Panowie z Mello Music Group to już niemalże stali bywalcy UCTL. Artyści zrzeszeni pod skrzydłami tej wytwórni dostarczają nam nieskończone pokłady muzyki na najwyższym poziomie, pisaliśmy już m.in. o ostatnich albumach Apollo Browna, Oddiseego czy Substantiala. Przyszedł wreszcie czas, aby poświęcić parę słów stosunkowo nowemu wykonawcy pod skrzydłami MMG, młodemu orłowi o dźwięcznym pseudonimie Stik Figa, autorowi płyty „As Himself”.
Rok: 2012
Stik Figa opowiada o sobie samym
Indelible Niche Collective wydawcą undergroundowej kompilacji
Droga prowadząca od głęboko tkwiących niezależnych kręgów muzycznych do zdobycia większego uznania w oczach opinii publicznej bywa niekiedy długa i wyboista. Jak pokazują przykłady wielu artystów, bez większego wsparcia oraz szczęścia, ładnych kilka lat może zająć dotarcie do szerszego grona słuchaczy. Jeżeli dołożymy do tego stale rosnącą konkurencję na całym świecie oraz promocję stale tych samych postaci przez serwisy muzyczne, to okaże się, iż rzeczywiście trzeba nie lada wysiłku, aby przebić się w tej branży. W związku z tym, powołuje się do życia projekty zrzeszające młodych twórców muzycznych, przy których wspólnymi siłami można zdziałać znacznie więcej niż w pojedynkę. Jednym z takich przedsięwzięć jest założone nie tak dawno Indelible Niche Collective. Dzięki tej platformie ukazała się kompilacja „INC: Collection 1”, zawierająca nagrania wykonawców na dorobku z różnych stron świata. (więcej…)Kompilacja utworów uczestników warsztatów RBMA Bass Camp
W połowie marca b.r. w stolicy kraju odbyła się polska edycja Red Bull Music Academy Bass Camp. Kilkudniowy cykl warsztatów i zajęć w studio nagraniowym przygotowanych przez Akademię Muzyczną Red Bulla został rozszerzony też o imprezy oraz koncerty w warszawskich klubach, prezentując całą ideę tego międzynarodowego projektu. Udział w marcowym przedsięwzięciu wzięli m.in. Kasia Malenda, Envee, Kuba Sojka, Kwazar, Spisek Jednego, Teielte, Ment XXL, Kixnare, Wildcookie i wielu innych młodych-zdolnych twórców. O efektach RBMA Bass Camp można od kilkunastu dni przekonać się też za sprawą kompilacyjnego wydawnictwa opartego o nagrania uczestników warsztatów, „Inside Out Przedstawia: Red Bull Music Academy Bass Camp Warsaw CD”. (więcej…)
Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #2
9–13 minutWe wrześniu wspólnie z serwisem SugaSoul rozpoczęliśmy cykl poświęcony 200 najlepszych w historii wydawnictw spod znaku czarnych brzmień. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać naszych pierwszych dziesięciu propozycji, w tym miejscu znajdziecie pierwszą część publikacji. Druga dziesiątka ukazała się już jakiś czas temu na stronie partnera tego projektu, natomiast dziś nadrabiam zaległości z tego tytułu na stronie U Call That Love. Tak jak poprzednio, za pierwszą soulową połowę odpowiada SugaSoul, natomiast za propozycje płyt rapowych odpowiadam osobiście.
Heatwave – Too Hot to Handle (1976)
Heatwave to jedna z najbardziej multikulturowych muzycznych grup w historii. W jej skład wchodzili artyści narodowości amerykańskiej, szwajcarskiej, jamajskiej, brytyjskiej a nawet (wówczas) czechosłowackiej. Ich debiutancka płyta o tytule znakomicie pasującym do zawartego na krążku materiału, okazała się być kopalnią ponadczasowych przebojów a na dodatek albumem totalnym, w którym wskazanie choćby jednego nieudanego utworu jest niemożliwe. Nie należy jednak się dziwić artystycznemu poziomowi Heatwave. Grupie przewodził bowiem genialny Rod Temperton, który kilka lat później miał zostać jednym z ulubionych producentów Michaela Jacksona, dla którego napisał „Rock With You” oraz najbardziej rozpoznawalny utwór Króla Popu – „Thriller”. Pierwsza płyta, którą stworzył wraz ze swoją grupą, zawiera jeden z największych przebojów lat 70 zatytułowany „Boogie Nights” i to właśnie na krążku „Too Hot To Handle” znalazła się wersja oryginalna, później coverowana przynajmniej kilkanaście razy m.in. przez KC and the Sunshine Band. Wielkim hitem stała się również liryczna ballada „Always and Forever”, funkowe „Super Soul Sister” czy tytułowe „Too Hot To Handle”. Płyta z 1976 to jedna z największych perełek muzyki z pogranicza rhythm&bluesa, funku, disco i soulu. Pozycja obowiązkowa w każdej porządnej płytotece!
Lauryn Hill – The Miseducation of Lauryn Hill (1998)
Pierwszy i w zasadzie ostatni solowy album w karierze, Lauryn Hill nagrała mając zaledwie 23 lata. Amerykańska artystka zgarnęła za debiutancki krążek potężny wór nagród, łamiąc przy tym kolejne rekordy sprzedaży, nominacji i wyróżnień. Płyta ta zadziwiała w 1998 roku i po 14 latach nadal zadziwia swoją świeżością, młodzieńczą energią a przy tym niespotykaną mądrością, tak muzyczną jak i liryczną. Lauryn Hill na swym debiucie zaprezentowała niezwykły rodzaj wrażliwości, umiejętnie wplatając go między brzmienia soulowe i hip hopowe. Pierwszym singlem została piosenka „Doo Woop (That Thing)” do dziś pozostająca esencjonalnym przykładem ambitnej, czarnej muzyki spod znaku Ms. Hill. Nie mniejszą popularność zdobył sensualny „Ex-Factor” czy duety z Mary J. Blige („I Used To Love Him”) oraz ze zmysłowym D’Angelo („Nothing Even Matters”). „The Miseduation of Lauryn Hill” to bezsprzecznie jeden z najważniejszych albumów wydanych w ostatniej dekadzie XX wieku. Plasuje się także w czołówce najwybitniejszych przykładów muzyki, którą określić można mianem „hip hopu z duszą”.
Minnie Riperton – Perfect Angel (1974)
Pochodząca z Chicago, ponadprzeciętnie utalentowana Minnie Riperton, swoim drugim w karierze albumem wpisała się na stałe do annałów muzyki soulowej. Płyta „Perfect Angel” przyniosła artystce jej najpiękniejszy bodaj i najbardziej rozpoznawalny miłosny utwór „Lovin’ You” będący idealną muzyczną ilustracją wrażliwości i subtelności reprezentowanej przez Riperton. Błędem byłoby jednak utożsamianie całego albumu „Perfect Angel” z tą łagodną, romantyczną kompozycją. Na krążku z 1974 znalazło się bowiem kilka energetycznych utworów, które składają się na płytę będącą jedną z najciekawszych hybryd soulowego ducha połączonego z rockowym pazurem. Wystarczy wspomnieć 0 takich piosenkach jak „Reasons” czy „Every Time He Comes Around”. Utwory dla Riperton stworzył także sam Stevie Wonder, dokładając swą genialna rękę do aksamitnego „Take A Little Trip” czy tytułowego „Perfect Angel”. Album ten jest idealną mieszanką namiętności i niewinności, kompletnym muzycznym uosobieniem postaci Minnie Riperton, która zaledwie pięć lat po wydaniu „Perfect Angel”, opuściła muzyczny i pozamuzyczny świat przegrywając walkę z rakiem.
Alexander O’Neal – Hearsay (1987)
Alexander O’Neal, z nie do końca zrozumiałych dla mnie przyczyn, już chyba na zawsze pozostanie jedną z najbardziej niedocenianych postaci lat 80.tych. Choć – przyznać trzeba – pochodzący z Missisipi wokalista miał w swoim czasie nadzwyczajnie silną konkurencję, sam nie pozostawał w tyle. Jego drugi w karierze album „Hearsay” jest jedną z płyt najlepiej ilustrujących muzykę ówczesnych czasów. Wspomnieć wystarczy tytułową piosenkę „Hearsay” należącą do kategorii nieśmiertelnych, miłosnych rhythm&bluesowych jamów, które kocha się od pierwszego usłyszenia. O’Neal bez wątpienia najlepiej czuł się właśnie wykonując utwory o tematyce uczuciowo-łóżkowej czego kolejnym przykładem jest bardzo popularne w ostatnich latach ósmej dekady XX wieku „Lovers”. Na albumie z 1987 roku nie zabrakło również nieco bardziej tanecznych kompozycji, do których można zaliczyć singlowe „Fake” oraz „Criticize”. Choć nie da się ukryć, że „Hearsay” w wielu momentach trąci myszką a czasem brzmi wręcz śmiesznie, nie można odmówić krążkowi wielkiego uroku i przyjemności jaką wciąż sprawia odsłuchiwanie go po 25 latach.
Maze – Inspiration (1979)
Grupa Maze założona w połowie lat 70, wyraźnie dowodzona przez Frankie’ego Beverly, w początkowym okresie swej kariery nagrywała album za albumem. Niezwykle trudno było zdecydować, który z nich powinien być wyróżniony jako ten najwybitniejszy. Wybór padł na „Inspiration”, który jest chyba krążkiem najpełniej uwypuklającym emocjonalność, muzyczną elegancję oraz absolutny wykonawczy profesjonalizm Maze. Płyta zamykająca siódmą dekadę XX wieku hipnotyzuje i zachwyca od pierwszych dźwięków otwierającego „Love Inspiration”. Kolejne utwory prezentują szeroką gamę możliwości składu, któremu lideruje Frankie Beverly – wytwornie funkujące „Feel That You’re Feelin’”, utrzymany w wolnym tempie muzyczny hołd dla wszystkich kobiet „Woman Is A Wonder” czy wciągająca, perfekcyjna esencja ciepłego a zarazem inteligentnego soulu końca lat 70, „Ain’t It Strange”. Frankie Beverly wraz z Maze stworzył przynajmniej kilka płyt, które na dobre wpisały się w historię jako najwybitniejsze przykłady amerykańskiej muzyki granej w absolutnie imponujący sposób.
Schoolly-D – Schoolly-D (1985)
W drugiej połowie lat 80.tych w muzyce hip hopowej dochodziło do licznych zmian i raz po raz następował mniejszy i większy przewrót w branży. Sporo miejsca poświęcało się gangsta rapowi i wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi aspektami niesionymi przez ten styl. Niesłychana ekspansja tego nurtu nie byłaby możliwa bez prawdziwego pioniera hardcore’owych opowieści w rapie, Schoolly’ego-D. Wywodzący się z Filadelfii twórca jako pierwszy pokazał w jaki sposób należy snuć gangsterskie opowieści i przedstawiać te historie na płycie. Debiutancki album rapera z 1985 roku, „Schoolly-D”, okazał się wstępem do całego ruchu, generującego kilka lat później dziesiątki milionów dolarów. Filadelfijski wykonawca bez większej pomocy osób trzecich wypuścił dopracowany longplay trafiający na podatny grunt w Stanach Zjednoczonych. Sześć utworów przypadających na niniejszy projekt może wydać się niczym szczególnie, ale tak naprawdę nic więcej nie było trzeba. Na szczególną uwagę zasługują trzy nagrania, z których uczyniono zresztą singlami promującymi LP – „Put Your Filas On”, „P.S.K. What Does It Mean” oraz „Gucci Time”. Szczególnie drugi track na tej liście zrobił piorunujące wrażenie na wielu osobach. Skrót P.S.K. pochodzi od nazwy gangu Park Side Killers, z którym był związany Schoolly-D. Otwarta deklaracja przynależności do tej grupy, użycie w tekście utworu słowa „nigga” (Emcee jako jeden z pierwszych przedstawicieli hip hopu nie bał się zastosować tego określenia) oraz wyrazisty charakter, dodawały autentyczności obywatelowi Filadelfii. „P.S.K. What Does It Mean” stało się później motorem napędowym pierwszych nagrań Ice-T (patrz: „6 in the Mornin’”), a nawet ludzie spoza rapu docenili ten singiel. Schoolly-D rzadko pojawia się we wzmiankach dotyczących kultowych postaci dla rozwoju rapu. Jednak jego wkład w powstanie gangsta rapu jest niebagatelny i trzeba o tym pamiętać.
Jungle Brothers – Straight Out The Jungle (1988)
Pod koniec lat 80.tych w Nowym Jorku (choć nie tylko) wykształcił się nurt pozostający w opozycji do gangsta rapu – jazz-hop. Nowa odmiana rapu szybko znalazła swoich sympatyków, a większość artystów skupiła się wokół ruchu Native Tongues. W kilka lat po założeniu tego kolektywu, A Tribe Called Quest i De La Soul trafili na szczyty list przebojów i zaistnieli w mainstreamie, ale trzeci zespół wchodzący w oryginalny skład crew – Jungle Brothers – nie osiągnął tak dużych sukcesów, jak ich przyjaciele. Wpływ na to miało kilka czynników – grupa jako pierwsza ze wszystkich zadebiutowała na scenie, a łączenie różnych wariacji muzycznych wymagało od odbiorców dużego skupienia. Mike Gee, Afrika Baby Bam oraz DJ Sammy B dzięki swojemu otwarciu na wiele gatunków muzycznych, otrzymali szansę od wytwórni płytowej związaną z nagraniami dance, Idlers. Właśnie nakładem tego labelu trafiła do sprzedaży pierwsze single formacji, ale ich debiutancka płyta, „Straight Out The Jungle”, ukazała się dzięki nakładowi Warlocka. Longplay z 1988 roku to prawdziwa definicja afrocentryzmu, obecnego w każdym tracku pochodzącym z tego materiału. Oprócz licznych nawiązań do korzeni czarnych muzyków, Jungle Brothers silnie inspirowali się Jamesem Brownem i jazzowymi samplami oraz muzyką house. Ich największy szlagier, „I’ll House You”, zapoczątkował nurt zwany później jako hip house. Nad stroną producencką LP czuwali The Grand Wizard Oswald, Tony D i znamienity Kool DJ Red Alert, dopieszczając niesamowite brzmienie wynalezione przez członków JB. Gościnnie na albumie pojawił się nie byle kto, Q-Tip, dzięki któremu później jazz-hop trafił na panteon. „Straight Out The Jungle” to zapomniany przez niektórych klasyk, który odegrał istotną rolę w całym ruchu Native Tongue Posse.
Guru – Jazzmatazz Volume: 1 (1993)
W pierwszej połowie lat 90.tych jazz-hop święcił swoje największe triumfy, przyciągając przy tym mnóstwo osób spoza kręgów hip hopowych. Niektórzy artyści poszli o krok dalej i postanowili włączyć do hip hopu tzw. żywe instrumenty opierając się o standardy jazzowe (względnie acid-jazzowe). W tym wszystkim znaczącą rolę odegrały trzy albumy: „Heavy Rhyme Experience, Vol. 1” The Brand New Heavies, „Doo-Bop” Milesa Davisa wspieranego przez Easy Mo Bee oraz „Jazzmatazz Volume: 1” Guru. Wszystkie te produkcje stanowią klasykę gatunku, ale po latach właśnie do pierwszego wydawnictwa Keitha Elama poza Gang Starrem wraca się najczęściej. Co sprawia, iż wydany 19 lat temu przez Chrysalis Records materiał tak hipnotyzuje swoim pięknem? Przyjaciela DJ’a Premiera niemal od zawsze ciągnęło do korzystania z klasycznego jazzu w swoich nagraniach (patrz: singiel „Jazz Thing” Gang Starr z 1990 roku), a jego pierwsze solowe LP jest tego ukoronowaniem. Brzmienie pierwszej części „Jazzmatazz” przywodzi na myśl zadymione i przyciemnione kluby mające swoją siedzibę na Harlemie. Czy mogłoby być inaczej, skoro do współpracy nad płytą raper zaprosił takich wirtuozów, jak Lonnie Liston Smith, Branford Marsalis, Ronny Jordan, Donald Byrd oraz Roy Ayers? Ponadto swoją rolę odgrywają wokaliści – N’Dea Davenport (The Brand New Heavies), Carleen Anderson, DC Lee, a także francuski raper MC Solaar. „Jazzmatazz Volume: 1” to klasyk ponad klasykami, a zarazem najbardziej undergroundowa część serii, co też znacznie wpływa na charakter całości materiału. „Loungin’”, „Transit Ride”, „Down The Backstreets”, czy „Sights In The City”, to ponadczasowe utwory. Natomiast tak doskonałego wprowadzenia do longplaya jak w „Introduction”, może pozazdrościć Guru niejeden utytułowany artysta.
Genius/GZA – Liquid Swords (1995)
Po wydaniu w 1993 roku debiutanckiego albumu Wu-Tang Clanu, „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)”, szerzej nieznana grupa trafiła na hip hopowe wyżyny. Opinia publiczna oczekiwała równie udanych, co pierwsza płyta zespołu, solowych wydawnictw członków nowojorskie klanu. Wśród członków kolektywu tylko jedna osoba miała doświadczenie wyniesione z pracy nad solową produkcją, Genius/GZA. Raper wiedział jakich należy uniknąć po tym, jak jego debiutancki projekt, „Words from the Genius” (1991), przeszedł bez większego echa. Gary Grice odrobił pracę domową i bogatszy w kolejne doświadczenia dostarczył w listopadzie 1995 roku kompletne LP. „Liquid Swords„ oprowadza słuchacza po świecie inspirowanym filmami kung-fu, gdzie jeden najmniejszy błąd może oznaczać zgubę bohatera. Album wydany przez Geffen Records aż mnoży się od kultowych nagrań, a intro wprowadzające do tytułowego utworu nadal pozostaje jednym z moich ulubionych. Umiejętnie dobrane single promujące płytę („I Gotcha Back”, „Liquid Swords”, „Cold World” oraz „Shadowboxin’”), mistyczna otoczka i niepodrabiany przez nikogo innego styl znalazły setki tysięcy sympatyków na całym globie. Produkcję longplaya powierzono The Rizza, który w tamtym okresie był jednym z największych producentów hip hopowych. GZA w każdym tracku pokazywał swój geniusz, nie pozwalając sobie ani na jeden słabszy moment. Dodatkowego smaczku nadaje ostatni utwór, pominięty przy pierwszej wersji winylowej LP, „B.I.B.L.E. (Basic Instructions Before Leaving Earth)”. Nagranie tak naprawdę należy do Killah Priesta i to jemu należą się słowa uznania za fantastyczne zwieńczenie płyty.
The Roots – Things Fall Apart (1999)
Od początku istnienia kultury hip hopowej liczyło się przede wszystkim to, w jaki sposób poszczególni twórcy prezentują się na żywo. W końcu nic tak nie oddaje charakteru wykonawców, jak występy przed publicznością. Nie należy być wcale omnibusem, aby łatwo zgadnąć, jaki zespół jest powszechnie uważany od kilkunastu lat za najlepszy w czasie koncertów (po czasach old schoolu). W tym miejscu chodzi oczywiście o filadelfijską formację The Roots. W 1999 roku ukazał się bodaj najważniejszy album w bogatym dorobku kolektywu, „Things Fall Apart„. Znajdziemy kilka istotnych czynników przemawiających akurat za tą płytą. Przede wszystkim kultowy singiel „You Got Me”, którego historia powstania jest naprawdę interesująca. Tekst utworu napisała Jill Scott, zastąpiona później przez bardziej znaną w tamtym czasie Erykę Badu; występująca w nagraniu Eve jest często pomijana przy dyskusjach o tej kompozycji. Poza tym, to ostatni longplay przedstawicieli Philly nagrany w oryginalnym składzie z Malikiem B. oraz niedoścignionym mistrzem beatboxowym, Rahzelem. Poza tym, „Things Fall Apart” przyniosło Black Thoughtowi, Questlove’owi i spółce złotą płytę, sprzedając się w nakładzie przekraczającym 500,000 kopii. Sesje nagraniowe trwające blisko dwa lata przypadły też na działalność crew o nazwie Soulquarians, pojawiającego się na kilku istotnych albumach z przełomu wieków. Za warstwę muzyczną LP odpowiadała zawiązana na potrzeby tego i kilku innych produkcji, grupa The Grand Wizzards, w rzeczywistości stanowiąca część The Roots uzupełnioną o parę dodatkowych twarzy. Gościnne występy Mos Defa, Ursuli Rucker, DJ’a Jazzy Jeffa, Commona i pozostałych artystów dodają dodatkowej maestrii wykonania całości płyty.
SENSE & Sotu the Traveller ze wspólnym wydawnictwem
Przy obecnych uwarunkowaniach na scenie muzycznej, niejednokrotnie przychodzi z wielkim trudem odnalezienie się wśród masy nowych wydawnictw z całego globu. Już wcześniej zwracałem uwagę w serwisie uwagę na to stale rosnące zjawisko. Niejedna osoba zgodzi się też ze mną, iż czasami jesteśmy pozytywnie zaskakiwani przez nieznanych wcześniej wydawców i artystów. Wśród wszystkich oficyn wydawniczych warto zwrócić baczną uwagę na co prawda nie najmłodszą, aczkolwiek nie wszystkim znaną, wytwórnię Beats Broke. Posiadający swoją siedzibę w Austin w Teksasie (SXSW kłania się) label, współpracuje z wieloma artystami z Europy i Ameryki Północnej. Wśród najnowszych projektów wydanych przez amerykańską firmę znajdziemy wspólny materiał holenderskiego duetu producenckiego SENSE & Sotu the Traveller, „Rise & Shine”. (więcej…)
Premiery płytowe – 7 sierpnia 2012
4–6 minutW porównaniu z lipcem, w sierpniu nastąpił wyraźny spadek liczby premier płytowych, co zresztą przeszło już do porządku dziennego od dobrych kilku lat. Jeżeli przyjrzymy się pierwszemu wakacyjnemu miesiącowi, to łatwo dostrzeżemy niejedną istotną pozycję wydawniczą. W końcu w tamtym okresie ujrzały światło dzienne świeże albumy Nasa, Aesop Rocka, La Coka Nostry, The Alchemista, Reksa, Dark Time Sunshine, Masta Ace’a & MF DOOM-a oraz wiele innych przyciągających uwagę słuchaczy produkcji. Pierwszy wtorek sierpnia jeszcze nie wyglądał tak najgorzej, zważywszy na projekty AWAR-a, DJ’a Kentaro, czy Antibalas.
Antibalas – „Antibalas” (Daptone Records)
Afrobeat jest nieodłącznie związany z postacią Fela Kutiego, niezwykle barwnego artysty rodem z Nigerii. Tuż przed swoją śmiercią w 1998 roku, muzyk odegrał wraz z Eddie’em Palmierim ważną rolę przy założeniu zespołu Antibalas. Osoby skupione wokół tej formacji w naturalny sposób kontynuują tradycję afrobeatu, przekazując ją kolejnym pokoleniom. 7 sierpnia trafił na półki sklepowe najnowszy album grupy zatytułowany po prostu „Antibalas”. Całość materiału zawartego na LP powstała w Daptone’s House of Soul Studios umiejscowionym w Bushwick (Brooklyn, NYC). Głównymi architektami płyty okazali się wokalista Duke Amayo i gitarzysta Gabriel Roth (aka Bosco Mann). Obaj oprowadzają po afrobeatowym świecie Antibalas, aż kipiącym od energii ukrytej w kulturowym tyglu Czarnego Lądu. W przypadku tej produkcji liczy się nie ilość, tylko jakość utworów (na longplayu znajduje się zaledwie 7 nagrań), co nadaje „Antibalas” dodatkowego smaczku.
Produkcja: Gabriel Roth (aka Bosco Mann)
AWAR – „The Laws Of Nature” (Lions Pride/Raw Koncept)
Nowojorski raper AWAR oddał na początku sierpnia do rąk słuchaczy debiutancki album. Pomimo tego, iż Emcee prowadzi działalność w niezależnych kręgach muzycznych od prawie 10 lat, to właśnie dopiero „The Laws Of Nature” określa się mianem jego pełnoprawnego debiutu. W ub.r. artysta zwrócił na siebie uwagę za sprawą wydania podwójnej EP-ki, „Things Of That Nature”/„Nature Of The Beast”, obsadzonej po brzegi ważnymi postaciami ze świata hip hopowego (The Alchemist, M-Phazes, Joe Budden, Ayatollah, Vanderslice). Po przetarciu szlaków wykonawca ze Wschodniego Wybrzeża USA przygotował bardziej spektakularny materiał. Przy powstaniu poszczególnych tracków na longplayu brali udział niemniej zacni twórcy, wystarczy tylko spojrzeć na listę raperów – Evidence, Has-Lo, Murs, Stat Quo, czy Joe Budden. Os strony producenckiej również nie brakuje doskonale kojarzonych twarzy, z ww. The Alchemistem, Jake One’em, Nottzem na czele. Potencjał gospodarza płyty najlepiej przedstawiają single „Tunnel Vision”, „Elephant Gun”, „Until The End” oraz „Never Break Me”. Jednak trzeba pamiętać, iż do niektórych nagrań zawartych na trzeba się przekonać. Z drugiej strony, wielu ludzi pokłada nadzieje w AWAR-ze o czym świadczy współpraca z Raw Koncept przy wydaniu tego LP.
Produkcja: The Alchemist, Jake One, M-Phazes, Nottz, Sebb Bash, Sid Roams (Joey Chavez & Bravo) & Vanderslice
Gościnnie: Antonio Mclendon, DJ Majic, Evidence, Has-Lo, Joe Budden, Latoiya Williams, Murs, Nottz, P. Jericho & Stat QuoDJ Kentaro – „Contrast” (Ninja Tune)
W pewnym momencie Azjaci wywarli duży wpływ na rozwój kultury hip hopowej. Odstawiając na bok bboying (temat rzeka), nie sposób pominąć zasługi postaci pochodzących z Dalekiego Wschodu w fascynującym środowisku turntablistycznym. Swego czasu sporo miejsca poświęcało się pierwszemu azjatyckiemu zwycięzcy zawodów DMC, DJ’owi Kentaro. Po 5 latach od chwili ukazania się na rynku muzycznym „Enter”, Japończyk powraca z nową autorską produkcją. „Contrast” podobnie jak poprzednie wydawnictwa artysty trafiło do sprzedaży nakładem Ninja Tune. Japoński DJ i producent w jednym dał się poznać jako twórca gustujący w bardzo dynamicznych brzmieniach i umiejętnym łączeniu różnych nurtów muzycznych w jedną całość. W przypadku jego tegorocznego projektu, to odbiorcy hołdujący nowoczesnym rozwiązaniom oscylującym wokół szeroko pojętej elektroniki będą wniebowzięci. Pozostali zaś mogą poczuć pewien niesmak, gdyż na płycie turntablismu jest jak na lekarstwo. Gdyby nie utwory z C2C & D-Stylesem, to płyta wyszłaby bardzo przeciętnie pod tym względem. Pełno eksperymentów, sięgania po wręcz dziwne dźwięki, szczypta starego-dobrego DJ’a Kentaro – tak w skrócie można opisać „Contrast”.
Produkcja: DJ Kentaro & DJ Krush (w jednym utworze)
Gościnnie: C2C, D-Styles, DJ Krush, Fire Ball, Foreign Beggars, Futurebound, Kid Koala, MC Zulu & MatrixAlias & Fakts One – „2nd Chances” (Brick Records)
Brick Records przyzwyczaiło nas do wypuszczania płyt artystów ukierunkowanych na względnie głęboki underground. W tym gronie należy umiejscowić duet Alias & Fakts One, którzy wydali niedawno wspólny album „2nd Chances”. Pierwszy z nich to wcale nie założyciel Anticon Records (zbieżność pseudonimów), tylko artysta należący do grupy „OVM (Original Vibe Monsters)”. Natomiast drugi wykonawca wchodził w skład zespołu The Perceptionists, współtworzonego wraz z Akrobatikiem i Mr. Lifem. Tytuł sierpniowego wydawnictwa zgrabnie oddaje charakter longplaya i rzeczywiście niektórzy uznają to jako drugą szansę na zaistnienie twórców na niezależnej scenie hip hopowej. Dzięki takim utworom, jak „Sorry”, „The District”, „Advantage”, czy „Dead or Alive” wydawałoby się, iż ta sztuka może im się udać. Jednak całość materiału nie wypada aż tak zachwycająco, a wzmianki o „2nd Chances” pojawiają się tylko na wybranych stronach muzycznych. Wygląda więc na to, że Alias & Fakts One muszą cierpliwie zaczekać jeszcze na jedną okazję przyciągnięcia do siebie słuchaczy.
Produkcja: Fakts One
Gościnnie: Matt Ganem, JTronius, Reks, Wispers, Checkmark, Casablanca Donna, A Reigns, No Doz & JfkW sierpniu tak złożyło się, iż każdy kolejny tydzień stawał się w porównaniu do poprzedzającego uboższy w premiery płytowe. W związku z tym w połowie sierpnia ukazało się mniej interesujących wydawnictw niż w pierwszej dekadzie ostatniego wakacyjnego miesiąca. Jednak przyszła odsłona tego cyklu nie będzie aż tak skąpa i zahaczy o nowe projekty m.in. Strong Arm Steady & Statika Selektah, Ron Artiste (Roc C & Chali 2na).
Pierwsze przymiarki do Beat Battle V
W połowie września opublikowałem na stronie artykuł dotyczący kompilacyjnego wydawnictwa „beatbattle.poznan”. Płyta wydana przez poznańską wytwórnię Proporcja należy do jednego z elementów kampanii promocyjnej nadchodzącej edycji Mistrzostw Polski Beatmakerów. Organizatorzy cyklicznego przedsięwzięcia poczynili już pierwsze przymiarki do Beat Battle V. (więcej…)Pacewon i Mr. Green z długo oczekiwaną produkcją
Wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić do tego, iż po sezonie letnim, w branży muzycznej dzieje się nad wyraz wiele. Większość uwagi przypada na liczne nowości płytowe przypadające na wczesną i późną jesień. Od liczby wartościowych wydawnictw muzycznych może zakręcić się w głowie. Wystarczy tylko spojrzeć na bieżący miesiąc i na wydane dotychczas materiały. „Give Me My Flowers While I Can Still Smell Them” Blu & Exile’a, „Home Is Where The Art Is” Substantiala, „EnterMission” The Black Opery, „First of a Living Breed” Homeboya Sandmana, „Mourning In America and Dreaming In Color” Brothera Aliego, „12 Bit Blues” Kid Koali, „Dusty Rainbow From The Dark” Wax Tailora – jest w czym wybierać, nieprawdaż? Niemniej istotny wrześniowy projekt stanowi „The Only Number That Matters is Won” Pacewona & Mr. Greena. Długi oczekiwany drugi longplay duetu w końcu ujrzał światło dzienne. (więcej…)Original Source Up To Date Festival 2012: Onra
Do rozpoczęcia tegorocznej edycji Original Source Up To Date Festivalu pozostały już tylko godziny. W najbliższy piątek nastąpi otwarcie trzeciej edycji wydarzenia, niewątpliwie wyczekiwanego przez wiele osób. Organizatorzy imprezy starają się aby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, a przedsięwzięcie przebiegło sprawnie i bez żadnych zgrzytów. U Call That Love postanawia podgrzać atmosferę przed zbliżającym się festiwalem za sprawą mini-serii artykułów poświęconych wykonawcom, którzy zagrają 21-22 września w Białymstoku. Wszystko zaczynamy od publikacji poświęconej francuskiemu beatmakerowi o pseudonimie Onra i jego ostatniemu projektowi, „Deep in the Night”. (więcej…)
Premiery płytowe – 31 lipca 2012
3–5 minutW czasie, gdy każdy pędzi za dziesiątkami nowych wydawnictw ukazujących się we wrześniu oraz wypatruje płyt zapowiedzianych na następne miesiące, bardzo szybko można zapomnieć o materiałach z poprzednich tygodni. Nie ma się co dziwić, przy obecnych realiach w branży muzycznej albumy nawet sprzed miesiąca są uznawane przez wiele osób jako stare. Panujący trend nie jest niczym dobrym i prowadzi do tego, iż coraz rzadziej przeciętny słuchacz przesłuchuje poszczególną produkcję przynajmniej 2-3 razy. Czy istnieje sens do wracania po wydawnictwa z ostatniego dnia lipca? Ano jak najbardziej. W końcu półtora miesiąca temu odbyły się premiery płyt m.in. La Coka Nostry i The Kleenrz.
La Coka Nostra – „Masters of the Dark Arts” (Fat Beats Records)
Bezsprzecznie największe emocje pod koniec lipca wzbudzał drugi album supergrupy powstałej z inicjatywy Danny’ego Boya. Pomiędzy pierwszą płytą La Coka Nostry, „A Brand You Can Trust”, a „Masters of the Dark Arts” minęły równo 3 lata. Jakie zmiany zaszły w charakterze tych obu nagrań? Warstwa muzyczna niewiele różni się od tej z 2009 roku, z tym, że LCN dobrała sobie innych producentów niż poprzednio. Na uwagę zasługuje obecność DJ’a Premiera w singlowym nagraniu „Mind Your Business”. Zrezygnowano też z udziałów niecodziennych gości (na wcześniejszym wydawnictwie pojawili się choćby Bun B & Snoop Dogg), na rzecz artystów blisko związanych z tą formacją (Seana Price’a należy rozpatrywać pod zupełnie innymi kategoriami). Nastąpiła również zmiana wydawcy – Fat Beats Records zastąpiło Suburban Noize Records. Jaki to przyniosło efekt? Jeszcze większe zainteresowanie opinii publicznej niż przed 3 laty, lepsze recenzje longplaya i palma pierwszeństwa, jeżeli chodzi o tegoroczne hardcore’owe albumy. La Coka Nostra rośnie w siłę i w przyszłości zaatakuje jeszcze z większą siłą.
Produkcja: Beat Butcha, C-Lance, DJ Lethal, DJ Premier, ILL Bill, Jack Of All Trades, Scott Stallone, Sicknature & Statik Selektah
Gościnnie: Big Left, Sean Price, Sick Jacken, Thirstin Howl III & Vinnie PazSelf Jupiter, Kenny Segal – „The Kleenrz” (Hellfyre Club)
W kategorii alternatywnych wydawnictw hip hopowych należy umieścić wspólny album Selfa Jupitera & Kenny’ego Segala, „The Kleenrz” (LP trafiło do sprzedaży na początku sierpnia). Obyci na scenie muzycznej twórcy przygotowali krótką płytę wymykającą się wszelkim możliwym szufladkom. Duet kalifornijskich wykonawców postawił na pełną swobodę artystyczną, co przyniosło wielobarwny materiał. Od strony tekstowej poszczególne utwory są silnie inspirowane abstract hip hopem oraz klasycznym undergroundem jeszcze z lat 90.tych ubiegłego wieku. Self Jupiter dysponuje sporym arsenałem, a jego umiejętności dobitnie potwierdzają single „Filthy” i „Mr Sandman”. Kenny Segal pozwolił sobie na dużo eksperymentów pod względem brzmienia wszystkich nagrań. Elektroniczne dźwięki mieszają się ze szkołą producencką Project Blowed, czy Freestyle Fellowship. Obaj artyści sprawnie radzą sobie jako ekipa sprzątająca, a zaserwowane przez nich metody działania potrafią na długo zostać w pamięci odbiorcy.
Produkcja: Kenny Segal
Gościnnie: Nocando, MURS, Volume 10, Abstract Rude, Subtitle, Alpha MC, Gajah & Shing02Serengeti – „C.A.R.” (Anticon Records)
Czasy świetności Anticon Records już dawno odeszły w zapomnienie. Scena muzyczna zmieniła się, a popyt na brzmienie dostarczane przez ten label znacznie się zmniejszyło. Wytwórnia płytowa nadal stara się wydawać awangardową muzykę. Pochodzący z końca lipca album „C.A.R.” chicagowskiego rapera o dźwięcznym pseudonimie Serengeti, to potwierdzenie tego iż pozostaje nisza przeznaczona na tego rodzaju projekty. W przeciągu ostatnich 10 lat, artysta wypuścił ponad 10 różnych wydawnictw, dzięki czemu uzyskał liczne grono słuchaczy. Ostatni jego solowy longplay bezpośrednio poprzedziło „Kenny Dennis EP”, wprowadzając do świata kreowanego przez wykonawcę na lipcowym wydawnictwie. Słowa uznania należą się tutaj duetowi beatmakerów – Jelowi & Odd Nosdamowi – którzy walnie przyczynili się do odpowiedniego klimatu nagrań znajdujących się na LP. Singiel „Get Life” odpowiednio oddaje charakter całości materiału.
Produkcja: Jel, Odd Nosdam & Yoni Wolf
Gościnnie: Armando Perez, Dee Kesler, Jel & Yoni WolfDJ Kemit – „Everlasting” (Self-released)
Arrested Development nie trzeba chyba przedstawiać żadnemu fanowi czarnych brzmień muzycznych. Dokonania tego zespołu budzą podziw, a jego wkład do rozwoju muzyki jest niepodważalny. Jeden z członków formacji, DJ Kemit, od lat kontynuuje w udany sposób solową karierę. Artysta współpracuje z różnymi postaciami, a także częstuje gra jako DJ na imprezach organizowanych przez gwiazdy show businessu. Jak się okazuje, twórca potrafi też nagrać porządny solowy album. „Everlasting” to podróż pomiędzy klasycznymi funkowymi i soulowymi brzmieniami, z silną domieszką r’n’b oraz jazzu. Mieszkający na co dzień w Atlancie wykonawca w pełni samodzielnie zajął się produkcją płyty i na każdym kroku rzuca się w uszy jego doświadczenie wyniesione z branży muzycznej. DJ Kemit dobrał sobie sympatyczne grono partnerów muzycznych, których warsztat dostosowuje się poziomem do podkładów dostarczonych przez gospodarza LP. Zdecydowanie pozycja warta szerszego rozgłosu.
Produkcja: DJ Kemit
Gościnnie: Carl McIntosh, Choklate, Craig Love, Eric Roberson, Farnell Newton, Frank McComb, Jean Baylor, Kev Choice, Lady Alma Horton, Mykel, N’dambi, Osunlade, Sepsenahki & Terrance DownsW sierpniu swoją premierę miało też wiele godnych polecenia albumów. W pierwszy wtorek poprzedniego miesiąca ukazały się wydawnictwa m.in. AWAR-a, DJ’a Kentaro i Antibalas. Więcej o nowościach płytowych z 7 sierpnia w następnym wydaniu tego cyklu.










