Autor: Witalij

  • Recenzja 12”: Pete Rock – It’s A Love Thing

    Recenzja 12”: Pete Rock – It’s A Love Thing

    Rapster Records | 2004

    Czy zdarzyło się wam kiedykolwiek kupić album lub singiel tylko ze względu na okładkę? Jednym może się to wydać kompletną bzdurą, przecież liczy się zawartość płyty a nie jej coveru. Z drugiej strony istnieje spore grono ludzi, którzy skwapliwie wybierają spośród innych te nagrania, które wyróżniają się niebanalną okładką. W przypadku płyt winylowych mamy często do czynienia z doskonałymi picture coverami. Do takich też zalicza się z pewnością singiel legendarnego duetu Pete Rock & C.L. Smooth –  „It’s A Love Thing / Appreciate „.

    Pete Rock & C.L. Smooth to zdaniem wielu najlepszy duet w historii hip hopu (można się spierać oczywiście, wspominając przede wszystkim Gang Starra, ale to już miejsce na inny, dłuższy wywód). Nagrali razem 3 albumy (w tym jedną EP-kę –  „All Souled Out”, której pierwsze wydanie jest do zdobycia w zawrotnych cenach), które na stałe przeszły do kanonu tzw. pozycji obowiązkowych. Wielu ekspertów, krytyków jak i słuchaczy uważa ich singiel „They Reminisce Over You (T.R.O.Y.)”,pochodzący z płyty „Mecca and the Soul Brother”, za jedno z najlepszych nagrań jakie kiedykolwiek powstało. Po tym jak w połowie lat 90.tych ich drogi rozeszły się, nie spodziewałem się, iż nagrają wspólnie choćby jeden track. Jednak myliłem się, gdyż w drugiej połowie 2004 roku nakładem Rapster Records ukazał się singiel „It’s A Love Thing / Appreciate”.

    Zadziwiające lecz pomimo upływu wielu lat od ostatniej współpracy Pete RockaC.L. Smootha nie stracili oni nic ze swojego rozpoznawalnego stylu. „It’s A Love Thing”, z gościnnym udziałem Denosh, brzmi tak jakby pochodziło z lat 90.tych XX wieku. Już po kilku pierwszych wersach Pete Rocka (istnieją podzielone zdania co do tego czy powinien sięgać po mikrofon czy raczej nie) można być pewnym, iż będzie to utwór w klimacie znanym z albumów duetu:

    You’re beautiful, the way you wear that, share that/ Have many ladies, but nothing can compare to that smile/ That style that drives men wild.

    „Appreciate” nie jest słabszym utworem od „It’s A Love Thing „. W refrenie możemy usłyszeć jest przeznaczony dla wszystkich zwolenników oraz najbliższych ludzi z otoczenia artystów. Na korzyść pierwszego tracka przemawia bit, który jest po prostu piękny.

    Nikt inny jak właśnie ten duet potrafi opowiadać o kobietach oraz o miłości (pomijam tutaj Sluga czy Mursa, ponieważ oni po prostu nie mogą przepuścić okazji żeby nie zahaczyć o płeć piękną). Nagrania duetu zawsze wyróżniało to, że C.L. Smooth idealnie pasował do bitów produkowanych przez Soul Brothera. Nie inaczej jest na tej 12″. Nic nie stracił ze swojego stylu, zarówno w „It’s A Love Thing”. jak i w „Appreciate” pokazał dużą klasę; spokojnie płynie na bicie, udowodniając kolejny raz, że jest jedynym raperem, którego flow oraz głos najlepiej pasuje do produkcji Pete’a Phillipsa.

    Dlaczego na początku tej recenzji mówiłem o okładkach? Wystarczy spojrzeć na picture cover recenzowanej 12″ to odpowiedź będzie jasna (w podobnym stylu jest „Milk Me” The Beatnuts). Dodam, iż taka okładka jest tylko w wersji europejskiej singla, w wydaniu US także jest inna strona B, zamiast „Appreciate” znajdziecie remix „One MC One DJ”.

    Pamiętam jak pierwszy raz ujrzałem okładkę tej 12″ to powiedziałem sobie, że muszę to kiedyś mieć na półce. I tak też się stało.

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 It’s A Love Thing (Radio)
    A2 It’s A Love Thing (Instrumental)
    A3 It’s A Love Thing (Acapella)

    Strona B

    B1 Appreciate (Original)
    B2 Appreciate (Instrumental)
    B3 Appreciate (Acapella)

  • D.I.T.C. powraca z płytą The Movement

    D.I.T.C. powraca z płytą The Movement

    Diggin’ In The Crates, czyli D.I.T.C. powraca z nowym materiałem.

    Wydawało się to być niemożliwym projektem do zrealizowania, a jednak okazuje się prawdą. Ich najnowszy album „The Movement” będzie zarazem pierwszym oficjalnym wydawnictwem, które zostanie wydane w wytwórni należącej do nich samych – DITC Records. Będzie to kompilacja nagrań AG i O.C. oraz nowych członków ekipy – D Flow i Boss Money. Produkcją zajęli się: Finesse (znany wcześniej jako Lord Finesse), Show, E Money, Drawzilla (ciut nie Godzilla), Amed oraz Buckwild. Jak widać skład crew zmienił się, nie ma już w szeregach Fat Joe, jak i Diamonda D i rzecz jasna nieżyjącego Big L’a. Jestem ciekaw czym zaskoczą nas nowojorscy weterani.

    Poniżej znajduje się utwór „Hard Hit”, który został umieszczony do bezpłatnego pobrania. Całkiem niezła zapowiedź „The Movement”, nieprawdaż?

    DOWNLOAD D.I.T.C. – „Hard Hit” feat. D-Flow, OC, AG & Boss Money

    Tracklista

    1. Time Travel feat. O.C. & A.G., prod. Finesse
    2. Mad Live feat. D Flow prod. Drawzilla
    3. Experience feat. Show & A.G., prod. Show & E Blaze
    4. Shine My Way feat. Party Arty, prod. Drawzilla
    5. When We Rollin feat. D Flow, prod. Drawzilla
    6. Hard Hit feat. D Flow, O.C., A.G., Boss Money, prod. Amed
    7. Energy feat. O.C. & A.G., prod. Show
    8. Bow feat. O.C., prod. Finesse
    9. Boys Is Dion It feat. Boss Money, prod. Show
    10. Air Y’all feat. Joell Ortiz, prod. Finesse
    11. Insomnia feat. D Flow, A. Bless & O.C., prod. Buckwild
    12. True Lies feat. O.C. & A.G., prod. E Blaze
  • DJ Scratch i jego niewiarygodny showcase

    DJ Scratch i jego niewiarygodny showcase

    1–2 minut

    Przeszukiwałem właśnie znany i chętnie odwiedzany przez wszystkich serwis YouTube w celu znalezienia setów japońskiego DJ’skiego sztukmistrza, DJ’a Kentaro. Po wyświetleniu któregoś już z kolei video natrafiłem na zapis seta DJ’a Scratcha z okazji reunion EPMD w klubie BB Kings w Nowym Jorku z 14 października 2006 roku.

    Przedstawiać tego pana nie trzeba, w przeciągu swojej działalności turntablistycznej zgromadził już tyle pochlebnych opinii, zaszczytów, że nie sposób tego wszystkiego wymienić. W dodatku jest on cenionym producentem, znanym ze współpracy z m.in. EPMD, Bustą Rhymesem, Das EFX, DMX-em, Redmanem, Method Manem i wieloma innymi. Pozostaje także członkiem Zulu Nation. Na jego oficjalnej stronie możemy o nim przeczytać takie oto zdanie:

    DJ Scratch jest jednym z najbardziej szanowanych i cenionych DJ’ów biorących udział w koncertach, występujących na imprezach, przedstawieniach.

    Prezentowane poniżej video jest niesamowite. DJ Scratch pokazuje w nim swoje olbrzymie umiejętności, nie tracąc przy tym nic z bycia niewiarygodnym showmanem jakim jest. Lata płyną, a on wciąż pozostaje niedoścignionym mistrzem.

    Oglądajcie i podziwiajcie prawdziwego wirtuoza.

  • Rock The Bells pod koniec października w Pradze

    Rock The Bells pod koniec października w Pradze

    1–2 minut

    Ostatniego dnia października u naszych południowych sąsiadów odbędzie się jedna z odsłon europejskiej trasy koncertowej Rock The Bells.

    Trzeba przyznać, że Czesi potrafią zorganizować naprawdę dobre i ciekawe imprezy. Wystarczy spojrzeć na line-up – Nas, Supernatural, De La Soul, EPMD (!), Mos Def, Scratch, The Pharcyde (!). Rzeczywiście robi to duże wrażenie. Lista wykonawców lepsza niż na tegorocznej edycji Hip Hop Kemp a do tego w cenie, za jaką w Polsce raczej nigdy zobaczymy takich artystów. Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić wszystkich do odwiedzenia Czech, ponieważ drugi raz taka okazja może długo się nie powtórzyć, żeby jednego wieczoru zobaczyć na koncercie tylu znakomitych wykonawców przy tak przystępnej cenie biletów (około 130-150 zł).

    31 października 2008 roku, Tesla Arena, Praga, Czechy
    Rock The Bells w Pradze
    Wystąpią: Nas, Mos Def, De La Soul, Scratch, Supernatural, EPMD, The Pharcyde
    Cena biletu: według obecnego kursu walut, wejściówki na koncert oscylują w granicach 130-150 zł. Bilety dostępne do nabycia na Ticketpro.cz.

  • Zmarł Johnny J

    Zmarł Johnny J

    1–2 minut

    Johnny Jackson, znany szerzej jako Johnny J, multiplatynowy producent oraz założyciel Klock Work Entertainment popełnił samobójstwo 3 października 2008 roku w LA County Jail. Pierwsze raporty dotyczące jego śmierci podają jedynie, że artysta wyskoczył przez okno podczas przesłuchania, w którym był oskarżony o prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu (popularne w USA tzw. DUI – driving under the influence).

    Johnny Jackson urodził się w Ciudad Juarez w Meksyku. We wczesnym dzieciństwie został adoptowany przez amerykańskie małżeństwo i przeprowadził się do dzielnicy South central w Los Angeles. Jego pierwszym znanym utworem jaki wyprodukował był znakomity „Knockin Boots”, singiel promujący album „Ain’t No Shame In My Game” Candymana. Dzięki temu singlowi album zyskał status platynowy. Dopiero poznanie kilka lat później 2Paca sprawiło, iż wypłynął on na szersze wody.

    Pierwszą produkcją nagraną dla Death Row Records było „Pour Out a Little Liquor”, która znalazła się na soundtracku do filmu „Above The Rim”. Następnie przyszła kolej na „Death Around The Corner” z platynowego albumu 2Paca „Me Against The World” z 1995 roku. Zaledwie rok później o Johnnym zrobiło się naprawdę głośno za sprawą jego produkcji na „All Eyez On Me”. Na pewno kojarzycie takie utwory, jak „How Do U Want It”, „Life Goes On”, „Picture Me Rollin” czy „All Bout U”. Wszystkie wyszły spod ręki znakomitego Johnny’ego Jacksona. To uczyniło z niego znaną postać na Zachodnim Wybrzeżu. Po śmierci Tupaca, producent stał się jednym z ludzi odpowiedzialnym za produkcję pośmiertnych albumów Paca; m.in. w całości zajął się wydanym w 2001 roku wydawnictwem „Until the End of Time”.

    Johnny J w czasie swojej kariery zajmował się produkcją i wspomaganiem wielu artystów R&B oraz raperów. Odchodząc pozostawił żonę oraz dwoje dzieci.

    Spoczywaj w pokoju, w hiphopowym niebie.

  • Recenzja LP: Ivan Ives – Iconoclast

    Recenzja LP: Ivan Ives – Iconoclast

    3–4 minut

    No Threshold Records | 2007

    Tak się składa, że nie znam się zupełnie na rosyjskim hip hopie. Nie chodzi mi o to, iż stoi on na słabym poziomie lecz nie mam pojęcia którzy artyści są godni polecenia. Rosyjski przemysł muzyczny rządzi się swoimi prawami; wykonawcy pozostający z dala od tzw. majorsów mają bardzo ograniczone możliwości dotarcia do słuchaczy. Tak się składa, że telewizja i radio mocno kontroluje sytuację panującą na rynku – jeżeli raper nie pokaże się w tv/radiu to będzie mu ciężko przebić się nawet do szerszego grona odbiorców. Przykładem jest to, że słaby i sprzedający swoją gębę wszędzie gdzie popadnie Timati (produkt rosyjskiej odsłony programu „Fabryka Gwiazd”, który także ostatnio zawitał do Polski) jest stawiany wyżej niż choćby Seryoga czy Kasta (nie mylić z polską grupą o tej samej nazwie, ta rosyjska pochodzi z Rostowa nad Donem). Dlatego też jakże wielkie było moje zdziwienie kiedy usłyszałem album nagrany przez pochodzącego z Rosji Ivana Ivesa – „Iconoclast” (mniejsza już o to, że jest to anglojęzyczny album, ważne, że wyszedł od rodaka Władimira Putina).

    Ivan Ives jest rosyjskim imigrantem mieszkającym na stałe w Los Angeles. Po raz pierwszy można było o nim usłyszeć za sprawą wydanego w 2005 roku nakładem No Threshold Records albumu Ivan Ives„Fork Music Vol.1” (nagrany pod pseudonimem Nicotine), które było stricte undergroundowym wydawnictwem. Następnie przyszła kolej na „Deus Ex Machine” (2006), dwie EP-ki – „The LA Heat EP” oraz „The Prelude EP” (obie produkcje z 2007 roku) . To pomogło mu dotrzeć nawet do niewielkiego grona odbiorców i poznać przede wszystkim producenta o pseudonimie Fresh aka The Hitman, który w całości był odpowiedzialny za część muzyczną na omawianym wydawnictwie. Wraz ze zdobywaniem znajomości w branży muzycznej przyszły tez naprawdę poważne kontakty z szanowanymi ludźmi ze sceny hip hopowej. Wystarczy spojrzeć na gości na ostatnim albumie Rosjanina  – Vast Aire, O.C., 2Mex, Cappadonna. Naprawdę lista ta robi wrażenie. Jednak nie oni są na „Iconoclast” najważniejsi tylko sam artysta, który serwuje nam doskonałą porcję hip hopu. Każdy z 15 utworów zawartych na albumie jest dobry, nie znajdziecie tutaj wypełniaczy czy słabych tracków. Słuchając albumu czuć świeżość i płynność z jaką Ivan Ives porusza się na beatach. Słowiańskie korzenie nadają mu łatwości w składaniu rymów, w pewnym wykonywaniu refrenów (z czym problemy mają bardziej doświadczeni raperzy od niego). Posiada on charakterystyczne flow; potrafi zaskoczyć najpierw rapując w języku rosyjskim potem po angielsku nie tracąc przy tym nic z jakości nagrania. Na uwagę zasługuje „Honor” nagrany wraz z członkiem Wu-Tang ClanuCappadonną z naprawdę dobrym refrenem:

    Another day another dollar/This is it if you fighting for your honor/Stick with it/Ivan Ives and Cappadonna/Rip that shit/If we didn’t you’d be livid

    W „Worldwide Hits” nagranym wraz z Freshem buńczucznie przechwala się, mówiąc:

    I live in the West but I am from East(…) I’m the best emcee out, better than Jay-Z on Reasonable Doubt

    Dla odmiany w taki oto sposób przedstawia siebie w utworze „Victory” z gościnnym udziałem Vast Aire:

    Welcome to my brain, where night is day/Where life is plighted with a slight delay/
    I don’t play, I just work at it, lurk with addicts/Berserk, it’s madness

    Jednak największe wrażenie zrobił na mnie „Revenge” – kapitalny storytelling opisujący zemstę na swojej byłej dziewczynie. Opisać w kilku słowach ten utwór byłoby ciężko, ale powstał do niego teledysk, który jest znakomitą dokumentacją wszystkiego co Ivan chciał wyrazić (pozostałymi klipami są „Recipe” oraz „Got It”).

    Ivan Ives jest przykładem na to, iż od zera, będą nikomu nie znanym, daleko od swojej ojczyzny, można zrobić wiele. Po kilku miesiącach od wydania albumu prestiżowy magazyn Rolling Stone umieścił jego w jubileuszowym z okazji 40-lecia wydaniu w dziale „Next 40 Artists To Watch”. Jeżeli dodam to, że piosenki na jego profilu na MySpace odtworzono już ponad 1 000 000 (!) razy oraz to, że choć od czasu wydania „Iconoclast” (tytuł odwołuje się do zamierzchłych dziejów i czasów bizantyjskich; oznacza niszczenie ikon i występowanie przeciwko elementom religijnym w kulturze) minęło zaledwie 1,5 roku to już teraz ten album jest trudny do zdobycia to będzie tylko potwierdzeniem tego, iż jest doskonała porcja hip hopu.

    Ocena: 3,5/5

    Tracklista

    1. Got It
    2. Victory feat. Vast Aire of Cannibal Ox
    3. Mad Game
    4. Carpe Diem feat. 2Mex
    5. Olivia Josephs
    6. Soul feat. O.C.
    7. How It Is
    8. The Recipe
    9. Honor feat. Cappadonna
    10. Worldwide Hits feat. Fresh aka The Hitman
    11. Lay Low
    12. Rap Ethics
    13. Revenge
    14. Zzyzx Road
    15. Life Is A Bitch
  • Recenzja 12”: Capone-N-Noreaga – T.O.N.Y.

    Recenzja 12”: Capone-N-Noreaga – T.O.N.Y.

    2–3 minut

    Penalty Recordings | 1997

    Wersje ocenzurowane czy po prostu radiowo przyjazne tracków często odbiegają od pierwotnych, czyli tych, które są umieszczane na LP. Dzieje się tak najczęściej przez nieodpowiednie podejście do doprowadzenia kawałków do clean version lub brakiem pomysłu na wykonanie dobrze brzmiącego w radiu kawałka. Czasem nie jest to łatwe do wykonania także przez liczbę przekleństw w utworze (niektórzy raperzy nadużywają pewnych zwrotów jak chociażby pewnego określenia czarnych). Z drugiej strony można spotkać na bardzo ciekawe radiowo przyjazne wersje kawałków, które są nawet lepsze od oryginalnych nagrań. Do tego grona można z pewnością zaliczyć singiel duetu reprezentującego Quennsbridge – CNN (Capone-N-Noreaga) – „T.O.N.Y. (Top Of New York)” z gościnnym udziałem Tragedy’ego Khadafiego a wyprodukowany przez duet Carlos Broady i Nashiem Myrick.

    Skrócona nazwa duetu związana jest z ich pierwszym albumem „The War Report”. Amerykańska stacja telewizyjna CNN jako pierwsza w „na żywo” relacjonowała przebieg „Operacji Pustynna Burza” w Iraku, a Capone i Noreaga w swoich tekstach przedstawiali się właśnie jako żołnierzy walczących tylko, że na ulicach Nowego Jorku (N.O.R.E. co prawda później zmienił swój image od momentu nawiązania współpraca z duetem The Neptunes, ale to inna bajka).

    Utwór rozpoczyna się od słów Noreagi (posiada on korzenie portorykańskie) potwierdzających pochodzenie nazwy duetu:

    From Iraq to Kuwait word up, Desert Station, regulation CNN, channel 10 once again

    Pierwsza zwrotka należy do wspomnianego wyżej N.O.R.E., w której padają takie wersy:

    Channel 10, we break ten, win again/ kid you on pluto, homo’d out just like Menudo

    Za jednym zamachem dostaje się zarówno stacji CNN (nadawana właśnie na kanale 10 w USA) oraz latynoskiemu boysbandowi Menudo (pierwszy album wydali w 1977 roku, są najsłynniejszym portorykańskim zespołem ale wielu artystów nie darzy ich szacunkiem o czym nie zapomniał wspomnieć N.OR.E.). Za drugą zwrotkę odpowiedzialny jest Capone, który podkreśla tytuł singla:

    Roundtable climbin to the Top Of New York/ won’t stop, until we get dropped from New York

    Kiam Holley (prawdziwe imię i nazwisko Capone’a) podkreśla, iż jest to stricte uliczny kawałek nawijając chociażby o przemycaniu narkotyków przez most Verrazano (łączy Staten Island i Brooklyn) czy o policjantach i federalnych, którzy ciągle śledzą jego. Jednym słowem nic nowego ale podane w bardzo dobrej formie. Całość kończy Tragedy Khadafi, również mówiąc o ciężkim ulicznym życiu:

    This war’s mega, with the arm legga legga/ been doin this since Mobb Six with Cormega

    Każda zwrotka jest przedzielona chwytliwym refrenem:

    T-O-N-Y invade N.Y./multiply, kill a cop, me and you/you got beef, I got beef

    Całość składa się na znakomity harcore’owy singiel. Na uwagę zasługuje wersja clean. Jest ona znakomicie przygotowana, głównie za sprawą samego Marleya Marla i pomagającego mu Stretcha Armstronga (tak, tego słynnego białego DJ’a radiowego). Pokazali oni tutaj swój kunszt; niewiele jest takich kawałków, które posiadają równie dobrze wykonany clean version. Mamy tutaj do czynienia z pewnym paradoksem. CNN od samego początku byli krytykowani za monotematyczność, za przywiązanie do ulicy, za miejscami słaby dobór bitów. Z drugiej strony ich najlepszy singiel słucha się lepiej w wersji ocenzurowanej. Rzecz rzadka ale jednak prawdziwa.

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 T.O.N.Y. (Radio Clean Version)
    A2 T.O.N.Y. (LP Version)

    Strona B

    B1 T.O.N.Y. (Instrumental)
    B2 T.O.N.Y. (Acappella)

  • Classic Hip Hop Videos: RZA – Tragedy

    Classic Hip Hop Videos: RZA – Tragedy

    2–3 minut

    Muszę przyznać, że mam słabość to filmów przedstawiających baśnie i legendy rodem ze starożytnych Chin i krain sąsiadujących z tym państwem, takich jak „Hero”, „Dom Latających Sztyletów” czy „Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok”. Klimat tych produkcji oraz historie jakie są opowiadane w nich są niesamowitym przeżyciem. Niektórzy powiedzą, iż nie ma nic niezwykłego w takich produkcjach i ich to zupełnie nie interesuje. Jednak nie wiedzą co tracą, ponieważ wszystkie historie w niczym nie przypominają produkcji hollywoodzkich (filmy posiadają zawikłaną fabułę i często kończą się bez happy endu) a kreacje aktorów, kostiumy oraz krajobrazy filmowe potrafią poruszyć niejedno serce. Jednym z nielicznych teledysków utrzymanym w klimacie Dalekiego Wschodu jest będący na pograniczu baśni oraz filmów sztuk walki klip Roberta Diggsa, czyli The Rizzy – „Tragedy”.

    Wyróżniającą cechą teledysków spod znaku Wu-Tang Clanu jest nieobliczalność. Kiedy po raz pierwszy oglądam jakiś ich wideoklip nigdy nie jestem pewien czego mogę oczekiwać. Nie inaczej było z omawianym dziełem The Rizzy. Mamy tutaj niby prostą ale z drugiej strony rzadko pokazywaną na klipach historię. Mistrz jednego z zakonu wyrusza na starcie ze swoim wrogiem z drugiego obozu a jego ukochana/służąca/płaczka (ciężko jest mi powiedzieć kim ona jest) opłakuje jego. RZA jest niesiony na plecach przez swoich wojowników na spotkanie ze swoim nieprzyjacielem. Kiedy już nadchodzi do starcia oko w oko przeciwników następuje krótka walka wojowników z obu zakonów w szalonym stylu kung-fu (pojedynek 1 na 1 przed rozpoczęciem batalii jest to element cechujący każdą starożytną i średniowieczną bitwę). Po tej walce nadchodzi starcie obu mistrzów – RZA ma za przeciwnika bliżej nieokreślonego znawcę sztuk walki (przypadek, że jest on biały?). Scena jest świetna, z jednej i z drugiej strony pada multum ciosów; większość akcji dzieje się w powietrzu (rodem z wymienionych na początku filmów) a zwycięsko z niej wychodzi (wiadomo, że prawdziwe czarnuchy nigdy nie przegrywają) reprezentant Wu-Tang Clanu. Niektórzy mogą patrzeć nieprzychylnym okiem lub z politowaniem na sceny walki w tym klipie, jednak nie potrafią docenić tego. Jeżeli ktokolwiek choć raz oglądał film sztuki walki z Dalekiego Wschodu to będzie wiedział, że pojedynki takie, jak z tego klipu były tam nieodzownym elementem. W końcu to prosty i skuteczny sposób na ustalenie, który mistrz danego zakonu jest lepszy od swojego konkurenta.

    Na koniec kilka informacji na temat samego utworu. Pochodzi on z soundtracku do dokumentalnego filmu „Rhyme & Reason” z 1997 roku (spójrzcie na obsadę filmu – Grandmaster Caz, Chuck D., KRS-One, Nas, Method Man, Erick Sermon i wielu innych). Produkcją zajął się bliski przyjaciel Wu-Tang Clanu, True Master, a w refrenie słychać śpiew duetu Tha Truth!.

  • Jean Grae i Blue Sky Black Death przedstawiają The Evil Jeanius

    Jean Grae i Blue Sky Black Death przedstawiają The Evil Jeanius

    1–2 minut

    30 września 2008 roku nakładem cenionego labelu Babygrande Records ukaże się wspólna produkcja jednej z najlepszych raperek Jean Grae i świetnego duetu producenckiego Blue Sky Black Death.

    Po wielu zapowiedziach o odejściu, Jean Grae zabrała się do roboty nad „The Evil Jeanius”. Po przesłuchaniu kawałka z oczekiwanej płyty – „Shadows Forever”, który możecie przesłuchać w tym miejscu, z niecierpliwością czekamy na premierę – oby obyło się bez żadnego przesunięcia wydania albumu.

    Tracklista

    1. Shadows Forever
    2. Ahead Of The Game Feat. Blacastan
    3. Strikes
    4. Threats Feat. Chen Lo
    5. Away With Me
    6. Even On Your Best Day
    7. Take It Back
    8. Lights Out
    9. Nobody’ll Do It For You
    10. It’s Still A Love Song
  • Classic Hip Hop Videos

    Classic Hip Hop Videos

    1–2 minut

    W dziale „Classic Hip Hop Videos” zamierzam przedstawiać klasyczne, najlepsze teledyski hip hopowe. Część z nich dziś jest już zapomniana ze względu na to, że obecnie panuje inna moda na kręcenie klipów. Trzeba przyprowadzić na plan całą plejadę modelek, zaprosić kogoś „gorącego” na jak to Tede powiedział „szalony futuring”, wybrać banger jako kawałek do którego powstaną zdjęcia, zatrudnić cały sztab odpowiedzialny za odpowiednie nakręcenie, zmontowanie i złożenie całości materiału żeby ludzie chcieli to oglądać.

    Oczywiście nie zapominajmy o wysokich nakładach pieniężnych, które czasem mogą pochłonąć większość zarobków artysty a nie przełożyć się na satysfakcjonującą sprzedaż albumu (taki przypadek spotkał ostatnio pewną młodą gwiazdeczkę, ale jej nie będziemy robić reklamy, ponieważ tym zajmują się lepiej wyspecjalizowane serwisy muzyczne). Oczywiście zdarzają się wyjątki, gdyż jest to oczywiste, iż są jeszcze osoby skłonne i chętne kręcić klipy tak jak miało miejsce to kiedyś.

    Poniżej przedstawiam moich faworytów jeżeli chodzi o klasyczne teledyski (kolejność przypadkowa; lista może w każdej chwili ulec zmianie).

    1. Wu-Tang Clan – „Careful (Click, Click)”
    2. Mobb Deep – „Shook Ones (Pt. 2)”
    3. Erykah Badu – „Love Of My Life (An Ode To Hip Hop)” feat. Common
    4. Tim Dog – „Fuck Compton”
    5. Makaveli – „Hail Mary”
    6. DJ Muggs – „Puppet Master” feat. Dr. Dre & B-Real
    7. Geto Boys – „Mind Playing Tricks On Me”
    8. The Roots – „What They Do”
    9. OutKast – „Ms. Jackson”
    10. DJ Shadow – „Midnight In A Perfect World”

    Zapisz

  • Classic Hip Hop Videos: Wu-Tang Clan – Careful (Click, Click)

    Classic Hip Hop Videos: Wu-Tang Clan – Careful (Click, Click)

    2–3 minut

    Odkąd tylko pamiętam Wu-Tang Clan zawsze miał doskonałą rękę do klipów. Dotyczy się to teledysków promujących kolejne albumy tego kolektywu (aktualnie, to wcale nie jest tak dobrze jeżeli chodzi o wzajemne relacje poszczególnych członków ekipy ale to odrębny temat) jak i solowe wydawnictwa artystów należących do tego crew. Większość osób będzie kojarzyło wideoklipy do kawałków z „Enter The Wu-Tang: 36 Chambers” – „Protect Ya Neck”, „Da Mystery of Chessboxin’”, „Method Man”, „C.R.E.A.M.”, „Can It Be All So Simple” oraz „Wu-Tang Clan Ain’t Nuthing Ta F’ Wit/Shame on a Nigga” jednak na mnie największe wrażenie zrobił teledysk powstały do utworu „Careful (Click, Click)”, pochodzący z wydanego w 2000 roku nakładem Loud Records albumu „The W”.

    Kiedy po raz pierwszy obejrzałem „Careful (Click, Click)” nasunęły mi się dwie myśli – o co chodzi z tą strzelaniną oraz skąd oni wzięli te glocki (przypatrzcie się broniom Inspectah Decka i U-Goda). Tak, ten klip to jedna wielka „zabawa z bronią” (mniejsza już oto, że to jest niewielki klub a nie otwarta przestrzeń). Rozpoczyna się od tego, że nie wiadomo skąd wyskakuje na parkiet pewien bboy (?) (później pojawia się jeszcze dwóch następnych) i wyciąga dwa glocki mierząc prosto do ekipy Wu-Tang Clanu. Nie pozostaje mu dłużny The Rizza również dobywając broni oraz  wypowiadając te słowa:

    Wait, hold up, chill, what’s that son?/Damn.. nigga got fucked, shit, huh?!

    Ciężko jest opisać co dzieje się później; rozpoczyna się regularna strzelanina, która jak ulał pasowałaby do filmów sensacyjnych. Strzały padają często i gęsto, dobrze, że przynajmniej niewiele z nich trafia do celu. Całość najlepiej podsumowuje refren:

    Somethin in the street went, bang bang/ Makin it hard for you to do your thang thang

    Najlepszą dla mnie sceną jest ta, w której U-God przy akompaniamencie świszczących kul sięga po broń (na jednej dłoni ma założoną…rękawicę dla pilarzy) i odpowiada salwą ognia przeciwnikom. Rzecz jasna napastnicy zostają pokonani (największy w tym udział ma już wspomniany U-God) a całość kończy się ucieczką grupy przed spodziewaną wizytą policji. Słyszymy jeszcze słowa Cappadonny:

    Yo, the next time y’all collapse don’t call me.

    Z omawianym przeze mnie klipem związana jest pewna ciekawa historia. Otóż jest on częścią nazwijmy trylogii promującej „The W”, ponieważ łączy się z dwoma pozostałymi singlami z tego albumu, czyli z „Gravel Pit” oraz „Protect Ya Neck (The Jump Off)”. Jeżeli dokładnie przyjrzymy się początkom oraz końcom tych trzech klipów zobaczymy, że członkowie Wu-Tang Clanu wsiadają do tej samej windy czy znajdują się w tym samym klubie. Jest to interesujący a zarazem rzadko stosowany zabieg. Jeżeli chodzi o wideoklipy, to „Careful (Click, Click)” jest pozycją obowiązkową dla wszystkich.

  • Recenzja 12”: NYG’z – Ya Dayz R #’d

    Recenzja 12”: NYG’z – Ya Dayz R #’d

    2–3 minut

    Traffic Entertainment Group | 2007

    DJ Premier w swojej długiej już karierze zajmował się produkcją bitów, dorzucaniem scratchów, czy wykonaniem remiksów już dla tak wielu artystów, że nie sposób zliczyć ich wszystkich. Można naprawdę długo wymieniać: od mainstreamowej nowojorskiej śmietanki (chociażby Nas, Jay-Z, Notorious B.I.G.) przez swoich wieloletnich przyjaciół (Big Shug, Royce Da 5’9″, O.C., M.O.P., KRS-One, czy Blaq Poet) po artystów nie związanych bezpośrednio z hip hopem – Buckshota Lefonque’a lub Craiga Davida, a kończąc na popowej gwiazdce Christinie Aguilerze. Jednak niektóre projekty, w które Chris Edward Martin był lub jest zaangażowany przechodziły bez echa. Tak się stało z albumem „Livin Proof” duetu Group Home, na którym Primo jest w szczytowej formie, dostarczając tłuste beaty na ten longplay. Podobnie rzecz się ma z kolejnym duetem, który znalazł się pod jego skrzydłami – NYG’z.

    Panchi i Shabeeno (lub jak kto woli Shiggy Sha, ponieważ pod takim pseudonimem zadebiutował raper na ostatniej najlepszej płycie Gang Starra w utworze „The Mall”) to dwaj przyjaciele, znający się ze sobą już od wielu lat. Nazwa NYG’z jest to po prostu skrót od New York Giantz – nowojorskiej drużyny futbolowej ligi NFL (śmieszna nieco historia z tym była, ponieważ Panchi jest fanem tego teamu, natomiast Shiggy Sha kibicuje Dallas Cowboys; pomimo odmiennych gustów nazwa zespołu nigdy się nie zmieniła). Po raz można było wspólnie ich usłyszeć na ostatnim albumie Gang Starra„The Ownerz” w tracku „Same Team, No Games”.

    Następnie DJ Premier zwerbował ich do swojego labelu Year Round Records pod którego skrzydłami przygotowywali materiał na swój album. Singlem promującym to wydawnictwo okazał się być utwór „Ya Dayz R #d”.

    „Ya Dayz R #’d”/ „N.H.B.” / „What Kinda Life” (Traffic Entertainment Group), to co prawda druga 12″ promująca album „Welcome 2 G-Dom” lecz na pierwszej, czyli „Giantz Ta This” nie ma utworu do którego powstał pierwszy promujący płytę klip, mianowicie „Ya Dayz R #’d”. Pierwsze dwa utwory wyprodukował rzecz jasna niezrównany Chris Martin, natomiast ostatni to dzieło autorstwa Emile’a. Każdy poszczególny track zasługuje na uznanie; wszystkie są utrzymane w stylu przypominającym produkcje wspomnianego Group Home – brudne, ciężkie beaty a do tego mocne, hardcore’owe zwrotki serwowane przez duet powodują to, iż ciężko jest oderwać ucho od tej 12″. Mamy także tutaj dwa gościnne udziały raperów – Blaq Poeta w „N.H.B. (Nigga, Hoe, Bitch)” – ładny tytuł, nieprawdaż? – oraz Rawa w „What Kinda Life”. Moim faworytem jest pierwszy utwór? Dlaczego? Po pierwsze: jest to bardzo dobra produkcja Preemo, jak za dawnych dobrych czasów. Po drugie: jest to bardzo charakterystyczny utwór dla duetu, będący etykietą ich stylu. Po trzecie: obaj raperzy mają całkiem przyzwoite, uzupełniające się style a jak dorzucimy wypracowane przez nich flow to mamy doskonały uliczny singiel z 2007 roku. Co prawda, część odbiorców stwierdzi, że taki rap to już przeżytek, lecz nadal można spotkać niemałe grono sympatyków tego nurtu.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    Strona A

    A1 Ya Dayz R #’d(Street) (prod. DJ Premier)
    A2 Ya Dayz R #’d (Clean) (prod. DJ Premier)
    A3 Ya Dayz R #’d (Instrumental) (prod. DJ Premier)

    Strona B

    B1 N.H.B. (Street) feat. Blaq Poet (prod. DJ Premier)
    B2 N.H.B. (Clean) feat. Blaq Poet (prod. DJ Premier)
    B3 What Kinda Life (Clean) feat. Raw (prod. Emile)

Translate