Tag: counter records

  • Premierowa płyta Howling – Sacred Ground

    Premierowa płyta Howling – Sacred Ground

    3–4 minut

    We wstępie do tego artykułu pragnę przedstawić pokrótce sytuację na rynku wydawniczym panującą pod koniec pierwszego półrocza 2015 roku. Trzeba przyznać, że ilość i jakość muzyki, która ukazała się w rozpatrywanym czasie powala na kolana. Zapewne niewiele osób spodziewało się takiego obrotu spraw, tym bardziej porównując to do analogicznego okresu z poprzedniego roku, kiedy to momentami mieliśmy posuchę w branży fonograficznej. Na potwierdzenie powyższych słów wystarczy przywołać wybrane premiery płytowe z maja. W owym miesiącu ukazały się świeże płyty Damu The Fudgemunka, Lyrics Borna, Hashfingera, BlabberMoufa, Oddiseego, Georgii Anne Muldrow, Camp Lo, Mursa, KNX-a, Onry, Kamasiego Washingtona, Kool Keitha, Prefuse’a 73 i wielu innych artystów. Pomiędzy tymi wszystkimi materiałami ukazała się także produkcja międzynarodowego duetu Howling – „Sacred Ground”.

    Wśród licznych sublabeli Ninja Tune trafimy również na Counter Records. Przez pierwsze lata działalności CR wypuszczało nagrania Pop Leviego i The Heavy, będąc w cieniu pozostałych filii słynnej brytyjskiej oficyny wydawniczej. W ub.r. sytuacja zmieniła się na korzyść Counter Records. Od tego czasu nakładem niezależnego labelu skupionego na progresywnych formach elektronicznych ukazały się płyty Submotion Orchestra, Adreyi Triany, Odeszy i Maribou State. Obok nich pół roku temu pojawiła się muzyka właśnie Howling. Od 2012 roku niepozorny duet zebrał liczne grono fanów wyczekujących premiery ich pełnego albumu.

    RY X & Frank Wiedemann poznali się zupełnie przypadkiem. Pierwszy z nich pochodzi z niewielkiej australijskiej wyspy Angourie, lecz jego cała kariera muzyczna jest przypisana do Los Angeles. W Mieście Aniołów prowadzi on solową działalność, publikując wydawnictwa „Ry Cuming” i „Berlin”, a także uczestniczy w życiu grupy The Acid. Pewnego razu Ty Cuming poznał przez internet producenta/DJ’a z niemieckiego Karlsruhe, Franka Wiedemanna. Niemiecki producent przez lata był związany z szeregiem przedsięwzięć (Innervisions Orchestra, Ame, A Critical Mass, AXS), współpracując przy tym z wieloma innymi twórcami. Jednak dopiero RY X okazał się właściwą osobą na właściwym miejscu. Australijsko-niemiecki projekt wypalił już przy pierwszym singlu, „Howling”, i stało się jasne, że obaj wykonawcy pokuszą się o dalsze nagrania. „Howling EP” i „Shortline EP” wypadły na tyle dobrze, że oczekiwania wobec debiutanckiego LP międzynarodowej formacji rosły z miesiąca na miesiąc. Jak się jednak okazuje, Howling zebrało na „Sacred Ground” pierwszorzędny materiał, którego warto było wypatrywać.

    Premiera materiału odbyła się 4 maja. Wydawnictwo trafiło do obiegu dzięki współpracy pomiędzy ww. Counter Records a Monkeytown Records. Brytyjsko-niemiecki duet wydawniczy otrzymał od bohaterów dzisiejszego artykułu doskonały, rozbudowany i wyważony projekt. RY X & Frank Wiedemann pokazują wszem i wobec, że bez względu na dzielące ich na co dzień bariery, można stworzyć dopieszczoną płytę. „Sacred Ground” brzmi po prostu niczym album nagrany przez artystów znających się na co dzień od wielu lat, wspólnie spędzających ze sobą dziesiątki godzin w studiu nagraniowym, wespół kreślących idee i wprowadzających je w życie. Niezwykłą sztuką jest zrealizowanie materiału w ten sposób. Wokale Rya Cuminga z niecodzienną gładkością opadają na pokłady Franka Wiedemanna. Już rozpoczynające LP „Signs” znamionuje, iż mamy do czynienia z nietuzinkową formacją. W następnych utworach Howling udowadnia wszelkie pozytywne przypuszczenia odnośnie dalszej części albumu. Elektronika mieszająca się z popem, folkiem, house’em czy elementami syntetycznymi rozpościera rzadko spotykany na współczesnych płytach krajobraz. „Stole The Night”, „X Machina”, „Short Line” czy „Lullaby” (cudowna kołysanka) prowadzą słuchaczy przez osobliwy świat Howling, w którym za każdym rogiem czekają coraz to bardziej interesujące niespodzianki.

    „Sacred Ground” można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i pozostałych serwisów streamingowych. Debiutancki album Howling trafił do sprzedaży w formacie elektronicznym i fizycznym (płyty kompaktowe i winylowe). Frank Wiedemann i Ry Cuming promują swoje wydawnictwo poprzez single „Stole The Night”, „Signs”, „Short Line” i „Forest”. Ponadto na Soundcloudzie pojawiło się pełno remiksów ww. utworów. Natomiast videoclipy nakręcono do otwierającego LP „Signs” i „Stole The Night”. Dodatkowo ukazała się dwunastka zawierająca alternatywne wersje tego nagrania. Howling odpowiada za jedno z najbardziej ulotnych, ale zarazem przyciągających uwagę i hipnotyzujących projektów ostatnich miesięcy.

    Tracklista

    1. Signs
    2. Stole The Night
    3. Interlude I
    4. X Machina
    5. Litmus
    6. Zürich
    7. Short Line
    8. Quartz
    9. Interlude II
    10. Forest
    11. Howling
    12. Lullaby
  • Debiutancki album Maribou State – Portraits

    Debiutancki album Maribou State – Portraits

    3–4 minut

    Już kilkakrotnie podkreśliłem, że pierwsze półrocze 2015 roku upłynęło pod znakiem licznych i ważnych przy tym premier płytowych. Liczba klasowych produkcji wypuszczonych w pierwszych dwóch kwartałach zdecydowanie przyćmiewa analogiczny okres 2014 roku. Wszyscy ci, którzy chcieliby pokusić się o podsumowanie minionych 6 miesięcy, powinni pamiętać też o istotnej rzeczy. W tym roku przyciągające uwagę materiały ukazują się w różnych zakątkach świata, a ich autorami są często twórcy przekraczający granice pomiędzy nurtami muzycznymi. Wystarczy spojrzeć na różnorodność brytyjskiej sceny, aby szybko to pojąć. Kwabs, Ghostpoet, Young Fathers, Denai Moore, Jamie xx można przypisać do powyższego grona wykonawców. Obok nich wypada postawić również Maribou State. Wydany w czerwcu przez tę formację album „Portraits” powstał z ogromnym polotem i swobodą.

    W tych czasach dziesiątki twórców usiłuje odkryć przepis na nową jakość w muzyce i przetrzeć niezbadane wcześniej szlaki muzyczne. W ten krajobraz wpisuje się też brytyjski duet Maribou State. Formacja powstała przed kilkoma laty z inicjatywy Chrisa Davidsa i Liama Ivory’ego. Pomimo tego iż obaj pochodzą z Potten End (Herts), to początków ich działalności należy szukać w Leeds. Właśnie w tym mieście młodzi Brytyjczycy studiowali i w trakcie nauki ich drogi na dobre skrzyżowały się.

    Brytyjscy producenci przeszli drogę podobną do wielu innych przedstawicieli nowej szkoły. Przez pierwsze miesiące Maribou State zajmowało się głównie tworzeniem remiksów, sięgając przy tym po repertuar Kelis, Lany del Ray, Crookers, Kastle, Ultraísty i wielu innych artystów. W ten sposób uzyskali oni rozgłos w sieci i zdobyli uznanie w oczach niejednego prowadzącego audycje w brytyjskich stacjach muzycznych. Po tym okresie przyszła kolej na pierwsze obszerniejsze wydawnictwa MS. W latach 2012-13 grupa wypuściła kilka obiecujących projektów, w tym „Beginnings”, „Native EP” i „Scarlett Groove”. Szczególnie pierwszy z tych materiałów, rozszerzony o remiksy innych twórców, wywarł spore wrażenie na sympatyków szeroko pojętej elektroniki. Po tej serii duet producencki poszedł za ciosem, wydając w tym roku pełnoprawny debiutancki longplay. „Portraits” stanowi duże wydarzenie, i to nie tylko w Wielkiej Brytanii.

    Od premiery płyty minęło ponad dwa miesiące. Chris Davids i Liam Ivory spędzili 18 miesięcy (współdzielone z koncertowaniem) na tworzeniu utworów na ich najważniejsze wydawnictwo, jak do tej pory. Brytyjczycy mieli świadomość, iż ich stale powiększająca się grupa docelowa i serwisy muzyczne oczekiwali od nich co najmniej dobrego projektu. Oczekiwania wobec ich longplaya wzrosły także po przemyślanym wyborze wydawcy – w końcu Counter Records należy do coraz lepszego labelu. Jak się okazało, bohaterowie tego artykułu udźwignęli presję i nagrali wyrównaną i przyciągającą uwagę słuchaczy płytę. „Portraits” to piękna odpowiedź na to, w jaki sposób tworzyć muzykę osadzoną w klimatach elektronicznych i przejawiającą przy tym spory potencjał imprezowy. Już single zwiastujące album z „Rituals” na czele, dobitnie pokazały, iż brytyjska grupa ma smykałkę nie tylko do tworzenia alternatywnych wersji innych nagrań. Klimatyczne ścieżki zgromadzone na LP podano w skrzętnie przygotowanej otoczce. Maribou State zależało na skompletowaniu rozbudowanych utworów, rozciągających się od popu, aż po mariaż brzmień organicznych i syntetycznych. Warto podkreślić, że czerwcowy album zyskał dodatkowe smaczki dzięki utworom z wokalistami. „Steal”, „Say More” i „Midas”, „The Clown” delikatnie komponują się z genialnym „Raincoats”, „Rituals” czy „Home”. Tak oto dobrana paleta barw posłużyła do namalowania jedynego w swoim rodzaju muzycznego obrazu.

    Premierowy album formacji pojawił się na Bandcampie oraz pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itp.). „Portraits” trafiło do obiegu w formacie elektronicznym i fizycznym. Dużą popularnością pośród słuchaczy cieszy się winylowe wydanie płyty (oprócz tego można nabyć materiał na kompaktach). Maribou State wespół z Counter Records skupili swoje działania marketingowe na trzech singlach – „Rituals”, „The Clown” i „Wallflower”. Pierwszy z tych utworów ukazał się na singlu winylowym, zaś drugi doczekał się licznych remiksów autorstwa Toma Demaca, Axela Bomana, Gang Colours czy Johna Beltrana. Chris Davids i Liam Ivory stworzyli jeden z najbardziej przebojowych projektów pierwszego półrocza 2015 roku, który bez wątpienia stanowi kluczowy moment i punkt zwrotny w ich dotychczasowej działalności na scenie muzycznej.

    Tracklista

    1. Home
    2. The Clown feat. Pedestrian
    3. Rituals
    4. Steal feat. Holly Walker
    5. Wallflower
    6. Say More feat. Jono McCleery
    7. Raincoats
    8. Midas feat. Holly Walker
    9. Natural Fools
    10. Varkala
Translate »