Tag: the roots

  • Niezapomniane okładki hip hopowe #1

    Niezapomniane okładki hip hopowe #1

    8–12 minut

    Wydawnictwom muzycznym często towarzyszą publikacje pośrednio związane z ich zawartością, skupiające się na otoczce i szeregu elementów towarzyszących powstaniu płyt. Dziennikarze i zwykli słuchacze potrafią nie raz rozłożyć na części pierwsze wszystkie składowe danej płyty. Często dużo emocji wzbudzają okładki albumów i singli. Właśnie tematem coverów tworzonych na potrzeby wydawnictw różnych artystów zajmiemy się w nowej mini-serii artykułów na łamach serwisu.

    „Niezapomniane okładki hip hopowe” to rozwinięcie cyklu publikowanego na fan page’u U Call That Love. W każdej odsłonie tej publikacji pojawi się po 10 okładek płyt hip hopowych, które przeszły do historii tego gatunku muzycznego. W tej serii zajmę się jedynie szatą graficzną poszczególnych longplayów i singli (oraz anegdotami z nimi związanymi), odrzucając na bok wartość artystyczną każdego z materiałów. Liczy się tylko kreatywność i polot twórców okładek.

    W pierwszym wydaniu przyjrzymy się na poważnie i z przymrużeniem oka okładkom następujących płyt: „Doin’ Thangs” Big Beara, „Slam Dunk’n Hoes” Top Doga, „Ready To Die” The Notoriousa B.I.G., „Illmatic” Nasa, „Milk Me” The Beatnuts, „Paul’s Boutique” Beastie Boys, „Music to Driveby” Compton’s Most Wanted, „Phrenology” The Roots, „Power” Ice-T oraz „It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back” Public Enemy.


    Big Bear - Doin Thangs

    Big Bear„Doin’ Thangs” (1998)

    Autor: Pen & Pixel
    Kategoria: okładka żyjąca w zgodzie z naturą
    Wyróżnienie za: wprowadzenie niedźwiedzi do środowiska hiphopowego

    Okładka do debiutanckiej płyty Big Beara przypomina reklamy wody mineralnej Vytautas. Spoglądając na okładkę albumu nie bardzo wiadomo, o co chodzi i jak to skomentować, ale trudno powstrzymać się od śmiechu. Gdyby Litwini dorwali się do reklamowania tego wydawnictwa, to mogłoby to wyglądać mniej-więcej w następujący sposób:

    Masz niedźwiedzia? Nie trzymaj go na podwórku przy domu lub w swoim ciasnym mieszkaniu. Wypuść go na najlepszą imprezę z udziałem jego braci organizowaną przez Big Beara w kasynie na Florydzie. Wejście tylko na hasło „Doin’ Thangs”. Twój niedźwiedź będzie bardziej zadowolony z takiego wypadu, niż od 20 kg łososi posmarowanych miodem z barci z Gór Skalistych, włożonych w kanapkę przykrytą dwoma jeleniami.

    Ano i byłbym zapomniał. „Doin’ Thangs” zaprojektowała firma Pen & Pixel, znana z szeregu prac wykonywanych na zlecenie południowych wykonawców. Po dziś dzień trudno rozwikłać zagadkę, skąd oni do cholery wzięli pomysł na zamieszczenie niedźwiedzi na okładce tej płyty.

    Top Dog - Slam Dunk'n Hoes

    Top Dog„Slam Dunk’n Hoes” (2005)

    Autor: nieznany
    Kategoria: coś dla fanów rapu, kobiet i koszykówki – czego można chcieć więcej?
    Wyróżnienie za: opanowanie obsługi Photoshopa Painta do poziomu eksperckiego

    Co możesz zrobić, jeżeli jesteś mało znanym raperem i chcesz wydać mixtape, o którym od razu będzie głośno? Możesz zaprosić na imprezę promocyjną płyty hologram 2Paca albo zadać sobie proste pytanie, co lubisz robić w życiu, a następnie przełożyć to na projekt, który koniecznie musi mieć dobrą okładkę. Drugi wzorzec postępowania wybrał Top Dog (nie, nie ten związany z Boot Camp Clik, inny), pokazując na swoim jedynym wydawnictwie swoje ulubione rozrywki. „Slam Dunk’n Hoes” utkwi w pamięci każdemu i nie da spać po nocach. Przed erą memów był czas na Painta lub Photoshopa i dobrą zabawę, co widać na szacie graficznej tego materiału. Nic, tylko dawać wykłady marketingowcom, w jaki sposób szybko podnieść zainteresowanie swoim produktem o 597%.

    Tak na marginesie, to Top Dog miałby spore szanse na wygraną w konkursie wsadów podczas All-Star Weekend w NBA. Kenny Smith i Reggie Miller byliby z niego dumni, Ernie Johnson już niekoniecznie.

    The Notorious B.I.G. - Ready To Die

    The Notorious B.I.G.„Ready To Die” (1994)

    Autor: Butch Bel Air
    Kategoria: małe jest piękne
    Wyróżnienie za: pokazanie światu słodkiego bobasa, który wcale nie jest Biggie Smallsem w wieku niemowlęcym

    „Ready To Die” narobiło tak wielkiego zamieszania w 1994 roku, że nawet przygotowany na różne okoliczności Puff Daddy nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Wszyscy, którzy wcześniej słyszeli o Biggie Smallsie po zetknięciu się z okładką płyty wydanej nakładem Bad Boy Entertainment, zastanawiali się co tam robi słodki malec. W końcu to hardcore’owy album, a nie zbiór kołysanek dla dzieci. Jednak nawet gangsterzy mają również swoją dobrą stronę. Co lepsze, 99% ludzi myślała, iż ten malec, to po prostu The Notoriousa B.I.G. w wieku niemowlęcym (doskonałe podobieństwo, nieprawdaż?) lub jego krewny. Dopiero po latach potwierdziła się tożsamość osoby z fotografii autorstwa Butcha Bel Aira. Keithroy Yearwood udzielił szeregu wywiadów dwa lata temu i przedstawił swój punkt widzenia na całą historię. Oby wiodło mu się lepiej niż Biggie’emu.

    Nas - Illmatic

    Nas„Illmatic” (1994)

    Autor: Danny Clinch & Olu Dara
    Kategoria: podrośnięte też bywa niebrzydkie
    Wyróżnienie za: autoportret na tle swojego osiedla – szacunek u bliskich znajomych gwarantowany

    Nas długo grzebał przy wszystkim, co było związane z wydaniem jego debiutanckiego albumu. Przy tworzeniu „Illmatic” nie obeszło się bez przygotowania okładki, która podobnie jak zawartość longplaya, przeszła do historii. Koncept na ten cover nie wydaje się specjalnie skomplikowany. Ot, artysta odnalazł swoje zdjęcie ze starego szkolnego albumu i postanowił ukazać je na tle fotografii przedstawiającej swoje osiedle. Takie połączenie momentalnie chwyciło i przypadło do gustu nie tylko najbliższym znajomym rapera z Queensbridge. 7-letni Nasir Jones wygląda słodko, nieprawdaż? Kto by pomyślał, że ten dzieciak wyrośnie na jednego z najbardziej wpływowych Emcees w dziejach rapu.

    Na koniec dwie często pomijane kwestie przy dyskusjach o okładce do „Illmatic”. Początkowo artwork do pierwszej płyty Nasa miał zawierać elementy religijne i nawiązywać przy tym do wersu rapera z singla „Live at the Barbeque” Main Source: „When I was 12 I went to hell for snuffin Jesus”. Ostatecznie stanęło na innym koncepcie, w czym zasługa ojca młodego artysty, Olu Dary. Ego Trip utrzymuje, że przy tworzeniu okładki do LP wzorowano się na płycie Howard Hanger Trio, „A Child Is Born”. Trzeba przyznać, że podobieństwo jest naprawdę wysokie.

    Beastie Boys - Paul's Boutique

    Beastie Boys„Paul’s Boutique” (1989)

    Autor: Nathanial Hornblower
    Kategoria: wspieranie swojego ulubionego sklepu z ciuchami
    Wyróżnienie za: panoramiczne zdjęcie ukazujące piękno Nowego Jorku

    Prawie każdy lubi się dobrze ubrać, zgadza się? Wszyscy też lubimy ładne zdjęcia, nieprawdaż? Tak też pomyśleli twórcy okładki do „Paul’s Boutique”. Ad-Rock, MCA, Mike D wraz z Nathanialem Hornblowerem zaserwowali na swoją drugą płytę fantastyczną panoramiczną fotografię wykonaną u zbiegu ulic Ludlow i Rivington. Jak głosi część radiowego spotu: „To w Brooklynie znajduje się Paul’s Boutique a w nim najlepsze męskie ciuchy”. Nie obeszło się tutaj bez teorii spiskowych i dochodzenia prowadzonego przez nowojorczyków, którzy szybko odkryli, że zdjęcie na coverze płyty wykonano w rzeczywistości w części Manhattanu o nazwie Lower East Side. Nawet jeżeli Beastie Boys trochę nagięło tutaj fakty, to trudno nie zachwycać się nad wspaniałą okładką wyglądającą najlepiej przy winylowym wydaniu gatefold. Wszyscy właściciele fan page’ów z „photography” w nazwie – marsz odrobić lekcje, okładka do „Paul’s Boutique” to prawdziwa sztuka.

    Jeżeli interesujecie się, jak miejsce, skąd pochodzi fotografia z płyty Beastie Boys wygląda po ponad 20 latach, to zapraszam do odwiedziny tej strony.

    The Beatnuts - Milk Me

    The Beatnuts„Milk Me” (2004)

    Autor: Mark Mann
    Kategoria: dobra dupeczka na okładce
    Wyróżnienie za: grę słowną i promocję akcji „Pij mleko” wśród sympatyków rapu

    Kiedyś mówiło się, że The Beatnuts stanowi nowojorską odpowiedź na Cypress Hill z Los Angeles. Poniekąd sporo w tym racji, ale trzeba pamiętać o tym, że Juju & Psycho Les lubili pokazać pogodniejsze strony życia i nie brakowało u nich tematyki imprezowej. Akurat z tym silnie wiąże się album „Milk Me”. Tytuł płyty artyści zaczerpnęli ze słów wypowiedzianych przez bliżej nieznanego aktora porno w jakimś filmie. Duet przy pomocy Marka Manna zastosował kapitalną grę słowną na okładce do tego projektu. Modelka o bujnych kształtach (front i back cover) i obłędnej figurze (kłaniają się zdjęcia z wkładki do LP, które znajdziecie na Discogs) musiała się trochę pomęczyć w mleku, które wycieka z „nuts”, ot ci niespodzianka. Oczywiście było warto spędzić trochę czasu na tej sesji fotograficznej.

    Okładka pasuje również ze słynną akcją „Pij mleko”, więc The Beatnuts zapunktowali nawet u nieco starszych nastolatków i pewnie trochę osób przekonali do dbania o dostarczanie odpowiedniej ilości wapnia swojemu organizmowi.

    Compton's Most Wanted - Music to Driveby

    Compton’s Most Wanted„Music to Driveby” (1992)

    Autor: Peter Dokus & David Duarte
    Kategoria: gangsterzy i fani 4 kółek łączcie się
    Wyróżnienie za: pocztówkę z wypadu na policzenie się ze swoimi wrogami

    Ktoś nie spłacił długu? Twój kuzyn dostał łomot za to, że wszedł nie na swoje osiedle? Jakiś frajer zbałamucił Twoją siostrę? Świadkowie Jehowy nieustannie nachodzą w piątkowe poranki? Pora na rozwiązanie wszystkich tych problemów. W cywilizowanym świecie odbyłoby się to pewnie w inny sposób, ale jeżeli jesteś gangsterem z Los Angeles lub okolic, nie ma wyjścia – jedynie drive-by wchodzi w grę. W końcu to najlepsza metoda, a przy okazji zdobędziesz kilka punktów do szacunku w okolicy. Zabierz ze sobą kilku znajomych, zaopatrz się tylko w odpowiednie narzędzia i rozeznaj dobrze teren przeciwnika przed akcją. Pamiętaj też o odpowiednią muzykę na przejażdżkę, a tutaj nie będzie niczego lepszego od płyty „Music to Driveby” Compton’s Most Wanted. Jeżeli to tylko jednak przykrywka i zamierzasz posłuchać dobrej muzyki wraz ze swoim towarzystwem, jak bohaterowie reklamy promującej San Francisco Jazz Festival, to też dobrze. Czego się w końcu nie robi dla chwili relaksu, nieprawdaż?

    The Roots - Phrenology

    The Roots„Phrenology” (2002)

    Autor: Tom „Evil Prints” Huck
    Kategoria: plastyczne odzwierciedlenie tytułu płyty na jej okładce
    Wyróżnienie za: łamigłówkę złożoną z 19 części, której rozwiązanie nie należy do najłatwiejszych zadań

    Ponad dekadę temu Questlove, Black Thought i spółka pokazali światu okładkę, która pozostawiła daleko w tyle konkurencję. Przy tworzeniu konceptu „Phrenology” filadelfijska grupa odwołała się do frenologii – teorii z XVIII i XIX wieku opracowanej przez Franza Josefa Galla i Johanna Spurzheima (1776-1832), wedle której kora mózgu jest podzielona na odrębne ośrodki, z których każdy zapewniał fizykalne podstawy zjawisk psychicznych. W ubiegłych stuleciach pojawiło się pełno plakatów nawiązujących do tego terminu. W środowisku hip hopowym tylko The Roots sięgnęli po tę formę wyrazu, przedstawiając na coverze 19 rysunków odnoszących się do historii czarnych w USA. Na co jeszcze czekacie, rozwiązujcie wszystkie zagadki!

    Ice-T - Power

    Ice-T„Power” (1988)

    Autor: Glen E. Friedman
    Kategoria: groźni gangsterzy i ich niezłe panienki + dobra dupeczka na okładce
    Wyróżnienie za: pomysłowy projekt pokazujący, że (zazwyczaj) są dwie strony medalu (i okładek)

    Wszyscy gangsta raperzy mieli w zwyczaju przyciągać uwagę odbiorców na różne sposoby, często i gęsto uciekając się do kontrowersyjnych zagrywek. Właśnie tak postąpiła ikona kultury hip hopowej, Ice-T, który dał niezłego łupnia zwolennikom dobrych obyczajów poprzez okładkę albumu „Power” z 1988 roku. Oczy każdej osoby sięgającej po egzemplarz tego wydawnictwa zatrzymywał się na Darlene Ortiz, ówczesnej dziewczyny kalifornijskiego artysty, której skąpy strój i prowokacyjna poza mówiły same za siebie. Młoda kobieta stanowi gwóźdź programu na fotografii Glena E. Friedmana, który ponadto pokusił się o wykonanie zdjęcia przedstawiające trójkę osób na tym coverze z drugiej strony. Panowie przynajmniej próbują zachować pozory i trzymają broń schowaną za swoimi plecami, ale Darlene dumnie paraduje z shotgunem na okładce LP. Cały gangsterski świat, i tyle.

    Ice-T wraz z panią Ortiz żyli ze sobą przez 16 lat, ale wszyscy wiedzą, że tę ślicznotkę zastąpiła później Nicole „Coco” Austin, a raczej jej niewyobrażalnych rozmiarów siedzenie.

    Public Enemy - It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back

    Public Enemy – „It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back” (1988)

    Autor: Glen Friedman
    Kategoria: wróg publiczny białej Ameryki atakuje nawet zza krat
    Wyróżnienie za: udokumentowanie początku ruchu społeczno-politycznego w rapie

    Pod koniec lat 80.tych w hip hopie wykształcił się ruch społeczno-polityczny, którego centralnymi przedstawicielami byli członkowie Public Enemy. Kiedy grupa przygotowywała materiał na drugą płytę, „It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back”, nowojorska formacja postanowiła dobitnie pokazać wszystkim (czytaj: białej Ameryce), że należy ich traktować poważnie. W celu podkreślenia znaczenia nagrań i wizerunku, PE wypuściło groźną, i to dosłownie, okładkę. Umieszczenie Chucka D i Flavora Flava za kratkami ma wymiar symboliczny – zespół z Long Island chciał w ten sposób zamanifestować, iż nic i nikt nie jest w stanie ich powstrzymać, co też po wydaniu albumu, okazało się prawdą. Historia dziejąca się na back coverze tylko to jeszcze bardziej podkreśliła.

  • Lekcja o old schoolu: On The Go 2 – Repeat Offender

    Lekcja o old schoolu: On The Go 2 – Repeat Offender

    2–4 minut

    Jeżeli dokładnie przyjrzymy się filmom poświęconym poszczególnym elementom hip hopu, to szybko okaże się, iż największa liczba tytułów jest przypisana do tematyki graffiti. Już w latach 80.tych pojawiło się kilka niezapomnianych obrazów pokroju „Wild Style” czy „Style Wars”, o czym powinien wiedzieć każdy sympatyk kultury hip hopowej. Po rozprzestrzenieniu się tej sztuki na całym świecie, powoli zaczęły powstawać dzieła opisujące nie tylko Stany Zjednoczone, a następnie doczekaliśmy się zalewu lepszych i gorszych filmów przedstawiających działalność poszczególnych grup graffiti. Jak to w życiu bywa, przy stale wydłużającej się liście obrazów dokumentalnych i fabularnych, niektóre pozycje gdzieś po drodze zaginęły. Jedną z nich jest dokument „On The Go 2: Repeat Offender” powstały przed dwoma dekadami w Filadelfii.

    W zdecydowanej większości publikacji dotyczących początków hip hopu wymienia się głównie postaci i daty przypisane dwóm miastom – Nowemu Jorkowi i Los Angeles. Owszem, trudno z tym polemizować pod względem wkładu osób z tych aglomeracji w rozwój całej kultury, ale przy okazji różnego rodzaju wypisów o pionierach często pozostałe miejscowości w Stanach Zjednoczonych są zupełnie pomijane. Przykładem tego jest niedocenianie przedstawicieli hip hopowych z Philly. Zapomina się często wkład Schoolly’ego D w rozwój gangsta rapu lub wpływie The Roots na ukształtowanie się organicznego rapu. Jeszcze istotniejszymi twórcami z Filadelfii są Cornbread i Cool Earl, uznawani przez ekspertów hip hopowych za tych, dzięki którym rozpoczął się ruch graffiti. Oczywiście, zdecydowana większość osób pamięta o artystach z NYC, ale fakty mówią same za siebie – obaj ww. artyści zajmowali się malowaniem jeszcze w latach 60.tych. Przez lata przedstawiciele filadelfijskiej sceny po cichu, z dala od zgiełku towarzyszącego innym metropoliom, po prostu robili swoje. Kwintesencję klimatu Filadelfii zawarto w filmie „On The Go 2: Repeat Offender”, który przez lata przeleżał schowany gdzieś głęboko pomiędzy innymi tytułami.

    Za powstaniem tego dokumentu stoi kilka osób związanych z nieistniejącym już magazynem „On The Go”. Głównym pomysłodawcą projektu został Ray Haze, którego wsparł m.in. Jared Kenny z InterWord/Illadelph Records oraz Militant Mind State, odpowiedzialny za oprawę muzyczną tego dzieła. Film dokumentalny z połowy lat 90.tych przez lata był pokryty grubą warstwą kurzu i niemal zapomniany przez wszystkich. Dopiero pięć lat temu obraz udostępnił na YouTube znany aktywista muzyczny, Cosmo Baker (w sieci nie brakuje też pogłosek mówiących o tym, że wcześniej kto inny próbował pokazać materiał współczesnej publiczności). W czym tkwi wyjątkowy klimat „On The Go 2: Repeat Offender”? Wszystko rozbija się o nieprzypadkowy dobór gości oraz znakomite połączenie graffiti, rapu i DJ-ingu. Wśród osób pojawiających się w dokumencie nie brakuje znanych przedstawicieli świata hip hopu. Black Thought & Questlove, Artifacts, Positive K, Masta Ace i Rob Swift należą przecież do doskonale rozpoznawalnych jednostek. Pierwsi dwaj wykonawcy wystąpili w najsłynniejszej scenie z tego filmu – współzałożyciele The Roots wykonali pierwszorzędny freestyle połączony z beatboksem, wycięty następnie z całości projektu i najlepiej zachowany spośród filadelfijskiego projektu. Z kolei członek The X-Ecutioners prezentuje jedną ze swoich rutyn wyświetloną w tle jazdy pociągiem, co daje wspaniały efekt. Pozostała część produkcji skupia się na elementach stricte writerskich, pokazując dokonania twórców nie tylko z Philly, ale również z NYC i Cali.

    „On The Go 2: Repeat Offender” nie należy do popularnych i łatwo dostępnych dokumentów. Również nie znajdziecie o tym projekcie zbyt wielu wzmianek na stronach internetowych. Film autorstwa Raya Haze’a, podobnie jak pełno innych przedsięwzięć z Filadelfii, nie trafił do szerszego obiegu. Nie przeszkodziło to dokumentowi zyskać uznanie w oczach znawców tematu oraz sympatyków trudno dostępnych materiałów o graffiti i rapie sprzed lat.

    Poniżej umieszczam pierwszą część filmu. Na resztę traficie na kanale Cosmo Bakera.

  • Nowe płyty na Record Store Day 2013

    Nowe płyty na Record Store Day 2013

    3–4 minut

    W ub. sobotę odbyła się kolejna edycja corocznego święta muzyki dedykowanego lokalnym sklepom płytowym pod nazwą Record Store Day. Historia tego projektu sięga 2007 roku, kiedy to Eric Levin, Michael Kurtz, Carrie Colliton, Amy Dorfman, Don Van Cleave i Brian Poehner postanowili wesprzeć właścicieli mniejszych i większych punktów sprzedaży płyt CD i winylowych. Ustanowiono jeden dzień w roku (trzecia sobota kwietnia) poświęcony specjalnie im. Idea ta została szybko podchwycona przez artystów, wydawców, dziennikarzy muzycznych oraz słuchaczy. Już w pierwszej odsłonie RSD uczestniczyło 300 amerykańskich sklepów oraz wiele placówek położonych w innych częściach świata. Ważnym elementem tego ruchu okazały się specjalnie przygotowywane na te okazje wydania projektów muzycznych. W tym roku ukazało się grubo ponad 100 limitowanych edycji płyt, które w pierwszej kolejności można było nabyć 20 kwietnia w sklepach. Wśród tych produkcji nie zabrakło około hip hopowych pozycji.

    Aby podkreślić wyjątkowość Record Store Day, wykonawcy wraz z wytwórniami płytowymi dbają o pieczołowite wydanie swoich nagrań. Co roku nie brakuje kreatywnie przygotowanych i niezwykle wartościowych wydawnictw. W środowisku hip hopowym można było trafić na niejedną płytę opublikowaną 20 kwietnia. Pod względem oryginalności i wartości wypuszczonych projektów na pierwszym miejscu usadowili się eksperci w tej dziedzinie – Get On Down. Amerykańska oficyna wydawnicza dostarczyła trzy efektownie prezentujące się materiały. Najwięcej emocji wzbudziła reedycja „Liquid Swords” GZY – 4xLP (2xLP oryginalnej wersji albumu + 2xLP instrumentali), wkładka z tzw. liner notes zapakowane w pudełko do szachów. Trzeba przyznać, iż robi to wrażenie. Nie inaczej było w przypadku „Beat Box:Drum Mach.TR-909” dedykowanego kultowej bitmaszynie. Do dwóch winylowych siódemek dorzucono książkę o sprzęcie produkowanym przez Rolanda. Natomiast na deser GOD wypuściło reedycję singla Non Phixion, „I Shot Reagan”, klasycznego nagrania z lat 90.tych.

    W dalszej kolejności warto zwrócić uwagę na pierwsze wydawnictwo po blisko dwuletniej przerwie Black Milka, „Synth or Soul”. Artysta z Detroit zapowiedział serię nowych projektów szykowanych na ten rok. Wszystko zaczęło się od instrumentalnego longplaya, który spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem na świecie.

    Atmosphere wydało też pierwszy projekt od dłuższego czasu. „Demosexual” zawiera dwa niepublikowane dotąd nagrania formacji z lat 2009-10. Rhymesayers Entertainment odsłonił również kulisy nowego przedsięwzięcia Aesop Rocka, The Uncluded, w postaci siódemki „Delicate Cycle” / „Earthquake”. Jeden z najbardziej znanych kolektywów didżejskich, The Beat Junkies, przygotowało zbiór różnych utworów członków formacji – „Picture Disc Collection”. Nature Sounds opublikowało wspólny singiel Blu, R.A. The Rugged Mana & Tristate’a z Durag Dynasty„Thelonius King”. Ninja Tune świętowało sukcesy odnoszone przez „The North Borders” Bonobo poprzez wypuszczenie wersji deluxe (7×10″) tej płyty. Nie zabrakło również reedycji – „Shadows on the Sun” Brothera Aliego, „Heavy Migration” Dday One’a, „Enter the 37th” El Michels Affair czy „Things Fall Apart” The Roots.

    Poniżej lista hip hopowych wydawnictw z premierą w czasie Record Store Day 2013:

    • Atmosphere – „Demosexual” (purpurowy winyl) 7″
    • The Beat Junkies – „Picture Disc Collection” LP
    • Black Milk – „Synth or Soul” LP
    • Blu, R.A. The Rugged Man & Tristate – „Thelonius King” 7″
    • Bonobo – „The North Borders” Deluxe 7×10″
    • Brother Ali – „Shadows on the Sun” (Picutre Disc) 2xLP
    • CSC Funk Band – „Funkincense” LP
    • Dday One – „Heavy Migration: RSD 2013” (reedycja) 2xLP
    • El Michels Affair – „Enter the 37th” (Picutre Disc) LP
    • GZA – „Liquid Swords” Chess Box 4xLP
    • Joe Mansfield/SchoolyD/7L – „Beat Box:Drum Mach.TR-909″ 2×7”
    • Jungle Fire – „Firewalker” (czarny winyl) 7″
    • Jungle Fire – „Firewalker” (czerwony winyl) 7″
    • Non Phixion – „I Shot Reagan” (reedycja) 7″
    • The Notorious B.I.G. – „Ready to Die” (biały winyl) 2xLP
    • Psyborg – „Self Aware” / „Metropia” (biały winyl) 7″
    • Public Enemy – „Planet Earth: Rock And Roll Hall Of Fame Greatest Rap Hits” (Picutre Disc)
    • Rhye – „Open” / „Open” (Live) 12″
    • Rock Steady / Sirminded – „Steady Minded” CD
    • The Roots – „Things Fall Apart” (reedycja, 180 gram) 2xLP
    • The Uncluded (Aesop Rock) – „Delicate Cycle” / „Earthquake” 7″
    • Various Artists – „IF” 2xLP
    • Various Artists – „Rough Guide/African Disco” LP
    • Various Artists – „The Rough Guide to Cumbia” LP
    • The White Mandingos (Murs) – „Mandingo Rally” 7″
    • Willie Isz (Khujo+Jneiro) – „Georgiavania” LP

    Record Store Day 2013 przeszło już do historii, ale należy pamiętać o kilku sprawach. Sklepy płytowe i wydawnictwa fizyczne spełniają ważną rolę w branży muzycznej. Wszyscy wiemy, jakie są polskie realia, ale jeżeli jesteście w stanie, to nie wahajcie się przed tym, aby wesprzeć lokalnie działającego sprzedawcę nośników muzycznych. Nie ma przecież nic lepszego od spędzania czasu w przebieraniu pośród winyli lub płyt CD. W dzisiejszych czasach wypada docenić każde miejsce oferujące dostęp do różnych wydawnictw. Kultywując te tradycje można zachować esencję muzyki.

  • Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #2

    Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #2

    9–13 minut

    We wrześniu wspólnie z serwisem SugaSoul rozpoczęliśmy cykl poświęcony 200 najlepszych w historii wydawnictw spod znaku czarnych brzmień.  Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać naszych pierwszych dziesięciu propozycji, w tym miejscu znajdziecie pierwszą część publikacji. Druga dziesiątka ukazała się już jakiś czas temu na stronie partnera tego projektu, natomiast dziś nadrabiam zaległości z tego tytułu na stronie U Call That Love. Tak jak poprzednio, za pierwszą soulową połowę odpowiada SugaSoul, natomiast za propozycje płyt rapowych odpowiadam osobiście.


    HeatwaveToo Hot to Handle (1976)

    Heatwave to jedna z najbardziej multikulturowych muzycznych grup w historii. W jej skład wchodzili artyści narodowości amerykańskiej, szwajcarskiej, jamajskiej, brytyjskiej a nawet (wówczas) czechosłowackiej. Ich debiutancka płyta o tytule znakomicie pasującym do zawartego na krążku materiału, okazała się być kopalnią ponadczasowych przebojów a na dodatek albumem totalnym, w którym wskazanie choćby jednego nieudanego utworu jest niemożliwe. Nie należy jednak się dziwić artystycznemu poziomowi Heatwave. Grupie przewodził bowiem genialny Rod Temperton, który kilka lat później miał zostać jednym z ulubionych producentów Michaela Jacksona, dla którego napisał „Rock With You” oraz najbardziej rozpoznawalny utwór Króla Popu„Thriller”. Pierwsza płyta, którą stworzył wraz ze swoją grupą, zawiera jeden z największych przebojów lat 70 zatytułowany „Boogie Nights” i to właśnie na krążku „Too Hot To Handle” znalazła się wersja oryginalna, później coverowana przynajmniej kilkanaście razy m.in. przez KC and the Sunshine Band. Wielkim hitem stała się również liryczna ballada „Always and Forever”, funkowe „Super Soul Sister” czy tytułowe „Too Hot To Handle”. Płyta z 1976 to jedna z największych perełek muzyki z pogranicza rhythm&bluesa, funku, disco i soulu. Pozycja obowiązkowa w każdej porządnej płytotece!

    Lauryn HillThe Miseducation of Lauryn Hill (1998)

    Pierwszy i w zasadzie ostatni solowy album w karierze, Lauryn Hill nagrała mając zaledwie 23 lata. Amerykańska artystka zgarnęła za debiutancki krążek potężny wór nagród, łamiąc przy tym kolejne rekordy sprzedaży, nominacji i wyróżnień. Płyta ta zadziwiała w 1998 roku i po 14 latach nadal zadziwia swoją świeżością, młodzieńczą energią a przy tym niespotykaną mądrością, tak muzyczną jak i liryczną. Lauryn Hill na swym debiucie zaprezentowała niezwykły rodzaj wrażliwości, umiejętnie wplatając go między brzmienia soulowe i hip hopowe. Pierwszym singlem została piosenka „Doo Woop (That Thing)” do dziś pozostająca esencjonalnym przykładem ambitnej, czarnej muzyki spod znaku Ms. Hill. Nie mniejszą popularność zdobył sensualny „Ex-Factor” czy duety z Mary J. Blige („I Used To Love Him”) oraz ze zmysłowym D’Angelo („Nothing Even Matters”). „The Miseduation of Lauryn Hill” to bezsprzecznie jeden z najważniejszych albumów wydanych w ostatniej dekadzie XX wieku. Plasuje się także w czołówce najwybitniejszych przykładów muzyki, którą określić można mianem „hip hopu z duszą”.

    Minnie RipertonPerfect Angel (1974)

    Pochodząca z Chicago, ponadprzeciętnie utalentowana Minnie Riperton, swoim drugim w karierze albumem wpisała się na stałe do annałów muzyki soulowej. Płyta „Perfect Angel” przyniosła artystce jej najpiękniejszy bodaj i najbardziej rozpoznawalny miłosny utwór „Lovin’ You” będący idealną muzyczną ilustracją wrażliwości i subtelności reprezentowanej przez Riperton. Błędem byłoby jednak utożsamianie całego albumu „Perfect Angel” z tą łagodną, romantyczną kompozycją. Na krążku z 1974 znalazło się bowiem kilka energetycznych utworów, które składają się na płytę będącą jedną z najciekawszych hybryd soulowego ducha połączonego z rockowym pazurem. Wystarczy wspomnieć 0 takich piosenkach jak „Reasons” czy „Every Time He Comes Around”. Utwory dla Riperton stworzył także sam Stevie Wonder, dokładając swą genialna rękę do aksamitnego „Take A Little Trip” czy tytułowego „Perfect Angel”. Album ten jest idealną mieszanką namiętności i niewinności, kompletnym muzycznym uosobieniem postaci Minnie Riperton, która zaledwie pięć lat po wydaniu „Perfect Angel”, opuściła muzyczny i pozamuzyczny świat przegrywając walkę z rakiem.

    Alexander O’NealHearsay (1987)

    Alexander O’Neal, z nie do końca zrozumiałych dla mnie przyczyn, już chyba na zawsze pozostanie jedną z najbardziej niedocenianych postaci lat 80.tych. Choć – przyznać trzeba – pochodzący z Missisipi wokalista miał w swoim czasie nadzwyczajnie silną konkurencję, sam nie pozostawał w tyle. Jego drugi w karierze album „Hearsay” jest jedną z płyt najlepiej ilustrujących muzykę ówczesnych czasów. Wspomnieć wystarczy tytułową piosenkę „Hearsay” należącą do kategorii nieśmiertelnych, miłosnych rhythm&bluesowych jamów, które kocha się od pierwszego usłyszenia. O’Neal bez wątpienia najlepiej czuł się właśnie wykonując utwory o tematyce uczuciowo-łóżkowej czego kolejnym przykładem jest bardzo popularne w ostatnich latach ósmej dekady XX wieku „Lovers”. Na albumie z 1987 roku nie zabrakło również nieco bardziej tanecznych kompozycji, do których można zaliczyć singlowe „Fake” oraz „Criticize”. Choć nie da się ukryć, że „Hearsay” w wielu momentach trąci myszką a czasem brzmi wręcz śmiesznie, nie można odmówić krążkowi wielkiego uroku i przyjemności jaką wciąż sprawia odsłuchiwanie go po 25 latach.

    MazeInspiration (1979)

    Grupa Maze założona w połowie lat 70, wyraźnie dowodzona przez Frankie’ego Beverly, w początkowym okresie swej kariery nagrywała album za albumem. Niezwykle trudno było zdecydować, który z nich powinien być wyróżniony jako ten najwybitniejszy. Wybór padł na „Inspiration”, który jest chyba krążkiem najpełniej uwypuklającym emocjonalność, muzyczną elegancję oraz absolutny wykonawczy profesjonalizm Maze. Płyta zamykająca siódmą dekadę XX wieku hipnotyzuje i zachwyca od pierwszych dźwięków otwierającego „Love Inspiration”. Kolejne utwory prezentują szeroką gamę możliwości składu, któremu lideruje Frankie Beverly – wytwornie funkujące „Feel That You’re Feelin’”, utrzymany w wolnym tempie muzyczny hołd dla wszystkich kobiet „Woman Is A Wonder” czy wciągająca, perfekcyjna esencja ciepłego a zarazem inteligentnego soulu końca lat 70, „Ain’t It Strange”. Frankie Beverly wraz z Maze stworzył przynajmniej kilka płyt, które na dobre wpisały się w historię jako najwybitniejsze przykłady amerykańskiej muzyki granej w absolutnie imponujący sposób.

    Schoolly-DSchoolly-D (1985)

    W drugiej połowie lat 80.tych w muzyce hip hopowej dochodziło do licznych zmian i raz po raz następował mniejszy i większy przewrót w branży. Sporo miejsca poświęcało się gangsta rapowi i wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi aspektami niesionymi przez ten styl. Niesłychana ekspansja tego nurtu nie byłaby możliwa bez prawdziwego pioniera hardcore’owych opowieści w rapie,  Schoolly’ego-D. Wywodzący się z Filadelfii twórca jako pierwszy pokazał w jaki sposób należy snuć gangsterskie opowieści i przedstawiać te historie na płycie. Debiutancki album rapera z 1985 roku, „Schoolly-D”, okazał się wstępem do całego ruchu, generującego kilka lat później dziesiątki milionów dolarów. Filadelfijski wykonawca bez większej pomocy osób trzecich wypuścił dopracowany longplay trafiający na podatny grunt w Stanach Zjednoczonych. Sześć utworów przypadających na niniejszy projekt może wydać się niczym szczególnie, ale tak naprawdę nic więcej nie było trzeba. Na szczególną uwagę zasługują trzy nagrania, z których uczyniono zresztą singlami promującymi LP – „Put Your Filas On”, „P.S.K. What Does It Mean” oraz „Gucci Time”. Szczególnie drugi track na tej liście zrobił piorunujące wrażenie na wielu osobach. Skrót P.S.K. pochodzi od nazwy gangu Park Side Killers, z którym był związany Schoolly-D. Otwarta deklaracja przynależności do tej grupy, użycie w tekście utworu słowa „nigga” (Emcee jako jeden z pierwszych przedstawicieli hip hopu nie bał się zastosować tego określenia) oraz wyrazisty charakter, dodawały autentyczności obywatelowi Filadelfii. „P.S.K. What Does It Mean” stało się później motorem napędowym pierwszych nagrań Ice-T (patrz: „6 in the Mornin’”), a nawet ludzie spoza rapu docenili ten singiel. Schoolly-D rzadko pojawia się we wzmiankach dotyczących kultowych postaci dla rozwoju rapu. Jednak jego wkład w powstanie gangsta rapu jest niebagatelny i trzeba o tym pamiętać.

    Jungle BrothersStraight Out The Jungle (1988)

    Pod koniec lat 80.tych w Nowym Jorku (choć nie tylko) wykształcił się nurt pozostający w opozycji do gangsta rapu – jazz-hop. Nowa odmiana rapu szybko znalazła swoich sympatyków, a większość artystów skupiła się wokół ruchu Native Tongues. W kilka lat po założeniu tego kolektywu, A Tribe Called Quest i De La Soul trafili na szczyty list przebojów i zaistnieli w mainstreamie, ale trzeci zespół wchodzący w oryginalny skład crew – Jungle Brothers – nie osiągnął tak dużych sukcesów, jak ich przyjaciele. Wpływ na to miało kilka czynników – grupa jako pierwsza ze wszystkich zadebiutowała na scenie, a łączenie różnych wariacji muzycznych wymagało od odbiorców dużego skupienia. Mike Gee, Afrika Baby Bam oraz DJ Sammy B dzięki swojemu otwarciu na wiele gatunków muzycznych, otrzymali szansę od wytwórni płytowej związaną z nagraniami dance, Idlers. Właśnie nakładem tego labelu trafiła do sprzedaży pierwsze single formacji, ale ich debiutancka płyta, „Straight Out The Jungle”, ukazała się dzięki nakładowi Warlocka. Longplay z 1988 roku to prawdziwa definicja afrocentryzmu, obecnego w każdym tracku pochodzącym z tego materiału. Oprócz licznych nawiązań do korzeni czarnych muzyków, Jungle Brothers silnie inspirowali się Jamesem Brownem i jazzowymi samplami oraz muzyką house. Ich największy szlagier, „I’ll House You”, zapoczątkował nurt zwany później jako hip house. Nad stroną producencką LP czuwali The Grand Wizard Oswald, Tony D i znamienity Kool DJ Red Alert, dopieszczając niesamowite brzmienie wynalezione przez członków JB. Gościnnie na albumie pojawił się nie byle kto, Q-Tip, dzięki któremu później jazz-hop trafił na panteon. „Straight Out The Jungle” to zapomniany przez niektórych klasyk, który odegrał istotną rolę w całym ruchu Native Tongue Posse.

    GuruJazzmatazz Volume: 1 (1993)

    W pierwszej połowie lat 90.tych jazz-hop święcił swoje największe triumfy, przyciągając przy tym mnóstwo osób spoza kręgów hip hopowych. Niektórzy artyści poszli o krok dalej i postanowili włączyć do hip hopu tzw. żywe instrumenty opierając się o standardy jazzowe (względnie acid-jazzowe). W tym wszystkim znaczącą rolę odegrały trzy albumy: „Heavy Rhyme Experience, Vol. 1” The Brand New Heavies, „Doo-Bop” Milesa Davisa wspieranego przez Easy Mo Bee oraz Jazzmatazz Volume: 1” Guru. Wszystkie te produkcje stanowią klasykę gatunku, ale po latach właśnie do pierwszego wydawnictwa Keitha Elama poza Gang Starrem wraca się najczęściej. Co sprawia, iż wydany 19 lat temu przez Chrysalis Records materiał tak hipnotyzuje swoim pięknem? Przyjaciela DJ’a Premiera niemal od zawsze ciągnęło do korzystania z klasycznego jazzu w swoich nagraniach (patrz: singiel „Jazz Thing” Gang Starr z 1990 roku), a jego pierwsze solowe LP jest tego ukoronowaniem. Brzmienie pierwszej części „Jazzmatazz” przywodzi na myśl zadymione i przyciemnione kluby mające swoją siedzibę na Harlemie. Czy mogłoby być inaczej, skoro do współpracy nad płytą raper zaprosił takich wirtuozów, jak Lonnie Liston Smith, Branford Marsalis, Ronny Jordan, Donald Byrd oraz Roy Ayers? Ponadto swoją rolę odgrywają wokaliści – N’Dea Davenport (The Brand New Heavies), Carleen Anderson, DC Lee, a także francuski raper MC Solaar. „Jazzmatazz Volume: 1” to klasyk ponad klasykami, a zarazem najbardziej undergroundowa część serii, co też znacznie wpływa na charakter całości materiału. „Loungin’”, „Transit Ride”, „Down The Backstreets”, czy „Sights In The City”, to ponadczasowe utwory. Natomiast tak doskonałego wprowadzenia do longplaya jak w „Introduction”, może pozazdrościć Guru niejeden utytułowany artysta.

    Genius/GZALiquid Swords (1995)

    Po wydaniu w 1993 roku debiutanckiego albumu Wu-Tang Clanu, „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)”, szerzej nieznana grupa trafiła na hip hopowe wyżyny. Opinia publiczna oczekiwała równie udanych, co pierwsza płyta zespołu, solowych wydawnictw członków nowojorskie klanu. Wśród członków kolektywu tylko jedna osoba miała doświadczenie wyniesione z pracy nad solową produkcją, Genius/GZA. Raper wiedział jakich należy uniknąć po tym, jak jego debiutancki projekt, „Words from the Genius” (1991), przeszedł bez większego echa. Gary Grice odrobił pracę domową i bogatszy w kolejne doświadczenia dostarczył w listopadzie 1995 roku kompletne LP. Liquid Swords oprowadza słuchacza po świecie inspirowanym filmami kung-fu, gdzie jeden najmniejszy błąd może oznaczać zgubę bohatera. Album wydany przez Geffen Records aż mnoży się od kultowych nagrań, a intro wprowadzające do tytułowego utworu nadal pozostaje jednym z moich ulubionych. Umiejętnie dobrane single promujące płytę („I Gotcha Back”, „Liquid Swords”, „Cold World” oraz „Shadowboxin’”), mistyczna otoczka i niepodrabiany przez nikogo innego styl znalazły setki tysięcy sympatyków na całym globie. Produkcję longplaya powierzono The Rizza, który w tamtym okresie był jednym z największych producentów hip hopowych. GZA w każdym tracku pokazywał swój geniusz, nie pozwalając sobie ani na jeden słabszy moment. Dodatkowego smaczku  nadaje ostatni utwór, pominięty przy pierwszej wersji winylowej LP, „B.I.B.L.E. (Basic Instructions Before Leaving Earth)”. Nagranie tak naprawdę należy do Killah Priesta i to jemu należą się słowa uznania za fantastyczne zwieńczenie płyty.

    The RootsThings Fall Apart (1999)

    Od początku istnienia kultury hip hopowej liczyło się przede wszystkim to, w jaki sposób poszczególni twórcy prezentują się na żywo. W końcu nic tak nie oddaje charakteru wykonawców, jak występy przed publicznością. Nie należy być wcale omnibusem, aby łatwo zgadnąć, jaki zespół jest powszechnie uważany od kilkunastu lat za najlepszy w czasie koncertów (po czasach old schoolu). W tym miejscu chodzi oczywiście o filadelfijską formację The Roots. W 1999 roku ukazał się bodaj najważniejszy album w bogatym dorobku kolektywu, Things Fall Apart. Znajdziemy kilka istotnych czynników przemawiających akurat za tą płytą. Przede wszystkim kultowy singiel „You Got Me”, którego historia powstania jest naprawdę interesująca. Tekst utworu napisała Jill Scott, zastąpiona później przez bardziej znaną w tamtym czasie Erykę Badu; występująca w nagraniu Eve jest często pomijana przy dyskusjach o tej kompozycji. Poza tym, to ostatni longplay przedstawicieli Philly nagrany w oryginalnym składzie z Malikiem B. oraz niedoścignionym mistrzem beatboxowym, Rahzelem. Poza tym, „Things Fall Apart” przyniosło Black Thoughtowi, Questlove’owi i spółce złotą płytę, sprzedając się w nakładzie przekraczającym 500,000 kopii. Sesje nagraniowe trwające blisko dwa lata przypadły też na działalność crew o nazwie Soulquarians, pojawiającego się na kilku istotnych albumach z przełomu wieków. Za warstwę muzyczną LP odpowiadała zawiązana na potrzeby tego i kilku innych produkcji, grupa The Grand Wizzards, w rzeczywistości stanowiąca część The Roots uzupełnioną o parę dodatkowych twarzy. Gościnne występy Mos Defa, Ursuli Rucker, DJ’a Jazzy Jeffa, Commona i pozostałych artystów dodają dodatkowej maestrii wykonania całości płyty.

  • Undun trzynastym albumem w dorobku The Roots

    The Roots - UndunW pogoni za nowymi singlami, teledyskami i wydawnictwami muzycznymi bardzo łatwo zapomina się nie tyle o nagraniach z poprzednich dekad, co nawet z lat ubiegłych. W końcu codziennie artyści i wytwórnie płytowe kuszą zapowiedziami płyt i teaserami i klipów, przez co odkłada się na bok wcześniejsze projekty. Jednak warto przypomnieć sobie materiały wydane choćby kilkanaście miesięcy temu, gdyż nie raz stanowią one większą wartość artystyczną niż przypadkowo wybierana muzyka z tego tygodnia. W najbliższych 2-3 tygodniach pojawią się na stronie artykuły o albumach wydanych w 2011 roku autorstwa różnych artystów (m.in. Boog Brown, Open Mica Eagle, Mursa, Commona). Pierwszeństwo wśród wszystkich publikacji należy się jednak trzynastemu albumowi w dorobku The Roots, „Undun”. (więcej…)

  • The Roots i Snoop Dogg na Coke Live Music Festival 2012

    Coke Live Music Festival 2012Tegoroczne wakacje przekroczyły już półmetek i powoli wchodzą w ostatnią fazę. Jednak zamiast smucić się, iż niebawem wakacyjna laba przeminie i za jakiś czas przyjdzie nam przywyknąć do jesiennej rzeczywistości, warto skorzystać z możliwości oferowanych przez letnią porę. W sierpniu wypada podobnie jak w poprzednim miesiącu kilka godnych polecenia wydarzeń muzycznych. Po lipcowych Sitkko Music Festivalu, czy Białystok Pozytywne Wibracje Festivalu w najbliższy weekend 11-12 sierpnia odbędzie się w Krakowie 7. edycja Coke Live Music Festivalu. W trakcie nadchodzącej odsłony imprezy wystąpią gwiazdy muzyki światowej, w tym wykonawcy przyciągający uwagę sympatyków hip hopu – The Roots i Snoop Dogg. (więcej…)

  • Dziewiąty studyjny krążek The Roots

    The Roots - How I Got OverW dalszym ciągu pozostajemy przy „nowościach” płytowych z ubiegłych miesięcy. Niewielu jest obecnie artystów i zespołów mniej lub bardziej związanych z hip hopem, którzy cieszą się niesłabnącym uwielbieniem ze strony słuchaczy i szacunkiem w branży muzycznej. Niewiele jest grup, których każdy kolejny album wywołuje gorączkę u ich tysięcy zwolenników. W końcu na palcach jednej ręki można wymienić muzyków, którzy cały czas dbają o wysoki poziom artystyczny swoich wydawnictw płytowych. Niewątpliwie wszystkie wymienione kryteria w pełni spełniają członkowie filadelfijskiego kolektywu The Roots, którzy w czerwcu b.r. wydali swój dziewiąty studyjny album – „How I Got Over”. (więcej…)

  • Cover Art #2

    [php function=1]

    2 Live Crew As Nasty - As They Wanna BePrzyszła kolej na drugą część cyklu „Cover Art”. Niniejszy artykuł jest nieco spóźniony, głównie ze względu wydarzenia kulturalne z minionego tygodnia, ale postaram się wynagrodzić w sposób rzetelny przedłużony czas oczekiwania czytelników UCTL na ten tekst. Drugą odsłonę chciałbym zacząć od okładki albumu z nurtu dzisiaj już niemal całkowicie zapomnianego i uważanego za wręcz wymarły. Nie zmienia to faktu, iż spora część artystów zaliczanych do Miami bass pozostawiła po sobie bardzo wartościowy dorobek muzyczny, a jedną z najlepszych oraz najbardziej kontrowersyjnych płyt tej odmiany rapu był longplay pochodzący z 1989 roku zatytułowany… (więcej…)

  • Classic Hip Hop Videos: The Roots – What They Do

    The Roots - What They Do (videoclip)Bez dwóch zdań, The Roots jest grupą wybitną, wręcz genialną zarówno jeżeli chodzi o płyty studyjne czy jedyne w swoim rodzaju występy na scenie. The Legendary Roots Crew już dawno zdążyli wpisać się złotymi głoskami do historii hip hopu oraz muzyki współczesnej. W swoim bogatym dorobku muzycznym zespół posiada co najmniej kilkanaście dobrze przyjętych singli i prawdę mówiąc większość z nich powinna być odnotowana na łamach U Call That Love. Jednak od dawna z sentymentem powracam do jednego utworu pochodzącego z albumu „Illadelph Halflife”„What They Do”. (więcej…)

  • 2008 rok pod względem sprzedaży albumów

    2008 rok pod względem sprzedaży albumów

    2–3 minut

    Poniżej prezentuję listę najlepiej sprzedających się albumów w mainstreamie w ubiegłym roku. Pierwsze miejsce dla Lil Wayne’a za album „Tha Carter III” nie jest żadnym zaskoczeniem. Weezy uzyskał za tę płytę 8 nominacji do nagród Grammy i nadal ma szansę na zdobycie potrójnej platyny. Pozostałe lokaty na podium przypadły T.I. za longplay „Paper Trail” oraz Kanye’emu Westowi i „808’s & Heartbreaks”. Warto zwrócić uwagę na obecność na liście The Roots. O pozostałych artystach trudno napisać coś dobrego, chyba że interesuje kogoś mainstreamowa papka i popelina podana bez jakiejkolwiek apetycznej przystawki.

    Lista najlepiej sprzedających się albumów hip hopowych w 2008 roku:

    1. Lil Wayne – „Tha Carter III”

      Data wydania: 10 czerwca 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 1,007,700

      Sprzedaż do 31.12.2008: 2,874,400
    2. T.I. – „Paper Trail”

      Data wydania: 26 września 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 569,300

      Sprzedaż do 31.12.2008: 1,522,100
    3. Kanye West – „808’s & Heartbreaks”

      Data wydania: 24 listopada 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 451,300

      Sprzedaż do 31.12.2008: 1,023,900
    4. Rick Ross – „Trilla”

      Data wydania: 11 marca 2009

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 198,300

      Sprzedaż do 31.12.2008: 709,500
    5. Young Jeezy – „The Recession”

      Data wydania: 2 września 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 260,500

      Sprzedaż do 31.12.2008: 706,700
    6. The Game „L.A.X.”

      Data wydania: 22 sierpnia 2009

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 239,000

      Sprzedaż do 31.12.2008: 633,700
    7. Plies – „Defintion Of Real”

      Data wydania: 10 czerwca 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 214,900

      Sprzedaż do 31.12.2008 :552,800
    8. Ludacris – „Theater Of The Mind”

      Data wydania: 24 listopada 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 214,100

      Sprzedaż do 31.12.2008: 439,100
    9. Nas – „Untitled”

      Data wydania: 15 lipca 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 187,000

      Sprzedaż do 31.12.2008: 428,600
    10. Snoop Dogg – „Ego Trippin’”

      Data wydania: 11 marca 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 136,900

      Sprzedaż do 31.12.2008: 379,000
    11. Three Six Mafia – „Last 2 Walk”

      Data wydania: 24 czerwca

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 76,900

      Sprzedaż do 31.12.2008: 277,600
    12. Bun B – „II Trill”

      Data wydania: 20 maja

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 98,300

      Sprzedaż do 31.12.2008: 277,100
    13. G-Unit – „Terminate On Sight (T.O.S.)”

      Data wydania: 1 lipca 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 101,800

      Sprzedaż do 31.12.2008: 239,700
    14. Webbie – „Savage Life 2″

      Data wydania: 26 lutego 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 72,800

      Sprzedaż do 31.12.2008: 218,600
    15. David Banner – „The Greatest Story Ever Told”

      Data wydania: 20 maja

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 51,900

      Sprzedaż do 31.12.2008: 186,100
    16. Nelly – „Brass Knuckles”

      Data wydania: 16 września

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 114,600

      Sprzedaż do 31.12.2008: 184,600
    17. Ice Cube – „Raw Footage”

      Data wydania: 19 sierpnia 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 69,760

      Sprzedaż do 31.12.2008: 181,800
    18. The Roots – „Rising Down”

      Data wydania: 29 kwietnia

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 53,900

      Sprzedaż do 31.12.2008: 155,300
    19. Plies – „Da Realist”

      Data wydania: 16 grudnia 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 114,600

      Sprzedaż do 31.12.2008: 167,300
    20. Trina – „Still Da Baddest”

      Data wydania: 12 lutego 2008

      Liczba sprzedanych kopii w pierwszych tygodniu: 46,800

      Sprzedaż do 31.12.2008: 163,200

             

Translate »