydawało się, że bójka już została zażegnana, nieuczestniczący w tamtym meczu Greg Anthony wyrósł jak spod ziemi i atakując od tyłu Johnsona, czym od razu dostał nominację w kategorii „Idiota roku w NBA”. Nieodpowiedzialne i haniebne zachowanie tego sportowca, sucker punch jak się patrzy. W drugiej połowie obraz gry uległ zmianie. Obie strony uspokoiły się, Sir Charles i spółka podkręcili tempo, zaś z nowojorczyków zeszło powietrze i nie podjęli walki. Ostatecznie Phoenix zmiażdżyli ostatecznie NYK wygrywając tamte spotkanie 121-92.

Jakie były następstwa tej wielkiej zadymy w Arizonie? Oczywiście posypały się kary indywidualne po tym meczu. Sędziowie tego spotkania wyrzucili po tym z parkietu 6 zawodników – Anthony’ego, Starksa, Riversa, Masona (Knicks) oraz Johnsona i Ainge’a (Suns). W trakcie meczu łącznie odgwizdano 12 przewinień technicznych PHX po całym incydencie zjednoczyli się jeszcze bardziej i zanotowali serię 11 wygranych spotkań, wygrywając Konferencję Zachodnią z bilansem 62-20. NYK wcale nie podłamali się przegraną oraz skandalem związanym z zachowaniem Grega Anthony’ego, co odbiło się głośnym echem w mediach, ponieważ do końca sezonu regularnego 1992-93 ponieśli tylko 3 przegrane, co ostatecznie dało im zwycięstwo na Wschodzie (60-22). Ostatecznie obie ekipy musiały uznać Chicago BullsNYK odpadli w starciu z CHI w finałach Konferencji Wschodniej (2-4), zaś PHX musiało uznać wyższość Michaela Jordana i spółki w finałach NBA w 1993 roku (również przegrali serię w stosunku 2-4). Władze NBA po niechlubnych wydarzeniach z Phoenix postanowiły zaostrzyć kary za bójki na parkietach NBA. Nowo wprowadzone zmiany nie przetrwały długo, gdyż już w trakcie play-offów z 1994 roku doszło do jeszcze gorszej w skutkach rozróby pomiędzy Chicago Bulls a (ponownie) New York Knicks, którą z bliska obserwował były komisarz NBA, David Stern.

Po latach główni bohaterowie opisywanej historii – Danny Ainge i Doc Rivers – spotkali się w Bostonie, przynosząc dla Celtics ostatnie jak do tej pory mistrzostwo NBA w 2008 roku. Życie bywa przewrotne, nieprawdaż?

Poniżej znajdziecie video z przebiegu całego zdarzenia.