Autor: Mastyl

  • Bezkompromisowy Mic Tyson – nowy album Seana Price’a

    Bezkompromisowy Mic Tyson – nowy album Seana Price’a

    3–5 minut

    Od końca ubiegłego roku minął już przeszło miesiąc, mimo to, w głośnikach wielu miłośników hip hopu wciąż rozbrzmiewają produkcje, obfitującego w dobre albumy, 2012 roku. Obok masy mniej lub bardziej znanych wykonawców i wytwórni, swoją silną pozycję na rynku udowadniają weterani i klasyczne labele, takie jak należący do Buckshota i Dru Ha Duck Down Music.

    Wśród ubiegłorocznych premier, w katalogu Duck Down znalazły się longplaye m.in. Mursa i Fashawna, Skyzoo, 9th Wondera i Buckshota oraz Seana Price’a. To wydawnictwu ostatniego – „Mic Tyson” – z wymienionych panów poświęcimy dziś chwilę czasu.

    Oficjalne początki kariery Price’a sięgają roku 1995, kiedy to (wtedy jeszcze pod pseudonimem Ruck) jako członek Heltah Skeltah, wspólnie ze swoim kompanem Rockiem zadebiutował na albumie Smif-N-Wessun (wcześniej Cocoa Brovaz) „Dah Shinin’”. Jakiś czas później panowie połączyli siły z członkami O.G.C., powołując do życia formację The Fab 5. Wykorzystując swój potencjał, Ruck i Rock w 1996 roku stworzyli pierwszy projekt wydany pod nazwą Heltah Skeltah, debiutancki „Nocturnal”, oparty w większości na produkcji duetu Da Beatminerz. Bezkompromisowy, ostry przekaz oraz surowe, wręcz piwniczne brzmienie przypadły do gustu odbiorcom – album sprzedał się w Stanach Zjednoczonych w ilości 250 tys. kopii, jednocześnie zyskując miano klasyka podziemnej sceny tamtego okresu. Trzymając się blisko kolektywu Boot Camp Clik, który w owym czasie posiadał mocno ugruntowaną pozycję na niezależnej scenie hip hopowej, Ruck i Rock pojawiali się na albumach wychodzących spod skrzydeł BCC artystów. Po dwóch latach od pamiętnego debiutu raperzy powzięli zamiar wypuszczenia kolejnego krążka, „Magnum Force”. Niestety – łagodniejsza warstwa tekstowa oraz beaty odbiegające od serwowanych przez Da Beatminerz nie przypadły do gustu już tak dużej liczbie osób, nie obeszło się także bez słów krytyki. Rozczarowani kiepskim odbiorem członkowie duetu postanowili zakończyć swoją działalność jako Heltah Skeltah. Kariera Rocka okazała się zamierzeniami nie do końca mającymi przełożenie na rzeczywistość – planowany solowy „Planet Rock” nie ukazał się z powodu upadku wytwórni Lethal Records, a raper musiał zadowolić się kilkoma mixtape’ami i gościnnymi udziałami na innych albumach.

    Zgoła lepiej powiodło się RuckowiSeanowi Price’owi. W 2005 roku, nakładem Duck Down ukazał się debiutancki solowy album rapera, „Monkey Barz”, który przyniósł mu uznanie nie tylko słuchaczy, ale także krytyków i dziennikarzy muzycznych (np. tytuł najlepszego niezależnego albumu roku według magazynu The Source). Dzięki udziałowi Rocka w dwóch utworach doszło do ponownego zawiązania działalności Heltah Skeltah i albumu „D.I.R.T.”, który został zrealizowany rok po wydaniu w 2007 drugiego longplaya Seana„Jesus Price Supastar”, wyprodukowanego m.in. przez 9th Wondera, Khrysisa czy Illminda.

    Wartym odnotowania faktem w działalności artystycznej Seana Price’a było niewątpliwie utworzenie formacji Random Axe, której szeregi prócz wyżej wymienionego zasilili Black Milk i Guilty Simpson. Entuzjastycznie przyjęty, jedyny jak dotąd album doczekał się wielu zwolenników, ceniących sobie warstwę tekstową, umiejętności rapowania oraz ogólne brzmienie projektu.

    Październik 2012 roku to miesiąc ataku „Mic Tyson”. Pod zaprojektowaną przez jednego z czołowych grafików Marca Ecko okładką kryje się solidny album, doceniony i wyróżniany w wielu podsumowaniach ubiegłego roku. Mimo „podtatusiałego” wieku, Sean nie rezygnuje ze swojego charakterystycznego stylu – złośliwych, nie raz niesmacznych, uwag, wciąż jest tym nieustępliwym i nieprzebłaganym, pewnym swojej wartości Emcee, potrafiącym dobrze wykorzystać wypracowane przez lata atuty. O warstwę muzyczną albumu zadbała zróżnicowana pod względem brzmieniowym i imponująca liczba producentów – najwięcej, bo cztery utwory, wyprodukował The Alchemist, choć pojawiły się podkłady także od Erica G, Stu Bangaz, Beat Butcha, Evidence’a czy Khrysisa. Wśród zaproszonych gości nie zaskakuje obecność Rustego Juxxa, ILL Billa czy Buckshota, warto jednak zwrócić też uwagę na nagranie z Toraem.

    Album „Mic Tyson” można odsłuchać i nabyć poprzez serwis iTunes. Zachęcam do obejrzenia animowanego spotu promującego album oraz klipów do utworów „Haraam” i „I See”.

    Aktualizacja: Powstały kolejne videoclipy promujące płytę Seana Price’a. Tym razem obrazy nakręcono do „Genesis of the Omega”, „Bar-Barian” i „BBQ Sauce”.

    Tracklista

    1. Genesis of the Omega (prod. by The Alchemist)
    2. Bar-Barian (prod. by The Alchemist)
    3. Pyrex (prod. by Amp)
    4. Price & Shining Armor feat. Ruste Juxx (prod. by Wool)
    5. Title Track (prod. Eric G)
    6. Straight Music (prod. by 9th Wonder)
    7. STFU Part 2 (prod. by The Alchemist)
    8. Hush (prod. by Khrysis!)
    9. Solomon Grundy feat. Ike Eyes & Ill Bill (prod. by Eric G)
    10. Frankenberry feat. Buckshot (prod. by Stu Bangaz)
    11. BBQ Sauce feat. Pharoahe Monch (prod. by Evidence | Co-Produced by Babu)
    12. Bully Rap feat. Realm Reality (prod. by The Alchemist)
    13. By The Way feat. Torae (prod. by Evidence)
    14. Battering Bars feat. Pumpkin Head (prod. by Beat Butcha)
    15. The Hardest Ni**a Out  (prod. by Beat Butcha)

    iTunes Bonus Tracks

    1. Haraam (prod. by Team Demo)
    2. Remember feat. Freddie Gibbs (prod. by Statik Selektah)
    3. I See (prod. by Quelle Chris)
  • Kolejny album Apollo Browna – tym razem z Guilty Simpsonem

    Kolejny album Apollo Browna – tym razem z Guilty Simpsonem

    3–5 minut

    Koniec roku tuż za progiem. Zastanawiam się, czy wstęp do tej rekomendacji nie jawi się jako nazbyt monotonny i wtórny, ale cóż mogę poradzić na to, iż kolejnym opisywanym przeze mnie albumem będzie znowu longplay wydany pod szyldem Mello Music Group. Wytwórnia ta pnie się coraz wyżej i śmiało przyznam się do tego, że jestem wielkim miłośnikiem wypuszczanych przez MMG projektów, i dlatego to właśnie te wydawnictwa często goszczą w moich artykułach. Nie inaczej jest i tym razem – czas na efekt współpracy Guilty Simpsona i Apollo Browna, „Dice Game”.

    Wśród miast odznaczających się na hip hopowej mapie, Detroit ma już ugruntowaną pozycję. Zróżnicowane brzmienie artystów pochodzących z tej części Stanów powoduje, iż z roku na rok wzrasta liczba osób zainteresowanych tamtejszym rapem. Co więcej – zainteresowanych na tyle, by wytrwale śledzić wszelkie nowości pojawiające się na lokalnej scenie. Bez wątpienia weteranami i jednymi z najbardziej rozpoznawanych postaci w The Motor City są właśnie Apollo Brown i Guilty Simpson.

    Wszystko wskazuje na to, że rok 2012 możemy z pewną dozą nieśmiałości uznać za dobry rok dla tego pierwszego. Po fenomenalnym „Trophies” z O.C., uznanym za jeden z najlepszych albumów bieżącego roku w wielu podsumowaniach w serwisach i na blogach tematycznych, AB następny raz udowodnił, że wszelkie wieńce laurowe i peany na jego cześć są zasłużone oraz mają pełne uzasadnienie. Dobrze sprawdzający się w kolaboracjach na linii producent-raper (do tej pory, oprócz O.C., w ten sposób współpracował m.in. z Boog Brown czy Hassaanem Mackeyem) beatmaker postawił sobie bardzo wysoką poprzeczkę przy pracy nad „Trophies” – w końcu to dzięki tej płycie oczy wielu skierowało się w jego stronę. Nasuwa się pytanie, czy „Dice Game” jest na równie wysokim poziomie pod względem produkcji, ale także rapu, gdyż Guilty Simpson nie jest już nowicjuszem na scenie i także on musi dbać o dobre imię, które sobie wyrobił przez te wszystkie lata.

    Byron Simpson wychował się w rodzinie o muzycznych korzeniach, co zaowocowało jego miłością i pasją do samodzielnego tworzenia. W tętniącym wówczas bezkompromisowym hip hopem Detroit, Simpson już w latach dziewięćdziesiątych obracał się w towarzystwie postaci znanych w środowisku. Dopiero jednak za sprawą lepszego poznania J Dilli (który często nazywał go jednym ze swoich ulubionych Emcees) w 2001 roku, raper dostał szansę na swoje pierwsze nagrania. Stało się to dwa lata później, w utworze „Strapped” na albumie „Champion Sound” Jayliba. Dzięki temu artysta otrzymał jeszcze wiele więcej propozycji gościnnych udziałów na albumach różnorodnych wykonawców, głównie tych, pochodzących z Detroit lub w pewien sposób związanych z wytwórnią Stones Throw Records. To właśnie jej nakładem ukazały się ciepło przyjęte solowe albumy „Ode to the Ghetto” (2008) i „O.J. Simpson” (2010). Wciąż w planach jest także wydanie drugiej części ostatniego projektu, czyli „O.J. Simpson 2”. Wśród licznie nagrywanych w owym czasie mixtape’ów i pochodnych wydawnictw nie sposób nie wspomnieć o nagranym wespół z Black Milkiem i Seanem Price’em, jako Random Axe, longplaya o tym samym tytule, w labelu Duck Down. Wysoko oceniany w wielu notowaniach i rankingach do dziś cieszy się sporą popularnością wśród wiernych fanów członków tego kolektywu.

    Wśród opinii i recenzji na temat „Dice Game” roi się od porównań albumu do „Trophies”, co chyba w tym wypadku jest nieuniknione, szczególnie ze względu na postać producenta łączącego obydwa wydawnictwa. Pole do wszelkich uwag i subiektywnych ocen w przeważającej większości pozostawię Czytelnikom, a przedstawię jedynie kilka z nich, które (mam nadzieję) dadzą impuls do lepszego zapoznania się z płytą. Nie sposób nie przyznać, że Apollo Brown to producent genialny, dbający o wysoki poziom artystyczny swoich beatów. Nawet jeżeli wykorzystuje sample znane z innych, klasycznych już nagrań, potrafi zrobić to w finezyjny sposób, daleki od wywoływania w słuchaczu mimowolnych porównań. Podkłady są wyraziste, lecz wciąż sporo w nich specyficznego liryzmu bazującego na jazzowych samplach, które budują atmosferę. Właśnie to daje dobre tło dla szczerych opowieści Guilty Simpsona i jego ciężkiego, na ogół spokojnego, ale i ekspresywnego flow. Na albumie pojawiło się zaledwie dwóch gości – Planet Asia oraz Torae, co w tym przypadku jest zaletą.

    Z wydawnictwem można zapoznać się za pośrednictwem Bandcampa. Zachęcam do pobrania darmowych utworów promujących „Dice Game”„Reputation”, „Nasty” z Planet Asią oraz bonusowego „Parkour”.

    Tracklista

    1. Freezing Dice
    2. Reputation
    3. Let’s Play
    4. One Man
    5. I Can Do No Wrong
    6. Potatoes feat. Torae
    7. Change
    8. Dear Jane
    9. Lose You
    10. Ink Blotches
    11. Neverending Story
    12. The Cook Up
    13. Truth Be Told
    14. Nasty feat. Planet Asia
    15. Wrong Hand
    16. How Will I Go
  • Intergalaktyczna podróż z 7evenThirtym

    Intergalaktyczna podróż z 7evenThirtym

    3–4 minut

    Rok 2012 powoli zbliża się ku końcowi, na przekór wszystkim tym, którzy usilnie twierdzili, iż 21 grudnia nastąpi koniec świata, i nasza cywilizacja zostanie zmieciona z powierzchni globu. Koniec roku w branży muzycznej kojarzy się z podsumowaniami. Koniec świata zaś wielu osobom kojarzy się ze zwiększonym zainteresowaniem zjawiskami w przestrzeni kosmicznej. Tak dwa odległe zagadnienia może łączyć w bardzo luźny sposób ostatni album 7evenThirty’ego, będący wydawnictwem spod szyldu Mello Music Group (jednej z najważniejszych wytwórni tego roku), jak i albumem konceptualnym, osadzonym w szeroko rozumianej międzyplanetarnej stylistyce.

    Wielu Czytelnikom postać 7evenThirty’ego na pierwszy rzut oka może wydawać się anonimowa. Mimo to najnowszy krążek, „Heaven’s Computer”, może okazać się przełomowym dla artysty, gdyż działania promocyjne oficyny MMG oraz grupa docelowa, do jakiej chce dotrzeć, zdecydowanie przysporzą mu całą rzeszę nowych fanów.

    Pochodzący z Jackson w stanie Mississippi Marques Phillips, w stronę hip hopu skierował się za sprawą swojego bliskiego przyjaciela (i producenta) 5-D. Dzięki niemu wśród swoich muzycznych inspiracji może wymienić takich tuzów Złotej Ery, jak Digable Planets, Pete Rock czy ATCQ, zmieszanych z energicznymi popisami scenicznymi młodego Busty Rhymesa czy ODB-iego. Jego ekscentryczna osobowość pozwoliła mu wykreować bardzo charakterystyczny (i to słowo nie jest w tym przypadku przesadą) styl muzyczny, który sam zwykł nazywać Hardcore Space Gangsta Music. Jako raper lub beatmaker (a także w zupełnie innych rolach) 7evenThirty pojawiał się na albumach różnych artystów od roku 2004. Jednak swoją szaloną karierę rozpoczął na dobre w 2007 longplayem „Star: The Seven Thirty Experience”, który spotkał się z dobrym odbiorem w kręgach miłośników muzyki o bardziej otwartych głowach. Podobnie sprawy miały się z dwoma kolejnymi wydawnictwami – „Late Night Sessions” z 2007 i „Rhyme Travelin” z Erikiem L z 2009, podkreślające jego pozycję na scenie. W 2011 zakończono pracę nad najświeższym „Heaven’s Computer”, który nakładem Mello Music trafił na sklepowe półki dopiero w bieżącym roku.

    Już okładka nagrania wydaje się być dość specyficzna – utrzymana w lekko komiksowym, rysunkowym klimacie, na pewno nie każdemu z artystów przypadłaby do gustu. Jednak 7evenThirty to postać inna niż wszystkie, niebojąca się eksperymentów brzmieniowych i operowania wizerunkiem – stąd obecność na płycie Maxa Redruma, swoistego alter ego rapera, który przybywa z apokaliptyczną misją wprost z innej planety. Brzmi kiczowato? Mnie też się tak wydawało, dopóki sam nie przesłuchałem kilku utworów. O bardzo eklektyczne i kreatywne brzmienie zadbali producenci, z którymi Phillips pracował już wcześniej, czyli pochodzący ze Szwecji Erik L, stary znajomy – 5-DM. Slago oraz sam 7evenThirty. Ciężko jest jednoznacznie zakwalifikować mieszankę muzyczną podaną przez wymienionych twórców i chyba właśnie w tym między innymi tkwi siła tego wydawnictwa. Klasyczne sample mieszają się tu z syntetycznymi, kosmicznymi wręcz dźwiękami ocierającymi się o elektronikę, wspieraną boom-bapowymi perkusjami. Do tego – inteligentny, nie raz ubrany kąśliwymi uwagami, rap 7evenThirty’ego, który potrafi fenomenalnie zmieniać flow, jak i barwę głosu, co jest umiejętnością na ogół rzadko stosowaną. Ten południowy, eksperymentalny feeling może nieraz przywodzić na myśl niektóre z dokonań Outkastu. Imponująca jest lista zaproszonych gości – w zacnym gronie znaleźli się Headkrack, 5-D, Mo Ney Stax, Gensu Dean, Coke Bumaye, Ivisuai, Sleepy Will, Kamikaze, DJ Phingaprint, Laurie Walker i DJ Phyia.

    „Heaven’s Computer” możemy odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa MMG. Zapraszam również do pobrania darmowego utworu Twenty-Twelve oraz obejrzenia videoclipów do „GetUp!!!” i „Akapelah„.

    Tracklista:

    1. Fireball (prod. 7evenThirty)
    2. Twenty-Twelve (prod. 5-D)
    3. The Endtro (prod. 5-D)
    4. GetUp!!! (prod. Erik L)
    5. Earth Gurl (prod. 7evenThirty)
    6. Chocolate Bliss (prod. 5-D)
    7. Ahead Of Our Time feat. Headkrack, 5-D, Mo Ney Stax & Gensu Dean (prod. Erik L)
    8. Space Gangsta feat. Coke Bumaye & Ivisuai (prod. 5-D)
    9. Mysterious Business feat. Sleepy Will, Kamikaze & DJ Phingaprint (prod. Erik L)
    10. God feat. Laurie Walker (prod. 5-D)
    11. Heaven’s Radio / Interference (prod. Erik L)
    12. Nightmare feat. DJ Phyia (prod. 7evenThirty)
    13. Strange Life Forms / Devastation (prod. Erik L)
    14. Where It’s At (Another Tragedy) (prod. M. Slago)
  • Drugi oficjalny longplay Skyzoo – A Dream Deferred

    Drugi oficjalny longplay Skyzoo – A Dream Deferred

    3–5 minut

    Droga rozwoju w branży hip hopowej bywa długa i męcząca. Niekończące, zdawałoby się, zmagania i trudy stały się niemalże domeną przedstawicieli gatunku, mających powinność udowadniania swojej wartości pośród całej rzeszy pobocznych artystów. Niektórzy na sukces pracują w pocie czoła przez większość życia, innym przychodzi to z łatwością. Zastanawiające jest, jak często zdarza się, że mimo wybornego startu i udanego toku prowadzenia dalszej działalności, poszczególni raperzy wciąż pozostają na bocznych torach, zamiast błyszczeć na tle papki przedzierającej się w stronę szeroko pojętego mainstreamu. Pisząc to wszystko, słucham drugiego solowego albumu Skyzoo – „A Dream Deferred”.

    Gregory Skyler Taylor (to od jego drugiego imienia oraz z powodu fascynacji jego rodziców grupą Skyy, Emcee zaczerpnął swój pseudonim) rapować zaczął bardzo wcześnie, bo już w wieku dziewięciu lat. Jako malec obejrzał w telewizji klip Chi-Aliego „Age Ain’t Nothin But A Number” w bloku Video Music Box, co popchnęło go w kierunku samodzielnego pisania tekstów. Będąc nastolatkiem miał przyjemność pracować z takimi tuzami jak J Dilla czy 9th Wonder, z którym pasja połączyła go na znacznie dłużej. Udziały w bitwach freestyle’owych czy bliskie konotacje z kolektywem Justus League ugruntowały jego pozycję na liście dobrze zapowiadających się młodych raperów. Wykonawca wydawał kolejno mixtape’y oraz nagrania z wolnymi stylami (m.in. „I’m for the People”, „Back for the Fist Time”, „The Greatest Flow on Earth”, „Ghetto Celebrity: The Mixtape”, „The City’s Favorite: The Mixtape”, „The Way You Get Down”). W 2006 po raz pierwszy zabłysnął na scenie, wypuszczając produkcję w kolaboracji ze wspomnianym wcześniej 9th Wonderem„Cloud 9: The 3 Day High”, którą entuzjastycznie podsumowano w magazynach pokroju XXL, The Source czy Vibe.

    Wraz z kolejnymi mniejszymi projektami („Corner Store Classic”, „Corner Store Classic (The Remixes)”, „The Power of Words” z DJ-em Dramą i Statikiem Selektah), w 2009 roku nadszedł czas na pierwszy pełnowymiarowy kompakt – wydany nakładem Jamla/Duck Down „The Salvation”. Przekładana wielokrotnie premiera albumu, planowanego (wg rozpowszechnionej anegdoty) od samego dzieciństwa Skyzoo, okazała się wielkim sukcesem – „The Salvation” zostało okrzyknięte mianem jednego z najlepszych debiutanckich krążków zeszłej dekady, jednocześnie plasując się na czternastym miejscu notowań Billboardu. Osobisty i szczery przekaz, odzwierciedlający pragnienia i plany artysty, spotkał się, jak widać, z ciepłym odbiorem słuchaczy. Jako single, z szesnastu utworów, wybrano: „The Beautiful Day”, „Popularity”, „Easy To Fly” i „My Interpretation”.

    Rok od obiecującego debiutu, Skyzoo kolejny raz wszedł do studia z wybranym producentem, by stworzyć następny album według wcześniej receptury – miejsce 9th Wondera przypadło Illmindowi, a „Live from the Tape Deck” stało się kolejnym dobrze przyjętym wydawnictwem. Nawet mimo dostrzegalnych różnic w beatach (w końcu Illmind to mistrz syntetycznego, aczkolwiek mocnego brzmienia), Emcee doskonale poradził sobie, tworząc spójną warstwę liryczną.

    „A Dream Deferred” to najnowsze dzieło Skyzoo, wydane w utworzonym przez niego sublabelu Duck Down, The Faculty. Album stanowi niejako kontynuację i odpowiedź na „The Salvation”, ukazując dalsze perypetie głównego bohatera tekstu. Tym razem, mimo że to Illmind odpowiada za produkcję wykonawczą, jak i część beatów, postawiono głównie na brzmienie bardziej jazzowe, harmonijne, a niekiedy wręcz kameralne, lecz przy tym wszystkim nietracące na przebojowości. Oprócz wymienionego już Illminda, na albumie pojawiło się także kilku innych uznanych (a także dobrze znanych wszystkim uważnym Czytelnikom UCTL) beatmakerów, takich jak 9th Wonder, Tall Black Guy, Black Milk, Jahil Beats i DJ Khalil. Nie zabrakło również licznych partii instrumentalnych, wzbogacających liryczny klimat produkcji, jak i typowo elektronicznych aranżacji, ocierających się o boom-trap i grime. Wśród zaproszonych gości można wymienić Taliba Kweliego, Jill Scott czy Freewaya.

    Głównym singlem, do którego stworzono wideoklip, jest autobiograficzny „Jansport Strings”, przedstawiający analogię między dziewięcioletnim, żyjącym na Brooklynie, a obecnym Skyzoo. Nawet najbardziej prozaiczny przedmiot może być dobrym pretekstem do opowiedzenia ciekawej historii. Zapraszam również do sprawdzenia zgoła odmiennego „Give It Up” produkcji Illminda.

    Aktualizacja: 23 stycznia opublikowano kolejny teledysk promujący płytę „A Dream Deferred”. Obraz nakręcono do świetnego singla z udziałem Taliba Kweliego, „Spike Lee Was My Hero”.

    Tracklista

    1. Dreams In A Basement feat. Jill Scott (prod. Illmind)
    2. Jansport Strings (One Time for Chi-Ali) (prod. 9th Wonder)
    3. Pockets Full feat. Freeway (prod. Illmind)
    4. Give It Up feat. DJ Prince (prod. Illmind)
    5. Glass Ceilings (prod. Illmind)
    6. Range Rover Rhythm (prod. Jahlil Beats)
    7. The Knowing feat. Jessy Wilson (prod. Eric G)
    8. Drew & Derwin feat. Raheem Devaughn (prod. Focus)
    9. Realization feat. Jared Evan (prod. DJ Khalil)
    10. The Rage of Roemello (prod. DJ Khalil)
    11. How to Make it Through Hysteria (prod. Best Kept Secret)
    12. Steel’s Apartment (prod. Black Milk)
    13. Spike Lee Was My Hero feat. Talib Kweli (prod. Tall Black Guy)
    14. The Cost of Sleep (prod. Tall Black Guy)
  • Ostatnie wieści z Oakland – tegoroczne albumy Dela The Funky Homosapiena

    Ostatnie wieści z Oakland – tegoroczne albumy Dela The Funky Homosapiena

    3–5 minut

    Rok 2012 to zdecydowanie dobry okres dla członków kolektywu Hieroglyphics. Odznaczający się dużą dozą kreatywności oraz niezmierną miłością do hip hopu, przekładającymi się na ilość wydawanych przez nich produkcji różnego typu. Hiero Imperium, mimo iż złożone z, zdawałoby się, podstarzałych raperów, wciąż rośnie w siłę, potwierdzając swoją dobrze ugruntowaną pozycję nie tylko w podziemnym hip hopie. Ostatnimi czasy pisałem o najnowszych albumach Casuala, Opia i Pep Love’a, przyszła jednak pora, aby wspomnieć co nieco na temat ostatnich dokonań niekwestionowanego frontmana i najbardziej barwną postać w szeregach Hiero – Dela The Funky Homosapiena.

    Kuzyn Ice Cube’a, debiutujący w hardcore’owym Da Lench Mob, swoją karierę solową rozpoczął zaledwie jako osiemnastolatek, w roku 1991, doskonale przyjętym krążkiem „I Wish My Brother George Was Here” (ciekawostka: wydany nakładem wytwórni Elektra album uplasował się na siódmym miejscu humorystycznego rankingu autorów „Ego Trip’s Book of Rap Lists” w klasyfikacji dobrych albumów… z nie do końca dobrymi okładkami). Od tamtego czasu Teren Delvon Jones wypuścił kilkadziesiąt wydawnictw na różnych nośnikach – były to zarówno longplaye, mixtape’y i EP-ki, jak również materiały kooperacyjne. Wśród najsłynniejszych z nich można wymienić wspólne nagrania całego kolektywu Hieroglyphics, projekt Deltron 3030 z Kidem Koalą i Danem The Automatorem oraz Gorillaz, dzięki któremu Emcee zdołał przedrzeć się w kierunku słuchaczy niezwiązanych bezpośrednio z hip hopem. Od tamtej pory działał prężnie nie tylko jako muzyk, ale także angażując się w wiele pobocznych projektów, związanych z Hiero Imperium oraz jego własnym wizerunkiem, co zaowocowało współpracą z takimi producentami odzieży i obuwia jak Vans, Osiris czy Akomplice. Dziwić może małe zainteresowanie tym tematem w naszym kraju, jednak warto nadmienić, że zaprojektowane niegdyś przez Dela, schematyczne logo Hieroglyphics zostało uznane przez magazyn Rolling Stone za trzecie najbardziej rozpoznawane logo muzyczne. Wydaje się to być naprawdę dużym sukcesem, gdyż, poza kilkoma wyjątkami, Hiero wciąż pozostaje kolektywem iście podziemnym. Więcej na temat życiorysu oraz działalności wydawniczej rapera możecie przeczytać w artykule dotyczącym wydanej w 2009 roku płyty „Golden Era”.

    Miłośnik brzmień Funkadelic bieżący rok rozpoczął od albumu „Root Stimulation”, nagranego wespół z producentem o wdzięcznym pseudonimie Grassroots. Składający się z dwudziestu utworów album to kompilacja zawierająca dziesięć utworów zarapowanych przez Sira DZL oraz dziesięć ekskluzywnych instrumentali od jego beatmakera. W całości do odsłuchania na Bandcampie. Warto nadmienić, iż i tym razem członek Hiero wykazał się dużą dozą pomysłowości, umożliwiając zakup albumu w różnych formach i pakietach, w zależności od wpłaconej kwoty – oprócz samej muzyki, możemy dostać również masę mniejszych i większych gadżetów, jak czapki, koszulki, limitowane edycje pamięci USB, deskorolki czy podpisane plakaty. Szalenie sympatyczna gratka dla wszystkich fanów.

    Tracklista

    1. They Don’t Know
    2. Undersmell
    3. Off the Meat Rack
    4. Bars to Rock
    5. Am I Live Enuff
    6. Up Early
    7. Wooden Nickel
    8. Ooh Wee
    9. Lissening We
    10. Hyperactivity
    11. Bars to Rock (Bonus Beats)
    12. Am I Live Enough (Bonus Beats)
    13. Hyperactivity (Bonus Beats)
    14. Can’t Make a Housewife Yo Hoe (Bonus Beats)
    15. Spy Hunter
    16. Cobra-La Invad G.I Joe HQ (Bonus Beats)
    17. I Ain’t Got Time Fo Dis (Bonus Beats)
    18. Upon Arrival (Bonus Beats)
    19. Hardbody Hoes (Bonus Beats)
    20. Who is to Blame (Bonus Beats)

    Głównym jednak osiągnięciem roku 2012 w przypadku weterana rapu z Zachodniego Wybrzeża jest album „Attractive Sin”, powstały we współpracy z grupą Parallel Thought. Panowie spotkali się już wcześniej, bo w 2009 roku, przy pracy nad płytą Dela i Tame’a One’a „Parallel Uni-Verse”.

    Parallel Thought to niewielka formacja składająca się z duetu Drum & Knowledge i Canessa, która rozpoczęła działalność EP-ką „Drugs Liquor Sex & Cigarettes” (2004), na której zagościli m.in. Slug (Atmosphere) czy Jean Grae. Kolejne lata przyniosły dwunastocalowy wypust „Vomit” z udziałem MF Dooma, album z C-Rayz-Walzem czy wydane nakładem Amalgam Digital „Da Ol’ Jersey Bastard” i „Acid Tab Vocab”. Te dwie ostatnie płyty stały się kamieniem milowym, który połączył PT z Tame’em One i Delem. „Parallel Uni-Verse” odbił się szerokim echem w środowisku hip hopowym, czego dowodem mogły być liczne recenzje w uznanych magazynach, takich jak Wax Poetics, Spin, Vice, Okaplayer czy Billboard.

    Najnowsze wspólne dzieło Dela i Parallel Thought, „Attractive Sin” (wydane w labelu producentów, Parallel Thought LTD.), to zdecydowanie jeden z tych albumów, który powinien znaleźć się w każdym tegorocznym podsumowaniu. Zadziwiające jest to, że mimo upływu czasu i niemalże czterdziestki na karku pionier z Hiero nie traci formy – wciąż potrafi zaskoczyć niebanalną warstwą liryczną posypaną szczyptą specyficznego humoru. Jego, niedający się pomylić z niczyim innym, głos brzmi tak samo świeżo jak dawniej, stanowiąc zgraną całość z funkowym, dobrze wypracowanym flow, niestroniącym od przyspieszeń i zmian tempa, do czego zwykliśmy przyzwyczaić się już przy poprzednich albumach wykonawcy. Także warstwa muzyczna nie odbiega od tego, czym zasłynęły albumy artysty – świeżych podkładów, opartych na bujających brzmieniach przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Kolejna udana pozycja w katalogu Dela.

    Album „Attractive Sin” można w całości przesłuchać i zakupić za pośrednictwem Bandcampa.

    Tracklista

    1. On Momma’s House
    2. Ownership
    3. Different Guidelines
    4. Charlie Brown
    5. Activated Sludge
    6. Apply It & See
    7. 1520 Sedgewick
    8. Get To Drillin
    9. Blow Your Mind
    10. Shows Over
    11. Front Like You Know
  • Druga część trylogii według Opio

    Druga część trylogii według Opio

    2–3 minut

    „93 ’til Infinity” undergroundowej formacji Souls of Mischief, to zdecydowanie jeden z najbardziej znanych, letnich hip hopowych utworów. Pochodzące z niego cytaty zyskały miano niemalże kultowych, a bujający beat wzbogacony laidbackowymi zwrotkami czterech raperów po dziś dzień pobrzmiewa w odtwarzaczach fanów gatunku (i nie tylko) na całym świecie. Aura za oknem nie sprzyja co prawda wypadom za miasto czy wystawianiu głośników za okno, tym bardziej więc pożądanymi okazać się mogą nagrania raperów z rozpalonej słońcem Kalifornii.

    Wartym sprawdzenia może okazać się ostatnie wydawnictwo Opia – jednego z członków wspomnianego wyżej kolektywu. Opio Lindsey to dziś prawie czterdziestoletni artysta, który w latach swojej młodości, za pośrednictwem Casuala, swojego sąsiada i kolegi ze szkoły, poznał Tajaia oraz A-Plusa. To właśnie z tą dwójką, jaki i Phestem Dee, Opio utworzył grupę Souls of Mischief. Formacja wydała w sumie 5 albumów studyjnych, przy czym największym sukcesem okazał się pierwszy z nich, wypuszczony w 1993 roku nakładem Jive, „93 ’til Infinity”. Tytułowy singiel szczytował na najwyższych pozycjach różnych notowań w Stanach Zjednoczonych. Niestety, od tamtej pory żadna z kolejnych produkcji kolektywu („No Man’s Land” z 1995, „Focus” z 1999, „Trilogy: Conflict, Climax, Resolution” z 2000 i ostatnie „Montezuma’s Revenge” z 2009) nie odniosła podobnego sukcesu. Co ciekawe, panowie odeszli w trochę innym kierunku, celując w stronę bliską rapu alternatywnego. Część ich wydawnictw nabyć można było jedynie na taśmie bądź płycie winylowej, i tylko za pośrednictwem oficjalnej witryny Hiero, co również mogło mieć wpływ na ich mniejszą popularność.

    Jak każdy z członków Souls of Mischief, także Opio jest równocześnie członkiem szerokiego kolektywu Hieroglyphics, gdzie spełnia się w roli nie tylko rapera, lecz także beatmakera. Pierwszy solowy projekt tego Emcee ujrzał światło dzienne w 2005 roku, był to „Triangulation Station”, wydany nakładem Hieroglyphics Imperium Records, który sprzedał się w ilości przekraczającej 20 tysięcy egzemplarzy. Trzy lata później wypuszczono pierwszą część zapowiadanej trylogii, „Vulture’s Wisdom, Volume 1”. W tym roku do rąk oddanych fanów Opia trafiła kolejna odsłona serii, „Vulture’s Wisdom, Volume 2”, w całości wyprodukowana przez The Architecta. Chwytliwe, lecz wpadające w ucho niezbyt nachalnie podkłady, stanowią dobre tło dla tekstów rapera i jego luźnego, nieco zblazowanego flow. Mimo że Opio ma już swoje lata, nadal dotyka głównie lekkich tematów, dających się ciekawie opowiedzieć za pomocą gier słownych, co czyni album bardzo przystępnym w odbiorze. Zapewne jednocześnie właśnie to wielu słuchaczom może nie przypaść do gustu i uznane może zostać za nazbyt oklepane.

    „Vulture’s Wisdom, Volume 2” można zakupić w sklepie Ineffable Music Group na Bandcampie. Zapraszam także do obejrzenia klipu do utworu „Rip That Shit”.

    Tracklista:

    1. Elevated Style
    2. Vampire Hunters
    3. A New Sound
    4. Spanish Fly
    5. Dynamic Duo
    6. She’s On My Mind
    7. Rip That Shit
    8. Kingpin Thinking
    9. Driven By Mission Not Money
    10. Gaining Altitude
    11. Come On Baby
    12. Bill Collectors
    13. The Epidemic
  • Powrót weterana undergroundu z Oakland – nowy album Pep Love’a

    Powrót weterana undergroundu z Oakland – nowy album Pep Love’a

    3–4 minut

    Scena hip hopowa Zachodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych może wydawać się słynna głównie za sprawą dwóch nurtów, klasyfikowanych przez krytyków i dziennikarzy muzycznych, jak i samych słuchaczy, jako typowy gangsta rap oraz charakterystyczny kalifornijski underground. Dzięki takim artystom jak N.W.A., Eazy-E czy 2Pac oraz wytwórni Death Row, West Coast wzbił się swego czasu na wyżyny popularności, stanowiąc silną opozycję dla nowojorskiej sceny lat dziewięćdziesiątych. Drugi biegun, będący przeciwwagą dla brutalnych historii członków Cripsów i Bloodsów, stanowił wydawany w podziemiu, pozytywny i ciepły rap takich formacji jak Jurassic 5, The Pharcyde czy Hieroglyphics.

    Ostatni z wymienionych kolektywów, przez którego szeregi przewinęło się co najmniej kilkunastu Emcees, swoje korzenie zapuścił w 1990 roku w słonecznym Oakland. Pomimo iż pełny skład wydał przez ten czas zaledwie dwa pełnowymiarowe albumy studyjne, jego członkowie nie próżnują, sukcesywnie nagrywając nowe utwory w różnych konfiguracjach. Także i ten rok okazał się dość produktywny dla panów z Hiero – pewien czas temu pisałem o ostatnim albumie Casuala, tym razem przyszedł czas na ostatnie dokonanie Pep Love’a„Rigmarole”.

    Paulo Peacock urodził się w 1974 roku w Jackson w stanie Missisipi, skąd jako nastolatek przeprowadził się do Oakland. W wieku dziewiętnastu lat zadebiutował gościnnym udziałem na pierwszym albumie Casuala, „Fear Itself”, a jeszcze tego samego roku, wraz z Jay-Bizzem, nagrał „The Shamen”, który ostatecznie ujrzał światło dzienne dopiero w 2003 roku. Zaraz potem pojawił się na „3rd Eye Vision” (1998) oraz „Full Circle” (2003) formacji Hieroglyphics, do którego dołączył w 1995 roku. Co więcej, Pep może poszczycić się zwrotkami w tych najbardziej znanych singlach swojej grupy, mowa o „Make Your Move” z Goapele, „Let It Roll” oraz „You Never Knew”.

    2001 rok to tak naprawdę czas pierwszego oficjalnego debiutu rapera, ciepło przyjętego „Ascension”, który sprzedał się w ponad trzydziestu tysiącach egzemplarzy. Mimo że jego kolejne albumy („Ascension Side C” z 2003 roku oraz mixtape „The Foundation” z 2005) nie spotkały się z godnym dla tego typu wydawnictw odbiorem, Pep ma swoich wiernych fanów, a do tego jest postacią bardzo uznaną w środowisku hip hopowym. Honorowy członek Zulu Nation współpracował z takimi gigantami gatunku, jak Q-Tip, Dilated Peoples czy Zion I, którzy docenili jego zaangażowanie oraz wierność korzeniom.

    Bieżący rok przynosi najnowsze wydawnictwo Pep Love’a, „Rigmarole”, mający być odpowiedzią na pierwotny sukces rapera. Nagrany w całości w jego małym, prywatnym studiu, jawi się jako rzecz niezmiernie ważna w życiu tego artysty. Proces tworzenia określa on jako swoistą terapię, pozwalającą mu skupić się na jednej z niewielu rzeczy, które wówczas mu się udawały – na muzyce. Album dotyka między innymi tematów oscylujących wokół tego, co musiał przejść, aby uporządkować swoje życie prywatne i artystyczne, drogi ewolucji, jaką przeżywa społeczeństwo i kultura hip hopowa. Nie zabrakło też manifestu indywidualizmu, motywacji i dyscypliny, nieobcych raperowi będącemu weganinem i miłośnikiem wschodnich sztuk walki. Świetnie kontrolowane głos i flow, to szczypta dodatkowego smaku na albumie tego weterana.

    Wydany w marcu „Rigmarole”, to w pewnych kręgach jeden z najbardziej wyczekiwanych albumów tego roku, który może stanowić dobrą równowagę do ostatnio wychodzących płyt autorstwa młodszych raperów. Całość można zakupić m.in. za pośrednictwem Bandcampa, iTunes oraz oficjalnej strony Pepa. Zachęcam do obejrzenia klipów do utworów „Hip Hop My Friend” i „Can’t Nobody Do It Like Us” z Opio. Pep Love pracuje obecnie nad albumem „The Reconstruction”, którego premiera odkładana była przez ostatnich parę lat.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Runaway Slave feat. Otayo Dub
    3. Top O’ The Mornin’ feat. Knobody
    4. Everywhere
    5. Can’t Nobody Do It Like Us feat. Opio
    6. Hip Hop My Friend
    7. Freak Rock
    8. Bang!
    9. Agree To Disagree
    10. Cloudy Days
    11. Rooftops And Rain
    12. I Know This Pain feat. Chris Rene & LB Select
    13. Reflections
    14. Be
    15. Inner Conflict
    16. IPower feat. Scott Thompson
    17. No Unsung
  • Zestaw sampli perkusyjnych od Khrysisa

    Zestaw sampli perkusyjnych od Khrysisa

    2–3 minut

    Od pewnego już czasu może wydawać się, że poniekąd wraca zainteresowanie hip hopem coraz większej części społeczeństwa. Efektem tego jest fakt pojawiania się na scenie nowych raperów oraz formacji, prezentujących bardzo zróżnicowany poziom twórczości. Zdaje się, że stosunek osób stojących za mikrofonem do producentów jest znacznie wyższy na korzyść tych pierwszych. Beatmaking to trudna sztuka, wymagająca sporego samozaparcia, wyrzeczeń i muzykalności, w związku z tym, tylko najtrwalsi mają szansę na to, by przebić się ze swoją twórczością do szerszego grona.

    Jakiś czas temu, przy okazji artykułu o „BLAP Kit Vol. 2” Illminda, pisaliśmy o inicjatywie The Drum Sample Broker – serwisie oferującym (odpłatnie) uporządkowane próbki instrumentów perkusyjnych, tzw. drum kits, gotowe do użycia przez nabywających je producentów. Najnowszym wydawnictwem tego typu jest „The Official Khrysis Drum Kit” autorstwa Khrysisa, uznanego artysty z Północnej Karoliny. Tym samym popularny w niezależnych kręgach beatmaker dołączył do stale rosnącej rodziny TDSB.

    Khrysis, właściwie Christopher Frederick Tyson, przygodę z kreatywną, szeroko pojętą „twórczością” rozpoczął już w wieku lat nastu. Wtedy to, korzystając z nagrań jazzowych i R&B z kolekcji swojego ojca, próbował tworzyć pierwsze pętle fragmentów perkusyjnych za pomocą magnetofonu kasetowego. Przez lata ciężkiej pracy korzystał zarówno z maszyn i samplerów, jak i prostych programów komputerowych. W trakcie szkoły średniej pracował w rozgłośni radiowej, gdzie poznał rapera Chaundona, który z kolei przedstawił go 9th Wonderowi. Mimo że prezentowane przez niego brzmienia są konsekwentne, Khrysis w każdym wypadku stara się wprowadzać coś nowego, aby urozmaicić swoją twórczość, nie popaść w rutynę, a do tego nie zanudzić swoimi pomysłami potencjalnych słuchaczy.

    Na scenie oficjalnie rezyduje od 2003 roku, głównie będąc nadwornym beatmakerem kolektywu Justus League (m.in. Buckshot, Skyzoo, Sean Price, Little Brother, 9th Wonder i wielu innych), z którym zadebiutował albumem „N.C. State Of Mind”. Przez kolejne 9 lat pojawił się na przeszło 100 albumach i mixtape’ach, w tym, na 5 stworzonych wspólnie z raperem Seanem Boogiem jako duet The Away Team:

    • „National Anthem” (2005)
    • „Training Day” (2007)
    • „The Warm Up” (2009)
    • „Independence Day” (2010)
    • „Scars & Stripes” (2011)

    W 2011 roku w internecie pojawił się singiel „Love Today” z gościnnym udziałem Lawsa, mający być zapowiedzią longplaya „The Hour Of Khrysis”. Niestety, do dziś wydawnictwo nie ujrzało światła dziennego, a jego premiera wciąż odkładana jest w czasie. W miejsce tego jednak, w bieżącym roku, pojawił się album zatytułowany „fuNkwhatchuheard” zawierający 14 utworów, w tym 2 bonusowe – „Rest In Shine Love Today” z Lawsem i „OKMD” z Oh No. Produkcje można przesłuchać i zakupić za pośrednictwem strony DJBooth.

    Tracklista:

    1. Turn It On
    2. YEAH! YEEEAAAH!!!
    3. Rhode to Riches
    4. BONG BONG!
    5. Dark Alley Muzik
    6. All That Bleepty Bleep
    7. Change the World
    8. All Black
    9. NC!!
    10. Mountain Tops
    11. (That’s What) She Said
    12. Rest in Shine/Love Today feat. Laws (Bonus Track)
    13. OKMD feat. Oh No (Bonus Track)
    14. Be Alright feat. Heather Victoria

    Czas wspomnieć parę słów na temat wspomnianego na początku drum kitu – „The Official Khrysis Drum Kit”. Zawiera on 120 wybranych przez Khrysisa, odpowiednio pociętych sampli, niejednokrotnie wykorzystywanych w jego wcześniejszych produkcjach. Każdy z miłośników brudnych i surowych brzmień bębnów na pewno znajdzie tu coś dla siebie. Czy warto jednak kupować zestawy przygotowanych już uprzednio dźwięków? Na to pytanie, drodzy Czytelnicy, odpowiedzcie już sobie sami.

    „The Official Khrysis Drum Kit” można zakupić za pośrednictwem serwisu The Drum Sample Broker, a przykładowe produkcje odsłuchać na Soundcloudzie.

    Aktualizacja: Okrojone wydawnictwo dostępne na Spotify.

  • Debiutancki album młodej femcee Gavlyn – From The Art

    Debiutancki album młodej femcee Gavlyn – From The Art

    3–5 minut

    Mimo licznych kontrargumentów i otwartego podejścia, z dala od wszelkich podziałów, wciąż trudno jest się oprzeć wrażeniu (szczególne trudności mogą mieć z tym osoby spoza środowiska), iż hip hop jest dziedziną zdominowaną w pewien sposób przez mężczyzn. Mimo iż każdy z elementów ma także swoje urodziwe przedstawicielki oraz, rzecz jasna, miłośniczki, przeważającą część związanych z nimi osób stanowią panowie. Dzięki temu, rapujące kobiety od zawsze skupiały na sobie słuch (i wzrok) męskich słuchaczy, gotowych ocenić je w sposób nad wyraz krytyczny.

    Ścieżki przetarte przez Sha Rock, a potem także Queen Latifę (znaną z kolektywu Native Tongues), MC Lyte, Lauryn Hill, Bahamadię czy dissującą swoje koleżanki po fachu Roxanne Shante szybko zajęły pyskate i wyuzdane raperki, odbierane nie raz jako maskotki wytwórni i podopieczne swoich protegowanych. Mowa tu m.in. o Foxy Brown (związana z głośną supergrupą The Firm), Lil’ Kim (członkini Junior M.A.F.I.A. Biggie’ego) i Rah Digga (Flipmode Squad). Pomówienia o ghostwriting, zarzuty przesadnego eksponowania treści o zabarwieniu seksualnym i hedonistycznym, a także konflikty z prawem były jednymi z wielu powodów rozpadu karier niektórych z nich. W obliczu niezbyt sprzyjających warunków, uniemożliwiających wybicie się i zaistnienie na bezwzględnym hip hopowym rynku, jako nadzieja female rappers jawi się Gavlyn.

    Słuchając Gavlyn trudno nie dziwić się temu, że ta niespełna dwudziestoletnia raperka oraz artystka spoken word w jednym, rezydująca w słonecznej Kalifornii, zajmuje się muzyką nie dłużej, niż od 2006 roku. Swoich inspiracji nie ogranicza – prócz hip hopu pociąga ją także funk, alternatywny rock, a nawet drum & bass, jungle czy house, co zapewne czyni jej kolekcję płyt dość różnorodną. Jest osobą szczerą i skromną, stroniącą od konfliktów, a lubującą się w prostych przyjemnościach, jak sama mówi:

    Po prostu lubię wyluzować się, zapalić jakieś zioło i nagrywać muzykę. Trzymam się swoich ludzi, jestem tutaj dla muzyki i każdego, kto chce mieć takie brzmienie i tworzyć muzykę ze mną.

    Na jej pierwsze wydawnictwo nie trzeba było czekać zbyt długo, bo już w 2009 roku w sieci pojawiła się EP-ka „Habit That You Blame”. Zawierające 12 nagrań, w tym jeden freestyle, materiał stał się dla Gavlyn dobrym środkiem promocji. To właśnie pierwotnie na nim znalazł się, zresztą otwierający całość, utwór „What I Do”, reprezentatywna autoprezentacja, będąca jednocześnie jednym z singli nadchodzącego „From The Art”. „Habit That You Blame” możemy pobrać za pośrednictwem poniższego odnośnika.

    DOWNLOAD Gavlyn – „Habit That You Blame”

    Tracklista

    1. What I Do
    2. Who The F@#K Freestyle
    3. Habit That You Blame
    4. Smoots
    5. Walkin’ Down The Street
    6. Relentless
    7. By Myself feat. Top Dime
    8. In My Dreams
    9. 007’s feat. Destruct
    10. Take For Granted feat. Destruct & Isa
    11. Old Soul
    12. 2 The Feelin’

    „Habit That You Blame” to jednak tylko rozgrzewka i zapowiedź wydanego 2 października b.r., pierwszego oficjalnego debiutu raperki – „From The Art”. Album ukazał się nakładem Broken Complex, przy współpracy z macierzystym kolektywem Gavlyn, Organized Threat. Nie sposób nie docenić roli Poetic Deatha, człowieka-orkiestry, rapera, producenta czy autora klipów, będącego wsparciem młodej Femcee. Jednym z owoców ich trwającej już 4 lata współpracy jest nagrany spontanicznie, krótki utwór „Castlevania”. Na uwagę zasługuje również „The Official Mixtape” Organized Threat, na którym raperka pojawiła się dwukrotnie. Całość można przesłuchać na Bandcampie.

    „From The Art” daje nam doskonałą okazję do zapoznania się z warsztatem artystki. Jej charakterystycznego głosu, którym potrafi doskonale operować, i subtelnej chrypki nie da się pomylić z niczyimi innymi. Mimo młodego wieku, Gavlyn wykazuje się dużą dojrzałością artystyczną i trafnymi spostrzeżeniami, potrafiąc zmieniać swoje flow, czyniąc je delikatnym, a innym razem dość zadziornym, świadczącym o pewności siebie artystki. Gościnnie pojawili się Fawksie 1, Dy, Destruct oraz Rawlegit, zaś o, głównie liryczną, jazzową, stronę muzyczną zadbali m.in. Cakes, Vokab, Broken Finguaz, DJ Lord Ron czy Michael Omar Perez, a o scratche DJ Fade.

    Twórczość Gavlyn to kolejny argument za tym, że podział artystów według ich płci jest bez sensu – choć raperka jest przedstawicielką płci pięknej, nie powinna być oceniana w oddzielnej kategorii, gdyż reprezentuje po prostu dobrą muzykę. Album „From The Art” możemy zamówić za pośrednictwem strony Broken Complex. Zachęcam do obejrzenia wideoklipów do singli „Clarity”/”To The Feeling”, „Why Don’t You Right”, „Hour Glass”, i wspomnianych wcześniej „What I Do” oraz „Castlevania”.

    Tracklista

    1. Do You (prod. Cakes)
    2. What I Do (prod. Vokab)
    3. Staring Problem feat. Moresounds (prod. Moresounds)
    4. Clarity (prod. E-pac)
    5. Stepoff feat. DJ Lord Ron (prod. DJ Lord Ron)
    6. Set It feat. Broken Finguaz (prod. Broken Finguaz)
    7. Make My Move feat. Fawksie 1 (prod. Broken Finguaz)
    8. Let It Go feat. Dy (prod. Vocab)
    9. Hour Glass (prod. DJ LimeGreen)
    10. No Worries feat. Destruct (prod. Audiohalic)
    11. Blown Away feat. Rawlegit (prod. Think; scratche DJ Fade)
    12. Survive (prod. EQ)
    13. Why Don’t U Do Right (prod. Post-Tone)
    14. To The Feeling (prod. LabCat)
    15. Soulfire (prod. Michel Omar Perez)
  • Generacja hip hopu? Murs & Fashawn – This Generation

    Generacja hip hopu? Murs & Fashawn – This Generation

    3–4 minut

    Czy nie uważacie, iż ostatnimi czasy słowo „pokolenie” używane jest nad wyraz często? Utarte schematy pseudosocjologicznego trybu rozumowania sugerują nam rozumienie tego terminu jako grupy ludzi w podobnym wieku, połączonych wspólnym czynnikiem, mającym znamienite znaczenie społeczno-historyczne. Czy możemy więc mówić o swoistej „generacji hip hopu”? A może istnieją jeszcze węższe pokolenia wewnątrz niej? Na to pytanie, zdawałoby się, odpowiadać może wydany 25 września bieżącego roku, nakładem Duck Down Music Inc., album Mursa i Fashawna, „This Generation”.

    Wyżej wymienionych panów dzieli przeszło 10 lat różnicy wieku, jak i obecności na rynku muzycznym – Murs zadebiutował w 1996 EP-ką „coMURShul” (wyd. LLCrew), natomiast Fashawn mixtapem „Grizzly City Vol. 1” z 2006 roku. Być może do takiego spotkania w ogóle nie doszłoby, gdyby nie ingerencja producentów w całości odpowiedzialnych za ich wspólne dzieło, Beatnicka i K-Salaama. Kiedy planowali wydawnictwo Mursa, wpadli na (jak się okazuje – trafną) koncepcję połączenia sił z Freshmanem XXL z 2010 roku, niejako „podopiecznym” Evidencea, promującym swój pierwszy longplay „Boy Meets World”, Fashawnem. Ten pierwszy już wcześniej świetnie sprawdzał się na wspólnych projektach z 9th Wonderem, bądź Slugiem z Atmosphere, dla jego młodszego kolegi, licznie udzielającego się gościnnie króla nielegalnych nagrań new schoolu, miało być to totalną nowością.

    Murs (dla dociekliwych Czytelników: jego pseudonim to akronim zwrotów Making the Universe Recognize and Sumbit albo Making Underground Raw Shit) jest kultową postacią undergroundu, a do tego dobrze rozpoznawalną wśród miłośników mainstreamu. Udziały w pobocznych podziemnych kooperacjach umożliwiły mu wydanie na różnych nośnikach całej masy albumów i EP-ek sygnowanych nazwami różnych grup. Prócz działalności muzycznej, raper miał swój niewielki wkład także w bardziej komercyjne projekty, związane z grami komputerowymi, co tylko potwierdza jego popularność w różnych środowiskach.

    Fash z kolei miał zaledwie 17 lat, gdy po wydaniu debiutanckiego „Grizzly City Vol. 1” opuścił szkołę, by ruszyć w trasę koncertową z Planet Asią. Napotykając na swojej drodze takich tuzów jak Exile, The Alchemist, U-N-I czy wreszcie Evidence, z którym nagrane wspólnie „Our Way” czy „Same Folks” spotkały się z niezwykle ciepłym przyjęciem. Młody wykonawca stawał się dzięki temu coraz popularniejszy. Nagrywane rokrocznie mixtape’y przyczyniły się do jego obecnego statusu. Nie bez powodu uznawany jest obecnie za jednego z najlepiej zapowiadających się młodych raperów, a dziennikarze i krytycy muzyczni często stawiają go obok takich postaci jak na przykład J. Cole.

    „This Generation” to suma świeżości i doświadczenia, wymieszania stylów i poglądów, pokonywania barier (nie tylko wieku), jakie podobno są „nie do pokonania”. Każdy z Emcees ma coś do powiedzenia i chce przedstawić swoje przemyślenia, wynikające z innego punktu widzenia. Obaj raperzy potrafią zaserwować ciekawe spostrzeżenia natury społecznej czy politycznej, ubrane w lotne gry słowne, jak i podejść do życia z trochę większym dystansem. Ciekawa jest koncepcja brzmienia całego albumu – niejednokrotnie mimo przekazywanej poważnej treści, forma pozostaje lekka i przekonująca także dla słuchaczy, którzy z rapem mają styczność tylko od okazji do okazji, co staje się powoli domeną nowoczesnego, gustownego rapu. Za beaty w całości odpowiedzialni są wspomniani na początku Beatnick i K-Salaam, którzy sięgnęli po różnorodne, oryginalne kompozycje, trochę w tyle zostawiając klasyczny sampling. Podkłady są urozmaicone, od tzw. „neo g-funku” po twory oparte na gitarowych riffach.

    Różny wiek, inne podejście do życia i zupełnie odrębny bagaż doświadczeń, których wypadkową jest po prostu dobry rap, daleki od wszelkich barier i podziałów, to właśnie „This Generation”. Album możemy odsłuchać i zakupić m.in. za pośrednictwem iTunes. Zapraszam także do obejrzenia teledysków do singli „This Generation” i „Slash Gordon” oraz klipu, w którym na temat projektu wypowiadają się Common, Immortal Technique, Slaughterhouse i inni.

    Tracklista

    1. Just Begun
    2. 64′ Impala
    3. Reina De Barrio (Ghetto Queen) feat. Adrian
    4. Stone Cold
    5. Yellow Tape feat. Krondon
    6. Peace Treaty
    7. And It Goes
    8. Slash Gordan
    9. Heartbreaks & Handcuffs
    10. This Generation feat. Adrian
    11. Future Love
    12. The Other Side
  • Brazylijskie rytmy według Tall Black Guya

    Brazylijskie rytmy według Tall Black Guya

    2–3 minut

    Karnawał w Rio de Janeiro, kapitalne reprezentacje piłki nożnej i siatkówki, nagrzane słońcem plaże Copacabany oraz jeszcze bardziej nagrzane słońcem ciała pięknych kobiet wypoczywających na tych plażach, to pewnie pierwsze skojarzenia większości Czytelników na myśl o Brazylii. Muzyka? Samba, bossanova. Rap – chyba rzadziej. Skąd więc taki wstęp? Jak się okazuje, inspiracji do tworzenia można szukać naprawdę wszędzie (patrz: „Chinoseries” Onry), nie dziwią więc latynoskie natchnienia na „Brazilian Chronicles”, pochodzącego z Chicago Tall Black Guya.

    Będący obecnie rezydentem Detroit, Terrel Wallace, być może nie jest typem artysty z pierwszych stron kolorowych magazynów czy producentem porywających klubowych bangerów dla gwiazd mainstreamu. Mimo tego, może pochwalić się pokaźnym dorobkiem artystycznym oraz udziałem w beat battles, w tym najbardziej efektywnym w Red Bull Big Tune w 2007 roku. Traktując jego twórczość w pewnym sensie wybiórczo, należałoby zacząć od wydanego w grudniu 2009 roku „Hollyweird”, spokojnego i hipnotyzującego, opartego w dużej mierze o syntetyczne partie klawiszowe. „Night Stars”, „Soundwalk” czy „Slow It Down” to tytuły niezmiernie adekwatne do zaproponowanych kompozycji.

    Rok 2010 to czas wydania wespół z Emceem Dee Jacksonem albumu „Sonic Music” oraz prawdziwej perełki – „Tall Black Guy Vs Michael Jackson”. Drugie wydawnictwo stanowi kompilację odświeżonych adaptacji i reinterpretacji twórczości MJ-a, zbudowanych na podstawie urozmaiconych sampli jego najbardziej znanych utworów (m.in. „Billie Jean” czy „Human Nature”). Rzecz godna polecenia.

    W maju 2011 roku Terrel zaskoczył jednym z wielu niecodziennych projektów, stworzoną w trzy miesiące EP-ką „Therapy Chop Session”, do której stworzenia impulsem była działalność grupy The Beat Inn na portalu społecznościowym Facebook. Pomysł bardzo nietuzinkowy. Tego samego roku kontynuacji doczekało się wydawnictwo „Hollyweird” (tym razem z dopiskiem 2.0 w tytule).

    Warto wspomnieć o współpracy Tall Black Guya z oficyną Bastard Jazz Recordings z Brooklynu, która zaowocowała wydaniem „Tempo Dreams Vol. 1”, a także serii siedmiocalowych winyli (nakład sublabelu ww. – BSTRD Boots), które ciesząc się dużym uznaniem, szybko zostały wyprzedane – m.in. „Water No Enemy”, „The Return of Here and Now” oraz „Meets Al Green”. Każda z nich spotkała się z pozytywnym przyjęciem nie tylko przez słuchaczy – „Water Enemy” ukazała się na kompilacji sygnowanej przez Gillesa Petersona, „Brownswood Bubblers”.

    „Brazilian Chronicles”, mający swoją premierę 7 sierpnia bieżącego roku, to dzieło powstałe na skutek silnych bodźców wywołanych słuchaniem brazylijskich utworów. Nie są to wpływy tak oczywiste, jak miałoby się wydawać. Użyte sample wplecione zostały w sposób nienachalny, nienarzucający słuchaczowi w ewidentny sposób odbioru albumu tylko pod kątem inspiracji towarzyszących twórcy, jak to bywa dość często. Być może właśnie dzięki temu nie ucierpiało na tym charakterystyczne dla tego producenta brzmienie, znane już z wcześniejszych jego dokonań.

    „Brazilian Chronicles” możemy zamówić/przesłuchać w całości na Bandcampie.Co ciekawe, Tall Black Guy doczekał się uznania także ze strony m.in. Skyzoo i DJ’a Vadima. Z tym pierwszym artystą współpracował przy powstawaniu jego najnowszej płyty, „A Dream Deferred”, o której szerzej jeszcze w tym tygodniu w serwisie.

    Tracklista

    1. Crônicas do Brasil
    2. Cole Marrom
    3. Congele-o
    4. Espaço de Brasil
    5. Em La La Terra
    6. Sexci Senhora
    7. Lentamente Arraste
    8. Basta ver a maneira como ela anda
    9. Assim Colega Longo
    10. Desperte-se rápido
    11. O Fim da Viagem
  • Mistyczna twórczość Joego Vitterbo

    Mistyczna twórczość Joego Vitterbo

    3–5 minut

    Instrumentalne kompilacje w środowisku hip hopowym cieszą się różnorodnymi opiniami, niemniej stanowią coraz większą partię ogółu wydawnictw gatunku. Część producentów pozostaje wierna korzeniom, udostępniając beaty oparte o sample i dźwięki perkusyjne. Z kolei wielu uznanych beatmakerów (z powodzeniem) podejmuje próby zatarcia granic między gatunkami, uciekając w stronę trip hopu czy szeroko pojętej elektroniki. Mówiąc krótko – słuchacze mają szeroką paletę wyboru brzmień, które mogą ich zafascynować.

    Oprócz skrajnych emocji, jakie budzą same nagrania, nie sposób nie zgodzić się ze stwierdzeniem, iż wielu artystów ma po prostu metaforyczny „własny świat”, ukryty gdzieś między beatmaszynami a stertami czarnych płyt, wypełniającymi ciasny pokój, służący jako miejsce pracy. Producenci często dają się poznać jako lekko ekscentryczni autorzy niecodziennych kreacji – pierwszym z brzegu przykładem może być osoba Madliba, człowieka odpowiedzialnego za powstały przez wdychanie helu głos Quasimoto i jego perypetie, osadzone na abstrakcyjnych beatach, czy autora wymyślonych muzyków z Yesterday’s New Quintet. Tak barwne osobistości kryją się również w hip hopowych podziemiach Starego Kontynentu – Panie i Panowie, przed Wami Joe Vitterbo.

    Życie i personalia zamieszkałego we Francji artysty spowija mgła tajemnicy skrywanej pod niepokojącą, gipsową maską. Joe to ”człowiek renesansu” w najlepszym tego wyrażenia znaczeniu, lista dziedzin sztuki i kultury, jakimi się zajmuje jest bardzo imponująca. Szkice, obrazy, niezależne filmy i fotografie to tylko niektóre z jego pobocznych dzieł. Hołdując zasadzie DIY, Vitterbo potrafi sam wziąć w swoje ręce organizację wystaw czy koncertów zaprzyjaźnionych muzyków. W 2004 roku światło dzienne ujrzała jego pierwsza EP-ka, „7 1/2 tries”, będąca połączeniem instrumentalnego hip hopu i, jak sam określa, „lo-fi electro”. Inspirowany wczesnymi dokonaniami DJ-a Shadowa album został stworzony w całości za pomocą Akai S2000 oraz Atari 1040STF, szybko zmiksowany przez Mitcha Vincenta, i niemasterowany. Wydana niskim kosztem, we własnoręcznie przygotowanych koszulkach, płyta rozdawana była za darmo, a teraz można pobrać ją z Bandcampa Joego.

    Tracklista

    1. Question
    2. Answer
    3. On My Mind
    4. Everything Seems To Be
    5. Fugalude
    6. Flexion
    7. Reflexion

    Na tym samym sprzęcie, w podobnych warunkach, pod osłoną nocy powstał w 2006 roku drugi album Vitterbo, „Blind”, uciekający jeszcze bardziej w stronę mrocznej elektroniki. Przeważające na płycie, brudne, szumiące i minimalistyczne dźwięki ocierają się niemalże o ambient, współgrając z mistycznym wizerunkiem producenta. Jak głosi podpis pod albumem: a headphone can be advised for an „optimal” listening. Zapraszam do przekonania się na własnej skórze, zaopatrując się w jego utwory, bez dodatkowych opłat, na Bandcampie.

    Od czasu wydania ”Blind”, Joe angażował się w rozmaite, undergroundowe projekty związane ze sztuką i muzyką alternatywną. W życiu artysty nie brakuje polskich akcentów – niejednokrotnie bowiem zajmował się koncertami rockowych i jazzowych formacji, takich jak np. Robotobibok, Band Of Endless Noise, Małe Instrumenty, Program i Mordy, dodatkowo poświęcając się pracy przy noise-rockowej kapeli o dźwięcznej nazwie DUPEK (z którą wystąpił w naszym kraju w 2006 i 2008 roku). Ponadto, przyznaje się do swojego zamiłowania estetyką starych polskich plakatów filmowych (zapraszam na stronę artysty – nad jego biografią widnieje zdjęcie, zrobione na tle jednego z nich).  Joe Vitterbo miał dodatkowo swój wkład w organizację show ”1989” Gran Kino, czy tworzenie tanecznych performance’ów Amandy Bouilloux.

    Rok 2011 to znowu powrót do samplera. Powrót nie byle jaki, bo w iście wielkim stylu, osadzonym w realiach hip hopu lat dziewięćdziesiątych… czyli w klimacie zupełnie innym, niż przed laty. „Sometimes You Have to Stick with the Oldschool Ways” wydany w lipcu bieżącego roku nakładem wytwórni Joego, Young & Green Records, jawi się słuchaczowi jako trwający przeszło 46 minut, pełnowymiarowy album.

    Oparty o sample, scratche i partie klawiszowe, stanowi najbardziej hip hopowe dzieło Vitterbo, które z pewnością przypadnie do gustu wielu Czytelnikom UCTL. Pomimo tego, że usłyszymy patenty rodem z bardziej elektronicznych inspiracji producenta, dominują beaty oparte na groovie oraz przemyślane, często bardzo emocjonalne i dramatyczne kompozycje, będące wyrazem dojrzałości twórcy. Jeżeli dodamy do tego niebanalny sposób wydania limitowanego albumu, po zsumowaniu wszystkich czynników, otrzymujemy sztukę wysokich lotów.

    Album możemy przesłuchać na Bandcampie. Warto zapoznać się także z trailerami promującymi wydawnictwo.

    Tracklista

    1. Welcome
    2. Still Banging
    3. Five Spot Aftershow
    4. Groovy Harry
    5. Conspiracy Interlude
    6. Chippers
    7. U Know The Name
    8. Guess Who’s Back!
    9. ’Til it Hurts
    10. JCarson Orchestra Interlude
    11. Gotta Stick with the Worst
    12. Real Shit Part One
    13. Inna 6strings Mood
    14. Maybe You’re Too Young to Know How to Dance on This Kind of Groove? Part One
    15. Wanna be a Gangsta?
    16. Strongtown Diva
    17. Teenie Weenie Groovy
    18. Just a Beat
    19. Real Shit Part Two
    20. Will You Answer This Time?
    21. Maybe You’re Too Young to Know How to Dance On This Kind Of Groove? Part Two
    22. Who Said It Was A Game?
    23. A Man on the Street
Translate »