[php function=1]
Jak zdążyliście zauważyć, panuje obecnie zastój na U Call That Love jeżeli chodzi o regularne publikacje lecz uwierzcie mi, iż pracuję od dłuższego czasu nad kilkoma poważnymi przedsięwzięciami, o których już całkiem niedługo będę mógł wszystkich poinformować. Mimo tego, że jestem zapracowany (trafniejszy byłoby określenie: leniwy), to udało mi się przeprowadzić rozmowę z duetem moka-T i Makul, o których informowałem pewien czas temu na łamach UCTL. Życzymy miłej lektury tego obszernego wywiadu.
Witam serdecznie. Jestem niezmiernie rad, że mogę przedstawić duet moka-T i Makul internautom i polskim słuchaczom. Dlatego też pierwsze pytanie będzie dotyczyło Waszych początków z hip hopem. Wiem, że obaj zaczynaliście jeszcze w latach 90-tych. Jakie były Wasze pierwsze projekty i czy na przestrzeni minionych lat jesteście z nich zadowoleni?
Makul: Cześć i dzięki za zaproszenie. Moje zainteresowanie hip hopem rozpoczęło się jakoś pod koniec szkoły podstawowej (około roku 1994). Wtedy bardzo blisko przyjaźniłem się z Nawerem w Mad Crew i to on zaraził mnie miłością do tej kultury. Chodziłem wtedy do szkoły muzycznej i interesowałem się dość mocno komputerową sceną DEMO. Miałem Scream Trackera (legendarny już dziś sequencer stworzony przez niejakiego Psi z fińskiego składu scenicznego Future Crew), więc nie zastanawiałem się długo i zacząłem próbować swoich sił w robieniu bitów. Fakt, że słuchałem nie tylko hip hopu, ale również jungle i trip-hopu, wpłynął (i do dziś wpływa) bardzo na charakter moich produkcji. Pierwsze projekty to były dość osobliwe rzeczy. Bardzo ciężko było wtedy o sample, nie było tak jak dziś łatwego dostępu do Internetu, sprzętu, płyt z samplami itd., więc kradło się co się dało – zwłaszcza brzmienia perkusyjne. Często brałem jakiś szybki junglowy bit i spowalniałem go, żeby uzyskać efekt brudnego loopa, do tego dokładałem jakieś przedziwne odgłosy i teksty z bajek na winylach, układałem je w, powiedzmy, „logiczną” całość. Wychodziły z tego mniej lub bardziej ciekawe rzeczy. Potem zrobiło się nieco poważniej, bo rozpocząłem współpracę z moim bliskim przyjacielem, Jurkiem Wcisło, który jest człowiekiem orkiestrą i mega mózgiem muzycznym. Zaczęliśmy tworzyć utwory oparte bardzo mocno na twórczości The Prodigy (w szczególności „Experience”) – czyli junglowe bity, szybkie motywy na pianinie; dogrywaliśmy nawet żywy klarnet czy skrzypce. Robiliśmy też bity hip hopowe inspirowane rapem francuskim, zwłaszcza produkcjami duetu Zdar & Boom Bass produkującym dla MC Solaara. Potem niestety nasze drogi rozeszły się na kilka lat, a ja zacząłem robić rzeczy stricte hiphopowe. Końskie są miastem, w którym (głównie dzięki Feel-X’owi) hip hop bardzo wcześnie zaczął być widoczny na ulicach, było więc sporo osób zajmujących się robieniem graffiti i rymowaniem. Miałem zatem z czego wybierać jeżeli chodzi o MC’s. Przez długi czas najlepszym Emcee w Końskich pozostawał Smech z Mad Crew. To on szkolił młodszą kadrę, m. in. Kowala, 3bola czy OWN-a. Powstawało w tamtym okresie bardzo wiele kawałków do zarówno moich jak i Feel-X’a bitów, ale nigdy nie były to (przynajmniej w moim przypadku) jakieś konkretne projekty – po prostu nagrywka za nagrywką. Wtedy robiło się to z czystej zajawki, nie było planu na nagranie demo – po prostu puszczaliśmy kawałek w miasto. I to było piękne.
Około roku 2000 nastąpił przełom w mojej twórczości. Poznałem Kosmiego, człowieka, w którym widziałem poza przyjacielem, materiał na przekozackiego Emcee. Zaczęliśmy współpracować i przez klika lat stworzyliśmy około trzydziestu naprawdę dobrych kawałków (większość z których niestety bezpowrotnie przepadła). Potem dołączył do nas Anem – bardzo utalentowany Emcee, a ostatnio też i turntablista. Wymyśliliśmy nawet niesamowicie oryginalną nazwę dla naszego zespołu – eMAKa i pod tym szyldem zagraliśmy kilka koncertów, między innymi w Bartoszycach i w Częstochowie. Niestety, około roku 2003 dopadł mnie jakiś kryzys, rozstałem się z chłopakami i praktycznie przestałem robić bity. Zająłem się tworzeniem muzyki do krótkich filmów, gier i prezentacji multimedialnych. Trwało to do momentu, aż poznałem moka-Ta, dzięki któremu moja miłość do rapu na nowo zakwitła. Od tamtej pory zaprzyjaźniliśmy się bardzo blisko, co oczywiście przełożyło się na współpracę na polu muzycznym. Owocem tej współpracy jest właśnie nasz pierwszy singiel.
moka-T: Pierwsze nagrania, na które zwróciłem uwagę jako gatunek i coś co nieświadomie mnie uzależniło, dotarły do mnie około 1994 roku. Kasety od kolegi do kolegi, przegrywanie, chwalenie się co za taśmę zdobyłem ja czy kumpel, pozwoliły mi na powolne odkrywanie hip hopu. Odnośnie moich pierwszych kroków z rapem, to rok 1998 mógłbym uznać za początki, a raczej raczkowanie w tej dziedzinie. Jednak nie było to coś szczególnego, a raczej kilku wersowce bez ładu i składu nagrywane pod „jamnika”. Pierwsza styczność z mikrofonem miała miejsce jakieś 1,5 roku później. Co do pierwszych projektów – 2 pierwsze, luźne traki, z kolegą Jarkiem, puściliśmy chyba w 2000, (nagrane na kasecie, w 2 egzemplarzach, których niestety nie mam). Rok 2001 – pierwsze demo(cd) nagrane z ekipą EWL aka ewolucja „i wszystko zaczyna się od nowa” (w składzie Emcees: S klasa, Gie (Emcee i producent), what?R (Emcee i producent), cart1 (dziś moka-T), deki: Simon, Okland. Drugie demo (CD) puściliśmy w obieg w 2004 jako versus banda „Promocja” (w składzie Emcees: S klasa, what?R (Emcee i producent), mocart1 (dziś moka-T), deki: Mixtura, Simon. W tym też składzie zagraliśmy (pierwszy i ostatni) koncert w Olkuszu, oraz za pośrednictwem świętokrzyskiego „Radia Tak” mogła przez chwilę usłyszeć o nas szersza grupa ludzi. Po tym jak skład się rozpadł, rozpocząłem poszukiwania beatmakera, z którym mógłbym realizować pomysły, a co najważniejsze rozumieć się, jaki dokładnie hip hop chcemy robić. Przez przypadek wpada mi w ręce cd z bitami. EUREKA! Tego szukałem – pojawia się misja – „odnaleźć Makula”. Po kilku miesiącach się odnalazł i mogliśmy zacząć działać muzycznie. Naprawdę od niedawna jestem on–line, a wtedy nieźle musiałem się nabiegać i nakombinować (podziękowania dla Gospa), żeby pogadać z Pawłem. Dosyć tej telenoweli… Jest jeszcze kilka projektów, w których brałem udział gościnnie, np. Wersyfikacja – szyfr (Skarland 2 006), Herodsky on tracks (Skarland/Kraków 2007), Gs – La Cosa Nostra Mixtape (Radom 2007), Deys – Pro-Fill (Skarland/Kraków 2008), Manifest Mixtape (Łódź 2008) oraz współpraca m.in. z DJ Vasquez’em (Kielce) i Makulem rzecz jasna. Czy jestem zadowolony po latach? Tak jestem. Dziś patrzę z sentymentem na pierwsze produkcje i nie raz śmieję się z tego, jak człowiek potrafi się zmienić po dekadzie (taki liryczny pamiętnik na nośniku).
Makulu, na swoim koncie masz współpracę z Mad Crew. Wraz z DJem Bartem nagrałeś track „Te Melodie” pochodzący z turntablistycznej płyty „Manewry Ciętego Dźwięku”. Jak doszło do tej kolaboracji? Czy nadal utrzymujesz kontakty z Bartem i Feel-X’em?
Makul: Z chłopakami z Mad Crew znamy się w zasadzie od czasów podstawówki. Co do wspólnych projektów – na przestrzeni lat powstało kilka rzeczy, niestety w większości są to kawałki niedokończone. Zanim Feel-X wyprowadził się z Końskich co jakiś czas urządzaliśmy sobie nocne sesje nagraniowe u niego w domu – zwykle ja grałem na klawiszach i rzucałem pomysły, a on dorzucał swoje na gramofonach; potem układaliśmy wszystko na sequencerze. Z czasem Feel-X zaczął coraz częściej wyjeżdżać na koncerty, aż w końcu wyprowadził się na dobre, od tamtej pory nic razem nie zrobiliśmy. Aczkolwiek, ostatnio wysłał mi różne stare rzeczy, mam zamiar usiąść i popracować nad nimi w niedługiej przyszłości. Kolaboracja z Bartem przy kawałku „Te Melodie…” nie była w zasadzie niczym niezwykłym, jako że wtedy bardzo często współpracowaliśmy. Kilka pierwszych mixtape’ów Barta powstało u mnie w domu (zrobiłem między innymi dwa bity na jego mixtape „Świat w moich oczach”), podobnie jak i skrecze do różnych kawałków (między innymi „Bezpośrednio” dAba). Kiedy DJ Trakmajster zaproponował Bartkowi zrobienie kawałka, to ten automatycznie wpadł do mnie i zaczęliśmy dłubać. Z Bartem utrzymuję cały czas bliski kontakt i jest sporo wspólnych produkcji, które mamy zamiar dokończyć i na pewno w jakiś sposób ujrzą one światło dzienne.
moka-T, brałeś udział w wielu undergroundowych projektach, m.in. W Łodzi, Radomiu, Skarżysku, Kielcach I Końskich. Jak wygląda obecnie scena w Skarżysku-Kamienna, skąd pochodzisz, na tle pozostałych miast, z którymi poprzez gościnne występy byłeś pośrednio związany.
moka-T: Jeżeli chodzi o lokalną scenę – na pewno nie można narzekać na brak Emcees i beatmaker’ów. Jednak poziom jest zróżnicowany, od szkoda gadać po naprawdę dobre produkcje. Jest dwóch ciekawych graczy na wolnym (Kawon i Tołt) oraz 2 ciekawych beatmakerów Vaust i Xeyos (który na dziś dzień zalewa bitami nasze miasto), Herodsky (człowiek 1000styli i skocznych mixtape’ów aka jak zerwać parkiet) oraz składy jak BIP, WSF, BEZ BEKI i inne. Wchodząc na mój Myspace zobaczysz większość lokalnego podziemia wśród „najlepszych znajomych” – (dla ciekawskich tudzież zainteresowanych). Na tle pozostałych miast – myślę, że z tym jest jak wszędzie – są jednostki, z którymi nagrywa się ze względu na skillsy, a z innymi bo masz do nich szacunek czy łączy was przyjaźń. Mówiąc o scenie hip hopowej, na pewno nie chciałbym pominąć writerów (crews : USP, LR, TGF oraz solowych wyjadaczy) – bo ten element jest naprawdę dobry. Co do DJ’ów – DJ Ramone (Skarland – Mad crew), DJ Pivko aka Okvip (Skarland/Częstochowa – 1ce), Frak2 (Skarland/WWA – USP crew) oraz Simon (Skarland) – także zaplecze jest, ale większość chłopaków mieszka na stałe poza Skarżyskiem i można ich usłyszeć na domowych sesjach, bądź tam gdzie są obecnie.
[php function=1]