Tag: capadonna

  • Recenzja LP: Ivan Ives – Iconoclast

    Recenzja LP: Ivan Ives – Iconoclast

    3–4 minut

    No Threshold Records | 2007

    Przyznam szczerze, że nie znam się zupełnie na rosyjskim hip hopie. Nie chodzi mi o to, iż stoi on na słabym poziomie lecz nie mam pojęcia którzy artyści są godni polecenia. Rosyjski przemysł muzyczny rządzi się swoimi prawami; wykonawcy pozostający z dala od tzw. majorsów mają bardzo ograniczone możliwości dotarcia do słuchaczy. Tak się składa, że telewizja i radio mocno kontroluje sytuację panującą na rynku – jeżeli raper nie pokaże się w tv/radiu to będzie mu ciężko przebić się nawet do szerszego grona odbiorców. Przykładem jest to, że słaby i sprzedający swoją gębę wszędzie gdzie popadnie Timati (produkt rosyjskiej odsłony programu „Fabryka Gwiazd”, który także ostatnio zawitał do Polski) jest stawiany wyżej niż choćby Seryoga czy Kasta (nie mylić z polską grupą o tej samej nazwie, ta rosyjska pochodzi z Rostowa nad Donem). Dlatego też jakże wielkie było moje zdziwienie kiedy usłyszałem album nagrany przez pochodzącego z Rosji Ivana Ivesa – „Iconoclast” (mniejsza już o to, że jest to anglojęzyczny album, ważne, że wyszedł od rodaka Władimira Putina).

    Ivan Ives jest rosyjskim imigrantem mieszkającym na stałe w Los Angeles. Po raz pierwszy można było o nim usłyszeć za sprawą wydanego w 2005 roku nakładem No Threshold Records albumu Ivan Ives„Fork Music Vol.1” (nagrany pod pseudonimem Nicotine), które było stricte undergroundowym wydawnictwem. Następnie przyszła kolej na „Deus Ex Machine” (2006), dwie EP-ki – „The LA Heat EP” oraz „The Prelude EP” (obie produkcje z 2007 roku) . To pomogło mu dotrzeć nawet do niewielkiego grona odbiorców i poznać przede wszystkim producenta o pseudonimie Fresh aka The Hitman, który w całości był odpowiedzialny za część muzyczną na omawianym wydawnictwie. Wraz ze zdobywaniem znajomości w branży muzycznej przyszły tez naprawdę poważne kontakty z szanowanymi ludźmi ze sceny hip hopowej. Wystarczy spojrzeć na gości na ostatnim albumie Rosjanina  – Vast Aire, O.C., 2Mex, Cappadonna. Naprawdę lista ta robi wrażenie. Jednak nie oni są na „Iconoclast” najważniejsi tylko sam artysta, który serwuje nam doskonałą porcję hip hopu. Każdy z 15 utworów zawartych na albumie jest dobry, nie znajdziecie tutaj wypełniaczy czy słabych tracków. Słuchając albumu czuć świeżość i płynność z jaką Ivan Ives porusza się na beatach. Słowiańskie korzenie nadają mu łatwości w składaniu rymów, w pewnym wykonywaniu refrenów (z czym problemy mają bardziej doświadczeni raperzy od niego). Posiada on charakterystyczne flow; potrafi zaskoczyć najpierw rapując w języku rosyjskim potem po angielsku nie tracąc przy tym nic z jakości nagrania. Na uwagę zasługuje „Honor” nagrany wraz z członkiem Wu-Tang ClanuCappadonną z naprawdę dobrym refrenem:

    Another day another dollar/This is it if you fighting for your honor/Stick with it/Ivan Ives and Cappadonna/Rip that shit/If we didn’t you’d be livid

    W „Worldwide Hits” nagranym wraz z Freshem buńczucznie przechwala się, mówiąc:

    I live in the West but I am from East(…) I’m the best emcee out, better than Jay-Z on Reasonable Doubt

    Dla odmiany w taki oto sposób przedstawia siebie w utworze „Victory” z gościnnym udziałem Vast Aire:

    Welcome to my brain, where night is day/Where life is plighted with a slight delay/
    I don’t play, I just work at it, lurk with addicts/Berserk, it’s madness

    Jednak największe wrażenie zrobił na mnie „Revenge” – kapitalny storytelling opisujący zemstę na swojej byłej dziewczynie. Opisać w kilku słowach ten utwór byłoby ciężko, ale powstał do niego teledysk, który jest znakomitą dokumentacją wszystkiego co Ivan chciał wyrazić (pozostałymi klipami są „Recipe” oraz „Got It”).

    Ivan Ives jest przykładem na to, iż od zera, będą nikomu nie znanym, daleko od swojej ojczyzny, można zrobić wiele. Po kilku miesiącach od wydania albumu prestiżowy magazyn Rolling Stone umieścił jego w jubileuszowym z okazji 40-lecia wydaniu w dziale „Next 40 Artists To Watch”. Jeżeli dodam to, że piosenki na jego profilu na MySpace odtworzono już ponad 1 000 000 (!) razy oraz to, że choć od czasu wydania „Iconoclast” (tytuł odwołuje się do zamierzchłych dziejów i czasów bizantyjskich; oznacza niszczenie ikon i występowanie przeciwko elementom religijnym w kulturze) minęło zaledwie 1,5 roku to już teraz ten album jest trudny do zdobycia to będzie tylko potwierdzeniem tego, iż jest doskonała porcja hip hopu.

    Ocena: 3,5/5

    Tracklista

    1. Got It
    2. Victory feat. Vast Aire of Cannibal Ox
    3. Mad Game
    4. Carpe Diem feat. 2Mex
    5. Olivia Josephs
    6. Soul feat. O.C.
    7. How It Is
    8. The Recipe
    9. Honor feat. Cappadonna
    10. Worldwide Hits feat. Fresh aka The Hitman
    11. Lay Low
    12. Rap Ethics
    13. Revenge
    14. Zzyzx Road
    15. Life Is A Bitch
  • Classic Hip Hop Videos: Wu-Tang Clan – Careful (Click, Click)

    Classic Hip Hop Videos: Wu-Tang Clan – Careful (Click, Click)

    2–3 minut

    Odkąd tylko pamiętam Wu-Tang Clan zawsze miał doskonałą rękę do klipów. Dotyczy się to teledysków promujących kolejne albumy tego kolektywu (aktualnie, to wcale nie jest tak dobrze jeżeli chodzi o wzajemne relacje poszczególnych członków ekipy ale to odrębny temat) jak i solowe wydawnictwa artystów należących do tego crew. Większość osób będzie kojarzyło videoclipy do kawałków z „Enter The Wu-Tang: 36 Chambers” – „Protect Ya Neck”, „Da Mystery of Chessboxin’”, „Method Man”, „C.R.E.A.M.”, „Can It Be All So Simple” oraz „Wu-Tang Clan Ain’t Nuthing Ta F’ Wit/Shame on a Nigga” jednak na mnie największe wrażenie zrobił teledysk powstały do utworu „Careful (Click, Click)”, pochodzący z wydanego w 2000 roku nakładem Loud Records albumu „The W”.

    Kiedy po raz pierwszy obejrzałem „Careful (Click, Click)” nasunęły mi się dwie myśli – o co chodzi z tą strzelaniną oraz skąd oni wzięli te glocki (przypatrzcie się broniom Inspectah Decka i U-Goda). Tak, ten klip to jedna wielka „zabawa z bronią” (mniejsza już oto, że to jest niewielki klub a nie otwarta przestrzeń). Rozpoczyna się od tego, że nie wiadomo skąd wyskakuje na parkiet pewien bboy (?) (później pojawia się jeszcze dwóch następnych) i wyciąga dwa glocki mierząc prosto do ekipy Wu-Tang Clanu. Nie pozostaje mu dłużny The Rizza również dobywając broni oraz  wypowiadając te słowa:

    Wait, hold up, chill, what’s that son?/Damn.. nigga got fucked, shit, huh?!

    Ciężko jest opisać co dzieje się później; rozpoczyna się regularna strzelanina, która jak ulał pasowałaby do filmów sensacyjnych. Strzały padają często i gęsto, dobrze, że przynajmniej niewiele z nich trafia do celu. Całość najlepiej podsumowuje refren:

    Somethin in the street went, bang bang/ Makin it hard for you to do your thang thang

    Najlepszą dla mnie sceną jest ta, w której U-God przy akompaniamencie świszczących kul sięga po broń (na jednej dłoni ma założoną…rękawicę dla pilarzy) i odpowiada salwą ognia przeciwnikom. Rzecz jasna napastnicy zostają pokonani (największy w tym udział ma już wspomniany U-God) a całość kończy się ucieczką grupy przed spodziewaną wizytą policji. Słyszymy jeszcze słowa Cappadonny:

    Yo, the next time y’all collapse don’t call me.

    Z omawianym przeze mnie klipem związana jest pewna ciekawa historia. Otóż jest on częścią nazwijmy trylogii promującej „The W”, ponieważ łączy się z dwoma pozostałymi singlami z tego albumu, czyli z „Gravel Pit” oraz „Protect Ya Neck (The Jump Off)”. Jeżeli dokładnie przyjrzymy się początkom oraz końcom tych trzech klipów zobaczymy, że członkowie Wu-Tang Clanu wsiadają do tej samej windy czy znajdują się w tym samym klubie. Jest to interesujący a zarazem rzadko stosowany zabieg. Jeżeli chodzi o videoclipy, to „Careful (Click, Click)” jest pozycją obowiązkową dla wszystkich.

Translate »