Kategoria: Artykuły

  • O Matriksie, Venice Beach i prawym sierpowym słów kilka, czyli… Pod Kluczem

    O Matriksie, Venice Beach i prawym sierpowym słów kilka, czyli… Pod Kluczem

    2–3 minut

    Tekst: Cooler King

    Poznański producent i kolekcjoner czarnych płyt – Pod Kluczem – przenosi nas w krainę zapomnianego funku lat 70.tych, gdzie w TV nadawano „Soul Train”, ludzie nosili luźne, kolorowe stroje, a wszędzie dominowała nieskrywana radość, satysfakcja i optymizm. Bogata wyobraźnia i pasja autora nie zna granic, co głównie przekłada się na efekt finalny jego produkcji. Po bardzo dobrze przyjętym hołdzie dla legendarnego producenta z Motown City – J Dilli – przyszedł czas na nowy projekt, „The Beginning”.

    Oczywiście jak zwykle mamy wybór. Możemy wziąć czerwoną pigułkę od Morfeusza, czyli delektować się nowymi nagraniami Pod Kluczem, a wtedy świat już nie będzie taki sam, i nie będzie odwrotu. Dowiemy się dokąd prowadzi królicza nora i zostaniemy w krainie czarów. Możemy też wziąć niebieską pigułkę, co jest równoznaczne z zaniechaniem słuchania i ciągłym życiu w błogiej nieświadomości, z pewną pustką i pozbawieniem swoich uszu ewidentnej uczty. Obudzimy się we własnym łóżku i uwierzymy we wszystko, co zechcemy.

    Wielokrotnie na łamach U Call That Love podkreślaliśmy zależność między muzycznym wychowaniem i jej wpływem na późniejszą twórczość artystów. Słuchając „The Beginning” można stwierdzić, że lekcja została odrobiona wzorowo. Pewnie każdy z Was ma swoje ulubione albumy, do których wraca co kilka miesięcy lub lat, i które nie tracą na swojej aktualności i świeżości. Podobnie jest i będzie z materiałem, o którym dzisiaj mowa. Jakie projekcje i emocje towarzyszą mi słuchając nowego materiału Pod Kluczem?

    … złocista plaża dopiero budzi się do życia, a czysta jak łza tafla oceanu, zachęca leniwy wiatr do wspólnych igraszek. Pierwsi plażowicze zaczynają nierówną, niewyjaśnioną, lecz przyjemną walkę ze słońcem. Mijam powoli zapełniającą się plażę, spoglądam na legendarną ścianę, grafficiarską chlubę Venice, gdzie sprayowe malunki zdobią ten zlepek cegieł, porównywalnie do okazów umieszczonych w Metropolitan Museum of Art. Rolki, deskorolka czy BMX, to narzędzia. Narzędzia, które pozwalają składać hołd temu miejscu wielu miłośnikom, i to każdego dnia.

    Mijam lokalne, wielkie palmy i już wiem, że określenie „spadaj na drzewo”, skądinąd zapomniane już, będzie ciężkie do zrealizowania.

    Lekka bryza ochładza moją twarz, jakże spierzchniętą i suchą od słońca, które dodało jej urokliwego kolorytu. Muzyka w słuchawkach nadaje tempo moim krokom, a spadające kropelki potu z mojego czoła- nadają rytm i harmonię niczym światło i ciemność.

    Dźwięki stereo wydobywające się ze słuchawek pulsują już w całym ciele.

    Już nie idę, a lewituję w takt dźwięków piosenki. Mijam młodą parę siedzącą na ławce, ale mam przeczucie, że ta historia nie zakończy się happy endem.

    Mijam lokalnego żula, a raczej „króla wolnego życia”, który pozdrawia mnie skinieniem głowy i prosi o wsparcie i umilenie nędznego żywota. Sięgam po portfel. „Król wolnego życia” okazał się też królem prawego sierpowego. Zabiera portfel, ucieka, a ja studiuję różne konstelacje lepiej niż Heweliusz. Upadam na ziemię i ….

    … budzę się ze snu, bo piosenka się skończyła.

    Jeżeli nie chcecie oberwać z prawego sierpowego jak ja, słuchajcie „The Beginning” non stop. Całość dostępna do odsłuchu za pośrednictwem Soundclouda Pod Kluczem. Płytę można bezpłatnie pobrać korzystając z poniższego odnośnika. Dobra robota.

    DOWNLOAD Pod Kluczem – „The Beginning”

    Tracklista

    1. You Got Me Feelin’
    2. Love Won’t Pass You By
    3. Crazy
    4. What You Feel
    5. Let’s Not Waste The Night
    6. Jungle Ghetto
    7. Like To Get To Know Me
    8. Slam Jam
    9. Streets Of New York
    10. Fat Funk Brothers
    11. Much Brighter
    12. Much More Time
    13. Night Lights
    14. What’s Your Name

  • 20-lecie premier kultowych płyt ATCQ, Wu-Tang Clanu i Snoop Dogga

    20-lecie premier kultowych płyt ATCQ, Wu-Tang Clanu i Snoop Dogga

    7–10 minut

    W każdej dziedzinie życia często spotykamy się ze zjawiskiem obchodzenia różnego rodzaju rocznic. W branży muzycznej mamy najczęściej do czynienia z celebrowaniem okrągłych rocznic premiery klasycznych wydawnictw, świętowanie urodzin artystów (względnie wytwórni płytowych) oraz wspominanie o zmarłych wykonawcach. Każdy miesiąc danego roku kalendarzowego przynosi wiele ważnych dat, o których niekiedy mówi się więcej niż o nowych płytach. Akurat taki schemat mamy w ostatnich tygodniach. W listopadzie 1993 roku ukazały się trzy albumy wielkich twórców rapowych – A Tribe Called Quest, Wu-Tang Clanu i Snoop Dogga. „Midnight Marauders”, „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)” i „Doggystyle” są wybitnymi dziełami i na stałe zapisały się w dziejach hip hopu. 20-lecie premier tych albumów odbiło się szerokim echem w środowisku muzycznym.

    1993 rok zapisał się złotymi głoskami w historii muzyki hip hopowej. Złota Era rapu trwała w najlepsze i co rusz ukazywały się znakomite produkcje. Zanim przejdziemy do wymienienia najlepszych albumów sprzed dwóch dekad, warto skupić się na wydawnictwach, które dotarły do 1. miejsca na liście Billboardu w kategorii R&B (rap umieszczano w tym dziale bez dodanego jeszcze stosownego oznaczenia). Od stycznia do końca października tak wysoko docierały płyty Dr. Dre („The Chronic”), Naughty by Nature („19 Naughty III”), Geto Boys („Till Death Do Us Part”), LL Cool J’a („14 Shots to the Dome”), Run-D.M.C. („Down with the King”), Cypress Hill („Black Sunday”), Scarface’a („The World Is Yours”) oraz Spice 1 („187 He Wrote”). Ponadto przez kilka tygodni nie schodził z podium soundtrack do filmu „Menace II Society”. Oprócz tych projektów dobre wrażenie po sobie zostawiły longplaye Black Moon („Enta Da Stage”), Souls Of Mischief („93 ’til Infinity”), Onyksu („Bacdafucup”), The Roots („Organix”) czy Guru („Jazzmatazz, Vol. 1”). Pomimo tak licznej konkurencji, to właśnie albumy ATCQ, Wu-Tang Clanu i Snoop Dogga uznano za najwartościowsze płyty 1993 roku. 9 listopada tamtego roku zadebiutowały „Midnight Marauders” i „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)”. Właśnie te produkcje pojawiły się ostatnio na ustach wszystkich miłośników rapu z lat 90.tych, którzy poświęcili im mnóstwo miejsca w mediach.

    A Tribe Called Quest„Midnight Marauders”

    W przypadku znamienitej nowojorskiej formacji po latach zaszły zmiany w ocenie ich dorobku płytowego. Za najdoskonalsze wydawnictwo przedstawicieli Native Tongues nadal uznaje się „Low And Theory” z 1991 roku, i nic nie wskazuje, aby ta sytuacja miałaby się zmienić. Jednak pod pewnymi względami „Midnight Marauders” postrzega się za równie ważny longplay. Istnieje też liczne grono osób uważających ten album za równie istotną pozycję w całej karierze muzycznej grupy. Wydawnictwo sprzed 20 lat zamknęło też najlepszy okres w działalności A Tribe Called Quest, gdyż jak się później okazało następne albumy („Beats, Rhymes and Life” i „The Love Movement”) nie dorównały poziomem swoim poprzednikom. „Award Tour”, „8 Million Stories”, „Electric Relaxation”, „We Can Get Down” czy „Oh My God” wydatnie przyczyniły się także do odniesienia przez materiał sukcesu komercyjnego (album dotarł do 1. miejsca na liście Billboardu w kategorii R&B oraz następnie zdobył platynową płytę). Do tego fenomenalna okładka trzeciego LP ATCQ, przedstawiająca czołowych przedstawicieli hip hopowych z 1993 roku. Jazz-hop dzięki tej produkcji miał się wtedy naprawdę dobrze, i to nie tylko w niezależnych kręgach rapu, ale również jak widać w mainstreamie. Warto pamiętać o polskim akcencie związanym z tym klasycznym wydawnictwem. Q-Tip i spółka w utworze „Steve Biko (Stir It Up)” użyli sampla z „Ekim” Michała Urbaniaka. Polak kiedyś wspomniał, iż Nowojorczycy zrobili na nim bardzo dobre wrażenie i był jak najbardziej zadowolony z efektu końcowego ich kompozycji.

    Jeszcze przed 20. rocznicą premiery „Midnight Marauders” pojawiło się w sieci mnóstwo różnych wzmianek na ten temat. Na stronach muzycznych aż zaroiło się od wszelkiej maści artykułów poświęconych temu dziełu, co nie miało miejsca w przypadku 20-lecia premier „People’s Instinctive Travels and the Paths of Rhythm” czy „Low And Theory”. Ze wszystkich publikacji dotyczących tego wydarzenia na uwagę zasługuje historia powstania okładki LP opowiedziana przez jednego z jej twórców, Nicka Gammy. Nie należy zapominać również o licznych miksach i re-editach katalogu ATCQ wydanych na przestrzeni ostatnich tygodni. Zdecydowanym moim faworytem jest tutaj mixtape Chrisa Reada przygotowany dla Wax Poetics i Who Sampled. A Tribe Called Quest grają teraz sporo koncertów, podczas których dochodzi do takich wydarzeń, jak choćby pojawienie się żywej Bonity Applebum (wersja dla wszystkich lubiących okrągłe kształty kobiece). Pożegnalny występ zespołu ma się odbyć 14 grudnia w Nowym Jorku (ile już odbyło się podobnych przedsięwzięć w historii tej formacji?). Natomiast Q-Tip szykuje wspólny mixtape wraz z Bustą Rhymesem. Wydawnictwo zapowiada singiel „Thank You”.

    Wu-Tang Clan„Enter The Wu-Tang (36 Chambers)”

    Debiutanckie płyty poszczególnych artystów solowych i grup niegdyś jeden za drugim stawały się kultowymi produkcjami. Premierowe wydawnictwa artystów hip hopowych wydawane w latach 80. i 90.tych często przynosiły nową jakość w branży, co doskonale potwierdza pierwszy album Wu-Tang Clanu. Głównym architektem i mózgiem całego kolektywu był RZA, który wraz z GZĄ i Ol’ Dirty Bastardem próbowali wcześniej swoich sił w rapie pod pseudonimami Prince Rakeem, The Genius i The Specialist. Jednak zarówno ich grupa Force of the Imperial Master (All in Together Now Crew), jak i płyty solowe pierwszych dwóch wykonawców „Ooh I Love You Rakeem” i „Words from the Genius”, nie odegrały znaczącej roli na scenie hip hopowej. Dopiero po zmianie pseudonimów na te powszechnie później znane, poszerzeniu składu zespołu o kolejnych raperów (Inspectah Decka, Ghostface Killah, Masta Killę, Method Mana, Raekwona oraz U-Goda), powstała cała ideologia będąca zupełnym novum w rapie. Wszystkie utwory na „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)” są silnie inspirowane filozofią Dalekiego Wschodu i filmami kung-fu, które w połączeniu z wytycznymi Five-Percent Nation (odłam Nation of Islam) i soulowymi samplami dały wybuchową mieszankę. Wydawnictwo nowojorczyków sprzed 20 lat posiada niezwykłą siłę przyciągania, towarzyszącą temu materiałowi po dzień dzisiejszy. Mroczne, nad wyraz oryginalne i niedające się podrobić beaty RZY stanowią znak rozpoznawczy tego LP. Dokładając do tego fantastyczny klimat nagrań oraz warstwę liryczną w wykonaniu członków Wu-Tang Clanu, otrzymaliśmy hardcore’ową płytę odciągającą na dłuższą chwilę słuchaczy od produkcji z Zachodniego Wybrzeża USA. Album promowany singlami „Protect Ya Neck”, „Method Man”, „C.R.E.A.M.” i „Can It Be All So Simple” wywarł ogromny wpływ na przyszłe projekty rapowe oraz na twórców na co dzień związanych z innymi gatunkami muzycznymi. „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)” słusznie uznaje się za jeden z najlepszych longplayów w dziejach hip hopu.

    Ostatnie lata przyniosły wiele spekulacji dotyczących przyszłości grupy. RZA zdawał sobie z tego sprawę, dlatego też starał się zmobilizować członków kolektywu ze Staten Island do nagrania nowego albumu na 20-lecie premiery ich debiutanckiej płyty. Wcześniej w tym roku pojawiły się w obiegu dwa single Wu, „Execution in Autumn” i „Family Reunion”, które zebrały dobre opinie od ludzi. The Rizza chciał nagrać materiał i wydać całość w listopadzie, ale jak się szybko okazało nic z tych planów nie wyszło przez opieszałość Raekwona, Ghostface Killah i GZY, co zresztą nie powinno nikogo dziwić. Póki co trwają dalsze prace nad „A Better Tomorrow”, ale trudno ocenić, jaka przyszłość czeka ten projekt. Nowojorczycy powinni mieć na uwadze niesłabnące zainteresowanie ze strony mediów i odbiorców, co zostało wyraźnie pokazane w ostatnich tygodniach. W sieci ukazało się multum różnych artykułów na temat „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)”, z czego do najciekawszych należy publikacja na łamach Rolling Stone oraz HipHopDX. Nie obyło się też bez specjalnie przygotowanych na tę okazję miksów, jak choćby „36 Chambers LFTF Mix” DJ’a Ragsa.

    Snoop Doggy Dogg„Doggystyle”

    Do wartości artystycznej płyt ATCQ i Wu-Tang Clanu nie trzeba nikogo przekonywać. Wydawnictwa te zrobiły sporo zamieszania w branży muzycznej, ale nie mogły konkurować na listach przebojów i w mediach z albumami nagrywanymi po przeciwległej stronie Stanów Zjednoczonych. Szczególnie to dotyczyło wówczas materiałów spod szyldu G-Funku, rozsławionego na całym świecie przez „The Chronic” Dr. Dre. Integralną częścią tej produkcji był młody raper o niezwykle oryginalnym i przyciągającym uwagę stylu, Snoop Doggy Dogg. Po jego znacznym wkładzie w końcowy kształt projektu byłego członka N.W.A, cały świat hip hopowy wyczekiwał jego debiutanckiego longplaya. Na trzy tygodnie przed zapowiadaną premierą LP trafił do obiegu pierwszy singiel zatytułowany „Who Am I (What’s My Name)?”. Wybranie właśnie tego nagrania, jako głównego utworu zapowiadającego album, okazało się strzałem w dziesiątkę. „Doggystyle” ukazało się 23 listopada 1993 roku nakładem Death Row Records i z miejsca wywołało sensację. W pierwszym tygodniu po wydaniu sprzedała się niewiarygodna liczba 802,858 kopii albumu, ustanawiając tym samym rekord wśród wszystkich dotychczasowych produkcji rapowych (dopiero „The Marshall Mathers LP” Eminema w 2000 roku pobiło ten wynik). Do tego Snoop Dogg okazał się pierwszym debiutantem, którego materiał trafił na 1. miejsce listy Billboard 200. Raper zaskakiwał pewnością siebie, umiejętnym i niemal bezbłędnym doborem tematyki utworów na płytę utrzymaną w klimacie gangsta rapu, niesamowitym flow i rzadko spotykaną, jak na tak młodego twórcę, charyzmą. Muzycznie projekt był niczym innym, jak przedłużeniem „The Chronic”Dr. Dre ponownie skorzystał z kompozycji George’a Clintona, nadając płycie miejscami mocno wyluzowanego charakteru. „Gin and Juice”, „Murder Was the Case”, „Lodi Dodi”, „Gz and Hustlas” czy ww. „Who Am I (What’s My Name)?” w szybkim tempie uczyniły z longplaya pozycję obowiązkową dla każdego sympatyka hip hopu.

    W czasie, gdy większość osób debatowała nad „Midnight Marauders” oraz „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)”, 20 rocznica premiery debiutanckiego projektu Snoop Dogga przeszła nieco bokiem. Przyczyna tego stanu rzeczy jest prozaiczna i wynika głównie z faktu, iż chronologicznie albumy ATCQ i Wu-Tang Clanu ukazały się przed „Doggystyle”. Mimo wszystko ukazało się wiele zajmujących artykułów poświęconych temu projektowi, a niektóre z nich ujawniły nowe fakty. W rozmowie z MTV Snoop Dogg przyznał, że od momentu wydania LP nigdy nie przesłuchał on w całości tego materiału. Z okazji okrągłej rocznicy premiery albumu, DJ Snoopadelic przygotował świetny mix „Doggystyle: The Samples”. Oby więcej takich wydawnictw było dziełem artystów. W tej chwili Calvin Broadus zajmuje się już promocją swojej nadchodzącej płyty z Dam-Funkiem, „7 Days of Funk”, która klimatem będzie nieco przypominać jego pierwsze dokonania. Premiera albumu już 10 grudnia nakładem Stones Throw Records.


  • Ostatnie nabytki płytowe #9

    Ostatnie nabytki płytowe #9

    3–5 minut

    Od zeszłego roku w miarę systematycznie pojawia się w serwisie rubryka „Ostatnie nabytki płytowe”. W tej kategorii ukazują się artykuły o wybranych wydawnictwach, które powiększyły nasze kolekcje w ostatnim czasie. W każdej odsłonie serii przedstawiam łącznie 4 płyty, z czego pierwsze dwie należą do zapraszanych przeze mnie gości, zaś kolejne dwie znajdują się na moich półkach. Po przedstawieniu w poprzednim wydaniu tego działu albumów Roya Orbisona, Duke’a Ellingtona, Guru i Vast Aire’a, przyszła kolej na następną paczkę z wydawnictwami z różnych epok. W dzisiejszej edycji tej serii pomaga mi Cooler King, odpowiadający za przedstawienie pierwszych dwóch produkcji.

    Klasyk – to określenie, które często przewija się przy charakterystyce płyt. Niestety w dzisiejszych czasach, jego zbyt częste wykorzystanie-także w przypadku nowych artystów, często pozbawionych odpowiedniej jakości- w dużym stopniu zdewaluowało to pojęcie. Zapewniam jednak, że w przypadku poniższych albumów, które udało mi się szczęśliwie nabyć, takie określenie jest w pełni uprawnione i namaszczam je z podniesioną przyłbicą.

    Johnny Pate„Outrageous” CD (Dusty Groove, 1970)

    Zapewne część z Was kojarzy tego multiinstrumentalistę ze współpracy z takimi tuzami czarnej muzyki, jak Curtis Mayfield czy The Impressionists, a nawet z… Bee Gees. Jednak, gdy przywołam legendarne filmy z gatunku blaxploitation, takie jak „Shaft” lub „Brother On The Run”, to obraz artysty staje się wyraźniejszy. Muzyki filmowej było więcej, przywołałem tylko te najbardziej znane. Na swój album „Outrageous” Johnny Pate skompletował świetny big-band, który w połączeniu wydał na świat absolutnie znakomite nagrania. Sam Pate napisał, wyprodukował i zajął się aranżacją wydawnictwa. Płyty migrującej gdzieś na styku jazzu, soulu i bluesa. Nie obce są tu gitarowe riffy, flet, a nawet elementy muzyki latynoskiej, podsumowującej dzieło. 10 kawałków, gdzie każdy posiada swoją historię, jednak efekt synergii sprawia, że całość wypada naprawdę zaskakująco i znakomicie.

    Tracklista

    1. Outrageous
    2. Constant Wind
    3. That Ain’t Too Cool
    4. Frustrating Disappointment
    5. Bound To Happen
    6. No Hang-Ups
    7. Patience
    8. You’re Starting Too Fast
    9. Totally Unexpected
    10. Sangria

    Donald Byrd„A New Perspectives” CD (Blue Note Records, 1963)

    Byrd to mój top wśród trębaczy. „A New Perspectives” z 1963 roku, to jedna z klasycznych płyt Blue Note Records, choć w latach 60.tych chyba większość albumów, które wyszły spod pazuchy legendarnej wytwórni zasługuje na takie miano. Album utrzymany w popularnej wówczas konwencji hard-bop z elementami gospel. Nacechowany duchowością i mistycyzmem, zawierający swego rodzaju pieśni-hymny, co ponoć było celem samego artysty. Pomogli mu w tym Herbie Hancock, saksofonista Hank Mobley czy też gitarzysta Kenny Burrell. Świetne połączenie jazzu z elementami gospel. Ponadczasowy, znakomity album, który towarzyszy nam długo po jego wysłuchaniu.

    Tracklista

    1. Elijah (Byrd)
    2. Beast of Burden (Byrd)
    3. Cristo Redentor (Duke Pearson)
    4. The Black Disciple (Byrd)
    5. Chant (Pearson)

    Damu The Fudgemunk„Spur Momento Trailer EP” CD (Redefinition Records, 2013)

    Redefinition Records należy obecnie do ścisłej czołówki najlepiej zarządzanych niezależnych wytwórni hip hopowych. Amerykańska oficyna wydawnicza systematycznie wypuszcza płyty wysokiej jakości, czego dowodem jest choćby „Spur Momento Trailer EP” Damu The Fudgemunka. Wydawnictwo z września b.r. stanowi niespodziankę dla wszystkich sympatyków twórczości tego artysty, ponieważ współzałożyciel REDEF postanowił odejść od wcześniejszego brzmienia i spróbować zupełnie czegoś innego. Wykonawca w poszukiwaniu odpowiednich dźwięków przeczesał pokaźną liczbę starych płyt, wydobywając z nich pełno archiwalnych dialogów i innych sampli. Posłużyło to za punkt wyjściowy do stworzenia 7 rozbudowanych kompozycji. Tradycyjne brzmienie instrumentalnego hip hopu łączy się tutaj z syntetycznymi domieszkami przeplatanymi również spokojną elektroniką. Wydawnictwo dedykowane głownie tym osobom, które nie boją się świeżych form muzycznych zbudowanych na solidnych old schoolowych fundamentach.

    Wersja CD „Spur Momento Trailer EP” ukazała się w kartonowym pudełku o wyższym grzbiecie. Warto przytoczyć również jeden z cytatów znajdujących się na tylnej okładce EP-ki: „For best results listen with headphones”.

    Tracklista

    1. Redef Mission Statement
    2. They Who Flock
    3. Assembly Line
    4. Fades Em Gone (Organ Grinder)
    5. Blizzard (For Roc Marc)
    6. Trenchcoat, Fedora & Briefcase
    7. Meadows

    K-Def„One Man Band” CD (Redefinition Records, 2013)

    Przez wiele lat K-Def należał do licznego grona niedocenianych producentów hip hopowych. Sytuacja ta zmieniła się n a lepsze dopiero dwa lata temu. Dzisiaj twórca rodem z Brick City znajduje się w centrum uwagi mediów i odbiorców ceniących sobie wydawnictwa oparte o starą szkołę rapu. Beatmaker prezentuje wielką klasę, co widać na przykładzie wydanego w marcu b.r. albumu „One Man Band”. Amerykański twórca postanowił wcielić się w rolę jednoosobowego zespołu muzycznego, który w umiejętny sposób tworzy instrumentalne nagrania. K-Def świetnie radzi sobie jako dyrygent i konstruktor wszystkich składowych tej konceptualnej płyty. Autor tego longplaya pokazuje pełnię swoich umiejętności, swobodnie dorzucając różne elementy producenckiego rzemiosła. Różnorodność kompozycji i wprowadzanie w życie pomysłów widać na przykładzie długiego tracku otwierającego LP („Funky Fridays”) oraz kilku singli („Dark Soul”, „Touching Realness”, „Ghetto’s Groove” i „NJ Dodgers”).

    „One Man Band” wydano w wersji CD identycznie, jak „Spur Momento Trailer EP”. Tylna okładka płyty zawiera tzw. liner notes o wydawnictwie, dzięki czemu dowiadujemy się wszelkich niuansów towarzyszących opublikowaniu tego materiału.

    Tracklista

    1. Funky Fridays
    2. Dark Soul
    3. I’m Chillin
    4. Touching Realness
    5. Street Jazz
    6. Ghetto’s Groove
    7. Soul Paper
    8. K Comes Thru
    9. NJ Dodgers
    10. Lovely Woman
    11. Watching The Clouds
    12. I Seen A Blind Bat (Bonus)
  • Lekcja o old schoolu: Big Fun In The Big Town

    Lekcja o old schoolu: Big Fun In The Big Town

    3–4 minut

    Od początku działalności nasz serwis muzyczny nie ogranicza się tylko do informowaniu o nowościach płytowych i wydarzeniach kulturalnych. Systematycznie poruszamy też aspekty dotyczące wiedzy i znajomości historii hip hopu, zbierając poszczególne publikacje do specjalnie ku temu utworzonych kategorii. Wpisy dotyczące wybranych zagadnień z tej tematyki najczęściej trafiają do rubryki „Classic Hip Hop Videos”, ale nie brakuje również artykułów przypisanych do „Lekcji o old schoolu”. W tym dziale zajmujemy się wszelkimi tematyki sprzed kilku dekad, z czasów kształtowania się tej kultury. W ostatnich odsłonach kategorii pojawiły się na łamach strony publikacje o filmie dokumentalnym „On The Go 2: Repeat Offender” oraz N.W.A. W dniu dzisiejszym przyszła kolej na następny dokument sprzed blisko 30 lat, „Big Fun In The Big Town”, nakręcony przez Holendra Brama van Splunterena.

    Na przestrzeni lat powstało mnóstwo różnego rodzaju materiałów, zalegających przez mnóstwo czasu w archiwach ich autorów i/lub wydawców. Zdecydowana większość archiwalnych projektów przypada na wydawnictwa płytowe, ale nie brakuje także innych przedsięwzięć, których premiera z różnych względów, była odkładana z czasem. Wydaje się to wręcz niemożliwe, ale właśnie w ten sposób potoczyły się losy doskonałego filmu dokumentalnego „Big Fun In The Big Town”. Historia tego przedsięwzięcia rozpoczęła się w pierwszej połowie lat 80.tych, kiedy to hip hop na falach swojej rosnącej popularności dotarł do Europy. Nowo powstała kultura z miejsca zafascynowała wiele osób, w tym Brama van Splunterena. Holendra niemal od razu zainteresowała cała otoczka towarzysząca poszczególnym elementom hip hopowym oraz powolne wkraczanie rapu na salony. Europejczyka na tyle pochłonęło to wszystko, że w 1986 roku postanowił on zebrać ekipę filmową i wyruszyć w podróż do Nowego Jorku, w celu nakręcenia dokumentu o hip hopie.

    Holenderski twórca nie był postacią znikąd (posiada on na swoim koncie zrealizowane inne dokumenty) i przed przylotem do USA solidnie przygotował plan całej wyprawy, zdobywając przy tym listę kontaktów do wybranych postaci ze środowiska hip hopowego. Główne założenia „Big Fun In The Big Town” stanowiło dotarcie do najważniejszych osób z NYC i przeprowadzenie z nimi wywiadów. Jak się okazało, Bram van Splunteren z nawiązką zrealizował swoje założenia. Gościom ze Starego Kontynentu udało się porozmawiać z czołowymi osobami z tamtego okresu, odwiedzając też miejsca, do których niewielu miało wtedy dostęp. Wśród listy raperów, DJ’ów i ludzi ze świata muzycznego występujących w tym filmie, nie brakuje uznanych nazwisk. Poszczególne sceny dokumentu przedstawiają np. biuro Def Jamu i młodego Russella Simmonsa, dom należący do babci LL Cool J’a, mieszkanie Grandmastera Flasha czy backstage klubu położonego w latynoskiej części Wielkiego Jabłka. W trakcie obrazu przewijają się m.in. Doug E Fresh, Roxanne Shante & Biz Markie, Run D.M.C., LL Cool J & E Love, Suliaman El Hadi (Last Poets), Schoolly D & DJ Code Money. Spośród wszystkich rozmów przeprowadzonych z poszczególnymi osobami szczególnie dobrze wypada Schoolly D (pionier gangsta rapu mówi całą prawdę o tym, jaki wizerunek powinien mieć hip hop), Russell Simmons i Suliaman El Hadi. W dyskusjach na różne tematy jest zarówno miejsce na pozytywne strony, jak też problemy z jakimi borykali się mieszkańcy Nowego Jorku.

    Po zrealizowaniu całego materiału, Bram van Splunteren wraz ze swoimi pomocnikami wrócił do Europy i… nakręcony film trafił na długie lata do jego archiwum. Trudno powiedzieć, dlaczego „Big Fun In The Big Town” nie doczekało się komercyjnego wydania w latach 80.tych, w końcu przypadki chodzą po ludziach. Całe szczęście dokument po ponad ćwierć wieku doczekał się publikacji. Wydane w ub.r. DVD przyciągnęło uwagę wielu entuzjastów hip hopu i osób poszukujących jak najwięcej informacji o korzeniach tej kultury. Wydawnictwo rozszerzono również o ścieżkę dźwiękową wypuszczoną na płytach kompaktowych i winylowych (nagrania m.in. Boogie Down Productions, Just Ice’a, Mantronix i T La Rocka).

    „Big Fun In The Big Town” bez wątpienia należy do jednych z najciekawszych filmów dokumentalnych o hip hopie z lat 80.tych. Premiera tego obrazu na DVD w zeszłym roku stanowi jedną z największych sensacji ostatnich lat pod względem archiwalnych materiałów o całej kulturze hip hopowej. Trailer dokumentu znajdziecie w tym miejscu, a dzięki dobrodziejstwu internetu, poniżej zamieszczam całe dzieło. Wydawnictwo dostępne w sprzedaży za pośrednictwem HHV.

  • Lost and found: Ground Floor – Dig On That b/w One, Two

    Lost and found: Ground Floor – Dig On That b/w One, Two

    1–2 minut

    Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat. Spoglądając na poprzednie wpisy w rubryce „Lost and found” nietrudno zauważyć, że miejscem do którego wciąż nawiązujemy jest Nowy Jork. Cóż, stężenie podziemnych produkcji w tamtych czasach było naprawdę dosyć wysokie, a undergroundowe wytwórnie z chęcią wyłapywały rodzące się talenty prosto z ulicy. Przypomnijmy, że wiele z tych rzeczy nigdy nie zyskało należytego im rozgłosu, pomimo odpowiedniego poziomu nagrań przeszły bez większego echa. Dobrym przykładem może być kolejna grupa zamieszkała w mieście Wielkiego Jabłka.

    Ground Floor to trójka Emcees, którzy w rapowej bibliotece odcisnęli swoją obecność jednym jedynym singlem. Wydania dwunastki podjęła się oficyna (notabene dość krótko funkcjonująca) Bandoola Records. Początkowo singiel miał zwiastować EP-kę zespołu, która z niewiadomych przyczyn nie ukazała się po dziś dzień. W każdym razie „One, Two” to doskonały przykład rapu z lat 90.tych w najlepszym wydaniu. Głęboki loop pianina, old schoolowe sample gitarowe okraszone hookami. Produkcyjnie majstersztyk. Lirycznie nie ma co szukać wzniosłych deklaracji, które wskażą Wam instrukcje do egzystowania na globie. To raczej spontaniczna jazda, zakrapiana freestyle’em o tym, czyj styl jest the freshest.

    Natomiast na drugiej stronie winyla umieszczona nagranie z gościnnym udziałem Lord Finesse’a. Nieco mroczniejsze i cięższe w odbiorze „Dig On That” oparta na niskiej linii basu z nielicznymi próbkami sampli.

    Doskonała chemia między twórcami z Newport a legendarną postacią z D.I.T.C. może tylko pobudzać nasza wyobraźnię do gdybania nad poziomem rzekomego wspólnego albumu. Dodatkowo na singlu zamieszczono wersje instrumentalne (a jakże!) do obu utworów.

    Jakiś czas temu na zagranicznych aukcjach można było trafić ten wosk, o dziwo w rozsądnej cenie. Ponadto w dyskografii Ground Floor podobno można znaleźć jeszcze kasetę „For The Hustler In You” / „The Real M.C” jednak prawdopodobieństwo wyłapania tego graniczy z cudem.

    Poniżej znajdziecie teledysk nakręcony do strony B tego singla.

    Discogs: Ground Floor„Dig On That” b/w „One, Two”

    Tracklista

    Strona A

    Dig On That (Main) feat. Lord Finesse
    Dig On That (Radio) feat. Lord Finesse
    Dig On That (Instrumental)

    Strona B

    One, Two (Main)
    One, Two (Radio)
    One, Two (Instrumental)

  • Lekcja o old schoolu: N.W.A – The World’s Most Dangerous Group

    Lekcja o old schoolu: N.W.A – The World’s Most Dangerous Group

    4–6 minut

    Wśród wszystkich nurtów muzyki hip hopowej można wyróżnić sporo odmiennych i znajdujących się na przeciwległych biegunach ruchów. Klasyfikacja wszelkich możliwych odmian rapu może być przeprowadzona w dowolny sposób. Jeżeli jednak pokierujemy się kryterium oceniającego największy wpływ na rozwój tej muzyki oraz globalne skutki wybranej części hip hopu, to gangsta rap trafi na pierwsze miejsce tego rankingu. Trudno z tym polemizować, ponieważ od końca lat 80.tych do 1996 roku ten styl hip hopowy nieprzerwanie pojawiał się w mediach ogólnoświatowych, a przez ten czas artyści z tego kręgu dorobili się niesłychanej popularności. Jedną z ikon gangsta rapu jest niezaprzeczalnie grupa N.W.A. Bez ich dokonań nie byłaby możliwa kariera muzyczna setek ich następców.

    Gangsta rap jak żaden inny nurt hip hopu wywarł niesamowity wpływ na całą kulturę oraz pokazał białemu społeczeństwu USA, iż twórcy hip hopowi stanowią siłę, której trzeba się obawiać. Powstanie tej odmiany hip hopowej ponad dwie dekady temu przełożyło się na zawrotne kariery muzyczne poszczególnych wykonawców kojarzonych z tą półką rapową, liczne następstwa dotykające Stany Zjednoczone oraz cały świat, niesamowity biznes kręcący się wokół artystów i wytwórni płytowych, towarzyszące temu kontrowersje. Wszystko to i wiele innych elementów podsumowuje niniejsze środowisko. Nic z tego nie byłoby możliwe bez prawdziwych pionierów określanych mianem OG – Schoolly’ego D, Ice-TBoogie Down Productions, Geto Boys i N.W.A. Największe emocje towarzyszyły twórczości formacji założonej w Compton. Eazy-E, Dr. Dre, Ice Cube, MC Ren i DJ Yella (przy wsparciu przez pewien okres ze strony Arabian Prince’a) zmienili oblicze nie tylko rapu, ale także na stałe wpisali się do historii muzyki.

    Burzliwe losy działalności kalifornijskiej grupy przypadają na lata 1986-91. Głównymi inicjatorami powstania zespołu byli Eazy-E i Dr. Dre, znany już przed zaangażowaniem się w ten projekt z kolektywu World Class Wreckin’ Cru. Ice Cube, DJ Yella i Arabian Prince dołączyli do składu N.W.A niedługo później i w takiej konfiguracji rozpoczęła się era młodych-gniewnych z pogrążonego wówczas w wojnach pomiędzy gangami i handlem narkotykami Compton. Niemal od początku aktywności Niggaz Wit Attitudes na scenie muzycznej pomagał im Jerry Heller, menedżer o dużym doświadczeniu w branży wyniesionym ze współpracy z plejadą artystów (Elton John i Pink Floyd otwierają tę listę). Po nagraniu pierwszy singli – „Panic Zone”, „Dope Man” i „8-Ball” – oraz przygotowaniu przez Eazy’ego-E utworu „The Boyz-N-The Hood”, formacja poszukiwała wytwórni płytowej, która byłaby zainteresowana podpisaniem z nimi kontraktu. Heller próbował zainteresować twórczością formacji różne osoby z Los Angeles, ale za każdym razem rozmowy kończyły się fiaskiem.Wszyscy przedstawicieli świata muzycznego utrzymywali, iż tak agresywne i bezkompromisowe nagrania nie odniosą żadnego sukcesu komercyjnego. Nikt wtedy nie zdawał sobie sprawę z tego, w jakim był błędzie.

    Po pierwszych niepowodzeniach członkowie grupy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. W tym celu Eazy-E i Heller powołali do życia label Ruthtless Records, i tak rozpoczęła się era N.W.A. W sierpniu i wrześniu 1988 roku odbyły się premiery debiutanckiego longplaya formacji – „Straight Outta Compton” i solowej płyty lidera zespołu – „Eazy-Duz-It” (zaszły też zmiany w składzie kolektywu – Arabian Prince opuścił ich szeregi, a jego miejsce zajął MC Ren). W oka mgnieniu oczy wszystkich amerykańskich mediów zwróciły się w stronę Compton. Białe społeczeństwo USA nie szczędziło słów krytyki wydawnictwu propagującemu gangsterskie życie i przesiąknięte wulgaryzmami. Trudno dziwić się temu, jeżeli tracklista LP N.W.A zawierała utwory zatytułowane „F*ck tha Police” czy „Gangsta Gangsta”. Skandal obyczajowy towarzyszący twórczości grupy zdecydowanie przysłużył się im, pozwalając na szybkie dotarcie do niesłychanej rzeszy odbiorców i sprzedając się w kilkumilionowym nakładzie. Eazy-E, Dr. Dre i spółka w kilka miesięcy zostali uznani za gwiazdy rapu i wraz z 2 Live Crew częściej pojawiali się w mediach niż twórcy z Nowego Jorku.

    Niewyobrażalny wręcz sukces odniesiony przez Kalifornijczyków nie usatysfakcjonował wszystkich jej członków. Zaczęły pojawiać się pierwsze konflikty wśród członków formacji związane z podziałem pieniędzy. Szczególnie głośno o tym mówił Ice Cube, co ostatecznie doprowadziło do jego odejścia z N.W.A w grudniu 1989 roku. Doprowadziło to do pierwszych dissów zawartych na EP-ce „100 Miles And Runnin’” z 1990 roku skierowanych w stronę O’Shea Jacksona, po których jego reputacja wcale nie została nadszarpnięta. Prawdę mówiąc, to on jeszcze skorzystał na tym – wydany 23 lata temu przez Ice Cube’a album „AmeriKKKa’s Most Wanted” powszechnie uznaje się za klasykę gatunku.

    W maju 1991 roku odbyła się premiera drugiego, a zarazem ostatniego albumu N.W.A„Niggaz4Life”. Wydawnictwo ponownie usadowiło formację w czołówce amerykańskich artystów, docierając do 1. miejsca na liście Billboard 200. Płyta promowana singlami „Appetite for Destruction” i „Alwayz into Somethin’” osiągnęła sukces, w czym nie przeszkodziła kampania wymierzona przeciwko zespołowi przez cenzorów (N-word występowało w każdym tracku na LP) i ich przeciwników. Jednak niedługo później kolejna osoba opuściła Niggaz Wit Attitudes. Jeszcze w tym samym roku Dr. Dre postanowił rozpocząć współpracę z Death Row Records kierowanym przez Suge Knighta, podbierając przy okazji kilku wykonawców (The D.O.C. i Michel’le). Konflikt pomiędzy Ice Cube’em, Andre Youngiem i Eazy’em-E ciągnął się przez następne miesiące. Założyciel Ruthtless Records skoncentrował się na nagrywaniu solowego materiału oraz wydawaniu projektów różnych twórców (MC Rena, Above The Law, Kokane’a i innych). Dorobek płytowy pioniera gangsta rapu powiększył się w latach 1992-93 o „5150: Home 4 tha Sick” oraz „It’s On (Dr. Dre) 187um Killa”. Jednak longplaye nie odbiły się w środowisku muzycznym już tak głośnym echem jak wcześniejsze nagrania N.W.A na co wpływ miały albumy Dr. Dre („The Chronic”) i Snoop Doggy Dogga („Doggystyle”).

    Historia grupy z Compton skończyła się w tragiczny sposób w pierwszym kwartale 1995 roku. W lutym tamtego roku stan zdrowia Eazy’ego-E mocno pogorszył się, przez co wylądował on w szpitalu z podejrzeniem astmy. Po przeprowadzeniu dokładnych badań lekarze postawili inną diagnozę – raper zachorował na AIDS. 16marca jego bliscy wydali publiczne oświadczenie o położeniu Erika Wrighta, co zszokowało Stany Zjednoczone. Tuż przed śmiercią artysty 26 marca 1995 roku topór wojenny pomiędzy nim a Dr. Dre i Ice Cube’em został zakopany. W takich okolicznościach skończyła się era jednej z najbardziej znamienitych i najważniejszych formacji w historii rapu.

    W 2008 roku ukazał się dokument „The World’s Most Dangerous Group” z serii VH1 Rock Docs przedstawiający pionierów agresywnej formy hip hopu. Film zawiera wywiady ze wszystkimi byłymi członkami N.W.A, Jerrym Hellerem, wdową po Eazym-E, Tamiką Wright i jej synem, Johnem Singletonem i pozostałymi. Dzięki temu obrazowi dogłębnie pokazano kulisy z życia zespołu, skupiając się też na przedstawieniu ich konfliktów i wielkich osiągnięć.

  • Lost and found: Mister Voodoo – Lyrical Tactics 12”

    Lost and found: Mister Voodoo – Lyrical Tactics 12”

    2–3 minut

    Powracamy z kolejną dawką mocnego, klasycznego rapu osadzonego na przykurzonych winylach. Tym razem do naszej rubryki „Lost and found” zajrzał rdzenny mieszkaniec Brooklynu, Agu Obiakor, znany szerzej jako Mr. Voodoo. W odróżnieniu od poprzednich naszych gości, raper posiada na swoim koncie liczne nagrania zarejestrowane na 12-calowych nośnikach. Mało tego dyskografię Emcee z dumą zdobią dokonania wespół z grupą Natural Elements, której jest oficjalnym członkiem.

    Wszystko rozpoczęło się w połowie lat 80.tych, kiedy to Agu zaczął na poważnie interesować się pisaniem tekstów i szlifowaniem swoich rymów. Na początku 1990 roku trafił do rozgłośni radiowej, gdzie wspólnie z J-Smoothem był gospodarzem audycji „Underground Railroad” nadawanej przez nowojorską stację WBAI.

    W międzyczasie raper dołączył do ww. grupy Natural Elements, której założycielem i kreatorem był producent Charlemange. Niedługo po uformowaniu się pełnego składu (Mr. Voodoo, L-Swift, Ka, G-Blass, Howie Smalls, InTimidator, Charlemange) zespół postanowił wydać EP-kę, dobitnie zaznaczając przy tym swoja pozycję na undergroundowej scenie. W tym samym roku ukazuję się również pierwszy singiel Mr. Voodoo noszący tytuł „Come Off Hard”, przyjęty przez publikę z szacunkiem i odpowiednim prestiżem.

    Kolejnym krokiem w karierze artysty jest druga dwunastka. Wydana w 1996 roku przez Fortress Entertainment (wytwórnią skupiającej wokół siebie głównie artystów z Natural Elements) zdecydowanie umocniła pozycję rapera na rynku. Zamieszczone na niej nagrania „Lyrical Tactics” oraz „Hemlock” udanie krążyły w podziemnym obiegu, co raz to przysparzając sobie nowe, większe grono fanów.

    Całość podsycił „Shine”, w którym to pojawia się cały (choć nieco zmieniony już) skład Natural Elements. Nagranie było tak dobre, że znalazło poparcie u samego DJ’a Premiera, który zamieścił je przy okazji tworzenia tracklisty na swój legendarny mixtape’u „New York Reality Check 101”. Pamiętać należy, że grono artystów w którym znalazł się Mister Voodoo było doprawdy zacne. Wystarczy wspomnieć m.in. Company Flow, J-Live’a, Shades Of Brooklyn czy Choclaira.

    Był to zdecydowanie jeden z płodniejszych okresów w karierze artysty. Pojawiły się liczne występy radiowe, w głównej mierze wzbogacane występami freestyle’owymi na łączach, z których warto wymienić choćby „Stretch and Bobbito Show” czy „The Halftime Show”. Systematycznie zadbano również o kolejne single zarówno solowe jak i zespołem.

    W 2002 roku Mr. Voodoo staje się współzałożycielem Hemlock Records. Artysta postanawia również wrócić do swojego aliasu z początku lat 90.tych – Agu. Tak też firmuje swoje następne nagrania.

    Zdecydowanie warto zapoznać się z dokonaniami jednego z bardziej niedocenionych Emcees na mapie Brooklynu. Oryginalność, zdolność do gięcia flow, czy nieszablonowe uzupełnianie się w duetach to bardzo mocne atrybuty, które skutecznie zachęcają do sięgnięcia po nagrania Agu Obiakora, a tych z pewnością jeszcze nie zabraknie na U Call That Love.

    Discogs: Mister Voodoo – „Lyrical Tactics”

    Tracklista

    Strona A

    Lyrical Tactics (Come Off Hard Part II)
    Shine feat. A-Butta, Essence, L Swift

    Strona B

    Hemlock
    Lyrical Tactics (Instrumental)

  • Lekcja o old schoolu: On The Go 2 – Repeat Offender

    Lekcja o old schoolu: On The Go 2 – Repeat Offender

    2–4 minut

    Jeżeli dokładnie przyjrzymy się filmom poświęconym poszczególnym elementom hip hopu, to szybko okaże się, iż największa liczba tytułów jest przypisana do tematyki graffiti. Już w latach 80.tych pojawiło się kilka niezapomnianych obrazów pokroju „Wild Style” czy „Style Wars”, o czym powinien wiedzieć każdy sympatyk kultury hip hopowej. Po rozprzestrzenieniu się tej sztuki na całym świecie, powoli zaczęły powstawać dzieła opisujące nie tylko Stany Zjednoczone, a następnie doczekaliśmy się zalewu lepszych i gorszych filmów przedstawiających działalność poszczególnych grup graffiti. Jak to w życiu bywa, przy stale wydłużającej się liście obrazów dokumentalnych i fabularnych, niektóre pozycje gdzieś po drodze zaginęły. Jedną z nich jest dokument „On The Go 2: Repeat Offender” powstały przed dwoma dekadami w Filadelfii.

    W zdecydowanej większości publikacji dotyczących początków hip hopu wymienia się głównie postaci i daty przypisane dwóm miastom – Nowemu Jorkowi i Los Angeles. Owszem, trudno z tym polemizować pod względem wkładu osób z tych aglomeracji w rozwój całej kultury, ale przy okazji różnego rodzaju wypisów o pionierach często pozostałe miejscowości w Stanach Zjednoczonych są zupełnie pomijane. Przykładem tego jest niedocenianie przedstawicieli hip hopowych z Philly. Zapomina się często wkład Schoolly’ego D w rozwój gangsta rapu lub wpływie The Roots na ukształtowanie się organicznego rapu. Jeszcze istotniejszymi twórcami z Filadelfii są Cornbread i Cool Earl, uznawani przez ekspertów hip hopowych za tych, dzięki którym rozpoczął się ruch graffiti. Oczywiście, zdecydowana większość osób pamięta o artystach z NYC, ale fakty mówią same za siebie – obaj ww. artyści zajmowali się malowaniem jeszcze w latach 60.tych. Przez lata przedstawiciele filadelfijskiej sceny po cichu, z dala od zgiełku towarzyszącego innym metropoliom, po prostu robili swoje. Kwintesencję klimatu Filadelfii zawarto w filmie „On The Go 2: Repeat Offender”, który przez lata przeleżał schowany gdzieś głęboko pomiędzy innymi tytułami.

    Za powstaniem tego dokumentu stoi kilka osób związanych z nieistniejącym już magazynem „On The Go”. Głównym pomysłodawcą projektu został Ray Haze, którego wsparł m.in. Jared Kenny z InterWord/Illadelph Records oraz Militant Mind State, odpowiedzialny za oprawę muzyczną tego dzieła. Film dokumentalny z połowy lat 90.tych przez lata był pokryty grubą warstwą kurzu i niemal zapomniany przez wszystkich. Dopiero pięć lat temu obraz udostępnił na YouTube znany aktywista muzyczny, Cosmo Baker (w sieci nie brakuje też pogłosek mówiących o tym, że wcześniej kto inny próbował pokazać materiał współczesnej publiczności). W czym tkwi wyjątkowy klimat „On The Go 2: Repeat Offender”? Wszystko rozbija się o nieprzypadkowy dobór gości oraz znakomite połączenie graffiti, rapu i DJ-ingu. Wśród osób pojawiających się w dokumencie nie brakuje znanych przedstawicieli świata hip hopu. Black Thought & Questlove, Artifacts, Positive K, Masta Ace i Rob Swift należą przecież do doskonale rozpoznawalnych jednostek. Pierwsi dwaj wykonawcy wystąpili w najsłynniejszej scenie z tego filmu – współzałożyciele The Roots wykonali pierwszorzędny freestyle połączony z beatboksem, wycięty następnie z całości projektu i najlepiej zachowany spośród filadelfijskiego projektu. Z kolei członek The X-Ecutioners prezentuje jedną ze swoich rutyn wyświetloną w tle jazdy pociągiem, co daje wspaniały efekt. Pozostała część produkcji skupia się na elementach stricte writerskich, pokazując dokonania twórców nie tylko z Philly, ale również z NYC i Cali.

    „On The Go 2: Repeat Offender” nie należy do popularnych i łatwo dostępnych dokumentów. Również nie znajdziecie o tym projekcie zbyt wielu wzmianek na stronach internetowych. Film autorstwa Raya Haze’a, podobnie jak pełno innych przedsięwzięć z Filadelfii, nie trafił do szerszego obiegu. Nie przeszkodziło to dokumentowi zyskać uznanie w oczach znawców tematu oraz sympatyków trudno dostępnych materiałów o graffiti i rapie sprzed lat.

    Poniżej umieszczam pierwszą część filmu. Na resztę traficie na kanale Cosmo Bakera.

  • Lost and found: Dead Poetz Society – Klockuz / Lick A Shot

    Lost and found: Dead Poetz Society – Klockuz / Lick A Shot

    2–3 minut

    Po dłuższej nieobecności powracamy do naszego cyklu „Lost and Found”. Brak aktywności nie był spowodowany lenistwem a raczej jakością sprawdzanych ostatnio przeze mnie płyt. Długo nie mogłem natrafić na coś, co z dumą mógłbym Wam zaprezentować aż do czasu, gdy w moje ręce (a dokładniej uszy) trafił winyl od chłopaków z Dead Poetz Society.

    Dość ciężko wygrzebać jakiekolwiek informację na temat tej nowojorskiej formacji, ale z tego, co udało mi się ustalić Dead Poetz Society stanowi obszerne grono artystów. Pierwszy plan tworzą producenci: Slomo oraz 7storm8, który również odpowiada za warstwę tekstową. Dalszą część kolektywu uzupełniają Emcees: Grymm, Tahborn Ba-Mik, Beef Mizer, Drama Lord, Las Revinu oraz Red Devil. W takim zestawieniu wydany został debiutancki winyl zespołu zawierający trzy premierowe utwory. Na stronie A zamieszczono tytułowe nagranie „Klockuz”, oparte na powolnym, partnerującym leniwemu tick-tock flow rytmie.

    Obok radio i street version na dwunastce znajdziemy również instrumental oraz zamykający całość „Lick A Shot”, stanowiący wizytówkę grupy. Kawałek odbił się na tyle szerokim echem, że sięgnął po niego sam DJ Premier, tworząc playlistę mixtape’u „Crooklyn Cuts Volume III (Tape B)”. Niech za rekomendację posłużą wersy: „I hang my gun holster on the wall next to Rakim and my PE Poster”. Mocne?

    Strona B oferuje słuchaczowi remix „Lick A Shot” w całkowicie zmienionej stylistyce autorstwa Slomo. Bardziej pozytywny wydźwięk jego podkładu stanowi idealny kontrast dla mrocznego, cięższego oryginału. W hołdzie DJ’om do obu nagrań dorzucone zostały również wersje instrumentalne.

    Po 1996 roku słuch o grupie nieco ucichł. Przerwa wydawnicza trwała nieco ponad 3 lata i została zakończona wraz z ukazaniem się „Lick A Shot Pt. II” / „Must Be The Music” / „No Feelings”. Ponadto grupa zarejestrowała gościnny występ na mix przygotowany przez DJ’a JR Ewinga „Metro Veteran”. Tutaj należy wspomnieć, że towarzystwo w którym znaleźli się Dead Poetz Society było doprawdy zacne, wystarczy wymienić choćby KRS-One’a, Artifacts czy Company Flow.

    Niestety, po 2000 roku grupa usunęła się w cień, prawdopodobnie jak wiele innych przed i po nich. Jednak to, co po sobie pozostawili szlachetnie broni tezy „nie ilość a jakość”.

    Discogs: Dead Poetz Society„Klockuz” bw „Lick A Shot”

    Tracklista

    Strona A

    Klockuz (Radio Version)
    Klockuz (Street Version)
    Klockuz (Instrumental)
    Lick A Shot (Street Version)

    Strona B

    Lick A Shot (Remix) (Radio Version)
    Lick A Shot (Remix) (Street Version)
    Lick A Shot (Remix) (Instrumental)
    Lick A Shot (Instrumental)

  • Ostatnie nabytki płytowe #8

    Ostatnie nabytki płytowe #8

    5–8 minut

    Przy dzisiejszych uwarunkowaniach w branży muzycznej coraz więcej osób sięga po wersje elektroniczne różnych wydawnictw. Nie ma w tym nic złego, aczkolwiek trudno porównywać te rodzaje nośników do płyt kompaktowych i winylowych czy też kaset. Wraz z kolejno zapraszanymi gośćmi piszemy o istocie nabywania muzyki w wydaniu fizycznym w specjalnie utworzonej w tym celu serii artykułów „Ostatnie nabytki płytowe”. W dzisiejszej odsłonie tego cyklu wspólnie z założycielem serwisu muzycznego Axunarts, Mateuszem „Axunem” Kołodziejem, przedstawimy po dwa projekty, które niedawno powiększyły nasze kolekcje. Zaczynamy od płyt zaprzyjaźnionego z U Call That Love miłośnika muzyki -„The Last Concert” Roya Orbisona i „Money Jungle” Duke’a Ellingtona – a następnie podzielę się notkami o „Jazzmatazz, Vol. 2: The New Reality” Guru i „Look Mom… No Hands” Vast Aire’a.

    Roy Orbison„The Last Concert” CD (Eagle Records, 2009)

    Roy Orbison był wykonawcą wielkim, ale przez słuchaczy postrzeganym jako twórca jednego przeboju. Nie jest to oczywiście prawdą, bowiem – oprócz piosenki „Oh, Pretty Woman” spopularyzowanej dzięki pewnemu filmowi – urodzony w Teksasie muzyk na swoim koncie zapisał w sumie trzynaście różnych numerów jeden list przebojów w USA, Kanadzie, Australii, Wielkiej Brytanii, a nawet Norwegii. Dziesięć z nich Orbison zagrał 4 grudnia 1988 roku w Arkon, w stanie Ohio, podczas ostatniego publicznego występu. Występu, który przecież nie miał być finałem kariery, finałem życia (!) zakończonego dwa dni później atakiem serca. Bezcenne emocje, które – o ironio – znalazłem za pięć złotych w koszu z przecenionymi płytami w sklepie jednej z popularnych sieci handlowych (co tylko potwierdza początkowe stwierdzenie o braku należytego szacunku dla Orbisona).

    Wydanie CD uzupełnione zostało o ośmiostronicową, moim zdaniem, mało atrakcyjną książeczkę zawierającą kilka zdjęć powszechnie dostępnych w internecie, tracklistę (bez szczegółowych creditsów) oraz tekst prezentujący historię ostatniego koncertu Orbisona i nakreślony krótki rys biograficzny samego muzyka.

    W 2012 roku płyta doczekała się także wersji winylowej.

    Tracklista

    1. Only The Lonely
    2. Leah
    3. Dream Baby
    4. In Dreams
    5. Mean Woman Blues
    6. Blue Bayou
    7. Candyman
    8. Crying
    9. Ooby Dooby
    10. Go, Go, Go (Down The Line)
    11. It’s Over
    12. Working For The Man
    13. Lana
    14. Oh, Pretty Woman

    Duke Ellington„Money Jungle” CD (Blue Note, 2002, reedycja)

    Mój ostatni zakup płytowy, dosłownie sprzed kilku dni. Materiał znany mi od dawna, jednak dopiero teraz uzupełnił moją kolekcję w tzw. formie fizycznej.

    Druga reedycja w formie płyty CD (pierwsza miała miejsce w 1987 roku) jednej z moich ulubionych płyt Duke’a Ellingtona. Album „Money Jungle”, wydany pierwotnie na początku lat 60.tych, fenomenalny jazzman nagrał w przeciągu jednej doby w nowojorskim Sound Makers Studios z kontrabasistą Charliem Mingusem i perkusistą Maxem Roachem. Jak nazwano ich później – muzyczny triumwirat, nie trio. Na płycie znajdziemy praktycznie najważniejsze kompozycje Ellingtona powstałe do 1963 roku. Jazz na najwyższym poziomie, album prezentujący połączenie przedstawicieli dwóch różnych pokoleń (między pianistą a Mingusem i Roachem było ćwierć wieku różnicy). Jazz wykluwający się nie tylko w towarzystwie wzajemnego szacunku, ale i kłótni (podobno basista nie mógł porozumieć się z Roachem i opuścił studio w trakcie sesji nagraniowej, udobruchany i przekonany przez Duke’a zgodził się jednak dokończyć zaczętą pracę; druga wersja wydarzeń mówi o nieporozumieniach na linii EllingtonMingus, które dotyczyć miały braku akceptacji muzycznych pomysłów wysuwanych przez basistę).

    Reedycja z 2002 roku zawiera w sumie piętnaście numerów: siedem nagrań znanych z oryginalnego LP z 1963 roku (co istotne, ich kolejność jest tożsama z pierwszym wydaniem, co niestety zostało niedopilnowane w przypadku reedycji z 1987 roku), cztery nagrania zarejestrowane podczas nowojorskiej sesji, ale opublikowane dopiero końcem lat 80.tych oraz alternatywne wersje czterech kompozycji (w tym trzy wcześniej nigdy niewydane). Plus bogata w informacje, jak zawsze w przypadku płyt z logo Blue Note, książeczka z notkami George’a Weina i Michaela Cuscuna.

    Tracklista

    1. Money Jungle
    2. Fleurette Africaine
    3. Very Special
    4. Warm Valley
    5. Wig Wise
    6. Caravan
    7. Solitude
    8. Switch Blade
    9. A Little Max (Parfait)
    10. REM Blues
    11. Backward Country Boy Blues
    12. Solitude (alternative take)
    13. Switch Blade (alternative take)
    14. A Little Max (Parfait) (alternative take)
    15. REM Blues (alternative take)

    Guru„Jazzmatazz, Vol. 2: The New Reality” CD (Chrysalis, 1995)

    Tematyka jazz-hopowa dosyć często pojawia się w serwisie. Dzisiaj nadarza się kolejna okazja, aby nawiązać do tego nurtu rapowego za sprawą dobrze kojarzonej wśród słuchaczy płyty Guru„Jazzmatazz, Vol. 2: The New Reality” (dwie wersje okładki LP). Album wydany 18 lat temu przez Chrysalis stanowi follow-up do prawdziwego kamienia milowego w muzyce hip hopowej, „Jazzmatazz, Vol. 1” z 1993 roku. Po kapitalnym otwarciu tej serii, nieżyjący już dzisiaj Emcee postanowił pójść w nieco innym kierunku, nadając nagraniom bardziej przyjazny klimat pod ogólnym względem. Raper wywodzący się z formacji Gang Starr wraz z licznymi gośćmi nagrał płytę otwierającą się przed szerszym gronem odbiorców, co znalazło odzwierciedlenie w liczbie publikacji poświęconych wydawnictwu, ale zostawiło też ślad na zawartości longplaya. Lista muzyków obecnych na LP z połowy lat 90.tych jest naprawdę długa i obfituje w wiele znanych nazwisk. Freddie Hubbard, Donald Byrd, Ramsey Lewis, Kool Keith, Patra, Jamiroquai, Branford Marsalis, Courtney Pine, Ronny Jordan czy też Paul SEQUENCE Ferguson przyczynili się do stworzenia drugiej części „Jazzmatazz”. Pomimo tak zacnego towarzystwa, „Jazzmatazz, Vol. 2: The New Reality” nie powtórzyło już sukcesu artystycznego premierowego wydawnictwa z tej serii.

    Guru nigdy nie ukrywał swojego zamiłowania do jazzu. Druga część jego autorskiego projektu zrobiła w pewnym momencie większą karierę w Europie niż USA, ze względu na silniejsze w tamtych czasach wpływy jazzowe na Starym Kontynencie. „Jazzmatazz, Vol. 2: The New Reality” po latach jest dedykowane fanom twórczości Guru oraz miłośnikom jazz-hopu, którzy powinni mieć tę płytę na swojej półce.

    Tracklista

    1. Light It Up [Intro]/New Reality Style [Jazzalude I]
    2. Lifesaver
    3. Living in This World
    4. Looking Through Darkness
    5. Watch What You Say [Interview]
    6. Defining Purpose [Jazzalude II]
    7. For You
    8. Medicine [Mental Relaxation]
    9. Lost Souls
    10. Nobody Knows (The Real Deal)
    11. Hip Hop as a Way of Life [Jazzalude III]
    12. Respect the Architect
    13. Feel the Music
    14. Young Ladies
    15. The Traveler
    16. Maintaining Focus [Jazzalude IV]
    17. Count Your Blessings
    18. Choice of Weapons
    19. Something in the Past
    20. Revelation (Alot on My Mind)

    Vast Aire – „Look Mom… No Hands” 2LP (Chocolate Industries, 2004)

    Po wydawnictwa undergroundowe sprzed lat chętnie sięga niejeden słuchacz. W przypadku dostępności fizycznych wersji mniej i bardziej znanych albumów z minionych lat, to bywa z tym różnie. Nakład wielu projektów został dawno wyczerpany i często próżno wypatrywać ich reedycji, inne zaś nadal można otrzymać na rynku płytowym. W tej drugiej kategorii umieścimy pierwszy solowy longplay Vast Aire o jakże sympatycznym tytule „Look Mom… No Hands”. Płyta ukazała się pod koniec kwietnia 2004 roku przyciągając uwagę sympatyków Cannibal Ox i wielu osób niezwiązanych na co dzień ze środowiskiem hip hopowym. Nowojorski raper dobrał sobie nader zacne towarzystwo partnerów po fachu, dzięki którym nagrał naprawdę dobre LP. Od strony wokalnej na projekcie udzielili się MF Doom, Sadat X, Aesop Rock, Blueprint, Breeze Evahflowin, Poison Pen, S.A. Smash, KarniegeBreezly Brewin oraz Vordul Mega. Lista producentów albumu budzi podziw aż do dzisiaj. W końcu Camu Tao, Jake One, Ayatollah, Madlib, RJD2, Da Beatminerz czy występujący też w roli beatmakerów Blueprint i MF Doom, nie udzielają się na pierwszym-lepszym wydawnictwie. Vast Aire wsparty tyloma tuzami muzycznymi dostarczył longplay stworzony w charakterystycznym stylu, który trafił do sprzedaży nakładem Chocolate Industries.

    „Look Mom… No Hands” w wydaniu winylowym można bez najmniejszego problemu nabyć w kraju w niewygórowanej cenie kilkunastu złotych. Jeżeli posiadacie w swoim zaciszu domowym gramofon, to warto powiększyć swoją kolekcję właśnie o tę płytę.

    Tracklista

    1. Intro (His Majesty’s Laugher) (prod. Jest One)
    2. KRS-Lightly feat. S.A. Smash (prod. Camu Tao)
    3. Pegasus (prod. T One)
    4. Candid Cam (Wetlands 1996) feat. Karniege (prod. NASA)
    5. Viewtiful Flow (prod. Jake One)
    6. Zenith feat. Blueprint (prod. Blueprint)
    7. WHY’SDASKYBLUE? feat. Metro (prod. Cryptic One)
    8. Da Supafriendz feat. MF Doom (prod. MF Doom)
    9. Poverty Land 16128 (Karaoke) (prod. T One)
    10. Elixir feat. Sadat X & Sinclair (prod. Ayatollah)
    11. Look Mom… No Hands (prod. Madlib)
    12. 9 Lashes (When Michael Smacks Lucifer) (prod. RJD2)
    13. Posse Slash feat. Karniege, Breeze Evahflowin, Poison Pen, Aesop Rock (prod. Da Beatminerz)
    14. Could You Be? (prod. Madlib; klawisze: Sinclair)
    15. Outro: 12 Noon (prod. Blueprint)
    16. Life’s Ill Pt. II (The Empire Striketh) feat. Breezly Brewin & Vordul Mega (prod. Madlib)
  • 20 wyróżnionych płyt po pierwszym półroczu 2013 – część I

    20 wyróżnionych płyt po pierwszym półroczu 2013 – część I

    9–13 minut

    Pierwsze półrocze roku już za nami i pora na podsumowanie minionych miesięcy w branży muzycznej, w których działo się całkiem sporo. Zestawienie produkcji wydanych w trakcie poprzednich dwóch kwartałach można przeprowadzić według dowolnego klucza, przyznając kolejne miejsca wybranym przez siebie wydawnictwom. Przygotowując artykuł przedstawiający wybrane albumy opublikowane przez artystów do końca czerwca b.r. zrezygnowałem z nadania publikacji wyścigu po „naj”, wyróżniając po prostu dane pozycje wydawnicze. W mini-serii „20 wyróżnionych płyt po pierwszym półroczu 2013” poznacie wartościowe longplaye z różnych zakątków globu. W pierwszej części rankingu znajdziecie materiały DJ’a Daya, Run The Jewels, Epidemic, R.A. The Rugged Mana, K-Defa, Ill Billa, @Peace, Gene’a The Southern Childa & Parallel Thought, Quasimoto oraz Erika Lau.

    DJ Day„Land Of 1000 Chances” (Piecelock 70)

    Instrumentalne wydawnictwa mają się coraz lepiej na całym świecie i nic nie wskazuje na to, aby cokolwiek zmieniło się w tej materii. Wręcz przeciwnie – dzięki takim płytom, jak „Land Of 1000 Chances” więcej odbiorców powinni docenić ten nurt muzyczny. Doświadczony amerykański twórca wypuścił perfekcyjnie wręcz zrealizowany longplay. Artysta rodem z Palm Springs przekazał na tym wydawnictwie cudowność i słoneczny klimat Kalifornii. Drobiazgowy wybór starych płyt do samplowania, nadanie utworom pogodnego i wciągającego charakteru, a także przemycenie ukradkiem emocji towarzyszących każdej kompozycji – wszystko to wyróżnia materiał DJ’a Daya na tle innych projektów. Wraz z kolejnymi trackami odbywamy podróż po uroczych zakątkach rodzinnych stron beatmakera. „VQ” i „Chinaski’s Theme”, „Boots In The Pool” czy też tytułowe nagranie pochodzące z LP znamionują o dużej klasie jego autora. W tym wszystkim można odczuć pewność i doświadczenie Kalifornijczyka pozwalające mu na swobodę i polot przy tworzeniu tracków.

    Już po jednokrotnym przesłuchaniu „Land Of 1000 Chances” można ulec jego naturalnemu pięknu. DJ Day zasłużył na gromkie brawa za stworzenie znakomitego muzycznego przewodnika po kalifornijskich krajobrazach. Przystępna forma płyty nie umknęła uwadze osób z różnych środowisk, co też wystawia jak najlepsze świadectwo temu materiałowi.

    Run The Jewels„Run The Jewels” (Fool’s Gold Records)

    Branża muzyczna pamięta mnóstwo zaskakujących kooperacji różnych wykonawców, niekiedy przynoszących nową jakość na scenie. Kiedy w ub.r. Killer Mike rozpoczął współpracę z El-P raczej niewielu sympatyków ich twórczości spodziewała się aż tak zdumiewająco pozytywnych efektów. Po wydanym przed 15 miesiącami albumie „R.A.P. Music” tego pierwszego, w całości wyprodukowanym przez El Producto, duet poszedł o krok dalej powołując do życia formację Run The Jewels. Debiutancki longplay wydany przy współpracy z labelem Fool’s Gold Records należy do jednych z najbardziej progresywnych materiałów rapowych ostatnich miesięcy. Warstwa muzyczna autorstwa współzałożyciela Def Jux opierająca się na wszelkiego rodzaju wariacjach elektronicznych i syntetycznych potrafi zahipnotyzować odbiorcę już od pierwszych sekund otwierającego LP tytułowego utworu. Teksty poszczególnych nagrań na tym krótkim albumie nie raz rozkładają na łopatki, a swoiste apogeum przypada na zwrotkę El-P w „A Christmas Fucking Miracle”.

    W ub.r. wiele osób wątpiło w wymierne efekty współpracy pomiędzy artystami wywodzącymi się z tak odmiennych środowisk. Dzisiaj wszyscy malkontenci i niedowiarkowie powinni być wdzięczni duetowi za „Run The Jewels”, płytę utworzoną przez szaleńców z umysłami geniuszy.

    Epidemic„Somethin’ For Tha Listeners” (Mic-Theory Records)

    W dzisiejszych czasach nietrudno o wykonawców, którzy szczycą się publikowaniem boom-bapowych nagrań. Problem w tym, że coraz częściej są to słowa rzucane na wiatr, gdyż współczesnym produkcjom zwyczajnie w świecie daleko do wydawnictw z lat 90.tych. Niektórzy jednak posiadają smykałkę do tworzenia muzyki w korzennym kształcie, tak jak amerykańska formacja Epidemic. Już na wcześniejszych płytach Hex One & Tek-nition pokazali niemały potencjał, a „Somethin’ For Tha Listeners” to najlepsze potwierdzenie ich kunsztu i wypracowanego warsztatu. Duet raperów wydał wcześniej dwa ciepło przyjęte longplaye – „Illin Spree” wyprodukowane przez 5th Elementa oraz „Monochrome Skies” z podkładami Jessego Jamesa. Trzecia płyta grupy przyniosła ich kooperację z kolejnym szerzej nieznanym producentem, Esco, stanowiąc najbardziej dopracowane wydawnictwo w działalności zespołu. Obaj Emcees zanotowali progres w stosunku do poprzednich projektów, doskonale odnajdując się na beatach w klasycznej formie dostarczonych przez beatmakera z Los Angeles.

    „Somethin’ For Tha Listeners” to nic innego jak produkcja z połowy lat 90.tych przeniesiona do współczesności. Epidemic udało się nadać swoim nagraniom własny charakter, nadając im kapitalny klimat.

    R.A. The Rugged Man„Legends Never Die” (Nature Sounds)

    Niewielu raperów może poszczycić się legendarnym statusem, nie wydając przy tym dużej liczby płyt. Pierwszy na myśl przychodzi tutaj Percee P, natomiast drugi w kolejności ustawia się R.A. The Rugged Man. Artysta określany przez wiele lat mianem persona non grata w branży hip hopowej nie przywykł do częstego wydawania nowych projektów, ale mimo tego od dawna może poszczycić się dużą popularnością szczególnie w undergroundzie. Na premierę „Legends Never Die” trzeba było czekać kawał czasu, co zostało niejako wynagrodzone przez wychowanka Long Island za sprawą wartości artystycznej LP. Album nagrany dla Nature Sounds ujrzał światło dzienne pod koniec kwietnia, spotykając się z pozytywnym przyjęciem przez słuchaczy i media. Nowojorczyk nadal czaruje swoim genialnym flow i zaangażowanym podejściem do swojej twórczości. Dodatkowo liczni goście na longplayu (Talib Kweli, Krizz Kaliko, Masta Ace, Brother Ali, Tech N9ne, Hopsin, Vinnie Paz, Eamon, Sadat X) dopasowali się poziomem do gospodarza płyty oraz beatów dostarczonych przez m.in. Buckwilda, Ayatollaha, Apathy’ego, Marco Polo, Mr. Greena i C-Lance’a.

    Od wydania pierwszego albumu R.A. The Rugged Mana„Die, Rugged Man, Die”, minęło 9 długich lat. Po tym czasie szalony Emcee powrócił z „Legends Never Die”, na którym udowadnia on, jak bardzo kocha hip hop. Należy też pamięta o tym, iż „Learn Truth” nagrane z Talibem Kwelim, to jeden z najważniejszych manifestów pierwszej połowy tego roku.

    K-Def„One Man Band” (Redefinition Records)

    Wielu działających teraz producentów wypuszcza praktycznie non stop nowe utwory. Jednak nie zawsze idzie to w parze z umiejętnością tworzenia obszerniejszych wydawnictw stojących na wysokim poziomie. Doświadczony beatmaker z Brick City, K-Def, potrafi odnaleźć się zarówno na krótkich materiałach, jak i pełnych longplayach. „One Man Band” stanowi dowód jego producenckiego kunsztu. Od wypuszczenia przez tego artystę kompilacji „The Most Underrated” w połowie 2011 roku, otrzymaliśmy mnóstwo różnych projektów sygnowanych jego pseudonimem. Po wielu singlach i części archiwalnych singli przyszła kolej na wydany w marcu longplay, w którym wykonawca wcielił się w rolę jednoosobowej orkiestry, powalając na kolana doskonałym doborem sampli i pomysłami na nowe wersje uprzednio opublikowanych tracków. „Funky Fridays”, „Dark Soul”, „Touching Realness”, „Ghetto’s Groove” i „NJ Dodgers” można słuchać w zasadzie bez przerwy, podziwiając przy tym umiejętności tego producenta.

    Redefinition Records powinno być usatysfakcjonowane jakością nagrań na „One Man Band” oraz odbiorem albumu przez media i słuchaczy. Natomiast K-Def z pewnością jest zadowolony, że po okresie posuchy, doczekał należytego zainteresowania i docenienia ze strony opinii publicznej.

    ILL Bill„The Grimy Awards” (Fat Beats Records)

    W pierwszej połowie roku odbyły się premiery kilku płyt uznanych artystów z przypisanych do hardcore’owej odmiany rapu. Nowym albumom Demigodz, Czarface czy Swollen Members poświęcono wiele miejsca, ale pod względem jakości nagrań pogodził ich wszystkich ILL Bill. Doświadczony nowojorski raper to niekwestionowana ikona gatunku, jeden z najbardziej wyrazistych i najlepszych artystów w tym nurcie. Nic więc dziwnego w tym, że przed wydaniem „The Grimy Awards” pojawiło się mnóstwo wzmianek o tym projekcie. Oczekiwania względem zawartości tego wydawnictwa wywindowano do wysokiego poziomu już po premierowym singlu („When I Die”) i ujawnieniu długiej listy wykonawców, którzy współpracowali z założycielem Uncle Howie Records przy powstaniu tego materiału. Obecność A-Traka, O.C., Jedi Mind Tricks, DJ’a Premiera, Pete Rocka, DJ’a Muggsa, Large Professora, czy El-P podziałała na wyobraźnię odbiorców, skutecznie pomagając przy promocji LP. Jak się jednak okazało, żaden z nich nie przyćmił gospodarza płyty pozostającego w wysokiej formie.

    ILL Bill w dalszym ciągu pokazuję klasę. Emcee związany z La Coka Nostrą udowodnił  na tegorocznym albumie, iż nadal posiada arsenał jadowitych wersów, nic nie robiąc sobie przy tym z poprawności politycznej (patrz: „Exploding Octopus”). „The Grimy Awards” wypadło nader interesująco i okazale, o czym warto pamiętać.

    @Peace„Girl Songs” (Self-released)

    Przez długie lata Australia i Oceania na scenie hip hopowej była kojarzona głównie dzięki mieszkańcom najmniejszego kontynentu świata. Jednak w ostatnim czasie sytuacja uległa zmianie, gdyż przedstawiciele Kraju Kiwi przeszli do ofensywy. „Girl Songs” to jeden z przykładów jakości nagrań nowozelandzkich wykonawców. @Peace należy uznać za pewnego rodzaju supergrupę, gdyż w jej skład wchodzą osoby związane również z innymi projektami. Głównymi postaciami odpowiedzialnymi za kształt nagrań kolektywu są raper Tom Scott (należący również do Home Brew) i producent Christoph El Truento. Wraz z pomocą Lui Tuiasau, Dandruffa Dicky’ego i B.Haru stworzyli oni wydawnictwo o dość charakterystycznym posmaku. Już po zaprezentowaniu singli promujących longplay – „Cake” i „Flowers” – nietrudno było zauważyć postęp i większy polot Nowozelandczyków w porównaniu z debiutancką płytą „@Peace” z lipca 2011 roku. Historie zebrane na „Girl Songs” opowiadają o kobietach i relacjach damsko-męskich obecnych w życiu każdego przeciętnego człowieka na kuli ziemskiej. Uniwersalne wydawnictwo.

    @Peace udało się stworzyć doskonały album łączący rap z elementami R&B czy neo-soulu. Alternatywne brzmienie „Girl Songs” wypada w bardzo przekonujący sposób, przynosząc do tego niezrównany klimat tej produkcji.

    Gene The Southern Child & Parallel Thought„Artillery Splurgin’” (Parallel Thought, Ltd.)

    Niektóre wydawnictwa nie są w pełni doceniane przez media i odbiorców, trafiając nie raz do szufladki z napisem „przespane płyty”. Często bywa tak, iż niejeden album przypisany do tej kategorii zawiera nad wyraz wartościową muzykę, jak w przypadku „Artillery Splurgin’”. Już przy pierwszym wspólnym albumie Gene’a The Southern Childa & Parallel Thought„A Ride With The Southern Child”, widać było, iż raper z Alabamy oraz producenci ze Wschodniego Wybrzeża USA świetnie dogadują się ze sobą. Drugie wydawnictwo nagrane przez tych wykonawców stanowi kolejny dowód na kapitalną chemię panującą pomiędzy postaciami wywodzącymi się z dwóch różnych środowisk. Autorzy wydanego w maju b.r. albumu złożyli swoisty hołd gangsta rapowi z lat 80. i 90.tych, nadając swoim utworom mroczny charakter. Gene zanotował progres w stosunku do wcześniejszego materiału, aczkolwiek jego znakiem rozpoznawczym pozostał południowy akcent położony na dopasowane pod niego beaty. Z kolei Parallel Thought znowu pokazali swoją klasę, udowadniając, iż należą do wszechstronnych beatmakerów.

    Gangsta rap rozpatruje się obecnie przez pryzmat skończonej epoki w dziejach rapu, nieco już zapomnianej przez ludzi. Gene The Southern Child & Parallel Thought na swój sposób wskrzesili ducha tego nurtu, z tym, że dołożyli wiele autorskich elementów, czyniąc „Artillery Splurgin’” przystępnym w odbiorze nawet dla słuchaczy niesympatyzujących z gangsterskimi opowieściami.

    Quasimoto„Yessir Whatever” (Stones Throw Records)

    2013 rok upływa pod znakiem powrotów tuzów hip hopowych sprzed lat. Większość z nich wywodzi się z niezależnych kręgów muzycznych, aczkolwiek obecnie należą do świetnie rozpoznawalnych twarzy w branży. W tym gronie na pewno znajdzie się miejsce dla Quasimoto, którego tegoroczny projekt „Yessir Whatever” spadł niczym przysłowiowa gwiazdka z nieba. Madlib wraz ze Stones Throw Records sprawili ogromną niespodziankę decydując się na przygotowanie płyty zawierającej nagrania z katalogu rare & unreleased, przygotowując w ten sposób pierwsze wydawnictwo Lord Quasa od wielu lat. Wszyscy sympatycy tego nader osobliwego stwora nie mogli przepuścić tej okazji, ochoczo sięgając po tę kompilację. Wartość tego projektu można mierzyć w różny sposób, a jedną z najlepszych metod będzie to, jeżeli przypomnimy sobie jak duże powstało zamieszanie tym materiałem wśród mediów z USA, Europy czy Australii. „Planned Attack”, „Brothers Can’t See Me” czy „Catchin’ the Vibe” stanowią świetną wizytówkę projektu wypuszczonego w winylowej wersji wraz z dołączoną siódemką z utworami „Hittin Hooks” b/w „Microphone Mathematics Remix”.

    Legenda Quasimoto została wskrzeszona. Owszem, gdyby do zawartości „Yessir Whatever” dorzucono też nowe tracki, to wierni fani alter ego Madliba poczuliby się jeszcze usatysfakcjonowani. Jednak i tak nie warto narzekać na ten projekt, który należy postawić w bardzo dobrym świetle.

    Eric Lau  – „One of Many” (Killawatt Music)

    Brytyjscy artyści nie raz przyciągają słuchaczy nie tylko z kontynentu europejskiego, ale także innych regionów świata. Trudno temu dziwić się, skoro otrzymujemy tak dopracowane wydawnictwa, jak „One of Many”. Eric Lau od kilku lat pracuje na swoje nazwisko, a wszystko wskazuje na to, że wydany w czerwcu nowy album tego producenta, stanowi przełomowy moment w jego karierze muzycznej. Artysta zamieszkały w Londynie otrzymał dużą pomoc przy promocji tegorocznego albumu od Okayplayera, który prezentował jako pierwszy serwis muzyczny poszczególne single zapowiadające płytę oraz odsłonił kulisy powstawania LP. O sukcesie longplaya zadecydowała nie tylko piękna neo-soulowa warstwa muzyczna materiału, ale także gościnne udziały wokalistek. Właśnie dzięki występom w głównej mierze Tawiah („For You”, „Closer”, „Not Alone”, „Where To Go Now”) oraz Rahel („Here”, „Everytime”, „Guide You”) album zyskał niepowtarzalny klimat. Swoistą wisienką na torcie jest z kolei utwór „Rise Up” z męską częścią gości – Oddiseem & Olivierem St. Louisem.

    W dzisiejszym świecie muzycznym niejeden producent próbuje przyciągnąć słuchaczy za sprawą eklektycznych nagrań. Jednak niewielu z nich posiada takie podejście do muzyki oraz wypracowany styl, jak Eric Lau. „One of Many” bez cienia wątpliwości należy do jego najlepszych dokonań, co powinni docenić słuchacze różnych gatunków i nurtów.

    Druga część „20 wyróżnionych płyt po pierwszym półroczu 2013” zostanie opublikowana już w przyszłym tygodniu w późniejszym terminie.

  • Lekcja o old schoolu: Beat This – A Hip-Hop History

    Lekcja o old schoolu: Beat This – A Hip-Hop History

    3–4 minut

    11 sierpnia odbyła się 40.rocznica powstania hip hopu. Przy okazji artykułu poświęconemu temu wydarzeniu, wspomniałem o tym, że można oczekiwać serii publikacji w serwisie dotyczących historii tej kultury. W cyklu zatytułowanym „Lekcja o old schoolu”, który zadebiutował na stronie już wcześniej (patrz: wpis o „Graffiti Rock”), przedstawię szereg filmów dokumentalnych, programów telewizyjnych, publikacji książkowych, wydawnictw płytowych pochodzących sprzed nastu lat. Wszystko po to, aby ukazać nie raz zapomniane postaci i inicjatywy dostarczające ogromnej wiedzy o hip hopie. W ten sposób należy wypowiadać się o doskonałym programie TV autorstwa Dicka Fontaine’a, „Beat This – A Hip-Hop History”.

    Zanim przejdziemy do opisu brytyjskiego projektu należy pokrótce nakreślić sytuację, w jakiej przyszło stawiać pierwsze kroki dziecku Kool Herca i innych postaci po 1974 roku. W początkowych latach istnienia hip hopu media nie wykazywały większego zainteresowania tym ruchem zapoczątkowanym w Południowym Bronksie. Jeżeli już mówiono o tej kulturze, to przeważnie przedstawiano jej obraz w negatywnym świetle, podając liczne powiązania z gangami ulicznymi i porównując osoby zajmujące się graffiti do zwykłych wandali mających za nic cudzą własność. Sytuacja ta zaczęła zmieniać się na korzyść kultury hip hopowej na przełomie lat 70. i 80.tych, a ogromny wpływ na poprawienie jej wizerunku odegrały pierwsze filmy dotyczące tego zjawiska. „Wild Style”, „Breakin’”, „Beat Street” i „Style Wars” pomogły również w popularyzacji hip hopu nie tylko na terenie Stanów Zjednoczonych, ale także na innych kontynentach. Zwróciło to uwagę na środowisko hip hopowe wielu ludzi chcących poznać jej korzenie i przedstawić wszystko od kuchni. „Beat This – A Hip-Hop History” powstało w takich oto okolicznościach, aczkolwiek pewnego rodzaju zaskoczeniem był fakt, iż za realizację tego dokumentu telewizyjnego zabrali się Brytyjczycy, a nie Amerykanie.

    Głównym pomysłodawcą nakręcenia tego obrazu był specjalista od programów tworzonych na potrzeby telewizji brytyjskiej, Dick Fontaine. Twórca m.in. „Madam Six”, „Sound???” i „I Heard It Through the Grapevine” należał do sympatyków czarnej muzyki, realizując przy tym filmy związane z tym tematem. Kiedy hip hop rozpoczął swoją międzynarodową ekspansję, to Brytyjczyk nie mógł przegapić tej okazji, ukazując od podszewki wszystkie elementy hip hopowe w jednym dokumencie. Obraz powstały w 1984 roku głównie koncentruje się na osobach Kool Herca i Afriki Bambaataa. Pierwszy z nich w zajmujący sposób opowiada o krótkiej historii hip hopu, skupiając się na swoich imprezach i nakreśleniu lokalnego środowiska na Południowym Bronksie. Znamienny tutaj jest fakt, iż pomimo swoich wpływów i reputacji, Clive Campbell został kilkakrotnie napadnięty i dźgnięty nawet w trakcie występów. Do tego dochodzi słynna scena pojawiająca się następnie w wielu materiałach dotyczących pionierów hip hopowych, w której ojciec chrzestny tej kultury odbywa przejażdżkę po swojej dzielnicy wraz ze swoim soundsystemem. Zaniedbany i odrzucający wręcz krajobraz Bronksu dokumentuje scenerię, w jakiej rodził się hip hop.

    Z kolei Afrika Bambaataa jest pokazany jako najważniejsza postać dla ówczesnej muzyki hip hopowej. „Beat This – A Hip-Hop History” otwiera utwór założyciela Zulu Nation i Soulonic Force „Renegades Of Funk!”. Jednak najwięcej miejsca zajmuje ponadczasowe nagranie tych wykonawców, „Planet Rock”. Niezwykły charakter tego singla podkreślono za sprawą efektów wizualnych. Kosmiczne stroje tych artystów obecnie mogą być odebrane z politowaniem, ale trzeba pamiętać, że 30 lat temu wzbudzały niemałą sensację wśród ludzi, tworząc niecodzienną otoczkę przyciągającą uwagę postronnych osób. Twórcy tego dokumentu nieprzypadkowo uczynili z Afriki Bambaataa ważną postać w swoim obrazie, pomagając mu stać się autorytetem muzycznym w oczach mediów i nie tylko.

    Istotną rolę w filmie spełnia również pełniący rolę narratora Imhotep Gary Byrd. Założyciel zespołu Gary Byrd and the GB Experience zdobył popularność w USA i Wielkiej Brytanii za sprawą nagrania „The Crown”, należąc przy tym do najbardziej cenionych prowadzących audycji radiowych ukierunkowanych na soul, funk i R&B. Host nowojorskiej stacji 107.5 WBLS wprowadza odbiorców „Beat This – A Hip-Hop History” do poszczególnych etapów zgłębiania wiedzy o hip hopie, będąc łącznikiem pomiędzy poszczególnymi częściami obrazu.

    Ponadto w dokumencie Dicka Fontaine’a znalazło się miejsce dla The Cold Crush Brothers, Jazzy’ego Jaya, Brim Fuentesa, The Dynamic Rockers. Pojawiły się też archiwalne materiały nawiązujące do genealogii hip hopu.

    Pełną wersję „Beat This – A Hip-Hop History” udostępniono na Vimeo i YouTube. Z perspektywy czasu dokument sprzed blisko trzech dekad określany mianem kapsuły czasu stanowi prawdziwą skarbnicę wiedzy o hip hopie. Pozycja obowiązkowa dla każdego sympatyka kultury hip hopowej pragnącego poszerzyć swoją wiedzę o jej początkach.

Translate »