Autor: Witalij

  • Torae i The Returners na mini tourze po Polsce

    Torae i The Returners na mini tourze po Polsce

    1–2 minut

    Na przełomie listopada i grudnia 2008 roku odbędzie się w Polsce kilka koncertów z okazji touru reprezentanta Nowego Jorku, Torae.

    Będzie to druga wizyta tego rapera w naszym kraju. Po bardzo dobrze przyjętym jego występie na Outline Colour Festival w Łodzi w maju b.r. roku będziemy mieli kolejną okazję do zobaczenia tego utalentowanego artysty. Na każdym koncercie w Polsce, rapera będzie wspierał dobrze znany duet The Returners. Poniżej przedstawiam dokładne terminy i miejsca koncertów.

    28.11.2008 r., Klub Fanaberia, Łódź, OSTR & DJ Haem + ŁDZ Orkiestra, Afront , Torae & The Returners
    29.11.2008 r., Klub Loft, Białystok, DJ Set The Returners hosted by Torae
    30.11.2008 r., Klub Negatyw, Gdańsk, Torae & The Returners
    05.12.2008 r., Klub Studio, IV Eliminacje Wojny o Wawel, Torae & The Returners
    06.12.2008 r., Klub Studio, Finał Wojny o Wawel, Rasco, Łona/Webber/DJ Twister, Torae & The Returners

    Bilety na imprezę w Białymstoku w cenie 12 zł dostępne w sprzedaży w klubie Loft.

  • Inżynier abstrakcyjnych dźwięków – wywiad z Mr. Echoesem (The Opus)

    Inżynier abstrakcyjnych dźwięków – wywiad z Mr. Echoesem (The Opus)

    7–10 minut

    Z wielką przyjemnością przedstawiam kolejny, trzeci już z kolei wywiad na łamach U Call That Love. Mr. Echoes aka Fanum lub jak kto woli po prostu Kevin Johnson, to postać z niezależnej sceny muzycznej w Chicago. Wychowanek Wietrznego Miasta jest bardziej medialną połową producenckiego duetu kojarzonego z alternatywną odmianą hip hopu – The Opus. Zapraszam do lektury.


    Witam serdecznie, to dla mnie wielki honor, że zgodziłeś się na wywiad. Na początek zadam typowe pytanie – jak mógłbyś się przedstawić polskim słuchaczom?

    Nazywam się Mr. Echoes i jestem przyłączony do mojego partnera The Isle Of Weight i pochodzimy ze ślicznego miasta Chicago, Illinois, domu następnego prezydenta USA Baracka Obamy!

    Twoje pierwsze produkcje pojawiały się w latach 90.tych, np. na Rubberoom – „Synapse Gap”. Czy jesteś zadowolony z tego wydawnictwa? Co teraz porabiają Meta Mo i Lumba, Twoi przyjaciele z Rubberoom?

    Kocham „Synapse Gap”! Jeden z pierwszych utworów, jaki zdecydowaliśmy się nagrać profesjonalnie i wydaliśmy wraz z utworem ze strony B „Beneath the Surface”. Czułem, że to będzie utwór, który zapoczątkuje naszą karierę na muzycznej scenie. Również wypuściliśmy ten kawałek sami bez żadnych funduszy z żadnego labelu. To była ściśle niezależne wydawnictwo. Lumba i Meta (przyjaciele Mr. Echoesa z okresu projektu Rubberoom – przyp. red.) są ciągle w pobliżu chociaż nie rozmawiam z nimi za wiele. Zdecydowali się podążyć inną życiową ścieżką.

    Czy masz podobny gust muzyczny jak The Isle of Weight? W mojej opinii Wasza współpraca jest zsynchronizowana.

    Najważniejszy jest ten sam gust muzyczny. Lubimy dużej różnej muzyki, od współczesnych rzeczy do bardzo abstrakcyjnych.

    Opus ma wiele znaczeń. Czy mógłbyś mi powiedzieć co to oznacza dla Ciebie i dla The Isle Of Weight?

    Patrzymy na Opus jak na małą muzyczną rzecz, która pasuje dzięki większej aranżacji. Jako przykład podam to, że większość piosenek jest bardzo różna w znaczeniu aranżacji i mają odmienną wariację w brzmieniu. Jednak, gdy słuchasz projektu(-ów) jako całości, każdy utwór w pewnej formie wiąże się z następnym. „Blending Density” CD jest najlepszym na to przykładem. Chociaż wszystkie utwory są różne, wszystkie piosenki w pewnej formie wiążą się ze sobą.

    Co mógłbyś powiedzieć o swoich inspiracjach? W down tempo, ambient, elektronicznej muzyce jest bardzo dużo dobrych artystów i jest naprawdę ciężko zdecydować kogo podziwiacie i doceniacie. Jak też streściłbyś Wasz styl?

    Niektórymi inspiracjami będą takie grupy jak The Art of Noise, Kraftwerk, DJ Krush, DJ Shadow, Daft Punk, DJ Vadim, The Bomb Squad, Cameo, Meat Beat Manifesto, Depeche Mode, Public Enemy, KRS-One, Eric B. & Rakim. Nasz styl jest miksem tych wyżej! Kiedy zaczynaliśmy robić muzykę, naszym celem było kreatywne brzmienie jakiego wcześniej nikt nie włączał i warstwa nad wokalami. Nie usiłowaliśmy koniecznie wejść w szczegółowy gatunek muzyczny, ale ten gatunek złapał nas na lata! Zgadza się, to nadal hip hop.

    Co mógłbyś powiedzieć o Waszej współpracy z innymi artystami takimi jak Earatik Statik, Aesop Rock czy Murs (Living Legends)? Czy skontaktowanie się z nimi było trudne?

    Praca z Aesop Rockiem i Mursem było czymś prawdziwie magicznym z tym jak to przyszło. Murs występował w Chicago z Cannibal Ox (właściwie to próbowaliśmy złapać ich na „First Contact 001” także). Backstage, podszedłem do Mursa i opowiedziałem mu o projekcie „First Contact 001”. Odpowiedział, że jest zainteresowany, więc wysłałem mu beat, który naprawdę się jemu spodobał. Jeżeli chodzi o Aesop Rocka, to spotkaliśmy go w Nowym Yorku podczas Rocksteady Festival. Porozmawialiśmy z nim o projekcie i powiedział on, że chciałby być jego częścią. Naprawdę dobre i wygodne jest to, że Aesop, Murs, Atmosphere i I self Devine byli na tych samych koncertach w Chicago kilka miesięcy później, więc byliśmy zdolni do nagrywania z nimi całymi dniami! Również track z Aesopem jest przypuszczalnie inny! Oczekiwaliśmy na przybycie inżyniera studyjnego i zaczęliśmy grać przypadkowe bity The Opus, żeby zobaczyć jakie brzmienie lubią ponad booming system. Aesop polubił jeden z utworów jakie puszczaliśmy, więc zdecydowaliśmy użyć ten track na First Contact. Earatik Statik byli od zawsze naszymi przyjaciółmi i chcieli, żebyśmy wyprodukowali „Feelin Eratik” LP. Zrobiliśmy około 6 kawałków na te LP.

    Jesteście dwoma instrumentalistami. Na jakich instrumentach potraficie grać? Uczyliście się w jakiejś szkole muzycznej?

    Jestem samplującym artystą (Mr. Echoes jest zbyt skromny, ponieważ udało mi się ustalić, że potrafi grać na m.in. klawiszach – przyp. red.). IOW właściwie wie jak grać na gitarze i basie ale samplujemy instrumenty i przekształcamy je w kompozycje! Nigdy nie uczęszczaliśmy do szkoły, żeby uczyć się muzyki ale chodziliśmy aby nauczyć się technicznych rzeczy jak inżynieria i produkcja studyjna.

    Oficjalny debiut The Opus, „First Contact 001″ LP został wydany w 2002 roku. Dlaczego zajęło tak długo nagranie tego albumu? Pytam, ponieważ pierwszą 12” Rubberoom mieliśmy w 1994 roku.

    Cóż, właściwie wydaliśmy Rubberoom „Architechnology” LP w 1999. To był pierwszy pełny album zespołu. Właściwie LP uczyniło świetny czas przed zamknięciem labelu. Spowodowało to wewnętrzne napięcie w grupie, IOW i ja zdecydowaliśmy do robienia własnych rzeczy jako Opus. Jeżeli nie słyszeliście „Architechnology” to musicie koniecznie sięgnąć po nią…klasyczne LP.

    „Breathing Lessons” jest Waszym drugim albumem jako The Opus. Co mógłbyś powiedzieć o „BL”? Czym się różni od „First Contact 001”?

    „Breathing Lessons” był naszym w całości instrumentalnym LP. Jest jeden utwór jaki Lord360 zrobił w krótkim pojawieniu się później w piosence „Isis”. Poczuliśmy jakby ta płyta była bardziej o nas, nie próbowaliśmy mocno polegać na kolaboracjach lub wysoko uznawanych artystach do sprzedaży albumu i naprawdę jest to eksperymentalna i wolna muzycznie płyta, tak jak chcieliśmy.

    Mush, label dla którego nagrywacie jest niezależny. Wcześniej nagrywaliście dla Ozone Music czy Elastic Recordings. Czy mógłbyś porównywać wszystkie wytwórnie, w których wydawaliście 12″ i LP’s?

    Elastic Recordings to był nasz album. Nie mieliśmy w tamtym czasie kontraktu, więc stworzyliśmy Elastic Recordings do dystrybuowania naszych 12″. Ozone Music był labelem, z którym zaczynaliśmy wraz z gościem, który pomagał przy rozkręcaniu Definitive Jux. Problem z Ozone był taki, że Def Jux stał się tak duży, że Ozone było całkowicie w cieniu Def Juxu. To zachęciło nas do przeniesienia się do Mush, ale Mush jest labelem, gdzie jest wielu artystów, których postawa jest dla nas problemem. Porównując Def Jux i Mush, to jakby przebywanie w klasie z 50-ciorgiem uczniów przeciw klasie z 10-ciorgiem uczniów. Nauczyciel spędza więcej czasu z tobą i jest zdolny skupić się na tym, czego potrzebujesz odrobinę bardziej w mniejszej sali.

    Pochodzicie z Chi-Town. Jak wygląda teraz chicagowska scena niezależna? Czy wiesz cokolwiek o No I.D.? Słyszałem, że odszedł na emeryturę.

    Undergroundowa scena w Chicago rozkwita obecnie. Właściwie jest kilka undergroundowych twórców, których naprawdę lubię. Imiona niektórych to The Gent$, Outerlimitz, Dirty Digital,Wes Restless, Qwel, Robust, Decay, All Natural…To tylko niektórzy…No I.D. właściwie pracuje dla labelu Jermaine’a Dupri jako producent wykonawczy. Nie sądzę, że przeszedł na emeryturę!

    Poszukujesz obecnie talentów? Słyszałem, że Meta Mo i Lumba zostali odkryci przez Ciebie.

    Wiesz co? Poszukuję tylko talentu do naszego nowego LP w tej chwili. Nie prowadzimy obecnie dłużej labelu, chociaż mieliśmy duże aspiracje do poprowadzenia wcześniej! Szczęśliwie ciągle się utrzymujemy jako, że staliśmy się popularni jako The Opus. Nie chciałbym koniecznie mówić, że „odkryliśmy” Meta i Lumbę ale pomogliśmy im nabyć umiejętności jako artystów. Oczekujemy tylko, żeby spełniali się jako artyści.

    Czy mógłbyś opowiedzieć nam o swoich przyszłych planach? Jestem przekonany, że po „Blending Density” pracujecie nad czymś nowym.>

    Tak! Pracujemy nad naszym nowym projektem o nazwie „Boxcutters”. To jest podwójne CD z dołączonym DVD zatytułowanym „Producers”. Pierwsze z podwójnych CD nosi tytuł „Earthwalkers: Epilogue”, które będzie showcase’em atmosferycznych/ambientowych stylów i drugi CD, „Dichotomy” jest to więcej niż współczesne CD, które zawiera niektóre rzeczy, których wcześniej nie robiliśmy jako producenci. Jedno znajomy, z którym współpracowaliśmy to Pigeon John z West Coastu. Jednakże CD będzie składało się z wielu nowych artystów i masy kolaboracji z muzykami, grającymi na różnych instrumentach.

    Sądzę, że większość ludzi w USA mówi teraz o wyborach. Jaka jest Twoja opinia na temat zwycięstwa Obamy?

    Och, to jest przeolbrzymie zwycięstwo! To jest niesamowite, że Ameryka będzie miała czarnego prezydenta. Bardziej ważne w opinii jest to, że Amerykanie są zmęczeni tą samą amerykańską polityką. Bezsensowna wojna i spadająca gospodarka wzięły naprawdę dużo ofiar wśród Amerykan. Co jest naprawdę niesamowite w jego zwycięstwu to fakt, że przyciągnął wszystkich ludzi różnego koloru skóry i odmiennych środowiskach do przewyższenia każdej rasy i zagłosowaniu na niego! Jeden z największych problemów dla Stanów Zjednoczonych to bycie bardzo rasistowskim państwem ale byłem dumny jako Amerykanin, że (niektórzy) ludzie byli zdolni do odłożenia koloru skóry na bok i spojrzeniu na to indywidualnie.

    Jak wyglądają Wasze koncerty? Preferujecie małe, niezależne koncerty czy coś innego? Czy kiedykolwiek odwiedziliście Europę?

    Nie odwiedziliśmy Europy nigdy ale mamy za sobą tour po Japonii. Chciałbym odwiedzić Europę, ale nie znaleźliśmy kontaktów jeszcze, dzięki którym wybraliśmy się tam. Ciągle pracuję nad progresem, więc poinformuj mnie jeżeli znasz kogokolwiek. Jeżeli chodzi o koncerty, wolimy średnie miejsca spotkań. Wolę raczej grać w niewielkich miejscach i przeobrażać je w dobra imprezę niż występować w dużych miejscach, które mogą powodować, że miejscówka będzie wyglądała na pustą! To naprawdę zależy od Twoich fanów!

    Dziękuję bardzo za wywiad. Czy chcesz coś powiedzieć na zakończenie?

    Tylko to, że chciałbym podziękować za wywiad. Jesteśmy wdzięczni że nasza muzyka sięga do uszu w Polsce! Szczęśliwie jesteśmy zdolni aby dostarczać więcej muzyki dla was w przyszłości i może pewnego dnia będziemy mogli wybrać się tam na tour. Także możecie sięgać do nas na www.myspace.com/theopusonline po najnowsze wydarzenia z The Opus. Jesteśmy Twoimi przyjaciółmi! Na koniec, do ciebie i do wszystkich pojawiających się producentów/artystów – idźcie znaleźć pracę! Tylko żartowałem!

    Więcej informacji o The OPUS znajdziecie na ich oficjalnej stronie The OPUS Online oraz profilu MySpace na fan page’u grupy na Facebooku.

  • Galeria Sławy: Geto Boys – Mind Playing Tricks On Me

    Galeria Sławy: Geto Boys – Mind Playing Tricks On Me

    3–4 minut

    Wróćmy na chwilę do 1991 roku, kiedy to jeszcze ikoną rapu nie był ani Nas, Wu-Tang Clan, 2Pac, Notorious B.I.G. ani Jay-Z. W końcówce lat 80.tych i na początku 90.tych Stany Zjednoczone przeżywały zmasowany atak wykonawców gangsta rapu. Jednymi z najważniejszych przedstawicieli tego nurtu byłą ekipa pochodząca z Teksasu, reprezentująca H-Town – Geto Boys. Od początku swojej działalności byli atakowani przez media głównie za gloryfikowanie przemocy, wulgarne teksty, opisujące psychodeliczne historie, nekrofilie, morderstwa, gwałty. Nigdy nie byli pieszczoszkiem dziennikarzy. Najsłynniejszym utworem Geto Boys, za który oczywiście byli również krytykowani ze strony mediów, jest pochodzący z albumu „We Can’t Be Stopped” (tytuł odnoszący się do wszystkich przeciwników grupy, którzy próbowali dosłownie uciszyć ich) kawałek „Mind Playing Tricks On Me”. Powstał do niego znakomity, klasyczny klip, który chciałbym przybliżyć.

    „Mind Playing Tricks On Me” wyróżnia przede wszystkim klimat; noc, wszędzie porozstawiane po pokoju świeczki tylko potęgują wrażenie mistycyzmu. Doskonale pasują słowa Scarface’a:

    At night I can’t sleep, I toss and turn/Candle sticks in the dark, visions of bodies bein burned

    Na początku teledysku widzimy bliżej nieokreślonego mężczyznę, który ma problemy ze snem a jak się później okazuje z całym swoim życiem. Swój umysł ma zaprzątnięty paranojami, ciągłym wrażeniem, że ktoś usiłuje go zabić, ciągle sprawdza czy ktoś do niego nie dzwonił i przypadkiem nie zostawił wiadomości. Traci kontakt z rzeczywistością, oddalając się jednocześnie od swojej rodziny. W jednej scenie nasz bohater przez okna w łazience zauważa tajemniczą postać i próbuje później ją dogonić na ulicy, jednak bezskutecznie. Znakomicie podsumowuje to Scarface kończąc swoją pierwszą zwrotkę:

    It’s fucked up when your mind is playin tricks on ya.

    Wraz z początkiem drugiej zwrotki przenosimy się na ulice Houston i widzimy historię pewnego gangstera (może to być ta sama postać co w pierwszej, interpretacji jest wiele). Paranoja pokazana w inny ale także ciekawy sposób. Z jednej strony możesz czuć się jak gwiazda filmowa, mieć wszystko to, co zapragniesz ale będzie równie wielu ludzi, którzy chcieliby odebrać tobie to wszystko. Jednego dnia ty pociągasz za spust, a drugiego musisz się otaczać swoimi ludźmi gdziekolwiek byś poszedł. Człowiek pogrążony w walce ze swoimi urojeniami, z własnym strachem stara się znaleźć ukojenie i spokój w różnych miejscach. Jednym z nich jest z pewnością kościół i szukanie pomocy u Boga. Tak samo postanawia zrobić bohater klipu i pojawia się w Domu Boga, szukając tam schronienia, ponieważ jest pewny, że bliskie jemu osoby nie wyciągną do niego pomocnej dłoni. Zwróćcie uwagę na scenę, którą mamy przy słowach Scarface’a:

    I had a woman down with me/But to me it seemed like she was down to get me/
    She helped me out in this shit/But to me she was just another bitch.

    Końcówka klipu rozgrywa się w Halloween. Zaczyna się od Bushwicka Billa, który okrada dzieci ze słodyczy. Zauważa to pewien mężczyzna i próbuje jego złapać, jednak bezskutecznie. Szukając złodzieja sam wpada w pułapkę i zostaje dotkliwie pobity. Na końcu zostaje zabrany do szpitala; ta scena ma symboliczne znaczenie. Niedługo po nagraniu tego kawałka Bushwick Bill trafił do szpitala po strzelaninie ze swoją dziewczyną, w wyniku której stracił jedno oko. Na okładce singla „Mind Playing Tricks On Me”, mamy Scarface i Willie D, którzy odwiedzają go, a jakiś czas wcześniej informują go o pojawieniu się tego teledysku w telewizji.

    Opowiadając o tym klipie nie mogę pominąć kilku ważnych faktów związanych z samym utworem. „Mind Playing Tricks On Me” jest w całości oparty o sampel z kawałka Isaaca Hayesa „Hung Up On My Baby” z soundtracku „Tough Guys” z 1974 roku. Jest to największy sukces Geto Boys, dzięki właśnie temu singlowi zdobyli dużą popularność i uznanie, a mnóstwo osób – z redakcją „Ego Trip” na czele – uważa utwór za najlepszy z 1991 roku.. W podsumowaniach najlepszych utworów w historii hip hopu możemy znaleźć ten kawałek, często z dopiskiem the best storytelling ever. Wielu artystów wspominało o nim na swoich albumach m.in. Prodigy, The Clipse, The Kottonmouth Kings, OutKast czy Notorious B.I.G.. Klasyk nad klasykami, zarówno videoclip jak i singiel.

    Tracklista

    Strona A

    Mind Playing Tricks On Me (Radio Version)
    Mind Playing Tricks On Me (Instrumental)

    Strona B

    Mind Playing Tricks On Me (Club Version)
    Mind Playing Tricks On Me (Instrumental)

  • Czwarta rocznica śmierci Ol’ Dirty Bastarda

    Czwarta rocznica śmierci Ol’ Dirty Bastarda

    2–3 minut

    ODB, Big Baby Jesus, Sweet Baby Jesus, Dirt McGirt, Dirt Dog, Russell Jones, Osirus, Joe Bananas, Old Dirty Chinese Restaurant, Peanut the Kidnapper. Pod tymi wszystkimi ksywami pojawiał się podczas swojego życia raper bez którego wielu słuchaczy nie potrafiło sobie wyobrazić sobie Wu-Tang Clanu.

    Ol’ Dirty Bastard był jedyny w swoim rodzaju i nadal pozostaje żywy w naszych sercach. Życie Russella Tyrone’a Jonesa było równie pogmatwane i zwariowane jak jego styl, który sprawiał, że zawsze chciało się słuchać albumów z jego udziałem pomimo tego iż przeważnie mówił o totalnych głupotach. ODB miał pokaźną listę wykroczeń, które często wynikały z jego własnej głupoty. W 1993 roku został oskarżony o napaść i rabunek, rok później podczas sprzeczki z innym raperem został postrzelony. W 1998 roku został aresztowany za kradzież pary butów wartej $50 z jednego sklepu z sieci Footlocker w Virginia Beach, w stanie Virginia. Podczas szybkiej rozprawy, sędzia nie potrafił zrozumieć tego przestępstwa, ponieważ okazało się, że Russell Jones podczas kradzieży miał przy sobie $500. W lutym 1999 roku został zatrzymany w Kalifornii za DUI (prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu) i … za założoną kamizelkę kuloodporną (USA to dziwny kraj jeżeli chodzi o przepisy prawne, dodam, że to była pierwsza osoba, której dotknęły nowe przepisy tego stanu). W 2000 roku uciekł z budynku sądu w Nowym Yorku i przez miesiąc ukrywał się jako zbieg. W 2002 roku podczas swojego pobytu w więzieniu w Nowym Yorku usiłował popełnić samobójstwo. Wyszedł na wolność w 2003 roku. Pomijam specjalnie jego wykroczenia za posiadanie lub bycia pod wpływem narkotyków, ponieważ to było na porządku dziennym u ODB. Dirt Dog wielokrotnie też miał problemy w swoim życiu rodzinnym. Jego żona, Icelene Jones, często oskarżała go za niepłacenie alimentów na rzecz jego…13-ściorga dzieci. Został też w połowie lat 90.tych oskarżony za napaść na swoją żonę i rabunek.

    Ol’ Dirty Bastard miał na pieńku również z wieloma raperami. Jak wspomniałem w 1993 roku z powodu jednej sprzeczki został postrzelony. ODB miał też w zwyczaju przerywać koncerty czy ceremonie rozdania nagród. Najsłynniejszym jego wejściem na scenę było przerwanie Grammy Awards w 1998 roku kiedy dowiedział się, że przegrał kategorię „Best Rap Album” na rzecz Puff Daddy’ego. Jak pokazują fakty, z Russelem Jonesem nie warto było zadzierać. Równie słynnym okazał się jego gościnny występ w utworze „Ghetto Superstar” Prasa nagranego także przy udziale Myi. Dirt McGirt w chwili powstawania tego kawałka w tym samym studiu i rzekł, że musi pojawić się obok wspomnianego duetu. Efektem było uznanie tego tracka za jeden z najlepszych w 1998 roku.

    Russell Jones zmarł 13 listopada 2004 roku podczas pobytu w studiu nagrań należącym do Wu-Tang Clanu. Jako przyczynę śmierci podaje się atak serca, który był spowodowany zażyciem dużej ilości kokainy i zmieszaniem jej ze środkiem przeciwbólowym Tramadol, który wtedy ODB przyjmował. Ol’ Dirty Bastard na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako raper z niesamowitym i nieobjętym stylem, który był idolem dla wielu ludzi.

    Po jego śmierci od razu powstały opinie, że bez niego Wu-Tang Clan nigdy już nie odzyska swojej dawnej chwały, co okazało się prawdą. Ostatnim znanym mi zapisem jego koncertu był występ wraz ze swoją ekipą w połowie 2004 roku w San Bernardino.

    Spoczywaj w pokoju, w hip hopowym niebie.

    Aktualizacja: W 2024 roku ujrzał światło dzienne dokument poświęcony pokręconemu życiu ODB. Film zatytułowany „Ol’ Dirty Bastard: A Tale of Two Dirtys” można obejrzeć na Prime Video.

  • Szósta rocznica śmierci Jam Master Jaya

    Szósta rocznica śmierci Jam Master Jaya

    2–3 minut

    Powiadają, że czas szybko mija i leczy rany. Niestety to powiedzenie nie zawsze ma potwierdzenie w życiu codziennym.

    Niecałe dwa tygodnie temu miała miejsce już szósta rocznica śmierci jednego z pionierów hip hopu, znakomitego i niezapomnianego DJ’a i producenta, Jam Master Jaya. Jason Mizell po dziś dzień pozostaje dla wielu wzorem do naśladowania i niedoścignionym mistrzem. Nie sposób opisać jego życia w kilku akapitach, dlatego skupię się na przypomnieniu kilku faktów związanych z jego życiorysem.

    Niezrównany artysta przyszedł na świat 21 stycznia 1965 roku w dzielnicy Brooklyn ale większość dzieciństwa spędził w Queens, dokąd przeprowadził się wraz ze swoją rodziną. Jam Master Jay dorastając szybko pogłębiał naukę gry na różnych instrumentach m.in. na klawiszach i perkusji. Jego największe sukcesy wiążą się oczywiście z Run-DMC (Runa i DMC poznał w szkole w Hollis) oraz z albumami, które na stałe wpisały się w kanon nieśmiertelnych klasyków hip hopowych. W 1989 roku założył Jam Master Jay Records. Największym sukcesem jego labelu były wydawnictwa Onyxu, grupy odkrytej właśnie przez niego. W połowie lat 90.tych odnalazł także 50 Centa, któremu pomógł na początku jego kariery (potem Fifty nie zawsze pochlebnie wyrażał się o nim). W końcu lat 90.tych Jam Master Jay porzucił swój pseudonim artystyczny na rzecz nowego, Jay Gambulosa. Postanowił po prostu usunąć się w cień i odpocząć od przemysłu muzycznego.

    Śmierć Jam Master Jaya była o tyle zagadkowa co niezrozumiała. Nikt nie spodziewałby się, że ktokolwiek odważy się zamordować jednego z najbardziej zasłużonych ludzi związanych z kulturą hip hopową. 30 października 2002 roku, Jam Master Jay przebywał w studiu nagrań w Queens wraz z Urieco Rinconem i czterema innymi znajomymi, którzy przeżyli zamach. Jak się później okazało w zabójstwo Jasona Mizella wplątany był Kenneth Supreme McGriff, diler narkotykowy, związany z Irvem Gotti i Chrisem Gotti (Murder Inc). Jak było powszechnie wiadomo, bracia Gotti i Supreme mieli od dawna beef z 50 Centem m.in. przez utwór Fifty’iego „Ghetto Qur’an”, w którym opisuje on dokładnie ciemne życie Supreme’a. Jedną z hipotez przyczyn śmierci JMJ podaje się właśnie jego powiązania z 50 Centem – miał to być odwet ze strony Murder Inc. i ludzi powiązanych z tą wytwórnią za działalność Curtisa Jacksona. Jednak, śledztwo dotyczące morderstwa JMJ nie przyniosło żadnych efektów i po dziś dzień nie znamy prawdy o tym, co się wydarzyło pięć lat temu, a sprawcy tej zbrodni pozostają bezkarni.

    Odejście Jam Mastera Jaya sprawiło, że hip hop już nigdy nie odzyska swojej niewinności. Nikt wcześniej nie był w stanie przewidzieć, iż coś takiego może mieć miejsce. Piękne słowa wypowiedział Chuck D, przyjaciel Jasona, krótko po ogłoszeniu tej tragedii – „To był nasz Beatles”. Tak bez wątpienia było.

    Jason William Mizell (21 stycznia 1965 – 30 października 2002)

    Spoczywaj w pokoju, w hip hopowym niebie…

  • Po prostu robimy prawdziwą muzykę – wywiad z DJ-em Illegalem (Snowgoons)

    Po prostu robimy prawdziwą muzykę – wywiad z DJ-em Illegalem (Snowgoons)

    6–8 minut

    Po drobnej absencji, spowodowane pewnymi zawirowaniami w życiu osobistym, przedstawiam drugi wywiad, ukazujący się na U Call That Love. Tym razem moim rozmówcą był DJ’em Illegalem z producenckiego tercetu Snowgoons. Przedstawiciel niemieckiego crew jest naprawdę ciekawą osobistością i z chęcią odpowiedział na zadane mu pytania.


    Witam serdecznie, to znakomicie, że jesteś za wywiadami. Standardowe pytanie – jak mógłbyś się przedstawić dla nas?

    Cześć, jestem DJ illegal z ekipy Snowgoons. The Snowgoons to jest moje producenckie crew, do którego należą ze mną DJ Waxwork i Det.

    Jakie były Twoje pierwsze kroki w niemieckiej rapgrze? Kiedy zacząłeś być Djem/producentem?

    Zacząłem w 1992 roku jako DJ na imprezie, którą promowałem. DJ, którego zaprosiłem, nie pojawił się a ja miałem całą chatę pełną ludzi, więc nie miałem innego wyjścia i zacząłem sam grać. Zagrałem naprawdę równie, biorąc pod uwagę to, że nigdy wcześniej nie używałem gramofonu do miksowania. Pierwszy raz, kiedy robiłem bity to było około 1996 roku i to zaczęło się 3 lata wcześniej, kiedy zapodałem swój pierwszy bit na debiutanckiej 12″ Pal One’a. Det także wyprodukował jeden kawałek na tej 12″ ale w tamtym czasie nie pracowaliśmy ze sobą razem.

    Wiem, że Det jest założycielem Snowgoons. Kiedy stałeś się oficjalnym członkiem grupy? Mógłbyś powiedzieć o swojej pierwszej współpracy z Detem?

    Po wspomnianej 12″ Pal One’a zauważyliśmy, że mamy takie same upodobania muzyczne i rozpoczęliśmy współpracę przy pewnych wspólnych produkcjach. Takie jest prawdziwe pochodzenie Snowgoons.

    Czy musieliście ciężko pracować żeby zdobyć szacunek na niemieckiej hip hopowej scenie? Jak wyglądał hip hop w Twoim kraju kilka lat temu a jak teraz? Czy się mocno zmienił?

    Właściwie to nigdy nie pracowaliśmy nad reputacją w Niemczech. Pojawiliśmy się około 2000-2001 roku i w tym samym czasie po raz pierwszy ukazało się Aggro Berlin. Osobiście nie odczuwałem tego ruchu w całości, więc staraliśmy się bardziej skupiać na amerykańskiej hip hopowej scenie. Ale mogę powiedzieć, iż jest obecnie ogromna różnica na hip hopowej scenie niemieckiej w porównaniu do 7-8 lat wstecz.

    W mojej opinii ludzie byli zdziwieni lub zszokowani gdy usłyszeli o gościach na albumie „German Lugers”. Jak skontaktowaliście się z takimi postaciami jak O.C., Edo G., Living Legends, Rasco, Chief Kamachi? Działo się to poprzez internet czy spotkaliście tych artystów na jakichś koncertach lub przy innych okolicznościach?

    Racja! Większość nawiązań współpracy wiązała się z moją pracą tour managera. Ta opcja pomogła w koneksjach ale również umożliwiła bliższą współpracę z artystami i nagranie lepszych tracków!

    Jak obecnie wygląda ekipa Snowgoons? Jesteś Ty, DJ Waxwork oraz Det, lecz co się stało z Torbenem?

    Wspólnie z Detem założyliśmy Snowgoons około 2000 roku ale dodam, że Waxwork i Torben byli z nami cały czas. Na pierwszym oficjalnym wydawnictwie „Full Clip Of Ammo” 12″. Waxwork zrobił cuty a Torben zajął się okładką. Także, był to naturalny proces wejścia ich w szeregi ekipy. Torben musiał nas opuścić ze względu na swoją karierę uczelnianą. Jestem pewien, że jest tylko jeden moment w życiu, w którym dokonujesz wyboru z kim trzymasz!

    Jakbyś podsumował swój jak i pozostałych Goonsów styl? Wszyscy posiadacie ten sam gust muzyczny czy nie?

    Jesteśmy definitywnie na tym samym poziomie wiedzy muzycznej. Każdy ma swoich faworytów lecz wszyscy słuchamy prawdziwych rzeczy! Nie moglibyśmy tego razem robić jeżeli każdy chciałby mieć inny styl. Może dałoby się to zsumować ale jako końcowy efekt jest to perfekcyjna kombinacja.

    Babygrande Records jest czołowym undergroundowym labelem. Jak to było z „German Lugers”? Poszukiwaliście jakiejś wytwórni, gdzie moglibyście wydać swój album czy ludzie z Babygrande odezwali się i powiedzieli: „Słuchajcie, wydamy wasz album”.

    To była długa droga do znalezienia się w Babygrande lecz zasadniczo mieliśmy już wcześniej kontakt z Babygrande, ponieważ organizowałem tour dla Jus Allaha i Chiefa Kamachi. Także Babygrande chciała, żebym zadbał o promocję albumów Jus Allah i Chiefa. Kiedy mieliśmy już skończony cały nasz album uderzyłem ponownie do tego labelu, mówiąc im że mamy połowę artystów Babygrande w line-upie. Pokochali nas za to od pierwszej chwili i tak porozumieliśmy się razem.

    Czy jesteś zadowolony z Waszego ostatniego albumu, „Black Snow”?

    Tak! Jesteśmy dumni z tego albumu, ponieważ jest lepszy od „German Lugers”. „German Lugers” to album,który ma swoje atuty ale „Black Snow” jest to po prostu więcej niż prawdziwy album. Mieliśmy koncepcję na tę płytę żeby brzmiała dokładnie tak jak chcemy. Również było łatwiej współpracować z większą liczbą artystów teraz. Wiedzieli oni co robimy i bardzo nam pomogli. Z „German Lugers” nie zaczynaliśmy jako z albumem. Po prostu nagrywaliśmy kawałki a po krótkim czasie wiedzieliśmy, że musimy wydać album.

    Jak nagrywacie poszczególne tracki? Musicie podróżować do USA i dzielić swoje życie pomiędzy Stany Zjednoczone i Niemcy i pojawiać się w studiach nagrań czy przebiega to łatwiej?

    Większość nagrań ma miejsce tutaj w Niemczech podczas odbywających sie tourów. Ale część kawałków jest nagrywanych przez artystów w Stanach a następnie przesyłają oni nam pliki. Jeżeli nie ma czasu podczas touru, to nie chcemy nikogo gorączkować. Wolimy mieć dobry utwór zamiast szybkiego freestyle’u, lecz preferujemy nagrywać w studiu o ile jest to możliwe.

    Czy ciągle pozostają artyści, z którymi chciałbyś nagrać wspólnie kawałek? Jakie są też Twoje wpływy?

    Dla mnie to Nas pozostaje artystą, z którym chciałbym cokolwiek nagrać. On jest jednym z moich ulubionych wykonawców ale już mieliśmy pewne legendy u siebie. Ill Bill, RA The Rugged Man, Edo G…Mamy sporo wpływów, wiedzy producenckiej, muszę tutaj wymienić DJ’a Premiera, Alchemista czy Stoupe’a. Primo jest najlepszym producentem w historii! Bez dwóch zdań. Doceniamy i jaramy się takimi artystami jak ILL Bill lub Vinnie Paz. TO jest droga, którą chcemy aż do bycia na górze i zadowolenia. Lecz w końcu dnia robimy swoje własne rzeczy. Nie gryziemy się. Muzyka jest pewnym rodzajem wewnętrznej ekspresji, jednakowo możesz myśleć jak producent może jarać się własnym trackiem? My tak robimy! Cała nasza produkcja opiera się na melodiach i usposobieniach. Więc każdy track ma specyficzny humor i flavor i dobrzy artyści muszą po prostu wchłonąć ten humor.

    Jesteście reprezentantami hardcore’owego hip hopu. Czy to był zawsze Wasz ulubiony rodzaj rapu?

    Niech zgadnę, jest tak, gdyż zapodaliśmy „Black Snow” właśnie w hardckore’owej formie. Ale robimy więcej niż tylko to. Nie wszystko co robimy brzmi epicko i ciężko. Na „Black Snow” chcieliśmy zdecydowanie pokazać ten styl ale na kolejnych projektach mamy również odmienny styl. Najlepszym przykładem jest nowe video Sabac Reda video, „The Commitment” które wyprodukowaliśmy. Usłyszecie, iż jest to inne niż klimat „Black Snow”. Chcę podkreślić, że nie robimy hardkoru, po prostu robimy prawdziwą muzykę!

    Opowiedz proszę o swoich najbliższych planach. Skupiasz się na produkcji czy może przymierzasz sie do wydania mixtapu jako DJ?

    Snowgoons są zawsze zapracowani tak więc mamy kolejny projekt wraz z Savage Brothers i Lord Lhusem, który niedługo ukaże się. Dzieciaki są naprawdę zdolni i mogę powiedzieć, że wyprodukowaliśmy prawie cały album. Również pracujemy nad produkcjami dla Sicknature, Outerspace’a oraz dla wielu niemieckich artystów. Nie spuszczajcie z oka MySpace’a!

    Podczas festiwalem Hip Hop Kemp ’08 wystąpiliście jako Snowgoons Soundsystem. Czy to był tylko jednorazowy projekt? Pytam, ponieważ jak mówiłeś, mieliście wiele wspólnych tourów z chociażby Ill Billem i AOTP.

    Od kiedy Snowgoons składają się z 2 DJ-ów ma to sens w przypadku imprez. Także niesiemy ze sobą prawdziwy hip hop także. Osobiście zaczynałem jako taki DJ, więc jest to dla mnie naturalną rzeczą granie na takich imprezach. Nie zabijesz we mnie DJ-a, ha ha! Zawsze jesteśmy też na tourach z artystami. Kolejny będzie miał miejsce w grudniu tego roku wraz z ILL Billem i Big Leftem z La Coka Nostra.

    Dziękuję za wywiad. Chciałbyś coś powiedzieć na zakończenie?

    Dziękuję bardzo (oryginalna pisownia od DJ-a Illegala, okazało się także, że odwiedzał on Polskę kilkakrotnie i lubi nasz kraj – przyp. red.) za wywiad. Big up dla DJ’a Chwiała, The Returners, The Ancient Prophet i dla moich ludzi z Białegostoku. Dzięki dla każdego kto wspiera prawdziwą muzykę i kulturę. Pokój! Bądźcie czujni, ponieważ za jakiś czas będziemy mieli dla Was kolejną niespodziankę związaną z ekipą Snowgoons.


    Więcej informacji o Snowgoons znajdziecie na ich MySpace oraz facebookowym fan page’u. Warto też zaglądać po najnowsze wieści od czasu do czasu na profil Illegala na MySpace lub jego profil na Facebooku.

  • Recenzja LP: NYG’z – Welcome 2 G-Dom

    Recenzja LP: NYG’z – Welcome 2 G-Dom

    4–5 minut

    Year Round Incorporated | Traffic Entertainment Group | 2007

    Jeżeli przypomnimy sobie poszczególne albumy Gang Starra, to zauważymy, że wśród pojawiających się na ich płytach gości, przeważają członkowie Gang Starr Foundation. Niektórzy z nich, np. Melachi The Nutcracker, czy Lil’ Dap debiutowali akurat właśnie na albumach tego legendarnego duetu. W podsumowaniach dotyczących gościnnych udziałów raperów przy produkcjach DJ Premiera i Guru pomija się często postać Shiggy Sha, który pojawił się na najlepszym albumie Gang Starra – „Moment Of Truth” w utworze „The Mall” (nagrany także z G-Depem). Pozwoliło to mu nawiązać bliższy kontakt z Preemo, który postanowił pomóc mu w jego karierze. Shiggy Sha niedługo później założył wraz ze swoim przyjacielem, Panchim grupę NYG’z (skrót od nazwy futbolowej drużyny New York Giantz). Kiedy przygotowywali materiał na debiutancką płytę ich plany zostały pokrzyżowane ze względu na permanentne kłopoty z prawem Shabeeno (pod tą ksywą od jakiegoś czasu nagrywa Shiggy Sha). Dopiero w 2006 roku doczekaliśmy się oficjalnego albumu NYG’z – „Welcome 2 G-Dom”.

    „Welcome 2 G-Dom” to album skierowany przede wszystkim do słuchaczy przepadających za cięższymi, hardcore’owymi klimatami. Już po pierwszych kilku trackach wiemy, iż longplay będzie trzymał w napięciu aż do ostatniego bębna. Nie ma tutaj miejsca na owijanie w bawełnę, zarówno Panchi jak i Shabeeno w prostych ale trafnych słowach (posłuchajcie pierwszej zwrotki w jednym z najlepszych kawałków z płyty „Bow Down” z udziałem Blaq Poeta) opowiadają o przede wszystkim swoim codziennym życiu. Obaj raperzy są po przejściach i wcale nie mają łatwego życia, o czym niejednokrotnie wspominają na albumie. Jednym słowem, nie jest to płyta przystępna dla wszystkich słuchaczy. Jednak dla takich utworów jak „Laundry Kingz”, „Ya Dayz R #’d”, „Black Buddafly” (znakomity utwór o sytuacji czarnych kobiet w społeczeństwie), „Get 2 Tha Point” czy „G’z & Hustlaz” warto odłożyć swoje przekonania co do ulicznych płyt. Wśród gościnnych występów raperów na uwagę zasługują Lil’ Fame, Rave, Blaq Poet i Royal Flush. Wszyscy wymienieni na pewno nie obniżają poziomu albumu, wnosząc od siebie dobry i równy rap.

    Bardzo ważną na tym albumie odgrywa produkcja z jednego prostego powodu. Obecnie ma premierę bardzo wiele mixtape’ów, albumów, mix-cd’s, z których większość ze względu właśnie na bity są bliźniaczo podobne do siebie. Na „Welcome 2 G-Dom” wyróżnię przede wszystkim Emile’a oraz Kingdoma. Obaj wykonali bardzo dobrą pracę, zapodając bity do przede wszystkim „3 Man Weave” (znajomy sampel, nieprawdaż?) i „What Kinda Life”, które są dziełem Emile’a oraz „Bow Down”, „Black Buddafly” i „Laundry Kingz”, które wyszło od Kingdoma. Celowo pominąłem tutaj produkcje DJ Premiera ze względu na to, iż Chris Martin za bardzo nie przemęczał się jeżeli chodzi o beaty na tym albumie. Już wyjaśniam dlaczego. Sampel do „Giantz Tha This” był już wykorzystywany wielokrotnie przez m.in. EPMD i Tha Liks (oddaję szacunek dla tych, którzy znają utwory, gdzie został użyty ten sampel). Natomiast „G’z & Hustlaz” to folow-up do kawałka Snoop Dogga pod tym samym tytułem, a „Same Team No Games” oryginalnie pochodzi z „The Ownerz” Gang Starra. „Strength” oraz „Get 2 Tha Point” mogliśmy już usłyszeć na wcześniejszych mixtape’ach. Wychodzi na to, że niewiele znajdziemy tutaj nowych produkcji Preemo, ale jeżeli dostajemy takie bity jak do „It’z On” czy do pierwszego singla „Ya Dayz R #’d” (pozostałymi były „Welcome 2 G-Dom”„Bow Down”), którego recenzja ukazała się już na U Call That Love, to nie możemy być zawiedzeni.

    W tym miejscu chciałbym pozwolić sobie na pewne porównanie. NYG’zto duet mający wiele wspólnego z innym składem, dla wielu legendarnym od razu po wydaniu debiutanckiego albumu „Livin Proof”. Oczywiście mowa tutaj o grupie Group Home, którą tworzyli ww. Lil’ Dap i Melachi The Nutcracker. Porównanie jak najbardziej na miejscu ze względu na kilka czynników. Oba duety łączy postać DJ Premiera, który pomógł bardzo wiele zarówno dla NYG’z i Group Home („Livin Proof” pozostaje do dziś jedynym albumem poza nagraniami Gang Starra, który w całości wyprodukował legendarny beatmaker). Mogę też wymienić podobne klimaty na płytach czy chociażby tematykę poruszaną w tekstach. Dodam, że Preemo bardzo długo czekał na kolejny taki duet jak Group Home i jestem pewien, iż i w tym przypadku wiele jeszcze możemy oczekiwać po NYG’z, którzy już zapowiedzieli kolejny album.

    Na koniec wspomnę o tym, że „Welcome 2 G-Dom” to pierwszy album (nie mylić z mixtape’ami jak np. „Inside Lookin In”), jaki został wydany pod skrzydłami Year Round Records (dystrybuowana przez Traffic Entertainment Group). Album jest bardzo ładnie również wydany (perfekcyjna okładka). Szkoda tylko, że jest on trudno dostępny, ponieważ zasługuje na to aby jak najwięcej słuchaczy miało go u siebie w domach.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Itz On feat. Rave (prod. DJ Premier)
    2. Ya Dayz R #’d (prod. DJ Premier)
    3. Man Weave feat. Reef, Hustle & Mic Ock (prod. Emile)
    4. Laundry Kings feat. St. Laz (prod. Kingdom)
    5. Sufferin’ feat. Rave & Fizzy Womack (of M.O.P.) (prod. Emile)
    6. Get 2 Tha Point (prod. DJ Premier)
    7. G’z & Hustla’z feat. Rave (prod. DJ Premier)
    8. Welcome 2 G-Dom feat. Rave (prod. DJ Premier)
    9. What Kinda Life feat. Raw (prod. Emile)
    10. Giantz Ta Thiz (prod. DJ Premier)
    11. Bow Down feat. Blaq Poet & Rave (prod. Kingdom)
    12. Broken Dreams feat. Imani Montana & Versatile (prod. Thorotracks)
    13. Raps 4 U feat. Boy Bucka & Harlem Fatz (prod. Harlem Fatz)
    14. Bullseye feat. Troy Sluggs, Royal Flush & J.U.I.C.E (prod. Thorotracks)
    15. Black Buddafly feat. Rave & Aisha (prod. Kingdom)
    16. Strength (prod. DJ Premier)
  • Hip hopowe karty kolekcjonerskie

    Hip hopowe karty kolekcjonerskie

    1–2 minut

    Szukając w sieci wszelakich gadżetów związanych z kulturą hip hopową możemy natrafić na różnego typu mniejsze i większe dziwactwa. Przecież od lat wiadomo, że ludzie wymyślą dosłownie wszystko byle tylko zarobić. Tak oto mamy matrioszki z podobiznami Eminema, które są produkowane oczywiście przez naszych wschodnich sąsiadów (nie mam pojęcia czy legalnie). Jakiś czas temu swoją furorę zrobił też „profesjonalny” zestaw rapera zawierający gangsta grillz, łańcuch i mikrofon. Na szczęście nie wszystkie gadżety są dziwaczne i tandetne.

    Yo! MTV Raps było kultowym programem nadawanym od drugiej połowy lat 80.tych do wczesnych lat 90.tych ubiegłego wieku. Twórcy programu wydali w 1991 roku zestaw kart kolekcjonerskich, na których umieszczono zdjęcia wraz z krótkimi opisami (informacje, których często nigdzie indziej nie znajdziecie) artystów znaczących na początku lat 90.tych. Zestawy są dostępne nadal do kupienia w pudełkach po 100 i 360 kart. Jest to nie lada gratka dla wszystkich miłośników old schoolu jak i ciekawych hip hopowych gadżetów.

    Pod tym linkiem znajdziecie duże zdjęcie całego pudełka z kartami. Nie są to jedyne Yo! MTV Raps gadżety sygnowane charakterystycznym logiem programu, do których należą jeszcze buty, ubrania, czy płyty CD.

  • Classic Hip Hop Videos: Ivan Ives – Got It

    Classic Hip Hop Videos: Ivan Ives – Got It

    1–2 minut

    Jednymi z moich ulubionych klipów są te z gatunku lub jak kto woli z rodzaju niskobudżetowych. Właśnie w takich teledyskach można zobaczyć o wiele więcej ciekawych scen, ujęć niż w niejednym videoclipie o których ktoś kiedyś powiedział „z sześciocyfrowym budżetem”.

    Wielu również wykonawców na początku swojej kariery miało tzw. „osiedlowe” nagrania video. Wystarczy przypomnieć sobie „Peer Pressure” Mobb Deep (choć akurat oni tak do końca nie odeszli od takich nagrań, obejrzyjcie sobie pełnometrażowe filmy „Infamous Allegiance Part 1 & 2„, ewentualnie „Murda Muzik„, a będziecie wtedy wiedzieli o czym mówię) , „It Aint Hard To Tell” Nasa„I Got Cha Opin” Black Moon i setki innych podobnych teledysków. Podobnie rzecz się dzieje obecnie wśród undergroundowych wykonawców. Doskonałym przykładem takiego niskobudżetowego teledysku jest „Got It” Ivana Ivesa, którego postać została już przeze mnie wcześniej przedstawiona na stronie.

    Kiedy po raz pierwszy przesłuchałem znakomity album „Iconoclast” wytypowałem właśnie otwierający wydawnictwo utwór „Got It” jako pierwszy videoclip. Byłem mile zaskoczony jak się okazało, iż mam rację. Na początku teledysku wita nas prawdziwy kowboj rodem z Teksasu (zwróćcie uwagę na wspaniały akcent i ubiór tego jegomościa). Wydawać by się mogło, że będzie to kolejny nudny klip jakich teraz pełno, ale taki spokojny początek to tylko zasłona dymna przed prawdziwym obliczem klipu. Pierwsza zwrotka zaczyna się od spotkania Ivana Ivesa na fotelu dentystycznym (!) a później wszystko nabiera tempa i jest naprawdę różnorodnie i interesująco. Nie będę po kolei analizował wszystkie sceny, dodam jedynie, iż możecie w tym teledysku ujrzeć całą reprezentację The I.V. League, którzy tworzą świetną śmietankę i nie pozwalają się nudzić w trakcie 3 minut trwania nagrania.

    „Got It” jest przede wszystkim świeżym teledyskiem i choć ma jedynie rok, to już teraz jest dla mnie klasykiem (ten znakomity refren!). Nie śpijcie, zapoznajcie się z obrazem stworzonym do jednego z singli promujących „Iconoclast”, ponieważ naprawdę warto poznać twórczość artysty z Miasta Aniołów również od wizualnej strony.

    Aktualizacja: Z bliżej nieznanych przyczyn klip do „Got It” nie jest już dostępny w sieci.

  • Wirująca Strefa 2008, czyli Twisting Zone

    Wirująca Strefa 2008, czyli Twisting Zone

    3–4 minut

    Teskt: Mariusz Sem

    Setki tancerzy i miłośników tańca ściągnęło z całej Polski do Łomży, gdzie odbył się zorganizowany po raz siódmy turniej Wirująca Strefa. Białostoczan również nie mogło tam zabraknąć m.in. Freakish Style, Kolor (DanceOffnia). Impreza ta odbywała się przez cały weekend, począwszy od warsztatów w sobotę z samego rana a kończąc na finałach w niedzielę. Wszystkie walki odbywały się pod okiem idealnie dobranych sędziów (nie mogę tego potwierdzić jeżeli chodzi o sędziów od newstyle/hip hopu ponieważ nie znam się na tych stylach tańca!) – nad breakingiem czuwali Dyzze z Supernaturalz (Kanada), Lego/Flipside Kingz (USA) i oczywiście Babyson/Wanted (Francja). Same warsztaty wyszły całkiem spoko, można było wynieść z nich dużo wiedzy, nie mówię już nic o nowych świeżych krokach – kto nie był, niech żałuje. Takie chwile warte są każdego grosza! Zaraz po warsztatach udaliśmy się całą ekipą na miejsce imprezy które znaliśmy już z poprzedniej edycji Wirującej Strefy, także z dotarciem na miejsce nie było problemów.

    Cała impreza przeplatała się zmaganiami na parkiecie bboyów/bgirls jak i również tancerzami new style’u i hip hopu. Pomijam poszczególne walki eliminacyjne w kategoriach tanecznych, na których kompletnie się nie znam i od razu przechodzę do zmagań bboys. Na szczęście w tym roku bboye nie zawiedli i zjawiło się 15 ekip (co w tamtym roku było śmieszne ponieważ niektórzy podeszli lajtowo do sprawy i nie zjawili się na imprezie mimo wysłania zgłoszenia). Rywalizacja była średnia, ponieważ tylko kilka ekip wykazało się niezłymi skillsami i świeżością na parkiecie m.in. Freakish Style, Cats Claw i RTB. Sobota minęła bardzo szybko przy czym wyłoniła najlepsze składy do pół finałów i finałów w niedzielę.

    Niedziela – spanie do późnych godzin popołudniowych i ładowanie baterii na kolejne walki…Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie wyszło tak jak każdy sobie planował ponieważ w internacie (?), w którym mieliśmy nocleg okazało się, że o godz. 10 rano mamy być już wymeldowani! Porażka…Człowiek cały dzień tańczy, wypruwa z siebie siódme poty aby pokazać swój styl, swoją flavę i nawet nie może pospać sobie tak długo jak chce! Cóż, śniadanie zjedliśmy przed halą w, której miała miejsce impreza i po około 2h śmiania się i spędzania dobrze czasu w gronie najbliższych ziomów (co nie?) wpuścili nas na halę. W sumie aż tak wiele to nie zmieniło ponieważ walki rozpoczynały się około godz. 16 więc wszyscy siedzieli w szatni i odsypiali te kilka godzin, które zostały nam zabrane w internacie.

    Może kilka słów na temat organizacji, a więc wielkim plusem i chyba największym było sprowadzenie sędziów z najwyższej półki co na starcie zwiększa prestiż imprezy, następny plus – DJ Kruk, który puszczał najlepszą muzę na świecie (chociaż czasami sprzęt mu siadał i nie wiem czy to z winy samego sprzętu czy jego użytkownika), no i jest jeszcze kilka minusów: -obsuwy czasowe, przez co niektóre walki dopiero odbyły się około 18.30 (walki ekip bboys 5na 5); straszna duchota na sali; brak jedzenia i wody dla uczestników (chociaż szamę to jeszcze można znieść, ale żeby wody nie było!).

    Ogólnie podsumowując imprezę uważam za bardzo udaną, wręcz bez porównania do szóstej edycji. Za rok Białystok na pewno się tam pojawi! Tym bardziej, że zdobył kilka miejsc na podium.

    Break Dance Battle: V miejsce – Freakish Style (rok temu II miejsce)
    Break Dance 1 vs 1: III miejsce Bboy Sem
    Hip-Hop/New style formacje: I miejsce – Kolor
    Hip-Hop/New style mini-formacje: II miejsce – Kolor

    Poniżej dokładne wyniki Wirującej Strefy 2008:

    Break Dance Battle

    1. Cats Claw – Ostrołęka
    2. CT Group – Łomża / Stargard Szczeciński
    3. Dziki Wschód – Włodawa
    4. RTB – Bydgoszcz
    5. Freakish Style Crew – Białystok

    Break Dance 1 vs 1

    1. Sadlee – Olsztyn
    2. Gruszka – Włodawa
    3. Sem – Białystok
    4. Dżigy – Gdańsk

    Hip-Hop/New style Formacje

    1. Kolor – Białystok
    2. Maska – Kąty Wrocławskie
    3. Enzym – Gdańsk
    4. One Be Flow – Gorzów Wielkopolski

    Hip-Hop/New style Mini Formacje

    1. S.A. Woman Edition – Wrocław
    2. Kolor – Białystok
    3. Maska Men’s – Kąty Wrocławskie
    4. Fresh – Poznań
  • Recenzja 12”: Rob Swift – Interview With Colored Man

    Recenzja 12”: Rob Swift – Interview With Colored Man

    3–4 minut

    Tableturns | 2002

    Albumy wydawane przez DJ’ów czy turntablistyczne crew często nie docierają do szerszego grona słuchaczy. Dzieje się tak dlatego, ponieważ z reguły płyty takie są w specyficzny sposób skonstruowane. Dla przeciętnego fana hip hopu często nie odpowiadają wydawnictwa, na których zamiast sporej dawki rapu mamy przede wszystkim scratch i wszelakie inne popisy DJ’skie. Dlatego też sporym zaskoczeniem była płyta legendarnego crew The X-Ecutioners – „Built From Scratch”, która została wydana w 2002 roku.

    Do dzisiaj żaden inny tego typu album nie osiągnął takiej popularności jak ww. wydawnictwo a powtórzenie liczby sprzedanych egzemplarzy jest, patrząc na dzisiejsze realia, niemożliwa („Built From Scratch” osiągnęło status złotej płyty). Z drugiej strony, słuchacze znający wcześniejsze dokonania grupy odwrócili się od nich. Zarzucali oni zbytnią komercyjność albumu (m.in. singiel „It’s Going Down” z Linkin Park) oraz mainstreamowe brzmienie płyty. Po tym wydawnictwie nie wszyscy członkowie ekipy byli zadowoleni z rozwoju wypadków – Mista Sinista odszedł z The X-Ecutioners, a Rob Swift postanowił wydać swoją solową płytę. „Sound Event” ukazała się zaledwie pół roku po „Built From Scratch” i można powiedzieć, iż była to podziemna wersja tego pierwszego albumu. Ta płyta zasługuje na odmienną recenzję, która niebawem ukaże się na blogu, natomiast nie mogę być obojętnym wobec niewiarygodnego singla pochodzące z „Sound Event” z gościnnym udziałem m.in. Supernaturala i DJ’a Radara„Interview With Colored Man”.

    Po pierwsze – okładka. Dawno temu nie widziałem picture coveru, który zrobił na mnie tak duże wrażenie. Nie będę się wgłębiał w szczegóły, po prostu sami oceńcie, przyjrzyjcie się jej dokładnie. Powiem jedynie, iż jest stylizowana na programach telewizyjnych w US z lat 50.tych i 60.tych XX wieku, w których często przeprowadzano dyskusje z użyciem wykrywacza kłamstw.

    Po drugie – koncepcja tracka. Jak wyjaśnia Rob Swift na okładce „Sound Event”, pomysł na zrobienie tego utworu zrodził się w trakcie pracy nad tym albumem. Robert Aguilar podczas grzebania w płytach winylowych natrafił na starą płytę, na której było nagranie opowiadające o bliżej nieokreślonym superbohaterze zwanym Colored Man. Od razu pomyślał o zrobieniu kawałka wraz z Supernaturalem, który jak powszechnie wiadomo uważany jest za niesamowitego freestylowca.

    Po trzecie – wykonanie. „Interview With Colored Man” powala na kolana z kilku powodów. Oprócz samej koncepcji niepodważalną rolę pełni samo wykonanie. Rob Swift w odpowiedni sposób miksując, tnąc stare nagrania dosłownie „zadaje” prosto z płyty pytania Supernaturalowi, a odpowiedzi uzyskuje bardzo szybko, gdyż Supernat nie zastanawia się długo nad tym co ma powiedzieć. Jeżeli dorzucimy jeszcze DJ’a Radara odpowiedzialnego za perkusję, to mamy miażdżący kawałek, prawdziwą perełkę rzadko spotykaną na albumach hip hopowych.

    Po czwarte – strona B. Na drugiej stronie tego singla znajdziemy kolejny bardzo dobry track, „2 3 Break” z gościnnym udziałem DJ’a Klevera, Dr’a Butchera (mentor Roberta Aguilara) oraz Melo-D. Jeżeli chodzi o ten track, to Rob Swift także dokładnie opowiedział jego koncepcję. „2 3 Break” ma duże wpływy, z okresu, kiedy Rob Swift dorastał w dzielnicy Queens i bardzo często był na jamach czy block parties, na których pojawiał się choćby DJ Red Alert. Kilkanaście lat później postanowił złożyć track, który będzie hołdem a zarazem powrotem do lat ubiegłych. Pomogli mu w tym wspomniani DJ Klever i Melo-D. Tak powstałe trio uraczyło nas wspaniałą dawką popisów turntablistycznych, które w pełni pokazały ich umiejętności.

    Podsumowując, trzeba docenić Roba Swifta, ponieważ jest to jeden z najważniejszych obecnie działających DJ’ów. Jeżeli natraficie na „Interview With Colored Man” to bez wahania bierzcie go, podobnie jak „Sound Event” lub każde inne solowe dokonanie Roberta Aguilara.

    Ocena: 5/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 Interview With Colored Man (Main Version)
    A2 Interview With Colored Man (Radio Edit)
    A3 Interview With Colored Man (Instrumental)
    A4 Interview With Colored Man (Acapella)

    Strona B

    B1 2 3 Break (Main Version)
    B2 2 3 Break (Instrumental)
    B3 2 3 Break (Acapella)

  • Gangsterska kolekcja DVD

    Gangsterska kolekcja DVD

    1–2 minut

    W 25. rocznicę powstania „Scarface’a”, mianowicie 13 października b.r., miała miejsce premiera kolekcjonerskiego zestawu DVD – „The Ultimate Gangster”. Niniejsza kolekcja filmowa zawiera stricte gangsterskie filmy: „American Gangster”, „Carlito’s Way”, „Casino”, „Mean Streets” oraz wspomniany „Scarface”. Jest to unikatowe 10-płytowe wydanie wraz ze wszystkimi materiałami dodatkowymi, wywiadami z aktorami, soundtrackami, etc.  z ww.  filmów. Całość dostępna jest w Europie a jego cena oscyluje w granicach £25.00. Premiera w Polsce odbędzie się w najbliższych tygodniach.

    Skąd taki wpis na U Call That Love? Jeżeli spytamy hip hopowych artystów jak i ludzi z branży o ulubiony ich film, wielu odpowie właśnie, że jest to „Człowiek Z Blizną”. W razie jakichkolwiek wątpliwości odsyłam do obejrzenia filmu dokumentalnego wydanego przez wytwórnię Def Jam, „Scarface: Origins of a Hip Hop Classic”, w którym uznane postacie ze sceny hip hopowej (m.in. Russell Simmons, Snoop Dogg, Method Man, Prodigy) opowiadają o arcydziele Briana De Palmy.

Translate »