Relacja z występu DJ'a Vadima w białostockim klubie Fama

Fotografia: Białostocki Ośrodek Kultury

Pierwsza połowa stycznia minęła wyjątkowo spokojnie, a zimowa aura również przyczyniła się do mniejszej liczby nowych artykułów na stronie. Oczywiście, mógłbym wszystko zwalić na tzw. writer’s block i wyszukać innych powodów spadku aktywności, ale nie zamierzam w żaden sposób się tym podpierać. Z drugiej strony, czasem dobrze zrobić sobie krótszą przerwę, aby powrócić do pracy z większym animuszem i realizować kolejne plany. „Powrót” do właściwego rytmu na U Call That Love wypada rozpocząć od publikacji relacji z występu DJ’a Vadima w Białymstoku. Impreza z udziałem popularnego na świecie artysty odbyła się 14 stycznia b.r., przyciągając do klubu Fama dużą liczbę jego fanów.

Wprowadzając do właściwej części publikacji nie sposób pominąć kwestię frekwencji na zeszłotygodniowym koncercie. Pomimo dosyć późno rozpoczętej promocji wydarzenia, wejściówki na imprezę zostały w całości wyprzedane. W przedsprzedaży biletów zabrakło na dzień przed eventem; trzeba było również nagimnastykować się, żeby ewentualnie zdobyć bilet w dniu występu DJ’a Vadima. Pokazało to też, iż stolica województwa podlaskiego ewidentnie potrzebuje większej sali na tego rodzaju przedsięwzięcia, tak aby wszyscy chętni mogli uczestniczyć w poszczególnych atrakcjach kulturalnych. Póki co, należy to traktować jako pobożne życzenia i zadowolić się tym, co jest. W końcu, nawet przy mocno ograniczonych miejscach, klub Fama oferuje godne nagłośnienie oraz wystrój lokalu (pomijając niektóre elementy). Coś za coś.

Impreza odbywająca się w ramach festiwalu filmów rosyjskich Sputnik nad Polską, rozpoczęła się około godziny 22:00. Przed występem oczekiwanego gościa z zagranicy, na scenie klubu zaprezentował się prowadzący audycji HiphOpera, EsDwa. Białostoczanin zaserwował set obfitujący w muzykę kojarzoną z jego osobą, oscylującą wokół rytmicznych i żywiołowych nagrań funkowych i pochodnych gatunków muzycznych. Kilkanaście minut po 23:00 współzałożyciel WieszOCoChodzi ustąpił miejsca na scenie gwieździe wieczoru, DJ’owi Vadimowi. Wchodzący w skład The Electric artysta rozpoczął obiecująco, otwierając show motywem przewodnim ze swojego najsłynniejszego nagrania, „The Terrorist”. Mieszkający obecnie w Hawanie i/lub Nowym Jorku producent przygotował set skupiony na utworach elektronicznych, stawiając na chwytliwe rzeczy. Mieszanka elektroniki, brzmień syntetycznych i riddimów początkowo zdawała egzamin lecz w ogólnym rozrachunku mogła znużyć. Widocznie takie trendy są obecnie popularne na imprezach klubowych w różnych zakątkach świata i stanowią muzyczny wyznacznik dla większości DJ’ów. Po dwugodzinnym show wykonawcy, after party przypadło dla Roballa oraz EsDwa, grających do blisko godziny 4:00 nad ranem.

Osobiście cenię postać DJ’a Vadima lecz wyłącznie za jego wcześniejsze dokonania na scenie muzycznej. Posiadam w swojej kolekcji płytowej kilka jego albumów („U.S.S.R. Repertoire (The Theory Of Verticality)”, „U.S.S.R. Life From The Other Side”, „U.S.S.R. The Art Of Listening”), trafi się także jakiś singiel („It’s On”). Jestem sympatykiem One Self, pochlebnie mogę wypowiedzieć się o projekcie Soundcatcher, ale nic poza tym. Nie należę do fanów jego ostatnich wydawnictw płytowych, gdyż zdecydowanie wolę Vadima Peare w dawnym wydaniu. Rozumiem też, że grając rocznie około 150 imprez na terenie wielu krajów, pewna formuła wyczerpuje się i należy sięgnąć po coś innego. Szkoda tylko, iż artysta odwiedzając po raz pierwszy Białystok, nie postarał się o coś więcej niż tylko standardowy DJ set. Czasy abstrakcyjnego hip hopu w wykonaniu ex-członka Ninja Tune już nie powrócą, jednak nie jestem w stanie zaakceptować DJ’a Vadima w obecnym kształcie. W porządku, show przygotowany przez niego od technicznej strony stał na wysokim poziomie, widać było jego wyrachowanie i doświadczenie. W tym wszystkim brakowało duszy, przez co jego występ odbieram z mieszanymi uczuciami.

Kończąc relację z minionej imprezy, pokuszę się jeszcze o jedno spostrzeżenie. DJ Vadim, to kolejny zagraniczny artysta występujący w Białymstoku (po Hexstaticu, DJ’u Foodzie, The Herbaliserze, Kingu Cannibalu, Igorze Boxxie i Blockheadzie), który był niegdyś związany z ww. wytwórnią płytową Ninja Tune. Cieszę się, iż wykonawcy tej klasy pojawiają się na Białostocczyźnie, aczkolwiek podpieranie się w każdym przypadku legendarną marką wyrobioną przez angielską oficynę wydawniczą jest na dłuższą metę przesadyzmem. Szczególnie w odniesieniu do postaci od dawna nagrywających płyty dla innych labelów, a w tej kategorii przecież mieści się także DJ Vadim. Trochę więcej otwartości na inne firmy i ludzi, gdyż istnieje masa innych ważnych wydawców downtempo, muzyki instrumentalnej, abstract hip hopu i brzmień pochodnych.