Tag: ubiquity records

  • Zagadkowe opowieści Massive Suits Quartet na Full Moon Wizard

    Zagadkowe opowieści Massive Suits Quartet na Full Moon Wizard

    3–4 minut

    W tym roku niejeden europejski producent poprawił swoją pozycję na światowej scenie muzycznej. Przez dłuższy czas postaci ze Starego Kontynentu nie miały okazji do tak znacznej ekspansji na pozostałe kontynenty, jak właśnie teraz. Kilka składowych wpłynęło na polepszenie się sytuacji Europejczyków w tej niszy muzycznej. Znacznie więcej wytwórni płytowych podejmuje współpracę z przedstawicielami krajów europejskich, co wcześniej nie było wcale częstym obrazkiem. Oprócz tego część amerykańskich serwisów muzycznych przestało odgradzać się od wszystkiego, co nie pochodzi z Ameryki Północnej, dzięki czemu Europejczycy mogą swobodniej docierać do słuchaczy. Przekłada się to na lepszy odbiór muzyki osób pokroju Dandy Teru. Francuski twórca wypuścił we wrześniu płytę „Full Moon Wizard”, która ukazała się pod nazwą wyimaginowanej formacji Massive Suits Quartet.

    W świecie muzycznym nie brakuje enigmatycznych postaci pojawiających się przy okazji wybranych projektów pod różnymi postaciami. W powyższy sposób najstosowniej można określić Gregorire’a Marty’ego. tajemnicza otoczka towarzyszy jemu od początku działalności. Francuski artysta tworzy muzykę od 2006 roku. Próżno szukać w sieci wzmianek i szerszych informacji o nagraniach i projektach tego producenta do 2010 roku. Wtedy to po raz pierwszy udzielił się na płycie studyjnej, pomagając Pumpkin przy „Ainsi de Suite”. Po zebranych doświadczeniach w roli człowieka cienia (Francuz dorzucił swoje trzy grosze na m.in. materiał Supafuh, „Just Act”) artysta przeszedł do pracy nad własnymi nagraniami.

    W 2012 roku bohater dzisiejszego artykułu nawiązał bliższy kontakt z doskonale znaną amerykańską oficyną wydawniczą, Ubiquity Records. Blisko 3 lata temu ukazał się jego singiel „Fragile Things” wydany pod pseudonimem Dandy Teru. Dwunastka z udziałem duetu Ty & Sarah Gessler, uzupełniona o remix Quiet Dawna, gładko wprowadziła do pierwszego longplaya francuskiego wykonawcy. „Adventures” ukazało się w maju 2013 roku i spotkało się z pozytywnym odbiorem przez media i słuchaczy doceniających organiczne formy hip hopowe. Po udanym pełnym wprowadzeniu się Francuza na scenę muzyczną większość osób spodziewało się kontynuacji stylu i dalszego rozwoju warsztatu na kolejnej produkcji artysty. Nieco mylne wrażenie, co do następnego wydawnictwa tego twórcy, można było wynieść po krótkim „Moods & Collages” sprzed 4 miesięcy. Okazało się bowiem, że na drugim albumie – „Full Moon Wizard”Gregoire Marty zafundował wszystkim podróż pomiędzy wysublimowanymi dźwiękami, wychodzącymi od stworzonej specjalnie do tego celu formacji Massive Suits Quartet.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu nieco ponad 1,5 miesiąca temu. Gregoire Marty nie zamierzał zmieniać wydawcy – Ubiquity Records stanowi jedną z najbezpieczniejszych i najlepiej zarządzanych przystani muzycznych dedykowanych niesztampowym i wymykającym się z powszechnej klasyfikacji projektom. Czy tak wypada powiedzieć o nowej płycie Francuza? Jak najbardziej, ponieważ „Full Moon Wizard” łączy w sobie klimat nagrań przypisanych do odmiennych nurtów. Dandy Teru uciekł od krainy zdominowanej przez pogodne i ciepłe brzmienia hip hopowe do zagadkowego i ukrytego pomiędzy nieodgadnionymi pejzażami. Eskapizm w wydaniu artysty to również, a raczej przede wszystkim, poszukiwanie świeżych pomysłów i możliwości ekspresji przełożonych na konceptualny album pełną gębą. Na potrzeby wrześniowego materiału powołał on do życia wymyśloną grupę Massive Suits Quartet, dzięki której nadał swojemu projektowi osobliwy wymiar. Drugi longplay francuskiego twórcy nawiązuje do soundtracków do filmów i czerpie garściami ze sztuki umiejętnego komponowania muzyki do filmów. Filmowa sceneria idealnie pasowałaby do „Full Moon Wizard”, szczególnie jeżeli zestawimy z tą płytą obrazy science-fiction z lat 70.tych. Brudne brzmienie wydobywające się ze skrzętnie dobranych sampli dodaje albumowi wyrazistego smaku. „The Lake”, „The Odyssey (Part 1-2)”, „Nymphs” i „Spaceship Jazz” świetnie podkreślają wartość projektu. Autorzy muzyki filmowej powinni zetknąć się z tym wydawnictwem, które mogłoby zostać wykorzystane przy wybranym dziele wyświetlanym na dużym ekranie.

    Po płytę sięgniecie na Bandcampie i Deezerze. „Full Moon Wizard” można nabyć w postaci cyfrowej i fizycznej (płyty winylowe). Wersja cyfrowa LP do nabycia za pośrednictwem iTunes czy Amazona. Wydawnictwo promują dwa single – „Dancing With Her (Woman’s Theme)” i zamykające album „Spaceship Jazz” – oraz video teaser longplaya. Massive Suits Quartet to szalenie wciągający projekt ukazujący inne, niż do tej pory oblicze Dandy Teru. Francuz stworzył produkcję, która daleko wykracza poza ramy współczesnych instrumentalnych wydawnictw.

    Tracklista

    1. Full Moon Wizard (Wizard’s Theme)
    2. The Lake
    3. March From The Moon
    4. The Odyssey (Part 1)
    5. In All Things
    6. Long Ago
    7. Nymphs
    8. Dancing With Her (Woman’s Theme)
    9. Pigeon And Swan
    10. The Odyssey (Part 2)
    11. Grand Empty (The Awakening Theme)
    12. Spaceship Jazz
  • Debiutancki album Warsaw Afrobeat Orchestra – Wendelu

    Debiutancki album Warsaw Afrobeat Orchestra – Wendelu

    3–4 minut

    Od jakiego wydawcy weźmiecie w ciemno każdą płytę? Bez stosowania żadnych ograniczeń śmiało w tym miejscu wymieniłbym Ubiquity Records. Oficyna wydawnicza z kalifornijskiego Costa Mesa istnieje już od ponad dwóch dekad. Przez ten czas amerykański label wypuścił ogrom wartościowych projektów przypisywanych do funku, soulu, rapu czy też brzmień latynoskich. Firma dzieli się na trzy części – Ubiquity, Luv N’ Haight i Cubop Records. Zdecydowanie najbardziej przyciąga zainteresowanie odbiorców pierwsza z nich. W ostatnim okresie nakładem tego labelu ukazały się nagrania The Mighty Sceptres, The Electric Peanut Butter Company, Shawna Lee, Soundsci, Ikebe Shakedown czy Brownout. Obok wydawnictw ww. artystów pojawił się również polski akcent w postaci premierowego albumu Warsaw Afrobeat Orchestra – „Wendelu”.

    Przy dzisiejszych uwarunkowanych na scenie muzycznym nikogo nie powinno zaskakiwać to, że np. amerykański wydawca publikuje płyty europejskich twórców. W ten klimat wpisuje się również polska formacja Warsaw Afrobeat Orchestra. Zespół założony w 2012 roku stanowi pod pewnymi względami nad wyraz oryginalny i nietuzinkowy kolektyw znad Wisły. WAO powstało z inicjatywy artystów współpracujących z kilkoma innymi grupami (Village Kollektiv, Żywiołak czy Elvis Deluxe). W głównym zamierzeniu warszawska formacja miała być polskimi spadkobiercami afrobeatu.

    Wydawałoby się, iż nastawienie na niewiele popularny nurt muzycznym w naszym kraju, nie powiedzie się na dłuższą metę. Jednak muzycy wchodzący w skład grupy szybko udowodnili, że co najmniej solidnie opanowali tajniki brzmienia wywodzącego się z Czarnego Lądu. W 2013 roku ukazała się debiutancka EP-ka Warsaw Afrobeat Orchestry, która została przychylnie przyjęta na świecie. Szczególnie nagranie „Only Now” zwróciło na siebie uwagę osoby spoza Polski, co przełożyło się ostatecznie na wydanie singla na winylowej dwunastce przez ww. Ubiquity Records. Po tym wstępie WAO zabrało się do prac nad długogrającym albumem. Wypuszczone w pierwszym kwartale tego roku „Wendelu” pokazuje wszem i wobec, że warszawianie posiadają własny przepis na afrobeat.

    Pierwotnie debiutancka płyta polskiego zespołu miała ukazać się nieco wcześniej, albowiem jeszcze w 2014 roku. Ostatecznie, po kilkukrotnej zmianie daty premiery związanej z opóźnienia w tłoczni, projekt ujrzał światło dzienne 10 marca. Już na wstępie spore znaczenie odegrało Ubiquity Records – wytwórnia od dawna posiada licznych i wiernych fanów, którzy w większości nie biorą się z przypadku. W związku z tym można było zakładać, iż „Wendelu” (tytuł inspirowany wierszem jednego z gości na materiale, Mamadou Dioufa) nie zostanie potraktowane po macoszemu i nie zginie pośród innych premierowych płyt wykonawców rodem z mniej znanych na świecie krajów pod względem muzycznym. Jednak posiadanie pewnego zaplecza to jedno, zaś drugie to zawartość albumu. Z drugą częścią Warsaw Afrobeat Orchestra poradziło sobie momentami wybornie. Na końcowy produkt zapracował 10-osobowy skład zespołu, którego integralną część stanowią trzy żeńskie głosy. Jedna z nich, Anna Piotrowska, jest autorką prawie wszystkich tekstów na LP. Warstwa liryczna udanie łączy się z muzyką skomponowaną przez Adama Kłosińskiego„Wendelu” stanowi połączenie afrobeatu z motywami etnicznymi, folkowymi, funkowymi czy reggae. Nad wszystkimi nagraniami unosi się zapach słowiańskiej fantazji nadającej płycie dodatkowego uroku. Wystarczy posłuchać „Only Now”, „Close To Far” z ww. Mamadou Dioufem czy „Let It Flow”, aby szybko przekonać się o niezwykłym klimacie longplaya. Całość uzupełnia remix „Your Way” w wykonaniu Masala Sound System.

    Płyta trafiła na Bandcampa oraz pozostałe serwisy streamingowe (Spotify, Deezer, itp.). Za pośrednictwem BC można nabyć wersję elektroniczną, jak i fizyczną „Wendelu” (płyty kompaktowe i winylowe). W maju Seeyousoon Recordings wydało polską wersję CD. W dalszym ciągu w sprzedaży znajduje się singiel „Only Now” (również w wydaniu winylowym). Oprócz tego utworu wydawnictwo promuje „Your Way” i remix „Only Now” w wykonaniu Bosqa. Ubiquity Records dorzuciło także obszerną zapowiedź pełnego LP. Jeżeli jesteście ciekawi, jak Warsaw Afrobeat Orchestra wypada na żywo, to odsyłam do poniższego zapisu ich występu w Polskim Radiu „Czwórka”. Warszawska formacja udowodniła, że warto rozglądać się za polskimi materiałami, które stanowią świetny muzyczny produkt eksportowy i są doceniane na świecie.

    Tracklista

    1. Stop
    2. Signs
    3. Empty Words
    4. No Such Thing
    5. Only Now
    6. Usurpation
    7. Close To Far feat. Mamadou Diouf
    8. Which Direction
    9. Your Way
    10. Let It Flow
    11. Your Way (Masala Sound System Remix)
  • Tegoroczne projekty formacji Soundsci

    Tegoroczne projekty formacji Soundsci

    2–3 minut

    Jestem niemalże pewien, że każdy z nas ma swoich faworytów na rynku muzycznym, postaci, z których twórczością, nawet mimo przelotnego zetknięcia, staramy się zostać jak najdłużej i w miarę konsekwentnie śledzić dalsze poczynania. Niejednokrotnie artyści odpłacają się wiernym słuchaczom za oddanie i sympatię, wzbogacając kolejne release’y o limitowane gadżety czy poboczne projekty. Bez wątpienia jednym z takich kolektywów jest Soundsci.

    Formacja złożona z najznamienitszych reprezentantów undergroundu: Audesseya (MassInfluence), Johnny’ego Cuby (Dynamic Syncopation), Olliego Teeby (Herbaliser), U-George’a (Hemisphere) oraz Oxygena (Sputnik Brown), co jakiś czas pojawiało się na łamach U Call That Love. Dotyczy to zarówno pojedynczych newsów o wydawnictwach publikowanych na facebookowym fanpage’u serwisu, a także w związku z albumem „Formula 99”, gdzie przy okazji został pokrótce omówiony profil grupy. W takim razie przyszła kolej na omówienie dwóch tegorocznych projektów Soundsci, które są bez cienia wątpliwości godne polecenia.

    Zacznijmy od wydanej nakładem WorldExpo Records 25 lutego b.r. EP-ki „The Ultimate”, promowanej przez singiel pod tym samym tytułem. Wydawnictwo liczy w sumie osiem utworów, z czego aż trzy to remiksy – wspomnianego „The Ultimate” oraz tracków pochodzących z debiutanckiego „Formula 99”„ILL Dialect” DJ’a Spinny i „Rhyme 4 Rhyme” DJ’a Formata. Pozwolę sobie wspomnieć, iż mnie bardziej do gustu przypadła pierwotna wersja tego pierwszego, a z kolei odświeżone przez Formata „Rhyme 4 Rhyme” jest równie bujające, co poprzedni wariant. „The Ultimate” spotkało się z bardzo pozytywnym odbiorem słuchaczy i niejednokrotnie wymieniane było jako jedna z najlepszych EP-ek pierwszej połowy roku 2013.

    Płytę w całości można przesłuchać i zamówić na Bandcampie.

    Tracklista

    1. The Ultimate
    2. ILL Dialect (DJ Spinna’s Classic Beyond Real Mix)
    3. Rhyme 4 Rhyme (DJ Format Remix)
    4. The Ultimate (Drillakilla Remix)
    5. The Vow
    6. Bon Appetit
    7. Lyrical Beatdown
    8. P.O.T.U (Plight Of The Underdog)

    Latem bieżącego roku ukazał się szumnie zapowiadany longplay, „Soundsational”, wyjątkowy w swoim założeniu, bo inspirowany i oparty na samplach z klasycznego albumu Mike’a Jamesa Kirklanda, „Don’t Sell Your Soul”. Dziesięć spójnych utworów świetnie kontynuuje klimat znany ze wcześniejszych nagrań Soundsci, oddający hołd perfekcji hip hopu lat 90.tych, jednak nie nudzący, a wręcz przyciągający słuchacza do wnikliwego przesłuchania całego materiału. Pomimo faktu, iż panowie z Soundsci mogą się wydawać już niejako rapowymi dziadkami, nie brak im nowych pomysłów, a monotonię, której co niektórzy mogą się spodziewać, zastępują świeżością. Nie można zapomnieć o tym, iż grupa jest bardzo poważana również wśród samych artystów podziemia Stanów Zjednoczonych i nie tylko, często podkreślających swój pozytywny stosunek do jej twórczości. Jak zawsze bywa w przypadku tego kolektywu, tak i teraz przy kupnie „Soundsational” możemy wybierać między kilkoma rodzajami nośników, zestawów czy gadżetów (wersja cyfrowa, CD, winyl, paczka zawierająca każdy z nich, dodatkowe LP Kirklanda, wersja z autografem, instrumentalami, etc.). Wracając do tego, co napisałem na samym początku tekstu – Soundsci to zdecydowanie jeden z zespołów, który stara się zadbać o swoich fanów. Swoją drogą, cieszy fakt, iż podobne ruchy w undergroundzie, łącznie z rozwojem merchandise’u, stają się powoli standardem, budującym stałą więź ze słuchaczem i pozwalającym mu identyfikować się ze wspieranym artystą.

    „Soundsational” można przesłuchać lub zamówić za pośrednictwem Bandcampa labelu Ubiquity Records.

    Tracklista:

    1. Understand the Message
    2. Inner Energy
    3. That’s Life
    4. Bust 'Em (In the Dome)
    5. Coastin’
    6. Soundsational
    7. Deception
    8. Rastaman
    9. Get Even
    10. Styles
Translate »