Autor: Witalij

  • Szósta rocznica śmierci Jam Master Jaya

    Szósta rocznica śmierci Jam Master Jaya

    2–3 minut

    Powiadają, że czas szybko mija i leczy rany. Niestety to powiedzenie nie zawsze ma potwierdzenie w życiu codziennym.

    Niecałe dwa tygodnie temu miała miejsce już szósta rocznica śmierci jednego z pionierów hip hopu, znakomitego i niezapomnianego DJ’a i producenta, Jam Master Jaya. Jason Mizell po dziś dzień pozostaje dla wielu wzorem do naśladowania i niedoścignionym mistrzem. Nie sposób opisać jego życia w kilku akapitach, dlatego skupię się na przypomnieniu kilku faktów związanych z jego życiorysem.

    Niezrównany artysta przyszedł na świat 21 stycznia 1965 roku w dzielnicy Brooklyn ale większość dzieciństwa spędził w Queens, dokąd przeprowadził się wraz ze swoją rodziną. Jam Master Jay dorastając szybko pogłębiał naukę gry na różnych instrumentach m.in. na klawiszach i perkusji. Jego największe sukcesy wiążą się oczywiście z Run-DMC (Runa i DMC poznał w szkole w Hollis) oraz z albumami, które na stałe wpisały się w kanon nieśmiertelnych klasyków hip hopowych. W 1989 roku założył Jam Master Jay Records. Największym sukcesem jego labelu były wydawnictwa Onyxu, grupy odkrytej właśnie przez niego. W połowie lat 90.tych odnalazł także 50 Centa, któremu pomógł na początku jego kariery (potem Fifty nie zawsze pochlebnie wyrażał się o nim). W końcu lat 90.tych Jam Master Jay porzucił swój pseudonim artystyczny na rzecz nowego, Jay Gambulosa. Postanowił po prostu usunąć się w cień i odpocząć od przemysłu muzycznego.

    Śmierć Jam Master Jaya była o tyle zagadkowa co niezrozumiała. Nikt nie spodziewałby się, że ktokolwiek odważy się zamordować jednego z najbardziej zasłużonych ludzi związanych z kulturą hip hopową. 30 października 2002 roku, Jam Master Jay przebywał w studiu nagrań w Queens wraz z Urieco Rinconem i czterema innymi znajomymi, którzy przeżyli zamach. Jak się później okazało w zabójstwo Jasona Mizella wplątany był Kenneth Supreme McGriff, diler narkotykowy, związany z Irvem Gotti i Chrisem Gotti (Murder Inc). Jak było powszechnie wiadomo, bracia Gotti i Supreme mieli od dawna beef z 50 Centem m.in. przez utwór Fifty’iego „Ghetto Qur’an”, w którym opisuje on dokładnie ciemne życie Supreme’a. Jedną z hipotez przyczyn śmierci JMJ podaje się właśnie jego powiązania z 50 Centem – miał to być odwet ze strony Murder Inc. i ludzi powiązanych z tą wytwórnią za działalność Curtisa Jacksona. Jednak, śledztwo dotyczące morderstwa JMJ nie przyniosło żadnych efektów i po dziś dzień nie znamy prawdy o tym, co się wydarzyło pięć lat temu, a sprawcy tej zbrodni pozostają bezkarni.

    Odejście Jam Mastera Jaya sprawiło, że hip hop już nigdy nie odzyska swojej niewinności. Nikt wcześniej nie był w stanie przewidzieć, iż coś takiego może mieć miejsce. Piękne słowa wypowiedział Chuck D, przyjaciel Jasona, krótko po ogłoszeniu tej tragedii – „To był nasz Beatles”. Tak bez wątpienia było.

    Jason William Mizell (21 stycznia 1965 – 30 października 2002)

    Spoczywaj w pokoju, w hip hopowym niebie…

  • Po prostu robimy prawdziwą muzykę – wywiad z DJ-em Illegalem (Snowgoons)

    Po prostu robimy prawdziwą muzykę – wywiad z DJ-em Illegalem (Snowgoons)

    6–8 minut

    Po drobnej absencji, spowodowane pewnymi zawirowaniami w życiu osobistym, przedstawiam drugi wywiad, ukazujący się na U Call That Love. Tym razem moim rozmówcą był DJ’em Illegalem z producenckiego tercetu Snowgoons. Przedstawiciel niemieckiego crew jest naprawdę ciekawą osobistością i z chęcią odpowiedział na zadane mu pytania.


    Witam serdecznie, to znakomicie, że jesteś za wywiadami. Standardowe pytanie – jak mógłbyś się przedstawić dla nas?

    Cześć, jestem DJ illegal z ekipy Snowgoons. The Snowgoons to jest moje producenckie crew, do którego należą ze mną DJ Waxwork i Det.

    Jakie były Twoje pierwsze kroki w niemieckiej rapgrze? Kiedy zacząłeś być Djem/producentem?

    Zacząłem w 1992 roku jako DJ na imprezie, którą promowałem. DJ, którego zaprosiłem, nie pojawił się a ja miałem całą chatę pełną ludzi, więc nie miałem innego wyjścia i zacząłem sam grać. Zagrałem naprawdę równie, biorąc pod uwagę to, że nigdy wcześniej nie używałem gramofonu do miksowania. Pierwszy raz, kiedy robiłem bity to było około 1996 roku i to zaczęło się 3 lata wcześniej, kiedy zapodałem swój pierwszy bit na debiutanckiej 12″ Pal One’a. Det także wyprodukował jeden kawałek na tej 12″ ale w tamtym czasie nie pracowaliśmy ze sobą razem.

    Wiem, że Det jest założycielem Snowgoons. Kiedy stałeś się oficjalnym członkiem grupy? Mógłbyś powiedzieć o swojej pierwszej współpracy z Detem?

    Po wspomnianej 12″ Pal One’a zauważyliśmy, że mamy takie same upodobania muzyczne i rozpoczęliśmy współpracę przy pewnych wspólnych produkcjach. Takie jest prawdziwe pochodzenie Snowgoons.

    Czy musieliście ciężko pracować żeby zdobyć szacunek na niemieckiej hip hopowej scenie? Jak wyglądał hip hop w Twoim kraju kilka lat temu a jak teraz? Czy się mocno zmienił?

    Właściwie to nigdy nie pracowaliśmy nad reputacją w Niemczech. Pojawiliśmy się około 2000-2001 roku i w tym samym czasie po raz pierwszy ukazało się Aggro Berlin. Osobiście nie odczuwałem tego ruchu w całości, więc staraliśmy się bardziej skupiać na amerykańskiej hip hopowej scenie. Ale mogę powiedzieć, iż jest obecnie ogromna różnica na hip hopowej scenie niemieckiej w porównaniu do 7-8 lat wstecz.

    W mojej opinii ludzie byli zdziwieni lub zszokowani gdy usłyszeli o gościach na albumie „German Lugers”. Jak skontaktowaliście się z takimi postaciami jak O.C., Edo G., Living Legends, Rasco, Chief Kamachi? Działo się to poprzez internet czy spotkaliście tych artystów na jakichś koncertach lub przy innych okolicznościach?

    Racja! Większość nawiązań współpracy wiązała się z moją pracą tour managera. Ta opcja pomogła w koneksjach ale również umożliwiła bliższą współpracę z artystami i nagranie lepszych tracków!

    Jak obecnie wygląda ekipa Snowgoons? Jesteś Ty, DJ Waxwork oraz Det, lecz co się stało z Torbenem?

    Wspólnie z Detem założyliśmy Snowgoons około 2000 roku ale dodam, że Waxwork i Torben byli z nami cały czas. Na pierwszym oficjalnym wydawnictwie „Full Clip Of Ammo” 12″. Waxwork zrobił cuty a Torben zajął się okładką. Także, był to naturalny proces wejścia ich w szeregi ekipy. Torben musiał nas opuścić ze względu na swoją karierę uczelnianą. Jestem pewien, że jest tylko jeden moment w życiu, w którym dokonujesz wyboru z kim trzymasz!

    Jakbyś podsumował swój jak i pozostałych Goonsów styl? Wszyscy posiadacie ten sam gust muzyczny czy nie?

    Jesteśmy definitywnie na tym samym poziomie wiedzy muzycznej. Każdy ma swoich faworytów lecz wszyscy słuchamy prawdziwych rzeczy! Nie moglibyśmy tego razem robić jeżeli każdy chciałby mieć inny styl. Może dałoby się to zsumować ale jako końcowy efekt jest to perfekcyjna kombinacja.

    Babygrande Records jest czołowym undergroundowym labelem. Jak to było z „German Lugers”? Poszukiwaliście jakiejś wytwórni, gdzie moglibyście wydać swój album czy ludzie z Babygrande odezwali się i powiedzieli: „Słuchajcie, wydamy wasz album”.

    To była długa droga do znalezienia się w Babygrande lecz zasadniczo mieliśmy już wcześniej kontakt z Babygrande, ponieważ organizowałem tour dla Jus Allaha i Chiefa Kamachi. Także Babygrande chciała, żebym zadbał o promocję albumów Jus Allah i Chiefa. Kiedy mieliśmy już skończony cały nasz album uderzyłem ponownie do tego labelu, mówiąc im że mamy połowę artystów Babygrande w line-upie. Pokochali nas za to od pierwszej chwili i tak porozumieliśmy się razem.

    Czy jesteś zadowolony z Waszego ostatniego albumu, „Black Snow”?

    Tak! Jesteśmy dumni z tego albumu, ponieważ jest lepszy od „German Lugers”. „German Lugers” to album,który ma swoje atuty ale „Black Snow” jest to po prostu więcej niż prawdziwy album. Mieliśmy koncepcję na tę płytę żeby brzmiała dokładnie tak jak chcemy. Również było łatwiej współpracować z większą liczbą artystów teraz. Wiedzieli oni co robimy i bardzo nam pomogli. Z „German Lugers” nie zaczynaliśmy jako z albumem. Po prostu nagrywaliśmy kawałki a po krótkim czasie wiedzieliśmy, że musimy wydać album.

    Jak nagrywacie poszczególne tracki? Musicie podróżować do USA i dzielić swoje życie pomiędzy Stany Zjednoczone i Niemcy i pojawiać się w studiach nagrań czy przebiega to łatwiej?

    Większość nagrań ma miejsce tutaj w Niemczech podczas odbywających sie tourów. Ale część kawałków jest nagrywanych przez artystów w Stanach a następnie przesyłają oni nam pliki. Jeżeli nie ma czasu podczas touru, to nie chcemy nikogo gorączkować. Wolimy mieć dobry utwór zamiast szybkiego freestyle’u, lecz preferujemy nagrywać w studiu o ile jest to możliwe.

    Czy ciągle pozostają artyści, z którymi chciałbyś nagrać wspólnie kawałek? Jakie są też Twoje wpływy?

    Dla mnie to Nas pozostaje artystą, z którym chciałbym cokolwiek nagrać. On jest jednym z moich ulubionych wykonawców ale już mieliśmy pewne legendy u siebie. Ill Bill, RA The Rugged Man, Edo G…Mamy sporo wpływów, wiedzy producenckiej, muszę tutaj wymienić DJ’a Premiera, Alchemista czy Stoupe’a. Primo jest najlepszym producentem w historii! Bez dwóch zdań. Doceniamy i jaramy się takimi artystami jak ILL Bill lub Vinnie Paz. TO jest droga, którą chcemy aż do bycia na górze i zadowolenia. Lecz w końcu dnia robimy swoje własne rzeczy. Nie gryziemy się. Muzyka jest pewnym rodzajem wewnętrznej ekspresji, jednakowo możesz myśleć jak producent może jarać się własnym trackiem? My tak robimy! Cała nasza produkcja opiera się na melodiach i usposobieniach. Więc każdy track ma specyficzny humor i flavor i dobrzy artyści muszą po prostu wchłonąć ten humor.

    Jesteście reprezentantami hardcore’owego hip hopu. Czy to był zawsze Wasz ulubiony rodzaj rapu?

    Niech zgadnę, jest tak, gdyż zapodaliśmy „Black Snow” właśnie w hardckore’owej formie. Ale robimy więcej niż tylko to. Nie wszystko co robimy brzmi epicko i ciężko. Na „Black Snow” chcieliśmy zdecydowanie pokazać ten styl ale na kolejnych projektach mamy również odmienny styl. Najlepszym przykładem jest nowe video Sabac Reda video, „The Commitment” które wyprodukowaliśmy. Usłyszecie, iż jest to inne niż klimat „Black Snow”. Chcę podkreślić, że nie robimy hardkoru, po prostu robimy prawdziwą muzykę!

    Opowiedz proszę o swoich najbliższych planach. Skupiasz się na produkcji czy może przymierzasz sie do wydania mixtapu jako DJ?

    Snowgoons są zawsze zapracowani tak więc mamy kolejny projekt wraz z Savage Brothers i Lord Lhusem, który niedługo ukaże się. Dzieciaki są naprawdę zdolni i mogę powiedzieć, że wyprodukowaliśmy prawie cały album. Również pracujemy nad produkcjami dla Sicknature, Outerspace’a oraz dla wielu niemieckich artystów. Nie spuszczajcie z oka MySpace’a!

    Podczas festiwalem Hip Hop Kemp ’08 wystąpiliście jako Snowgoons Soundsystem. Czy to był tylko jednorazowy projekt? Pytam, ponieważ jak mówiłeś, mieliście wiele wspólnych tourów z chociażby Ill Billem i AOTP.

    Od kiedy Snowgoons składają się z 2 DJ-ów ma to sens w przypadku imprez. Także niesiemy ze sobą prawdziwy hip hop także. Osobiście zaczynałem jako taki DJ, więc jest to dla mnie naturalną rzeczą granie na takich imprezach. Nie zabijesz we mnie DJ-a, ha ha! Zawsze jesteśmy też na tourach z artystami. Kolejny będzie miał miejsce w grudniu tego roku wraz z ILL Billem i Big Leftem z La Coka Nostra.

    Dziękuję za wywiad. Chciałbyś coś powiedzieć na zakończenie?

    Dziękuję bardzo (oryginalna pisownia od DJ-a Illegala, okazało się także, że odwiedzał on Polskę kilkakrotnie i lubi nasz kraj – przyp. red.) za wywiad. Big up dla DJ’a Chwiała, The Returners, The Ancient Prophet i dla moich ludzi z Białegostoku. Dzięki dla każdego kto wspiera prawdziwą muzykę i kulturę. Pokój! Bądźcie czujni, ponieważ za jakiś czas będziemy mieli dla Was kolejną niespodziankę związaną z ekipą Snowgoons.


    Więcej informacji o Snowgoons znajdziecie na ich MySpace oraz facebookowym fan page’u. Warto też zaglądać po najnowsze wieści od czasu do czasu na profil Illegala na MySpace lub jego profil na Facebooku.

  • Recenzja LP: NYG’z – Welcome 2 G-Dom

    Recenzja LP: NYG’z – Welcome 2 G-Dom

    4–5 minut

    Year Round Incorporated / Traffic Entertainment Group | 2007

    Jeżeli przypomnimy sobie poszczególne albumy Gang Starra, to zauważymy, że wśród pojawiających się na ich płytach gości, przeważają członkowie Gang Starr Foundation. Niektórzy z nich, np. Melachi The Nutcracker, czy Lil’ Dap debiutowali akurat właśnie na albumach tego legendarnego duetu. W podsumowaniach dotyczących gościnnych udziałów raperów przy produkcjach DJ Premiera i Guru pomija się często postać Shiggy Sha, który pojawił się na najlepszym albumie Gang Starra – „Moment Of Truth” w utworze „The Mall” (nagrany także z G-Depem). Pozwoliło to mu nawiązać bliższy kontakt z Preemo, który postanowił pomóc mu w jego karierze. Shiggy Sha niedługo później założył wraz ze swoim przyjacielem, Panchim grupę NYG’z (skrót od nazwy futbolowej drużyny New York Giantz). Kiedy przygotowywali materiał na debiutancką płytę ich plany zostały pokrzyżowane ze względu na permanentne kłopoty z prawem Shabeeno (pod tą ksywą od jakiegoś czasu nagrywa Shiggy Sha). Dopiero w 2006 roku doczekaliśmy się oficjalnego albumu NYG’z – „Welcome 2 G-Dom”.

    „Welcome 2 G-Dom” to album skierowany przede wszystkim do słuchaczy przepadających za cięższymi, hardcore’owymi klimatami. Już po pierwszych kilku trackach wiemy, iż longplay będzie trzymał w napięciu aż do ostatniego bębna. Nie ma tutaj miejsca na owijanie w bawełnę, zarówno Panchi jak i Shabeeno w prostych ale trafnych słowach (posłuchajcie pierwszej zwrotki w jednym z najlepszych kawałków z płyty „Bow Down” z udziałem Blaq Poeta) opowiadają o przede wszystkim swoim codziennym życiu. Obaj raperzy są po przejściach i wcale nie mają łatwego życia, o czym niejednokrotnie wspominają na albumie. Jednym słowem, nie jest to płyta przystępna dla wszystkich słuchaczy. Jednak dla takich utworów jak „Laundry Kingz”, „Ya Dayz R #’d”, „Black Buddafly” (znakomity utwór o sytuacji czarnych kobiet w społeczeństwie), „Get 2 Tha Point” czy „G’z & Hustlaz” warto odłożyć swoje przekonania co do ulicznych płyt. Wśród gościnnych występów raperów na uwagę zasługują Lil’ Fame, Rave, Blaq Poet i Royal Flush. Wszyscy wymienieni na pewno nie obniżają poziomu albumu, wnosząc od siebie dobry i równy rap.

    Bardzo ważną na tym albumie odgrywa produkcja z jednego prostego powodu. Obecnie ma premierę bardzo wiele mixtape’ów, albumów, mix-cd’s, z których większość ze względu właśnie na bity są bliźniaczo podobne do siebie. Na „Welcome 2 G-Dom” wyróżnię przede wszystkim Emile’a oraz Kingdoma. Obaj wykonali bardzo dobrą pracę, zapodając bity do przede wszystkim „3 Man Weave” (znajomy sampel, nieprawdaż?) i „What Kinda Life”, które są dziełem Emile’a oraz „Bow Down”, „Black Buddafly” i „Laundry Kingz”, które wyszło od Kingdoma. Celowo pominąłem tutaj produkcje DJ Premiera ze względu na to, iż Chris Martin za bardzo nie przemęczał się jeżeli chodzi o beaty na tym albumie. Już wyjaśniam dlaczego. Sampel do „Giantz Tha This” był już wykorzystywany wielokrotnie przez m.in. EPMD i Tha Liks (oddaję szacunek dla tych, którzy znają utwory, gdzie został użyty ten sampel). Natomiast „G’z & Hustlaz” to folow-up do kawałka Snoop Dogga pod tym samym tytułem, a „Same Team No Games” oryginalnie pochodzi z „The Ownerz” Gang Starra. „Strength” oraz „Get 2 Tha Point” mogliśmy już usłyszeć na wcześniejszych mixtape’ach. Wychodzi na to, że niewiele znajdziemy tutaj nowych produkcji Preemo, ale jeżeli dostajemy takie bity jak do „It’z On” czy do pierwszego singla „Ya Dayz R #’d” (pozostałymi były „Welcome 2 G-Dom”„Bow Down”), którego recenzja ukazała się już na U Call That Love, to nie możemy być zawiedzeni.

    W tym miejscu chciałbym pozwolić sobie na pewne porównanie. NYG’zto duet mający wiele wspólnego z innym składem, dla wielu legendarnym od razu po wydaniu debiutanckiego albumu „Livin Proof”. Oczywiście mowa tutaj o grupie Group Home, którą tworzyli ww. Lil’ Dap i Melachi The Nutcracker. Porównanie jak najbardziej na miejscu ze względu na kilka czynników. Oba duety łączy postać DJ Premiera, który pomógł bardzo wiele zarówno dla NYG’z i Group Home („Livin Proof” pozostaje do dziś jedynym albumem poza nagraniami Gang Starra, który w całości wyprodukował legendarny beatmaker). Mogę też wymienić podobne klimaty na płytach czy chociażby tematykę poruszaną w tekstach. Dodam, że Preemo bardzo długo czekał na kolejny taki duet jak Group Home i jestem pewien, iż i w tym przypadku wiele jeszcze możemy oczekiwać po NYG’z, którzy już zapowiedzieli kolejny album.

    Na koniec wspomnę o tym, że „Welcome 2 G-Dom” to pierwszy album (nie mylić z mixtape’ami jak np. „Inside Lookin In”), jaki został wydany pod skrzydłami Year Round Records (dystrybuowana przez Traffic Entertainment Group). Album jest bardzo ładnie również wydany (perfekcyjna okładka). Szkoda tylko, że jest on trudno dostępny, ponieważ zasługuje na to aby jak najwięcej słuchaczy miało go u siebie w domach.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Itz On feat. Rave (prod. DJ Premier)
    2. Ya Dayz R #’d (prod. DJ Premier)
    3. Man Weave feat. Reef, Hustle & Mic Ock (prod. Emile)
    4. Laundry Kings feat. St. Laz (prod. Kingdom)
    5. Sufferin’ feat. Rave & Fizzy Womack (of M.O.P.) (prod. Emile)
    6. Get 2 Tha Point (prod. DJ Premier)
    7. G’z & Hustla’z feat. Rave (prod. DJ Premier)
    8. Welcome 2 G-Dom feat. Rave (prod. DJ Premier)
    9. What Kinda Life feat. Raw (prod. Emile)
    10. Giantz Ta Thiz (prod. DJ Premier)
    11. Bow Down feat. Blaq Poet & Rave (prod. Kingdom)
    12. Broken Dreams feat. Imani Montana & Versatile (prod. Thorotracks)
    13. Raps 4 U feat. Boy Bucka & Harlem Fatz (prod. Harlem Fatz)
    14. Bullseye feat. Troy Sluggs, Royal Flush & J.U.I.C.E (prod. Thorotracks)
    15. Black Buddafly feat. Rave & Aisha (prod. Kingdom)
    16. Strength (prod. DJ Premier)
  • Hip hopowe karty kolekcjonerskie

    Hip hopowe karty kolekcjonerskie

    1–2 minut

    Szukając w sieci wszelakich gadżetów związanych z kulturą hip hopową możemy natrafić na różnego typu mniejsze i większe dziwactwa. Przecież od lat wiadomo, że ludzie wymyślą dosłownie wszystko byle tylko zarobić. Tak oto mamy matrioszki z podobiznami Eminema, które są produkowane oczywiście przez naszych wschodnich sąsiadów (nie mam pojęcia czy legalnie). Jakiś czas temu swoją furorę zrobił też „profesjonalny” zestaw rapera zawierający gangsta grillz, łańcuch i mikrofon. Na szczęście nie wszystkie gadżety są dziwaczne i tandetne.

    Yo! MTV Raps było kultowym programem nadawanym od drugiej połowy lat 80.tych do wczesnych lat 90.tych ubiegłego wieku. Twórcy programu wydali w 1991 roku zestaw kart kolekcjonerskich, na których umieszczono zdjęcia wraz z krótkimi opisami (informacje, których często nigdzie indziej nie znajdziecie) artystów znaczących na początku lat 90.tych. Zestawy są dostępne nadal do kupienia w pudełkach po 100 i 360 kart. Jest to nie lada gratka dla wszystkich miłośników old schoolu jak i ciekawych hip hopowych gadżetów.

    Pod tym linkiem znajdziecie duże zdjęcie całego pudełka z kartami. Nie są to jedyne Yo! MTV Raps gadżety sygnowane charakterystycznym logiem programu, do których należą jeszcze buty, ubrania, czy płyty CD.

  • Classic Hip Hop Videos: Ivan Ives – Got It

    Classic Hip Hop Videos: Ivan Ives – Got It

    1–2 minut

    Jednymi z moich ulubionych klipów są te z gatunku lub jak kto woli z rodzaju niskobudżetowych. Właśnie w takich teledyskach można zobaczyć o wiele więcej ciekawych scen, ujęć niż w niejednym wideoklipie o których ktoś kiedyś powiedział „z sześciocyfrowym budżetem”.

    Wielu również wykonawców na początku swojej kariery miało tzw. „osiedlowe” nagrania video. Wystarczy przypomnieć sobie „Peer Pressure” Mobb Deep (choć akurat oni tak do końca nie odeszli od takich nagrań, obejrzyjcie sobie pełnometrażowe filmy „Infamous Allegiance Part 1 & 2„, ewentualnie „Murda Muzik„, a będziecie wtedy wiedzieli o czym mówię), „It Aint Hard To Tell” Nasa„I Got Cha Opin” Black Moon i setki innych podobnych teledysków. Podobnie rzecz się dzieje obecnie wśród undergroundowych wykonawców. Doskonałym przykładem takiego niskobudżetowego teledysku jest „Got It” Ivana Ivesa, którego postać została już przeze mnie wcześniej przedstawiona na stronie.

    Kiedy po raz pierwszy przesłuchałem znakomity album „Iconoclast” wytypowałem właśnie otwierający wydawnictwo utwór „Got It” jako pierwszy wideoklip. Byłem mile zaskoczony jak się okazało, iż mam rację. Na początku teledysku wita nas prawdziwy kowboj rodem z Teksasu (zwróćcie uwagę na wspaniały akcent i ubiór tego jegomościa). Wydawać by się mogło, że będzie to kolejny nudny klip jakich teraz pełno, ale taki spokojny początek to tylko zasłona dymna przed prawdziwym obliczem klipu. Pierwsza zwrotka zaczyna się od spotkania Ivana Ivesa na fotelu dentystycznym (!) a później wszystko nabiera tempa i jest naprawdę różnorodnie i interesująco. Nie będę po kolei analizował wszystkie sceny, dodam jedynie, iż możecie w tym teledysku ujrzeć całą reprezentację The I.V. League, którzy tworzą świetną śmietankę i nie pozwalają się nudzić w trakcie 3 minut trwania nagrania.

    „Got It” jest przede wszystkim świeżym teledyskiem i choć ma jedynie rok, to już teraz jest dla mnie klasykiem (ten znakomity refren!). Nie śpijcie, zapoznajcie się z obrazem stworzonym do jednego z singli promujących „Iconoclast”, ponieważ naprawdę warto poznać twórczość artysty z Miasta Aniołów również od wizualnej strony.

    Aktualizacja: Z bliżej nieznanych przyczyn klip do „Got It” nie jest już dostępny w sieci.

  • Wirująca Strefa 2008, czyli Twisting Zone

    Wirująca Strefa 2008, czyli Twisting Zone

    3–4 minut

    Setki tancerzy i miłośników tańca ściągnęło z całej Polski do Łomży, gdzie odbył się zorganizowany po raz siódmy turniej Wirująca Strefa. Białostoczan również nie mogło tam zabraknąć m.in. Freakish Style, Kolor (DanceOffnia). Impreza ta odbywała się przez cały weekend, począwszy od warsztatów w sobotę z samego rana a kończąc na finałach w niedzielę. Wszystkie walki odbywały się pod okiem idealnie dobranych sędziów (nie mogę tego potwierdzić jeżeli chodzi o sędziów od newstyle/hip hopu ponieważ nie znam się na tych stylach tańca!) – nad breakingiem czuwali Dyzze z Supernaturalz (Kanada), Lego/Flipside Kingz (USA) i oczywiście Babyson/Wanted (Francja). Same warsztaty wyszły całkiem spoko, można było wynieść z nich dużo wiedzy, nie mówię już nic o nowych świeżych krokach – kto nie był, niech żałuje. Takie chwile warte są każdego grosza! Zaraz po warsztatach udaliśmy się całą ekipą na miejsce imprezy które znaliśmy już z poprzedniej edycji Wirującej Strefy, także z dotarciem na miejsce nie było problemów.

    Tekst: Mariusz Sem

    Cała impreza przeplatała się zmaganiami na parkiecie bboyów/bgirls jak i również tancerzami new style’u i hip hopu. Pomijam poszczególne walki eliminacyjne w kategoriach tanecznych, na których kompletnie się nie znam i od razu przechodzę do zmagań bboys. Na szczęście w tym roku bboye nie zawiedli i zjawiło się 15 ekip (co w tamtym roku było śmieszne ponieważ niektórzy podeszli lajtowo do sprawy i nie zjawili się na imprezie mimo wysłania zgłoszenia). Rywalizacja była średnia, ponieważ tylko kilka ekip wykazało się niezłymi skillsami i świeżością na parkiecie m.in. Freakish Style, Cats Claw i RTB. Sobota minęła bardzo szybko przy czym wyłoniła najlepsze składy do pół finałów i finałów w niedzielę.

    Niedziela – spanie do późnych godzin popołudniowych i ładowanie baterii na kolejne walki…Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie wyszło tak jak każdy sobie planował ponieważ w internacie (?), w którym mieliśmy nocleg okazało się, że o godz. 10 rano mamy być już wymeldowani! Porażka…Człowiek cały dzień tańczy, wypruwa z siebie siódme poty aby pokazać swój styl, swoją flavę i nawet nie może pospać sobie tak długo jak chce! Cóż, śniadanie zjedliśmy przed halą w, której miała miejsce impreza i po około 2h śmiania się i spędzania dobrze czasu w gronie najbliższych ziomów (co nie?) wpuścili nas na halę. W sumie aż tak wiele to nie zmieniło ponieważ walki rozpoczynały się około godz. 16 więc wszyscy siedzieli w szatni i odsypiali te kilka godzin, które zostały nam zabrane w internacie.

    Może kilka słów na temat organizacji, a więc wielkim plusem i chyba największym było sprowadzenie sędziów z najwyższej półki co na starcie zwiększa prestiż imprezy, następny plus – DJ Kruk, który puszczał najlepszą muzę na świecie (chociaż czasami sprzęt mu siadał i nie wiem czy to z winy samego sprzętu czy jego użytkownika), no i jest jeszcze kilka minusów: -obsuwy czasowe, przez co niektóre walki dopiero odbyły się około 18.30 (walki ekip bboys 5na 5); straszna duchota na sali; brak jedzenia i wody dla uczestników (chociaż szamę to jeszcze można znieść, ale żeby wody nie było!).

    Ogólnie podsumowując imprezę uważam za bardzo udaną, wręcz bez porównania do szóstej edycji. Za rok Białystok na pewno się tam pojawi! Tym bardziej, że zdobył kilka miejsc na podium.

    Break Dance Battle: V miejsce – Freakish Style (rok temu II miejsce)
    Break Dance 1 vs 1: III miejsce Bboy Sem
    Hip-Hop/New style formacje: I miejsce – Kolor
    Hip-Hop/New style mini-formacje: II miejsce – Kolor

    Poniżej dokładne wyniki Wirującej Strefy 2008:

    Break Dance Battle

    1. Cats Claw – Ostrołęka
    2. CT Group – Łomża / Stargard Szczeciński
    3. Dziki Wschód – Włodawa
    4. RTB – Bydgoszcz
    5. Freakish Style Crew – Białystok

    Break Dance 1 vs 1

    1. Sadlee – Olsztyn
    2. Gruszka – Włodawa
    3. Sem – Białystok
    4. Dżigy – Gdańsk

    Hip-Hop/New style Formacje

    1. Kolor – Białystok
    2. Maska – Kąty Wrocławskie
    3. Enzym – Gdańsk
    4. One Be Flow – Gorzów Wielkopolski

    Hip-Hop/New style Mini Formacje

    1. S.A. Woman Edition – Wrocław
    2. Kolor – Białystok
    3. Maska Men’s – Kąty Wrocławskie
    4. Fresh – Poznań
  • Recenzja 12”: Rob Swift – Interview With Colored Man

    Recenzja 12”: Rob Swift – Interview With Colored Man

    3–4 minut

    Tableturns | 2002

    Albumy wydawane przez DJ’ów czy turntablistyczne crew często nie docierają do szerszego grona słuchaczy. Dzieje się tak dlatego, ponieważ z reguły płyty takie są w specyficzny sposób skonstruowane. Dla przeciętnego fana hip hopu często nie odpowiadają wydawnictwa, na których zamiast sporej dawki rapu mamy przede wszystkim scratch i wszelakie inne popisy DJ’skie. Dlatego też sporym zaskoczeniem była płyta legendarnego crew The X-Ecutioners – „Built From Scratch”, która została wydana w 2002 roku.

    Do dzisiaj żaden inny tego typu album nie osiągnął takiej popularności jak ww. wydawnictwo a powtórzenie liczby sprzedanych egzemplarzy jest, patrząc na dzisiejsze realia, niemożliwa („Built From Scratch” osiągnęło status złotej płyty). Z drugiej strony, słuchacze znający wcześniejsze dokonania grupy odwrócili się od nich. Zarzucali oni zbytnią komercyjność albumu (m.in. singiel „It’s Going Down” z Linkin Park) oraz mainstreamowe brzmienie płyty. Po tym wydawnictwie nie wszyscy członkowie ekipy byli zadowoleni z rozwoju wypadków – Mista Sinista odszedł z The X-Ecutioners, a Rob Swift postanowił wydać swoją solową płytę. „Sound Event” ukazała się zaledwie pół roku po „Built From Scratch” i można powiedzieć, iż była to podziemna wersja tego pierwszego albumu. Ta płyta zasługuje na odmienną recenzję, która niebawem ukaże się na blogu, natomiast nie mogę być obojętnym wobec niewiarygodnego singla pochodzące z „Sound Event” z gościnnym udziałem m.in. Supernaturala i DJ’a Radara„Interview With Colored Man”.

    Po pierwsze – okładka. Dawno temu nie widziałem picture coveru, który zrobił na mnie tak duże wrażenie. Nie będę się wgłębiał w szczegóły, po prostu sami oceńcie, przyjrzyjcie się jej dokładnie. Powiem jedynie, iż jest stylizowana na programach telewizyjnych w US z lat 50.tych i 60.tych XX wieku, w których często przeprowadzano dyskusje z użyciem wykrywacza kłamstw.

    Po drugie – koncepcja tracka. Jak wyjaśnia Rob Swift na okładce „Sound Event”, pomysł na zrobienie tego utworu zrodził się w trakcie pracy nad tym albumem. Robert Aguilar podczas grzebania w płytach winylowych natrafił na starą płytę, na której było nagranie opowiadające o bliżej nieokreślonym superbohaterze zwanym Colored Man. Od razu pomyślał o zrobieniu kawałka wraz z Supernaturalem, który jak powszechnie wiadomo uważany jest za niesamowitego freestylowca.

    Po trzecie – wykonanie. „Interview With Colored Man” powala na kolana z kilku powodów. Oprócz samej koncepcji niepodważalną rolę pełni samo wykonanie. Rob Swift w odpowiedni sposób miksując, tnąc stare nagrania dosłownie „zadaje” prosto z płyty pytania Supernaturalowi, a odpowiedzi uzyskuje bardzo szybko, gdyż Supernat nie zastanawia się długo nad tym co ma powiedzieć. Jeżeli dorzucimy jeszcze DJ’a Radara odpowiedzialnego za perkusję, to mamy miażdżący kawałek, prawdziwą perełkę rzadko spotykaną na albumach hip hopowych.

    Po czwarte – strona B. Na drugiej stronie tego singla znajdziemy kolejny bardzo dobry track, „2 3 Break” z gościnnym udziałem DJ’a Klevera, Dr’a Butchera (mentor Roberta Aguilara) oraz Melo-D. Jeżeli chodzi o ten track, to Rob Swift także dokładnie opowiedział jego koncepcję. „2 3 Break” ma duże wpływy, z okresu, kiedy Rob Swift dorastał w dzielnicy Queens i bardzo często był na jamach czy block parties, na których pojawiał się choćby DJ Red Alert. Kilkanaście lat później postanowił złożyć track, który będzie hołdem a zarazem powrotem do lat ubiegłych. Pomogli mu w tym wspomniani DJ Klever i Melo-D. Tak powstałe trio uraczyło nas wspaniałą dawką popisów turntablistycznych, które w pełni pokazały ich umiejętności.

    Podsumowując, trzeba docenić Roba Swifta, ponieważ jest to jeden z najważniejszych obecnie działających DJ’ów. Jeżeli natraficie na „Interview With Colored Man” to bez wahania bierzcie go, podobnie jak „Sound Event” lub każde inne solowe dokonanie Roberta Aguilara.

    Ocena: 5/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 Interview With Colored Man (Main Version)
    A2 Interview With Colored Man (Radio Edit)
    A3 Interview With Colored Man (Instrumental)
    A4 Interview With Colored Man (Acapella)

    Strona B

    B1 2 3 Break (Main Version)
    B2 2 3 Break (Instrumental)
    B3 2 3 Break (Acapella)

  • Gangsterska kolekcja DVD

    Gangsterska kolekcja DVD

    1–2 minut

    W 25. rocznicę powstania „Scarface’a”, mianowicie 13 października b.r., miała miejsce premiera kolekcjonerskiego zestawu DVD – „The Ultimate Gangster”. Niniejsza kolekcja filmowa zawiera stricte gangsterskie filmy: „American Gangster”, „Carlito’s Way”, „Casino”, „Mean Streets” oraz wspomniany „Scarface”. Jest to unikatowe 10-płytowe wydanie wraz ze wszystkimi materiałami dodatkowymi, wywiadami z aktorami, soundtrackami, etc.  z ww.  filmów. Całość dostępna jest w Europie a jego cena oscyluje w granicach £25.00. Premiera w Polsce odbędzie się w najbliższych tygodniach.

    Skąd taki wpis na U Call That Love? Jeżeli spytamy hip hopowych artystów jak i ludzi z branży o ulubiony ich film, wielu odpowie właśnie, że jest to „Człowiek Z Blizną”. W razie jakichkolwiek wątpliwości odsyłam do obejrzenia filmu dokumentalnego wydanego przez wytwórnię Def Jam, „Scarface: Origins of a Hip Hop Classic”, w którym uznane postacie ze sceny hip hopowej (m.in. Russell Simmons, Snoop Dogg, Method Man, Prodigy) opowiadają o arcydziele Briana De Palmy.

  • Książka: Russell Myrie – Don’t Rhyme For The Sake of Riddlin’: The Authorised Story Of Public Enemy

    Książka: Russell Myrie – Don’t Rhyme For The Sake of Riddlin’: The Authorised Story Of Public Enemy

    1–2 minut

    1 października b.r. ujrzała światło dzienne książka, przedstawiająca jedną z najlepszych (zdaniem wielu najlepszą) grupę hip hopową w historii – Public Enemy. Jest to autoryzowana historia angielskiego dziennikarza, Rusella Myrie o dość zawiłym tytule – „Don’t Rhyme For The Sake of Riddlin’: The Authorised Story Of Public Enemy”.

    Autorowi tego dzieła udało się przeprowadzić sporo wywiadów z członkami oraz z bliskimi przyjaciółmi tej grupy. Mamy więc tutaj m.in. Chuck D, Flavor Flav, Terminator X, Professor Griff czy Shocklee Brothers. Opowiadają oni o początkach grupy, o swoim debiucie w programie „Yo!MTV Raps”, kolejnych swoich albumach, trasach koncertowych etc. Można te wydawnictwo traktować jako swoisty przewodnik pokazujący Public Enemy widziane oczami członków grupy. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów Public Enemy i miłośników old schoolu. Lektura obowiązkowa, bezsprzecznie.

    Książka jest dostępna do kupienia w sklepach online oraz na eBayu. Cena waha się od około £12 do £18. Tutaj znajdziecie więcej informacji na temat tego zacnego wydawnictwa.

  • Moje podejście do hip hopu jest unikalne – wywiad z Ivanem Ivesem

    Moje podejście do hip hopu jest unikalne – wywiad z Ivanem Ivesem

    5–7 minut

    Przyszła pora na pierwszy wywiad na U Call That Love. Nie ukrywam, że mój rozmówca został celowo wybrany i w pełni zasługuje na zaprezentowanie na stronie. Nie przedłużając, zapraszam serdecznie do lektury wywiadu przeprowadzonego z undergroundowym artystą pochodzącym z Rosji, ale od dawna mieszkającym w USA, Ivanem Ivesem.


    Witam serdecznie, to świetnie, że zgodziłeś się na wywiad. Jak mógłbyś przedstawić się ludziom z Polski?

    Dzięki za zainteresowanie moją muzyką, cała przyjemność leży po mojej stronie. Dla wszystkich ludzi, którzy mnie nie znają – nazywam się Ivan Ives i pochodzę z Rosji, dzieciństwo swoje spędziłem w Brooklynie, a obecnie mieszkam i robię muzykę w Los Angeles, w Kalifornii.

    Iconoclast oznacza niszczenie religijnych obrazów. Obrazoburstwo było kontrowersyjnym ruchem między chrześcijanami bizantyjskiego Imperium na przełomie VIII i IX wieku. Jakie to ma odniesienie do Twojego albumu?

    To jest JEDNO znaczenia słowa… ale myślę, że album lepiej funkcjonował z definicją: „osoba, która atakowała umiłowanie wiary, tradycyjne instytucje, etc.”. Myślę, że moje podejście do hip hopu jest unikalne, jako, że łączę naprawdę wpadające w ucho bity (pozdrowienia Hitman) z potężnymi tematami i dostarczam to z zajebistym, prawie east coastowym flow. I nie sądzę, że ludzie oczekują tego od wysokiego białego faceta z kudłatymi włosami. Tak w ten sposób atakuję tradycje i rzeczy, do których ludzie byli przyzwyczajeni.

    Jesteś rosyjskim imigrantem, który mieszka w USA. Kiedy zdecydowałeś się, żeby przeprowadzić się do tego kraju na stałe? Czy masz w Stanach Zjednoczonych rodzinę czy jesteś tam sam? Odwiedzasz Rosję od czasu do czasu?

    To nie była tak naprawdę moja decyzja, żeby przeprowadzić się tam na stałe, byłem wtedy jeszcze dzieckiem. Mój ojciec był i jest nadal, politycznym działaczem, który miał dużo do powiedzenia o komunizmie i KGB zawsze próbowało dokonać zamachu na nim. Postanowił on ostatecznie uciec wraz ze swoją najbliższą rodziną, tak więc wylądowaliśmy w Brooklynie. Tak, wcześniej jak i teraz odwiedzam Rosję. Mam tam nadal swoją rodzinę.

    Wiem, że nagrywałeś utwory pod pseudonimem Nicotine, ale nie jestem pewien dokładnie kiedy to miało miejsce. Pracowałeś wtedy sam czy z kimś?

    To miało miejsce dawno, dawno temu. Nagrywałem wtedy z zupełnie innymi ludźmi i nie jestem zadowolony z muzycznych dokonań, jakie z tamtego okresu pochodziły.

    Twoim producentem jest Fresh aka The Hitman. To jest Twój człowiek czy poznaliście się przy jakichś okolicznościach?

    Uczęszczaliśmy wspólnie do szkoły średniej, lecz nie byliśmy dobrymi kolegami aż do czasu. Zaczęliśmy się kumplować, ponieważ podzieliliśmy się wspólnymi artystycznymi wizjami oraz etyką pracy. Teraz mamy receptę na przygotowywanie tracków, które razem robimy oraz walczymy, żeby kontynuować rozszerzanie oraz kreowanie nowych, innowacyjnych pomysłów.

    Co mógłbyś powiedzieć o No Threshold Records, gdzie wydajesz swoje albumy. Czy to jest twój własny label? Jacy pozostali artyści nagrywają dla tam?

    No Threshold jest to label, który rozkręciliśmy wraz z Freshem nieoficjalnie w 2002 roku, ale znak firmowy etc. zatwierdziliśmy w 2005 roku. Mamy u siebie takich artystów jak Menacin Johnson i The Anything People. Akurat teraz skupiam się nad własnym materiałem, lecz zamierzam przyjąć do pracy kierownictwo, aby pokierowali labelem za mnie i wyszukiwali nowe talenty.

    Masz naprawdę zacnych gości na swoim „Iconoclast”, takich jak 2Mex, Vast Aire, Cappadonna, O.C. Czy było to trudne, żeby nawiązać z nimi kontakt i zaprosić do wspólnego nagrywania?

    Jeżeli uważasz, że ci goście są dobrzy (bo są dobrzy), poczekaj tylko na „Newspeak”, moje nowe wydawnictwo, które wyjdzie na początku 2009 roku. Niektórzy z gości, którzy znajdą się na tym albumie powalą ludzi na kolana. Poważnie.

    Po upływie 1,5 roku od wydania Iconoclast, jest on wyprzedany i dostępny tylko w jednym sklepie online. Czy jesteś zadowolony ze sprzedaży?

    Właściwie minął rok od wydania „Iconoclast” (25 września). Odkąd „Iconoclast” ujrzał światło dzienne, zremiksowany album z okazji rocznicy wydania jest prezentem ode mnie, dostępnym do ściągnięcia za darmo. Wydaje się, że jakby to było już na zawsze, nieprawdaż? Do dzisiejszego dnia jest to mój najlepiej sprzedający się album i ciągle moja najlepiej sprzedająca się płyta na iTunes. Rozważałem nad zwiększeniem nakładu, ale raczej będę trzymał się od tego pomysłu z daleka, przypominając kolekcjonerom, że zdobyli w odpowiednim czasie ten album.

    W listopadzie 2007, magazyn Rolling Stone umieścił Twoje nazwisko w swoim jubileuszowym wydaniu z okazji 40-lecia istnienia. Czy byłeś zaskoczony, mogąc przeczytać w tym magazynie o sobie? W mojej opinii to było duże wyróżnienie.

    Tak, byłem wtedy w podróży kiedy to zobaczyłem, zwłaszcza od czasu kiedy ludzie (mam na myśli hejterów) myślą, że płacę żeby tam być czy robię jakieś inne gówniane sprawy. Jakbym sobie mógł pozwolić na kupienie siebie w Rolling Stone! Ha! Lecz owszem, nadałem swojej karierze pewnej solidności i pozwoliłem ludziom, żeby dowiedzieli się, iż nie jestem tutaj tylko od pieprzenia głupot, dlatego też oni słuchają moich nagrań i kupują moje płyty.

    Jakiś czas temu w sieci pojawił się „Icons Last Remix”, o którym wspominałeś. Kto dokonał remiksów utworów?

    Zremiksowany album był możliwością do zaprezentowania swoich umiejętności producentom, których znam. Także Fresh zakończył robić remiksy kilku tracków, a ja złamałem track jeżeli chodzi o „Recipe Remix”… W ogóle to nie ma znaczenia jako rozważania nad moją produkcją.

    W sierpniu ’08 zapodałeś swój kolejny album – „Juice To Get Loose To”. Jakie odczucia mają ludzie po tej płycie? Co możesz nam o niej opowiedzieć?

    Ten album w tym samym czasie, kiedy pojawiły się kawałki z tej płyty na MySpace, więc album został bardzo dobrze zakończony. To jest album konceptualny, na którym ja oraz Fresh wspólnie jesteśmy za mikrofonami…To jest zasadniczo „zabawna” płyta tak jak powiedziałem, żeby rozruszać ludzi na imprezach. ALE jeżeli słuchasz naszych tekstów, znajdziesz tam niektóre naprawdę głębokie sprawy. Nie śpijcie.

    Powiedz nam coś o swoich wpływach. Kiedy przesłuchiwałem „Eat, Pop and Die” (mixtape wydany w 2008 roku – przy. red.) to pomyślałem: „Ten koleś musi kochać Grandmaster Flasha i każdy rodzaj muzyki z lat 80.tych”.

    Tak, owszem. Ale słucham także muzyki klasycznej oraz modernizmu. Lubię też IDM music (Intellegent Dance Music) oraz starsze elektroniczne rzeczy jak Kraftwerk. Właściwie, to nie słucham teraz dużo hip hopu, ponieważ bardzo dużo aktualnie wydawanych albumów jest totalnym gównem. Kocham underground. Rap, jaki słucham jest bardziej oldschoolowy i klasyczny. Oczywiście jest kilku artystów działających obecnie, których doceniam. Możecie mieć pomysły jeżeli chodzi o listę gościnnych występów na moim kolejnym albumie.

    Prowadzisz także swój osobisty blog, gdzie umieszczasz piękne zdjęcia robione Twoim aparatem (o rozdzielczości 1.3 megapiksela). To jest Twoje drugie życie – zwiedzanie każdego z miejsc, gdzie przebywasz i wykonywanie zdjęć?

    Tak, to nie jest przeznaczone dla innych ludzi, zachowuję te zdjęcia dla siebie…i za każdym razem kiedy dzięki nim ponownie odwiedzam moje podróże, przypominają mi one o różnych miejscach, gdzie byłem, powodując jakiś dziwną, przygnębiająca emocjonalną harmonię. Każda pojedyncza fotografia ma swoją odrębną historię i zawsze powracam do momentu, w którym została wykonana; pozwalają ożywić moje doświadczenia. Jestem także twórcą filmów pomiędzy robieniem muzyki i pozwala pozostawać w kontakcie z wizualną stroną.

    Powiedz nam o swojej przyszłości i swoich planach.

    Przejmujemy tą dziwkę!

    Dzięki za wywiad. Mam nadzieję, że niedługo odwiedzisz Europę.

    Yeah. Chciałbym z całą pewnością przywieźć swoje dupsko do Europy i dać dobry show. Dzięki również.


    Więcej informacji o Ivanie Ivesie znajdziecie odpowiednio na: profilu artysty na portalu MySpace, wytwórni płytowej No Treshold Records oraz blogu Ivana.

  • 31 rocznica założenia Rock Steady Crew

    31 rocznica założenia Rock Steady Crew

    1–2 minut

    Imprezy towarzyszące wymienionemu w tytule wydarzeniu miały miejsce od 24 do 27 lipca b.r., a więc jakiś czas temu, to uważam że nie może zabraknąć krótkiej informacji o tej rocznicy na U Call That Love.

    Nie kojarzyć Rock Steady Crew to tak jakby nie znać podstaw algorytmów a uczyć się matematyki wyższej. O całej historii tego najsłynniejszego crew bboyowego na świecie możecie przeczytać na ich oficjalnej stronie.

    Na koncercie wieńczącym obchody 31. urodziny legendarnego bboyowego kolektywu zagrali m.in. KRS-One, Fat Joe, Ice-T, Soul Sonic Force, Grandmaster Caz, Marley Marl & Craig G, Tony Touch, Q-Unique & The Arsonists, Bahamadia, AG, The Artifacts. Jak widać, line-upu mogli pozazdrościć organizatorzy niejednego festiwalu.

    Pod tym linkiem znajdziecie relację z tego wydarzenia.

  • Książka o jazzowych okładkach – Jazz Covers

    Książka o jazzowych okładkach – Jazz Covers

    1–2 minut

    Benedikt Taschen, niemiecki pisarz założył w 1980 roku w Kolonii wydawnictwo o jakże zaskakującej nazwie Taschen, które od samego początku zajmuje się publikacją książek zawierających reprodukcje dzieł sztuki, reedycje komiksów, katalogi ze zdjęciami i wiele innych. Wydali także drugą w kolejności najdroższą książkę (sprzedana za…$12,500) w historii – „GOAT(Greatest of All Time)”, swoisty hołd złożony dla Muhammada Ali.

    Dlaczego o tym wszystkim piszę? Otóż ukazała się nie lada gratka dla wszystkich kolekcjonerów jak i fanów jazzu. „Jazz Covers” autorstwa Joaquima Pablo i Juliusa Wiedemana, zawiera 500 stron poświęconych jazzowym okładkom. Całość okraszona jest komentarzami prawdziwych ekspertów w tej dziedzinie, którymi bez wątpienia są Gilles Peterson, Amir (Kon & Amir), Andre Torres (Wax Poetics) i King Britt. Jak na Taschen cena za tę książkę nie jest wygórowana, bowiem wynosi marne €29.99. Dla wszystkich zainteresowanych – istnieje możliwość kupna tego tytułu w Polsce. O szczegóły proszę pytać pod tym adresem email: tmc[at]tmc.com.pl.

    Na stronie Taschen znajdziecie digitalową wersję „Jazz Covers”.

Translate