Tag: u call that love

  • Mix: Maverick & U Call That Love – Highs in the 90s

    Mix: Maverick & U Call That Love – Highs in the 90s

    2–3 minut

    W czasie, gdy większość ludzi skupia się wyłącznie nowym wydawnictwom muzycznym, poszukując przy tym futurystycznych fuzji brzmień, coraz mniej miejsca poświęca się latom ubiegłym. Nie tylko zapomina się o początkowych latach XXI wieku, ale przede wszystkim odchodzą w niepamięć nagrania z lat 90.tych ubiegłego stulecia. Szkoda, przecież właśnie wtedy przypadał najwspanialszy okres dla muzyki hip hopowej. U Call That Love wraz z producentem z Waszyngtonu, Maverikiem, postanawia przypomnieć stare-dobre czasy rapu i oddaje do rąk słuchaczy mix „Highs in the 90s”.

    Beatmaker ze stolicy Stanów Zjednoczonych ma na swoim koncie kilka udanych projektów. W lutym 2011 roku wydał beat tape „The First Step”, a ponad dwa miesiące temu ukazał się follow-up do pierwszego wydawnictwa – „The Next Step”. Natomiast teraz Maverick przygotował materiał specjalnie dla UCTL, „Highs in the 90s”. Artysta przesiał przez sito pełno utworów pochodzących z lat 90.tych, wybierając naprawdę świetne nagrania. Większość z nich należy do rzadko spotykanych tracków, a blisko połowa z nich stanowi remiksy oryginalnych produkcji. Producent wygrzebał wszystkie utwory z kaset, płyt CD i winylowych, co wyraźnie wpływa na klimat wydawnictwa. W trakcie ponad godzinnego materiału przewijają się nagrania 2Paca, AZ, Erika Sermona, członków Wu-Tang Clanu, De La Soul, Mica Geronimo, Public Enemy, Jeru the Damajy, The Roots, Large Professora i wielu innych twórców.

    „Highs in the 90s” jest dostępne do odsłuchu na Mixcloudzie i/lub do pobrania korzystając z poniższego odnośnika.

    DOWNLOAD Maverick and U Call That Love – „Highs in the 90s”

    Okładka & mix: Maverick

    Tracklista

    1. 2Pac – Pain
    2. AZ feat. Raekwon – Doe or Die (Remix)
    3. Akinyele – I Luh Her
    4. Al Tariq – Think Not
    5. Boss – Deeper
    6. D’Angelo feat. AZ – Lady (Remix)
    7. Ghostface Killah feat. Streetlife and Method Man – Box in Hand (Remix)
    8. Erick Sermon – Hittin’ Switches
    9. De La Soul – Breakadawn
    10. Masta Ace – Sittin’ on Chrome (Remix)
    11. M.O.P. – Rugged Neva Smooth (Remix)
    12. Sadat X feat. Money Boss Players – Game’s Sober
    13. Pharcyde – She Said (Remix)
    14. Powerrule – Bright Lights, Big City
    15. Cella Dwellas – Pefect Match
    16. Jemini the Gifted One – Brooklyn Kids
    17. Jay-Z – A Million and One Questions (Remix)
    18. Buckwild feat. O.C. – Burn Me Slow
    19. LL Cool J – Pink Cookies in a Plastic Bag (Remix)
    20. Da Bush Babees – Remember We (Remix)
    21. Fat Joe – The Shit Is Real (Remix)
    22. I.N.I. – Wunderlust
    23. K.G.B. – Bless Ya Life
    24. Jeru the Damaja – Invasion
    25. Cash Money Click – Get tha Fortune
    26. Mary J. Blige feat. LL Cool J – All Night Long (Remix)
    27. Mary J. Blige feat. Smif 'n Wessun – I Love You (Remix)
    28. Ill Al Skratch – Where My Homiez
    29. Da Youngstas – Illy Filly Funk
    30. Deda the Original Baby Pa – Blah Uno
    31. Erule – Listen Up
    32. Gangstarr – Gotta Get Over (Remix)
    33. Top Quality – Magnum Opus
    34. Black Moon – Who Got the Props (Remix)
    35. D&D All Stars – 1, 2, Pass It (Remix)
    36. Kool G. Rap feat. Nas – Fast Life (Remix)
    37. Mic Geronimo – Masta I.C.
    38. Bone Thugs-n-Harmony – 1st of the Month (Remix)
    39. Large Professor – Cool
    40. Main Source feat. Neek the Exotic – Fakin’ the Funk
    41. Lords of the Underground – Lord Jazz, Hit Me One Time
    42. Lauryn Hill – The Sweetest Thing (Remix)
    43. Public Enemy – Shut 'Em Down (Remix)
    44. Miilkbone – Keep It Real
    45. Royal Flush feat. Noreaga – Iced Down Medallions
    46. Onyx feat. Method Man – All We Got Iz Us (Remix)
    47. Nas – It Ain’t Hard to Tell (Remix)
    48. The Roots – Proceed II
  • Wieczorem przy herbacie: Hip hop lives?

    Wieczorem przy herbacie: Hip hop lives?

    5–7 minut

    W ostatniej odsłonie cyklu artykułów „Wieczorem przy herbacie”, wnikliwie przedstawiłem temat darmowej muzyki. Pozostając przy sprawach stricte muzycznych, tym razem wybrałem zagadnienia dotyczące wszystkich słuchaczy i osób związanych z kulturą hip hopową (lub mieniących się nimi). Nieodłączny element hip hopu oraz każdej innej dziedziny życia, wiedza, stanowi wyznacznik osobowości człowieka. W przypadku kultury powstałej przeszło 40 lat temu na Południowym Bronksie w Nowym Jorku, nie wypada chełpić się tytułem hip hopowego omnibusa bez uprzedniej dogłębnej erudycji. W tym artykule będę poruszał pomiędzy poniższymi pytaniami. Czy istnieje szansa na pojęcie muzyki hip hopowej bez szerokiej wiedzy o składowych przypadających na wszystkie elementy całego ruchu? Jak przedstawia się kwestia edukacji wśród twórców hip hopowych?

    Element poznania i znajomości poszczególnej tematyki doskonale określa sposób wewnętrznego doskonalenia się i poglądu na świat poszczególnych osób. Kształtuje to ludzi, odgrywa znaczną rolę w kierunku rozwoju i doskonalenia się jednostek. Wiedza obok doświadczenia pojawia się na każdym kroku. Nie inaczej powinno być w przypadku kultury hip hopowej, ale czy tak jest w rzeczywistości? Oczywiście, że nie i próżno szukać głębszych przesłanek na zmianę tego stanu rzeczy. W czym tak naprawdę należy upatrywać stopień erudycji w hip hopie? Odpowiedź nasuwa się samoistnie – od znajomości korzeni i początków ruchu. Pozostaje tylko jeden „drobny” szkopuł – w jaki sposób to udowodnić? I tutaj zaczynają się schody, bowiem z poziomem zaawansowania przeciętnego sympatyka tej kultury bywa bardzo kiepsko. Żyjąc w dobie niemal nieograniczonego dostępu do informacji, daleko posuniętego w rozwoju internetu 2.0, przywykło się mówić, iż po każdą wiadomość na dany temat można łatwo sięgnąć. Zapomina się przy tym o ważniejszym temacie – chęci człowieka do zdobycia wiedzy.

    Pod frazą „hip hop history” można odnaleźć za pośrednictwem wyszukiwarek internetowych multum publikacji – lepszych i gorszych, obszernych i podających wiadomości w pigułce. Poszerzyć swoje horyzonty można korzystając z pomocy znajomych lub innych autorytetów w tej dziedzinie. Równie dobrze można odwołać się do publikacji książkowych, dostępnych w Polsce, jak i na rynku zagranicznym. Osobiście zawsze optuję za bezpośrednim poznaniem pogłębianiem wiedzy, znalezieniem wartościowych książek, filmów i stron internetowych – w końcu to żadna sztuka. Z drugiej strony, doskonale zdaję sobie sprawę i wiem z doświadczenia, iż różnie z tym bywa u osób z kręgów hip hopowych, a najczęściej nijako. Jeszcze z filmami o hip hopie, to pół biedy – „Scratch”, „The Freshest Kids”, „Style Wars”, „Wildstyle”, „Beat Street”, „Brown Sugar” kojarzy wielu ludzi (wzmianki honorowe – około hip hopowe: obrazy z 2 Paciem, „Friday”, „How High”, „8 Mila”, „Ali G Indahouse”). Z wydawnictwami książkami już znacznie gorzej, na co wpływ ma znikoma liczba publikacji o kulturze hip hopowej w języku polskim (z tych najlepszych pozycji, znajdziemy jedynie „Ego Trip: Książka o rapie”; „Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki hip-hop” należy rozpatrywać w odrębnej kategorii). Przecież wystarczy nieco wysilić się i odnaleźć programy telewizyjne – „Beat This! A Hip Hop History”, „The Hip Hop Years”, „Graffiti Rock” (koniecznie z behind scenes). Dotyczy to też licznych dokumentów – „5 Sides of a Coin”, „Copyright Criminals” („Złodzieje Praw Autorskich”), „Deep Crates”, „Rhyme and Reason”, „The Show”, „Freestyle – The Art Of Rhyme”, „Bomb It!”. Jeżeli chodzi o tytuły książkowe, to na dobry początek wystarczą „Hip Hop America” Nelsona George’a, „Can’t Stop Wont Stop” Jeffa Changa i „How To Rap” Paula Edwardsa. A to są dopiero podstawy. Dlaczego wypowiadam się o tym w ten sposób? Wszystkie powyższe tytuły należą do kanonu wiedzy o kulturze hip hopowej.

    Historyk hip hopu, Davey D, w swoich licznych rozważaniach, drobiazgowo przeprowadzał przez wszystkie stadia rozwoju tej kultury. W jednym z jego artykułów ściśle łączących rap i politykę, dziennikarz wspólnie z Paulem Scottem szczegółowo opisał zaangażowany hip hop. Jaki wydobędziemy najważniejszy wniosek z „How Conscious Hip Hop Failed Us”? Nikt nie jest w stanie w pełni zrozumieć muzyki hip hopowej bez wnikliwego przestudiowania albumów z lat 1988-92. „By All Means Necessary” Boogie Down Productions, „It Takes a Nation of Millions to Hold us Back” Public Enemy, „We Can’t Be Stopped” Geto Boys, „One For All” Brand Nubian, „Straight Outta Compton” N.W.A. otwierają długą listę ponadczasowych dzieł z tamtego okresu w rozwoju hip hopu. Rap polityczny, afrocentryzm, gangsta rap, wykształcenie się scen hip hopowych poza Nowym Jorkiem, schyłek Złotej Ery – wszystko to przypada właśnie na przełom lat 80.tych i 90.tych XX wieku.

    W odniesieniu elementu wiedzy i zrozumienia hip hopu do wykonawców z całego świata nie jest też wcale kolorowo. Utkwiło w mojej pamięci jedno nagranie video z udziałem legendarnego KRS-One’a i pieszczoszka nastolatków, Soulja Boya. W rozmowie przeprowadzonej między nimi ze strony dziennikarza padło pytanie skierowane do autora „Crank That”: czym dla ciebie jest old school? Soulja Boy bez namysłu odparł, iż niniejsze określenie przywodzi mu na myśl 50 Centa, a The Teacha w ogóle nie skrytykował jego, tylko okazał zrozumienie. To tylko jeden z przykładów na to, iż nawet w Stanach Zjednoczonych poziom wiedzy o hip hopie mocno kuleje. Obecny kształt mainstreamu na siłę promuje raperów bez solidnego warsztatu i umiejętności; liczy się sposób sprzedania i pokazania własnej osoby innym. Dominuje coraz popularniejszy luxury rap, wszędzie słychać powtarzany do znudzenia zwrot swag, a klasyczna hip hopowa forma wśród święcących teraz triumfy wykonawców poszła praktycznie w zapomnienie.

    Z kolei na polskim gruncie jest jeszcze gorzej, a rozprawka nad traktowaniem erudycji i pogłębiania wiedzy przez rodzimych twórców zajęłaby dużo miejsca na stronie. Obecnie raperem, producentem, DJ’em może stać się każdy. W dzisiejszych czasach pierwszy-lepszy twórca po nagraniu jednego utworu chce mieć 3 zapowiedzi do przyszłego teledysku nagranego do tego tracku – przecież trzeba pokazać się na YouTube lub Vimeo z wideoklipem w jakości HD. Jeżeli nie nagrywasz aparatem w high definition, to jesteś nikim. Patrząc na to, kto w przeciągu ostatnich lat stał znany i lubiany, można odnieść wrażenie, iż społeczeństwo cofnęło się w rozwoju o kilkanaście lat wstecz. Ale co ja tam będę nad tym roztrząsał, w końcu zaraz zostanę uznany za hejtera. Zwrot ten zastąpił niemal całą polemikę, czy konstruktywną krytykę oraz ukrócił jakiekolwiek większe debaty o poziomie zaawansowania erudycji hip hopowej nad Wisłą i wszelkich tematów związanych z rapem i nie tylko. Problem w tym, że zupełnie nie widzę postępu, pomimo tego, iż hip hop w naszym kraju posiada już pewną historię. I tego nie przesłonią liczby wyświetleń teledysków w internecie, statystyki fan page’ów na Facebooku, czy liczby sprzedanych płyt. Bo jeżeli tak byłoby, to Grubson sprzedałby najwięcej egzemplarzy swojego albumu ze wszystkich muzyków w całym kraju. Niestety – co innego obejrzeć (przepraszam, „zobaczyć”) teledysk, co innego kupić płytę CD. A za tym wszystkim nie idzie chęć zapoznania się z całokształtem twórczości artystów, a pamięć odbiorców o poszczególnych osobach sięga najwyżej ostatniego klipu bądź wydawnictwa muzycznego.

    Oglądając teledysk do singla „Forever” z płyty Gensu Deana „Lo-Fi Finghaz”, wierzę w możliwość przekazywania wiedzy w sposób, w jaki czyni to Large Professor. Wszystko właściwie zależy od jednostek, mogących wpływać nie tylko na siebie lecz też na najbliższe swoje otoczenie. Odpowiedzcie sobie na zasadnicze pytanie: czy hip hop w pełni żyje w Waszych sercach? Jeżeli nie, to wystarczy tylko chcieć, aby to zmienić. Na lepsze.

  • Wieczorem przy herbacie: artyści i ich darmowa muzyka

    Wieczorem przy herbacie: artyści i ich darmowa muzyka

    4–5 minut

    Przy licznych artykułach ukazujących się na stronie, często poruszanymi tematami są zagadnienia współczesnego kształtu przemysłu fonograficznego, niezależnej sceny muzycznej i darmowych wydawnictw z całego świata. Obserwując popularne trendy kształtujące się na świecie oraz tematykę bezpośrednio związaną z prawami autorskimi (patrz: zachowanie „obrońców” wolności słowa i internetu wobec SOPA/PIPA/ACTA), można dojść do wielu różnych wniosków. Swoje trzy grosze dorzuciły reakcje opinii publicznej na zamknięcie Megauploadu (jeżeli nadal uważacie, iż serwis został zamknięty z powodu piractwa, to żyjecie w błędzie). Tak naprawdę, to wszystkie sprawy wystarczy sprowadzić do odpowiedzi na pytanie: jakie relacje panują na linii artysta-darmowa muzyka-słuchacze? Niby takie proste, ale tylko powierzchownie.

    Gdzie teraz znajduje się miejsce artystów muzycznych w dzisiejszym świecie? Czy to powinno być (domowe) studio nagraniowe, scena muzyczna kameralnego klubu lub ogromnego plenerowego festiwalu? Odpowiedź na powyższe pytania jest bardzo prozaiczna: wykonawcy znaleźli swoją przystań w sieci internetowej. Nieważne, czy mamy na myśli niezależnych twórców, czy też światowe gwiazdy, doskonale rozpoznawalne w Singapurze, Rostocku, Lagos, czy La Paz – wszystko sprowadza się teraz do internetu. Prywatność postaci przemysłu muzycznego już dawno została naruszona. Obecnie niemal każdy może przynajmniej spróbować skontaktować z poszczególnymi przedstawicielami sceny muzycznej, nie dbając przy tym, czy mają do przekazania istotne informacje, czy też zupełnie nikomu niepotrzebne typu – Cześć, lubię twoją muzykę, nagrasz ze mną singiel? Już mniejsza o to, że dochodzi do kuriozalnych sytuacji i raperów prosi się o wysmażenie dobrego beatu, a DJ’ów o dogranie zwrotki do utworu. W związku z powyższym, muzyka w postrzeganiu artystów też egzystuje głównie w formie elektronicznej (sprzedaż płyt CD, to temat na odrębną publikację, podobnie jak „renesans” winyli – moda na retro i old school też przeminie). To również jedna z przyczyn znacznego wzrostu darmowych płyt w ostatnich latach.

    Darmowa muzyka jest ukłonem artystów w stronę słuchaczy, chociaż ze strony twórców, to nie powinno używać się takiego określenia. Nagrywając niszowy aż do bólu projekt, trzeba liczyć się z zapłatą rachunków za światło (chyba, że żyje się w świecie Method Mana i Redmana), poświęceniem czasu na przygotowanie okładki, nadaniem ostatecznych szlifów materiałowi. Proces twórczy wymaga wyrzeczeń i często rezygnacji ze wszelkich innych spraw codziennych na rzecz powstania danej kompilacji, EP-ki, LP, mixtape’u, beat tape’u. Trzeba liczyć się też z tym, iż szalenie popularny Bandcamp już dawno wprowadził ścisły limit dla darmowych pobrań nagrań muzycznych, a rozszerzając działalność na Soundcloudzie należy mieć na uwadze obowiązek opłaty wysokich (czytaj: złodziejskich) stawek za dodatkowe minuty uploadu na tym serwisie. Tysiące osób na całym globie decyduje się na to, nie mając pewności, iż zostaną przez kogokolwiek zauważeni, a co dopiero docenieni. Nawet ci powszechnie znani wykonawcy muszą liczyć się z ogromną konkurencją na rynku muzycznym. Przynajmniej w ich przypadku, muzyka rozdawana za darmo może przełożyć się na większą liczbę ofert koncertowych, ale też nie zawsze do tego dochodzi. Pozostaje tylko kwestia tego, co z wydawnictwami, za które należy zapłacić?

    Z punktu widzenia (ponad) przeciętnego odbiorcy muzyki – wszystkie wydawnictwa są dzisiaj darmowe. Ludzie nie przykładają wagi do tego, czy poszczególne nagrania są dostępne do pobrania za free, czy też należy za nie zapłacić. Przecież muzyka, to jak filmy pełnometrażowe i seriale, jest powszechnym dobrem, do którego dostęp powinien mieć ogół użytkowników sieci internetowej. Słuchaczy nawet nie interesuje to, czy artyści umieszczają swoje produkcje do darmowego odsłuchu na jednym z przeznaczonych ku temu serwisów, czy też dbają o to, aby materiał nie wyciekł przed premierą do internetu (to już należy do rzadkości). Nie ma mowy tutaj o żadnej symbiozie, o przejawach jakiegokolwiek szacunku, czy też pozytywnych relacji na linii słuchacze-artyści. Zresztą, po co płacić za cokolwiek, skoro inni mają to „za darmo”? Podpieranie się argumentami rzucanymi przez niektórych wykonawców, wręcz zachęcających do pobierania z różnych serwerów ich wydawnictw jest śmieszne. Takie stwierdzenia pochodzą najczęściej od osób i tak zarabiających swoje ma muzyce, grających mnóstwo koncertów lub postaci za wszelką cenę próbujących dotrzeć do szerokiego spektrum odbiorców. „Darmowa muzyka” w tym znaczeniu dotyczy zarówno bezpłatnych projektów praktycznie nikomu nieznanych producentów/raperów (w wymiarze międzynarodowym) lub artystów będących na firmamencie. W końcu, co za różnica, ponieważ pierwszemu-lepszemu użytkownikowi internetu przecież wszystko wolno.

    W tym wszystkim wcale nie chodzi o to, aby piętnować zachowanie ludzi kradnących muzykę, tylko zrozumienie poszczególnych zależności pomiędzy artystami wydającymi nagrania za free oraz ludzi, do których są skierowane tego typu wydawnictwa. Jeżeli ktokolwiek decyduje się na wypuszczenie bezpłatnego projektu, to wypada docenić taką inicjatywę. Jeżeli ten sam twórca wyda następnie projekt, za który należy zapłacić, to nie można reagować z oburzeniem, domagając się wciąż od niego wszystkiego, co ma etykietę „darmowe”. Ogół muzyki nie powinien nigdy stać się darmowy, gdyż w żaden sposób nie wynagrodzi wykonawcom trudu włożonego w postanie całości materiału. Zjawisko tzw. kultury słuchania powinno zostać upowszechnione, wszelkie ustawy o prawach autorskich – od zarania dziejów faworyzujące korporacje, właścicieli wytwórni płytowych, a nie artystów – zmienione. Jednak wygląda na to, że wszystko zmierza w przeciwnym kierunku i prędzej doczekamy się apokalipsy niż poprawy tego stanu rzeczy. Z drugiej strony, przy obecnym zachowaniu internetu, niebawem dostęp do „darmowej muzyki” może zostać znacznie utrudniony niż po śmierci Megauploadu.

    Pytanie tylko: co się dzieje z pojęciem „muzyka za free” po odejściu od komputera i zetknięciu się ze światem rzeczywistym? W zderzeniu z rzeczami materialnymi odpowiedź jest prosta – nie pozostaje po niej nic, tylko pustka.

  • U Call That Love – 2011: A Year in Review (Episode #1)

    U Call That Love – 2011: A Year in Review (Episode #1)

    2–3 minut

    Podsumowanie 2011 roku na U Call That Love czas zacząć. Zanim przejdę do serii artykułów poświęconych temu zagadnieniu, zapoznam Czytelników strony z muzyczną pointą ubiegłego roku. Wraz z przyjacielem serwisu, Dragonescu, przygotowaliśmy mini serię podcastów podsumowujących w pewien sposób ubiegły rok. „2011: A Year in Review (Episode #1)” właśnie trafi na łamy serwisu.

    Pierwsza część projektu została w całości złożona przez Dragonescu. Tracklista podcastu zawiera szerokie spektrum wykonawców hip hopowych, zarówno rozpoznawalnych na całym świecie, jak i tkwiących głęboko w undergroundzie artystów. Po jednej stronie barykady stoją Madlib, Pharoahe Monch, Random Axe, Cunninlynguists, zaś z drugiej Mohammad Dangerfield, Emay, Knxwledge. Znalazło się miejsce także dla Deli, Hassaana Mackeya & Apollo Browna, ASAP Rocky’ego, Hail Mary Mallon i utworu poświęconego rewolucji w Egipcie autorstwa Omara Offendum, The Narcicysta, Freewaya, Amira Sulaimana & Ayah.

    Więcej o „2011: A Year in Review (Episode #1)” opowie jego twórca, któremu oddaję w tym miejscu głos.

    Dragonescu: Witam wszystkich, bardzo mi miło, że jako jeden z Czytelników serwisu U Call That Love otrzymałem przywilej przedstawienia swojej listy ulubionych nagrań z 2011 roku. Nie jest to lista, nad którą siedziałem godzinami, analizując dokładnie poszczególne płyty wydane w 2k11 – wybrałem utwory, które od razu przyszły mi do głowy, kiedy pomyślałem o podsumowaniu, nagrania do których z pewnością będę wracał chcąc przypomnieć sobie ubiegły rok. Starałem się przedstawić możliwie szerokie spektrum kierunków w rapie, które jak dla mnie zdominowały ubiegły rok i ułożyć to w sensownej kolejności. Mamy tu więc zarówno artystów poruszających dość abstrakcyjne tematy, raperów twardo stąpających po ulicy, wschodzące gwiazdy mainstreamu, undergroundowych wyjadaczy jak i zaangażowanych społecznie i politycznie aktywistów. Żeby za bardzo nie przedłużać – dzięki za uwagę i zapraszam do odsłuchu!

    Podcast został umieszczony do odsłuchu na Mixcloudzie. Zapoznać się z projektem możecie także korzystając z poniższego playera.

    Okładka: Marcin „Cinek” Matys

    Tracklista

    1. Alla Pugacheva & Madlib – Goes To Berejki (Intro) (prod. Madlib)
    2. Dela – Go On (Video Mix) feat. Reach (prod. Dela)
    3. Hassaan Mackey & Apollo Brown – Elephants (prod. Apollo Brown)
    4. Mohammad Dangerfield – Hero Sandwich (prod. Dela)
    5. Pharoahe Monch – Clap (One Day) feat. Showtyme & DJ Boogie Blind (prod. M-Phazes)
    6. Omar Offendum, The Narcicyst, Freeway, Amir Sulaiman & Ayah – Jan 25 (prod. Sami Matar)
    7. Random Axe – The Hex (prod. Black Milk)
    8. Hail Mary Mallon – Table Talk (prod. Rob Sonic)
    9. Emay – Bricks (prod. Emay)
    10. ASAP Rocky – Demons (prod. Clams Casino)
    11. Vast Aire – Thor’s Hammer feat. Raekwon & Vordul Mega (prod. P.O.V.)
    12. Cunninlynguists – Stars Shine Brightest (In The Darkest Of Night) feat. Rick Warren (prod. Kno)
    13. Knxwledge – Beech (prod. Knxwledge)

    Druga odsłona podcastu zawierającego nagrania utworów z poprzedniego roku pojawi się w bliżej nieokreślonym terminie trafiła do archiwum U Call That Love.

  • Wstęp do podsumowania 2011 roku

    Wstęp do podsumowania 2011 roku

    1–2 minut

    Czas płynie nieubłaganie. Nim się obejrzeliśmy, mamy już koniec stycznia, a przecież jeszcze niedawno obchodziliśmy święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. W związku z tym, warto wrócić do ubiegłego roku, dokonując podsumowania poprzednich 12 miesięcy. Serię artykułów traktujących o minionym roku wypada opatrzyć krótkim i informatywnym w jednym wstępem, przestawiającym poszczególne składowe nadchodzącego zestawienia.

    Na pierwszy rzut oka, szykowane podsumowanie nie będzie niczym różniło się od dziesiątek podobnych artykułów pojawiających się na stronach internetowych. Nie należę do grona zwolenników tego typu rozliczeń poprzednich miesięcy, zwykle bliźniaczych do siebie, nie cechujących się żadną kreatywnością, tworzonych wokół magicznych słów „najlepszy/best”. W najmniejszym stopniu nie zajmują mnie takie roczne bilansy w przemyśle muzycznym, prowadzące najwyżej do dyskusji dotyczącej (nie)znalezienia się takich, a nie innych wydawnictw muzycznych na listach.

    Podsumowanie 2011 roku na stronie skupi się na zebraniu artystów i projektów muzycznych, tworzonych z duszą. Właśnie tego elementu z roku na rok coraz bardziej mi brakuje wśród przedstawicieli sceny muzycznej na całym świecie, idących w stronę prostych i kiepskich trendów. Na dalszy plan schodzą ludzie wkładający serce w to, co robią, starający się przede wszystkim o przekazanie ciepła i miłości w swoich działaniach. Jestem daleki od streszczania roku i sprowadzenia wszystkiego do przedrostka -naj. Zdecydowanie bardziej jestem za określeniem poszczególnych albumów, EP-ek jako tych, których można obdarzyć miłością i wykonawców przekazujących to uczucie.

    W skrócie, przed Wami cykl publikacji składający się z wpisów o płytach hip hopowych, instrumentalnych wydawnictwach, twórcach muzycznych, oficyn wydawniczych. Wszystko spina z klamrą zwrot „muzyka z duszą”. Bez tego nic innego nie miałoby większego znaczenia.

  • Wieczorem przy herbacie: czytelnicy, a strony muzyczne

    Wieczorem przy herbacie: czytelnicy, a strony muzyczne

    6–9 minut

    Tradycyjne życzenia noworoczne postanowiłem zamienić na dłuższy artykuł zawierający także, a raczej przede wszystkim, poglądy dotyczące czytelników stron muzycznych. Jednak na wstępie pragnę życzyć wszystkim osobom, mniej lub bardziej kojarzącym U Call That Love, pomyślności, pogody ducha niczym u Shaquille’a O’neala, pozytywnego szaleństwa jak u Dennisa Rodmana, niezniszczalnego zdrowia jak u A.C. Greena, wszechstronności w swoich talentach jak u Scottie Pippena, podejmowania właściwych decyzji niczym u Johna Stocktona. Przyznaję, ucieszyłem się z zakończenia lockoutu w NBA, aczkolwiek nie należę do fanów współczesnej ligi. Nawet nie chodzi o poziom prezentowany przez obecnie występujących w rozgrywkach zawodników. Po prostu jestem zagorzałym sympatykiem NBA z lat 80.tych i 90.tych (podobnie rzecz się ma z hip hopem). Dobra, dosyć odniesień do koszykówki, bo jeszcze całkowicie zerwę ze z góry ustalonym planem wpisu, w pełni poświęcając się sprawom bliskim erze Michaela Jordana. A przecież w drugim wydaniu „Wieczorem przy herbacie” miało być zupełnie o czym innym, choć analogia do tej dyscypliny sportu jest jak najbardziej na miejscu…

    Na początek lekcja historii i technologii informacyjnej. Web 2.0, to umowne określenie serwisów internetowych powstałych po 2001 roku, w których działaniu i rozwoju największą rolę odgrywają użytkownicy danego serwisu. Wydaje się skomplikowane? Zawsze można uprościć. Internet 2.0 od pewnego momentu, to nic innego jak portale społecznościowe, platformy blogowe, systemy zarządzania treścią oraz wszelkie strony pomagające dzieleniu się odnośnikami do innych miejsc w sieci. Rewolucja w publikowaniu i zdobywaniu informacji przypada na powstanie Wikipedii, Bloggera, YouTube, Digg/StumbleUpon/Delicious, Joomli/WordPressa/Drupala, Twittera, Facebooka i wielu mniejszych projektów. Ograniczając wszystkie strony do muzyki pozostaje przede wszystkim Wiki, Blogger, YouTube, CMS-y, Twitter, Facebook; dochodzi jeszcze MySpace, Last.fm, Mixcloud, Soundcloud, Bandcamp. Obecnie z powyższej listy należy wykreślić MySpace, znikomą rolę odgrywa już Last.fm, podobnie Blogger. Przenosząc to na polskie warunki ostatecznie zostaje Facebook, YouTube, następne w kolejce są ww. serwisy do publikacji muzyki i streamingu, a na końcu znajdują się tematyczne strony internetowe, a gdzieś na horyzoncie widnieje Wykop. Ano i nie należy zapominać o różnych forach internetowych.

    Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Aby przedstawić obraz współczesnego czytelnika stron muzycznych i odpowiedzieć sobie na pytanie: jaki wpływ wywierają serwisy na wiedzę osób o hip hopie i gatunkach pokrewnych. Obszerne zagadnienie, jednak znacznie łatwiejsze do zobrazowania, kiedy pominiemy polski rap. Po informacje dotyczące rodzimych raperów i producentów oraz wydawców można udać się na jedną z wybranych stron traktujących o tym (w ostatnich latach nastąpił istny bum na takie witryny internetowe), zajrzeć po linki na Facebooka, czy odwiedzić pierwsze-lepsze forum w celu zdobycia odnośników do pobrania „za darmo” muzyki. Sytuacja diametralnie zmienia się, gdy zajmiemy się zagranicznym rapem. Owszem, nie będzie żadnego problemu z mainstreamem, zresztą to nic dziwnego. Natomiast w przypadku hip hopu i brzmień pokrewnych w mniej komercyjnym opakowaniu już nie jest tak kolorowo. Często aktualizowanych stron muzycznych z wartościowym contentem jest jak na lekarstwo, a niektóre z nich serwują totalną papkę bez jakiejkolwiek selekcji publikowanego materiału. Z drugiej strony, czy dla przeciętnego polskiego czytelnika-słuchacza muzyki, takie miejsca w internecie są w ogóle potrzebne?

    Podstawowe źródło informacji stanowi Facebook. „Skąd wiesz? – Z Facebooka.”; „Skąd masz ten link? – Znajomy udostępnił na Facebooku.”; „Słyszałeś o imprezie z udziałem…? – Nie. – Zajrzyj na Facebooka, właśnie o tym napisali.” – zwykłe przykłady z dnia codziennego dosłownie każdego użytkownika tego portalu społecznościowego. Kolejne istotne miejsce w hierarchii należy do YouTube’a. Przecież właśnie tam oglądamy teledyski i wszelkie inne nagrania video, czy odsłuchujemy utwory. Fora internetowe nadal odgrywają dużą rolę w polskojęzycznej części internetu. Właśnie za pośrednictwem takich miejsc łatwo, szybko i bezproblemowo trafia się na linki i zdobywa się pliki muzyczne. Nieliczne fora oferują interesującą treść, z której można wiele dowiedzieć się i poszerzyć zasób swojej wiedzy na poszczególne tematy. I tutaj pojawia się problem, ponieważ tematyczne strony muzyczne mają nadal pod górkę. Przeciętny odbiorca muzyki wręcz nie chce poszukiwać informacji o danym wydawnictwie płytowym, czy artyście. Wystarczy dla niego pakiet: link do pobrania płyty+teledysk+opinia znajomych. Dodatkowym minusem jest zwykła niechęć ludzi do czytania. Okazuje się, iż przebrnąć przez obszerniejszy artykuł, składający się z kilkuset słów, to nie lada wyczyn, a spotkałem się ze stwierdzeniami pokroju „Nie czytam, wolę wersję obrazkową”, albo „poczytaj mi mamo/tato/siostro/bracie/partnerze”. Smutne to i prawdziwe. Widoczne są też braki w nowościach i popularnych trendach z zagranicy. Nadal nie można powiedzieć, iż Mixcloud, Soundcloud i Bandcamp upowszechniły się w świadomości Polaków. Nie mówiąc już o tym, że Twitter u nas nie przyjął się, bo w Polsce musi być koniecznie po polsku (komentarze w rodzimym języku pod obcojęzycznymi filmami na YT, to podstawa). Dlatego powstał marny Blip.

    W anglojęzycznej sferze internetu jest zgoła inaczej. W porządku, target docelowy każdej strony prowadzonej po angielsku jest znacznie szerszy, ale należy zwrócić uwagę, jak dużą rolę w promocji muzyki odgrywają tematyczne serwisy muzyczne. Koronny przykład, to Kevin Nottingham – projekt powstały za sprawą kilku osób znajduje się obecnie w ścisłej czołówce witryn piszących o hip hopie. Redaktorzy strony codziennie otrzymują mnóstwo wiadomości od artystów i wydawców, pragnących znaleźć się na KN. A takich stron jest znacznie więcej. 2DopeBoyz jakieś 1,5 roku temu otrzymywali dziennie (sic!) kilkaset wiadomości o nowych utworach, teledyskach, płytach od ludzi z całego świata. Podobnie rzecz się ma z DJBooth.net. The Word Is Bond, The Find Magazine, BamaLoveSoul zanotowały w ostatnich miesiącach niesamowity progres i bardzo prężnie rozwijają się. Skąd takie sukcesy tych serwisów muzycznych? Głównie dlatego, ponieważ ludzie szanują pracę wykonywaną przez osoby odpowiedzialne za te projekty. Doceniają, chętnie odwiedzają, wspierają, dzielą się publikowanymi tam informacjami. Istna symbioza, gdyż w ten sposób, prowadzący serwisy otrzymują potężny zastrzyk pozytywnej energii i mają pewność, iż ich praca jest wynagradzana i dociera do czytelników (dochodzi też możliwość zarabiania przez właścicieli witryn internetowych, nie tylko poprzez reklamy). Jednak najważniejszym czynnikiem generującym ruch na tych stronach jest tak naprawdę chęć zdobywania wiedzy przez słuchaczy muzyki.

    W rodzimych warunkach nie jest to możliwe. Spoglądając na to z pozycji osoby samodzielnie prowadzającej serwis muzyczny, czy też odbiorcy muzyki, poszukującego informacji o danych artystach, płytach, itd., doskonale wiem, że to trudny temat. Występują tutaj także pewne zjawiska, które w ogóle nie powinny mieć miejsca. W Polsce użytkownicy internetu ograniczają się z korzystania z sieci do swoich ulubionych stron, a przy tym nie chcą i/lub boją się poznawać nowych miejsc. Powracający czytelnicy na stronę, to skarb, jednak poziom wybredności w polskojęzycznym internecie stoi na wysokim poziomie. Jednak całokształt tego nie wypada zachwycająco. Nawet jeżeli Polak znajdzie chęci i czas na przeglądanie witryn, to spędza na nich najmniej czasu w Europie. A to tylko odniesienie do ogółu stron internetowych, aż strach pomyśleć, jak to wygląda przy tematycznych serwisach, będących niszą internetu. Oczywiście, zadowoli nas również najnowsza informacja o długo wyczekiwanym wideoklipie do singla np. Commona, Wiz Khalify, Drake’a, czy Evidence’a. Czy za tym słuchacze pójdą dalej, zapoznają się z sylwetką artysty, przejrzą jego dyskografię? Szanse na to są znikome. Jeżeli poruszymy kwestię historii kultury hip hopowej, to okazałoby się, że old school stanowi 50 Cent, Mos Def, Talib Kweli, najlepszym raperem jest Lil’ Wayne, a producentem Kanye West. To tak, jakby powiedzieć, że Miami Heat z LeBronem Jamesem, Dwayne’em Wade’em, Chrisem Boshem są lepsi od przykładowo Houston Rockets z połowy lat 90.tych (Hakeem Olajuwan, Clyde Drexler, Robert Horry, Sam Cassell), czy New York Knicks z tego samego okresu (Patrick Ewing, John Starks, Mark Jackson/Derek Harper, Charles Oakley). Team prowadzony przez Jamesa i Wade’a zostałby zmieciony z parkietu przez te ww. drużyny, podobnie jak ww. artyści hip hopowi, gdyby na jednej scenie stanęli z postaciami z lat 80.tych i 90.tych. Dlaczego więc jest tak, a nie inaczej? Wszystko znowu rozbija się o wiedzę, a raczej jej brak. Przy właściwym podejściu do zdobywania informacji i korzystaniu ze stron internetowych wyglądałoby to lepiej.

    Osobiście subskrybuję 96 witryn poświęconych czarnej muzyce i brzmieniom instrumentalnym, doceniając i darząc sympatią większość z takich projektów. Jeżeli natknę się na cokolwiek wartościowego, to w jakikolwiek sposób to docenię. Nie obchodzi mnie to, czy dana strona utrzymuje bliskie kontakty z wybranymi artystami, labelami, promotorami; kolesiostwo i wzajemne kontakty pomiędzy właścicielami wybranych serwisów także schodzą na dalszy plan (powszechne zjawisko w Polsce i zagranicą). Liczy się zawartość witryny i to, co ma w ofercie. Warto zdobywać informacje, poszerzać swoje horyzonty, nie być przywiązanym do tych samych miejsc w internecie i odkrywać nowe. W końcu, każda strona muzyczna jest przeznaczona dla czytelników i należy mieć to na uwadze.

    I tylko proszę nie mówić, że u nas praktycznie nikt nie słucha niezależnego lub oddalonego od blichtru i poklasku rapu. Wystarczy wpisać do Google.pl tytuły kilku wybranych wydawnictw płytowych, po czym otrzymamy podpowiedzi zawierające frazę „peb” lub innego powszechnie znanego forum. Wyszukiwarek internetowych nie sposób oszukać.

  • Wesołych świąt Bożego Narodzenia!

    Wesołych świąt Bożego Narodzenia!

    1–2 minut

    Z okazji dopiero co rozpoczętych świąt Bożego Narodzenia jednoosobowa redakcja U Call That Love przygotowała garść ciepłych życzeń.

    Przede wszystkim spokojnych i pogodnych kilku następnych dni, spędzonych wraz z najbliższymi. Błogiego obżarstwa przy wigilijnym stole (tylko bez marnowania jedzenia), z zamiarem przybrania na wadze w określonych częściach ciała. Trafionych prezentów (nie tylko bramkarzy), postawionych pod choinką, ewentualnie schowanych w skarpecie lub w innych wymyślnych miejscach. Uśmiechu na twarzy, pamięci o innych osobach, wyciszenia. W końcu święta nie polegają tylko na braniu i oczekiwaniu na okazję do spędzania czasu na imprezach. Liczy się każdy, nawet najdrobniejszy gest skierowany do drugiej osoby.

    W części stricte hip hopowych życzeń nie polecam nikomu zapraszać na wigilię, bądź na kolejni dni, Chubb Rocka, Vast Aire’a, J Rawlsa i im podobnych, gdyż grozi to szybkim oczyszczeniem stołu i lodówki ze wszystkich potraw. Tradycyjne kolędy z powodzeniem mogą zostać zastąpione choćby przez „Christmas In Hollis” Run-DMC lub kompilacją „Christmas Rap”. A w rolach Mikołaja, ewentualnie Dziadka Mroza, i Śnieżynki z powodzeniem mogą pokazać się Snoop Dogg i Lauryn Hill.

    Do życzeń dokłada się Clark Griswold ze swoją zwariowaną rodziną („Christmas Vacation”, to znacznie lepsza opcja na spędzenie czasu przed TV niż filmy z Kevinem lub Bruce’em Willisem). Wesołych świąt Bożego Narodzenia!

  • Wieczorem przy herbacie: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

    Wieczorem przy herbacie: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

    962 słowa

    Od dłuższego czasu, liczonego w miesiącach, nosiłem się z zamiarem wprowadzenia na stronę autorskiej rubryki, spełniającej pewnego rodzaju założenia. Punkt wyjścia tkwił w stworzeniu cyklu artykułów przeznaczonego wyłącznie dla mnie; pomijającego wszystkie aspekty związane z pojedynczymi wpisami, a skupiającego się na przemyśleniach i sprawach (bez)pośrednio dotyczących działalności projektu. „Wieczorem przy herbacie” w zgrabny sposób powinno połączyć moje zamiłowanie do tego napoju (jestem przeciwnikiem kawy) i ukazanie innej twarzy U Call That Love od tej, którą do tej pory można było spotkać. W końcu wypada spędzać czas przy herbacie, pozwalającej w spokoju zasiąść do wybranych tematów i rozpocząć dyskusję lub osobisty wywód. Tylko sięgnę po kubek ze świeżo zaparzonym napojem…

    Powołując do życia we wrześniu 2008 roku U Call That Love, w ogóle nie zastanawiałem się, w jaki sposób ten autorski projekt będzie wyglądał w przyszłości. W żadnym wypadku nie spędziłem tygodni, czy też miesięcy nad obmyśleniem podstawowych składowych strony. Po prostu wiedziałem, że wszystko zostanie oparte o jeden z najważniejszych elementów kultury hip hopowej – wiedzę. Bez odpowiedniego przygotowania, znajomości tematów i obeznania nie istniałby sens rozpoczynania tego przedsięwzięcia. Jednak, oprócz tego, iż jestem niejako nauczycielem, kierując stroną, to także występuję w roli ucznia, zgłębiając kolejne składowe hip hopu. Przekazuję swoją wiedzę, zarazem ją poszerzając i ucząc się z rozmaitych źródeł. Istnieją opinie, że bez internetu nie sposób prowadzić dzisiaj serwisów internetowych i pisać o muzyce. Sporo w tym racji lecz w moim przypadku, gdybym na stałe znalazł się w takim położeniu, to nie przeszkodziłoby mi to na redagowaniu artykułów. Tematyka witryny uległaby nieco zmianie, ale pozostałyby emocje, pasja, dusza, miłość. A tego nie sposób odebrać.

    W styczniu 2010 roku przekształciłem blog w stronę z własną domeną, sukcesywnie rozszerzającą swoje pole działalności. Zrezygnowałem przy tym z poszukiwania ludzi, które mogliby wejść w skład redakcji UCTL. Owszem, w przeszłości na ucallthatlove.blogspot.com oprócz mnie w różnym okresie pisało 5 osób, za co jestem im naprawdę wdzięczny i pamiętam o nich. Zdecydowałem się na jednoosobowy skład redakcyjny głównie ze względu na niczym nieograniczoną swobodę i spokój w podejmowaniu wszelkich decyzji. Nabyte doświadczenie i łatwość w poruszaniu się w stylistyce, właściwy dobór tematów do tworzenia wpisów i wypracowany styl utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto postawić na samodzielne funkcjonowanie projektu. Nie oznaczało to jednak, iż pozostałem osamotniony z U Call That Love. Od strony technicznej mogłem liczyć na pomoc kilku ludzi, w tej chwili jeszcze więcej postaci wyciąga w moim kierunku pomocną dłoń. Pomimo tego iż mogę liczyć na pomoc ze strony moich bliskich znajomych, to przede wszystkim działalność opieram na swoich możliwościach. Szybko uczę się i bez przeszkód odnajduję się w różnych sferach dotyczących życia witryny, nieważne, czy od strony promocyjnej, czy załóżmy marketingu w wyszukiwarkach internetowych.

    Właśnie tematy bezpośrednio związane z promocją i e-marketingiem to ciekawe zagadnienie, nadające się na długi artykuł. Z czysto technicznego punktu widzenia, wyznacznikiem ewentualnego sukcesu przy przedsięwzięciu rozwijanym w internecie, są liczby odwiedzin na witrynie, fani na Facebooku, obserwatorzy na Twitterze, Soundcloudzie, Mixcloudzie, wysokość Page Ranku (PR), ogólna rozpoznawalność marki w sieci. Oczywiście można dowolnie modyfikować ww. składowe, gdyż wszystko jest relatywne. Sukcesem dla mnie jest to, że U Call That Love stało się bliskie dla wielu ludzi, co znajduje odzwierciedlenie na portalach społecznościowych lub linkach prowadzących do strony. Nigdy specjalnie nie zabiegałem o zainteresowanie ze strony innych osób, nie wykorzystuję też nieczystych zagrywek przy pozycjonowaniu i informowaniu o projekcie. A jednak utrzymuję kontakty z osobami z zagranicy: artystami, dziennikarzami muzycznymi, właścicielami labelów. Otrzymuję coraz więcej informacji prasowych, co nie raz mnie zaskakuje. Do tej szuflady zmieściłby się szereg innych rzeczy, o których (przynajmniej teraz) nie chcę mówić.

    Niektórzy mogą to wszystko podważyć, stwierdzić, że nie ma to żadna rewelacja i mierny wyczyn. Jednak, spoglądając wstecz, rozpoczynałem od najniższego pułapu, nie posiadałem niczego na swoim koncie. W tym momencie wszystko wygląda inaczej, na moją korzyść. Nie chcę tylko podkreślać swoje zasługi, ponieważ wcale tutaj nie o to chodzi. Do tego mogłoby to wszystko wyglądać lepiej; zdarzyły mi się chwile przestojów, zawsze podyktowane sprawami, na które nie miałem wpływu. Jak ktoś dobrze podsumował, życie potrafi deptać wyobraźnię, a poszczególne sprawy nie układają mi się w ten sposób, w jaki chciałbym. Czasem w ogóle się nie układają, albo długo opierają się nad ustąpieniem. Popełniam błędy i zdarza mi się mieć problemy z sumiennym wywiązywaniem się z obowiązków. Nie jestem w stanie pokonać pewnych przeszkód, przynajmniej nie w tym czasie, ale wiem, że jestem w stanie ominąć je i postawić na swoim. Staram się eliminować negatywne i kłopotliwe rzeczy, a powoli wszystko zmierza we właściwym kierunku.

    Właśnie w tym momencie przyszedł właściwy moment na znaczne rozszerzenie działalności i zabranie się za pewne wartościowe projekty. Przyszedł czas na mnie i po ocenie przeszłości i teraźniejszości, przyszłość rysuje się nader pozytywnie. Koniec roku przynosi nie tylko podsumowanie poprzednich miesięcy lecz także, a raczej przede wszystkim, wyznaczanie nowych celów i dążenie do ich spełnienia. Jestem gotowy na zaprezentowanie U Call That Love od całkowicie nieznanej do tej pory strony. Po kolei plany zostaną wprowadzone w życie, wszystko w swoim niedługim czasie. Wraz z pierwszym wydaniem „Wieczoru przy herbacie” można uznać za pierwszy krok w nieznane. Oczekiwać można nieoczekiwanego, a kreatywność zostanie wyniesiona na wyższy niż dotychczas poziom. Pamiętajcie tylko o szczególnie istotnym aspekcie – nic nie powiedzie się w pełni bez Waszego wsparcia, które niezwykle przyda mi się akurat w tej chwili.

    Artykuł powoli zmierza ku końcowi. Nim się obejrzałem wieczór ukradkiem zamienił się w noc, herbata została wypita oraz przesłuchałem dwa albumy – emanujący ciepłem „Long Way Back” T-Love i klasyczne LP GZY, „Liquid Swords”. Dodam też, że wypatruję już świątecznego prezentu, jaki sobie sprawiłem – winylowego wydania płyty Chucka D, „Autobiography Of Mistachuck”. W końcu jestem zagorzałym fanem Public Enemy, więc to jest idealny podarunek na koniec roku. A jeszcze lepiej będzie, kiedy wprowadzone przez mnie plany, spotkają się z godnym przyjęciem. Wtedy będę mógł powiedzieć, iż zacząłem spełniać się.

  • Trzecie urodziny U Call That Love

    Trzecie urodziny U Call That Love

    1–2 minut

    Czas (bardzo) szybko płynie. Człowiek nie zdąży się obejrzeć, a już miną kolejne pory roku, lata. Zastanówcie się – już mamy koniec pierwszej dekady września, a jak niedawno temu obchodziliśmy Nowy Rok, czy świętowaliśmy Wielkanoc. Dopiero co zakończyło się tegoroczne lato, a już za chwilę przyjdą święta Bożego Narodzenia i sylwester. U Call That Love jest również coraz starsze, a właśnie dzisiaj wypadają trzecie urodziny strony.

    Niezależny serwis internetowy U Call That Love powstał 7 września 2008 roku. Początkowo strona działała na darmowej domenie blogspot.com, aby w styczniu 2010 roku przejść na własną domenę ucallthatlove.com/. W przeszłości serwis był współtworzony przez kilka osób, z czasem U Call That Love całkowicie przeszło do moich rąk. Przez trzy lata funkcjonowania projektu, UCTL ewoluowało, dbając przede wszystkim o zawartość i poziom merytoryczny każdego publikowanego artykułu. Wraz z rozwojem przedsięwzięcia, powstało kilka pokrewnych stron – fan page na Facebooku, kanał na YouTube, oficjalny profil na Twitterze, MySpace (zapomnijcie o tym miejscu), Sound Cloudzie, Mixcloudzie. U Call That Love współpracuje z wieloma artystami, dziennikarzami muzycznymi, bloggerami, stronami internetowymi, czy labelami. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, iż zdarzały się przestoje w działalności projektu, jednak nie zawsze miałem możliwości ku temu aby spokojnie prowadzić UCTL, a problemy dnia codziennego nie raz dawały mi się we znaki. Mimo wszystko, mam prawo do satysfakcji ze wszystkiego, co do tej pory osiągnąłem w ramach funkcjonowania U Call That Love.

    Wyznając prostą zasadę „rób coś dobrze, albo nie rób tego wcale”, długo oczekiwałem na odpowiedni moment do rozpoczęcia promocji i zaprezentowania U Call That Love ludziom, którzy do tej pory nie byli zaznajomieni z tym projektem. Trzecie urodziny to właściwa chwila na rozpoczęcie wielu działań, na różnych płaszczyznach, mających na celu ukazanie UCTL z różnych stron. O wszystkich nowościach, zmianach, dodatkach i wcielanych w życie pomysłach będę na bieżąco informował. Bądźcie czujni, nie przegapcie żadnych nowych rzeczy od U Call That Love i przekażcie informację o wzmożonej aktywności strony swoim znajomym. W końcu, 3-letnie dziecko to całkiem duży okaz, na który warto zwrócić baczną uwagę.

  • Konkurs: wygraj album Roba Swifta – War Games

    Rob Swift - War GamesW poprzednim wpisie zapowiedziałem pewien konkurs z okazji drugich urodzin U Call That Love. Przyszła kolej na odsłonienie kulisów tego contestu.

    Nagrodą w konkursie jest album Roba Swifta – „War Games” (CD+DVD, Coup De Grace, 2005). Wydawnictwo płytowe pochodzi z 2005 roku i stanowi istotną pozycję w dyskografii Roberta Aguilara. Na płycie pojawili się gościnnie  m.in. Bob James, Breez Evahflowin, Large Professor i Akinyele. Dołączone do albumu DVD jest również godne polecenia. (więcej…)

  • Drugie urodziny U Call That Love

    Drugie urodziny U Call That LovePoczątek września związany jest głównie z końcem wakacji, powrotami do szkół lub żmudnym przygotowywaniem się do sesji poprawkowej na uczelniach. Do tego można jeszcze dodać powolne wkraczanie jesieni, która akurat w tym roku rozgościła się już na dobre. Jednak ostatni miesiąc trzeciego kwartału roku nie przynosi wyłącznie ponurych wiadomości i osobiście kojarzy się mi z urodzinami U Call That Love. (więcej…)

  • Zapisz się do newslettera U Call That Love

    Zapisz się do newslettera U Call That LoveW dalszym ciągu usilnie pracuję nad poprawą funkcjonowania U Call That Love. Ostatnimi czasy zostało wprowadzonych kilka istotnych zmian oraz nowości na stronie. O tych pierwszych szerzej poinformuję w najbliższym czasie, choćby ze względu na długotrwałą politykę podjętą przy niektórych punktach. Natomiast do nowych rzeczy, w pełni już działających należy newsletter UCTL. (więcej…)

Translate