Kategoria: Artykuły

  • Lost and found: INI – Center Of Attention

    Lost and found: INI – Center Of Attention

    3–4 minut

    W dzisiejszym rzucie serii „Lost and found” zabieram Was na podwórka Westchester w Nowym Jorku (a jakże!) by przyjrzeć się losom pochodzącej stamtąd grupy INI, których krążek „Center Of Attention” przeszedł do historii jako jeden z najbardziej zbootlegowanych albumów w historii rapu.

    Skład grupy został uformowany w połowie lat 90-tych przez czwórkę Emcees znanych jako Rob-O, Grap Luva, I Love H.I.M. aka Raas oraz Marco Polo (nie mylić z dzisiejszym producentem). Kwartet nawiązał silne koneksję z legendarnym już wtedy Pete Rockiem, prywatnie starszym bratem Grap Luvy. W momencie, gdy drogi znanego producenta z C.L. Smoothem rozeszły się na dobre, Peter postanowił założyć własny label będący pododdziałem Elektry, wytwórni w której wychodziły jego poprzednie projekty. Zatem pierwszoplanową rolę w świeżo założonym Soul Brother Records odegrać miało właśnie INI.

    Rok 1995 był bardzo pracowitym w wykonaniu Pete Rocka. Producent dwoił się i troił by podzielić czas między dwoma projektami – ten, o którym mówimy dzisiaj oraz album Dedy „The Original Baby Pa”. Wróćmy jednak do samego zespołu.

    Zanim doszło do powstania INI jej członków można było usłyszeć już wcześniej na legalnych wydawnictwach. Rob-O i Grap Luva z powodzeniem udzielali się na pierwszych płytach Pete Rocka ze C.L. Smoothem, dodatkowo ten drugi wystąpił na albumie „Blue Funk” w utworze „A Buncha Niggas” autorstwa Heavy D & The Boyz.

    Prace nad „Center Of Attention” rozpoczęto w roku 1995 w Green Street Studios. Podczas sesji nagraniowych szczególną aktywność przejawiali Grap Luva, Rob-O oraz Raas. Zdecydowanie mniejszym zapałem wykazał się Marco Polo, który jak się później okazało wystąpił jedynie w dwóch utworach (licząc intro wykonane w języku francuskim). Chemia między INI i Pete Rockiem była na tyle dobra, że do współpracy zaprosili jedynie dwójkę gości: Q-Tipa i Large Professora.

    Całość utworów (z wyjątkiem „Step Up Time” autorstwa Grap Luvy) wyszła spod ręki Pete Rocka. Warstwa muzyczna przez wielu uważana za najlepszą w jakże owocnej karierze Soul Brothera. Niesamowity kolaż dźwięków poczynając od eklektycznego jazzu, przesączonych soulem klawiszy a kończąc na tłustych, dopieszczonych werblach. Niesamowity vibe charakteryzujący brzmienie Pete Rocka stanowił idealne tło dla leniwego, wyluzowanego wręcz flow zespołu.

    Wartość merytoryczna tekstów dotyczyła przede wszystkim osobistych refleksji, radości czerpanej z jam sessions, ale nie uciekano również od komentarzy socjologicznych.

    Singlem, który miał promować długogrający album wybrano „Fakin’ Jax” (jak się później okazało, jedyne oficjalne wydawnictwo zespołu z tamtych czasów). Pomimo dużego rozgłosu wśród stacji muzycznych (grali go w swoich audycjach m.in. Funk Master Flex czy Marley Marl) właściciel Elektry nie widział potencjału w materiale przygotowanym przez grupę i najzwyczajniej w świecie odstawił go na półkę. Pomimo kiepskiej promocji zarówno video jak i fizycznego nośnika „Fakin’ Jax” znalazł ogromne uznanie na undergroundowej scenie, gdzie stał się jednym z najbardziej bootlegowanych nagrań.

    Jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach, drogi członków zespołu rozeszły się przez powyższy incydent. Artyści co jakiś czas dają znać o swojej osobie aktywnie uczestnicząc w budowaniu i rozwijaniu undergroundowej sceny. Ostatni projekt Rob-O datuje się na rok 2006, kiedy to wypuścił udany album „Rhyme Pro”. Z kolei Grap Luva jest autorem instrumentalnego projektu „Neva Done EP”, które wydało Redefinition Records blisko trzy lata temu.

    Choć „Center Of Attention” ujrzało światło dzienne w kilku odsłonach jako bootleg, doczekało się również legalnego wydawnictwa wydanego w 2003 roku nakładem Rapster Records (przy udziale też BBE Records). Płyta ukazała się wraz z ww. projektem Dedy („The Original Baby Pa”) w postaci podwójnego wydawnictwa „Lost & Found: Hip Hop Underground Soul Classics”. Jednak jak sam Pete Rock przyznaje album nigdy nie został przekazany do wiadomości publicznej zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem.

    Discogs: INI – „Center Of Attention”

    Tracklista

    1. Intro (H.I.M.)
    2. No More Words
    3. Step Up
    4. Think Twice
    5. Square One
    6. Life I Live
    7. Kross Roads
    8. To Each His Own feat. Q-Tip & Large Professor
    9. Fakin’ Jax
    10. What You Say
    11. Props
    12. Center Of Attention
    13. Grown Man Sport
    14. Mind Over Matter
    15. Don’t You Love It
    16. Microphonist Wanderlust
  • Lost and found: Dysfunkshunal Familee – Singles & Unreleased LP

    Lost and found: Dysfunkshunal Familee – Singles & Unreleased LP

    2–3 minut

    Brooklyn, miejsce na muzycznej mapie do którego powraca się z ogromną ciekawością i nieodpartą przyjemnością. Kolejnym powodem aby zatrzymać się dłużej w tej lokalizacji będzie grupa Dysfunkshunal Familee.

    Trzon grupy stanowią Crazy DJ Bazarro, Braindead, D-Rock i Rebel Rhyme wspomagani przez Amayssa, Diverse’a, DJ’a Primetime’a oraz Migrain Insane’a. Tak uformowany zespół zadebiutował na początku lat 90.tych bardzo mocnym singlem, który z pewnością może posłużyć za ich znak rozpoznawczy.

    Mowa o utworze „New Ruff Flava” wydanym w 1994 roku przez Armageddon Records. Do wysokiej klasy nagrania zrealizowano videoclip oraz wytłoczono 500 sztuk winylowych kopii. Nośnik ten w ilości 200 sztuk trafił w ręce Dana Smallsa, który wówczas pracował w Loud Records. Po tym jak płyty przedostały się do stacji radiowych o grupie zaczęto mówić coraz głośniej. Pozytywne opinie magazynu Gavin i recenzje słuchaczy zaowocowały telefonami z większych i mniejszych wytwórni.

    Pomimo nagromadzonej dużej ilości materiału grupa nie wydała oficjalnego longplaya (przyczyny nie są znane po dziś dzień). W internecie można natknąć się na „Unreleased Album”, który zawiera zbiór wszystkich ścieżek nagranych przez zespół w najlepszym okresie działalności. Z gościnnych występów na owym bootlegu można wspomnieć Apani B Fly, Unique’a czy Finsta Bundy’ego.

    W 2008 roku duńska oficyna wydawnicza Cipherzone Records wypuściła „Lost & Found EP” zawierającą 6 utworów znanych m.in. z wspomnianego wcześniej bootlegu. Rok później już za pomocą dobrze znanego brytyjskiego labela Chopped Herring Records ukazała się demo EP-ka „Mixed Emotions ’96”, na której zebrano niepublikowane wcześniej utwory zespołu. Również w 2009 roku nakładem CHR trafiła do sprzedaży kolejna płyta z archiwalnymi nagraniami formacji – „Civilized Savages 94 EP”.

    Rok 2010 przyniósł reunion Dysfunkshunal Familee. Nowy album zatytułowany „Family Reunion” (Variation Music / Narcata Records) zawierał 17 nowych ścieżek, na których gościnnie wystąpili m.in. 5FT z Black Moon, O.C., Craig G czy Sadat X z Brand Nubian. Krążek nagrano w dość okrojonym składzie, reprezentowanym przez DJ’a Bazarro, Amayssa, D-Rocka oraz DJ’a Skinniego.

    W ostatnim czasie również dało się odczuć zainteresowanie zespołem, a to za sprawą EP-ki „Shit Iz On Point 1994-1997” wydanej ponownie przez Chopped Hearring Records. Do sprzedaży trafiło 350 sztuk winylowego nośnika, z czego pierwsze 75 w kolorze zielono-białym, kolejne 75 w czarno-czerwono-białym a pozostałe 200 utrzymane w klasycznym czarnym kolorze.

    Discogs: Dysfunkshunal Familee – „Family Reunion”

    Tracklista

    1. Intro
    2. Separate Ways feat. 5FT
    3. Step Up My Game feat. Finsta Bundy
    4. Be A Star feat. Agony
    5. Fuck All Y’all
    6. Just Keep Holding feat. O.C. & Agony
    7. C.H.A.M.P. feat. Larry Thomas & Ced Tha Don
    8. Don’t Leave Me feat. Larry Thomas
    9. Can’t Help It
    10. So Phony feat. Craig G
    11. Start Scheming feat. General Steele & Jean Grae
    12. I’m Dysfunkshunal feat. Sadat X & Larry Thomas
    13. Smoke Weed
    14. Can’t Be Your Lover
    15. Making Moves feat. Supreme & J-Mac
    16. Can’t Faze Us feat. Larry Thomas & Supreme
    17. The Grind The Hustle feat. Dollamentary, Poison Pen, Miss G & Larry Thomas
  • Lekcja o old schoolu: Culture Hip Hop a New York

    Lekcja o old schoolu: Culture Hip Hop a New York

    3–5 minut

    We wstępie do nowej odsłony „Lekcji o old schoolu” pragnę pokrótce spisać filmy poświęcone hip hopowi sprzed kilku dekad. Żaden szanujący się sympatyk kultury hip hopowej nie powinien mieć problemów z wymienieniem ważnych obrazów z lat 80. i 90.tych. „Wild Style”, „Style Wars”, „Beat Street”, „The Show”, „Rhyme & Reason” czy „Breakin’” to dobrze kojarzone przez ludzi filmy. Jeżeli sięgniemy głębiej to fani hip hopu powinni wymienić kolejne tytuły – „Graffiti Rock”, „The Hip Hop Years”, „The Hip Hop Years” lub „Krush Groove”. Pozostałe filmy na ogół utkwiły w pamięci tylko znawców tej tematyki, którzy poświęcili mnóstwo czasu na dotarcie do niszowych dokumentów. O jednym z nich już pisałem wcześniej na stronie (patrz: „Big Fun In The Big Town”), a teraz przyszła kolej na następny mało rozpowszechniony materiał – „Culture Hip Hop a New York”.

    Pierwsza połowa lat 90.tych przywodzi na myśl Złotą Erę hip hopu i rozkwit rapu. W tych czasach muzyka hip hopowa dotarła do najodleglejszych zakątków globu, co doprowadziło do wykształcenia i prężnego rozwoju odłamów tej kultury w Europie. Francja szybko zaczęła być postrzegana jako jeden z najciekawszych miejsc, w którym hip hop miał się naprawdę dobrze. Amerykanie szybko zaczęli doceniać francuskich wykonawców, co znalazło potwierdzenie na choćby klasycznym albumie Guru, „Jazzmatazz, Vol. 1”. Na tej płycie w utworze „Le Bien, Le Mal” gościnnie wystąpił MC Solaar, dumnie reprezentując przy tym swój kraj. Jak się później okazało, Francuzi byli bardzo pozytywnie nastawieni do kultury hip hopowej, przedstawiając każdy jej element z jak najlepszej strony. W 1994 roku grupa twórców znad Sekwany i Loary zapragnęło poznać hip hop od podszewki, czego owocem był film dokumentalny „Culture Hip Hop a New York”.

    Claude Fléouter, Jean-François Vallée i Frédéric Variot wybrali się w celu nakręcenia dokumentu do kolebki hip hopu, czyli Nowego Jorku. Francuzi nie zamierzali powielać istniejących już filmów i zdecydowanie postawili na przygotowanie materiału różniącego się od „Wild Style”, „Beat Street” czy „Beat This: A Hip-Hop History”. Europejscy twórcy chcieli ukazać hip hop od strony mniej znanych postaci z tego środowiska, przedstawiając życie mieszkańców USA otoczonych z każdej strony przez muzykę hip hopową. Swoistym narratorem „Culture Hip Hop a New York” został redaktor naczelny magazynu „The Village Voice”, Greg Tate. Znakomity amerykański dziennikarz umiejętnie wprowadził do świata hip hopu, co uczyniło z całego filmu bardziej przyswajalny i łatwiejszy do zrozumienia materiał. Oprócz niego przez cały dokument przewijają się tuzy hip hopowe – Wu-Tang Clan, Chuck D, Afrika Bambaataa, Guru – dorzucając swoje trzy grosze do opowieści o tej kulturze.

    Jednak gwoździem programu są ujęcia z udziałem szerzej nieznanych postaci lub osób znajdujących się wówczas dopiero na fali wznoszącej. W tym miejscu należy umieścić jednego z najwybitniejszych freestyle’owców w historii, Supernaturala, który dwukrotnie w „Culture Hip Hop a New York” dał popis swoich nieprzeciętnych umiejętności (nikt inny nie ma takiego daru interakcji z publicznością jak on). Prawdziwą bombą jest również wywiad z członkiem formacji Lifers Group, pierwszej grupy hip hopowej założonej przez więźniów odsiadujących długie wyroki za ciężkie przestępstwa. W podobnych kategoriach wypada mówić o części tego dokumentu poświęconej nastoletniemu raperowi Viciousowi (artysta z pogranicza rapu i reggae zasłynął singlem „Nika” w 1994 roku). Warto też zwrócić uwagę na jego rozmowę z menedżerem, podczas której matka i babcia młodocianego Emceego siedzą w koszulkach z napisem „Kool D.J. Red Alert” (sic!). Występy Produce by New-York i Fuman Chooz również wypadają pierwszorzędnie i aż dziw bierze, że te grupy nie pozostawiły po sobie w zasadzie żadnego śladu (urywek koncertu pierwszego zespołu jest świetny). Jako dodatek do całości można potraktować epizod w wykonaniu praojców hip hopu, The Last Poets, czy freestyle Lord Jamara i Jamalskiego.

    Dokument przygotowany przez Francuzów nie przeszedł do historii jako jeden z najważniejszych filmów o hip hopie z lat 90.tych. Jednak trudno odmówić temu obrazowi niesłychanego i wyjątkowego klimatu. „Culture Hip Hop a New York” ukazuje również ulice Wielkiego Jabłka i jego mieszkańców żyjących tym wszystkim na co dzień (doskonale przy okazji widać, iż NYC w 1994 roku było rządzone przez Wu-Tang Clan). Jako ciekawostkę należy dodać fakt, iż ten film był wyświetlany w Europie przez Canal+ i aż do dziś jest traktowany przez wielu Francuzów jako jedną z największych inspiracji z lat 90.tych. Szkoda tylko, że dokument przeszedł bokiem w Stanach Zjednoczonych, gdyż miał on potencjał aby stać się równie wpływowym filmem po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego.

    Europejczycy niejednokrotnie okazywali się zdolnymi twórcami filmów o tematyce hip hopowej. „Culture Hip Hop a New York” jest doskonałym potwierdzeniem tych słów. Claude Fléouter nakręcił ze swoją ekipą przednie dzieło, stając się przy tym jednym z nielicznych reżyserów i scenarzystów przedstawiających szerzej nieznanych artystów. Lwia część dokumentu sprzed dwóch dekad zawiera wyjątkowe i rzadko spotykane materiały o wykonawcach z Nowego Jorku i New Jersey. Znakomity projekt filmowy, który należy do wąskiego grona najmniej znanych obrazów o hip hopie z lat 80. i 90.tych.

    „Culture Hip Hop a New York” znajdziecie na Dailymotion i YouTube. Poniżej zamieszczam film z tego pierwszego serwisu, ponieważ niektórzy mają problemy z dźwiękiem przy odtwarzaniu dokumentu na YT. Jakość materiału nie jest powalająca, ale rekompensuje to niesłychany klimat tej produkcji.

  • Lost and found: Tucka Da Huntaman – Da Hunt Is On/Watch Your Back

    Lost and found: Tucka Da Huntaman – Da Hunt Is On/Watch Your Back

    1–2 minut

    Pierwsza połowa lat 90.tych obfitowała w wiele produkcji utrzymanych w stylu „ruff, rugged & raw”. Bezkompromisowe, zarówno braggadocio czy też storytellingi, ścierały się z wysokiej jakości produkcjami, najczęściej opartymi na niskim basie z wyraźnym naciskiem na mocne uderzenia werbla. Jednym z artystów idealnie wpisujący się we wspomniany opis jest Tucka Da Huntaman.

    Kevin Tucker wychował się i dorastał na Brooklynie w Nowym Jorku, gdzie nie trudno było zarazić się dyscypliną rymowania. Już jako młodzieniec zaczął niewątpliwie wyróżniać się spośród innych „podwórkowych” Emcees. Stało się tak za sprawą szorstkiej, chrapliwej wręcz barwy głosu. Liczne freestyle dawane czy to w radiowych występach, czy też podczas otwartych jamów skutecznie rozpętały burzę wokół osoby Tuckera.

    Debiut na oficjalnym nagraniu Huntamana przypada na 1994 rok. Wówczas to raper udzielił się na singlu Bodyrocka w zremiksowanej wersji utworu „Crush Sounds (Flippy Remix)”. Nagranie utrzymane w konwencji electro stało się dość nietypowe dla hardcore’owego Emcee, jednak Tucka pokazał klasę i w efekcie słuchacze dostali porządna fuzję stylów. Rok później przyszła kolej juz na autorskie nagranie Tuckera.

    Singiel „Da Hunt Is On” b/w „Watch Your Back” wydany został w 1995 roku przy współpracy z wytwórnią Profile. Oba utwory z powodzeniem mogą posłużyć za definicję stylu „East Coast hardcore flava”, a szczególnie „Watch Your Back” – prawdziwy street banger.

    Problemem przez który Tucka nie wydał nic więcej był…jego głos. Otóż w momencie dokooptowania rapera do Profile, swoje miejsce w owej wytwórni grzał już Nine. Praktycznie identyczna barwa głosu oraz styl rymowania obu Emcees zmusiły włodarzy labelu do podjęcia jednogłośnej decyzji. Co prawda ciężko było przebić się przez błyszczącego wówczas Nine’a w czym nie pomogły również podkłady przygotowane przez Tony’ego Stoute’a, producenta… Nine’a. Po tym czasie Huntaman zniknął ze sceny na długi czas, co oznacza, że happy endu nie będzie.

    Discogs: Tucka Da Huntaman – „Da Hunt Is On” b/w „Watch Your Back”

    Tracklista

    Strona A

    A1 Da Hunt Is On (Radio Version)
    A2 Da Hunt Is On (Original Version)
    A3 Da Hunt Is On (Instrumental)

    Strona B

    B1 Watch Your Back (Radio Version)
    B2 Watch Your Back (Instrumental Version)
    B3 Da Hunt Is On (Acappella Version)

  • Lost and found: Call O’ Da Wild – Singles (1995-96)

    Lost and found: Call O’ Da Wild – Singles (1995-96)

    2–3 minut

    W dzisiejszej odsłonie cyklu „Lost and found” odwiedzamy Harlem, bo właśnie stamtąd wywodzą się Barron Ricks i Angelo Campanioni, w otoczeniu rapowym znani jako Call O’ Da Wild. Krótka aktywność sceniczna duetu przypadała na połowę lat 90.tych, kiedy to panowie po poznaniu DJ’a Muggsa zaczęli przygotowania do nagrania długogrającego albumu. Bliskie kontakty z DJ’em Cypress Hill oraz pozytywne recenzje wydanych singli pozwoliły zwrócić uwagę większych wytwórni. Ale wszystko po kolei…

    Moment, w którym światła reflektorów po raz pierwszy zabłysły przy Call O’ Da Wild był wydany w 1995 roku singiel „Clouds Of Smoke”. Nagranie wyprodukowane przez duet Knobody & Sean Cane po dziś dzień uznawane jest za sztandarowy utwór grupy z Harlemu. Trafił on zresztą na ścieżkę dźwiękową do filmu „Bad Boys”. Grzechem byłoby nie wspomnieć o klimatycznym, czarno-białym videoclipie powstałym do „Clouds Of Smoke”. Jeszcze w tym samym roku Ricks i Campanioni wydają rozszerzoną wersję singla z dodatkowym utworem „Sometimes The Neighborhood”.

    Kolejna dwunastka – „Ruffturrain” b/w „Intellectual Dons” – wydana została już przy pomocy znanego labela – Ruffhouse. W jednym z nagrań udzielił się B-Real, natomiast za produkcję odpowiedzialny był nie kto inny, jak DJ Muggs. Zarejestrowany materiał, który nagrano na przełomie 1996-97 dostarczono do Sony. Włodarze wytwórni uznali nie pchać albumu na półki sklepowe, przewidując jego słabą sprzedaż (brak potencjalnych singli, które mogłyby zapewnić wysoką rotację w radiu). Zabieg okazał się kompletnie niezrozumiały z uwagi na obecność w projekcie DJ’a Muggsa, członka Cypress Hill, jednej z najpopularniejszych grup rapowych.

    Pomimo kilku występów gościnnych – składanka Muggsa „Presents…The Soul Assassins (Chapter 1)” – nie doszło już do reaktywacji Call O’ Da Wild. Większą ochotę do nagrywania przejawiał Barron Ricks, który najpierw pojawił się na kilku utworach (w tym „Tequila Sunrise”, hicie promującym czwarty album zespołu Cypress Hill, „IV”), po czym nakładem Soul Assassins ukazała się jego dwunastka – „Rags To Riches” b/w „Harlem River Drive”.

    Discogs: Call O’ Da Wild

    Call O’ Da Wild„Sometimes The Neighborhood” b/w „Clouds Of Smoke”

    Tracklista

    Strona A

    A1 Sometimes The Neighborhood (Vocal) (prod. Knobody & Sean C.)
    A2 Sometimes The Neighborhood (Instrumental) (prod. Knobody & Sean C.)

    Strona B

    B1 Clouds Of Smoke (Vocal) feat. Wayne-O (prod. Knobody & Sean C.)
    B2 Clouds Of Smoke (Instrumental) (prod. Knobody & Sean C.)

    Call O’ Da Wild„Ruffturrain” b/w „Intellectual Dons”

    Tracklista

    Strona A

    A1 Ruffturrain (prod. DJ Muggs & Joe „The Butcher” Nicolo)
    A2 Ruffturrain (Radio Edit) (prod. DJ Muggs & Joe „The Butcher” Nicolo)

    Strona B

    B1 Intellectual Dons feat. B-Real (prod. DJ Muggs & Joe „The Butcher” Nicolo)
    B2 Intellectual Dons (Radio Edit) feat. B-Real (prod. DJ Muggs & Joe „The Butcher” Nicolo)

  • Lista: 10 pogodnych płyt na wiosnę

    Lista: 10 pogodnych płyt na wiosnę

    10–15 minut

    W tym roku zima okazała się łaskawa i trwała wyjątkowo krótko. Z drugiej strony, mając na uwadze doświadczenia z ubiegłych lat, może jeszcze okazać się, że sroga aura w najmniej oczekiwanym momencie ponownie zaatakuje. Dlatego też warto rozejrzeć się za pozytywnymi akcentami, dzięki którym jeszcze lepiej będzie można poczuć nadchodzącą wiosnę. Wypatrując kolejnych oznak tej pory roku warto zaopatrzyć się w prawdziwie pogodną i ciepłą muzykę. Jeżeli poszukujecie adekwatnych nagrań do tego, to przygotowałem pewnego rodzaju ściągawkę. Lista „10 pogodnych płyt na wiosnę” zawiera pełne słońca albumy mniej i bardziej znanych wykonawców.

    Na każdej kolejnej stronie tego artykułu znajdziecie projekty idealnie nadające się na wiosenną aurę. Na liście umieściłem wydawnictwa zarówno z lat 90.tych, jak i współczesne materiały. Wszystkie zebrane płyty zostały ułożone w kolejności chronologicznej. Zestawienie otwiera debiutancki longplay Milesa Davisa, „Doo Bop”. Następnie przeczytacie o produkcjach The Pharcyde, Warrena G, Jurassic 5, People Under The Stairs, Ohmegi Wattsa, Samona Kawamury, Son Of Rana and Messangers, The Megaphone State i Innate’a & EP. Każdy z tych projektów świetnie pasuje na wiosenne dni.


    Miles Davis - Doo Bop

    Miles Davis„Doo Bop” (1992)

    Pierwsza propozycja muzyczna na wiosnę pochodzi od jednego z najznamienitszych artystów XX wieku, Milesa Davisa. Ostatni album w bogatej karierze muzycznej tego wykonawcy – „Doo Bop” – to ważne i wyjątkowe dzieło. Gigant jazzu postanowił stworzyć wydawnictwo korzystające ze wszystkich dźwięków przetaczających się przez ulice Nowego Jorku na początku lat 90.tych. Podstawą do nagrania płyty były brzmienia hip hopowe, które Davis już wtedy uważał za najważniejszy element mainstreamu w następnych latach. W celu nadaniu wszystkim utworom właściwego posmaku potrzebowano młodego, i zdolnego przy okazji, producenta. Za namową Russella Simmonsa został nim Easy Mo Bee. Prace nad „Doo Bop” przebiegały niemal wzorowo aż do momentu, w którym Miles Davis trafił po wakacjach 1991 roku do szpitala. Kiedy zmarł on 28 września 1991 roku jedynie 6 utworów było praktycznie skończonych. Pozostałą część materiału powierzono Easy’emu Mo Bee i trzeba przyznać, że stanął on na wysokości zadania, dopracowując wydawnictwo w najdrobniejszych szczegółach.

    Na przełomie lat 80. i 90.tych jazz-hop zrobił niesamowitą karierę; wielu artystów z tego nurtu osiągnęło dużą popularność w środowisku muzycznym. Pomimo tego iż „Doo Bop” nie jest wymieniana jako jedna z najważniejszych płyt jazz-hopowych z tego okresu, to trudno odmówić zasług temu projektowi łączącemu kilka pokoleń słuchaczy. Miles Davis powinien być też dumny z tego, w jaki sposób Easy Mo Bee dokończył ich wspólnego dzieła, pokazując przy tym dużą wiedzę muzyczną i spory arsenał swoich umiejętności. Z drugiej strony, produkcja nie doczekała się uznania ze strony krytyków i recenzentów. Szkoda tylko, że w późniejszych latach Easy Mo Bee nie doczekał się należnych mu honorów, co należy uznać za jedno z większych nieporozumień w historii hip hopu.

    The Pharcyde„Bizarre Ride II The Pharcyde” (1992)

    W 1992 roku środowisko hip hopowe było zdominowane przez gangsta rap. Zachodnie Wybrzeże USA należało do najważniejszych miejsc dla tego odłamu muzyki hip hopowej. Jednak część opinii publicznej była zmęczona tym nurtem, który szczególnie po zamieszkach w Los Angeles (Rodney King Riots) miał fatalne notowania w mediach. Dlatego też debiutancki album The Pharcyde wiele osób określiło mianem „orzeźwiającego”. Trudno temu dziwić się, ponieważ „Bizarre Ride II The Pharcyde” stanowiło zupełnie co innego, niż nie tylko gangsta rap, ale także wszystkie ówczesne odmiany hip hopowe. Imani, Slimkid3, Bootie Brown i Fatlip stworzyli kompletną i wypełnioną po brzegi wspaniałymi nagraniami płytę. Trzeba przy tym pamiętać, że niezwykle pozytywne wydawnictwo sprzed ponad dwóch dekad zyskało niesamowicie dużo dzięki produkcji J-Swifta. „Passin’ Me By”, „Ya Mama”, „4 Better or 4 Worse”, „On the DL” i „Return of the B-Boy” stanowią doskonałą wizytówkę projektu wydanego nakładem Delicious Vinyl.

    Jeszcze w latach 90.tych pojawiło się sporo opinii głoszących, że „Bizarre Ride II The Pharcyde” to jedno z najznamienitszych dokonań Złotej Ery rapu. Po ponad 21 latach od premiery płyty The Pharcyde nadal ten album pojawia się w wielu zestawieniach najlepszych albumów hip hopowych i wpływa na brzmienie nagrań niejednego współczesnego wykonawcy. Pozycja obowiązkowa, na każdą porę roku.

    Warren G„Regulate… G Funk Era” (1994)

    G-Funk znakomicie wypada wiosenną i letnią porą. Wśród dziesiątek płyt z tego nurtu, które świetnie nadają się do wprowadzenia odbiorców w znakomity nastrój, proponuję sięgnąć po doskonały wszystkim znany projekt Warrena G„Regulate… G Funk Era”. Debiutancki album wychowanka Long Beach ukazał się w czerwcu 1994 roku. Zbliżająca się wielkimi krokami 20. rocznica stanowi przy okazji dobrą okazję ku temu, aby przypomnieć sobie o tym materiale lub odkryć jego na nowo. Wydawnictwo promowane nieśmiertelnym singlem „Regulate” oraz niemniej popularnymi „Do You See” oraz „This D.J.” odniósł ogromny sukces, stając się jednym z elementów przedłużających dominację w pierwszej połowie lat 90.tych Zachodniego Wybrzeża USA. Znakomicie przygotowana warstwa muzyczna (znowu tzw. żywe instrumenty) w zetknięciu z charakterystycznym melodyjnym flow Warrena G okazało się strzałem w dziesiątkę.

    „Regulate… G Funk Era” to jeden z albumów najlepiej wypadających jako soundtrack do długich i pogodnych dni. Autorowi tego wydawnictwa niemal perfekcyjnie udało się przemycić kalifornijski klimat do swoich nagrań, który potrafi udzielić się nawet największym ponurakom i zrzędom. Warren G nigdy później nie zbliżył się poziomem swoich produkcji do premierowego LP, ale to już historia na inną rozprawę.

    Jurassic 5„Quality Control” (2000)

    Na przełomie wieków regularnie wychodziły doskonałe wydawnictwa przypisane do undergroundowej strony rapu. Jednym z lepszych albumów pochodzących z tego okresu jest bez wątpienia „Quality Control” Jurassic 5. Niezależna formacja założona w 1993 roku w Los Angeles już po zaprezentowaniu pierwszych projektów – „Jurassic 5 EP” i „Jurassic 5” – wkupiła się w łaski tysięcy słuchaczy na całej kuli ziemskiej wiernych zasadom starej szkoły rapu (od tego wiele osób odchodziło wówczas). Muzyka J5 zrobiła również duże wrażenie na grubych rybach przemysłu fonograficznego, a szczególnie na włodarzach Interscope Records, którzy zaproponowali grupie wydanie ich nowego LP. Chali 2na i spółka przystali na propozycję tej wytwórni płytowej, zachowując przy tym wolność twórczą. Tytuł ich drugiego longplaya jest wymowny – mieszkańcy Cali dostarczyli projekt wysokich lotów, naładowany pozytywną energią i kładący nacisk na autentyczność. Organiczny hip hop nie tylko na wiosnę, ale również na każdą inną porę roku.

    Po latach „Quality Control” pamięta się głównie za sprawą „World Of Entertainment (W.O.E. Is Me)”, „The Influence” czy tytułowego nagrania z LP. Trzeba jednak podkreślić, iż właśnie dzięki tej płycie i szerokiej dystrybucji, a także działaniom marketingowym wydawcy albumu, o istnieniu Jurassic 5 usłyszało znacznie więcej ludzi.

    People Under the Stairs - OST

    People Under The Stairs„O.S.T.” (2002)

    W dyskusjach dotyczących najważniejszych grup związanych z nurtem organicznego rapu nie powinno zabraknąć miejsca dla People Under The Stairs. Duet kalifornijskich artystów – Double K & Thes One – już od debiutanckiego wydawnictwa („The Next Step”) pokazuje wszystkim, iż posiada niezwykłą smykałkę do tworzenia rozpromienionych nagrań rapowych. Świetnym przykładem podkreślającym powyższe słowa jest wydany w 2002 roku album „O.S.T.”, nad wyraz adekwatnej płycie na wiosnę, ale też nie tylko. PUTS stworzyli doskonały projekt aż kipiący żywą i pozytywną energią. Starannie przygotowana warstwa muzyczna, oparta o sample wydobyte z bogatej kolekcji artystów, zachwyca swoim klimatem po dziś dzień. Poszczególne teksty utworów znakomicie współgrają z podkładami i dodatkowo przemawiają na korzyść tego longplaya. Płyta wydana nakładem OM Records to istny wyznacznik chilloutowych produkcji podanych z dużą dozą humoru i wiedzy.

    „O.S.T.” to dobrze znany skrót od „original soundtrack”. Album People Under The Stairs sprzed blisko 14 lat stanowi kapitalną ścieżkę dźwiękową do zwykłych spraw codziennych niemal każdej osoby. Przy okazji warto też pamiętać o tym, iż wydawnictwo zawiera kilka prawdziwych perełek i przy okazji najsłynniejszych utworów w dorobku PUTS„The L.A. Song”, „Acid Raindrops”, „Tales Of Kidd Drunkadelic” i „Keepin It Live”.

    Ohmega Watts„The Find” (2005)

    Artyści hip hopowi z północno-zachodniej części Stanów Zjednoczonych od lat cieszą się dobrą opinią w branży. Dekadę temu w undergroundzie sporo osób zwróciło uwagę na działalność grupy Lightheaded. Braille, Othello i Ohmega Watts przyczynili się do rozwoju niezależnego rapu z Oregonu, docierając z albumami „Pure Thoughts” i „Wrong Way” do słuchaczy z całego świata. Ostatnich z tych artystów wypuścił we wrześniu 2005 roku nakładem Ubiquity znakomitą solową płytę „The Find”. Debiutanckie wydawnictwo tego wykonawcy spora część dziennikarzy muzycznych uznała za świetnie przygotowany materiał, przyznając mu wysokie oceny. Trudno się temu dziwić, ponieważ Milton Campbell wraz z licznymi pomocnikami nagrał kapitalnie brzmiący projekt, wypełniony po brzegi pogodną muzyką. Mieszkaniec Portland odpowiada zarówno za stworzenie wszystkich podkładów, jak i tekstów na longplay. W realizacji warstwy muzycznej wsparli jego liczni instrumentaliści, zaś wśród wokalistów i raperów na LP pojawili się The Procussions, Tiffany Simpson, Sharlok Poems, Surreal, Othello czy Braille.

    Organiczny hip hop przywodzi na myśl głównie grupy muzyczne. Jeżeli jednak chcecie przekonać się jak brzmi ten nurt w wykonaniu solisty, to wystarczy sięgnąć po „The Find”. Ohmega Watts wraz ze swoimi gośćmi dowiódł na tym albumie, że instrumenty muzyczne wnoszą mnóstwo ożywienia w stylistykę hip hopową, tworząc wybuchową mieszankę przeznaczoną nie tylko na wiosenne dni.

    Samon Kawamura„Translations” (2007)

    Japońscy producenci kojarzą się większości słuchaczom z osobami DJ’a Hondy, DJ’a Krusha czy Nujabesa (i licznych kontynuatorów jego stylu muzycznego). Z Krajem Kwitnącej Wiśni jest związany inny beatmaker, który zasługuje na obecność w zestawieniu obejmującym ww. artystów – Samon Kawamura. Wykonawca przyszedł na świat w niemieckim Heidelbergu, ale wychowywał się w Nippon, gdzie zdobywał swoje pierwsze szlify muzyczne. Po powrocie na stałe do Europy ten twórca zrealizował debiutancki album, „Translations”. Płyta wydana w 2007 roku nakładem Nesoli stanowi odpowiedź na to, co stałoby się po połączeniu brzmień inspirowanych nagraniami Madliba, J Dilli, Peanut Butter Wolfa z niemieckim i japońskim folklorem. Instrumentalne wydawnictwo 40-letniego dzisiaj producenta może z powodzeniem konkurować z wieloma materiałami tego typu publikowanymi na fali popularności „Donuts” czy serii „Beat Konducta”. Przy lepszej promocji premierowej płyty niemieckiego beatmakera o japońskich korzeniach, to właśnie jego kompozycje mogłyby być stawiane na równi z dokonaniami całej masy popularnych obecnie na świecie producentów dorastających przy muzyce Stones Throw Records i jazzowych oraz soulowych klasykach.

    „Translations” to doskonały przykład na to, że każdy odbiorca powinien nieustannie odkrywać nową i nieznaną wcześniej dla niego muzykę. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo przeoczyć wartościowe nagrania i przejść obojętnie obok tych, którym należy się większy szacunek w środowisku. Samon Kawamura tworzy znakomite, uduchowione i po prostu piękne utwory. Jego pierwsza płyta to również dowód na to, iż pogodne i niezwykle ciepłe brzmienie hip hopowe nie jest domeną tylko kalifornijskich wykonawców.

    Messangers & Son of Ran„Incoming Message” (2008)

    Niektórzy mogą uznać to za dziwactwo lub muzyczny masochizm, ale wręcz uwielbiam wydawnictwa, o których nie ma zbyt wielu informacji w sieci. Płyty wymagającego solidnego przetrzęsienia wielu stron w w celu znalezienia szczegółów ich dotyczących niejednokrotnie niosą ze sobą kapitalne nagrania. Powyższy opis pasuje jak ulał do wydawnictwa Messangers & Son of Ran„Incoming Message”. Za powstanie tego materiału z października 2008 roku odpowiada trio producenckie Messangers i raper Son of Ran. Kalifornijscy twórcy nagrali pozytywny i skąpany w słońcu longplay zachwycający już od otwierających ten projekt „Intro” i „The Arrival”. Chemia panująca pomiędzy autorami tego LP uderza z dużą siłą i potrafi zarazić każdego słuchacza dobrze nastawionego do hip hopu z duszą. „Heart Breakers”, „Soul”, „All In”, „For The Wax” i „Street Runners” to sztandarowe utwory pochodzące z udanego wydawnictwa tych artystów zdającego egzamin wiosną i każdą inną porą roku.

    Czasem trafiają się wykonawcy niedbający przesadnie o promocję swoich nagrań. Skromność to jedna z największych cnót, aczkolwiek są momenty, w których wydaje się, że poszczególne osoby mają jak najbardziej prawo do chwalenia się swoją twórczością. Son Of Ran mógłby bardzo dużo zyskać przy większej dbałości o dotarcie z „Tribute to Sky City” i „Incoming Message” do szerszego grona odbiorców. Jakość jego utworów pozostawia za sobą mnóstwo innych twórców, którzy przebili się znacznie wyżej niż ten Emcee. Cóż, takie są właśnie uroki branży muzycznej.

    The Megaphone State„VLA Kings” (2012)

    Skandynawscy artyści hip hopowi od dawna cieszą się zainteresowaniem daleko poza granicami Europy Północnej. Na korzyść wykonawców z Norwegii, Szwecji i Finlandii przemawia fakt, iż ich nagrania mają specyficzny klimat i posmak rzadko spotykany w innych zakątkach globu. Właśnie w ten sposób można powiedzieć też o fińskiej grupie The Megaphone State. Duet związany z wytwórnią płytową Fresh Tunes Finland wydał w pierwszej połowie 2012 roku niezwykle pogodną płytę „VLA Kings”, idealnie sprawdzającą się jako soundtrack na wiosnę i lato. Emcee Ekow i producent Simon Sound lubują się w organicznych brzmieniach hip hopowych, dzięki którym przywodzą na myśl stare-dobre czasy dla tego nurtu hip hopowego. Obaj twórcy wydawnictwa znakomicie uzupełniają się ze sobą i pokazują, że w dzisiejszych czasach nadal jest miejsce dla rapu tworzonego z duszą i pokazują, iż duety hip hopowe wciąż potrafią pozytywnie zaskoczyć.

    The Megaphone State udowodnili na „VLA Kings”, iż podpatrując amerykańskich solistów i grupy kojarzone z ciepłą i pozytywną odmianą muzyki hip hopowej, można pokusić się o nagranie organicznej płyty z autorskim pierwiastkiem. The Roots, People Under The Stairs, Mountain Brothers czy Jurassic 5 powinni być zadowoleni z efektu końcowego uzyskanego przez fiński duet.

    Innate & EP„Such As I” (2013)

    Skąpana w słońcu Kalifornia stanowi wręcz wymarzone miejsce do powstawania pogodnych i ciepłych płyt hip hopowych. Wykonawcy rodem z Cali nadal potrafią zaskoczyć doskonałym albumem kontynuującym tradycje zapoczątkowane przez The Pharcyde i Jurassic 5. Widać to choćby na przykładzie ubiegłorocznego longplaya Innate & EP„Such As I”. Projekt wydany nakładem TheOther20Eight należy do ścisłej czołówki najlepszych wydawnictw ostatnich lat, które zostało jednak przegapione przez większość odbiorców. Za powstanie tego materiału odpowiada duet artystów wchodzących w skład grupy Rock Bottom, a także producent Nate Wolvin. Wspólnymi siłami stworzyli oni doskonały projekt opisujący zwykłą codzienność Kalifornijczyków w nad wyraz plastyczny sposób. Sprytnie nakreślone historyjki i duży dystans artystów również ma tutaj niemałe znaczenie. „The Grind”, „Sunday”, „Stella”, „Early In The Morning” czy „We Rock” stanowią znakomity przedsmak pełnego LP nagranego przez tych utalentowanych twórców.

    „Such As I” kapitalnie wypada jako dodatek do ciepłych i beztroskich wiosennych dni. Innate & EP wraz z Nate’em Wolvinem zafundowali wszystkim niezwykle dopracowany i umiejętnie zrealizowany album podany w stricte kalifornijskim stylu. Aż dziw bierze, że wspaniałe wydawnictwo z ub.r. przeszło bokiem i nie zostało zauważone przez większość stron muzycznych i odbiorców rapu. Jeżeli jeszcze nie znacie tego materiału, to nie zwlekajcie ani chwili dłużej i sięgnijcie po LP od kalifornijskich wykonawców.

  • Lost and found: Young Zee – Musical Meltdown

    Lost and found: Young Zee – Musical Meltdown

    3–5 minut

    Duety w rapie to dość powszechne zjawisko. Często jest one przejawem klasycznego podejścia do tworzenia krążków, które skupia się wokół osób Emceego i producenta. Ostatnimi czasy jednym z bardziej kojarzonych duetów na niezależnej scenie jest PaceWon & Mr. Green. Wszyscy ci, którzy odrobili lekcję z twórczości obu panów, na pewno skojarzą nazwę Outsidaz. Grupa słynąca głownie z mocnych, bitewnych linijek miała dwóch nieformalnych liderów – pierwszym z nich był wspomniany PaceWon, drugim zaś, bohater dzisiejszego artykułu – Young Zee.

    Newark, miasto położone w stanie New Jersey. Redman, Artifacts czy Ice-T to tylko niektóre ikony rapu afiszujące się z tym miejscem, gdzie wskaźnik przestępczości stanowi jeden z najwyższych w USA. Właśnie tam narodził się jeden z rapowych talentów, który nigdy nie został w całości wyeksploatowany, Young Zee. Pierwszy udział rapera w oficjalnym nagraniu datuje się na 1995 rok. Wtedy wystąpił on w utworze „Heaven” soulowo-hip hopowej grupy Solo. Rok później Zee zdobył należny rozgłos i kredyt zaufania słuchaczy, kiedy to udzielił się na klasycznym już wydawnictwie The Fugees zatytułowanym „The Score”. Album osiągnął olbrzymi sukces komercyjny, a na jeden z promujących singli wybrano nagranie „Cowboys” z gościnnym występem rapera (dodatkowo u jego boku wystąpili inni członkowie OutsidazPaceWon oraz Rah Digga).

    Charakterystyczny głos i oryginalne flow Young Zee dobrze dobrze rokowały przed wydaniem jego pierwszego solowego albumu. Atmosferę przed premierą wydawnictwa podsyciły single „Problems” b/w „Jack Mode” oraz „Everybody Get”. Wydania materiału podjęła się oficyna Perspective Records. „Musical Meltdown” początkowo wypuszczono w kilku egzemplarzach jako promo na kasecie magnetofonowej. Jak się potem okazało, było to jedyne wydanie aż do 2013 roku. Powszechnie spekuluje się, że głównym czynnikiem, który wstrzymał wydanie „Musical Meltdown” była bardzo niska ocena przyznana przez magazyn The Source (jedynie dwa na pięć mikrofonów).

    Szczerze, to nie mam pojęcia czym kierowali się recenzenci przy wystawianiu tak niskiej noty, gdyż album z pewnością zasługuje na wyższą ocenę. Zacznijmy od warstwy muzycznej. Może nie są to produkcje, które z miejsca można nazwać klasycznymi pętlami, ale spełniają swoją podstawową rolę – bujają. Wśród beatmakerów znaleźli się m.in. Ski (nigdy nie schodził poniżej określonego poziomu, dostarczając wysokiej klasy produkcje), KRS-One (mocne, charakterystyczne dla Teachera bębny) czy Twista (z klimatycznym, otwierającym album „Toxic Waste”). Jednak nie muzyka stanowi tutaj pierwszy plan.

    Flow Zee jest zadziorne, zaczepne teksty prowokują do rap battles, jednak wszystko to wmieszane jest w bezwstydny humor, którym raper żongluje przez cały album. Gościnnie na płytę zostali zaproszeni m.in. wspomniany KRS-One, Busta Rhymes, MC Lyte, Lauryn Hill oraz postacie związane z OutsidazRah Digga, PaceWon, D.U. i Yah Yah. Nawet oni nie byli w stanie przyćmić lirycznych popisów gospodarza.

    Po tym epizodzie Dewayne Battle zaliczył kilka gościnnych występów oraz wydał dwa dobrze przyjęte materiały z grupą Outsidaz. Były to kolejno „Night Life” (2000) oraz „The Bricks” (2001). W tym samym roku ukazał się również kolejny singiel rapera „Solo Shit”, który zawierał nagrania „I Love It” oraz „If I Only Had A Brain”. Przez kolejne lata Young Zee ograniczał się do sporadycznych sesji nagraniowych, z czego najważniejsze to występy na albumach PaceWona, Masta Ace’a czy świetny featuring na ostatnim krążku Jedi Mind Tricks, „Violence Begets Violence”.

    W 2012 roku ożywiło się wokół osoby Zee za sprawą wydanego wspólnie z Mr. Greenem krążka „One Crazy Weekend”. Materiał zdecydowanie przypadł do gustu słuchaczom i krytykom, a także znalazł się we wszelakich podsumowaniach niezależnej sceny hiphopowej dwa lata temu.

    W ubiegłym roku doczekaliśmy się reedycji „Musical Meltdowns”. Co prawda nie jest to pełne wydanie, gdyż zawiera tylko połowę z wydanych w 1996 roku utworów, jednak jak zapowiada wytwórnia Dope Folks jest to pierwsza z dwóch części. Winyl wydano w nakładzie 300 limitowanych kopii i dostępny jest na oficjalnej stronie tej oficyny wydawniczej.

    Poniżej znajdziecie kilka utworów pochodzących z jedynego longplaya Young Zee„Toxic Waste”, „Electric Chair” i „Problems”.

    Discogs: Young Zee – Musical Meltdown

    Tracklista

    1. Toxic Waste (prod. Twista)
    2. Don’t Fuck Wit New Jersey feat. Rah Digga (prod. Ski)
    3. Problems (prod. Ski)
    4. Interlude feat. D.U.
    5. Tonsil Check feat. Yah Yah (prod. Feel Good Skills)
    6. W-OUTZ Interlude feat. Axe, Baby L & Yah Yah
    7. Nerve Plucker feat. MC Lyte (prod. Prestige)
    8. Stay Gold feat. Yah Yah & Lauryn Hill (prod. Beezo, Luqman & Roots)
    9. Crazy feat. KRS-One (prod. KRS-One)
    10. Ez-Widaz feat. Loon One & Pacewon (prod. Feel Good Skills)
    11. Juice feat. Rah Digga (prod. Ski)
    12. Milk (People Call Me) feat. Busta Rhymes & KRS-One (prod. KRS-One)
    13. Jack Mode (prod. Feel Good Skills)
    14. Baby L Interlude feat. Baby L
    15. Electric Chair feat. D.U. & Pacewon (prod. Ski)
    16. Hello Interlude feat. Shaquille O’Neal
    17. Everybody Get (prod. Kobie Brown)
  • Lost and found: Shadez Of Brooklyn – Singles & EP

    Lost and found: Shadez Of Brooklyn – Singles & EP

    2–4 minut

    W dzisiejszej odsłonie cyklu „Lost and found” historia Shadez Of Brooklyn, crew ściśle powiązanego z grupą producencką Da Beatminerz. Niekwestionowanym liderem opowieści o grupie reprezentującej nowojorskie Bushwick jest jego współzałożyciel i pomysłodawca Chocolate Tye. Warto zatem poświęcić szczególną uwagę w procesie formowania Shadez Of Brooklyn, gdzie niemałą rolę odegrał jeden z członków Beatminerz, Mr. Walt. Ale wszystko po kolei.

    Chocolate Tye dorastał w tym samym osiedlu, co członkowie Beatminerz, a że Bushwick nie było dużą częścią Brooklynu, chłopaki co jakiś czas wpadali na siebie, czy to w oczekiwaniu na szkolny autobus, czy też przesiadując w Irving Sq. Park. Tye odwiedzał również dwójkę producentów w sklepach z nagraniami, gdzie Mr. Walt i Evil Dee wówczas pracowali. Raper wspomina te czasy z wielką nostalgią: „Odwiedzałem chłopaków w sklepach, gdzie spędzałem sporo czasu, rozmawiając na temat muzyki, kupując płyty i wymieniając się spostrzeżeniami”.

    Przełomowym momentem w karierze Tye, było dokooptowanie jego przyjaciela Rich Blacka do składu Beatminerz. Obaj artyści już wcześniej produkowali utwory dla szerokiego grona grup z Brooklynu. Wystarczy wymienić choćby Pitch Black, Finsta Bundy czy Poetical Thugz. Produkcje spodobały się na tyle członkowi Beatminerz, że zaproponował on beatmakerom wspólne sesje w studio. To właśnie podczas jednej z takich eskapad narodził się pomysł utworzenia Shadez Of Brooklyn. Według Tye’a z ust Mr. Walta miały paść wówczas następujące słowa: „Let’s make up a crew of some dudes just spitting their life story over dope beats!”.

    Pierwszy singiel „Change” b/w „When It Rains It Pours (Survival Warz)” nagrany został w składzie Chocolate Tye, Rev. Al, Tee Black i Rambo. Produkcją obu nagrań zajęli się Beatminerz, odpowiednio Mr. Walt i Rich Black. Proces nagrywania zazwyczaj wyglądał w ten sposób, że kawałki pisano u Tye’a w domu i nagrywano w kultowym studiu D&D, gdzie urzędowali Da Beatminerz. Grupa z miejsca zyskała rzeszę oddanych słuchaczy, a poziom który reprezentowali pozwolił na zasilenie tracklisty mixtape’u DJ’a Premiera „NY Reality Check 101”. Tee Black (prywatnie kuzyn Tye’a) charakteryzował się oryginalnym storytellingiem i posiadał wielce rozwinięty warsztat tzw. wordplay. Z powodzeniem uzupełniał jego Rev. Al, wcześniej członek Da Poetical Thugz, a całości dopełniał jeden z najlepiej zapowiadających się Emcees na Bushwicku, Rambo.

    Kolejna produkcja pojawiła się w 1998 roku i był to singiel „Calm Unda Pressure” b/w „Diamond Mine”. Warto odnotować fakt, że wszystkie materiały Shadez Of Brooklyn wydawane były nakładem Pandemonium Wrekords, niezależnego labelu założonego przez Mr. Walta i Evila Dee. Jeszcze w tym samym roku pojawia się dwunastka „How It’s Done” / „Paradise” / „Wanted Men” personalnie moje ulubione wydawnictwo z katalogu zespołu. Wysokiej klasy kunszt liryczny w połączeniu ze znakomitą produkcją Beatminerz powinien z łatwością zatroszczyć się o kontrakt z większą wytwórnią i tym samym zapewnić grupie rozgłos wśród większej ilości słuchaczy. Tak się jednak nie stało.

    Na rozpad Shadez of Brooklyn złożyło się kilka czynników. Jak sam Tye wspomina, ciężko było stworzyć klasyczny i dobrze znany zespół, składający się z wielu członków, różnych opinii i umysłów twórczych. Wobec narastających konfliktów między obiema grupami, brakiem większego kontraktu oraz niezadowoleniem ze współpracy drogi obu grup rozchodzą się.

    O grupie ponownie zrobiło się głośno w roku 2010, kiedy to angielska wytwórnia Chopped Herring Records postanowiła wypuścić „Pandemonium EP”. Materiał zawierał pięć niepublikowanych wcześniej utworów nagranych w okresie 1996/97 i został wydany w ilości trzystu limitowanych kopii.

    Discogs: Shadez Of Brooklyn

    Aktualizacja: W 2016 roku ww. oficyna wydawnicza Chooped Herring Records wypuściła rozszerzoną wersję „Pandemonium”. Całość dostępna do odsłuchu także na YouTube.

    Tracklista

    1. Now A Dayz
    2. Pandemonium
    3. Everyday Livin’
    4. Change
    5. Paradise
    6. The Square
    7. Survival Warz (When It Rains, It Pours)
    8. Nowhere To Run
    9. Calm Unda Pressure
    10. Diamond Mine
    11. Wanted Men
  • Niezapomniane okładki hip hopowe #1

    Niezapomniane okładki hip hopowe #1

    8–12 minut

    Wydawnictwom muzycznym często towarzyszą publikacje pośrednio związane z ich zawartością, skupiające się na otoczce i szeregu elementów towarzyszących powstaniu płyt. Dziennikarze i zwykli słuchacze potrafią nie raz rozłożyć na części pierwsze wszystkie składowe danej płyty. Często dużo emocji wzbudzają okładki albumów i singli. Właśnie tematem coverów tworzonych na potrzeby wydawnictw różnych artystów zajmiemy się w nowej mini-serii artykułów na łamach serwisu.

    „Niezapomniane okładki hip hopowe” to rozwinięcie cyklu publikowanego na fan page’u U Call That Love. W każdej odsłonie tej publikacji pojawi się po 10 okładek płyt hip hopowych, które przeszły do historii tego gatunku muzycznego. W tej serii zajmę się jedynie szatą graficzną poszczególnych longplayów i singli (oraz anegdotami z nimi związanymi), odrzucając na bok wartość artystyczną każdego z materiałów. Liczy się tylko kreatywność i polot twórców okładek.

    W pierwszym wydaniu przyjrzymy się na poważnie i z przymrużeniem oka okładkom następujących płyt: „Doin’ Thangs” Big Beara, „Slam Dunk’n Hoes” Top Doga, „Ready To Die” The Notoriousa B.I.G., „Illmatic” Nasa, „Milk Me” The Beatnuts, „Paul’s Boutique” Beastie Boys, „Music to Driveby” Compton’s Most Wanted, „Phrenology” The Roots, „Power” Ice-T oraz „It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back” Public Enemy.


    Big Bear - Doin Thangs

    Big Bear„Doin’ Thangs” (1998)

    Autor: Pen & Pixel
    Kategoria: okładka żyjąca w zgodzie z naturą
    Wyróżnienie za: wprowadzenie niedźwiedzi do środowiska hiphopowego

    Okładka do debiutanckiej płyty Big Beara przypomina reklamy wody mineralnej Vytautas. Spoglądając na okładkę albumu nie bardzo wiadomo, o co chodzi i jak to skomentować, ale trudno powstrzymać się od śmiechu. Gdyby Litwini dorwali się do reklamowania tego wydawnictwa, to mogłoby to wyglądać mniej-więcej w następujący sposób:

    Masz niedźwiedzia? Nie trzymaj go na podwórku przy domu lub w swoim ciasnym mieszkaniu. Wypuść go na najlepszą imprezę z udziałem jego braci organizowaną przez Big Beara w kasynie na Florydzie. Wejście tylko na hasło „Doin’ Thangs”. Twój niedźwiedź będzie bardziej zadowolony z takiego wypadu, niż od 20 kg łososi posmarowanych miodem z barci z Gór Skalistych, włożonych w kanapkę przykrytą dwoma jeleniami.

    Ano i byłbym zapomniał. „Doin’ Thangs” zaprojektowała firma Pen & Pixel, znana z szeregu prac wykonywanych na zlecenie południowych wykonawców. Po dziś dzień trudno rozwikłać zagadkę, skąd oni do cholery wzięli pomysł na zamieszczenie niedźwiedzi na okładce tej płyty.

    Top Dog - Slam Dunk'n Hoes

    Top Dog„Slam Dunk’n Hoes” (2005)

    Autor: nieznany
    Kategoria: coś dla fanów rapu, kobiet i koszykówki – czego można chcieć więcej?
    Wyróżnienie za: opanowanie obsługi Photoshopa Painta do poziomu eksperckiego

    Co możesz zrobić, jeżeli jesteś mało znanym raperem i chcesz wydać mixtape, o którym od razu będzie głośno? Możesz zaprosić na imprezę promocyjną płyty hologram 2Paca albo zadać sobie proste pytanie, co lubisz robić w życiu, a następnie przełożyć to na projekt, który koniecznie musi mieć dobrą okładkę. Drugi wzorzec postępowania wybrał Top Dog (nie, nie ten związany z Boot Camp Clik, inny), pokazując na swoim jedynym wydawnictwie swoje ulubione rozrywki. „Slam Dunk’n Hoes” utkwi w pamięci każdemu i nie da spać po nocach. Przed erą memów był czas na Painta lub Photoshopa i dobrą zabawę, co widać na szacie graficznej tego materiału. Nic, tylko dawać wykłady marketingowcom, w jaki sposób szybko podnieść zainteresowanie swoim produktem o 597%.

    Tak na marginesie, to Top Dog miałby spore szanse na wygraną w konkursie wsadów podczas All-Star Weekend w NBA. Kenny Smith i Reggie Miller byliby z niego dumni, Ernie Johnson już niekoniecznie.

    The Notorious B.I.G. - Ready To Die

    The Notorious B.I.G.„Ready To Die” (1994)

    Autor: Butch Bel Air
    Kategoria: małe jest piękne
    Wyróżnienie za: pokazanie światu słodkiego bobasa, który wcale nie jest Biggie Smallsem w wieku niemowlęcym

    „Ready To Die” narobiło tak wielkiego zamieszania w 1994 roku, że nawet przygotowany na różne okoliczności Puff Daddy nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Wszyscy, którzy wcześniej słyszeli o Biggie Smallsie po zetknięciu się z okładką płyty wydanej nakładem Bad Boy Entertainment, zastanawiali się co tam robi słodki malec. W końcu to hardcore’owy album, a nie zbiór kołysanek dla dzieci. Jednak nawet gangsterzy mają również swoją dobrą stronę. Co lepsze, 99% ludzi myślała, iż ten malec, to po prostu The Notoriousa B.I.G. w wieku niemowlęcym (doskonałe podobieństwo, nieprawdaż?) lub jego krewny. Dopiero po latach potwierdziła się tożsamość osoby z fotografii autorstwa Butcha Bel Aira. Keithroy Yearwood udzielił szeregu wywiadów dwa lata temu i przedstawił swój punkt widzenia na całą historię. Oby wiodło mu się lepiej niż Biggie’emu.

    Nas - Illmatic

    Nas„Illmatic” (1994)

    Autor: Danny Clinch & Olu Dara
    Kategoria: podrośnięte też bywa niebrzydkie
    Wyróżnienie za: autoportret na tle swojego osiedla – szacunek u bliskich znajomych gwarantowany

    Nas długo grzebał przy wszystkim, co było związane z wydaniem jego debiutanckiego albumu. Przy tworzeniu „Illmatic” nie obeszło się bez przygotowania okładki, która podobnie jak zawartość longplaya, przeszła do historii. Koncept na ten cover nie wydaje się specjalnie skomplikowany. Ot, artysta odnalazł swoje zdjęcie ze starego szkolnego albumu i postanowił ukazać je na tle fotografii przedstawiającej swoje osiedle. Takie połączenie momentalnie chwyciło i przypadło do gustu nie tylko najbliższym znajomym rapera z Queensbridge. 7-letni Nasir Jones wygląda słodko, nieprawdaż? Kto by pomyślał, że ten dzieciak wyrośnie na jednego z najbardziej wpływowych Emcees w dziejach rapu.

    Na koniec dwie często pomijane kwestie przy dyskusjach o okładce do „Illmatic”. Początkowo artwork do pierwszej płyty Nasa miał zawierać elementy religijne i nawiązywać przy tym do wersu rapera z singla „Live at the Barbeque” Main Source: „When I was 12 I went to hell for snuffin Jesus”. Ostatecznie stanęło na innym koncepcie, w czym zasługa ojca młodego artysty, Olu Dary. Ego Trip utrzymuje, że przy tworzeniu okładki do LP wzorowano się na płycie Howard Hanger Trio, „A Child Is Born”. Trzeba przyznać, że podobieństwo jest naprawdę wysokie.

    Beastie Boys - Paul's Boutique

    Beastie Boys„Paul’s Boutique” (1989)

    Autor: Nathanial Hornblower
    Kategoria: wspieranie swojego ulubionego sklepu z ciuchami
    Wyróżnienie za: panoramiczne zdjęcie ukazujące piękno Nowego Jorku

    Prawie każdy lubi się dobrze ubrać, zgadza się? Wszyscy też lubimy ładne zdjęcia, nieprawdaż? Tak też pomyśleli twórcy okładki do „Paul’s Boutique”. Ad-Rock, MCA, Mike D wraz z Nathanialem Hornblowerem zaserwowali na swoją drugą płytę fantastyczną panoramiczną fotografię wykonaną u zbiegu ulic Ludlow i Rivington. Jak głosi część radiowego spotu: „To w Brooklynie znajduje się Paul’s Boutique a w nim najlepsze męskie ciuchy”. Nie obeszło się tutaj bez teorii spiskowych i dochodzenia prowadzonego przez nowojorczyków, którzy szybko odkryli, że zdjęcie na coverze płyty wykonano w rzeczywistości w części Manhattanu o nazwie Lower East Side. Nawet jeżeli Beastie Boys trochę nagięło tutaj fakty, to trudno nie zachwycać się nad wspaniałą okładką wyglądającą najlepiej przy winylowym wydaniu gatefold. Wszyscy właściciele fan page’ów z „photography” w nazwie – marsz odrobić lekcje, okładka do „Paul’s Boutique” to prawdziwa sztuka.

    Jeżeli interesujecie się, jak miejsce, skąd pochodzi fotografia z płyty Beastie Boys wygląda po ponad 20 latach, to zapraszam do odwiedziny tej strony.

    The Beatnuts - Milk Me

    The Beatnuts„Milk Me” (2004)

    Autor: Mark Mann
    Kategoria: dobra dupeczka na okładce
    Wyróżnienie za: grę słowną i promocję akcji „Pij mleko” wśród sympatyków rapu

    Kiedyś mówiło się, że The Beatnuts stanowi nowojorską odpowiedź na Cypress Hill z Los Angeles. Poniekąd sporo w tym racji, ale trzeba pamiętać o tym, że Juju & Psycho Les lubili pokazać pogodniejsze strony życia i nie brakowało u nich tematyki imprezowej. Akurat z tym silnie wiąże się album „Milk Me”. Tytuł płyty artyści zaczerpnęli ze słów wypowiedzianych przez bliżej nieznanego aktora porno w jakimś filmie. Duet przy pomocy Marka Manna zastosował kapitalną grę słowną na okładce do tego projektu. Modelka o bujnych kształtach (front i back cover) i obłędnej figurze (kłaniają się zdjęcia z wkładki do LP, które znajdziecie na Discogs) musiała się trochę pomęczyć w mleku, które wycieka z „nuts”, ot ci niespodzianka. Oczywiście było warto spędzić trochę czasu na tej sesji fotograficznej.

    Okładka pasuje również ze słynną akcją „Pij mleko”, więc The Beatnuts zapunktowali nawet u nieco starszych nastolatków i pewnie trochę osób przekonali do dbania o dostarczanie odpowiedniej ilości wapnia swojemu organizmowi.

    Compton's Most Wanted - Music to Driveby

    Compton’s Most Wanted„Music to Driveby” (1992)

    Autor: Peter Dokus & David Duarte
    Kategoria: gangsterzy i fani 4 kółek łączcie się
    Wyróżnienie za: pocztówkę z wypadu na policzenie się ze swoimi wrogami

    Ktoś nie spłacił długu? Twój kuzyn dostał łomot za to, że wszedł nie na swoje osiedle? Jakiś frajer zbałamucił Twoją siostrę? Świadkowie Jehowy nieustannie nachodzą w piątkowe poranki? Pora na rozwiązanie wszystkich tych problemów. W cywilizowanym świecie odbyłoby się to pewnie w inny sposób, ale jeżeli jesteś gangsterem z Los Angeles lub okolic, nie ma wyjścia – jedynie drive-by wchodzi w grę. W końcu to najlepsza metoda, a przy okazji zdobędziesz kilka punktów do szacunku w okolicy. Zabierz ze sobą kilku znajomych, zaopatrz się tylko w odpowiednie narzędzia i rozeznaj dobrze teren przeciwnika przed akcją. Pamiętaj też o odpowiednią muzykę na przejażdżkę, a tutaj nie będzie niczego lepszego od płyty „Music to Driveby” Compton’s Most Wanted. Jeżeli to tylko jednak przykrywka i zamierzasz posłuchać dobrej muzyki wraz ze swoim towarzystwem, jak bohaterowie reklamy promującej San Francisco Jazz Festival, to też dobrze. Czego się w końcu nie robi dla chwili relaksu, nieprawdaż?

    The Roots - Phrenology

    The Roots„Phrenology” (2002)

    Autor: Tom „Evil Prints” Huck
    Kategoria: plastyczne odzwierciedlenie tytułu płyty na jej okładce
    Wyróżnienie za: łamigłówkę złożoną z 19 części, której rozwiązanie nie należy do najłatwiejszych zadań

    Ponad dekadę temu Questlove, Black Thought i spółka pokazali światu okładkę, która pozostawiła daleko w tyle konkurencję. Przy tworzeniu konceptu „Phrenology” filadelfijska grupa odwołała się do frenologii – teorii z XVIII i XIX wieku opracowanej przez Franza Josefa Galla i Johanna Spurzheima (1776-1832), wedle której kora mózgu jest podzielona na odrębne ośrodki, z których każdy zapewniał fizykalne podstawy zjawisk psychicznych. W ubiegłych stuleciach pojawiło się pełno plakatów nawiązujących do tego terminu. W środowisku hip hopowym tylko The Roots sięgnęli po tę formę wyrazu, przedstawiając na coverze 19 rysunków odnoszących się do historii czarnych w USA. Na co jeszcze czekacie, rozwiązujcie wszystkie zagadki!

    Ice-T - Power

    Ice-T„Power” (1988)

    Autor: Glen E. Friedman
    Kategoria: groźni gangsterzy i ich niezłe panienki + dobra dupeczka na okładce
    Wyróżnienie za: pomysłowy projekt pokazujący, że (zazwyczaj) są dwie strony medalu (i okładek)

    Wszyscy gangsta raperzy mieli w zwyczaju przyciągać uwagę odbiorców na różne sposoby, często i gęsto uciekając się do kontrowersyjnych zagrywek. Właśnie tak postąpiła ikona kultury hip hopowej, Ice-T, który dał niezłego łupnia zwolennikom dobrych obyczajów poprzez okładkę albumu „Power” z 1988 roku. Oczy każdej osoby sięgającej po egzemplarz tego wydawnictwa zatrzymywał się na Darlene Ortiz, ówczesnej dziewczyny kalifornijskiego artysty, której skąpy strój i prowokacyjna poza mówiły same za siebie. Młoda kobieta stanowi gwóźdź programu na fotografii Glena E. Friedmana, który ponadto pokusił się o wykonanie zdjęcia przedstawiające trójkę osób na tym coverze z drugiej strony. Panowie przynajmniej próbują zachować pozory i trzymają broń schowaną za swoimi plecami, ale Darlene dumnie paraduje z shotgunem na okładce LP. Cały gangsterski świat, i tyle.

    Ice-T wraz z panią Ortiz żyli ze sobą przez 16 lat, ale wszyscy wiedzą, że tę ślicznotkę zastąpiła później Nicole „Coco” Austin, a raczej jej niewyobrażalnych rozmiarów siedzenie.

    Public Enemy - It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back

    Public Enemy – „It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back” (1988)

    Autor: Glen Friedman
    Kategoria: wróg publiczny białej Ameryki atakuje nawet zza krat
    Wyróżnienie za: udokumentowanie początku ruchu społeczno-politycznego w rapie

    Pod koniec lat 80.tych w hip hopie wykształcił się ruch społeczno-polityczny, którego centralnymi przedstawicielami byli członkowie Public Enemy. Kiedy grupa przygotowywała materiał na drugą płytę, „It Takes a Nation of Millions to Hold Us Back”, nowojorska formacja postanowiła dobitnie pokazać wszystkim (czytaj: białej Ameryce), że należy ich traktować poważnie. W celu podkreślenia znaczenia nagrań i wizerunku, PE wypuściło groźną, i to dosłownie, okładkę. Umieszczenie Chucka D i Flavora Flava za kratkami ma wymiar symboliczny – zespół z Long Island chciał w ten sposób zamanifestować, iż nic i nikt nie jest w stanie ich powstrzymać, co też po wydaniu albumu, okazało się prawdą. Historia dziejąca się na back coverze tylko to jeszcze bardziej podkreśliła.

  • Legendarne 5 Pointz zniknęło z mapy Nowego Jorku

    Legendarne 5 Pointz zniknęło z mapy Nowego Jorku

    4–6 minut

    Każda dziedzina kultury i sztuki posiada przynajmniej jedno miejsce stanowiące jej integralną część, przyciągająca uwagę rzeszę ludzi. W historii kultury hip hopowej zostało utworzonych wiele mniejszych lub większych punktów na terenie USA i pozostałych krajów, będących obiektami kultu i niesłabnącego przez lata zainteresowania sympatyków tej kultury. Jedne z nich nieprzerwanie trwają, inne zaś odeszły do historii. W połowie listopada zniknęło z mapy Nowego Jorku legendarne 5 Pointz, mekka graffiti i wszelkich innych form artystycznych. Echa tego wydarzenia nie milkną i nadal wywołują gorące dyskusje wśród osób nawet niezwiązanych na co dzień z hip hopem.

    Przez lata nowojorscy writerzy byli nieustannie nękani przez policję i urzędników miejskich, co doprowadziło do znacznych zmian w tym ruchu w latach 80.tych. Zdecydowana większość społeczeństwa określała wszystkie osoby zajmujące się graffiti jako wandali. Do tego po zaostrzonych akcjach NYPD Vandal Squadu grafficiarze unikali malowania pociągów i zostali zmuszeni do poszukiwania miejsc na swoje prace na budynkach. Jednak ulice Nowego Jorku ponad dwie dekady temu nie należały do bezpiecznych, przez co zastanawiano się nad jakimkolwiek wyjściem z tej sytuacji.

    W 1993 roku powstał pomysł założenia miejsca, w którym każdy artysta graffiti mógłby spokojnie pozostawiać swoją twórczość. Za teren wybrano kompleks budynków położonych na Long Island City (część Queens) przy Jackson Avenue i Davis Street, a głównym inicjatorem tej akcji został Pat DiLillo. 5 Pointz funkcjonowało wtedy jeszcze jako Phun Phactory i dopiero po 9 latach przejęło nazwą, pod którą stało się sławne na całym świecie. Od 2002 roku kuratorem 5 Pointz: The Institute of Higher Burning jest Jonathan Cohen (Meres One), starający się uczynić z niego muzeum graffiti i street artu. Nazwa tego miejsca uosabiała 5 dzielnic The Big Apple połączonych w jedną całość. Przez lata tę lokalizację odwiedziło mnóstwo writerów i entuzjastów tej formy sztuki. Prace w Nowym Jorku pozostawiła cała światowa czołówka, w tym legendarni Stay High 149, Tracy 168, Cope2, Part, SPE i TATS CRU. Regularnie odbywały się tam imprezy z udziałem znanych osobistości ze świata hip hopowego (ostatniego lata pojawili się na Long Island City m.in. Craig G, Shabaam Sahdeeq, Rock z Heltah Skeltah, Buckshot, Smif-n-Wessun, Marley Marl, Tony Touch i Afrika Bambaataa).

    Przez lata 5 Pointz było wolne od jakichkolwiek działań mających na celu zniszczenia tego miejsca. Jednak sielanka nie mogła trwać wiecznie, gdyż już na początku ub. dekady okolicę, w której leżała mekka graffiti zaczęto przygotowywać pod nowe inwestycje budowlane. W kwietniu 2009 roku departament nowojorskiego ratusza, New York City Buildings, nakazał zamknięcie najwyższego budynku kompleksu na Long Island City ze względu na zły stan techniczny, ale nie naruszył suwerenności muzeum. Okazało się to jedynie ciszą przed burzą, która rozpętała się kilka miesięcy temu.

    Po okresie lobbowania deweloper David Wolkoff porozumiał się z nowojorskimi władzami i w sierpniu b.r. otrzymał zgodę New York City Planning Commission na budowę luksusowego kompleksu składającego się z apartamentów i centrum handlowego. 9 października Rada Miejska NYC jednogłośnie przyjęła plan budowy Wolkoffa wart aż $400 milionów dolarów. Od tego momentu tylko kwestią czasu było to, kiedy i w jaki sposób nastąpi przejęcie 5 Pointz. Meres One wraz ze swoimi współpracownikami nie zamierzał poddać się bez walki i wytoczył proces sądowy firmie milionera, G&M Realty. Ponadto rozpoczęła się również akcja pod nazwą Save 5 Pointz, mająca na celu uzmysłowienie ludziom znaczenie muzeum. Deweloper odpowiedział po miesiącu, stosując niecodzienną metodę na unicestwienie tego miejsca.

    19 listopada TimeOut New York poinformował o przemalowaniu ścian 5 Pointz na biało, czego dokonano pod osłoną nocy, przy asyście policji i bez pozwolenia. Na Twitterze 5 Pointz (@5PointzNYC) pojawiło się kilka wpisów dotyczących całego zajścia:

     Niezwykle perfidne i niegodne zdarzenie wywołało natychmiastową burzę w amerykańskich mediach, co szybko podchwyciły także liczące się portale z innych krajów, w tym Polski. Dziennikarze The Christian Science Monitor, The Boston Globe, The New York Times, International Herald Tribune, The Guardian i wielu innych serwisów informowali o przykrym losie, jaki spotkał nowojorską mekkę graffiti. Warto podkreślić, iż niemal wszyscy podeszli do sprawy rzeczowo, przedstawili garść faktów dotyczących całej sytuacji i podkreślali rolę, jaką odegrało to miejsce w ostatnich 11 latach. Środowisko hip hopowe na całym globie przez długi czas (nawet do teraz) przygotowało masę artykułów na temat 5 Pointz, niejednokrotnie skupiając się na najlepszych pracach powstałych w tej części NYC.

    W tej chwile trwają ostatnie próby ratowania 5Pointz Aerosol Art Center, Inc., które jeszcze do końca roku może być zrównane z ziemią. Rodzina Wolkoff utrzymuje, że w nowym kompleksie ich pomysłu będzie duże miejsce przeznaczone na działalność artystów graffiti i street artu, ale to w żadnym stopniu nie odda pierwowzoru. Jonathan Cohen i jego partnerzy wykonali mnóstwo pracy mającej na celu uchronienie legendarnej mekki hip hopowej przed zniszczeniem. Stanęli oni do nierównej walki, ale nie ulegli tak łatwo. Wszystko wskazuje na to, że bój ten zostanie przegrany, ale można znaleźć też pozytywną stronę medalu. Dzięki szeroko zakrojonej akcji informacyjnej o sprawie dotyczącej 5 Pointz dowiedział się cały świat, w tym masa ludzi niemających na co dzień do czynienia z hip hopem, co na pewno pomoże ocalić historię tego miejsca od zapomnienia. Udało się też znaleźć nowy dom dla dawnego lokatora Long Island City, kota Baxtera, który teraz przebywa na Manhattanie.

    Ostatnia praca, jaka powstała na 5 Pointz pochodzi sprzed kilku dni, a jej twórcą jest Meres One. Praca pojawiła się na Queens dzięki współpracy z Rag & Bone. Na fan page’u Save 5 Pointz umieszczane są zdjęcia przekazywane przez różnych ludzi, dokumentujące historię tego miejsca.

  • Lost and found: Adagio – Singles (1996 – 2002)

    Lost and found: Adagio – Singles (1996 – 2002)

    2–3 minut

    Historia grupy Adagio (jej nazwa często występuje z wykrzyknikiem na końcu) sięga 1996 roku. Wtedy to pochodzący z Nowego Jorku Big Cousin postanowił połączyć siły z reprezentującym rejony Pensylwanii, zamieszkującym w Filadelfii Raymondem Foglem, znanym szerzej jako Reign Supreme. Efektem kolaboracji był pierwszy singiel „The Obvious Joint” wydany nakładem nowojorskiego niezależnego labelu Emo Recordings. Już wtedy podział sił był jasno zdeklarowany: za liryczne popisy odpowiadał Supreme, natomiast soczyste produkcje to zdecydowanie domena Big Cousina, który notabene wspierał swojego partnera również na mikrofonie. Całość dopięło nagranie „Ass & Benefits”, które podobnie jak poprzednik było nadzorowane pod bacznym uchem The Juggaknots.

    Praca duetu spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, co też pchnęło chłopaków do szybkiego wypuszczenia kolejnej dwunastki. Tym razem winyl zawierał cztery premierowe utwory. Mocne, otwierające „The Break” zamieszczone na jednej stronie z niemniej porządnym „Everybody”. Jeżeli przewrócisz placek usłyszysz świetne „My Girl” oraz kontynuację debiutanckiego „The Obvious Joint”. Był rok 1997.

    Chyba nikt nie spodziewał się, że panowie zaatakują jeszcze w tym samym roku. Mało tego, nikt nie przypuszczał, że EP-ka „New York To Philly The EP” będzie zawierała wszystko, co najlepsze z dotychczasowych dokonań obu artystów (wyprzedzając przyszłość: późniejszych również). Idealny przykład na to, jak z dziecinną łatwością na niespełna 25 minut zahipnotyzować słuchacza. EP-ka właściwie bez słabego momentu. Grono odbiorców syte, oczekiwania spore, wszyscy czekają na długogrający debiut. Co wtedy robi duet?

    Wypuszcza kolejny 12-calowy winyl zawierający remix (bądź co bądź na przyzwoitym poziomie) „Listening Pleasure” zamieszczonego na poprzednim wydawnictwie oraz nowy, premierowy utwór „The Meaning”. W tym drugim gościnnie pojawia się Wisdom, który tym samym rekompensuje się za featuring Adagio na jego własnym singlu „All Star Jam”.

    Na jakiś czas grupa znika z muzycznej mapy Nowego Jorku. Nie wiadomo czym było to podyktowane, ale fani na nowy singiel (a jakże!) musieli czekać aż 4 lata. Adagio wróciło do macierzystej wytwórni (opuścili ją po wydaniu „The Break” / „Everybody” / „Obvious II” / „My Girl”) zadając retoryczne pytanie „Who Is Adagio?” i dorzucając niesamowite „Poetry To Infinity”. Po roku 2002 o grupie definitywnie ucichło. Na próżno było szukać nowych nagrań, choćby gościnnych występów. Wszystko wskazuje na to, że Reign Supreme i Big Cousin zapadli się pod ziemię i nie bardzo kwapią się by stamtąd wrócić.

    Pozostaje nam więc sięgnąć do starszych utworów, przesączonych tym, co w rapie najlepsze.

    Discogs: Adagio„The Obvious Joint” b/w „Ass & Benefits”

    Aktualizacja: Nagrania Adagio doczekały się stosownej reedycji. Odpowiada za to – a jakże – 90s Tapes. „New York To Philly” ukazało się w rozszerzonej wersji wzbogaconej o dodatkowe tracki oraz instrumentale do kilku utworów. Całość liczącą 22 ścieżki znajdziecie na Bandcampie.

    Tracklista

    New York Side

    1. The Obvious Joint (Clean)
    2. The Obvious Joint (Dirty)
    3. The Obvious Joint (Instrumental)

    Philly Side

    1. Ass & Benefits (Clean)
    2. Ass & Benefits (Dirty)

    Discogs: Adagio„New York To Philly The EP”

    Tracklista

    Strona A

    1. Intro (D.R.A.M.A.)
    2. Listening Pleasure
    3. Hold Tight

    Strona B

    1. 20 Cents (A Tale Of Two Dimes)
    2. Upperhand
    3. Boy + Girl Tale
  • Lekcja o old schoolu: The Hip Hop Years

    Lekcja o old schoolu: The Hip Hop Years

    3–4 minut

    W historii hip hopu powstało mnóstwo znaczących publikacji i dokumentów poświęconych poszczególnym aspektom tej kultury. Pierwsze z nich ukazały się już na początku lat 80.tych, rozpoczynając tym samym mniejsze i większe projekty mające na celu zbieranie informacji o korzeniach hip hopowych. Tak się złożyło, że na przełomie wieków pojawiło się kilka fantastycznych książek i filmów dokumentalnych, stanowiących prawdziwą kopalnię wiedzy dla każdego sympatyka rapu, bboyingu, graffiti, DJ’ingu czy też wszystkich elementów razem wziętych. „Hip Hop America” Nelsona George’a, „Ego trip: Książka o rapie” Sachy Jenkins, Elliotta Wilsona i spółki oraz „Scratch” Douga Praya, to zdecydowana czołówka najlepszych projektów z tamtego okresu. Obok nich należy umieścić mini-serię telewizyjną „The Hip Hop Years”, która trafi do kolejnej odsłony „Lekcji o old schoolu”.

    Wśród wszystkich twórców filmów dotyczących hip hopu pewną rolę odegrali Europejczycy. Wystarczy tutaj tylko przywołać „Big Fun In The Big Town” Brama van Splunterena czy zrealizowane na zlecenie brytyjskiego BBC „Beat This: A Hip-Hop History” Dicka Fontaine’a. Pod koniec lat 90.tych również osoby z Wysp Brytyjskich postanowiły dokonać swoistego podsumowania kultury hip hopowej przed końcem ubiegłego stulecia. Wtedy to producent telewizyjny David Upshal porozumiał się z włodarzami brytyjskiego Channel 4, dla którego zrealizował właśnie „The Hip Hop Years”.

    Założenie tego przedsięwzięcia nie były zbytnio skomplikowane. Za główny cel postawiono sobie dokumentację wszystkich lat w dziejach kultury hip hopowej, począwszy od lat70.tych, a skończywszy na końcu XX wieku. Niby prosty koncept, ale jego wykonanie okazało się nad wyraz dopracowane i momentami wręcz fenomenalne. Program telewizyjny Brytyjczyków podzielono na 3-odcinkową mini-serię. Pierwsza część zatytułowana „Close To The Edge” skupia się na narodzinach hip hopu i jego globalnej ekspansji. Drugi odcinek – „Fight The Power” – przedstawia wkroczenie rapu do popkultury oraz liczne kontrowersje i skandale z tym związane. Ostatnia odsłona projektu – „The New Rock 'N’ Roll” – ukazuje niesłychaną popularność osiągniętą w latach 90.tych przez gangsta rap oraz skutki wojny pomiędzy Wschodnim a Zachodnim Wybrzeżem USA o dominację w branży.

    „The Hip Hop Years” oparto w większości o rozmowy przeprowadzone z szeregiem artystów i aktywistów hip hopowych, dorzucając do nich wywiady z antagonistami tej kultury. Wśród wszystkich rozmówców Davida Upshala pojawili się m.in. Chuck D, Hank Shocklee, DMC, RZA, Ice-T, Ice Cube, 2 Live Crew, Tom Silverman, Russell Simmons, Rick Rubin, Fab Five Freddy, Afrika Bambaataa, Grandmaster Flash, Grandmaster Caz oraz Kool Herc. Całość materiału zasługuje tak naprawdę na dogłębną analizę, ale nie starczyłoby na to miejsca i czasu. W tym miejscu przywołam kilka ważnych historii przytoczonych przez wybrane osoby występujące w tym programie. Fab Five Freddy i Grandmaster Caz dokładnie opisują pierwsze lata hip hopu i powolną akceptację tego ruchu przez ogół społeczeństwa. Ice-T opowiada o swoich perypetiach związanych z amerykańskimi politykami, którzy za jego działalność chcieli nawet wysłać artystę na karę śmierci. Członkowie 2 Live Crew wspominają walkę z cenzurą oraz wpływ Miami bass na odbiór rapu na całym globie. Nie zabrakło również sekcji poświęconych na komercyjną stronę tego gatunku muzyczną, za którą stali Vanilla Ice i MC Hammer.

    Program telewizyjny sprzed 14 lat po dziś dzień pozostaje jednym z najważniejszych i najlepiej przygotowanych dokumentów o hip hopie. David Upshal wraz ze swoimi pomocnikami wykonał kawał świetnej roboty przeprowadzając liczne wywiady z postaciami ze świata hip hopowego i ukazując historię oraz przeobrażenia tej kultury od podszewki. „The Hip Hop Years” w całości można obejrzeć na YouTube. Poniżej znajdziecie mini-serię podzieloną na trzy odcinki, zaś poniżej znajdziecie cały film bez żadnych podziałów na części.

    Oprócz dokumentu Brytyjczycy wydali również książkę „The Hip Hop Years: A History of Rap” autorstwa Davida Upshala i Aleksa Ogga oraz soundtrack zawierający multum utworów, które w znacznym stopniu wpłynęły na kształt hip hopu. O tych materiałach więcej informacji pojawi się wkrótce na łamach naszego serwisu.

Translate »