Kategoria: Classic Hip Hop Videos

  • Classic Hip Hop Videos: Flatlinerz – Live Evil

    Classic Hip Hop Videos: Flatlinerz – Live Evil

    4–6 minut

    W muzyce hip hopowej dosyć szybko wykształciły się różne style i odmiany. Przeważnie wiązało się to z poszukiwaniem przez artystów właściwych środków ekspresji, dzięki czemu już w latach 80.tych do głosu doszli przedstawiciele mocno odmiennych form. Gangsta rap, jazz-hop, mafioso rap, hip-house, Miami bass, new jack swing, concious rap i wszelkie inne alternatywne wersje cieszyły się przynajmniej przez kilka lat dużą popularnością. W latach 90.tych obok wszystkich tych nurtów wyrósł zupełnie niepostrzeżenie horrorcore. Nie trzeba było długo czekać na to, aby ten styl uznano za niesłychanie kontrowersyjny i budzący skrajne emocje w branży muzycznej. Jeżeli chcecie jak najlepiej zrozumieć niniejsze zjawisko, to wystarczy zapoznać się z twórczością nowojorskiej formacji Flatlinerz. Jeden z teledysków promujących debiutancki album grupy, „Live Evil”, w pełni oddaje klimat najmroczniejszej strony rapu.

    Def Jam to najbardziej zasłużona, najdłużej działająca i najważniejsza oficyna wydawnicza w dziejach rapu. W październiku wytwórnia płytowa założona przez Ricka Rubina i Russella Simmonsa obchodziła 30-lecie istnienia. Katalog nowojorskiego labelu obejmuje multum znaczących wydawnictw, które osiągnęły sukces artystyczny i komercyjny. Jeżeli jednak wnikliwiej rozejrzymy się pośród płyt sygnowanych logiem amerykańskiej firmy, to dostrzeżemy kilka mało znanych projektów. Jednym z nich jest „U.S.A. (Under Satan’s Authority)” Flatlinerz. Już na wstępie pojawiają się pytania- o co chodzi z tytułem LP i jakim sposobem w czasach swojej świetności Def Jam opublikował stricte hardcore’owy album? Odpowiedzi na powyższe kwestie nie są wcale takie oczywiste, jak niektórym wydaje się.

    Za powstaniem formacji stoją Redrum i Da Gravedigger. Początkowo nazwa Flatlinerz oznaczała lokalny gang z Brooklynu założony przez tych przyszłych raperów. Okolica zamieszkała przez nich była pod stałą obserwacją policji, w związku z czym byli oni zmuszeni do znalezienia spokojnego i rzadko odwiedzanego miejsca na potrzeby spotkań. W tym celu wybrano stary… cmentarz, który w szybkim tempie stał się ich drugim domem. W tej nietypowej lokalizacji Flatlinerz wraz ze swoimi znajomymi oddawali się okultyzmowi i tematyce pokrewnej, co nie było rzecz jasna akceptowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa. W miarę zdobywania doświadczenia postanowili oni spróbować sił jako grupa hip hopowa. Nowojorczycy okazali się później pionierami horrorcore’u (obok Gravediggaz i Eshama), aczkolwiek za każdym razem przyznają, że chodziło im tylko na ukazaniu zła istniejącego w ludziach i panującego na świecie. Nie spodziewali się przy tym, iż ich twórczość nawet po dwóch dekadach nie będzie w pełni zrozumiana przez innych.

    Przed rozpoczęciem sesji nagraniowych do szeregów Flatlinerz wcielono Tempesta; z grupą blisko byli związani również Mayhem i OMN999 (Omen). Jedną z pierwszych osób ze środowiska hip hopowego, które usłyszały o działalności kontrowersyjnej formacji, był Jam Master Jay. Pionier hip hopu nie obawiał się odważnych i bezkompromisowych treści, jakie niosły ze sobą nagrania kolektywu, w końcu walnie przyczynił się on do odkrycia niemniej problematycznego Onyksu. JMJ zaprosił Flatlinerz na kilka lokalnych koncertów. W trakcie tych imprez działalnością grupy zainteresował się Russell Simmons, prywatnie wujek Redruma. Prominentny działacz hip hopowy zaproponował nowojorczykom podpisanie kontraktu płytowego, z czego oni skorzystali.

    Od razu zaczęły krążyć plotki odnośnie nepotyzmu ówczesnego szefa Def Jamu, co kompletnie mijało się z prawdą, gdyż Redrum przez długie lata miał bardzo słabe kontakty z nim i nigdy nie prosił jego o pomoc w kwestiach wydawniczych. Ponadto Russell Simmons zwyczajnie w świecie był ciekawy, jak ludzie zareagują na Flatlinerz i wierzył w zespół. Wydany we wrześniu 1994 roku debiutancki album grupy – „U.S.A. (Under Satan’s Authority)” – okazał się jedną z z najmniej zrozumianych i spornych płyt w historii rapu. Długo dyskutowano nad cała otoczką towarzyszącą wydawnictwu i grupie z The Big Apple, do czego przyczyniły się teledyski nakręcone do singlowych utworów – „Satanic Verses” oraz „Live Evil”. Obrazem stworzony do tego drugiego tracka doskonale puentuje wszystko to, co związane z kolektywem wywodzącym się z Brooklynu.

    Jeżeli nie jesteście przyzwyczajeni do wątków satanistycznych i na ogół spędzacie czas przy przyjemnych dla oka klipach, to omijajcie poniższy teledysk szerokim łukiem. Do tego należy dodać to, że videoclip nie był wyświetlany przez MTV i pokrewne telewizje muzyczne, co jeszcze mocniej pokazuje charakter tego nagrania (podobny los spotkał wówczas jedynie „Game Of Survival” Live Squadu). W tym obrazie Flatlinerz pokazali wszem i wobec, że są do bólu prawdziwi i nie warto z nimi zadzierać. Czarno-białe video zrealizowane do ciężkiego utworu wyprodukowanego przez DR Perioda posiada niszczycielską moc. Krótkie i dynamiczne ujęcia, nieprzypadkowy dobór miejsca, w którym nakręcono klip, stanowcze środki przekazu w poszczególnych scenach należą do największych atutów tego dzieła. Na początku „Live Evil” widzimy, jak kolektyw wraz ze swoimi żołnierzami wkracza na teren ww. cmentarza. Od razu można odczuć, że cała gromada czuje się tam, jak w domu. Nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek udawaniu, co można łatwo zauważyć w przekroju całego videoclipu. Podczas oglądania teledysku kilkakrotnie włos może zjeżyć się na głowie – widok rapującego Tempesta w wykopanym grobie czy Redrum z zawieszoną pętlą szubienicy robią ogromne wrażenie, zaś Da Gravedigger rymuje… wisząc na szubienicy. Płonące pochodnie, okultyzm i elementy satanistyczne nadają obrazowi do „Live Evil” dodatkowego smaku. Trudno dziwić się, że klip został zbanowany przez telewizje muzyczne, gdyż to horrorcore pełną gębą. Warto też dodać, że teledysk powstały do drugiego singla – „Satanic Verses” – jest jeszcze mroczniejszy i cięższy w odbiorze.

    „U.S.A. (Under Satan’s Authority)” nie zrobiło oszałamiającej kariery. Pomimo tego iż za wydaniem płyty stał Def Jam, to wydawnictwo nie cieszyło się zbytnią popularnością wśród kupujących. Owszem, w drugiej połowie 1994 roku pojawiło się wiele dyskusji na temat albumu lecz nie przełożyło się to na sprzedaż krążka. Po dwóch dekadach doszło do reaktywacji Flatlinerz. Grupa wypuściła reedycję swojego jedynego longplaya i odbyła trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Redrum i spółka nie przypisują sobie zasług za rozwój horrorcore’u, ponieważ nadal upierają się przy tym, że ich podstawowym założeniem było ukazanie wszelkich spraw dotyczących istnienia na świecie zła i diabłów. Wypada pamiętać o tej formacji i ich skromnym, aczkolwiek istotnym dorobku. Z kolei z teledysku do „Live Evil” nadal wieje grozą. W końcu licho nigdy nie śpi.

  • Classic Hip Hop Videos: Beastie Boys – Intergalactic

    Classic Hip Hop Videos: Beastie Boys – Intergalactic

    3–5 minut

    O znaczeniu teledysków w kampaniach promocyjnych wydawnictw muzycznych nie trzeba nikogo przekonywać. Przez lata videoclipy stanowiły jedno z najważniejszych działań marketingowych podejmowanych przez artystów i wydawców. Część osób podchodziło do tematu kręcenia klipów z workiem pieniędzy, pozostali zaś wybierali zupełnie inne rozwiązania. W kolejnych latach pojawiały się nowe pomysły na tworzenie obrazów do poszczególnych singli. Wśród różnych konceptów nie brakowało nowatorskich i odważnych idei. Wśród grup posiadających autorskie i nietuzinkowe spojrzenie na teledyski w ścisłej czołówce należy umieścić Beastie Boys. Nowojorska formacja zrealizowała wiele wybitnych klipów. W serii „Classic Hip Hop Videos” postanowiłem wyróżnić videoclip do singla „Intergalactic”. Prawdziwe arcydzieło, które przeszło do historii.

    Beastie Boys należy do najwybitniejszych grup hip hopowych w historii. Od początku swojej działalności nowojorska formacja powstała na początku lat 80.tych wzbudzała duże zainteresowanie mediów, słuchaczy i nawet socjologów czy polityków. Ad-Rock, MCA i Mike D przy wydatnym wsparciu ze strony Ricka Rubina i Run-DMC (w początkowej fazie ich kariery muzycznej) już przy wydaniu debiutanckiego albumu „Licensed to Ill” w 1986 roku zszokowali opinię publiczną i zdobyli mnóstwo sympatyków po obu stronach Atlantyku, a także w Australii i Japonii (o fenomenie młodych-gniewnych mieszkańców NYC pisali też polscy dziennikarze). Wydawnictwo sprzedało się w niesamowitym nakładzie (8 milionów kopii rozeszło się w niecałe 4 miesiące na terenie USA) i wniosło wiele świeżości na scenę hip hopową.

    Kolejne płyty publikowane przez zespół również przyniosły sukcesy, zarówno na polu artystycznym, jak i komercyjnym. „Paul’s Boutique”, „Check Your Head” i „Ill Communication” pozwoliło grupie na odbycie kilku międzynarodowych tras koncertowych i dorobienie się opinii jednych z najważniejszych artystów kojarzonych z alternatywną formą rapu. Beastie Boys pokazali swoje kreatywne podejście do tworzenia muzyki na instrumentalnej kompilacji „The In Sound from Way Out!”, dzięki czemu jeszcze bardziej wzrosły ich notowania u krytyków. Po tym projekcie przyszła kolej na następny album formacji, „Hello Nasty”. Jako główny singiel promujący płytę z 1998 roku wybrano nietuzinkowy utwór „Intergalactic”. Sympatycy nowojorczyków mogli zgadywać w ciemno, iż teledysk szykowany do tego nagrania będzie wyjątkowy. Tak też stało się.

    W latach 90.tych niesłychaną popularność na świecie zdobył serial „Power Rangers”, który także w Polsce mógł poszczycić się dużą widownią (putties aka kitowcy!). Amerykańscy twórcy tej sagi zaczerpnęli pomysły od Japończyków (w tym przypadku z serii „Super Sentai”), którzy od wielu lat mieli słabość do tworzenia filmów i seriali fabularnych (Godzilla, japoński Spiderman i wiele innych) przedstawiających losy różnych potworów i bohaterów ubranych w fikuśne stroje. Wytwory kultury masowej z Kraju Kwitnącej Wiśni określanej mianem Kaiju stanowiły znakomitą podstawę do nakręcenia videoclipu do „Intergalactic”. Beastie Boys postanowili zobrazować ten utwór w osobliwy sposób, dokładając wszelkich starań do jak najlepszej parodii wszystkich filmideł opowiadających o poczynaniach robotów, stworów i bohaterów w obcisłych wdziankach.

    Główny pomysłodawca teledysku, MCA, namówił swoich kompanów do ukazania krótkiej historii pobytu pozaziemskiego robota o gigantycznych rozmiarach, kierowanego przez trzech niefrasobliwych naukowców. Po awaryjnym lądowaniu naszego bohatera w Tokio, wysadza on członków Beastie Boys ubranych w stroje japońskich robotników metra (tak, oni uwielbiali robić z siebie klaunów, co zresztą świetnie im wychodziło), po czym sam udaje się na zwiedzanie miasta. Sympatyczny robot okazuje się przy okazji uzdolnionym tancerzem – popping w jego wykonaniu jest całkiem niezły. W międzyczasie Ad-Rock, MCA i Mike D udają się na stacje tokijskiego metra, wykonując zadania misji ekspedycyjnej – przejście przy zwrocie „Drop” z utworu „The New Style” („Licensed to Ill”) wyszło kapitalnie). Tymczasem naukowcy bezskutecznie próbują przywrócić swoją maszynę do porządku i zaczynają kłócić się ze sobą. Niespodziewanie przybysz z innej planety napotyka na swojej drodze wroga – podobnych rozmiarów kreaturę o głowie ośmiornicy z czarodziejskim trójnogiem przy boku (nowe wyobrażenie Neptuna?). Wywiązuje się z tego walka, na początku której robot oczywiście musi otrzymać porządne lanie (urok każdego filmu pokazującego bitwy tego typu). Kiedy wydaje się, że mechaniczny stwór został pokonany, a jego właściciele nic na to nie poradzą, oczywiście wstępują w niego nowe siły witalne, po czym sprawia on łomot swojemu przeciwnikowi. Po pokonaniu złowrogiego czarnoksiężnika-ośmiornicy z morskich głębin, robot zabiera na pokład trio Beastie Boys i udaje się w nieznane.

    Obraz stworzony do „Intergalactic” uważany jest do dzisiaj za jeden z najlepszych teledysków hip hopowych. Videoclip mocno przyczynił się do późniejszego sukcesu odniesionego przez „Hello Nasty”. Płyta trafiła do sprzedaży w lipcu 1998 roku (miesiąc po premierze klipu) i niemal z marszu podbiła listy przebojów. Wielu przedstawicieli mediów doceniło ten album wystawiając projektowi wysokie oceny. Dodatkowo w 1999 roku singiel „Intergalactic” zdobył nagrodę Grammy w kategorii Best Rap Performance by a Duo or Group. Szkoda tylko, że nie poznaliśmy dalszych losów robota, grupy naukowców i Beastie Boys jako ich skautów.

  • Classic Hip Hop Videos: Ed O.G & Da Bulldogs – Be A Father To Your Child

    Classic Hip Hop Videos: Ed O.G & Da Bulldogs – Be A Father To Your Child

    4–5 minut

    Na przełomie lat 80. i 90.tych rap przeżywał swój rozkwit. W tamtym okresie ukazało się tak wiele ważnych singli, niejednokrotnie będących kamieniami milowymi w hip hopie, że aż trudno wszystkie wymienić w kilku zdaniach. Wśród artystów solowych i grup odpowiadających za głośne utwory znajdziemy Public Enemy, N.W.A, De La Soul, A Tribe Called Quest, EPMD, Slick Ricka, Geto Boys, 2 Live Crew i mnóstwo innych twórców. W marcu 1991 roku ukazała się płyta bostońskiej formacji Ed O.G & Da Bulldogs, „Life Of A Kid In The Ghetto”, nieoczekiwanie przynosząc naprawdę wartościowe wydawnictwo. Projekt promowany utworami „I Got to Have It”, „Be A Father To Your Child” i „Bug-a-Boo”, szybko zaskarbił sobie przychylność sympatyków muzyki hip hopowej z przesłaniem. Drugie z ww. nagrań to istotny manifest społeczny, który w połączeniu z teledyskiem wypada bardzo realistycznie.

    W początkowych latach rozwoju kultury hip hopowej najwięcej do powiedzenia miały osoby pochodzące z Nowego Jorku. Następnie do głosu zaczęli dochodzić przedstawiciele innych aglomeracji miejskich – Los Angeles, Filadelfii, Miami, Houston, New Jersey. Osoby pochodzące z innych miast stały na uboczu, dlatego też środowisko hip hopowe przyjęło z niemałym zaskoczeniem debiutancką płytę Ed O.G & Da Bulldogs (a.k.a. Black United Leaders Living On Grooving Sounds), „Life Of A Kid In The Ghetto”, wydaną nakładem PWL America Records Ltd. Ponad dwie dekady temu mało kto po prostu przypuszczałby, że artyści z kiepsko rozbudowanej wtedy bostońskiej sceny pokuszą się o nagranie tak udanego wydawnictwa. Album formacji z Beantown nie ujrzałby światła dziennego bez pomocy nowojorskiej grupy producenckiej Awesome 2 (Teddy Ted & Special K), którzy przy wsparciu Joego Mansfielda zatroszczyli się o warstwę muzyczną LP.

    Wydawnictwo z pierwszego kwartału 1991 roku doceniono zarówno za zaangażowane teksty Ed O.G, jak i za funkowe i przystępne w odbiorze beaty. Spośród singli promujących materiał początkowo skupiono się na „I Got to Have It”, ale po wydaniu „Be A Father To Your Child” stacje radiowe i dziennikarze muzyczni zgodnie stwierdzili, iż właśnie temu nagraniowi należy się palma pierwszeństwa. Wpływ na ocenę końcową utworu wywarł również prosty, aczkolwiek bardzo sugestywny videoclip.

    Na początku lat 90.tych często podejmowano w USA dyskusje o kształcie amerykańskiego społeczeństwa. Zdecydowana większość przedstawicieli białej Ameryki krytykowała mniejszości etniczne, wystawiając niskie oceny szczególnie czarnych za największy odsetek przestępczości, działalność gangów, handel narkotykami i niezdolność do zakładania rodzin. Problem samotnych matek wychowujących dzieci dotyczył wówczas ponad 50% czarnych kobiet do 30 r.ż. i wynosił znacznie więcej niż w przypadku mniejszości rasowych zamieszkujących USA. Wkład w debaty na te tematy posiadali też twórcy hip hopowi, będący niejednokrotnie głosem młodych. W związku z tym nie brakowało w rapie odniesień do poważnych tematów, o czym najlepiej świadczy utwór „Be A Father To Your Child”. Po „I Got to Have It” opinia publiczna zastanawiała się, w jaki sposób zostanie odebrany drugi singiel Ed O.G & Da Bulldogs. Nie brakowało obaw, iż tekst tego nagrania zostanie przeinaczony i odebrany w zły sposób. Jak się okazało jednak, track bostońskiej grupy wszyscy przyjęli z otwartymi ramionami, bez względu na przynależność do określonej grupy rasowej.

    Videoclip powstały do tej kompozycji w plastyczny sposób oddaje storytelling Ed O.G. Pierwszą scenę umiejscowiono w szkole rodzenia, w której widzimy ciężarne kobiety. Tylko jednej z nich pomaga jej partner, co odzwierciedlają słowa „When a girl gets pregnant, her man is gonna run around”. W dalszej części obrazu śledzimy losy jednej bohaterki, która po zajściu w ciążę musi sobie radzić ze wszystkim sama, a jej chłopak w tym czasie ogląda się za innymi dziewczynami i nie poczuwa się do roli przyszłego ojca. Kiedy dziecko przychodzi na świat, usiłuje on wrócić i wszystko załatwić za pomocą wartości materialnych, ale to nie poprawi sytuacji, tylko wręcz ją pogorszy, o czym mówi Ed O.G:

    It’s not the pAnnotateresents, it’s your presence and essence
    Of being there and showing the baby that you care

    W dalszej części klipu oglądamy, jak matka samotnie wychowuje swoje dziecko, a ono nie potrafi zrozumieć, dlaczego jego ojciec nie interesuje się nim. Narrator całej opowieści, Ed O.G, wraz ze swoimi kompanami z Da Bulldogs wcale nie piętnuje zachowania mężczyzn w „Be A Father To Your Child”, którzy z różnych przyczyn zrezygnowali z ojcostwa. Bostończycy usiłowali przedstawić sytuację życiową jednej osoby i przybliżyć następstwa towarzyszące temu. W odbiorze videoclipu pomaga także wspaniały podkład tego nagrania. Joe Mansfield, Special K i Teddy Ted przeszli samych siebie tworząc beat do singla opierający się o sampel z „Searching” w wykonaniu Roy Ayers Ubiquity. Instrumentalem tym można delektować się długimi godzinami.

    Jakie zmiany zaszły w amerykańskim społeczeństwie od premiery „Be A Father To Your Child”? Wraz ze zmieniającą się demografią USA wzrósł odsetek dzieci ze związków pozamałżeńskich oraz matek samotnie wychowujących dzieci (odsetek ojców jest znacznie niższy i dotyczy głównie mężczyzn zajmujących się potomstwem po rozwodach). Niepokojące wskaźniki i dane demograficzne mają pogorszyć się w kolejnych latach. Jak widać, singiel Ed O.G & Da Bulldogs i powstały do niego teledysk są nadal aktualne, co jest naprawdę smutne. Warto też zwrócić uwagę na to, iż kiedyś conscious hip hop stanowił ważny nurt w tym gatunku, a muzyka niosące ważne przesłania potrafi znajdować uznanie w oczach krytyków, a przy okazji uzyskiwać również sukces komercyjny.

  • Classic Hip Hop Videos: Slum Village – Tainted

    Classic Hip Hop Videos: Slum Village – Tainted

    3–5 minut

    Detroit może poszczycić się mianem jednego z najciekawszych okręgów hip hopowych. Artyści pochodzący z Mo-Town zabłysnęli zarówno w mainstreamie (dotyczy to nie tylko Eminema), jak i undergroundzie. Szczególnie w niezależnych kręgach muzycznych zaistniało wielu wykonawców z miasta położonego w stanie Michigan. J Dilla, Elzhi, Baatin, T3, Black Milk, Frank-N-Dank, Guilty Simpson, Apollo Brown, Danny Brown czy Proof i Royce Da 5’9″ odegrali swoje role nie tylko na lokalnym podwórku, ale również w odniesieniu do międzynarodowej sceny hip hopowej. Pierwsi z ww. twórców przez różne lata swoich karier muzycznych byli związani z kultową dla wielu odbiorców formacją Slum Village. Jednym z singli promujących drugie LP grupy – „Trinity (Past, Present and Future)” – wybrano nagranie „Tainted”, do którego nakręcono niezapomniany teledysk.

    W rozmowach dotyczących rapu z Detroit nie może zabraknąć wzmianki o zespole założonym w połowie lat 90.tych. Slum Village walnie przyczyniła się do rozwoju muzyki hip hopowej w sercu Michigan stanowiąc przy okazji ważną grupę w undergroundzie z przełomu wieków. Potencjał tej formacji nigdy nie został jednak w pełni pokazany, co wiązało się przeważnie ze złym staniem zdrowia poszczególnych członków SV, ich osobistymi decyzjami lub pechem do wytwórni płytowych. Debiutancka płyta kolektywu – „Fantastic Vol. 1” – nagrana w składzie T3, Baatin i Jay Dee początkowo trafiła jedynie do dystrybucji na rynku lokalnym.

    W następnych latach ukazało się kilka innych edycji albumu opartego w głównej mierze o utwory z taśmy demo, w tym oficjalne wydawnictwo z 2005 roku. Follow-up do tej produkcji – „Fantastic, Vol. 2” – stanowił rozszerzenie części nagrań zawartych na pierwszej płycie formacji. Pierwotnie projekt miał trafić do dystrybucji dzięki nakładowi A&M Records, ale krótko po dostarczeniu tej firmie materiału, label został zamknięty. Ostatecznie longplay doczekał się wydania przez Good Vibe Recordings (w dalszej kolejności pojawiło się kilkanaście wersji LP, za wypuszczenie których odpowiadało wiele labeli). Album otrzymał mnóstwo pochlebnych recenzji podkreślających głównie znakomite brzmienie wykształcone przez J Dillę.

    Wydawało się wtedy, iż przyszłe lata będą należeć do Slum Village i wkrótce grupa uzyska dużą renomę w branży muzycznej. Jednak tuż po wypuszczeniu „Welcome 2 Detroit” szeregi formacji zdecydował opuścić Jay Dee, co zaważyło na dalszych losach zespołu. Produkcję trzeciego longplaya z 2002 roku – „Trinity (Past, Present And Future)” – powierzono innym beatmakerom, zaś do oficjalnego składu kolektywu dołączył Elzhi. Pomimo porządnej jakości warstwy muzycznej dostarczonej przez T3, Young RJ-a, Waajeeda, Karriema Rigginsa, Scotta Storcha czy Essa, opinia publiczna stale powtarzała, że SV bez Jamesa Yanceya, to już inna bajka. Przełożyło się to na umiarkowane przyjęcie płyty przez słuchaczy i media, które wyżej oceniały wypuszczoną w tym samym okresie kompilację „Dirty District”. Z drugiej strony, wydawnictwo sprzed ponad dekady zawiera kilka bardzo dobrych nagrań pokroju „Tainted”. Teledysk zrealizowany do tego singla wyszedł naprawdę kapitalnie.

    Pierwsze co rzuca się w oczy w klipie, to technika wykonania obrazu. Slum Village postawiło na przygotowanie kolorowych plansz stanowiących podstawę tego videoclipu. Oprócz tego formacja dołożyła zestawienie poszczególnych scen na zasadzie kontrastu, co w dodatkowy sposób wpłynęło na odbiór tego dzieła. Połączenie soulfolowej produkcji autorstwa Karriema Rigginsa, zwrotek w wykonaniu członków SV oraz partii wokalnych dorzuconych przez Dwele z plastycznym wykonaniem teledysku okazała się strzałem w dziesiątkę. T3, Baatin i Elzhi po kolei wymieniają w „Tainted” wszystkie zepsute zjawiska oraz elementy towarzyszące relacjom damsko-męskim, miłości oraz muzyce. Znamienne jest tutaj ukazanie drugiej zwrotki. T3 przychodząc na rozmowę dotyczącą podpisania kontraktu z majorsem (prztyczek w nos Capitol Records?) przynosi ze sobą figurkę z napisem „Integrity, Heart, Soul”. Artysta mając do wyboru zatracenie swojej tożsamości i pozostanie wiernym swoim korzeniom wybiera to drugie. Poza tym warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób grupa zaprezentowała randki oraz fałszywy wizerunek raperów. Wszystko to podane w inteligentnej i pouczającej formie.

    Miłość i prawdziwość to tematy często poruszane przez twórców hip hopowych. Wiele z nich odegrało istotną rolę w kreowaniu świadomości słuchaczy (patrz: „I Used To Love H.E.R.” Common Sense’a). Jednak tylko część singli zobrazowano w tak znakomity sposób, jak to miało miejsce w przypadku „Tainted”. Videoclip do tego utworu mocno przyczynił się do odniesienia przez Slum Village sukcesu komercyjnego po wydaniu „Trinity (Past, Present And Future)”, a po pewnym czasie odbiorcy zaakceptowali nowe brzmienie grupy i obecność Elzhiego w jej szeregach. Następne lata przyniosły SV kolejne perturbacje. W czerwcu b..r. ukazał się nowy album zespołu, „Evolution”, o którym w przyszłości pojawi się artykuł w serwisie. Póki co, przypomnijcie sobie lub zapoznajcie się na nowo z tym, jak powinno mówić się o ważnych rzeczach w rapie oraz doceńcie fantastyczny obraz nakręcony w 2002 roku.

  • Classic Hip Hop Videos: Herbie Hancock – Rockit

    Classic Hip Hop Videos: Herbie Hancock – Rockit

    3–4 minut

    W pierwszej połowie lat 80.tych hip hop powoli stawał się sensacją na światową skalę do czego walnie przyczyniali się kolejni twórcy. Nie sposób wymienić wszystkich artystów, którzy doprowadzili do tego, że cała kultura mocno rozwinęła się i została zauważona daleko poza Nowym Jorkiem. Dzięki filmom („Wild Style”, „Style Wars”, „Beat Street”), programom telewizyjnym („Graffiti Rock”, „Beat This: A Hip-Hop History”), singlom („The Message” Grandmastera Flasha and the Furious Five, „Rapture” Blondie) dokonano niejednego przełomu. W odniesieniu do DJ-ingu i zaakceptowania hip hopu przez wykonawców z innych gatunków muzycznych, kawał dobrej roboty odwalili Herbie Hancock, Bill Laswell, Michael Beinhorn i GrandMixer D.ST, wypuszczając w 1983 roku utwór „Rockit”. Videoclip nakręcony do tego nagrania przeszedł do historii.

    Od chwili powstania hip hopu DJ’e nadawali ton całej kulturze. Kool Herc, Afrika Bambaataa, Kool DJ Red Alert i Jazzy Jay przez lata byli uważani najbardziej liczących się przedstawicieli tego ruchu. Po odkryciu przez Grand Wizard Theodeore’a scratchu powoli kolejne osoby specjalizowały się w tej dziedzinie, których dopiero po 1992 roku zaczęto określać mianem turntablistów. W latach 1982-83 mianem ówczesnych sztukmistrzów gramofonu określano Grandmastera Flasha i GrandMixer D.ST. Obaj wystąpili w kultowym filmie „Wild Style” oraz cieszyli się dużym szacunkiem w The Big Apple. Pierwszy z nich zdobył jeszcze większą sławę za sprawą działalności wydawniczej z The Furious Five, zbierając przy tym liczne pochwały od osób niezwiązanych na co dzień z hip hopem. Z kolei drugiego docenił legendarny Herbie Hancock wraz ze swoimi współpracownikami. W 1983 roku wybitny muzyk przygotowywał materiał na album „Future Shock”. Pierwsze wydawnictwo artysty z ery Electro-funku posiadało hip hopowy posmak, dla podkreślenia którego zaproszono do udziału w nagrywaniu longplaya właśnie Dereka Showarda. Efekt osiągnięty w „Rockit” przeszedł najśmielsze oczekiwania opinii publicznej. W celu podkreślenia wyjątkowego charakteru utworu postarano się o eksperymentalny i niezwykle oryginalny teledysk.

    Singlowe nagranie sprzed 30 lat zrealizowano opierając się w głównej mierze na nowinkach technicznych z tamtego okresu w historii muzyki. Szkielet nagrania naszkicował Michael Beinhorn wraz z Billem Laswellem. Herbie Hancock rozszerzył utwór o futurystycznym brzmieniu korzystając z pomocy GrandMixera D.ST. W dzisiejszych czasach techniki scratchu używane wtedy przez tego DJ’a należą do podstaw turntablismu, ale trzeba mieć na uwadze fakt, iż w 1983 roku nowojorski artysty był pionierem w tej sztuce. Twórcy kompozycji oraz wydawca płyty, Columbia, zdawali sobie sprawę, iż dodatkowo trzeba zadbać o rewolucyjne video. W tym celu poproszono o pomoc brytyjski duet Godley & Creme. Teledysk nakręcony przez nich do „Rockit” zdobył niesłychaną popularność z kilku powodów. Nigdy wcześniej do stworzenia obrazu do utworu muzycznego nie użyto manekinów przypominających robotów. Ruchy wszystkich postaci grających role w tym dziele idealnie współgrają z dźwiękami tracka, co dodatkowo silnie oddziałuje na odbiorcę. Do tego mało kto mógłby przypuszczać, że można uzyskać taki efekt usadowiając akcję videoclipu w przeciętnym domu położonym na jednym z wielu osiedli szeregowych w Wielkiej Brytanii. Herbie Hancock pojawia się jedynie pod koniec klipu grając na klawiszach. „Rockit” kończy się zniszczeniem telewizora, co jest również symboliczną sceną tutaj.

    Obraz przygotowany do tego wspaniałego singla z góry był skazany na sukces. Wysoką jakość obrazu oraz jego wyjątkowość najlepiej podkreśla wręczenie jego twórcom aż pięciu nagród na gali MTV Video Music Awards w 1984 roku. W trakcie tego wydarzenia Herbie Hancock i GrandMixer D.ST zaprezentowali rozszerzoną wersję utworu. Ponad 9-minutowy zapis ich występu przeszedł do historii za sprawą tego drugiego. Nowojorski DJ wprowadził wtedy techniki scratchu na salony, inspirując tym samym dziesiątki późniejszych swoich następców.

    Od premiery „Rockit” minęły już trzy dekady. Kultowy singiel znacznie pomógł w promocji albumu „Future Shock” oraz wpisał się do annałów muzyki, o czym nie wszyscy sobie zdają sprawę. Kilka lat po wydaniu nagrania, gdy rozpoczął się boom na rap, zdecydowana większość DJ’ów powoli odchodziła w odstawkę. W tej chwili rasowi mistrzowie gramofonu nie odgrywają już praktycznie żadnej roli w hip hopie. Jednak każdy powinien znać korzenie tej kultury i pamiętać o tym, jak bardzo GrandMixer D.ST wraz ze swoimi kompanami przyczynili się do rozwoju tego ruchu. Do tego nie można zapominać o teledysku stworzonym do tego utworu oraz zapisowi występu autorów nagrania, gdyż stanowi to prawdziwy kamień milowy w muzyce.

  • Classic Hip Hop Videos: Erykah Badu – Love of My Life

    Classic Hip Hop Videos: Erykah Badu – Love of My Life

    4–6 minut

    W trakcie swojej 40-letniej historii hip hop doczekał się ogromu filmów poświęconych różnym aspektom dotyczącym tej kultury. Na przestrzeni lat powstały zarówno dokumenty, jak i dzieła fabularne, nie raz o diametralnie różnym poziomie i przeznaczeniu. Jeżeli chodzi o obrazy przeznaczone na srebrny ekran lub do kina domowego, to nie brakuje wśród nich ważnych dzieł o trudnym do przecenienia znaczeniu. Ponad dekadę temu do sal kinowych trafił film w reżyserii Ricka Famuyiwy, „Brown Sugar”. Obraz będący swoistą odą do hip hopu, w którym główne role zagrali Taye Diggs i Sanaa Lathan, a ponadto pojawili się m.in. Mos Def i Queen Latifah jest dobrze wspominany przez niejedną osobę. Soundtrack do tego dzieła zawierał przede wszystkim wspaniały singiel Eryki Badu i Commona – „Love Of My Life (An Ode To Hip Hop)”. Teledysk do tego to prawdziwa kapsuła czasu.

    W świadomości sympatyków hip hopu zachowały się głównie filmy z udziałem 2Paca lub Ice Cube’a, względnie obrazy związane z tą kulturą jedynie pośrednio. To jedna z głównych przyczyn odstawienia na boczny tor „Brown Sugar”, co jest też winą dystrybutorów, którzy przedstawili niniejsze przedsięwzięcie jako dramat romantyczny, nie przywiązując większej wagi do jego wartości. Nie warto wspominać o promocji „BS” w Polsce, gdyż firmie zajmującej się tym nie chciało się nawet właściwie przetłumaczyć opisu filmu, przez co np. Kelby Dawson nagle z gwiazdy NBA zrobił się bejsbolistą. Pomijając już to wszystko należy skupić się na rzeczywistej wymowie tego dzieła, bez czego nie można przejść do „Love Of My Life (An Ode To Hip Hop)”.

    Dzieło filmowe z początku tego stulecia jest traktowane przez wielu za jedną z najpiękniejszych opowieści o miłości do kultury hip hopowej, na dodatek przedstawioną w umiejętny sposób nawet dla osób nieznających się w tym temacie. Historia relacji pomiędzy Sidney (Sanaa Lathan) i Dre (Taye Diggs) posłużyła w metaforyczny sposób za nakreślenie opowieści o hip hopie. Burzliwe losy głównych bohaterów znakomicie odniesiono do ruchu zapoczątkowanego przez Kool Herca, Zulu Nation i pozostałych. Pierwsza scena filmu, w której Big Daddy Kane, Kool G Rap, De La Soul, Black Thought, Questlove i inni opowiadają o swoich początkach z rapem, DJ’ingiem i pozostałymi elementami hip hopowymi, stanowi świetny wstęp do całości. Fabuła skupia się na przedstawieniu opowieści o Sid i Dre. Ich znajomość rozpoczęła się w momencie, gdy będąc jeszcze dziećmi trafili przypadkiem w jednym z nowojorskich parków na Dana Dane’a, Douga E. Fresh i MC Ricky’ego D (późniejszy Slick Rick) zawiązujących działalność Kangol Crew. Oboje dorastali wraz z hip hopem, łącząc swoje życie z tą kulturą. Wychowankowie Nowego Jorku nie wiedzieli przy tym, iż tak łatwo zakochają się we wszystkim, co jest związane z tym środowiskiem. Erykah Badu przy pomocy CommonaRaphaela Saadiqa perfekcyjnie ujęła to w „Love Of My Life (An Ode To Hip Hop)”.

    Videoclip nakręcony do głównego utworu pochodzącego z OST do „Brown Sugar” należy do pozycji obowiązkowych. Obraz rozpoczyna się od wymownych zdań: „Once upon a time on the planet. Somewhere a boombastic beat was born… Let’s call her hip hop…” nadających specyfikę wszystkim scenom w tym projekcie. W pierwszej zwrotce przenosimy się wraz z Eryką Badu do lat 80.tych. Bohaterka tej opowieści początkowo jest ubrana w obcisłe spodnie i koszulkę z napisem „Planet Rock”, ale szybko zmienia tej strój na nieco wygodniejszy, w którym może stanąć do pojedynku bboyowego 1 vs 1 z Crazy Legsem. Artystka kończy swoje popisowe wyjście na parkiet w zaskakujący sposób, po czym następuje przerwa na refren, a za klaps odpowiada tutaj Fab 5 Freddy. Następnie wokalistka schodzi do podziemnej kondygnacji budynku, w którym prawdopodobnie ma się odbyć impreza hip hopowa. W wąskim korytarzu spotyka grupę freestyle’ujących ludzi z niezrównaną MC Lyte na czele. Freestyle w wykonaniu Eryki Badu wypada w piorunujący sposób i robi wrażenie.

    W dalszej kolejności amerykańska twórczyni mija na schodach Commona i dociera do następnej części całej tej układanki – zaciemnionego pokoju okupowanego przez Chucka D i jego kompanów dyskutujących nad rozłożonym planem budynku. Elementem łączącym pierwsze 2,5 minuty videoclipu z resztą wybrano pokazanie negatywnych wpływów w hip hopie i złych nawykach przedstawicieli tej kultury czy osób z zewnątrz, co widać na przykładzie domówki u Lil Flipa, gry w kości czy konieczności podpisywania kontraktów. Jednak wszystko dobrze kończy się, gdyż w następnej scenie Erykah Badu wychodzi na scenę stając przed publicznością złożoną głównie z bboyów i bgirls, grając dla nich imprezę. Na sam koniec znamienita artystka wchodzi z Commonem do szkolnego autobusu prowadzonego przez Kool Herca. Warto przyjrzeć się tutaj pojawiającemu się napisowi „He used to love her” odnoszącego się do „I Used To Love HER” i relacji autorów „Love Of My Life (An Ode To Hip Hop)”. Znamienna jest także tablica rejestracyjna pojazdu z napisem „Future”. W trakcie trwania całego klipu pojawiają się też wybrane sceny „Brown Sugar” rozszerzające ten obraz o kolejne smaczki, choć i tak złote zęby autorki tego nagrania wybijają się ponad wszystko pozostałe.

    „Love Of My Life (An Ode To Hip Hop)” to ścisła czołówka najważniejszych hip hopowych teledysków wszech czasów. Opowieść Eryki Badu położona na piękny instrumental autorstwa Raphaela Saadiqa należy również do jednego z jej niezapomnianych tracków. Common stanowi jedynie dodatek do całości, ale w końcu bez niego nie pasowałby on w pełni do „Brown Sugar”. Historia pełna metafor, najeżona podwójnym znaczeniem scen niczym dziurami ser szwajcarski nie zestarzała się ani trochę przez te 10 lat. Jednak hip hop na przestrzeni ostatniej dekady zmienił się bardzo mocno i dzisiaj taki singiel i klip, jak ten właśnie, nie zrobiłby aż tak wielkiej furory. Równie trudno wyobrazić sobie nowy film z podobną historią, jak w obrazie z początku XXI wieku.

    Na koniec pozostaje tylko chwila na refleksję i odpowiedzenie na pytanie:

    When did you fall in love with hip hop?

  • Classic Hip Hop Videos: Run-D.M.C. – King Of Rock

    Classic Hip Hop Videos: Run-D.M.C. – King Of Rock

    4–5 minut

    W gronie pionierów hip hopowych wypada umieścić co najmniej kilka tuzinów mniej i bardziej istotnych postaci mających wpływ na rozwój tej kultury. Szczególnie ważną rolę odegrali na początku lat 80.tych wszelkiej maści twórcy i promotorzy ze świata muzyki, filmu i sztuki. Właśnie za ich sprawą hip hop powoli stawał się międzynarodowym fenomenem, zachwycającym dziesiątki tysięcy ludzi na całej kuli ziemskiej. Jeżeli chodzi o rap, to jedne z pierwszych szaleństw związanych z poszczególnymi wykonawcami, których sława w błyskawicznym tempie dotarła daleko poza ich dom rodzinny, przypada na Run-D.M.C. i ich wydawnictwa. Wyjątkowy image, oryginalny styl, wytyczanie nowych szlaków w muzyce i trendach w życiu codziennym – to wszystko można znaleźć w słynnym videoclipie Runa, D.M.C. i Jam Master Jaya do kultowego singla „King Of Rock”.

    Kiedy formacja rodem z leżącego w nowojorskiej dzielnicy Queens osiedla Hollis wkroczyła na scenę muzyczną, to chyba nikt nie przypuszczał, że w tak błyskawicznym tempie znajdzie się na ustach osób nie tylko związanych na co dzień z hip hopem. Run-D.M.C. okazali się rewolucjonistami i w sensacyjny sposób podbili serca słuchaczy w połowie lat 80.tych. Już pierwsze dwunastki przygotowywane z Russellem Simmonsem, Rickiem Rubinem i Larrym Smithem„Hard Times” b/w „Jam-Master Jay” oraz „It’s Like That” b/w „Sucker M.C.’s” – wypaliły i zaczęto szeroko mówić o nowej sile w rapie. Oprócz strony artystycznej, emocje wzbudzał charakterystyczny wizerunek grupy. Szczególnie duże wrażenie robiło obuwie noszone przez trio – sneakersy Adidasa nie posiadały sznurówek, co zostało natychmiast podchwycone przez rzesze młodych osób, aczkolwiek nie obyło się bez wielu negatywnych opinii. Wszystko przez to, iż takie buty pojawiały się zazwyczaj w zakładach karnych, przez co niektórzy starali się dyskredytować nowojorczyków. Jak się później okazało, sprawy związane z tym tematem potoczyły się własnym losem, a największym wygranym obok Runa i spółki została marka Adidas.

    Wraz z wydaniem debiutanckiego albumu zatytułowanego po prostu „Run-D.M.C.” grupa zaczęła świętować swoje triumfy, w większości przypadków będąc pierwszymi w kolejce po różnego rodzaju wyróżnienia i przebijając się w branży muzycznej. Wystarczy wymienić tylko kilka najważniejszych sukcesów: jako pierwszy zespół hip hopowy uzyskali złoty („Run-D.M.C.”) i platynowy („Raising Hell”) status swojej płyty, jako wystąpili w programie MTV, zagrali koncert w dużej i znaczącej arenie (Madison Square Garden) oraz podpisali kontrakt z ogólnoświatową marką (Adidas). Inne istotne wydarzenie dotyczące tej legendarnej grupy przypada na ich drugi longplay – „King Of Rock” z 1985 roku. Wydawnictwo pochodzące sprzed 28 lat było pierwszym rapowym albumem, który ukazał się na płycie CD. Projekt wydany nakładem Profile promowały trzy single, w tym tytułowe nagranie zawarte na tym LP. „King Of Rock” doczekało się głośnego i budzącego kontrowersje videoclipu, który wydatnie przyczynił się do umocnienia pozycji Run-D.M.C. w branży.

    Producenci płyty – ww. Russell Simmons i Larry Smith – postawili na jeszcze mocniejsze brzmienie niż na debiutanckim wydawnictwie grupy. Ostre gitarowe riffy unoszą się na tej produkcji od samego początku do końca, a utwór przewodni – „King Of Rock” – doskonale to podkreśla. Run-D.M.C. postanowili za sprawą tego singla pokazać wszystkim, iż teraz to oni są prawdziwymi królami rocka i należy ich traktować z należytym szacunkiem. W celu podkreślenia nagrania powstał do niego odważny teledysk. Akcja klipu odbywa się w Muzeum Rock & Rolla, gdzie na początku portier próbuje wyśmiać Runa i D.M.C., na co ten drugi odpowiada w kwiecisty sposób:

    I’m the king of rock, there is none higher
    Sucker MC’s should call me sire
    To burn my kingdom, you must use fire
    I won’t stop rockin’ till I retire

    Duet raperów przechadza się po kolejnych muzealnych salach pokazując swoją wielkość i dobitnie udowadniając, że czasy zmieniły się. Formacja na każdym kroku przechwala się, iż teraz nie warto pamiętać o wielkich z minionych lat, a najbardziej wypada oddać im to, co należne. Symboliczny wymiar mają poszczególne sceny, w których słynne elementy strojów lub rzeczy charakterystyczne dla artystów solowych lub zespołów rock & rollowych są lekceważąco traktowane przez Run-D.M.C. (najlepiej to widać przy podeptaniu przez Runa rękawicy Michaela Jacksona z teledysku do „Thrillera”). Wyśmiani zostają też The Beatles oraz wszyscy sucker MC’s, którzy chcieliby znaleźć się na miejscu formacji z Hollis. Pozostałe kadry demonstrują koncert zespołu, a z ich poczynań dumny jest nawet początkowo ironicznie nastawiony do nich portier. Sympatycy wykonawców starszej daty, tuzów rock & rolla czy muzyki popularnej, na pewno nie byli zachwyceni tym videoclipem. Głosy oburzenia można było usłyszeć w chwili wypuszczenia tego nagrania video z wielu stron. Nawet jeżeli mieli oni rację i „King Of Rock” wyszło nieco za ostro, to trzeba pamiętać, iż o taki właśnie efekt chodziło twórcom tego videoclipu. Kapitalnie dopasowany obraz do singla zdał egzamin, uświadamiając ludziom, kto tak naprawdę rozdaje teraz karty w branży muzycznej.

    Drugi album Run-D.M.C. odniósł duży sukces, pokrywając się platyną dwa lata od daty premiery. Z kolei teledysk nakręcony do „King Of Rock” pokazał wszystkim, jak wiele można zyskać przy odpowiednim koncepcie. W następnych latach tuziny twórców podpatrywało Runa, D.M.C. i Jam Master Jaya, ucząc się od tria nie tylko tego, w jaki sposób nagrywać płyty, ale również dbania o swój wizerunek i przykładania ogromnej roli do videoclipów, które przez lata stanowiły ważną rolę w kampaniach promocyjnych wydawnictw muzycznych.

  • Classic Hip Hop Videos: Eric B. & Rakim – Follow the Leader

    Classic Hip Hop Videos: Eric B. & Rakim – Follow the Leader

    4–5 minut

    W drugiej połowie lat 80.tych niemal każdego miesiąca na scenie hip hopowej do głosu dochodzili nowi artyści solowi i grupy muzyczne. W tamtym okresie wielu późniejszych kultowych wykonawców stawiało swoje pierwsze kroki w branży fonograficznej. Przy ogromnej konkurencji na rynku kontrakt płytowy otrzymywali tylko najlepsi raperzy, producenci i DJ’e. W niejednym przypadku sprawy wydawnicze rozbijały się o odpowiednie kontakty w środowisku. Niekiedy też liczył się przysłowiowy łut szczęścia, dzięki któremu zawiązywały się nowe formacje. Koronnym przykładem na potwierdzenie tych słów jest historia powstania jednego z najważniejszych duetów hip hopowych – Erica B. & Rakima. Blisko ćwierć wieku temu ukazał się ich drugi album, „Follow the Leader”. Videoclip nagrany do tytułowego utworu z LP uważa się po dzień dzisiejszy za klasyczny obraz.

    Historia tego znamienitego duetu należy do jednych z najciekawszych anegdot dotyczących początków współpracy pomiędzy twórcami hip hopowymi. Eric B. był związany ze światem muzycznym już od dzieciństwa – grał wtedy na trąbce i perkusji. Po ukończeniu szkoły średniej wychowanej nowojorskiego Queens zamienił te instrumenty na gramofony i w szybkim czasie dostał angaż w radiu WBLS, w którym pracowali wówczas choćby Mr. Magic i Marley Marl. Po zdobyciu doświadczenia w rozgłośni radiowej, Eric Barrier postanowił sprawdzić się jako producent i DJ studyjny. Brakowało mu jedynie stałego partnera muzycznego, więc rozpoczęły się poszukiwania godnego zaufania i utalentowanego Emceego. W pierwszej kolejności artysta o potężnej posturze otrzymał informacje o posiadającym reputację dobrego battle rapera Freddie’em Foxxxie, ale nie udało się jego zastać w domu. Alvin Toney, osoba pomagająca wówczas Ericowi B., szybko polecił próbę nawiązania kontaktu z Williamem Michaelem Griffinem, Jr., znanym jako Rakim. Tym razem pracownicy WBLS nie pocałowali klamki i po dłuższej rozmowie w mieszkaniu 18-letniego Rakima Allah zdecydowano się o podjęciu współpracy.

    Na pierwsze efekty kooperacji nowojorskich wykonawców nie trzeba było wcale długo czekać. Debiutancki singiel duetu, „Eric B. Is President” b/w „My Melody” ukazał się w drugiej połowie 1986 roku, stanowiąc jedną z największych sensacji połowy lat 80.tych w rapie. Szczególnie dużo miejsca poświęcano niesamowitemu stylowi Rakima. Młody Emcee z Long Island na nowo zdefiniował technikę posługiwania się słowem w rapie, stając się następnie inspiracją dla tysięcy raperów z całego globu. Wydany w lipcu 1987 roku pierwszy longplay nowojorczyków – „Paid In Full” – został entuzjastycznie przyjęty nie tylko w branży hip hopowej, ale również przez mnóstwo osób jedynie pośrednio związanych z tą kulturą. Rok później ujrzał światło dzienne drugi album Erica B. & Rakima„Follow the Leader”. Wydawnictwo przyniosło im jeszcze więcej przychylnych opinii od fanów i mediów, co wydatnie pomogło im w odniesieniu także sukcesu komercyjnego. Wpływ na to miały odpowiednio dobrane single, w tym promocja poparta pieczołowicie przygotowywanymi klipami. Teledysk zrealizowany do „Follow the Leader” okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

    Premierowa dwunastka nowojorskich artystów kultywowała postać Erica B., co zresztą było naturalnym zabiegiem, podkreślającym fakt, iż bez niego nie doszłoby do wspólnej działalności duetu. Jednak po kilkunastu miesiącach wspólnych sesji studyjnych i koncertów, role odwróciły się. Młodszy partner architekta muzycznej strony nagrań przedstawicieli Wschodniego Wybrzeża USA wyrósł w oka mgnieniu na najbardziej liczącego się i wpływowego mistrza mikrofonu, co znalazło wydźwięk na „Follow the Leader”. Warto też napomknąć, że po przenosinach wykonawców z 4th & Broadway do UNI Records (sublabel MCA Records) pojawiły się również znacznie większe możliwości promocyjne i marketingowe. W związku z tym nikogo nie powinien dziwić rozmach, z jakim nakręcono obraz do tytułowego tracka z drugiej płyty czołowych ówczesnych twórców hip hopowych. Po obgadaniu tematu z nową oficyną wydawniczą, zdecydowano się na realizację obrazu usadowionego w konwencji filmowej, nawiązującej do kina gangsterskiego. Efekt wyszedł naprawdę piorunujący – „Follow the Leader” odegrało istotną rolę w kampanii promocyjnej longplaya.

    W teledysku do „Follow the Leader” przenosimy się do lat 20. bądź 30.tych w Stanach Zjednoczonych, które zapisały się na kartach historii Stanów Zjednoczonych jako okres prohibicji, wszechobecnej korupcji i nieustannej walki gangów o wpływy. Rakim wciela się tutaj w rolę przywódcy jednej z organizacji działających na terenie NYC. Wszystkie sceny w klipie pokazują przekrój przez zwykłą codzienną gangsterską codzienność. Przy grze w karty raper odkrywa wtykę konkurencji, która zostaje szybko wyeliminowana. W trakcie wizyty u fryzjera demonstruje swoją siłę i poglądy, dogląda też z boku transakcji dokonywanej z konkurentami w biznesie. Symboliczny moment w videoclipie, to oddanie posłuszeństwa mu przez jednego z nielojalnych pracowników (pocałowanie sygnetu Rakima Allah zostało później wykorzystane przez Westside Connection w obrazie do „Bow Down”). Odnosi się to pozycji nowojorskiego Emceego na scenie hip hopowej i świadczy o jego wielkości. Eric B. gra w teledysku prawą rękę swojego szefa, nadzorując poszczególne elementy ich działalności. W dalszej części klipu dochodzi do konfrontacji z wrogami, a całość ma otwarte zakończenie. Scenografia oraz zdjęcia odegrały duże znaczenie w ostatecznym kształcie „Follow the Leader”, skuteczniej przyciągając odbiorców do videoclipu.

    Eric B. & Rakim nagrali łącznie 4 albumy. Ich wpływ na wizerunek rapu w mediach oraz nagrania masy innych twórców jest nie do przecenienia. Po latach „Follow the Leader” uważa się za jedno z najlepszych dokonań nowojorczyków. Teledysk do tego nagrania również zapamiętano z jak najlepszej strony. W kolejnych latach nie raz odwoływano się do tego obrazu, a podobieństwa można było znaleźć nawet w klipie do „Appetite for Destruction” N.W.A. z 1991 roku. Klasyk ponad klasykami, podobnie zresztą jak cały album, który promował.

  • Classic Hip Hop Videos: LL Cool J – I’m Bad

    Classic Hip Hop Videos - LL Cool J - I'm BadPromocja muzyki wykorzystująca ilustracje i nagrania video sięga jeszcze końca XIX wieku. Przez kilka dekad utwory muzyczne pojawiały się najczęściej w filmach, a swego czasu wręcz stanowiły istotny element w przemyśle filmowym ze względu na długą popularność musicali. Następnie wykształciła się silna branża muzyczna z powodzeniem działająca poza światem kina i poszukująca nowych form dotarcia do odbiorcy. W połowie lat 70.tych rozpoczęto prace nad telewizją muzyczną i masową produkcją teledysków, co doprowadziło do uruchomienia w 1981 roku MTV. W nowym środowisku szybko odnaleźli się również artyści i wydawcy hip hopowi, odpowiadając za tworzenie coraz to lepszych i realizowanych z dużym rozmachem videoclipów. Przykładem takiego klipu jest obraz nakręcony do singla LL Cool J-a z albumu „Bigger And Deffer” z 1987 roku – „I’m Bad”. (więcej…)

  • Classic Hip Hop Videos: OutKast – Ms. Jackson

    Classic Hip Hop Videos - OutKast - Ms. Jackson (Stankonia)Powołując do życia U Call That Love od razu założyłem powstanie stałych rubryk na stronie. Początkowo najwięcej miejsca poświęcałem recenzjom płytowym oraz cyklowi poświęconemu ponadczasowym i znakomitym teledyskom. W ostatnich miesiącach pierwsze skrzypce wśród wszystkich działów serwisu grały premiery na rynku wydawniczym i przeglądy informacyjne. Pozostałe rubryki zostały mniej lub bardziej zaniedbane, więc wypada poprawić ten stan rzeczy. W przeciągu następnych tygodni możecie spodziewać się nowych publikacji przypisanych do kategorii „Classic Hip Hop Videos”, „Z dolnej półki”, a także świeżych recenzji dwunastek i longplayów. W tym miejscu pragnę odświeżyć pierwszy dział za sprawą kultowego videoclipu do jednego z najbardziej rozpoznawalnych singli OutKastu, „Ms. Jackson”. (więcej…)

  • Classic Hip Hop Videos: Public Enemy – Fight the Power

    Classic Hip Hop Videos: Public Enemy – Fight the Power

    4–5 minut

    Wszelkiego rodzaju zestawienia najlepszych płyt i utworów wszech czasów często zależą od przyjętych kryteriów, co powoduje, iż większość list różni się od siebie. Skupiając się tylko na singlach rapowych, wcale nie tak łatwo przychodzi wybranie tych najbardziej znaczących w historii tego gatunku muzycznego. Jeżeli natomiast spojrzymy na nagrania hip hopowe pod kątem ich wpływu na cała kulturę i wydźwięk w mediach, to już powinno być łatwiej z wytypowaniem najważniejszych utworów. W czołówce tej klasyfikacji powinny znaleźć się (kolejność dowolna) – „Rapper’s Delight”, „The Message”, „Planet Rock”, „P.S.K. (What Does it mean?)”, „King of Rock”, „Mind Playing Tricks On Me”, „Cop Killer”, „Straight Outta Compton”. Istnieje jednak inny singiel wybijający się ponad wszystkie pozostałe – „Fight the Power” Public Enemy. Zarówno nagranie, jak i teledysk powstały do niego, należą dzisiaj do obowiązkowych pozycji każdego sympatyka hip hopu.

    Pod koniec lat 80.tych hip hop przeżywał ciągłe zmiany, zaczynając odgrywać przy tym coraz większą rolę w kulturze masowej. Niejeden artysta solowy i grupa rapowa miała znaczny wpływ na ogólny wizerunek całego ruchu, a wśród nich znajdowało się właśnie Public Enemy. Owszem, gangsta rap wzbudzał ponad 20 lat temu najwięcej kontrowersji, ale równie wiele miejsca poświęcało się zaangażowanemu rapowi, zawierającemu zarówno elementy społeczno-polityczne, jak i afrocentryczne. Prym w tym wiedli Chuck D i spółka, a ich głosu nikt nie lekceważył. Po wydaniu dwóch albumów – „Yo! Bum Rush the Show” (1987) i „It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back” (1988) – formacja rodem z Long Island była w środku zainteresowania mediów i opinii publicznej. Poglądy głoszone przez PE trafiały na podatny grunt i posiadały ogromną siłę rażenia, co nie umknęło uwadze Spike’owi Lee, młodemu wówczas reżyserowi i producentowi muzycznemu. Artysta przygotowywał się do realizacji swojego czwartego filmu opowiadającego o napięciu rasowym w jednej z nowojorskich dzielnic (akcję umiejscowiono w części Bedford-Stuyvesant na Brooklynie), „Do the Right Thing” („Rób, co należy”). Mars Blackmon poszukiwał motywu przewodniego dla tworzonego obrazu, więc wybór Public Enemy jako autorów głównego utworu muzycznego w swoim dziele. Chuck D wraz z Hankiem Schocklee’em chętnie przystali na propozycję Spike’a, nadając nadchodzącemu nagraniowi tytuł „Fight the Power”.

    Większość założeń utworu powstało w trakcie europejskiej trasy koncertowej Public Enemyz Run-D.M.C. w 1988 roku. Chuck D obrał jako punkt wyjściowy nagranie „Fight the Power” The Isley Brothers, kładąc nacisk na przedstawienie sytuacji czarnych w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 80.tych z akcentem na tematykę dotykającą rasizmu. W trakcie trwania tracku pada wiele ważnych wersów, a symboliczny stał się zwrot „Most of My Heroes Still Don’t Appear on No Stamp”, dający tytuł tegorocznemu albumowi grupy. Od strony muzycznej The Bomb Squad jak zwykle postawili na niekonwencjonalne rozwiązania. Jak zwykle podkład muzyczny od braci Shocklee i spółki zawierał mnóstwo sampli (m.in. „Bird of Prey” Uriah Heep, „Hot Pants Road” The J.B.’s, „Teddy’s Jam” Guy), dodając do tego część turntablistyczną Terminatora X i partię saksofonową Branforda Marsalisa. Co ciekawe, doskonale zdawał on sobie sprawę ze swojej roli w „Fight the Power” i szybko docenił Public Enemy jako artystów muzycznych, niebędących przecież profesjonalnymi muzykami. W ten sposób stworzono energetyczny, żywiołowy, charakterystyczny przy tym beat. W połączeniu z mocną, pełną gniewu i dumy, a zarazem bezkompromisową warstwą liryczną, Spike Lee otrzymał kompozycję świetnie odzwierciedlającą przesłanie „Do the Right Thing”. Twórca filmowy postanowił dołożyć swoją cegiełkę do promocji singla, stając się reżyserem videoclipu do tego utworu.

    Obraz nakręcony do „Fight the Power”, to prawdziwy pokaz siły, jedności i złości tej mniejszości rasowej w Stanach Zjednoczonych. Zdjęcia do teledysku nakręcono podobnie jak „Do the Right Thing” na Brooklynie. Pod względem koncepcji klip nawiązuje do demonstracji w latach 60.tych przeciwko segregacji rasowej, a w szczególności wieców w Waszyngtonie z 1963 toku. Public Enemy wcieliło się w role przywódców rzeszy ludzi pokazujących swoją dumę i gniew wobec sytuacji społeczno-politycznej w USA. Chuck D wspomagany przez Flavora Flava i The S1W, mając za sobą setki wspierających sympatyków (sztandary i napisy również nawiązują do minionej epoki) nie pozostawia suchej nitki na rządzących krajem, nie zgadzając się z treściami o równości rasowej, skoro nie jest to przestrzegane przez białe społeczeństwo. Najbardziej pamiętliwy i wymowny stał się trzeci wers utworu, wymierzony wobec Elvisa Presleya i Johna Wayne’a. O nienawiści czarnych do Króla Rock and Rolla mówiło się od dawna, ale sposób w jaki PE rozprawiło się z drugą postacią, było szokiem dla opinii publicznej. Flavor Flav w kwiecistym stylu pozdrowił Wayne’a za jego rasistowskie wypowiedzi o dominacji białej rasy nad innymi (wszystko zaczęło się od wywiadu udzielonego przez aktora Playboyowi w 1971 roku). Spike Lee okazał się też sprawnym reżyserem teledysków, dzięki któremu jeszcze dobitniej wzmocnił przekaz „Do the Right Thing”, stając się tym samym kolejnym wrogiem publicznym białych mediów. Warto też zapoznać się z rozszerzoną wersją dzieła.

    „Fight the Power” to nie tylko najbardziej rozpoznawalny utwór w całej dyskografii Public Enemy, ale również jedno z najistotniejszych nagrań przełomu lat 80. i 90.tych w muzyce. Niewiele też nakręcono teledysków o takim rozmachu i charakterze jak ten do singla z 1989 roku. O singlu, filmie Spike’a Lee, jak i klipie w formie manifestu ulicznego, napisano niejeden artykuł, a dzięki temu PE znalazło się u szczytu swojej sławy. Właśnie w ten sposób powinien brzmieć zaangażowany rap oraz obraz realizowany do danej kompozycji, mający za zadanie odzwierciedlić założenia nagrania. Jeżeli macie jakiekolwiek ku temu wątpliwości, to Radio Raheem pomoże je rozwiać. Fight the Power!

  • Classic Hip Hop Videos: Percee P – Put it on the Line

    80 Blocks From Tiffany'sLista klasycznych teledysków hip hopowych publikowanych na stronie powiększa się (nieregularnie, co należy w końcu zmienić) o następne tytuły. Wśród obrazów umieszczanych w dziale „Classic Hip Hop Videos” dominują dzieła sprzed ponad dekady. Videoclipy pochodzące z tego stulecia stanowią mniejszość, co wcale nie oznacza, iż znacznie ustępują swoim starszym odpowiednikom. Obok nich zdarzają się też klipy zaszufladkowane jeszcze do innej kategorii, wykorzystujące materiały archiwalne – w znacznej mierze filmy fabularne i dokumentalne. Właśnie tym wstępem należy rozpocząć przedstawienie w serwisie teledysku do singla „Put it on the Line”, promującego album Percee P„Perseverance”. Przy tworzeniu obrazu do tego utworu wykorzystano zdjęcia z niezwykle ważnego dokumentu z 1979 roku, „80 Blocks From Tiffany’s”. (więcej…)

Translate »