Autor: Witalij

  • Mix: LoopMaffia – God Bless Remixes!

    Mix: LoopMaffia – God Bless Remixes!

    2–4 minut

    Remiksy stanowią nieodłączną część muzyki hip hopowej. Już pod koniec lat 80.tych pojawiły się pierwsze alternatywne wersje utwory rapowych. W następnej dekadzie tego typu nagrania zaczęły odgrywać ważną rolę na scenie hip hopowej. W ówczesnych realiach przede wszystkim remiksy pojawiały się na singlach winylowych, urozmaicając i rozszerzając dwunastki oraz EP-ki. W obecnych czasach alternatywne wydania utworów sprzed lat hurtowo lądują na Soundcloudzie. Dzięki tworzeniu klasowych remiksów wybiło się wielu współczesnych producentów. O istocie remiksów i ich pięknie pragnę przypomnieć wraz z Mnkonee i LoopMaffii. Z inicjatywy współzałożyciela bloga Remix Wolę powstał mix „God Bless Remixes!”, dzięki czemu również powracam do aktywności na polu wydawniczym.

    Na projekcie znalazły się wyłącznie remiksy sprzed lat. Tracklista obejmuje 17 utworów, spośród których najwięcej stanowią nagrania pochodzące z lat 90.tych autorstwa The Pharcyde, Naughty By Nature, Tha Alkaholiks, Buckshota LeFonque’a czy Ill Al Skratch. Oprócz nich pojawiły się nowsze tracki, należące do Five Deez, Vinnie’ego Paza, JR & PH7, Y Society i Panacei. Mnkonee starannie wyselekcjonował wszystkie ścieżki, dbając jednocześnie o proporcje pomiędzy nimi. „God Bless Remixes!” nie zawiera wyłącznie oczywistych i popularnych remiksów. Obecność Leschei, Mistera Voodoo, Nightmares On Wax, Lighter Shade Of Brown i Champ MC zdecydowanie urozmaica ten materiał. Wśród producentów odpowiadających za stworzenie poszczególnych remiksów nie brakuje największych speców w tym zakresie. Easy Mo Bee, Nick Wiz, Kenny Dope, Showbiz, DJ Spinna i Salaam Remi to crème de la crème twórców alternatywnych wersji singli.

    Więcej o doborze utworów na „God Bless Remixes!” od Mnkonee:

    Klucz (jeśli już takowy był) doboru poszczególnych kawałków polegał na zgromadzeniu tych mniej znanych numerów w ogólnym środowisku. I tak zamiast katować kolejny remix Notoriousa B.I.G., Nasa czy Jaya-Z dostaniecie tu same undergroundowe perełki. Chciałem również zwrócić uwagę oraz przypomnieć o umiejętnościach osób, które nad wyraz szanuję, dlatego znajdziecie tu alternatywne wersje autorstwa m.in. Showbiza, Easy Mo Bee, LG Experience’a czy Nicka Wiza. Honorowo warto również wspomnieć, że większość nagrań pochodzi z połowy lat 90.tych i zostały zamieszczone w większości na singlach winylowych (patrz: tracklista).

    Nad złożeniem wszystkiego w całość pieczę objął LoopMaffia. Polski producent posiada na swoim koncie kilka płyt. Do najważniejszych wydawnictw artysty należy „Street Bangerz Volume 7: RuffJointz” i „Letters From”. Od blisko 4 lat LoopMaffia prowadzi również wytwórnię płytową We Grow Wax. Niezależna oficyna wydawnicza skupia się na wypuszczaniu płyt downtempo. Nakładem labelu ukazały się do tej pory materiały m.in. Sixfingerza, ChasBeatsa, Scottie’ego Royala, Bunko Stewa, My Neighbour Is i Printempo (wydany w marcu br. „Dismantled Version” to znakomity album).

    „God Bless Remixes!” do odsłuchu na Mixcloudzie. Projekt dostępny do darmowego pobrania (link poniżej).

    Okładka: Patrycja Wąsowska

    DOWNLOAD: LoopMaffia – God Bless Remixes!

    Tracklista

    1. Ill Al Skratch – Chill With That (Easy Mo Bee Remix)N
    2. aughty By Nature – Holdin’ Fort (LG &
    3. LoRider Remix)Leschea – How We Stay (Nick Wiz Remix)
    4. Mister Voodoo – Come Off Hard (Charlemagne Remix)
    5. The Pharcyde – Trust (J-Swift Remix)
    6. Vinnie Paz – Nosebleed feat. RA The Rugged Man (JBL The Titan Remix)
    7. Champ MC – Funkhouse (Reggie & Rock Remix)
    8. JR & PH7 – Top Rank (Remix) feat. Random Axe
    9. Nightmares On Wax – Les Nuits (DJ Spinna Mix)
    10. Panacea – Walk in the Park (Damu The Fudgemunk Remix)
    11. Buckshot LeFonque – No Pain, No Gain (Salaam Remix)
    12. Y Society – Never Off (On and On) (Insight Remix)
    13. Illegal – Back In The Day (Rowdy Main Mix)
    14. Tha Alkaholiks – The Next Level feat. Diamond D (E-Swift Remix)
    15. Five Deez – Latitude (Nujabes Remix) (Nujabes Remix)
    16. Diamond And The Psychotic Neurotics – Sally Got A One Track Mind (Showbiz Remix)
    17. Lighter Shade Of Brown – Hey D.J. (Kenny Dope Radio Remix)
  • Orientalna płyta Emancipatora – Baralku

    Orientalna płyta Emancipatora – Baralku

    3–5 minut

    Jeszcze kilka lat temu nie przypuszczałbym, że najwięcej czasu będę spędzał przy muzyce instrumentalnej. Kiedyś poświęcałem długie godziny na poszukiwanie płyt współczesnych raperów czy grup hip hopowych, zaś teraz nie wyobrażam sobie choćby dnia bez muzyki nowo poznanych producentów. Nie oznacza to wcale, że całkowicie porzuciłem nagrania wokalne, ponieważ nadal doceniam szereg Emcees, zarówno tych sprzed lat, jak i z obecnych czasów. Jednak ustępują oni miejsca beatmakerom i kompozytorom z różnych stron świata. Instrumentalne płyty kapitalnie wypadają szczególnie w okresie jesienno-zimowym. W ostatnich 2-3 miesiącach kilka wydawnictw z tej kategorii utkwiło w mojej pamięci. „Jukebox Buddha” Dr. Quandary’ego, „hiraeth” idealisma, „winter chill” johto (sam wise), „Casual Horns, Dog” The Jefferson Park Boys, „Venture” GrandHuita & Atamone’a, „Into The Deep Ocean” Funkonamiego i kilka pozostałych materiałów często towarzyszyły mi w tym okresie. Jednak najbliższą płytą poprzednich tygodni okazał się nowy album Emancipatora – „Baralku” – pierwszorzędny koncepcyjny materiał uznanego amerykańskiego producenta.

    Lata sprzed pojawieniem i upowszechnieniem serwisów streamingowych wydają się odległą i mroczną epoką. W tamtych czasach dotarcie do muzyki nieznanych wcześniej twórców nie było wcale takie proste i wymagało niekiedy sprytu i szczęścia. Nielicznym niezależnym producentom udało się wybić, przyciągając na dłużej swoimi nagraniami słuchaczy. W tej grupie znajduje się także Emancipator. Amerykański artysta nie nastawiał się na zrobienie zawrotnej kariery muzycznej, skupiając się początkowo na wydawaniu nagrań dla własnej przyjemności. W krótkim czasie okazało się, że jego muzyka przemawia do wielu odbiorców.

    Pierwsze płyty Douglasa Applinga„Soon It Will Be Cold Enough” i „Safe In The Steep Cliffs” – osiągnęły dużą popularność na świecie. Przyczyniła się do tego promocji albumów na zapomnianym obecnie portalu MySpace oraz obecności projektów na dziesiątkach blogów udostępniających odnośniki do nielegalnego pobierania muzyki. Już w młodym wieku Emancipator wykazywał znakomite czucie klimatów downtempo i trip-hopu z domieszką ambientu oraz instrumentalnego hip hopu. W następnych latach mieszkaniec Portland rozwijał swoje brzmienie. W jego przypadku kluczowym momentem był 2013 rok, i to nie tylko ze względu na wydany wtedy longplay „Dusk To Dawn”. Przed 5 laty beatmaker założył własną wytwórnię płytową Loci Records. Producent przyjął pod swoje skrzydła innych twórców, wydając w następnych latach projekty m.in. Frameworksa, Nyma i Tora. Emancipator nie zaprzestał tworzenia nowych produkcji. W 2015 roku wypuścił aż 3 płyty – „Dusk To Dawn Remixes”, płytę koncertową „Live In Athens” oraz następny album „Seven Seas”. Około 1,5 roku temu Amerykanin świętował 10-lecie premiery debiutanckiego longplaya „Soon It Will Be Cold Enough”. Z tej okazji ukazała się kolejne reedycja projektu oraz podwójna EP-ka „Maps & Father King”. W dalszym ciągu nieszablonowy artysta czerpie nowe pomysły na nagrywanie muzyki. Doskonale świadczy o tym „Baralku”, będące metafizyczną podróżą do odległej krainy ze snów i marzeń.

    Wydanie płyty dokładnie zaplanowano. Przed premierą albumu Loci Records nie ujawniło szczegółów produkcji, ograniczając się do 3 singli promocyjnych. Celowy zabieg miał zwiększyć zainteresowanie licznego grona słuchaczy, co zresztą powiodło się wytwórni. Przy listopadowej premierze LP ogłoszono również długą trasę koncertową Emancipator Ensemble, co dodatkowo przyczyniło się do popularyzacji projektu w Ameryce Północnej. Dzięki profesjonalnemu podejściu do kwestii wydawniczych, Emancipator stale poszerza również grono swoich sympatyków.

    Przed omawianiem zawartości LP wypada wspomnieć o otoczce towarzyszącej „Baralku”. Tytuł albumu odnosi się do mitycznej wyspy, na której duszy umarłych rozpalają światło tym, których kochały za życia, informując przy tym o bezpiecznym dotarciu do tej krainy (słowo baralku występuje w kulturze ludu Yolngu, rdzennych mieszkańców Australii). Pod tym względem producent nawiązywał też do „Seven Seas”, posiadającego również pewne cechy płyty podróżniczej i odkrywającej nowe tereny muzycznej ekspresji. Przy zetknięciu z ubiegłorocznym wydawnictwem beatmakera łatwo zauważyć odniesienia do wcześniejszych projektów. Emancipator skrzętnie korzysta ze swojego dorobku, rozwijając motywy, dodając nowe elementy do utworów. Spokojne i wyszukane dźwięki rozciągają się nad całym albumem. „Baralku” daleko odchodzi od schematycznych instrumentalnych płyt, w których na ogół poszczególne utwory nie są powiązane ze sobą. W przypadku najnowszego dzieła doświadczonego twórcy wszystkie nagrania łączą się ze sobą, odnosząc się do etapów podróży ludzkich duszy w poszukiwaniu spokojnej przystani. Instrumentalna płyta opowiada nie tylko o ekspedycjach pomiędzy myślą a czasem. Wybrane utwory snują opowieści o życiu i śmierci, a także sensie istnienia. Na pierwszy rzut oka brzmi mi pompatycznie, skomplikowanie i wymagająco ze strony odbiorców. Należy wziąć poprawkę na to, że Emancipator nie tworzy schematycznej i miałkiej muzyki. Producentowi zależało na poruszeniu i natchnieniu słuchaczy do spojrzenia wgląd siebie, przedstawiając soundtrack do podróży po zakończeniu życia doczesnego.

    „Baralku” udostępniono do odsłuchu na wszystkich platformach streamingowych (Bandcamp, Spotify, Deezer, Soundcloud, YouTube i pozostałych). Początkowo projekt opublikowano jedynie w wersji elektronicznej, co jest charakterystyczne dla poczynań Loci Records. Po pewny czasie album trafił do sprzedaży na płytach kompaktowych i winylowych. Wydawnictwo promują 3 singlowe nagrania – „Ghost Pong”, „Goodness” i „Baralku”. Do tytułowego utworu pochodzącego z płyty nakręcono również teledysk. Emancipator nie zawiódł oczekiwań odbiorców. Amerykański producent nadal potrafi tworzyć wyborne nagrania, przyciągając słuchaczy na dłużej za sprawą nietuzinkowego klimatu muzyki.

    Tracklista

    1. Baralku
    2. Ghost Pong
    3. Mako
    4. Daffodil Pickles
    5. Tree Hunt
    6. Abracadabra
    7. Goodness
    8. Udon
    9. Bat Country
    10. Pancakes
    11. Rappahannock
    12. Winter Dub
    13. Time for Space
    14. Sands
  • Antiphon pierwszym longplayem Alfa Mista

    Antiphon pierwszym longplayem Alfa Mista

    4–5 minut

    Brytyjska scena muzyczna przyciąga licznych fanów z różnych zakątków świata a ich płyty posiadają dużą siłę oddziaływania. Jeżeli zwrócimy się w stronę muzyki około hip hopowej i elektronicznej, to na pierwszy ogień pójdą wykonawcy związani z grime’em. Dzięki sukcesom komercyjnym Dizzeego Rascala, Wileya, Kano, Stormzy’ego, Skepty, JME i pozostałych, ten nurt muzyczny cieszy się obecnie ogromną popularnością. W dalszej kolejności należy wymienić całą rzeszę wykonawców, w których twórczości dominują różne formy elektroniki. W ostatnich latach twórcy pokroju Mura Masy, Jamesa Blake’a, Hudsona Mohawke’a, Maribou State, Thundercata, SOHN czy Caribou zdobyli licznych sympatyków daleko poza Wyspami Brytyjskimi. W środowisku rapowym przodują artyści nagrywający dla High Focus Records, lecz również pozostałe jednostki potrafią mocno namieszać na scenie (patrz: Little Simz). W tym barwnym tyglu muzycznym nieco na uboczu stoją muzycy jazzowi. Jednak zdarzają się postaci potrafiące wybić się ze swoimi nagraniami na szeroką skalę. Na pierwszym miejscu postawimy Alfa Mista. Wydany w marcu ub.r. longplay „Antiphon” stanowi koronny dowód na jego klasę.

    Większość przyszłych artystów muzycznych rozpoczyna zmagania z tworzeniem pierwszych nagrań w szkole średniej lub na studiach. W tym okresie ludzie definiują swój styl, poszukują inspiracji, starając się zgłębić tajniki nagrywania muzyki. Niektórzy weryfikują też plany, porzucając dotychczasowe upodobania na rzecz innych nurtów muzycznych. Nie inaczej sprawy przedstawiają się w przypadku Alfa Mista. Początkowo Brytyjczyk skupiał się na muzyce hip hopowej i grime’ie. Po dokładnym poznaniu samplingu pochodzący z Londynu twórca skupił się na dokładnej eksploracji jazzu i muzyki filmowej. Wizjonerzy pokroju Milesa Davisa i Hansa Zimmera stali się wzorami do naśladowania dla przyszłego kompozytora i producenta. Po nauce gry na pianinie i pozostałych instrumentach, Alfa Mist zwrócił się w stronę nagrywania autorskich utworów.

    Pierwszym godnym odnotowania projektem londyńczyka była wspólna EP-ka nagrana z Emmavie, „Epoch”. Krótki, ale jakże treściwy materiał, utrzymany w klimatach neo soulowych zebrał pochlebne opinie i recenzje. Sukces wydawnictwa tkwił w zgrabnym połączeniu produkcji Alfa Mista, z której można było wyodrębnić elementy hip hopowe, z upajającym wokalem Emmavie. Majestatyczny klimat nagrań brytyjskiego artysty rozpościerał się również nad jego drugim materiałem, „Nocturnes EP”. Opublikowana w lipcu 2015 roku płyta okazała się niespodzianką dużego kalibru. Melancholijny soul zespolony z jazzową estetyką, polany hip hopowymi składowymi, zachwycił niejednego słuchacza. Projekt nagrany wraz z pozostałymi członkami luźnego kolektywu Are We Live (Tom Misch, Jordan Rakei, Kaya Thomas-Dyke, Rick David, Barney Artist, Racheal Ofori, Lester Duval) niesłychanie chwycił. Po tym wydawnictwie Alfa Mist otrzymał rzeszę pochlebstw – część stron muzycznych widziała w nim już przyszłą gwiazdę brytyjskiej sceny muzycznej. Jeżeli ktokolwiek w tamtym czasie traktował tego rodzaju przypuszczenia i określenia z przymrużeniem oka, to musiał obejść się smakiem. Pierwszy album w dorobku artysty, „Antiphon”, należy odbierać w kategoriach natychmiastowego klasyka.

    Podobnie jak w wypadku „Nocturnes EP” brytyjski muzyk postawił na ścisłą współpracę z Pinkbird Recording. Jednak tym razem kooperację rozszerzono, gdyż londyńskie studio nagraniowe przyjęło też rolę wydawcy płyty w formacie fizycznym. Po sukcesie „Nocturnes EP” popyt na muzykę Alfa Mista wzrósł kilkakrotnie, więc taki zabieg okazał się wręcz koniecznością. W porównaniu do poprzedniego materiału uległ zmianie skład zespołu, uczestniczącego w procesie nagrywania płyty. Rozszerzono ekipę studyjną o kolejne osoby i instrumenty, w skutek czego otrzymaliśmy pełniejsze i bardziej dopieszczone brzmienie projektu. „Antiphon” urzeka misternie przygotowaną atmosferą, nieporównywalną z grosem pozostałych współczesnych albumów jazzowych. Co więcej, Alfa Mist wraz ze swoimi kompanami nie trzymał się ściśle stylistyki jazzowej, ponownie sięgając po inne nurty. Otwarty umysł i zdolność do łączenia różnorodnych pierwiastków muzycznych w dobrze przyswajalną strawę stanowią jedne z największych zalet młodego brytyjskiego kompozytora. Przy udziale licznych muzyków potrafił on naprowadzić ich na właściwy tor muzyczny, nie zamykając całego zespołu, i dając pełną swobodę działań. Improwizacja to kolejna składowa ubiegłorocznej produkcji. „Antiphon” wiele zyskał na niczym nieskrępowanemu korzystaniu z pomysłów poszczególnych twórców, biorących udział w powstawaniu nagrań. Świadczą o tym choćby najdłuższe kompozycje na longplayu – „Errors” oraz „Breathe”. Alfa Mist bryluje w budowaniu atmosfery, o czym można przekonać się za sprawą „Potential” czy „Kyoki”. Wstawki hip hopowe pojawiają się tu i ówdzie, szczególnie w „7th October”. Jednak utworem najlepiej oddającym klimat pełnego albumu jest „Keep On”. Rozbudowany jazzowy singiel właściwie nadaje ton dalszej części tej wspaniałej płyty. Melancholia w wydaniu Brytyjczyka nie ma gorzkiego smaku, tylko pokazuje jakie odcienie może przybierać współczesny jazz.

    „Antiphon” opublikowano na wszystkich możliwych serwisach streamingowych (od Bandcampa, przez YouTube, Spotify, Deezera, Sounclouda, aż skończywszy na Tidalu). Początkowo album ukazał się jedynie w wersji elektronicznej. W połowie ub.r. odbyła się premiera projektu na płytach kompaktowych i winylowych (nakład wyczerpano jeszcze w przedsprzedaży). W skutek niesłabnącego popytu na woski, w listopadzie PinkBird Recording poinformowało o drugiej edycji winyli. Ponownie płyty znalazły nabywców w oka mgnieniu. Głównym singlem promocyjnym wybrano rozpoczynające longplay „Keep On”. Alfa Mist wraz z zespołem wykonał ten utwór na żywo w ramach Mahogany Sessions. Ponadto przygotowano krótki materiał video w formie EPK, wprowadzający odbiorców do świata brytyjskiego muzyka. Jeszcze długo „Antiphon” będzie przewijał się w środowisku jazzowym i hip hopowym. Liczne wyróżnienia i pochlebne recenzje materiału nie są na wyrost, gdyż mamy do czynienia z najwartościowszą płytą 2017 roku.

    Tracklista

    1. Keep On
    2. Potential
    3. Errors
    4. Breathe feat. Kaya Thomas-Dyke
    5. 7th October
    6. Kyoki
    7. Nucleus
    8. Brian
  • Live From The Bunker producencką płytą IceRocksa

    Live From The Bunker producencką płytą IceRocksa

    4–5 minut

    Artyści hip hopowi nader często odwołują się do miejsc, z których pochodzą. W głównej mierze dotyczy to amerykańskich twórców, chętnie poruszających tę tematykę w swoich tekstach. W historii rapu powstało multum utworów skupiających się na najbliższej okolicy poszczególnych wykonawców. Wystarczy spojrzeć tylko na nowojorską scenę, aby przekonać się o istocie tego zagadnienia. Spośród wszystkich dzielnic Wielkiego Jabłka skupię się na Queens. Jeden z pięciu okręgów NYC stanowi nie tylko główny temat utworów wybranych artystów, ale nawet filmów (patrz: „Książę w Nowym Jorku” („Coming to America”) z główną rolę Eddie’ego Murphy’ego). Lista zasłużonych grup i solistów związanych z Queens i niewstydzących się tego w nagraniach jest naprawdę długa. Run D.M.C., LL Cool J, Nas, 50 Cent, A Tribe Called Quest, The Beatnuts, Kool G Rap, Mobb Deep, Large Professor, O.C., MC Shan, Chubb Rock i wielu innych twórców to dumni przedstawiciele tej części Nowego Jorku. Po latach inni wykonawcy nawiązują w swojej twórczości do Queens, jak choćby IceRocks. Współzałożyciel DXA wydał w tym roku nową płytę, „Live From The Bunker”.

    Nowojorski underground posiada przebogatą historię. Od ponad dekady w tamtejszym środowisku obraca się formacja DXA. Jednym z pomysłodawców powstania grupy jest właśnie IceRocks. Oprócz niego do zespołu należą Calamity Chris (aka Triple C, aka Cold Cut Chris), Dface i Doam Peace. Dyskografia kolektywu obejmuje blisko 10 pozycji, na które składają się zarówno dwunastki, EP-ki, jak i longplaye. Wszystko rozpoczęło się od wydania w 2005 roku debiutanckiego albumu „Dont Xpect Answers”. Po nim przyszła kolej na najbardziej znane wydawnictwo DXA, „Progression”. Pełen materiał pochodzący z 2008 roku doczekał się reedycji przed 5 laty dzięki kooperacji nowojorczyków z doskonale rozpoznawanym sklepem i wytwórnią w jednym, HHV.DE. Pozostałymi longplayami grupy są „The Movement: Continued Progression” oraz „The Next Move”. W latach 2012-13 mieszkańcy Queens wypuścili kilka pomniejszych materiałów – „DXA (Self-titled)” EP oraz single „I Get Up” b/w „Ice’s Jazz” i „Rise Up”. Po tym produktywnym okresie członkowie zespołu ucichli na dłuższy czas. Najaktywniejszym z nich jest zdecydowanie IceRocks, prowadzący udaną działalność wydawniczą przez ostatnie 5-lecie.

    Producent znany z zamiłowania do old schoolowego boom-bapu pokazał się z dobrej strony na różnych projektach. Szerszy rozgłos w świecie hip hopowym uzyskał dzięki współpracy z Meyhemem Laurenem. IceRocks w całości wyprodukował dwie płyty rapera – „Raw Cashmere EP” i „More Cashmere EP”. Oprócz tego beatmaker przysłużył się do wydania „Ghost” Eastkoasta czy „Stay True” Drumat!ca i T.R.A.C.-a. Przedstawiciel DXA cały czas szlifuje swoje brzmienie, sięgając przy tym po nowe rozwiązania. W połowie 2016 roku zadebiutowała jego pierwsza solowa płyta, „Bunker Beats”. Instrumentalny materiał o charakterystycznym brudnym posmaku stanowił przedsmak kolejnego przedsięwzięcia nowojorczyka. Podkłady producenta aż prosiły się o zestawienie ich z raperami, do czego doszło na drugim materiale IceRocksa. „Live From The Bunker” należy uznać za kontynuację konceptów z poprzedniego wydawnictwa artysty.

    Przygotowania do wydania projektu rozpoczęły się na przełomie 2016 i 2017 roku. Wtedy to ukazał się singiel „Represent Queens” z udziałem Too Deepa, wprowadzający do pełnego albumu. IceRocks ogłosił przy tym, że można spodziewać się płyty producenckiej w pełnym tego słowa znaczeniu. Producent nie śpieszył się z opublikowaniem materiału, skupiając się na dopracowaniu poszczególnych elementów projektu. Ostatecznie „Live From The Bunker” trafiło do obiegu w połowie stycznia. Obsada płyty nie powinna nikogo dziwić. Gospodarz wydawnictwa dobrał sobie osoby, z którymi już wcześniej miał okazję współpracować (pozostali członkowie DXA, Meyhem Lauren, SicWitDaPen, AG Da Coroner, XP The Marxman), uzupełniając listę Emcees BlabberMoufem. Do najbardziej reprezentatywnych nagrań pochodzących z tego albumu należy ww. „Represent Queens”, „Timbs In The Summer” (oba nagrania silnie nawiązują do Queens), „Turn It Up” i „Forever Dignified”. Neo boom-bapowe brzmienie posiada tutaj odpowiednią siłę rażenia (przede wszystkim można to odczuć po utworze z BlabberMoufem). Piwniczne podkłady przygotowane przez IceRocksa zostały właściwie dopasowane pod poszczególnych raperów. Co prawda, część gości na „Live From The Bunker” nie jest dobrze kojarzona na scenie hip hopowej, lecz nie można zarzucić im braku umiejętności. IceRocks postawił na rodzinny charakter płyty, co zdecydowanie jest jednym z największych atutów longplaya. Wypada też wspomnieć o cutach dołożonych przez PF Cuttina, Propo ’88 i DJ’a M-Triego – zapomniana sztuka hip hopowa, nadająca nagraniom dodatkowego smaku. Całość uzupełnia remix „Worldwide”, pochodzącego ze wspólnego wydawnictwa George’a Fieldsa i Glad2Mechy, „Glad To Meet You”.

    Wydawnictwo udostępniono do odsłuchu na wybranych serwisach streamingowych (Bandcamp, Soundcloud). „Live From The Bunker” do nabycia w formacie fizycznym i elektronicznym. Po płyty winylowe i kasety można sięgnąć w sklepie DXA. Album promują 3 nagrania – „Represent Queens”, „3 Eyes Closed” i remix „Worldwide” George’a Fieldsa. Do utworu z udziałem Too Deepa powstał również teledysk. Ponadto opublikowano krótkie video promocyjne LP. IceRocks zaserwował więcej niż tylko solidną porcję rapu na styczniowym materiale. Po płycie producenckiej pozycja amerykańskiego twórcy w środowisku hip hopowym powinna ulec poprawie.

    Tracklista

    1. Represent Queens feat. Too Deep
    2. Timbs In The Summer feat. AG Da Coroner, cuty: PF Cuttin
    3. 3 Eyes Closed feat. Calamity Chris, Spit Gemz & SicWitDaPen
    4. Turn It Up feat. BlabberMouf, cuty: Propo ’88
    5. George Fields – Worldwide feat. Glad2Mecha & DXA (IceRocks Remix)
    6. Bring It On feat. SicWitDaPen, cuty: DJ M-Tri
    7. The Waltz feat. Calamity Chris
    8. Forever Dignified feat. Meyhem Lauren
    9. AND1 feat. XP The Marxman
    10. Smoke Signals feat. Al Boges & Ms. Anne
  • Instrumentalne opowieści Brocka Berrigana na Point Pleasant

    Instrumentalne opowieści Brocka Berrigana na Point Pleasant

    3–5 minut

    Od 2008 roku trwa w najlepsze renesans płyt winylowych, co odnotowały nawet media w ogóle niezwiązane z muzyką. W końcu winyle można kupić już w sieci dyskontów Biedronka i Lidl, więc nie ma co ukrywać, że woski ponownie weszły do życia codziennego. Z drugiej strony, osoby dobrze zorientowane w środowisku muzycznym doskonale wiedzą, że ten nośnik muzyczny rzadko funkcjonuje w mainstreamie, w którym króluje cyfrowa postać nagrań. Płyty winylowe mają wzięcie wśród fanów rocka (Jack White ma najbardziej oddanych sympatyków) oraz w wybranych niszach – setki reedycji starszych materiałów oraz niezależna strona muzyki. W ostatniej z tych kategorii śmiało poczynają sobie undergroundowi wydawcy i artyści z pogranicza hip hopu i brzmień instrumentalnych. W wielu przypadkach wykonawcy stawiają sobie za cel wydanie albumu na winylu, co niekiedy stanowi szczyt ich marzeń. Nierzadko dochodzi do tego dopiero przy którejś z rzędu produkcji poszczególnego twórcy, jak choćby u amerykańskiego producenta Brocka Berrigana. Pochodzące z maja ub.r. „Point Pleasant” to jego pierwsze wydawnictwo wytłoczone na płytach winylowych.

    Artyści ukrywający swoją tożsamość posiadają niekiedy dużą siłę przyciągania. W tym miejscu nie mam na myśli jedynie MF Dooma, ale także billy’ego woodsa, The Koreatown Oddity’ego czy właśnie Brocka Berrigana. Amerykański twórca zawsze pojawia się w masce indyka, co stało się jego znakiem rozpoznawczym. W jego wypadku trudno mówić o tanim chwycie reklamowym, gdyż wydawnictwa beatmakera bronią się same.

    Nowojorski producent z powodzeniem prowadzi działalność wydawniczą od 2011 roku. Przez ten czas wydał on ponad 10 płyt, za każdym razem stawiając na instrumentalną odsłonę swoich projektów. Brock Berrigan stawia na krótsze nagrania, które skrzętnie składają się w jedną całość na płytach. Nowojorczyk posiadł też rzadką umiejętność tworzenia za pomocą muzyki historyjek, czerpiąc przy tym inspiracje z rozmaitych stron. W ten sposób nagrania producenta brzmią bardziej okazale i nie należy ich rozpatrywać w kategoriach zwykłych pętli czy prostych beatów. Już po premierowym materiale – „2011 Beat Tape” – bohater niniejszego artykułu trafił do niszy odbiorców chętnie przekazujących informacje dalej o jego twórczości. Do najważniejszych wydawnictw Amerykanina należą „Good Company”, „Four Walls and an Amplifier”, „Two AM”, „Chapter 10” i „Way of Life”. Wszystkie te materiały doczekały się dużej popularności na Bandcampie; nie brakowało też wzmianek o tym producencie na łamach stron muzycznych. Brock Berrigan doceniły również osoby kierujące platformami wydającymi kompilacje z nagraniami beatmakerów. Ten Million Sounds, Dloaw & Co., Outlier Recordings, Pragmatic Theory Records, Gergaz Netlabel oraz Chillhop Records na przestrzeni lat współpracowały z beatmakerem. Amerykanin nawiązał najściślejsze stosunku z ostatnią z ww. oficyn wydawniczych. Po 4-letniej kooperacji holenderski label pokusił się o wydanie pełnego albumu Brocka Berrigana na woskach. „Point Pleasant” stanowi ukoronowanie dotychczasowej pracy wykonanej przez nowojorczyka.

    Album zadebiutował na rynku płytowym 9 maja. Wraz z opublikowaniem materiału ruszyła kampania crowdfundingowa na Qrates, mająca na celu wydanie produkcji na płytach winylowych. Po miesiącu starań Chillhop Records udało się doprowadzić do wytłoczenia płyt winylowych. Należy zaznaczyć, że muzyka amerykańskiego producenta od dawna zasługiwała na wypuszczenie na woskach. Brock Berrigan solidnie popracował nad materiałem, oddając do rąk słuchaczy w pełni dopracowany projekt. Przy pracach nad longplayem artysta poszukiwał natchnienia daleko od miejskiego zgiełku, obcując przez długi czas z naturą. Ucieczka beatmakera w kierunku nowych inspiracji do tworzenia muzyki zdała egzamin. „Point Pleasant” to ponad wszelką wątpliwość urozmaicona płyta. Już po pierwszym zapoznaniu się z longplayem można odczuć, że mamy do czynienia z muzyką świata. Dobitnie świadczy o tym przekrój utworów, zróżnicowanych i opartych o niestandardowe sample. Wyraźnie to widać na przykładzie tytułowego „Point Pleasant”, „Angel’s Landing” czy „Hazel Part Two”. Poza tymi nagraniami Brock Berrigan zaserwował rozwiązania znane z wcześniejszych materiałów. Nienaganny sampling, umiejętnie łączony z odpowiednim brzmieniem perkusji i basem, a także chwytliwe melodie wplątywane w utwory – wszystko to znajdziemy na „Point Pleasant”. Na produkcji sporo dzieje się, nie ma miejsca na jakiekolwiek wypełniacze bądź powtarzane schematy. Amerykanin sprawnie operuje emocjami odbiorców i atmosferą ścieżek, dzięki czemu nie ma mowy o jakiejkolwiek monotonii. Wyraźna zasługa w tym rozbudowanych instrumentalnych kompozycji, wzbogacających bardziej projekt, aniżeli byłoby to w przypadku zwykłych i często spotykanych pętli, bądź krótkich i urywanych nagrań. Przemyślany i właściwie przygotowany album, do którego powraca się z przyjemnością.

    Płytę można odsłuchać za pośrednictwem doskonale znanych serwisów streamingowych (Bandcamp, Soundcloud, Spotify, YouTube, Deezer i innych). Po skutecznej kampanii przeprowadzonej na Qrates winylowa edycja „Point Pleasant” trafiła do sprzedaży. Majowy materiał promują liczne single. „The Look”, „The Waiting Game”, „Angel’s Landing”, „Owl Farm” oraz „Crossing Paths” nadal cieszą się dużą popularnością, co mocno przyczyniło się do sukcesu całego projektu. Brock Berrigan może nie należy do ścisłej czołówki producentów zajmujących się instrumentalnym hip hopem, aczkolwiek i tak posiada on licznych fanów. Warto podkreślić fakt, że beatmaker wciąż rozwija się, co jest świetnym prognostykiem na przyszłość. Z kolei Chillhop Records posiada potężną bazę odbiorców, co doskonale wróży tej wytwórni na kolejne lata.

    Tracklista

    1. The Time Has Come
    2. The Look
    3. Fax Machine
    4. Split Decision
    5. Point Pleasant
    6. The Waiting Game
    7. Joy She Brings
    8. Baxter
    9. So In Love
    10. Angel’s Landing
    11. Owl Farm
    12. Smoke Break
    13. Crossing Paths
    14. Hazel Part Two
  • Mounika zadaje pytanie How Are You?

    Mounika zadaje pytanie How Are You?

    4–5 minut

    Po okresie zdominowanym przez serwisy muzyczne 2-3 lata temu nastąpiła odczuwalna zmiana w stosunku do sposobu rozpowszechniania muzyki. Zdecydowana większość niezależnych artystów skupia się na bezpośrednim kontakcie ze swoimi grupami docelowymi. Skuteczniejsze docieranie do odbiorców stało się możliwe dzięki ogromnej sile tkwiącej w platformach streamingowych. Spotify, Soundcloud, Bandcamp i pozostałe serwisy odgrywają ogromną rolę w kształtowaniu współczesnej sceny. Istotną grupą zyskującą na tym stała się, stale powiększająca rozmiary, nisza niezależnych producentów. W tym momencie beatmakerzy odgrywają istotną rolę na międzynarodowej scenie muzycznej, co nie podlega żadnej dyskusji. Rozpoznawalność poszczególnych osób z tych kręgów i wysokie statystyki osiągane przez ich nagrania w sieci zachęcają kolejne postaci do podążania ich śladem. Przy takim natłoku twórców i tysiącach płyt trudno odnaleźć się słuchaczom, co stanowi drugie oblicze ery streamingowej. Artystą pozostającym na poziomie od lat, który osiągnął już dużą popularność w wybranych kręgach, jest Mounika. Wydane w połowie ub.r. „How Are You” potwierdza klasę francuskiego producenta.

    Soundcloud to prawdziwa mekka artystów spod znaku low-fidelity. Od kilku lat SC nie ma dobrej prasy, czemu nie należy wcale dziwić się (więcej o tym w przyszłym miesiącu), jednak nie można odmówić tej stronie tego, że dzięki niej wybiła się długa lista wykonawców. Wśród nich znajdziemy właśnie Mounikę. Niepozorny producent ukrywający się pod żeńskim imieniem, to wręcz sztandarowy przykład tego, jak mogą wyglądać kariery beatmakerów związanych ściśle z klimatami lo-fi.

    Pierwsze wzmianki o francuskim twórcy pojawiły się ponad 5 lat temu. Pierwsze materiały producenta – „Wake Up” oraz „Beats Volume 1” – nie zrobiły większej furory, lecz w końcu od czegoś trzeba zacząć, nieprawdaż? Mounika zwrócił na siebie uwagę sympatyków instrumentalnego hip hopu wydając w październiku 2014 roku „Basket Sound”. Kolekcję instrumentali cechowały charakterystyczne sample i dbałość artysty o szczegóły. Utwory nagrywane przez Francuza bezproblemowo mogły posłużyć raperom za beaty, czego nie ukrywał przy tym ich autor. W następnych miesiącach niezależny beatmaker podjął współpracę z Dusted Wax Kingdom, co umożliwiło mu na jeszcze lepsze docieranie ze swoją twórczością do odbiorców. Z drugiej strony, grono sympatyków Mouniki rosło automatycznie, do czego przyczyniały się jego kolejne trafnie budowane płyty. „Born To Be Beats”, „Seagulls EP” oraz dwie nowe odsłony serii „Basket Sound” przyczyniły się do znacznie zwiększonego zainteresowania działalnością producenta. W 2016 roku powstał zagadkowy i nad wyraz klimatyczny videoclip do jednego z najlepszych nagrań Francuza, „There Is A Bed In My Head”, który dodatkowo przysłużył się do promocji jego muzyki. Pomiędzy tym wszystkim brakowało przysłowiowej kropki nad i – pełnego albumu. Wydane w tym roku „How Are You” to nie tylko uzupełnienie dotychczasowej twórczości Mouniki, ale także brakujące ogniwo w jego dorobku.

    Przy nowym wydawnictwie Francuz podjął współpracę z belgijską platformą DLoaw, skupioną niegdyś na działalności wyłącznie promocyjnej, przekształconej następnie w oficynę wydawniczą. Po zyskaniu silnego partnera w sferze instrumentalnego hip hopu można było liczyć na odpowiednią promocję materiału oraz na pierwsze wydanie produkcji Mouniki na płytach winylowych, do czego ostatecznie jednak nie doszło (o szczegółach poniżej). Płytę opublikowano 19 czerwca 2017 roku. Wszyscy dotychczasowi sympatycy twórczości francuskiego beatmakera nie powinni narzekać na poziom albumu. Od razu trzeba zaznaczyć też, że dzięki „How Are You” Mounika zdobył masę nowych słuchaczy. W czym tkwi sukces tegorocznej płyty producenta? Przede wszystkim rzuca się w oczy (czytaj: uszy) rzadka umiejętność opowiadania historii za pomocą instrumentalnych nagrań. Wyraźnie to widać na pierwszej części longplaya, bardziej stonowanej, łagodnej, zahaczającej o klimaty deep/slow beats. „Cut My Hair”, „Lost With You”, „Dreamin’” i „Winter” nie tylko wpadają w ucho, ale również wciągają do świata kreowanego przez Mounikę, przez co przypominają się płyty mistrza tego stylu, Kid Koali. W drugiej połowie „How Are You” zyskuje na neo boom-bapowym brzmieniu wymieszanym z dźwiękami latynoskimi. Nie oznacza to jednak, że na tym kończą się historyjki dostarczane przez Francuza, o czym świadczą utworu pokroju „Smoking With Her”, „Love You Sweet It’s What I Do” czy „YouMayWithoutMe”. Skwapliwie utkana nić przez Francuza łącząca poszczególne sample i delikatną atmosferę albumu posiada dużą siłę oddziaływania. Wrażliwość muzyczna Mouniki znana z jego poprzednich dokonań weszła na tym projekcie na wyższy poziom.

    Projekt do odsłuchu na wszystkich popularnych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, Bandcamp, etc.). „How Are You” trafiło do obiegu w postaci cyfrowej. Docelowo projekt miał ujrzeć światło dzienne również na winylach. Początkowo premierę płyt winylowych zapowiedziano na wrzesień. W skutek nieprzewidzianych zdarzeń ze strony DLoaw, płyta nie doczekała się do tej pory premiery na woskach; trudno też powiedzieć, czy kiedykolwiek do tego dojdzie. Album promuje kilka singli na czele z „Love You Sweet It’s What I Do” oraz „Cut My Hair” z udziałem Cavetowna. Do pierwszego z tych nagrań powstał również stosowny videoclip. Wraz z tegoroczną produkcją Mounika przedarł się znacznie wyżej w hierarchii beatmakerów, co na pewno zaprocentuje w przypadku jego kolejnych materiałów.

    Wypada też wspomnieć, że pod koniec grudnia ukazała się EP-ka „Walking Good”, brzmiąca na odpowiednim poziomie, czego można było spodziewać się po Mounice.

    Aktualizacja: Wskutek nie do końca jasnych i klarownych działań ze strony wydawcy, materiał został okrojony do 7 utworów.

    Tracklista

    1. De Roses Et De Colombes
    2. Cut My Hair (feat. Cavetown)
    3. Left Me
    4. Lost With You
    5. Interlude (The Middle Of The Film)
    6. Long Silent
    7. Nowhere (feat. Lotte Kestner)
  • Push On drugim albumem The Allergies

    Push On drugim albumem The Allergies

    4–6 minut

    Brytyjska scena hip hopowa może pochwalić się wieloma utalentowanymi postaciami. Zawężając tamtejsze środowisko do niszy producenckiej łatwo dojdziemy do wniosku, że na Wyspach Brytyjskich bez ustanku mamy do czynienia z różnorodnymi artystami. Beatmakerzy z tej części świata są doceniani nie tylko za swój warsztat, ale także za świeże i otwarte nastawienie do nagrywania muzyki. Nieważne czy twórcy z tego państwa obracają się w jednym kręgu, czy chętnie eksperymentują i sięgają po nowatorskie rozwiązania, niemal za każdym razem dostajemy dopracowany i przemyślany produkt końcowy. Widać to ubiegłorocznych brytyjskich produkcjach, stojących na naprawdę wysokim poziomie artystycznym. Alfa Mist („Antiphon” to zdecydowanie najlepsza płyta 2017 roku), Children Of Zeus, Eric Lau, Son Of Sam, Darkhouse Family, Abstract Orchestra, Profusion, DJ Format i inni dostarczyli nam w poprzednich 12 miesiącach ponadprzeciętne płyty. Do tej listy należy dopisać także The Allergies. „Push On” DJ’a Moneyshota i Rackabeata to następny brytyjski materiał, przy którym warto spędzić dłuższą chwilę.

    Solid Steel to kultowa brytyjska audycja. Przedsięwzięcie zainicjowane przez Coldcut w 1988 roku zrzesza wielu doskonałych DJ’ów, posiadających nie lada smykałkę do tworzenia przednich miksów. W ostatnich latach doskonałe materiały na rzecz tego projektu wypuszczał DJ Moneyshot. Roy Spencer może pochwalić się znakomitymi wydawnictwami, nie raz przebijającymi o kilka klas miksy przygotowywane przez swoich kompanów po fachu. Wystarczy tutaj wymienić „Beastie Boy Beats: Check Your Head”, „Caught In The Middle of A 3-Way Mix” (wspólny projekt z DJ’em Cheebą i DJ’em Foodem), „Solid Steel and the Hour of Chaos” czy „Half-Man Half-Amazing: A Tribute to Illmatic Mix”. Jednak działalność DJ’a Moneyshota nie sprowadza się wyłącznie do nagrywania mixtape’ów. Wychowanek Bristolu świetnie sprawdza się na występach na żywo, o czym mieli okazję przekonać się sympatycy hip hopu, funku i nurtów pokrewnych w różnych krajach. Brytyjczyk poznał przy tym tajniki produkcji muzycznej, co zaprocentowało przy nagrywaniu początkowo remiksów, a następnie autorskich utworów. Partnerem i współpracownikiem DJ’a Moneyshota w tych kwestiach został Rackabeat.

    Adam Volson to równie interesująca postać. Od lat 90.tych poznał on od środka pełno nurtów muzycznych. Jego pierwsze zainteresowania łączyły w sobie zamiłowanie do trash metalu i hip hopu. Po poznaniu londyńskiej kultury klubowej Brytyjczyka zafascynował drum and bass. W tamtym okresie Rackabeat zajmował się DJ’ingiem, co wychodziło jemu naprawdę udanie. Po wyniesieniu bogatych doświadczeń z drum and bassu nastąpiła przeprowadzka tego twórcy do Bristolu. Właśnie tam poznał on bliżej DJ’a Moneyshota, z którym najpierw grał na żywo, a następnie założył grupę. W ten oto sposób powstało ponad 5 lat temu The Allergies. Za główny cel brytyjski duet obrał przeniesienie old schoolowej energii do współczesnych czasów i połączenie produkcji hip hopowej z funkiem. W pierwszej kolejności formacja tworzyła remiksy i luźne nagrania. W 2013 roku ujrzała światło dzienne premierowa EP-ka zespołu, „Heartbreaker”. W latach 2014-15 Brytyjczycy postarali się o dwa kolejne krótkie materiały – „Calling The Shots EP” oraz „Kicking Up Dust EP”. Po tych wydawnictwach The Allergies poszło za ciosem, wydając w połowie ub.r. „As We Do Our Thing”. DJ Moneyshot i Rackabeat skupili się na przedstawieniu głównie instrumentalnej muzyki (jedynie 4 wokalne utwory znalazły się na longplayu) pełnej energii, spontaniczności, umiejętnie spajającej ze sobą funk i hip hop z old schoolowym pazurem. Płytę entuzjastycznie przyjęto (nie tylko na Wyspach Brytyjskich), co skłoniło artystów do nagrania follow-upu do debiutanckiego albumu. „Push On” nie odbiega poziomem od swojego poprzednika.

    Wydawnictwo zadebiutowało niemal rok po „As We Do Our Thing”. Brytyjski duet nie przeprowadził żadnego przewrotu, stawiając na sprawdzoną wcześniej formę muzyczną. The Allergies kontynuuje na drugim longplayu old schoolowe wariacje hip hopowe znane ze swoich wcześniejszych nagrań. Ponownie za punkt wyjściowy DJ Moneyshot i Rackabeat obrali funkową i soulową stylistykę. „Push On” w całości opiera się o tłuste i soczyście brzmiące sample. Ze względu na to, że nawet we współczesnym undergroundzie niewielu producentów egzekwuje sampling w ten sposób, to automatycznie ich muzyka staje się doskonale rozpoznawana. Energetyczne utwory o true schoolowym posmaku wypełniają po brzegi longplay. Przeważającą część stanowią tutaj instrumentalne kompozycje. Rozpościerający się we wszystkich trackach funk połączony z soulem i psychodelicznym rockiem posiada ogromną siłę rażenia. Co niemniej istotne, brytyjscy producenci nie zaserwowali jednostajnie brzmiących utworów, które po kilkukrotnym przesłuchaniu nie posiadałaby już takiej mocy i nużyłyby słuchaczy. Różnice pomiędzy „Since You’ve Been Gone”, „Entitled to That” czy tytułowym „Push On” są jak najbardziej odczuwalne. Drugą stronę albumu stanowią wokalne nagrania zrealizowane w głównej mierze z Andym Cooperem (już 26 stycznia odbędzie się premiera nowego longplaya członka Ugly Duckling, „The Layered Effect”). Charakterystyczna otoczka podkładów The Allergies jest wymagająca dla raperów; niewielu z nich na dłuższą metę odnajdzie się w tej scenerii. Warto podkreślić, że AC czuje się jak ryba w wodzie na beatach duetu. „Love That I’m In”, „Main Event”, „Buzzsaw”, „It Won’t Be Me” – każda z tych ścieżek urozmaica „Push On”. Oprócz Andy’ego Coopera na płycie znalazło się miejsce dla Dr Syntaksa, zgrabnie wypadającego w „Remedy”. DJ Moneyshot i Rackabeat pokazali na ubiegłorocznym materiale, że z powodzeniem mogą być nauczycielami old schoolowego rapu i funku przez wielkie „F”.

    Po „Push On” można sięgnąć na niemal wszystkich dostępnych platformach streamingowych, od Bandcampa, przez Spotify, Deezera, aż skończywszy na iTunes. Album trafił do sprzedaży w wydaniu elektronicznym i fizycznym (płyty kompaktowe i winylowe). Oprócz tego The Allergies wypuściło koszulki oraz serię siódemek. Na 3 singlach 7-calowych pojawiły się następujące nagrania – „Love That I’m In”, „Main Event”, „Entitled To That”, „Get Down on You”, „Since You’ve Been Gone” i „Buzzsaw” (wszystkie materiały dostępne na Bandcampie). Do dwóch pierwszych utworów ukazały się również videoclipy. DJ Moneyshot i Rackabeat odpowiadają za niesłychanie funkowy i najbardziej roztańczony projekt roku, w którym króluje luz, dobra zabawa i pogodny klimat, czego brakuje we współczesnej muzyce.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Love That I’m In feat. Andy Cooper
    3. Since You’ve Been Gone
    4. Entitled to That
    5. Get Down on You
    6. Push On
    7. Main Event feat. Andy Cooper
    8. Hold You Close
    9. Buzzsaw feat. Andy Cooper
    10. Allergic Interlude
    11. It Won’t Be Me feat. Andy Cooper
    12. Funky Feeling
    13. Remedy feat. Dr Syntax
    14. Get on the Floor
  • Klimatyczny album Apollo Browna i Planet Asii – Anchovies

    Klimatyczny album Apollo Browna i Planet Asii – Anchovies

    4–5 minut

    Amerykańskie Mello Music Group należy do wąskiego grona szeroko komplementowanych i docenianych w wymiarze międzynarodowym niezależnych wytwórni hip hopowych. Michael Tolle wraz ze swoimi współpracownikami niesłychanie rozwinął działalność swojej firmy, skupionej niegdyś niemal wyłącznie na materiałach Oddiseego. W 2017 roku MMG może pochwalić się rozbudowanym rosterem i znaczącymi sukcesami osiąganymi przez własnych artystów. Owszem, można wytknąć im niedostateczną promocję mniej znanych wykonawców, czy wydawanie od czasu do czasu wątpliwej jakości płyt (patrz: „Petestrumentals 2” Pete Rocka), lecz summa summarum Mello Music Group to jedno z najważniejszych miejsc dedykowanych fanom rapu drugiego obiegu. Wystarczy szybki rzut oka na tegoroczne wydawnictwa opatrzone logiem tego labelu (nowe płyty m.in. Oddiseego, Open Mike’a Eagle, Stik Figi, Gensu Deana & Wise Intelligenta, The Perceptionists), aby dobitnie przekonać się o sile wytwórni. Pod koniec sierpnia trafił do sprzedaży kolejny ważny projekt spod stajni MMG – „Anchovies” Apollo Browna i Planet Asii.

    Detroit posiada niebagatelny wkład w dzieje rapu. Lista zasłużonych postaci wywodzących się z The Motor City nie kończy się na Eminemie i J Dilli. Jeżeli mowa o historii najnowszej, to automatycznie zostaje wywołany do tablicy Apollo Brown. Od 2010 roku amerykański producent szturmem zdobył rzesze sympatyków na świecie, regularnie serwując wydawnictwa wysokiej jakości. Ze względu na częstą obecność członka Mello Music Group na naszych łamach, ograniczę się jedynie do wypisu jego dokonań z przestrzeni ostatnich dwóch lat.

    We wrześniu 2015 roku ukazała się producencka płyta Apollo Browna, „Grandeur”. Na tym albumie pojawiła się cała plejada raperów – Masta Ace, Freddie Gibbs, Oddisee, Vinnie Paz, O.C., Evidence, Ras Kass i wielu innych. Natomiast nieco ponad rok temu zadebiutował wspólny projekt AB ze Skyzoo, „The Easy Truth”. Wydawnictwo okazało się najlepiej sprzedającą się produkcją w dotychczasowej twórczości producenta. Również w ub.r. doczekaliśmy się drugiego longplaya grupy Apollo Browna, Ugly Heroes. „Everything In Between”. Wszystkie te materiały stanowią koronny dowód na to, że nie ma obecnie lepszego beatmakera idealnie pasującego do tzw. blue collar rapu.

    Po drugiej stronie USA, w skąpanej słońcem Kalifornii, mieszka mnóstwo szanowanych artystów hip hopowych. Pomimo nieustannej konkurencji i upływu lat stale trwa na scenie Planet Asia. Słynny niezależny raper może pochwalić się ogromnym dorobkiem artystycznym, obejmującym multum płyt tworzonych wespół z wieloma innymi twórcami. Wystarczy prześledzić ostatnie 5-lecie w działalności artysty, aby uzmysłowić sobie, że wciąż ma on sporo do powiedzenia. W omawianym okresie Emcee skupił się na nagrywaniu materiałów z poszczególnymi producentami. Wyjątek stanowi tutaj wyłącznie „Black Belt Theatre”. Oprócz tego wydawnictwa Planet Asia dopisał do swojej dyskografii m.in. „Abrasions” (z Gensu Deanem), „Via Satellite” (z Tzarizmem), „Seventy Nine” (z DJ’em Conceptem) czy liczne nagrania z Dirtydiggsem. Oprócz tego ukazała się płyta „360 Waves” jednej z formacji PA, Durag Dynasty. Kalifornijczyk zachowuje ciągłość wydawniczą i dopisuje do listy kolejnego beatmakera, Apollo Browna. „Anchovies” to jeden z najważniejszych materiałów w działalności obu twórców.

    Projekt zadebiutował 25 sierpnia. Premierę wersji fizycznej albumu odłożono w czasie ze względu na coraz dłuższe kolejki w tłoczniach płyt winylowych (obecnie w większości przypadków na wydanie winylowe materiału trzeba czekać od 8-10 do 14-18 tygodni). W przypadku Planet Asii jest to jego ponowna współpraca z Mello Music Group (poprzednio nagrał dla tej wytwórni ww. „Abrasions”). Trzeba przyznać, że tym razem kooperacja z MMG przyniosła jeszcze lepsze plony. W takim razie, w czym należy poszukiwać źródeł sukcesu „Anchovies”? Wszelkie dywagacje na powyższy temat należy rozpocząć od formuły albumu. Amerykański duet zaprezentował rzadko stosowane rozwiązania kojarzone z dokonaniami Ka i Roca Marciano. Osobliwy gospel rap występował już w mniejszej formie na poprzednich płytach Apollo Browna, lecz dopiero teraz został zaprezentowany w pełnej krasie. Brudne, surowe brzmienie (tytuł LP dobrany nieprzypadkowo) odwołujące się do czasów Motown Records wymagały właściwego egzekutora w osobie rapera. Planet Asia kapitalnie poradził sobie z rolą narratora filmu, w którym operatorem dźwięku był AB. Utwory przesiąknięte nostalgią i specyficzną gęstą atmosferą, to znak rozpoznawczy „Anchovies” (pod tym względem materiał przypomina również „Gutter Water” Gangrene). Wyjątkowa atmosfera albumu uderza wraz z początkiem „The Smell” i trzyma aż do końca „You Love Me”. Pomiędzy tymi nagraniami można odkrywać kolejne zakamarki płyty. „Diamonds”, „The Aura”, „Dalai Lama Slang”, „Avant Garde” czy „Get Back” stanowią najbardziej wyraziste momenty tego blisko 50-minutowego storytellingu. Zrozumiem opinie osób utrzymujących, że na dłuższą metę „Anchovies” jest nużąca i brakuje w niej elementu zaskoczenia i stoi na niższym poziomie niż wydawnictwa ww. Ka i Roca Marciano. Z drugiej strony, akurat dzięki nieschematyczności w odniesieniu do hip hopowej produkcji można w tym albumie odkryć piękno. W dodatku, to jedna z najciekawszych produkcji w dyskografii Apollo Browna i Planet Asii.

    Już tradycyjnie projekt udostępniono do odsłuchu na wszystkich dobrze znanych serwisach streamingowych (Bandcamp, Spotify, Deezer, YouTube i pozostałe). „Anchovies” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej. Wydanie longplaya na płytach kompaktowych i winylowych trafiły do sprzedaży pod koniec października. Album promują 4 singlowe nagrania – „The Aura”, „Get Back”, „Deep In The Casket” i „Panties In a Jumble”. Do trzech pierwszych utworów nakręcono również klimatyczne videoclipy. Apollo Brown i Planet Asia stworzyli treściwy materiał, szeroko omawiany i komentowany w środowisku hip hopowym, który powinien zagościć w niejednym podsumowaniu roku.

    Tracklista

    1. The Smell
    2. Panties In a Jumble
    3. Diamonds
    4. The Aura
    5. Dalai Lama Slang feat. Willie The Kid
    6. Tiger Bone
    7. Duffles
    8. Avant Garde
    9. Deep In The Casket
    10. Fire feat. Tri-State
    11. Speak Volumes
    12. Pain
    13. Get Back
    14. Nine Steamin’ feat. Guilty Simpson
    15. You Love Me
  • Cinder Hill premierowym albumem Son Of Sam

    Cinder Hill premierowym albumem Son Of Sam

    4–6 minut

    W branży muzycznej trwa nieustanna walka o słuchaczy. W epoce rządzonej przez media społecznościowe, e-marketing i platformy streamingowe coraz częściej trzeba mocno napracować się, aby nie tyle dotrzeć do właściwej niszy odbiorców, co utrzymać zainteresowanie ludzi swoją muzyką przez dłuższy czas. Największym problemem pozostaje cykl życia każdej płyty. Przez ostatnie lata etap funkcjonowania poszczególnych projektów w świadomości słuchaczy niesłychanie skurczył się. W tym roku mieliśmy tego doskonałe potwierdzenie, gdy raptem 2-4 tygodnie po premierze „DAMN” Kendricka Lamara, liczne spektrum mediów i odbiorców uznało ten materiał za… stary. W nieco innym położeniu znajdują się niezależni wykonawcy. Wbrew pozorom w drugim obiegu muzyki hip hopowej konkurencja też nie śpi, a gra toczy się o lojalnych sympatyków, ceniących sobie materiały wydawane na płytach winylowych, bądź kasetach. W związku z długim okresem oczekiwania na winyle w tłoczniach, fani undergroundowych produkcji muszą uzbroić się w cierpliwość i są bardziej związani z wykonawcami. Powyższą zależność można odnotować w przypadku „Cinder Hill” formacji Son Of Sam.

    Ile to było przypadków, kiedy to przyjaciele z lat młodzieńczych zakładali zespoły, zbierając się na luźne sesje nagraniowe, improwizując i grając koncerty w lokalnym środowisku? Historia zna setki takich formacji. Son Of Sam posiada właśnie tego rodzaju korzenie. Początki grupy są datowane na 1997 rok. W tym czasie bracia John i Joe Samowie wraz z Tomem Caruaną powołali do życia zespół, skupiający ich wspólną pasję do grania na instrumentach (gitara, bas, perkusja, bębny). W późniejszych latach do grupy dołączył Richard Halligan (klawisze, saksofon, flet), dzięki czemu brytyjska formacja zyskała większe możliwości pod względem nagraniowym i koncertowym. Najbardziej aktywnym członkiem Son Of Sam pozostawał Tom Caruana, udzielając się jeszcze w przedsięwzięciu The Menagerie, skupiającego obok niego Dr. Syntaksa, Enlisha, Toma Hinesa i Cleva Cleverleya.

    Jak to często bywa w takich przypadkach, wobec braku określonego celu działalności, drogi członków Son Of Sam rozeszły się na dłuższy czas. Owszem, wyspiarska formacja zagrała trochę koncertów oraz zarejestrowała nieskończone utwory, lecz nic ponadto. Nieformalny frontman kolektywu, Tom Caruana (po czasie okazało się, że to właśnie on odpowiada za powstanie najlepszego mash-upu ostatnich lat – „An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space”), skupił się na solowej aktywności, pracując nad licznymi projektami. W latach 2005-2012 wyprodukował on wcale niemało pełnych płyt (wspólne inicjatywy z Dr. Syntaksem, Grand Agentem, Dizraelim, Teejem), dorzucając do tego solowe materiały oraz kooperację przy pojedynczych utworach z wieloma artystami. Po tym okresie producent powrócił do zapisanych wcześniej szkicach Son Of Sam. Wychodząc z inicjatywą namówił pozostałych członków zespołu do dopracowania swoich produkcji i nagrania producenckiej płyty. Przerodziło się to w powstanie podwalin pod „Cinder Hill”.

    Wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, lecz początki albumu datowane są na 2005 rok. Jak ww. ponad dekadę temu Tom Caruana wraz ze swoimi kompanami sporo koncertował, dorzucając pomiędzy występami na żywo liczne improwizowane sesje nagraniowe. W tamtym okresie Son Of Sam uzbierało multum szkiców i niedokończonych nagrań, czekających na lepsze dni. W 2011 roku grupa postanowiła na poważnie zasiąść do stworzenia pełnego LP. Po serii prac studyjnych wyszło na jaw, że Brytyjczycy posiadają nieprzebrane bogactwo materiału, który spokojnie wystarczyłby na dwie oddzielne płyty. Po przedyskutowaniu sprawy muzycy zdecydowali do okrojenia projektu, wybierając najbardziej pasujące im podkłady. Ze względu na korzenne brzmienie instrumentali formacja zaczęła kontaktować się z różnymi raperami, aby uczynić z „Cinder Hill” płytę producencką. Son Of Sam skrupulatnie podeszło do każdego utworu, długo nadając poszczególnym nagraniom finalne szlify. W końcu, po długim czasie realizacji, projekt trafił do odbiorców 29 września tego roku.

    Po przejrzeniu tracklisty longplaya od razu rzuca się w oczy obecność na płycie wielu nieprzypadkowych gości. Tom Caruana wraz ze swoimi przyjaciółmi nawiązał kontakt z szeregiem raperów, głównie mieszkających na co dzień po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego. W pierwszej kolejności Brytyjczykom udało się przekonać do współpracy Sadata X, El Da Senseia, Masta Ace’a i Large Professora. W tym doborowym towarzystwie powstały utwory „Across The Bridge” i „Come A Long Way”. W miarę upływu czasu w powstanie „Cinder Hill” angażowali się kolejni twórcy. Obok faworytów Son Of Sam sprzed lat (John Robinson, J-Live, Guilty Simpson, Edo G, Prince Po) na albumie pojawili się także nowsi artyści pokroju Soundsci, Denmarka Vesseya, Quelle Chrisa i 7even Thirty’ego. Organiczna i pełnokrwista otoczka materiału połączona z co najmniej porządnymi zwrotkami poszczególnych raperów przełożyła się na zaskakująco udaną i wartościową produkcję. Tom Caruana przy wykorzystaniu pełnego instrumentarium umiejętnie rozbudował utwory na „Cinder Hill”. W ten sposób uzyskano głębie brzmienia, która pozwoliła zaproszonym na LP Emceem pokazać pełnię ich walorów.

    Tea Sea Records opublikowało album na wszystkich dostępnych platformach streamingowych (Bandcamp, Spotify, Deezer, itd.). Oprócz wersji elektronicznej „Cinder Hill” ukazało się również w formacie fizycznym (płyty kompaktowe i winylowe). Projekt promują 3 nagrania – „Come A Long Way” (w sieci pojawił się również remix tracka w wykonaniu Large Professora), „Flying Fist” i „System Animal”. Do wszystkich tych utworów powstały również teledyski. Son Of Sam pozytywnie zaskoczył niejednego odbiorcę. Tom Caruana i spółka udowodnili, że płyta producencka oparta o brzmienie żywych instrumentów może przybrać naprawdę przystępną formę i nie odejść szybko w zapomnienie.

    Tracklista

    1. Intro feat. John Robinson
    2. Continuation feat. J-Live
    3. Across The Bridge feat. Sadat X & El Da Sensei
    4. Trees For The Jungle feat. The Black Opera & Sabira Jade
    5. Malt Liquor feat. Guilty Simpson & Fat Ray
    6. Put It On Ya feat. Soundsci & Mr Thing
    7. Fighting Talk feat. Lifford & Blaise B
    8. Flying Fist feat. Prince Po
    9. Deep Breath feat. Jamall Bufford
    10. Moose Python feat. Dumbtron
    11. Coastin’ feat. John Robinson
    12. Soothsayers feat. The Black Opera
    13. System Animal feat. Denmark Vessey
    14. The Life & Death of Phenomenal Don feat. Quelle Chris
    15. Come A Long Way feat. Masta Ace & Large Pro
    16. Forward March feat. Oxygen & 7even Thirty
    17. That’s Facts feat. Edo G, John Robinson, Prince Po, U-George, Audessey, Oxygen, Reks, yU & Denmark Vessey
  • Sly5thAve upamiętnia Dr. Dre na The Invisible Man: An Orchestral Tribute To Dr. Dre

    Sly5thAve upamiętnia Dr. Dre na The Invisible Man: An Orchestral Tribute To Dr. Dre

    4–6 minut

    W przemyśle muzycznym listopad i grudzień należą zazwyczaj do spokojnych miesięcy. Z reguły w ostatnich miesiącach roku wychodzi mniej nowości płytowych, zaś większość osób skupia się na promocji wypuszczonych wcześniej projektów, bądź też finalizacji materiałów przeznaczonych do wydania w przyszłym roku. Zdarzają się jednak odstępstwa od tej reguły, jak to ma miejsce w tym roku. W czasie, gdy pełno przedstawicieli mediów szykowało się do podsumowania 2017 roku (liczne rankingi tworzone na tę potrzebę zakrawają na śmieszność i są bliźniaczo podobne do siebie), część wykonawców opublikowała klasowe płyty. W tych kategoriach na pewno należy mówić o „Baralku” Emancipatora, „Children Of Nu” Reginalda Omasa Mamode IV, „Case” The Cancel Bandu, „Da Flowin’ Dutchman” BlabberMoufa, „The Offering” Darkhouse Family, „Boom Bap Bigelow” Invincible Mask (Kyo Itachi & Tha Soloist), „The Reflecting Sea (Welcome to a New Philosophy)” Damu The Fudgemunka & Raw Poetika czy „Dr. Dre na The Invisible Man: An Orchestral Tribute To Dr. Dre” Sly5thAve’a. W niniejszym artykule przedstawię szerzej ostatnią produkcję, w piękny sposób upamiętniającą twórczość Dr. Dre.

    Artyści o afrykańskich korzeniach posiadają wyjątkowe czucie muzyki. Od lat dobitnie przekonuje o tym wszystkich Oddisee, lecz należy pamiętać o tym, że oprócz niego są pozostali intrygujący wykonawcy o rodowodzie z Czarnego Lądu. Na przestrzeni ostatnich lat w Stanach Zjednoczonych pokazał się szerzej niepozorny Sylvester Uzoma Onyejiaka II. Urodzony w amerykańskim Houston od najmłodszych lat przejawiał zamiłowanie do muzyki. W dzieciństwie uczył się gry na różnych instrumentach (od perkusji, przez pianino, aż po saksofon), a także uczył się śpiewu w lokalnym chórze. Po wstępnych naukach Sly5thAve dołączył do zespołu działającego na terenie Houston, w ramach którego poszerzał swoje umiejętności. Po ukończeniu szkoły średniej nie zamierzał on rezygnować z dalszej muzycznej edukacji. Młody artysta dostał się na University of North Texas, gdzie poznał kolejne osoby mające wpływ na jego dalsze poczynania, stając się członkiem słynnego zespołu One O’Clock Lab Band (kultowy uniwersytecki jazzowy kolektyw). Wraz z upływem lat pasja do muzyki przeobraziła się również w jego życie zawodowe.

    Po przeprowadzce n nowojorski Brooklyn Sly5thAve rozpoczął działalność jako muzyk koncertowy i sesyjny. W krótkiem okresie udało mu się podjąć współpracę z prawdziwymi tuzami jazzu, soulu i funku. Wystarczy tutaj wymienić choćby Gladys Knight, The Dave Brubeck Quartet, Jamesa Cartera, Keitha Andersona, Maceo Parkera czy Branforda Marsalisa. Sly5thAve był również częścią zespołu koncertowego Prince’a & The New Power Generation, co niewątpliwie było dużą nobilitacją dla młodego twórcy. Zainteresowanie artysty wybiegają poza ww. gatunki. Amerykanin pomagał w pracach studyjnych też wykonawcom hip hopowym (Blu, Homeboy Sandman, Denitia & Sene). Jazzowo-soulowy kolaż muzyczny z elementami hip hopu i Afro beatu w całości znalazł się na debiutanckiej solowej płycie Sly5thAve’a, „Akuma”. Album wydany przez Truth Revolution Records odsłonił spory talent muzyka o nigeryjskich korzeniach do tworzenia nieschematycznych nagrań. Po tak udanym początku Sylvester Uzoma Onyejiaka II pokusił się o szalenie wciągający i dojrzały materiał. „Dr. Dre na The Invisible Man: An Orchestral Tribute To Dr. Dre” to kapitalny hołd złożony jednemu z największych producentów hip hopowych wszech czasów.

    Projekt zadebiutował na rynku płytowym 17 listopada. Wydaniem materiału zajęło się brytyjskie Tru Thoughts, co już stanowi doskonałą rekomendację wydawnictwa. Interpretacje klasycznych utworów Dr. Dre w wykonaniu innych twórców nie zawsze wypadały na zadowalającym poziomie. Sly5thAve zmierzył się z trudną sztuką właściwego przedstawienia dorobku współzałożyciela N.W.A. Prekursor G-funku posiada bogatą dyskografię, szczególnie dotyczy to lat 90.tych, kiedy to późniejszy współtwórca marki Beats By Dre był najbardziej aktywny. W końcu nie tylko chodzi tutaj o płyty producenckie („The Chronic”, „2001”), czy kompilację „The Aftermath”, ale także o masę singli wyprodukowanych przez Dr. Dre. Wobec tego przed przygotowaniem tego dzieła Sly5thAve dokonał wnikliwej selekcji materiału, zapraszając przy tym do współpracy szereg uznanych postaci. Mark de Clive Lowe, Quantic, Zach Brock, Patrick Bailey, DJ Center i pozostali artyści najpierw uczestniczyli w nagraniach studyjnych, a następnie wystąpili wraz z Sylvesterem Uzoma Onyejiaką II na specjalnym koncercie w Wilshire Ebell Theatre w Los Angeles z udziałem Dr. Dre, na którym po raz pierwszy zaprezentowano publicznie album.

    „Dr. Dre na The Invisible Man: An Orchestral Tribute To Dr. Dre” zabiera słuchaczy w świat Dr. Dre, w którym za przewodnika służy niepozorny wydawałoby się nowojorczyk. Bogate aranżacje, rozbudowane instrumentarium, smukłe łączenie utworów w całość, polot i wizja – wszystko to zostało zawarte na tej płycie. Niesłychanym atutem LP jest to, że koniec każdego nagrania równocześnie rozpoczyna następną kompozycję; dzięki temu niezmiernie łatwo wsiąknąć w ten świat muzyczny. „Shiznit” połączone z „California Love”, „Curtis” ze „Still D.R.E.” czy „Let Me Ride” z „The Edge” są świetnymi przykładami, jak należy tworzyć tego rodzaju wydawnictwa. W tym wypadku nie ma mowy jedynie o suchym odtworzeniu ścieżek, lecz również występuje tutaj wartość dodana w postaci autorskich pomysłów rozbudowujących poszczególne nagrania. Publiczność zgromadzona na pierwszym wykonaniu „Dr. Dre na The Invisible Man: An Orchestral Tribute To Dr. Dre” wraz z Dr. Dre na czele przyjęła materiał przez aklamację. Trudno temu się dziwić, skoro mamy do czynienia ze świeżym spojrzeniem na klasyczne nagrania Dr. Dre wykonanym z ogromną klasą.

    Album udostępniono do odsłuchu na wszystkich dostępnych platformach streamingowych (Bandcamp, Spotify, YouTube, Deezer i pozostałych). „The Invisible Man: An Orchestral Tribute To Dr. Dre” trafiło do sprzedaży w wydaniu elektronicznym i fizycznym (płyty kompaktowe i winylowe). Woski cieszą się dużą popularnością wśród kolekcjonerów płyt (nakład na wyczerpaniu). Wydawnictwo promują 3 singlowe nagrania – „Shiznit”, „Still D.R.E.” i „Let Me Ride”. Sly5thAve przy wsparciu swoich gości stworzył monumentalne dzieło, mocno wybijające się ponad przeciętność. Twórczość Dr. Dre została w piękny sposób upamiętniona, o co prosiło się od lat.

    Tracklista

    1. Shiznit feat. Jesse Fischer
    2. California Love feat. Cory Henry
    3. Drelude for Woo feat. Mark de Clive Lowe
    4. Forgot About Dre
    5. Interlude #2 feat. Zach Brock
    6. No Diggity feat. Sydney Driver
    7. The Jam feat. Matthias „Pedals” Loescher
    8. Who Am I feat. Paul Wilson
    9. The Jam Part II feat. Paul Wilson
    10. I’d Rather Be With You feat. Melissa McMillan
    11. Curtis feat. Patrick Bailey
    12. Still D.R.E.
    13. The Jam Part III
    14. My Name Is feat. Robert „Sput”n Searight
    15. Interlude #3 feat. DJ Center
    16. Guilty Conscience
    17. Interlude #4
    18. Nuthin’ But A „G” Thang feat. Brad Allen Williams
    19. Interlude #5
    20. Let Me Ride feat. Jimetta Rose (Radio Edit)
    21. The Edge feat. Quantic
    22. Next Episode
    23. Peace