Kategoria: Recenzje EP’s

  • Recenzja EP: The Audible Doctor – Can’t Keep The People Waiting

    Recenzja EP: The Audible Doctor – Can’t Keep The People Waiting

    4–5 minut

    AMD Music | 2014

    W dyskusjach dotyczących poszczególnych aspektów hip hopu regularnie jest poruszany temat najlepszych producentów w dziejach tego gatunku. Większość rankingów obejmuje tych samych artystów i tak naprawdę trudno tutaj o jakiekolwiek zaskoczenie (chyba, że ograniczamy się do ostatnich lat w rapie). Inaczej sprawy wyglądają, jeżeli zagłębimy się pomiędzy najwybitniejszych beatmakerów, którzy z powodzeniem radzą sobie także jako Emcees. Pete Rock, Large Professor, DJ Quik, Dr. Dre, Havoc, Lord Finesse, RZA, El-P, Diamond D, Erick Sermon, Q-Tip – wszyscy powyżsi twórcy powinni być wymienieni w tej kategorii. W ostatnich latach zwrócił na siebie uwagę inny producent występujący też w roli rapera – The Audible Doctor. W grudniu ub.r. ukazała się jego nowa płyta, „Can’t Keep The People Waiting”.

    Brown Bag AllStars należy do grona dobrze rozpoznawalnych kolektywów na nowojorskiej mapie hip hopowej. Jednym z najjaśniejszych punktów BBAS, a przy tym motorem napędowym crew, jest bez dwóch zdań The Audible Doctor. Artysta rodem z Brooklynu publikuje muzykę już od dekady. Przez ten okres dał się on poznać jako uzdolniony producent oraz porządnie wykwalifikowany raper. Na przestrzeni dekady nowojorczyk zapisał na swoim koncie pokaźną liczbę wydawnictw. Dyskografia twórcy obejmuje „Brownies” LP oraz szereg EP-ek (m.in. „The Crackers EP Vol. 1”, „The Spread”, „Doctorin”, „The Winter Tape” i „The Summer Tape”). Na tym nie zamykają się dokonania przedstawiciela BBAS.

    W ub.r. The Audible Doctor wyprodukował w całości solową płytę Fredro Starra, „Made In The Streets”. W trakcie swojej kariery współpracował on z pokaźnym gronem innych wykonawców, do których oprócz członków Brown Bag AllStars zaliczają się choćby 50 Cent, Joell Ortiz, Has-Lo, Silent Knight, J-Live, Homeboy Sandman, Neek The Exotic, maticulous czy Von Poe VII. Wydawałoby się, iż powyższe osiągnięcia predysponują beatmakera i rapera w jednym do zajęcia względnie wysokiego miejsca w hierarchii hip hopowej. Jednak nadal w wielu przypadkach pomija się kompletnie Marka Woodforda, a szkoda. Wydane przed 9 miesiącami „Can’t Keep The People Waiting” dobitnie pokazuje, iż należy się jemu znacznie większa uwaga ze strony mediów i słuchaczy.

    Jeżeli dany artysta często wydaje nowe materiały, to wypada dokonać nie tylko pobieżnego, ale też głębszego porównania konstrukcji nowej płyty względem tych starszych, które niekiedy mają raptem po (kilka)naście miesięcy. Wydawnictwo z listopada ub.r. z powodzeniem nawiązuje do wcześniejszych projektów The Audible Doctora. Podobnie jak na „The Summer Tape” materiał obfituje w gościnne występy innych twórców. Do tego przedstawiciel Brown Bag AllStars wystąpił na płycie w roli producenta i rapera w jednym. Nowojorczyk coraz pewniej czuje się jako Emcee, co znalazło odzwierciedlenie na „Can’t Keep The People Waiting”. Mieszkaniec Brooklynu ciągle rozwija się od tej strony, i chociaż nadal brakuje mu najbardziej uzdolnionych beatmakerów za mikrofonem z Large Professorem na czele, to widać jego postępy. Wyrobione flow, umiejętne dobieranie tematyki utworów, więcej niż poprawne rymy i spory zasób słownictwa wystawia jemu wysokie noty. „Cycle / So Tired”, „The Beast” i „Multiply” należą do najmocniejszych momentów na płycie, w których The Audible Doctor wypada najkorzystniej w roli rapera. Co warte podkreślenia, większość gości zaproszonych na „Can’t Keep The People Waiting” nie daje plamy. Hassaan Mackey, Consequence, Guilty Simpson i John Robinson (czy kiedykolwiek on zawiódł goszcząc na produkcjach innych osób?) dorzucili wartościowe zwrotki i nie potraktowali tego, jak niczym nieznaczących epizodów w swojej działalności. Należy również pochwalić Davenporta Grimesa, wprowadzającego wiele kolorytu na płytę dzięki swoim hookom i refrenom. Jedynie po Astro należy spodziewać się większej werwy w rymowaniu, a Bumpy Knuckles brzmi tutaj nieco topornie.

    Jak natomiast przedstawia się EP-ka od strony producenckiej? Ano naprawdę sympatycznie. Charakterystyczne brzmienie The Audible Doctora oparte głównie o soulowe sample utrzymuje słuchacza w zaciekawieniu przez całą długość „Can’t Keep The People Waiting”. Nowojorski artysta ponownie postawił na beaty wykorzystujące samplowane wokale, które świetnie urozmaicają poszczególne nagrania. Jeżeli nawet zmienia on nieco klimat utworów (patrz: „Warning” i „The Burial Plot”), to całość pozostaje wyegzekwowana w odpowiedni sposób. Owszem, niektórzy odbiorcy oczekiwaliby bardziej nastrojowych podkładów i/lub ukierunkowania produkcji w stronę bangerów na miarę „Battle Cry”. The Audible Doctor poniekąd rekompensuje to za sprawą rozbudowanych beatów, zgrabnie zmieniających klimat i przekształcających się w dodatkowe nagrania („Cycle / So Tired”, „Chocolate Covered Liar”, „Leave Me Alone / Complication”). „Can’t Keep The People Waiting” łączy w sobie nie tylko właściwie dostarczaną warstwę liryczną, ale przede wszystkim stanowi potwierdzenie klasy producenckiej The Audible Doctora.

    We współczesnej branży hip hopowej wszystko zmienia się, jak w kalejdoskopie. Ze względu na ogromne nagromadzenie nowej muzyki trudno poświęcić wystarczającą ilość czasu na wydawnictwa, które na to w pełni zasługują. Wygląda na to, że kolejny raz sporo osób nie doceniła The Audible Doctora, niesłusznie pomijając „Can’t Keep The People Waiting”. Z drugiej strony, producent/raper dzięki tej płycie bardziej przebił się w środowisku, do czego przyczyniła się też winylowa wersja wydawnictwa. Oczywiście nowojorczyk zdążył wypuścić już kolejny materiał, „The Spring EP”, podtrzymując dobrą formę z ubiegłorocznego projektu. W końcu nie może on dopuścić do tego, aby ludzie (zbyt) długo czekali na jego nowe nagrania.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Cycle / So Tired
    2. Warning
    3. Chocolate Covered Liar feat. Astro & Hassaan Mackey
    4. No Future feat. Consequence
    5. The Beast feat. Bumpy Knuckles
    6. Leave Me Alone / Complication feat. Guilty Simpson
    7. Multiply feat. John Robinson
    8. The Burial Plot
  • Recenzja EP: Pete Flux & Parental – Traveling Thought

    Recenzja EP: Pete Flux & Parental – Traveling Thought

    4–5 minut

    Akromégalie Records | 2014

    Europejscy wykonawcy są coraz lepiej kojarzeni na międzynarodowej scenie (około) hip hopowej. Podobnie można wypowiadać się na temat wytwórni płytowych ze Starego Kontynentu, które sukcesywnie poszerzają grono swoich odbiorców. W niezależnych kręgach muzycznych najczęściej mówi się o niemieckich wydawcach pokroju Project: Mooncircle, Jakarty Records, Melting Pot Music, Tokyo Dawn Records czy Radio Juicy. W innych krajach Starego Kontynentu nietrudno również o dobrze zarządzane oficyny wydawnicze, jak choćby francuskie Akromégalie Records. Label założony w 2009 roku przez Leksa (Emcee/producent) i Parentala (DJ/producent) skupia się na wydawaniu płyt winylowych. 1 kwietnia ub.r. odbyła się premiera interesującego projektu sygnowanego logiem tej wytwórni – „Traveling Thought” duetu Pete Flux & Parental.

    Od dawna Francja przeżywa stanowi oczko w głowie niejednego miłośnika rapu w niezależnej formie. Istotną rolę w systematycznym rozwoju tamtejszej sceny odgrywają również mniejsze i większe labele, niekiedy prowadzone z pasją przez samych artystów. Akromégalie Records należy właśnie do tych francuskich wytwórni płytowych, które starają się przedstawić odbiorcom wartościowe projekty odwołujące się do niezapomnianych lat 90.tych. Oficyna wydawnicza z siedzibą w Paryżu powstała ponad 6 lat temu z inicjatywy dwóch braci, a zarazem członków formacji KalhexLeksa i Parentala.

    Początkowo bardziej aktywny na scenie był pierwszy z nich, wypuszczając w połowie 2013 roku doskonałe „Full Cycle” (oczywiście też ukazała się płyta grupy założonej przez rodzeństwo – „Kalhex”). Ponad dwa lata temu także Parental zabrał się ochoczo do tworzenia muzyki. Paryski wykonawca nawiązał współpracę z amerykańskim raperem Pete’em Fluksem, co okazało się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. W pierwszej połowie 2013 roku francusko-amerykański duet zaprezentował premierową dziesiątkę, „Right Here”. Wydawnictwo wypadło na tyle dobrze, że część przedstawicieli mediów i odbiorców zaczęło wypatrywać na horyzoncie kolejnego projektu artystów utożsamiających się z korzenną muzyką hip hopową. Obszerniejszy materiał, „Traveling Thought”, trafiając do obiegu zrobił wrażenie na wybranej niszy fanów klasycznego undergroundu.

    Za każdym przy artykułach o nieco starszych wydawnictwach nasuwają się następujące pytania – czy dany materiał nie jest już passe? Czy przypadkiem wszyscy zainteresowani odbiorcy nie sięgnęli po tę produkcję ładnych kilka miesięcy temu? Czy przy niesłychanym ruchu na scenie muzycznej, ktokolwiek jeszcze pamięta o płycie sprzed roku? Wszystkie te zasadnicze kwestie pasują do „Traveling Thought”, aczkolwiek odpowiedzi na każdy odrębny temat mogą być odmienne i relatywne. Postawmy zatem nieco inne pytanie – jaką wartość przejawia EP-ka Pete’a Fluksa & Parentala rok po premierze?

    Powracając do płyty po dłuższym czasie i po części odkrywając całość na nowo, przyznam szczerze, że ten materiał spełnia nie tylko współczesne standardy, ale równie dobrze przyjąłby się na przełomie stuleci. Skąd płyną takie, a nie inne skojarzenia? Wszystko to dzięki wyjątkowej chemii panującej pomiędzy autorami „Traveling Thought”. W końcu taką zgodność umysłów niejednokrotnie trudno odnotować nawet pośród twórcami pochodzącymi i nagrywającymi w tej samej miejscowości. Proces twórczy w przypadku artystów mieszkających na co dzień po obu stronach Atlantyku został dokładnie przedstawiony w „Warming Up”. Szkoda tylko, że Pete Flux & Parental nie zdecydowali się na umieszczenie tego utworu na początku EP-ki, gdyż dzięki niemu łatwiej można byłoby przyswoić sobie drogę, jaką pokonali oni do wydania płyty.

    Z drugiej strony, nawet nie znając kulisów powstawania projektu, można czerpać dużą satysfakcję słuchając tej produkcji. W ogromnej mierze to zasługa skwapliwego dobrania beatów – silnie inspirowane latami 90.tymi, zahaczające o boom-bap, z odpowiednio dobranymi samplami, miękkie i pozwalające na jak najlepsze zaprezentowanie swoich umiejętności raperowi. Parental wykonał kawał dobrej pracy i słychać, że przeszedł on długą drogę przed wybraniem podkładów na tę płytę. W tak przygotowanym środowisku Pete Flux czuł się, jak ryba w wodzie. Zapoznając się z jego łagodnym i eleganckim stylem szybko można dojść do jednego wniosku – taki Emcee to skarb dla każdego beatmakera, gdyż praca z nim to czysta przyjemność. Przekonują o tym utwory „Science”, „The Calm” czy też ww. „Right Here”. Natomiast swoistą wisienką na torcie pozostaje zamykający „Traveling Thought” track z udziałem Rob-O, „Illness”. Doświadczony amerykański raper pokazał się w nim ze świetnej strony. Jeżeli natomiast duet ponownie zdecyduje się na opublikowanie wspólnych nagrań, to powinien postarać się o element zaskoczenia w swoich nagraniach, ponieważ część osób uzna ich twórczość za przewidywalną. Pomimo tego EP-ka broni się i już teraz śmiało można stwierdzić, że wytrzymała próbę czasu. Przecież obecnie rok od wydania płyty, to w oczach większości artystów, wydawców, dziennikarzy i słuchaczy, po prostu wieczność.

    W zalewie nowości płytowych łatwo przeoczyć nagrania stojące na wysokim poziomie. Niektóre z nich mogą początkowo nie przejawiać większej wartości, ale jeżeli choć na moment oderwiemy się od tego, co jest znane i chętnie promowane przez strony muzyczne i przeciętnych odbiorców, to można dzięki temu odkryć kawał dobrej muzyki. Właśnie tak wyglądają sprawy z „Traveling Thought”. Pete Flux & Parental odpowiadają za nagranie jednego z lepiej przygotowanych wydawnictw ostatniego roku lecz ich płyta nie cieszy(ła) się tak dużym zaufaniem mediów i słuchaczy, jak masa innych materiałów autorstwa twórców z większą siłą przebicia w branży. Jednak czyni to z drugiej EP-ki tego duetu wyjątkową produkcję, dostępną dla wybranych osób z otwartymi głowami i czerpiących radość z odkrywania współczesnych nagrań stanowiących świetny follow-up do lat 90.tych. Nie bójcie się sięgnąć po tę płytę, gdyż o taką chemię na linii raper-producent jest teraz coraz trudniej.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Science (scratche: Venom)
    2. The Calm
    3. Success
    4. Right Here
    5. True To Your Art feat. Kalhex
    6. The Why feat. Jonnae Thompson
    7. Warming Up (scratche: DJ LOD)
    8. Illness feat. Rob-O

    Zapisz

  • Recenzja EP: Parallax – Depth Perception

    Recenzja EP: Parallax – Depth Perception

    3–5 minut

    Self-released | 2014

    Od lat jedną z najcięższych chorób toczących hip hop jest zanikający element wiedzy w całej kulturze. Szczególnie to rzuca się w oczy we współczesnym rapie, który od dawna nie spełnia funkcji edukacyjnej i nie przynosi ze sobą wartości stanowiących podwaliny tego nurtu muzycznego w poprzednich dekadach. Artyści hip hopowi porzucili przekazywanie ważnych treści za pośrednictwem swoich nagrań, co najbardziej widać w miałkim, wtórnym i plastikowym mainstreamie. Jednak nawet w undergroundzie nie jest zbyt różowo, gdyż presja ze strony słuchaczy oczekujących muzyki miłej, łatwej i przyjemnej stale rośnie. Dlatego też tym bardziej należy docenić wydawnictwa pokroju „Depth Perception” brytyjskiego rapera Parallaksa, który chociaż na kilkanaście minut przywraca prawdziwego ducha hip hopu.

    Przez długie lata brytyjscy artyści kojarzyli się słuchaczom z innych krajów głównie za sprawą grime’u. W ostatnim czasie trend ten został przynajmniej po części zmieniony na korzyść wykonawców, których twórczość jest bardziej przyswajalna dla ogółu odbiorców. Pośród twórców obracających się w innych nurtach hip hopowych zaznaczył swoją obecność Parallax. Twórca pochodzący z Winchesteru należy do wymierającego gatunku osób w pełni oddanych korzeniom tej kultury. Z drugiej strony, trzeba przyznać, że znakomicie odnajduje się on w tym i czerpie niewspółmierną satysfakcję z realizacji własnych celów. Emcee i producent w jednym przez blisko dekadę udzielał się na londyńskiej scenie, spędzając mnóstwo czasu na występach podczas lokalnych imprez. Brytyjczyk doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż to tak po prawdzie, to jedyna słuszna droga ku temu, aby zapracować na swoje nazwisko i zdobyć uznanie w oczach odbiorców z najbliższego otoczenia. Parallax nie śpieszył się z wydaniem debiutanckiego materiału, spokojnie przygotowując się do tego w domowym zaciszu. W końcu artysta uznał, że nadszedł najwyższy czas, aby wypuścić premierowy projekt. Wydane w połowie roku „Depth Perception” należy do najlepszych EP-ek poprzednich 12 miesięcy.

    Wydawnictwo pochodzące sprzed 6 miesięcy stanowi jedną z najpiękniejszych od do hip hopu, jakie ukazały się na rynku płytowym w ostatnich latach. Brytyjski artysta otwarcie mówi o tym, że jego nadrzędnym celem jest przywrócenie brzmienia i zasad związanych ze Złotą Erą rapu. Jeżeli dzięki temu uda mu się dotrzeć do niszy odbiorców i przy tym otworzy on oczy tym, którzy całkowicie zapomnieli w czym tkwi prawdziwe piękno hip hopu, to uzna on swoją misję za udaną. Po zapoznaniu się z jego pierwszym wydawnictwem należy odhaczyć wszystkie ww. założenia, gdyż Parallax w pełni dowiódł tego, że postępuje ze swoją ideologią muzyczną od początku do końca. „Depth Perception” to nad wyraz wyrazisty i silny głos w sprawie kształtu i kondycji współczesnej sceny hip hopowej. Wszystko to podane w wysokiej jakości boom-bapowej formie. Począwszy od intra, aż po ostatnie sekundy kończącego EP-kę „Justice” znakomicie widać, że trafiliśmy na artystę przez wielkie „A”. Parallax posiada rozległą wiedzę o hip hopie i nadal wierzy w jej ideały, które praktycznie nie są już zauważalne na współczesnych wydawnictwach. Doskonale widać to po singlowym „Hip Hop Philosophy”, które należy także do jednych z najlepszych nagrań tego roku. Brytyjczyk pokazał w tym utworze, a także w pozostałych na „Depth Perception”, dbałość o warstwę liryczną. Jego teksty perfekcyjnie współgrają z korzennie brzmiącymi beatami. Emcee dotyka tematyki związanej ze stanem kultury hip hopowej, ale również sięga po kwestie społeczne. Nie brakuje celnych spostrzeżeń i słusznej krytyki („Rat Race”, „Justice”) i odniesień do pracy nad sobą („Walking On”). W głównej mierze on sam odpowiada za poszczególne podkłady występujące na płycie, jedynie w dwóch utworach wyręczają jego Fredo i Sam Zircon (ten drugi producent współtworzył instrumental do „Never Can Say Goodbye”). Wszystko to przełożyło się na bezkompromisowy manifest oparty o reguły wyniesione z lat 80. i 90.tych, który podano z rzadko spotykaną teraz klasą. Prawdziwie głębokie spojrzenie na hip hop i tematykę prospołeczną.

    Jeżeli miałbym pokazać komukolwiek tegoroczną płytę nagraną od początku do końca w zgodzie z old schoolowymi standardami, to mój wybór padłby na „Depth Perception”. Parallax pokazał wszem i wobec, że w dzisiejszych czasach nadal pozostaje miejsce na korzenne wydawnictwa niosące ze sobą ważne treści. Brytyjski artysta może być uznawany za ewenement w skali światowej, gdyż naprawdę niewielu współczesnych twórców tak głośno i mocno akcentuje element wiedzy w swoich utworach. Ważne jest też to, iż starania tego rapera/producenta doceniły wybrane serwisy muzyczne i słuchacze, którzy w dalszym ciągu poszukują wydawnictw o edukacyjnym wydźwięku. Już teraz przyznam z ręką na sercu, że wiele obiecuje sobie po pełnym albumie Parallaksa. Warto czekać na tę produkcję.

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    1. Never Can Say Goodbye (prod. Parallax & Sam Zircon)
    2. Hip Hop Philosophy (prod. Sam Zircon)
    3. Strength (prod. Fredo)
    4. Walking On (prod. Parallax)
    5. Rat Race (prod. Parallax)
    6. Justice (prod. Parallax)
  • Recenzja EP: Gas-Lab & Traum Diggs – Jazz Hop

    Recenzja EP: Gas-Lab & Traum Diggs – Jazz Hop

    3–4 minut

    Self-released | 2013

    Płyty nagrywane przez artystów oddalonych na co dzień od siebie o tysiące kilometrów nie stanowią żadnego novum na scenie muzycznej. Wśród wszystkich projektów tego typu dominują materiały powstające w wyniku współpracy pomiędzy raperami a producentami. Po wydanym w 2004 roku albumie „Connected” autorstwa Phonte i Nicolaya, zanotowaliśmy tendencję zwyżkową płyt tworzonych przez międzynarodowe duety. Zdecydowanie najwięcej płyt nagrywanych w ten sposób pochodzi z niezależnych kręgów hip hopowych. Przeważnie dochodzi tutaj do współpracy pomiędzy artystami z Ameryki Północnej a Europejczykami i Azjatami, bądź mieszkańcami Australii i Oceanii. W październiku ub.r. pojawił się w obiegu wyjątkowy projekt, gdyż jego współtwórcą jest przedstawiciel Ameryki Południowej. „Jazz Hop” stanowi owoc wspólnej kooperacji argentyńskiego producenta Gas-Laba i rapera z Brooklynu, Trauma Diggsa.

    Artyści kojarzeni z jazz hopem regularnie trafiają na łamy naszego serwisu. Jednak dotychczas nie zmierzyliśmy się z wydawnictwem, które łączyłoby wykonawców mieszkających na co dzień w różnych państwach i żyjących w odmiennej kulturze. Gas-Lab i Traum Diggs niejako przecierają szlaki dla pozostałych twórców i ich materiałów interpretujących na własny sposób nurt wykształcony ponad dwie dekady temu w Ameryce Północnej. Przed przejściem do omawiania „Jazz Hop” wypada pokrótce przedstawić ten duet i wyjaśnić, co sprawiło, że producent z Buenos Aires i raper z Nowego Jorku podjęli współpracę.

    Gas-Lab zajmuje się produkcją muzyki od ponad dekady. Jego debiutancka płyta, „Teoría Instrumental Vol.1” ukazała się w 2007 roku. Południowoamerykański producent od początku upodobał sobie ciepłą stronę instrumentalnego hip hopu, tworząc beaty utrzymane w soulfulowym i jazzowym stylu. W następnych latach beatmaker wypuścił kolejne wydawnictwa – „Teoría Instrumental Vol.2”, dwie części kompilacji „Colección de Rimas” i wspólny materiał z Velcro, „Incomprendido”. W niemal identycznym klimacie powstają utwory Trauma Diggsa.

    Twórca wychowany w Brooklynie jako swoje największe inspiracje wymienia KRS-ONE’a, Rakima, Big Daddy Kane’a wespół ze Stevie’em Wonderem, Erikiem Claptonem oraz Marvinem Gaye’em. Wszyscy ci znamienici wykonawcy wywarli wpływ na twórczość nowojorczyka, mającego od samego początku inklinacje do jazzowej odsłony rapu. Amerykanin potwierdził to na wydanym w listopadzie 2011 roku projekcie „Black Champion EP”, zawierającym kapitalny singiel „Sax 5th Ave Flow”. Po opublikowaniu EP-ki Emcee poszukiwał nowych wyzwań i możliwości rozwoju, starając się nawiązać kontakty z osobami o podobnym podejściu do muzyki i zamiłowaniu do jazzowych sampli. Doprowadziło to do poznania Gas-Laba, co następnie przełożyło się na zrealizowanie „Jazz Hop”. Tytuł płyty właściwie oddaje charakter nagrań na tym wydawnictwie.

    Projektów opartych o brzmienie jazz-hopowe nie brakuje na dzisiejszej scenie hip hopowej, aczkolwiek nagrania wielu artystów brzmią niemal jednakowo. W takim razie, co przemawia na korzyść Gas-Laba i Trauma Diggsa? Po nawet krótkim obcowaniu z tym materiałem można zauważyć na „Jazz Hop” znakomitą chemię panującą pomiędzy twórcami. Pomimo tego iż obaj pochodzą z odmiennych środowisk i kultur, na co dzień ich życie toczy się niekiedy zupełnie różnym torem, to artyści potrafili łatwo porozumieć się ze sobą i stworzyć odpowiednią otoczkę towarzyszącą ich nagraniom. Duet zatroszczył się o idealne wręcz wprowadzenie do całości materiału zgromadzonego na płycie sprzed 3 miesięcy. „Jazz Hop” z udziałem wokalistki Natayli, stanowi właściwy przykład na to, iż w dzisiejszych czasach nadal można nagrywać tracki przypominające wczesne dokonania Gang Starr, Digable Planets czy obozu Native Tongues. Z pozostałych utworów zgromadzonych na EP-ce wybijają się „1988” i „Choices”. Podkłady autorstwa Gas-Laba współgrają z flow Trauma Diggsa, co jak najlepiej świadczy o ich umiejętnościach i niemal identycznym postrzeganiu muzyki.

    Po zapoznaniu się z zawartością „Jazz Hop” pozostaje też pewien niedosyt. Płyta wypada momentami bardzo przyjemnie i sympatycy jazzowego brzmienia rapu powinni być usatysfakcjonowani. Jednak płyta nagrana przez ten duet sprawia wrażenie półproduktu ze względu na to, iż wydawnictwo zawiera jedynie 6 nowych ścieżek uzupełnionych przez 2 remiksy (podobna sytuacja, jak w przypadku „Highway Robbery” Guilty Simpsona & Small Professora). Gas-Lab i Traum Diggs zyskaliby znacznie więcej w oczach mediów i słuchaczy przy rozszerzeniu wspólnej produkcji o dodatkowe tracki, dzięki czemu projekt na pewno bardziej utkwiłby w pamięci odbiorców.

    Ocena: 3,5/5

    Tracklista

    1. Jazz Hop feat. Natayla
    2. Sax 5th Ave Flow feat. Williz Freeman (Gas-Lab Remix)
    3. 1988 feat. Hache ST
    4. Yaphet Kotto
    5. Space feat. Poet Zee
    6. My Journal feat. SOUL (Gas-Lab Remix)
    7. Choices
    8. Mi gente feat. Bocafloja & Cambio
  • Recenzja EP: Guilty Simpson & Small Professor – Highway Robbery

    Recenzja EP: Guilty Simpson & Small Professor – Highway Robbery

    3–4 minut

    Beat Goliath/Coalmine Records | 2013

    Zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami we wrześniu b.r. ukazała się masa nowych projektów. Spośród nich największym zainteresowaniem mediów i słuchaczy cieszyły się zarówno wokalne, jak i instrumentalne płyty. Warto tutaj wymienić materiały Tanya Morgan („Rubber Souls”), The Foreign Exchange („Love In Flying Colors”), The Procussions („Self-Titled”), Clear Soul Forces („Gold PP7s”), J-Zone’a („Peter Pan Syndrome”), LMNO („After The Fact”), 14KT („Nickel & Dimed”), Damu The Fudgemunka („Spur Momento Trailer EP”) i Klausa Layera („The Adventures Of Captain Crook”). Oprócz produkcji wydanych w wersjach fizycznych trafiło w tamtym miesiącu również sporo porządnych EP-ek i longplayów wypuszczonych tylko w postaci elektronicznej. Jeden z tych projektów, „Highway Robbery”, autorstwa Guilty Simpsona & Small Professora, to naprawdę interesująca kryminalna opowieść z ulic Detroit.

    Z duetu artystów odpowiedzialnych za ten projekt zdecydowanie większe osiągnięcia i szacunek na scenie hip hopowej przypada pierwszemu z tych wykonawców. Już na początku ubiegłej dekady o Guilty Simpsonie mówiło się, jako kolejnym raperze z Mo-Town o sporym potencjale. Od kilku lat Emcee co rusz to pokazuje skalę swojego talentu, skupiając się głównie na płytach nagrywanych przy udziale innych twórców. Do jego najważniejszych wydawnictw zaliczają się „Ode To The Ghetto”, „OJ Simpson” (produkcja Madliba), „Ox To D (The E.P)” z Roc C, „Dice Game” (produkcja Apollo Browna). Oprócz tego wchodzi on wraz z Black Milkiem i Seanem Price’em w skład formacji Random Axe, z którą dwa lata temu wypuścił debiutancki longplay.

    W porównaniu do swojego nowego partnera muzycznego, Small Professor nie może pochwalić się tak licznymi wydawnictwami. Filadelfijski producent ma na swoim koncie serię beat tape’ów, z czego większość została dobrze odebrana przez środowisko muzyczne (szczególnie „Leftover Jawns EP” i „Cool Story, Pro”). Beatmaker odnajduje się też współpracując z raperami, o czym najlepiej świadczy płyta „Gigantic Vol. 1”. Wydawnictwo z ub.r. zawiera nagrania powstałe przy udziale Von Pei, Has-Lo, Buff 1, Stik Figi, Guilty Simpsona i Reef The Lost Cauze’a. Remiksy utworów części z tych wykonawców trafiły następnie na „Yokozuna EP”. Po tych materiałach przyszła kolej na „Highway Robbery”, stanowiące wyzwanie nie tylko dla twórcy z Philly, ale także otrzaskanego w branży Simpsona.

    Autorzy tego wydawnictwa nawiązali współpracę kilkanaście miesięcy temu. Efektem tego były dwa tracki – „Spare Razor” oraz „The Easiest Way”, które trafiły na wcześniejsze projekty Small Professora. Obaj wykonawcy postanowili pójść o krok dalej, co przełożyło się na wspólną EP-kę. Wydaniem materiału zajęło się Beat Goliath/Coalmine Records, zaś promocję powierzono Diamond Media 360. Duet przygotował płytę opowiadającą o losach mieszkańca Detroit próbującego odnaleźć się w post-apokaliptycznej rzeczywistości. Narratorem wszystkich nagrań jest Guilty Simpson, który plastycznie przedstawił realia życia w swoim rodzinnym mieści w bliżej nieokreślonej przyszłości. Historie zawarte na „Highway Robbery” podano w sprawny sposób. Emcee z The Motor City otrzymał brudne beaty oparte o mocne brzmienie perkusji. Small Professor dowiódł tym samym, że z powodzeniem może dostarczać instrumentale utrzymane w różnym klimacie. W tym środowisku raper czuł się, jak ryba w wodzie, pokazując charakterystyczne flow i poprawne wersy. Powyższe połączenie najlepiej wypada w „I’m The City” nagranym przy wsparciu Boldy’ego Jamesa & Statika Selektah, „It’s Nuthin” z AG oraz „On the Run” z cutami DJa Revolutiona. Dawno też nie słyszałem tak doskonałego wstępu do płyty, jak w „Take Your Power”. Z drugiej strony, Guilty Simpson momentami przynudza i brakuje tutaj pewnego elementu zaskoczenia rozwijającego poszczególne tracki, które są dedykowane miłośnikom głównie kryminalnych opowieści.

    Z reguły nie powinno ingerować się w długość danego wydawnictwa, ale w przypadku „Highway Robbery” nie sposób pominąć tej kwestii. Wrześniowy projekt amerykańskich twórców jest po prostu zbyt krótki i sprawia wrażenie wstępu do właściwego materiału duetu. Po odliczeniu „Take Your Power” i „Come Get Me” (intro i outro) oraz alternatywnych wersji „Get That Pay” i „The Easiest Way” (pierwotnie nagranie znalazło się na „Yokozuna EP”) pozostaje raptem 6 utworów, z czego 3 nagrania wybrano na single. Pomimo umiejętnego rozplanowania historii opowiadanych przez Guilty Simpsona i dopasowanych do jego stylu beatów Small Professora, można odebrać płytę jako produkt nie w pełni gotowy. Kontynuacja EP-ki jest mile widziana, ale za drugim razem przyda się zdecydowanie obszerniejsza produkcja.

    Ocena: 3,5/5

    Tracklista

    1. Take Your Power (Intro)
    2. Get That Pay (Scooby Mix)
    3. I’m The City feat. Boldy James & Statik Selektah
    4. Blap (Interlude)
    5. It’s Nuthin feat. AG
    6. On the Run feat. DJ Revolution
    7. Go feat. Castle & Elucid
    8. Come Get Me (Outro)
    9. Get That Pay (OG Mix)
    10. The Easiest Way (Remix)
  • Recenzja EP: The Midnight Eez – Midnight Eez EP

    Recenzja EP: The Midnight Eez – Midnight Eez EP

    3–4 minut

    All City Records | 2011

    Przywykło się mówić, że dosłownie każdego roku ukazuje się co najmniej kilka początkowo niedocenianych materiałów znajdujących uznanie w oczach słuchaczy oraz recenzentów dopiero po upływie lat. W pochodnej kategorii płytowej umieścimy wydawnictwa, które pomimo znacznie wcześniejszego nagrania, ukazały się dopiero po latach. W tym miejscu mamy najczęściej do czynienia z nagraniami osób borykającymi się niegdyś z problemami wydawniczymi (patrz: Large Professor i „LP” czy Q-Tip i „Kamaal/The Abstract”). Tuż obok znajdują się liczne projekty powstałe przeważnie w latach 90.tych w postaci dem lub zbioru luźnych tracków. Jedno z takich wydawnictw, pierwotnie stworzonych blisko dwie dekady temu, pochodzi od duetu z Bronksu, The Midnight Eez. Wydane ponad dwa lata temu przez All City Records „Midnight Eez EP” okazało się ogromną sensacją.

    Anegdoty dotyczące powstania poszczególnych płyt obfitują nie raz w różne interesujące ciekawostki, o czym niejednokrotnie można było przekonać się zgłębiając tajemnice skrywane przez artystów i wydawców. W przypadku The Midnight Eez sprawy związane z ich projektem są nad wyraz niecodzienne. Wszystko rozpoczęło się w połowie lat 90.tych w Nowym Jorku, kiedy to kolebkę hip hopu odwiedził Splyce, współzałożyciel irlandzkiej wytwórni płytowej All City Records. W trakcie jednej z wizyt Irlandczyka w sklepie Fat Beats NY zaczepili go dwaj undergroundowi artyści z The Big Apple starający się wówczas zainteresować swoją muzyką ludzi, podobnie zresztą jak tysiące innych wykonawców w tamtym czasie. Bliżej nieznani wykonawcy z Bronksu wręczyli Europejczykowi taśmę z beatami nie oczekując tak naprawdę niczego w zamian. Splyce zabrał ten materiał ze sobą do Irlandii, zaś o The Midnight Eez słuch zaginął. Nowojorczycy nigdy nie wydali żadnej płyty, a ich zbiór instrumentali przeleżał kilkanaście lat w zapomnieniu. Projekt dosłownie odgrzebano ponad dwa lata temu w trakcie przeprowadzki współwłaściciela All City Records. Po ponownym odkryciu nagrań amerykańskiej grupy postanowiono niezwłocznie nieco zremasterować całość, a następnie wydać jako „Midnight Eez EP”. Dzięki temu uratowano prawdziwą boom-bapową perełkę sprzed lat.

    Irlandzka oficyna wydawnicza wypuściła płytę w maju 2011 roku. Wydawnictwo nagrane w latach 1995-96 z miejsca przyciągnęło uwagę miłośników Złotej Ery rapu oraz mnóstwa innych osób. Tracklista płyty obejmuje 15 instrumentalnych utworów, którymi można zachwycać się w zasadzie bez przerwy. Klimat „Midnight Eez EP” trudno porównać z jakimkolwiek innym longplayem choćby ze względu na to, że w połowie lat 90.tych niewielu producentów stawiało na wypuszczanie beatów i były to wtedy jedynie pojedyncze przypadki. The Midnight Eez przedstawiło kapitalne beaty, zbudowane w kapitalny sposób w oparciu o drobiazgowy sampling i liczne cuty pochodzące z innych tracków oraz filmów. Nowojorski duet opanował niemal do perfekcji umiejętność tworzenia kompozycji łączących w sobie różne elementy. Rozszyfrowanie wszystkich łamigłówek zawartych na tym 30-minutowym wydawnictwie nie jest prostą sprawą, aczkolwiek mocno zajmującą przy zapoznawaniu się z tym materiałem. Wśród wszystkich utworów świetnie wypadają „Childhood Memories” (cuty z „9th Wonder” Digable Planets), „How It Started” (można usłyszeć tutaj wers Raekwona z hymnu Wu-Tang Clanu, „C.R.E.A.M.”), „The Last Chance” (kłania się znajomość na pamięć „Top Billin’” Audio Two). Wykonawcy z Bronksu przygotowali wiele ciekawych wstawek, jak wprowadzenie w „The Plan”, pierwotnie opublikowanym jeszcze w latach 30.tych poprzedniego stulecia. Kapitalny i trudno do podrobienia styl należy do wizytówki „Midnight Eez EP” potrafiącej zachwycać słuchaczy z każdym kolejnym odtworzeniem

    W historii hip hopu nagrano wiele pojedynczych utworów, EP-ek czy longplayów, które długo przeleżały w archiwach przykryte grubą warstwą kurzu, zanim doczekały się wydania. Wydaje się, że The Midnight Eez mogło spokojnie znaleźć wydawcę swoich nagrań w Nowym Jorku (Fat Beats Records, Profile Records, Relativity). Życie potoczyło się jednak zupełnie inaczej i trzeba było czekać długie lata aż „Midnight Eez EP” ujrzy światło dzienne. All City Records wykonało kawał dobrej roboty wypuszczając projekt na płytach winylowych oraz realizując okładkę LP wraz z nowojorskim fotografem Sue Kwonem (współpracownik m.in. Ego Trip). Wydawnictwo o bardzo dużej wartości, dedykowane miłośnikom korzennego rapu oraz undergroundu z krwi i kości.

    Po pewnym czasie okazało się, że za powstaniem tego materiału odpowiadają Onra i Al Quetz. Album powstał w ścisłej tajemnicy. Cała historia kryjąca się za „Midnight Eez EP” jest prawdziwa, a teraz dodatkowo nabiera rumieńców.

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    1. Midnight Anthem
    2. Our Own Business
    3. How It Started
    4. Diggin in the Crates
    5. Corrupted Industry
    6. New Yorks Devils
    7. The Last Chance
    8. Night Walk
    9. Childhood Memories
    10. The Plan
    11. Black Snow
    12. Everydays Chase
    13. Dust
    14. Day Break
  • Recenzja EP: Homeboy Sandman – Chimera

    Homeboy Sandman - ChimeraMoże jeszcze za wcześnie, by stwierdzić, że to właśnie Homeboy Sandman jest tym, kto przywróci Stones Throw dawną chwałę, jednak już teraz można powiedzieć, że nowe EP rapera z Queens jest sporym powiewem świeżości i potwierdzeniem skali jego talentu.

    Tekst: Dragonescu (więcej…)

Translate »