[php function=1]

Konrad Gogosz

Muzyka, którą tworzysz nie jest specjalnie popularna w Polsce. Owszem, można znaleźć rodzimych producentów, którzy ze swoją twórczością dotarli do większego grona odbiorców (np. Holdcut, Skalpel czy Noon), ale to są raczej pojedyncze przypadki. Czy w takim razie przeciętny polski słuchacz nie jest otwarty na instrumentalne projekty?

Wiele razy spotkałem się z opinią: „Kondor, gdybyś nagrywał w Polsce, to mógłbyś być konkurencją dla Verby…” (śmiech). Nie wiem jak jest z odbiorem takiej muzyki w Polsce. Raczej większość osób słucha po to, żeby się rozluźnić, a nie żeby poczuć głębie czy też uczucia, które są wlane w tą muzykę. W moim przekonaniu, w Polsce póki co nie zanosi się na rewolucję w hip hopie, mającej wprowadzić na rynek tego rodzaju muzykę.

Obecnie dużo osób odchodzi od kultury hip hopowej, stojąc gdzieś z boku i nie rzucając się w oczy. Twoja osoba jest koronnym przykładem tego stwierdzenia. Jakie są Twoje odczucia odnośnie rodzimej sceny hip hopowej?

Nigdy nie przepadałem za hip hopem powstającym w Polsce głównie ze względu na wokale. Teksty są w porządku. Co do bitów również mam zastrzeżenia, ponieważ nie trafiają w mój gust. Można policzyć na palcach kawałki, które mi się naprawdę podobają i są to głownie produkcje Łony, HiFi Bandy, czy też stare utwory Eldoki.

Była mowa o Nomaku i Nujabesie, jednakże to tylko wierzchołek góry, której szczyty zasiedlone jest przez wielu innych producentów podobnych brzmień muzycznych. Wymieniłbyś kilku perspektywicznych i wartych uwagi artystów, z krótkim uzasadnieniem dlaczego właśnie tacy, a nie inni instrumentaliści należą do tego grona?

Jest kilku artystów których warto posłuchać, Uyama Hiroto który nagrał kilka utworów z Nujabesem, DJ Okawari, czy Tsunenori. Jest naprawdę wielu podobnych artystów pod względem stylu i dużo można by tu wymieniać, ale tych trzech zasługuje na szczególną uwagę. Ich albumy są bardzo dobre technicznie i widać, że dużo pracy włożyli w ich stworzenie. Utwory nie są monotonne i praktycznie się nie nudzą. Swoją muzyką skłaniają do refleksji a nie tylko luźnego słuchania.

Muzyka instrumentalna z roku na rok jest coraz popularniejsza i dociera do wielu słuchaczy. Momentami aż ciężko nadążyć za wszelkimi mariażami pośród gatunków muzycznych dających słuchaczom soundtracki, które opisują po prostu życie. Jak postrzegasz przyszłość brzmień stricte instrumentalnych od strony artysty, który tworzy właśnie taką muzykę?

Ciężko powiedzieć, muzyka ciągle się zmienia, powstają nowe nurty, rodzaje stylów. Sądzę, że rodzaj muzyki, którą tworzę zawsze znajdzie swoje grono słuchaczy, ponieważ daje wiele możliwości i bazuje na prawdziwych instrumentach muzycznych. Szczerze mówiąc, nigdy nie myślałem o tym jaka będzie przyszłość instrumentali. Staram się żyć teraźniejszością i skupiać się na swoim rozwoju.

Jak wygląda Twój etos pracy i proces nagrywania utworów? Z góry realizujesz założone przez siebie szkice i plany, czy raczej jest to wypadkowa pomysłów powstających ad hoc?

Zazwyczaj wygląda to tak, że szukam różnych sampli jazzowych, soulowych i jeżeli coś konkretnego wpadnie w ucho, to zabieram się ostro do pracy. Dużo ćwiczę, aby poprawić jakość swoich kawałków bo z tym zawsze było u mnie kiepsko; kwestia sprzętu. W momencie składania płyty wybieram swoje ulubione projekty utworzone od ostatniego albumu i zaczynam je dopracowywać.

Co dobrego słychać u Twojego przyjaciela Blazo, którego kariera muzyczna przebiega niemal identycznie jak Twoja. Słyszałem, że po wydaniu w ubiegłym roku płyty „Alone Journey”, szykuje się do zaprezentowania słuchaczom swojego kolejnego projektu.

Trochę oddaliliśmy się od siebie, ponieważ on studiuje w Krakowie i tam też przebywa, a ja zostałem póki co w Jaśle i mamy kiepski kontakt. Wiem tylko tyle co i Ty, czyli że szykuje się kolejny projekt, ale jestem przekonanym że to będzie coś wielkiego i mam nadzieję że osiągnie wielki sukces. Wiem także, że jego utwory pojawiły się na różnych kompilacjach wychodzących z wytwórni, z którą jest związany (Blazo ma podpisany kontrakt płytowy z IntroDuCing! – przyp. red.).

Słuchając uważnie Twoich tracków, gdzieniegdzie można odnaleźć inspiracje zaczerpnięte z japońskich filmów anime. Posiadasz ulubione tytuły z tego gatunku, godne polecenia dla amatorów, jak i wielbicieli anime?

Jeżeli chodzi o muzykę to szczególnie polecam Joe Hisaishi; jest on chyba najbardziej znanym japoński kompozytorem, którego muzyka to czyste piękno. Współpracuje ze studiem Ghibli (dużo dobrych anime, które polecam).

Z filmów anime szczególną uwagę warto zwrócić: „5 Centimeters Per Second”, „Ghost In The Shell”, „Cowboy Bebop”, „Paprika”, „Perfect Blue”, „Golden Boy”, „Death Note”, „Grave Of The Fireflies”. Są to różne gatunku, począwszy od dramatu, kończąc na science-fiction.

Japonia i kraje Dalekiego Wschodu od setek lat stanowią inspirację dla niezmierzonej ilości artystów. Co jest najbardziej pociągającego dla Ciebie w tym kraju i od jak dawna fascynujesz się kulturą Nipponu?

Szczerze mówiąc, zacząłem się fascynować tą kulturą w momencie, gdy usłyszałem utwory wspomnianego wyżej Joe Hisaishi, więc jak widać wszystko sprowadza się do muzyki. Również warto zaznaczyć, że pierwszą osobą która interesowała się Japonią przede mną był mój brat, który oglądał liczne Anime, trenował Aikido i miał w planach nawet studiować japonistykę.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę owocnej dalszej pracy i odwiedzenia prędzej czy później Japonii. Do usłyszenia!

Również dziękuję. Cześć!


Kondor na Facebooku: http://www.facebook.com/kondormusic
Kondor na MySpace: http://www.myspace.com/djkondor

[php function=1]