Tag: filmy hip hopowe

  • Wieczorem przy herbacie: Hip hop lives?

    Wieczorem przy herbacie: Hip hop lives?

    5–7 minut

    W ostatniej odsłonie cyklu artykułów „Wieczorem przy herbacie”, wnikliwie przedstawiłem temat darmowej muzyki. Pozostając przy sprawach stricte muzycznych, tym razem wybrałem zagadnienia dotyczące wszystkich słuchaczy i osób związanych z kulturą hip hopową (lub mieniących się nimi). Nieodłączny element hip hopu oraz każdej innej dziedziny życia, wiedza, stanowi wyznacznik osobowości człowieka. W przypadku kultury powstałej przeszło 40 lat temu na Południowym Bronksie w Nowym Jorku, nie wypada chełpić się tytułem hip hopowego omnibusa bez uprzedniej dogłębnej erudycji. W tym artykule będę poruszał pomiędzy poniższymi pytaniami. Czy istnieje szansa na pojęcie muzyki hip hopowej bez szerokiej wiedzy o składowych przypadających na wszystkie elementy całego ruchu? Jak przedstawia się kwestia edukacji wśród twórców hip hopowych?

    Element poznania i znajomości poszczególnej tematyki doskonale określa sposób wewnętrznego doskonalenia się i poglądu na świat poszczególnych osób. Kształtuje to ludzi, odgrywa znaczną rolę w kierunku rozwoju i doskonalenia się jednostek. Wiedza obok doświadczenia pojawia się na każdym kroku. Nie inaczej powinno być w przypadku kultury hip hopowej, ale czy tak jest w rzeczywistości? Oczywiście, że nie i próżno szukać głębszych przesłanek na zmianę tego stanu rzeczy. W czym tak naprawdę należy upatrywać stopień erudycji w hip hopie? Odpowiedź nasuwa się samoistnie – od znajomości korzeni i początków ruchu. Pozostaje tylko jeden „drobny” szkopuł – w jaki sposób to udowodnić? I tutaj zaczynają się schody, bowiem z poziomem zaawansowania przeciętnego sympatyka tej kultury bywa bardzo kiepsko. Żyjąc w dobie niemal nieograniczonego dostępu do informacji, daleko posuniętego w rozwoju internetu 2.0, przywykło się mówić, iż po każdą wiadomość na dany temat można łatwo sięgnąć. Zapomina się przy tym o ważniejszym temacie – chęci człowieka do zdobycia wiedzy.

    Pod frazą „hip hop history” można odnaleźć za pośrednictwem wyszukiwarek internetowych multum publikacji – lepszych i gorszych, obszernych i podających wiadomości w pigułce. Poszerzyć swoje horyzonty można korzystając z pomocy znajomych lub innych autorytetów w tej dziedzinie. Równie dobrze można odwołać się do publikacji książkowych, dostępnych w Polsce, jak i na rynku zagranicznym. Osobiście zawsze optuję za bezpośrednim poznaniem pogłębianiem wiedzy, znalezieniem wartościowych książek, filmów i stron internetowych – w końcu to żadna sztuka. Z drugiej strony, doskonale zdaję sobie sprawę i wiem z doświadczenia, iż różnie z tym bywa u osób z kręgów hip hopowych, a najczęściej nijako. Jeszcze z filmami o hip hopie, to pół biedy – „Scratch”, „The Freshest Kids”, „Style Wars”, „Wildstyle”, „Beat Street”, „Brown Sugar” kojarzy wielu ludzi (wzmianki honorowe – około hip hopowe: obrazy z 2 Paciem, „Friday”, „How High”, „8 Mila”, „Ali G Indahouse”). Z wydawnictwami książkami już znacznie gorzej, na co wpływ ma znikoma liczba publikacji o kulturze hip hopowej w języku polskim (z tych najlepszych pozycji, znajdziemy jedynie „Ego Trip: Książka o rapie”; „Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki hip-hop” należy rozpatrywać w odrębnej kategorii). Przecież wystarczy nieco wysilić się i odnaleźć programy telewizyjne – „Beat This! A Hip Hop History”, „The Hip Hop Years”, „Graffiti Rock” (koniecznie z behind scenes). Dotyczy to też licznych dokumentów – „5 Sides of a Coin”, „Copyright Criminals” („Złodzieje Praw Autorskich”), „Deep Crates”, „Rhyme and Reason”, „The Show”, „Freestyle – The Art Of Rhyme”, „Bomb It!”. Jeżeli chodzi o tytuły książkowe, to na dobry początek wystarczą „Hip Hop America” Nelsona George’a, „Can’t Stop Wont Stop” Jeffa Changa i „How To Rap” Paula Edwardsa. A to są dopiero podstawy. Dlaczego wypowiadam się o tym w ten sposób? Wszystkie powyższe tytuły należą do kanonu wiedzy o kulturze hip hopowej.

    Historyk hip hopu, Davey D, w swoich licznych rozważaniach, drobiazgowo przeprowadzał przez wszystkie stadia rozwoju tej kultury. W jednym z jego artykułów ściśle łączących rap i politykę, dziennikarz wspólnie z Paulem Scottem szczegółowo opisał zaangażowany hip hop. Jaki wydobędziemy najważniejszy wniosek z „How Conscious Hip Hop Failed Us”? Nikt nie jest w stanie w pełni zrozumieć muzyki hip hopowej bez wnikliwego przestudiowania albumów z lat 1988-92. „By All Means Necessary” Boogie Down Productions, „It Takes a Nation of Millions to Hold us Back” Public Enemy, „We Can’t Be Stopped” Geto Boys, „One For All” Brand Nubian, „Straight Outta Compton” N.W.A. otwierają długą listę ponadczasowych dzieł z tamtego okresu w rozwoju hip hopu. Rap polityczny, afrocentryzm, gangsta rap, wykształcenie się scen hip hopowych poza Nowym Jorkiem, schyłek Złotej Ery – wszystko to przypada właśnie na przełom lat 80.tych i 90.tych XX wieku.

    W odniesieniu elementu wiedzy i zrozumienia hip hopu do wykonawców z całego świata nie jest też wcale kolorowo. Utkwiło w mojej pamięci jedno nagranie video z udziałem legendarnego KRS-One’a i pieszczoszka nastolatków, Soulja Boya. W rozmowie przeprowadzonej między nimi ze strony dziennikarza padło pytanie skierowane do autora „Crank That”: czym dla ciebie jest old school? Soulja Boy bez namysłu odparł, iż niniejsze określenie przywodzi mu na myśl 50 Centa, a The Teacha w ogóle nie skrytykował jego, tylko okazał zrozumienie. To tylko jeden z przykładów na to, iż nawet w Stanach Zjednoczonych poziom wiedzy o hip hopie mocno kuleje. Obecny kształt main streamu na siłę promuje raperów bez solidnego warsztatu i umiejętności; liczy się sposób sprzedania i pokazania własnej osoby innym. Dominuje coraz popularniejszy luxury rap, wszędzie słychać powtarzany do znudzenia zwrot swag, a klasyczna hip hopowa forma wśród święcących teraz triumfy wykonawców poszła praktycznie w zapomnienie.

    Z kolei na polskim gruncie jest jeszcze gorzej, a rozprawka nad traktowaniem erudycji i pogłębiania wiedzy przez rodzimych twórców zajęłaby dużo miejsca na stronie. Obecnie raperem, producentem, DJ’em może stać się każdy. W dzisiejszych czasach pierwszy-lepszy twórca po nagraniu jednego utworu chce mieć 3 zapowiedzi do przyszłego teledysku nagranego do tego tracku – przecież trzeba pokazać się na YouTube lub Vimeo z videoclipem w jakości HD. Jeżeli nie nagrywasz aparatem w high definition, to jesteś nikim. Patrząc na to, kto w przeciągu ostatnich lat stał znany i lubiany, można odnieść wrażenie, iż społeczeństwo cofnęło się w rozwoju o kilkanaście lat wstecz. Ale co ja tam będę nad tym roztrząsał, w końcu zaraz zostanę uznany za hejtera. Zwrot ten zastąpił niemal całą polemikę, czy konstruktywną krytykę oraz ukrócił jakiekolwiek większe debaty o poziomie zaawansowania erudycji hip hopowej nad Wisłą i wszelkich tematów związanych z rapem i nie tylko. Problem w tym, że zupełnie nie widzę postępu, pomimo tego, iż hip hop w naszym kraju posiada już pewną historię. I tego nie przesłonią liczby wyświetleń teledysków w internecie, statystyki fan page’y na Facebooku, czy liczby sprzedanych płyt. Bo jeżeli tak byłoby, to Grubson sprzedałby najwięcej egzemplarzy swojego albumu ze wszystkich muzyków w całym kraju. Niestety – co innego obejrzeć (przepraszam, „zobaczyć”) teledysk, co innego kupić płytę CD. A za tym wszystkim nie idzie chęć zapoznania się z całokształtem twórczości artystów, a pamięć odbiorców o poszczególnych osobach sięga najwyżej ostatniego klipu bądź wydawnictwa muzycznego.

    Oglądając teledysk do singla „Forever” z płyty Gensu Deana „Lo-Fi Finghaz”, wierzę w możliwość przekazywania wiedzy w sposób, w jaki czyni to Large Professor. Wszystko właściwie zależy od jednostek, mogących wpływać nie tylko na siebie lecz też na najbliższe swoje otoczenie. Odpowiedzcie sobie na zasadnicze pytanie: czy hip hop w pełni żyje w Waszych sercach? Jeżeli nie, to wystarczy tylko chcieć, aby to zmienić. Na lepsze.

Translate »