Rap po godzinach to cykl artykułów, które prezentują rozmaitości hip hopowe, mniej lub bardziej związane z tą kulturą. 4 października ub.r. opublikowałem na U Call That Love wpis dotyczący konkursu muzycznego o wdzięcznej nazwie „Hip Hop o Katyniu”. Zważywszy na medialny rozgłos tej inicjatywy postanowiłem przyjrzeć się podsumowaniu przedsięwzięcia europosła Marka Migalskiego.
Konkurs ogłoszono na początku września. Jak przekonywał wówczas na swoim blogu Migalski, chciał, aby projekt m.in. pokazał, jak wieloma środkami i sposobami można uczcić pamięć tragicznie zmarłych. – Zależy mi, aby tematyka konkursu tworzyła klamrę splatającą tragiczne wydarzenia sprzed 70 lat z nie mniej tragicznym losem osób poległych w katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. – deklarował europoseł.
Do konkursu młodzi raperzy zgłosili 33 utwory. Oceniali je dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski i przedstawiciele hiphopowych projektów Zjednoczony Ursynów oraz Bzzzt Sound. Za najlepszy utwór uznali „Brat traci brata” rapera o pseudonimie Klepson, wyróżnili też osiem innych. Nagrodę „publiczności” otrzymała grupa TDW z utworem „Tego nie da się zapomnieć…”, który cieszył się największym zainteresowaniem internautów.
14 listopada w katowickim klubie Oko Miasta odbył się koncert, który był uroczystym zakończeniem konkursu „Hip-hop o Katyniu”. Podczas koncertu miało miejsce wręczenie nagród oraz występ laureatów i uczestników konkursu. Uczestnicy otrzymali z rąk dra Marka Migalskiego „bilet do Brukseli”, który jest symboliczny zaproszeniem na wycieczkę do stolicy UE oraz gadżety i upominki ufundowane przez portal Andergrand.pl.
W niedzielę (14 listopada 2010 roku – przyp. red.) Migalski mówił, że dane młodym ludziom możliwości i narzędzia poskutkowały ich własnymi opowieściami o tym, co przeżyli 10 kwietnia i jak odbierają najbardziej dramatyczne momenty polskiej historii. – Okazuje się, że o tragediach narodowych można mówić nie tylko w poematach czy symfoniach, ale również w rapie, hip hopie – formułach, które są dla nich bliskie – powiedział Migalski.
Widać, że tam są zarówno emocje, jak i – jak mnie zapewniali jurorzy – bardzo przemyślany warsztat. Jeden z kawałków, mój ulubiony, ma podkład z „Polskich dróg”, co powoduje, że nagle odnajdujemy się w tych historiach, jak odnajdywali się nasi ojcowie czy dziadowie. Okazuje się, że jesteśmy takimi samymi Polakami, stojącymi przed takimi samymi dylematami – czy się ześwinić czy nie, czy walczyć czy się poddać – ocenił europoseł.
Do wystąpienia w niedzielnym koncercie Migalski zaprosił laureatów i uczestników konkursu. Ich występy uzupełnili przedstawiciele składów, którzy uczestniczyli w pracach jury. Wszystkich laureatów europoseł zaprosił na wycieczkę do Brukseli. W pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej zamierza też dołączyć do „jednej z ważniejszych polskich gazet” płytę z pokłosiem konkursu.
Źródło: informacje prasowe, hiphopokatyniu.pl, Onet.pl, TVN24.pl, polskieradio.pl
Komentarz redakcji: „Hip Hop o Katyniu” należy rozpatrywać z dwóch stron – artystycznej i medialnej. Umówmy się – żadnego z nadesłanych utworów do konkursu nie można określić mianem hip hopowego. Owszem, mają elementy rapu, ale nic ponadto. Uczestnicy, którzy stanęli w szranki i konkury o miano młodego patriotycznego męczennika narodu, nie posiadają żadnego warsztatu, umiejętności, ani czegokolwiek, co warto wyróżnić. Przedstawiciele polskiej kultury hip hopowej mogą poczuć się sfrustrowani tym, że takich „młodych artystów” określa się mianem „hip hopowych”. Jeżeli przyszłe plany Migalskiego zostaną zrealizowane – dołączenie do „jednej z ważniejszych polskich gazet” płyty z pokłosiem konkursu – to będzie jeszcze zabawniej.
W Polsce kultura hip hopowa jeszcze nigdy nie doczekała się rzetelnej prasy i na dłuższą metę rodzime mass media nie traktowały właściwie polskiego rapu. Jednak, gdy mamy do czynienia z przedsięwzięciem, za którym stoi znany polityk, to jest zupełnie inaczej. Informacje o projekcie pojawiły się na stronach największych polskich dzienników, rozgłośni radiowych i telewizji. Niemal wszędzie zostały umieszczone wzmianki tej samej treści, bez ani jednego obiektywnego komentarza do całej sprawy. Wygląda na to, że dziennikarze przyklasnęli idei Migalskiego, zupełnie nie przejmując się mizernym poziomem prezentowanym przez uczestników konkursu. Jednak, mniejsza o artyzm młodych twórców. Przecież chodzi o kolejne modły nad Smoleńskiem, bo to najważniejsza sprawa dotycząca polskiej młodzieży. Na koniec można jeszcze dodać, że 10 lat po wydaniu przez Fenomen albumu „Efekt”, nadal w życiu codziennym obowiązuje tekst „Sensacji”. Natomiast adekwatny komentarz o Smoleńsku został zawarty na stronie Smoleńsk – czyja to wina??.
Komentarze
4 odpowiedzi do „Rap po godzinach #5”
Odsłuchałem sobie "Brat Traci Brata" i "Tego Nie Da Sie Zapomnieć…" i zgadzam się z autorem. O ile pierwszy kawałek jeszcze ujdzie od biedy, to drugi kiepsko nagrany, a poziom techniczny grupy marny :(. Takie utwory wygrywają konkursy?
Dziwne, żaden z poważanych polskich raperów się nie zainteresował sprawą? Kto decydował o tym, kogo dopuścić do udziału w konkursie? Jakie miał kompetencje?
już mniejsza o jakość nadesłanych utworów, sama idea tego konkursu – rap na zadany temat, mieszczący się w określonej linii politycznej (wiadomo czego oczekiwali organizatorzy – kolejnych mitów i sentymentalnej martyrologii) jasno pokazywała że to nie miało prawa się udać – dlatego nikt tego nie traktował poważnie. To nie jest rap, to jest forma stylistyczna przejmująca charakterystyczne dla rapu środki wyrazu na usługach pewnego frontu politycznego. I czymś takim zajmują się poważne media jednoznacznie wiążąc przekaz o takiej ciekawostce ze słowem "hip-hop". Po raz kolejny hip-hop jest sprowadzany do roli "dziwadła" z którym nie wiadomo co zrobić, czy się śmiać czy płakać z zażenowania, i takim "dziwadłem" pozostaje w świadomości szerokich mas. Hip-hop w Polsce istnieje w poważnych mediach tylko w kontekście tego typu medialnych "sensacji". I to jest smutne, bo na zachodzie już dawno temu wywalczył sobie pozycję ważnej, niezależnej formy SZTUKI. Pytanie czy u nas jest jak jest tylko ze względu na stosunek mainstreamowych mediów do kultury ulicy (maksymalnie upraszczających wszelkie kwestie) czy też wina leży też w samych twórcach, ochoczo określających siebie mianem "artystów" a rzadko kiedy prezentujących sensowny poziom. Sorry za tak długi elaborat ale uważam, że temat jest wart przedyskutowania
Krótki komentarz do całego wpisu oraz powyższych wypowiedzi Piotra i Marcina. Z nieskrywaną radością wyczekuję 10 kwietnia i tego, co przyniosą obchody pierwszej rocznicy Smoleńska. Będzie bardzo wesoło, już teraz trzeba robić plecy i nastawiać się na różne wiece, pochody, manifestacje. Obrona krzyża trwała ładnych kilka tygodni, ale powtórka z rozrywki odbędzie się z jeszcze większym przytupem.
great site, great and easy on the eyes and good content too.