Tag: uctl

  • Darmowa kompilacja: U Call That Love – Sounds Across the Globe

    Darmowa kompilacja: U Call That Love – Sounds Across the Globe

    2–3 minut

    W dniu dzisiejszym U Call That Love stawia kolejny krok w swoim dalszym rozwoju. Już wcześniej sygnalizowałem, że serwis muzyczny powstały we wrześniu 2008 roku będzie sukcesywnie rozszerzał swoją działalność, wkraczając przy tym na różne płaszczyzny i przynosząc przy tym nową jakość. Po wcześniejszych podchodach, przyszła kolej na następny etap w życiu UCTL – premierową składankę sygnowaną przez naszą stronę. „Sounds Across the Globe” to pierwszy kompilacyjny album, który ukazuje się dzięki inicjatywie U Call That Love.

    Główny cel tego wydawnictwa, to dalsza promocja zaprzyjaźnionych z naszym serwisem artystów i wytwórni płytowych. Wszyscy wykonawcy, których nagrania znalazły się na trackliście płyty należą do naszych dobrych znajomych czy wręcz przyjaciół. Dzięki temu można mówić o składance w kategoriach rodzinnego projektu. Nagrania na „Sounds Across the Globe” pochodzą od twórców z różnych stron świata. Najliczniej reprezentowane są Stany Zjednoczone (Customary, Maverick, The Audible Doctor, maticulous, King I Divine, Pseudo Slang, Exact Change Project, Arcka, Keith Science, Parallel Thought i Praverb the Wyse), ale nie brakuje również przedstawicieli innych krajów. Nie brakuje na albumie Polaków (DJ Czarny & Tas oraz foka), Kanadyjczyków (Souls Rest i Piece of Mind), Australijczyków (Nix, olywok i P.R). Znalazło się też miejsce dla rodzynków z innych państw – The Boomjacks (Finlandia), Pawcuta (Niemcy), Concepta (Nowa Zelandia), Moodsa (Holandia) oraz Jaze Baqtiego (Francja).

    U Call That Love pragnie podziękować wszystkim artystom za ich hojność i współpracę oraz pozostałym osobom, które uczestniczyły w tym projekcie. To jest naprawdę wspaniałe, że możemy pokazać klasową muzykę pochodzącą od artystów z całego świata. Każdą osobę zaangażowaną w „Sounds Across the Globe” traktujemy jako naszego przyjaciela. Docenimy każdy rodzaj wsparcia i feedbacku napływającego od Was. Proszę też odnotować, że to jest pierwszy krok nowego ruchu towarzyszącego działalności UCTL. – Witalij, założyciel & redaktor naczelny U Call That Love

    Specjalne podziękowania za pomoc przy powstaniu płyty dla Concepta, Agnieszki Basłyk oraz stron muzycznych TheTika.com, The Hip Hop Speakeasy i Remix Wolę.

    Booklet wykonany do kompilacji zawierający dodatkowe informacje o albumie i artystach znajdziecie pod tym linkiem oraz poniżej. Wszystkie elementy graficzne (okładki i booklet) przygotował Concept.

    „Sounds Across the Globe” znajdziecie na Bandcampie. Projekt jest dostępny do pobrania w formie „buy now – name your price”. Kompilację można pobrać za darmo i/lub przy okazji przekazać darowiznę na rzecz U Call That Love. Każde wsparcie od osób przysłuży się do dalszej działalności serwisu, za co z góry dziękuję. Do każdego pobrania płyty dołączany jest również 5-stronicowy booklet rozszerzający niniejsze wydawnictwo.

    DOWNLOAD U Call That Love – „Sounds Across the Globe” (MP3 320kbps format)

    Tracklista

    1. The Boomjacks – Pilvet
    2. Nix – Encore feat. Percee P
    3. Customary – Still Yours
    4. Pawcut – Walk on by
    5. Souls Rest – Small Triumph
    6. Maverick – The Rise and the Fall
    7. Concept – With You
    8. The Audible Doctor – Get 'Em feat. Guilty Simpson
    9. maticulous – Wind feat. Black Sun & Hubbs
    10. King I Divine – SSS (Scattered Sun Showers)
    11. Moods – Mr. Clean
    12. Pseudo Slang – Till It Ends (prod. Rawhead)
    13. Exact Change Project – Keep It Jazzy
    14. P.R – Next Destination
    15. Piece Of Mind – Rhyme Training feat. Abdominal (Remix)
    16. Arcka – Just Another Day
    17. Kool Keith  – Stuck In The Past (prod. Keith Science)
    18. olywok – Don’t Matter
    19. Parallel Thought – Mad iLL
    20. DJ Czarny & Tas – Too Close
    21. Praverb the Wyse – The Social Network feat. DJ Grazzhoppa
    22. foka – Knew You Was Fake
    23. Jaze Baqti – Escape
  • Konkurs na powitanie wiosny

    Konkurs na powitanie wiosny

    1–2 minut

    Wzmianki dotyczące aktualnej pogody od czasu do czasu pojawiają się na stronie. Po dłużącej się w nieskończoność zimie, w końcu możemy cieszyć się w kraju prawdziwie wiosenną aurą. Pozytywna energia udziela się większości osób i zachęca do różnych form spędzania czasu poza domem oraz jest motorem napędowym szeregu innych działań. U Call That Love pragnie dorzucić swoje trzy grosze do wiosennej atmosfery i zachęcić wszystkich do uczestniczenia w kolejnych szrankach i konkurach na stronie. Poniżej znajdziecie szczegóły konkursu na powitanie wiosny.

    Do tej pory wszystkie zabawy organizowane przez UCTL polegały na wykorzystaniu swojej kreatywności i pomysłowości. Nie inaczej będzie tym razem, z tym, że w kwietniu nacisk zostanie położony na odniesienie się do okresu, w którym wszystko budzi się do życia.

    Zadanie przygotowane na konkurs na powitanie wiosny:

    • Wybierz swoją ulubioną płytę, którą najchętniej słuchasz wiosną i wyjaśnij dlaczego. Jeżeli chcesz, to podaj więcej niż jedno wydawnictwo.

    Proszę o przygotowanie swoich propozycji i nadesłanie ich na adres e-mailowy ucallthatlove[at]gmail.com z dopiskiem „Konkurs na powitanie wiosny”. Odpowiedzi można udzielać również w komentarzach pod tym wpisem. Nie ma żadnych ograniczeń dotyczących gatunków muzycznych – wcale nie muszą to być albumu około hip hopowe.

    Wśród wszystkich nadesłanych wiadomości i komentarzy zostanie wybrana najciekawsza i najtrafniejsza odpowiedź łącząca płyty muzyczne i wiosnę. Do wygrania jedna z trzech poniższych płyt (zwycięzca konkursu zadecyduje, które wydawnictwo trafi do niego jako nagroda):

    Konkurs na powitanie wiosny trwa do 22 kwietnia. Wyniki contestu lutowego zostaną ogłoszone 23 kwietnia.


    Zwycięzcą konkursu na powitanie wiosny zostaje Maciej B. (gr…@gmail.com), który nadesłał trafne i dobrze rozszerzone zgłoszenie. Pragnę podziękować za zainteresowanie i wszystkie pozostałe wiadomości e-mailowe. Zapraszam do uczestniczenia w kolejnych konkursach U Call That Love.

  • Wigilia jest zawsze wtedy, kiedy my tego chcemy

    Wigilia jest zawsze wtedy, kiedy my tego chcemy

    2–3 minut

    W filmie „Edi” z 2002 roku w reżyserii Piotra Trzaskalskiego znajdziemy mnóstwo wzruszających, symbolicznych i oddających istotę człowieczeństwa scen. W jednej z nich tytułowy bohater sprzedaje wszystkie swoje książki po to, aby kupić model samochodu i podarować incognito chłopcu, który marzył o tej zabawce. Jurek, przyjaciel Ediego nie rozumiał jego postępowania dopóki nie zobaczył reakcji malca na prezent pozostawiony pod drzwiami. Powiedział on w tym momencie – „Szkoda, że dzisiaj nie wigilia”, na co Edi odparł – Wigilia jest zawsze wtedy, kiedy my tego chcemy”. Piękne, mądre słowa, tak bardzo pasujące do rozpoczętych świąt Bożego Narodzenia.

    W tym miejscu powinny pojawić się zwyczajne życzenia świąteczne zawierające mniej lub bardziej standardowe zwroty słyszane lub czytane przez niemal każdego. Jednak czy to wszystko jest prawdziwe i pochodzi prosto z serca? Przypatrując się przedświątecznej gorączce, widząc setki zmęczonych, zdenerwowanych, przeklinających kolejki i tracących czas w korkach ludzi, bijącą zewsząd sztuczność i konsumpcyjne podejście do każdego elementu bożonarodzeniowego, wcale tak to nie wygląda. Jestem tym wszystkim zmęczony i nie wierzę w szczere intencje osób traktujących święta jako okazję do przybrania na wadze i wybrania się na imprezy. Nie rozumiem dlaczego tak wielu ludzi pokornieje tylko na kilka dni, okazując swoją dobroć niejednokrotnie na pokaz, gdyż wymaga tego otoczenie. Bezinteresowność, zwykły szacunek i ludzkie odruchy praktycznie zniknęły z dnia codziennego. Tak trudno cokolwiek z siebie najpierw dać, nie oczekując w zamian niczego, nie licząc przy tym na odpowiednie profity. Tego obrazu nie zmienią nawet prezenty pod choinką.

    Wcale nie uważam się za mądrzejszego czy lepszego od innych. Wiele mi do tego brakuje, a na pewnych płaszczyznach życia trudno mi odnieść mniejsze lub większe sukcesy. U Call That Love też pod niektórymi względami powinno wyglądać inaczej. Przyzwyczaiłem się do tego, że niezwykle trudno w tym kraju przyciągnąć odbiorców. Można sięgać po różne rozwiązania, ale jeżeli człowiek nie zechce, to nie znajdzie się sposobu, aby do niego dotrzeć. Ignorancja, pycha i kierowanie się własnymi interesami są aż za bardzo widoczne w dzisiejszych czasach. Posiadam multum planów i marzeń związanych z UCTL. Wiem, że całość może wyglądać zupełnie inaczej i dołożę wszelkich starań, żeby osiągnąć założone cele. Wierzę, że wytrwałość i poświęcenie przy nawet najdrobniejszej pomocy od innych osób mogą zaprowadzić do realizacji mniejszych i większych przedsięwzięć. I to są moje postanowienia związane z okresem świąteczno-noworocznym.

    Pragnę podziękować wszystkim osobom będącym przy U Call That Love od dłuższego czasu. Liczy się to dla mnie niezmiernie, podobnie jak każdy nowy sympatyk tego projektu. Bądźcie wytrwali w tym, co robicie na co dzień. Okazujcie swoje serce jak najczęściej i miejcie otwarte oczy i uszy na wszystko to, co dookoła Was. Czasem nawet niewielki bodziec lub niezauważalna dla ogółu rzecz może wnieść wiele dobrego do Waszego życia.

    Spokojnych świąt Bożego Narodzenia.

  • Czwarte urodziny U Call That Love

    Czwarte urodziny U Call That Love

    1–2 minut

    W miniony piątek, 7 września, wypadła 4. rocznica założenia U Call That Love. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale właśnie strona wkroczyła w 5 rok działalności. Powołując do życia ten projekt we wrześniu 2008 roku, nie zastanawiałem się nad tym, jak to będzie przedstawiało się w najbliższych latach. Pragnąłem jedynie poświęcić swój czas na przekazanie swojej pasji i miłości do kultury hip hopowej. Jak się później okazało, to doprowadziło mnie do poważnych planów na dalsze miesiące i lata, dzięki którym UCTL odegra jeszcze większą rolę w moim życiu niż dotychczas.

    Jeszcze niedawno dopiero powstawały pierwsze wpisy na stronie opartej o Bloggera i wszystko to, co związane z U Call That Love znajdowało się w fazie rozwoju. Obecnie serwis już całkiem nieźle rozwinął się i zmierza we właściwym kierunku. W tym miejscu najszczersze podziękowania wszystkim osobom należącym do rodziny UCTL, bezpośrednio wspierającym moje działania oraz ludzi zaangażowanych w codzienne życie tego projektu. Jestem wdzięczny również każdemu stałemu Czytelnikowi strony, w końcu bez odwiedzających witryny internetowej, wszelkie działania podejmowane przeze mnie nie miałaby większego sensu. Owszem, zdaję sobie także sprawę, iż nie wszystko wygląda tak, jak należy i wypada popracować nad pewnymi aspektami dotyczącymi U Call That Love. Proszę mi wierzyć, iż niestety nie jest mi wcale łatwo i życie codzienne niczego mi nie ułatwia, a nieustannie komplikuje sprawy. Jednak, nie zamierzam poddać się i łatwo zrezygnować z prowadzenia całego przedsięwzięcia, aby za kilka lat żałować i spędzać długie godziny na gdybaniu. A nawet jeżeli do tego dojdzie, to chcę pozostawić coś po sobie. Coś wartościowego.

    Posiadam mnóstwo pięknych planów i nakreślonych szkiców na przyszłe tygodnie, miesiące i lata. Pomimo przeciwności losu, jestem wdzięczny z tego, co posiadam. Największą wartością są marzenia, które należy pielęgnować i realizować. Wyzwania związane z nadchodzącymi mniejszymi i większymi projektami, wymagają odpowiedniego przygotowania, wiedzy i wsparcia innych osób. Wierzę w to, iż właśnie nadchodzi najpiękniejszy czas dla U Call That Love.

  • Wieczorem przy herbacie: Hip hop lives?

    Wieczorem przy herbacie: Hip hop lives?

    5–7 minut

    W ostatniej odsłonie cyklu artykułów „Wieczorem przy herbacie”, wnikliwie przedstawiłem temat darmowej muzyki. Pozostając przy sprawach stricte muzycznych, tym razem wybrałem zagadnienia dotyczące wszystkich słuchaczy i osób związanych z kulturą hip hopową (lub mieniących się nimi). Nieodłączny element hip hopu oraz każdej innej dziedziny życia, wiedza, stanowi wyznacznik osobowości człowieka. W przypadku kultury powstałej przeszło 40 lat temu na Południowym Bronksie w Nowym Jorku, nie wypada chełpić się tytułem hip hopowego omnibusa bez uprzedniej dogłębnej erudycji. W tym artykule będę poruszał pomiędzy poniższymi pytaniami. Czy istnieje szansa na pojęcie muzyki hip hopowej bez szerokiej wiedzy o składowych przypadających na wszystkie elementy całego ruchu? Jak przedstawia się kwestia edukacji wśród twórców hip hopowych?

    Element poznania i znajomości poszczególnej tematyki doskonale określa sposób wewnętrznego doskonalenia się i poglądu na świat poszczególnych osób. Kształtuje to ludzi, odgrywa znaczną rolę w kierunku rozwoju i doskonalenia się jednostek. Wiedza obok doświadczenia pojawia się na każdym kroku. Nie inaczej powinno być w przypadku kultury hip hopowej, ale czy tak jest w rzeczywistości? Oczywiście, że nie i próżno szukać głębszych przesłanek na zmianę tego stanu rzeczy. W czym tak naprawdę należy upatrywać stopień erudycji w hip hopie? Odpowiedź nasuwa się samoistnie – od znajomości korzeni i początków ruchu. Pozostaje tylko jeden „drobny” szkopuł – w jaki sposób to udowodnić? I tutaj zaczynają się schody, bowiem z poziomem zaawansowania przeciętnego sympatyka tej kultury bywa bardzo kiepsko. Żyjąc w dobie niemal nieograniczonego dostępu do informacji, daleko posuniętego w rozwoju internetu 2.0, przywykło się mówić, iż po każdą wiadomość na dany temat można łatwo sięgnąć. Zapomina się przy tym o ważniejszym temacie – chęci człowieka do zdobycia wiedzy.

    Pod frazą „hip hop history” można odnaleźć za pośrednictwem wyszukiwarek internetowych multum publikacji – lepszych i gorszych, obszernych i podających wiadomości w pigułce. Poszerzyć swoje horyzonty można korzystając z pomocy znajomych lub innych autorytetów w tej dziedzinie. Równie dobrze można odwołać się do publikacji książkowych, dostępnych w Polsce, jak i na rynku zagranicznym. Osobiście zawsze optuję za bezpośrednim poznaniem pogłębianiem wiedzy, znalezieniem wartościowych książek, filmów i stron internetowych – w końcu to żadna sztuka. Z drugiej strony, doskonale zdaję sobie sprawę i wiem z doświadczenia, iż różnie z tym bywa u osób z kręgów hip hopowych, a najczęściej nijako. Jeszcze z filmami o hip hopie, to pół biedy – „Scratch”, „The Freshest Kids”, „Style Wars”, „Wildstyle”, „Beat Street”, „Brown Sugar” kojarzy wielu ludzi (wzmianki honorowe – około hip hopowe: obrazy z 2 Paciem, „Friday”, „How High”, „8 Mila”, „Ali G Indahouse”). Z wydawnictwami książkami już znacznie gorzej, na co wpływ ma znikoma liczba publikacji o kulturze hip hopowej w języku polskim (z tych najlepszych pozycji, znajdziemy jedynie „Ego Trip: Książka o rapie”; „Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki hip-hop” należy rozpatrywać w odrębnej kategorii). Przecież wystarczy nieco wysilić się i odnaleźć programy telewizyjne – „Beat This! A Hip Hop History”, „The Hip Hop Years”, „Graffiti Rock” (koniecznie z behind scenes). Dotyczy to też licznych dokumentów – „5 Sides of a Coin”, „Copyright Criminals” („Złodzieje Praw Autorskich”), „Deep Crates”, „Rhyme and Reason”, „The Show”, „Freestyle – The Art Of Rhyme”, „Bomb It!”. Jeżeli chodzi o tytuły książkowe, to na dobry początek wystarczą „Hip Hop America” Nelsona George’a, „Can’t Stop Wont Stop” Jeffa Changa i „How To Rap” Paula Edwardsa. A to są dopiero podstawy. Dlaczego wypowiadam się o tym w ten sposób? Wszystkie powyższe tytuły należą do kanonu wiedzy o kulturze hip hopowej.

    Historyk hip hopu, Davey D, w swoich licznych rozważaniach, drobiazgowo przeprowadzał przez wszystkie stadia rozwoju tej kultury. W jednym z jego artykułów ściśle łączących rap i politykę, dziennikarz wspólnie z Paulem Scottem szczegółowo opisał zaangażowany hip hop. Jaki wydobędziemy najważniejszy wniosek z „How Conscious Hip Hop Failed Us”? Nikt nie jest w stanie w pełni zrozumieć muzyki hip hopowej bez wnikliwego przestudiowania albumów z lat 1988-92. „By All Means Necessary” Boogie Down Productions, „It Takes a Nation of Millions to Hold us Back” Public Enemy, „We Can’t Be Stopped” Geto Boys, „One For All” Brand Nubian, „Straight Outta Compton” N.W.A. otwierają długą listę ponadczasowych dzieł z tamtego okresu w rozwoju hip hopu. Rap polityczny, afrocentryzm, gangsta rap, wykształcenie się scen hip hopowych poza Nowym Jorkiem, schyłek Złotej Ery – wszystko to przypada właśnie na przełom lat 80.tych i 90.tych XX wieku.

    W odniesieniu elementu wiedzy i zrozumienia hip hopu do wykonawców z całego świata nie jest też wcale kolorowo. Utkwiło w mojej pamięci jedno nagranie video z udziałem legendarnego KRS-One’a i pieszczoszka nastolatków, Soulja Boya. W rozmowie przeprowadzonej między nimi ze strony dziennikarza padło pytanie skierowane do autora „Crank That”: czym dla ciebie jest old school? Soulja Boy bez namysłu odparł, iż niniejsze określenie przywodzi mu na myśl 50 Centa, a The Teacha w ogóle nie skrytykował jego, tylko okazał zrozumienie. To tylko jeden z przykładów na to, iż nawet w Stanach Zjednoczonych poziom wiedzy o hip hopie mocno kuleje. Obecny kształt mainstreamu na siłę promuje raperów bez solidnego warsztatu i umiejętności; liczy się sposób sprzedania i pokazania własnej osoby innym. Dominuje coraz popularniejszy luxury rap, wszędzie słychać powtarzany do znudzenia zwrot swag, a klasyczna hip hopowa forma wśród święcących teraz triumfy wykonawców poszła praktycznie w zapomnienie.

    Z kolei na polskim gruncie jest jeszcze gorzej, a rozprawka nad traktowaniem erudycji i pogłębiania wiedzy przez rodzimych twórców zajęłaby dużo miejsca na stronie. Obecnie raperem, producentem, DJ’em może stać się każdy. W dzisiejszych czasach pierwszy-lepszy twórca po nagraniu jednego utworu chce mieć 3 zapowiedzi do przyszłego teledysku nagranego do tego tracku – przecież trzeba pokazać się na YouTube lub Vimeo z videoclipem w jakości HD. Jeżeli nie nagrywasz aparatem w high definition, to jesteś nikim. Patrząc na to, kto w przeciągu ostatnich lat stał znany i lubiany, można odnieść wrażenie, iż społeczeństwo cofnęło się w rozwoju o kilkanaście lat wstecz. Ale co ja tam będę nad tym roztrząsał, w końcu zaraz zostanę uznany za hejtera. Zwrot ten zastąpił niemal całą polemikę, czy konstruktywną krytykę oraz ukrócił jakiekolwiek większe debaty o poziomie zaawansowania erudycji hip hopowej nad Wisłą i wszelkich tematów związanych z rapem i nie tylko. Problem w tym, że zupełnie nie widzę postępu, pomimo tego, iż hip hop w naszym kraju posiada już pewną historię. I tego nie przesłonią liczby wyświetleń teledysków w internecie, statystyki fan page’y na Facebooku, czy liczby sprzedanych płyt. Bo jeżeli tak byłoby, to Grubson sprzedałby najwięcej egzemplarzy swojego albumu ze wszystkich muzyków w całym kraju. Niestety – co innego obejrzeć (przepraszam, „zobaczyć”) teledysk, co innego kupić płytę CD. A za tym wszystkim nie idzie chęć zapoznania się z całokształtem twórczości artystów, a pamięć odbiorców o poszczególnych osobach sięga najwyżej ostatniego klipu bądź wydawnictwa muzycznego.

    Oglądając teledysk do singla „Forever” z płyty Gensu Deana „Lo-Fi Finghaz”, wierzę w możliwość przekazywania wiedzy w sposób, w jaki czyni to Large Professor. Wszystko właściwie zależy od jednostek, mogących wpływać nie tylko na siebie lecz też na najbliższe swoje otoczenie. Odpowiedzcie sobie na zasadnicze pytanie: czy hip hop w pełni żyje w Waszych sercach? Jeżeli nie, to wystarczy tylko chcieć, aby to zmienić. Na lepsze.

  • Wieczorem przy herbacie: artyści i ich darmowa muzyka

    Wieczorem przy herbacie: artyści i ich darmowa muzyka

    4–5 minut

    Przy licznych artykułach ukazujących się na stronie, często poruszanymi tematami są zagadnienia współczesnego kształtu przemysłu fonograficznego, niezależnej sceny muzycznej i darmowych wydawnictw z całego świata. Obserwując popularne trendy kształtujące się na świecie oraz tematykę bezpośrednio związaną z prawami autorskimi (patrz: zachowanie „obrońców” wolności słowa i internetu wobec SOPA/PIPA/ACTA), można dojść do wielu różnych wniosków. Swoje trzy grosze dorzuciły reakcje opinii publicznej na zamknięcie Megauploadu (jeżeli nadal uważacie, iż serwis został zamknięty z powodu piractwa, to żyjecie w błędzie). Tak naprawdę, to wszystkie sprawy wystarczy sprowadzić do odpowiedzi na pytanie: jakie relacje panują na linii artysta-darmowa muzyka-słuchacze? Niby takie proste, ale tylko powierzchownie.

    Gdzie teraz znajduje się miejsce artystów muzycznych w dzisiejszym świecie? Czy to powinno być (domowe) studio nagraniowe, scena muzyczna kameralnego klubu lub ogromnego plenerowego festiwalu? Odpowiedź na powyższe pytania jest bardzo prozaiczna: wykonawcy znaleźli swoją przystań w sieci internetowej. Nieważne, czy mamy na myśli niezależnych twórców, czy też światowe gwiazdy, doskonale rozpoznawalne w Singapurze, Rostocku, Lagos, czy La Paz – wszystko sprowadza się teraz do internetu. Prywatność postaci przemysłu muzycznego już dawno została naruszona. Obecnie niemal każdy może przynajmniej spróbować skontaktować z poszczególnymi przedstawicielami sceny muzycznej, nie dbając przy tym, czy mają do przekazania istotne informacje, czy też zupełnie nikomu niepotrzebne typu – Cześć, lubię twoją muzykę, nagrasz ze mną singiel? Już mniejsza o to, że dochodzi do kuriozalnych sytuacji i raperów prosi się o wysmażenie dobrego beatu, a DJ’ów o dogranie zwrotki do utworu. W związku z powyższym, muzyka w postrzeganiu artystów też egzystuje głównie w formie elektronicznej (sprzedaż płyt CD, to temat na odrębną publikację, podobnie jak „renesans” winyli – moda na retro i old school też przeminie). To również jedna z przyczyn znacznego wzrostu darmowych płyt w ostatnich latach.

    Darmowa muzyka jest ukłonem artystów w stronę słuchaczy, chociaż ze strony twórców, to nie powinno używać się takiego określenia. Nagrywając niszowy aż do bólu projekt, trzeba liczyć się z zapłatą rachunków za światło (chyba, że żyje się w świecie Method Mana i Redmana), poświęceniem czasu na przygotowanie okładki, nadaniem ostatecznych szlifów materiałowi. Proces twórczy wymaga wyrzeczeń i często rezygnacji ze wszelkich innych spraw codziennych na rzecz powstania danej kompilacji, EP-ki, LP, mixtape’u, beat tape’u. Trzeba liczyć się też z tym, iż szalenie popularny Bandcamp już dawno wprowadził ścisły limit dla darmowych pobrań nagrań muzycznych, a rozszerzając działalność na Soundcloudzie należy mieć na uwadze obowiązek opłaty wysokich (czytaj: złodziejskich) stawek za dodatkowe minuty uploadu na tym serwisie. Tysiące osób na całym globie decyduje się na to, nie mając pewności, iż zostaną przez kogokolwiek zauważeni, a co dopiero docenieni. Nawet ci powszechnie znani wykonawcy muszą liczyć się z ogromną konkurencją na rynku muzycznym. Przynajmniej w ich przypadku, muzyka rozdawana za darmo może przełożyć się na większą liczbę ofert koncertowych, ale też nie zawsze do tego dochodzi. Pozostaje tylko kwestia tego, co z wydawnictwami, za które należy zapłacić?

    Z punktu widzenia (ponad) przeciętnego odbiorcy muzyki – wszystkie wydawnictwa są dzisiaj darmowe. Ludzie nie przykładają wagi do tego, czy poszczególne nagrania są dostępne do pobrania za free, czy też należy za nie zapłacić. Przecież muzyka, to jak filmy pełnometrażowe i seriale, jest powszechnym dobrem, do którego dostęp powinien mieć ogół użytkowników sieci internetowej. Słuchaczy nawet nie interesuje to, czy artyści umieszczają swoje produkcje do darmowego odsłuchu na jednym z przeznaczonych ku temu serwisów, czy też dbają o to, aby materiał nie wyciekł przed premierą do internetu (to już należy do rzadkości). Nie ma mowy tutaj o żadnej symbiozie, o przejawach jakiegokolwiek szacunku, czy też pozytywnych relacji na linii słuchacze-artyści. Zresztą, po co płacić za cokolwiek, skoro inni mają to „za darmo”? Podpieranie się argumentami rzucanymi przez niektórych wykonawców, wręcz zachęcających do pobierania z różnych serwerów ich wydawnictw jest śmieszne. Takie stwierdzenia pochodzą najczęściej od osób i tak zarabiających swoje ma muzyce, grających mnóstwo koncertów lub postaci za wszelką cenę próbujących dotrzeć do szerokiego spektrum odbiorców. „Darmowa muzyka” w tym znaczeniu dotyczy zarówno bezpłatnych projektów praktycznie nikomu nieznanych producentów/raperów (w wymiarze międzynarodowym) lub artystów będących na firmamencie. W końcu, co za różnica, ponieważ pierwszemu-lepszemu użytkownikowi internetu przecież wszystko wolno.

    W tym wszystkim wcale nie chodzi o to, aby piętnować zachowanie ludzi kradnących muzykę, tylko zrozumienie poszczególnych zależności pomiędzy artystami wydającymi nagrania za free oraz ludzi, do których są skierowane tego typu wydawnictwa. Jeżeli ktokolwiek decyduje się na wypuszczenie bezpłatnego projektu, to wypada docenić taką inicjatywę. Jeżeli ten sam twórca wyda następnie projekt, za który należy zapłacić, to nie można reagować z oburzeniem, domagając się wciąż od niego wszystkiego, co ma etykietę „darmowe”. Ogół muzyki nie powinien nigdy stać się darmowy, gdyż w żaden sposób nie wynagrodzi wykonawcom trudu włożonego w postanie całości materiału. Zjawisko tzw. kultury słuchania powinno zostać upowszechnione, wszelkie ustawy o prawach autorskich – od zarania dziejów faworyzujące korporacje, właścicieli wytwórni płytowych, a nie artystów – zmienione. Jednak wygląda na to, że wszystko zmierza w przeciwnym kierunku i prędzej doczekamy się apokalipsy niż poprawy tego stanu rzeczy. Z drugiej strony, przy obecnym zachowaniu internetu, niebawem dostęp do „darmowej muzyki” może zostać znacznie utrudniony niż po śmierci Megauploadu.

    Pytanie tylko: co się dzieje z pojęciem „muzyka za free” po odejściu od komputera i zetknięciu się ze światem rzeczywistym? W zderzeniu z rzeczami materialnymi odpowiedź jest prosta – nie pozostaje po niej nic, tylko pustka.

  • U Call That Love – 2011: A Year in Review (Episode #1)

    U Call That Love – 2011: A Year in Review (Episode #1)

    2–3 minut

    Podsumowanie 2011 roku na U Call That Love czas zacząć. Zanim przejdę do serii artykułów poświęconych temu zagadnieniu, zapoznam Czytelników strony z muzyczną pointą ubiegłego roku. Wraz z przyjacielem serwisu, Dragonescu, przygotowaliśmy mini serię podcastów podsumowujących w pewien sposób ubiegły rok. „2011: A Year in Review (Episode #1)” właśnie trafi na łamy serwisu.

    Pierwsza część projektu została w całości złożona przez Dragonescu. Tracklista podcastu zawiera szerokie spektrum wykonawców hip hopowych, zarówno rozpoznawalnych na całym świecie, jak i tkwiących głęboko w undergroundzie artystów. Po jednej stronie barykady stoją Madlib, Pharoahe Monch, Random Axe, Cunninlynguists, zaś z drugiej Mohammad Dangerfield, Emay, Knxwledge. Znalazło się miejsce także dla Deli, Hassaana Mackeya & Apollo Browna, ASAP Rocky’ego, Hail Mary Mallon i utworu poświęconego rewolucji w Egipcie autorstwa Omara Offendum, The Narcicysta, Freewaya, Amira Sulaimana & Ayah.

    Więcej o „2011: A Year in Review (Episode #1)” opowie jego twórca, któremu oddaję w tym miejscu głos.

    Dragonescu: Witam wszystkich, bardzo mi miło, że jako jeden z Czytelników serwisu U Call That Love otrzymałem przywilej przedstawienia swojej listy ulubionych nagrań z 2011 roku. Nie jest to lista, nad którą siedziałem godzinami, analizując dokładnie poszczególne płyty wydane w 2k11 – wybrałem utwory, które od razu przyszły mi do głowy, kiedy pomyślałem o podsumowaniu, nagrania do których z pewnością będę wracał chcąc przypomnieć sobie ubiegły rok. Starałem się przedstawić możliwie szerokie spektrum kierunków w rapie, które jak dla mnie zdominowały ubiegły rok i ułożyć to w sensownej kolejności. Mamy tu więc zarówno artystów poruszających dość abstrakcyjne tematy, raperów twardo stąpających po ulicy, wschodzące gwiazdy mainstreamu, undergroundowych wyjadaczy jak i zaangażowanych społecznie i politycznie aktywistów. Żeby za bardzo nie przedłużać – dzięki za uwagę i zapraszam do odsłuchu!

    Podcast został umieszczony do odsłuchu na Mixcloudzie. Zapoznać się z projektem możecie także korzystając z poniższego playera.

    Okładka: Marcin „Cinek” Matys

    Tracklista

    1. Alla Pugacheva & Madlib – Goes To Berejki (Intro) (prod. Madlib)
    2. Dela – Go On (Video Mix) feat. Reach (prod. Dela)
    3. Hassaan Mackey & Apollo Brown – Elephants (prod. Apollo Brown)
    4. Mohammad Dangerfield – Hero Sandwich (prod. Dela)
    5. Pharoahe Monch – Clap (One Day) feat. Showtyme & DJ Boogie Blind (prod. M-Phazes)
    6. Omar Offendum, The Narcicyst, Freeway, Amir Sulaiman & Ayah – Jan 25 (prod. Sami Matar)
    7. Random Axe – The Hex (prod. Black Milk)
    8. Hail Mary Mallon – Table Talk (prod. Rob Sonic)
    9. Emay – Bricks (prod. Emay)
    10. ASAP Rocky – Demons (prod. Clams Casino)
    11. Vast Aire – Thor’s Hammer feat. Raekwon & Vordul Mega (prod. P.O.V.)
    12. Cunninlynguists – Stars Shine Brightest (In The Darkest Of Night) feat. Rick Warren (prod. Kno)
    13. Knxwledge – Beech (prod. Knxwledge)

    Druga odsłona podcastu zawierającego nagrania utworów z poprzedniego roku pojawi się w bliżej nieokreślonym terminie trafiła do archiwum U Call That Love.

  • Wstęp do podsumowania 2011 roku

    Wstęp do podsumowania 2011 roku

    1–2 minut

    Czas płynie nieubłaganie. Nim się obejrzeliśmy, mamy już koniec stycznia, a przecież jeszcze niedawno obchodziliśmy święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. W związku z tym, warto wrócić do ubiegłego roku, dokonując podsumowania poprzednich 12 miesięcy. Serię artykułów traktujących o minionym roku wypada opatrzyć krótkim i informatywnym w jednym wstępem, przestawiającym poszczególne składowe nadchodzącego zestawienia.

    Na pierwszy rzut oka, szykowane podsumowanie nie będzie niczym różniło się od dziesiątek podobnych artykułów pojawiających się na stronach internetowych. Nie należę do grona zwolenników tego typu rozliczeń poprzednich miesięcy, zwykle bliźniaczych do siebie, nie cechujących się żadną kreatywnością, tworzonych wokół magicznych słów „najlepszy/best”. W najmniejszym stopniu nie zajmują mnie takie roczne bilansy w przemyśle muzycznym, prowadzące najwyżej do dyskusji dotyczącej (nie)znalezienia się takich, a nie innych wydawnictw muzycznych na listach.

    Podsumowanie 2011 roku na stronie skupi się na zebraniu artystów i projektów muzycznych, tworzonych z duszą. Właśnie tego elementu z roku na rok coraz bardziej mi brakuje wśród przedstawicieli sceny muzycznej na całym świecie, idących w stronę prostych i kiepskich trendów. Na dalszy plan schodzą ludzie wkładający serce w to, co robią, starający się przede wszystkim o przekazanie ciepła i miłości w swoich działaniach. Jestem daleki od streszczania roku i sprowadzenia wszystkiego do przedrostka -naj. Zdecydowanie bardziej jestem za określeniem poszczególnych albumów, EP-ek jako tych, których można obdarzyć miłością i wykonawców przekazujących to uczucie.

    W skrócie, przed Wami cykl publikacji składający się z wpisów o płytach hip hopowych, instrumentalnych wydawnictwach, twórcach muzycznych, oficyn wydawniczych. Wszystko spina z klamrą zwrot „muzyka z duszą”. Bez tego nic innego nie miałoby większego znaczenia.

  • Wieczorem przy herbacie: czytelnicy, a strony muzyczne

    Wieczorem przy herbacie: czytelnicy, a strony muzyczne

    6–9 minut

    Tradycyjne życzenia noworoczne postanowiłem zamienić na dłuższy artykuł zawierający także, a raczej przede wszystkim, poglądy dotyczące czytelników stron muzycznych. Jednak na wstępie pragnę życzyć wszystkim osobom, mniej lub bardziej kojarzącym U Call That Love, pomyślności, pogody ducha niczym u Shaquille’a O’neala, pozytywnego szaleństwa jak u Dennisa Rodmana, niezniszczalnego zdrowia jak u A.C. Greena, wszechstronności w swoich talentach jak u Scottie Pippena, podejmowania właściwych decyzji niczym u Johna Stocktona. Przyznaję, ucieszyłem się z zakończenia lockoutu w NBA, aczkolwiek nie należę do fanów współczesnej ligi. Nawet nie chodzi o poziom prezentowany przez obecnie występujących w rozgrywkach zawodników. Po prostu jestem zagorzałym sympatykiem NBA z lat 80.tych i 90.tych (podobnie rzecz się ma z hip hopem). Dobra, dosyć odniesień do koszykówki, bo jeszcze całkowicie zerwę ze z góry ustalonym planem wpisu, w pełni poświęcając się sprawom bliskim erze Michaela Jordana. A przecież w drugim wydaniu „Wieczorem przy herbacie” miało być zupełnie o czym innym, choć analogia do tej dyscypliny sportu jest jak najbardziej na miejscu…

    Na początek lekcja historii i technologii informacyjnej. Web 2.0, to umowne określenie serwisów internetowych powstałych po 2001 roku, w których działaniu i rozwoju największą rolę odgrywają użytkownicy danego serwisu. Wydaje się skomplikowane? Zawsze można uprościć. Internet 2.0 od pewnego momentu, to nic innego jak portale społecznościowe, platformy blogowe, systemy zarządzania treścią oraz wszelkie strony pomagające dzieleniu się odnośnikami do innych miejsc w sieci. Rewolucja w publikowaniu i zdobywaniu informacji przypada na powstanie Wikipedii, Bloggera, YouTube, Digg/StumbleUpon/Delicious, Joomli/WordPressa/Drupala, Twittera, Facebooka i wielu mniejszych projektów. Ograniczając wszystkie strony do muzyki pozostaje przede wszystkim Wiki, Blogger, YouTube, CMS-y, Twitter, Facebook; dochodzi jeszcze MySpace, Last.fm, Mixcloud, Soundcloud, Bandcamp. Obecnie z powyższej listy należy wykreślić MySpace, znikomą rolę odgrywa już Last.fm, podobnie Blogger. Przenosząc to na polskie warunki ostatecznie zostaje Facebook, YouTube, następne w kolejce są ww. serwisy do publikacji muzyki i streamingu, a na końcu znajdują się tematyczne strony internetowe, a gdzieś na horyzoncie widnieje Wykop. Ano i nie należy zapominać o różnych forach internetowych.

    Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Aby przedstawić obraz współczesnego czytelnika stron muzycznych i odpowiedzieć sobie na pytanie: jaki wpływ wywierają serwisy na wiedzę osób o hip hopie i gatunkach pokrewnych. Obszerne zagadnienie, jednak znacznie łatwiejsze do zobrazowania, kiedy pominiemy polski rap. Po informacje dotyczące rodzimych raperów i producentów oraz wydawców można udać się na jedną z wybranych stron traktujących o tym (w ostatnich latach nastąpił istny bum na takie witryny internetowe), zajrzeć po linki na Facebooka, czy odwiedzić pierwsze-lepsze forum w celu zdobycia odnośników do pobrania „za darmo” muzyki. Sytuacja diametralnie zmienia się, gdy zajmiemy się zagranicznym rapem. Owszem, nie będzie żadnego problemu z mainstreamem, zresztą to nic dziwnego. Natomiast w przypadku hip hopu i brzmień pokrewnych w mniej komercyjnym opakowaniu już nie jest tak kolorowo. Często aktualizowanych stron muzycznych z wartościowym contentem jest jak na lekarstwo, a niektóre z nich serwują totalną papkę bez jakiejkolwiek selekcji publikowanego materiału. Z drugiej strony, czy dla przeciętnego polskiego czytelnika-słuchacza muzyki, takie miejsca w internecie są w ogóle potrzebne?

    Podstawowe źródło informacji stanowi Facebook. „Skąd wiesz? – Z Facebooka.”; „Skąd masz ten link? – Znajomy udostępnił na Facebooku.”; „Słyszałeś o imprezie z udziałem…? – Nie. – Zajrzyj na Facebooka, właśnie o tym napisali.” – zwykłe przykłady z dnia codziennego dosłownie każdego użytkownika tego portalu społecznościowego. Kolejne istotne miejsce w hierarchii należy do YouTube’a. Przecież właśnie tam oglądamy teledyski i wszelkie inne nagrania video, czy odsłuchujemy utwory. Fora internetowe nadal odgrywają dużą rolę w polskojęzycznej części internetu. Właśnie za pośrednictwem takich miejsc łatwo, szybko i bezproblemowo trafia się na linki i zdobywa się pliki muzyczne. Nieliczne fora oferują interesującą treść, z której można wiele dowiedzieć się i poszerzyć zasób swojej wiedzy na poszczególne tematy. I tutaj pojawia się problem, ponieważ tematyczne strony muzyczne mają nadal pod górkę. Przeciętny odbiorca muzyki wręcz nie chce poszukiwać informacji o danym wydawnictwie płytowym, czy artyście. Wystarczy dla niego pakiet: link do pobrania płyty+teledysk+opinia znajomych. Dodatkowym minusem jest zwykła niechęć ludzi do czytania. Okazuje się, iż przebrnąć przez obszerniejszy artykuł, składający się z kilkuset słów, to nie lada wyczyn, a spotkałem się ze stwierdzeniami pokroju „Nie czytam, wolę wersję obrazkową”, albo „poczytaj mi mamo/tato/siostro/bracie/partnerze”. Smutne to i prawdziwe. Widoczne są też braki w nowościach i popularnych trendach z zagranicy. Nadal nie można powiedzieć, iż Mixcloud, Soundcloud i Bandcamp upowszechniły się w świadomości Polaków. Nie mówiąc już o tym, że Twitter u nas nie przyjął się, bo w Polsce musi być koniecznie po polsku (komentarze w rodzimym języku pod obcojęzycznymi filmami na YT, to podstawa). Dlatego powstał marny Blip.

    W anglojęzycznej sferze internetu jest zgoła inaczej. W porządku, target docelowy każdej strony prowadzonej po angielsku jest znacznie szerszy, ale należy zwrócić uwagę, jak dużą rolę w promocji muzyki odgrywają tematyczne serwisy muzyczne. Koronny przykład, to Kevin Nottingham – projekt powstały za sprawą kilku osób znajduje się obecnie w ścisłej czołówce witryn piszących o hip hopie. Redaktorzy strony codziennie otrzymują mnóstwo wiadomości od artystów i wydawców, pragnących znaleźć się na KN. A takich stron jest znacznie więcej. 2DopeBoyz jakieś 1,5 roku temu otrzymywali dziennie (sic!) kilkaset wiadomości o nowych utworach, teledyskach, płytach od ludzi z całego świata. Podobnie rzecz się ma z DJBooth.net. The Word Is Bond, The Find Magazine, BamaLoveSoul zanotowały w ostatnich miesiącach niesamowity progres i bardzo prężnie rozwijają się. Skąd takie sukcesy tych serwisów muzycznych? Głównie dlatego, ponieważ ludzie szanują pracę wykonywaną przez osoby odpowiedzialne za te projekty. Doceniają, chętnie odwiedzają, wspierają, dzielą się publikowanymi tam informacjami. Istna symbioza, gdyż w ten sposób, prowadzący serwisy otrzymują potężny zastrzyk pozytywnej energii i mają pewność, iż ich praca jest wynagradzana i dociera do czytelników (dochodzi też możliwość zarabiania przez właścicieli witryn internetowych, nie tylko poprzez reklamy). Jednak najważniejszym czynnikiem generującym ruch na tych stronach jest tak naprawdę chęć zdobywania wiedzy przez słuchaczy muzyki.

    W rodzimych warunkach nie jest to możliwe. Spoglądając na to z pozycji osoby samodzielnie prowadzającej serwis muzyczny, czy też odbiorcy muzyki, poszukującego informacji o danych artystach, płytach, itd., doskonale wiem, że to trudny temat. Występują tutaj także pewne zjawiska, które w ogóle nie powinny mieć miejsca. W Polsce użytkownicy internetu ograniczają się z korzystania z sieci do swoich ulubionych stron, a przy tym nie chcą i/lub boją się poznawać nowych miejsc. Powracający czytelnicy na stronę, to skarb, jednak poziom wybredności w polskojęzycznym internecie stoi na wysokim poziomie. Jednak całokształt tego nie wypada zachwycająco. Nawet jeżeli Polak znajdzie chęci i czas na przeglądanie witryn, to spędza na nich najmniej czasu w Europie. A to tylko odniesienie do ogółu stron internetowych, aż strach pomyśleć, jak to wygląda przy tematycznych serwisach, będących niszą internetu. Oczywiście, zadowoli nas również najnowsza informacja o długo wyczekiwanym videoclipie do singla np. Commona, Wiz Khalify, Drake’a, czy Evidence’a. Czy za tym słuchacze pójdą dalej, zapoznają się z sylwetką artysty, przejrzą jego dyskografię? Szanse na to są znikome. Jeżeli poruszymy kwestię historii kultury hip hopowej, to okazałoby się, że old school stanowi 50 Cent, Mos Def, Talib Kweli, najlepszym raperem jest Lil’ Wayne, a producentem Kanye West. To tak, jakby powiedzieć, że Miami Heat z LeBronem Jamesem, Dwayne’em Wade’em, Chrisem Boshem są lepsi od przykładowo Houston Rockets z połowy lat 90.tych (Hakeem Olajuwan, Clyde Drexler, Robert Horry, Sam Cassell), czy New York Knicks z tego samego okresu (Patrick Ewing, John Starks, Mark Jackson/Derek Harper, Charles Oakley). Team prowadzony przez Jamesa i Wade’a zostałby zmieciony z parkietu przez te ww. drużyny, podobnie jak ww. artyści hip hopowi, gdyby na jednej scenie stanęli z postaciami z lat 80.tych i 90.tych. Dlaczego więc jest tak, a nie inaczej? Wszystko znowu rozbija się o wiedzę, a raczej jej brak. Przy właściwym podejściu do zdobywania informacji i korzystaniu ze stron internetowych wyglądałoby to lepiej.

    Osobiście subskrybuję 96 witryn poświęconych czarnej muzyce i brzmieniom instrumentalnym, doceniając i darząc sympatią większość z takich projektów. Jeżeli natknę się na cokolwiek wartościowego, to w jakikolwiek sposób to docenię. Nie obchodzi mnie to, czy dana strona utrzymuje bliskie kontakty z wybranymi artystami, labelami, promotorami; kolesiostwo i wzajemne kontakty pomiędzy właścicielami wybranych serwisów także schodzą na dalszy plan (powszechne zjawisko w Polsce i zagranicą). Liczy się zawartość witryny i to, co ma w ofercie. Warto zdobywać informacje, poszerzać swoje horyzonty, nie być przywiązanym do tych samych miejsc w internecie i odkrywać nowe. W końcu, każda strona muzyczna jest przeznaczona dla czytelników i należy mieć to na uwadze.

    I tylko proszę nie mówić, że u nas praktycznie nikt nie słucha niezależnego lub oddalonego od blichtru i poklasku rapu. Wystarczy wpisać do Google.pl tytuły kilku wybranych wydawnictw płytowych, po czym otrzymamy podpowiedzi zawierające frazę „peb” lub innego powszechnie znanego forum. Wyszukiwarek internetowych nie sposób oszukać.

  • Wesołych świąt Bożego Narodzenia!

    Wesołych świąt Bożego Narodzenia!

    1–2 minut

    Z okazji dopiero co rozpoczętych świąt Bożego Narodzenia jednoosobowa redakcja U Call That Love przygotowała garść ciepłych życzeń.

    Przede wszystkim spokojnych i pogodnych kilku następnych dni, spędzonych wraz z najbliższymi. Błogiego obżarstwa przy wigilijnym stole (tylko bez marnowania jedzenia), z zamiarem przybrania na wadze w określonych częściach ciała. Trafionych prezentów (nie tylko bramkarzy), postawionych pod choinką, ewentualnie schowanych w skarpecie lub w innych wymyślnych miejscach. Uśmiechu na twarzy, pamięci o innych osobach, wyciszenia. W końcu święta nie polegają tylko na braniu i oczekiwaniu na okazję do spędzania czasu na imprezach. Liczy się każdy, nawet najdrobniejszy gest skierowany do drugiej osoby.

    W części stricte hip hopowych życzeń nie polecam nikomu zapraszać na wigilię, bądź na kolejni dni, Chubb Rocka, Vast Aire’a, J Rawlsa i im podobnych, gdyż grozi to szybkim oczyszczeniem stołu i lodówki ze wszystkich potraw. Tradycyjne kolędy z powodzeniem mogą zostać zastąpione choćby przez „Christmas In Hollis” Run-DMC lub kompilacją „Christmas Rap”. A w rolach Mikołaja, ewentualnie Dziadka Mroza, i Śnieżynki z powodzeniem mogą pokazać się Snoop Dogg i Lauryn Hill.

    Do życzeń dokłada się Clark Griswold ze swoją zwariowaną rodziną („Christmas Vacation”, to znacznie lepsza opcja na spędzenie czasu przed TV niż filmy z Kevinem lub Bruce’em Willisem). Wesołych świąt Bożego Narodzenia!

  • Wieczorem przy herbacie: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

    Wieczorem przy herbacie: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

    962 słowa

    Od dłuższego czasu, liczonego w miesiącach, nosiłem się z zamiarem wprowadzenia na stronę autorskiej rubryki, spełniającej pewnego rodzaju założenia. Punkt wyjścia tkwił w stworzeniu cyklu artykułów przeznaczonego wyłącznie dla mnie; pomijającego wszystkie aspekty związane z pojedynczymi wpisami, a skupiającego się na przemyśleniach i sprawach (bez)pośrednio dotyczących działalności projektu. „Wieczorem przy herbacie” w zgrabny sposób powinno połączyć moje zamiłowanie do tego napoju (jestem przeciwnikiem kawy) i ukazanie innej twarzy U Call That Love od tej, którą do tej pory można było spotkać. W końcu wypada spędzać czas przy herbacie, pozwalającej w spokoju zasiąść do wybranych tematów i rozpocząć dyskusję lub osobisty wywód. Tylko sięgnę po kubek ze świeżo zaparzonym napojem…

    Powołując do życia we wrześniu 2008 roku U Call That Love, w ogóle nie zastanawiałem się, w jaki sposób ten autorski projekt będzie wyglądał w przyszłości. W żadnym wypadku nie spędziłem tygodni, czy też miesięcy nad obmyśleniem podstawowych składowych strony. Po prostu wiedziałem, że wszystko zostanie oparte o jeden z najważniejszych elementów kultury hip hopowej – wiedzę. Bez odpowiedniego przygotowania, znajomości tematów i obeznania nie istniałby sens rozpoczynania tego przedsięwzięcia. Jednak, oprócz tego, iż jestem niejako nauczycielem, kierując stroną, to także występuję w roli ucznia, zgłębiając kolejne składowe hip hopu. Przekazuję swoją wiedzę, zarazem ją poszerzając i ucząc się z rozmaitych źródeł. Istnieją opinie, że bez internetu nie sposób prowadzić dzisiaj serwisów internetowych i pisać o muzyce. Sporo w tym racji lecz w moim przypadku, gdybym na stałe znalazł się w takim położeniu, to nie przeszkodziłoby mi to na redagowaniu artykułów. Tematyka witryny uległaby nieco zmianie, ale pozostałyby emocje, pasja, dusza, miłość. A tego nie sposób odebrać.

    W styczniu 2010 roku przekształciłem blog w stronę z własną domeną, sukcesywnie rozszerzającą swoje pole działalności. Zrezygnowałem przy tym z poszukiwania ludzi, które mogliby wejść w skład redakcji UCTL. Owszem, w przeszłości na ucallthatlove.blogspot.com oprócz mnie w różnym okresie pisało 5 osób, za co jestem im naprawdę wdzięczny i pamiętam o nich. Zdecydowałem się na jednoosobowy skład redakcyjny głównie ze względu na niczym nieograniczoną swobodę i spokój w podejmowaniu wszelkich decyzji. Nabyte doświadczenie i łatwość w poruszaniu się w stylistyce, właściwy dobór tematów do tworzenia wpisów i wypracowany styl utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto postawić na samodzielne funkcjonowanie projektu. Nie oznaczało to jednak, iż pozostałem osamotniony z U Call That Love. Od strony technicznej mogłem liczyć na pomoc kilku ludzi, w tej chwili jeszcze więcej postaci wyciąga w moim kierunku pomocną dłoń. Pomimo tego iż mogę liczyć na pomoc ze strony moich bliskich znajomych, to przede wszystkim działalność opieram na swoich możliwościach. Szybko uczę się i bez przeszkód odnajduję się w różnych sferach dotyczących życia witryny, nieważne, czy od strony promocyjnej, czy załóżmy marketingu w wyszukiwarkach internetowych.

    Właśnie tematy bezpośrednio związane z promocją i e-marketingiem to ciekawe zagadnienie, nadające się na długi artykuł. Z czysto technicznego punktu widzenia, wyznacznikiem ewentualnego sukcesu przy przedsięwzięciu rozwijanym w internecie, są liczby odwiedzin na witrynie, fani na Facebooku, obserwatorzy na Twitterze, Soundcloudzie, Mixcloudzie, wysokość Page Ranku (PR), ogólna rozpoznawalność marki w sieci. Oczywiście można dowolnie modyfikować ww. składowe, gdyż wszystko jest relatywne. Sukcesem dla mnie jest to, że U Call That Love stało się bliskie dla wielu ludzi, co znajduje odzwierciedlenie na portalach społecznościowych lub linkach prowadzących do strony. Nigdy specjalnie nie zabiegałem o zainteresowanie ze strony innych osób, nie wykorzystuję też nieczystych zagrywek przy pozycjonowaniu i informowaniu o projekcie. A jednak utrzymuję kontakty z osobami z zagranicy: artystami, dziennikarzami muzycznymi, właścicielami labelów. Otrzymuję coraz więcej informacji prasowych, co nie raz mnie zaskakuje. Do tej szuflady zmieściłby się szereg innych rzeczy, o których (przynajmniej teraz) nie chcę mówić.

    Niektórzy mogą to wszystko podważyć, stwierdzić, że nie ma to żadna rewelacja i mierny wyczyn. Jednak, spoglądając wstecz, rozpoczynałem od najniższego pułapu, nie posiadałem niczego na swoim koncie. W tym momencie wszystko wygląda inaczej, na moją korzyść. Nie chcę tylko podkreślać swoje zasługi, ponieważ wcale tutaj nie o to chodzi. Do tego mogłoby to wszystko wyglądać lepiej; zdarzyły mi się chwile przestojów, zawsze podyktowane sprawami, na które nie miałem wpływu. Jak ktoś dobrze podsumował, życie potrafi deptać wyobraźnię, a poszczególne sprawy nie układają mi się w ten sposób, w jaki chciałbym. Czasem w ogóle się nie układają, albo długo opierają się nad ustąpieniem. Popełniam błędy i zdarza mi się mieć problemy z sumiennym wywiązywaniem się z obowiązków. Nie jestem w stanie pokonać pewnych przeszkód, przynajmniej nie w tym czasie, ale wiem, że jestem w stanie ominąć je i postawić na swoim. Staram się eliminować negatywne i kłopotliwe rzeczy, a powoli wszystko zmierza we właściwym kierunku.

    Właśnie w tym momencie przyszedł właściwy moment na znaczne rozszerzenie działalności i zabranie się za pewne wartościowe projekty. Przyszedł czas na mnie i po ocenie przeszłości i teraźniejszości, przyszłość rysuje się nader pozytywnie. Koniec roku przynosi nie tylko podsumowanie poprzednich miesięcy lecz także, a raczej przede wszystkim, wyznaczanie nowych celów i dążenie do ich spełnienia. Jestem gotowy na zaprezentowanie U Call That Love od całkowicie nieznanej do tej pory strony. Po kolei plany zostaną wprowadzone w życie, wszystko w swoim niedługim czasie. Wraz z pierwszym wydaniem „Wieczoru przy herbacie” można uznać za pierwszy krok w nieznane. Oczekiwać można nieoczekiwanego, a kreatywność zostanie wyniesiona na wyższy niż dotychczas poziom. Pamiętajcie tylko o szczególnie istotnym aspekcie – nic nie powiedzie się w pełni bez Waszego wsparcia, które niezwykle przyda mi się akurat w tej chwili.

    Artykuł powoli zmierza ku końcowi. Nim się obejrzałem wieczór ukradkiem zamienił się w noc, herbata została wypita oraz przesłuchałem dwa albumy – emanujący ciepłem „Long Way Back” T-Love i klasyczne LP GZY, „Liquid Swords”. Dodam też, że wypatruję już świątecznego prezentu, jaki sobie sprawiłem – winylowego wydania płyty Chucka D, „Autobiography Of Mistachuck”. W końcu jestem zagorzałym fanem Public Enemy, więc to jest idealny podarunek na koniec roku. A jeszcze lepiej będzie, kiedy wprowadzone przez mnie plany, spotkają się z godnym przyjęciem. Wtedy będę mógł powiedzieć, iż zacząłem spełniać się.

  • Nowe video: Avens – Surrounding Reality

    Nowe video: Avens – Surrounding Reality

    1–2 minut

    Debiutancki album Avensa, „Surrounding Reality”, ukazał się na rynku płytowym 21 września 2011 roku. Wydawnictwo płytowe trafiło do sprzedaży nakładem japońskiego labelu, Introducing! Productions. U Call That Love wraz z przyjaciółmi przygotowało niespodziankę związaną z tym projektem muzycznym – oficjalny teledysk nagrany do tytułowego utworu płyty.

    Obraz powstały do „Surrounding Reality” odzwierciedla koncepcję albumu, odnoszącą się do otaczającej nas rzeczywistości. Ujęcia do videoclipu usytuowane w różnych miejscach, powstały na przestrzeni kilku letnich nocy. Wraz z Dariuszem Płockim i Pawłem Niedzielko staraliśmy się ukazać piękno miasta po zmierzchu. W zupełnie inny sposób odbieramy rzeczywistość po zapadnięciu zmroku, mając za towarzyszy migocące światła i ciszę. Wszystko to zostało zawarte w obrazie stworzonym do „Surrounding Reality”.

    Teledysk został opublikowany na oficjalnym profilu U Call That Love na Vimeo.

    Kamera: Dariusz Płocki & Paweł Niedzielko
    Modelka: Dagna Wrażeń

    Szczegółowe informacje o teledysku: ucallthatlove[at]gmail.com
    Oficjalny fan page Avensa na Facebooku: www.facebook.com/Avensmusic
    Oficjalny fan page U Call That Love na Facebooku: www.facebook.com/ucallthatlove

    „Surrounding Reality” możecie odsłuchać oraz nabyć za pośrednictwem Bandcampa.

Translate »