Kategoria: Recenzje LP’s

  • Recenzja LP: Siny – W siną dal

    Siny - W siną dalBlend Records | 2002

    Stali Czytelnicy U Call That Love już dawno spostrzegli, iż rzadko trafiają na stronę rodzime płyty. Jednak dzięki pewnej osobie sięgnąłem ostatnio po album, którego z wielką chęcią przesłuchałem ponownie, odświeżyłem, zapoznałem się na nowo. Jest to wydawnictwo na tyle wybitne i wyprzedzające pozostałe polskie płyty, że bez dwóch zdań należy się jemu zaszczytne miejsce w dziale poświęconemu recenzjom longplayów. Zastanawiacie się o czyim LP jest mowa? Odpowiedzi należy szukać we Wrocławiu, skąd pochodzi Siny i jego dzieło, „W siną dal”. (więcej…)

  • Recenzja LP: Mirage & Concept – Inner Pains

    Mirage and Concept - Inner PainsSelf-realesed | 2009

    Przyszła pora aby odświeżyć zapomnianą nieco rubrykę poświęconą recenzjom. Postaram się w przeciągu tygodnia utworzyć kilka nowych wpisów i przedstawić na stronie po 2-3 longplaye i single. Palma pierwszeństwa należy się tutaj albumowi słabo znanemu w naszym kraju, który śmiało można zaliczyć do kategorii „przegapionych”. Niemniej jednak, produkcja ta jest wartościowa i zasługuje na szersze uznanie. (więcej…)

  • Recenzja LP: AZ – The Format

    AZ - The FormatQuiet Money Records | 2006

    Przyszła kolej na kolejną recenzję na U Call That Love, która tym razem będzie dotyczyć albumu „The Format” brooklyńskiego Emceego AZ.

    Przez wszystkie lata swojej kariery muzycznej AZ wywoływał wśród słuchaczy i krytyków odmienne uczucia. Zdarzało się, że był komplementowany za utwory singlowe, ale nie wszystkie o czym wspomnę poniżej, czy gościnne udziały na innych albumach lecz bardzo często potrafi(ł) doprowadzać do irytacji, a wręcz do wściekłości fanów. Zarzucano mu, słusznie zresztą, że jest nierówny, ma fatalną rękę do doboru bitów na swoje płyty, brakuje mu choćby minimalnego zbliżenia się jego kolejnych nagrań do poziomu debiutanckiego albumu „Doe Or Die”. Nie szczędzono również słów krytyki za kompletnie inne stylowo single niż wcześniejsze jego dokonania jak „Hey AZ” czy „Problems”, który owszem jest porządnym kawałkiem, ale nie jest to stary-dobry Anthony Cruz. Dodatkowo od dawna istnieje problem – AZ to już jest mainstream pełną gębą czy jeszcze dryfuje na krawędzi undergroundu? (więcej…)

  • Recenzja LP: NYG’z – Welcome 2 G-Dom

    Recenzja LP: NYG’z – Welcome 2 G-Dom

    4–5 minut

    Year Round Incorporated | Traffic Entertainment Group | 2007

    Jeżeli przypomnimy sobie poszczególne albumy Gang Starra, to zauważymy, że wśród pojawiających się na ich płytach gości, przeważają członkowie Gang Starr Foundation. Niektórzy z nich, np. Melachi The Nutcracker, czy Lil’ Dap debiutowali akurat właśnie na albumach tego legendarnego duetu. W podsumowaniach dotyczących gościnnych udziałów raperów przy produkcjach DJ Premiera i Guru pomija się często postać Shiggy Sha, który pojawił się na najlepszym albumie Gang Starra – „Moment Of Truth” w utworze „The Mall” (nagrany także z G-Depem). Pozwoliło to mu nawiązać bliższy kontakt z Preemo, który postanowił pomóc mu w jego karierze. Shiggy Sha niedługo później założył wraz ze swoim przyjacielem, Panchim grupę NYG’z (skrót od nazwy futbolowej drużyny New York Giantz). Kiedy przygotowywali materiał na debiutancką płytę ich plany zostały pokrzyżowane ze względu na permanentne kłopoty z prawem Shabeeno (pod tą ksywą od jakiegoś czasu nagrywa Shiggy Sha). Dopiero w 2006 roku doczekaliśmy się oficjalnego albumu NYG’z – „Welcome 2 G-Dom”.

    „Welcome 2 G-Dom” to album skierowany przede wszystkim do słuchaczy przepadających za cięższymi, hardcore’owymi klimatami. Już po pierwszych kilku trackach wiemy, iż longplay będzie trzymał w napięciu aż do ostatniego bębna. Nie ma tutaj miejsca na owijanie w bawełnę, zarówno Panchi jak i Shabeeno w prostych ale trafnych słowach (posłuchajcie pierwszej zwrotki w jednym z najlepszych kawałków z płyty „Bow Down” z udziałem Blaq Poeta) opowiadają o przede wszystkim swoim codziennym życiu. Obaj raperzy są po przejściach i wcale nie mają łatwego życia, o czym niejednokrotnie wspominają na albumie. Jednym słowem, nie jest to płyta przystępna dla wszystkich słuchaczy. Jednak dla takich utworów jak „Laundry Kingz”, „Ya Dayz R #’d”, „Black Buddafly” (znakomity utwór o sytuacji czarnych kobiet w społeczeństwie), „Get 2 Tha Point” czy „G’z & Hustlaz” warto odłożyć swoje przekonania co do ulicznych płyt. Wśród gościnnych występów raperów na uwagę zasługują Lil’ Fame, Rave, Blaq Poet i Royal Flush. Wszyscy wymienieni na pewno nie obniżają poziomu albumu, wnosząc od siebie dobry i równy rap.

    Bardzo ważną na tym albumie odgrywa produkcja z jednego prostego powodu. Obecnie ma premierę bardzo wiele mixtape’ów, albumów, mix-cd’s, z których większość ze względu właśnie na bity są bliźniaczo podobne do siebie. Na „Welcome 2 G-Dom” wyróżnię przede wszystkim Emile’a oraz Kingdoma. Obaj wykonali bardzo dobrą pracę, zapodając bity do przede wszystkim „3 Man Weave” (znajomy sampel, nieprawdaż?) i „What Kinda Life”, które są dziełem Emile’a oraz „Bow Down”, „Black Buddafly” i „Laundry Kingz”, które wyszło od Kingdoma. Celowo pominąłem tutaj produkcje DJ Premiera ze względu na to, iż Chris Martin za bardzo nie przemęczał się jeżeli chodzi o beaty na tym albumie. Już wyjaśniam dlaczego. Sampel do „Giantz Tha This” był już wykorzystywany wielokrotnie przez m.in. EPMD i Tha Liks (oddaję szacunek dla tych, którzy znają utwory, gdzie został użyty ten sampel). Natomiast „G’z & Hustlaz” to folow-up do kawałka Snoop Dogga pod tym samym tytułem, a „Same Team No Games” oryginalnie pochodzi z „The Ownerz” Gang Starra. „Strength” oraz „Get 2 Tha Point” mogliśmy już usłyszeć na wcześniejszych mixtape’ach. Wychodzi na to, że niewiele znajdziemy tutaj nowych produkcji Preemo, ale jeżeli dostajemy takie bity jak do „It’z On” czy do pierwszego singla „Ya Dayz R #’d” (pozostałymi były „Welcome 2 G-Dom”„Bow Down”), którego recenzja ukazała się już na U Call That Love, to nie możemy być zawiedzeni.

    W tym miejscu chciałbym pozwolić sobie na pewne porównanie. NYG’zto duet mający wiele wspólnego z innym składem, dla wielu legendarnym od razu po wydaniu debiutanckiego albumu „Livin Proof”. Oczywiście mowa tutaj o grupie Group Home, którą tworzyli ww. Lil’ Dap i Melachi The Nutcracker. Porównanie jak najbardziej na miejscu ze względu na kilka czynników. Oba duety łączy postać DJ Premiera, który pomógł bardzo wiele zarówno dla NYG’z i Group Home („Livin Proof” pozostaje do dziś jedynym albumem poza nagraniami Gang Starra, który w całości wyprodukował legendarny beatmaker). Mogę też wymienić podobne klimaty na płytach czy chociażby tematykę poruszaną w tekstach. Dodam, że Preemo bardzo długo czekał na kolejny taki duet jak Group Home i jestem pewien, iż i w tym przypadku wiele jeszcze możemy oczekiwać po NYG’z, którzy już zapowiedzieli kolejny album.

    Na koniec wspomnę o tym, że „Welcome 2 G-Dom” to pierwszy album (nie mylić z mixtape’ami jak np. „Inside Lookin In”), jaki został wydany pod skrzydłami Year Round Records (dystrybuowana przez Traffic Entertainment Group). Album jest bardzo ładnie również wydany (perfekcyjna okładka). Szkoda tylko, że jest on trudno dostępny, ponieważ zasługuje na to aby jak najwięcej słuchaczy miało go u siebie w domach.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Itz On feat. Rave (prod. DJ Premier)
    2. Ya Dayz R #’d (prod. DJ Premier)
    3. Man Weave feat. Reef, Hustle & Mic Ock (prod. Emile)
    4. Laundry Kings feat. St. Laz (prod. Kingdom)
    5. Sufferin’ feat. Rave & Fizzy Womack (of M.O.P.) (prod. Emile)
    6. Get 2 Tha Point (prod. DJ Premier)
    7. G’z & Hustla’z feat. Rave (prod. DJ Premier)
    8. Welcome 2 G-Dom feat. Rave (prod. DJ Premier)
    9. What Kinda Life feat. Raw (prod. Emile)
    10. Giantz Ta Thiz (prod. DJ Premier)
    11. Bow Down feat. Blaq Poet & Rave (prod. Kingdom)
    12. Broken Dreams feat. Imani Montana & Versatile (prod. Thorotracks)
    13. Raps 4 U feat. Boy Bucka & Harlem Fatz (prod. Harlem Fatz)
    14. Bullseye feat. Troy Sluggs, Royal Flush & J.U.I.C.E (prod. Thorotracks)
    15. Black Buddafly feat. Rave & Aisha (prod. Kingdom)
    16. Strength (prod. DJ Premier)
  • Recenzja LP: Ivan Ives – Iconoclast

    Recenzja LP: Ivan Ives – Iconoclast

    3–4 minut

    No Threshold Records | 2007

    Przyznam szczerze, że nie znam się zupełnie na rosyjskim hip hopie. Nie chodzi mi o to, iż stoi on na słabym poziomie lecz nie mam pojęcia którzy artyści są godni polecenia. Rosyjski przemysł muzyczny rządzi się swoimi prawami; wykonawcy pozostający z dala od tzw. majorsów mają bardzo ograniczone możliwości dotarcia do słuchaczy. Tak się składa, że telewizja i radio mocno kontroluje sytuację panującą na rynku – jeżeli raper nie pokaże się w tv/radiu to będzie mu ciężko przebić się nawet do szerszego grona odbiorców. Przykładem jest to, że słaby i sprzedający swoją gębę wszędzie gdzie popadnie Timati (produkt rosyjskiej odsłony programu „Fabryka Gwiazd”, który także ostatnio zawitał do Polski) jest stawiany wyżej niż choćby Seryoga czy Kasta (nie mylić z polską grupą o tej samej nazwie, ta rosyjska pochodzi z Rostowa nad Donem). Dlatego też jakże wielkie było moje zdziwienie kiedy usłyszałem album nagrany przez pochodzącego z Rosji Ivana Ivesa – „Iconoclast” (mniejsza już o to, że jest to anglojęzyczny album, ważne, że wyszedł od rodaka Władimira Putina).

    Ivan Ives jest rosyjskim imigrantem mieszkającym na stałe w Los Angeles. Po raz pierwszy można było o nim usłyszeć za sprawą wydanego w 2005 roku nakładem No Threshold Records albumu Ivan Ives„Fork Music Vol.1” (nagrany pod pseudonimem Nicotine), które było stricte undergroundowym wydawnictwem. Następnie przyszła kolej na „Deus Ex Machine” (2006), dwie EP-ki – „The LA Heat EP” oraz „The Prelude EP” (obie produkcje z 2007 roku) . To pomogło mu dotrzeć nawet do niewielkiego grona odbiorców i poznać przede wszystkim producenta o pseudonimie Fresh aka The Hitman, który w całości był odpowiedzialny za część muzyczną na omawianym wydawnictwie. Wraz ze zdobywaniem znajomości w branży muzycznej przyszły tez naprawdę poważne kontakty z szanowanymi ludźmi ze sceny hip hopowej. Wystarczy spojrzeć na gości na ostatnim albumie Rosjanina  – Vast Aire, O.C., 2Mex, Cappadonna. Naprawdę lista ta robi wrażenie. Jednak nie oni są na „Iconoclast” najważniejsi tylko sam artysta, który serwuje nam doskonałą porcję hip hopu. Każdy z 15 utworów zawartych na albumie jest dobry, nie znajdziecie tutaj wypełniaczy czy słabych tracków. Słuchając albumu czuć świeżość i płynność z jaką Ivan Ives porusza się na beatach. Słowiańskie korzenie nadają mu łatwości w składaniu rymów, w pewnym wykonywaniu refrenów (z czym problemy mają bardziej doświadczeni raperzy od niego). Posiada on charakterystyczne flow; potrafi zaskoczyć najpierw rapując w języku rosyjskim potem po angielsku nie tracąc przy tym nic z jakości nagrania. Na uwagę zasługuje „Honor” nagrany wraz z członkiem Wu-Tang ClanuCappadonną z naprawdę dobrym refrenem:

    Another day another dollar/This is it if you fighting for your honor/Stick with it/Ivan Ives and Cappadonna/Rip that shit/If we didn’t you’d be livid

    W „Worldwide Hits” nagranym wraz z Freshem buńczucznie przechwala się, mówiąc:

    I live in the West but I am from East(…) I’m the best emcee out, better than Jay-Z on Reasonable Doubt

    Dla odmiany w taki oto sposób przedstawia siebie w utworze „Victory” z gościnnym udziałem Vast Aire:

    Welcome to my brain, where night is day/Where life is plighted with a slight delay/
    I don’t play, I just work at it, lurk with addicts/Berserk, it’s madness

    Jednak największe wrażenie zrobił na mnie „Revenge” – kapitalny storytelling opisujący zemstę na swojej byłej dziewczynie. Opisać w kilku słowach ten utwór byłoby ciężko, ale powstał do niego teledysk, który jest znakomitą dokumentacją wszystkiego co Ivan chciał wyrazić (pozostałymi klipami są „Recipe” oraz „Got It”).

    Ivan Ives jest przykładem na to, iż od zera, będą nikomu nie znanym, daleko od swojej ojczyzny, można zrobić wiele. Po kilku miesiącach od wydania albumu prestiżowy magazyn Rolling Stone umieścił jego w jubileuszowym z okazji 40-lecia wydaniu w dziale „Next 40 Artists To Watch”. Jeżeli dodam to, że piosenki na jego profilu na MySpace odtworzono już ponad 1 000 000 (!) razy oraz to, że choć od czasu wydania „Iconoclast” (tytuł odwołuje się do zamierzchłych dziejów i czasów bizantyjskich; oznacza niszczenie ikon i występowanie przeciwko elementom religijnym w kulturze) minęło zaledwie 1,5 roku to już teraz ten album jest trudny do zdobycia to będzie tylko potwierdzeniem tego, iż jest doskonała porcja hip hopu.

    Ocena: 3,5/5

    Tracklista

    1. Got It
    2. Victory feat. Vast Aire of Cannibal Ox
    3. Mad Game
    4. Carpe Diem feat. 2Mex
    5. Olivia Josephs
    6. Soul feat. O.C.
    7. How It Is
    8. The Recipe
    9. Honor feat. Cappadonna
    10. Worldwide Hits feat. Fresh aka The Hitman
    11. Lay Low
    12. Rap Ethics
    13. Revenge
    14. Zzyzx Road
    15. Life Is A Bitch
Translate »