W historii hip hopu mieliśmy bardzo dużo do tej pory beefów. Niektóre z nich zaczynały się z co najmniej błahych powodów, co sprawia, iż ludzie w ogóle się nie interesują takimi konfliktami (np. Jeru The Damaja kontra Foxy Brown). Inne zaś miały jednostronny przebieg (np. 3rd Bass kontra MC Hammer) lub miały na celu zwiększyć zainteresowanie raperami zaangażowanymi w potyczki słowne, a co za tym idzie przyczynić się do wzrostu sprzedaży albumów (większość konfliktów, w jakich brał udział 50 Cent począwszy od nagrania utworu „How To Rob”; można jedynie pominąć zatargi z Ja Rule’em i Murder Inc., ponieważ w tym przypadku podtekst był zupełnie inny. (więcej…)
Tag: classic hip hop videos
Classic Hip Hop Videos: Luke – Cowards In Compton
Classic Hip Hop Videos: Spider Loc – Blutiful World
W ramach kolejnej odsłony Classic Hip Hop Videos chciałbym zaprezentować klip, który pomimo tego iż nie jest uważany za szczególne osiągnięcie w kręgach teledysków hip hopowych to warto poświęcić 4 minuty i przyjrzeć się temu teledyskowi. (więcej…)Classic Hip Hop Videos: Michael Jackson – Jam
Poniżej prezentowane video nie jest sctricte hip hopowe ale warte umieszczenia na naszej stronie i napisaniu o nim kilku słów. Jednak o videoclipie powstałym do singla Michaela Jacksona „Jam” warto wspomnieć przynajmniej z kilku powodów. (więcej…)
Classic Hip Hop Videos: Jamiz – Get Loot
2–3 minutPrezentowany poniżej videoclip nie jest za bardzo pamiętany nawet przez największych fanów lat 90.tych ale zasługuje z pewnością na uznanie. Możecie mi zarzucić, że zbyt mocno trzymam się tamtej ery hip hopowej lecz mam nieskrywany sentyment do tamtych pięknych czasów. Kocham większość artystów z lat 90.tych tak samo jak na zawsze będę darzył miłością Michaela Jordana i jego epokę dominacji w NBA.
Jamiz jest przedstawicielem sporego grona artystów-meteorytów, którzy pojawiali się niespodziewanie na hip hopowej scenie i równie szybko z niej znikali. Przyznam się, że pomimo usilnych starań, nie udało mi się zbyt wiele dowiedzieć o nim ale pewne informacje udało mi się ustalić. Debiutował on w utworze grupy r’n’b B.T.S. „Can You Feel It” (zabijcie mnie lecz także nie wiem o nich zbyt wiele), który ukazał się w 1993 roku. Jamiz wydał w swojej „karierze” jeden singiel, pod tytułem „Get Loot” (loot-money), który trafił do szerszego obiegu w 1994 roku. Wydawcą okazał się niewielki label Grand Jury Entertainment (dystrybucją zajęło się potężne RCA). „Get Loot” pojawiło się na 12” i na promo CD i jak się potem nie trafił ten utwór na żaden album.
Zawsze oglądając słoneczne scenerie Los Angeles wyobrażamy sobie, że tam życie toczy się spokojnie, laidbackowo, odbywa się mnóstwo imprez a po ulicach jeździ pełno lowriderów. Klip „Get Loot” jest w podobnym klimacie z zabarwieniem humorystycznym. Po pierwszej scenie można być pewnym tego, że Jamiz jest bardzo wyluzowany i zabawny, gdyż leżąc na łóżku przełącza kanały w TV i na każdym trafia na wiadomości o morderstwach, zamieszkach w Los Angeles. Jamiz kwituje każdą taką informację mocno akcentując „Damn!”. Po chwili przychodzi do pokoju pewna dziewczyna, która jest w trakcie zabiegów upiększających jej urodę i nie wygląda zbyt rewelacyjnie, więc słyszymy kolejne soczyste „Damn!”. Jamiz nie jest zbyt chętny do jej propozycji i zamiast przygotowywać się do wyjścia na imprezę zatapia się w marzeniach…
Czy pamiętacie odcinek Doggy Fizzle Televizzle prowadzonego przez Snoop Dogga, w którym tłumaczył jakie warunki musi spełnić dobry alfons? Musi mieć mnóstwo drogich samochodów, którymi można wozić się po dzielnicach, musi mieć odpowiednią liczbę „pracownic” oraz najszlachetniejsze i najbardziej szykowne futra. Jamiz spełnił wszystkie wymogi, prezentując się w drugiej części teledysku z dużą klasą. Prawdziwy alfons Ameryki – otoczony niezłymi kociakami, porządny lowrider i narzucone na siebie futro. Sprawiał zabawny widok. Akcja klipu szybko przeniosła się do domu z górnej półki, można się poczuć jak podczas oglądania odcinka serii MTV Cribs. Oczywiście Jamiz jest VIP-em i cieszy się szacunkiem wszystkich pozostałych. Niestety sen szybko się kończy i trzeba wrócić do rzeczywistości. Raper ocknął się i był mile zaskoczony widokiem skąpo ubranej panienki, która już jest gotowa do nocnej eskapady (mina Jamiza na samym końcu mówi wszystko).
„Get Loot” nibyb niczym szczególnym nie wyróżnia się na tle pozostałych klipów, jakie w latach 90.tych były kręcone. Z drugiej strony, ma swoje atuty, które przemawiają za nim: lekkość, laidbackowy klimat, wszechogarniający luz i poczucie swobody, która może się także wam udzielić podczas oglądania tego klipu. G-Funk w czystej postaci. Już więcej nikt nie nagrywa rapu w tym stylu.

Classic Hip Hop Videos: RZA – Tragedy
2–3 minutMuszę przyznać, że mam słabość to filmów przedstawiających baśnie i legendy rodem ze starożytnych Chin i krain sąsiadujących z tym państwem, takich jak „Hero”, „Dom Latających Sztyletów” czy „Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok”. Klimat tych produkcji oraz historie jakie są opowiadane w nich są niesamowitym przeżyciem. Niektórzy powiedzą, iż nie ma nic niezwykłego w takich produkcjach i ich to zupełnie nie interesuje. Jednak nie wiedzą co tracą, ponieważ wszystkie historie w niczym nie przypominają produkcji hollywoodzkich (filmy posiadają zawikłaną fabułę i często kończą się bez happy endu) a kreacje aktorów, kostiumy oraz krajobrazy filmowe potrafią poruszyć niejedno serce. Jednym z nielicznych teledysków utrzymanym w klimacie Dalekiego Wschodu jest będący na pograniczu baśni oraz filmów sztuk walki klip Roberta Diggsa, czyli The Rizzy – „Tragedy”.
Wyróżniającą cechą teledysków spod znaku Wu-Tang Clanu jest nieobliczalność. Kiedy po raz pierwszy oglądam jakiś ich videoclip nigdy nie jestem pewien czego mogę oczekiwać. Nie inaczej było z omawianym dziełem The Rizzy. Mamy tutaj niby prostą ale z drugiej strony rzadko pokazywaną na klipach historię. Mistrz jednego z zakonu wyrusza na starcie ze swoim wrogiem z drugiego obozu a jego ukochana/służąca/płaczka (ciężko jest mi powiedzieć kim ona jest) opłakuje jego. RZA jest niesiony na plecach przez swoich wojowników na spotkanie ze swoim nieprzyjacielem. Kiedy już nadchodzi do starcia oko w oko przeciwników następuje krótka walka wojowników z obu zakonów w szalonym stylu kung-fu (pojedynek 1 na 1 przed rozpoczęciem batalii jest to element cechujący każdą starożytną i średniowieczną bitwę). Po tej walce nadchodzi starcie obu mistrzów – RZA ma za przeciwnika bliżej nieokreślonego znawcę sztuk walki (przypadek, że jest on biały?). Scena jest świetna, z jednej i z drugiej strony pada multum ciosów; większość akcji dzieje się w powietrzu (rodem z wymienionych na początku filmów) a zwycięsko z niej wychodzi (wiadomo, że prawdziwe czarnuchy nigdy nie przegrywają) reprezentant Wu-Tang Clanu. Niektórzy mogą patrzeć nieprzychylnym okiem lub z politowaniem na sceny walki w tym klipie, jednak nie potrafią docenić tego. Jeżeli ktokolwiek choć raz oglądał film sztuki walki z Dalekiego Wschodu to będzie wiedział, że pojedynki takie, jak z tego klipu były tam nieodzownym elementem. W końcu to prosty i skuteczny sposób na ustalenie, który mistrz danego zakonu jest lepszy od swojego konkurenta.
Na koniec kilka informacji na temat samego utworu. Pochodzi on z soundtracku do dokumentalnego filmu „Rhyme & Reason” z 1997 roku (spójrzcie na obsadę filmu – Grandmaster Caz, Chuck D., KRS-One, Nas, Method Man, Erick Sermon i wielu innych). Produkcją zajął się bliski przyjaciel Wu-Tang Clanu, True Master, a w refrenie słychać śpiew duetu Tha Truth!.

Classic Hip Hop Videos
1–2 minutW dziale „Classic Hip Hop Videos” zamierzam przedstawiać klasyczne, najlepsze teledyski hip hopowe. Część z nich dziś jest już zapomniana ze względu na to, że obecnie panuje inna moda na kręcenie klipów. Trzeba przyprowadzić na plan całą plejadę modelek, zaprosić kogoś „gorącego” na jak to Tede powiedział „szalony futuring”, wybrać banger jako kawałek do którego powstaną zdjęcia, zatrudnić cały sztab odpowiedzialny za odpowiednie nakręcenie, zmontowanie i złożenie całości materiału żeby ludzie chcieli to oglądać.
Oczywiście nie zapominajmy o wysokich nakładach pieniężnych, które czasem mogą pochłonąć większość zarobków artysty a nie przełożyć się na satysfakcjonującą sprzedaż albumu (taki przypadek spotkał ostatnio pewną młodą gwiazdeczkę, ale jej nie będziemy robić reklamy, ponieważ tym zajmują się lepiej wyspecjalizowane serwisy muzyczne). Oczywiście zdarzają się wyjątki, gdyż jest to oczywiste, iż są jeszcze osoby skłonne i chętne kręcić klipy tak jak miało miejsce to kiedyś.
Poniżej przedstawiam moich faworytów jeżeli chodzi o klasyczne teledyski (kolejność przypadkowa; lista może w każdej chwili ulec zmianie).
- Wu-Tang Clan – „Careful (Click, Click)”
- Mobb Deep – „Shook Ones (Pt. 2)”
- Erykah Badu – „Love Of My Life (An Ode To Hip Hop)” feat. Common
- Tim Dog – „Fuck Compton”
- Makaveli – „Hail Mary”
- DJ Muggs – „Puppet Master” feat. Dr. Dre & B-Real
- Geto Boys – „Mind Playing Tricks On Me”
- The Roots – „What They Do”
- OutKast – „Ms. Jackson”
- DJ Shadow – „Midnight In A Perfect World”

Classic Hip Hop Videos: Wu-Tang Clan – Careful (Click, Click)
2–3 minutOdkąd tylko pamiętam Wu-Tang Clan zawsze miał doskonałą rękę do klipów. Dotyczy się to teledysków promujących kolejne albumy tego kolektywu (aktualnie, to wcale nie jest tak dobrze jeżeli chodzi o wzajemne relacje poszczególnych członków ekipy ale to odrębny temat) jak i solowe wydawnictwa artystów należących do tego crew. Większość osób będzie kojarzyło videoclipy do kawałków z „Enter The Wu-Tang: 36 Chambers” – „Protect Ya Neck”, „Da Mystery of Chessboxin’”, „Method Man”, „C.R.E.A.M.”, „Can It Be All So Simple” oraz „Wu-Tang Clan Ain’t Nuthing Ta F’ Wit/Shame on a Nigga” jednak na mnie największe wrażenie zrobił teledysk powstały do utworu „Careful (Click, Click)”, pochodzący z wydanego w 2000 roku nakładem Loud Records albumu „The W”.
Kiedy po raz pierwszy obejrzałem „Careful (Click, Click)” nasunęły mi się dwie myśli – o co chodzi z tą strzelaniną oraz skąd oni wzięli te glocki (przypatrzcie się broniom Inspectah Decka i U-Goda). Tak, ten klip to jedna wielka „zabawa z bronią” (mniejsza już oto, że to jest niewielki klub a nie otwarta przestrzeń). Rozpoczyna się od tego, że nie wiadomo skąd wyskakuje na parkiet pewien bboy (?) (później pojawia się jeszcze dwóch następnych) i wyciąga dwa glocki mierząc prosto do ekipy Wu-Tang Clanu. Nie pozostaje mu dłużny The Rizza również dobywając broni oraz wypowiadając te słowa:
Wait, hold up, chill, what’s that son?/Damn.. nigga got fucked, shit, huh?!
Ciężko jest opisać co dzieje się później; rozpoczyna się regularna strzelanina, która jak ulał pasowałaby do filmów sensacyjnych. Strzały padają często i gęsto, dobrze, że przynajmniej niewiele z nich trafia do celu. Całość najlepiej podsumowuje refren:
Somethin in the street went, bang bang/ Makin it hard for you to do your thang thang
Najlepszą dla mnie sceną jest ta, w której U-God przy akompaniamencie świszczących kul sięga po broń (na jednej dłoni ma założoną…rękawicę dla pilarzy) i odpowiada salwą ognia przeciwnikom. Rzecz jasna napastnicy zostają pokonani (największy w tym udział ma już wspomniany U-God) a całość kończy się ucieczką grupy przed spodziewaną wizytą policji. Słyszymy jeszcze słowa Cappadonny:
Yo, the next time y’all collapse don’t call me.
Z omawianym przeze mnie klipem związana jest pewna ciekawa historia. Otóż jest on częścią nazwijmy trylogii promującej „The W”, ponieważ łączy się z dwoma pozostałymi singlami z tego albumu, czyli z „Gravel Pit” oraz „Protect Ya Neck (The Jump Off)”. Jeżeli dokładnie przyjrzymy się początkom oraz końcom tych trzech klipów zobaczymy, że członkowie Wu-Tang Clanu wsiadają do tej samej windy czy znajdują się w tym samym klubie. Jest to interesujący a zarazem rzadko stosowany zabieg. Jeżeli chodzi o videoclipy, to „Careful (Click, Click)” jest pozycją obowiązkową dla wszystkich.







