Tag: wywiad

  • Hip hop przychodzi naturalnie i mówi sam za siebie – wywiad z G Roc Gayle’em

    Hip hop przychodzi naturalnie i mówi sam za siebie – wywiad z G Roc Gayle’em

    11–16 minut

    „Self-Titled” – dokładnie taki tytuł miał wydany w 2012 roku longplay pochodzącego z Toronto duetu Piece Of Mind. Korzenny projekt formacji zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie, toteż na łamach serwisu obok rekomendacji pojawiła się także recenzja tego albumu. Rapująca połowa składu, Emcee G Roc Gayle, okazał się być osobą o bardzo szerokich zainteresowaniach, talentach oraz niezwykle otwartym umyśle. Szereg rozmów o muzyce, i nie tylko, zaowocowało pomysłem przeprowadzenia wywiadu.

    Pomimo tego iż do wymiany pytań i odpowiedzi doszło już jakieś pół roku temu, większość myśli kompletnie się nie zdezaktualizowała i nadal może stanowić inspiracje dla wszystkich identyfikujących się z kulturą hip hopową. W trakcie dłuższej rozmowy poruszyliśmy szereg różnych tematów dotyczących działalności G Roc Gayle’a i jego spostrzeżeń na temat kultury hip hopowej.


    Witaj, G Roc, co dobrego u Ciebie? Zanim przejdziemy do właściwej części wywiadu, chciałbym spytać Cię o podsumowanie roku 2014 – czy jesteś z niego zadowolony?

    U mnie wszystko w porządku, dzięki za propozycję rozmowy. Wszystko idzie wspaniale i jestem bardzo usatysfakcjonowany. Pojawiło się wiele przeszkód, z którymi musiałem sobie poradzić w 2014 roku, ale udało mi się je przezwyciężyć. Życie jest sprawdzianem i minęło kolejne 12 miesięcy wyzwań, dojrzewania, zmian, prowadzących mnie do wielkich możliwości w obecnym 2015 roku. W 2014 trochę odsunąłem się od „biznesowej” strony muzyki, aby skupić się na mojej codziennej pracy – edukowaniu dzieci, pisaniu nowych rymów, nagrywania muzyki, czytania książek, karmienia swojego umysłu, ciała i duszy. Cieszę się, że udało mi się oddać temu, co jest najważniejsze.

    Jako U Call That Love śledzimy Cię poprzez różne media społecznościowe, dlatego też jestem pewien, że jesteś właściwym reprezentantem kultury hip hop, z którym można przeprowadzić ciekawy wywiad. Na wstępie, porozmawiajmy chwilę o Piece Of Mind. Minęły dobre dwa lata od kiedy ukazał się Wasz debiutancki album, „Self-Titled”. Wydane przez Was LP spotkało się z dużym uznaniem na podziemnej scenie. Udało się Wam również wydać singiel „Rap Phenomenon” w wersji winylowej. Dlaczego tak długo trwało wypuszczenie go w wersji fizycznej?

    Wielki szacunek za to, że jesteście z tym na bieżąco, bardzo się cieszę, że „Self-Titled” zostało tak bardzo docenione, nie wiedziałem o tym. Zaraz przed tym, kiedy miałem ogłosić start przedsprzedaży, otrzymałem smutne wieści na temat mojego taty. Cierpi on na cukrzycę i w tamtym czasie stan jego zdrowia się skomplikował. Tata był bliski śmierci, więc właściwą decyzją było skupienie się na spędzeniu czasu właśnie z nim. Nie miałem energii, aby skoncentrować się we właściwy sposób na biznesowej stronie mojej muzyki, więc musiałem zrobić parę kroków wstecz. Byłem w kiepskim stanie, ale teraz jest znacznie lepiej, za co jestem wdzięczny. Rodzina ponad wszystko, nieprawdaż?

    Drugą, aczkolwiek nie mniej istotną, twarzą Waszego duetu jest DJ Gedsi. Jak wpadłeś na pomysł współpracy właśnie z nim i czym zajmuje się on aktualnie?

    Gedsi jest instruktorem w szkole techniki nagrań w centrum Toronto. Jeden z moich przyjaciół, który się tam uczył, przedstawił nas sobie. Po sesji w studio miałem szansę pogadać z nim i dostrzegłem, że nadajemy na tych samych falach. Gedsi powiedział, że robi beaty, ja z kolei piszę teksty, więc zaczęliśmy wymieniać e-maile, i jakoś to poszło. Gedsi to świetny beatmaker i DJ, nagrywanie z nim „Self-Titled” było prawdziwą przyjemnością. Nie jestem do końca pewien, czym zajmuje się obecnie, ale cokolwiek robiłby, życzę mu jak najlepiej. Obaj zdecydowaliśmy dać sobie przerwę jako Piece Of Mind, toteż nie jestem przekonany, czy usłyszycie nasz kolejny wspólny album bądź singiel. Między nami jest bardzo dobra chemia, ale w muzyce interesują nas inne rzeczy, mamy inne cele, co komplikuje proces tworzenia. W każdym razie – trzymajcie kciuki, nigdy nic nie wiadomo.

    Obecnie pracujesz nad swoją nową EP-ką, więc wydaje mi się, że naturalnym będzie zapytanie Cię o nią. Czyjego gościnnego udziału możemy się spodziewać? Czy mógłbyś powiedzieć nam coś więcej na temat tego projektu?

    Tak, pracuję nad nią, ale na razie nie chcę zdradzać zbyt wiele. Wszystko to, co mogę Ci teraz o tym powiedzieć to to, iż będzie to projekt mojej nowej grupy [Big Boom Bap przyp. red.] i mamy zamiar wypuścić na wosku boom bap rodem z lat 90.tych. Wyraziste bębny, mocne werble, ciężki linie basu, sample, cuty, scratche i porządne gry słowne. Bardzo się cieszę na myśl o tym projekcie i nie mogę się doczekać, aż podzielę się nim ze światem. Jeśli chodzi o gościnne udziały, zdecydowaliśmy się pozostać przy dwóch. Dzięki za pytanie, wypuścimy to już niebawem.

    Bardzo inspirujące dla mnie jest to, iż podziemna scena ma bardzo pozytywny vibe i ukazuje dużo miłości zarówno dla pionierów, jak i nowicjuszy. Co sprawiło, że Ty pokochałeś underground?

    Pionierzy, którzy przetarli szlaki tej wyjątkowej kulturze jaką nazywamy hip hopem, dorastanie będąc otoczonym Emcees, DJ-ami, bboyammi, writerami, poetami, aktywistami hip hopowej społeczności, jej charakter, czytanie o niej, płyty winylowe, taśmy, programy radiowe za czasów college’u, open mic nights, spędzanie czasu w studio, podpatrując i ucząc się, zafascynowało mnie i sprawiło, iż zakochałem się w podziemnej kulturze hip hopu. Ta miłość kierowała też pionierami, którzy poświęcili swoje całe życie dla kultury hip hop i jej reprezentantom na całym świecie. W dzisiejszych czasach niektórzy z newcomerów mają gdzieś naszą kulturę i tych, którym należy się wyróżnienie, dlatego tak inspirujące jest widzieć, że Afrika Bambaataa (Zulu Nation), Grandmaster Flash, Kool DJ Herc, KRS-One, Chuck D, Rock Steady Crew i wielu innych jest nadal obecnych i gotowych głosić słowa kultury hip hop całej reszcie. To też czas dla naszego pokolenia by spokornieć i wrócić do pracy, szanując tych, którzy byli tu przed nami. Mnie nie chodzi tylko o muzykę, a o coś więcej, bo kultura hip hopowa to nie tylko muzyka. W tym miejscu moje podziękowania należą się Project Underground, moim mentorom z wczesnych lat 90.tych, od których się uczyłem. Gdyby nie oni, nie byłbym tutaj i nie reprezentował prawdziwych wartości.

    A co jest obecnie największym grzechem sceny hip hop?

    Zakłamanie, ogłupianie, brak szacunku dla przodków, oddawanie wartości za dobra materialne. Takie działania powodują konflikt interesów ludzi, których nie interesuje rozwijanie kultury z nami, gotowymi rozwijać świadomość i odpowiedzialność. Hip hop powinien otrzymać należny szacunek, bowiem zbudowaliśmy wyjątkową kulturę, nadającą kształt społeczeństwom na skalę globalną.

    Oprócz zajmowania się muzyką, pracujesz również z dziećmi. Czy podjąłeś próby, by uczyć ich także na temat kultury hip hopowej? Co mógłby dać im duch tej kultury?

    To wspaniała droga być nauczycielem, hip hop przychodzi naturalnie, więc nie muszę ich nim atakować. Co jest interesujące, pewnego dnia puściłem dzieciakom „Fancy Free” Donalda Byrda. Spytałem je, czym jest jazz i jeden z nich odpowiedział: „jazz to hip hop”, więc jak widzisz, hip hop przychodzi naturalnie i mówi sam za siebie. Dzieciaki czerpią z różnych przekazywanych im środków, nawyków zdrowego życia, literatury, sztuki, tańca, muzyki, natury. Przekazywania ducha hip hopu zależne jest od nauczycieli i ich wiedzy na ten temat. Duch hip hopu pozwoli dzieciakom poznać prawdę, która daje siłę ich nauczycielom, by to robić. Prawdę.

    Porozmawialiśmy o dzieciakach, więc przejdźmy płynnie do następnego tematu. Jesteś zapalonym crate-diggerem. Gdzie sięgają Twoje korzenie jako diggera? Czy również Twoi rodzice zbierali nagrania lub byli powiązani w jakiś sposób z muzyką?

    Moje korzenie tkwią w muzyce gospel, jeżeli chodzi o kolekcjonowanie winyli. W moim rodzinnym domu było bardzo dużo muzyki gospel, słuchanej właśnie z winyli. To były wczesne początki mojej kolekcji. Pewnego niedzielnego popołudnia grzebałem w 45-kach i trafiłem na jedną z nich, zatytułowaną The Haltons – „Soul Stirring”. Jedyne nagranie The Haltons o jakim wiedziałem nazywało się „Higher Grands”. Włączyłem ten utwór, moja mama była w tym samym pokoju co ja i powiedziała: „To ja śpiewam w tym utworze”. Byłem w wielkim szoku, bo pierwszy raz usłyszałem o tym, że była oryginalną członkinią The Haltons. Od tamtej pory czułem się zainspirowany nie tylko do kolekcjonowania płyt, ale także do pisania rymów. Mój tata był bardziej zainteresowany pisarstwem, był także wielebnym, lecz niezbyt długo z powodu jego problemów z cukrzycą. Dlatego też odziedziczyłem pisanie rymów po tacie, a poczucie rytmu po mamie. Słuchałem także dużo funku, disco, reggae, soulu, klasycznego hip hopu, jazzu i afrobeatu, kiedy uczęszczałem na spotkania rodzinne, więc winyle były gigantyczną częścią mojego dojrzewania. I tak naprawdę – wciąż nią są.

    G Roc Gayle wywiad dla U Call That Love

    Jak wiele nagrań obecnie posiadasz? Czy posiadasz swój własny „święty Graal”?

    Miałem ich około 3 tysięcy, ale parę z nich sprzedałem i dokonałem kilku wymian. Myślę, że moim „świętym Graalem” jest 45-ka z nagraniem mojej mamy i jej grupy The Haltons, kolekcja moich rodziców oraz kolekcja płyt, którą dostałem w prezencie od mojej śp. cioci Glorii. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

    Jesteś również częścią Crate Bugz i udzielasz się muzycznie jako DJ Rhythm Funk Bug. Powiedz mi więcej na temat tego ruchu, jego początkach i tym, co Was wyróżnia.

    Głównymi członkami Crate Bugz obok mnie są DJ/producent A-Mu z Japonii, DJ Fresh, nasz najnowszy członek DJ Yoda oraz kilka zaprzyjaźnionych osób. Mówiąc w skrócie, Crate Bugz powstało latem 2007 roku z inicjatywy mojej i pierwszych członków grupy. Podczas przerwy wakacyjnej w college’u w latach 2010/2011 rozpadł się dość długi związek, w którym byłem, a do tego zmagałem się ze znalezieniem pracy. Wszystkim co wtedy mieliśmy były płyty, rymy, beaty i prosty sprzęt do nagrywania, należący do ówczesnego członka Crate Bugz, Richie’ego Betza. Aby spożytkować moją energię na czymś innym niż smucenie się z powodu zerwania czy stresowanie się poszukiwaniem roboty, połączyliśmy swoje siły i stworzyliśmy efektowny album zatytułowany „Prep Time”. Pozdrowienia dla członka Crate Bugz ze Szwajcarii, Igiego B, który zaprojektował nasze logo. W 2013 roku poznałem przez Facebooka DJ-a Fresha i zaczęliśmy gadać o różnych rzeczach związanych z hip hopem, życiem, winylami, więc wszystko doprowadziło do tego, iż stał się jednym z nas. Obecnie przyjaźnimy się także poza muzyką. Z DJ-em A-Mu poznaliśmy się na imprezie w Toronto, prowadzonej przez DJ-a Seriousa. A-Mu miał na sobie limitowany t-shirt z trasy koncertowej Lorda Finesse’a po Japonii, wspieranej przez Slice Of Spice, więc podszedłem do niego, żebym z nim o tym pogadać. Okazało się, że jest producentem i DJ-em, więc utrzymujemy kontakt, a A-Mu wstąpił w szeregi Crate Bugz.

    Wielu DJ-ów gra wciąż te same utwory, przez co ich imprezy stają się coraz nudniejsze. Co według Ciebie jest najważniejsze podczas prowadzenia imprezy jako DJ?

    Nie bój się grzebać w pudłach aby znaleźć nowe nagrania. Co chcę przekazać – niektórzy diggerzy przestają to robić, kiedy zgromadzą odpowiednią ilość płyt i poczują się związani ze swoją kolekcją. Myślę, że to właśnie dlatego grają non stop te same rutyny. Jeżeli naprawdę poświęcisz swój czas i zaczniesz grzebać w płytach bez żadnych wymówek, na pewno znajdziesz utwory, których nikt wcześniej nie wykorzystywał. Digging jest niemal nieskończony. Słyszałem DJ-ów, którzy mówili coś w stylu: „zrobiłem swoje grzebiąc w płytach przez te wszystkie lata, więc nie muszę już tego robić”. Co to ma znaczyć? Właśnie dlatego tak bardzo szanuję starszych takich jak Lord Finesse, Diamond D, DJ Scratch, Pete Rock i wielu innych, bo robią to cały czas i nie boją się ubrudzić rąk kurzem. Mój człowiek Milton, DJ i dobry znajomy, przez Facebooka zauważył kiedyś coś takiego: „Jestem już zmęczony tymi postami z wszystkim dobrze znanymi nagraniami, stary. Nie zrozum mnie źle, MÓGŁBYM wrzucić jakieś klasyki od czasu do czasu żeby pokazać swoją miłość do tego co było na początku, ale cholera. Jak często ludzie wrzucają „Nautiliusa”? Tak obserwacja dająca upust frustracji”. To samo tyczy się DJ-ów grających imprezy. Hip hop wciąż krąży pośród ton nowych i nieodkrytych nagrań na winylach, tak jak funk, soul, disco, jazz czy wiele innych. Podczas DJ-skiego seta musi być zachowany balans. Jako przykład sprawdźcie „Edan’s Radio Show” (No. 4) oraz program radiowy Vinyl Veterans w Totallyradio. SEARCH, RESCUE, BREAK NEW RECORDS.

    Wiedza jest istotną częścią kultury hip hopowej i każdy hip hopowiec powinien wiedzieć co nieco na temat każdego z elementów. Nagrałeś utwór zatytułowany „Graffiti”. Czy miałeś swoje doświadczenia w tym elemencie hip hopu? Czy przyjaźnisz się również z bboyami i beat bokserami?

    Osobiście nie jestem writerem, ale mocno wspieram graffiti i grafficiarzy. Dorastając, zaczynałem jako perkusista i przeszedłem do rapowania. Zostałem przy tym, ponieważ urodziłem się, aby wypowiadać się poprzez rymy. Graffiti to zupełnie inny poziom kreatywności. Writerzy mówią przez sztukę i chylę czoła przed wszystkimi graff-writerami na całym świecie, którzy wciąż bombią i tagują. Moje pierwsze doświadczenie z graffiti miało miejsce we wczesnych latach 90.tych, kiedy odwiedzałem moją ciocię i kuzynów w Filadelfii. Podróżując metrem byłem zafascynowany tymi wszystkimi niesamowitymi pracami. Jeśli chodzi o utwór „Graffiti”, to jest to moja osobista dedykacja dla wszystkich writerów oraz odpowiedź dla Roba Forda, naszego burmistrza [skończył swoją kadencję jako burmistrz Toronto w 2014 r. – przyp. red.], na jego totalny brak szacunku dla tej formy sztuki prezentowanej w mieście. Wystartował on z kampanią mającą na celu wyeliminowanie graffiti w naszym mieście. A, i oczywiście – dorastałem pośród wielu graffiti writerów, bboyów i bgirls. To są elementy hip hopu.

    Wydajesz się być bardzo pozytywną, wdzięczną osobą. Co sprawia, że Twoje życie jest tak radosne?

    Wszystkie te pozytywne i negatywne doświadczenia, które dotknęły mnie przez lata. Każdy dzień staram się przeżyć tak, jakby był tym ostatnim, i próbuję nie dopuścić, by nieżyczliwi ludzie uniemożliwili mi bycie szczęśliwym. Nie mogę również pominąć mojej rodziny i rodziców.

    Mówi się, że internet i media społecznościowe odgrywają obecnie wielką rolę na światowej scenie hip hopowej. W Polsce, stanowią one nasze główne źródło do czerpania nowych informacji. Czy często używasz sieci, aby komunikować się ze społecznością hip hopową na całym świecie?

    To prawda, w dzisiejszych czasach to spory fragment hip hopowej społeczności. Telewizja i radio próbowały nas stłamsić, więc zwróciliśmy się ku internetowi, mediom społecznościowym i blogom. Dzięki temu poznałem wielu utalentowanych beatmakerów, writerów, DJ-ów, Emcees i kolekcjonerów płyt, a nawet ugruntowałem parę poważnych przyjaźni. Przez Internet i media społecznościowe dowiedziałem się także o wielu wydaniach płyt i nowych hip hopowych labelach, więc mógłbym powiedzieć, że to wszystko jest gratyfikacją dla hip hopowej społeczności.

    Co jest planem na najbliższą przyszłość Twoją i Structures Built Records?

    Oczywiście ciągłe wydawanie dobrego hip hopu na płytach winylowych na podwalinach, które postawiło Structures Built Records. Oczekujcie naszych kolejnych nagrań i rzecz jasna dołączcie do nas na Facebooku. Mamy z tego dużo przyjemności, ale też ciężko pracujemy. Chcielibyśmy, aby Structures Built Records działało przez naprawdę długi czas. Nie zapomnijcie zamówić także wydanego przez nas na winylowej siódemce jako pierwsze nagrania Piece Of Mind – „Rap Phenomenon” – na Big Cartelu.

    Wielkie dzięki za rozmowę. To była prawdziwa przyjemność. Pokój!

    To ja Wam dziękuję, miałem z tym dużo frajdy. Dobre pytania. Trzymajcie się!


    We wrześniu 2015 roku nakładem Chopped Herring Records ukazała się zapowiadana EP-ka składu Big Boom Bap (G Roc Gayle, VersOne i DJ Fresh), „Dope I Mean”. Wśród gości na limitowanym winylowym wydawnictwie pojawili się Soundsci oraz duet DJ Suspect & Doc TMK. EP-kę promują single „94 Style” i „Aim High”. Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa.

    G Roc Gayle na Facebooku

    Big Boom Bap na Soundcloudzie
    Big Boom Bap na Facebooku

    Kup „Dope I Mean” na 12-calowej płycie winylowej
    Kup „Rap Phenomenon” na 7-calowej płycie winylowej

    Pobierz „Self-Titled” Piece of Mind na Bandcampie

    Tracklista

    Strona A

    A1 Dope I Mean
    A2 94 Style
    A3 Hit Em Hard
    A4 Aim High feat. Soundsci

    Strona B

    B1 Find Your Gift
    B2 Cold Days
    B3 Dope I Mean (VersOne Remix)
    B4 94 Style (DJ Suspect & Doc TMK Remix)Zapisz

  • Neroche prezentuje instrumentalne projekty + wywiad z artystą

    Neroche prezentuje instrumentalne projekty + wywiad z artystą

    5–7 minut

    Instrumentalne wydawnictwa napływające z niemal całego świata są znacznie lepiej odbierane przez media i słuchaczy niż jeszcze kilka lat temu. Wzrost popularności producentów można zauważyć gołym okiem przeglądając choćby konta poszczególnych twórców na Soundcloudzie. Wszystkie te zmiany mają też odzwierciedlenie w artykułach publikowanych na łamach naszego serwisu. Szeroko pojęte brzmienia instrumentalne stanowią istotną część działalności U Call That Love. Tylko w ostatnim czasie pojawiły się u nas publikacje o Blossomie, Arts The Beatdoctorze, RJD2 czy artystach związanych z Cult Classic Records. W przygotowaniu znajdują się następne wpisy o twórczości wybranych producentów, które rozpoczniemy od przedstawienia sylwetki brytyjskiego wykonawcy o pseudonimie Neroche. Beatmaker wydał w ostatnich kilkunastu miesiącach trzy wartościowe płyty.

    Wydawnictwa instrumentalne wymagają niekiedy większego skupienia od odbiorcy niż w przypadku płyt z wokalami. Historie opowiadane przez producentów poprzez odpowiednio ułożone warstwy i poszczególne części nagrań potrafią przyciągać uwagę słuchaczy z nie mniejszą siłą i stanowić nader zajmujące projekty. Właśnie tymi słowami wypada posłużyć się wkraczając do enigmatycznego i pełnego niedopowiedzeń świata bohatera tego artykułu. Neroche przykłada największą wagę do nadania swoim utworom charakterystycznego posmaku. Jego warsztat opiera się na samplach przypominających fragmenty ścieżek muzycznych do filmów. Następnie brytyjski artysta buduje na ich bazie urozmaicone kompozycje rozciągnięte od instrumentalnego hip hopu, przez downtempo, aż po trip-hop. Powyższa receptura na tworzenie muzyki pojawiła się na jego debiutanckim albumie „Blue Tomorrows”. Materiał zawierający 11 tracków ukazał się w styczniu 2012 roku. Eksperymentalne nagrania beatmakera docenili sympatycy zagadkowych opowieści muzycznych.

    W maju i wrześniu ub.r. Neroche wydał dwie części serii „The Crooked Mile”. Pierwsza odsłona projektu okazała się udanym wstępem do całości przedsięwzięcia. Producent przedstawił na tej płycie bardziej dopracowane nagrania niż na „Blue Tomorrows”. Brytyjczyk zanotował postęp, co najbardziej widać od strony miksu i masteringu wszystkich utworów. Klimat albumu przypominał muzykę tworzoną do gier lub filmów fantasy. Oprócz stricte instrumentalnych kompozycji otrzymaliśmy na LP jeden track nagrany przy wsparciu wokalistki Anjeliki Cervantes („Nightshade”).

    Kontynuacja tej serii pojawiła się w sieci na początku ubiegłorocznej jesieni. „The Crooked Mile Part 2” to naturalny następca pierwszej części projektu. Neroche postarał się tutaj o jeszcze bardziej rozbudowane i zapadające w pamięć nagrania. Brytyjski twórca kolejny raz stworzył płytę charakteryzującą się świetnym klimatem, na której kolejne utwory skrzętnie łączą się w jedną, długą legendę opisującą losy bohaterów sprzed kilku stuleci. „Dead Man Walking”, „The Act Of Seeing”, „Witch Hazel”, „Leftover Winter” czy „No Man’s Land” znakomicie oddają charakter całego longplaya. Wrześniowe wydawnictwo cały czas dryfuje wokół tematyki dotyczącej druidów i nieodgadnionych mieszkańców gęstego i posępnego boru. Zamykający projekt utwór „Earth Druid” niejako puentuje drugą część „The Crooked Mile”, pozostawiając przy tym sporo pytań bez jednoznacznej odpowiedzi.


    Na tym nie kończy się artykuł o wydawnictwach brytyjskiego twórcy. W dalszej części wpisu znajdziecie wywiad przeprowadzony z autorem serii „The Crooked Mile”. Neroche udzielił odpowiedzi na pytania dotyczące jego projektów, swoich inspiracji, a także planów na przyszłość. Nie zabrakło również odniesienia do jego ulubionych producentów w tym momencie.

    Hej Neroche, jak się miewasz? W grudniu i styczniu ludzie przeważnie umieszczają podsumowania roku, więc chciałbym zacząć ten wywiad od pytania związanego z tym zagadnieniem. Czy jesteś zadowolony z 2013 roku? Czy poprzedni rok okazał się dla Ciebie dobrym okresem?

    To był całkiem produktywny rok dla mnie. W maju wydałem „The Crooked Mile”, a następnie we wrześniu ukazało się „The Crooked Mile Part 2”. Następne kilka miesięcy spędziłem na pracach nad trzecią części tej serii, a także na kilku produkcjach w kolaboracjach z innymi artystami.

    Przed tym jak zaczniemy rozmawiać o projektach z ub.r., chciałbym powrócić do Twojego debiutanckiego albumu. „Blue Tomorrows” to nadal bardzo porządny materiał dla mnie lecz ciekawi mnie to, jak oceniasz tę płytę z perspektywy czasu?

    Dzięki! Nadal lubię większość tracków na „Blue Tomorrows”. Wtedy pracowałem na kiepskim sprzęcie i ponadto mastering nie poszedł tak dobrze, jak to miało wyglądać w założeniach. Chciałem zremasterować ten album, ale straciłem większość oryginalnych plików nagrań w momencie, gdy mój dysk twardy odmówił posłuszeństwa w 2012 roku. Prawdopodobnie przesunę kiedyś ten projekt do działu „offline”, jednak jestem szczęśliwy, że ludzie nadal czują tę płytę.

    Jaka była główna koncepcja na rozpoczęcie serii „The Crooked Mile”? Czy chciałbyś kontynuować ten projekt w następnych latach?

    Pierwsza część „The Crooked Mile” była kolekcją beatów, które stworzyłem wcześniej w 2013 roku. W tamtym czasie nie miałem planów na zrealizowanie tej serii, ale następnie to po prostu przyszło w naturalny sposób. W tej chwili kończę prace nad trzecią częścią, która powinna ukazać się pod koniec stycznia lub na początku lutego. Po trzeciej odsłonie pewnie dam odpocząć tej serii na dłuższą chwilę i rozpocznę czegoś nowego. Zdecydowanie powrócę do tego projektu w przyszłości.

    Ten rodzaj pytań jest jedną z najpopularniejszych kwestii poruszanych przez każdego dziennikarza muzycznego i słuchacza. W jaki sposób opiszesz swój styl muzyczny i jakie są Twoje inspiracje?

    Niechlujny instrumentalny hip hop z subtelnymi zachodnimi wibracjami. Moje inspiracje pochodzą z wielu miejsc. W znaczeniu muzycznym pozostaję pod wpływem artystów pokroju Ennio Morricone, Danny’ego Elfmana, Riza Ortolaniego, Davida Lyncha, Matta Berry’ego, Daniels Johnstons. Jestem też dużym fanem filmów i interpretuję mnóstwo inspiracji czerpanych z dorobku takich ludzi, jak Roman Polański, Andrey Iskanov, Stanley Kubrick, Chris Morris, Richard Kern, Tim Burton.

    Muszę przyznać, że było to dużą niespodzianką dla mnie, iż znalazłem jedynie kilka blogów oprócz stron służących do pobierania muzyki, które pisały o Twoich wcześniejszych płytach. Ale nawet bez pomocy ze strony blogerów i dziennikarzy muzycznych zdobyłeś swoich sympatyków i Twoje albumy mają się dobrze na Bandcampie. Czy starałeś się dotrzeć ze swoją muzyką do blogerów czy preferujesz rozpowszechnianie informacji o nagraniach w inny sposób?

    Będąc szczerym, to nie znam się kompletnie na promocji własnej muzyki, więc doceniam każdego, kto dzieli się moimi nagraniami. Dzięki wielkie dla blogerów i DJ’ów wykonujących swoją pracę.

    Muzyka instrumentalna jest bardzo popularna teraz. Dlaczego tak wielu ludzi zaczęło obserwować poczynania beatmakerów zamiast wokalistów, zespołów i Emcees? Przy okazji czy możesz powiedzieć mi o swoim ulubionym producencie w tym momencie?

    Uważam, że instrumentalny hip hop i trip-hop oferuje szeroki wybór ludziom. Znajdziemy wiele wariacji i odmian trip-hopu, większość z nich jest niszowa i undergroundowa. W tym momencie moim ulubionym producentem jest Third Person Lurkin z Bad Taste Record. Tworzy on jedne z najlepszych nagrań, jakie kiedykolwiek słyszałem. Uwielbiam beaty Zygotesa. Również czuję wszystko, co wydaje Mononome, jego produkcje są niesamowite.

    Dziękuję za poświęcenie czasu na tę rozmowę. Jeszcze tylko na koniec zapytam, jakie masz plany muzyczne na kolejne miesiące?

    Naprawdę nie ma za co! „The Crooked Mile Part 3” będzie już wkrótce opublikowane. Mam kilka planów na nowe serie albumów, ale nie zapadły żadne wiążące decyzje póki co. Wszyscy mogą obserować moje konta na portalach społecznościowych, aby być na bieżąco z informacjami.


    Wszystkie dodatkowe informacje i newsy o działalności Neroche’a znajdziecie na Facebooku, Soundcloudzie i Twitterze.

    „The Crooked Mile Part 2” można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa. Wydawnictwo w formacie elektronicznym jest dostępne w sprzedaży w cenie £5.

    Tracklista

    1. Dead Man Walking
    2. Fire In The Sky
    3. The Act Of Seeing
    4. Who Goes There
    5. Chemical Drip
    6. Witch Hazel
    7. Leftover Winter
    8. 10,000 Woolong
    9. Scum Filled Saloon
    10. Shallow Grave
    11. No Man’s Land
    12. Earth Druid
  • Arts The Beatdoctor z nową EP-ką + wywiad z artystą

    Arts The Beatdoctor z nową EP-ką + wywiad z artystą

    7–11 minut

    W ub.r. dużo miejsca poświęcono licznym powrotom artystów (około) hip hopowych z nowymi projektami. Prawdę mówiąc, to nie ma raczej serwisu muzycznego bez choćby jednej wzmianki o pierwszych wydawnictwach różnych wykonawców po wielu latach. Również przy działalności naszej strony często wspominaliśmy o reaktywacji wybranych grup lub też artystów solowych. Deltron 3030, The Procussions, R.A. The Rugged Man, Hieroglyphics, Binary Star, Cannibal Ox, Quasimoto, Latyrx, Supastition – wszyscy ci twórcy wydali w na przestrzeni ostatnich miesięcy długo oczekiwane lub też zupełnie niespodziewane przez nikogo materiały. Oprócz tych postaci powrócił również holenderski beatmaker Arts The Beatdoctor. Po opublikowanym w pierwszym kwartale ub.r. „Lost Track of Time; Unreleased 2002-2012” przyszła kolej na płytę z nowymi kompozycjami producenta, „Lazy Thunder EP”.

    Holenderscy producenci dosyć regularnie pojawiają się na łamach naszego serwisu. W tym niewielkim europejskim kraju mieszka sporo utalentowanych beatmakerów, do których zalicza się też Arts The Beatdoctor. Debiutancki album artysty z 2007 roku – „Transitions” – zebrał dziesiątki pochlebnych opinii, a takie utwory, jak „Blending Quality”, „Fragments”, „Decreasing Daylight” czy „Mellow Drama” z miejsca zachwyciły swoim eklektyzmem słuchaczy. W dalszej kolejności wykonawca wypuścił single winylowe – „Fragments EP”, „The Anthem” i „Progressions”. Holender dotarł ze swoją twórczością także do Polski, co zaowocowało następnie jego krótką trasą koncertową w naszym kraju we wrześniu 2009 roku. W 2010 roku uznany label Project: Mooncircle wydał longplay „Sound Surroundings” formacji The Q4, do której należał ten artysta. Na jego koncie znajdziemy jeszcze kilka remiksów dla m.in. Leadsmena, Pete’a Philly’ego & Perquisite’a, Giovanci oraz współpracę z innymi wykonawcami.

    W lutym ub.r. Arts The Beatdoctor powrócił po dłuższej chwili nieobecności z kompilacją „Lost Track of Time; Unreleased 2002-2012”. Obszerna kompilacja obejmuje solowe nagrania wykonawcy, remiksy singli innych artystów oraz dwie alternatywne wersje jego tracków („All We Are” i „Complete”). Wszystkie kompozycje na tym projekcie świadczą o dużej klasie Holendra i cieszy fakt, iż trafiły one do obiegu.

    Po tym udanym przypomnieniu się starszym słuchaczom i uzyskaniu przychylności ze strony młodszych odbiorców, Arts The Beatdoctor zaprezentował w pełni świeży i autorski materiał. „Lazy Thunder EP” stanowi odejście od wcześniej znanego tworzenia nagrań przez tego artystę. Laidbackowe i ciepłe brzmienia zastąpiły elektroniczne wariacje podane w miejscami oryginalnym stylu. Producent ukazał swoje nowe wizje i inspiracje muzyczne, które w dalszych miesiącach będą przez niego rozwijane. Płytę wydaną nakładem Lowriders Recordings należy uznać jako jako dobry prognostyk przed następnymi projektami szykowanymi przez beatmakera.


    Wywiad z Arts The Beatdoctorem

    W ramach rozszerzenia artykułu o „Lazy Thunder EP” przygotowałem niespodziankę w postaci wywiadu przeprowadzonego z jej autorem. W rozmowie z Arts The Beatdoctorem poruszyliśmy kwestie dotyczące wrześniowej EP-ki, zmianach w życiu artysty na przestrzeni ostatnich lat oraz o innych tematach związanych z rynkiem muzycznym.

    Hej Bas, jak się miewasz? Wygląda na to, ze Twój powrót na scenę muzyczną był jedną z największych niespodzianek pierwszego kwartału 2013 roku. Co zmieniło się w Twoim życiu w ostatnich latach?

    Wszystko u mnie w porządku, dzięki! Dużo, naprawdę dużo wydarzyło się przez ostatnie lata, ale zasadniczo można to sprowadzić do tego: po opuszczeniu grupy The Q4 pod koniec 2010 roku otrzymałem możliwość sprawdzenia, w jakim miejscu byłem, przez co zrozumiałem, że nie czerpię takiej satysfakcji z nagrywania muzyki, jak wcześniej. Przygotowując „Transitions” (2007) i „Progressions” (2008) miałem w zwyczaju pracować nad moimi utworami przez miesiące i czasem przez lata, poprawiając każdy szczegół, ponieważ posiadałem wiele pasji do tych nagrań. Począwszy od 2009 roku zauważyłem, że nie jestem więcej w stanie skończyć nowych tracków, ponieważ nie czułem się z nimi związany. To laidbackowe, subtelne brzmienie po prostu nie pasowało mi już więcej.

    Dlatego zacząłem powoli rozglądać się i próbowałem znaleźć coś, dzięki czemu mógłbym ponownie nabrać pasji do muzyki. Myślę, że znalazłem to teraz, moje ostatnie remiksy i ostatnia EP-ka „Lazy Thunder” pokazują nową, bardziej energiczną drogę, którą podąża moja muzyka. To nie jest całkiem inny gatunek muzyczny. Uważam, że moje starsze nagrania również były umieszczone pomiędzy różnymi brzmieniami, dosłownie jak moja nowa muzyka, ale teraz to zdecydowanie bardziej przemawia do mnie. Nie jest to już tak spokojne brzmienie jak wcześniej, które przeszło przez lounge znacznie wyżej.

    W tej chwili mnóstwo producentów jest popularnych na całym świecie i mamy znacznie więcej beatmakerów niż wcześniej. Jaka jest Twoja opinia na temat różnic pomiędzy muzyką instrumentalną z 2008 i 2013 roku?

    Trudno powiedzieć. Muszę przyznać, że miewam obniżki formy i nie mam okazji ku temu, aby być ze wszystkim na bieżąco. Zauważyłem jedno – jakość, szczególnie jakość brzmienia, mix utworów, etc. naprawdę podniosła się o kilka szczebli. Wygląda na to, że pełno ludzi w dzisiejszych czasach jest zdolnych do dostarczania czegoś, co brzmi dobrze. Oczywiście nie wszystkie wydawnictwa są ciekawe, ale serio uważam, że mamy mnóstwo wartościowych rzeczy, które trafiają do obiegu. Może jest trudniej usłyszeć o wszystkich osobach tworzących muzykę, ale zdecydowanie jest więcej powodów ku temu, aby włożyć w to swój czas i dotrzeć do tych nagrań. Przy tylu osobach tworzących muzykę, lepiej aby każdy beatmaker zrobił coś takiego, co przyciągnie uwagę ogółu odbiorców.

    „Lost Track of Time; Unreleased 2002-2012” to kompilacja oparta o Twoje niepublikowane dotąd nagrania z ostatniej dekady. Czy to jest pewnego rodzaju podsumowanie Twojej wcześniejszej pracy i początek nowego etapu w działalności muzycznej?

    Tak, myślę, że masz rację. Przez pewien okres pracowałem nad follow-upem do albumu „Transitions”. Jak wcześniej powiedziałem, ten projekt został porzucony i straciłem zainteresowanie do niego. Ważną rzeczą dla mnie było rozpoczęcie z czystą kartą. Byłem już bliski tego, aby usunąć wszystko, ale na koniec odłożyłem wszystkie te utwory do archiwum i prawie o nich zapomniałem, kiedy rozpocząłem prace nad nowymi nagraniami.

    Następnie w styczniu ub.r. odwiedziłem sąsiada i innego przyjaciela, z którymi zaczęliśmy grać różną muzykę. Niektóre z tych tracków, jakie oni grali, były utworami, których nie wydałem (mój sąsiad „pożyczył” tracki ode mnie, kiedy używał moje USB pewien czas temu). Zacząłem przeczuwać, że być może w tym niepublikowanym materiale są rzeczy, których ludzie powinni posłuchać. Przeszukałem archiwum i wyciągnąłem z tego 30 tracków, które nigdy nie trafiłyby na nowy album, ale nadal zasługiwały na wydanie. Z tego powodu umieściłem te utwory na „Lost Track of Time”, i dlatego też wydawałem jeden track dziennie przez cały miesiąc, z opowieściami, które były związane z danym nagraniem. Zebrałem wszystkie 30 historii w pliku .pdf, który dodałem do całości wydawnictwa.

    „Lazy Thunder EP” jest Twoim ostatnim wydawnictwem. Projekt wydany we wrześniu ub.r. przedstawia spójną podróż pomiędzy różnorodnymi dźwiękami i inną stroną produkcji z użyciem tzw. żywymi instrumentami, samplami i wokalami. Czy jesteś zadowolony z końcowego wyniku na tej EP-ce?

    Tak, naprawdę jestem zadowolony. Chciałem kontynuować z brzmieniem, jakie stworzyłem (nie miałem wyjścia – wszystko to, co tworzę brzmi po części jako Arts The Beatdoctor), ale z większą energią i mniejszym wpływem laidbackowych i chilloutowych elementów. Również dlatego, ponieważ częściej teraz gram na żywo – chcę, aby moje utwory miały też przełożenie na występy na scenie. Ale w tym samym czasie lubię tracki z głębszym klimatem – ściśle „muzyka klubowa” nie interesuje mnie na tyle, aby tworzyć ją samemu. Uważam, że dobrze uchwyciłem balans na „Lazy Thunder EP”. Jest to szorstkie, ale też głębokie.

    Wcześniej współpracowałeś z Unexpected Records, Beats Broke i jako członek The Q4 z Project: Mooncircle. Teraz wydałeś „Lazy Thunder EP” u Lowriders Recordings. Co jest najważniejszą rzeczą dla Ciebie, kiedy podejmujesz współpracę z wytwórniami płytowymi?

    Zaufanie, ich zdolność do sprawienia, aby po moją muzykę sięgnęli ludzie, którzy docenią moje nagrania, ale nie znali mnie wcześniej.

    Dużo osób z innych krajów szanuje i docenia niezależnych artystów, wytwórnie płytowe i strony muzyczne z Holandii. Jak teraz wygląda scena hip hopowa i instrumentalna w Twoim kraju?

    Mnóstwo dzieje się u nas, czasem tak dużo, że trudno za wszystkim nadążyć. Czuję, że jestem trochę poza sceną hip hopową w tym momencie, ale dla przykładu moi znajomi z czasów szkolnych, Killing Skills, mają się bardzo dobrze – ten duet wyprodukował wiele tracków dla polskich wykonawców – O.S.T.R.-a, Tabasko i innych. Jestem dużym fanem De Jeugda Van Tegenwoordiga („Today’s Youth”), którego producent Bastian był już dobrze znanym beatmakerem z kręgów elektronicznych. Inny projekt mający się dobrze to FATA (członkowie formacji, Louis Bordeaux i Wan, prowadzą też solową działalność). Myślę, że granice powoli zanikają, gdzie dawniej wszystko musiało brzmieć jak czysty hip hop. Właśnie to mi odpowiada, bycie osobą, której naprawdę nie pasuje robienie rzeczy ograniczonych do jednego gatunku.

    Jedyną rzeczą, której mi nieco brakuje, są beatmakerzy wypadający dobrze też na imprezach. Przeważnie wszystko przebiega według jednego standardu, Laptop, Ableton, efekty na kontrolerze. Staram się robić coś więcej na scenie i trudno znaleźć ludzi, którzy robią coś podobnego. To nadal jest bardzo mały kraj.

    Zawsze lubię zadawać to pytanie ludziom z różnych stron świata. Jaki jest klucz do tego, aby zostać zauważonym teraz? Czy uważasz, że fan base posiadany przez artystów jest ważniejszy od wpływu stron muzycznych na promocję czy masz odmienne zdanie na ten temat?

    Trudno powiedzieć. Nie wiem, w jaki sposób zostałem zauważony. Jest pewien balans. W erze internetu możesz robić znacznie więcej na własną rękę, nie musisz być więcej zależny od tzw. majorsów. Jednak nadal jest pełno kanałów, tak wiele połączeń, które muszą być stworzone. Jest prawie niemożliwe, aby promować projekty samemu, a przy tym nadal tworzyć muzykę.

    Od „Lazy Thunder EP” naprawdę zacząłem zauważać, że niektórzy ludzie słuchali tego projektu po umieszczeniu do darmowego pobrania singla „Moebius’ Travels” na stronie XLR8R.

    Jedną rzecz, o której jestem przekonany, to uczynienie twojej muzyki dostępnej pozostałym ludziom. Staram się utrzymać swoją muzykę w zaciszu swojego domu do momentu wydania, ale kiedy zostanie już opublikowana, wszędzie jest możliwe odsłuchanie jej na moim Soundcloudzie. Obecnie mam na tej stronie ponad 80 moich utworów. Musiałem przestawić się na płatną subskrypcję, aby te nagrania pozostały online, ale było warto. Ludzie słuchają, dzielą się tym, komentują – i oto właśnie chodzi.

    Dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że odwiedzisz jeszcze raz Polskę w przyszłym roku ze swoimi nowymi projektami.

    Tak samo jak ja. Rok bez odwiedzenia Polski jest smutnym rokiem!


    Wydawnictwo dostępne do odsłuchu za pośrednictwem Bandcampa. Lowriders Recordings zajęło się wydaniem „Lazy Thunder EP” na płytach winylowych, które są dostępne w sprzedaży po €8.50. Arts The Beatdoctor może uznać wydanie tegorocznych projektów za sukces. W tym roku powinniśmy otrzymać od niego następne materiały.

    Tracklista

    1. IL404
    2. Moebius’ Travels
    3. Little Brother feat. Ella
    4. Ghost In The Machine
    5. Moebius’ Travels (Sam A La Bamalot remix)
    6. IL404 (fLako remix)
  • Nowe informacje o Beat Battle Poznań

    Nowe informacje o Beat Battle Poznań

    4–6 minut

    Pod koniec września opublikowałem w serwisie artykuł o przygotowaniach do kolejnej edycji Beat Battle Poznań. W trakcie ostatnich tygodni pojawiły się nowe informacje o tym wydarzeniu. Organizatorzy imprezy opublikowali już kompilację zawierającą nagrania uczestników beatbattle.poznan V, ujawnili większość sędziów tegorocznej edycji przedsięwzięcia i rozpoczęli sprzedaż biletów na grudniowy event; trwają też eliminacje do Mistrzostw Polski Beatmakerów. O wszystkim tym oraz innych wiadomościach dotyczących poznańskiego projektu dowiecie się poniżej.

    Przede wszystkim poznaliśmy termin finału 6. odsłony RBMA/Elade/Microlab/Beatbattle.poznan. Finałowa rozgrywka odbędzie się 14 grudnia w poznańskim Pawilonie Nowa Gazownia. Ruszyła sprzedaż biletów na tegoroczną edycję wydarzenia.

    14 grudnia 2013 roku, Pawilon Nowa Gazownia, ul. Ewangelicka 1, Poznań
    Beat Battle Poznań VI
    Cena biletu:

    • 19 złotych do końca października
    • 25 złotych w listopadzie
    • 30 złotych w grudniu

    Wejściówki dostępne w sprzedaży za pośrednictwem sklepu Proporcji.

    W poprzednim wpisie dotyczącym wydarzenia wspomniałem o kilku składowych Beat Battle Poznań. W pierwszej kolejności podałem informacje o składance podsumowującej ubiegłoroczny finał przedsięwzięcia oraz wymieniłem pierwszych dwóch sędziów beatbattle.poznan VI. Trzymając się tej kolejności najpierw przedstawię pełną płytę „VI”.

    Wydany przed blisko miesiącem projekt jest kontynuacją wydawnictwa z ub.r., które stanowiło dokumentację zmagań finalistów IV edycji wydarzenia. Tegoroczna kompilacja przedstawia 18 nagrań twórców uczestniczących w ubiegłorocznym finale Beat Battle Poznań. Tracklista wydawnictwa obejmuje utwory m.in. Coka, Szatta, NPoT-a, Booraka, Random Trip, Oera, Toucanstyle’a, Soulpete’a i Kaeesa.

    Płyta dostępna do odsłuchu na Soundcloudzie. Wersję fizyczną składanki można nabyć w cenie 19 złotych w sklepie Proporcji.

    Tracklista

    1. Cok – Yesterday’s Vision
    2. Lux Familiar – Don’t Blow My High
    3. Szatt – Lonely travel
    4. NPoT – Antyrama (Soundtrack)
    5. Boorak – Félicité
    6. Swingtown – Up to You
    7. Naphta – 66 Atmospheres
    8. Random Trip – Czarny śnieg prosto z Afryki
    9. Oer – Słońce nad Fordonem
    10. Toucanstyle – Night Shifts
    11. Rockets Beats – Start
    12. Globalny Odlot – Nintendo
    13. Soulpete – Efekt Motyla
    14. Górski – Stone Liberty
    15. cas – CloudCutz
    16. Kaees – Tribe’s Playground
    17. Kapah – Skyism (trabka: Michał Wrzosek)
    18. Odaibe – Late Night Fitness over Danube

    Poznaliśmy kolejnych sędziów beatbattle.poznan VI. Do Maceo Wyro i Noona dołączyli Czarny i Patr00. Pierwszy z nich wywodzi się z grupy Hi-Fi Banda, z którą wypuścił kilka płyt. Oprócz tego producent ma na swoim koncie współpracę z innymi twórcami oraz solowy album „Niedopowiedzenia”. Z kolei ostatni członek jury dał się poznać z dobrej strony za sprawą wielu projektów (działalność w ramach Ortegi Cartel, Lavoholics i The Jonesz, solowe wydawnictwo „Random Note LP”).

    Wszyscy sędziowie będą oceniać podczas 6. edycji RBMA/Elade/Microlab/Beatbattle.poznan, tak jak podczas dwóch poprzednich, uczestników w dwóch kategoriach:

    • Beat show – zakłada walkę między beatmakerami w systemie pucharowym. Uczestnicy, losowani w pary, puszczają swoje podkłady na zmianę
    • Live Act – konkurencja, w której kandydaci prezentują swoją muzykę na żywo przy pomocy dowolnej ilości sprzętu i instrumentów

    Zgłoszenia do eliminacji VI Mistrzostw Polski Beatmakerów można nadsyłać do końca października.


    Więcej szczegółów dotyczących Beat Battle Poznań możecie dowiedzieć się z krótkiej rozmowy przeprowadzonej z Hubertem Tasem, organizatorem tego przedsięwzięcia.

    Tegoroczna odsłona Beat Battle Poznań zbliża się już wielkimi krokami. Czy rozpoczynając ten projekt ponad 3 lata temu spodziewałeś się, iż te przedsięwzięcie będzie ewoluowało właśnie w ten sposób?

    Nie spodziewałem się niczego i nie miałem oczekiwań. Jedyne emocje jakie wtedy towarzyszyły były związane ze strachem.

    W tym roku współpracujecie przy wydarzeniu z różnymi firmami. Co mógłbyś powiedzieć o poszczególnych partnerach wspierających 6. edycję imprezy?

    W tym roku wspierają nas 3 firmy. Współpracujemy z Red Bullem, który może pochwalić się jedną z najciekawszych inicjatyw muzycznych – Red Bull Music Academy. Rozmawiałem jakiś czas temu z Mr. Krime’em, który był uczestnikiem w Dublinie w 2001 roku i usłyszałem jak niesamowicie było na tym muzycznym obozie. Warto podkreślić że jeden z członków jury tegorocznej edycji – Maceo Wyro – to pierwszy polski absolwent muzycznej akademii Red Bulla. Nie będę ukrywał, chciałbym żeby nasza inicjatywa szła właśnie w takim kierunku – żeby rywalizacja schodziła na dalszy plan i ustąpiła miejsce wymianie doświadczeń, pozyskania nowych kontaktów, powstania ciekawych kolaboracji. Drugą firmą jest Elade, producent odzieży miejskiej, która wspiera naprawdę ciekawe inicjatywy w naszym kraju np. film dokumentalny „DJ Super Cuts 2”, który całkiem niedawno pojawił się na DVD. Otrzymaliśmy również wsparcie od firmy Microlab, która zapewni ciekawe nagrody w postaci sprzętu muzycznego dla uczestników.

    Czym się kierujecie dobierając jury do każdej odsłony projektu?

    Trudno odpowiedzieć na to pytanie i pewnie dziwna będzie odpowiedź, ale zawsze staraliśmy się dobrać po prostu osoby z pozytywną aurą. Zdawaliśmy się więc nas instynkt i do tej pory nas nie zawiódł.

    Jakimi cechami powinien wykazywać się każdy chętny do wzięcia udziału w imprezie? Czym się różnią pomiędzy sobą kategorie Live Act i Beat Show?

    Na pewno otwartością umysłu. Live Act jest kategorią, która wymaga wcześniejszego przygotowanie tzw. rutyny – czyli ułożenia autorskiego występu o długości 4:30 minuty. Można użyć nieskończonej ilości sprzętu, instrumentów muzycznych. Jeżeli zaś chodzi o Beat Show, w tej rozgrywce uczestnicy walczą między sobą w bezpośrednich walkach – prezentując swoje próbki na przemian. Pojedynki w Beat Show przedstawiają się tak, jak choćby w tej potyczce: Boorak vs. Globalny Odlot. Natomiast Live Act wygląda jak w tym pokazie NPoT-a.

    Ukazały się już dwie kompilacje podsumowujące poprzednie edycje Beat Battle Poznań. W tym roku czeka nas jeszcze premiera płyty DVD z poprzedniego wydania finału eventu. Czy planujecie jeszcze dorzucić cokolwiek dodatkowego do dalszej promocji projektu poza internetem i radiem?

    Staramy się jak możemy wypromować naszą inicjatywę, często jest to praca u podstaw, ale mamy silne wsparcie od naszych serdecznych przyjaciół, których z tego miejsca chciałbym pozdrowić i podziękować za pomoc przy promocji. Zobaczymy jak to wyjdzie dalej, na pewno będziemy się starali poszerzyć pole naszych działań.


    Wszystkie dodatkowe informacje i aktualności dotyczące wydarzenia umieszczone są na stronie beatbattle.poznan oraz na Facebooku.

  • Darmowy album: Prod.B – Road to Nowhere + wywiad z artystą

    Darmowy album: Prod.B – Road to Nowhere + wywiad z artystą

    5–8 minut

    Każdego tygodnia trafia do obiegu mnóstwo nowych projektów instrumentalnych. Wybrani producenci, którzy przebili się na międzynarodowej scenie muzycznej, mogą liczyć na zainteresowanie systematycznie rosnącego grona słuchaczy i mediów, chętnie wspierających poszczególnych twórców. Jednak nawet osoby posiadające określony status na scenie muzycznej muszą dbać o swoich sympatyków, gdyż konkurencja nie śpi. Przy obecnych uwarunkowaniach w środowisku najlepiej sprawdzają się darmowe materiały, co dotyczy zarówno tych powszechnie znanych beatmakerów, jak i postaci usiłujących zaznaczyć swoją obecność w branży muzycznej. Przykładem tego może być wydana w lipcu b.r. płyta polskiego artysty, Prod. B – „Road to Nowhere”, stanowiąca kolejny krok w karierze tego wykonawcy.

    Rodzimy producent prowadzi działalność wydawniczą od 3 lat. W czasie tego okresu beatmaker wypuścił łącznie 3 materiały, promowane głównie w kraju. Od początku aktywności Prod. B w undergroundzie zajmuje się on pracą u podstaw, aby w jak najlepszy sposób dotrzeć do słuchaczy otwartych na projekty utrzymane w klimacie z minionych lat. Pierwsze wydawnictwo artysty – „Night Noise” – ukazało się jeszcze pod pseudonimem Biegaj. Wydawnictwo zawierające 7 eksperymentalnych tracków ujawniło sfery muzyczne, w których ich autor czuje się najpewniej. Po tej EP-ce przyszła kolej na wypuszczone w marcu ub.r. „Simple Melodies”. Instrumentalne wydawnictwo nawiązujące do downtempo i trip-hopu to kolejny etap w rozwoju polskiego twórcy. Z kolei wydane przed niespełna 3 miesiącami „Road to Nowhere” wypada określić mianem najbardziej dopracowanego projektu Prod.B.

    Jeżeli sympatyzujecie w spokojnych, nostalgicznych i sprawdzających się najlepiej w wieczornej scenerii brzmieniach, to powinniście z miejsca docenić niniejszą płytę. Po nocnym zgiełku i prostych melodiach muzyczne podróże producenta doprowadziły jego do drogi wydawałoby zmierzającej donikąd. Jednak tytuł wydawnictwa to tylko słowo-klucz wprowadzający do zagadkowego świata kreowanego przez beatmakera. Interpretacja „Road to Nowhere” zależy tak naprawdę od punktu wyjściowego. Po pobieżnym zapoznaniu się z tym krótkim albumem można odnieść wrażenie, że rzeczywiście wszystkie drogi prowadzą do opuszczonych i pustych miejsc. Jednak po poświęceniu materiałowi więcej czasu okaże się, iż w tym wszystkim znajduje się ład i porządek, ukryty gdzieś na ścieżkach pomiędzy „Start Your Trip” a bonusowym „Lullaby”. Wydawnictwo szczególnie sprawdza się jako soundtrack do długich wieczorów spędzonych w samotności.

    W celu lepszego poznania sylwetki artysty oraz rozwikłania zagadek dotyczących „Road to Nowhere” przeprowadziłem krótką rozmowę z Prod.B. W trakcie konwersacji poruszyliśmy również tematy związane z jego wcześniejszymi płytami oraz realiami panującymi w branży muzycznej.


    Hej, jak się miewasz? Od wydania Twojego debiutanckiego projektu „Night Noise” minęły już trzy lata. Jak z perspektywy czasu oceniasz początkowy okres swojej działalności na scenie muzycznej?

    Miewam się nieźle. Wszystko płynie swoim tempem do którego staram się dostosować.

    Do „Night Noise” mam ogromny sentyment. W tym okresie zaczęła się moja podróż z dźwiękiem, która trwa do dziś. Po drodze wiele się zmieniło i choć nie zawsze było tak jak to sobie wymyśliłem, to nie mogę narzekać, bo dzięki temu jestem w tym miejscu. Wiem, że ciągle mam coś do „powiedzenia” na kolejnych trackach, nie wiem jednak w jaki sposób to „wykrzyczę”.

    Wypuszczone w marcu ub.r. „Simple Melodies” przyniosło dalszy rozwój eksperymentalnych brzmień instrumentalnych. Dlaczego właśnie postawiłeś na proste, ale przy tym przyjemne brzmienia, przy których można jednocześnie odpocząć, jak i rozmyślać nad życiem?

    Na kształt płyty duży wpływ miała awaria komputera. Straciłem prawie wszystko, odbudowałem większość i dodałem kilka nowych rzeczy. W trakcie prac doszedłem do wniosku, że to jest piękne w swojej prostocie i zamiast pocić się nad rozbudowywaniem tracków na siłę, szlifowałem dźwięki do momentu w którym uznałem je za skończone. Nie to chciałem osiągnąć kiedy „Simple Melodies” siedziało jeszcze w mojej głowie, ale efekt końcowy był zdecydowanie lepszy od konceptu. Można ją traktować jako tło, słuchając pojedynczych traków lub całości układając z niej historię.

    Przejdźmy teraz do opublikowanej w lipcu płyty „Road to Nowhere”. Tytuł i okładkę wydawnictwa można interpretować w różny sposób. Jaki przepis masz na rozwikłanie tej zagadki?

    Tytuł to wypadkowa tego co działo się u mnie przez ostatnie dwa lata i zakończenia tej „podróży”. Małe podsumowanie, które zrobiłem dla samego siebie. Dosyć naturalne jest to, że ukazało się w takiej formie. Robiłem to nie raz, ale nigdy na taką skalę. Interpretację pozostawiam słuchaczom. „Road to Nowhere” daje takie możliwości, bo mimo iż jest to płyta dla mnie i o mnie, to nie potrafię robić rzeczy do szuflady. Okładka to pomysł i realizacja Darii Dwornik z którą współpracowałem już przy okazji „Simple Melodies” Jest prosta, mocno charakterystyczna i idealnie wkomponowała się w klimat płyty. Można ją odbierać dosłownie lub w przenośni. Fotografię na front wykonał Franciszek Ammer.

    Tegoroczne wydawnictwo promuje kilka singli, w tym utwór „Silence”, do którego powstał też videoclip. Obraz właściwie oddaje charakter tego nagrania, dedykowanego miłośnikom spacerów po zapadnięciu zmroku. Skąd wzięło się Twoje zamiłowanie do nocnych klimatów?

    Noc jest dla mnie najlepszą porą na tworzenie. Dodajmy do tego kłopoty ze snem. Nie raz budziłem się żeby zrobić chociaż zarys czegoś co właśnie mi się przyśniło, lub zarywałem nocki dla jednego utworu. To może wydawać się oklepane, ale zawsze staram się ugryźć temat na swój sposób. Obraz do „Silence” to efekt współpracy z ekipą Reality Designers, która chętnie pomogła. Nocna wycieczka po Wrocławiu, wypalone milion papierosów i w efekcie klip, który doskonale zgrywa się z muzyką.

    W utworze „About a Journey” gościnnie pojawia się Kamil Szalewicz. Czy możesz pokrótce opowiedzieć o tym, jak doszło do współpracy z tym twórcą?

    To ja zaprosiłem Kamila do współpracy. Zaczęło się od konkursu na remix, który zorganizował Jakub Nox Ambroziak. Moja interpretacja „Treebeard in the Dead Wood” wygrała i dzięki temu złapaliśmy kontakt. Wcześniej słyszałem Kamila w jazzClams, gdzie poruszał się w zbliżonych do „About a Journey” klimatach. Jestem w 100% zadowolony z tego co razem zrobiliśmy. Ten jedyny utwór wokalny ładnie kontrastuje z całą resztą.

    Wszystkie Twoje dotychczasowe płyty znacznie odbiegają od tego, co jest teraz popularne w kręgach muzycznych nastawionych na instrumentalne wydawnictwa. Czy zamierzasz w dalszym ciągu wydawać muzykę nawiązującą do lat ubiegłych czy w przyszłości podążysz zupełnie inną ścieżką?

    Zawsze robiłem muzykę jakiej sam chciałem słuchać. Nie wiem jak wyglądają trendy muzyczne, bo po skończeniu „Simple Melodies” nie słuchałem zbyt wiele, a podczas pracy nad „Road to Nowhere” prawie wcale. Teraz sprawdzam więcej rzeczy i słyszę schematy, które powtarzają się przy każdym odsłuchanym numerze. Na dłuższą metę zaczyna to nużyć. Nie chcę też robić z siebie awangardy. Po prostu staram się dać jak najwięcej siebie i nie zwracać uwagi na panujące trendy. Wydaje mi się, że w mojej muzyce może się zmienić prawie wszystko. Ciągle idę do przodu, ale raczej nie porzucę klimatu i brzmienia.

    Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że obecnie trudno dotrzeć ze swoją twórczością do licznego grona odbiorców. Jak oceniasz funkcjonowanie undergroundu oraz jakie czynniki odgrywają największą rolę przy promocji obecnie wypuszczanych płyt?

    Internet daje wiele możliwości, jednak łatwo zginąć w tłumie. Są serwisy takie jak Soundcloud, gdzie można udostępniać swoje utwory za darmo, Bandcamp, który stał się główną platformą sprzedaży dla artystów niezależnych, czy Facebook, który dziś nie ma żadnej mocy jeżeli nie zapłacisz za promowanie swoich postów. Wielka szkoda, że MySpace skończył w taki sposób. Łatwo się pogubić jednak dla chcącego nic trudnego. Warto zainteresować się małymi labelami, które wypuszczają materiał wysokiej jakości, czy portalami promującymi muzykę, nie produkty.

    Dziękuję za rozmowę.


    Prod.B udostępnił swoją płytę na Bandcampie. Wydawnictwo można bezpłatnie pobrać korzystając z poniższego odnośnika. Istnieje przy tym możliwość przekazania dotacji artyście za pośrednictwem BC (opcja: buy now – name your price). Płytę promuje klimatyczny teledysk nagrany do przedostatniego utworu z projektu – „Silence”. W tym klipie artysta zabiera odbiorców na nocny spacer ulicami Wrocławia.

    DOWNLOAD Prod.B – „Road to Nowhere”

    Tracklista

    1. Start Your Trip
    2. Anger
    3. The First Stop
    4. Lonely Journey
    5. Drunk City
    6. The Second Stop
    7. About a Journey feat. Kamil Szalewicz
    8. Silence
    9. Road to Nowhere
    10. Loop (Bonus track)
    11. Lullaby (Bonus track)
  • Nowa płyta Moodsa – Another Point Of View + wywiad z artystą

    Nowa płyta Moodsa – Another Point Of View + wywiad z artystą

    6–8 minut

    Przy publikacji artykułów o materiałach producentów z różnych stron świata często podkreślałem wysoki poziom prezentowany przez Europejczyków. Najliczniej reprezentowanymi nacjami ze Starego Kontynentu są Holendrzy, Francuzi, Brytyjczycy, Niemcy i Polacy. Beatmakerzy pochodzący z Niderlandów od dawna pojawią się w serwisie, co rusz dając powody do wystawiania im wysokich not. Wcześniej na stronie swoje miejsce znaleźli m.in. Arts The Beatdoctor, SENSE & Sotu the Traveller, the Jazzment czy Moods. W czerwcu ukazał się nowy materiał tego ostatniego artysty. Wykonawca rodem z Rotterdamu wypuścił w kooperacji z labelem Fremdtunes „Another Point Of View”. Oprócz artykułu o tym wydawnictwie przygotowałem również wywiad przeprowadzony z tym twórcą.

    Kraina Wiatraków stanowi dobrą i spokojną przystań dla wielu twórców muzycznych. Jak wspomniałem we wstępie do tej publikacji, wywodzi się stamtąd niejeden utalentowany producent. Do tego grona należy zaliczyć również Moodsa. Artysta zajmuje się tworzeniem muzyki od kilku lat, a pierwsze tego efekty pojawiły się na jego premierowej płycie „Traveling Through Sound”. Wydawnictwo zawierające głównie remiksy nagrań innych twórców (m.in. Large Professora, Jurassic 5, J-Live’a i Commona) stanowiło dobre przetarcie przed stricte autorskimi materiałami wykonawcy. Blisko rok temu trafił do obiegu projekt „Break Out EP”, stanowiący zbiór 6 instrumentalnych utworów niderlandzkiego beatmakera. Wykonawca zaprezentował beaty określane mianem mellow i soulful, w pełni odzwierciedlające zawartość EP-ki. Po tym materiał przyszła kolej na dwa beat tape’y zrealizowane w trakcie 24 godzin – „The 24 Hour Beattape” z The Planty Herbs i „The 24 Hour Beattape #2” nagrane wraz z kilkoma innymi osobami. W kolejnych miesiącach Moods wypuszczał różne single i luźne tracki. Producent na bazie opublikowanych na przestrzeni ostatnich miesięcy tracków zebrał materiał na „Seasons EP”. Płyta wypuszczona w połowie lutego b.r. została oparta o proste założenia – wszystkie 6 kompozycji ze zjawiskowym „Love Is Real” na czele odpowiadały poszczególnym porom roku. Do tych nagrań beatmaker dorzucił jeszcze dwa miksy – „Hope” i „Elevate”, z czego ten drugi powstał jako ekskluzywny materiał przygotowany dla U Call That Love. Po tych projektach doczekaliśmy się nowej EP-ki w jego wykonaniu – „Another Point Of View”.

    Tytuł płyty wydanej w drugiej połowie czerwca idealnie oddaje jej charakter oraz zmiany, jakie nastąpiły u Holendra. Moods postanowił spróbować produkcji w nieco innym klimacie, zawieszonym pomiędzy nagraniami a’la uptempo, a instrumentalnym hip hopem. Już pierwszy singiel pochodzący z projektu, „Stimulus”, którego premiera odbyła się na stronie The Find Magazine, zapowiadał inną kompozycję utworów producenta niż dotychczas. Zmiany wprowadzone przez niego na „Another Point Of View” wyszły na dobre całości materiału. Beatmaker rozwinął swój warsztat, sięgając po różne elementy, aby rozwinąć brzmienie. Ogólny zarys EP-ki można sprowadzić do projektu będącego spokojnym i wysublimowanym soundtrackiem do wyimaginowanych obrazów. Nowa rzeczywistość utworzona przez artystę wypada przyjemnie, a przy takich trackach, jak „Where I Belong” czy „Reflections” czas płynie innym tempem.

    Poniżej znajdziecie rozmowę przeprowadzoną z Holendrem.


    Moods znajduje się pod stałą obserwacją serwisu, a wydany niedawno przez niego projekt stał się dobrym pretekstem do przeprowadzenia z nim krótkiego wywiadu. W poniższej rozmowie poruszyliśmy tematy związane z „Another Point Of View”, zahaczając przy okazji o inne aspekty twórczości tego wykonawcy.

    Hej Nick, jak się miewasz? Pamiętam, kiedy opublikowałem artykuł o „Traveling Through Sound” i „Break Out EP”, byłem pewien, że Twoje imię będzie znacznie bardziej rozpoznawalne wraz z następnymi nagraniami. Czy otrzymałeś znacznie więcej pozytywnego feedbacku od momentu Twoich wcześniejszych projektów?

    Hej, mam się świetnie. Zapracowany przez mnóstwo projektów, ale jestem szczęśliwym facetem. Nie mogę narzekać. Tak, pamiętam to, dziękuję za rozprzestrzenianie mojej muzyki, to wiele znaczy dla mnie! Tak, nowy projekt jest nieco inny niż zazwyczaj, ale wygląda na to, że ludzie lubią to, więc to jest dobra rzecz. Myślę, że jest to ważne, aby pokazywać ludziom, że jestem zdolny robić więcej niż tylko hip hopowe beaty.

    W tym roku wydałeś dwie EP-ki. Pierwszy projekt, „Seasons EP”, to kompilacja 6 tracków, które odpowiadają każdej porze roku. Która pora roku jest Twoją ulubioną i jaki był główny klucz do stworzenia tego materiału?

    Podoba mi się to pytanie. Dla mnie lato jest najlepszą porą do życia. Wiesz, wychodzić na zewnątrz i trzymać ze znajomymi oraz wybierać się na plaże i poczuć się żywym. Ale to zima daje mi najwięcej inspiracji do tworzenia muzyki. Lubię zamglone chłodne dni, ponieważ ma to pewną atmosferę kreującą nowe pomysły i oprócz tego jest po prostu pięknie na zewnątrz. Uwielbiam wychodzić z domu i jeżdżąc na rowerze obserwować naturę i chłonąc ją.

    „Another Point Of View” zostało opublikowane kilka tygodni temu. Tytuł tej EP-ki mówi, że to jest nieco inny projekt od Twoich wcześniejszych wydawnictw. Dlaczego zdecydowałeś się pokazać swoją inną twarz w muzyce i przynieść ludziom nowy smak Twoich tracków?

    Jak powiedziałem wcześniej, uważam, że ważne jest to, gdy producent pokazuje światu swój progres w muzycznym wydaniu. Po prostu to jest zbyt zabawne, aby powygłupiać się w różnych gatunkach. Muzyka jest jak sztuka dla mnie, myślę, że każdy artysta w ostateczności spróbuje nowych rzeczy, aby utrzymać samego siebie zainteresowanego sprawami, które robi. Ustanawianie wyzwań dla siebie jest ważne. Utrzymuje to bystrym w twojej produkcji, jeżeli to ma sens. To również rada dla wszystkich producentów dookoła. Próbujcie nowych rzeczy! To takie proste.

    „Stimulus”, który jest głównym singlem z „Another Point Of View”, miał swoją premierę na The Find Magazine. To istotne, aby zostać zauważonym przez strony muzyczne w tym momencie, ale czasami nie jest to łatwe do zrobienia. Czy zgodzisz się z tym, że blogi i serwisy muzyczne spełniają funkcję głównej siły w promocji muzyki?

    Uważam, że blogi/serwisy muzyczne są bardzo ważne! Dlatego że każda strona/blog posiada swoją własną sieć. Nowi ludzie będą słuchać twojej muzyki. To jak łączenie ze sobą kropek. Blogi/strony muzyczne robią DUŻE rzeczy dla muzyki. Umożliwia to artystom większe dotarcie do odbiorców, więc czyni to bardzo ważną i piękną rzeczą w tym samym czasie. Dodatkowo jeżeli jesteś bardzo konsekwentny w swoich postach, ludzie będą cię obserwować. Mam kilka blogów, które sprawdzam każdego dnia.

    W jaki sposób zapoznałeś się z Fremdtunes? Przypuszczam, że to nowe doświadczenie dla Ciebie, aby kooperować z innymi ludźmi i pracować nad Twoimi utworami. Czy jesteś zadowolony z tej współpracy?

    Dorastałem w Middelburgu, miasteczku w południowej części Holandii. Spotkałem tam DJ’a Optimusa, który prowadzi Fremdtunes z DJ’em Mac’em (więcej o tych postaciach w tym miejscu – przyp.red.). Wszystko zaczęło się stamtąd, oni zapytali mnie „Co powiesz na wydanie materiału w naszym labelu?”. Byłem naprawdę szczęśliwy, że oni zapytali mnie o to, ponieważ wydają mnóstwo wartościowej muzyki, więc to jest wyróżnienie, aby współpracować z tymi ludźmi. Po kryjomu miałem nadzieję na to od początku (śmiech)! Tak więc, to znaczy wiele dla mojej kariery. Moje pierwsze oficjalne wydawnictwo w labelu. Jestem ciągle dumny!

    Każdy uważny słuchacz/fan/obserwator Twojej strony na Soundcloudzie wie, że dobrze sobie radzisz z tworzeniem miksów. „Hope (Inspired Mix)” i „Elevate” (gościnny mix dla U Call That Love) są naprawdę udane. Powiedz nam trochę więcej o Twoich muzycznych inspiracjach. Jaki jest Twój cel z takimi miksami?

    Dzięki! Wszystko to, co chcę zrobić, to edukować ludzi i pokazywać im to, co uważam za dobrą muzykę. Wybierając więcej mniej znanych artystów jest szczerze inspirujące dla mnie i mojej muzyki. Jest naprawdę wielu nieodkrytych zadziwiających muzyków/producentów zasługujących w całości na uwagę. Tak więc, próbuję pomóc w niewielkim zakresie tworząc te miksy. Wszystko to o rozprzestrzenianiu dobrej muzyki, to naprawdę to. To jest serio istotne, żeby wspierać twoich zaprzyjaźnionych muzyków.

    Dziękuję bardzo za wywiad. Czy na koniec rozmowy mógłbyś powiedzieć mi o jakichkolwiek Twoich nadchodzących planach w świecie muzycznym?

    Tak, mnóstwo nowych rzeczy dzieje się właśnie teraz. Pracuję obecnie nad 3 EP-kami. Jedna z nich będzie wydana przeze mnie. I następna będzie dla Sober-Music (Rotterdam). Natomiast ostatnia będzie z holenderskim raperem. Bez terminów jeszcze. Oprócz tego pracuję nad kilkoma remiksami i kompilacjami. I mogę stworzyć EP-kę ze świetnym wokalistą soulowym. Nie mogę powiedzieć ci za dużo o tym jak dotąd…

    Click here for an English version of the interview with Moods (in .pdf)


    Czerwcowe wydawnictwo Moodsa zostało udostępnione na Bandcampie. „Another Point Of View” można nabyć w elektronicznym formacie za €4. Po wszystkie nowości wypuszczane przez holenderskiego beatmakera odsyłam na Soundcloud.

    Tracklista

    1. Let Me Explain
    2. Where I Belong
    3. Stimulus
    4. Observe
    5. Comfort Zone
    6. Reflections
  • DJ Czarny & Tas publikują Time To Build + wywiad z artystami

    DJ Czarny & Tas publikują Time To Build + wywiad z artystami

    7–10 minut

    Pierwsze dwa kwartały tego roku już za nami. W trakcie poprzednich miesięcy na rynku muzycznym pojawiło się multum nowych wydawnictw. W lipcu i sierpniu branża w naturalny sposób wyhamowuje, dzięki czemu więcej czasu można poświęcić projektom wypuszczonym przed kilku(nastoma) tygodniami. Następni dni na stronie wykorzystamy głównie na zaprezentowanie tegorocznych płyt, jak zwykle przywiązując dużą wagę do różnorodności wśród wybieranych materiałów. W tym miesiącu pojawiły się już w serwisie artykuły przedstawiające „Parklands” Hiatusa i „The Blackboard EP” Supastitiona. Natomiast teraz przyszła kolej na awizowany przeze mnie longplay DJ’a Czarnego & Tasa, „Time To Build”.

    Polski duet artystów znalazł się całkiem niedawno na stronie. W artykule poświęconemu pierwszemu albumowi wydanemu przez nich – „Passion, music, hip-hop” – szeroko przedstawiłem ich sylwetki. W związku z tym, niniejsza publikacja ograniczy się do podania informacji dotyczących świeżo wydanemu drugiemu wydawnictwu twórców. Kampanię promocyjną drugiego wydawnictwa rodzimego duetu podzielono na kilka etapów. W maju ukazał się pierwszy singiel zwiastujący „Time To Build”. Tytułowe nagranie powstałe przy udziale Ozaya Moore’a (nowy pseudonim Othello z Lightheaded) oraz Kuby Frydrycha (gitara) i Andrzeja Koniecznego (klawisze) utrzymano w hip hopowym klimacie, nadając jemu lekkiej formy. Drugi utwór promujący longplay DJ’a Czarnego & Tasa„Dreaming At The Surface” – opublikował liczący się serwis muzyczny Moovmnt. Do współpracy przy tym zaproszono wokalistę Aarona „AB” Abernathy’ego i Marka Pędziwiatra (Night Marks Electric Trio) odpowiadającego za dodanie tzw. instrumentów żywych. Obie kompozycje posłużył za właściwy wstęp do pełnej zawartości „Time To Build”, odsłaniając dalszy rozwój muzyczny rodzimych wykonawców.

    Premiera płyty odbyła się 7 czerwca. Jakie można zanotować wnioski po pierwszym zapoznaniu się z albumem? DJ Czarny & Tas znacznie rozszerzyli swój warsztat, a ich progres w komponowaniu muzyki w stosunku do wcześniejszych nagrań jest znaczący. W porównaniu do „Passion, music, hip-hop” duet dokonał wielu zmian, które wyszły im na dobre, tworząc zróżnicowane stylistycznie kompozycje. Zawartość „Time To Build” wypełnia około hip hopowa mieszanka różnych dźwięków; usłyszymy tutaj zarówno elementy soulowe, jak i drum’n’bassowe, swobodnie przeplatane z innymi nurtami muzycznymi. Pomimo tego iż wydawnictwo promowały wokalne single, to jednak pozostałe nagrania na longplayu pozostają stricte instrumentalnymi. Autorzy płyty podzielili się po połowie produkcją utworów, korzystając przy okazji z pomocy plejady innych muzyków. Swoje cegiełki do powstania poszczególnych tracków dołożyli kolejno Jakub Frydrych, Andrzej Konieczny, Marek Pędziwiatr, DJ Eprom, Roux Spana, Piotr „Łysy” Jaraszkiewicz oraz Paweł Stachowiak, nie zapominając o tym o osobach odpowiedzialnych za mix i mastering LP. Całość materiału uzupełniają godne remiksy „Time To Build” i „Once Again” w wykonaniu odpowiednio patr00 i Mr Browna.

    W tym miejscu przygotowałem niespodziankę w postaci wywiadu z rodzimymi twórcami. DJ Czarny & Tas w trakcie krótkiej rozmowy udzielili odpowiedzi głównie na pytania dotyczące „Time To Build”, ale nie tylko. Poruszyliśmy też kwestie dotyczące współczesnego kształtu i rozwoju sceny około hip hopowej czy też dalszego rozwoju duetu.


    W ramach wstępu do pytań dotyczących nowej płyty poprosiłbym o krótkie podsumowanie okresu od premiery „Passion, music, hip-hop” do zakończenia prac nad drugim LP. Jak minął Wam ten czas od stricte muzycznej strony?

    Tas: Z albumem „PMHH” jeździliśmy długo, na początku roku 2012 zrodził się pomysł żeby stworzyć nowy materiał. Pod koniec poprzedniego roku wymieniliśmy się „paczkami” z muzyką między sobą i dokonaliśmy wstępnej selekcji. W przeciwieństwie do pierwszego albumu, „Time To Build” wyprodukowaliśmy wspólnie. W międzyczasie, trochę graliśmy – m.in. wspólną trasę z Raashanem Ahmadem. Pojawiło się kilka luźnych utworów, ale dla mnie to było wciąż za mało, wolałem jakby skupić wszystkie siły na nowy album. Od początku roku, właściwie do ostatniej chwili trwały intensywne prace z naszej strony. Dziś czujemy lekkie zmęczenie, ale też i szczęście.

    Informacje o Waszym drugim albumie pojawiły się w maju. Po miesiącu od wydania tytułowego singla, „Time To Build” trafiło do sprzedaży. Pierwsze, co rzuca się w oczy, a raczej uszy, jest bogatsze brzmienie i swobodne dryfowanie przez Was wokół różnych nurtów muzycznych. Czy to było najważniejsze założenie przy pracach nad tym materiałem?

    DJ Czarny: Nie nazwałbym tego założeniem, różnorodność stylistyczna na nowej płycie wynika przede wszystkim z „ewolucji” muzycznej, która w nas zaszła i nadal ma miejsce. Wraz z dojrzewaniem zmienia się nasz gust. Niczego z góry nie planowaliśmy – ostateczny kształt płyty jest odzwierciedleniem naszych inspiracje z minionych lat, a właściwie od okresu wydania „Passion, music, hip-hop”.

    „Time To Build” stanowi niemal w całości instrumentalny longplay, ale nie brakuje na nim ciekawych gości z kraju i zagranicy. Co skłoniło Was do podjęcia współpracy z Ozayem Moore’em, Ab czy też szeregiem muzyków obecnych na albumie?

    Tas: Utwory Ozaya Moore’a, znanego wcześniej jako Othello, graliśmy praktycznie w każdym DJ secie. Utwór „Let’s Just” nie nudzi się do dnia dzisiejszego. Chcieliśmy do niego napisać, bo podobała nam się barwa jego głosu, lekkie flow. Z Ozayem jesteśmy w stałym kontakcie, fajnie byłoby kiedyś zagrać wspólny koncert. Twórczości AB nie znaliśmy, ale marzyliśmy o stworzeniu utworu śpiewanego. Nasz przyjaciel, Sebastian Jóźwiak z Warsoul, zaproponował żeby napisać do AB. Zauroczyliśmy się jego wokalem i od razu wysłaliśmy paczkę. Jesteśmy szczęśliwi że udało nam się zrealizować te kolaboracje. Dla nas super doświadczenie. Jeżeli chodzi o muzyków, zaprosiliśmy do współpracy przede wszystkim osoby, które po prostu znaliśmy wcześniej. To niewątpliwie ułatwiło współpracę a ostateczny wkład żywej muzyki niewątpliwie podniósł poziom artystyczny utworów. Na płycie znalazły się również dwa remixy świetnych producentów – Mr Browna oraz patr00. Pierwszego z nich Wojtek, jako nastolatek, miał okazję poznać w Londynie. Ja pozwoliłem sobie napisać do Patryka, chociaż rozmawiałem z nim nieco wcześniej przy okazji innej inicjatywy, której treści nie mogę zdradzić (uśmiech).

    Promocja nagrań w kraju i zagranicą, to dwie różne kwestie. Niektórym wydaje się, że niezwykle trudno zostać dostrzeżonym poza Polską, jednak udało się Wam uzyskać spore wsparcie choćby ze strony uznanego serwisu Moovmnt. Jakie posiadacie odczucia względem kontaktów z osobami z zagranicy?

    DJ Czarny: Póki co odczucia są wyłącznie pozytywne. Wszyscy zagraniczni artyści, z którymi wcześniej współpracowaliśmy, a których mieliśmy okazję poznać osobiście okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi – mam tu na myśli przede wszystkim Raashana Ahmada, Kohndo i Muneshine’a. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku eventów. Do tej pory dostaliśmy szansę zagrania we Francji i na Ukrainie, w obu przypadkach spotkaliśmy się z naprawdę świetnym odbiorem ze strony publiczności. Jeżeli chodzi o portale zagraniczne, niezwykle cieszy nas pozytywny odzew, wsparcie stron www i blogów muzycznych z różnych zakamarków świata. Imponuje nam fakt, że większość portali zagranicznych wrzucając informacje o jakimś wydawnictwie opisuje je swoimi słowami chcąc zachęcić nowych słuchaczy. „Kopiuj-wklej” jest raczej rzadko spotykanym zjawiskiem.

    Szeroko pojęta muzyka instrumentalna w szybkim tempie dociera do coraz większego grona odbiorców. Pojawiają się przy tym na scenie muzycznej coraz to nowsi twórcy. Jak z perspektywy producentów oceniacie rozwój brzmień wywodzących się z instrumentalnego hip hopu w ostatnich latach oraz jaką widzicie przyszłość tego nurtu?

    Tas: Muzyka instrumentalna może być słuchana na całym świecie i to jest w niej moim zdaniem najpiękniejsze. Tworząc formę związaną np. z językiem polskim, nieco trudniej skupić uwagę słuchacza spoza granic kraju. Ta scena wciąż się rozwija, ale czasem mam wrażenie, że w tym wszystkim jest też sporo mody i wpływów, które są… trendy.

    Poświęciliście czas na zbudowanie nowej jakości i rozszerzenia swoich muzycznych horyzontów. Czy nadal macie zamiar rozwijać się w stronę tworzenia instrumentalnych projektów czy też myślicie o realizacji więcej utworów z wokalistami?

    DJ Czarny: Czas sam pokaże, w którą stronę pójdziemy. Pasują nam zarówno projekty stricte instrumentalne, jak i te oparte na współpracy z muzykami. Niektórych rzeczy nie da się przewidzieć – dwa lata temu zrobiliśmy album w 90% rapowy, z małym udziałem muzyków. Nowa płyta jest już zdecydowanie bardziej zróżnicowana stylistycznie – pojawia się przynajmniej kilka zupełnie odmiennych gatunków muzycznych. Sami nie wiemy, w którą stronę pójdziemy, ale jedno jest pewne – chcemy dalej się rozwijać i czujemy, że przed nami jeszcze długa droga.

    Płytę zamykają dwa remiksy utworów pochodzących od patr00 i Mr Browna. Jakich jeszcze współczesnych producentów cenicie sobie najbardziej?

    Tas: To wbrew pozorom trudne pytanie. Wyżej sam zapytałeś o rozwój muzyki instrumentalnej, następstwem tego rozwoju jest cała masa naprawdę zdolnych producentów. Właściwie ciągle brakuje czasu na sprawdzenie wszystkich utworów. Kiedyś wydawało mi się że dobra muzyka pochodzi tylko ze Stanów Zjednoczonych lub z Europy zachodniej. Beaty robi się wszędzie i właściwie w każdym kraju znajdzie się naprawdę sporo dobrych beatmakerów –  na szczęście w dobie internetu można do nich dotrzeć.

    Dziękuję za rozmowę. Na koniec jeszcze krótkie i jakże sztampowe pytanie: plany na sezon ogórkowy oprócz grania imprez tu i ówdzie?

    DJ Czarny: Na pewno przydałoby się trochę odpocząć, złapać oddech i zebrać siły przed nowym sezonem. Ostatnie miesiące były dla nas bardzo intensywne dlatego mała przerwa jest wysoce wskazana. W wakacje zagramy kilka razy w różnych miejscach, informacje o tych eventach pojawią się na naszym fanpage’u na Facebooku.


    Czerwcowe wydawnictwo rodzimego duetu znajdziemy na Soundcloudzie oraz Bandcampie. Wersję fizyczną „Time To Build” można nabyć za pośrednictwem strony www DJ’a Czarnego & Tasa lub drugiego z ww. serwisów. W ramach kampanii promocyjnej płyty artyści wypuścili promo albumu w postaci tzw. EPK (Electronic Press Kit), w którym przewijają się zapisy rozmów z nimi, sesje nagraniowe oraz występy na żywo. W poprzednim miesiącu wykonawcy zagrali imprezy w kilku polskich miastach i jak wspomnieli zapewne w wakacje też wybiorą się na kilka występów na żywo.

    Tracklista

    1. On Air (Intro)
    2. Time To Build feat. Ozay Moore
    3. Escape
    4. Where Is My Heaven?
    5. Animo
    6. Once Again
    7. BOOM!
    8. Anna
    9. Runnin
    10. Too Close
    11. Dreaming At The Surface feat. Aaron „AB” Abernathy
    12. Soulshine
    13. Time To Build feat. Ozay Moore (patr00 remix)
    14. Once Again (Mr Brown remix)
  • Dooinit Music wydawcą muzyki J-Zena + wywiad z artystą

    Dooinit Music wydawcą muzyki J-Zena + wywiad z artystą

    5–8 minut

    W początkowym okresie działalności strony najwięcej miejsca przypadało wydawnictwom twórców ze Stanów Zjednoczonych. Jednak na przestrzeni następnych miesięcy ta tendencja zmieniła się i równie często wykonawcy z pozostałych kontynentów pojawiali się w serwisie. W tej chwili zdarza się nawet, że przez kilka dni na witrynie goszczą projekty spoza USA, co świadczy o poziomie prezentowanym przez wykonawców z różnych stron świata. Wśród europejskich artystów prezentowanych na U Call That Love silną pozycję posiadają francuscy producenci. Do tego grona dołącza dzisiaj przedstawiciel Dooinit Music, J-Zen, którego dotychczasowe płyty zostaną przedstawione w tym artykule.

    Niezależni beatmakerzy zdobywają coraz więcej sympatyków swojej twórczości i z każdym miesiącem pojawiają się nowe twarze w tym środowisku. Bohater niniejszej publikacji już od kilku lat należy do tej stale rozrastającej się niszy, całkiem dobrze poczynając sobie w tej branży. W przypadku artysty z Paryża wszystko zaczęło się od wydanego w czerwcu 2009 roku projektu „BREAKfast”. Wydawnictwo zawierające 16 instrumentalnych nagrań okazało się dobrym przetarciem przed następnymi materiałami.

    Nieco ponad trzy lata temu ukazała się pierwsza płyta J-Zena nagrana przy udziale zagranicznych raperów. Dzięki obecności w dwóch utworach Shawna Jacksona („FadeAwaay”) oraz Substantiala („Iron Horse”), „Guilty Pleasure” spotkało się z uznaniem w oczach odbiorców. Krótki projekt wydany nakładem Dooinit Music docenili głównie fascynaci ciepłych brzmień hip hopowych, czerpiących garściami z dorobku beatmakerskich tuzów. W przypadku francuskiego producenta słychać również inspiracje innymi twórcami, choćby Pete Rockiem, Kankickiem czy Declaime’em, co tylko pozytywnie świadczy o jego warsztacie i poszukiwaniu różnych wzorców do własnych nagrań.

    Wydawnictwo francuskiego beatmakera trafiło na Bandcampa. „Guilty Pleasure” ukazało się w wersji elektronicznej oraz fizycznej. Płytę można pobrać za kwotę $3, zaś 7-calowy singiel winylowy jest dostępny w sprzedaży w cenie $6. Zdecydowanie warto ten materiał w jakimkolwiek formacie. Poza tym ukazało się promo video do tego projektu nagrane do „Guilty Pleasure Theme”.

    Tracklista

    1. Foreign Card
    2. FadeAwaay feat. Shawn Jackson
    3. Whip Cream
    4. Guilty Pleasure Theme
    5. Iron Horse feat. Substantial
    6. Le Mot De La Fin

    Po wydaniu rozszerzonego singla J-Zen zabrał się za następne projekty. W grudniu 2010 roku producent zaprezentował kolejny beat tape – „SexTape”. Wydawnictwo opierające się na fragmentach starych filmów dla dorosłych znalazło całkiem sporo odbiorców. W maju ub.r. beatmakerowi udało się zrealizować wspólne nagranie z szanowanym w środowisku duetem – Georgią Anne Muldrow i ww. Declaime’em. „God Music” wypadło nader sympatycznie i szkoda, iż stanęło jedynie na tym utworze zrealizowanym przez trio. Kilka miesięcy po opublikowaniu tego singla przyszła kolej na obszerniejsze wydawnictwo artysty – instrumentalny projekt „Padwork”.

    Premiera ubiegłorocznej płyty Francuza odbyła się 20 listopada, a jej wydawcą zostało ponownie Dooinit Music. Tym razem beatmaker postawił na połączenie klasycznych brzmień hip hopowych ze współczesnymi progresywnymi rozwiązaniami muzycznymi. J-Zen serwuje mieszankę soulu, elektroniki i instrumentalnego hip hopu, odpowiadając za zgrabne i eleganckie kompozycje. „Padwork” przywodzi na myśl około hip hopowe wydawnictwa stojące na naprawdę wysokim poziomie. Francuski twórca pokazał na tym produkcji, iż sukcesywnie rozwija swój warsztat i z biegiem czasu może trafić do czołówki europejskich producentów.

    Ostatnie wydawnictwo J-Zena znajdziecie rzecz jasna na Bandcampie. Za pośrednictwem tego serwisu można bezpłatnie pobrać ten materiał. Tym razem Dooinit Music do elektronicznego wydawnictwa dorzuciło limitowaną edycję płyt CD z dołączonymi naklejkami. „Padwork” w formacie fizycznym można nabyć w cenie $8. Projekt promuje ciekawie skonstruowane promo video nagrane do utworu „O.W (Other Way)”.

    DOWNLOAD J-Zen – „Padwork”

    Tracklista

    1. Hide & Seek
    2. When I…
    3. June Heart
    4. Curt In You
    5. LoveLoveLove
    6. MusicASteroid #1#2
    7. First Edition
    8. No Mames!
    9. O.W (Other Way)
    10. ColorZ
    11. Technic & Practice
    12. Jalisco Trip

    W tym miejscu przygotowałem pewną niespodziankę związaną z tym artykułem. Poniżej znajdziecie krótki wywiad przeprowadzony ostatnio z J-Zenem, w którym poruszyliśmy tematy związane z jego wydawnictwami oraz innymi kwestiami związanymi z jego twórczością.


    Cześć, co u Ciebie? 2013 rok rozpoczął się całkiem niedawno, więc pozwolisz, że pierwsze pytanie będzie dotyczyło minionych miesięcy w Twoim życiu i muzyce. Co było specjalnego dla Ciebie w 2012 roku? Czy mógłbyś krótko streścić ubiegły rok w najbliższej Ci muzyce?

    Zawsze robię swoje rzeczy, postępując tą samą drogą i metodami w pracy; najważniejsza zmiana bierze się z tego, że opuszczam teraz Paryż, co pomoże mi w nawiązaniu muzycznych kontaktów i lepszej atmosfery muzycznej tutaj. Suff Daddy i Tall Black Guy zawsze będą moimi faworytami, ale Funkommunity naprawdę całkowicie mnie zaskoczyli w ubiegłym roku, to rzeczywiście nowozelandzki dotyk!

    W lutym 2010 roku wydałeś „Guilty Pleasure” w formacie elektronicznym. Projekt jest również dostępny w wersji fizycznej – na wytłoczonej winylowej 7″ w limitowanym nakładzie. To jest dobre rozwiązanie, aby dotrzeć do więcej słuchaczy i miłośników muzyki. Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

    Winyl jest wyjątkowy, najlepszy format w mojej opinii, ponieważ możesz użyć swoich pięciu zmysłów przy tego typu wydawnictwach. Opinia publiczna zawsze będzie doceniała winyle.

    Twoje wydawnictwo z 2010 roku powstało przy udziale dwóch Emcees – Shawna Jacksona & Substantiala. Dlaczego zdecydowałeś się na współpracę właśnie z tymi raperami?

    Substantial jest blisko związany z moim labelem, Dooinit Music, od momentu, gdy wystąpił na festiwalu organizowanym przez wytwórnię w 2009 roku. Jeżeli chodzi o Shawna Jacksona, to jego utwór „Feelin’ Jack” (pochodzący z albumu „First Of All…” – przyp.red.) był jednym z najlepszych w 2009 roku. Naturalnie skontaktowaliśmy się z nim i był za naszą propozycją.

    Inny duet hip hopowy, który pojawił się na Twoim nagraniu, pochodzi z Los Angeles. Georgia Anne Muldrow & Declaime są doskonale znanymi artystami w undergroundzie? Jak zapoznałeś się z nimi?

    Mój label zorganizował imprezę upamiętniającą Black History Month i byli oni tego częścią. Przesłuchali oni moich beatów, spodobały im się i dzięki temu zabukowaliśmy sesję studyjną z nimi.

    „Padwork” to kolejne Twoje wydawnictwo pochodzące z listopada 2012 roku. Słuchacze mogą pobrać ten album za darmo i/lub przekazać dotację i/lub nabyć wydawnictwo na płycie CD. Czy uważasz, że ludzie doceniają teraz darmową muzykę?

    Zasady zmieniły się w przeciągu ostatnich 10 lat, przez co musimy przystosować się do nowego systemu dzielenia się czymkolwiek w dżungli zwanej internetem. Zdecydowaliśmy się, aby to ludzie sami wybrali przystępną im formę: czy chcą wesprzeć projekt, czy też pobrać za darmo. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że darmowe wydawnictwo, to najlepszy sposób do dotarcia do więcej ludzi.

    Muzyka instrumentalna jest bardzo popularna w tym momencie. Mnóstwo beatmakerów z całego świata otrzymuje pozytywny feedback od blogerów, dziennikarzy muzycznych i słuchaczy. Dlaczego beat tape’y są tak ważne na niezależnej scenie teraz?

    Są trzy powody: internet, innowacje muzyczne oraz klasyczni producenci.

    Ludzie tacy, jak Pete Rock, J Dilla, Primo, Madlib, Kankick pomogli producentom przejść na pierwszy plan; wydawali instrumentalne longplaye i są prekursorami. Nowe pokolenie przybyło z nowymi urządzeniami i lepszymi studiami domowymi, wartościowymi beatami; wiemy jak poruszać się w internecie. W tej chwili musisz być innowacyjny w studiu, ale posiadać także własny image.

    Jedna z najlepszych zmian w branży muzycznej w ostatnich latach, to streaming online. Czy możesz wyobrazić sobie świat bez serwisów dedykowanych streamingowi, jak Soundcloud czy Bandcamp, które są obecnie bardzo pomocne każdemu producentowi, raperowi i grupie?

    Streaming plików muzycznych ma wiele zalet, ale nie tylko to odgrywa dużą rolę w branży. Na przykładzie beat tape’ów, to jest sposób na prezentację twojej pracy światu, to jest pewnego rodzaju twoja wizytówka, która umożliwia ci pozostawanie w kontakcie z fanami i przyspieszenie twojej widoczności. Również blogi pomagają fanów odkrywać nowych artystów; są one esencją w dzisiejszym nowym świecie muzyki w internecie.

    Dziękuje za czas poświęcony tej rozmowie. Jeszcze tylko jedno pytanie: jakie masz plany na następne miesiące?

    Nowe projekty z Emcees oraz wokalistami, a także praca nad live showem dedykowanemu beatmakingowi.


    Więcej informacji o J-Zenie znajdziecie na jego fan page’u na Facebooku. Wszystkie nowości napływające z Dooinit Music znajdują się na stronie internetowej labelu.

  • Jazz-hopowa kapsuła czasu Exact Change Project + wywiad z artystami

    Jazz-hopowa kapsuła czasu Exact Change Project + wywiad z artystami

    6–9 minut

    W muzyce ogromne znaczenie odgrywają znajomości i powiązania w branży. Często dzięki temu prowadzenie kampanii promocyjnych poszczególnych wydawnictw staje się łatwiejsze i przyjemniejsze. Nie ma w tym żadnego zaskoczenia, gdyż każdy wie, iż bezpośrednia pomoc otrzymywana od ludzi dodatkowo napędza do dalszego działania. Wszystko to widać jak na dłoni na przykładzie niezależnych artystów, wśród których mnóstwo osób ma trudności z dotarciem do w miarę licznego spektrum odbiorców. Twórczość niejednego twórcy zasługuje na większe uznanie, co można po części osiągnąć dzięki pracy u podstaw. Bez dwóch zdań warto poświęcić więcej miejsca grupie Exact Change Project, której debiutancki jazz-hopowy album „Escape Capsule” powinien spokojnie przyćmić kilka tuzinów płyt z ub.r.

    Współczesne projekty nawiązujące do wczesnych dokonań Gang Starr i twórczości obozu Native Tongues, Dream Warriors czy Digable Planets co rusz pojawiają się w undergroundzie. Formula J & Luge dołączają do długiej listy artystów oscylujących w klimatach jazz-hopowych, wyróżniających się jednak pod pewnymi względami od swoich partnerów po fachu. Początków znajomości obu postaci należy szukać w nowojorskim Queens, gdzie zapoznali się dobrych kilka lat temu. Jednak pomysł powołania do życia zakiełkował w ich głowach w trakcie pobytu w stolicy Argentyny, Buenos Aires. Duet przeniósł się do Ameryki Południowej aby kształcić się w kierunku jazzu, największej pasji amerykańskich twórców. Po pewnym czasie spędzonym wśród lokalnych muzyków rodowici nowojorczycy postanowili nagrywać tracki oparte o jazzowe standardy. Wspólna praca nad beatami doprowadziła do realizacji longplaya łączącego jazz, hip hop i tzw. żywe instrumenty. „Escape Capsule” ukazało się już po powrocie Exact Change Project do Nowego Jorku.

    Premiera płyty odbyła się w połowie września ub.r. Grupa zdecydowała wypuścić materiał własnym sumptem, skupiając się na promocji wydawnictwa głównie na rynku lokalnym. Formula J & Luge odpowiadają za stworzenie szkieletu longplaya. Pierwszy z nich zajął się warstwą liryczną na „Escape Capsule”, zaś drugi za kompozycję i klawisze obecne na albumie. Oprócz tego, duet dobrał sobie liczne grono postaci pracujących na końcowy efekt materiału – P. Ahets Etcheberry (perkusja), P. Mourelle (gitara i efekty), J. Nenezian (trąbka), S. Flaiban (wokal), V. Justine (wokal), J. Suggs (trąbka) & M. Lagomarsino (głos w utworze „Communique (The Message)”). Artyści kapitalnie połączyli wszystkie składowe, przedstawiając jeden z najważniejszych jazz-hopowych albumów 2012 roku. Charakter wydawnictwa najlepiej oddaje otwierające LP „New School”, w którym Formula J po kolei wyjaśnia poszczególne założenia Exact Change Project. Wszystkie nagrania zawarte na albumie są niezwykle dopieszczone, sprawiając, że obcowanie z tym projektem jest nad wyraz przyjemne. Kapsuła czasu formacji zabiera słuchaczy minionych epok w dziejach muzyki, w których odbiorcy doceniali wszystkie płyty osadzone w jazzowych klimatach.

    W tym miejscu przygotowałem niespodziankę w postaci wywiadu przeprowadzonego niedawno z Formulą J. W trakcie rozmowy zostają rozszerzone wątki powstania Exact Change Project, dowiadujemy się wiadomości o obecnej scenie muzycznej w NYC, a także poznacie dodatkowe kulisy powstania albumu.


    Cześć, jak się miewasz? Przede wszystkim chciałbym zapytać Cię o początki powstania grupy. Exact Change Project to duet pochodzący z nowojorskiego Queens, ale znajdziemy też inne miasto, które odegrało znaczącą rolę przy ukształtowaniu tej formacji – stolicę Argentyny, Buenos Aires. Czy mógłbyś mi powiedzieć, co dokładnie zaprowadziło Was do tego miejsca?

    Formula J: Oryginalnie pochodzimy z Queens. Znam Luge’a od około 10 lat. Zaczynaliśmy wspólnie grać muzykę około 6 lat temu i po prostu opieraliśmy całość naszych sesji o jazz przebywając w studiu naszego przyjaciela na Manhattanie. W 2008 roku przeprowadziłem się do argentyńskiego Buenos Aires, aby bardziej skupić się na muzyce, innej kulturze i języku hiszpańskim. Luge przeniósł się do tego miasta w 2010 roku, aby studiować grę na pianinie, po tym jak mu powiedziałem o tamtejszej scenie jazzowej. W tym czasie mieszkałem wraz z pewnymi jazzowymi kocurami i od momentu, gdy Luge pojawił się tam, zaczęliśmy nagrywać beaty. Pisałem do tych beatów i ostatecznie uformowaliśmy zespół z pewnymi innymi muzykami jazzowymi i rozpoczęliśmy nagrywać album.

    „Escape Capsule” ukazało się 18 września ub.r. Czy jesteś zadowolony z otrzymanego do tej pory feedbacku?

    Formula J: Niezupełnie. Przez to, że przenieśliśmy się na kilka lat do Buenos Aires, było trudno wrócić i od razu wydać album. Nie otrzymaliśmy tak naprawdę szansy uzyskania silnego wsparcia dla tego projektu. Ponadto zrobiliśmy wszystko całkowicie niezależnie.

    Zaprosiliście na album wielu muzyków, aby skomponować wszystkiego struktury LP. To jest niecodzienna droga do stworzenia albumu hip hopowego w tym momencie. Czy czujecie się jak ortodoksyjni artyści, którzy preferują organiczny hip hop w erze brzmień syntetycznych i elektronicznych?

    Formula J: Obaj jesteśmy wychowani na jazzie; Luge studiuje grę na pianinie, a ja kształcę się nieco w kierunku jazzowych brzmień. Jesteśmy dużymi fanami instrumentacji na żywo oraz improwizacji w ogóle, więc jest dla nas ważne używanie tzw. żywych instrumentów w trakcie naszych występów i na albumie. Zostało też powiedziane, że uwielbiamy pewnych współczesnych producentów. Koty pokroju Flying Lotusa i Thundercata świetnie wypadają teraz, ale obecnie jest trudno wejść do mainstreamowych beatów. Widzimy mnóstwo powtórzeń i beaty są przesycone dźwiękami bez uwzględnienia muzycznej orkiestracji. Staramy się wtopić to, co kochamy w muzyce hip hopowej wraz z rzeczami, które uwielbiamy w jazzie.

    Dlaczego zdecydowaliście zatytułować album właśnie w ten sposób? Czy to jest ucieczka od sceny muzycznej w 2012 roku i powrót do wcześniejszej epoki dzięki Waszej kapsule czasu?

    Formula J: Zatytułowaliśmy album jako „Escape Capsule” z kilku powodów. Chcemy, aby ludzie wyobrazili płytę, muzykę jako w formie Kapsuły Ucieczki. To może być ucieczka od każdego dnia w życiu, od muzyki popularnej, którą ludzie mieli w zwyczaju słuchać, od twojej pracy, kraju, cokolwiek. Dla nas to reprezentuje Ucieczkę, zmiany jakie zaszły w naszym życiu i karierach, kiedy zdecydowaliśmy porzucić nasze prace i przenieść się do Argentyny.

    Jak wygląda teraz nowojorska scena hip hopowa? Czy to jest dobre miejsce dla takich artystów jak Wy w tym momencie? Domyślam się, że wynieśliście dużo doświadczenia z innych środowisk, głównie jazzowych, więc pewnie przypatrujecie się rapowi w NYC z nieco innej perspektywy.

    Formula J: Nowojorska scena jest właściwie interesującym miejscem w tym momencie. Znajdziemy tutaj mnóstwo kotów, którzy są tuż za rogiem od prawdziwego wybuchu popularności, ale prawdopodobnie nadal uważanych za undergroundowych przez większość. Mówię tutaj o Joeyu Badassie, Das Racist, Actionie Bronsonie, Mr. MFN eXquire’u, etc. Obecnie wygląda na to dla nas, że wszystko rozchodzi się wokół tego, kogo znasz w mieście. Gramy dużo koncertów, ale to jest wyzwanie, aby zdobyć rozpowszechnioną pozycję w tym miejscu.

    W Argentynie zawsze spędzaliśmy czas z muzykami jazzowymi, którzy zawsze byli za naszą muzyką. Nieważne co zrobiliśmy, oni posiadali pewien szacunek dla nas, ponieważ pochodziliśmy z Nowego Jorku, istotnym mieście dla jazzu. Obok rapowego ruchu odbywającego się w NYC, nasza muzyka różni się od większości dzisiejszego hip hopu, więc nigdy nie wiadomo jak ludzie odbiorą naszą muzykę.

    Dziękuję za wywiad. Pozostało już tylko ostatnie pytanie. Jakie macie plany na 2013 rok?

    Formula J: W tym momencie mamy naprawdę świetny zespół tutaj w NYC. Naszym planem jest dalsze utrzymanie grania imprez w Nowym Jorku w trakcie pierwszych miesięcy 2013 roku, a następnie przy odrobinie szczęścia wybranie się na tour w dalszej części roku. Zamierzamy wypuścić teledysk do utworu „Space Slingin’” nieco po Nowym Roku (videoclip już został opublikowany – przyp.red.), więc zdecydowanie nie możemy się tego doczekać. Rozglądamy się także za poznaniem fanów z całego świata i podzielenia się muzyką z tyloma osobami z iloma będzie to możliwe. Posiadamy mnóstwo nowych tracków, które będziemy grać na naszych występach, więc mamy też nadzieję do nagrania follow-upu do „Escape Capsule” w ciągu następnych miesięcy. Prawdopodobnie nagramy następny album trochę inaczej, przy jeszcze większym wykorzystaniu sprzętu studyjnego. Zobaczymy jak to wyjdzie jednak. Do usłyszenia.


    Wrześniowe wydawnictwo nowojorskiej grupy znajdziecie na Bandcampie. Płytę można bezpłatnie pobrać w wersji elektronicznej korzystając z tego serwisu. Wersja fizyczna „Escape Capsule” również jest dostępna na tej stronie, a przy pomyślnych wiatrach niebawem trafi do powstającego powoli sklepu U Call That Love. Dodatkowo można nabyć na BC koszulkę formacji. Exact Change Project wypuściło niedawno teledysk nagrany do singla „Space Slingin’”, o którym wspomnieliśmy w wywiadzie. Ponadto longplay promuje też klip powstały do „Wine n Dime”.

    Aktualizacja: Exact Change Project zrealizowali trzeci videoclip promujący „Escape Capsule”. Tym razem nowojorska formacja nagrała teledysk do zamykającego album „Ya Gotta Have Heart”.

    Tracklista

    1. New School
    2. Exact Change
    3. Secret Formula
    4. Soma Sonora
    5. June Winter
    6. Descent (The Arrival)
    7. Space Slingin’
    8. Communique (The Message)
    9. Rebel Chant
    10. Intipunku
    11. Wine n Dime
    12. Keep It Jazzy
    13. Ya Gotta Have Heart
  • Zimowy beat tape The Boomjacks + wywiad z artystami

    Zimowy beat tape The Boomjacks + wywiad z artystami

    5–7 minut

    W zalewie setek beat tape’ów pochodzących z niemal wszystkich kontynentów trudno czasem wybrać wartościowe materiały. Producenci przyzwyczaili odbiorców do wypuszczania rozmaitych projektów, nie raz bardzo chaotycznych i nie do końca przemyślanych. Często mamy do czynienia z kompilacjami luźnych tracków lub archiwalnych nagrań, które następnie lądują na instrumentalnych wydawnictwach. Nie umniejszając nic takim płytom, zdecydowanie lepiej wypadają konceptualne taśmy producenckie, z jasno zdefiniowanymi założeniami i konstrukcją. Blisko miesiąc temu ukazał się jeden z najciekawszych beat tape’ów o przejrzystym schemacie ostatniego czasu – „Beats of Ice and Fire” fińskiego duetu The Boomjacks.

    Skandynawscy twórcy muzyczni od dawna zbierają liczne pochwały od odbiorców na całym świecie. Przedstawiciele hip hopowi z Europy Północnej posiadają wielu sympatyków oraz bogate tradycje, do których starają się nawiązać fińscy beatmakerzy. Pochodząca z Kuopio grupa powstała cztery lata temu z inicjatywy dwóch braci, Jyriego i Willejma. Obaj znaleźli zamiłowanie do tworzenia beatów opartych o mocne brzmienie perkusji, przypominających iście boom-bapowe podkłady. Od stycznia ub.r. do lutego b.r. The Boomjacks wypuścili 4 części projektu zatytułowanego po prostu jako „Beats” (wszystkie części są dostępne na Bandcampie). Po tej serii materiału, mieszkańcy mroźnej Finlandii postanowili zabrać się za beat tape inspirowany sagą George’a Raymonda Richarda Martina „Pieśń Lodu i Ognia” i ich telewizyjną adaptacją – „Grą o tron”. W ten sposób powstały dokładne założenia „Beats of Ice and Fire”, którego premiera odbyła się 27 listopada.

    Świat fantasy stworzony przez pisarza z New Jersey zdobył wielu zwolenników pod różnymi współrzędnymi geograficznymi. Potencjał sagi Martina dostrzegła również stacja HBO, rozpoczynając z powodzeniem realizację serialu telewizyjnego – „Gry o tron”. The Boomjacks okazali się wiernymi fanami tych klimatów osadzonych w chłodnych i srogich realiach kontynentu Westeros. Jyri & Willejm podali własne interpretacje tytułowej walki o tron pomiędzy Siedmioma Królestwami na „Beats of Ice and Fire”. Zimowy beat tape zabiera słuchaczy w podróż po skutej lodem krainie, pochłaniającej niejednego śmiałka, który ośmielił się wejść do niej. Instrumentalne kompozycje fińskiego duetu właściwie oddają charakter „Pieśń Lodu i Ognia”, tworząc odrębną ścieżkę dźwiękową do tej opowieści.

    W tym miejscu przygotowałem niespodziankę związaną z ostatnim wydawnictwem The Boomjacks. Poniżej znajdziecie wywiad przeprowadzony z Jyrim, dzięki któremu poszerzycie swoją wiedzę o tej grupie i fińskich zwyczajach świątecznych.


    Cześć Jyri, jak się miewasz? W związku z tym, iż trwa przerwa świąteczno-noworoczna, pierwsze pytanie powinno dotyczyć zwyczajnych świąt Bożego Narodzenia w Finlandii. Jak spędzasz czas w trakcie świąt? Czy orientujesz się jak wielu ludzi odwiedza Świętego Mikołaja w Laponii w tym czasie?

    Jyri: Zazwyczaj rodziny zbierają się ze sobą i mnóstwo jedzą, więc wygląda to identycznie jak w innych krajach. Spędzamy święta również w ten sposób, biorąc sobie wolne, aby pozostać z rodziną. Przy okazji przygotowujemy się do wydania kolejnego projektu w czasie przerwy świąteczno-noworocznej.

    Mieszkamy kilkaset kilometrów na południe od Laponii, więc nie mam zbyt dużej wiedzy na temat liczby turystów odwiedzających tę krainę w trakcie sezonu zimowego. Oczywiście, znajdą się ludzie, którzy wybierają się tam do centrów narciarskich i jednego z Mikołajowych Parków znajdujących się nieopodal Rovaniemi. Święty Mikołaj mieszka w Korvatunturi. To miejscowość położona na granicy z Rosją w pasie granicznym z tym krajem; ludzie nie mogą tam przebywać bez zezwolenia. Ale zezwolenia można uzyskać poprzez ubieganie się o nie, więc sądzę, że przynajmniej znajdą się ludzie odwiedzający tę miejscowość na nartach lub skuterach śnieżnych.

    Ostatnie wydawnictwo The Boomjacks nosi tytuł „Beats of Ice and Fire”. Ten beat tape składa się z utworów inspirowanych sagą George’a R. R. Martina, „Pieśń Lodu i Ognia”, która stała się bardzo popularna dzięki telewizyjnej adaptacji pod tytułem „Gra o tron”. Którą wersję preferujesz – książki czy adaptację telewizyjną?

    Jyri: Serial HBO jest bardzo niezłą adaptacją, ale muszę powiedzieć, że preferuję książki. Naturalnie, znajdziemy pełno pominiętych rzeczy w serialu telewizyjnym ze względu na limity czasowe i znacznie więcej otrzymacie czytając książki.

    Muszę przyznać, iż beat tape jest harmonijny i drobiazgowo przygotowany. Czy chcieliście połączyć „Grę o tron” z fińskim posmakiem? Wygląda na to, że skupiliśice się na pokazaniu chłodnego i wspaniałego zarazem klimatu Waszego kraju.

    Jyri: Cóż, przynajmniej dla mnie, chłodny klimat Północy w książkach w pewnym stopniu przypomina i nawiązuje do zimy tutaj. W ten sposób, mamy na materiale także odrobinę fińskiej zimy. Może to pochodzić też ze środowiska czytelników, ale nie jest to celowym założeniem.

    Dlaczego zdecydowaliście się wydać ten projekt na kasecie? Czy lubicie klimaty retro w przemyśle muzycznym?

    Jyri: Chcieliśmy wydać cokolwiek w formacie fizycznym posiadającego pewną wartość kolekcjonerską. Nagrywamy beat tape’y, więc nie ma lepszej możliwości od wypuszczenia tego na kasecie. Kasety są niezłymi przedmiotami i beaty brzmią nieco lepiej na taśmach niż w elektronicznym formacie. Ale mogliśmy wypuścić to po prostu na płycie CD i możliwe, że wydamy coś w ten sposób później.

    W obecnych czasach, mamy tuziny beat tape’ów pochodzących z różnych stron świata. Co powinni posiadać producenci, aby dotrzeć do szerokiego grona odbiorców? Czy wszystko zależy od stylu i konceptu projektów, czy każda osoba musi dostarczać coś specjalnego, aby zostać zauważonym w tym momencie?

    Jyri: Tak wyszło, że nie miałem zbyt wiele wolnego czasu, aby pozostawać na bieżąco z nowymi projektami, przez wzgląd na moje zapracowane życie. Większość niewielkiego czasu, jaki mogę spędzić słuchając muzyki, słucham swoich płyt i szukam nowych nagrań w skrzyniach. Doceniam Ju-Ara i Hexsagona (ich materiały prezentowałem wcześniej na stronie – przyp.red.), ale są także pozostali, a tych dwóch twórców wymieniłem prosto z głowy.

    Koncepty oraz posiadanie czegoś specjalnego mogą przynieść pewną uwagę ze strony słuchaczy, ale w mojej opinii wszystko sprowadza się do tworzenia dobrej muzyki. Raczej niż chwyty reklamowe, aby zdobyć więcej słuchaczy, dla nas koncepty lepiej wypadają jako coś do przekazania inspiracji. Cały twój materiał jaki jest dostępny, może zostać pominięty przez ludzi, jeżeli ta muzyka nie jest wystarczająco dobra dla nich.

    Dziękuję bardzo za wywiad. Jakie są Wasze następne plany muzyczne? Czy zamierzacie wydać kolejny beat tape na kasecie?

    Jyri: Nie ma za co! Posiadamy kilka projektów w drodze, mając nadzieję do wypuszczenia czegoś przed końcem roku lub w styczniu 2013. „Beats vol. 5” zostanie wkrótce wydane jedynie w formacie elektronicznym z możliwością streamingu. Ponadto rozpoczęliśmy inny projekt inspirowany pewnymi płytami jazzowo-soulowymi. Chcemy wydać ten materiał w wersji fizycznej także, jeszcze nie zdecydowaliśmy tego do końca, w jakim będzie to formacie. jednak najbardziej chcielibyśmy wypuścić cokolwiek ponownie na kasecie.


    Listopadowy beat tape fińskiego duetu znajdziecie na Bandcampie. Za pośrednictwem tego serwisu można pobrać „Beats of Ice and Fire” za niewygórowaną kwotę €1. Ponadto najnowsze wydawnictwo Finów można pobrać za darmo korzystając z poniższego odnośnika. The Boomjacks postanowili także wydać materiał w limitowanym nakładzie 50 sztuk na kasecie dostępnych w sprzedaży w cenie €6.50.

    Finowie oferują również autorski drum kit zawierający różnego rodzaje sample i pętle perkusyjne. „The Boomjacks Drum Library” znajdziecie w sprzedaży na Sellfy.

    DOWNLOAD The Boomjacks – „Beats of Ice and Fire”

    Tracklista

    1. The Young Wolf
    2. Grasslands
    3. Obsidian
    4. The Silence
    5. Blood Magic
    6. Night Gathers
    7. Road to The Eyrie
    8. Under the Sea
    9. The Rains of Castamere
  • Muzyka nie ma ograniczeń – wywiad z Avensem

    Muzyka nie ma ograniczeń – wywiad z Avensem

    5–7 minut

    Instrumentalne brzmienia około hip hopowe stanowią ważną część w serwisie. Od dawna bacznie przyglądam się rozwojowi wielu nurtów muzycznych, najczęściej zwracając się w stronę środowiska kojarzonego z erą post-Nujabesową. Wśród wielu twórców inspirujących się dokonaniami znamienitego japońskiego artysty znajdziemy osoby z różnych zakątków świata. Obok dziesiątek wykonawców z kilku kontynentów pojawiają się polskie akcenty w postaci producentów z południa kraju – Avensa, Kondora i Blazo. Pierwszy z nich wydał w ub.r. album „Surrounding Reality” oraz pochodzące blisko sprzed roku „Recipe for Life” EP. Korzystając z nadarzającej się okazji przeprowadziłem wywiad z rodzimym artystą, który znajdziecie poniżej.


    Cześć, jak się miewasz? Już naprawdę niewiele pozostało do zakończenia tego roku, więc proszę o przybliżenie minionych 12 miesięcy w Twoim życiu, co moglibyśmy potraktować jako wstęp do dalszej rozmowy.

    Witaj, ostatnie 12 miesięcy minęło bardzo szybko, pół roku tylko studiowałem i zajmowałem się sprawami dnia doczesnego, nie było to prawie w ogóle związane z muzyką. Następnie w lipcu wyszło EP „Recipe for Life” w wytwórni płytowej BlueBottle Records, która była inspirowana pięcioma wartościami ważnymi dla człowieka. Przez ten cały okres nawiązywałem tez kontakty biznesowo-muzyczne z różnymi ludźmi i od pewnego czasu zajmuję się dokończeniem drugiego LP.

    Co odegrało największą rolę na początku Twojej działalności artystycznej? Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na brzmienia muzyczne utrzymane w stricte azjatyckim klimacie?

    Była to na pewno chęć tworzenia czegoś swojego – wyrażania się w pewien sposób. Brzmienia azjatyckie wywodzą się chyba z zamiłowania do tych krajów, ich kultury, ludzi.

    Przypuszczam, iż to pytanie słyszałeś już wielokrotnie, więc może podejdę do tego z innej strony. Czy spodziewałeś się, że można na odległość z powodzeniem współpracować z japońskimi wydawcami muzycznymi?

    Sporo osób mnie to to pytało, ale odpowiem tak: mam stały, dobry kontakt z tymi ludźmi i jestem zadowolony ze współpracy na ten moment. Nie miałem z nimi problemów, a co więcej – nawiązujemy coraz lepsze relacje, więc wszystko idzie w dobrym kierunku.

    Od wydania „Surrounding Reality” we wrześniu ub.r. minęło już trochę czasu. Czy z perspektywy 15 miesięcy od wypuszczenia tego materiału jesteś zadowolony z efektów osiągniętych przez działania promocyjne?

    Nie mam wglądu na całość tych działań, niemniej jednak osiągnąłem pewien sukces, zdobyłem sporo fanów przez ten czas. Dostałem pozytywny odzew od sporej ilości ludzi, myślę że nie jest źle jak na pierwszy album.

    Przejdźmy do następnego Twojego projektu. „Modern JaZz Mixtape Vol. 1” prezentuje przegląd wybranych przez Ciebie utworów różnych twórców. Czy właśnie ich umieścisz w gronie swoich ulubionych wykonawców?

    Myślę że są to jedni z ulubionych lecz grono artystów, których lubię jest nieco większe.

    Wśród Twoich słuchaczy liczną grupę stanowią mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni i Korei Południowej, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Na pewno masz mniejsze lub większe styczności z osobami z Azji Południowo-Wschodniej, dlatego chciałbym poprosić Cię o opisanie zwykłego odbiorcy z tego regionu świata.

    Dla mnie osobiście było zaskoczeniem podejście potencjalnego człowieka z Azji do takiego chłopaczka z Polski jak ja. Ludzie są bardzo pogodni, mili, uprzejmi oraz pomocni za co jestem im bardzo wdzięczny i dlatego tez stale mam z nimi kontakt; mamy zaplanowane spotkania na najbliższą przyszłość itd. Mam nadzieję, że wszystko się uda.

    W tym miejscu pojawia się magiczna kwestia: odbiór twórczości w kraju. Jak wygląda feedback otrzymywany przez Ciebie od rodzimych słuchaczy? Choć trochę poprawiło się w tej kwestii?

    W sumie trochę się poprawiło. Ludzie są momentami zaskoczeni że robię muzykę i gdzieś ją wydaje. Ale czasami podchodzą pytają o to, mówią miłe słowa, co mnie bardzo cieszy i motywuje.

    W Twoim dorobku znajdziemy instrumentalne nagrania oraz utwory powstałe przy współpracy z innymi artystami. W jaki sposób łatwiej przychodzi Ci tworzenie muzyki – samodzielnie czy przy kooperacji z innymi osobami?

    Jeżeli chodzi o współpracę z ludźmi, którzy są na wyższym poziomie, to przychodzi to łatwiej, bo prościej jest wyeliminować błędy. Natomiast mimo wszystko jeżeli robię coś samemu, to jest to 100%, co chce przekazać odbiorcy.

    Wygląda na to, że Thomas Prime i Kondor są jednymi z Twoich najbardziej zaufanych osób w środowisku muzycznym. Czy oprócz nich dopisałbyś jeszcze kogoś do tej listy?

    Przede wszystkim są zaufani i praca z nimi to czysta przyjemność. W sumie nie wiem czy mógłbym na ten moment kogoś dopisać, ale pomagają mi też czasami ludzie z BlueBottle Records. Są także w trakcie pracy utwory z innymi artystami, ale czy dojdą do skutku okaże się niedługo.

    Środowisko osób kojarzonych z uduchowioną stronę hip hopu stale powiększa się. Każdego miesiąca pojawiają się nowe twarze w tych niezależnych kręgach. W czym tak naprawdę tkwi piękno tego nurtu muzycznego, który przyciąga tak wiele jednostek?

    Myślę że jest to chęć rozwijania swojej duchowej strony oraz wyrażania swoich emocji i uczuć właśnie w taki, a nie inny sposób.

    Nujabes należy do głównych inspiracji większości twórców kojarzonych z muzyką hip hopową związaną z Japonią. Czy uważasz, że w tym nurcie muzycznym nadal pozostaje miejsce na kreatywność i można w dalszym ciągu ulepszać formę melodycznego hip hopu?

    Muzyka jak deskorolka – nie ma ograniczeń. Myślę że wszystko można udoskonalać – zmieniać, próbować nowych rzeczy, eksperymentować. Niemniej jednak Nujabes zawsze będzie prekursorem tej muzyki i na zawsze będzie przez nas zapamiętany jako wielki człowiek.

    W dzisiejszych czasach ogromną rolę w branży muzycznej odgrywają tematyczne blogi i strony. Wśród wszystkich serwisów muzycznych, jakie według Ciebie są najbardziej otwarte na nowych twórców i wydawnictwa z różnych stron świata?

    Szczerze to nie wiem, to chyba zależy od popularności artysty – im jesteś bardziej popularny tym masz szansę na większe strony, blogi itd. Tak przynajmniej mi się wydaje.

    Jakie masz plany na najbliższą przyszłość? Czy nadal zamierzasz rozwijać swoje dotychczasowe brzmienie czy podążysz w innym kierunku muzycznym niż do tej pory?

    Można ujawnić już w tym momencie, że kolejny longplay, który wyjdzie ode mnie będzie już z raperami, ale w podobnym spokojnym klimacie. Myślę że oprócz tego chciałbym rozwijać się w jakimś stopniu w muzyce o zabarwieniu nieco bardziej elektronicznym.

    Wspominałeś mi kilkakrotnie o graniu na żywo. Jakie sety muzyczne preferujesz najbardziej i w jakim stylu najlepiej odnajdujesz się na imprezach?

    Zdecydowanie hip hop.

    Oprócz działalności muzycznej spędzasz dużo czasu jeżdżąc na deskorolce. W takim razie, w jaki sposób scharakteryzowałbyś swoje najbliższe otoczenie patrząc z perspektywy pasjonata deskorolki? Czy Kraków należy do miast przyjaznych miłośnikom tego sportu?

    W Krakowie jest mnóstwo osób jeżdżących na desce, są to ludzie którzy mimo niecodziennego ubioru czy zachowania (bo tak jesteśmy postrzegani przez potencjalnych ludzi chodzących po ulicach) są nie raz pomocni, pozytywni. Ogólnie bardzo na plus.

    Dziękuję za rozmowę. Na koniec krótkie pytanie: czego życzysz sobie, swoim słuchaczom i sympatykom U Call That Love na przyszły rok?

    Jest taki czas że życzę wszystkim wesołych świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku.

    Szukajcie nowej muzyki – wspierajcie ją – tylko dzięki wam artyści mają szanse na dotarcie do większej ilości ludzi, a warto sobie pomagać bo prędzej czy później to wraca do nas. Sobie mogę życzyć tylko spokoju ducha i motywacji do pracy.


    Więcej informacji o Avensie znajdziecie w kilku miejscach. W tym celu odsyłam do jego oficjalnej witryny artysty Instagrama i kanału na YouTube. Wszelkich nowości dotyczących działalności producenta szukajcie na Facebooku.

  • Z pasji do remiksów – rozmowa o Remix Wolę

    Z pasji do remiksów – rozmowa o Remix Wolę

    5–7 minut

    Wśród wielu niszy hip hopowych interesującą półkę stanowią remiksy oryginalnych nagrań. Alternatywne wersje powszechnie znanych utworów, jak i tych mniej popularnych, od wielu lat urzekają niejednego słuchacza na całym świecie. Entuzjaści reworków potrafią długimi godzinami przeczesywać sieć internetową i/lub pokaźne zasoby płytowe w znalezieniu nowego brzmienia danego utworu. Poszukiwacze świeżych oraz nie raz zaginionych remiksów są przedstawicielami wymierającego gatunku. Tym większe słowa uznania należą się twórcom rodzimego projektu pod nazwą Remix Wolę, poświęconego właśnie temu działowi muzyki hip hopowej.

    Blog przeznaczony na krótsze i dłuższe opowieści o remiksach nagrań rapowych powstał w 2010 roku. W ostatnim czasie osoby odpowiedzialne za te przedsięwzięcie dorzuciły swoje trzy grosze do organizacji specjalnego wydania Rap History Warsaw„The Remix Edition”. Dwa tygodnie temu w piątek w warszawskim klubie 55 zagościły jedynie alternatywne wersje powszechnie znanych i tych nieco słabiej kojarzonych nagrań hip hopowych.

    W związku z powyższym, postanowiłem rozszerzyć informacje o idei Remix Wolę, zadając kilka pytań jednemu z prowadzących bloga, Marcinowi Dąbrowskiemu.


    Cześć, jak się miewasz? Czy mógłbyś przybliżyć ideę Remix Wolę?

    Witam serdecznie. Pomysł powstał zupełnie spontanicznie na jednym z koncertów, gdzie spotkałem Kubę, współzałożyciela bloga. Idea Remix Wolę opiera się przede wszystkim na frajdzie, jaką dostarcza poszukiwanie wszelakich alternatywnych wersji oryginalnych nagrań zarówno na nośnikach fizycznych, jak i w postaci cyfrowej. Przyjemność tę potęguje chęć i możliwość dzielenia się swoimi „odkryciami” z innymi pasjonatami tej kultury. Wiemy, że nie każdy ma na to chęci i czas, więc postanowiliśmy podać ludziom pod nos najlepsze (bądź równie dobre, co oryginały) reworki. I to chyba lubimy w tym najbardziej.

    W pierwszy piątek października odbyła się impreza spod znaku Rap History Warsaw – The Remix Edition. Wydarzenie nie zostałoby zrealizowane bez ingerencji Remix Wolę. W jaki sposób przebiegła współpraca z przedstawicielami RHW przy tym przedsięwzięciu?

    Nie przypisywałbym tu sobie jakichś szczególnych zasług. Cały pomysł naszkicował DJ Steez, po tym jak trafił do niego adres bloga. Można powiedzieć, że impreza w jakimś stopniu oparta była na zasobach Remix Wolę. Strasznie się cieszę, że miałem okazję uczestniczyć w tak kultowym wydarzeniu, za co należą się ogromne podziękowania ekipie RHW. Warto również wspomnieć, że była to pierwsza impreza z cyklu Rap History z edycją „Remix”.

    W czym tkwi piękno remiksów i wszelkich alternatywnych wersji utworów?

    To jest jak z degustacją. Jeżeli nie lubisz danego kawałka i jego wersji pierwotnej, możesz zanurzyć się i smakować wizji innych beatmakerów (bo na to kładziemy największy nacisk). Porównałbym to też do zdrowej i czystej rywalizacji na polu producenckim, gdzie nie raz trzeba się poważnie natrudzić nad alternatywnymi wersjami, by w efekcie przytrzeć nosa swoim kolegom po fachu.

    Czy mógłbyś podzielić się swoimi ulubionymi remiksami?

    Jest to trudne zadanie, gdyż praktycznie co jakiś czas przybywają nowe i w mojej głowię powoli zaczyna brakować miejsca żeby je wszystkie spamiętać. Z ostatnich (częsciej granych) rzeczy polecam Bone Thugs-N-Harmony „1st Of The Month” w aranżacji DJ’a Premiera, „Holdin’ Fort” od Naughty By Nature w remiksie LG & LoRidera oraz jako uzupełnienie świetny rework Marvina Gaye’a „Too Busy Thinking 'Bout My Baby” autorstwa francuskiego beatmakera 20syla.

    Wśród producentów legitymujących się najbardziej znanymi autorskimi wersjami oryginalnych nagrań można znaleźć wiele postaci. Kogo uważasz za wybitnego specjalistę w tej dziedzinie?

    Na pewno do takich osób nie sposób nie zaliczyć DJ’a Premiera, Pete Rock’a, Large Professora czy Buckwilda. Każda z tych osobistości ma na koncie sporą liczbę remiksów, które zazwyczaj okazywały się przystępniejsze niż oryginale wersje. Honorowe miejsce należy się również takim postaciom jak DJ Spinna, Da Beatminerz, Jay Dee (głownie ten z lat 90.tych), Erick Sermon czy też młodszy, mocno niedoceniony brat Easy’ego Mo Bee – LG The EXperience.

    Zakładam, iż Twój ulubiony okres w dziejach hip hopu przypada na lata 90.te. W takim razie proszę o podanie kilku najlepszych Twoim zdaniem albumów pochodzących z ostatniej dekady poprzedniego stulecia.

    Dokładnie tak. Choć staram się być na bieżąco i regularnie udaje mi się sprawdzać nowe projekty, to najbliżej mi właśnie do rapu z lat 90-tych. Co do najlepszych albumów, to również jest ich bardzo duża liczba. Na pewno albumy markowane przez takie składy jak Wu Tang Clan, Gang Starr, D.I.T.C. czy Boot Camp Click powinien znać każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie o tej kulturze. Ograniczę się zatem do pięciu mniej znanych w moim odczuciu albumów, które z pewnością warto znać, a będą to kolejno:

    Ill AL Skratch – „Creep Wit Me” (1994), Hard 2 Obtain – „Ism & Blues” (1994), Fo’ Clips Eclipse – „Just Be Thankful” (1995), Artifacts – „Between A Rock & A Hard Place” (1994), Lost Boyz – „Legal Drug Money”(1996).

    Zajmowanie się tak bardzo niszową działalnością związaną z kulturą hip hopową przywodzi mi na myśl zagraniczne blogi i serwisy muzyczne. Czy posiadasz ulubione miejsca w sieci, skąd czerpiesz informacje bezpośrednio dotyczące tej niszy?

    Jak słusznie zauważyłeś większość z tych stron to zagraniczne blogi, niestety coraz częściej są one usuwane z wiadomych przyczyn. Poza tym niezastąpiony Discogs, oraz przeczesywanie YouTube’a. Również należy wspomnieć o serwisach Soundcloud czy Bandcamp, gdzie można znaleźć masę ciekawych rzeczy.

    Powszechnie wiadomo, że najwięcej remiksów przypada na nagrania z lat 90.tych. Jak natomiast oceniasz interpretacje tych nowszych tracków, wypuszczonych po 2000 roku? Czy zauważasz podobny stopień zaawansowania tych utworów, co w przypadku alternatywnych wersji kultowych nie raz produkcji z czasów Złotej Ery?

    Masz rację największe stężenie remiksów, które ukazały się na fizycznych wydaniach przypada właśnie na lata 90.te. Być może dlatego te utwory są eksploatowane w większym stopniu niż nowsze kawałki, gdyż dostęp do accapeli jest zdecydowanie łatwiejszy. Stopień zaawansowania przy remiksowaniu nowszych rzeczy jest zdecydowanie mniejszy niż w przypadku reworków z tzw. Złotej Ery. Prawdę powiedziawszy nie wiem dlaczego tak się dzieję, być może dany numer musi „odleżeć” swoje?

    Prowadząc różną działalność w polskiej sferze internetu naprawdę różnie bywa z odzewem ludzi. Czy jesteś względnie usatysfakcjonowany feedbackiem płynącym od internautów?

    Temat rzeka. Robiąc rzeczy niszowe, musisz się pogodzić z tym, że ten feedback będzie stosunkowo niewielki. To co robimy sprawia nam ogromną radochę, i cieszy nas każdy fan całego przedsięwzięcia. Nie jesteśmy zakłopotani małym odzewem ze strony internautów, choć muszę przyznać, że walka na polu promocyjnym wciąż trwa (śmiech).

    Wraz z upowszechnieniem się ww. Soundclouda i Bandcampa, w ostatnich dwóch latach nastąpił prawdziwy wysyp remiksów autorstwa często nikomu nieznanych producentów z różnych stron świata. Czy należysz do fanów współczesnych alternatywnych wersji starszych nagrań?

    Zdecydowanie tak. Takie serwisy jak Bandcamp czy Souncloud to świetne rzeczy. Przede wszystkim dają możliwość pokazania się nieznanym dotąd producentom jak i oceny ich efektów pracy. Dość często zaglądam na obie strony, w celach poszerzenia zasobów Remix Wolę i choć niekiedy te produkcję kuleją od strony technicznej, to z pewnością nie można odmówić młodym beatmakerom kreatywności i pasji.

    Więcej szczegółów odnośnie działalności Remix Wolę znajduje się na ich blogu i fan page’u na Facebooku. Jak najbardziej warto zaglądać tam w miarę regularnie.

Translate »