Tag: publicystyka

  • Raport sprzedaży muzyki w 2015 roku (USA) – część I

    Raport sprzedaży muzyki w 2015 roku (USA) – część I

    6–9 minut

    Przez pewien czas zastanawiałem się nad tym, jaki istnieje pożytek z przeróżnych podsumowań roku. Na przestrzeni grudnia i stycznia ukazało się zatrzęsienie wiele artykułów spinających klamrą 2015 rok. Problem w tym, że zdecydowana większość tego typu publikacji jest bliźniaczo podobna do siebie i przewidywalna (pełno publikacji zawierających identyczne płyty), a przy tym nie zawiera wartości dodanej. Wystarczy też zadać sobie pytanie – kto dzisiaj pamięta o tych artykułach? Zamiast podsumowania minionych 12 miesięcy w formie znanej z pozostałych stron, otrzymacie ode mnie rozbudowaną analizę branży muzycznej podzieloną na kilka części. Serię publikacji poświęconych tej tematyce rozpoczyna raport sprzedaży muzyki w 2015 roku w USA, co stanowi odpowiedni punkt wyjścia dla dalszych artykułów.

    Każdego roku amerykańska firma Nielsen, zajmująca się analizą rynków i zachowań konsumentów w perspektywie lokalnej i globalnej, przedstawia liczne zestawienia dotyczące przemysłu fonograficznego, bazujące w głównej mierze na wszystkich dostępnych listach Billboardu. W porównaniu do 2014 roku raport o poprzednich 12 miesiącach w branży muzycznej nad wyraz rozbudowano. Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim Nielsen poświęciło wiele miejsca fenomenalnego sukcesu „25” Adele – brytyjska wokalista zmiażdżyła konkurencję, bijąc po drodze mnóstwo rekordów sprzedaży. Do tego uwzględniono zmieniający się rynek, w którym coraz większą rolę odgrywa świat cyfrowy. Ponadto dokonano głębszej analizy struktury konsumentów muzyki, uwzględniając nie tylko sprzedaż, ale również metody zasięgania wiedzy o płytach i artystach, czy nawet odniesienie do najważniejszych wydarzeń w świecie muzycznym w 2015 roku. Wszystko to dotyczy największego rynku muzycznego na świecie, czyli Stanów Zjednoczonych.

    W pierwszej części dokonam podsumowania dotyczącego artystów solowych, w drugiej odniosę się do ogólnej sprzedaży muzyki i porównania do ubiegłych lat, a całość zamknie analiza branży hip hopowej. Ze względu na obszerność, każda odsłona raportu sprzedaży muzyki w USA za poprzedni rok zostanie przedstawiona w odrębnych artykułach. Z góry też zaznaczam, że niektóre informacje i wnioski płynące z bilansu 2015 roku nie są wcale takie oczywiste.

    Część I – artyści solowi

    W ub.r. Adele skupiła na sobie największą uwagę mediów. „25” wystarczyło zaledwie 6 tygodni, aby całkowicie zmieść konkurencję z powierzchni ziemi. Liczby towarzyszące trzeciej płycie Brytyjki są oszałamiające. Od daty premiery albumu (20 listopada) do 31 grudnia 2015 roku po wydawnictwo sięgnęło 8 008 000 kupujących (sprzedaż uwzględniająca wersje fizyczne i cyfrowe, a także streaming nagrań). W porównaniu do ubiegłorocznego zwycięzcy – ścieżki dźwiękowej do „Frozen” – Adele sprzedała o ponad 3,5 miliona więcej sztuk płyty. Na koniec pierwszego tygodnia od debiutu (26 listopada) rozeszło się w 3 377 000 egzemplarzy „25”, stanowiąc 42-procentowy udział w rynku i tym samym dystansując poprzednich rekordzistów, grupę N’sync o blisko milion sprzedanych kopii. Materiał wydany przez XL Recordings/Columbia Records osiągnął ponad 135 milionów streamów na żądanie. Adele została też pierwszą w historii artystką, której płyta sprzedawała się w ponad milionowym nakładzie w kolejnych trzech tygodniach od premiery albumu. Na koniec 2015 roku „25” miało 3,1-procentowy udział w łącznej sprzedaży wszystkich tytułów, a także 16,4-procentowy udział w sprzedaży ograniczonej do ostatnich 6 tygodni zeszłego roku. Uwzględniając również poprzednie produkcje artystki ubiegłoroczny longplay Adele jest również jej kolejną najlepiej sprzedającą się produkcją w danym roku kalendarzowym („19” zdystansowało pozostałe projekty w 2011, zaś „21” zdobyło pierwsze miejsce rok później). W tym momencie „25” zajmuje 61. miejsce na liście sprzedaży wszystkich płyt w historii objętych monitoringiem Nielsen Soundscan. Wszystko to budzi nie lada podziw, nieprawdaż?

    Jak na tle Adele radzili sobie pozostali wykonawcy? W pierwszej 10. najlepiej sprzedających się płyt znalazły się albumy m.in. Taylor Swift, Justina Biebera, Eda Sheerana, The Weeknd, Drake’a i Fetty’ego Wapa, co nie stanowi żadnego zaskoczenia dla osób pozostających na bieżąco z branżą muzyczną. Jednak każdy z tych twórców pozostał daleko w tyle za Adele – druga na liście Taylor Swift sprzedało blisko 5 milionów mniej płyt w 2015 roku. Interesująco przedstawia się ranking najlepiej sprzedających się płyt kompaktowych. Oczywiście niepodzielnie panuje brytyjska wokalistka z ponad 5-milionowym nakładem sprzedanych egzemplarzy kompaktów (przypominam, to wszystko osiągnęła w zaledwie 6 tygodni). Poza Brytyjką nikt nie przekroczył bariery milionowego rozchodu płyt kompaktowych. Dobitnie pokazuje to, że ten nośnik muzyki znajduje się w nieustannym odwrocie – jeszcze w 2005 roku w USA rozeszło się ponad 600 milionów płyt CD, zaś w ubiegłym już tylko 140 milionów. Niektórzy przewidują, że za mniej niż 10 lat liczba sprzedawanych kompaktów w Stanach Zjednoczonych spadnie do kilku milionów rocznie.

    Adele usadowiła się też na pierwszych miejscach pod względem sprzedaży cyfrowej i płyt winylowych. W pierwszej kategorii ponownie była jedyną artystką, której płyty znalazły ponad milion nabywców (drugiemu na liście Drake’owi zabrakło niewiele, bowiem sprzedał w wersji elektronicznej 985 tysięcy „If You’re Reading This It’s Too Late”). Co więcej, kanadyjski raper dwukrotnie pojawił się w tym rankingu – oprócz „IYRTITL” dobrze sprzedawał się jego wspólny projekt z Future’em, „What a Time to Be Alive”. Materiał ten obok „To Pimp A Butterfly” Kendircka Lamara, to kolejne płyty hip hopowe, które rozeszły się w nakładzie przekraczającym 500 tys. cyfrowych kopii. Ostatni na liście Chris Stapleton nie zdobył w tej kategorii złota (411 tys. sprzedanych kopii „Travellera”), co pokazuje znaczne rozwarstwienie pod tym względem. Podobnie sprawy wyglądają odnośnie winyli – oprócz Brytyjki nikt nie przekroczył bariery 100 tys. sprzedanych wosków. Druga w tym podsumowaniu Taylor Swift sprzedała 74 tys. płyt winylowych. Wypada też wspomnieć, że w pierwszej dziesiątce znalazły się 3 reedycje albumów sprzed lat (Pink Floyd, The Beatles, Miles Davis), które łącznie trafiły do 148,8 tys. nabywców.

    Inaczej rozkładają się akcenty pośród najlepiej sprzedających się singli 2015 roku. Pierwsze miejsce należy do duetu Mark Ronson & Bruno Mars i ich przeboju „Uptown Funk”, po który sięgnęło ponad 5,5 miliona kupujących. Poza tym na uwagę zasługuje silna reprezentacja pozostałych artystów z pogranicza R&B, rapu i trapu – The Weeknd, Fetty Wap i Wiz Khalifa sprzedali ponad 9 milionów swoich najpopularniejszych singli. W tym zestawieniu nie zabrakło również Adele – jej „Hello” zdobyło serce i kieszenie ponad 3,7 miliona odbiorców.

    Wykonawcy przypisywani do R&B (wliczając Marka Ronsona) i (t)rapu zdominowali rankingi streamów na żądanie singli w postaci audio i video. W pierwszej piątce oprócz Ronsona i jego „Uptown Funk” znalazły się również utwory Fetty’ego Wapa, Silento, Wiz Khalify i The Weeknd. Każde nagranie tych wykonawców osiągnęło co najmniej 400 milionów odtworzeń. Jeżeli z tego łączonego rankingu wyjmiemy tylko teledyski, to okaże się, iż w pierwszej dziesiątce oprócz dwóch klipów Taylor Swift i jednego Eda Sheerana resztę stanowią videoclipy twórców związanych z ww. nurtami. Pierwsze miejsce za 2015 rok okupuje Silento z „Watch Me (Whip/Nae Nae)”, które doczekało się blisko 500 milionów wyświetleń. Z kolei Justin Bieber pobił rekord wszech czasów pod względy liczby streamów jednego singla odnotowanych w trakcie tygodnia – w dniach 13-19 listopada 2015 roku „Purpose” przekroczyło pułap 100 milionów odtworzeń.

    Warto też zaznaczyć, że poszczególni artyści wiele zyskali na głośnych wydarzeniach ze swoim udziałem. Katalog Kate Perry poszybował w górę o 99% po jej występie w przerwie Super Bowl, zaś Chris Stapleton po wspólnym zagraniu na scenie z Justinem Timberlake’iem w ramach 49. ceremonii rozdania nagród CMA doczekał się 6-krotnie więcej nabywców albumu „Traveller”. Jak co roku „All I Want For Christmas Is You” Mariah Carey zdobyło ogromną popularność w trakcie okresu świątecznego – singiel odtworzono w sieci 8 milionów razy w trakcie tygodnia przypadającego na Boże Narodzenie. Jay-Z zaznaczył swoją obecność w mediach po uruchomieniu Tidala, dzięki czemu jego chwilowo jego muzyka była częściej na rotacji słuchaczy. Wszystko również wskazuje na to, że dużym graczem na rynku muzyki cyfrowej będzie w przyszłym roku The Beatles – dyskografia legendarnej brytyjskiej formacji dobiła do 14 milionów streamów do świąt Bożego Narodzenia.

    Wnioski: W ub.r. panowało kilka trendów na amerykańskiej i światowej scenie muzycznej. W tym czasie ukazało się mnóstwo płyt, które były poprzedzone krótką kampanią promocyjną. W ten krajobraz wpisuje się przede wszystkim „25” Adele, ale także „If You’re Reading This It’s Too Late” Drake’a i „To Pimp A Butterfly” Kendricka Lamara. Najwięksi artyści w wymiarze komercyjnym nadal mogą liczyć na sprzedaż przekraczającą platynowy status. Z drugiej strony, coraz bardziej zarysowuje się różnica pomiędzy wykonawcami, których muzyka istnieje głównie w świecie cyfrowym, a twórcami nadal sprzedającymi spore nakłady kompaktów. Wśród najlepiej sprzedających się albumów w 2015 roku widać większe zróżnicowanie niż kilka lat temu. Adele całkowicie przebiła konkurencję, zostawiając wszystkim pozostałych o lata świetlne za sobą. Styl w jakim Brytyjka powróciła budzi uznanie nawet największych malkontentów. Widać również jeden niebezpiecznie pogłębiający się trend. Niemal każdy szalenie popularny wykonawca z nurtów rap/trap/R&B istnieje jedynie w internecie. Wysokie statystyki nagrań w serwisach streamingowych nie generują wysokiej sprzedaży singli i pełnych płyt, niekiedy nie przekłada się to również na granie koncertów przez poszczególne postaci.

    Druga część raportu, tym razem odnoszącego się do ogólnej sprzedaży muzyki i porównania do ubiegłych lat, pojawi się na łamach naszego serwisu 30 kwietnia.

  • Styczniowe premiery płytowe

    Styczniowe premiery płytowe

    12–18 minut

    W 2016 roku możecie spodziewać się znacznie większej aktywności U Call That Love. Dotyczy to głównie działalności publicystycznej, ale nie tylko. W pierwszych dniach każdego miesiąca pojawiać się będą na naszym serwisie wpisy o premierach płytowych. Comiesięczne artykuły o nowościach wydawniczych powinny pomóc w znalezieniu wartościowych EP-ek oraz albumów. W dalszej części artykułu podzielonego na 4 podstrony zapoznacie się z 22 wybranymi materiałami, które trafią i/lub ukazały się już w tym miesiącu. Oczywiście lista nie uwzględnia wszelkich niespodzianek płytowych (takie mogą zdarzyć się w każdej chwili) i projektów bez wyznaczonej daty premiery. Długie zestawienie rozpoczyna się od „Brighter Daze” Mursa & 9th Wondera, a kończy się na „Basement Chemistry” Beneficence’a.

    Murs & 9th Wonder - Brighter Daze

    Murs & 9th Wonder – „Brighter Daze” (Jamla Records, 1 stycznia)*

    W 2015 roku nie brakowało premier niespodziewanych wydawnictw. Wszystko wskazuje na to, iż ta tendencja pozostanie podtrzymana również w tym roku. W końcu, czy ktokolwiek jeszcze liczył (nawet po cichu) na następną wspólną płytę Mursa & 9th Wondera? Po wydanym w listopadzie 2012 roku albumie „The Final Adventure” wydawało się, że klamka zapadła, i już więcej nie otrzymamy nowej muzyki od tego duetu. Jednak amerykańscy twórcy postarali się o nie lada niespodziankę, wypuszczając na przełomie roku „Brighter Daze”. Szósty projekt przygotowany przez Mursa & 9th Wondera nie wypada wcale źle i nie należy sceptycznie podchodzić do niego. Wśród gości na płycie m.in. Mac Miller, Rapsody i Propaganda. Co lepsze, „Brighter Daze” udostępniono do bezpłatnego pobrania z sieci.

    Produkcja: 9th Wonder
    Gościnnie: Problem, Reuben Vincent, Bad Lucc, Rapsody, Propaganda, Mac Miller, Vinny Radio, Franchise & Choo Jackson

    * Płyta ukazała się 31 grudnia, ale uwzględniłem ją w zestawieniu, ponieważ Murs i 9th Wonder za oficjalną datę premiery „Brighter Daze” przyjęli 1 stycznia.

    The Doppelgangaz – „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5” (Groggy Pack Entertainment LLC, 1 stycznia)

    Od czasu wydania „Lone Sharks” nowojorska grupa The Doppelgangaz znajduje się na nieustannej fali wznoszącej. Przez ostatnie lata Matter Ov Fact & EP wypuścili szereg nowych projektów z longplayem „HARK” na czele. Pod koniec ub.r. The Ghastly Duo opublikowało „Beats For Brothels, Vol. 3”. Zaledwie dwa tygodnie po premierze tego wydawnictwa, amerykański duet pokusił się o rozszerzenie tego materiału. „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5” nie należy traktować w formie odrzutów i lichej jakości utworów, które nie weszły na poprzednią produkcję. The Doppelgangaz sprawiło nie lada niespodziankę swoim sympatykom, wydając następny pełnoprawny instrumentalny album. 1 lutego odbędzie się premiera wersji winylowej „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5”.

    Producenci: The Doppelgangaz (Matter Ov Fact & EP)
    Gościnnie: Thonio, PartyManThanks, Scooby

    Budamunk – „Monkey Tape 2016” (Self-released, 1 stycznia)

    Japońscy producenci od dawna robią duże wrażenie na słuchaczach z całej kuli ziemskiej. W ostatnich latach moim zdecydowanym faworytem z Nippon jest Budamunk. W ub.r. doświadczony beatmaker wypuścił kilka instrumentalnych projektów, w tym „Loungin’” oraz wspólny materiał z Fitzem Ambrose’em, „BUDABROSE”. Sympatyk starej szkoły rapu pozostaje w gazie, o czym świadczy jego nowa płyta, „Monkey Tape 2016”. Budamunk przygotował spójną i dokładnie przemyślaną produkcję. Artysta zgromadził na tym wydawnictwie 8 instrumentalnych utworów, które cechuje świetny klimat. Japończyk doskonale opanował sztukę budowania nastrojowych nagrań (patrz: „Back to Temple”). Znakomita płyta na uczczenie chińskiego roku małpy.

    Produkcja: Budamunk

    DJ Cam Quartet – „The Soulshine Session” (Inflamable Records, 1 stycznia)

    Wśród wszystkich francuskich artystów około hip hopowych nadal dużym szacunkiem na świecie cieszy się DJ Cam. Od dwóch dekad producent/DJ przypisywany do tzw. ery French Touch wydaje wartościową muzykę. W ubiegłym roku Laurent Daumail powrócił do jednego ze swoich projektów, DJ Cam Quartet. Właśnie pod szyldem tego zespołu ukazała się płyta „The Soulshine Session”. Początkowo wydawnictwo awizowano na 2015 rok, ale ostatecznie premiera projektu odbyła się na początku stycznia tego roku. Wnikliwi sympatycy twórczości Francuza skojarzą tytuł materiału z „Soulshine” LP, które ukazało się w 2001 roku. DJ Cam wraz ze swoimi kompanami stworzył reinterpretacje różnych utworów ze swojego opasłego katalogu. Odświeżone nagrania artysty wypadają okazale.

    Produkcja: DJ Cam Quartet

    Boora – „Soundogolism” (KingUnderground Records, 4 stycznia)

    Brytyjskie KingUnderground Records w zeszłym roku opublikowało sporo wartościowych płyt autorstwa Fredfadesa & Eikrema, Lewisa Parkera & Eastkoasta, Simiah, Triple Darkness i Cappo & Nappy. 2016 rok wytwórnia płytowa rozpoczyna od projektu Boory„Soundogolism”. Rosyjski artysta należy do grona boom-bapowych producentów skupionych wokół kolektywu Dope 90. Wschodni beatmaker otrzyma w końcu szansę na zaprezentowanie swojej twórczości szerszemu gronu odbiorców. W ub.r. moskwianin opublikował kilka pomniejszych materiałów, w tym siódemkę „Soundogolism”. Właśnie do tego wydawnictwa nawiązuje tytuł jego nadchodzącego albumu. Instrumentalny projekt podany w dobrym stylu, po którym więcej osób powinno zainteresować się rozbudowaną wschodnią sceną producencką.

    Produkcja: Boora

    Mr. J. Medeiros – „Milk and Eggs” (Self-released, 12 stycznia)**

    W undergroundzie pewnego czasu sporo osób interesowało się audycją i kolektywem pod nazwą Basementalism. Akurat z tym ruchem byli związani również różni artyści, w tym Mr. J. Medeiros i Stro Elliot. Obaj twórcy założyli następnie formację The Procussions, która cieszyła się szacunkiem wielu osób. W 2013 roku grupa powróciła z płytą „The Procussions”. Po tym okresie członkowie zespołu znowu skupili się na innych projektach. Mr. J. Medeiros po ponad 4-letniej przerwie szykuje kolejne solowe wydawnictwo, „Milk And Eggs”. Za warstwę muzyczną na LP odpowiada głównie Tim Stewart. Amerykański wykonawca pozostawił dobre wrażenie po ostatnich swoich płytach („Friends Enemies Apples Apples” i „Saudade”). Nadchodzący album promuje szereg singli, m.in. „Gone”, „Lost in It”, „Weight” oraz „Hero as Fool”. Spore zainteresowanie towarzyszące „Milk And Eggs” pokazuje, że liczne grono odbiorców wyczekiwało tej produkcji.

    Produkcja: Tim Stewart, Christophe Panzani, Monte Neuble, Ricky Tillo, Spanky McCurdy & Stro Elliot
    Gościnnie: Alyss, Apollo Jane & MacKenzie

    ** Początkowo „Milk and Eggs” miało ukazać się pod koniec grudnia ub.r. (płyta była dostępna w całości do odsłuchu przez kilka dni na Bandcampie), ale ostatecznie Mr. J Medeiros przesunął premierę na 12 stycznia.

    K-Otix – „Legendary” (Producers I Know, 15 stycznia)***

    W środowisku muzycznym czasami zdarza się tak, że zapomniani przez większość twórcy decydują się na wydanie nieoczekiwanych płyt. W styczniu tego roku taki projekt wypuści jedna z zasłużonych grup z amerykańskiego Houston, K-Otix. Jesienią ub.r. ujawniono, że swego czasu popularna undergroundowa formacja opublikuje „Legendary”. Nie licząc materiału zawierającego niepublikowane wcześniej nagrania zespołu („DAT Series Vol. 1 1993-1995”) i wydawnictwa Ethos, do której należą D. Randle & Big Mon, to ostatnie wydawnictwo K-Otix ujrzało światło dzienne w 2008 roku. W związku z powyższym, nowy projekt grupy należy uznać za niespodziankę dużego kalibru. Wyprodukowaniem mini-albumu zajmie się The ARE, zaś płytę wypuści Producers I Know. Produkcję zapowiada singiel „Lonely Piano”.

    Produkcja: The ARE

    *** Premierę płyty awizowano 1 stycznia, ale ostatecznie do tego nie doszło.

    Swarvy – „Stunts Vol. 1-4” (Street Corner Music, 15 stycznia)****

    W ostatnich latach dobry duch Detroit, House Shoes, skupił się na działalności wydawniczej. Prowadzone przez niego Street Corner Music sypnęło serią instrumentalnych wydawnictw zebranych pod szyldem „The Gift”. W połowie stycznia dzięki SCM trafi na półki sklepowe projekt Swarvy’ego, „Stunts Vol. 1-4”. Filadelfijski beatmaker stale pracuje na swoje nazwisko. Wcześniej opublikował on kilka produkcji, w tym „Trillian”, „Scotch”, „Love Affairz V.1″ (wraz z Suzi Analogue) i ” YaaaaaaaY” (wraz z Sirem Froderickiem). House Shoes docenił warsztat tego beatmakera, oferując mu wydanie albumu stanowiącego niejako podsumowanie dotychczasowej działalności artysty. Oprócz znanych już nagrań, „Stunts Vol. 1-4” rozszerzono o 10 świeżych ścieżek w wykonaniu Swarvy’ego. Po tym obszernym materiale więcej osób powinno zwrócić uwagę na tego beatmakera.

    Produkcja: Swarvy

    **** Projekt dostępny w sieci od ponad miesiąca, ale oficjalną premierę wyznaczono na 15 stycznia (data wydania wersji winylowej materiału).

    Teknical Development – „The 8: Vol​.​One” (Dezi-Belle Records, 15 stycznia)

    Niemieccy wydawcy to na ogół pewne i sprawdzone marki. W zeszłym roku sporo dobrego materiału ukazało się dzięki Dezi-Belle Records (warto zwrócić uwagę na „Scenes” Superiora). 2016 rok oficyna wydawnicza z Berlina rozpoczyna od projektu Teknicala Developmenta, „The 8: Vol​.​One”. Raper zaangażowany w działalność kilku grup, w tym Man Of Booom, dopiero co wydał wspólny album z Figubem Brazlevicem, „The Everyday Headnod”. Emcee nie zamierza odpoczywać po tym wydawnictwie. W połowie grudnia ogłosił on wydanie… 8 EP-ek (sic!), z których pierwszą wyprodukuje w całości Radsch (kolejny utalentowany niemiecki beatmaker). „The 8: Vol​.​One” zapowiada singiel „Next Step”. Wszystko wskazuje na to, iż Teknical Development utrzyma wysoką formę na nadchodzącej EP-ce.

    DJ Brans – „Endless” (Effiscienz, 15 stycznia)

    Francuska oficyna wydawnicza Effiscienz dobrze wpisała się w niszę kontynuatorów korzennie brzmiących projektów hip hopowych. Kluczową postacią związaną z tym labelem pozostaje niezmiernie DJ Brans. W poprzednich latach brał on udział przy powstaniu różnych materiałów, odpowiadając przy tym w całości za produkcję albumu Fela Sweetenberga, „Invisible Garden”. 15 stycznia trafi do obiegu płyta producencka DJ-a Bransa, „Endless”. Na wydawnictwie liczącym 10 utworów znajdzie się miejsce dla uznanych gości. Guilty Simpson, Planet Asia, Rasco, Shabaam Sahdeeq, M.O.P., Starvin B i inni wystąpią na tym nadchodzącym LP. Projekt promuje singiel z udziałem pierwszego z ww. raperów, „Getting Right”.

    Produkcja: DJ Brans
    Gościnnie: M.O.P., Planet Asia, Rasco, Guilty Simpson, Blaq Poet, Wildelux, Fel Sweetenberg, Dirt Platoon, Nutso, Starvin B, Shabaam Sahdeeq & Dj Djaz

    Torae - Entitled

    Torae – „Entitled” (Internal Affairs Entertainment, 15 stycznia)

    W 2014 roku ukazała się komplementowana, aczkolwiek niedoceniona w pełni, wspólna płyta duetu Skyzoo & Torae„Barrel Brothers”. Pierwszy z tych raperów wypuścił następnie w ub.r. solowy album „Music For My Friends” (jedna z lepszych produkcji z 2015 roku). Już 15 stycznia trafi do obiegu kolejne dzieło drugiej połowy Barrel Brothers. W tej chwili Torae dopina ostatnie sprawy związane z wydaniem „Entitled” (produkcja pojawi się w sprzedaży nakładem labelu założonego przez tego wykonawcę, Internal Affairs Entertainment). Emcee wywodzący się z nowojorskiego Brooklynu szykuje się tym samym do wypuszczenia pierwszego solowego longplaya od czasu „For The Record” z 2011 roku. W pracach nad nadchodzącym materiałem brało udział wielu artystów, od DJ-a Premiera, przez Nottza i Phonte, aż skończywszy na Saulu Williamsie. „Entitled” promują trzy single – „Get Down”, „Let 'Em Know” oraz „Saturday Night”.

    Producenci: Illmind, Apollo Brown, DJ Premier, E Jones, Eric G, Jahlil Beats, Mr. Porter, Nottz, Pete Rock & Praise
    Gościnnie: 3D Na’tee, Kil Ripkin, Mack Wilds, Pharoahe Monch, Phonte, Saul Williams & Teedra Moses

    Soulbrotha – „The Golden Era Isn’t Finished” + „2009-2015” (Ill Adrenaline Records, 15 stycznia)

    Wygląda na to, że w 2016 roku Ill Adrenaline Records jeszcze bardziej namiesza w undergroundzie, niż miało to miejsce w ubiegłych latach. Na początku roku obok płyt Truth i Beneficence’a nakładem tego labelu ukażą się także projekty grupy Soulbrotha„The Golden Era Isn’t Finished” oraz „2009-2015”. 12 Finger Dan & B-Base to doświadczeni niemieccy producenci, współpracujący ze sobą od dłuższego czasu (niektórzy mogą kojarzyć ich wcześniejsze materiały – „Collector’s Item” i „The Connexion EP”). Przedstawiciele Hamburga szykują na raz premierę dwóch różnych projektów. Pierwszy z nich, „The Golden Era Isn’t Finished”, to materiał nagrany przy udziale szeregu amerykańskich wykonawców (od QNC, aż po Marleya Marla). Produkcję promuje singiel „Flow 'N Facts”. Natomiast dwupłytowe „2009-2015” obejmie wszystkie produkcje wydane do tej pory przez Soulbrotha, zarówno wypuszczone przed kilku laty „Collector’s Item” i „The Connexion EP”, jak i „The Golden Era Isn’t Finished”.

    Producenci: Soulbrotha (12 Finger Dan & B-Base)
    Gościnnie: Beneficence, Kazi, QNC, Craig G, Afu-Ra, Big Shug, Blaq Poet & Marley Marl (wszyscy wystąpią na „The Golden Era Isn’t Finished”)

    Various Artists – „Session​.​Five” (DirtyBeauty, 15 stycznia)*****

    W dzisiejszych czasach sporym zainteresowanie w undergroundzie cieszą się wszelkiego rodzaju platformy wydawnicze skupiające producentów. W ub.r. w tej niszy pojawiło się wiele łakoci muzycznych. Swoje trzy grosze w tym kręgu dorzuciło rosyjsko-niemieckie DirtyBeauty. W poprzednich miesiącach dzięki temu labelowi ukazało się łącznie osiem wydawnictw. W 2016 roku za sprawą DB powinno trafić do obiegu jeszcze więcej projektów. Tegoroczne materiały sygnowane przez DirtyBeauty otwiera składanka „Session​.​Five”. Album obejmuje 20 instrumentalnych nagrań różnych artystów. Boom-bapowe utwory wyszły spod ręki m.in. Adliba Swayze’ego, Bonesa The Beat Heada, Mista Izma, Monomassive’a, Philantrophe’a, The Cancel, Bubblewilda i B-Side’a.

    Producenci: Adlib Swayze, Invhide, Versone, Mista Izm, Nuttkase, Bones The Beat Head, Maple Syrup, Devaloop, Monomassive, Philantrophe, Juan Rios, Iaques, Kolor, Smog, The Cancel & DJ Shon, Bubblewild, Diggy Mac Dirt, B-Side, Weanin, I One

    ***** Projekt ukazał się pod koniec ub.r., ale oficjalną datę premiery ustanowiono na 15 stycznia.

    Various Artists – „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979” (Cultures Of Soul, 22 stycznia)

    Poza szeregiem płyt (około) hip hopowych awizowanych w styczniu chciałbym również zwrócić uwagę na pewne wydawnictwo jazzowe. Już za trzy tygodnie otrzymamy kompilacyjne wydawnictwo „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979”. Za powstaniem tego projektu stoi Mark Harvey, człowiek cienia przez laty kojarzony z bostońską sceną jazzową. Dzięki tej postaci udokumentowano mnóstwo historii dotyczących muzyki jazzowej w stolicy Massachusetts. Akurat tamtejsze środowisko miało niegdyś wiele do zaoferowania. The Mark Harvey Group, The Phill Musra Group czy Stanton Davis’ Ghetto Mysticism zdecydowanie zasługują na szacunek. Do „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979” dołączono także 80-stronicowe wydawnictwo książkowe opisujące scenę jazzową w Bostonie w latach 70.tych.

    Producenci: The Mark Harvey Group, Thing, The Phill Musra Group, Worlds, Stanton Davis’ Ghetto Mysticism, Baird Hersey & Dave Leibman

    Adrian Younge Presents Venice Dawn – „Something About April II” (Linear Labs, 22 stycznia)

    Jeżeli przyszłoby wymienić najlepszych producentów w 2015 roku, to jedno z miejsc w tym zestawieniu trzeba byłoby zarezerwować dla Adriana Younge’a. Założyciel Linear Labs bez dwóch zdań zasłużył sobie na te laury za wyprodukowanie płyt Bilala („In Another Life”) i Ghostface Killah („Twelve Reasons To Die II”). W ub.r. artysta postarał się też o reedycję pierwszego albumu grupy, której jest członkiem – Venice Dawn. „Something About April” w wersji deluxe przypomniało wielu osobom o istnieniu tej formacji. Na początek 2016 roku przewidziano premierę follow-upu do tego wydawnictwa. „Something About April II” to kontynuacja wizji muzycznych z premierowego longplaya zespołu. Eksperymentalny projekt zapowiadają dwa single – „Sittin’ By The Radio” oraz „Hands Of God”.

    Producenci: Adrian Younge
    Gościnnie: Bilal, Karolina, Laetitia Sadier (Stereolab), Loren Oden & Raphael Saadiq

    K-Def – „The Unpredictable Gemini” (An Instrumental Journey) + „The Way It Was” (Redefinition Records, 29 stycznia)

    Redefinition Records zakończyło 2015 rok serią wydawnictw Damu The Fudgemunka („How It Should Sound 3-5” i „HISS Abyss”), uzupełniając to singlem „The Boys” Blu i longplayem „Back To The Beat, Volume 2” K-Defa & The 45 Kinga. Ostatni z tych materiałów stanowi początek kolejnego cyklu płytowego pierwszego z tych artystów. Doświadczony producent szykuje kilka projektów, z których dwa ukażą się 29 stycznia. Za trzy tygodnie trafi do obiegu „The Unpredictable Gemini” (An Instrumental Experience) oraz „The Way It Was”. Pierwszy album będzie następnym instrumentalnym wydawnictwem K-Defa nawiązującym do świetnego „One Man Band”. Jedynymi gośćmi na produkcji będzie duet Damu The Fudgemunk & AG. Natomiast „The Way It Was” będzie kolekcją niepublikowanych dotąd nagrań, remiksów i zupełnie nowych utworów. Redefinition Records szykuje mocne rozpoczęcie roku.

    Produkcja: K-Def
    Gościnnie: Damu The Fudgemunk & AG („The Unpredictable Experience”) + Blu, Quartermaine, Damu The Fudgemunk & Kunal („The Way It Was”)

    Saul Williams – „Martyr Loser King” (Fader Label, 29 stycznia)******

    Pod koniec stycznia odbędzie się premiera nowej płyty jedynego w swoim rodzaju artysty, Saula Williamsa. Od lat muzyk, aktor, poeta i aktywista społeczny z Nowego Jorku przyciąga wiele osób. W dotychczasowej karierze wydał on 4 projekty, z których najbardziej znanym pozostaje „Saul Williams”. Od ostatniego longplaya SW – „Volcanic Sunlight” – minęło blisko 5 lat. W ub.r. nowojorczyk opublikował kolejną książkę, „US(a.)” (wypada sięgnąć po poprzednią publikację tego autora, „The Dead Emcee Scrolls”). Piąte wydawnictwo muzyczne wszechstronnie utalentowanego artysty o przyciągającym uwagę tytule, „Martyr Loser King”, będzie nawiązywać do ww. książki. Póki co brakuje pewnych szczegółów materiału, ale można obstawiać w ciemno, że nadchodzi mocno eksperymentalny album. Produkcję promują utwory „Horn Of The Clock-Bike”, „The Noise Came From Here” i „Burundi”.

    ****** Brak podanej listy producentów i gości na płycie.

    Emapea – „Seeds, Roots & Fruits” (Cold Busted, 29 stycznia)

    Cold Busted to jedna z najaktywniejszych oficyn wydawniczych skupionych na szeroko pojętej muzyce instrumentalnej i elektronice. Każdego roku amerykańska wytwórnia płytowa wypuszcza multum nowych projektów. Wypada pamiętać o tym, że z tym labelem współpracuje kilku polskich beatmakerów – LoopMaffia, My Neighbour Is i Emapea. Ostatni z tych wykonawców znajduje się tuż przed wydaniem albumu „Seeds, Roots & Fruits”. Przedtem producent przewijał się przez kompilacje Cold Busted i spokojnie pracował nad utworami, które miały trafić na styczniową płytę. Przedsmakiem pełnego materiału są trzy nagrania – „What The Funk”, „Good Old Days” oraz „Milky Haze”. Wypada zapoznać się z tym projektem, żeby później nie trzeba było powtarzać stare polskie porzekadło – cudze chwalicie, swojego nie znacie.

    Produkcja: Emapea

    Jungle Brown – „Flight 314” (Self-released, 29 stycznia)

    W ub.r. pojawiło się pełno wartościowych projektów napływających z Wielkiej Brytanii. W 2016 roku ta tendencja powinna zostać zachowana. 29 stycznia ujrzy światło dzienne debiutancka płyta formacji Jungle Brown„Flight 314”. Niewiele znana grupa może zrobić różnicę w tym roku. Maear, MoSik, Ric i Tony Bones pokazali już pod koniec 2014 roku, że drzemie w nich duży potencjał. Po „Take 1” EP przyszła kolej na ich premierowy album. „Flight 314” pod względem brzmienia będzie nawiązywało do czasów Złotej Ery rapu. Wydawnictwo zapowiadają dwa single – organiczne „Keep it Moving” i mroczne „In the City”. Jeżeli ktokolwiek poszukuje korzennej muzyki hip hopowej, to powinien nie spuszczać z oka Jungle Brown. „Flight 314” to najbardziej oczekiwana płyta stycznia przeze mnie.

    Produkcja: Jungle Brown & Dlux
    Gościnnie: Krysis

    Beneficence – „Basement Chemistry” (Ill Adrenaline Records, 29 stycznia)

    W ostatni piątek stycznia warto pamiętać o odwiedzeniu Ill Adrenaline Records. Po płytach Soulbrotha ta wytwórnia płytowa skupi się na albumie Beneficence’a, „Basement Chemistry” (notabene artysta jest współzałożyciel tego labelu). Weteran hip hopowy z Brick City ma za sobą dwa projekty wydane latach 2011-12 – „Sidewalk Science” i „Concrete Soul”. Pod względem konstrukcji nadchodzący album przypomina oba ww. materiały. Beneficence stworzył płytę przy pomocy licznych gości. Zarówno za podkłady, jak i gościnne zwrotki na „Basement Chemistry” przypadną szeregu znanych i szanowanych twórców. DJ Spinna, Da Beatminerz, L’Orange, A.G., Inspectah Deck, Masta Ace, Rob Swift i inni przewiną się przez „Basement Chemistry”. Wydawnictwo promują single „Digital Warfare”, „When The Sun Comes” i „Anyway It Goes”.

    Producenci: 12 Finger Dan, Astro Vandalist, Ben Hedibi, Confidence, DJ Qvali, DJ Spinna, Da Beatminerz, Explizit One, Jazz Spastiks, KON Sci (MindsOne), L’Orange, Malik Turner, P Original, Presto, Sam Brown & The Legion

    Gościnnie: A.G., Chubb Rock, Dres (Black Sheep), El Da Sensei, Estee Nack (Tragic Allies), Inspectah Deck, MC Eiht, Masta Ace, MindsOne, Rob Swift & The Legion


    Na początku przyszłego miesiąca na łamach naszego serwisu ukaże się artykuł o premierach płytowych zapowiedzianych na luty. Stay tuned!ZapiszZapisz

    Zapi

  • NBA sprzed lat: Galeria Sław – Hakeem Olajuwon

    NBA sprzed lat: Galeria Sław – Hakeem Olajuwon

    7–11 minut

    69. sezon NBA już rozpoczęty. Po pierwszych meczach nie należy wysuwać daleko idących wniosków, aczkolwiek trzeba przyznać, że w przypadku niejednej drużyny szybko zrobiło się ciekawie. W Chicago drżą o zdrowie Derricka Rose’a, który zdążył już opuścić jedno spotkanie ze względu na skręcone kostki, a w Oklahomie odmawiają zdrowaśki za zakończenie feralnej passy związanej z kontuzjami graczy Thunder. Kobe Bryant walczy z całych sił, ale musi przyzwyczaić się do tego, że ten sezon szybko Los Angeles Lakers spisze na straty. Marcin Gortat prezentuje się dobrze, podobnie zresztą jak chociażby back court Golden State Warriors. Jednak na tym koniec tematyki dotyczących obecnego sezonu najlepszej ligi świata, gdyż w drugiej odsłonie cyklu „NBA sprzed lat” skupimy się na czymś zupełnie innym, bowiem na sylwetce jednego z najwybitniejszych koszykarzy w dziejach, Hakeema Olajuwona.

    Każda osoba zaznajomiona z historią NBA powinna posiadać utworzoną listę z najbardziej niedocenianymi graczami w historii. W moim zestawieniu pierwsze miejsce okupuje koszykarz, który zupełnie nie wiadomo z jakich powodów, nie otrzymuje od ludzi takiego szacunku, na jaki bez dwóch zdań zasługuje. W tym miejscu mam na myśli Hakeema Olajuwona. Pochodzący z Nigerii zawodnik ma za sobą piękną karierę zawodową i pełno osiągnięć indywidualnych i zawodowych. Jednak z pewnych względów ten niesamowity center nigdy nie jest wymieniany jednym tchem obok największych koszykarzy w historii, do tego wiele osób umieszcza innych środkowych wyżej w swoich rankingach. Wszystko to bierze się z niedoceniania Olajuwona i braku kompletnej wiedzy odnośnie jego dokonań.

    Nie mam zamiaru tutaj podawać dokładnej biografii urodzonego w 1963 roku w Lagos koszykarza, każdy może zapoznać się z tym odwiedzając Wikipedię. Pozwolicie, że jedynie wybiorę poszczególne fakty z jego życiorysu, aby jak najlepiej oddać wielkość „The Dreama” i udowodnić, że zasługuje on na znacznie większy szacunek. Olajuwon poznawał tajniki koszykarskiego rzemiosła na University of Houston, do którego ściągnął jego trener Guy Lewis. Już na pierwszym roku ówczesny Akeem zdradzał nieprzeciętny talent, co szybko dostrzeżono w uniwersyteckiej drużynie Cougars. Walory defensywne i ofensywne centra w oka mgnieniu obiegły Stany Zjednoczone, co doprowadziło do tego, że będąc jeszcze nastolatkiem aspirował on do miana największych koszykarskich talentów pierwszej połowy lat 80.tych. Młodziana docenił ówczesny gigant NBA, Moses Malone, który reprezentując barwy Houston Rockets udzielał Olajuwonowi lekcji. Jak się później okazało, uczeń przerósł swojego mistrza.

    Jeżeli mówimy o czasach uniwersyteckich, to należy jeszcze wspomnieć o dwóch istotnych wydarzeniach. Właśnie na University of Houston poznał swojego przyszłego przyjaciela, Clyde’a Drexlera. Natomiast rozgrywki NCAA pokazały, jak koszykówka może być piękna, a także niewdzięczna. W barwach Cougars Olajuwon w latach 1983-84 docierał do Final Four lecz za każdym razem musiał przełykać gorycz porażki. Najbardziej niewdzięczna okazała się porażka w 1984 roku, gdyż w finałowym spotkaniu Houston poniosło klęskę w starciu z Georgetown, którymi dowodził Patrick Ewing. „The Dream” nie zapomniał nieudanych podejść do zdobycia tytułu mistrza NCAA, co tak naprawdę wyszło mu na dobre, gdyż wyzwoliło w nim prawdziwego ducha i zahartowało na zmierzenie się z wymogami NBA.

    Hakeem Olajuwon przystąpił do draftu w 1984 roku, który następnie okazał się najsilniejszy w historii (właśnie 30 lat temu wybierano Michaela Jordana, Charlesa Barkleya, Johna Stocktona, Alvina Robertsona, Kevina Willisa czy Sama Perkinsa). Uznawany wówczas za najbardziej perspektywicznego centra młodego pokolenia (obok ww. Ewinga, Sama Bowie’ego i Davida Robinsona), pochodzący z Nigerii koszykarz trafił z numerem 1 do Houston Rockets. Jak sam przyznał, był on wielce usatysfakcjonowany takim obrotem spraw, ponieważ nie dojść, że nie musiał zmieniać miejsca zamieszkania, to jeszcze otrzymał okazję stworzenia silnego front courtu kierowanego przez Ralpha Sampsona. Ponadto „The Dream” miał przed sobą wypełnienie luki pod koszem po odejściu Mosesa Malone’a, który wtedy grał dla Philadelphii 76ers.

    NBA sprzed lat: Galeria Sław - Hakeem Olajuwon
    Hakeem Olajuwon i Patrick Ewing podczas finałów NBA w sezonie 1993/94

    W pierwszych latach kariery zawodowej bohater tego artykułu wspólnie z Ralphem Sampsonem stworzyli skuteczny i świetnie rozumiejący się duet podkoszowy. W 1986 roku przy wsparciu m.in. Johna Lucasa i Lewisa Lloyda doprowadzili Houston Rockets do finałów NBA, w których musieli uznać wyższość jednej z najlepszych drużyn tamtego okresu, Boston Celtics. W następnych latach HOU regularnie meldowało się w play-offach, ale nie odnosili w nich większych sukcesów. Po przebudowie drużyny na przełomie lat 80. i 90.tych, w końcu pojawiły się lepsze perspektywy dla Olajuwona. Wraz z Kennym Smithem, Vernonem Maxwellem, Mario Elie, Samem Cassellem, Otisem Thorpe’em, Robertem Horrym i innymi zbudowali oni team będący w stanie włączyć się do walki o mistrzostwo NBA. Prowadzeni przez znakomitego trenera, Rudy’ego Tomjonovicha, po raz pierwszy przeszli początkową rundę rozgrywek posezonowych w sezonie 1992/93.

    Rok później, „The Dream” dał niesłychany popis umiejętności, zanosząc na swoich plecach Rockets do finałów NBA. W nich Houston zmierzyło się z New York Knicks. Ponownie doszło do wielkiego pojedynku pomiędzy Olajuwanem a Ewingiem. Jednak tym razem center HOU, który wcześniej odebrał nagrodę MVP sezonu regularnego, nie dał się stłamsić i przy wsparciu swoich partnerów z drużyny w popisowy sposób rozprawił się z NYK (wygrana w serii 4-3). Po zdobyciu mistrzostwa „The Dream” dokonał kolejnej wielkiej rzeczy, gdyż następny sezon zakończył udaną obroną tytułu. Po drodze na sam szczyt gwiazda Houston upokorzyła w Finałach Konferencji Zachodniej wielkiego Davida Robinsona (słynne „Dream Shake” w starciu podkoszowych tytanów, które uznano później za największy pojedynek 1 vs 1 w historii play-offów). Druga z rzędu wygrana w lidze (tzw. back to back) odbyła się przy udziale ww. Clyde’a Drexlera. Olajuwon i spółka odprawili z kwitkiem (sweep 4-0) młody zespół Orlando Magic, który prowadzili wtedy do boju Shaquille O’neill i Penny Hardaway. Po finałach z 1995 roku Shaq przyznał, że w żaden sposób nie potrafił złamać „The Dreama”. W obu wygranych finałowych seriach Olajuwon był zdecydowanie najlepszy na parkiecie. Komisarz ligi, David Stern, dwukrotnie wręczył jemu statuetki MVP finałów w latach 1994-95.

    W czym tkwiła wielkość Olajuwona? Wszystko sprowadzało się tak naprawdę do trzech rzeczy – niesamowitego serca do walki, niebywałej pracy nóg i wszechstronności. „The Dream” jak mało kto inny wkładał w swoją grę wszystko to, co miał najlepsze do oddania i zaoferowania. Nigdy nie poddawał się, nie poprosił o transfer do innego klubu, w którym miałby lepsze perspektywy na zdobycie mistrzowskiego pierścienia. Walczył na parkiecie jak lew i pomagał partnerom z zespołu stać się lepszymi koszykarzami. O jego magicznej pracy nóg i zwodach w post-up powstało już dziesiątki artykułów (jeżeli chcecie porównać jego z obecnymi gwiazdami NBA, to obejrzyjcie kilka materiałów video ze wspólnych sesji treningowych Hakeema i Dwighta Howarda, LeBrona Jamesa czy Carmelo Anthony’ego). Przy jego wzroście żaden inny gracz nie posiadał takiej zwinności, gibkości i ruchów wręcz zarezerwowanych jedynie dla obrońców. „The Dream” urodził się z tym, podobnie jak Kareem-Abdul Jabbar ze sky hookiem, a Michael Jordan z ogromną wolą zwyciężania i współzawodnictwa. Większość osób, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, pamięta Olajuwona jedynie jako centra potrafiącego zdobywać punkty, zaliczać zbiórki i bloki. Zapomina się przy tym, że był on nieprawdopodobnym dominatorem po obu stronach parkietu, zarówno w obronie, jak i w ataku. W jednym sezonie Hakeem potrafił znaleźć się w TOP 10 pod względem liczby zdobywanych punktów, zbiórek, bloków, przechwytów i skuteczności z gry! Skupiając na sobie uwagę kilku obrońców potrafił odegrać w błyskotliwy sposób piłkę nieobstawionemu partnerowi z drużyny. Przy przekazywaniu krycia potrafił nadążyć za rozgrywającym i rzucającym obrońcom przeciwnego teamu, o czym boleśnie przekonał się na własnej skórze m.in. John Starks w decydującej akcji 6. meczu w finałach z 1994 roku (po tym spotkaniu JS nie był już takim samym zawodnikiem, jak wcześniej).

    Na osobną wzmiankę zasługuje też inny fakt. Hakeem Olajuwon wcale nie mierzył 7’0″, tylko 6’10”-6’11”. We wcześniejszych latach, NBA była nastawiona na niesłychanie fizyczną walkę i każdy wielki gracz musiał wykazywać się niesamowitą sprawnością i wytrzymałością. Silni skrzydłowi nie uciekali daleko poza trumnę, było niewielu tzw. stretch four, wszyscy pchali się pod kosz i toczyli ze sobą wyniszczające boje. Lider wszech czasów pod względem zaliczonych bloków potrafił znakomicie poradzić sobie z każdym i przez większość swojej kariery omijały jego kontuzje. Wszystko to nie miałoby miejsca, gdyby nie jego etyka pracy i dyscyplina, które pozwoliły jemu dojść na sam szczyt.

    W mojej ocenie, Hakeem Olajuwon jest najwybitniejszym centrem, jaki kiedykolwiek pojawił się na koszykarskich parkietach na całym świecie. W moim pick-up teamie „The Dream” grałby obok ww. Stocktona, Jordana i Barkleya oraz Scottie Pippena i jestem głęboko przekonany, że tak stworzona drużyna byłaby w stanie wygrać z każdą inną. Ludzie szybko zapomnieli o dokonaniach Hall-of-Famera z 2008 roku, przez co w niejednym rankingu wyżej od niego ustawiani są inni środkowi. Jednymi z nielicznych osób pamiętających o jego wielkości są Kenny Smith, Robert Horry i MJ, który wielokrotnie podkreślał fakt, jakim niezrównanym koszykarzem był ten center. Jednak to nie Kareem, Wilt Chamberlain, Bill Russell, Shaq, Robinson, Ewing potrafili niemal w pojedynkę dokonać pięknych i niezwykłych rzeczy. W 1994 roku nie miał on ani jednego gracza w drużynie formatu All-Star, a mimo tego w fenomenalny sposób zdobył mistrzostwo! To nie oni potrafili całkowicie zdominować przeciwnika czyniąc to z finezją, gracją i polotem. Gra „The Dreama” była czystą poezją, która nigdy nie powróci już do NBA. Legenda Houston Rockets zasłużyła sobie na znacznie większy szacunek i każdy sympatyk koszykówki powinien o tym pamiętać.

    Na koniec pewna anegdota dotycząca „Dream Shake”. W 1995 roku nagrodę MVP sezonu regularnego otrzymał David Robinson. David Stern wręczył mu nagrodę przed rozpoczęciem pierwszego meczu Finałów Konferencji Zachodniej w San Antonio. Hakeem Olajuwon, zwykle cichy i spokojny, siedząc na ławce rezerwowych i oglądając całą ceremonię, poczuł się tym mocno dotknięty i powiedział głośno: – Jak oni mogą mnie tak nie szanować? To jest moja nagroda! Wszyscy gracze Houston Rockets byli niemalże w szoku, ponieważ nikt nie spodziewał się takiej reakcji ich lidera, ale też wiedzieli, iż w serii ze Spurs czeka na nich „The Dreama”, jakiego wcześniej nie spotkali. Robert Horry przyznał po latach, że po tych słowach każdy zawodnik HOU jeszcze bardziej uwierzył w siebie. Jakby tego było mało, to zdecydowanej większości zagrań z repertuaru Hakeema, które pojawiły się w „Dream Shake”, nigdy nie widzieli nawet na treningach. W taki sposób została zapisana jedna z piękniejszych kart w historii NBA. David Robinson przez długie lata nie mógł później spać spokojnie (koszmary pewnie ustąpiły po zdobyciu przez niego pierwszego mistrzostwa w 1999 roku).

    Poniżej znajdziecie film dokumentalny, „It Changed Everything”. Dokument nakręcony po wygraniu przez Rockets mistrzostwa w 1994 roku pokazuje długą wędrówkę Hakeema Olajuwona po zasłużony pierwszy pierścień w karierze.

  • Premiery płytowe na jesień 2014 (część II)

    Premiery płytowe na jesień 2014 (część II)

    9–13 minut

    W ubiegłą środę opublikowałem pierwszą część premier płytowych na jesień 2014 roku. W poprzednim wydaniu tej mini-serii przedstawiłem pokrótce wybrane projekty, które trafiły do obiegu od 23 września do 21 października. W zestawieniu ująłem nowe wydawnictwa milo, Paula White’a, Diamond District, DJ’a JS-1, Army Of The Pharaohs, K-Defa & 45 Kinga, Bishopa Nehru & MF Dooma, Flying Lotusa i innych wykonawców. W drugiej odsłonie cyklu umieściłem wszystkie pozostałe ważne płyty oczekiwane tej jesieni.

    Black Milk - If There's A Hell Below

    Apollo Brown & Ras Kass„Blasphemy” (28 października, Mello Music Group)

    Apollo Brown należy do grona najbardziej zapracowanych producentów. Tylko w tym roku artysta nagrywający dla Mello Music Group wydał solową płytę „Thirty Eight” oraz wespół z Verbal Kentem i Red Pillem „Ugly Heroes EP”. Teraz przyszedł czas na kolejne wyzwanie – wspólny album z Ras Kassem. „Blasphemy” elektryzowało wielu przedstawicieli mediów i słuchaczy od kilku tygodni i wszystko wskazuje na to, że o tym materiale powstanie niejeden artykuł.

    Black Milk„If There’s A Hell Below” (28 października, Computer Ugly)

    Black Milk po wydaniu w październiku ub.r. „No Poison No Paradise” ochoczo zabrał się do dalszej pracy. Na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy powoli rozwijał on działalność własnego labelu Computer Ugly, dorzucając do tego instrumentalną płytę „Glitches In The Break”. Od dłuższego czasu raper/producent z Mo-Town zapowiadał swój kolejny longplay, „If There’s A Hell Below”. Jeden z ważniejszych albumów tej jesieni.

    Run The Jewels (El-P & Killer Mike) – „Run The Jewels 2” (28 października, Mass Appeal Records)

    Już na początku roku można było w ciemno obstawiać, że druga płyta Run The Jewels odbije się głośnym echem na scenie muzycznej. Tak też się stało. Co prawda El-P & Killer Mike zmienili wydawcę (Mass Appeal Records zajęło miejsce Fool’s Gold Records) lecz klimat nagrań na „Run The Jewels 2” pozostał taki sam, jak na poprzednim materiale. Jedna z najgłośniejszych tegorocznych premier, a to jeszcze nie koniec, ponieważ w przygotowaniu jest jedyne w swoim rodzaju przedsięwzięcie „Meow The Jewels”.

    Gabriel Teodros & SoulChef„Evidence Of Things Not Seen” (28 października, Self-released)

    Niezależny producent SoulChef sprawnie działa w undergroundzie. Jednym z singli promujących jego tegoroczny album – „Food For Thought” – był utwór nagrany z Gabrielem Teodrosem, „Black Love”. Obaj artyści postanowili ściślej współpracować ze sobą, co doprowadziło do powstania płyty „Evidence Of Things Not Seen”. Amerykańsko-nowozelandzka kooperacja na wysokim poziomie artystycznym.

    Dday One„Dialogue with Life” (28 października, Content (L)abel)

    28 października trafił do obiegu kolejny album jednego z moich ulubionych współczesnych producentów, Dday One’a. Założyciel wytwórni płytowej „Content (L)abel” opublikował kolejną instrumentalną płytę, „Dialogue with Life”. Kalifornijski mistrz tworzenia rozbudowanych i niesłychanie klimatycznych utworów nadal trzyma wysoki poziom. Jego najnowszy projekt to świetny następca „Mood Algorithms” z 2011 roku.

    Mike Mictlan„HELLA FRREAL” (28 października, Doomtree Records)

    W ostatnim czasie Doomtree Records wypuściło dwie płyty – „Field Notes EP” oraz „HELLA FRREAL” Mike’a Mictlana. Drugi z ww. członków Doomtree przygotował mini LP stanowiące kontynuację jego specyficznych eksperymentów muzycznych ze „SNAXXX” czy „Hand Over Fist”. Projekt promowany singlem „CLAPP’D” wyprodukowali Cecil Otter, RedVelvet Beats, 2% Muck, 1990, JuanL, Mike Frey i Lazerbeak.

    Adlib„The HighWay” (28 października, The Last Man/Sensi Star)

    Filadelfijscy twórcy znani są z wypuszczania porządnie brzmiących płyt. 28 października ukazał się nowy album rapera z Pensylwanii, Adliba. Jak utrzymuje Emcee, „The HighWay” to jego najdoskonalsze dotychczasowe dzieło, przy którym spędził dużo czasu. W osiągnięciu końcowego efektu pomogli m.in. Madchild, J.O the Last Man, Ali Armz, Shabaam Sahdeeq i Rob The Viking. Materiał trafił do sprzedaży dzięki The Last Man/Sensi Star.

    Infinito 2017„Single Consciousness My Independent Mine” (28 października, Joe Left Hand Records)

    Jeden z liderów undergroundowego crew Nacrobats z Chi-Town, Infinito 2017, nieprzerwanie dostarcza nam nowej muzyki. Niezwykle produktywny artysta może pochwalić się mocno rozbudowaną dyskografią, do której pod koniec października dopisał kolejną pozycję. „Single Consciousness My Independent Mine” w piękny sposób nawiązuje do poprzednich dokonań chicagowskiego wykonawcy. Wydawnictwo przeznaczone dla słuchaczy poszukujących niezależnego rapu w starym-dobrym wydaniu.

    Looptroop Rockers„Naked Swedes” (29 października, David vs. Goliath)

    Od lat szwedzka formacja Looptroop Rockers należy do jednych z najbardziej szanowanych i rozpoznawalnych europejskich zespołów. Promoe i spółka posiadają wielu fanów w różnych zakątkach świata, którzy na pewno od tygodni nie mogli doczekać się premiery nowej płyty grupy, „Naked Swedes”. Skandynawowie najlepsze lata swojej działalności mają już za sobą lecz wcale nie oznacza to, iż nagrywają obecnie bezwartościową muzykę.

    Chill Bump„Ego Trip” (1 listopada, Self-released)

    W 2012 roku francuski duet Chill Bump wypuścił serię ciepło przyjętych EP-ek – „Starting From Scratch”, „Hors Série”, „Back To The Grain”, „Hidden Strings” i „The Loop”. Po blisko dwóch latach przerwy od wydania ostatniego projektu Miscellaneous (raper) i Bankal (DJ/producent) postanowili wydać własnym sumptem pierwszy pełny album. Płyta zapowiadana singlami „The Memo” i „One Way Ticket” może być jedną z ciekawszych jesiennych produkcji.

    Lee Bannon„Main/Flex” (4 listopada, Chillectro/Babygrande Records)

    Amerykański producent Lee Bannon współpracował już z Plug Research czy Ninja Tune. Przy swoim kolejnym materiale, „Main/Flex”, artysta pochodzący z Sacramento podjął kolaborację z Babygrande Records. Kalifornijczyk znany jest z łączenia niekiedy bardzo odmiennych nurt muzycznych ze sobą. Nie inaczej powinno być na jego nowym albumie, na którym pojawią się Hak (Ratking), Charlie Benante (Anthrax) oraz Deejay Earl (TEKLIFE).

    Hassaan Mackey & Kev Brown„That Grit” (4 listopada, Ill Adrenaline Records/Low Budget Records)

    Low Budget Crew znowu daje znać o sobie. Doczekaliśmy się wspólnej płyty najważniejszej postaci tego kolektywu – Keva Browna – oraz Hassaana Mackeya. „That Grit” będzie tym samym kolejną okazję ku temu, aby raper znajdujący się niegdyś na liście Rawkus50 w końcu zdobył większe uznanie w środowisku. Album trafił na półki sklepowe nakładem Ill Adrenaline Records/Low Budget Records. W przyszłym tygodniu premiera winylowego wydania projektu.

    Wax Tailor„Phonovisions Symphonic Orchestra” (4 listopada, Le Plan Music)

    Powszechnie znany francuski producent, Wax Tailor, niebawem dopisze do swojej dyskografii kolejną pozycję. Jeden z najbardziej znanych europejskich przedstawicieli muzyki około hip hopowej wydaje „Phonovisions Symphonic Orchestra”. Rozszerzony projekt powstał przy udziale Symphonic Orchestry, dzięki czemu można spodziewać się nad wyraz eklektycznej produkcji. Single zapowiadające materiał – „Que Sera” i „Something” – zapowiadają wyrafinowaną muzykę.

    Thrupence„Lessons (Originals Mixtape 4)” (7 listopada, Future Classic)

    W latach 2010-12 australijski producent Thrupence wypuścił kilka dobrze przyjętych projektów. Po dwuletniej przerwie szalenie uzdolniony twórca szykuje kolejną płytę, „Lessons (Originals Mixtape 4)”. Zamieszkały w Melbourne artysta przygotowuje wydawnictwo dużego kalibru, o czym dobitnie świadczą single zapowiadające LP – „Don’t You Mind” oraz „Silk”. Nadchodzi jeden z ciekawszych instrumentalnych albumów tego roku.

    The 1978ers (yU & Slimkat) – „People Of Today” (11 listopada, Mello Music Group)

    Artyści rodem z DMV ożywili się w tym roku. Jeden z członków Diamond District, yU, realizuje swój projekt ze Slimkatem w ramach działalności grupy The 1978ers. „People Of Today” nie powinno znacząco różnić się od dotychczasowych nagrań tych artystów, którzy kładą nacisk na duchowy i pozytywny wymiar swojej muzyki. Do pełnego albumu wprowadza krótki materiał „P.O.T. EP (Acts I,II, III)”.

    Serengeti„Kenny Dennis III” (11 listopada, Joyful Noise Recordings)

    Alternatywny raper wywodzący się z Chicago, Serengeti, przygotowuje się do wydania kolejnego solowego wydawnictwa. Po udziale w projekcie Sisyphus (skądinąd udane przedsięwzięcie) artysta związany z Anticonem szykuje następną odsłonę sagi o Kennym Dennisie. Na nadchodzącej płycie – „Kenny Dennis III” – chicagowski twórca przedstawi dalsze losy stworzonego przez siebie bohatera. Projekt ukaże się nakładem Joyful Noise Recordings.

    J-Zone„Lunch Breaks” (11 listopada, Redefinition Records)

    Szalenie sympatyczny artysta, dziennikarz muzyczny i aktywista hip hopowy w jednym, J-Zone, otrzymał wiele ciepłych słów za ubiegłoroczny album „Peter Pan Syndrome”. Po tej płycie nowojorczyk skoncentrował się na rozwoju swoich umiejętności grania na perkusji. Przełożyło się to na kilka singli i wydawnictwo „Lunch Breaks”. Wersja elektroniczna projektu ukazała się w lutym dzięki The Drum Broker, wydanie fizyczne materiału trafi do sprzedaży 11 listopada nakładem Redefinition Records.

    Omniscence„The Raw Factor” (11 listopada, Gentleman’s Relief Records)

    W historii rapu nie brakowało płyt, które z różnych względów ukazywały się wiele lat po planowanej premierze (lub w ogóle nie trafiały do obiegu). Podobny los spotkał album Omniscience’a, „The Raw Factor”. Po 18 latach od planowanej premiery materiał rapera z Północnej Karoliny wreszcie ujrzy światło dzienne. Głównym singlem pochodzącym z „The Raw Factor” jest nagranie „Touch Y’all”. Album w sprzedaży od 11 listopada.

    Blockhead - Bells and Whistles

    Hail Mary Mallon„Bestiary” (11 listopada, Rhymesayers Entertainment)

    Już dawno Rhymesayers Entertainment przyzwyczaił swoich sympatyków do wypuszczania muzyki na wysokim poziomie. Właśnie co najmniej porządnego wydawnictwa należy oczekiwać po Hail Mary Mallon. Aesop Rock, Rob Sonic i DJ Big Wiz przygotowują się do wydania drugiego longplaya. Zanosi się na to, że „Bestiary” trafi do szerokiego grona odbiorców wypatrujących godnej kontynuacji „Are You Gonna Eat That?” sprzed dwóch lat.

    Hellsent & Batsauce„Bat Outta Hell” (18 listopada, Galapagos4)

    Chicagowski underground przywodzi na myśl wielu utalentowanych artystów. Wśród nich znajdziemy Hellsenta. W połowie tego listopada doczekamy się premiery jego kolejnego albumu – „Bat Outta Hell”. Wydawnictwo w całości wyprodukuje producent z Florydy, Batsauce. Projekt zapowiada singiel „Bob Proctor”. Wydaniem longplaya zajmie się najbardziej uznana niezależna oficyna wydawnicza z Wietrznego Miasta, Galapagos4.

    Madlib & Freddie Gibbs„Knicks EP” (18 listopada, Madlib Invazion)

    Seria wspólnych EP-ek („Shame EP”, „Thuggin’” oraz „Deeper EP”) zakończona świetnie przyjętym longplayem „Pinata” została skrzętnie odnotowana przez wielu przedstawicieli mediów. Pod koniec roku doczekamy się kolejnej odsłony muzycznych wariacji obu twórców. „Knicks EP” to nic innego, jak zbiór remiksów i niepublikowanych dotąd nagrań pochodzących z sesji nagraniowych tych wykonawców. Wśród gości na tym materiale usłyszymy Actiona Bronsona, Joeya Bada$$a, Ransoma oraz BJ The Chicago Kida.

    Blockhead„Bells and Whistles” (18 listopada, Self-released)

    Jedna z ikon nowojorskiego undergroundu, Blockhead, regularnie dostarcza nam porcje nowej muzyki. Po czterech płytach nagranych wraz z Illogiciem (z „Capture The Sun” na czele) i po jednym wydawnictwie z billym woodsem („Dour Candy”) oraz MarQ Spektem („JustPlayWitIt”), przyszedł czas na kolejny solowy projekt beatmakera. „Bells and Whistles” zapowiadają dwa instrumentalne utwory – „Kaput!” i „On The Back Of A Golden Dolphin”.

    Red Martina„Come On Home” (18 listopada, Badtape Music)

    Jesienią ub.r. ukazał się progresywny album filadelfijskiej formacji Red Martina, „Intransit”. Po roku od premiery tego wydawnictwa pojawi się w sprzedaży druga płyta grupy, „Come On Home”. Styl zespołu składającego się z Noesisa, Hayley Cass, Ish Quintero i Stoupe’a przypisywany jest do downtempo, ale nie brakuje w ich nagraniach również elementów rapowych. Warto zwrócić baczną uwagę na nadchodzące LP jednej z najbardziej oryginalnych grup około hip hopowych.

    Havoc„13 Reloaded” (18 listopada, Hclass Entertainment Inc.)

    Po wypuszczeniu w pierwszej połowie roku „The Infamous Mobb Deep”, członkowie tej grupy znowu wrócili do solowych projektów. 18 listopada trafi na półki sklepowe kolejna płyta Havoca, „13 Reloaded”. Follow-up do ubiegłorocznego wydawnictwa opublikowanego przez Nature Sounds promuje singiel „Dirt Calls”. Na nadchodzącym materiale pojawią się utwory powstałe przy udziale Prodigy’ego, Sheek Loucha czy Cormegi.

    Axel F. (MED & J Rocc) – „Theme Music” (25 listopada, Bang Ya Head Entertainment)

    Każdy sympatyk kalifornijskiego rapu powinien kojarzyć wydawnictwa MED-a i J Rocca. Obaj artyści nagrywają wspólnie muzykę od dłuższego czasu, co przełożyło się na założenie przez nich formacji Axel F. Po ubiegłorocznej EP-ce „The Sofa Set” duet przygotowuje się do wypuszczenia pełnego albumu, „Theme Music”. Soundtrack opisujący życie w latach 80.tych stworzonego przez nich bohatera, Axela, powinien znaleźć spore grono nabywców.

    Von Pea„To: You” (25 listopada, HiPNOTT Records)

    Tanya Morgan to dobrze rozpoznawalna niezależna formacja. Oprócz tworzenia wspólnych utworów, Von Pea i Donwill zajmują się też solowymi projektami. Pierwszy z nich szykuje się do wypuszczenia kolejnej płyty, „To: You”. Wydawnictwo w całości zostanie wyprodukowane przez duet The Other Guys. Całość materiału zapowiada singiel „So East Coast”. Wśród gości na tym projekcie pojawią się Substantial, Kooley High oraz Lessondary Crew.

    Prodigy & Boogz Boogetz„Young Rollin Stonerz” (25 listopada, Infamous Records)

    Nie tylko Havoc przymierza się do wydania nowego wydawnictwa, ale również drugi członek Mobb Deep, Prodigy, znajduje się w przededniu premiery kolejnej płyty. Po wspólnych wydawnictwach z Alchemistem, nowojorczyk szykuje się do zaprezentowania albumu z Boogz Boogetzem, „Young Rollin Stonerz”. Weteran hip hopowy w połączeniu ze znacznie młodszym twórcą na jednej płycie? Już wkrótce przekonamy się, co z tego wyjdzie.

    uMaNg & B.B.Z. Darney„The Black Rose Certificate” (25 listopada, Ill Adrenaline Records)

    Osoby dobrze orientujące się w undergroundzie powinni kojarzyć rapera z New Jersey, uMaNga, a także szwedzkiego producenta B.B.Z. Darneya. Obaj artyści pokazali próbkę niemałych umiejętności na swoich poprzednich nagraniach i już wkrótce będziemy mogli przekonać się, jak oni wypadają na wspólnym albumie. „The Black Rose Certificate” to będzie stricte boom-bapowy materiał, który ukaże się dzięki Ill Adrenaline Records. Longplay zapowiada singiel „Accomplices”.

    Betty Ford Boys„Retox” (28 listopada, Melting Pot Records)

    Niemieccy producenci z coraz większym powodzeniem wydają swoje projekty. W ub.r. sporo ciepłych komentarzy otrzymała jedna z tamtejszych formacji, Betty Ford Boys (Suff Daddy, Dexter i Brenk Sinatra). Pod koniec roku doczekamy się follow-upu do pierwszej płyty formacji, „Leaders Of The Brew School”. Wydawnictwo zatytułowane „Retox” poprzedziła porządna dziesiątka „Uppers” b/w „Downers”. Szykuje się eklektyczna instrumentalna produkcja.

  • Premiery płytowe na jesień 2014 (część I)

    Premiery płytowe na jesień 2014 (część I)

    7–10 minut

    Każdego roku wiosna i jesień przypadają na najgorętszy czas na rynku wydawniczym. Wiosenne miesiące obfitowały w premiery nowych płyt Atmosphere, People Under The Stairs, The Roots, Pharaohe Moncha, Army Of The Pharaohs, @Peace, J-Live’a, The Doppelgangaz, Jazz Spastiks i wielu innych artystów. Jesienią też nie można narzekać na świeże materiały pojawiające się na rynku fonograficznym. Wybrane jesienne produkcje zebrałem w poniższym zestawieniu obejmującym płyty wydane od 23 września do 28 listopada. Każdy projekt został opatrzony krótkim komentarzem. Ze względu na znaczną liczbę wydawnictw całość podzieliłem na dwie części. Dzisiaj pierwsza z nich, natomiast druga odsłona mini cyklu pojawi się u nas w niedzielę przyszłym tygodniu.

    Paul White„Shaker Notes” (23 września, R&S Records)

    Od momentu wydania w sierpniu 2011 roku płyty „Rapping With Paul White”, brytyjski producent znajduje się na fali wznoszącej. Przed nowym albumem Paul White opublikował „Watch The Ants EP” oraz wyprodukował w całości „White Sands” Homeboya Sandmana. „Shaker Notes” to kolejna stacja w muzycznej podróży tego artysty. Album wydany przez R&S Records doceniło pokaźne grono słuchaczy aprobujących warsztat muzyczny Brytyjczyka.

    Dntel„Human Voice” (23 września, Leaving Records/Stones Throw Records)

    We wrześniu Stones Throw Records pomogło w wydaniu płyty kalifornijskiego wykonawcy, Dntela. Producent zamieszkały w Los Angeles przedstawił instrumentalny projekt „Human Voice”. Za najważniejszy cel twórca z Cali postawił przekazanie za pośrednictwem swojej muzyki masy uczuć, które drzemią ukryte w poszczególnych utworach zawartych na LP. Wydawnictwo dedykowane słuchaczom poszukujących muzyki z duszą.

    milo„a toothpaste suburb” (23 września, Hellfyre Club)

    Alternatywne formy hip hopowe ponownie mają się dobrze. Jednym z ciekawszych i oryginalniejszych przedstawicieli tego nurtu jest bez wątpienia milo. Raper związany z Hellfyre Club w końcu wypuścił pełnoprawny debiutancki longplay. „a toothpaste suburb” stanowi kontynuację podwójnej EP-ki „things that happen at day” / „things that happen at night”. Charyzmatyczny Emcee pochodzący z Chicago to jeden z najbardziej perspektywicznych współczesnych twórców.

    Toki Wright & Big Cats„Pangaea” (23 września, Soul Tools Entertainment)

    Minneapolis to od lat spokojna przystań dla niezależnych artystów hip hopowych. W tamtejszym środowisku dobrze odnajduje się duet Toki Wright i Big Cats. Wszechstronnie uzdolniony raper i utalentowany producent połączyli swoje siły wydając album „Pangaea”. Wydawnictwo charakteryzuje się dużą kulturą i dojrzałością muzyczną, co było widać po EP-ce zapowiadającej płytę, „Prelude To Pangaea”.

    Drummachinemike„Drum Machine Music” (23 września, Drummachinemike)

    Kanadyjscy artyści potrafią dostarczyć wartościowe nagrania. W przyszłości do długiej listy powszechnie szanowanych niezależnych wykonawców z Kraju Klonowego Liścia być może dopiszemy Drummachinemike’a. Póki co producent udanie wprowadził się na scenę hip hopową. „Drum Machine Music” zawiera utwory nagrane przy udziale wielu twórców (Open Mike Eagle, Ceschi Ramos, 2Mex, Thavius Beck, Noah23 i inni).

    Daedelus„The Light Brigade” (29 września, Brainfeeder)

    Wszyscy fani brzmień elektronicznych i pochodnych odmian muzycznych na pewno są zaznajomieni z labelem założonym przez Flying Lotusa, Brainfeeder. Pod koniec września dzięki tej oficynie wydawniczej dostaliśmy nową płytę Daedelusa„The Light Brigade”. Doświadczony amerykański artysta nie zamierza spuszczać z tonu. Jego najnowsze dzieło nie odstaje poziomem od poprzedników i przynosi urozmaiconą muzyczną strawę, pełną wyszukanych dźwięków.

    The Black Opera„The Great Year” (30 września, Mello Music Group)

    W drugiej połowie 2012 roku Mello Music Group wypuściło kilka projektów enigmatycznej formacji kryjącej się pod nazwą The Black Opera. Po „Enter Mission” oraz „Libretto: Of King Legend” zagadkowa grupa prezentuje kolejny materiał, „The Great Year”. Na tym wydawnictwie zespół podąża wcześniej wytyczonym szlakiem. Jeżeli poszukujecie niesztampowych i niestandardowych rozwiązań w rapie, to powinniście sięgnąć po ten longplay.

    Diamond D„The Diam Piece” (30 września, Dymond Mine Records)

    Jeden z filarów Diggin’ In The Crates, Diamond D, nie zamierza odchodzić na emeryturę. Od dłuższego czasu weteran hip hopowy podchodził do nagrania kolejnej płyty. „The Diam Piece” zapowiadano od pierwszego kwartału roku. Wśród gości na LP głownie starzy znajomi nowojorskiego wyjadacza – AG, Pharaohe Monch, Pete Rock, Freddie Foxxx, Masta Ace, Fat Joe, Talib Kweli oraz Black Rob.

    K-Def & 45 King„Back to the Beat” (30 września, Redefinition Records)

    Redefinition Records nigdy nie zawodzi swoich sympatyków. Na początku tegorocznej jesieni REDEF wypuściło kolejny materiał K-Defa, „Back to the Beat”. Instrumentalne wydawnictwo zostało zrealizowane przy udziale jednej z ikon hip hopowych z New Jersey, 45 Kinga. 30-minutowa płyta jest utrzymana w korzennym stylu, co nie stanowi żadnego zaskoczenia dla fanów twórczości obu producentów.

    Saigon„G.S.N.T. 3: The Troubled Times Of Brian Carenard (The Greatest Story Never Told, Chapter 3)” (30 września, Squid Ink Squad Records)

    Dobrze pamiętam dłużącą się w nieskończoność sagę związaną z wydaniem przez Saigona pierwszego oficjalnego albumu, „The Greatest Story Never Told”. Z drugą częścią tej serii poszło znacznie sprawniej, podobnie zresztą jak z trzecią odsłoną sagi, „G.S.N.T. 3: The Troubled Times Of Brian Carenard (The Greatest Story Never Told, Chapter 3)” (dłuższego tytułu nie dało się wymyślić?). Płyta wydana nakładem labelu założonego przez rapera z Brooklynu, Squid Ink Squad Records, to nic innego, jak przedłużenie pomysłów z poprzednich wydawnictw nowojorczyka.

    Flying Lotus - You're Dead

    Madchild„Switched On” (30 września, Suburban Noize Records/Battle Axe Records)

    Swollen Members to w opinii niejednej osoby jedna z najważniejszych formacji w historii kanadyjskiego hip hopu. Frontman grupy, Madchild, po swoim powrocie do muzyki w 2009 roku prowadzi intensywną działalność wydawniczą. „Switched On” to jego trzecia solowa płyta wydana w ostatnich dwóch latach. Projekt wypuszczony przez Suburban Noize Records/Battle Axe Records zawiera solidną dawkę bezkompromisowego rapu.

    Bishop Nehru & MF Doom„NehruvianDOOM” (7 października, Lex Records)

    O tej płycie mówiło się od wielu miesięcy. Ikona muzyki hip hopowej, MF Doom, został zaproszony do nagrania wspólnego materiału z raperem młodego pokolenia, Bishopem Nehru. W ten sposób doszło do współpracy pomiędzy artystami, których dzieli jedno pokolenie (Doom ma 43 lata, zaś Nehru to 18-latek). Z tego względu „NehruvianDOOM” należy do wyjątkowych wydawnictw, które wypada bliżej poznać. Szkoda tylko, że obaj twórcy nie pokusili się o nagranie dłuższego LP.

    Flying Lotus„You’re Dead!” (7 października, Warp Records)

    Każde nowe Flying Lotusa wydawnictwo stanowi duże wydarzenie w branży muzycznej. Po ostatnim albumie kalifornijskiego artysty – „Until The Quiet Comes” z jesieni 2012 roku – oczekiwania wobec jego nowej płyty były naprawdę wysokie. „You’re Dead!” przyciągało uwagę odbiorców na długie tygodnie przed premierą. Warp Records dopilnowało oczywiście wszystkiego, co dotyczy promocji i godnego wydania longplaya, przez co informacje o tym projekcie przewinęły się przez dziesiątki serwisów muzycznych na całym świecie.

    NjS„Soular Power” (7 października, NjS Music)

    Jazz-hop w amerykańsko-japońskim wydaniu? Brzmi zachęcająco, nieprawdaż? 7 października trafił do obiegu pierwszy oficjalny longplay zespołu NjS (Never just Settle), „Soular Power”. Już wcześniej urzędująca w San Francisco grupa założona przez Robby’ego Myersa i Aki Shimo ujawniła niemałe pokłady swoich możliwości (głównie za sprawą serii „Rock Da Building Mixtape”). W pierwszej połowie tego miesiąca  undergroundowi wykonawcy przedstawili się szerszej publiczności.

    Rapsody„Beauty And The Beast” (7 października, Jamla Army)

    Oficyna wydawnicza prowadzona przez 9th Wondera, Jamla Army, najmocniej promuje Rapsody. Członkini Kooley High po wydaniu w 2012 roku płyty „The Idea Of Beautiful” i ubiegłorocznego mixtape’u „She Got Game” skupia na sobie uwagę coraz większego grona odbiorców. „Beauty And The Beast” to pomost łączący poprzednie dokonania artystki i jej nadchodzące projekty. 9th Wonder na pewno jest dumny ze swojej podopiecznej.

    Junclassic & Demograffics„Words Are Weapons Green” (10 października, Stereoboom)

    Przedstawiciel Monsta Island Czars i Dynamix, Junclassic, regularnie wydaje nową muzykę. W styczniu br. nowojorski Emcee wypuścił wspólną płytę z Mr.Troyem, „Thinking Out Loud”. Druga połowa roku przynosi jego kolejne wydawnictwo, „Words Are Weapons Green”. Amerykański raper ponownie podjął współpracę z europejskimi wykonawcami. Tym razem przy powstaniu jego materiału wziął udział niemiecki duet Demograffics.

    Al’Tarba„Let the Ghosts Sing” (13 października, Jarring Effects)

    Francuscy producenci odpowiadają za wydawanie coraz wartościowszych projektów. Jednym z najciekawszych beatmakerów znad Sekwany i Loary jest bez cienia wątpliwości Al’Tarba. Paryżanin zrealizował swój następny album, „Let the Ghosts Sing”. Dwupłytowy album opublikowany przez Jarring Effects jest promowany singlem „Just Like Ants”. Wszystko pięknie i ładnie, tylko przydałaby się lepsza promocja tego niesztampowego wydawnictwa.

    Diamond District„March On Washington” (14 października, Mello Music Group)

    W połowie października odbyła się premiera jednej z najbardziej oczekiwanych płyt z tego roku, „March On Washington” formacji Diamond District. Oddisee, yU & Uptown XO kazali czekać długie 5 lat na premierę swojego drugiego wydawnictwa. Grupa założona w stolicy USA sprostała wyzwaniu i dostarczyła materiał będący godną kontynuacją ich pierwszego albumu, „In The Ruff”. Więcej informacji o tym LP znajdziecie we wcześniejszym artykule na łamach naszego serwisu.

    The Game„Blood Moon: Year of the Wolf” (14 października, Blood Money Entertainment/eOne Music)

    W 2005 roku pojawił się w sprzedaży głośny album The Game’a, „The Documentary”. Następne lata przyniosły kolejne produkcje tego wykonawcy. W tym miesiącu sławny kalifornijski raper wypuścił już szósty album – „Blood Moon: Year of the Wolf” (najgłupsza okładka roku). Nad tym materiałem pracowało multum producentów i raperów (od Tygi, przez Lil Wayne’a i Freddie’ego Gibbsa, aż po Boi-1dę).

    DJ JS-1„It Is What It Isn’t (Ground Original 4)” (14 października, Ground Original/Fat Beats Records)

    W 2002 roku DJ JS-1 rozpoczął serię „Ground Original”. W tym roku doczekaliśmy się czwartej odsłony tego cyklu wydawniczego. Szanowany nowojorski DJ/producent przygotował klasowy follow-up do poprzedniej swojej płyty („No One Cares”), która ukazała się w 2011 roku. Obsada gościnna albumu wygląda imponująco. Breeze Brewin, Homeboy Sandman, OC, KRS-One, Buckshot, PackFM, Soul Khan, ILL Bill, El Da Sensei i inni wystąpili na tym LP.

    Fredfades„Remixes” (14 października, KingUnderground Records)

    Brytyjska wytwórnia płytowa KingUnderground Records wypuściła w lutym tego roku klimatyczną płytę norweskiego duetu Fredfades & Ivan Ave, „Breathe”. Po tym wydawnictwie Norwegowie skupili się na solowych projektach. Pierwszy z nich zrealizował EP-kę zatytułowaną po prostu „Remixes”. Tracklista obejmuje alternatywne wersje utworów Large Professora, Street Smartz, Keva Browna, Quasimoto, Method Mana i innych wykonawców.

    Army Of The Pharaohs„Heavy Lies The Crown” (21 października, Enemy Soil Records)

    Konia z rzędem temu, kto przewidziałby, że Army of the Pharaohs wyda w jednym roku kalendarzowym dwa albumy. Supergrupa dowodzona przez Vinnie’ego Paza wypuściła w pierwszej połowie roku „In Death Reborn”. W trakcie sesji nagraniowych do tej płyty powstało znacznie więcej utworów, które ostatecznie trafiły na tracklistę drugiego tegorocznego projektu formacji, „Heavy Lies The Crown”. Głównymi singlami promującymi LP są „The Temple and the Bible Black” oraz „Terrorstorm”.

    W drugiej odsłonie cyklu przedstawię płyty, których premierę przewidziano w okresie od 28 października do 28 listopada.

  • Wieczorem przy herbacie: mniej znane, nie znaczy gorsze

    Wieczorem przy herbacie: mniej znane, nie znaczy gorsze

    5–7 minut

    7 września U Call That Love obchodziło swoje 6. urodziny. Niedawna rocznica zbiegła się również z trudnym okresem w moim życiu, w którym zbyt dużo spraw nie wyglądało tak, jak powinno. Przez ostatnie miesiące działalność serwisu sprowadzała się jedynie do aktywności na fan page’u i Twitterze, nic ponadto. W trakcie minionych tygodni spędziłem (za) dużo czasu na rozmyśleniach dotyczących swojej przyszłości, a także tego, co może stać się z UCTL. Przyznam szczerze, że chciałem to porzucić, jednak w końcu dotarło do mnie, iż moja praca nie jest skończona. Przede mną mnóstwo nowych wyzwań oraz szereg projektów do zrealizowania. Jednak zanim to nastąpi, chciałbym podzielić się moją filozofią dotyczącą funkcjonowania U Call That Love, która wcale nie jest taka oczywista i łatwa do zobrazowania.

    Rozpoczynając ponad 6 lat temu działalność UCTL jako punkt wyjściowy obrałem niemal kompletnie zapomniany element związany z kulturą hip hopową: wiedzę. Już w 2008 roku ten pierwiastek mocno zanikał i nie był brany pod uwagę przez wielu ludzi mających do czynienia z hip hopem. Jednak wtedy można było jeszcze zauważyć większe zainteresowanie opinii publicznej samą otoczką towarzyszącą rapowi, DJ-ingowi, bboyingowi czy też graffiti. W następnych latach branża muzyczna oraz poszczególne sfery internetu mocno rozwinęły się zmieniając życie każdego z nas. Skupiając się jedynie na muzyce gołym okiem można dostrzec szereg przeobrażeń, które również pomogły mi ukształtować U Call That Love.

    W dzisiejszych czasach zdecydowana większość ludzi zauważa tylko to, co jest powszechnie znane i lubiane. Przebijają się przeważnie rzeczy mainstreamowe lub określane mianem trendy, do czego należy też dołożyć szereg chwytliwych singli, dla których wspólnym mianownikiem jest to, że łatwo wpadają w ucho i praktycznie niczym nie różnią się od siebie. Niemal wszyscy artyści i wydawcy stawiający na ambitną i uduchowioną muzykę są poważani jedynie przez niszę odbiorców. Do takiej muzyki niekiedy bardzo trudno dotrzeć, gdyż niewiele stron muzycznych decyduje się do większego wspierania niezależnych i czasem nikomu nieznanych twórców. Jeżeli ktoś nie posiada oszałamiających statystyk z Soundclouda, YouTube, Spotify oraz portali społecznościowych, a także nie ma zbyt wielu dobrych znajomości wpływających na ogólny wizerunek danego wykonawcy, to łatwo przypina mu się etykietę „gorszego artysty”. Tylko prawda jest zgoła inna, ponieważ jeżeli dany raper, producent, DJ czy grupa jest mniej znana, to wcale nie oznacza, iż nie zasługuje na bliższe poznanie. Właśnie o takich osobach znajdziecie najwięcej artykułów na łamach naszego serwisu.

    Od zawsze uwielbiałem poznawać nową muzykę, a na całą kulturę hip hopową patrzę szerzej zgłębiając jej otoczkę. Nie ma dla mnie też żadnego znaczenia to, skąd pochodzi poszczególny artysta i wytwórnia płytowa. Liczy się tylko poziom prezentowany przez ludzi oraz to, czy odnajdę w ich twórczości duszę i serce poparte odpowiednim podejściem do nagrywania płyt i ich wydawaniem, to jest najważniejsze kryterium. Skąd wzięło się moje zamiłowanie do niedocenianych i nieznanych wykonawców? Ano głównie stąd, ponieważ przez całe swoje życie czuję się pogardzany i odtrącany przez innych. Jednak wcale nie przywodzi to tylko negatywnych skojarzeń; można odnaleźć w tym wszystkim niesłychanie wiele piękna oraz dzięki takie postawie zjednać sobie ludzi okazujących wdzięczność za nawet najdrobniejszą pomoc.

    Większość poznanych przeze mnie przedstawicieli branży muzycznej, którzy są rozsiani po całym świecie, nie mogą liczyć na bezinteresowne wsparcie przy swoich projektach, co również doskonale znam z własnego doświadczenia. Dzięki temu łatwiej także nawiązuję kontakty z nie(d)ocenianymi twórcami i bez problemów udaje się znaleźć nam wspólną nić porozumienia. Wierzę przy tym w pracę u podstaw i dlatego też wielokrotnie rezygnowałem z pisania o wszem i wobec znanych postaciach na rzecz ludzi egzystujących w świadomości jedynie garstki słuchaczy i przedstawicieli mediów. Zdaję sobie z tego sprawę, iż w ten sposób z góry skazuję U Call That Love na niższe statystyki odwiedzin i zainteresowanie czytelników, ale właśnie prezentowanie undergroundowych wykonawców sprawia mi najwięcej przyjemności. Spora część wydawnictw opisywanych na UCTL trafia do szerszego grona odbiorców na świecie lecz nie ma to zupełnie przełożenia na Polskę, gdyż u nas pojedyncze jednostki z zagranicy mogą liczyć na zainteresowanie ze strony słuchaczy. Z drugiej strony, zdarzają się też takie przypadki, że nawet w ogólnym rozrachunku o danej płycie próżno szukać obszerniejszych publikacji na obcojęzycznych stronach muzycznych. Jeżeli dzięki moim artykułom sprawię, że choćby garstka osób, bez względu na miejsce zamieszkania, zainteresuje się nieznaną wcześniej muzyką, to będę naprawdę szczęśliwy.

    W tym miejscu ponownie nawiążę do wiedzy, nieodłącznego elementu działalności U Call That Love. Jestem drobiazgowy i skrupulatny, przez co każdy artykuł publikowany na stronie jest mocno rozbudowany (średnia długość wpisów w serwisie wynosi ok. 500-600 słów). W ten sposób staram się jak najwłaściwiej przedstawić sylwetki poszczególnych artystów, mając też na względzie fakt, iż poszczególna publikacja nie powinna ograniczać się do suchego podania informacji dotyczących płyty i na tym koniec. Wychodzę z założenia, że powinienem przekazać jak najwięcej informacji w jednym miejscu, obszernie przedstawiając poprzednie dokonania twórców, ponieważ teraz coraz więcej słuchaczy ogranicza się jedynie do poznawania tylko tracklisty, okładki i zawartości nowych albumów. Wiem też, że taka objętość wpisów i nagromadzenie wiedzy odstrasza część czytelników, ale jednocześnie jestem wdzięczny za to, że znajdują się osoby chętne do bliższego poznawania wybranych projektów twórców z różnych zakątków globu.

    Dzięki takiemu nastawieniu udało mi się zdobyć uznanie w oczach nie tylko czytelników lecz również szeregu zagranicznych wydawców i twórców. Czasem wręcz odnoszę wrażenie, że ludzie, o których muzyce piszę, są bardziej zainteresowani tym niż słuchacze. Redefinition Records, Red Apples 45, Cold Busted, KingUnderground Records. Illect Recordings, Enemy Soil Records, Below System, Parallel Thought, Ltd., Ill Adrenaline Records i mnóstwo pojedynczych wykonawców docenia wkład UCTL w promocję ich wydawnictw. Za każdym razem jest to szalenie nobilitujące i zaskakujące, kiedy dowiaduję się, że ludzie z zagranicy poświęcają nawet czas na dotarcie do artykułów po polsku, po czym korzystają z tłumaczy online (Google Translator całkiem nieźle daje sobie radę) i starają się zrozumieć znaczenie pełnej publikacji (tłumaczenia tekstów nigdy nie są w pełni dokładne). Po każdym takim sygnale mam świadomość, iż cała moja praca nie idzie na marne.

    Oczywiście, działalność U Call That Love mogłaby wyglądać lepiej. Nie jestem idealny, popełniam błędy, mam masę nieskończonych artykułów i projektów, wiem o tym, iż dużo pracy jeszcze przede mną. Doskonale pamiętam o pomocy otrzymanej od bliskich osób, zarówno od strony technicznej, jak i redakcyjnej czy zdjęciowej. Przez ostatnie miesiące miałem długie chwile zwątpienia we wszystko. Po tym czasie przejrzałem na oczy i mam pewność, że teraz nie mogę wycofać się. Od początku istnienia UCTL uważam za swoje dziecko, które otaczam opieką i czerpię dzięki temu energię do dalszego funkcjonowania w życiu codziennym. Brakuje mi jedynie wiary we własne możliwości, wsparcia i większego zainteresowania osób trzecich. Wiele zależy od tego, czy uda mi się dotrzeć do większego kręgu odbiorców pokazując nowym osobom wartościową muzykę oraz sukcesywnie realizując dawno wytyczone cele. Wystarczy tylko codzienna pomoc od choćby jednej osoby, dzięki czemu U Call That Love rozwinie się na tyle, aby każda osoba stykająca się z naszym serwisem miała świadomość tego, że wszystko mniej znane prezentowane tutaj, wcale nie oznacza gorsze.

Translate »