Przywykło się mówić, że dosłownie każdego roku ukazuje się co najmniej kilka początkowo niedocenianych materiałów znajdujących uznanie w oczach słuchaczy oraz recenzentów dopiero po upływie lat. W pochodnej kategorii płytowej umieścimy wydawnictwa, które pomimo znacznie wcześniejszego nagrania, ukazały się dopiero po latach. W tym miejscu mamy najczęściej do czynienia z nagraniami osób borykającymi się niegdyś z problemami wydawniczymi (patrz: Large Professor i „LP” czy Q-Tip i „Kamaal/The Abstract”). Tuż obok znajdują się liczne projekty powstałe przeważnie w latach 90.tych w postaci dem lub zbioru luźnych tracków. Jedno z takich wydawnictw, pierwotnie stworzonych blisko dwie dekady temu, pochodzi od duetu z Bronksu, The Midnight Eez. Wydane ponad dwa lata temu przez All City Records „Midnight Eez EP” okazało się ogromną sensacją.
Anegdoty dotyczące powstania poszczególnych płyt obfitują nie raz w różne interesujące ciekawostki, o czym niejednokrotnie można było przekonać się zgłębiając tajemnice skrywane przez artystów i wydawców. W przypadku The Midnight Eez sprawy związane z ich projektem są nad wyraz niecodzienne. Wszystko rozpoczęło się w połowie lat 90.tych w Nowym Jorku, kiedy to kolebkę hip hopu odwiedził Splyce, współzałożyciel irlandzkiej wytwórni płytowej All City Records. W trakcie jednej z wizyt Irlandczyka w sklepie Fat Beats NY zaczepili go dwaj undergroundowi artyści z The Big Apple starający się wówczas zainteresować swoją muzyką ludzi, podobnie zresztą jak tysiące innych wykonawców w tamtym czasie. Bliżej nieznani wykonawcy z Bronksu wręczyli Europejczykowi taśmę z beatami nie oczekując tak naprawdę niczego w zamian. Splyce zabrał ten materiał ze sobą do Irlandii, zaś o The Midnight Eez słuch zaginął. Nowojorczycy nigdy nie wydali żadnej płyty, a ich zbiór instrumentali przeleżał kilkanaście lat w zapomnieniu. Projekt dosłownie odgrzebano ponad dwa lata temu w trakcie przeprowadzki współwłaściciela All City Records. Po ponownym odkryciu nagrań amerykańskiej grupy postanowiono niezwłocznie nieco zremasterować całość, a następnie wydać jako „Midnight Eez EP”. Dzięki temu uratowano prawdziwą boom-bapową perełkę sprzed lat.
Irlandzka oficyna wydawnicza wypuściła płytę w maju 2011 roku. Wydawnictwo nagrane w latach 1995-96 z miejsca przyciągnęło uwagę miłośników Złotej Ery rapu oraz mnóstwa innych osób. Tracklista płyty obejmuje 15 instrumentalnych utworów, którymi można zachwycać się w zasadzie bez przerwy. Klimat „Midnight Eez EP” trudno porównać z jakimkolwiek innym longplayem choćby ze względu na to, że w połowie lat 90.tych niewielu producentów stawiało na wypuszczanie beatów i były to wtedy jedynie pojedyncze przypadki. The Midnight Eez przedstawiło kapitalne beaty, zbudowane w kapitalny sposób w oparciu o drobiazgowy sampling i liczne cuty pochodzące z innych tracków oraz filmów. Nowojorski duet opanował niemal do perfekcji umiejętność tworzenia kompozycji łączących w sobie różne elementy. Rozszyfrowanie wszystkich łamigłówek zawartych na tym 30-minutowym wydawnictwie nie jest prostą sprawą, aczkolwiek mocno zajmującą przy zapoznawaniu się z tym materiałem. Wśród wszystkich utworów świetnie wypadają „Childhood Memories” (cuty z „9th Wonder” Digable Planets), „How It Started” (można usłyszeć tutaj wers Raekwona z hymnu Wu-Tang Clanu, „C.R.E.A.M.”), „The Last Chance” (kłania się znajomość na pamięć „Top Billin’” Audio Two). Wykonawcy z Bronksu przygotowali wiele ciekawych wstawek, jak wprowadzenie w „The Plan”, pierwotnie opublikowanym jeszcze w latach 30.tych poprzedniego stulecia. Kapitalny i trudno do podrobienia styl należy do wizytówki „Midnight Eez EP” potrafiącej zachwycać słuchaczy z każdym kolejnym odtworzeniem
W historii hip hopu nagrano wiele pojedynczych utworów, EP-ek czy longplayów, które długo przeleżały w archiwach przykryte grubą warstwą kurzu, zanim doczekały się wydania. Wydaje się, że The Midnight Eez mogło spokojnie znaleźć wydawcę swoich nagrań w Nowym Jorku (Fat Beats Records, Profile Records, Relativity). Życie potoczyło się jednak zupełnie inaczej i trzeba było czekać długie lata aż „Midnight Eez EP” ujrzy światło dzienne. All City Records wykonało kawał dobrej roboty wypuszczając projekt na płytach winylowych oraz realizując okładkę LP wraz z nowojorskim fotografem Sue Kwonem (współpracownik m.in. Ego Trip). Wydawnictwo o bardzo dużej wartości, dedykowane miłośnikom korzennego rapu oraz undergroundu z krwi i kości.
Tracklista
- Midnight Anthem
- Our Own Business
- How It Started
- Diggin in the Crates
- Corrupted Industry
- New Yorks Devils
- The Last Chance
- Night Walk
- Childhood Memories
- The Plan
- Black Snow
- Everydays Chase
- Dust
- Day Break


Komentarze
Jedna odpowiedź do „Recenzja EP: The Midnight Eez – Midnight Eez EP”
[…] tutaj m.in. Fela Soul, A Tribe Called Quest, Bugseeda, Quasimoto, Lootpack, The Doppelgangaz, The Midnight Eez czy nawet Sergio Mendesa i Ahmada Jamala. Wszystko to przekłada się na blisko godzinne […]