Tag: boom bap

  • Mc Shinobi przedstawia debiutancką płytę

    Mc Shinobi przedstawia debiutancką płytę

    3–5 minut

    Boom-bap. Słowo-klucz dla tysięcy osób związanych z hip hopem, zarówno bezpośrednich twórców, jak i zwykłych odbiorców tej kultury. W dawnych czasach artyści boom-bapowi należeli do ścisłej czołówki mainstreamu, nadając ton poszczególnym etapom rozwoju rapu. Po wielu przeobrażeniach w tej chwili w kulturze masowej nie pojawiają się współcześni artyści z tego kręgu. Z drugiej strony, w niezależnym kręgu hip hopowym twórcy przywiązani do starej stylistyki rapowej mają się całkiem dobrze, aczkolwiek wielu przedstawicieli mediów i słuchaczy nie chce ich zauważyć. Wychodzenie z założenia, że wszystko to, co najlepsze z tego nurtu wychodziło w latach 90.tych, jest krzywdzące dla dzisiejszych twórców. Jak choćby pokazuje przykład Mc Shinobiego, neo boom-bap wypada naprawdę okazale. Premierowa płyta rapera z amerykańskiego Phoenix, „Mc Shinobi”, dobitnie o tym przekonuje.

    Amerykańska Arizona nie przywodzi zbyt wielu skojarzeń z kulturą hip hopową. Oprócz singla Public Enemy, „Going Back to Arizona”, przeciętny zjadacz rapu wzruszy jedynie ramionami na nazwę tego stanu. Kilku współczesnych artystów usilnie pracuje nad tym, aby zmienić postrzeganie Phoenix i okolicy w branży hip hopowej. Mc Shinobi należy do czołówki dzisiejszych raperów wywodzących się z tej części Stanów Zjednoczonych (tak na marginesie, to należy pamiętać także o Glad2Mechy). Dzięki charakterystycznemu flow i odpowiedniemu nastawieniu do tworzenia muzyki powoli zwracał na siebie uwagę kolejnych sympatyków boom-bapu.

    W początkowym okresie działalności Emcee inspirowany kulturą japońską (jego pseudonim został zapożyczony z filmu „Shinobi” z 2005 roku) i kultowymi czasami przypadającymi na gry SNES ograniczał się do wypuszczania luźnych singli na Soundcloudzie. Przy okazji artysta na każdym kroku podkreślał przywiązanie do korzeni hip hopowych, co natychmiastowo znalazło odzwierciedlenie w jego twórczości. Po nabraniu pierwszych szlifów, poznaniu mechanizmów występujących w dzisiejszej branży muzycznej i zebraniu właściwych współpracowników, Mc Shinobi postanowił opublikować debiutancką płytę. Co ciekawe, premiery „Mc Shinobi” wypatrywało całkiem sporo odbiorców boom-bapu.

    Przymiarki pod wydanie debiutanckiej płyty mieszkaniec Arizony poczynił ponad rok temu. W związku z tym, że Mc Shinobi osobiście nadzorował nad wszystkimi kwestiami związanymi z opublikowaniem albumu, to przez kilka miesięcy trudno było przewidzieć konkretną datę premiery materiału. Po dopięciu wszystkich spraw stanęło na tym, że „Mc Shinobi” trafi do obiegu w styczniu tego roku. Po udostępnieniu singli – „Just Like That” i „Terror” – oraz promomiksu albumu jedno było pewne – osobliwy styl amerykańskiego rapera niesłychanie wyróżnia jego spośród innych współczesnych twórców boom-bapowych. Wszystkie te przewidywania potwierdziły się po zapoznaniu się z zawartością jego całego longplaya. Przez to trudno jego porównywać do pozostałych solistów i grup z tego kręgu, gdyż znacznie różni się od Epidemic, Da Shogunz, Split Prophets czy The Doppelgangaz. Agresywne flow kontrastujące z jego image’em (wyglądem przypomina on bardziej grzecznego syna sąsiada, przynoszącego zakupy wszystkim dziadkom z okolicy, aniżeli gniewnego Emceego) i soczyste podkłady autorstwa mniej znanych producentów (najbardziej znanym z nich jest Mpadrums) okazały się iście wybuchową mieszanką. Mc Shinobi przykłada się również do warstwy lirycznej, co wystawia mu jeszcze lepsze świadectwo. Wystarczy tylko zapoznać się z „Just Like That”, „Back To The Old School” i przede wszystkim „When All Hope Is Lost” kapitalnie podkreślają atuty gospodarza płyty. Owszem, przez odmienny warsztat Mc Shinobi nie trafi do szerszego grona odbiorców (nawet w undergroundzie), aczkolwiek w niczym to jemu nie przeszkadza i nawet stanowi jego przewagę nad innymi twórcami. W końcu często specyficzni artyści posiadają najwierniejszych fanów.

    Album można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezer i stron pokrewnych. „Mc Shinobi” dostępne w sprzedaży zarówno w postaci cyfrowej, jak i fizycznej. Płyty kompaktowe i winylowe, a także kasety do nabycia bezpośrednio w sklepie Mc Shinobiego lub na Underground Hip Hop. Głównymi singlami promującymi LP wybrano „Just Like That” i „Terror”. Do obu tych nagrań nakręcono przy tym teledyski („Just Like That” w wersji Mpadrumsa). Boom-bapowy raper nagrał naprawdę wyrównany i tłusto brzmiący album, który doceniono w wybranych kręgach hip hopowych. Przy dalszym rozwoju Mc Shinobi może jeszcze więcej osiągnąć, chociaż wątpię w to, że na kolejnych płytach zmieni on styl na bardziej przystępny dla ogółu słuchaczy. W końcu nie o to tutaj chodzi, tylko o dostarczenie rapu w konwencji rough, rugged and raw z autorskim pazurem.

    Mc Shinobi po wydaniu pierwszej płyty poszedł za ciosem. W lipcu raper ogłosił premierę drugiego albumu, „The Revenge Of Shinobi”, który powinien trafić do obiegu jeszcze w tym roku. Pojawiły się już m.in. dwa single zapowiadające ten projekt – „Any Day” oraz „Phoenix Rising”.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Destined (prod. iNSiDE-OUT MAN)
    3. Terror (prod. Soe95)
    4. Just Like That (The Dan Morze Remix)
    5. Kicking Facts (prod. Jimmer-Man)
    6. Back To The Old School feat. Sb Metrix (prod. Coat-b)
    7. Absolute Attention (prod. King P Pete)
    8. Feeble Attempts (prod. Monplacebo)
    9. When All Hope Is Lost (prod. Soe95)
    10. Just Like That (Mpadrums Remix)
    11. We Take Our Time (prod. Comcap)
  • Nowa płyta Epidemic – 4 Dimensions on a Paper

    Nowa płyta Epidemic – 4 Dimensions on a Paper

    4–6 minut

    W ub.r. ukazało się mnóstwo interesujących i wartościowych płyt. Po tak udanym roku na międzynarodowej scenie hip hopowej oczekiwania odbiorców wobec płyt wypuszczanych w kolejnych 12 miesiącach stały jeszcze na wyższym poziomie. W końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia, nieprawdaż? Jak pokazują pierwsze miesiące br. nie ma co narzekać na klasę opublikowanych już w tym roku wydawnictw, co jest znakomitym prognostykiem na dalszą część 2016 roku. Pierwszy kwartał przyniósł sporo zajmujących projektów autorstwa K-Defa, Budamunka, Andersona Paaka, Dday One’a, Samiyama,Open Mike’a Eagle & Paula White’a czy też Jungle Brown. Po obiecującym początku również w trakcie trwającej wiosny artyści dostarczyli co najmniej kilka materiałów, na które warto zwrócić uwagę. Wśród nich wybija się kolejny album Epidemic – „4 Dimensions on a Paper”.

    W ostatnich 5 latach do głosu doszło sporo przedstawicieli neo boom-bapu. Jednym z najbardziej wyrazistych przedstawicieli tego nurtu stała się niepostrzeżenie florydzka formacja Epidemic. Jeszcze na początku 2013 roku wielu przedstawicieli mediów i zwykłych słuchaczy pomijało Hex One’a i Tek-nitiona, nie doceniając ich warsztatu i podejścia do tworzenia muzyki. Jednak po wydaniu przez amerykańską grupę „Somethin’ For Tha Listeners” i kolejnych projektów obraz ten zaczął ulegać zmianie.

    Epidemic zadebiutowało na scenie hip hopowej we wrześniu 2011 roku. Wtedy to ukazała się debiutancka płyta zespołu wyprodukowana przez 5th Elementa, „Illin Spree”. Projekt wydany nakładem labelu założonego przez ten duet, Mic Theory Records, nie przebił się na większą skalę, lecz zwrócił uwagę na tę grupę sympatyków korzennego brzmienia rapu. Hex One i Tek-nition wyróżniali się znakomitą techniką (szczególnie ten pierwszy) i wymiennością w poszczególnych utworach. Drugi album formacji – „Monochrome Skies” – narobił większego zamieszania w środowisku. Wydawnictwo wyprodukowane przez Jessego Jamesa wypadło okazale, ale na większe uznanie ze strony mediów i odbiorców przyszło im czekać do premiery ww. „Somethin’ For Tha Listeners”.

    Po opublikowaniu blisko 3 lata temu tego materiału znacznie więcej osób zaczęło doceniać Epidemic. Pomimo tego iż praktycznie wszystkie czynności związane z muzyką – od nagrywania, przez wydawanie, aż po budowanie sieci kontaktów i promowanie – spoczywały w rękach wyłącznie duetu (bez pomocy z zewnątrz), to udało im się przebić, co nie pozostało bez echa w branży. W 2014 roku formacja wypuściła wspólną płytę z holenderskim producentem Tantu, „The Soulution”. Oprócz tego Hex One nagrał dwa solowe albumy, które odpowiednio wyprodukował BBZ Darney („String Theory”) i 5th Element („Hologramz”). Po serii udanych i coraz lepiej przyjmowanych wydawnictw Epidemic zwolniło nieco tempo, poświęcając większą część ub.r. na dokładne przemyślenia dotyczące kolejnego projektu. Po tym okresie grupa była gotowa na wydanie „4 Dimensions on a Paper”, na które warto było czekać.

    W pierwotnym założeniu nowa płyta formacji miała ukazać się jeszcze pod koniec 2015 roku. W pewnym momencie Hex One ogłosił, że wraz z Tek-nitionem postanowili zmienić koncepcję wydawnictwa, stawiając bardziej na autorskie koncepcje i nie przejmując się przy tym obecnie panującymi wytycznymi na scenie muzycznej. Zamiast nagrywać produkcję trwającą 30-40 minut, co jest coraz częściej spotykane w środowisku, Epidemic przedstawiło ponad godzinny album, stanowiący odpowiedni środek wyrazu dla tej formacji.

    W porównaniu do poprzednich płyt na „4 Dimensions on a Paper” zaszły dwie kluczowe zmiany. Produkcja całego longplaya nie spoczęła w rękach jednego producenta, jak to miało miejsce do tej pory. Owszem, głównymi twórcami podkładów są tutaj Norwegowie z Loop.Holes, ale 7 z 18 utworów zawartych na tym projekcie przypadło innym beatmakerom. Boora, Sicknessmp, Jewbei, Planet Ragtime, Figub Brazlevic i Da Eighth uzupełnili na LP swoich norweskich kompanów po fachu. Skandynawowie pokusili się o stworzenie bardziej urozmaiconego i interesującego środowiska względem wcześniejszych producentów, z którymi była związana amerykańska formacja. Elastyczność w tym względzie była podyktowana głównemu założeniu albumu – Hex One i Tek-nition podzielili całą płytę na 4 części, odwołując się przy tym do 4 pór roku. Przy okazji to 4 longplay w dyskografii tego zespołu. Wyławiając dwa interludia na każdą część roku przypadło po 4 utwory. Wszystko rozpoczyna się od pogodnego lata, przechodzącego do skłaniającej do refleksji jesieni i zimy, aż po przynoszącą nowe rozdanie i dającą nadzieje wiosnę. Z każdego rozdziału „4 Dimensions on a Paper” warto wyróżnić po jednej ścieżce. „Bout That Time”, „All I Need”, „Space Travelin’” i „Get it Now” stanowią znakomitą wizytówkę tego albumu. Jedyni goście na LP – Melanin 9 oraz Chad Bazel – dopasowali się do klimatu całej produkcji. Wszystko to przekłada się na najbardziej kompletny projekt w dotychczasowej karierze Epidemic. Warto mieć też na uwadze jeden znamienny fakt – amerykański duet nie boi się nagrywać z mniej znanymi twórcami z całego świata, co jest rzadkością, nawet w undergroundzie. W tym również tkwi wielkość tego zespołu.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Projekt dostępny w sprzedaży w formacie elektronicznym i fizycznym (płyty kompaktowe); w dalszej kolejności w obiegu pojawią się winyle. „4 Dimensions on a Paper” promują dwa single, do których powstały również videoclipy – „Bout That Time” oraz „From The Beginning”. Epidemic należy do ścisłej czołówki współczesnych grup boom-bapowych. Hex One i Tek-nition dobitnie udowodnili, że nie tylko posiadają wysokie umiejętności, ale także potrafią utrzymać dobry poziom swoich produkcji przez kilka lat, a nie tylko przez sezon.

    Tracklista

    1. Bout That Time (prod. Loop.Holes)
    2. Believe Dat (prod. Loop.Holes)
    3. Do What You Like (prod. Boora)
    4. Styles (prod. SicknessMP)
    5. Insignificance (Interlude)
    6. All I Need (prod. Jewbei)
    7. Four Dimensions on a Paper (prod. Loop.Holes)
    8. Can’t Get Enough (prod. Loop.Holes)
    9. Countdown (prod. Loop.Holes)
    10. Orbits (Interlude)
    11. Space Travelin’ (prod. SicknessMP)
    12. Metempsychosis (prod. Planet Ragtime)
    13. Seasunz feat. Melanin 9 (prod. Loop.Holes)
    14. From The Beginning (prod. Figub Brazlevic)
    15. The Hidden (prod. Da Eighth)
    16. Round n Round (prod. Loop.Holes)
    17. A Second to Wreck It (prod. Loop.Holes)
    18. Get it Now feat. Chad Bazel (prod. Loop.Holes)
  • Tek i Figub z przepisem na The Everyday Headnod

    Tek i Figub z przepisem na The Everyday Headnod

    3–5 minut

    Każdego roku najwięcej premier płytowych przypada na wiosnę i jesień. W międzyczasie mamy do czynienia z okresami mniejszej i większej posuchy, przeważnie przypadającej na pierwsze tygodnie roku oraz okres letni. Rzadko zdarzają się odchylenia od tych niepisanych praw rządzących przemysłem fonograficznym. Nie trzeba też być mocno zorientowanym w tym biznesie, aby wiedzieć, iż koniec roku zwiastuje ostatnie świeże projekty oraz podsumowania minionych 12 miesięcy w branży. W tym roku zdarzyło się tak, że artyści ukierunkowani na wydanie materiałów na płytach winylowych, wypuścili pod koniec listopada i na początku grudnia kilka istotnych EP-ek i longplayów. Sporo dobrego dzieje się teraz w Niemczech, o czym świadczy choćby wspólne wydawnictwo członków Man Of Booom – Teknicala Developmenta i Figuba Brazlevica. „The Everyday Headnod” to znakomita boom-bapowa produkcja.

    Pośród wszystkich twórców zaangażowanych w życie niemieckiej sceny producenckiej warto wyróżnić kilka najbardziej ciekawych i wielowymiarowych postaci. Obok wiecznie zapracowanego BeatPete’a przed szereg wysuwa się Figub Brazlevič. Od ponad 3 lat berlińczyk nie tylko dostarczył pokaźnej liczby solowych wydawnictw, ale przy tym przysłużył się do powstania szeregu innych projektów. Dyskografię producenta otwiera „Oldschool Future” –  materiał dedykowany kolektywom, do których należy artysta, Oldschool Future Tribe i East-West Sessions. Po tej płycie przyszła kolej na „Ersatzverkehr” i „KEATS 01: Moabit”. W tym roku Figub wziął się mocno do pracy, realizując aż 3 projekty. Do longplaya „EXPEDITion Vol. 1: From Ghettos To Galaxies” ‎dorzucił on 2 EP-ki – „Train Yards” ‎oraz „Mjesec EP”. Jak wspomniałem, Niemiec brał też udział przy realizacji produkcji innych wykonawców, odpowiadając za obróbkę techniczną nagrań m.in. Bluestaeba, Dynasty, Melodiesinfonie i Maloon TheBoom.. Niemiecki beatmaker potwierdził swój kunszt na wypuszczonym w 2013 roku albumie grupy Man Of Booom, „Back To The Booom”. Właśnie na tej płycie jedną z osób odpowiedzialnych za warstwę liryczną był Teknical Development.

    Tek i Figub poznali się w 2009 roku i błyskawicznie odnaleźli wspólny język. Emcee pochodzący z Londynu za sprawą swojego partnera muzycznego wsiąknął w niemiecką scenę hip hopową. Wszystkie projekty rapera są ściśle związane z tym krajem. W pierwszym etapie swojej działalności Teknical Development współtworzył wraz z producentem o oryginalnym pseudonimie Hey!Zeus grupę Obba Supa. Dzięki labelom Project: Mooncircle i Sichtexot ukazały się następujące płyty tej formacji – „To: AM – Free: AM”, „For AM”, „Audio Alchemy” i „W.I.D.E.”. Zamiłowanie artysty do boom-bapu przełożyło się następnie na ww. płytę Man Of Booom, „Back To The Booom”. Na albumie sprzed 2 lat Tek stworzył świetnie uzupełniający się duet z JuJu Rogersem. Po tym wydawnictwie londyńczyk wreszcie zrealizował wspólny projekt z Figubem Brazlevicem. „The Everyday Headnod” stanowi umiejętnie przygotowaną produkcję.

    Niemiecki duet zapowiadał wydawnictwo od początku jesieni, powoli przygotowując odbiorców na wydanie tego materiału. Przyglądając się poprzednim projektom Figuba Brazlevica można było spodziewać się dokładnie zaplanowanej kampanii promocyjnej, która zwykle odgrywała spore znaczenie przy jego wydawnictwach. Podobnie stało się w przypadku „The Everyday Headnod”. Premiera płyty odbyła się w zeszły piątek. Po singlach wprowadzających do LP wypuszczonych w różnych odstępach czasu można było stwierdzić, iż spore grono ludzi szykuje się na ten materiał. Słuchacze oczekujący współczesnego boom-bapu podanego w dobrym stylu nie powinni czuć się zawiedzeni. Gospodarze albumu zadbali o wszelkie szczegóły wydawnictwa, oddając do rąk odbiorców wyrównany i tłusty projekt. Duet miłośników old schoolowego brzmienia dodał coś jeszcze – autorskie elementy, rozszerzające „The Everyday Headnod” i czyniące z tej płyty naprawdę godny uwagi longplay. W trakcie blisko godzinnego materiału mamy do czynienia z opowieściami krążącymi przeważnie wokół hip hopu („Till The Beat Won’t Stop”, „We Are Hip Hop”, „Beyond The Drums”, „Poetry Is Movin’”), co powinno usatysfakcjonować  większość odbiorców. Od początku LP widać świetną nić porozumienia pomiędzy Tekiem a Figubem – obaj artyści bezproblemowo dogadują się między sobą, do tego są autentyczni i nie wybierają żadnych dróg na skróty, co należy uznać za duży atut płyty. Goście przewijający się przez album (szczególnie Noritsu) nadają poszczególnym utworom dodatkowej głębi. Jeżeli ktokolwiek poszukuje więcej niż poprawnej współczesnej płyty zrealizowanej przez rapera i producenta, to powinien zapoznać się akurat z tym wydawnictwem.

    Projekt dostępny do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i witrynach pokrewnych. „The Everyday Headnod” do nabycia w wydaniu elektronicznym i fizycznym. Płyty winylowe ukazały się nakładem Vinyl Digital. Album promują 4 single – „Too Many Pictures”, „3 Wonderers”, „We Are Hip Hop” i „Gang Of Trees”. Do każdego z tych nagrań nakręcono także videoclipy. Teknical Development i Figub Brazlevič przygotowali kompletny boom-bapowy projekt, do tego duet odpowiada za jeden z lepszych materiałów drugiej połowy tego roku.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Ninjaz In The Mist feat. Christmaz & Tesla
    3. Till The Beat Won’t Stop
    4. We Are Hip Hop feat. Noritsu
    5. The Still Picture
    6. Beyond The Drums
    7. Gang Of Trees feat. Noritsu
    8. The Afterlife feat. Rob Really & BadFX
    9. Too Many Pictures
    10. 3 Wonderers
    11. The Everyday Headnod feat. Mic Donet
    12. Alone At The Broken Home
    13. Wild Flowers (The Musical) feat. Rob Really
    14. A Monkey Called Nature
    15. Poetry Is Movin’ feat. Noritsu
  • Recenzja LP: Kista & Glad2Mecha – Collecting Dust

    Recenzja LP: Kista & Glad2Mecha – Collecting Dust

    4–6 minut

    Soundweight Records/Dusty Platter | 2014

    Wraz z postępem technologicznym i przemianom pokoleniowym uległo zmianie mnóstwo rzeczy dotyczących tworzenia muzyki. W tym momencie nie trzeba wiele zachodu, aby stać się raperem, producentem czy DJ’em. Wystarczy tylko posiadać stały dostęp do internetu, zapoznać się z kilkoma samouczkami, poczytać nieco o wybranych elementach muzycznego rzemiosła, zainstalować odpowiednie oprogramowanie i voila! Zdecydowanie za wiele osób wybiera drogę na skróty przystępując do nagrywania utworów bez jakichkolwiek podstaw. Wyroby twórców pretendujących jedynie do miana artystów zalewają sieć i są prawdziwą zmorą dla wykonawców spędzających niekiedy długie tygodnie na dobraniu sampli i napisaniu właściwych tekstów. Dlatego też warto doceniać płyty tworzone w oparciu o rozległą wiedzę muzyczną, w których czuć serce i duszę. Właśnie tego typu wydawnictwem jest wspólny album Kisty & Glad2Mechy – „Collecting Dust”.

    Płyty tworzone wspólnymi siłami przez amerykańskich i brytyjskich artystów nie należą do rzadkości. Bohaterowie tego artykułu gładko wpisują się w ten krajobraz. Obaj wykonawcy znają się od dłuższego czasu i naturalną koleją rzeczy było rozpoczęcie przez nich nagrywania wspólnych utworów. Zarówno pierwszy, jak i drugi artysta nie są żadnymi żółtodziobami na scenie hip hopowej i doskonale wiedzą, co chcą wyrazić za pośrednictwem swoich nagrań.

    Kista zalicza się do weteranów brytyjskiego undergroundu. Producent i DJ w jednym jest obecny w tamtejszym środowisku już od ponad 15 lat. Debiutancki projekt artysty – dwunastka „Organic Pulsation EP” powstałą w kolaboracji z Genetic 1200’s – trafiła do obiegu jeszcze pod koniec lat 90.tych. Od tamtego czasu twórca podejmował współpracę z różnymi raperami, czekając na wydanie kolejnego treściwego materiału do 2009 roku. Wtedy to ukazała się płyta „Crate Combination, Vol. 1”, która powstała przy udziale 45 Prince’a. Ostatnie lata przypadły na kolejne wydawnictwa („The Grand Emporium”, „Pushin Buttons EP”), a także na rozwój labelu założonego przez Kistę, Soundweight Records.

    Pochodzący z amerykańskiego Phoenix w stanie Arizona Glad2Mecha (sympatyczny pseudonim) powoli przebijał się na międzynarodowej scenie hip hopowej. Ze względu na to, iż lokalne środowisko rapowe odbiega od założeń i inspiracji rapera, od początku działalności próbuje on dotrzeć do odbiorców z innych krajów. Po kilku mniejszych projektach (m.in. „Uncommon Cures 4 Everyday Illness”) oraz wydawania muzyki w ramach istnienia formacji The Community Project, jazz-hopowy artysta ukierunkował się na kolaboracje z Europejczykami. W ten sposób doszło do zrealizowania albumu „Hello”. Za wszystkie podkłady na tym LP odpowiadał brytyjski beatmaker Ill Treats, zaś ten materiał uzyskał wysokie oceny od sympatyków korzennego rapu. Również wydawcy ze Starego Kontynentu docenili warsztat Glad2Mechy – w ub.r. HHV.DE opublikowało na wosku „The Jazzo Street Sessions Vol. 1”, na którym Amerykanin zademonstrował swoje umiejętności producenckie. Na tym nie skończył się udany okres w jego twórczości, o czym przekonuje „Collecting Dust”. Właśnie ta płyta przekonuje wszem i wobec, iż współcześni wykonawcy nie zapomnieli o składowych niezbędnych do stworzenia tłustej jazz-hopowej produkcji.

    Album pochodzący z sierpnia ub.r., to drugi materiał zrealizowany przez amerykańskiego Emceego, który wyprodukował brytyjski beatmaker. Jednak w przypadku ubiegłorocznego projektu Ill Treatsa zastąpił Kista. Nowy partner muzyczny Glad2Mechy w niczym nie ustępuje swojemu poprzednikowi, co już należy za sporych rozmiarów nobilitację. W końcu „Hello” wielu uznało za tzw. instant classic, będący wyznacznikiem tego, jak powinien brzmieć współczesny jazz-hop. Kista drobiazgowo podszedł do stworzenia warstwy muzycznej na „Collecting Dust”. Nie ma tutaj mowy o przypadkowej egzekucji sampli czy też realizowaniu beatu bez oglądania się na styl Glad2Mechy.

    Już od pierwszych dźwięków „Don’t Call It Luck (Intro)” widać, że mamy do czynienia z projektem, który powstał w wyniku wielu godzin spędzonych na wybieraniu poszczególnych elementów do właściwego oddania inspiracji i emocji towarzyszących wszystkim utworom. Stonowane, spokojne, ale zarazem przyciągające uwagę beaty Kisty w połączeniu z laidbackowym flow Glad2Mechy sprawdzają się znakomicie. Obaj twórcy podali, że dokładnie wymienili się swoimi poglądami muzycznymi zanim w ogóle przystąpili do realizacji tego przedsięwzięcia. Właśnie to jest największą zaletą „Collecting Dust”, gdyż nie ma mowy tutaj o przypadku czy nagrywaniu muzyki ad hoc. Przekonuje o tym również warstwa liryczna.

    Pełno na albumie inteligentnie podanych wersów, skłaniających do refleksji. Glad2Mecha nie bawi się w żadne półśrodki, zastępując to umiejętnymi spostrzeżeniami, których tak bardzo brakuje w dzisiejszym środowisku rapowym. Jeżeli nawet większość tematyki obraca się pomiędzy przyziemnymi sprawami („Dreamchaser”, „Memories”), a przy tym nie brakuje odniesień do rzemiosła hip hopowego („Nouns And Verbs”, „Droppin Mics”, „Five Keys To Success”), to trzeba przyznać, że raper robi to na tyle umiejętnie, iż po prostu słucha się jego z nieskrywaną przyjemnością. „Collecting Dust” urozmaicają przy tym cuty wyjęte ze starych płyt (wycinek opowiadający o procesie tłoczenia winyli na „Dreamchaser Reprise (Outro)” wypada świetnie). Wypada też zwrócić uwagę na old schoolowe nastawienie do miksu i masteringu albumu, co dodaje projektowi większego uroku. Wielcy jazz-hopowi artyści z lat 90.tych powinni być jak najbardziej zadowoleni z jakości idącej za wspólnym materiałem Kisty i Glad2Mechy. Niektórzy mogą kręcić nosem na długość LP (całość trwa około 30 minut) i brak jakiegokolwiek elementu zaskoczenia w nagraniach duetu. Jednak akurat o to chodziło tym wykonawcom – przy dłuższym projekcie odbiór całości mógłby zostać wypaczony, zaś materiał straciłby na wartości.

    Płyta nagrana przez brytyjsko-amerykański duet nie jest przeznaczona dla każdego. „Collecting Dust” nie znajdzie uznania w oczach osób hołubiących elektroniczne i syntetyczne rozwiązania, twierdzących przy tym, że czasy korzennie brzmiącego rapu już dawno minęły. Jednak to nie jest prawda, ponieważ właśnie takie projekty, jak ubiegłoroczny album Kisty & Glad2Mechy ucieszą dojrzałych odbiorców, wychowanych na klasycznym brzmieniu lat 80. i 90.tych. Co ważne i warte podkreślenia, w tym materiale od razu czuć ogromną pasję i radość z tworzenia muzyki, co jest znaczącą zaletą tego jazz-hopowego longplaya.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Don’t Call It Luck (Intro)
    2. Dreamchaser
    3. Feeling Alright
    4. Who Got The Props
    5. Five Keys To Success
    6. Float
    7. Nouns And Verbs
    8. Sunrise
    9. Another Place Another Time
    10. Sunset
    11. Memories
    12. Droppin Mics feat. El Da Sensei
    13. Dreamchaser Reprise (Outro)

    Zapis

  • AKD i Deepstar podają przepis na Universal Language

    AKD i Deepstar podają przepis na Universal Language

    3–4 minut

    11 sierpnia wypadła 42. rocznica powstania hip hopu. Wszyscy pionierzy tej kultury nie mogli przypuszczać, iż w tak zawrotnym tempie jej poszczególne elementy zawędrują również na pozostałe kontynenty. Globalizacja hip hopu przebiegła nad wyraz sprawnie, a jej motorami napędowymi było graffiti, bboying i DJ-ing. W dalszych latach, i z jeszcze większym skutkiem, kultura hip hopowa rozprzestrzeniła się na całej kuli ziemskiej poprzez rap. Po wielu latach każdy przeciętny słuchacz posiada niczym nieograniczony dostęp do płyt rapowych z różnych stron świata, których pewna część powstaje w wyniki międzynarodowych kolaboracji pomiędzy artystami. W marcu ukazał się wspólny album niepozornego duetu AKD & Deepstar, „Universal Language”. Brytyjsko-australijska współpraca przyniosła nader zaskakujący efekt w postaci tłustej boom-bapowej produkcji.

    Boom-bap pozostaje żywy w niejednym miejscu na świecie. Klasyczna forma muzyki hip hopowej jest pielęgnowana również przez bohaterów dzisiejszego artykułu. AKD & Deepstar wychowali się na kultowych artystach i wydawnictwach z lat 80. i 90.tych. Obaj artyści pozostają wierni korzeniom hip hopu, co przełożyło się na tworzenie przez nich rapu o tradycyjnym posmaku. Pomimo tego iż na co dzień dzielą ich tysiące kilometrów (pierwszy z nich mieszka w Wielkiej Brytanii, zaś drugi w australijskim Perth). „Universal Language” stanowi dla obu artystów pierwszy poważny projekt. Niektórzy mogliby przypuszczać, iż bez większych przygotowań duet nie będzie w stanie stworzyć wartościowej płyty, ale nic bardziej mylnego. Undergroundowi wykonawcy przy pomocy swoich gości nagrali tłusty longplay, który jest najlepszą odpowiedzią na to, że hip hop nadal może być uniwersalnym językiem łączącym ludzi z różnych stron globu.

    AKD & Deepstar nagrywają wspólnie muzykę od pewnego okresu. Jednak sporo czasu minęło zanim doczekaliśmy się premiery ich debiutanckiego wydawnictwa. Już ponad rok temu pojawiły się pierwsze informacje dotyczące longplayu, a także premierowe single zwiastujące płytę. Po obiecującym początku w postaci „No Mercy” (utwór trafił do wielu krajów i przewinął się przez sporo stron muzycznych) i „Familiar Names” można było oczekiwać od międzynarodowego duetu solidnej porcji współczesnego boom-bapu. Pierwotnie płyta miała ukazać się we wrześniu 2014 roku, ale ostatecznie trafiła do odbiorców w marcu tego roku. Przesunięcie terminu premiery nie wyrządziło szkody materiałowi głównie za sprawą charakteru pełnego LP. Począwszy od warstwy lirycznej, przez dobór gości oraz warstwę muzyczną wszystko na „Universal Language” posiada uniwersalny i przystępny wymiar. 21 nagrań składających się na całość produkcji (uzupełnionych o 2 remiksy, jeden autorstwa Confidence’a) wypada więcej, aniżeli jedynie porządnie. AKD to materiał na rasowego rapera. Emcee o ghańskich korzeniach charakteryzuje się wyrobionym i pewnym flow, a także znajomością sztuki tworzenia właściwie rozłożonych tekstów. Deepstar lubuje się w beatach opartych o soulowe i jazzowe sample, dokładając do nich mocne brzmienie perkusji. Jednym słowem – duet świetnie uzupełnia się i na wstępie widać, że obaj artyści bezproblemowo dogadują się między sobą, wiedząc od początku do końca, jaki końcowy efekt chcą osiągnąć w swoich utworach. Na „Universal Language” nie zabrakło też miejsca dla licznych gości. Masta Ace, Rapsody, Sadat X, Tragedy Khadafi, Rob Swift, MC Dälek, A.G., G.dot & Born i inni udzielili się na tej płycie. Pojawił się także polski pierwiastek w postaci DJ’a Dave’a Younga. Wszyscy dołożyli swoje cegiełki do zrealizowania odpowiednio przygotowanego neo boom-bapowego albumu.

    Projekt trafił na Bandcampa oraz inne serwisy streamingowe (Soundcloud, Spotify, Deezer, itd.). „Universal Language” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe). Album promuje szereg singli – „Familiar Names”, „Artistry”, „No Mercy”, „Dead Live”, „One & The Same” i „All In The Mind”. Do pierwszych czterech utworów powstały również videoclipy (w przygotowaniu obrazy do pozostałych tracków). AKD & Deepstar odpowiadają za nagranie jednej z lepszych tegorocznych płyt. Właśnie takie wydawnictwa przypominają o podstawowych zasadach hip hopu i stanowią piękny hołd dla tej kultury.

    Aktualizacja: W lutym 2016 roku nakładem francuskiego Effiscienz ukazała się winylowa wersja albumu. „Universal Language” nadal do kupienia na Bandcampie.

    Tracklista

    1. Connection Intro
    2. One & The Same feat. Rapsody
    3. No Mercy feat. AG
    4. All In The Mind feat. Tragedy Khadafi, Nutso & Rob Swift
    5. Lauryn Said
    6. A Yo feat. Eunice & DJ SRG
    7. Familiar Names
    8. Language Universal feat. Dälek
    9. Dead Live feat. Cyclonious
    10. Dead Wax Radio
    11. Good Evening feat. Tanaya Harper
    12. No Time To Waste
    13. Untold Degrees feat. Night Pro & DJ Dave Young
    14. Good Poison feat. Sadat X
    15. The Candle feat. Big Cakes & Phoenix Da Icefire
    16. Artistry feat. Masta Ace
    17. Be For Real feat. G.dot & Born
    18. What Happened feat. Stealth
    19. Sojourn
    20. No Mercy (Confidence Remix)
    21. The Candle (Deepstar Remix)
  • Starvin B i Fel Sweetenberg oprowadzają po Soul Museum

    Starvin B i Fel Sweetenberg oprowadzają po Soul Museum

    3–5 minut

    W tym momencie co rusz dochodzi do współpracy pomiędzy amerykańskimi a europejskimi artystami. Już nikogo nie dziwią zatem płyty nagrywane przez twórców zamieszkałych na co dzień po przeciwległych stronach Atlantyku. Jednak co innego, gdy Amerykanie wypuszczają swoje projekty dzięki wydawcom ze Starego Kontynentu. Co prawda od dawna niektóre europejskie oficyny wydawnicze stale kooperują z wybranymi wykonawcami zza Wielkiej Wody (szczególnie to dotyczy niemieckich labelów), ale jeszcze niedawno nie pojawiały się wytwórnie skupione na publikowaniu głównie nagrań tworzonych przez mieszkańców USA. W tym miejscu nasuwa się francuskie Effiscienz, które tylko w tym roku opublikowało 4 pełne albumy amerykańskich twórców. Jednym z nich jest longplay „Soul Museum” zrealizowany przez duet Starvin B & Fel Sweetenberg.

    W poprzednich miesiącach nakładem Effiscienz ukazały się płyty Union Black („Street English”), Dirt Platoon („Baby Face Robbery”) czy Edo. G & Street Wyze („Afterwords”). Obok tych projektów ukazał się też wspólny materiał Starvina B i Fela Sweetenberga. Jak przebiegały kariery muzyczne tych twórców zanim doszło do premiery „Soul Museum”? Pierwszy z nich pojawił się dosłownie znikąd i z miejsca zaczął dostarczać wartościowe wydawnictwa silnie inspirowane Złotą Erą rapu. Emcee rezydujący na nowojorskim Queens wypuścił w latach 2012-15 blisko 10 EP-ek i longplayów. Raper stawiający przede wszystkim na liryzm i korzenne brzmienie swoich utworów uzyskał spore wsparcie ze strony osób oddanych klasycznej sztuce hip hopowej. „Something In The Water”, „Blood From A Stone”, „Starvicide”, „The Foreigner” czy też płyty wypuszczone przez Chopped Herring Records („Be Like Water EP” oraz „Blood From A Stone EP”) wypadły okazale i pozwoliły Stravinowi B na dotarcie do całkiem licznego grona odbiorców.

    W przypadku Fela Sweetenberga działalność w środowisku hip hopowym sięga końca poprzedniego stulecia. W początkowej fazie swojej kariery założył on wraz z Dave’em Ghetto i Nexem Millenem formację Nuthouse (formacja występowała też pod nazwą Da Nutthouse). Zespół zanotował udany start na scenie wydając w Fondle 'Em dwunastkę „A Luv Supream”, dokładając do tego później „Deez Nutz (The EP)” i „Snap Your Neck 2 Dis” b/w „Take It 2 Da Stage”. Po tym skupił się on na działalności solowej. W 2004 roku wypuścił on płytę „Lost Dreams, Wasted Talent”, do której w dalszej kolejności dodał „The Sophomore Jinx” i „Psalms of the Soldier”. Obie płyty doczekały się reedycji w zeszłym roku, za czym stoi Effiscienz. Jednak uwaga słuchaczy skupił nowy album wydany przez FS, „The Invisible Garden”, jedna z równiejszych płyt ostatniego roku. Po tych wydawnictwach artysta postanowił sprawdzić się w roli beatmakera. Właśnie on zajął się produkcją wszystkich utworów Starvina B tworzonych z myślą o „Soul Museum”.

    Wspólna płyta amerykańskiego duetu trafiło do obiegu w ostatnim tygodniu kwietnia. Effiscienz okazało się odpowiednim wydawcą, ponieważ mamy tutaj do czynienia ze stricte boom-bapowym wydawnictwem. Amerykanie przygotowali 30-minutową wyprawę po własnym muzeum, które zawiera najwięcej eksponatów z lat 90.tych. Zarówno warstwa liryczna, jak i muzyczna silnie nawiązuje do poprzedniej epoki w dziejach hip hopu. Starvin B pokazał na „Soul Museum”, że wszelkie pochlebne opinie na jego temat wcale nie były na wyrost. Nowojorczyk dysponuje sporym arsenałem lirycznym, w którym nie brakuje sztuki dla sztuki, aczkolwiek przecież niegdyś był chleb powszedni w branży hip hopowej. Fel Sweetenberg co najmniej poprawnie wywiązał się z roli producenta albumu. Przesłuchując poszczególne utwory widać, jak na dłoni, że właściwie przeprowadził selekcję sampli i ustawił produkcję dokładnie pod styl swojego partnera muzycznego. „Barbed Wire”, „Cool Breeze”, „Eye Of The Storm” i „Bascer” są odpowiednimi dowodami na potwierdzenie powyższych słów. Jednak w tym wszystkim miejscami zabrakło większego rozmachu i blasku, niektóre nagrania mogły zostać bardziej urozmaicone. Poza tym szkoda, iż duet nie zdecydował się na nagranie dłuższego projektu, o co wręcz prosiło się, zważywszy na fakt, iż Starvin B i Fel Sweetenberg naprawdę bezproblemowo dogadują się. Warto to podkreślić, ale przy okazji mieć większe wymagania wobec takich materiałów (głównie dotyczy to ogólnego schematu płyty), które po pewnym czasie nie wyróżniają się za bardzo pośród innych współczesnych produkcji boom-bapowych.

    Wydawnictwo znajdziecie na Bandcampie oraz pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itd.). Effiscienz jak zwykle nie zawodzi pod względem wydawniczym – „Soul Museum” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Album promują single „Cool Breeze” i „Eye Of The Storm”. Do tego drugiego tracka nakręcono również videoclip. Dodatkowo przed premierą LP otrzymaliśmy snippety wszystkich utworów pochodzących z tego materiału. Starvin B i Fel Sweetenberg postarali się o wyrównaną płytę. Szkoda tylko, że wydawnictwo nie przebiło się w mediach, co jest coraz częstszym obrazkiem w przypadku undergroundowych produkcji.

    Tracklista

    1. Stuntin Barely
    2. Barbed Wire
    3. Be You
    4. Cool Breeze feat. Fel Sweetenberg
    5. Thorn In Ya Crown
    6. Soul Museum
    7. Eye Of The Storm
    8. Dance Of Death feat. Fel Sweetenberg & Raf Almighty
    9. Respect Violence
    10. Bascer feat. Nutso & Fel Sweetenberg
  • Malik B i Mr. Green ze wspólnym LP – Unpredictable

    Malik B i Mr. Green ze wspólnym LP – Unpredictable

    4–6 minut

    We wstępie tego artykułu chciałbym pokrótce zająć się niezależnymi producentami, których akcje mocno poszybowały w górę w ostatnich latach. W zależności od przyjętych warunków lista ta może obejmować dowolną liczbę twórców. W końcu pozycja beatmakerów obecnie jest znacznie silniejsza, aniżeli choćby dekadę temu. Ograniczając się jedynie do amerykańskich wykonawców wypada wymienić tutaj Damu The Fudgemunka, The Doppelgangaz, Exile’a, Black Milka, Apollo Browna, Oddiseego, C-Lance’a, The Audible Doctora, Jake One’a, S-1, Illminda, Oh No czy The Alchemista. Do powyższego zestawienia na pewno należy dodać także Mr. Greena. W lutym zaprezentował on wspólny projekt z Malikiem B (były członek The Roots), „Unpredictable”. O tym materiale mówiło się na scenie już od dłuższego czasu.

    Każdy przeciętny sympatyk rapu powinien wiedzieć o tym, że płyty nagrywane przez duety występują nader często w tym gatunku muzycznym. Pomimo tego iż ten sprawdzony sposób na nagrywanie wydawnictw króluje nieprzerwanie od trzech dekad, to wcale nie przejadło się to w branży. Wręcz przeciwnie, niektóre kolaboracje mocno elektryzują opinię publiczną, jak choćby w przypadku wspólnego materiału Malika B i Mr. Greena. Drugi z tych artystów po serii udanych projektów wyrósł na czołowego przedstawiciela niezależnej strony muzyki hip hopowej, o czym zresztą wspomniałem we wstępie niniejszego artykułu. Po doskonałym „The Only Color That Matters Is Green” z Pacewonem z 2008 roku (niecałe 3 lata temu ukazała się kontynuacja LP, „The Only Number That Matters Is Won”), który mnóstwo osób uznaje za współczesny klasyk, twórca z New Jersey wydał serię instrumentalnych produkcji. Szczególnie „Classic Beats” trafiło do łask słuchaczy. Jednak na tym nie kończy się zakres działalności tego producenta. Tak naprawdę Mr. Green wybił się za sprawą niezwykle interesującego i kreatywnego projektu „Live From The Streets” (kilka tygodni temu trafił do sprzedaży album zawierający nagrania z tego cyklu) poprzedzonego „Live From The Bedroom”. Dzięki temu dzisiaj amerykańskiego artystę kojarzą też ludzie niezwiązani na co dzień z hip hopem.

    Oczywiście Mr. Green nadal nagrywa muzykę z innymi artystami. Od dawna w kuluarach mówiło się o jego wspólnym wydawnictwie z jednym raperem, tylko nie było wiadomo, kto okaże się nowym bliskim partnerem muzycznym beatmakera. Wyborem Malika B masa osób była zaskoczona. Niektórzy w ogóle nie znali lub też nie pamiętali tego artysty. Po części nie można temu dziwić się, ponieważ od lat filadelfijski Emcee rzadko pojawiał się na scenie hip hopowej. Z drugiej strony, przecież tutaj była mowa wcale o nieopierzonym rookie, ale o doświadczonym twórcy, byłym członku legendarnego The Roots. W końcu przez lata należał on na stałe do jednego z najbardziej wpływowych zespołów hip hopowych w dziejach, występując na pierwszych czterech albumach formacji. Po 2001 roku ścieżki Black Thoughta, Questlove’a i Malika B rozeszły się. Przyczyną tego było silne uzależnienie od narkotyków tego wykonawcy, z którym nie był on w stanie sobie poradzić. Po pokonaniu tych problemów powrócił on do muzyki. W 2005 roku wydał on nawet solowe „Street Assault” i przewijał się na płytach pozostałych raperów i producentów (DJ Skizz, DJ Krush, Maylay Sparks), a także z powrotem nagrywał z The Roots (na płycie „Game Theory”), ale to było zdecydowanie za mało, aby na stale zagościć w świadomości mediów i słuchaczy. Jak się przekonujemy, nie warto było przedwcześnie skreślać Malika B. „Unpredictable” stanowi koronny dowód na jego wszechstronność i wysoką formę po latach, natomiast Mr. Green znowu pozytywnie zaskoczył poziomem swoich beatów.

    Podchody pod wydanie projektu rozpoczęły się jeszcze w 2013 roku. Przez długie miesiące do opinii publicznej przedostawały się informacje o wspólnych planach wydawniczych duetu; docierały również pierwsze singlowe nagrania. „Devil”„Definition” wypadły na tyle obiecująco, że sporo słuchaczy zaczęło pokładać nadzieje w realizacji albumu. Następnie ucichło o tej kolaboracji i wydawało się, że mimo wszystko odstawiono wszystkie pomysły do lamusa. Na szczęście po przestoju Malik B i Mr. Green potwierdzili wspólne zamiary. Premierę „Unpredictable” wyznaczono na luty br., zaś wydaniem płyty miało się zająć dobrze znane w branży Enemy Soil Records. Już po pierwszych nagraniach można było oczekiwać przedniego wydawnictwa podanego w starym-dobrym rapowym stylu. Wszyscy ci, którzy pamiętali Malika B z czasów The Roots z góry nastawili się na bardziej mroczniejsze, cięższe brzmienie i tematykę przystępną głównie osobom twardo stąpającym po ziemi. Po zapoznaniu się z zawartością albumu, to wszystko potwierdziło się co do joty. Mr. Green bezproblemowo odnalazł wspólny język z filadelfijczykiem, dopasowując swoje podkłady do jego stylu. Owszem, można kręcić nosem na to, iż część beatów pochodzi z wcześniejszych projektów tego producenta, ale trzeba także dodać, że dzięki Malikowi B otrzymały one nowe życie. Oprócz ww. dwóch singli warto zwrócić uwagę na płycie na „What Can I Say”, „We Gonna Make It”, „Dark Streets” czy „Dolla Bill”. Gościnne udziały na albumie zostały ograniczone do obecności Benefita, Skrewtape’a, Nate’a Greena, R.A. The Rugged Mana i Amalie Bruun w poszczególnych utworach. Właśnie też dlatego wydawnictwo amerykańskiego duetu brzmi tak zachęcająco.

    „Unpredictable” udostępniono na Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach tego typu. Oprócz wersji cyfrowej album ukazał się też w postaci fizycznej (płyty kompaktowe, digipack). Malik B i Mr. Green promują wspólny materiał poprzez sporo singli – „Devil”, „We Gonna Make It”, „Rips In The Paper”, „Definition”, „Crown of Thorns” oraz „Metal Is Out”. Do pierwszych nagrań powstały również videoclipy. Lutowa produkcja udowadnia, że w duetach rapowych drzemią spore pokłady możliwości i nadal ta metoda sprawdza się przy tworzeniu hip hopu.

    Tracklista

    1. Dolla Bill
    2. Metal Is Out feat. Benefit
    3. Crown of Thorns feat. Skrewtape
    4. What Can I Say
    5. We Gonna Make It feat. Nate Green
    6. Devil
    7. Sometimes
    8. Definition
    9. Tyrants
    10. Rips In The Paper
    11. Rhyme Exercise
    12. Dark Streets feat. R.A. The Rugged Man & Amalie Bruun
    13. Fake Friends (Bonus track)
  • Lewis Parker i Eastkoast wydają MK Ultra (Operation Hypnosis)

    Lewis Parker i Eastkoast wydają MK Ultra (Operation Hypnosis)

    3–5 minut

    Powróćmy na trochę do pierwszego kwartału roku. Pomimo tego iż przeważnie ten okres mnóstwo wytwórni płytowych i artystów stara się po prostu przezimować oczekując lepszych czasów wydawniczych (czytaj: wiosny), to i tak otrzymaliśmy pokaźną liczbę godnych odnotowania projektów. W tym czasie nowe wydawnictwa wypuściło wielu liczących się twórców. Kendrick Lamar, Sadat X, Klaus Layer, Ghostface Killah & BadBadNotGood, Ghostpoet, Marcus D, Figub Brazlevic, Malik B. & Mr. Green, Cannibal Ox, Hezekiah, Tuxedo (Jake One & Mayer Hawthorne), Shuko i inni wykonawcy opublikowali świeże produkcje. W gronie tegorocznych płyt godnych polecenia znajduje się też wspólny materiał Lewisa Parkera i Eastkoasta. Brytyjczyk i Amerykanin nagrali wspólnymi siłami „MK Ultra (Operation Hypnosis)” – stricte boom-bapowe LP.

    Kolejny raz mamy do czynienia z płytą zrealizowaną przez dobrze kojarzonego artystę i słabo znanego twórcę. Z brytyjsko-amerykańskiego duetu zdecydowanie bardziej utytułowanym wykonawcą jest Lewis Parker. Raper i producent w jednym to już legendarna postać na Wyspach Brytyjskich, a przy tym osoba ciesząca się szacunkiem w innych krajach europejskich i po drugiej stronie Atlantyku. W przeciągu 20-letniej kariery muzycznej wypuścił on mnóstwo wartościowych materiałów. Wszystko zaczęło się od wydanego w 1998 roku longplaya „Masquerades & Silhouettes (The Ancients Series One)”. W dalszej kolejności LP opublikował w 2002 roku „It’s All Happening Now (The Ancients Series Three)”, do którego następnie dołożył „Put A Beat To A Rhime” i „Home Grown Hip Hop”. W 2010 roku trafił do sprzedaży jego wspólny album nagrany z nowojorskim twórcą, Johnem Robinsonem. „International Summers”. Po tym projekcie Lewis Parker wydał dwie części solowego przedsięwzięcia – „The Puzzle: Episode One – The Big Game” oraz „The Puzzle: Episode 2 – The Glass Ceiling”. Oprócz tego Brytyjczyk zrealizował także wiele pomniejszych projektów. Wypada też nadmienić, że cały czas współpracuje on z szeregiem artystów i pozostaje wierny starej szkole rapu.

    Eastkoast w porównaniu do swojego kompana po fachu nie może pochwalić się równie rozbudowaną dyskografią. Pomimo tego iż wychowanek nowojorskiego Harlemu od lat przewija się w undergroundzie, to na jego koncie widniała do tego roku jedna płyta. W 2013 roku nakładem Blunted Astronaut Records ujrzała światło dzienne dwunastka „Ghost”, którą wyprodukował w całości Icerocks z DXA. Ponad pięć lat temu Emcee obdarzony charakterystycznym, lekko chropowatym flow, nawiązał współpracę z Lewisem Parkerem. Amerykanin wystąpił gościnnie na kilku produkcjach Brytyjczyka – „International Summers”, „The Unseen Trap” i „The Puzzle: Episode 2 – The Glass Ceiling”. Po tych udanych kolaboracjach obaj artyści postanowili stworzyć wspólny album. „MK Ultra (Operation Hypnosis)” okazuje się dobrym połączeniem stylów wykonawców zakorzenionych w latach 90.tych.

    Zanim przejdziemy do szczegółów albumu, to należy zwrócić uwagę na nieprzypadkowy tytuł LP. Tytuł „MK Ultra (Operation Hypnosis)” odnosi się do tajnego projektu agencji CIA prowadzonego od lat 50.tych XX wieku pod tą samą nazwą, który zajmował się szeregiem eksperymentów na ludziach poddawanych działaniom narkotyków (m.in. LSD). W ten sposób Amerykanie próbowali znaleźć rozwiązanie na kontrolowanie ludzkiego umysłu i wpływaniu na ich zachowanie. Wypada więc zadać pytanie: jak brytyjsko-amerykański przełożył ten niesławny projekt na swoją płytę? Powyższe odwołania można rozumieć różnie.

    Przede wszystkim przez cały czas trwania longplaya pojawiają się odniesienia do panującego systemu i poziomowi muzyki serwowanej przez mass media, aczkolwiek Lewis Parker i Eastkoast są dalecy od upolityczniania swojego materiału. Bardziej starają się oni pokazać słuchaczom, że w dzisiejszych czasach nadal pozostaje miejsce na korzennie brzmiący rap, czego nie dopuszcza do świadomości wiele, wiele osób.  Duet wykonawców postanowił zahipnotyzować odbiorców na „MK Ultra (Operation Hypnosis)” i wciągnąć ich do własnego świata rządzonego przez boom-bap. Słowa uznania należą się tutaj brytyjskiego artyście, który zapewnił swojemu amerykańskiego partnerowi muzycznemu doskonałe środowisko oparte o mocne uderzenia perkusji i jazzowe sample. Eastkoast mocno skorzystał na wypieszczonych beatach Lewisa Parkera i od razu można odczuć, że w takiej scenerii czuje się, jak ryba w wodzie. Jako dowody na powyższe stwierdzenie można przytoczyć kilka koronnych utworów pochodzących z albumu – „All or Nothing”, „Bank Robbery”, „LA to New York” i zamykające płytę „Prophesy”. Również zaproszeni na LP goście – El De Sensei, Shabaam Sahdeeq, John Robinson, Ade Something, King Malachi oraz Sam Hill – wnoszą sporo kolorytu i dokładają swoje cegiełki do poszczególnych nagrań. Produkt końcowy nie jest przeznaczony tylko dojrzałym słuchaczom wracających z nutką nostalgii do lat 90.tych, ale także tym młodszym, którzy nie boją się stykać z rapem w wydaniu doświadczonych artystów.

    „MK Ultra (Operation Hypnosis)” znajdziecie na Bandcampie i innych serwisach streamingowych. Premiery poszczególnych wersji płyty zostały rozłożone w czasie. Najpierw pojawiło się w obiegu elektroniczne wydanie materiału, zaś po pewnym czasie KingUnderground Records opublikowało album na płytach kompaktowych i woskach. Ponadto do sprzedaży trafiło instrumentalne wydanie materiału. Wydawnictwo promują trzy single – „All or Nothing”, „Bank Robbery” oraz „Superior MC’s”. Do pierwszego nagrania zrealizowano również teledysk. Lewis Parker i Eastkoast stworzyli przedni projekt, będący miejscami wybitnym dziełem. W takim wykonaniu boom-bap wypada niemal perfekcyjnie.

    Tracklista

    1. Intro
    2. All or Nothing
    3. Hustlin Junkie feat. John Robinson & King Malachi
    4. Bank Robbery
    5. Superior MC’s feat. El Da Sensei & Shabaam Sahdeeq
    6. Eyes of God feat. Sam Hill
    7. LA to New York feat. John Robinson & Lewis Parker
    8. Mentally Stuck
    9. MK Ultra feat. Ade Something
    10. Prophesy
  • Boom-bapowa niespodzianka z Indonezji – Sicknessmp

    Boom-bapowa niespodzianka z Indonezji – Sicknessmp

    3–4 minut

    Jeżeli przyjrzymy się dokładnie wszystkim zmianom, które zaszły w branży muzycznej na przestrzeni ostatnich lat, to znajdziemy masę pozytywów, jak i negatywów. Skupiając się tylko na zaletach, to nie sposób przemilczeć nieograniczony dostęp do muzyki z niemal każdego zakątka świata. Dzięki możliwościom oferowanym przez serwisy przeznaczone do publikowania płyt, przepływie informacji na stronach muzycznych i portalach społecznościowych oraz nieustannego poszukiwania nowych artystów, udało mi się dotrzeć do wykonawców z kilku kontynentów. Wartościowe projekty napływają obecnie dosłownie z każdego kraju europejskiego, Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii, Japonii i Korei Południowej oraz niekiedy egzotycznych krajów pokroju Indonezji. Właśnie stamtąd pochodzi beatmaker Sicknessmp odpowiadający za tworzenie boom-bapowych produkcji na fantastycznym poziomie.

    Od dłuższego czasu młodzi amerykańscy wykonawcy hip hopowi mało chętnie podchodzą do tworzenia boom-bapu. Za to przedstawiciele innych krajów potrafią świetnie odnajdywać się w tej niszy, o czym dobitnie świadczy przykład bohatera niniejszego artykułu. Sicknessmp należy przy tym do jednych z największych niespodzianek na współczesnej scenie producenckiej i aż dziw bierze, że nie wypłynął on do tej pory na szersze wody.

    24-letni beatmaker nagrywa muzykę od kilku lat. Jego pierwsze utwory zaczęły pojawiać się na Soundcloudzie ponad 2 lata temu. Już od samego początku artysta pokazywał stricte korzenne brzmienie swoich nagrań, silnie inspirowanych nowojorską szkołą producencką, ukierunkowaną na klimaty a’la Diggin’ In The Crates. Wykonawca zamieszkały w położonym na Jawie Pacitanie nie tylko korzysta ze spadku pozostawionego przez beatmakerów działających w latach 90.tych, ale także na tej bazie tworzy nowe formy, które zawsze przynoszą ze sobą brudne i zadymione beaty. W utworach azjatyckiego twórcy związanego z crew Halfablunt i labelem Hard Jazz 7 widać muzyczną wizję popartą odpowiednim przygotowaniem i wiedzą. Wszystko to doskonale zostało zaakcentowane na serii ubiegłorocznych wydawnictw Indonezyjczyka. Od września do listopada ub.r. wydał on 4 projekty – „Diary of Smoke”, „Jazzpiece (Instrudiary Part 1)”, „Flowing Soul” i „Hill Of Cannabiz”. Spośród tych materiałów najlepiej wypada pierwsze dzieło.

    Debiutancka płyta Sicknessamp pojawiła się w obiegu ponad rok temu. Na pierwszy rzut oka ucha mogłoby się wydać, że przygotował on nic specjalnego, ot kolejny materiał powracający do czasów przypadających na Złotą Erę rapu. Jednak po zapoznaniu się z tym projektem wszelkie lekceważące opinie należy odłożyć na bok. Wydawnictwo niepozornego Azjaty powstało w oparciu o jazzowe sample i mocne brzmienie perkusji. „Diary Of Smoke” stanowi przemyślany instrumentalny album, który nie zawiera ani jednego słabego utworu. Indonezyjczyk potrafi łatwo wciągnąć słuchacza do swojego boom-bapowego świata. W każdym podkładzie występują charakterystyczne cuty. Właśnie krótkie wstawki wokalne nadają jego beatom dodatkowego połysku. „All Dayz”, „Lokuz N’ Fokuz”, „PJM Soekarno”, „Dope Smoke”, „Sickblues” czy tytułowe nagranie pochodzące z longplaya  wypadają na naprawdę wysokim poziomie. Przez dłuższą część albumu wydaje się, że mamy do czynienia z wytrawnym producentem, który zajmuje się tworzeniem muzyki już od wielu lat. Sicknessmp za sprawą „Diary Of Smoke” oraz pozostałych projektów opublikowanych przed rokiem został wybrany przez The Find Magazine do grona uzdolnionych, ale szerzej nieznanych beatmakerów (więcej o „Top 15: Dope Beatmakers You Should Know (2013)” na stronie TFM). Warto, aby postać tego producenta częściej przewijała się przez serwisy muzyczne.

    Płytę udostępniono do pobrania za pośrednictwem Bandcampa. Wersja elektroniczna albumu jest dostępna w sprzedaży w cenie $3 USD. Wszyscy zainteresowani nabyciem wydania projektu na płytach kompaktowych powinien skontaktować się z Rise Record Crew za pośrednictwem tego adresu e-mailowego„Diary Of Smoke” promuje videoclip powstały do tytułowego nagrania z LP. Już w tym momencie Sicknessmp zasługuje na to, aby jego twórczość dotarła do znacznie szerszego grona odbiorców. Przy dalszym rozwoju utalentowany indonezyjski beatmaker jest w stanie osiągnąć bardzo wiele. W następnych latach powinien on też sprawdzić swoje siły nagrywając wspólny materiał z anglojęzycznym raperem, dzięki czemu na pewno zostałby on dostrzeżony przez pozostałych słuchaczy i media.

    Na początku tego roku francuskie Sergent Records wypuściło wspólny projekt bohatera tego artykułu i Natural Doca, „Diary of Blunted EP”. Snippety wydawnictwa są dostępne na Soundcloudzie.

    Tracklista

    1. Ill Classica
    2. All Dayz
    3. Le Sunz
    4. Diary Of Smoke
    5. Genjer – Genjer Part III
    6. Lokuz N’ Fokuz
    7. Phunkir Mizkin
    8. PJM Soekarno
    9. Please Open Mind
    10. Shinnin’
    11. Dope Smoke
    12. I Rock’in Stylez
    13. No Pain!
    14. Sickblues
    15. After Rise Up!
  • Awon i Dephlow z płytą wyprodukowaną przez Phoniksa – Dephacation

    Awon i Dephlow z płytą wyprodukowaną przez Phoniksa – Dephacation

    4–5 minut

    Często na łamach naszego serwisu pojawiają się materiały wypuszczane przez producentów z różnych zakątków globu. Beatmakerzy przewijają się przez U Call That Love także przy okazji płyt wydawanych przez raperów i grupy muzyczne. Jak zdążyliście zapewne zauważyć, zdecydowana większość artykułów na stronie odnosi się do niezależnej strony muzyki (około) hip hopowej. W takim razie wypada postawić pytanie, kto powinien znaleźć się na liście najlepszych obecnie undergroundowych producentów? Jeżeli miałbym specjalnie utworzyć na tę okazję ranking utalentowanych lecz niekoniecznie powszechnie rozpoznawanych twórców, to nie mogłoby tutaj zabraknąć Phoniksa. Beatmaker pochodzący z amerykańskiego Portland wydał w tym roku już kilka projektów. Na początku maja wydał on wspólny materiał nagrany z Awonem i Dephlowem, „Dephacation”, stanowiący odę do boom-bapu z lat 90.tych.

    W dzisiejszych czasach pewne grono wykonawców próbuje tworzyć muzykę nawiązującą do klasycznego rapu z lat 90.tych. W tej niszy artystów znajdują się również bohaterowie tej publikacji. Najlepiej rozpoznawalnym członkiem tego tria jest Awon. Emcee pochodzący z Brooklynu, a zamieszkały obecnie w Virginii, może pochwalić się kilkoma dobrze przyjętymi wydawnictwami oraz współpracą z różnymi niezależnymi twórcami. Undergroundowy raper wydał do tej pory dwa solowe projekty („Beautiful Loser” i „For The Grimy (Searching For Soulville)”, do których dołożył materiały zrealizowane z producentami. Początkowo nagrywał on wspólne płyty z beatmakerem o pseudonimie Kameleon Beats. Właśnie z nim wypuścił on album „Concentration Gradient” oraz „Love Supersedes” (wydania w formie EP i LP). Follow-up do tego ostatniego wydawnictwa – „Love Supersedes II (Deluxe Edition)” – powstał przy dodatkowym udziale innego producenta, Thomasa Prime’a, a także członków macierzystej formacji rapera ze Wschodniego Wybrzeża USA – Soul Students. Gościnnie Awona pojawił się na wydawnictwach m.in. Inherita, Marcusa D, Tiff The Gift, SoulChefa, Illusionista czy ww. Thomasa Prime’a. Poza tym twórczość artysty doceniono w Japonii, co przełożyło się na jego kolaborację z labelem Goon Trax. Ponadto wykonawca wydawał nagrania w Cult Classic Records czy Word Is Bond. W połowie ub.r. Emcee wydał świetnie przygotowaną płytę „Return to the Golden Era”, która powstała przy udziale Phoniksa.

    Kariera muzyczna 23-letniego beatmakera z Portland specjalizującego się w stricte boom-bapowych beatach nabrała właśnie tempa po wydaniu ww. albumu. Wcześniej ten wykonawca był postrzegany głównie jako zdolny twórca beatów, który  dobrze zapowiadał się na przyszłość.  Pierwsze solowe projekty producenta – „The Tape”, „Basement Vibes” i „Make Beats, Don’t Sleep” – nie zwracały uwagi większego grona odbiorców, co zmieniło się po premierze „Return to the Golden Era”. Od tego momentu liczba sympatyków twórczości Phoniksa stale rośnie. Od grudnia do kwietnia opublikował on multum pojedynczych utworów, dorzucając do nich dwie kompilacje z remiksami („One Time 4 Ya Mind” oraz „Autumn in New York”) i zbiór instrumentali („The Instrumentals: Volume 1”). Natomiast w marcu producent wypuścił kolejny longplay zrealizowany przy udziale rapera – „Stories From The Brass Section”. Wydawnictwo nagrane z Anti-Lillym zostało przychylnie odebrane przez wiele stron muzycznych i odbiorców. Z kolei na początku roku Phoniks opublikował singiel nagrany z mało znanym nawet w undergroundzie Dephlowem, „Lost Girls”. Utwór zapoczątkował bliższą współpracę duetu, którzy postanowili skompletować materiał na wspólne LP. Dość szybko dołączył do tego towarzystwa również Awon i tak powstały podstawy „Dephacation”. Wydawnictwo niezależnych artystów można określić mianem projektu przypominającego słuchaczom, jak powinien powinny brzmieć korzenne nagrania rapowe.

    Promocja płyty rozpoczęła się tuż po kampanii marketingowej poświęconej ww. wydawnictwu Anti-Lilly’ego i Phoniksa, „Stories From The Brass Section”. Przy tym projekcie artyści podjęli współpracę z wytwórnią płytową Sergent Records, która zajęła się wydaniem fizycznej wersji albumu (wcześniej Francuzi wypuścili winylową wersję „Return to the Golden Era”). Materiał trafił do obiegu w gorącym okresie wydawniczym przypadającym na początek maja lecz nie przeszkodziło to w zainteresowaniu „Dephacation” (niech nie odtrąca nikogo tytuł płyty) słuchaczy z różnych zakątków kuli ziemskiej. Jak dotychczas Phoniks realizował swoje wybrane produkcje tylko z jednym raperem. Podstawowym pytaniem związanym z tym LP było to, jak beaty mieszkańca Portland wypadną w zestawieniu z dwoma wokalistami. Okazało się, że całość materiału zgromadzonego na longplayu nie odstaje znacznie poziomem od „Return to the Golden Era” czy „Stories From The Brass Section”, choć trzeba uczciwie przyznać, iż nie jest to tak wybitne wydawnictwo, jak ww. albumy. Awon i Dephlow uzupełniają się nawzajem w poszczególnych nagraniach, aczkolwiek miejscami słychać znacznie większe doświadczenie tego pierwszego rapera. Pośród wszystkich tracków na pochwały zasługuje przede wszystkim „Real Hip Hop” (znajomy sampel, nieprawdaż?), „The War Room” i „You Can Run”. Jedynymi gośćmi na płycie są raperka Tiff The Gift w utworze „The War Room” i producent F Draper, który odpowiada za produkcję w „Lights Off”. Sympatycy undergroundowego rapu inspirowanym latami 90.tymi powinni docenić ten projekt będący kolejnym etapem w działalności każdego z artystów zaangażowanych w powstanie tego LP.

    „Dephacation” znajdziecie na Bandcampie. Wydawnictwo trafiło do sprzedaży w formacie elektronicznym oraz fizycznym. Płyty kompaktowe i winylowe ukazały się nakładem francuskiej oficyny wydawniczej Sergent Records. Dzięki skutecznej promocji poprzez singlowe nagrania („Dephacation”, „Real Hip Hop”, „Lights Off”), do których dołożono również teledyski, zainteresowanie wspólną produkcją Awona, Dephlowa i Phoniksa jest naprawdę spore. W przyszłości powinniśmy otrzymać więcej nagrań od tego tria.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Dephacation (prod. Phoniks)
    3. Real Hip Hop (prod. Phoniks)
    4. Step Up (prod. Phoniks)
    5. Introducing (prod. Phoniks)
    6. Lights Off (prod. F Draper)
    7. You Can Run (prod. Phoniks)
    8. Sucka Free (prod. Phoniks)
    9. The War Room feat. Tiff The Gift (Prod. Phoniks)
    10. You Know My Name (prod. Phoniks)
    11. Sucka Free (Phoniks Remix)
  • Wspólny album DJ’a Hondy i Problemza

    DJ Honda & Problemz - All Killa No FillaJeden z moich ulubionych producentów, DJ Honda, wraca na scenę muzyczną z nowym albumem. Doświadczony artysta zjednoczył wspólne siły wraz ze swoim długoletnim przyjacielem, Problemzem, nagrywając materiał na „All Killa / No Filla”. Wydawnictwo jest dedykowane głównie sympatykom rapu w starym-dobrym wydaniu. (więcej…)

Translate »