Tag: recenzja 12″

  • Recenzja 12”: Crown City Rockers – B-Boy / Summersault

    Recenzja 12”: Crown City Rockers – B-Boy / Summersault

    3–4 minut

    Basement Records | 2007

    W przypadku dyskusji o muzyce hip hopowej z Kalifornii w naturalny sposób skojarzenia prowadzą do gangsta rapu i szeregu artystów związanych z niezależną stroną tego gatunku. Odrzucając na bok pierwszą grupę i skupiając się na twórcach wywodzących się z undergroundu, można dokonać pogrupowania ich według określonego klucza. Bez większego problemu dokonamy tego przypisując poszczególne osoby do kolektywów i wytwórni płytowych. Idąc tym tropem otrzymamy zestawienia artystów z The Beat Junkies, Hieroglyphics, Stones Throw Records, Freestyle Fellowship, L.A. Symphony, Tres Records i wielu innych kręgów. Obok nich postawimy też przedstawicieli Crown City Rockers. Do jednych z najsłynniejszych nagrań formacji należy „B-Boy” – kapitalny hymn dedykowany wszystkim bboyom i bgirls.

    Basement Records to niewielka amerykańska wytwórnia płytowa prowadząca działalność wydawniczą w latach 2001-07. W trakcie tego okresu nakładem tego labelu ukazały się płyty m.in. Abstract Rude’a, Pigeon Johna, Freestyle Fellowship i L.A. Symphony. Ostatnim projektem z katalogu tej oficyny wydawniczej jest właśnie „B-Boy” Crown City Rockers. Kalifornijski kolektyw powinien być dobrze kojarzony przez każdego sympatyka undergroundu sprzed dekady. Formacja składająca się z Raashana Ahmada (Emcee), Kat Ouano (klawisze), Maksa MacVeety’ego (perkusja), Headnodica (producent, bas) i Woodstocka (producent) szybko zjednała sobie miłośników organicznego rapu. Grupę występującą wcześniej pod nazwą Mission: za sprawą eklektycznych nagrań łączących tzw. żywe instrumenty ze standardami hip hopowymi porównywano nawet do The Roots czy De La Soul. Trudno się temu dziwić zapoznając się z zawartością albumu „Earthtones” z 2004 roku. Jednym z najlepszych momentów tego wydawnictwa był bez wątpienia utwór „B-Boy”.

    Pomiędzy pierwszymi singlami pochodzącymi z „Earthtones” („Another Day”, „Fortitude”) a premierą bboyowego hymnu mamy aż 3 lata różnicy. To spory kawał czasu, tym bardziej, iż wszystko dotyczy tego samego albumu. Crown City Rockers wraz z Basement Records zrobili dużą niespodziankę wszystkim swoim fanom wypuszczając tę dwunastkę blisko 7 lat temu. Wypuszczając płytę formacja uczyniła przy tym ukłon w stronę wszystkich bboyów i bgirls. Co lepsze, stronę A singla winylowego rozpoczyna remix „B-Boy”, który przekształcono w znakomity posse-cut z udziałem uznanych kalifornijskich twórców. W alternatywnej wersji kompozycji pojawili się kolejno Planet Asii, Zion IThe GrouchaChali 2ny i Mystic. Doborowe towarzystwo, nieprawdaż? Wszyscy artyści dorzucili porządne zwrotki dobrze połączone z podkładem autorstwa Woodstocka & Headnodica. Stronę A uzupełnia oryginalne nagranie oraz jego instrumental.

    Crown City Rockers postarali się o okazałe rozszerzenie płyty, bowiem na stronie B znalazło się miejsce dla utworu „Summersault”. Dynamiczny i przebojowy utwór pierwotnie miał trafić później na tracklistę następnego longplaya grupy, „Five Gold Stars”. Jednak życie zweryfikowało plany CCR i ostatecznie zdecydowali się oni na opublikowanie „The Day After Forever” w 2009 roku. Nagranie okraszone solidnymi cutami DJ’a Platurna i pierwszorzędnym breakiem Maksa MacVeety’ego ukazało się jedynie na dwunastce z „B-Boy”. Track pojawił się następnie na kompilacji Headnodica, „Nodrospective”, poprzedzającej jego solowe wydawnictwo „Red Line Radio”.

    Nie ma jednego i skutecznego przepisu na wydanie dwunastki, EP-ki czy longplaya. Wszystko zależy od wielu różnych czynników i wpływu poszczególnych składowych na ostateczny kształt wydawnictw. W przypadku dwunastki Crown City Rockers zadecydowała głównie jakość nagrań oraz element zaskoczenia. „B-Boy” w remiksie wypadło na tyle dobrze, że nawet i po 6 latach od premiery, singiel prezentuje się więcej niż przyzwoicie (oryginalna wersja również wypada okazale). Szkoda tylko, iż po opublikowanym w 2009 roku albumie „The Day After Forever”, członkowie kalifornijskiego kolektywu skupili się na solowych projektach i na tym dyskografia CCR kończy się. Jeżeli nawet nie wypuszczą oni żadnego materiału w ramach działalności zespołu, to zawsze można wrócić do „B-Boy”, „Summersault” i wielu innych udanych nagrań tego crew.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 B-Boy (Remix) feat. Planet Asia, Zion I, The Grouch, Chali 2na & Mystic (prod. Woodstock & Headnodic; scratche: DJ Icewater)
    A2 B-Boy (Original) feat. Planet Asia, Zion I, The Grouch, Chali 2na & Mystic (prod. Woodstock & Headnodic; scratche: DJ Zeph)
    A3 B-Boy (Instrumental)

    Strona B

    B1 Summersault (prod. Headnodic; klawisze: Kat Ouano; scratche: DJ Platurn; break: Max MacVeety)
    B2 Summersault (Instrumental) [klawisze: Kat Ouano; break: Max MacVeety]
    B3 Summersault (Acapella)

  • Recenzja 12”: Kev Brown – Nitefall

    Recenzja 12”: Kev Brown – Nitefall

    2–4 minut

    Up Above Records | 2003

    W branży hip hopowej niemal codziennie próbuje zaistnieć mnóstwo postaci z całego świata. Nie ma jednoznacznego i uniwersalnego sposobu do przebicia się w tym biznesie, o czym na pewno mają pojęcie wszyscy artyści usiłujący przyciągnąć uwagę odbiorców. Tym, którym udało się zdobyć uznanie w oczach słuchaczy i mediów, niejednokrotnie przeszli długą drogę, aby to osiągnąć. Przeglądając początki karier muzycznych twórców doskonale znanych w niezależnych kręgach rapowych nietrudno natknąć się na pełno ciekawostek oraz odkryć wczesne nagrania artystów, będących nie raz po latach zapomnianymi. W tej kategorii umieścimy debiutancki singiel Keva Browna, „Nitefall”.

    Główny członek kolektywu Low Budget rozpoczynał swoją aktywność na scenie muzycznej w okresie przypadającym na wzmożony ruch w undergroundzie. Bohater niniejszego artykułu miał o tyle szczęście, że już przy swoich premierowych nagraniach współpracował z szanowanymi w środowisku wytwórniami płytowymi – Up Above Records i ABB Records. Dzięki temu twórca wywodzący się z miejscowości Landover w stanie Maryland mógł liczyć na odpowiednie wsparcie oraz promocję. Przygotowując materiał na pierwszy album Kev Brown zrealizował kilka dwunastek. „Nitefall”, „Always”, „Life’s A Gamble” oraz „Work In Progress” pojawiły się w sprzedaży w latach 2003-05 znacznie podnosząc zainteresowanie opinii publicznej autorem tych wydawnictw. Wszystkie utwory trafiły na tracklistę longplaya „I Do What I Do” z wyjątkiem pierwszego z powyższych tracków. Trudno zrozumieć dlaczego debiutancki singiel producenta i rapera w jednym został pominięty przy kompletowaniu tego projektu, gdyż w niczym nie ustępuje pozostałym kompozycjom na tym LP.

    Premierowy singiel winylowy Keva Browna ujrzał światło dzienne równo dekadę temu. Artysta związany ze stolicą Stanów Zjednoczonych zaprosił do dwóch nagrań trzech wykonawców należących do jego bliskiego wówczas otoczenia. W „Nitefall” możliwość pokazania próbki swoich umiejętności otrzymali Oddisee & Cy Young. Pierwszy zbierał wtedy pierwsze szlify w branży muzycznej, co wyszło mu na dobre, ponieważ teraz jest on jedną z najjaśniejszych postaci niezależnej sceny hip hopowej. Przy tak doborowym towarzystwie współzałożyciel Low Budget nie dał się zepchnąć na dalszy plan. Późniejszy partner muzyczny LMNO, Kaimbra, DJ Mitsu The Beatsa, J. Rawlsa, Marco Polo czy DTMD zaprezentował niemały potencjał zarówno od strony wokalnej, jak i producenckiej. W przypadku wydawnictw tego wykonawcy zawsze podkreśla się wysoki poziom beatów, pomijając przy tym jego spore możliwości w roli Emceego. „Nitefall” oraz umieszczone na stronie B „Power Bars” są znakomitym potwierdzeniem szerokiego wachlarza zdolności Keva Browna. W drugim tracku partneruje mu dobrze znany w undergroundzie Grap Luva stanowiąc udane dopełnienie tej kompozycji. Całość wydawnictwa zamykają instrumentale oraz acapelle obu nagrań.

    W pierwszej połowie ubiegłej dekady ukazało się multum wartościowych materiałów przypisanych do undergroundu. Część z nich pomimo niewątpliwej jakości została odstawiona na boczny tor. Nierzadko losy zapomnianych dzisiaj utworów i płyt mogły potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby trafiły do szerszego obiegu. Kev Brown zaprezentował się z jak najlepszej strony na „Nitefall” – starannie dobrane sample, porządne zwrotki i nieprzypadkowo dobrani goście zaprocentowały w postaci więcej niż solidnego materiału. Strona A z tego singla ukazała się jeszcze na kompilacji Oddiseego „Foot In The Door”. Natomiast drugie nagranie zamieszczone na płycie pojawiło się na kilku wersjach „I Do What I Do” oraz innych projektach (w tym „Classic Joints”). Szkoda tylko, że oba tracki nie doczekały się należytej promocji ze strony Up Above Records i samego ich twórcy.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 Nitefall feat. Oddisee & Cy Young
    A2 Nitefall (Instrumantal)
    A3 Nitefal feat. Oddisee & Cy Young (Acapella)

    Strona B

    B1 Power Bars feat. Grap Luva
    B2 Power Bars (Instrumantal)
    B3 Power Bars (Acapella) feat. Grap Luva

  • Recenzja 12”: Copywrite – Holier Than Thou

    Recenzja 12”: Copywrite – Holier Than Thou

    2–4 minut

    Jeżeli prześledzimy historię kultowych hip hopowych oficyn wydawniczych, to łatwo dostrzeżemy wiele różnych smaczków. Wystarczy tylko przejrzeć wczesny katalog nieistniejącego już Rawkusa, aby wyszło na jaw, iż na dobrą sprawę ta wytwórnia płytowa skupiła się na stricte hip hopowych wydawnictwach dopiero po 5 latach działalności. Ale jak właściciele tego labelu rozpoczęli wypuszczanie rapowych singli i longplayów, to w przeciągu zaledwie 3 lat uczynili ze swojej firmy szczególnie ważny obóz w undergroundzie. Pod koniec ubiegłego stulecia przez tą wytwórnię przewinęło się pełno wykonawców, wydających często akurat debiutanckie projekty. W tym gronie znajdzie się miejsce dla współzałożyciela crew MegaHertz z Columbus w stanie Ohio, Copywrite’a. Jego premierowa dwunastka – „Holier Than Thou” – trafiła do sprzedaży 13 lat temu.

    MHz uważano niegdyś za jeden z najciekawszych undergroundowych kolektywów. Copywrite 78, Camu Tao, RJD2, Tage Proto & Jakki Da Motamouth posiadali ugruntowaną pozycję na lokalnej scenie hip hopowej już po kilku latach działalności. Grupie nigdy nie udało się wydać pełnego albumu (ubiegłoroczne „MHz Legacy” należy rozpatrywać pod innym kątem), ale poszczególni członkowie tej formacji mogą pochwalić się licznymi sukcesami na swoim koncie. Zdecydowanie przed szereg wysuwa się tutaj RJD2, który szczególnie za sprawą „Deadringer” (2002) i „Since We Last Spoke” (2004) stał się ulubieńcem tłumów. Jednak ponad dekadę temu sporo emocji wzbudzała postać innego przedstawiciela MegaHertz, Copywrite’a. Emcee o charakterystycznym stylu zdobył początkowo uznanie w oczach Bobbito Garcii, a następnie przekonał do siebie włodarzy Rawkusa. Właśnie ta legendarna wytwórnia płytowa wydała jego debiutancki singiel „Holier Than Thou”. Decyzji tej na pewno nie żałowano, gdyż dwunastka spotkała się z ciepłym przyjęciem w niezależnych kręgach hip hopowych.

    Nieprzejednani i pewni siebie bitewni raperzy przyciągali swego czasu wielu odbiorców. Nie inaczej było w przypadku mieszkańca stanu Ohio. Copywrite należał do grona młodych-gniewnych Emcees, pragnących udowodnić swoją wyższość nad innymi oraz pokazać przywiązanie do korzeni hip hopowych. W związku z tym, charakter „Holier Than Thou” nie powinien nikogo dziwić. Już od początku tego utworu można mieć pewność, iż mamy do czynienia z utalentowanym artystą i wręcz specjalistą od braggadocio. Wykonawca uzbrojony po zęby w liryczny arsenał dobitnie pokazał wszystkim kiepskim raperom, gdzie raki zimują. Szybko wypowiadane słowa, pewne flow oraz świetny beat dostarczony przez RJD2 wydatnie pomogły w odniesieniu zamierzonego celu przez jego twórcę. Przy okazji zadbano również o mocną stronę B dwunastki. „Tower Of Babble” powstało przy udziale zapomnianej obecnie formacji Smut Peddlers tworzonej przez Eona, Cage’a & DJ’a Mighty Mi. Singiel nawet został nieco skradziony przez tę formację, gdyż sposób, w jaki zostały złożone zwrotki członków nowojorskiego zespołu stanowi niejako wyznacznik ówczesnego undergroundu z tego regionu Stanów Zjednoczonych.

    „Holier Than Thou” trafiło do sprzedaży w 2000 roku. W dalszej kolejności utwór ukazał się na kompilacyjnym wydawnictwie MHz, „Table Scraps” (2001), a przy okazji wybrano te nagranie głównym singlem promującym debiutancki album Copywrite’a, „The High Exhaulted”, wydany w połowie 2002 roku przez Eastern Conference. Dwunasta nie wprowadziła ogromnego zamętu w undergroundzie, ale bez dwóch zdań należy uznać niniejszy projekt za udany. Jego twórca potwierdził opinię zdolnego rapera i dobrze przedstawił się szerszej publiczności. Winyl nadal znajduje się w obiegu i od kilku lat jest szeroko dostępny także u polskich sprzedawców.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    Strona A

    Holier Than Thou (Clean) [prod. RJD2]
    Holier Than Thou (Dirty) [prod. RJD2]
    Holier Than Thou (Instrumental) [prod. RJD2]

    Strona B

    Tower Of Babble (Clean) feat. Smut Peddlers [prod. DJ Mighty Mi]
    Tower Of Babble (Dirty) feat. Smut Peddlers [prod. DJ Mighty Mi]
    Tower Of Babble (Instrumental) [prod. DJ Mighty Mi]

  • Recenzja 12”: Jedi Mind Tricks – Heavy Metal Kings

    Jedi Mind Tricks - Heavy Metal KingsBabygrande Records |2006

    Po „Inner Pains” Mirage’a i Concepta, przyszła pora na zapowiadaną recenzję 12″. Wybór nie był taki oczywisty lecz po pewnych przemyśleniach postawiłem na singiel pewnej grupy darzonej ogromnym uwielbieniem przez jednych słuchaczy, bądź sporą nienawiścią przez innych. „Heavy Metal Kings” to bez wątpienia jedna z najbardziej znanych i popularnych dwunastek Jedi Mind Tricks. (więcej…)

  • Recenzja 12”: Sway – Little Derek

    Sway - Little DerekAll City Music | 2006

    Hip hop z Wysp Brytyjskich nie jest zjadliwy dla większości śmiertelników mieszkających w innych częściach świata. Nakłada się na to kilka przyczyn, od typowo angielskiej wymowy i artykulacji po nieprzystępne dla wielu uszu bity, które niekiedy bywają bardziej połamane i wykręcone niż produkcje wydawane przez Anticon. Z drugiej strony, zdarzają się artyści będący świeżym powiewem na brytyjskiej scenie urban/ hip hop/ grime lecz nie są to zbyt częste przypadki. Do tego grona z pewnością można zaliczyć Dereka Andrew Safo, czyli po prostu Swaya. (więcej…)

  • Recenzja 12”: WC – The Streets

    WC - The Streets 12''Gangsta rap dopiero po raz pierwszy gości na łamach U Call That Love. Jednak nie oznacza to, że traktuję go po macoszemu i nie mam pojęcia o tym stylu hip hopowym, ponieważ całkowicie mija się to z prawdą. Ba, jednym z moich ulubionych Emcees jest jeden z weteranów gangsta rapu, który swoją muzyczną karierę rozpoczął jeszcze w latach 80.tych ubiegłego wieku a jest nim William L. Calhoun Jr, szerzej znany jako WC. Jako wprowadzenie do recenzji singla, posłużę się krótką biografią przedstawiciela LA. (więcej…)

  • Recenzja 12”: Rob Swift – Interview With Colored Man

    Recenzja 12”: Rob Swift – Interview With Colored Man

    3–4 minut

    Tableturns | 2002

    Albumy wydawane przez DJ’ów czy turntablistyczne crew często nie docierają do szerszego grona słuchaczy. Dzieje się tak dlatego, ponieważ z reguły płyty takie są w specyficzny sposób skonstruowane. Dla przeciętnego fana hip hopu często nie odpowiadają wydawnictwa, na których zamiast sporej dawki rapu mamy przede wszystkim scratch i wszelakie inne popisy DJ’skie. Dlatego też sporym zaskoczeniem była płyta legendarnego crew The X-Ecutioners – „Built From Scratch”, która została wydana w 2002 roku.

    Do dzisiaj żaden inny tego typu album nie osiągnął takiej popularności jak ww. wydawnictwo a powtórzenie liczby sprzedanych egzemplarzy jest, patrząc na dzisiejsze realia, niemożliwa („Built From Scratch” osiągnęło status złotej płyty). Z drugiej strony, słuchacze znający wcześniejsze dokonania grupy odwrócili się od nich. Zarzucali oni zbytnią komercyjność albumu (m.in. singiel „It’s Going Down” z Linkin Park) oraz mainstreamowe brzmienie płyty. Po tym wydawnictwie nie wszyscy członkowie ekipy byli zadowoleni z rozwoju wypadków – Mista Sinista odszedł z The X-Ecutioners, a Rob Swift postanowił wydać swoją solową płytę. „Sound Event” ukazała się zaledwie pół roku po „Built From Scratch” i można powiedzieć, iż była to podziemna wersja tego pierwszego albumu. Ta płyta zasługuje na odmienną recenzję, która niebawem ukaże się na blogu, natomiast nie mogę być obojętnym wobec niewiarygodnego singla pochodzące z „Sound Event” z gościnnym udziałem m.in. Supernaturala i DJ’a Radara„Interview With Colored Man”.

    Po pierwsze – okładka. Dawno temu nie widziałem picture coveru, który zrobił na mnie tak duże wrażenie. Nie będę się wgłębiał w szczegóły, po prostu sami oceńcie, przyjrzyjcie się jej dokładnie. Powiem jedynie, iż jest stylizowana na programach telewizyjnych w US z lat 50.tych i 60.tych XX wieku, w których często przeprowadzano dyskusje z użyciem wykrywacza kłamstw.

    Po drugie – koncepcja tracka. Jak wyjaśnia Rob Swift na okładce „Sound Event”, pomysł na zrobienie tego utworu zrodził się w trakcie pracy nad tym albumem. Robert Aguilar podczas grzebania w płytach winylowych natrafił na starą płytę, na której było nagranie opowiadające o bliżej nieokreślonym superbohaterze zwanym Colored Man. Od razu pomyślał o zrobieniu kawałka wraz z Supernaturalem, który jak powszechnie wiadomo uważany jest za niesamowitego freestylowca.

    Po trzecie – wykonanie. „Interview With Colored Man” powala na kolana z kilku powodów. Oprócz samej koncepcji niepodważalną rolę pełni samo wykonanie. Rob Swift w odpowiedni sposób miksując, tnąc stare nagrania dosłownie „zadaje” prosto z płyty pytania Supernaturalowi, a odpowiedzi uzyskuje bardzo szybko, gdyż Supernat nie zastanawia się długo nad tym co ma powiedzieć. Jeżeli dorzucimy jeszcze DJ’a Radara odpowiedzialnego za perkusję, to mamy miażdżący kawałek, prawdziwą perełkę rzadko spotykaną na albumach hip hopowych.

    Po czwarte – strona B. Na drugiej stronie tego singla znajdziemy kolejny bardzo dobry track, „2 3 Break” z gościnnym udziałem DJ’a Klevera, Dr’a Butchera (mentor Roberta Aguilara) oraz Melo-D. Jeżeli chodzi o ten track, to Rob Swift także dokładnie opowiedział jego koncepcję. „2 3 Break” ma duże wpływy, z okresu, kiedy Rob Swift dorastał w dzielnicy Queens i bardzo często był na jamach czy block parties, na których pojawiał się choćby DJ Red Alert. Kilkanaście lat później postanowił złożyć track, który będzie hołdem a zarazem powrotem do lat ubiegłych. Pomogli mu w tym wspomniani DJ Klever i Melo-D. Tak powstałe trio uraczyło nas wspaniałą dawką popisów turntablistycznych, które w pełni pokazały ich umiejętności.

    Podsumowując, trzeba docenić Roba Swifta, ponieważ jest to jeden z najważniejszych obecnie działających DJ’ów. Jeżeli natraficie na „Interview With Colored Man” to bez wahania bierzcie go, podobnie jak „Sound Event” lub każde inne solowe dokonanie Roberta Aguilara.

    Ocena: 5/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 Interview With Colored Man (Main Version)
    A2 Interview With Colored Man (Radio Edit)
    A3 Interview With Colored Man (Instrumental)
    A4 Interview With Colored Man (Acapella)

    Strona B

    B1 2 3 Break (Main Version)
    B2 2 3 Break (Instrumental)
    B3 2 3 Break (Acapella)

  • Recenzja 12”: Pete Rock – It’s A Love Thing

    Recenzja 12”: Pete Rock – It’s A Love Thing

    Rapster Records | 2004

    Czy zdarzyło się wam kiedykolwiek kupić album lub singiel tylko ze względu na okładkę? Jednym może się to wydać kompletną bzdurą, przecież liczy się zawartość płyty a nie jej coveru. Z drugiej strony istnieje spore grono ludzi, którzy skwapliwie wybierają spośród innych te nagrania, które wyróżniają się niebanalną okładką. W przypadku płyt winylowych mamy często do czynienia z doskonałymi picture coverami. Do takich też zalicza się z pewnością singiel legendarnego duetu Pete Rock & C.L. Smooth –  „It’s A Love Thing / Appreciate „.

    Pete Rock & C.L. Smooth to zdaniem wielu najlepszy duet w historii hip hopu (można się spierać oczywiście, wspominając przede wszystkim Gang Starra, ale to już miejsce na inny, dłuższy wywód). Nagrali razem 3 albumy (w tym jedną EP-kę –  „All Souled Out”, której pierwsze wydanie jest do zdobycia w zawrotnych cenach), które na stałe przeszły do kanonu tzw. pozycji obowiązkowych. Wielu ekspertów, krytyków jak i słuchaczy uważa ich singiel „They Reminisce Over You (T.R.O.Y.)”,pochodzący z płyty „Mecca and the Soul Brother”, za jedno z najlepszych nagrań jakie kiedykolwiek powstało. Po tym jak w połowie lat 90.tych ich drogi rozeszły się, nie spodziewałem się, iż nagrają wspólnie choćby jeden track. Jednak myliłem się, gdyż w drugiej połowie 2004 roku nakładem Rapster Records ukazał się singiel „It’s A Love Thing / Appreciate”.

    Zadziwiające lecz pomimo upływu wielu lat od ostatniej współpracy Pete RockaC.L. Smootha nie stracili oni nic ze swojego rozpoznawalnego stylu. „It’s A Love Thing”, z gościnnym udziałem Denosh, brzmi tak jakby pochodziło z lat 90.tych XX wieku. Już po kilku pierwszych wersach Pete Rocka (istnieją podzielone zdania co do tego czy powinien sięgać po mikrofon czy raczej nie) można być pewnym, iż będzie to utwór w klimacie znanym z albumów duetu:

    You’re beautiful, the way you wear that, share that/ Have many ladies, but nothing can compare to that smile/ That style that drives men wild.

    „Appreciate” nie jest słabszym utworem od „It’s A Love Thing „. W refrenie możemy usłyszeć jest przeznaczony dla wszystkich zwolenników oraz najbliższych ludzi z otoczenia artystów. Na korzyść pierwszego tracka przemawia bit, który jest po prostu piękny.

    Nikt inny jak właśnie ten duet potrafi opowiadać o kobietach oraz o miłości (pomijam tutaj Sluga czy Mursa, ponieważ oni po prostu nie mogą przepuścić okazji żeby nie zahaczyć o płeć piękną). Nagrania duetu zawsze wyróżniało to, że C.L. Smooth idealnie pasował do bitów produkowanych przez Soul Brothera. Nie inaczej jest na tej 12″. Nic nie stracił ze swojego stylu, zarówno w „It’s A Love Thing”. jak i w „Appreciate” pokazał dużą klasę; spokojnie płynie na bicie, udowodniając kolejny raz, że jest jedynym raperem, którego flow oraz głos najlepiej pasuje do produkcji Pete’a Phillipsa.

    Dlaczego na początku tej recenzji mówiłem o okładkach? Wystarczy spojrzeć na picture cover recenzowanej 12″ to odpowiedź będzie jasna (w podobnym stylu jest „Milk Me” The Beatnuts). Dodam, iż taka okładka jest tylko w wersji europejskiej singla, w wydaniu US także jest inna strona B, zamiast „Appreciate” znajdziecie remix „One MC One DJ”.

    Pamiętam jak pierwszy raz ujrzałem okładkę tej 12″ to powiedziałem sobie, że muszę to kiedyś mieć na półce. I tak też się stało.

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 It’s A Love Thing (Radio)
    A2 It’s A Love Thing (Instrumental)
    A3 It’s A Love Thing (Acapella)

    Strona B

    B1 Appreciate (Original)
    B2 Appreciate (Instrumental)
    B3 Appreciate (Acapella)

  • Recenzja 12”: Capone-N-Noreaga – T.O.N.Y.

    Recenzja 12”: Capone-N-Noreaga – T.O.N.Y.

    2–3 minut

    Penalty Recordings | 1997

    Wersje ocenzurowane czy po prostu radiowo przyjazne tracków często odbiegają od pierwotnych, czyli tych, które są umieszczane na LP. Dzieje się tak najczęściej przez nieodpowiednie podejście do doprowadzenia kawałków do clean version lub brakiem pomysłu na wykonanie dobrze brzmiącego w radiu kawałka. Czasem nie jest to łatwe do wykonania także przez liczbę przekleństw w utworze (niektórzy raperzy nadużywają pewnych zwrotów jak chociażby pewnego określenia czarnych). Z drugiej strony można spotkać na bardzo ciekawe radiowo przyjazne wersje kawałków, które są nawet lepsze od oryginalnych nagrań. Do tego grona można z pewnością zaliczyć singiel duetu reprezentującego Quennsbridge – CNN (Capone-N-Noreaga) – „T.O.N.Y. (Top Of New York)” z gościnnym udziałem Tragedy’ego Khadafiego a wyprodukowany przez duet Carlos Broady i Nashiem Myrick.

    Skrócona nazwa duetu związana jest z ich pierwszym albumem „The War Report”. Amerykańska stacja telewizyjna CNN jako pierwsza w „na żywo” relacjonowała przebieg „Operacji Pustynna Burza” w Iraku, a Capone i Noreaga w swoich tekstach przedstawiali się właśnie jako żołnierzy walczących tylko, że na ulicach Nowego Jorku (N.O.R.E. co prawda później zmienił swój image od momentu nawiązania współpraca z duetem The Neptunes, ale to inna bajka).

    Utwór rozpoczyna się od słów Noreagi (posiada on korzenie portorykańskie) potwierdzających pochodzenie nazwy duetu:

    From Iraq to Kuwait word up, Desert Station, regulation CNN, channel 10 once again

    Pierwsza zwrotka należy do wspomnianego wyżej N.O.R.E., w której padają takie wersy:

    Channel 10, we break ten, win again/ kid you on pluto, homo’d out just like Menudo

    Za jednym zamachem dostaje się zarówno stacji CNN (nadawana właśnie na kanale 10 w USA) oraz latynoskiemu boysbandowi Menudo (pierwszy album wydali w 1977 roku, są najsłynniejszym portorykańskim zespołem ale wielu artystów nie darzy ich szacunkiem o czym nie zapomniał wspomnieć N.OR.E.). Za drugą zwrotkę odpowiedzialny jest Capone, który podkreśla tytuł singla:

    Roundtable climbin to the Top Of New York/ won’t stop, until we get dropped from New York

    Kiam Holley (prawdziwe imię i nazwisko Capone’a) podkreśla, iż jest to stricte uliczny kawałek nawijając chociażby o przemycaniu narkotyków przez most Verrazano (łączy Staten Island i Brooklyn) czy o policjantach i federalnych, którzy ciągle śledzą jego. Jednym słowem nic nowego ale podane w bardzo dobrej formie. Całość kończy Tragedy Khadafi, również mówiąc o ciężkim ulicznym życiu:

    This war’s mega, with the arm legga legga/ been doin this since Mobb Six with Cormega

    Każda zwrotka jest przedzielona chwytliwym refrenem:

    T-O-N-Y invade N.Y./multiply, kill a cop, me and you/you got beef, I got beef

    Całość składa się na znakomity harcore’owy singiel. Na uwagę zasługuje wersja clean. Jest ona znakomicie przygotowana, głównie za sprawą samego Marleya Marla i pomagającego mu Stretcha Armstronga (tak, tego słynnego białego DJ’a radiowego). Pokazali oni tutaj swój kunszt; niewiele jest takich kawałków, które posiadają równie dobrze wykonany clean version. Mamy tutaj do czynienia z pewnym paradoksem. CNN od samego początku byli krytykowani za monotematyczność, za przywiązanie do ulicy, za miejscami słaby dobór bitów. Z drugiej strony ich najlepszy singiel słucha się lepiej w wersji ocenzurowanej. Rzecz rzadka ale jednak prawdziwa.

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 T.O.N.Y. (Radio Clean Version)
    A2 T.O.N.Y. (LP Version)

    Strona B

    B1 T.O.N.Y. (Instrumental)
    B2 T.O.N.Y. (Acappella)

  • Recenzja 12”: NYG’z – Ya Dayz R #’d

    Recenzja 12”: NYG’z – Ya Dayz R #’d

    2–3 minut

    Traffic Entertainment Group | 2007

    DJ Premier w swojej długiej już karierze zajmował się produkcją bitów, dorzucaniem scratchów, czy wykonaniem remiksów już dla tak wielu artystów, że nie sposób zliczyć ich wszystkich. Można naprawdę długo wymieniać: od mainstreamowej nowojorskiej śmietanki (chociażby Nas, Jay-Z, Notorious B.I.G.) przez swoich wieloletnich przyjaciół (Big Shug, Royce Da 5’9″, O.C., M.O.P., KRS-One, czy Blaq Poet) po artystów nie związanych bezpośrednio z hip hopem – Buckshota Lefonque’a lub Craiga Davida, a kończąc na popowej gwiazdce Christinie Aguilerze. Jednak niektóre projekty, w które Chris Edward Martin był lub jest zaangażowany przechodziły bez echa. Tak się stało z albumem „Livin Proof” duetu Group Home, na którym Primo jest w szczytowej formie, dostarczając tłuste beaty na ten longplay. Podobnie rzecz się ma z kolejnym duetem, który znalazł się pod jego skrzydłami – NYG’z.

    Panchi i Shabeeno (lub jak kto woli Shiggy Sha, ponieważ pod takim pseudonimem zadebiutował raper na ostatniej najlepszej płycie Gang Starra w utworze „The Mall”) to dwaj przyjaciele, znający się ze sobą już od wielu lat. Nazwa NYG’z jest to po prostu skrót od New York Giantz – nowojorskiej drużyny futbolowej ligi NFL (śmieszna nieco historia z tym była, ponieważ Panchi jest fanem tego teamu, natomiast Shiggy Sha kibicuje Dallas Cowboys; pomimo odmiennych gustów nazwa zespołu nigdy się nie zmieniła). Po raz można było wspólnie ich usłyszeć na ostatnim albumie Gang Starra„The Ownerz” w tracku „Same Team, No Games”.

    Następnie DJ Premier zwerbował ich do swojego labelu Year Round Records pod którego skrzydłami przygotowywali materiał na swój album. Singlem promującym to wydawnictwo okazał się być utwór „Ya Dayz R #d”.

    „Ya Dayz R #’d”/ „N.H.B.” / „What Kinda Life” (Traffic Entertainment Group), to co prawda druga 12″ promująca album „Welcome 2 G-Dom” lecz na pierwszej, czyli „Giantz Ta This” nie ma utworu do którego powstał pierwszy promujący płytę klip, mianowicie „Ya Dayz R #’d”. Pierwsze dwa utwory wyprodukował rzecz jasna niezrównany Chris Martin, natomiast ostatni to dzieło autorstwa Emile’a. Każdy poszczególny track zasługuje na uznanie; wszystkie są utrzymane w stylu przypominającym produkcje wspomnianego Group Home – brudne, ciężkie beaty a do tego mocne, hardcore’owe zwrotki serwowane przez duet powodują to, iż ciężko jest oderwać ucho od tej 12″. Mamy także tutaj dwa gościnne udziały raperów – Blaq Poeta w „N.H.B. (Nigga, Hoe, Bitch)” – ładny tytuł, nieprawdaż? – oraz Rawa w „What Kinda Life”. Moim faworytem jest pierwszy utwór? Dlaczego? Po pierwsze: jest to bardzo dobra produkcja Preemo, jak za dawnych dobrych czasów. Po drugie: jest to bardzo charakterystyczny utwór dla duetu, będący etykietą ich stylu. Po trzecie: obaj raperzy mają całkiem przyzwoite, uzupełniające się style a jak dorzucimy wypracowane przez nich flow to mamy doskonały uliczny singiel z 2007 roku. Co prawda, część odbiorców stwierdzi, że taki rap to już przeżytek, lecz nadal można spotkać niemałe grono sympatyków tego nurtu.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 Ya Dayz R #’d(Street) (prod. DJ Premier)
    A2 Ya Dayz R #’d (Clean) (prod. DJ Premier)
    A3 Ya Dayz R #’d (Instrumental) (prod. DJ Premier)

    Strona B

    B1 N.H.B. (Street) feat. Blaq Poet (prod. DJ Premier)
    B2 N.H.B. (Clean) feat. Blaq Poet (prod. DJ Premier)
    B3 What Kinda Life (Clean) feat. Raw (prod. Emile)

  • Recenzja 12”: Ladybug Mecca – Dogg Starr

    Recenzja 12”: Ladybug Mecca – Dogg Starr

    2–3 minut

    OM Hip Hop | 2006

    Pierwsza recenzja. Na początku chciałbym zaznaczyć, że nie mam, przynajmniej na razie takiego obeznania żeby to wyglądało tak jak należy (przeczytajcie przykładowe recenzje w The Source, Wax Poetics lub w XXL to będziecie wiedzieli o czym mówię) ale postaram się przybliżyć wam trochę albumów oraz 12″. Na początek znakomity singiel od Ladybug Mecci – „Dogg Starr”.

    Kobieta i hip hop? Jakie pierwsze skojarzenia przychodzą wam na myśl? Uwielbiana teraz przez rzesze fanów słodka Yarah Bravo, będąca obecnie pierwszą rapową damą Jean Grae czy może zapomniana już nieco MC Lyte? Jasne dorzucić możemy jeszcze do tego wspaniałą Lauryn Hill, nieokrzesaną Roxanne Shante czy będącą kiedyś dobrym DJ’em Bahamadię. Listę możemy powiększyć o wiele pseudonimów (np. Rah Digga, Apani B Fly, Queen Latifah) lecz z pewnością nie zabraknie na niej (przynajmniej u mnie) Ladybug Mecci.

    Jeżeli komuś są nieobce jazz-hopowe albumy to z pewnością kojarzy kolektyw Digable Planets, do którego Mary Ann Vieira należała obok Doodlebuga, Butterfly’a oraz Silkworma (skąd oni wzięli te ksywy?). Zasłynęli świetnym singlem „Rebirth of Slick (Cool Like Dat)”, wydanym w 1992 roku przez Elektrę. Następnie światło dzienne ujrzał ich debiutancki album – „Reachin’ (A New Refutation Of Time And Space)” z 1993 roku oraz wydany rok później „Blowout Comb” (swoją drogą, czy wiecie do czego służy ten grzebień?). Po tych dwóch płytach ich drogi się rozeszły. Co prawda w 2005 roku wydany został album „Beyond The Spectrum: The Creamy Spy Chronicles”, ale to już zupełnie inna historia. Ladybug Mecca bardzo długo kazała nam czekać na swoje pierwsze solowe wydawnictwo. Ale jednak było warto.

    Wydany nakładem OM Hip Hop singiel „Dogg Starr” to bardzo klimatyczna produkcja. Ladybug Mecca charakteryzuje się ładnym barwą głosu i płynnym flow, doskonale pasującym do obu wersji kawałka. Pierwsza, oryginalna wyprodukowana przez Ayatollaha oraz natomiast druga jest krótsza, a zarazem bardziej dynamiczna, która wyszła spod ręki samego Kenny’ego Dope’a. Osobiście preferuję oryginalny utwór ale to nie oznacza, iż remix jest gorszy; wręcz przeciwnie niczym nie ustępuje on pierwszemu nagraniu i jest uważany za bardziej spójniejszy i ciekawszy przez wiele osób czego dowodem jest klip do tej wersji kawałka. Na 12″ (świetna okładka), która jest bardzo ładnie i elegancko wydana znajdziemy także bonusowy track „If I Need To Move On (Sometimes)” oraz kolejna ciekawa pozycja „Sexual Alchemy”. Całość składa się na interesujący singiel, który niestety został pominięty przez wielu słuchaczy. A szkoda.

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    Strona A

    Dogg Starr (Kenny Dope Remix)
    Dogg Starr (12″ Version)
    Dogg Starr (Kenny Dope Instrumental)
    Dogg Starr (12″ Instrumental)

    Strona B

    Sexual Alchemy
    If I Need To Move On (Sometimes)
    Dogg Starr (Kenny Dope Radio Edit)
    Dogg Starr (12″ Instrumental)

    Zapis

    Zapisz

Translate »