Kategoria: Artykuły

  • Styczniowe premiery płytowe

    Styczniowe premiery płytowe

    12–18 minut

    W 2016 roku możecie spodziewać się znacznie większej aktywności U Call That Love. Dotyczy to głównie działalności publicystycznej, ale nie tylko. W pierwszych dniach każdego miesiąca pojawiać się będą na naszym serwisie wpisy o premierach płytowych. Comiesięczne artykuły o nowościach wydawniczych powinny pomóc w znalezieniu wartościowych EP-ek oraz albumów. W dalszej części artykułu podzielonego na 4 podstrony zapoznacie się z 22 wybranymi materiałami, które trafią i/lub ukazały się już w tym miesiącu. Oczywiście lista nie uwzględnia wszelkich niespodzianek płytowych (takie mogą zdarzyć się w każdej chwili) i projektów bez wyznaczonej daty premiery. Długie zestawienie rozpoczyna się od „Brighter Daze” Mursa & 9th Wondera, a kończy się na „Basement Chemistry” Beneficence’a.

    Murs & 9th Wonder - Brighter Daze

    Murs & 9th Wonder – „Brighter Daze” (Jamla Records, 1 stycznia)*

    W 2015 roku nie brakowało premier niespodziewanych wydawnictw. Wszystko wskazuje na to, iż ta tendencja pozostanie podtrzymana również w tym roku. W końcu, czy ktokolwiek jeszcze liczył (nawet po cichu) na następną wspólną płytę Mursa & 9th Wondera? Po wydanym w listopadzie 2012 roku albumie „The Final Adventure” wydawało się, że klamka zapadła, i już więcej nie otrzymamy nowej muzyki od tego duetu. Jednak amerykańscy twórcy postarali się o nie lada niespodziankę, wypuszczając na przełomie roku „Brighter Daze”. Szósty projekt przygotowany przez Mursa & 9th Wondera nie wypada wcale źle i nie należy sceptycznie podchodzić do niego. Wśród gości na płycie m.in. Mac Miller, Rapsody i Propaganda. Co lepsze, „Brighter Daze” udostępniono do bezpłatnego pobrania z sieci.

    Produkcja: 9th Wonder
    Gościnnie: Problem, Reuben Vincent, Bad Lucc, Rapsody, Propaganda, Mac Miller, Vinny Radio, Franchise & Choo Jackson

    * Płyta ukazała się 31 grudnia, ale uwzględniłem ją w zestawieniu, ponieważ Murs i 9th Wonder za oficjalną datę premiery „Brighter Daze” przyjęli 1 stycznia.

    The Doppelgangaz – „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5” (Groggy Pack Entertainment LLC, 1 stycznia)

    Od czasu wydania „Lone Sharks” nowojorska grupa The Doppelgangaz znajduje się na nieustannej fali wznoszącej. Przez ostatnie lata Matter Ov Fact & EP wypuścili szereg nowych projektów z longplayem „HARK” na czele. Pod koniec ub.r. The Ghastly Duo opublikowało „Beats For Brothels, Vol. 3”. Zaledwie dwa tygodnie po premierze tego wydawnictwa, amerykański duet pokusił się o rozszerzenie tego materiału. „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5” nie należy traktować w formie odrzutów i lichej jakości utworów, które nie weszły na poprzednią produkcję. The Doppelgangaz sprawiło nie lada niespodziankę swoim sympatykom, wydając następny pełnoprawny instrumentalny album. 1 lutego odbędzie się premiera wersji winylowej „Beats For Brothels, Vol. 3​.​5”.

    Producenci: The Doppelgangaz (Matter Ov Fact & EP)
    Gościnnie: Thonio, PartyManThanks, Scooby

    Budamunk – „Monkey Tape 2016” (Self-released, 1 stycznia)

    Japońscy producenci od dawna robią duże wrażenie na słuchaczach z całej kuli ziemskiej. W ostatnich latach moim zdecydowanym faworytem z Nippon jest Budamunk. W ub.r. doświadczony beatmaker wypuścił kilka instrumentalnych projektów, w tym „Loungin’” oraz wspólny materiał z Fitzem Ambrose’em, „BUDABROSE”. Sympatyk starej szkoły rapu pozostaje w gazie, o czym świadczy jego nowa płyta, „Monkey Tape 2016”. Budamunk przygotował spójną i dokładnie przemyślaną produkcję. Artysta zgromadził na tym wydawnictwie 8 instrumentalnych utworów, które cechuje świetny klimat. Japończyk doskonale opanował sztukę budowania nastrojowych nagrań (patrz: „Back to Temple”). Znakomita płyta na uczczenie chińskiego roku małpy.

    Produkcja: Budamunk

    DJ Cam Quartet – „The Soulshine Session” (Inflamable Records, 1 stycznia)

    Wśród wszystkich francuskich artystów około hip hopowych nadal dużym szacunkiem na świecie cieszy się DJ Cam. Od dwóch dekad producent/DJ przypisywany do tzw. ery French Touch wydaje wartościową muzykę. W ubiegłym roku Laurent Daumail powrócił do jednego ze swoich projektów, DJ Cam Quartet. Właśnie pod szyldem tego zespołu ukazała się płyta „The Soulshine Session”. Początkowo wydawnictwo awizowano na 2015 rok, ale ostatecznie premiera projektu odbyła się na początku stycznia tego roku. Wnikliwi sympatycy twórczości Francuza skojarzą tytuł materiału z „Soulshine” LP, które ukazało się w 2001 roku. DJ Cam wraz ze swoimi kompanami stworzył reinterpretacje różnych utworów ze swojego opasłego katalogu. Odświeżone nagrania artysty wypadają okazale.

    Produkcja: DJ Cam Quartet

    Boora – „Soundogolism” (KingUnderground Records, 4 stycznia)

    Brytyjskie KingUnderground Records w zeszłym roku opublikowało sporo wartościowych płyt autorstwa Fredfadesa & Eikrema, Lewisa Parkera & Eastkoasta, Simiah, Triple Darkness i Cappo & Nappy. 2016 rok wytwórnia płytowa rozpoczyna od projektu Boory„Soundogolism”. Rosyjski artysta należy do grona boom-bapowych producentów skupionych wokół kolektywu Dope 90. Wschodni beatmaker otrzyma w końcu szansę na zaprezentowanie swojej twórczości szerszemu gronu odbiorców. W ub.r. moskwianin opublikował kilka pomniejszych materiałów, w tym siódemkę „Soundogolism”. Właśnie do tego wydawnictwa nawiązuje tytuł jego nadchodzącego albumu. Instrumentalny projekt podany w dobrym stylu, po którym więcej osób powinno zainteresować się rozbudowaną wschodnią sceną producencką.

    Produkcja: Boora

    Mr. J. Medeiros – „Milk and Eggs” (Self-released, 12 stycznia)**

    W undergroundzie pewnego czasu sporo osób interesowało się audycją i kolektywem pod nazwą Basementalism. Akurat z tym ruchem byli związani również różni artyści, w tym Mr. J. Medeiros i Stro Elliot. Obaj twórcy założyli następnie formację The Procussions, która cieszyła się szacunkiem wielu osób. W 2013 roku grupa powróciła z płytą „The Procussions”. Po tym okresie członkowie zespołu znowu skupili się na innych projektach. Mr. J. Medeiros po ponad 4-letniej przerwie szykuje kolejne solowe wydawnictwo, „Milk And Eggs”. Za warstwę muzyczną na LP odpowiada głównie Tim Stewart. Amerykański wykonawca pozostawił dobre wrażenie po ostatnich swoich płytach („Friends Enemies Apples Apples” i „Saudade”). Nadchodzący album promuje szereg singli, m.in. „Gone”, „Lost in It”, „Weight” oraz „Hero as Fool”. Spore zainteresowanie towarzyszące „Milk And Eggs” pokazuje, że liczne grono odbiorców wyczekiwało tej produkcji.

    Produkcja: Tim Stewart, Christophe Panzani, Monte Neuble, Ricky Tillo, Spanky McCurdy & Stro Elliot
    Gościnnie: Alyss, Apollo Jane & MacKenzie

    ** Początkowo „Milk and Eggs” miało ukazać się pod koniec grudnia ub.r. (płyta była dostępna w całości do odsłuchu przez kilka dni na Bandcampie), ale ostatecznie Mr. J Medeiros przesunął premierę na 12 stycznia.

    K-Otix – „Legendary” (Producers I Know, 15 stycznia)***

    W środowisku muzycznym czasami zdarza się tak, że zapomniani przez większość twórcy decydują się na wydanie nieoczekiwanych płyt. W styczniu tego roku taki projekt wypuści jedna z zasłużonych grup z amerykańskiego Houston, K-Otix. Jesienią ub.r. ujawniono, że swego czasu popularna undergroundowa formacja opublikuje „Legendary”. Nie licząc materiału zawierającego niepublikowane wcześniej nagrania zespołu („DAT Series Vol. 1 1993-1995”) i wydawnictwa Ethos, do której należą D. Randle & Big Mon, to ostatnie wydawnictwo K-Otix ujrzało światło dzienne w 2008 roku. W związku z powyższym, nowy projekt grupy należy uznać za niespodziankę dużego kalibru. Wyprodukowaniem mini-albumu zajmie się The ARE, zaś płytę wypuści Producers I Know. Produkcję zapowiada singiel „Lonely Piano”.

    Produkcja: The ARE

    *** Premierę płyty awizowano 1 stycznia, ale ostatecznie do tego nie doszło.

    Swarvy – „Stunts Vol. 1-4” (Street Corner Music, 15 stycznia)****

    W ostatnich latach dobry duch Detroit, House Shoes, skupił się na działalności wydawniczej. Prowadzone przez niego Street Corner Music sypnęło serią instrumentalnych wydawnictw zebranych pod szyldem „The Gift”. W połowie stycznia dzięki SCM trafi na półki sklepowe projekt Swarvy’ego, „Stunts Vol. 1-4”. Filadelfijski beatmaker stale pracuje na swoje nazwisko. Wcześniej opublikował on kilka produkcji, w tym „Trillian”, „Scotch”, „Love Affairz V.1″ (wraz z Suzi Analogue) i ” YaaaaaaaY” (wraz z Sirem Froderickiem). House Shoes docenił warsztat tego beatmakera, oferując mu wydanie albumu stanowiącego niejako podsumowanie dotychczasowej działalności artysty. Oprócz znanych już nagrań, „Stunts Vol. 1-4” rozszerzono o 10 świeżych ścieżek w wykonaniu Swarvy’ego. Po tym obszernym materiale więcej osób powinno zwrócić uwagę na tego beatmakera.

    Produkcja: Swarvy

    **** Projekt dostępny w sieci od ponad miesiąca, ale oficjalną premierę wyznaczono na 15 stycznia (data wydania wersji winylowej materiału).

    Teknical Development – „The 8: Vol​.​One” (Dezi-Belle Records, 15 stycznia)

    Niemieccy wydawcy to na ogół pewne i sprawdzone marki. W zeszłym roku sporo dobrego materiału ukazało się dzięki Dezi-Belle Records (warto zwrócić uwagę na „Scenes” Superiora). 2016 rok oficyna wydawnicza z Berlina rozpoczyna od projektu Teknicala Developmenta, „The 8: Vol​.​One”. Raper zaangażowany w działalność kilku grup, w tym Man Of Booom, dopiero co wydał wspólny album z Figubem Brazlevicem, „The Everyday Headnod”. Emcee nie zamierza odpoczywać po tym wydawnictwie. W połowie grudnia ogłosił on wydanie… 8 EP-ek (sic!), z których pierwszą wyprodukuje w całości Radsch (kolejny utalentowany niemiecki beatmaker). „The 8: Vol​.​One” zapowiada singiel „Next Step”. Wszystko wskazuje na to, iż Teknical Development utrzyma wysoką formę na nadchodzącej EP-ce.

    DJ Brans – „Endless” (Effiscienz, 15 stycznia)

    Francuska oficyna wydawnicza Effiscienz dobrze wpisała się w niszę kontynuatorów korzennie brzmiących projektów hip hopowych. Kluczową postacią związaną z tym labelem pozostaje niezmiernie DJ Brans. W poprzednich latach brał on udział przy powstaniu różnych materiałów, odpowiadając przy tym w całości za produkcję albumu Fela Sweetenberga, „Invisible Garden”. 15 stycznia trafi do obiegu płyta producencka DJ-a Bransa, „Endless”. Na wydawnictwie liczącym 10 utworów znajdzie się miejsce dla uznanych gości. Guilty Simpson, Planet Asia, Rasco, Shabaam Sahdeeq, M.O.P., Starvin B i inni wystąpią na tym nadchodzącym LP. Projekt promuje singiel z udziałem pierwszego z ww. raperów, „Getting Right”.

    Produkcja: DJ Brans
    Gościnnie: M.O.P., Planet Asia, Rasco, Guilty Simpson, Blaq Poet, Wildelux, Fel Sweetenberg, Dirt Platoon, Nutso, Starvin B, Shabaam Sahdeeq & Dj Djaz

    Torae - Entitled

    Torae – „Entitled” (Internal Affairs Entertainment, 15 stycznia)

    W 2014 roku ukazała się komplementowana, aczkolwiek niedoceniona w pełni, wspólna płyta duetu Skyzoo & Torae„Barrel Brothers”. Pierwszy z tych raperów wypuścił następnie w ub.r. solowy album „Music For My Friends” (jedna z lepszych produkcji z 2015 roku). Już 15 stycznia trafi do obiegu kolejne dzieło drugiej połowy Barrel Brothers. W tej chwili Torae dopina ostatnie sprawy związane z wydaniem „Entitled” (produkcja pojawi się w sprzedaży nakładem labelu założonego przez tego wykonawcę, Internal Affairs Entertainment). Emcee wywodzący się z nowojorskiego Brooklynu szykuje się tym samym do wypuszczenia pierwszego solowego longplaya od czasu „For The Record” z 2011 roku. W pracach nad nadchodzącym materiałem brało udział wielu artystów, od DJ-a Premiera, przez Nottza i Phonte, aż skończywszy na Saulu Williamsie. „Entitled” promują trzy single – „Get Down”, „Let 'Em Know” oraz „Saturday Night”.

    Producenci: Illmind, Apollo Brown, DJ Premier, E Jones, Eric G, Jahlil Beats, Mr. Porter, Nottz, Pete Rock & Praise
    Gościnnie: 3D Na’tee, Kil Ripkin, Mack Wilds, Pharoahe Monch, Phonte, Saul Williams & Teedra Moses

    Soulbrotha – „The Golden Era Isn’t Finished” + „2009-2015” (Ill Adrenaline Records, 15 stycznia)

    Wygląda na to, że w 2016 roku Ill Adrenaline Records jeszcze bardziej namiesza w undergroundzie, niż miało to miejsce w ubiegłych latach. Na początku roku obok płyt Truth i Beneficence’a nakładem tego labelu ukażą się także projekty grupy Soulbrotha„The Golden Era Isn’t Finished” oraz „2009-2015”. 12 Finger Dan & B-Base to doświadczeni niemieccy producenci, współpracujący ze sobą od dłuższego czasu (niektórzy mogą kojarzyć ich wcześniejsze materiały – „Collector’s Item” i „The Connexion EP”). Przedstawiciele Hamburga szykują na raz premierę dwóch różnych projektów. Pierwszy z nich, „The Golden Era Isn’t Finished”, to materiał nagrany przy udziale szeregu amerykańskich wykonawców (od QNC, aż po Marleya Marla). Produkcję promuje singiel „Flow 'N Facts”. Natomiast dwupłytowe „2009-2015” obejmie wszystkie produkcje wydane do tej pory przez Soulbrotha, zarówno wypuszczone przed kilku laty „Collector’s Item” i „The Connexion EP”, jak i „The Golden Era Isn’t Finished”.

    Producenci: Soulbrotha (12 Finger Dan & B-Base)
    Gościnnie: Beneficence, Kazi, QNC, Craig G, Afu-Ra, Big Shug, Blaq Poet & Marley Marl (wszyscy wystąpią na „The Golden Era Isn’t Finished”)

    Various Artists – „Session​.​Five” (DirtyBeauty, 15 stycznia)*****

    W dzisiejszych czasach sporym zainteresowanie w undergroundzie cieszą się wszelkiego rodzaju platformy wydawnicze skupiające producentów. W ub.r. w tej niszy pojawiło się wiele łakoci muzycznych. Swoje trzy grosze w tym kręgu dorzuciło rosyjsko-niemieckie DirtyBeauty. W poprzednich miesiącach dzięki temu labelowi ukazało się łącznie osiem wydawnictw. W 2016 roku za sprawą DB powinno trafić do obiegu jeszcze więcej projektów. Tegoroczne materiały sygnowane przez DirtyBeauty otwiera składanka „Session​.​Five”. Album obejmuje 20 instrumentalnych nagrań różnych artystów. Boom-bapowe utwory wyszły spod ręki m.in. Adliba Swayze’ego, Bonesa The Beat Heada, Mista Izma, Monomassive’a, Philantrophe’a, The Cancel, Bubblewilda i B-Side’a.

    Producenci: Adlib Swayze, Invhide, Versone, Mista Izm, Nuttkase, Bones The Beat Head, Maple Syrup, Devaloop, Monomassive, Philantrophe, Juan Rios, Iaques, Kolor, Smog, The Cancel & DJ Shon, Bubblewild, Diggy Mac Dirt, B-Side, Weanin, I One

    ***** Projekt ukazał się pod koniec ub.r., ale oficjalną datę premiery ustanowiono na 15 stycznia.

    Various Artists – „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979” (Cultures Of Soul, 22 stycznia)

    Poza szeregiem płyt (około) hip hopowych awizowanych w styczniu chciałbym również zwrócić uwagę na pewne wydawnictwo jazzowe. Już za trzy tygodnie otrzymamy kompilacyjne wydawnictwo „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979”. Za powstaniem tego projektu stoi Mark Harvey, człowiek cienia przez laty kojarzony z bostońską sceną jazzową. Dzięki tej postaci udokumentowano mnóstwo historii dotyczących muzyki jazzowej w stolicy Massachusetts. Akurat tamtejsze środowisko miało niegdyś wiele do zaoferowania. The Mark Harvey Group, The Phill Musra Group czy Stanton Davis’ Ghetto Mysticism zdecydowanie zasługują na szacunek. Do „The Boston Creative Jazz Scene: 1969-1979” dołączono także 80-stronicowe wydawnictwo książkowe opisujące scenę jazzową w Bostonie w latach 70.tych.

    Producenci: The Mark Harvey Group, Thing, The Phill Musra Group, Worlds, Stanton Davis’ Ghetto Mysticism, Baird Hersey & Dave Leibman

    Adrian Younge Presents Venice Dawn – „Something About April II” (Linear Labs, 22 stycznia)

    Jeżeli przyszłoby wymienić najlepszych producentów w 2015 roku, to jedno z miejsc w tym zestawieniu trzeba byłoby zarezerwować dla Adriana Younge’a. Założyciel Linear Labs bez dwóch zdań zasłużył sobie na te laury za wyprodukowanie płyt Bilala („In Another Life”) i Ghostface Killah („Twelve Reasons To Die II”). W ub.r. artysta postarał się też o reedycję pierwszego albumu grupy, której jest członkiem – Venice Dawn. „Something About April” w wersji deluxe przypomniało wielu osobom o istnieniu tej formacji. Na początek 2016 roku przewidziano premierę follow-upu do tego wydawnictwa. „Something About April II” to kontynuacja wizji muzycznych z premierowego longplaya zespołu. Eksperymentalny projekt zapowiadają dwa single – „Sittin’ By The Radio” oraz „Hands Of God”.

    Producenci: Adrian Younge
    Gościnnie: Bilal, Karolina, Laetitia Sadier (Stereolab), Loren Oden & Raphael Saadiq

    K-Def – „The Unpredictable Gemini” (An Instrumental Journey) + „The Way It Was” (Redefinition Records, 29 stycznia)

    Redefinition Records zakończyło 2015 rok serią wydawnictw Damu The Fudgemunka („How It Should Sound 3-5” i „HISS Abyss”), uzupełniając to singlem „The Boys” Blu i longplayem „Back To The Beat, Volume 2” K-Defa & The 45 Kinga. Ostatni z tych materiałów stanowi początek kolejnego cyklu płytowego pierwszego z tych artystów. Doświadczony producent szykuje kilka projektów, z których dwa ukażą się 29 stycznia. Za trzy tygodnie trafi do obiegu „The Unpredictable Gemini” (An Instrumental Experience) oraz „The Way It Was”. Pierwszy album będzie następnym instrumentalnym wydawnictwem K-Defa nawiązującym do świetnego „One Man Band”. Jedynymi gośćmi na produkcji będzie duet Damu The Fudgemunk & AG. Natomiast „The Way It Was” będzie kolekcją niepublikowanych dotąd nagrań, remiksów i zupełnie nowych utworów. Redefinition Records szykuje mocne rozpoczęcie roku.

    Produkcja: K-Def
    Gościnnie: Damu The Fudgemunk & AG („The Unpredictable Experience”) + Blu, Quartermaine, Damu The Fudgemunk & Kunal („The Way It Was”)

    Saul Williams – „Martyr Loser King” (Fader Label, 29 stycznia)******

    Pod koniec stycznia odbędzie się premiera nowej płyty jedynego w swoim rodzaju artysty, Saula Williamsa. Od lat muzyk, aktor, poeta i aktywista społeczny z Nowego Jorku przyciąga wiele osób. W dotychczasowej karierze wydał on 4 projekty, z których najbardziej znanym pozostaje „Saul Williams”. Od ostatniego longplaya SW – „Volcanic Sunlight” – minęło blisko 5 lat. W ub.r. nowojorczyk opublikował kolejną książkę, „US(a.)” (wypada sięgnąć po poprzednią publikację tego autora, „The Dead Emcee Scrolls”). Piąte wydawnictwo muzyczne wszechstronnie utalentowanego artysty o przyciągającym uwagę tytule, „Martyr Loser King”, będzie nawiązywać do ww. książki. Póki co brakuje pewnych szczegółów materiału, ale można obstawiać w ciemno, że nadchodzi mocno eksperymentalny album. Produkcję promują utwory „Horn Of The Clock-Bike”, „The Noise Came From Here” i „Burundi”.

    ****** Brak podanej listy producentów i gości na płycie.

    Emapea – „Seeds, Roots & Fruits” (Cold Busted, 29 stycznia)

    Cold Busted to jedna z najaktywniejszych oficyn wydawniczych skupionych na szeroko pojętej muzyce instrumentalnej i elektronice. Każdego roku amerykańska wytwórnia płytowa wypuszcza multum nowych projektów. Wypada pamiętać o tym, że z tym labelem współpracuje kilku polskich beatmakerów – LoopMaffia, My Neighbour Is i Emapea. Ostatni z tych wykonawców znajduje się tuż przed wydaniem albumu „Seeds, Roots & Fruits”. Przedtem producent przewijał się przez kompilacje Cold Busted i spokojnie pracował nad utworami, które miały trafić na styczniową płytę. Przedsmakiem pełnego materiału są trzy nagrania – „What The Funk”, „Good Old Days” oraz „Milky Haze”. Wypada zapoznać się z tym projektem, żeby później nie trzeba było powtarzać stare polskie porzekadło – cudze chwalicie, swojego nie znacie.

    Produkcja: Emapea

    Jungle Brown – „Flight 314” (Self-released, 29 stycznia)

    W ub.r. pojawiło się pełno wartościowych projektów napływających z Wielkiej Brytanii. W 2016 roku ta tendencja powinna zostać zachowana. 29 stycznia ujrzy światło dzienne debiutancka płyta formacji Jungle Brown„Flight 314”. Niewiele znana grupa może zrobić różnicę w tym roku. Maear, MoSik, Ric i Tony Bones pokazali już pod koniec 2014 roku, że drzemie w nich duży potencjał. Po „Take 1” EP przyszła kolej na ich premierowy album. „Flight 314” pod względem brzmienia będzie nawiązywało do czasów Złotej Ery rapu. Wydawnictwo zapowiadają dwa single – organiczne „Keep it Moving” i mroczne „In the City”. Jeżeli ktokolwiek poszukuje korzennej muzyki hip hopowej, to powinien nie spuszczać z oka Jungle Brown. „Flight 314” to najbardziej oczekiwana płyta stycznia przeze mnie.

    Produkcja: Jungle Brown & Dlux
    Gościnnie: Krysis

    Beneficence – „Basement Chemistry” (Ill Adrenaline Records, 29 stycznia)

    W ostatni piątek stycznia warto pamiętać o odwiedzeniu Ill Adrenaline Records. Po płytach Soulbrotha ta wytwórnia płytowa skupi się na albumie Beneficence’a, „Basement Chemistry” (notabene artysta jest współzałożyciel tego labelu). Weteran hip hopowy z Brick City ma za sobą dwa projekty wydane latach 2011-12 – „Sidewalk Science” i „Concrete Soul”. Pod względem konstrukcji nadchodzący album przypomina oba ww. materiały. Beneficence stworzył płytę przy pomocy licznych gości. Zarówno za podkłady, jak i gościnne zwrotki na „Basement Chemistry” przypadną szeregu znanych i szanowanych twórców. DJ Spinna, Da Beatminerz, L’Orange, A.G., Inspectah Deck, Masta Ace, Rob Swift i inni przewiną się przez „Basement Chemistry”. Wydawnictwo promują single „Digital Warfare”, „When The Sun Comes” i „Anyway It Goes”.

    Producenci: 12 Finger Dan, Astro Vandalist, Ben Hedibi, Confidence, DJ Qvali, DJ Spinna, Da Beatminerz, Explizit One, Jazz Spastiks, KON Sci (MindsOne), L’Orange, Malik Turner, P Original, Presto, Sam Brown & The Legion

    Gościnnie: A.G., Chubb Rock, Dres (Black Sheep), El Da Sensei, Estee Nack (Tragic Allies), Inspectah Deck, MC Eiht, Masta Ace, MindsOne, Rob Swift & The Legion


    Na początku przyszłego miesiąca na łamach naszego serwisu ukaże się artykuł o premierach płytowych zapowiedzianych na luty. Stay tuned!ZapiszZapisz

    Zapi

  • Lekcja o old schoolu: From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale

    Lekcja o old schoolu: From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale

    3–5 minut

    W latach 70. i 80.tych równie istotną rolę, co pionierzy hip hopu, odgrywały osoby z zewnątrz. W tym miejscu można byłoby wymienić długą listę zasłużonych postaci – fotografów, filmowców, dziennikarzy muzycznych, prezenterów radiowych, wydawców, etc. Skupmy się na dwóch pierwszych grupach, dzięki którym kultura hip hopowa rozpowszechniła się nie tylko w USA, ale także w szybkim tempie dotarła do mieszkańców krajów na całej kuli ziemskiej. Charlie Ahearn, Jamel Shabazz, Martha Cooper, Joe Conzo, Michael Holman i Tony Silver otwierają zestawienie najbardziej zasłużonych twórców dokumentujących pierwsze lata hip hopu. Do nich należy dopisać też Henry’ego Chalfanta. Znakomity fotograf i reżyser odpowiada również za kilka współczesnych projektów, w tym film „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale”. Dokument z 2006 roku ukazuje rozwój muzyki na Południowym Bronksie.

    New York City ma burzliwą historię, co zostało uwiecznione w licznych filmach i książkach. Wielkie Jabłko założono w 1624 roku, ale kształtów znanych dzisiaj zaczęło nabierać dopiero w 1898 roku, kiedy to pięć dzielnic – Brooklyn, Queens, Manhattan, Staten Island i Bronks – połączono w całość. Ostatnia część NYC od początku był multikulturowy. Do lat 30.tych XX wieku najwięcej imigrantów zamieszkujących Bronks pochodziło z Europy (liczną grupę stanowili Polacy). Po okresie prohibicji zamożniejsi rezydenci tej dzielnicy Nowego Jorku zaczęli masowo przeprowadzać do innych części tej aglomeracji. Ruch ten trwał do przełomu lat 50. i 60.tych i spowodował, że na Bronksie zaczęła dominować uboższa klasa robotnicza, skupiająca przeważnie czarnych i Latynosów (głównie Portorykańczyków, ale też Dominikańczyków i Kubańczyków).

    W latach 60.tych warunki życia w tym okręgu NYC diametralnie pogorszyły się, w szczególności na Południowym Bronksie. Właśnie tam ogromne części osiedli były niszczone pod budowę luksusowych budynków i fabryk. Sytuacja ta trwała aż do lat 80.tych, kiedy to rozpoczęto powolną odbudowę tej dzielnicy. Wraz ze zmianami demograficznymi i zupełnie innym zagospodarowaniem przestrzennym przyszło też zróżnicowanie kulturowe, które również dotyczyło muzyki. Ewolucja gatunków muzycznych i kultury panującej na Południowym Bronksie stanowiły punkt zaczepienia do nakręcenia „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale”.

    Po zakończeniu II wojny światowej niebywałą wręcz popularność w czwartej co do wielkości dzielnicy NYC osiągnęło mambo. Henry Chalfant wraz ze swoimi kompanami wyjaśnił w dokumencie sprzed dziewięciu lat, w jaki sposób kubański nurt muzyczny przyjął się na nowojorskim gruncie. Jak można domyślić się, kilka dekad temu latynoscy imigranci nieco zmodyfikowali tę muzykę, a następnie rozpoczęli organizowanie imprez spod szyldu mambo na terenie Południowego Bronksu. Za sprawą takich postaci, jak Eddie Palmieri, Ray Barreto i Tito Puente, wieści o tym ruchu rozprzestrzeniły się błyskawicznie. W następnych latach mambo przeistoczyło się w salsę, jeszcze bardziej taneczny i zarażający pozytywną energią styl. Latynoscy muzycy nie tylko grali w klubach, ale także występowali na imprezach ulicznych, co jest świetnym dodatkiem do wszystkich anegdot w „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale”. Wydaje się to niesamowite, lecz niektórzy z nich, jak Palmieri dawali niesamowite popisy, jednocześnie grając, śpiewając i tańcząc. Wszyscy muzycy z kręgu salsa byli także świadkami powstania na Południowym Bronksie w latach 70.tych hip hopu.

    „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale” gładko przechodzi z historii poświęconych mambo do pierwszych lat kultury hip hopowej. Henry Chalfant był naocznym świadkiem formowania i kształtowania się hip hopu, wykorzystując całą wiedzę nabytą w tamtym okresie przy produkcji tego dokumentu. Całość rozszerzył o liczne wywiady z kluczowymi postaciami odpowiedzialnymi za latynoską część tej kultury. W drugiej połowie godzinnego filmu poznajemy transformację salsy w rap, muzyków grających mambo w DJ’ów odpowiedzialnych za imprezy w klubach i tzw. block parties, zaś tancerzy puente w bboyów i b-girls. DJ Disco Wiz (pierwszy latynoski hip hopowy DJ) czy The Mean Machine (pierwsza latynoska formacja rapowa, która liczyła się na scenie) to tylko część latynoskiego wkładu w hip hop. „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale” przybliża innych pionierów hip hopowych, ale też zawiera jedno istotne przeinaczenie. W czasie trwania dokumentu niewłaściwie i niewystarczająco wyjaśniono pierwsze lata hip hopu, przez co osoba z zewnątrz może nieopatrznie zrozumieć, że założycielami tego ruchu byli tylko Latynosi. Wystarczyło wspomnieć o pozostałych nacjach, co nie zajęłoby dużo czasu. Pomijając powyższe faux pas dokument wypada w jak najbardziej korzystnym świetle.

    Większość osób poznaje hip hop jedynie powierzchownie, co nie należy do żadnego novum. Jeżeli jednak ktokolwiek zechciałby poszerzyć swoje horyzonty i zbadać korzenie kultury hip hopowej, to „From Mambo to Hip-Hop – A South Bronx Tale” jest przeznaczone dla niego. Zresztą nie tylko osoby słabo zaznajomione z tym ruchem mogą sięgnąć po ten dokument, ale też wszyscy pozostali, nawet jeżeli poszczególne osoby „siedzą w temacie” od dawna. Henry Chalfant wraz ze swoimi kompanami uchwycił tematykę narodzin hip hopu (oraz ukazujący mambo i salsę) z zupełnie innej perspektywy, tworząc pouczający i znakomicie przybliżający historię Południowego Bronksu z XX wieku, w którym narodziła się cała ta kultura.

    Na koniec artykułu krótka informacja dotycząca pewnego projektu szykowanego od dłuższego czasu przeze mnie. Jeszcze w tym roku Na początku 2016 roku pojawi się na U Call That Love pierwsza część mini-serii publikacji poświęconych filmom o hip hopie. Stay tuned!

  • Lost and found: Down To Erf – Down Ta Erf

    Lost and found: Down To Erf – Down Ta Erf

    2–3 minut

    Zakładając cykl „Lost and found” przyzwyczaiłem wszystkich do prezentowania rzeczy ulokowanych w granicach Wielkiego Jabłka. Nie przeczę, był to celowy zabieg, gdyż niezmiernie fascynuję mnie to, co działo się na undergroundowej scenie połowy lat 90.tych właśnie w Nowym Jorku. Idąc dalszym tropem postanowiłem trochę wychylić nosa spoza granic Stanów Zjednoczonych, trafiając na ich sąsiada – Kanadę.

    Toronto – największe miasto Kanady i stolica prowincji Ontario. To tutaj wychowali się i stawiali pierwsze kroki na muzycznej scenie bohaterowie dzisiejszej odsłony „Lost and found” – formacja Down To Erf. Grupa założona na początku lat 90.tych w składzie Mathematik (raper) oraz duet producentów – Wall & Steel. Pierwszym poważnym zaangażowaniem w kanadyjską scenę było wyprodukowanie przez Erf Productions singli dla takich wykonawców, jak Citizen Kane, Brass Tracks czy Sic Sense, którzy równie dobrze mogliby odwiedzić moją rubrykę. Wspólne nagrania skutecznie przyszykowały grunt do EP-ki zespołu, która ukazała się w 1997 roku.

    Materiał zatytułowany „Down Ta Erf (EP)” (w sieci można spotkać inny tytuł płyty – „Down To Erf”) wypuszczony został przy współpracy z BeatFactory Music, wytwórni skupiającej w swoich szeregach stricte undergroundowych twórców. Oficjalne demo prezentowało bardzo wysoki poziom i odbiło się dość szerokim echem w podziemnych kanałach. Za dobry, aby go przeoczyć – tak pokrótce można opisać tę EP-kę. Mathematik odpowiada tu za wszystkie rymy, błyszcząc swoją inteligencją, którą dostarcza w bardzo gładki sposób. Produkcja duetu to klasyczny do szpiku manewr, eksploatujący jazzowe sample, okraszone odpowiednimi bębnami, zmuszające do bujania głową. Całość stanowi bardzo ambitny, ale również laid backowy produkt.

    Moim faworytem jest bezsprzecznie utwór otwierający demo „Insertion Of Thought” poprzedzony intrem z nieco chaotycznym podkładem. Najbardziej esencjonalne nagranie grupy, które tworzy wizytówkę zespołu. Jednak nie bójcie się, dobrych momentów na tym wydawnictwie jest o wiele więcej.

    Grupa kontynuowała pracę przy okazji solowego materiału Mathematika. Trochę trudno mówić tu o solo, gdyż większość materiału wyprodukowana została przez Erf Productions. Jako ciekawostkę można dodać, że na „Ecology” jedynym gościem była Bahamadia. Co prawda Mathematik wydał jeszcze jeden longplay „No Division 2.1.” (Project: Mooncircle, 2005) jednak już bez udziału swoich producenckich przyjaciół.

    Niebywałą gratka dla fanów zespołu było wypuszczenie w bieżącym roku „Treehouse Presents The Rare & Unreleased EP Vol 2”, do którego przyczyniła się tak namiętnie przeze mnie wspominana oficyna Chopped Herring Records. Na materiale pojawiły się dwie ścieżki, których nie zamieszczono na EP-ce – „Mime” oraz „It Was I”. Winyl ukazał się w limitowanej ilości 150 kolorowych płyt oraz 200 utrzymanych w klasycznej, czarnej kolorystyce.

    Aktualizacja: W 2021 roku 90s Tapes – sublabel HHV.DE – zaprezentował reedycję „Down Ta Erf”*. Wydawnictwo rozszerzono o dodatkowe utwory, zamykając ostateczną tracklistę na 13 nagraniach. Album pojawił się w sprzedaży w na kasetach, kompaktach i winylach, które rozeszły się błyskawicznie. W tej chwili można zaopatrzyć się w materiał w wersji cyfrowej na Bandcampie.

    Discogs: Down To Erf – „Down Ta Erf”

    Tracklista

    1. Insertion Of Thought
    2. Formation
    3. Rhyme Trainin’
    4. Ta Each Iz Own
    5. Learn To Earn
    6. On My Mind
    7. Relative Evidence
    8. State Of The Art
    9. AfterMath
    10. M.I.M.E.
    11. B Sides
    12. Ta Each Iz Own Remix
    13. S.O.S.

    *Pod tą nazwą najczęściej można obecnie znaleźć nagrania tej grupy

  • Lost and found: Reggie Capers – Suspect EP

    Lost and found: Reggie Capers – Suspect EP

    1–2 minut

    Po dłuższej przerwie powracamy do cyklu „Lost and found”. Queens, jeden z pięciu okręgów położony w zachodniej części wyspy Long Island. Bez wątpienia jedna z najważniejszych dzielnic związanych z kulturą hip hopową w Stanach Zjednoczonych. Kolebka wielu wybitnych imion, które z powodzeniem wpisały się w kanon rapowego środowiska. Mobb Deep, Lost Boyz, Nas czy MC Shan to tylko wierzchołek, a zarazem fundament góry lodowej, artystów związanych z Queens.

    Jednym z artystów, którego inicjały na próżno stawiać obok ww. raperów, jest Reggie Capers. Dobrze zapowiadający się Emcee debiutował dwunastką „She Can’t Love You” wydaną przez niezależny label RSGM Records. Na wydawnictwo trafiły trzy premierowe utwory w tym tytułowy singiel, utrzymany bardziej w konwencji charakterystycznej dla R&B i tym samym kontrastujący z dwoma szorstkimi i wyrazistymi trackami „Do It Like That” oraz „Mo’ Bang”.

    Dwa lata później nakładem SPR ukazuje się chyba najbardziej znany utwór Capersa„Suspect”. Tematyka typowo w klimatach Queens, produkcja autorstwa Son Of Sam Ewena (aka Sam) oparta na dudniącym basie i minimalistycznym samplu również nie pozostawia złudzeń skąd wywodzi się rap Reggie’ego. Jak na underground kawałek okazał się umiarkowanym hitem, jednak nie pozwolił artyście przebić się i zrzeszyć wokół swojej osoby większego grona słuchaczy.

    Po wydaniu drugiego singla słuch o raperze kompletnie zanikł. Spowodowane było to m.in. przeprowadzką Capersa na południe. W 2013 roku artysta wrócił do łask starszych słuchaczy za pomocą wytwórni Dope Folks, która postanowiła wydać „Suspect EP”. Limitowana edycja (300 kopii) oprócz singlowego utworu zawiera dwa niepublikowane wcześniej nagrani – „I Apologize” oraz „Servin MC’s”. Wydanie winylowe projektu zostało już wyprzedane.

    Discogs: Reggie Capers – „Suspect EP”

    Tracklista

    Strona A

    A1 Suspect (prod. Son Of Sam Ewen aka Sam)
    A2 Servin’ MC’s (prod. Brother Black)
    A3 I Apologize (prod. Brother Black)

    Strona B

    B1 Suspect (Radio) (prod. Son Of Sam Ewen aka Sam)
    B2 Servin’ MC’s (Radio) (prod. Brother Black)
    B3 Suspect (Instrumental) (prod. Son Of Sam Ewen aka Sam)

  • Lost and found: DJ Stitches & Rhyme Valore – Another Sleepless Night

    Lost and found: DJ Stitches & Rhyme Valore – Another Sleepless Night

    2–4 minut

    W dzisiejszych czasach mocno cieszy fakt, że powstają wytwórnie lubujące się w odgrzebywaniu zaginionych taśm z okresu lat 90.tych. Jedną z nich, a była to Chopped Herring Records, wspominałem przy okazji projektów Shadez Of Brooklyn czy Dysfunkshunal Familee, których wznowione materiały pojawiły się w katalogu owego labela. Kolejnym wydawnictwem muzycznym, które specjalizuje się w rzadkich, niewydanych wcześniej projektach jest Dope Folks Records. Pomimo tylko 4-letniego stażu wytwórnia może pochwalić się całkiem niezłym, jak na underground, katalogiem płytowym (ponad 80 pozycji). Jedną z ostatnich pozycji, które ukazały się spod szyldu Dope Folks, jest wspólny album duetu DJ Stitches & Rhyme Valore zatytułowany „Another Sleepless Night”.

    Charlie Rock, znany szerzej jako DJ Stitches, jest idealnym przykładem jak brutalny może być przemysł muzyczny. Wszystko zaczęło się w późnych latach 70.tych, kiedy to zafascynowany gramofonami Charlie postanowił na poważnie zając się DJ’ingiem. Na Long Island poznał Rakima, z którym chodził do jednej szkoły, natomiast po przeprowadzce na północ do Amityville wpadł na chłopaków z De La Soul. Wspólne jamy w domu należącym do matki Charlie’ego przyniosły rezultaty w postaci takich nagrań, jak „Plug Tunin’” czy „Potholes” (późniejsze „Buddy”) dobrze znane z dyskografii De La. W momencie, gdy zespołem zainteresował się Prince Paul, DJ Stitches został odsunięty na drugi plan. Złożyło się na to kilka historii, ale całą sytuację związaną z triem dobrze obrazują słowa zawarte w jednym z wywiadów udzielonych przez Rocka:

    I’m always „the other member” that they mention but never mention my name, because there’s a little bit of bad blood. I felt, „Alright, you guy’s are taking the record deal, Prince Paul is hooking you up,” and me and Paul were never friends.

    Kolejnym epizodem jest znajomość z Dumarem Israelem, co w efekcie doprowadziło do powstania Class A Felony. Podobno na wspólny album panowie mieli zaklepane pięć utworów z samym 45 Kingiem oraz współpracę z Diamondem D, jednak śmierć przyjaciela pokrzyżowała plany. Należy również wspomnieć, że duet dołączył do Mercury Records w tym samym czasie, co Black Sheep. Kto wie jak wyglądałaby obecna sytuacja, gdyby… no właśnie.

    Wróćmy jeszcze na chwilę do wspomnianego wcześniej Rakima. Mówi się, że we wczesnych latach 90.tych po rozpadzie duetu z Erikiem B., raper szukał kogoś, kto będzie odpowiedzialny za warstwę muzyczną na jego nowym projekcie. Produkcje DJ’a Stitchesa wpadły w ucho Rakimowi, który jednak nie użył ich nigdy na żadnym swoim albumie.

    Trochę historii za nami, skupmy się więc na „Another Sleepless Night”. Początki współpracy z Rhyme Valore datuje się na rok 1992. W tamtym okresie powstało sporo różnych nagrań, lecz jedynie dwa z nich ujrzały światło dzienne. Były to „These Are The Dayz” oraz „Top Emcee” wydane przez WaxWerkz… dopiero w 1997 roku. Mniej więcej w tym samym okresie Rhyme Valore można było trafić na projekcie… Prince Paula„Horror City 1995 Demos”. Po latach milczenia Dope Folks zebrało stare nagrania zespołu wypuszczając całość na limitowanej dwunastce (do sprzedaży przeznaczono 300 kopii). Cóż można powiedzieć o EP-ce? Kawał klasycznego rapu, znajome sample, Stitches w roli producenta wywiązał się bez zarzutów. W sumie zamieszczono 7 utworów i z tego, co zapewnia wytwórnia – dotłoczenie nie jest przewidziane.

    Zachęcam do zapoznania się z „Another Sleepless Night”, a nawet do zakupu materiału, co można uczynić na Big Cartelu.

    Discogs: DJ Stitchies & Rhyme Valore„Another Sleepless Night”

    Tracklista

    Strona A

    A1 Sleepy Theme
    A2 In Da World
    A3 These Are The Dayz
    A4 Method Of Madness

    Strona B

    B1 Top Emcee
    B2 People
    B3 Let It Rain

  • NBA sprzed lat: Galeria Sław – Hakeem Olajuwon

    NBA sprzed lat: Galeria Sław – Hakeem Olajuwon

    7–11 minut

    69. sezon NBA już rozpoczęty. Po pierwszych meczach nie należy wysuwać daleko idących wniosków, aczkolwiek trzeba przyznać, że w przypadku niejednej drużyny szybko zrobiło się ciekawie. W Chicago drżą o zdrowie Derricka Rose’a, który zdążył już opuścić jedno spotkanie ze względu na skręcone kostki, a w Oklahomie odmawiają zdrowaśki za zakończenie feralnej passy związanej z kontuzjami graczy Thunder. Kobe Bryant walczy z całych sił, ale musi przyzwyczaić się do tego, że ten sezon szybko Los Angeles Lakers spisze na straty. Marcin Gortat prezentuje się dobrze, podobnie zresztą jak chociażby back court Golden State Warriors. Jednak na tym koniec tematyki dotyczących obecnego sezonu najlepszej ligi świata, gdyż w drugiej odsłonie cyklu „NBA sprzed lat” skupimy się na czymś zupełnie innym, bowiem na sylwetce jednego z najwybitniejszych koszykarzy w dziejach, Hakeema Olajuwona.

    Każda osoba zaznajomiona z historią NBA powinna posiadać utworzoną listę z najbardziej niedocenianymi graczami w historii. W moim zestawieniu pierwsze miejsce okupuje koszykarz, który zupełnie nie wiadomo z jakich powodów, nie otrzymuje od ludzi takiego szacunku, na jaki bez dwóch zdań zasługuje. W tym miejscu mam na myśli Hakeema Olajuwona. Pochodzący z Nigerii zawodnik ma za sobą piękną karierę zawodową i pełno osiągnięć indywidualnych i zawodowych. Jednak z pewnych względów ten niesamowity center nigdy nie jest wymieniany jednym tchem obok największych koszykarzy w historii, do tego wiele osób umieszcza innych środkowych wyżej w swoich rankingach. Wszystko to bierze się z niedoceniania Olajuwona i braku kompletnej wiedzy odnośnie jego dokonań.

    Nie mam zamiaru tutaj podawać dokładnej biografii urodzonego w 1963 roku w Lagos koszykarza, każdy może zapoznać się z tym odwiedzając Wikipedię. Pozwolicie, że jedynie wybiorę poszczególne fakty z jego życiorysu, aby jak najlepiej oddać wielkość „The Dreama” i udowodnić, że zasługuje on na znacznie większy szacunek. Olajuwon poznawał tajniki koszykarskiego rzemiosła na University of Houston, do którego ściągnął jego trener Guy Lewis. Już na pierwszym roku ówczesny Akeem zdradzał nieprzeciętny talent, co szybko dostrzeżono w uniwersyteckiej drużynie Cougars. Walory defensywne i ofensywne centra w oka mgnieniu obiegły Stany Zjednoczone, co doprowadziło do tego, że będąc jeszcze nastolatkiem aspirował on do miana największych koszykarskich talentów pierwszej połowy lat 80.tych. Młodziana docenił ówczesny gigant NBA, Moses Malone, który reprezentując barwy Houston Rockets udzielał Olajuwonowi lekcji. Jak się później okazało, uczeń przerósł swojego mistrza.

    Jeżeli mówimy o czasach uniwersyteckich, to należy jeszcze wspomnieć o dwóch istotnych wydarzeniach. Właśnie na University of Houston poznał swojego przyszłego przyjaciela, Clyde’a Drexlera. Natomiast rozgrywki NCAA pokazały, jak koszykówka może być piękna, a także niewdzięczna. W barwach Cougars Olajuwon w latach 1983-84 docierał do Final Four lecz za każdym razem musiał przełykać gorycz porażki. Najbardziej niewdzięczna okazała się porażka w 1984 roku, gdyż w finałowym spotkaniu Houston poniosło klęskę w starciu z Georgetown, którymi dowodził Patrick Ewing. „The Dream” nie zapomniał nieudanych podejść do zdobycia tytułu mistrza NCAA, co tak naprawdę wyszło mu na dobre, gdyż wyzwoliło w nim prawdziwego ducha i zahartowało na zmierzenie się z wymogami NBA.

    Hakeem Olajuwon przystąpił do draftu w 1984 roku, który następnie okazał się najsilniejszy w historii (właśnie 30 lat temu wybierano Michaela Jordana, Charlesa Barkleya, Johna Stocktona, Alvina Robertsona, Kevina Willisa czy Sama Perkinsa). Uznawany wówczas za najbardziej perspektywicznego centra młodego pokolenia (obok ww. Ewinga, Sama Bowie’ego i Davida Robinsona), pochodzący z Nigerii koszykarz trafił z numerem 1 do Houston Rockets. Jak sam przyznał, był on wielce usatysfakcjonowany takim obrotem spraw, ponieważ nie dojść, że nie musiał zmieniać miejsca zamieszkania, to jeszcze otrzymał okazję stworzenia silnego front courtu kierowanego przez Ralpha Sampsona. Ponadto „The Dream” miał przed sobą wypełnienie luki pod koszem po odejściu Mosesa Malone’a, który wtedy grał dla Philadelphii 76ers.

    NBA sprzed lat: Galeria Sław - Hakeem Olajuwon
    Hakeem Olajuwon i Patrick Ewing podczas finałów NBA w sezonie 1993/94

    W pierwszych latach kariery zawodowej bohater tego artykułu wspólnie z Ralphem Sampsonem stworzyli skuteczny i świetnie rozumiejący się duet podkoszowy. W 1986 roku przy wsparciu m.in. Johna Lucasa i Lewisa Lloyda doprowadzili Houston Rockets do finałów NBA, w których musieli uznać wyższość jednej z najlepszych drużyn tamtego okresu, Boston Celtics. W następnych latach HOU regularnie meldowało się w play-offach, ale nie odnosili w nich większych sukcesów. Po przebudowie drużyny na przełomie lat 80. i 90.tych, w końcu pojawiły się lepsze perspektywy dla Olajuwona. Wraz z Kennym Smithem, Vernonem Maxwellem, Mario Elie, Samem Cassellem, Otisem Thorpe’em, Robertem Horrym i innymi zbudowali oni team będący w stanie włączyć się do walki o mistrzostwo NBA. Prowadzeni przez znakomitego trenera, Rudy’ego Tomjonovicha, po raz pierwszy przeszli początkową rundę rozgrywek posezonowych w sezonie 1992/93.

    Rok później, „The Dream” dał niesłychany popis umiejętności, zanosząc na swoich plecach Rockets do finałów NBA. W nich Houston zmierzyło się z New York Knicks. Ponownie doszło do wielkiego pojedynku pomiędzy Olajuwanem a Ewingiem. Jednak tym razem center HOU, który wcześniej odebrał nagrodę MVP sezonu regularnego, nie dał się stłamsić i przy wsparciu swoich partnerów z drużyny w popisowy sposób rozprawił się z NYK (wygrana w serii 4-3). Po zdobyciu mistrzostwa „The Dream” dokonał kolejnej wielkiej rzeczy, gdyż następny sezon zakończył udaną obroną tytułu. Po drodze na sam szczyt gwiazda Houston upokorzyła w Finałach Konferencji Zachodniej wielkiego Davida Robinsona (słynne „Dream Shake” w starciu podkoszowych tytanów, które uznano później za największy pojedynek 1 vs 1 w historii play-offów). Druga z rzędu wygrana w lidze (tzw. back to back) odbyła się przy udziale ww. Clyde’a Drexlera. Olajuwon i spółka odprawili z kwitkiem (sweep 4-0) młody zespół Orlando Magic, który prowadzili wtedy do boju Shaquille O’neill i Penny Hardaway. Po finałach z 1995 roku Shaq przyznał, że w żaden sposób nie potrafił złamać „The Dreama”. W obu wygranych finałowych seriach Olajuwon był zdecydowanie najlepszy na parkiecie. Komisarz ligi, David Stern, dwukrotnie wręczył jemu statuetki MVP finałów w latach 1994-95.

    W czym tkwiła wielkość Olajuwona? Wszystko sprowadzało się tak naprawdę do trzech rzeczy – niesamowitego serca do walki, niebywałej pracy nóg i wszechstronności. „The Dream” jak mało kto inny wkładał w swoją grę wszystko to, co miał najlepsze do oddania i zaoferowania. Nigdy nie poddawał się, nie poprosił o transfer do innego klubu, w którym miałby lepsze perspektywy na zdobycie mistrzowskiego pierścienia. Walczył na parkiecie jak lew i pomagał partnerom z zespołu stać się lepszymi koszykarzami. O jego magicznej pracy nóg i zwodach w post-up powstało już dziesiątki artykułów (jeżeli chcecie porównać jego z obecnymi gwiazdami NBA, to obejrzyjcie kilka materiałów video ze wspólnych sesji treningowych Hakeema i Dwighta Howarda, LeBrona Jamesa czy Carmelo Anthony’ego). Przy jego wzroście żaden inny gracz nie posiadał takiej zwinności, gibkości i ruchów wręcz zarezerwowanych jedynie dla obrońców. „The Dream” urodził się z tym, podobnie jak Kareem-Abdul Jabbar ze sky hookiem, a Michael Jordan z ogromną wolą zwyciężania i współzawodnictwa. Większość osób, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, pamięta Olajuwona jedynie jako centra potrafiącego zdobywać punkty, zaliczać zbiórki i bloki. Zapomina się przy tym, że był on nieprawdopodobnym dominatorem po obu stronach parkietu, zarówno w obronie, jak i w ataku. W jednym sezonie Hakeem potrafił znaleźć się w TOP 10 pod względem liczby zdobywanych punktów, zbiórek, bloków, przechwytów i skuteczności z gry! Skupiając na sobie uwagę kilku obrońców potrafił odegrać w błyskotliwy sposób piłkę nieobstawionemu partnerowi z drużyny. Przy przekazywaniu krycia potrafił nadążyć za rozgrywającym i rzucającym obrońcom przeciwnego teamu, o czym boleśnie przekonał się na własnej skórze m.in. John Starks w decydującej akcji 6. meczu w finałach z 1994 roku (po tym spotkaniu JS nie był już takim samym zawodnikiem, jak wcześniej).

    Na osobną wzmiankę zasługuje też inny fakt. Hakeem Olajuwon wcale nie mierzył 7’0″, tylko 6’10”-6’11”. We wcześniejszych latach, NBA była nastawiona na niesłychanie fizyczną walkę i każdy wielki gracz musiał wykazywać się niesamowitą sprawnością i wytrzymałością. Silni skrzydłowi nie uciekali daleko poza trumnę, było niewielu tzw. stretch four, wszyscy pchali się pod kosz i toczyli ze sobą wyniszczające boje. Lider wszech czasów pod względem zaliczonych bloków potrafił znakomicie poradzić sobie z każdym i przez większość swojej kariery omijały jego kontuzje. Wszystko to nie miałoby miejsca, gdyby nie jego etyka pracy i dyscyplina, które pozwoliły jemu dojść na sam szczyt.

    W mojej ocenie, Hakeem Olajuwon jest najwybitniejszym centrem, jaki kiedykolwiek pojawił się na koszykarskich parkietach na całym świecie. W moim pick-up teamie „The Dream” grałby obok ww. Stocktona, Jordana i Barkleya oraz Scottie Pippena i jestem głęboko przekonany, że tak stworzona drużyna byłaby w stanie wygrać z każdą inną. Ludzie szybko zapomnieli o dokonaniach Hall-of-Famera z 2008 roku, przez co w niejednym rankingu wyżej od niego ustawiani są inni środkowi. Jednymi z nielicznych osób pamiętających o jego wielkości są Kenny Smith, Robert Horry i MJ, który wielokrotnie podkreślał fakt, jakim niezrównanym koszykarzem był ten center. Jednak to nie Kareem, Wilt Chamberlain, Bill Russell, Shaq, Robinson, Ewing potrafili niemal w pojedynkę dokonać pięknych i niezwykłych rzeczy. W 1994 roku nie miał on ani jednego gracza w drużynie formatu All-Star, a mimo tego w fenomenalny sposób zdobył mistrzostwo! To nie oni potrafili całkowicie zdominować przeciwnika czyniąc to z finezją, gracją i polotem. Gra „The Dreama” była czystą poezją, która nigdy nie powróci już do NBA. Legenda Houston Rockets zasłużyła sobie na znacznie większy szacunek i każdy sympatyk koszykówki powinien o tym pamiętać.

    Na koniec pewna anegdota dotycząca „Dream Shake”. W 1995 roku nagrodę MVP sezonu regularnego otrzymał David Robinson. David Stern wręczył mu nagrodę przed rozpoczęciem pierwszego meczu Finałów Konferencji Zachodniej w San Antonio. Hakeem Olajuwon, zwykle cichy i spokojny, siedząc na ławce rezerwowych i oglądając całą ceremonię, poczuł się tym mocno dotknięty i powiedział głośno: – Jak oni mogą mnie tak nie szanować? To jest moja nagroda! Wszyscy gracze Houston Rockets byli niemalże w szoku, ponieważ nikt nie spodziewał się takiej reakcji ich lidera, ale też wiedzieli, iż w serii ze Spurs czeka na nich „The Dreama”, jakiego wcześniej nie spotkali. Robert Horry przyznał po latach, że po tych słowach każdy zawodnik HOU jeszcze bardziej uwierzył w siebie. Jakby tego było mało, to zdecydowanej większości zagrań z repertuaru Hakeema, które pojawiły się w „Dream Shake”, nigdy nie widzieli nawet na treningach. W taki sposób została zapisana jedna z piękniejszych kart w historii NBA. David Robinson przez długie lata nie mógł później spać spokojnie (koszmary pewnie ustąpiły po zdobyciu przez niego pierwszego mistrzostwa w 1999 roku).

    Poniżej znajdziecie film dokumentalny, „It Changed Everything”. Dokument nakręcony po wygraniu przez Rockets mistrzostwa w 1994 roku pokazuje długą wędrówkę Hakeema Olajuwona po zasłużony pierwszy pierścień w karierze.

  • Premiery płytowe na jesień 2014 (część II)

    Premiery płytowe na jesień 2014 (część II)

    9–13 minut

    W ubiegłą środę opublikowałem pierwszą część premier płytowych na jesień 2014 roku. W poprzednim wydaniu tej mini-serii przedstawiłem pokrótce wybrane projekty, które trafiły do obiegu od 23 września do 21 października. W zestawieniu ująłem nowe wydawnictwa milo, Paula White’a, Diamond District, DJ’a JS-1, Army Of The Pharaohs, K-Defa & 45 Kinga, Bishopa Nehru & MF Dooma, Flying Lotusa i innych wykonawców. W drugiej odsłonie cyklu umieściłem wszystkie pozostałe ważne płyty oczekiwane tej jesieni.

    Black Milk - If There's A Hell Below

    Apollo Brown & Ras Kass„Blasphemy” (28 października, Mello Music Group)

    Apollo Brown należy do grona najbardziej zapracowanych producentów. Tylko w tym roku artysta nagrywający dla Mello Music Group wydał solową płytę „Thirty Eight” oraz wespół z Verbal Kentem i Red Pillem „Ugly Heroes EP”. Teraz przyszedł czas na kolejne wyzwanie – wspólny album z Ras Kassem. „Blasphemy” elektryzowało wielu przedstawicieli mediów i słuchaczy od kilku tygodni i wszystko wskazuje na to, że o tym materiale powstanie niejeden artykuł.

    Black Milk„If There’s A Hell Below” (28 października, Computer Ugly)

    Black Milk po wydaniu w październiku ub.r. „No Poison No Paradise” ochoczo zabrał się do dalszej pracy. Na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy powoli rozwijał on działalność własnego labelu Computer Ugly, dorzucając do tego instrumentalną płytę „Glitches In The Break”. Od dłuższego czasu raper/producent z Mo-Town zapowiadał swój kolejny longplay, „If There’s A Hell Below”. Jeden z ważniejszych albumów tej jesieni.

    Run The Jewels (El-P & Killer Mike) – „Run The Jewels 2” (28 października, Mass Appeal Records)

    Już na początku roku można było w ciemno obstawiać, że druga płyta Run The Jewels odbije się głośnym echem na scenie muzycznej. Tak też się stało. Co prawda El-P & Killer Mike zmienili wydawcę (Mass Appeal Records zajęło miejsce Fool’s Gold Records) lecz klimat nagrań na „Run The Jewels 2” pozostał taki sam, jak na poprzednim materiale. Jedna z najgłośniejszych tegorocznych premier, a to jeszcze nie koniec, ponieważ w przygotowaniu jest jedyne w swoim rodzaju przedsięwzięcie „Meow The Jewels”.

    Gabriel Teodros & SoulChef„Evidence Of Things Not Seen” (28 października, Self-released)

    Niezależny producent SoulChef sprawnie działa w undergroundzie. Jednym z singli promujących jego tegoroczny album – „Food For Thought” – był utwór nagrany z Gabrielem Teodrosem, „Black Love”. Obaj artyści postanowili ściślej współpracować ze sobą, co doprowadziło do powstania płyty „Evidence Of Things Not Seen”. Amerykańsko-nowozelandzka kooperacja na wysokim poziomie artystycznym.

    Dday One„Dialogue with Life” (28 października, Content (L)abel)

    28 października trafił do obiegu kolejny album jednego z moich ulubionych współczesnych producentów, Dday One’a. Założyciel wytwórni płytowej „Content (L)abel” opublikował kolejną instrumentalną płytę, „Dialogue with Life”. Kalifornijski mistrz tworzenia rozbudowanych i niesłychanie klimatycznych utworów nadal trzyma wysoki poziom. Jego najnowszy projekt to świetny następca „Mood Algorithms” z 2011 roku.

    Mike Mictlan„HELLA FRREAL” (28 października, Doomtree Records)

    W ostatnim czasie Doomtree Records wypuściło dwie płyty – „Field Notes EP” oraz „HELLA FRREAL” Mike’a Mictlana. Drugi z ww. członków Doomtree przygotował mini LP stanowiące kontynuację jego specyficznych eksperymentów muzycznych ze „SNAXXX” czy „Hand Over Fist”. Projekt promowany singlem „CLAPP’D” wyprodukowali Cecil Otter, RedVelvet Beats, 2% Muck, 1990, JuanL, Mike Frey i Lazerbeak.

    Adlib„The HighWay” (28 października, The Last Man/Sensi Star)

    Filadelfijscy twórcy znani są z wypuszczania porządnie brzmiących płyt. 28 października ukazał się nowy album rapera z Pensylwanii, Adliba. Jak utrzymuje Emcee, „The HighWay” to jego najdoskonalsze dotychczasowe dzieło, przy którym spędził dużo czasu. W osiągnięciu końcowego efektu pomogli m.in. Madchild, J.O the Last Man, Ali Armz, Shabaam Sahdeeq i Rob The Viking. Materiał trafił do sprzedaży dzięki The Last Man/Sensi Star.

    Infinito 2017„Single Consciousness My Independent Mine” (28 października, Joe Left Hand Records)

    Jeden z liderów undergroundowego crew Nacrobats z Chi-Town, Infinito 2017, nieprzerwanie dostarcza nam nowej muzyki. Niezwykle produktywny artysta może pochwalić się mocno rozbudowaną dyskografią, do której pod koniec października dopisał kolejną pozycję. „Single Consciousness My Independent Mine” w piękny sposób nawiązuje do poprzednich dokonań chicagowskiego wykonawcy. Wydawnictwo przeznaczone dla słuchaczy poszukujących niezależnego rapu w starym-dobrym wydaniu.

    Looptroop Rockers„Naked Swedes” (29 października, David vs. Goliath)

    Od lat szwedzka formacja Looptroop Rockers należy do jednych z najbardziej szanowanych i rozpoznawalnych europejskich zespołów. Promoe i spółka posiadają wielu fanów w różnych zakątkach świata, którzy na pewno od tygodni nie mogli doczekać się premiery nowej płyty grupy, „Naked Swedes”. Skandynawowie najlepsze lata swojej działalności mają już za sobą lecz wcale nie oznacza to, iż nagrywają obecnie bezwartościową muzykę.

    Chill Bump„Ego Trip” (1 listopada, Self-released)

    W 2012 roku francuski duet Chill Bump wypuścił serię ciepło przyjętych EP-ek – „Starting From Scratch”, „Hors Série”, „Back To The Grain”, „Hidden Strings” i „The Loop”. Po blisko dwóch latach przerwy od wydania ostatniego projektu Miscellaneous (raper) i Bankal (DJ/producent) postanowili wydać własnym sumptem pierwszy pełny album. Płyta zapowiadana singlami „The Memo” i „One Way Ticket” może być jedną z ciekawszych jesiennych produkcji.

    Lee Bannon„Main/Flex” (4 listopada, Chillectro/Babygrande Records)

    Amerykański producent Lee Bannon współpracował już z Plug Research czy Ninja Tune. Przy swoim kolejnym materiale, „Main/Flex”, artysta pochodzący z Sacramento podjął kolaborację z Babygrande Records. Kalifornijczyk znany jest z łączenia niekiedy bardzo odmiennych nurt muzycznych ze sobą. Nie inaczej powinno być na jego nowym albumie, na którym pojawią się Hak (Ratking), Charlie Benante (Anthrax) oraz Deejay Earl (TEKLIFE).

    Hassaan Mackey & Kev Brown„That Grit” (4 listopada, Ill Adrenaline Records/Low Budget Records)

    Low Budget Crew znowu daje znać o sobie. Doczekaliśmy się wspólnej płyty najważniejszej postaci tego kolektywu – Keva Browna – oraz Hassaana Mackeya. „That Grit” będzie tym samym kolejną okazję ku temu, aby raper znajdujący się niegdyś na liście Rawkus50 w końcu zdobył większe uznanie w środowisku. Album trafił na półki sklepowe nakładem Ill Adrenaline Records/Low Budget Records. W przyszłym tygodniu premiera winylowego wydania projektu.

    Wax Tailor„Phonovisions Symphonic Orchestra” (4 listopada, Le Plan Music)

    Powszechnie znany francuski producent, Wax Tailor, niebawem dopisze do swojej dyskografii kolejną pozycję. Jeden z najbardziej znanych europejskich przedstawicieli muzyki około hip hopowej wydaje „Phonovisions Symphonic Orchestra”. Rozszerzony projekt powstał przy udziale Symphonic Orchestry, dzięki czemu można spodziewać się nad wyraz eklektycznej produkcji. Single zapowiadające materiał – „Que Sera” i „Something” – zapowiadają wyrafinowaną muzykę.

    Thrupence„Lessons (Originals Mixtape 4)” (7 listopada, Future Classic)

    W latach 2010-12 australijski producent Thrupence wypuścił kilka dobrze przyjętych projektów. Po dwuletniej przerwie szalenie uzdolniony twórca szykuje kolejną płytę, „Lessons (Originals Mixtape 4)”. Zamieszkały w Melbourne artysta przygotowuje wydawnictwo dużego kalibru, o czym dobitnie świadczą single zapowiadające LP – „Don’t You Mind” oraz „Silk”. Nadchodzi jeden z ciekawszych instrumentalnych albumów tego roku.

    The 1978ers (yU & Slimkat) – „People Of Today” (11 listopada, Mello Music Group)

    Artyści rodem z DMV ożywili się w tym roku. Jeden z członków Diamond District, yU, realizuje swój projekt ze Slimkatem w ramach działalności grupy The 1978ers. „People Of Today” nie powinno znacząco różnić się od dotychczasowych nagrań tych artystów, którzy kładą nacisk na duchowy i pozytywny wymiar swojej muzyki. Do pełnego albumu wprowadza krótki materiał „P.O.T. EP (Acts I,II, III)”.

    Serengeti„Kenny Dennis III” (11 listopada, Joyful Noise Recordings)

    Alternatywny raper wywodzący się z Chicago, Serengeti, przygotowuje się do wydania kolejnego solowego wydawnictwa. Po udziale w projekcie Sisyphus (skądinąd udane przedsięwzięcie) artysta związany z Anticonem szykuje następną odsłonę sagi o Kennym Dennisie. Na nadchodzącej płycie – „Kenny Dennis III” – chicagowski twórca przedstawi dalsze losy stworzonego przez siebie bohatera. Projekt ukaże się nakładem Joyful Noise Recordings.

    J-Zone„Lunch Breaks” (11 listopada, Redefinition Records)

    Szalenie sympatyczny artysta, dziennikarz muzyczny i aktywista hip hopowy w jednym, J-Zone, otrzymał wiele ciepłych słów za ubiegłoroczny album „Peter Pan Syndrome”. Po tej płycie nowojorczyk skoncentrował się na rozwoju swoich umiejętności grania na perkusji. Przełożyło się to na kilka singli i wydawnictwo „Lunch Breaks”. Wersja elektroniczna projektu ukazała się w lutym dzięki The Drum Broker, wydanie fizyczne materiału trafi do sprzedaży 11 listopada nakładem Redefinition Records.

    Omniscence„The Raw Factor” (11 listopada, Gentleman’s Relief Records)

    W historii rapu nie brakowało płyt, które z różnych względów ukazywały się wiele lat po planowanej premierze (lub w ogóle nie trafiały do obiegu). Podobny los spotkał album Omniscience’a, „The Raw Factor”. Po 18 latach od planowanej premiery materiał rapera z Północnej Karoliny wreszcie ujrzy światło dzienne. Głównym singlem pochodzącym z „The Raw Factor” jest nagranie „Touch Y’all”. Album w sprzedaży od 11 listopada.

    Blockhead - Bells and Whistles

    Hail Mary Mallon„Bestiary” (11 listopada, Rhymesayers Entertainment)

    Już dawno Rhymesayers Entertainment przyzwyczaił swoich sympatyków do wypuszczania muzyki na wysokim poziomie. Właśnie co najmniej porządnego wydawnictwa należy oczekiwać po Hail Mary Mallon. Aesop Rock, Rob Sonic i DJ Big Wiz przygotowują się do wydania drugiego longplaya. Zanosi się na to, że „Bestiary” trafi do szerokiego grona odbiorców wypatrujących godnej kontynuacji „Are You Gonna Eat That?” sprzed dwóch lat.

    Hellsent & Batsauce„Bat Outta Hell” (18 listopada, Galapagos4)

    Chicagowski underground przywodzi na myśl wielu utalentowanych artystów. Wśród nich znajdziemy Hellsenta. W połowie tego listopada doczekamy się premiery jego kolejnego albumu – „Bat Outta Hell”. Wydawnictwo w całości wyprodukuje producent z Florydy, Batsauce. Projekt zapowiada singiel „Bob Proctor”. Wydaniem longplaya zajmie się najbardziej uznana niezależna oficyna wydawnicza z Wietrznego Miasta, Galapagos4.

    Madlib & Freddie Gibbs„Knicks EP” (18 listopada, Madlib Invazion)

    Seria wspólnych EP-ek („Shame EP”, „Thuggin’” oraz „Deeper EP”) zakończona świetnie przyjętym longplayem „Pinata” została skrzętnie odnotowana przez wielu przedstawicieli mediów. Pod koniec roku doczekamy się kolejnej odsłony muzycznych wariacji obu twórców. „Knicks EP” to nic innego, jak zbiór remiksów i niepublikowanych dotąd nagrań pochodzących z sesji nagraniowych tych wykonawców. Wśród gości na tym materiale usłyszymy Actiona Bronsona, Joeya Bada$$a, Ransoma oraz BJ The Chicago Kida.

    Blockhead„Bells and Whistles” (18 listopada, Self-released)

    Jedna z ikon nowojorskiego undergroundu, Blockhead, regularnie dostarcza nam porcje nowej muzyki. Po czterech płytach nagranych wraz z Illogiciem (z „Capture The Sun” na czele) i po jednym wydawnictwie z billym woodsem („Dour Candy”) oraz MarQ Spektem („JustPlayWitIt”), przyszedł czas na kolejny solowy projekt beatmakera. „Bells and Whistles” zapowiadają dwa instrumentalne utwory – „Kaput!” i „On The Back Of A Golden Dolphin”.

    Red Martina„Come On Home” (18 listopada, Badtape Music)

    Jesienią ub.r. ukazał się progresywny album filadelfijskiej formacji Red Martina, „Intransit”. Po roku od premiery tego wydawnictwa pojawi się w sprzedaży druga płyta grupy, „Come On Home”. Styl zespołu składającego się z Noesisa, Hayley Cass, Ish Quintero i Stoupe’a przypisywany jest do downtempo, ale nie brakuje w ich nagraniach również elementów rapowych. Warto zwrócić baczną uwagę na nadchodzące LP jednej z najbardziej oryginalnych grup około hip hopowych.

    Havoc„13 Reloaded” (18 listopada, Hclass Entertainment Inc.)

    Po wypuszczeniu w pierwszej połowie roku „The Infamous Mobb Deep”, członkowie tej grupy znowu wrócili do solowych projektów. 18 listopada trafi na półki sklepowe kolejna płyta Havoca, „13 Reloaded”. Follow-up do ubiegłorocznego wydawnictwa opublikowanego przez Nature Sounds promuje singiel „Dirt Calls”. Na nadchodzącym materiale pojawią się utwory powstałe przy udziale Prodigy’ego, Sheek Loucha czy Cormegi.

    Axel F. (MED & J Rocc) – „Theme Music” (25 listopada, Bang Ya Head Entertainment)

    Każdy sympatyk kalifornijskiego rapu powinien kojarzyć wydawnictwa MED-a i J Rocca. Obaj artyści nagrywają wspólnie muzykę od dłuższego czasu, co przełożyło się na założenie przez nich formacji Axel F. Po ubiegłorocznej EP-ce „The Sofa Set” duet przygotowuje się do wypuszczenia pełnego albumu, „Theme Music”. Soundtrack opisujący życie w latach 80.tych stworzonego przez nich bohatera, Axela, powinien znaleźć spore grono nabywców.

    Von Pea„To: You” (25 listopada, HiPNOTT Records)

    Tanya Morgan to dobrze rozpoznawalna niezależna formacja. Oprócz tworzenia wspólnych utworów, Von Pea i Donwill zajmują się też solowymi projektami. Pierwszy z nich szykuje się do wypuszczenia kolejnej płyty, „To: You”. Wydawnictwo w całości zostanie wyprodukowane przez duet The Other Guys. Całość materiału zapowiada singiel „So East Coast”. Wśród gości na tym projekcie pojawią się Substantial, Kooley High oraz Lessondary Crew.

    Prodigy & Boogz Boogetz„Young Rollin Stonerz” (25 listopada, Infamous Records)

    Nie tylko Havoc przymierza się do wydania nowego wydawnictwa, ale również drugi członek Mobb Deep, Prodigy, znajduje się w przededniu premiery kolejnej płyty. Po wspólnych wydawnictwach z Alchemistem, nowojorczyk szykuje się do zaprezentowania albumu z Boogz Boogetzem, „Young Rollin Stonerz”. Weteran hip hopowy w połączeniu ze znacznie młodszym twórcą na jednej płycie? Już wkrótce przekonamy się, co z tego wyjdzie.

    uMaNg & B.B.Z. Darney„The Black Rose Certificate” (25 listopada, Ill Adrenaline Records)

    Osoby dobrze orientujące się w undergroundzie powinni kojarzyć rapera z New Jersey, uMaNga, a także szwedzkiego producenta B.B.Z. Darneya. Obaj artyści pokazali próbkę niemałych umiejętności na swoich poprzednich nagraniach i już wkrótce będziemy mogli przekonać się, jak oni wypadają na wspólnym albumie. „The Black Rose Certificate” to będzie stricte boom-bapowy materiał, który ukaże się dzięki Ill Adrenaline Records. Longplay zapowiada singiel „Accomplices”.

    Betty Ford Boys„Retox” (28 listopada, Melting Pot Records)

    Niemieccy producenci z coraz większym powodzeniem wydają swoje projekty. W ub.r. sporo ciepłych komentarzy otrzymała jedna z tamtejszych formacji, Betty Ford Boys (Suff Daddy, Dexter i Brenk Sinatra). Pod koniec roku doczekamy się follow-upu do pierwszej płyty formacji, „Leaders Of The Brew School”. Wydawnictwo zatytułowane „Retox” poprzedziła porządna dziesiątka „Uppers” b/w „Downers”. Szykuje się eklektyczna instrumentalna produkcja.

  • Podróż (nie tylko) po Szwecji z Looptroop Rockers

    Podróż (nie tylko) po Szwecji z Looptroop Rockers

    7–10 minut

    Skandynawia, mimo pewnego rodzaju alienacji od reszty Europy, prócz pięknych krajobrazów, chłodu i wysokiego standardu życia może pochwalić się również dobrze prosperującą sceną hip hopową. Choć mogłoby się wydawać, że w tej części Starego Kontynentu hip hop nie jest tak eksponowany, jak np. w Niemczech czy we Francji, spora rzesza artystów z drugiej strony Bałtyku tworzy rzeczy na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Szczególnie mocno trzymają się Finowie (UCTL utrzymuje stały kontakt m.in. z Mawem, The Boomjacks czy The Megaphone State) oraz Szwedzi, reprezentowani choćby przez Professora P & DJ-a Akillesa, a w głównej mierze dobrze wszystkim znanych Looptroop Rockers. Właśnie miała miejsce premiera ostatniego albumu LTR, „Naked Swedes”, co stanowi dobry pretekst do tego, aby napisać dłuższy artykuł na ich temat.

    Cofnijmy się do roku 1991, do położonego w środkowej Szwecji Västerås, wielu kojarzącemu się głównie z marką H&M. Nastoletni wówczas raper Promoe i beatmaker Embee, koledzy ze szkoły, zakładają hip hopowy duet pod nazwą Looptroop, do którego jakiś czas po tym dołącza również Cosmic (obecnie Cos.M.I.C.). Już z jego udziałem, w 1993 roku powstaje pierwsze EP grupy, „Superstars”. Wydany na kasecie materiał trafia głównie do rąk znajomych i dziś bardzo ciężko jest znaleźć pochodzące z niego oryginalne nagrania, które z pewnością stanowiłyby nie lada gratkę dla każdego miłośnika formacji. W 1995 roku na taśmie „Threesicksteez” debiutuje Supreme, który w rok później, na EP-ce „From the Waxcabinet” udziela się już jako pełnoprawny członek grupy. Składający się z 19 utworów album zawiera m.in. „Spraycan Stories”, będący jednym z najbardziej znanych storytellingów związanych z graffiti. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż Promoe i Cosmic byli swego czasu aktywnymi członkami crew BIF (Babylon is Falling), stąd w tekstach obu panów dopatrzeć się można wielu nawiązań do czasów, kiedy to nosili obszerne kurtki i spodnie, z kieszeniami po brzegi wypchanymi farbami (ciekawostka: tag, którego używał Promoe to po prostu SHIT).

    Lata 1997-1998 przyniosły cztery kolejne EP-ki, tym razem wydane na płytach 12-calowych. Pierwsza z nich, „Unsigned hype”, na światło dzienne wyszła jeszcze bez logo żadnego wydawnictwa, natomiast winylowa reedycja „From The Waxcabinet”, „Heads Or Tails” oraz „Schlook From Birth” dały początek prowadzonej przez Looptroop wytwórni, David Vs. Goliath. W myśl przyświecającej im przez cały czas idei DIY, artyści wzięli sprawę w swoje ręce i przy wsparciu punkowej oficyny Burning Heart Records powołali do życia swój własny label. Od tej pory wszystkie kolejne albumy Szwedów wydawane są właśnie pod szyldem DVSG (często z pomocą w dystrybucji innych marek).

    „Punkx Not Dead”, „Ambush in the Night” oraz „Embeetious Art EP” (producenckie EP Embeego) były kolejnymi wydawnictwami, mającymi przygotować słuchaczy na długogrający album. W 2000 roku doczekaliśmy się świetnego „Modern Day City Symphony”, promowanego przez głośny singiel „Long Arm Of The Law”. Anty-systemowy i anty-policyjny utwór w sposób bezpośredni stanowi manifest szwedzkich Emcees, jak i jeden z najważniejszych numerów w dziejach hip hopu ze Starego Kontynentu. Dzięki niemu o Looptroop stało się głośno poza granicami ich rodzimego kraju, a artyści spotkali się z pozytywnymi opiniami nie tylko na temat przekazu i brzmienia nawiązującego do dobrze wspominanych lat 90., ale także łatwości w posługiwaniu się językiem angielskim, co uwidaczniały wprawnie konstruowane teksty i naturalnie brzmiący akcent, tak ciężki do wyuczenia przez wielu innych raperów z Europy. Mimo iż na płycie pojawiły się równie świetne „Zombies”, „Modern Day City Symphony” czy „Reclaim The City”, to wspomniany singiel stał się sztandarowym utworem formacji, z nutą melancholii wspominanym do dziś.

    Looptroop Rockers - The Struggle Continues

    Rok później Cos.M.I.C. oraz Embee łączą swoje siły jako Casual Brothers, wydając krótkie EP o tym samym tytule. Przechodzi jednak ono bez większego echa, być może również za sprawą tego, że przyćmiewa je pierwszy solowy longplay Promoe, „Government Music”. Frontman grupy oddaje w ręce słuchaczy 16 utworów, poruszających w dużej części tematy polityczne i społeczne. W teledysku do „Prime Time” Emcee wciela się w rolę m.in. bezdomnego, rapując o niszczącym wpływie mass mediów i powszechnym zakłamaniu. Będąc przy charyzmatycznym Emcee, nie sposób nie wspomnieć o tym, iż jest on jedną z najbardziej wyrazistych postaci w hip hopie, mocno odbiegającą od panujących stereotypów. Długie i bujne dready (także na brodzie) Promoe zaczął „hodować” już w szkole średniej, stając w opozycji do konsumpcyjnego podejścia do życia, mody i propagowania ładnego wyglądu za wszelką cenę. Prócz tego jest on zdrowo odżywiającym się weganinem i abstynentem, stroni od używek i narkotyków. Kwestię zmiany swojego trybu życia poruszył na swoim drugim solowym projekcie, w tytułowym utworze z „The Long Distance Runner” (2004). Album muzycznie różni się od swojego poprzednika m.in. poprzez widoczne inspiracje muzyką reggae i jej pochodnymi.

    Następnymi jego projektami były „White Man’s Burden” (2006) oraz „Standard Bearer” (2007), trzymające równy poziom, jednak zapadające w pamięci nie aż tak, jak dwa poprzednie. W 2006 roku znany na niemieckiej scenie Kool Savas nagrał diss-track piętnujący Promoe, na co doczekał się odpowiedzi w postaci utworu „Sag Was”, na którym cały beef właściwie się zakończył. Rok 2009 przyniósł albumy „Bondfångeri” oraz „Kråksången”, nagrane w języku szwedzkim, toteż ich popularność poza granicami ojczyzny LTR nie rozwinęła się, nie licząc singla „Svennebanan”. Utwór, nagrany prowokacyjnie z wykorzystaniem skocznego elektronicznego podkładu, miał być swoistym żartem, ośmieszającym popularność „plastikowej” muzyki. Niestety, wiele osób odebrało ten ruch na poważnie, sądząc, iż Emcee ma zamiar zmienić wykonywany gatunek muzyczny. Od tamtej pory nie pojawił się już żaden inny album sygnowany jego pseudonimem, jednak w sieci odnaleźć można było kilka pojedynczych utworów (m.in. tribute song poświęcony pamięci Guru) i featuringów, w tym świeże „Fabric of Life” na albumie „Nokturny & Demony”, autorstwa polskiego beatmakera, Czarnego HIFI.

    Wróćmy jednak do reszty składu zespołu, gdyż w 2002 roku na sklepowe półki trafia drugie LP, „The Struggle Continues”. Na tym świetnie przyjętym wśród krytyków i recenzentów albumie z łatwością można dostrzec, iż warsztat producencki Embeego mocno się rozwinął, i choć wciąż mamy tu do czynienia z „ulicznymi”, przybrudzonymi beatami, całość nabrała świeżości. Wśród dużej ilości utworów traktujących o problemach społecznych i politycznych (czym bez nich byliby nasi bohaterowie?), pojawia się sporo braggadoccio (sztandarowe „Don’t Hate The Player”) i energicznych, motywujących wersów. Nie sposób nie dostrzec takich utworów jak „Looking for Love” (ciekawy manifest połączony z bardzo udanym beatem) czy „Bandit Queen” (specyficzny love song, z pewnością nie jeden zakochany hip hopowiec włączył go swojej wybrance). Po dwuletniej przerwie Embee oddaje w ręce słuchaczy producencki krążek „Tellings From Solitaria”, który tego samego roku zostaje zasłużenie odznaczony szwedzką nagrodą Grammy w kategorii hip hop/soul.

    Jak już wielokrotnie wspominałem, treści polityczne i społeczne (jednocześnie na ogół krytyczne) stanowią znaczną część tematów poruszanych na albumach Szwedów, jednak najbardziej nimi nasycony wydaje się być ich czwarte wydawnictwo, o wymownym tytule „Fort Europa” (2005). Nie trzeba być zbyt bystrym słuchaczem, aby zauważyć, iż członkowie Looptroop reprezentują w dużej mierze poglądy o podłożu lewicowym, krytycznie wypowiadając się o działalności szwedzkiej skrajnej prawicy, nietolerancji i stronniczości mediów. Sporo celnych ciosów pada w kierunku światowych przywódców, z Georgem W. Bushem na czele („Hurricane George”), a dezaprobata i krytyka obecnego porządku świata wydają się być słowami najdelikatniejszymi.

    Dwa lata później, ze składu Looptroop odchodzi Cosmic. Wszystko odbywa się w przyjacielskiej atmosferze, a Emcee swoje odejście tłumaczy chęcią skupienia się na rodzinie i pobocznych projektach. Grupa zmienia po tym nazwę na Looptroop Rockers i w 2008 roku wypuszcza kolejny projekt, „Good Things” (bardzo optymistyczny tytuł). Wydawnictwo promują chwytliwe „The Building” oraz oparte na elektronice „Naive”. W podkładach Embeego słychać różnorodność i mnogość inspiracji, utwory stają się bardziej melodyjne, toteż wielu anonimowych krytyków zaczyna posądzać muzyków o nagrywanie utworów pod publiczkę.

    Fala nieuzasadnionej krytyki, jak i liczba fanów na całym świecie, rośnie w siłę przy okazji premiery kolejnego albumu, „Professional Dreamers” (2011). Do składu grupy powraca Cos.M.I.C., a motyw przewodni longplaya staje się niejako mottem LTR. Duże trasy koncertowe, profesjonalnie wyreżyserowane i nagrane wideoklipy oraz pełen profesjonalizm podczas występów na żywo, choć doceniane również wcześniej, stają się znakiem rozpoznawczym. Podczas produkcji materiału Embee sięgał do wielu, nieraz wydawałoby się – kontrastujących, gatunków muzycznych, które udało mu się przekuć w niepowtarzalne, artystyczne kompozycje. Tematyka jest na ogół optymistyczna i emocjonalna (nie zabrakło niepochlebnie wypowiadającego się o ówczesnej szwedzkiej polityce „On Repeat”), a duża część utworów ma potencjał do tego, aby zostać chwytliwym hitem, docenionym nie tylko przez wielbicieli hip hopu.

    Zeszłoroczny, szósty album grupy – „Mitt hjärta är en bomb” został nagrany w całości w ojczystym języku artystów. Choć w sieci można znaleźć tłumaczenia tekstów na język angielski, nieznajomość języka może wpływać na odbiór albumu wśród słuchaczy spoza Szwecji. Przyznam jednak, iż słuchanie żywiołowego rapu wykonywanego w tym języku to dość ciekawe doświadczenie i już to może sprawić niemałą przyjemność.

    Najnowszym dziełem Looptroop Rockers jest, mający swoją premierę przed kilkoma dniami, album „Naked Swedes”. Tytuł tego zawierającego 12 utworów longplaya jest dość wymowny, gdyż owa „nagość” odnosi się nie tylko do ogólnie przyjętego stereotypu, iż Szwedzi są dość liberalni pod względem swojej cielesności, ale przede wszystkim eksponuje prawdziwą naturę artystów i ich narodu – naturę nie zawsze łatwą w odbiorze i nierzadko inną, niż sobie wyobrażamy. Z pełną świadomością można rzec, iż album jest nowoczesny pod względem brzmienia, za sprawą ucieczek Embeego w stronę nietuzinkowych rozwiązań muzyki elektronicznej i klubowej. Już teraz jestem przekonany, iż o płycie tej będzie się mówiło sporo, a opinie będą bardzo zróżnicowane.

    Album można odsłuchać na Bandcampie oficyny Jakarta Records. W Polsce dystrybucją albumu zajmuje się Prosto, toteż „Naked Swedes” z łatwością można nabyć w cenie 38 zł online. lub w większości stacjonarnych sklepów muzycznych. Wydawnictwo promują wideoklipy do utworów „Another Love Song”/„Beautiful Mistake” oraz „Slippin’”.

    Tracklista

    1. Line Check
    2. Naked Swedes feat. Deacon & Natti of CunninLynguists
    3. Slippin’
    4. Ugly Face
    5. Another Love Song
    6. Tonight You Decide feat. Seinabo Sey
    7. Illegal
    8. Sea of Death feat. Sabina Ddumba
    9. Four Numbers
    10. We Got Guns
    11. Beautiful Mistake
    12. The Machine
  • Premiery płytowe na jesień 2014 (część I)

    Premiery płytowe na jesień 2014 (część I)

    7–10 minut

    Każdego roku wiosna i jesień przypadają na najgorętszy czas na rynku wydawniczym. Wiosenne miesiące obfitowały w premiery nowych płyt Atmosphere, People Under The Stairs, The Roots, Pharaohe Moncha, Army Of The Pharaohs, @Peace, J-Live’a, The Doppelgangaz, Jazz Spastiks i wielu innych artystów. Jesienią też nie można narzekać na świeże materiały pojawiające się na rynku fonograficznym. Wybrane jesienne produkcje zebrałem w poniższym zestawieniu obejmującym płyty wydane od 23 września do 28 listopada. Każdy projekt został opatrzony krótkim komentarzem. Ze względu na znaczną liczbę wydawnictw całość podzieliłem na dwie części. Dzisiaj pierwsza z nich, natomiast druga odsłona mini cyklu pojawi się u nas w niedzielę przyszłym tygodniu.

    Paul White„Shaker Notes” (23 września, R&S Records)

    Od momentu wydania w sierpniu 2011 roku płyty „Rapping With Paul White”, brytyjski producent znajduje się na fali wznoszącej. Przed nowym albumem Paul White opublikował „Watch The Ants EP” oraz wyprodukował w całości „White Sands” Homeboya Sandmana. „Shaker Notes” to kolejna stacja w muzycznej podróży tego artysty. Album wydany przez R&S Records doceniło pokaźne grono słuchaczy aprobujących warsztat muzyczny Brytyjczyka.

    Dntel„Human Voice” (23 września, Leaving Records/Stones Throw Records)

    We wrześniu Stones Throw Records pomogło w wydaniu płyty kalifornijskiego wykonawcy, Dntela. Producent zamieszkały w Los Angeles przedstawił instrumentalny projekt „Human Voice”. Za najważniejszy cel twórca z Cali postawił przekazanie za pośrednictwem swojej muzyki masy uczuć, które drzemią ukryte w poszczególnych utworach zawartych na LP. Wydawnictwo dedykowane słuchaczom poszukujących muzyki z duszą.

    milo„a toothpaste suburb” (23 września, Hellfyre Club)

    Alternatywne formy hip hopowe ponownie mają się dobrze. Jednym z ciekawszych i oryginalniejszych przedstawicieli tego nurtu jest bez wątpienia milo. Raper związany z Hellfyre Club w końcu wypuścił pełnoprawny debiutancki longplay. „a toothpaste suburb” stanowi kontynuację podwójnej EP-ki „things that happen at day” / „things that happen at night”. Charyzmatyczny Emcee pochodzący z Chicago to jeden z najbardziej perspektywicznych współczesnych twórców.

    Toki Wright & Big Cats„Pangaea” (23 września, Soul Tools Entertainment)

    Minneapolis to od lat spokojna przystań dla niezależnych artystów hip hopowych. W tamtejszym środowisku dobrze odnajduje się duet Toki Wright i Big Cats. Wszechstronnie uzdolniony raper i utalentowany producent połączyli swoje siły wydając album „Pangaea”. Wydawnictwo charakteryzuje się dużą kulturą i dojrzałością muzyczną, co było widać po EP-ce zapowiadającej płytę, „Prelude To Pangaea”.

    Drummachinemike„Drum Machine Music” (23 września, Drummachinemike)

    Kanadyjscy artyści potrafią dostarczyć wartościowe nagrania. W przyszłości do długiej listy powszechnie szanowanych niezależnych wykonawców z Kraju Klonowego Liścia być może dopiszemy Drummachinemike’a. Póki co producent udanie wprowadził się na scenę hip hopową. „Drum Machine Music” zawiera utwory nagrane przy udziale wielu twórców (Open Mike Eagle, Ceschi Ramos, 2Mex, Thavius Beck, Noah23 i inni).

    Daedelus„The Light Brigade” (29 września, Brainfeeder)

    Wszyscy fani brzmień elektronicznych i pochodnych odmian muzycznych na pewno są zaznajomieni z labelem założonym przez Flying Lotusa, Brainfeeder. Pod koniec września dzięki tej oficynie wydawniczej dostaliśmy nową płytę Daedelusa„The Light Brigade”. Doświadczony amerykański artysta nie zamierza spuszczać z tonu. Jego najnowsze dzieło nie odstaje poziomem od poprzedników i przynosi urozmaiconą muzyczną strawę, pełną wyszukanych dźwięków.

    The Black Opera„The Great Year” (30 września, Mello Music Group)

    W drugiej połowie 2012 roku Mello Music Group wypuściło kilka projektów enigmatycznej formacji kryjącej się pod nazwą The Black Opera. Po „Enter Mission” oraz „Libretto: Of King Legend” zagadkowa grupa prezentuje kolejny materiał, „The Great Year”. Na tym wydawnictwie zespół podąża wcześniej wytyczonym szlakiem. Jeżeli poszukujecie niesztampowych i niestandardowych rozwiązań w rapie, to powinniście sięgnąć po ten longplay.

    Diamond D„The Diam Piece” (30 września, Dymond Mine Records)

    Jeden z filarów Diggin’ In The Crates, Diamond D, nie zamierza odchodzić na emeryturę. Od dłuższego czasu weteran hip hopowy podchodził do nagrania kolejnej płyty. „The Diam Piece” zapowiadano od pierwszego kwartału roku. Wśród gości na LP głownie starzy znajomi nowojorskiego wyjadacza – AG, Pharaohe Monch, Pete Rock, Freddie Foxxx, Masta Ace, Fat Joe, Talib Kweli oraz Black Rob.

    K-Def & 45 King„Back to the Beat” (30 września, Redefinition Records)

    Redefinition Records nigdy nie zawodzi swoich sympatyków. Na początku tegorocznej jesieni REDEF wypuściło kolejny materiał K-Defa, „Back to the Beat”. Instrumentalne wydawnictwo zostało zrealizowane przy udziale jednej z ikon hip hopowych z New Jersey, 45 Kinga. 30-minutowa płyta jest utrzymana w korzennym stylu, co nie stanowi żadnego zaskoczenia dla fanów twórczości obu producentów.

    Saigon„G.S.N.T. 3: The Troubled Times Of Brian Carenard (The Greatest Story Never Told, Chapter 3)” (30 września, Squid Ink Squad Records)

    Dobrze pamiętam dłużącą się w nieskończoność sagę związaną z wydaniem przez Saigona pierwszego oficjalnego albumu, „The Greatest Story Never Told”. Z drugą częścią tej serii poszło znacznie sprawniej, podobnie zresztą jak z trzecią odsłoną sagi, „G.S.N.T. 3: The Troubled Times Of Brian Carenard (The Greatest Story Never Told, Chapter 3)” (dłuższego tytułu nie dało się wymyślić?). Płyta wydana nakładem labelu założonego przez rapera z Brooklynu, Squid Ink Squad Records, to nic innego, jak przedłużenie pomysłów z poprzednich wydawnictw nowojorczyka.

    Flying Lotus - You're Dead

    Madchild„Switched On” (30 września, Suburban Noize Records/Battle Axe Records)

    Swollen Members to w opinii niejednej osoby jedna z najważniejszych formacji w historii kanadyjskiego hip hopu. Frontman grupy, Madchild, po swoim powrocie do muzyki w 2009 roku prowadzi intensywną działalność wydawniczą. „Switched On” to jego trzecia solowa płyta wydana w ostatnich dwóch latach. Projekt wypuszczony przez Suburban Noize Records/Battle Axe Records zawiera solidną dawkę bezkompromisowego rapu.

    Bishop Nehru & MF Doom„NehruvianDOOM” (7 października, Lex Records)

    O tej płycie mówiło się od wielu miesięcy. Ikona muzyki hip hopowej, MF Doom, został zaproszony do nagrania wspólnego materiału z raperem młodego pokolenia, Bishopem Nehru. W ten sposób doszło do współpracy pomiędzy artystami, których dzieli jedno pokolenie (Doom ma 43 lata, zaś Nehru to 18-latek). Z tego względu „NehruvianDOOM” należy do wyjątkowych wydawnictw, które wypada bliżej poznać. Szkoda tylko, że obaj twórcy nie pokusili się o nagranie dłuższego LP.

    Flying Lotus„You’re Dead!” (7 października, Warp Records)

    Każde nowe Flying Lotusa wydawnictwo stanowi duże wydarzenie w branży muzycznej. Po ostatnim albumie kalifornijskiego artysty – „Until The Quiet Comes” z jesieni 2012 roku – oczekiwania wobec jego nowej płyty były naprawdę wysokie. „You’re Dead!” przyciągało uwagę odbiorców na długie tygodnie przed premierą. Warp Records dopilnowało oczywiście wszystkiego, co dotyczy promocji i godnego wydania longplaya, przez co informacje o tym projekcie przewinęły się przez dziesiątki serwisów muzycznych na całym świecie.

    NjS„Soular Power” (7 października, NjS Music)

    Jazz-hop w amerykańsko-japońskim wydaniu? Brzmi zachęcająco, nieprawdaż? 7 października trafił do obiegu pierwszy oficjalny longplay zespołu NjS (Never just Settle), „Soular Power”. Już wcześniej urzędująca w San Francisco grupa założona przez Robby’ego Myersa i Aki Shimo ujawniła niemałe pokłady swoich możliwości (głównie za sprawą serii „Rock Da Building Mixtape”). W pierwszej połowie tego miesiąca  undergroundowi wykonawcy przedstawili się szerszej publiczności.

    Rapsody„Beauty And The Beast” (7 października, Jamla Army)

    Oficyna wydawnicza prowadzona przez 9th Wondera, Jamla Army, najmocniej promuje Rapsody. Członkini Kooley High po wydaniu w 2012 roku płyty „The Idea Of Beautiful” i ubiegłorocznego mixtape’u „She Got Game” skupia na sobie uwagę coraz większego grona odbiorców. „Beauty And The Beast” to pomost łączący poprzednie dokonania artystki i jej nadchodzące projekty. 9th Wonder na pewno jest dumny ze swojej podopiecznej.

    Junclassic & Demograffics„Words Are Weapons Green” (10 października, Stereoboom)

    Przedstawiciel Monsta Island Czars i Dynamix, Junclassic, regularnie wydaje nową muzykę. W styczniu br. nowojorski Emcee wypuścił wspólną płytę z Mr.Troyem, „Thinking Out Loud”. Druga połowa roku przynosi jego kolejne wydawnictwo, „Words Are Weapons Green”. Amerykański raper ponownie podjął współpracę z europejskimi wykonawcami. Tym razem przy powstaniu jego materiału wziął udział niemiecki duet Demograffics.

    Al’Tarba„Let the Ghosts Sing” (13 października, Jarring Effects)

    Francuscy producenci odpowiadają za wydawanie coraz wartościowszych projektów. Jednym z najciekawszych beatmakerów znad Sekwany i Loary jest bez cienia wątpliwości Al’Tarba. Paryżanin zrealizował swój następny album, „Let the Ghosts Sing”. Dwupłytowy album opublikowany przez Jarring Effects jest promowany singlem „Just Like Ants”. Wszystko pięknie i ładnie, tylko przydałaby się lepsza promocja tego niesztampowego wydawnictwa.

    Diamond District„March On Washington” (14 października, Mello Music Group)

    W połowie października odbyła się premiera jednej z najbardziej oczekiwanych płyt z tego roku, „March On Washington” formacji Diamond District. Oddisee, yU & Uptown XO kazali czekać długie 5 lat na premierę swojego drugiego wydawnictwa. Grupa założona w stolicy USA sprostała wyzwaniu i dostarczyła materiał będący godną kontynuacją ich pierwszego albumu, „In The Ruff”. Więcej informacji o tym LP znajdziecie we wcześniejszym artykule na łamach naszego serwisu.

    The Game„Blood Moon: Year of the Wolf” (14 października, Blood Money Entertainment/eOne Music)

    W 2005 roku pojawił się w sprzedaży głośny album The Game’a, „The Documentary”. Następne lata przyniosły kolejne produkcje tego wykonawcy. W tym miesiącu sławny kalifornijski raper wypuścił już szósty album – „Blood Moon: Year of the Wolf” (najgłupsza okładka roku). Nad tym materiałem pracowało multum producentów i raperów (od Tygi, przez Lil Wayne’a i Freddie’ego Gibbsa, aż po Boi-1dę).

    DJ JS-1„It Is What It Isn’t (Ground Original 4)” (14 października, Ground Original/Fat Beats Records)

    W 2002 roku DJ JS-1 rozpoczął serię „Ground Original”. W tym roku doczekaliśmy się czwartej odsłony tego cyklu wydawniczego. Szanowany nowojorski DJ/producent przygotował klasowy follow-up do poprzedniej swojej płyty („No One Cares”), która ukazała się w 2011 roku. Obsada gościnna albumu wygląda imponująco. Breeze Brewin, Homeboy Sandman, OC, KRS-One, Buckshot, PackFM, Soul Khan, ILL Bill, El Da Sensei i inni wystąpili na tym LP.

    Fredfades„Remixes” (14 października, KingUnderground Records)

    Brytyjska wytwórnia płytowa KingUnderground Records wypuściła w lutym tego roku klimatyczną płytę norweskiego duetu Fredfades & Ivan Ave, „Breathe”. Po tym wydawnictwie Norwegowie skupili się na solowych projektach. Pierwszy z nich zrealizował EP-kę zatytułowaną po prostu „Remixes”. Tracklista obejmuje alternatywne wersje utworów Large Professora, Street Smartz, Keva Browna, Quasimoto, Method Mana i innych wykonawców.

    Army Of The Pharaohs„Heavy Lies The Crown” (21 października, Enemy Soil Records)

    Konia z rzędem temu, kto przewidziałby, że Army of the Pharaohs wyda w jednym roku kalendarzowym dwa albumy. Supergrupa dowodzona przez Vinnie’ego Paza wypuściła w pierwszej połowie roku „In Death Reborn”. W trakcie sesji nagraniowych do tej płyty powstało znacznie więcej utworów, które ostatecznie trafiły na tracklistę drugiego tegorocznego projektu formacji, „Heavy Lies The Crown”. Głównymi singlami promującymi LP są „The Temple and the Bible Black” oraz „Terrorstorm”.

    W drugiej odsłonie cyklu przedstawię płyty, których premierę przewidziano w okresie od 28 października do 28 listopada.

  • NBA sprzed lat: Phoenix Suns vs New York Knicks (1993)

    NBA sprzed lat: Phoenix Suns vs New York Knicks (1993)

    4–5 minut

    Już 28 października rusza 69. sezon NBA. Za namową pewnych osób zdecydowałem się na dołożenie specjalnej rubryki do U Call That Love, w której pojawią się artykuły o najlepszej zawodowej lidze świata. Wszystkie przyszłe publikacje na stronie będą dotyczyły najwspanialszego okresu w dziejach tych rozgrywek, czyli lat 80. i 90.tych. Artykuły będą pojawiać się na łamach naszego serwisu w każdą niedzielę. Pierwsza odsłona „NBA sprzed lat” przed Wami.

    W czasie, gdy większość osób koncentruje się na zbliżającym się wielkimi krokami nowym sezonie NBA, osobiście oddaję się przypominaniu sobie różnych wydarzeń z lat 80. i 90.tych. Jednym z moich ulubionych zagadnień związanych z tamtym okresem są charakterystyki zespołów oraz częste i gęste bójki na parkietach. Niemal każdy bardziej zaogniony konflikt pomiędzy poszczególnymi koszykarzami lub nie raz całymi drużynami prowadził do interesujących następstw. Właściwym przykładem na potwierdzenie tych słów będzie niesławna bijatyka w trakcie meczu z 23 marca 1993 roku, kiedy naprzeciw siebie stanęli zawodnicy Phoenix Suns i New York Knicks.

    Przed rozpoczęciem sezonu 1992-93 notowania drużyny z Arizony znacznie wzrosły dzięki pozyskaniu Charlesa Barkleya będącego u szczytu swojej formy. Z kolei ich przeciwnicy z Konferencji Wschodniej zamierzali zrobić wszystko, aby rozegrać jeszcze lepszy sezon niż poprzedni (1991-92 zakończyli z bilansem 51-31). Z pierwszej potyczki pomiędzy Suns a Knicks w Madison Square Garden zwycięsko wyszli ci drudzy (wygrana 106-103). Rewanż rozegrany dwa miesiące później określano mianem pojedynku dwóch teamów o mistrzowskich aspiracjach, nieustępliwych, posiadających znakomitych graczy i pragnących odebrać panowanie w lidze Chicago Bulls. NYK przed przybyciem do Phoenix odgrażali się w prasie, że są znacznie lepiej poukładanym zespołem i nie przestraszą się PHX. Wszyscy sympatycy NBA z lat 90.tych zapewne pamiętają, iż Patrick Ewing, Charles Oakley, John Starks i spółka nie rzucali słów na wiatr i solidnie pracowali na opinię najbardziej niewdzięcznych przeciwników na parkietach w USA, nie odpuszczając nikomu (swoja drogą często porównywano ich do The Bad Boys Pistons, dodając przy tym, iż posiadają oni mniejszy arsenał niż drużyna z Detroit). W późniejszych latach Kenny Smith określił nowojorczyków z tamtego okresu jako „mean team”, co najlepiej oddaje ich ówczesną filozofię.

    Spotkanie zostanie rozegrane w America West Arena w Phoenix. Od początku spotkania iskrzyło szczególnie pomiędzy backcourtem Suns a Knicks. Rozgrywający tamtego wieczoru przeciętne zawody Kevin Johnson często miał coś do powiedzenia Docowi Riversowi (tak na marginesie, obecny trener Los Angeles Clippers był wtedy brzydszy niż teraz). Pod koniec drugiej kwarty spotkania napięcie na linii KJDoc sięgnęło zenitu. Przy stanie 59-53 dla Suns Anthony Mason wyprowadzał piłkę. Doc Rivers nie potrafił sobie poradzić z wywierającym na niego presję Johnsonem i starając się uwolnić od niego popełnił faul ofensywny, po którym obaj skoczyli sobie do gardeł. Awantura nie przerodziła się w bójkę głównie dlatego, ponieważ szybko uspokojono Barkleya i Oakleya (na całe szczęście, ponieważ inaczej trup ścieliłby się gęsto); najwięcej do powiedzenie mieli wówczas Danny Ainge i John Starks. Przy następnym posiadaniu Phoenix, KJ dał się zwieść Docowi i wtedy to przewinął w ofensywie. NYK pozostawało kilka sekund na wyprowadzenie akcji. Backcourt PHX postanowił zabawić się z Riversem sprowadzając jego do parteru. Po syrenie kończącej pierwszej połową Doc od razu pobiegł w stronę KJ-a chcąc od razu wymierzyć sprawiedliwość, po czym na boisku zaczęło być bardzo gorąco. Nie brakowało interwencji trenerów (Pat Riley za każdym razem dobrze sobie radził w takich sytuacjach, co innego jego ówczesny asystent, Jeff van Gundy), trzymania w pół najbardziej krewkich koszykarzy oraz ciągłych wyzwisk. Gdy wydawało się, że bójka już została zażegnana, nieuczestniczący w tamtym meczu Greg Anthony wyrósł jak spod ziemi i atakując od tyłu Johnsona, czym od razu dostał nominację w kategorii „Idiota roku w NBA”. Nieodpowiedzialne i haniebne zachowanie tego sportowca, sucker punch jak się patrzy. W drugiej połowie obraz gry uległ zmianie. Obie strony uspokoiły się, Sir Charles i spółka podkręcili tempo, zaś z nowojorczyków zeszło powietrze i nie podjęli walki. Ostatecznie Phoenix zmiażdżyli ostatecznie NYK wygrywając tamte spotkanie 121-92.

    Jakie były następstwa tej wielkiej zadymy w Arizonie? Oczywiście posypały się kary indywidualne po tym meczu. Sędziowie tego spotkania wyrzucili po tym z parkietu 6 zawodników – Anthony’ego, Starksa, Riversa, Masona (Knicks) oraz Johnsona i Ainge’a (Suns). W trakcie meczu łącznie odgwizdano 12 przewinień technicznych PHX po całym incydencie zjednoczyli się jeszcze bardziej i zanotowali serię 11 wygranych spotkań, wygrywając Konferencję Zachodnią z bilansem 62-20. NYK wcale nie podłamali się przegraną oraz skandalem związanym z zachowaniem Grega Anthony’ego, co odbiło się głośnym echem w mediach, ponieważ do końca sezonu regularnego 1992-93 ponieśli tylko 3 przegrane, co ostatecznie dało im zwycięstwo na Wschodzie (60-22). Ostatecznie obie ekipy musiały uznać Chicago BullsNYK odpadli w starciu z CHI w finałach Konferencji Wschodniej (2-4), zaś PHX musiało uznać wyższość Michaela Jordana i spółki w finałach NBA w 1993 roku (również przegrali serię w stosunku 2-4). Władze NBA po niechlubnych wydarzeniach z Phoenix postanowiły zaostrzyć kary za bójki na parkietach NBA. Nowo wprowadzone zmiany nie przetrwały długo, gdyż już w trakcie play-offów z 1994 roku doszło do jeszcze gorszej w skutkach rozróby pomiędzy Chicago Bulls a (ponownie) New York Knicks, którą z bliska obserwował były komisarz NBA, David Stern.

    Po latach główni bohaterowie opisywanej historii – Danny Ainge i Doc Rivers – spotkali się w Bostonie, przynosząc dla Celtics ostatnie jak do tej pory mistrzostwo NBA w 2008 roku. Życie bywa przewrotne, nieprawdaż?

    Poniżej znajdziecie wideo z przebiegu całego zdarzenia.

  • Lost and found: Rec Center – Lonely People

    Lost and found: Rec Center – Lonely People

    2–3 minut

    W kolejnej odsłonie serii „Lost and found” trafiamy nie na nowojorskie podwórka, jak to zazwyczaj u mnie bywa, lecz oddalone o 65 km od Chicago – Elgin w stanie Illnois. Jakiś czas temu znajomy trafił na debiutancki album jednej z grup, zasłużonych grup hip hopowych z tamtejszych rejonów.

    Mowa o Rec Center, formacji złożonej z dziewięciu Emcees, choć znalazłem też informację, że przy nagrywaniu debiutanckiego krążka liczba członków uderzała w okrągłą „dyszkę”. Grupa reprezentuje hip hop zakorzeniony w tradycyjnym brzmieniu, wychowany na piwniczych cypherach we wczesnych latach 90.tych. Zanim jednak pojawiło się „Lonely People” w pierwszej kolejności były single.

    Rok 1997 wiąże się dla grupy z oficjalnym debiutem za sprawą dwunastki zawierającej nagranie „Who’s Who”. Druga strona singla zawierała alternatywną wersję autorstwa DJ’a Emmaculate’a. Po dobrze przyjętym nagraniu, grupa skupiła się na nagrywaniu pełnego LP.

    Album „Lonely People” ujrzał światło dzienne pod koniec 1999 roku i zawierał czternaście wyselekcjonowanych przez zespół ścieżek. Płyta została wydana przez Rotten Soil Entertainment, label założony i prowadzony przez Rec Center. Emcees z łatwością dysponowali szerokim zakresem tematycznym począwszy od bitewnych linijek, edukacyjnych tematów, ciekawych storytellingów a kończąc na imprezowych wspominkach. Muzykę praktycznie w całości wyprodukował DJ Emmaculate, wyręczony przy jednym utworze przez Bumpasa i Mad Thinkera. Płyta charakteryzuję się również kilkoma porządnymi tzw. posse-cuts jak np. zamykający krążek „After Existance”. Po bardzo dobrze przyjętym LP, grupa zyskała status jednej z najbardziej wyróżniającej się nie tyle co na lokalnej, ale również krajowej, undergroundowej scenie hip hopowej.

    Po wydaniu „Lonely People” nastąpiły długie lata przerwy. Nie wiadomo do końca czym było to spowodowane, wiadomo natomiast, że fani Rec Center musieli czekać prawie 11 lat (!) na nowe nagrania. To właśnie w 2010 roku grupa powróciła do studia nagrywając EP-kę „RECognize” by w dwa lata po tym uraczyć fanów mixtape’em „Real Recognize Real”.

    Obecny skład formacji liczy sześciu członków: G-No, Mozes GunzXclusive, Maintain, Reality oraz DJ B.B. Famous. Warto również wspomnieć, że sam proces tworzenia, jak i również promocja czy okładki płyt leżą w zakresie obowiązków zespołu, który sprawdza się na każdej z tych płaszczyzn.

    Poniżej znajdziecie moje dwa ulubione utwory z „Lonely People”: „Come Shop With Me” oraz „Traces Of Faces”.

    Aktualizacja: W 2022 roku niemieckie 90s Tapes pokusiło się o reedycję wydawnictwa. Materiał trafił do obiegu we wszystkich współczesnych formatach fizycznych oraz w wersji elektronicznej. „Lonely People” dostępne m.in. na Bandcampie.

    Discogs: Rec Center„Lonely People”

    Tracklista

    1. Mental City
    2. Lonely People
    3. Mind, Body, and Soul
    4. Verbal Abuse
    5. The Essence
    6. Takin’ Rap For a Joke
    7. Playin’ The Field
    8. Come Shop With Me feat. Bumpas
    9. The Cipher (Skit)
    10. The Tightest
    11. Traces of Faces
    12. Bread and Water
    13. Don’t You Know feat. China
    14. After Existence feat. China
  • Wieczorem przy herbacie: mniej znane, nie znaczy gorsze

    Wieczorem przy herbacie: mniej znane, nie znaczy gorsze

    5–7 minut

    7 września U Call That Love obchodziło swoje 6. urodziny. Niedawna rocznica zbiegła się również z trudnym okresem w moim życiu, w którym zbyt dużo spraw nie wyglądało tak, jak powinno. Przez ostatnie miesiące działalność serwisu sprowadzała się jedynie do aktywności na fan page’u i Twitterze, nic ponadto. W trakcie minionych tygodni spędziłem (za) dużo czasu na rozmyśleniach dotyczących swojej przyszłości, a także tego, co może stać się z UCTL. Przyznam szczerze, że chciałem to porzucić, jednak w końcu dotarło do mnie, iż moja praca nie jest skończona. Przede mną mnóstwo nowych wyzwań oraz szereg projektów do zrealizowania. Jednak zanim to nastąpi, chciałbym podzielić się moją filozofią dotyczącą funkcjonowania U Call That Love, która wcale nie jest taka oczywista i łatwa do zobrazowania.

    Rozpoczynając ponad 6 lat temu działalność UCTL jako punkt wyjściowy obrałem niemal kompletnie zapomniany element związany z kulturą hip hopową: wiedzę. Już w 2008 roku ten pierwiastek mocno zanikał i nie był brany pod uwagę przez wielu ludzi mających do czynienia z hip hopem. Jednak wtedy można było jeszcze zauważyć większe zainteresowanie opinii publicznej samą otoczką towarzyszącą rapowi, DJ-ingowi, bboyingowi czy też graffiti. W następnych latach branża muzyczna oraz poszczególne sfery internetu mocno rozwinęły się zmieniając życie każdego z nas. Skupiając się jedynie na muzyce gołym okiem można dostrzec szereg przeobrażeń, które również pomogły mi ukształtować U Call That Love.

    W dzisiejszych czasach zdecydowana większość ludzi zauważa tylko to, co jest powszechnie znane i lubiane. Przebijają się przeważnie rzeczy mainstreamowe lub określane mianem trendy, do czego należy też dołożyć szereg chwytliwych singli, dla których wspólnym mianownikiem jest to, że łatwo wpadają w ucho i praktycznie niczym nie różnią się od siebie. Niemal wszyscy artyści i wydawcy stawiający na ambitną i uduchowioną muzykę są poważani jedynie przez niszę odbiorców. Do takiej muzyki niekiedy bardzo trudno dotrzeć, gdyż niewiele stron muzycznych decyduje się do większego wspierania niezależnych i czasem nikomu nieznanych twórców. Jeżeli ktoś nie posiada oszałamiających statystyk z Soundclouda, YouTube, Spotify oraz portali społecznościowych, a także nie ma zbyt wielu dobrych znajomości wpływających na ogólny wizerunek danego wykonawcy, to łatwo przypina mu się etykietę „gorszego artysty”. Tylko prawda jest zgoła inna, ponieważ jeżeli dany raper, producent, DJ czy grupa jest mniej znana, to wcale nie oznacza, iż nie zasługuje na bliższe poznanie. Właśnie o takich osobach znajdziecie najwięcej artykułów na łamach naszego serwisu.

    Od zawsze uwielbiałem poznawać nową muzykę, a na całą kulturę hip hopową patrzę szerzej zgłębiając jej otoczkę. Nie ma dla mnie też żadnego znaczenia to, skąd pochodzi poszczególny artysta i wytwórnia płytowa. Liczy się tylko poziom prezentowany przez ludzi oraz to, czy odnajdę w ich twórczości duszę i serce poparte odpowiednim podejściem do nagrywania płyt i ich wydawaniem, to jest najważniejsze kryterium. Skąd wzięło się moje zamiłowanie do niedocenianych i nieznanych wykonawców? Ano głównie stąd, ponieważ przez całe swoje życie czuję się pogardzany i odtrącany przez innych. Jednak wcale nie przywodzi to tylko negatywnych skojarzeń; można odnaleźć w tym wszystkim niesłychanie wiele piękna oraz dzięki takie postawie zjednać sobie ludzi okazujących wdzięczność za nawet najdrobniejszą pomoc.

    Większość poznanych przeze mnie przedstawicieli branży muzycznej, którzy są rozsiani po całym świecie, nie mogą liczyć na bezinteresowne wsparcie przy swoich projektach, co również doskonale znam z własnego doświadczenia. Dzięki temu łatwiej także nawiązuję kontakty z nie(d)ocenianymi twórcami i bez problemów udaje się znaleźć nam wspólną nić porozumienia. Wierzę przy tym w pracę u podstaw i dlatego też wielokrotnie rezygnowałem z pisania o wszem i wobec znanych postaciach na rzecz ludzi egzystujących w świadomości jedynie garstki słuchaczy i przedstawicieli mediów. Zdaję sobie z tego sprawę, iż w ten sposób z góry skazuję U Call That Love na niższe statystyki odwiedzin i zainteresowanie czytelników, ale właśnie prezentowanie undergroundowych wykonawców sprawia mi najwięcej przyjemności. Spora część wydawnictw opisywanych na UCTL trafia do szerszego grona odbiorców na świecie lecz nie ma to zupełnie przełożenia na Polskę, gdyż u nas pojedyncze jednostki z zagranicy mogą liczyć na zainteresowanie ze strony słuchaczy. Z drugiej strony, zdarzają się też takie przypadki, że nawet w ogólnym rozrachunku o danej płycie próżno szukać obszerniejszych publikacji na obcojęzycznych stronach muzycznych. Jeżeli dzięki moim artykułom sprawię, że choćby garstka osób, bez względu na miejsce zamieszkania, zainteresuje się nieznaną wcześniej muzyką, to będę naprawdę szczęśliwy.

    W tym miejscu ponownie nawiążę do wiedzy, nieodłącznego elementu działalności U Call That Love. Jestem drobiazgowy i skrupulatny, przez co każdy artykuł publikowany na stronie jest mocno rozbudowany (średnia długość wpisów w serwisie wynosi ok. 500-600 słów). W ten sposób staram się jak najwłaściwiej przedstawić sylwetki poszczególnych artystów, mając też na względzie fakt, iż poszczególna publikacja nie powinna ograniczać się do suchego podania informacji dotyczących płyty i na tym koniec. Wychodzę z założenia, że powinienem przekazać jak najwięcej informacji w jednym miejscu, obszernie przedstawiając poprzednie dokonania twórców, ponieważ teraz coraz więcej słuchaczy ogranicza się jedynie do poznawania tylko tracklisty, okładki i zawartości nowych albumów. Wiem też, że taka objętość wpisów i nagromadzenie wiedzy odstrasza część czytelników, ale jednocześnie jestem wdzięczny za to, że znajdują się osoby chętne do bliższego poznawania wybranych projektów twórców z różnych zakątków globu.

    Dzięki takiemu nastawieniu udało mi się zdobyć uznanie w oczach nie tylko czytelników lecz również szeregu zagranicznych wydawców i twórców. Czasem wręcz odnoszę wrażenie, że ludzie, o których muzyce piszę, są bardziej zainteresowani tym niż słuchacze. Redefinition Records, Red Apples 45, Cold Busted, KingUnderground Records. Illect Recordings, Enemy Soil Records, Below System, Parallel Thought, Ltd., Ill Adrenaline Records i mnóstwo pojedynczych wykonawców docenia wkład UCTL w promocję ich wydawnictw. Za każdym razem jest to szalenie nobilitujące i zaskakujące, kiedy dowiaduję się, że ludzie z zagranicy poświęcają nawet czas na dotarcie do artykułów po polsku, po czym korzystają z tłumaczy online (Google Translator całkiem nieźle daje sobie radę) i starają się zrozumieć znaczenie pełnej publikacji (tłumaczenia tekstów nigdy nie są w pełni dokładne). Po każdym takim sygnale mam świadomość, iż cała moja praca nie idzie na marne.

    Oczywiście, działalność U Call That Love mogłaby wyglądać lepiej. Nie jestem idealny, popełniam błędy, mam masę nieskończonych artykułów i projektów, wiem o tym, iż dużo pracy jeszcze przede mną. Doskonale pamiętam o pomocy otrzymanej od bliskich osób, zarówno od strony technicznej, jak i redakcyjnej czy zdjęciowej. Przez ostatnie miesiące miałem długie chwile zwątpienia we wszystko. Po tym czasie przejrzałem na oczy i mam pewność, że teraz nie mogę wycofać się. Od początku istnienia UCTL uważam za swoje dziecko, które otaczam opieką i czerpię dzięki temu energię do dalszego funkcjonowania w życiu codziennym. Brakuje mi jedynie wiary we własne możliwości, wsparcia i większego zainteresowania osób trzecich. Wiele zależy od tego, czy uda mi się dotrzeć do większego kręgu odbiorców pokazując nowym osobom wartościową muzykę oraz sukcesywnie realizując dawno wytyczone cele. Wystarczy tylko codzienna pomoc od choćby jednej osoby, dzięki czemu U Call That Love rozwinie się na tyle, aby każda osoba stykająca się z naszym serwisem miała świadomość tego, że wszystko mniej znane prezentowane tutaj, wcale nie oznacza gorsze.

Translate »