DJ Krush liveZgodnie z zasadą „lepiej późno niż później” chciałbym nawiązać do imprezy kulturalnej, która odbyła się pod koniec kwietnia b.r. w białostockim klubie Fama. Występ DJ’a Krusha w stolicy podlaskiego był oczekiwany przez znaczne grono fanów. Wejściówki na to wydarzenie zostały wyprzedane na kilkanaście dni przed eventem. Bilety wstępu trafiły nie tylko do białostoczan, ale także do mieszkańców miast oddalonych od Białegostoku o znaczną odległość, co było sukcesem, zważywszy na niezbyt dogodny termin gigu (środa). Wg przybliżonych wyliczeń organizatorów show, niemal co trzeci uczestnik koncertu pochodził spoza Podlasia. Jak widać, przy dobrze przemyślanej i odpowiednio wcześniej zaplanowanej promocji można dotrzeć do odbiorców mieszkających na co dzień nawet na Łotwie. Nie należy zapominać, iż nazwisko Krusha także nadal robi swoje i przyciąga zainteresowanych.

Przejdźmy do tego, co się działo 28 kwietnia w Famie. Profil imprezy został ukierunkowany w stronę brzmień drum’n’bassowych, przy których licznik BPM osiąga wysokie wartości. Niewielka pojemność klubu została niejako zrównoważona świetnym nagłośnieniem, dzięki czemu nie było podstaw aby kręcić na pracę akustyków czy niewyraźnego brzmienia. DJ Eprom, dla którego to była druga wizyta na Podlasiu, pokazał się z jak najlepszej strony. Pod względem technicznym (dłuższymi) chwilami przyćmił nawet gwiazdę wieczoru, czyli DJ’a Krusha. W secie sympatycznego warszawianina znalazło się miejsce na kilka utworów pochodzących z niedawno wydanego przez niego materiału, Machinerio EP. Szkoda tylko, iż nie zaprezentował w pełni swoich umiejętności turntablistycznych, ale i tak jego występ można zaliczyć na duży plus. Po nim zaprezentował się Hideaki Ishi. Cóż, można było więcej spodziewać się po Japończyku. W swoim secie wykorzystywał on stary, 4-kanałowy mikser (z samplerem w jednym) Vestaxa. Uderzając w pady tego urządzenia po prostu ciął dźwięki i szczególną uwagę przykładał do korekcji brzmienia (wszystko można było wnikliwie obserwować dzięki projektorowi wyświetlającemu na żywo poczynania DJ’a z bliskiego ujęcia). Poza tym, Krush nie powalił na kolana. Przygotowany wcześniej loop zawierał najróżniejsze nagrania, mixy, remixy, a poszczególne kawałki z „Endtroducing…” DJ’a Shadowa można było słyszeć nader często. Praktycznie żadnego zaskoczenia, większego wykorzystania umiejętności DJ’skich. Jednakże, nie należy zapominać o istotnym fakcie. Ostatni studyjny album Ishiego, „Jaku” ukazał się na rynku muzycznym sześć lat temu, a ostatnie lata przyniosły jedynie mixtape „Code4109”, kompilacje „Stepping Stones – The Self Remixed Best: Lyricism”, „Stepping Stones – The Self Remixed Best: Soundscapes” oraz DVD „History of DJ Krush”. 48-letni Krush odlicza raczej pozostałe lata do zasłużonej muzycznej emerytury niż poszukuje inspiracji do kolejnych nagrań.

Po show Japończyka trwającym krócej niż dwie godziny, za gramofonami pojawił się Auricom i… klub w mgnieniu oka opustoszał. Nie jest to żadne novum w przypadku imprez organizowanych w Famie, wręcz jest to zwyczajem, że po występie gwiazdy wieczoru, większość publiczności wychodzi z tego lokalu. Poniekąd jest to zrozumiale, gdyż rzadko są tam organizowane dobre after party. Również brak komfortu przy prowadzeniu konwersacji w Famie skutecznie pcha ludzi w stronę wyjścia. Niektórzy mogą mnie posądzić o szukanie dziury w całym i zwykłe narzekanie lecz póki co, nic nie zmieni tego stanu rzeczy.

Pomimo wszystko, impreza wypadła co najmniej solidnie. Białystok w końcu został zauważony na szerszą skalę w kraju, co powinno zaprocentować w przyszłości. Białostoczanie powoli przestają być skostniali i zaczynają się otwierać na eventy, które nie ograniczają się do tych samych nazwisk wykonawców, powtarzanych do znudzenia. Przed nami XXV Dni Sztuki Współczesnej i wiele wydarzeń o wysokiej randze artystycznej. Czas pokaże, jakie nowości przyniosą następne tygodnie i miesiące.