Archiwum: Hip hop zmusza do myślenia – rozmowa z Robertem Burzyńskim

[php function=1]

Archiwum: Hip hop zmusza do myślenia - rozmowa z Robertem BurzyńskimOd dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem zapoczątkowania na U Call That Love publikowania archiwalnych artykułów. Wpisy oznaczone etykietą „Archiwum” będą w głównej mierze przedrukami artykułów z innych stron internetowych, bądź gazet. Na początek zapraszam do zapoznania się z wywiadem przeprowadzonym przez Pana Piotra Balkusa z Robertem „Roballem” Burzyńskim, prowadzącym w Polskim Radiu Białystok audycję HiphOpera. Publikacja pochodzi z października 2007 roku.

Rozmawiał: Piotr Balkus

O polskim i amerykańskim hip hopie, zamieszaniu związanym z Hukosem, patriotyzmie lokalnym i o tym, dlaczego warto słuchać rapu mówi Robert Burzyński, prowadzący w Polskim Radiu Białystok audycję HiphOpera.

Panie Robercie, często mówi się, że polski hip hop jest nieudaną kopią amerykańskiego. Czy według pana to prawda?

Ilu ludzi, tyle prawd. Ale każdej „prawdzie” można zarzucić subiektywizm, brak merytorycznych podstaw, naciąganie faktów, lub zwykłą głupotę. Trzeba dosyć dużo wiedzieć, aby umiejętnie skonfrontować polski hip hop z amerykańskim. Uważam, że jest to do końca wręcz niemożliwe. Da się uchwycić wiele różnic i podobieństw, ale w gruncie rzeczy to są dwie całkiem odmienne rzeczywistości. Zawsze będę bronił polskiego hip hopu, mając na uwadze jego wszelkie możliwe wady i zalety. Mówiąc jednak o „nieudanej kopii”, trzeba konkretnie tę nieudolność wskazać. A z tym już wcale nie jest tak łatwo. Wielu krzykaczy rzuca tym hasłem, lecz tak naprawdę nie ma żadnych konkretnych argumentów, by obnażyć skutecznie tą nieudolność. Hip-hop jest jeden, a wszelkie podziały zaczęli tworzyć ludzie. I nie mi stawać w opozycji wobec tych, którzy mają stosunkowo płytkie poglądy i starają się na siłę szukać dziury w całym.

Co by nie mówić, rap w Polsce ma się coraz lepiej. Świadczy o tym chociażby obecność takich płyt w dużych sklepach muzycznych. Ale to chyba hip hopolo ma się lepiej, a nie hip-hop?

Sama obecność nic nie znaczy, liczy się przede wszystkim sprzedaż. A z tym, niestety, jeżeli chodzi o polski hip-hop, jest dużo gorzej. Tak naprawdę nie interesuje mnie, czy się coś sprzedaje, czy nie, liczy się przecież jakość tej muzyki. A czy jest w tej chwili lepsza? Jeżeli chodzi o ten legalny kanał dostępności, to zbyt wiele się nie zmieniło. Staram się jednak być niepoprawnym optymistą i wierzę w młode pokolenie i w polski underground. Tam zawsze coś szumi, trzeba tylko wiedzieć, gdzie przyłożyć ucho.

Granie rapu z elementami popu i disco polo, to jeden ze sposobów wypromowania się. Przychodzi mi na myśl zespół Verba…

Verba to temat całkowicie nie hip hopowy. Oni wiedzą, gdzie jest ich miejsce w szeregu i sami twierdzą, że nie są w żaden sposób związani z hip hopem. Jedyne, co ich łączy z tą kulturą, to stylistyka rapowa, którą wykorzystują w swojej twórczości. Jest to jakiś sposób promocji i dotarcia do odbiorcy, który, niestety, często nie zauważa tego istotnego aspektu.

Innym sposobem zaistnienia może być prowokacja. Skorzystał z niej Hukos. Nagrał utwór „Zabiję prezydenta”. Czy hip-hop powinien prowokować?

Dobry hip hop oczywiście powinien prowokować, ale dobra i skuteczna prowokacja to też umiejętność. W wypadku Hukosa wygląda to bardzo, mówiąc delikatnie, średnio. Ten track sprowokował nasze szanowne władze i media do pewnych komentarzy, miejmy nadzieje, że na komentarzach się skończy. Ale tak naprawdę taki utwór powinien za pomocą tej prowokacji dawać dużo do myślenia. Hukos przez pryzmat swoich spostrzeżeń i zapewne doświadczeń, nakreślił obraz polskiego społeczeństwa, następnie zwalił cała winę na prezydenta, a na końcu go zabił. Niestety to komiczne, a zarazem i smutne. Taki populistyczny bełkot z bardzo słabym refrenem nie daje mu najmniejszych szans w tej wyjątkowo nierównej konfrontacji. Ja szanuję Hukosa, ale zamiast dobrych lirycznych „butelek z benzyną” zauważam w tym zaledwie małe, zgniłe pomidory, wycelowane w nasz dziwaczny system władzy.

[php function=1]