Tag: galeria sławy

  • Galeria Sławy: Positive K – I Got A Man

    Galeria Sławy: Positive K – I Got A Man

    4–6 minut

    W działalności naszego serwisu muzycznego istotną rolę odgrywają artykuły poświęcone historii kultury hip hopowej. Obok stałych rubryk dotyczących nowości i recenzji płytowych, wytwórni płytowych czy wydarzeń kulturalnych, pojawiają się na U Call That Love publikacje przypisane do „Classic Hip Hop Videos”, „Lost and found”, „Lekcji o old schoolu” czy „Hall of Fame”. Dzięki istnieniu tych działów przez stronę przewinęło się mnóstwo wykonawców kojarzonych głównie z latami 90.tymi. Warto tutaj wymienić Shadez Of Brooklyn, N.W.A, East Flatbush Project, The Juggaknots, Beastie Boys, Run-DMC, Public Enemy, LL Cool J’a, Kool G Rapa & DJ’a Polo czy Eda O.G & Da Bulldogs. Do tej listy dzisiaj dopiszemy ulubieńca znawców hip hopu z lat 80. i 90.tych – Positive’a K. Jego singiel „I Got A Man” sprzed dwóch dekad nadal zachwyca słuchaczy.

    Darryl Gibson rozpoczął swoją karierę muzyczną w połowie lat 80.tych. Przez początkowe miesiące raper pochodzący z Bronksu szukał swojego miejsca na dynamicznie rozwijającej się nowojorskiej scenie hip hopowej. Artysta zadebiutował na kompilacji opublikowanej przez Star Maker Records, „Fast Money”. Nagrany przez niego utwór „Getting Paid” wypadł całkiem porządnie i pozwolił mu na dotarcie w ten sposób do kolejnych osób z NYC. Młody Emcee znalazł uznanie w oczach wytwórni płytowej First Priority Music, której następnie stał się członkiem.

    Pierwsze jego nagrania trafiły do sprzedaży w 1988 roku. Dwunastki „Quarter Gram Pam” i „Step Up Front” ujawniły spory potencjał tkwiący w tym wykonawcy. Szeroki wachlarz możliwości raperskich (Positive K swobodnie łączył tematykę zahaczającą o elementy gangsta rapu z klimatami bliższymi twórczości LL Cool J’a) potwierdził jego udział na składance wydanej przez FPM, „The First Priority Music Family: Basement Flavor”. Co prawda na tym albumie ukazały się łącznie 3 utwory tego twórcy, ale tak naprawdę wszyscy zapamiętali jego przez wspólny track z MC Lyte, „I’m Not Havin’ It”. Znakomity singiel oparty o call and response tego duetu pozwolił artyście wypłynąć na jeszcze szersze wody. W następnych latach nowojorczyk spokojnie przygotowywał materiał na debiutancki album, uzyskując pomoc od m.in. Big Daddy Kane’a i Daddy’ego-O. Premierowa płyta „The Skills Dat Pay Da Bills” wypuszczona w listopadzie 1992 roku okazała się dużym sukcesem, do czego walnie przyczynił się główny singiel promujący LP – „I Got A Man”.

    Genezy najsłynniejszego utworu nowojorskiego artysty należy szukać jednej z ww. płyt, a mianowicie na „The First Priority Music Family: Basement Flavor”. Jego wspólne nagranie z MC Lyte opowiadające o relacjach damsko-męskich z przymrużeniem oka, „I’m Not Havin’ It”, szybko uznano za niezwykle wartościową kompozycję. Positive K postarał się o follow-up do tego singla i ponowne ukazanie historii o kobietach, co okazało się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Raper w „I Got A Man” wcielił się w rolę mężczyzny próbującego poderwać przypadkowo napotkaną kobietę. Wszystkie jego starania o to, aby zapoznać bliżej swoją towarzyszkę kończą jednak niepowiedzeniem, gdyż już na wstępie okazuje się, że bohaterka tego utworu ma swojego mężczyznę. Oczywiście mieszkaniec Bronksu tak łatwo nie poddaje się i prowadzi ożywione dyskusje z nią, próbując jak najlepiej zareklamować siebie i przekonać, że warto na niego postawić. Wymiana zdań przytoczona w singlu na zasadzie call and response jest naprawdę urocza i nie brakuje w niej dobrze przemyślanych wersów:

    [Girl] I’ll admit, I like how you kick it
    Now you’re talkin baby, dats da ticket
    [Girl] Now don’t get excited and chuck your own in
    [Girl] I already told ya, I got a man

    W teledysku nakręconym do „I Got A Man” nastąpiły pewne zmiany. Zamiast pokazania długiej historii dotyczącej jednej kobiety, wystąpiły w tym obrazie trzy dziewczyny. Każda z nich reprezentuje inny typ płci pięknej, co zostało wydatnie podkreślone w każdej części klipu. Positive K spotyka swoje wybranki w różnych sytuacjach na ulicach NYC, a także wieczorem w klubie. Nasz bohater oczywiście w kółko słyszy, że one są w związkach z swoimi mężczyznami i jest im z nimi dobrze, choć na koniec, kiedy raper wychodzi z klubu z inną kobietą, to wszystkie są o nią zazdrosne i sfrustrowane takim obrotem sprawy.

    Utwór wydany w 1992 roku kryje w sobie jedną z najciekawszych anegdot dotyczących powstania nagrań rapowych. Zdecydowana większość odbiorców po przesłuchaniu singla zastanawia się, kto odpowiada za damskie partie wokalne w „I Got A Man”. Niestety muszę wszystkich rozczarować, ponieważ w tę rolę wcielił się również Positive K. W trakcie sesji nagraniowej artysta wraz ze swoimi partnerami muzycznymi tak udanie zmodyfikował barwę głosu, że aż trudno w to uwierzyć, że to ta sama osoba. Warto też podkreślić dodatkową sprawę. Videoclip i utwór pochodzący z „The Skills Dat Pay Da Bills” uchodzi za jedno z ważniejszych nagrań przeciwstawianych ogromowi tracków nieszanujących płci pięknej i traktującej ją w sposób przedmiotowy. Na przełomie lat 80. i 90.tych gangsta raperzy i przedstawiciele Miami bass sprowadzali role dziewczyn do swoich obiektów seksualnych, często obrażając je przy tym. Positive K pokazał, iż relacje damsko-męskie nie muszą być jednak ukazywane w takim świetle. Wykonawca otrzymał też pewnego rodzaju wynagrodzenie za tę postawę, ponieważ „The Skills Dat Pay Da Bills” sprzedało się w ponad 500 tys. nakładzie.

    Od wydania „I Got A Man” wiele zmieniło się w świecie muzycznym i tysiące artystów pozostawiło po sobie ślad w tej branży. Pomimo tego iż Darryl Gibson poprzestał na wydaniu jednego longplaya, to za sprawą swojego oryginalnego stylu i pracy wykonywanej jako człowiek cienia (przez lata wyłapywał on młode talenty i współpracował z mediami) wielu entuzjastów czasów przypadających na old school i początek lat 90.tych dobrze jego wspomina. Ego Trip, Unkut i inni specjaliści w tej dziedzinie wypowiadają się o nim w samych superlatywach. „I Got A Man” zdecydowanie należy się miejsce w „Hall of Fame”, ale należy pamiętać przy tym, iż warto poznać bliżej dokonania Positive’a K.

  • Galeria Sławy: East Flatbush Project – Tried By 12

    Galeria Sławy: East Flatbush Project – Tried By 12

    4–6 minut

    W każdej dziedzinie życia najwięcej mówi się o osobach mających na swoim koncie długą listę osiągnięć i cieszących się przy tym dużym zainteresowaniem opinii publicznej. Nie inaczej jest w przypadku branży muzycznej, w której najwięcej miejsca poświęca się znanym i dobrze rozpoznawalnym postaciom. Wśród zestawień wykonawców hip hopowych często pomija się utalentowane postaci, nieważne czy działające w mainstreamie czy undergroundzie. Producent pochodzący z Brooklynu, Spencer Bellamy, należy właśnie do tej kategorii. Nowojorski twórca prowadził przed laty istotne przedsięwzięcie, East Flatbush Project, stojące za wydaniem kilku znakomitych dwunastek. Jedną z nich jest singiel wypuszczony w 1996 roku – „Tried By 12” – z udziałem DeSa. Nagranie opublikowane ponad 15 lat temu to prawdziwa klasyka niezależnej strony rapu.

    Przez nowojorski underground przewinęło się mnóstwo osób, z czego większość pozostawiła po sobie kilka singli (czasem tylko jeden), a następnie słuch po nich ginął. Z drugiej strony, można wyróżnić także spore grono wykonawców w miarę aktywnie prowadzących działalność na scenie hip hopowej, przeważnie od połowy lat 90.tych. Właśnie w tamtym okresie uaktywnił się w niezależnych kręgach hip hopowych Spencer Bellamy. Producent rodem z NYC zapoczątkował w 1994 roku projekt o nazwie East Flatbush Project, którego głównym celem było wyławianie utalentowanych raperów z Brooklynu i prezentowanie ich szerszej publiczności. Produkcją wszystkich nagrań zajmował się Spencer 4 Hire wydając też muzykę nakładem założonego przez siebie labelu 10/30 Uproar Records. Debiutancka dwunastka EFP wypuszczona w 1994 roku – „A Madman’s Dream” b/w „Can’t Hold It Back” – powstała przy udziale Paydaya i Esteema. Płyta przedstawiła również styl, w jakim będą utrzymane pozostałe utwory nagrywane przez Bellamy’ego i jego partnerów muzycznych – brudne brzmienie unoszące się ponad ulicznymi i gangsterskimi opowieściami Emcees. Już dwa lata po premierze pierwszego wydawnictwa  ukazał się singiel przerastający nie tylko premierowy projekt, ale również zdecydowaną większość undergroundowych produkcji z tamtego okresu. „Tried By 12” to genialna dwunastka, na której zwrotki dograł DeS.

    Każda osoba poznawszy historię towarzyszącą nagraniu tego utworu jest w niemałym szoku. Trudno o inną reakcję na ten fantastyczny singiel, wypełniony po brzegi jadowitymi punchline’ami, niczym boiska zespołów NBA dobrymi centrami w latach 80. i 90.tych, do tego podanym flow przypominającym współczesną twórczość Roca Marciano i Ka. Jeszcze większą zagadkę stanowi fakt, iż dokonał tego raper nie posiadający wcześniej żadnego doświadczenia, którego w następnych latach nie można było usłyszeć na żadnym innym projekcie. Nie sposób wręcz zliczyć wszystkich niesamowitych wersów w wykonaniu DeSa. Raper z Brooklynu rozkłada na łopatki już przy rozpoczęciu utworu:

    Don’Annotatet say sticks and stones, they might break your bones
    But the nine millimeter, it’ll bore your dome

    przechodząc następnie w zapadający w pamięć refren:

    Cause I’d rather be tried by 12 than carried by 6 Nigga,
    I sign my name on the book at your funeral
    The Zig’s on my hip with an extra clip
    Cause I’d rather be tried by 12 than carried by 6

    W drugiej zwrotce również nie brakuje błyskotliwych porównań w stylu:

    Aw shit, murder commit
    And there goes another statistic runnin’ through ballistic

    Aby rozwikłać tekst „Tried By 12” trzeba poświęcić na to naprawdę sporo czasu. Większość odbiorców nurtuje hook pojawiający się w refrenie: „Cause I’d rather be tried by 12 than carried by 6”. DeS znakomicie puentuje tutaj poglądy o życiu na granicy prawa, tłumacząc, że wolałby oddać swój los pod ocenę 12 ławników sądowych, aniżeli 6 karawaniarzy. Warstwa liryczna singla stoi na nieosiągalnym dla wielu raperów poziomie, ale też trzeba wziąć pod uwagę to, że bez równie kapitalnego podkładu nagranie nie miałoby tak ogromnej siły rażenia. Spencer Bellamy stworzył niezwykle charakterystyczny beat, w czym wydatnie pomógł jedyny w swoim rodzaju sampel pochodzący z nagrania Odetty„Sakura”. Poza tym istotną rolę odegrały próbki wzięte z kompozycji Ala Greena, „I’m Glad You’re Mine”. Przełożyło się to na stworzenie prawdziwej perełki połowy lat 90.tych. Teledysk stworzony do tego nagrania doskonale podkreśla charakter i przesłanie tracka (image DeSa robi też swoje).

    „Tried By 12” ukazała się na dwunastce, która szybko zdobyła popularność nie tylko w USA, ale także w Wielkiej Brytanii. W 1998 roku pojawiły się w sprzedaży pierwsze remiksy tego singla. „Tried By 12 (Remixes)” trafiło do obiegu dzięki nakładowi Ninja Tune oraz Chocolate Industries, i jak można domyślić się, wydawnictwo zawierało alternatywne wersje nagrania. Pomysły zaprezentowane przez Ko-Wreck Technique, Squarepushera, Autechre, The Herbaliser, Funkstörung, Trapazoida i Nicka Fury’ego znacznie odbiegały od pierwotnego kształtu warstwy muzycznej utworu artystów z Brooklynu. Futurystyczne wizje europejskich producentów były trudne do zaakceptowania dla sympatyków boom-bapowego tracka, aczkolwiek przyczyniły się do dalszej popularyzacji tej kompozycji.

    Po wydaniu „Tried By 12” ukazało się jeszcze kilka wydawnictw sygnowanych logiem East Flatbush Project. W następnych latach Spencer Bellamy wydał single „Ruste Juxx”, „Everything We Spit Is Hard”, „Head To Head” oraz „Who I’m Is”, dokładając do tego kompilację „First Born: Overdue (Deluxe Edition)”. Klasyczne nagranie Spencera 4 Hire i DeSa szczególnie upodobali sobie DJ’e, co znalazło potwierdzenie dwa lata temu. W trakcie gali 2011 BET Hip Hop Awards DJ Premier użył instrumentala do tego tracka jako podkładu do Shady 2.0 cypher z udziałem Eminema oraz artystów związanych z Shady RecordsSlaughterhouse i Yelawolfa. Freestyle wszystkich raperów został zaaprobowany przez odbiorców, zaś „Tried By 12” znowu miało swoje pięć minut.

    Spencer Bellamy niewątpliwie zasłużył na większy szacunek ze strony środowiska hip hopowego. East Flatbush Project wywarło znaczny wpływ na kształt undergroundowego rapu w Nowym Jorku, w czym największa zasługa dwunastki sprzed 17 lat. Prawdopodobnie nikt oprócz inicjatora EFP nie wie nic o dalszych losach DeSa. Trudno powiedzieć, jakie historie przytrafiły mu się w życiu, ale nie zdziwiłbym się, gdyby miało to mniej lub więcej wspólnego z tekstem „Tried By 12”.

    Tracklista

    Innocent Side

    Tried By 12 (Radio Edit)
    Tried By 12 (Original)

    Guilty Side

    Tried By 12 (Instrumental)
    Tried By 12 (Acapella)

  • Galeria Sławy: Immortal Technique – You Never Know

    Galeria Sławy: Immortal Technique – You Never Know

    2–3 minut

    Immortal Technique jest jednym z najbardziej niedocenianych w Europie (wyjątek stanowią Niemcy i Holandia) undergroundowych artystów tworzących w Stanach Zjednoczonych. Zupełnie niezasłużenie tak się dzieje, ponieważ od kilku lat Felipe Coronel pozostaje jedyną w swoim rodzaju postacią, której teksty są niezwykle mocno zaangażowane politycznie o nastawieniu skrajnie lewicowym. Immortal obdarzony jest dużą charyzmą, którą od razu wyraźnie można odczuć po nawet pobieżnym zapoznaniu się z jego twórczością. Amerykański raper pochodzenia peruwiańskiego posiada w swoim dorobku trzy albumy – „Revolutionery Vol. 1”, „Revolutionery Vol. 2” (polecam zdobycie oryginalnej wersji płyty i przyjrzenie się rycinie wewnątrz okładki) i „The 3rd World”. W swojej karierze nagrał niejeden utwór, któremu należą się słowa uznania lecz pośród wszystkich tracków wydanych przez Immortal Technique’a na zawsze w mojej pamięci pozostanie jeden szczególny utwór – „You Never Know”.

    Czy zdarzyło się wam kiedykolwiek aby po 10-tym przesłuchaniu pod rząd prawie 8-minutowego utworu zachwycać się nim nadal i stale odkrywać jego piękno? Czy kiedykolwiek po odsłuchaniu storytellingu pozostawiliście pod wrażeniem, że opisywana historia może się przytrafić zwykłemu człowiekowi? „You Never Know” łączy w sobie ww. cechy, jak i wiele pozostałych. Osobiście stał się dla mnie jednym z najlepszych (obok „Mind Playing Tricks On Me” Geto Boys czy „Children’s Story” Slick Ricka) storytellingów w historii hip hopu. Historia tak prawdziwa, tak szczerze opisana i jakże wymowna. Cała opowieść składa się z czterech zwrotek przedzielonych kapitalnym refrenem autorstwa Jean Grae. Do tego ten piękny bit Southpawa… Czy rozczarowałem się, gdy dowiedziałem się, iż historia opowiedziana przez Immortala i Jean Grae nie jest do końca prawdziwa? Nie, ani trochę. Wręcz przeciwnie, po tym opowieść nabrała jeszcze większego znaczenia.

    Celowo ani słowa nie powiedziałem o historii jaką zawarł Immortal Technique w tym utworze, ponieważ zapoznanie się z tą opowieścią pozostawiam już wam, drodzy Czytelnicy. Najlepiej to pokaże niezależne video powstałe do „You Never Know”, którego reżyserem jest Al Mukadam.

    „You Never Know” stanowi klasyk nad klasykami i pozycję obowiązkową dla każdego mniejszego lub większego fana hip hopu.

    Don’t you know that, time waits for no man/ Not fate, it’s all planned
    I’m blessed just to know you/ To be loved and to love, just to hold you all night
    Can’t find, a reason why
    God came, to you and I
    If I had the chance again, I’d never let you go/ Hold tight to your love, ’cause you never know.

  • Galeria Sławy: No I.D. & Dug Infinite – Sky’s The Limit

    Galeria Sławy: No I.D. & Dug Infinite – Sky’s The Limit

    2–3 minut

    Przy wielu nadarzających się okazjach podkreślam jakim szczególnym uczuciem darzę większość produkcji pochodzących z Chicago. Wietrzne Miasto wytwarza swoistą atmosferę, która nadaje specyficzny klimat albumom nagrywanym w Chi-Town już w przestrzeni kilkunastu lat. Z wielką chęcią sięgam do płyt powstałych w latach 90.tych oraz ówczesnych artystów z miasta położonego w stanie Illinois. Posiadam kilkoro faworytów z chicagowskiej sceny hip hopowej, jednak bezsprzecznie moim zdecydowanym number one pośród beatmakerów jest genialny No I.D.. Immenslope bez dwóch zdań jest legendą hip hopową w wymiarze ogólnoświatowym. Przez całą swoją karierę nie wychodził przed szereg i nie miał parcia na szkło, tak jak jeden z jego podopiecznych, któremu ostatnio mocno przewróciło się w głowie. Do największych osiągnięć tego wybitnego producenta zalicza się album nagrany wspólnie z Dugiem Infinite’em zatytułowany „Accept Your Own And Be Yourself (The Black Album)”. Wydana w 1997 roku przez Relativity płyta jest obowiązkowym LP dla każdego fana lat 90.tych. Singlem promującym wydawnictwo płytowe obrano klimatyczny utwór „Sky’s The Limit”, do którego powstał klasyczny teledysk.

    Na „Accept Your Own And Be Yourself” zawarte są dwie wersje nagrania „Sky’s The Limit” i w przypadku videoclipu do tego utworu użyto tej lepszej, podpisanej jako „Sky’s The Limit (Infinite Mix)”. Teledysk jak i track stanowi przestrogę dla wszystkich młodych ludzi, którzy nie potrafią się odnaleźć w życiu i często popełniają błędy, które odbiją się później na ich całym życiu. Oczywiście, jeżeli jest wina, to prędzej czy później pojawia się również kara. Zdjęcia do teledysku zostały zmontowane w interesujący sposób, pokazujący na początku następstwo przewinienia popełnionego przez nastolatka. Kolejne sceny odsłaniają powoli jego krótką historię i udowadniają, że głupota i lekkomyślność w szybkim tempie zostają ukarane. W klimat videoclipu, jak i utworu, idealnie wprowadzają pierwsze wersy Duga Infinite’a:

    Yo, poverty be shakin on every black block/ Eyes get watery, from smokin crack rocks/ in crack pipes, sun is down pitch black nights.

    Rozwiązanie zastosowane w „Sky’s The Limit”, w którym nagrane sceny zostały pokazane od końca, nie trzymając się porządku chronologicznego, okazało się znakomitym zabiegiem. Owszem, niby od razu jest już wszystko wiadomo, ponieważ bohater teledysku trafia za kratki lecz jego losy ogląda się w skupieniu i zagadką pozostaje przestępstwo, które popełnił. Dodatkowym smaczkiem „Sky’s The Limit” jest ukazanie No I.D. (notabene, występuje w bardzo eleganckim kaszkiecie) i Dug Infinite’a nad jeziorem Michigan, co sprawia, że tytuł utworu nabiera większego znaczenia. Ważny jest też cytat, który jest wstępem do klipu autorstwa ww. legendarnego chicagowskiego producenta:

    Some cycles in life are meant to be broken.

    Do tego ten napis „weekend fugitives„… Szalenie niedoceniany chicagowski klasyk.

    The sky’s the limit when you know that you/ can have what you want not take, what you want.
    The sky’s the limit when you know that you/ keep on, when you keep keep keepin on.

    No I.D. & Dug Infinite„Sky’s The Limit” 12″

    Strona A

    Sky’s The Limit (Clean)
    Sky’s The Limit (Instrumental)
    Sky’s The Limit (Remix Clean)
    Sky’s The Limit (Remix Dirty)

    Strona B

    Jump On It (Clean)
    Jump On It (Dirty)
    Jump On It (Instrumental)
    Sky’s The Limit (Remix Instrumental)

  • Galeria Sławy: Audio Two – Top Billin’

    Galeria Sławy: Audio Two – Top Billin’

    3–4 minut

    W kolejnej odsłonie działu Galerii Sławy chciałbym zaprezentować prawdziwy majstersztyk. Arcydzieło pochodzące z 1987 roku. Najczęściej samplowany i wykorzystywany hip hopowy utwór w historii. Minimalistyczny geniusz stworzony przez rodzeństwo z Brooklynu oraz członka ekipy Stetsasonic. Przez wielu (osobiście zaliczam się do tego grona) uważany za najlepszy singiel w historii. Podobnego typu zachwytów mogło być bez liku, ale w końcu trzeba ujawnić tytuł produkcji, o której mówię. Proszę państwa przed wami Audio Two wraz ze swoim największym dziełem – „Top Billin”.

    Audio Two zostało założone w drugiej połowie lat 80.tych XX wieku przez dwoje braci – Kirka i Nate’a Robinsonów. Duet był zachowany w klasycznym kształcie, czyli Emcee i DJ/producent. Pierwszy z dwójki wymienionych rodzeństwa przybrał pseudonim artystyczny Milk Dee i zajął się rapowaniem, natomiast drugiemu (również ładna brzmiąca ksywa – Gizmo) przypadła rola beatmakera i DJa. Gizmo nabierał producenckich szlifów u Daddy-O, dobrze znanego ze Stetsasonic.

    Trudno o lepszy debiut na hip hopowej scenie niż ten, który mieli Milk Dee i Giz. Co najciekawsze, Top Billin trafił na stronę B 12″ aby ustąpić miejsca utworowi Make It Funky. Jednakże zdecydowanie strona B singla była zwycięzcą w tym przypadku (podobna historia miała miejsce z 12″ np. J.J. Fad – „Supersonic„, na tym singlu „Another Ho” znalazło się na stronie A, przesuwając na drugą o wiele lepsze nagranie jakim bez wątpienia jest „Supersonic„). „Top Billin’” jest połączeniem niecodziennej produkcji Daddy-O i Gizmo z nieokrzesanym, niesamowitym rapem Milka Dee. Cały tekst tracku powinien posłużyć za wytyczne każdemu raperowi chcących zrobić monumentalne dzieło. Dorzućmy do tego perfekcyjne flow Milka i jego charakterystyczny głos. Tak jak wspomniałem we wstępie, bardzo dużo miejsca można byłoby poświęcić wymienieniu wszystkich przyczyn niewiarygodnego sukcesu „Top Billin’”. Najlepiej będzie jak przemówią fakty. Poniżej znajdziecie listę utworów, w których zostały wykorzystane fragmenty singla braci Robinsonów i Daddy-O, jak i kawałki, w których użyto sampel z tego dzieła. Dodam, że lista jest niepełna i nie zawiera wszystkich tracków.

    Muzyka:

    1. 50 Cent – I Get Money 
    2. 50 Cent – The Formula
    3. Lil Flip – I Get Money
    4. Styles P – Stop Skeemin
    5. Dr. Dre – Bitch Niggaz
    6. Notorious B. I. G. – Intro Ready To Die (Album)
    7. Talib Kweli – Too Late
    8. Jay-Z – The Black Album
    9. The Luniz – I Got 5 On It
    10. MF Doom – Is He Ill
    11. Earatik Statik – Evil Is Timeless
    12. Erick Sermon – Chillin’
    13. Ne-Yo – SexyLove (Remix)
    14. Wreckx-N-Effect – Wreck Shop (Remix)
    15. Uffie – Pop the Glock
    16. Rich Boy – Get To Poppin
    17. Danger Mouse – The Grey Album
    18. Everlast – The Rhythm
    19. Redman – I Don’t Kare
    20. Mary J. Blige – Real Love
    21. Wyclef Jean – We Trying to Stay Alive
    22. R. Kelly – If I’m With You
    23. Method Man – Uh- Huh
    24. Snoop Dogg & The Eastsidaz – Balls oOf Steel
    25. Ugly Duckling – Down The Road
    26. Ugly Duckling – Eye On The Gold Chain
    27. P Diddy & The Family – Back for Good
    28. Memphis Bleek – Do My
    29. Amerie – Talking To Me
    30. Kool G Rap – What More Can I Say?
    31. Romeo Feat. Cristina Milian – It’s All Gravy
    32. Missy Elliot – Let it Bump
    33. All Saint’s – Take the Key
    34. Ruben Studdard – What Is Sexy
    35. House of Pain – Over There Shit (I Don’t Care)
    36. House of Pain – While I’m Here, I’d Like to Thank
    37. Eamon – My Baby’s Lost
    38. TLC – Hats To The Back
    39. Beat Biter – Goin’ Be Some Shit
    40. Hilltop Hoods – Testimonial Year
    41. Apathy – The Buck Stops Here
    42. Lloyd Banks – Help

    Filmy:

    1. You Got Served 
    2. Cradle To The Grave
    3. Scratch
    4. Brown Sugar

    Gry komputerowe:

    1. Tony Hawk II 
    2. Def Jam Vendetta
    3. Grand Theft Auto IV

    Przy okazji dyskusji o Top Billin, rzadko zwraca się uwagę na pewien drobny, aczkolwiek bardzo istotny fakt. Otóż, minimalistyczne brzmienie jest zasługą złego zaprogramowania perkusyjnego loopa przez Giza, wziętego z Impeach The President (notabene, jeden z najchętniej samplowanych utworów przez hip hopowych producentów) grupy The Honey Drippers. Po omówieniu sprawy z Daddy-O pozostawiono powstałą wersję kawałka. W ten właśnie sposób Audio Two dzięki jednej produkcji przeszli na stałe do annałów hip hopu.

    Jak widać na załączonym nagraniu występu live Milka Dee z 2008 roku, publiczność w Stanach Zjednoczonych zna na pamięć jak jeden mąż każdą linijkę „Top Billin’”. Natomiast ilekroć oglądam zapis koncertu Audio Two tuż po ukazaniu się singla w 1987 roku, to nie mogę przeboleć, że mnie tam nie było. Cóż, nie ten rocznik, nie to miejsce urodzenia.

    Nie obejdzie się też bez zagadki. Jaka hip hopowa artystka jest młodszą przyrodnią siostrą Milka D i Gizma? MC Lyte.

    What more can I say? Top Billlin!

  • Galeria Sławy: J-Ro feat. Chords – U Call That Love

    Galeria Sławy: J-Ro feat. Chords – U Call That Love

    2–3 minut

    Powinienem spalić się ze wstydu, ponieważ ten post miał otwierać U Call That Love rok temu. Jednak, co się odwlecze to nie uciecze, choć przyznam, że za długo zwlekałem przed opublikowaniem kilkunastu zdań o utworze, z którego została zaczerpnięta nazwa strony.

    Tha Liks jest dla wielu osób jedną z najlepszych grup hip hopowych z lat 90-tych, która wywodzi się z Los Angeles aczkolwiek tylko jeden członek tej ekipy (J-Ro) wywodzi się z Miasta Aniołów. E-Swift i Tash urodzili się odpowiednio w Cincinnati oraz Columbus w stanie Ohio, ale obaj w wieku młodzieńczym przenieśli się na stałe do LA. Niedługo później spotkali na swej drodze wspomnianego Jamesa Robinsona i tak w wielkim skrócie powstało Tha Alkaholiks. Młodzi wykonawcy hip hopowi zostali wzięci pod kuratelę starego westcoastowego wygi, King Tee i dzięki temu pojawili się na jego płycie „Tha Triflin’ Album”. Po drodze otwierali koncerty dla tak uznanych raperów jak KRS-One, Ice Cube, Too Short czy ww. King T i szybko zabrali się do pracy nad swoim debiutanckim materiałem. „21 & Over” z 1993 roku zawierało m.in. takie utwory jak „Likwit”, „Only When I’m Drunk”, „Make Room” i zostało bardzo ciepło przyjęte na scenie hip hopowej. Kolejne albumy Tha Liks również były udane, na pierwsze miejsce wysuwa się tutaj „Coast II Coast” lecz pomiędzy członkami grupy dochodziło często do sporów (przy okazji była mocna sprzeczka z X-Zibitem, który ma spory dług wdzięczności wobec Tha Alkaholiks). Doprowadziło to do rozpadu ekipy (niedawno ogłoszono reunion zespołu, zobaczymy co z tego wyjdzie) po albumie „Firewater”, który został wydany w 2006 roku. J-Ro, E-Swift i Tash poszli w swoją stronę, a najdalej wywiało tego pierwszego, bo aż do Szwecji.

    Nie mam pojęcia, co podkusiło artystę aby zamienić słoneczne i jakże ciepłe rejony Los Angeles na wręcz lodowate Malmo? Jak się okazuje Szwecja sprzyja także osobom pochodzącym ze znacznie cieplejszych stron świata. J-Ro na emigracji szybko nawiązał kontakt z dobrze znanym i rozpoznawanym na szwedzkiej scenie hip hopowej Chordsem. Współpraca zaowocowała przyjemnym dla ucha utworem U Call That Love. Singiel pochodzi z albumu Amerykanina zatytułowanym „Rare Earth Bboy Funk Vol. 2” i przypadł do gustu zarówno słuchaczom europejskim jak i starym fanom J-Ro. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź znajdziecie poniżej, oglądając nisko budżetowy klip nakręcony do tego kawałka. Jeżeli chodzi o teledysk, to dla wielu nie będzie stanowił on niczego specjalnego i mogą paść opinie, że takich videoclipów jest całe mnóstwo. Jednak dla mnie ma szczególną wartość i kocham taką prostotę.

    When the sun comes up, and when it goes down
    And you still ain’t coming around girl
    U call that love?

  • Galeria Sławy: M.O.P. – How About Some Hardcore

    Galeria Sławy: M.O.P. – How About Some Hardcore

    2–3 minut

    Występ brooklyńskiego duetu Mash Out Posse będzie obok show Jeru The Damajy największą atrakcją podczas dnia koncertowego na Outline Colour Festival. W tym miejscu wypada wspomnieć o jednym z klasycznych singli M.O.P. – „How About Some Hardcore”, należącym do prawdziwej listy galerii sławy w rapie.

    Lil’ Fame i Billy Danze znają się od dzieciństwa, które spędzili w Brownsville (część Brooklynu). Jako nastolatkowie byli jednymi z głównych założycieli gangu Mash Out Posse, który kilka lat później przerodził się w grupę hip hopową. Początkowo Lil’ Fame miał być DJ’em M.O.P. lecz po krótkim okresie czasu zaczął także pisać pierwsze zwrotki.

    W latach 90.tych ubiegłego wieku debiutantom bez dużego wsparcia ze strony hip hopowej branży było niezwykle ciężko przebić się ze swoim materiałem do szerszego grona odbiorców jak i wytwórni płytowych. M.O.P. mogli jedynie liczyć na siłę rażenia swoich nagrań oraz najbliższych przyjaciół, a wśród nich byli DR Period i Darryl Dee, który wyprodukował debiutancki singiel Lil Fame’a i Billy Danze’a. „How About Some Hardcore” wypuszczony do obiegu w 1993 roku w doskonały sposób przedstawił obraz M.O.P. jako duetu nieokrzesanych Emcees obdarzonych mocnymi głosami i charakterystycznym flow. Singiel definiuje styl reprezentantów Brooklynu, którzy pokazali, że są hardcore’ową ekipą pełną gębą. Ciekawostką jest również fakt, że reżyserem teledysku nakręconego do tego singla` był Hype Williams, w tamtym okresie jeszcze nieznany, a dziś zajmujący wysoką pozycję w branży hip hopowej. Jestem pewien, że przez długie tygodnie na ulicach Brownsville rozbrzmiewał refren tego nagrania.

    How about some hardcore? (Yeah, we like it raw)/ How about some hardcore?

    Utwór z miejsca odniósł na tyle sukces, że grupą zainteresował się label Select Records, który zaproponował im wydanie zarówno singla jak i debiutanckiego albumu. „To The Death” ukazał się w 1994 roku i jest uważany za najlepszy krążek w karierze muzycznej M.O.P. (całość produkcji zostało powierzona DR Periodowi).

    Doskonale wiadomo jak wiodło się Mash Out Posse w kolejnych latach – od współpracy z DJ’em Premierem, przez ogłoszenie bankructwa, po pomoc udzieloną grupie przez 50 Centa. Nie jest także niczym dziwnym, że Lil’ Fame’a i Billy’ego Danze’a uważa się powszechnie za jedną z najbardziej niedocenianych grup hip hopowych, zarazem jednych z najlepszych artystów podczas występów na scenie.

    M.O.P.„How About Some Hardcore” 12″

    Tracklista

    Strona A

    How About Some Hardcore (Saratoga Ave Mix)

    Strona B

    How About Some Hardcore (Herb Mix Clean)
    How About Some Hardcore (Saratoga Ave Instrumental)

    Na koniec warto dodać krótką informację – o najnowszym albumie M.O.P. zatytułowanym „Foundation” postaram się napisać w ciągu kilku najbliższych dni. Na razie w tym miejscu dostępne są do odsłuchania snippety z nadchodzącej płyty krzykaczy rodem z Brownsville.

  • Galeria Sławy: Craig Mack – Flava In Ya Ear

    Galeria Sławy: Craig Mack – Flava In Ya Ear

    2–3 minut

    Przyszła pora na nadrobienie zaległości związane z działem Galerii Sławy. Po „Make Or Take” Nine’a tym razem chciałbym przedstawić jeden z najlepszych, zdaniem wielu najlepszy singiel z 1994 roku. Jeżeli ktokolwiek miałby wątpliwości to odsyłam do książki „Ego Trip’s: Book Of Rap Lists”.

    Trzeba przyznać, że na początku działalności labelu Bad Boy Entertainment, ówczesny Puff Daddy miał smykałkę do podpisywania kontraktów z dobrymi raperami. W 1994 roku większość słuchaczy, krytyków i mediów skupiła się na debiutanckim albumie Notoriousa B.I.G. „Ready To Die”. Paradoksalnie, mocniejszy wydźwięk od wszystkich singli Big Poppy miał track Craig Macka – „Flava In Ya Ear”.

    Craig Mack należał do największych odkryć Seana Combsa. Dzięki niemu nowojorski raper mógł zaistnieć na scenie, gdyż wcześniej był jedynie lokalnie rozpoznawany i działał pod pseudonimem MC EZ. Nikt jednak nie spodziewał się genialnego odkrycia po Craig Macku lecz okazało się, że sceptycy nie mieli zupełnie racji. Singiel pochodzi z albumu „Project: Funk Da World” i było drugim singlem pochodzącym z tej płyty (pierwszym jointem był kawałek Get Down). Już kilka dni po premierze „Flava In Ya Ear”, track ten wzbudził spore zainteresowanie i skupił uwagę wielu stacji radiowych. Puff Daddy dobrze wykorzystywał swoje kontakty zdobyte jeszcze za czasów pracy jako A&R w Uptown Records i potrafił dobrze promować swoich artystów. Ale przecież nie tylko poprzez działania marketingowe artysta wywindował swój singiel na 9-te miejsce na liście Billboard Hot 100. W czym więc tkwił geniusz „Flava In Ya Ear”? Duże zasługi miał w tym legendarny Easy Mo Bee, który wyprodukował ten kawałek oraz większość albumu „Project: Funk Da World”. Jego styl oraz kunszt producencki jaki pokazał przy tym nagraniu przeszedł do historii. Natomiast Craig Mack zrobił to co do niego należało – idealnie płynie na tym bicie, bawi się swoim flow, każdy wers jest perfekcyjnie nawinięty, refren łatwo wpada do ucha i nie ma mowy o jakimś najdrobniejszym potknięciu. Już sam początek utworu zapowiadał, że to będzie znakomity track, a rozmowa pomiędzy Easy Mo Bee i Craigiem najlepiej o tym świadczy:

    Yo Mack I don’t even understand how they didn’t understand you in that Mary joint!
    Yeah I know man. Kick that ol’ robotic futuristic George Jetson crazy joint!!

    „Flava In Ya Ear” zdobyło taką dużą popularność, że Puff Daddy zaproponował zrobienie remixu z gościnnymi udziałami znanych raperów, co w tamtych czasach nie było wcale takie powszechne. Remix tego utworu stał się jednym z najlepszych posse-cutów w historii hip hopu. Polecam wszystim oryginalną, jak i zremiksowaną wersję tego nagrania, w której obok Craiga wystąpili: Notorious B.I.G., Rampage, Busta Rhymes, LL Cool J, a dodatkowo w klipie pojawili się Sean Combs, Mary J Blige (Craig Mack współpracował z nią przy okazji nagrywania „What’s the 411? Remix”) oraz Keisha Epps.

    Niestety Craig Mack nie był potem nigdy już w stanie nagrać podobnej jakości utworu. Nie oznacza to jednak, że zalicza się do one-hit-wonder, nic z tych rzeczy. Zarówno „Project: Funk Da World” jak i druga a zarazem ostatnia płyta pod tytułem „Operation: Get Down” pochodząca z 1997 roku są równymi, dobrymi pozycjami w jego dyskografii. A przeskoczyć „Flava In Ya Ear” po prostu nie dało się.

    Pozycja obowiązkowa.

    Tracklista

    Strona A

    Flava In Ya Ear (Club Mix)
    Flava In Ya Ear (Easy Mo Mix)
    Flava In Ya Ear (Nashmack Club Mix) Remix

    Strona B

    Flava In Ya Ear (Radio Edit Instrumental)
    Flava In Ya Ear (Nashmack Mix Instrumental) Remix Shinika

  • Galeria Sławy: Nine – Make Or Take

    Galeria Sławy: Nine – Make Or Take

    2–4 minut

    Na wstępie nadmienię, że długo zabierałem się za napisanie pierwszej recenzji, czy bardziej przedstawienie wam, drodzy Czytelnicy, która z pewnością spełnia wszystkie wymagania do umieszczenia jej w Hall Of Fame. Wszystko przez to, że przez ponad pół roku szukałem w sieci jednej z 12″, którą bardzo chciałem posiadać w swojej kolekcji. Po tylu poszukiwaniach wreszcie znalazłem upragniony winyl, a jest nim najlepszy singiel Nine’a – „Make Or Take”.

    Nine jest jednym z raperów, któremu niestety nie udało się osiągnąć należnej mu pozycji na hip hopowej scenie. Dziś jego single oraz albumy osiągają zawrotne ceny na aukcjach internetowych (jeżeli ktoś ma zbędne $100 to z chęcią przyjmę te pieniądze na zakup „F.A.L.L.I.N. (And You Can’t Get Up)” 12″ lub „When The Shit Hits The Fan/Ghetto Near You” 12″). Artysta oficjalnie nie zakończył kariery, ale gdyby próbował powrócić to byłoby na pewno bardzo ciężkie zadanie, patrząc na sytuację jaką mamy obecnie w hip hopie. Z tego co wiem, to jednak nie jest to wcale przesądzone, ponieważ raper pochodzący z Bronksu nigdy łatwo się nie poddawał.

    „Make Or Take” jest singlem ponadczasowym. Pochodzi z drugiego albumu Nine’a„Cloud 9”, który został wydany w 1996 roku przez Profile Records. Nagrany został przy udziale przyjaciela rapera, Smoothe Da Hustlera, który pochodzi z Brooklynu (a propos, jego debiutancki album „Once Upon A Time In America” również obecnie osiąga wysokie ceny). Produkcją zajął się ściśle współpracujący z Nine’em, Rob Lewis (kolejny człowiek artysty, produkował bity w zasadzie tylko dla niego). Utwór stał się klasykiem z kilku powodów. Przede wszystkim mistrzowskie jest połączenie bitu (perfekcyjnie brzmiąca trąbka, poszukajcie oryginalnego nagrania, z którego była ona samplowana) ze stylami obu raperów. Nine potrafił hipnotyzować swoim głosem; rozpoznawalny był dzięki temu przez wszystkich słuchaczy. Smoothe Da Hustler to także pod tym względem oryginalny artysta, więc ich kolaboracja przy takim podkładzie muzycznym jest niczym tzw. deadly combination. Nine słynął z nie tylko niesamowitej barwy głosu ale również ze stojących na dobrym poziomie tekstów. „Make Or Take” rozpoczyna się od słów Nine’a, w których wyjaśnia koncepcję utworu:

    Man this world we live in/there’s two to ways do everything the right way and the wrong way, thens there’s the short way and the long way.
    But I’m goina do my thing the dark mask away, I’m either goina make it or I’m goina take it.

    Artysta trzyma równy poziom w każdej zwrotce, nie ma żadnego przestoju. Refren za sprawą Smoothe Da Hustlera brzmi również niesamowicie. Jeżeli ktokolwiek z was nie kojarzy tego tracka to powinien niezwłocznie nadrobić zaległości. Na koniec kilka słów o teledysku do tego utworu. Przedstawiona została w nim historia stricte powiązana z utworem, w której główne role odgrywają Nine oraz Smoothe Da Hustler. Opowiada on historię wydawałoby się dobrze zaplanowanego napadu na bank, ale jak się okazuje nie wszystko szczęśliwie się potoczyło. Klip ma otwarte zakończenie, gdyż możemy się domyślać czy naszym bohaterom udało się uciec czy jednak zostali pojmani.

    „Make Or Take” to klasyk ponad klasykami. Dziś takie utwory już nie powstają.

    Nine – „Make Or Take” 12″

    Strona A

    Make Or Take (Radio Edit) feat. Smoothe Da Hustler
    Make Or Take (Album Version) feat. Smoothe Da Hustler

    Strona B

    Uncivilized (Radio Version) feat. Jesse West
    Make Or Take (Instrumental)
    Make Or Take (Accapella)

    PS. Wcześniej była mowa o niesamowitym samplu, który został wykorzystany przez Roba Lewisa. Poniżej znajdziecie nagranie, które zostało w tym miejscu wykorzystane czyli „Just As You Are” Ronnie’ego Lawsa.

  • Galeria Sławy: Geto Boys – Mind Playing Tricks On Me

    Galeria Sławy: Geto Boys – Mind Playing Tricks On Me

    3–4 minut

    Wróćmy na chwilę do 1991 roku, kiedy to jeszcze ikoną rapu nie był ani Nas, Wu-Tang Clan, 2Pac, Notorious B.I.G. ani Jay-Z. W końcówce lat 80.tych i na początku 90.tych Stany Zjednoczone przeżywały zmasowany atak wykonawców gangsta rapu. Jednymi z najważniejszych przedstawicieli tego nurtu byłą ekipa pochodząca z Teksasu, reprezentująca H-Town – Geto Boys. Od początku swojej działalności byli atakowani przez media głównie za gloryfikowanie przemocy, wulgarne teksty, opisujące psychodeliczne historie, nekrofilie, morderstwa, gwałty. Nigdy nie byli pieszczoszkiem dziennikarzy. Najsłynniejszym utworem Geto Boys, za który oczywiście byli również krytykowani ze strony mediów, jest pochodzący z albumu „We Can’t Be Stopped” (tytuł odnoszący się do wszystkich przeciwników grupy, którzy próbowali dosłownie uciszyć ich) kawałek „Mind Playing Tricks On Me”. Powstał do niego znakomity, klasyczny klip, który chciałbym przybliżyć.

    „Mind Playing Tricks On Me” wyróżnia przede wszystkim klimat; noc, wszędzie porozstawiane po pokoju świeczki tylko potęgują wrażenie mistycyzmu. Doskonale pasują słowa Scarface’a:

    At night I can’t sleep, I toss and turn/Candle sticks in the dark, visions of bodies bein burned

    Na początku teledysku widzimy bliżej nieokreślonego mężczyznę, który ma problemy ze snem a jak się później okazuje z całym swoim życiem. Swój umysł ma zaprzątnięty paranojami, ciągłym wrażeniem, że ktoś usiłuje go zabić, ciągle sprawdza czy ktoś do niego nie dzwonił i przypadkiem nie zostawił wiadomości. Traci kontakt z rzeczywistością, oddalając się jednocześnie od swojej rodziny. W jednej scenie nasz bohater przez okna w łazience zauważa tajemniczą postać i próbuje później ją dogonić na ulicy, jednak bezskutecznie. Znakomicie podsumowuje to Scarface kończąc swoją pierwszą zwrotkę:

    It’s fucked up when your mind is playin tricks on ya.

    Wraz z początkiem drugiej zwrotki przenosimy się na ulice Houston i widzimy historię pewnego gangstera (może to być ta sama postać co w pierwszej, interpretacji jest wiele). Paranoja pokazana w inny ale także ciekawy sposób. Z jednej strony możesz czuć się jak gwiazda filmowa, mieć wszystko to, co zapragniesz ale będzie równie wielu ludzi, którzy chcieliby odebrać tobie to wszystko. Jednego dnia ty pociągasz za spust, a drugiego musisz się otaczać swoimi ludźmi gdziekolwiek byś poszedł. Człowiek pogrążony w walce ze swoimi urojeniami, z własnym strachem stara się znaleźć ukojenie i spokój w różnych miejscach. Jednym z nich jest z pewnością kościół i szukanie pomocy u Boga. Tak samo postanawia zrobić bohater klipu i pojawia się w Domu Boga, szukając tam schronienia, ponieważ jest pewny, że bliskie jemu osoby nie wyciągną do niego pomocnej dłoni. Zwróćcie uwagę na scenę, którą mamy przy słowach Scarface’a:

    I had a woman down with me/But to me it seemed like she was down to get me/
    She helped me out in this shit/But to me she was just another bitch.

    Końcówka klipu rozgrywa się w Halloween. Zaczyna się od Bushwicka Billa, który okrada dzieci ze słodyczy. Zauważa to pewien mężczyzna i próbuje jego złapać, jednak bezskutecznie. Szukając złodzieja sam wpada w pułapkę i zostaje dotkliwie pobity. Na końcu zostaje zabrany do szpitala; ta scena ma symboliczne znaczenie. Niedługo po nagraniu tego kawałka Bushwick Bill trafił do szpitala po strzelaninie ze swoją dziewczyną, w wyniku której stracił jedno oko. Na okładce singla „Mind Playing Tricks On Me”, mamy Scarface i Willie D, którzy odwiedzają go, a jakiś czas wcześniej informują go o pojawieniu się tego teledysku w telewizji.

    Opowiadając o tym klipie nie mogę pominąć kilku ważnych faktów związanych z samym utworem. „Mind Playing Tricks On Me” jest w całości oparty o sampel z kawałka Isaaca Hayesa „Hung Up On My Baby” z soundtracku „Tough Guys” z 1974 roku. Jest to największy sukces Geto Boys, dzięki właśnie temu singlowi zdobyli dużą popularność i uznanie, a mnóstwo osób – z redakcją „Ego Trip” na czele – uważa utwór za najlepszy z 1991 roku.. W podsumowaniach najlepszych utworów w historii hip hopu możemy znaleźć ten kawałek, często z dopiskiem the best storytelling ever. Wielu artystów wspominało o nim na swoich albumach m.in. Prodigy, The Clipse, The Kottonmouth Kings, OutKast czy Notorious B.I.G.. Klasyk nad klasykami, zarówno videoclip jak i singiel.

    Tracklista

    Strona A

    Mind Playing Tricks On Me (Radio Version)
    Mind Playing Tricks On Me (Instrumental)

    Strona B

    Mind Playing Tricks On Me (Club Version)
    Mind Playing Tricks On Me (Instrumental)

Translate »