Autor: Witalij

  • Classic Hip Hop Videos: Flatlinerz – Live Evil

    Classic Hip Hop Videos: Flatlinerz – Live Evil

    4–6 minut

    W muzyce hip hopowej dosyć szybko wykształciły się różne style i odmiany. Przeważnie wiązało się to z poszukiwaniem przez artystów właściwych środków ekspresji, dzięki czemu już w latach 80.tych do głosu doszli przedstawiciele mocno odmiennych form. Gangsta rap, jazz-hop, mafioso rap, hip-house, Miami bass, new jack swing, concious rap i wszelkie inne alternatywne wersje cieszyły się przynajmniej przez kilka lat dużą popularnością. W latach 90.tych obok wszystkich tych nurtów wyrósł zupełnie niepostrzeżenie horrorcore. Nie trzeba było długo czekać na to, aby ten styl uznano za niesłychanie kontrowersyjny i budzący skrajne emocje w branży muzycznej. Jeżeli chcecie jak najlepiej zrozumieć niniejsze zjawisko, to wystarczy zapoznać się z twórczością nowojorskiej formacji Flatlinerz. Jeden z teledysków promujących debiutancki album grupy, „Live Evil”, w pełni oddaje klimat najmroczniejszej strony rapu.

    Def Jam to najbardziej zasłużona, najdłużej działająca i najważniejsza oficyna wydawnicza w dziejach rapu. W październiku wytwórnia płytowa założona przez Ricka Rubina i Russella Simmonsa obchodziła 30-lecie istnienia. Katalog nowojorskiego labelu obejmuje multum znaczących wydawnictw, które osiągnęły sukces artystyczny i komercyjny. Jeżeli jednak wnikliwiej rozejrzymy się pośród płyt sygnowanych logiem amerykańskiej firmy, to dostrzeżemy kilka mało znanych projektów. Jednym z nich jest „U.S.A. (Under Satan’s Authority)” Flatlinerz. Już na wstępie pojawiają się pytania- o co chodzi z tytułem LP i jakim sposobem w czasach swojej świetności Def Jam opublikował stricte hardcore’owy album? Odpowiedzi na powyższe kwestie nie są wcale takie oczywiste, jak niektórym wydaje się.

    Za powstaniem formacji stoją Redrum i Da Gravedigger. Początkowo nazwa Flatlinerz oznaczała lokalny gang z Brooklynu założony przez tych przyszłych raperów. Okolica zamieszkała przez nich była pod stałą obserwacją policji, w związku z czym byli oni zmuszeni do znalezienia spokojnego i rzadko odwiedzanego miejsca na potrzeby spotkań. W tym celu wybrano stary… cmentarz, który w szybkim tempie stał się ich drugim domem. W tej nietypowej lokalizacji Flatlinerz wraz ze swoimi znajomymi oddawali się okultyzmowi i tematyce pokrewnej, co nie było rzecz jasna akceptowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa. W miarę zdobywania doświadczenia postanowili oni spróbować sił jako grupa hip hopowa. Nowojorczycy okazali się później pionierami horrorcore’u (obok Gravediggaz i Eshama), aczkolwiek za każdym razem przyznają, że chodziło im tylko na ukazaniu zła istniejącego w ludziach i panującego na świecie. Nie spodziewali się przy tym, iż ich twórczość nawet po dwóch dekadach nie będzie w pełni zrozumiana przez innych.

    Przed rozpoczęciem sesji nagraniowych do szeregów Flatlinerz wcielono Tempesta; z grupą blisko byli związani również Mayhem i OMN999 (Omen). Jedną z pierwszych osób ze środowiska hip hopowego, które usłyszały o działalności kontrowersyjnej formacji, był Jam Master Jay. Pionier hip hopu nie obawiał się odważnych i bezkompromisowych treści, jakie niosły ze sobą nagrania kolektywu, w końcu walnie przyczynił się on do odkrycia niemniej problematycznego Onyksu. JMJ zaprosił Flatlinerz na kilka lokalnych koncertów. W trakcie tych imprez działalnością grupy zainteresował się Russell Simmons, prywatnie wujek Redruma. Prominentny działacz hip hopowy zaproponował nowojorczykom podpisanie kontraktu płytowego, z czego oni skorzystali.

    Od razu zaczęły krążyć plotki odnośnie nepotyzmu ówczesnego szefa Def Jamu, co kompletnie mijało się z prawdą, gdyż Redrum przez długie lata miał bardzo słabe kontakty z nim i nigdy nie prosił jego o pomoc w kwestiach wydawniczych. Ponadto Russell Simmons zwyczajnie w świecie był ciekawy, jak ludzie zareagują na Flatlinerz i wierzył w zespół. Wydany we wrześniu 1994 roku debiutancki album grupy – „U.S.A. (Under Satan’s Authority)” – okazał się jedną z z najmniej zrozumianych i spornych płyt w historii rapu. Długo dyskutowano nad cała otoczką towarzyszącą wydawnictwu i grupie z The Big Apple, do czego przyczyniły się teledyski nakręcone do singlowych utworów – „Satanic Verses” oraz „Live Evil”. Obrazem stworzony do tego drugiego tracka doskonale puentuje wszystko to, co związane z kolektywem wywodzącym się z Brooklynu.

    Jeżeli nie jesteście przyzwyczajeni do wątków satanistycznych i na ogół spędzacie czas przy przyjemnych dla oka klipach, to omijajcie poniższy teledysk szerokim łukiem. Do tego należy dodać to, że videoclip nie był wyświetlany przez MTV i pokrewne telewizje muzyczne, co jeszcze mocniej pokazuje charakter tego nagrania (podobny los spotkał wówczas jedynie „Game Of Survival” Live Squadu). W tym obrazie Flatlinerz pokazali wszem i wobec, że są do bólu prawdziwi i nie warto z nimi zadzierać. Czarno-białe video zrealizowane do ciężkiego utworu wyprodukowanego przez DR Perioda posiada niszczycielską moc. Krótkie i dynamiczne ujęcia, nieprzypadkowy dobór miejsca, w którym nakręcono klip, stanowcze środki przekazu w poszczególnych scenach należą do największych atutów tego dzieła. Na początku „Live Evil” widzimy, jak kolektyw wraz ze swoimi żołnierzami wkracza na teren ww. cmentarza. Od razu można odczuć, że cała gromada czuje się tam, jak w domu. Nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek udawaniu, co można łatwo zauważyć w przekroju całego videoclipu. Podczas oglądania teledysku kilkakrotnie włos może zjeżyć się na głowie – widok rapującego Tempesta w wykopanym grobie czy Redrum z zawieszoną pętlą szubienicy robią ogromne wrażenie, zaś Da Gravedigger rymuje… wisząc na szubienicy. Płonące pochodnie, okultyzm i elementy satanistyczne nadają obrazowi do „Live Evil” dodatkowego smaku. Trudno dziwić się, że klip został zbanowany przez telewizje muzyczne, gdyż to horrorcore pełną gębą. Warto też dodać, że teledysk powstały do drugiego singla – „Satanic Verses” – jest jeszcze mroczniejszy i cięższy w odbiorze.

    „U.S.A. (Under Satan’s Authority)” nie zrobiło oszałamiającej kariery. Pomimo tego iż za wydaniem płyty stał Def Jam, to wydawnictwo nie cieszyło się zbytnią popularnością wśród kupujących. Owszem, w drugiej połowie 1994 roku pojawiło się wiele dyskusji na temat albumu lecz nie przełożyło się to na sprzedaż krążka. Po dwóch dekadach doszło do reaktywacji Flatlinerz. Grupa wypuściła reedycję swojego jedynego longplaya i odbyła trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Redrum i spółka nie przypisują sobie zasług za rozwój horrorcore’u, ponieważ nadal upierają się przy tym, że ich podstawowym założeniem było ukazanie wszelkich spraw dotyczących istnienia na świecie zła i diabłów. Wypada pamiętać o tej formacji i ich skromnym, aczkolwiek istotnym dorobku. Z kolei z teledysku do „Live Evil” nadal wieje grozą. W końcu licho nigdy nie śpi.

  • Apathy wydaje kolejną płytę – Connecticut Casual

    Apathy wydaje kolejną płytę – Connecticut Casual

    4–5 minut

    Z roku na rok liczba fanów hardcore’owego nurtu rapu stale rośnie. Obecnie wielu słuchaczy kojarzy surową i agresywną stronę muzyki hip hopowej poprzez kilka szanowanych kolektywów. Army Of The Pharaohs, La Coka Nostra i Demigodz zrzeszają multum doświadczonych twórców, jak i młodszych kompanów. W tym roku najwięcej emocji wzbudził długo oczekiwany album AOTP, „In Death Reborn”, do którego później ta supergrupa dołożyła „Heavy Lies the Crown”. Pod koniec ub.r. Esoteric & Stu Bangas wypuścili wspólną płytę („Machete Mode”), zaś Vinnie Paz postarał się o EP-kę „Carry On Tradition”. W maju Vanderslice opublikował „Everything’s Awesome”, zaś w czerwcu przyszła kolej na świeży materiał autorstwa Apathy’ego. Na wydany przez niego w połowie roku longplay „Connecticut Casual” czekało liczne grono odbiorców.

    Connecticut nie należy do najbardziej rozwiniętych pod względem hip hopowym amerykańskich regionów. Jednak nie przeszkadza to zupełnie dumnemu reprezentantowi tego stanu, Apathemy’emu, w coraz sprawniejszej działalności w branży muzycznej. W ostatnich latach artysta związany z surową stroną rapu znacznie wzmocnił swoją pozycję na scenie hip hopowej. Stało się tak w głównej mierze za sprawą udanych solowych wydawnictw, a także kooperacji z różnymi szanowanymi twórcami w środowisku.

    W początkowej fazie swojej kariery muzycznej Apathy skupił się na wydawaniu pomniejszych projektów; ponadto raper i producent w jednym często przewijał się na materiałach innych twórców. W latach 2000-07 wypuścił on ponad 10 dwunastek i mixtape’ów („It’s The Bootleg, Muthaf*ckas! Volume 1-2”, „Where’s Your Album?!!”). W tym czasie ukazały się też jego premierowe pełnoprawne longplaye – „Eastern Philosophy” oraz nagrane z Celph Titledem„No Place Like Chrome”. Oprócz tego był on wówczas wiodącą postacią w kolektywie Demigodz, który dopiero jednak w 2013 roku opublikował pierwszy oficjalny album („KILLmatic”). Wszystkie te produkcje oraz współpraca z Jedi Mind Tricks, Louisem Logiciem, Styles Of Beyond, Molemen, 7L & Esotericiem i pozostałymi wykonawcami usadowiły jego na liście dobrze prosperujących undergroundowych artystów. Jedynie brakowało prawdziwego przełomu, który nastąpił wraz z wydaniem 5 lat temu płyty „Wanna Snuggle?”.

    Po tym wydawnictwie akcje Apathy’ego poszybowały w górę na tyle, że mnóstwo osób wypatrywało na horyzoncie jego następnego longplaya. Pochodzący sprzed 3 lat album „Honkey Kong” narobił niemałego zamieszania w branży i okazał się jedną z najrówniejszych płyt z tamtego okresu. Po tym udanym projekcie bohater tej publikacji zabrał się za realizowanie materiału na ww. produkcję Demigodz, „KILLmatic”. Po opublikowaniu wydawnictwa amerykańskiej supergrupy Apathy powrócił do prac nad solowym projektem. „Connecticut Casual” to wynik ponad rocznych sesji nagraniowych.

    W początkowym okresie artysta planował opublikować tylko EP-kę pod tym samym tytułem. W dalszej kolejności wykonawca zmienił swoje zamiary i postanowił wydać pełen album, co odebrano z aprobatą na scenie hip hopowej. Apathy zdecydował się ponownie wypuścić swoją płytę nakładem własnego labelu, Dirty Version Records. Promocja wydawnictwa rozpoczęła się na kilka tygodni przed jego premierą. Przedsmak całości materiału stanowiły trzy single – „The Grand Leveler”, „Martha Moxley (Rest In Peace)” i „The Curse of The Kennedys”. Po tych nagraniach można było spodziewać się podobnej warstwy tekstowej, jak na wcześniejszych materiałach Amerykanina. Zmiany zaszły pod względem doboru sampli i ostatecznego kształtu podkładów, za które w głównej mierze miał odpowiadać gospodarz LP (uzupełniają jego Da Beatminerz, The Doppelgangaz, Teddy Roxpin, Smoke the World). Zatwardziałym fanom hardcore’owej strony rapu nie spodobało się odejścia Apathy’ego w stronę lżejszych klimatów. Twardogłowi odbiorcy mieli mieszane uczucia po „Martha Moxley (Rest In Peace)” wykorzystujące słynny singiel George’a Michaela, „Careless Whisper”. Wszystkimi tymi komentarzami zupełnie nie przejął się artysta. Po prostu na „Connecticut Casual” postanowił on spróbować czegoś świeżego i otworzyć się tym samym na nowe grono słuchaczy. Należy też wziąć pod uwagę, iż teksty poszczególnych utworów na płycie, nadal pokazują Apathy’ego w starym-dobrym wydaniu. Tematyka społeczno-polityczna, teorie spiskowe, tajemnice towarzyszące znanym postaciom z życia politycznego i towarzyskiego w USA, wszechobecny sarkazm i trafne uwagi królują na 4 albumie wykonawcy. Całość podano ze smakiem i wyczuciem, dodatkowo demonstrując duże pokłady kreatywności i dalekowzroczności.

    Po płytę można sięgnąć na Bandcampie. Oprócz wersji z wokalami ukazało się też dodatkowe wydanie „Connecticut Casual” zawierające instrumentale i acapelle. Dirty Version Records starannie podeszło do opublikowania tego materiału. W tej chwili w sprzedaży znajdują się kasety, płyty kompaktowe i winylowe (projekt oczywiście do nabycia w formacie elektronicznym). Do tego wypuszczono koszulki i przygotowano paczki zawierające różne wersje tego LP (wszystko to trafiło do sklepu Demigodz). Jak zwykle Apathy postawił na promocję swojej płyty poprzez videoclipy. Artysta zdążył zrealizować obrazy do następujących singli – „The Grand Leveler”, „Martha Moxley (Rest In Peace)” i „The Curse of The Kennedys”. Członek AOTP i DGZ powinien być usatysfakcjonowany odbiorem swojej produkcji, która okazała się jednym z najciekawszych projektów rapowych z czerwca br.

    Aktualizacja: Na Bandcampie ukazała się dodatkowa wersja longplaya zawierająca wersje instrumentalne utworów, a także acapelle.

    Tracklista

    1. Connecticut Casual (prod. Da Beatminerz)
    2. Back In New England feat. Chris Webby (prod. Apathy)
    3. Don’t Give Up The Ship feat. Kappa Gamma (prod. Apathy)
    4. Locals Only! feat. ANoyd (prod. Apathy)
    5. The Curse of The Kennedys (prod. Apathy)
    6. Martha Moxley (Rest In Peace) (prod. Apathy)
    7. Jack Ruby feat. Kappa Gamma (prod. Apathy)
    8. The Grass Ain’t Greener (prod. Teddy Roxpin)
    9. Money Makes The World Go Round feat. Hayze & Kappa Gamma (prod. Apathy)
    10. Underground Chick (prod. Apathy)
    11. Beefin’ Over Bitches feat. Kappa Gamma (prod. The Doppelgangaz)
    12. The Grand Leveler (prod. Smoke The World)
  • John Robinson i PVD przedstawiają płytę Modern Vintage

    John Robinson i PVD przedstawiają płytę Modern Vintage

    4–6 minut

    Tematyka dotycząca niezależnej sceny hip hopowej często przewija się przez serwisy muzyczne. Odłóżmy na chwilę zagadnienia związane z obecnym stanem undergroundu i powróćmy do czasów przypadających na koniec poprzedniego stulecia i początek nowego wieku. Właśnie ten okres przypada na zdecydowanie najwspanialsze lata w rozwoju artystów stojących w opozycji do mainstreamu. Część z nich pozostawiła niewielki dorobek, ograniczony przeważnie do kilku singli i jednej EP-ki lub longplaya, po czym słuch po nich zaginął na dobre. Z drugiej strony, możemy wyróżnić liczne grono wykonawców, którzy nie poprzestali na kilku wydawnictwach nagrywając muzykę już od kilkunastu lat. W tym gronie umieścimy twórcę z New Jersey, Johna Robinsona. W połowie tego roku doświadczony artysta wypuścił nowy album – „Modern Vintage”. Wydawnictwo w całości wyprodukował PVD.

    Niewielu niezależnych artystów pochodzących ze Wschodniego Wybrzeża USA, którzy zaczynali swoje kariery muzyczne jeszcze w latach 90.tych, nadal z powodzeniem wydają płyty. John Robinson (aka Lil’ Sci) powinien być śmiało wymieniony w tej kategorii. Przedstawiciel stanu New Jersey nigdy specjalnie nie usiłował przypodobać się opinii publicznej, nie zwracał uwagi na panujące trendy w branży, nie nagrywał projektów na odwal. Przez wszystkie lata ten raper (i sporadycznie beatmaker) trzymał równy poziom i prezentował klasę. Doświadczony wykonawca zrealizował przez ten czas kilkanaście pełnych wydawnictw, pozostając przy tym cały czas aktywnym i nie robiąc sobie dłuższej przerwy od sesji nagraniowych.

    John Robinson może być kojarzony z solowymi wydawnictwami, jak i projektami tworzonymi wraz z innymi artystami. Jeszcze w latach 90.tych założył on wraz z ID 4 Windzem formację Scienz Of Life. W ten sposób powstała grupa wypuściła kilka udanych płyt („Coming Forth By Day: The Book Of The Dead”, „Project Overground: The Scienz Experiment”, „Leviathan”). Oprócz tego Lil’ Sci współtworzył wraz ze Stacy Epps (gdzie się ona podziała?) duet Sol Uprising; zespół opublikował w 2003 roku album „Sol Power”. Następne lata przyniosły kolejne kolaboracyjne projekty nowojorczyka. JR wydał 6 lat temu wspólnie z Jay Rawlsem jako Jay Are „The 1960’s Jazz Revolution Again”; również w 2008 roku światło dzienne ujrzało „Elevation”, które stworzył on z Carlosem Nino. Do tego wydawnictwa później dorzucił on materiały powstałe z Lewisem Parkerem („International Summers”), Robotem Kochem („Robot Robinson”) i Kyo Itachim („The Path Of Mastery”). Z kolei lista jego solowych płyt obejmuje „The Leak Edition Vol. 1-2”, „Who Is This Man?”, „I Am Not For Sale” czy beat tape’y „Brilliant Soundscapes Vol. 1-2”. John Robinson równie często i gęsto gra koncerty. Pewnego razu w 2008 roku na jednej z imprez poznał on akurat producenta Pata Van Dyke’a, występującego częściej pod pseudonimem PVD.

    Obaj artyści szybko odnaleźli wspólny język i zaczęli razem występować na scenie w różnych klubach w Nowym Jorku i New Jersey. Współpraca tych twórców przebiegała wzorowo, co przełożyło się też na wydanie przez nich koncertowej płyty „All The Way Live”. PVD dobrze wypadał nie tylko na imprezach, ale również w studiu nagraniowym. Wychowanek Brick City ma na swoim koncie serię pomniejszych projektów, z których warto zapoznać się z „Down For The Get Down” czy z materiałami tworzonymi przez tego twórcę z 8th W1 w ramach działalności formacji Lux DeVille. Dodatkowo należy wyróżnić album „Technicolor Hi-Fi”. Instrumentalny longplay pochodzący z maja tego roku bezpośrednio poprzedził premierę „Modern Vintage”. Płytę opublikowaną w połowie br. stworzono w oparciu o standardy z ubiegłych dekad.

    Wydanie materiału powierzono wytwórni płytowej z Bostonu, Brick Records. Głównym założeniem artystów było zrealizowanie albumu opartego w całości o wspólne sesje nagraniowe i niczym nieograniczoną improwizację. W dzisiejszych czasach niezbyt dużo projektów powstaje według powyższych wytycznych. John Robinson i PVD doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Duet dołożył wszelkich starań do tego, aby końcowy efekt ich pracy wypadł w najbardziej przyswajalnej formie dla słuchaczy. Artyści nie wybrali drogi na skróty i nie zaserwowali nam niedopracowanego produktu; nie podążyli też za nowymi trendami, stawiając na klasykę w swoich utworach. Dzięki temu tytuł „Modern Vintage” nabrał dodatkowego znaczenia. JR przyznał, że wszystkie teksty napisał przebywając w jednym studiu z Patem Van Dyke’eim. Charakterystyczne flow i styl rapowania mieszkańca New Jersey idealnie wręcz pasują do podkładów PVD, które wykorzystują liczne żywe instrumenty i syntezatory. Wykonawcom udało się zachować balans pomiędzy starymi rozwiązaniami muzycznymi a współczesnością, co wcale nie jest łatwą sztuką. Wystarczy tylko posłuchać kilku utworów z LP – „All Of The World”, „Two Man Mob”, „Off The Wall”, „Vinyl Is Forever”, „Together We Are”, „Full Circle” – aby docenić niniejsze wydawnictwo. Wśród gości na tym longplayu znajdziemy El Da Senseia, Sadata X, ID 4 Windza, Shabaama Sahdeeqa i kilka wokalistek (Melindę Camille, Sam Barsh, Arin Mayę). Oby więcej takich płyt, jak „Modern Vintage”. Należy pamiętać, że w obecnych czasach nadal jest miejsce na takie materiały, jak właśnie ten.

    Blisko godzinne wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Soundclouda. Brick Records wypuściło „Modern Vintage” na płytach kompaktowych i winylowych dorzucając do tego również wydanie elektroniczne. Album promuje kilka singli opublikowanych w różnym odstępie czasu – „Off The Wall”, „All Of The World” oraz „Know My Style”. Do pierwszych dwóch utworów dodatkowo powstały też videoclipy. Materiał rozszerzono o instrumentalne wersje wszystkich utworów z LP, które udostępniono na Bandcampie. Jeżeli poszukujecie płyty hip hopowej o korzennym i nostalgicznym posmaku, to naprawdę warto sięgnąć po projekt Johna Robinsona & PVD.

    Tracklista

    1. Mic Check
    2. All Of The World
    3. Respect King
    4. Choose Your Words Wisely feat. Melinda Camille
    5. Two Man Mob feat. Sadat X & ID 4 Windz
    6. What’s The Point feat. Melinda Camille & Sam Barsh
    7. Off The Wall
    8. This Is Art
    9. Miles & Trane
    10. Live Golden
    11. Vinyl Is Forever feat. El Da Sensei & Shabaam Sahdeeq
    12. 10/11/12
    13. Know My Style
    14. We Rock
    15. Together We Are feat. Arin Maya
    16. Kiss The Sky feat. Melinda Camille
    17. Full Circle
  • Fel Sweetenberg i DJ Brans ze wspólną płytą – The Invisible Garden

    Fel Sweetenberg i DJ Brans ze wspólną płytą – The Invisible Garden

    4–5 minut

    Od dawna korzennie brzmiąca muzyka hip hopowa utrzymuje się jedynie w undergroundzie. Wydawnictwa oparte o standardy z lat 90.tych nie występują już w mainstreamie i są zupełnie obce nowemu pokoleniu słuchaczy, które zazwyczaj nie ma bladego pojęcia o minionych epokach w dziejach hip hopu. Liczne grono niezależnych wykonawców poprzez swoje nagrania stara się przechowywać pamięć o rapie w klasycznym wydaniu, co często jest krytykowane przez ludzi poszukujących nowych form i hybryd w tym gatunku muzycznym. Owszem, nie ma zbyt wiele odkrywczego w boom-bapowym brzmieniu lecz nie można odmówić poszczególnym wykonawcom dużej klasy i umiejętnego przywracania ducha hip hopu z ubiegłych lat. Powyższe założenia doskonale spełnia płyta duetu Fel Sweetenberg & DJ Brans – „The Invisible Garden”.

    Boom-bapowe formy hip hopowe całkiem dobrze mają się na Starym Kontynencie. Pokaźne grono europejskich artystów i wydawców sięga po klimaty silnie inspirowane latami 90.tymi,chętnie współpracując przy tym z wykonawcami rezydującymi na co dzień po drugie stronie Atlantyku. W związku z tym, nikogo nie powinna dziwić kooperacja francuskiego labelu Effiscienz z amerykańskim raperem/producentem, Felem Sweetenbergiem. Twórca pochodzący z owianego złą sławą Camden w stanie New Jersey należy do licznego grona postaci, które zajmują się nagrywaniem muzyki od wielu lat, ale jednocześnie nie będących szerzej kojarzonymi przez ogół mediów i słuchaczy.

    Reprezentant Wschodniego Wybrzeża USA miał okazję zaistnieć w branży hip hopowej już pod koniec poprzedniego stulecia. Wtedy to założył on wraz z Dave’em Ghetto i Nexem Millenem formację Nuthouse (zespół występował także pod nazwą Da Nutthouse). Grupa zanotowała udany start na scenie wydając w Fondle 'Em dwunastkę „A Luv Supream”. Pomimo pokładanych w nich nadziei dalsza działalność tria nie przyniosła zbyt wielu pozytywnych akcentów. Formacja opublikowała później jedynie „Deez Nutz (The EP)” i „Snap Your Neck 2 Dis” b/w „Take It 2 Da Stage”. Przez długie lata Fel Sweetenberg nie był też zbyt aktywny w środowisku muzycznym, częściej przewijał się przez projekty innych wykonawców niż tworzył solowe nagrania. W 2004 roku wypuścił on płytę „Lost Dreams, Wasted Talent”, do której dorzucił następnie kompletnie wręcz nieznane longplaye „The Sophomore Jinx” i „Psalms of the Soldier”. Powyższa sytuacja uległa zmianie po nawiązaniu przez niego współpracy z Effiscienz.

    Kluczową postacią związaną z paryską oficyną wydawniczą jest DJ Brans. W ostatnich latach Francuz mocno zaznaczył swoją obecność w undergroundzie. Producent/DJ wydał kilka dobrze przyjętych materiałów – „The Dynamite Beats (Remix And Unreleased)”, „The Branstorm” – do których dołożył płyty nagrane z amerykańskimi i francuskimi raperami. W ub.r. opublikował on produkcję wraz z Gueule D’Ange„Sale Temps Pour Un Indé” – oraz wyprodukował w całości LP Wyld Buncha, „Unbreakable”. Po tych projektach przyszła kolej na jego wspólny longplay właśnie z Felem Sweetenbergiem. „The Invisible Garden” przenosi odbiorców do czasów Złotej Ery rapu i udowadnia, że obaj twórcy powinni być znacznie bardziej znani w niezależnych kręgach hip hopowych.

    Album ukazał się na rynku płytowym na początku wiosny tego roku. Wydawnictwo względnie szybko rozprzestrzeniło się wśród osób dobrze zaznajomionych ze współczesnym undergroundem. Pomimo tego iż obaj wykonawcy nie stanowią znacznej siły w branży i nie mają aż tak dużej siły przebicia, to już po kilku dniach od premiery LP pojawiły się opinie mocno wychwalające ten projekt. Co przekonało słuchaczy i nieliczne media do wystawienia pięknych laurek „The Invisible Garden”? Ano głównie to, że Fel Sweetenberg i DJ Brans zademonstrowali świetny arsenał swoich umiejętności, bezproblemowo łącząc brzmienie hip hopowe zakorzenione w latach 90.tych ze współczesnymi rozwiązaniami muzycznymi. Amerykański współtwórca wydawnictwa pokazał wszem i wobec, że potrafi kapitalnie operować swoim szorstkim flow, dokładając do tego co najmniej poprawnie złożone wersy. W mgnieniu oka można spostrzec się, iż wyjątkowo dobrze odnalazł się on na beatach DJ’a Bransa. Francuski wykonawca zaprezentował na „The Invisible Garden” podkłady korzystające z dorobku DJ’a Premiera czy D.I.T.C., starając się przy tym o nadanie im własnego charakteru i pazura. Wszystkie te starania są widoczne w chociażby „Power Stricken”, „The Name Itself”, „The Corrupt” czy „The End Of The Book”. Na tym krótkim albumie za cuty odpowiada DJ Djaz, zaś gościnnie wystąpili Almighty i Dirt Platoon. Jeżeli poszukujecie wartościowego tegorocznego longplaya przypisanego do współczesnego boom-bapu, to warto spędzić trochę czasu na zapoznaniu się z tą produkcją.

    Kwietniowe wydawnictwo można odsłuchać i/lub nabyć za pośrednictwem Bandcampa. Effiscienz zdecydowało się wypuścić „The Invisible Garden” na płytach kompaktowych i winylowych; oczywiście nie zabrakło też wydania elektronicznego płyty. Fel Sweetenberg i DJ Brans promują materiał głównie poprzez teledyski. Do tej pory obrazy zrealizowano do „Power Stricken”, „The End Of The Book” oraz „The Name Itself”. Dopracowany projekt został doceniony głównie przez niszę odbiorców nostalgicznie spoglądających w stronę niezapomnianych lat 90.tych.

    Pod koniec roku Effiscienz wypuściło kolejne wydawnictwo Fel Sweetenberga. Francuski label postarał się o godne wydanie jednego z poprzednich projektów amerykańskiego twórcy – „The Sophomore Jinx”. Album pochodzący z 2010 roku można obecnie nabyć na płytach kompaktowych i winylowych.

    Tracklista

    1. In A Dream, I Saw
    2. Power Stricken (cuty: DJ Djaz)
    3. Drinkin’ Again
    4. The Name Itself (cuty: DJ Djaz)
    5. The Corrupt (cuty: DJ Djaz)
    6. Tomorrow’s In The Stars
    7. Hyena’s Den feat. Almighty (cuty: DJ Djaz)
    8. Good = Love
    9. The End Of The Book feat. Dirt Platoon (cuty: DJ Djaz)
    10. Shoutro
  • Recenzja EP: Parallax – Depth Perception

    Recenzja EP: Parallax – Depth Perception

    3–5 minut

    Self-released | 2014

    Od lat jedną z najcięższych chorób toczących hip hop jest zanikający element wiedzy w całej kulturze. Szczególnie to rzuca się w oczy we współczesnym rapie, który od dawna nie spełnia funkcji edukacyjnej i nie przynosi ze sobą wartości stanowiących podwaliny tego nurtu muzycznego w poprzednich dekadach. Artyści hip hopowi porzucili przekazywanie ważnych treści za pośrednictwem swoich nagrań, co najbardziej widać w miałkim, wtórnym i plastikowym mainstreamie. Jednak nawet w undergroundzie nie jest zbyt różowo, gdyż presja ze strony słuchaczy oczekujących muzyki miłej, łatwej i przyjemnej stale rośnie. Dlatego też tym bardziej należy docenić wydawnictwa pokroju „Depth Perception” brytyjskiego rapera Parallaksa, który chociaż na kilkanaście minut przywraca prawdziwego ducha hip hopu.

    Przez długie lata brytyjscy artyści kojarzyli się słuchaczom z innych krajów głównie za sprawą grime’u. W ostatnim czasie trend ten został przynajmniej po części zmieniony na korzyść wykonawców, których twórczość jest bardziej przyswajalna dla ogółu odbiorców. Pośród twórców obracających się w innych nurtach hip hopowych zaznaczył swoją obecność Parallax. Twórca pochodzący z Winchesteru należy do wymierającego gatunku osób w pełni oddanych korzeniom tej kultury. Z drugiej strony, trzeba przyznać, że znakomicie odnajduje się on w tym i czerpie niewspółmierną satysfakcję z realizacji własnych celów. Emcee i producent w jednym przez blisko dekadę udzielał się na londyńskiej scenie, spędzając mnóstwo czasu na występach podczas lokalnych imprez. Brytyjczyk doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż to tak po prawdzie, to jedyna słuszna droga ku temu, aby zapracować na swoje nazwisko i zdobyć uznanie w oczach odbiorców z najbliższego otoczenia. Parallax nie śpieszył się z wydaniem debiutanckiego materiału, spokojnie przygotowując się do tego w domowym zaciszu. W końcu artysta uznał, że nadszedł najwyższy czas, aby wypuścić premierowy projekt. Wydane w połowie roku „Depth Perception” należy do najlepszych EP-ek poprzednich 12 miesięcy.

    Wydawnictwo pochodzące sprzed 6 miesięcy stanowi jedną z najpiękniejszych od do hip hopu, jakie ukazały się na rynku płytowym w ostatnich latach. Brytyjski artysta otwarcie mówi o tym, że jego nadrzędnym celem jest przywrócenie brzmienia i zasad związanych ze Złotą Erą rapu. Jeżeli dzięki temu uda mu się dotrzeć do niszy odbiorców i przy tym otworzy on oczy tym, którzy całkowicie zapomnieli w czym tkwi prawdziwe piękno hip hopu, to uzna on swoją misję za udaną. Po zapoznaniu się z jego pierwszym wydawnictwem należy odhaczyć wszystkie ww. założenia, gdyż Parallax w pełni dowiódł tego, że postępuje ze swoją ideologią muzyczną od początku do końca. „Depth Perception” to nad wyraz wyrazisty i silny głos w sprawie kształtu i kondycji współczesnej sceny hip hopowej. Wszystko to podane w wysokiej jakości boom-bapowej formie. Począwszy od intra, aż po ostatnie sekundy kończącego EP-kę „Justice” znakomicie widać, że trafiliśmy na artystę przez wielkie „A”. Parallax posiada rozległą wiedzę o hip hopie i nadal wierzy w jej ideały, które praktycznie nie są już zauważalne na współczesnych wydawnictwach. Doskonale widać to po singlowym „Hip Hop Philosophy”, które należy także do jednych z najlepszych nagrań tego roku. Brytyjczyk pokazał w tym utworze, a także w pozostałych na „Depth Perception”, dbałość o warstwę liryczną. Jego teksty perfekcyjnie współgrają z korzennie brzmiącymi beatami. Emcee dotyka tematyki związanej ze stanem kultury hip hopowej, ale również sięga po kwestie społeczne. Nie brakuje celnych spostrzeżeń i słusznej krytyki („Rat Race”, „Justice”) i odniesień do pracy nad sobą („Walking On”). W głównej mierze on sam odpowiada za poszczególne podkłady występujące na płycie, jedynie w dwóch utworach wyręczają jego Fredo i Sam Zircon (ten drugi producent współtworzył instrumental do „Never Can Say Goodbye”). Wszystko to przełożyło się na bezkompromisowy manifest oparty o reguły wyniesione z lat 80. i 90.tych, który podano z rzadko spotykaną teraz klasą. Prawdziwie głębokie spojrzenie na hip hop i tematykę prospołeczną.

    Jeżeli miałbym pokazać komukolwiek tegoroczną płytę nagraną od początku do końca w zgodzie z old schoolowymi standardami, to mój wybór padłby na „Depth Perception”. Parallax pokazał wszem i wobec, że w dzisiejszych czasach nadal pozostaje miejsce na korzenne wydawnictwa niosące ze sobą ważne treści. Brytyjski artysta może być uznawany za ewenement w skali światowej, gdyż naprawdę niewielu współczesnych twórców tak głośno i mocno akcentuje element wiedzy w swoich utworach. Ważne jest też to, iż starania tego rapera/producenta doceniły wybrane serwisy muzyczne i słuchacze, którzy w dalszym ciągu poszukują wydawnictw o edukacyjnym wydźwięku. Już teraz przyznam z ręką na sercu, że wiele obiecuje sobie po pełnym albumie Parallaksa. Warto czekać na tę produkcję.

    Ocena: 4,5/5

    Tracklista

    1. Never Can Say Goodbye (prod. Parallax & Sam Zircon)
    2. Hip Hop Philosophy (prod. Sam Zircon)
    3. Strength (prod. Fredo)
    4. Walking On (prod. Parallax)
    5. Rat Race (prod. Parallax)
    6. Justice (prod. Parallax)
  • Cult Classic Records prezentuje kompilację Friends And Family 3

    Cult Classic Records prezentuje kompilację Friends And Family 3

    3–5 minut

    Z każdym rokiem wzrasta znaczenie kolektywów muzycznych. Od kilku lat jest zauważalny szczególny rozrost projektów skupiających głównie producentów. Niektóre z nich ograniczają się do współpracy pomiędzy artystami z danego kraju, pozostałe stanowią podłoże przeznaczone twórcom z różnych zakątków globu. Wiele takich przedsięwzięć szybko rozszerza swoją działalność najczęściej przeistaczając się również w oficynę wydawniczą. W ten sposób powstają labele, które następnie potrafią świetnie sobie radzić w branży. Jeżeli jesteśmy przy półce około hip hopowej, to nie sposób pominąć Cult Classic Records. Przedsięwzięcie założone przez Thomasa Prime’a i Boba42jh rozwinęło się na tyle, że obecnie stanowi ważny punkt na światowej scenie producenckiej. We wrześniu CCR wypuściło kolejny znaczący materiał – „Friends And Family 3”.

    Jak ww. od kilku lat trwa nieustanny rozrost i rozwój kolektywów muzycznych łączących w sobie funkcje labelu i agencji promocyjnej. Wszyscy sympatycy instrumentalnego hip hopu i brzmień pokrewnych na pewno zwrócili uwagę na jedną z ważniejszych platform wydawniczych z tej niszy, Cult Classic Records. Projekt założony przez dobrze kojarzonych w środowisku muzycznym Boba42jh i Thomasa Prime’a szybko rozwinął się. Od początku działalności CCR opublikowało kilkadziesiąt materiałów autorstwa wykonawców z kilku kontynentów. Po wydaniu premierowego materiału, kompilacji „Friends and Family”, label przeszedł do wydawania produkcji szeregu mniej i bardziej znanych artystów. Już kilkakrotnie na łamach naszego serwisu przedstawialiśmy wybrane projekty publikowane przez ten kolektyw. W ostatnim artykule poświęconym działalności Cult Classic Records stanęliśmy na płytach wydanych do początku br. Wypada więc zadać pytanie: jakie wydawnictwa po tym okresie trafiły do obiegu poprzez CCR?

    W okresie od lutego do sierpnia 2014 roku otrzymaliśmy od brytyjskiego labelu 4 projekty. W trakcie ubiegłej zimy pojawił się w sieci materiał kanadyjskiego beatmakera trog’lowa, „Late Night Travels”. Enigmatyczny wykonawca przygotował EP-kę idealnie pasującą do zimowej scenerii. W dalszej kolejności Cult Classic Records opublikowało produkcje europejskich twórców. Jeszcze w lutym ukazał się materiał Inchange’a, „Found Records”. Rosyjski producent stworzył porządnie brzmiące EP, które powinno było trafić do szerszego grona odbiorców. W następnej porze roku znowu otrzymaliśmy świeży album od CCR. Tym razem grecki artysta Moderator wypuścił kompilację swoich utworów zebraną na „As The Lights Fade”. Rozszerzenie do jego dobrze przyjętego tegorocznego longplaya – „Escape” – wypadło przyzwoicie. Natomiast latem większemu gremium słuchaczy przedstawił się ukraiński twórca o zagadkowym pseudonimie xQz. Instrumentalne LP wypuszczone przez naszego wschodniego sąsiada – „Backwards Words” – stanowi pozytywny prognostyk przed jego kolejnymi wydawnictwami. Wszystkie te płyty poprzedziły najważniejszą produkcję wydaną w tym roku przez Cult Classic Records – składankę „Friends And Family 3”. O tym wydawnictwie sporo mówiło się na początku tej jesieni.

    Trzecia część rodzinnej kompilacji Cult Classic Records pojawiła się w sieci pod koniec trzeciego kwartału roku. Wrześniowe wydawnictwo stanowi follow-up do dwóch pierwszych albumów z tego cyklu, które ukazały się odpowiednio w październiku 2011 i maju 2013 roku. Jak sam tytuł wskazuje, na tym projekcie znalazło się miejsce dla nagrań artystów nagrywających dla CCR, jak i twórców utrzymujących bliższe kontakty z tym labelem. W związku z tym „Friends And Family 3” obfituje w tracki szeregu wykonawców. Tracklista płyty obejmuje łącznie 22 ścieżki zrealizowane przez Thomasa Prime’a, Loop Snatchers, P.R-a, Nicholasa Cheunga, The Broken Orchestrę, TwoDaystoAlaskę, Ljonesa, Kondora, Dicapa & Kameleon Beatsa, Moderatora i pozostałych artystów. Materiał promuje kilka singli – „Seven Dead Samurai”, „Pegasus” i „Days Like This”. W ten sposób otrzymaliśmy wyrównaną kompilację należącą do kolejnego udanego wydawnictwa sygnowanego logiem Cult Classic Records.

    Wydawnictwo trafiło na Bandcampa i Soundclouda. Warto też dodać, że każdy utwór umieszczony na SC doczekał się odrębnej okładki. Po „Friends And Family 3” można sięgnąć bezpłatnie i/lub przy okazji pobierania płyty przekazać dotację na dalszy rozwój działalności Cult Classic Records. Kompilacja jest dedykowana zmarłemu pod koniec września aktywiście hip hopowemu, raperowi i promotorowi muzycznemu w jednym, Praverbowi.

    Tracklista

    1. Snow Fox Apprentice – Gift of Nature [Intro]
    2. Loop Snatchers – What The Night Will Bring feat. Blu & Nieve
    3. Hy-Definition – Life is Good (SoulChef & K-Wiz)
    4. Thomas Prime – Seven Dead Samurai (co-prod. P.R)
    5. Nicholas Cheung – Immersion
    6. Matt Blank & Thomas Prime – The Distance feat. Devan Marie
    7. The Broken Orchestra – Take Back The Day feat. Inyang Bassey
    8. TwoDaystoAlaska – Pegasus (co-prod. Thomas Prime)
    9. Ljones – Little Brothers
    10. Thomas Prime & McKinley Dixon – Days Like This feat. Guilty Simpson & Planet Asia
    11. Kenjii & Joseph Jacobs – Fundamentals
    12. Elemint – Uncanny Calling feat. MASA (prod. Brock Berrigan)
    13. Dicap & Kameleon Beats – Until Then
    14. Pe2ny – The Way Home
    15. Kratos Himself – Mud Slap
    16. Marti Ann – Orange Spray
    17. NoMBe – Waves
    18. Kondor – Closer
    19. Helldogs Kris – Cycles
    20. Moderator – Words Remain
    21. SPIEDKIKS – Mos Eisley Cantina [B-Boy Version]
    22. Siba.pro – Last Romanticist [Outro]
  • Drugi longplay Hugo Kanta – The Point Of No Return

    Drugi longplay Hugo Kanta – The Point Of No Return

    3–4 minut

    Każdego roku kalendarzowego znaczna część wydawców i artystów pilnuje tego, aby wypuścić nową muzykę przed rozpoczęciem wakacji lub zmieścić się ze świeżymi projektami przed rozpoczęciem okresu świąteczno-noworocznego. Wystarczy tylko szybki rzut oka na pokaźną listę premier płytowych w okresie od kwietnia do czerwca oraz od września do listopada, aby zauważyć omawianą zależność. W tym roku przed okresem wakacyjnym pojawiło się w obiegu zatrzęsienie dużo projektów autorstwa mniej i bardziej znanych wykonawców. W czasie, gdy pod koniec pierwszego półrocza oczy większości słuchaczy były zwrócone w stronę The Roots, Atmosphere, Apathy’ego, Blu czy Sage Francisa, to pozostali docenili płyty takich artystów, jak Hugo Kant. Wydane przez francuskiego producenta „The Point Of No Return” dobitnie dowodzi o jego klasie muzycznej.

    Francuska scena (około) hip hopowa przywodzi na myśl dwie ogromne aglomeracje – Paryż i Marsylię. Właśnie z tym drugim miastem jest związany Hugo Kant. Artysta pochodzący z południa Francji zajmuje się tworzeniem muzyki od końca ubiegłego stulecia. Przez lata producent skupiał się na pomniejszych przedsięwzięciach i nie prezentował swoich nagrań słuchaczom. Sytuacja ta zmieniła się dopiero blisko 4 lata temu. W pierwszej kolejności wykonawca zaczął publikować pojedyncze utwory na Soundcloudzie. Po krótkiej serii luźnych tracków Francuz zabrał się za tworzenie swojego premierowego projektu – „Searching London”.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu w maju 2011 roku. Przed opublikowanej EP-ki Hugo Kant próbował wydać materiał przez jedną europejską wytwórnię płytową, ale bez powodzenia. Po nieudanej próbie nawiązania współpracy producent postanowił założyć własną oficynę wydawniczą, Bellring. Każda kolejna jego produkcja była opatrzona logiem tego labelu. Premierowy album tego twórcy, „I Don’t Want To Be An Emperor”, ukazał się na rynku płytowym w czerwcu 2011 roku. Część słuchaczy od razu doceniła warsztat producenta, który serwował instrumentalne formy muzyczne opierające się o downtempo, trip hop i hip hop. W kolejnych latach mieszkaniec Marsylii wypuścił dwie pozycje wydawnicze – „Another Point Of Mix” oraz „Leave Me Alone EP”. Druga płyta okazała się też wstępem do następnego longplaya artysty, „The Point Of No Return”. Tegoroczny materiał stanowi przy tym najbardziej dopieszczoną produkcję w dotychczasowej karierze beatmakera.

    Wydawnictwo zadebiutowało na rynku płytowym 9 czerwca. Jak wspomniałem we wstępie, płyta ujrzała światło dzienne w gorącym okresie wydawniczym, ale wcale nie zginęła pośród innych materiałów pochodzących z tego okresu. Wręcz przeciwnie, pewna nisza odbiorców poświęciła temu projektowi dużo uwagi. O tyle to jest istotne, ponieważ nie wiedzieć czemu, „The Point Of No Return” nie zagościł na zbyt wielu serwisach muzycznych. A szkoda, gdyż mamy do czynienia z klasowym LP, podanym przez wykwalifikowanego producenta. Po uprzednim zaprezentowaniu „Leave Me Alone EP” można było spodziewać się, iż całość albumu będzie prezentowała się w podobnym klimacie. Właściciel Bellring w dalszym ciągu kontynuuje obraną wcześniej drogę. Beatmaker najlepiej czuje się w klimatach trip hopowych, które wytrawnie łączy z downtempo i instrumentalnym hip hopem. Jaki mamy tego efekt? Więcej niż zadowalający. „Dr Van Helsing”, „Secret Society”, „In The Woods”, „Flying” (kapitalnie rozbudowana kompozycja) czy „There’s No Need To Be Frightened” należy uznać za naprawdę zacne nagrania. Hugo Kant odnajduje się również w ścieżkach tworzonych przy udziale wokalistów (Kathrin de Boer, Astrid Engberg) i raperów (LostPoet). Wszystko to przekłada się na wyrównany i przyciągający uwagę słuchaczy album.

    Po projekt można sięgnąć na Bandcampie. Również za pośrednictwem tego serwisu można nabyć wydawnictwo. „The Point Of No Return” ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo promuje kilka nagrań – „The Event Log”, „In The Woods” i „Leave Me Alone”. Do ostatniego z tych utworów, który powstał przy udziale LostPoeta, nakręcono też videoclip. Dzięki czerwcowemu albumowi Hugo Kant umocnił swoją pozycję w branży i dotarł do jeszcze większego grona odbiorców niż wcześniej. Jego każda następna płyta zapowiada się więcej niż ciekawie.

    Tracklista

    1. Dr Van Helsing
    2. The Event Log feat. Kathrin de Boer
    3. It’s An African Jungle
    4. Secret Society
    5. Gold feat. Astrid Engberg
    6. Erhu
    7. Leave Me Alone feat. LostPoet
    8. In The Woods
    9. Flying
    10. Little Tale
    11. Saregana
    12. There’s No Need To Be Frightened
  • Slimkid3 & DJ Nu-Mark ze wspólnym wydawnictwem

    Slimkid3 & DJ Nu-Mark ze wspólnym wydawnictwem

    4–6 minut

    We współczesnym świecie hip hopowym nie brakuje nawiązań do lat 90.tych. Znaczna część osób traktuje teraz klasyczne formy rapowe pochodzące z tego okresu jako przeżytek i kompletnie nie szanują artystów odnoszących sukcesy właśnie pod koniec ubiegłego wieku. Już nawet wykonawcy święcący mniejsze i większe triumfy na początku nowego millennium często są odkładani na boczny tor. Wszystko to sprowadza się do tego, iż po świeże płyty wydawane przez weteranów hip hopowych sięgają najczęściej słuchacze wychowani na ich wcześniejszych nagraniach, niekiedy będący w tym samym wieku, co wybrani artyści. Jednak muzyka serwowana przez twórców o długim stażu w branży może trafiać do większego kręgu odbiorców, o czym dobitnie świadczy przykład Slimkida3 & DJ-a Nu-Marka. Wspólny ich projekt zatytułowany po prostu jako „Slimkid3 & DJ Nu-Mark” to kawał dobrej muzyki podanej ze smakiem i kunsztem.

    Do ikon kalifornijskiej sceny hip hopowej od dawna zaliczane są dwie formacje – The Pharcyde i Jurassic 5. Właśnie z tymi grupami przez lata byli związani bohaterowie niniejszej publikacji. Slimkid3 z nich był współzałożycielem i integralną częścią pierwszego z ww. zespołów. Tre Hardson wraz z Fatlipem, Imanim i Bootie Brownem nagrał cztery albumy – „Bizarre Ride II the Pharcyde”, „Labcabincalifornia”, „Plain Rap” oraz „Humboldt Beginnings”. Szczególnie debiutancka płyta pozostawiła trwały ślad w branży hip hopowej, która po współczesne czasy jest uważana jedno z największych osiągnięć pierwszej połowy lat 90.tych.

    W dalszym okresie drogi członków The Pharcyde rozeszły się. Pomiędzy kwartetem często dochodziło do nieporozumień i spięć, co ostatecznie doprowadziło do końca istnienia formacji w oryginalnym składzie. Do tego wybuchła afera związana z prawami autorskimi do nagrań i nazwy zespołu. W tej chwili pod pierwotnym sztandarem występują jedynie Imani i Bootie Brown, zaś Slimkid3 i Fatlip wraz z J-Swiftem i LA Jae działają jako… Bizarre Ride To The Pharcyde. Naprawdę wygląda to dziwacznie i kuriozalnie, zważywszy na to, iż obie grupy nadal koncertują po całym świecie.

    W nowych okolicznościach Slimkid3 wraz ze swoimi nowymi-starymi partnerami muzycznymi wydał w tym roku projekt „TITTY” (wydawnictwo kasetowe), który w głównej mierze był przeznaczony na europejską trasę koncertową zespołu. Tym samym był to pierwszy większy projekt powstały przy udziale tego rapera. Wcześniej ograniczył się on do wypuszczenia solowych płyt („Liberation” i „Slimkid 3’s Cafe”), a także do gościnnych występów na materiałach innych artystów. W 2011 roku niespodziewanie Emcee opublikował wspólną EP-kę z DJ’em Nu-Markiem, „Another Day, Another Dollar”. Krótkie wydawnictwo ograniczające się do 3 tracków przeszło bokiem, ale okazało się równocześnie udanym wstępem do współpracy na szerszą skalę pomiędzy tymi wykonawcami.

    Trzeba przyznać, że Tre Hardson wybrał odpowiedniego twórcę do wspólnych sesji nagraniowych. DJ Nu-Mark nadal pozostaje jednym z najbardziej uznanych i szanowanych DJ’ów hip hopowych, który przy tym dobrze radzi sobie jako producent. Po zakończeniu działalności wydawniczej w 2006 roku wraz z resztą członków J5 (kultowa formacja miała wypuścić w tym roku płytę, ale z hucznych zapowiedzi nic nie wyszło), Kalifornijczyk skupił się na solowej karierze. Wcześniej nie był on zbytnio aktywny (godnym odnotowania było mix-CD „Hands On” z 2004 roku) i skupiał się przeważnie na udziale na płytach innych twórców. Jednak po latach DJ Nu-Mark zmienił swoje nastawienie i zwiększył obroty. W 2012 roku dosłownie zasypał odbiorców serią „Broken Sunlight”. Imponujący cykl EP-ek przełożył się następnie na wydanie pełnego albumu pod tym samym tytułem, o którym swego czasu było głośno na scenie muzycznej. W ub.r. artysta opublikował dwie siódemki – „Oyá Indeburê” b/w „Tough Break” oraz „Our Generation”, po czym zabrał się za gromadzenie materiału na pełen longplay ze Slimkidem3. Po kilku miesiącach wszystkie utwory na „Slimkid3 & DJ Nu-Mark” były gotowe.

    Przed wydaniem płyty pozostawało sporo pytań dotyczących tego, czy duet zasłużonych artystów poradzi sobie z wyzwaniem i przedstawi wartościowe nagrania, a nie będzie tylko odcinał kupony od dawnej sławy. Trudno było się dziwić takiemu nastawieniu znacznej części opinii publicznej, ponieważ w ostatnich latach zbyt wielu zaawansowanych wiekowo artystów wypuszczało projekty o marnej wartości artystycznej. Wszystkie te wątpliwości dotyczące kalifornijskiego duetu zostały szybko rozwiane. Slimkid3 & DJ Nu-Mark postarali się o to, aby ich materiał brzmiał na odpowiednim poziomie, dedykując wydawnictwo wszystkim miłośnikom starej szkoły rapu oraz organicznego hip hopu. Wydaniem „Slimkid3 & DJ Nu-Mark” zajęła się dobrze kojarzone Delicious Vinyl. Już pierwszy singiel pochodzący z albumu – „Bom Bom Fiya” – zapowiadał sporą dawkę korzennych brzmień hip hopowych. Obaj artyści bez większego problemu odnaleźli wspólny język, co doskonale widać w przekroju całego LP. Slimkid3 nic nie stracił ze swojego melodyjnego flow i smykałki do konstruowania przemyślanych utworów. Z kolei DJ Nu-Mark pokazał, że w dalszym ciągu potrafi zaserwować ciepłe i pogodne podkłady, w niczym nie ustępujące beatom z płyt Jurassic 5. Na krótkim albumie duetu znalazło się miejsce dla szeregu wykonawców. K-Natural, J-Live, Diamond D, Del the Funky Homosapien oraz Murs przewinęli się przez tę płytę. Całość wydawnictwa wypada okazale, przywracając nadzieję w to, że weterani hip hopowi potrafią jeszcze pozytywnie zaznaczyć swoją obecność na scenie. Ano i nie należy zapominać o tym, że cover słynnego singla Darondo, „Didn’t I”, zasługuje na osobne wyróżnienie. „I Know, Didn’t I” powinno być znacznie bardziej docenione przez media i słuchaczy, bez dwóch zdań.

    Stream wydawnictwa udostępnił dobrze wszystkim znany portal Okayplayer; po wersję cyfrową LP sięgnięcie także na Bandcampie. Delicious Vinyl solidnie przygotowało się do wydania tego materiału. „Slimkid3 & DJ Nu-Mark” opublikowano w wersji elektronicznej oraz fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Oprócz standardowej wersji albumu ukazało się też instrumentalne wydanie projektu dołączone do płyt CD i wosków. DV wypuściło na siódemkach winylowych również trzy single promujące materiał – „I Know, Didn’t I” b/w „No Pity Party”, „Bom Bom Fiya” b/w „Boullion” oraz „King” b/w „Let Me Hit”. Do pierwszych dwóch tych nagrań nakręcono także ładne dla oka teledyski. Oprócz tego pojawiło się w sieci krótkie video „Behind The Scenes” prezentujące proces nagrywania LP od kuchni. Oprócz tego do obiegu przedostało się wydanie albumu zawierające wszystkie instrumentale, acappele i wersje utworów przyjazne radiu. Slimkid3 & DJ Nu-Mark pokazują, że weterani hip hopowi mają jeszcze wiele dobrego do zaoferowania, co każdy słuchacz ceniący sobie lata 90.te i nie tylko, powinien docenić.

    Tracklista

    1. Work Hard feat. K-Natural
    2. Let Me Hit
    3. I Know, Didn’t I feat. Darondo
    4. Fade To Black feat. J-Live
    5. No Pity Party
    6. What Are Words For
    7. King feat. Diamond D & K-Natural
    8. Bom Bom Fiya
    9. Godzilla Or Gamera
    10. Boullion feat. Del the Funky Homosapien & Murs
  • Steve Nash i Turntable Orchestra z wyjątkowym projektem

    Steve Nash i Turntable Orchestra z wyjątkowym projektem

    2–3 minut

    Już coraz mniej czasu pozostało do końca roku. W ostatnim kwartale nie brakuje zacnie prezentujących się imprez kulturalnych odbywających się na terenie całego kraju. W naszym kraju nie brakowało w poprzednich tygodniach koncertów z udziałem uznanych zagranicznych wykonawców (eMC, Sage Francis, DJ Qbert). W ub. weekend wypadła też kolejna edycja IDA World DJ Championships. Wszyscy sympatycy turntablismu pewnie już słyszeli o wyjątkowym projekcie związanym z tą niszą muzyczną. Już dzisiaj w Toruniu odbędzie się wydarzenie łączące DJ’ing i muzykę klasyczną – Steve Nash & Turntable Orchestra Symfonicznie.

    13 grudnia 2014 roku, Centrum Kultury Dwór Artusa, Rynek Staromiejski 6, Toruń
    Steve Nash & Turntable Orchestra Symfonicznie
    Wystąpią:

    • Steve Nash (fortepian)
    • DJ Ben, DJ Chmielix, DJ Falcon1, DJ Funktion, DJ Haem, DJ Krótki, DJ Pac1, DJ Stosunkowodobry, DJ VaZee (gramofony)
    • Łukasz Wódecki (dyrygent)
    • Toruńska Orkiestra Symfoniczna

    Start: godz. 18:00

    Harmonogram imprezy:

    • Kompozycja na fortepian, 9 DJ’ów i orkiestrę
    • Support: Szatt (Mistrz Polski beatmakerów 2013 w kategorii Live act w ramach imprezy beatbattle.poznan)

    Steve Nash & Turntable Orchestra to nowatorskie przedsięwzięcie mające na celu połączenie dwóch odmiennych światów – muzyki klasycznej i turntablismu, z wykorzystaniem orkiestry symfonicznej, fortepianu i gramofonów. Warstwę dźwiękową stanowi kompilacja muzyki elektronicznej, która jest realizowana na gramofonach w oparciu o zmiksowany materiał. Całość projektu skupia w sobie brzmienia charakterystyczne dla muzyki poważnej, opracowywane jednak za pomocą narzędzi nowych stylów muzycznych. W projekcie bierze udział 9 uznanych polskich DJ’ów: DJ Ben, DJ Chmielix, DJ Falcon1, DJ Funktion, DJ Haem, DJ Krótki, DJ Pac1, DJ Stosunkowodobry oraz DJ VaZee. Partia fortepianu, padów perkusyjnych, syntezatorów i kontrolerów midi należy do pomysłodawcy i kompozytora projektu – Steve’a Nasha.

    Główny inicjator tego projektu jest zarazem łącznikiem pomiędzy turntablismem, a światem muzyki klasycznej. Steve Nash (Kacper Nowak), to student Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi w klasie fortepianu. Twórca muzyki elektronicznej i hip hopowej współpracujący z artystami z polskiej sceny muzycznej przewijał się do tej pory przez szereg różnych projektów. Wraz z VJ’em Pillowem współtworzy on duet audio-wizualny, który działa na scenie muzycznej od 2011 roku. Przekrój przez twórczość o charakterystycznym pseudonimie znajdziecie na Soundcloudzie. Wraz z przedsięwzięciem Steve Nash & Turntable Orchestra Symfonicznie pokazuje on, że posiada dużą muzyczną wyobraźnię i nie boi się przy tym sięgać po nietuzinkowe rozwiązania.

    Koncert premierowy odbędzie się we współpracy z Toruńską Orkiestrą Symfoniczną. Za pulpitem dyrygenckim stanie Łukasz Wódecki.

    Dzisiejsze przedsięwzięcie promują dwa nagrania video, które znajdziecie poniżej. Szczegółowe informacje dotyczące nadchodzącej imprezy na stronie wydarzenia na Facebooku. Wszystkie dodatkowe aktualności o Steve Nash & Turntable Orchestra Symfonicznie znajdziecie na oficjalnej stronie tego projektu.

  • Boom-bapowa niespodzianka z Indonezji – Sicknessmp

    Boom-bapowa niespodzianka z Indonezji – Sicknessmp

    3–4 minut

    Jeżeli przyjrzymy się dokładnie wszystkim zmianom, które zaszły w branży muzycznej na przestrzeni ostatnich lat, to znajdziemy masę pozytywów, jak i negatywów. Skupiając się tylko na zaletach, to nie sposób przemilczeć nieograniczony dostęp do muzyki z niemal każdego zakątka świata. Dzięki możliwościom oferowanym przez serwisy przeznaczone do publikowania płyt, przepływie informacji na stronach muzycznych i portalach społecznościowych oraz nieustannego poszukiwania nowych artystów, udało mi się dotrzeć do wykonawców z kilku kontynentów. Wartościowe projekty napływają obecnie dosłownie z każdego kraju europejskiego, Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii, Japonii i Korei Południowej oraz niekiedy egzotycznych krajów pokroju Indonezji. Właśnie stamtąd pochodzi beatmaker Sicknessmp odpowiadający za tworzenie boom-bapowych produkcji na fantastycznym poziomie.

    Od dłuższego czasu młodzi amerykańscy wykonawcy hip hopowi mało chętnie podchodzą do tworzenia boom-bapu. Za to przedstawiciele innych krajów potrafią świetnie odnajdywać się w tej niszy, o czym dobitnie świadczy przykład bohatera niniejszego artykułu. Sicknessmp należy przy tym do jednych z największych niespodzianek na współczesnej scenie producenckiej i aż dziw bierze, że nie wypłynął on do tej pory na szersze wody.

    24-letni beatmaker nagrywa muzykę od kilku lat. Jego pierwsze utwory zaczęły pojawiać się na Soundcloudzie ponad 2 lata temu. Już od samego początku artysta pokazywał stricte korzenne brzmienie swoich nagrań, silnie inspirowanych nowojorską szkołą producencką, ukierunkowaną na klimaty a’la Diggin’ In The Crates. Wykonawca zamieszkały w położonym na Jawie Pacitanie nie tylko korzysta ze spadku pozostawionego przez beatmakerów działających w latach 90.tych, ale także na tej bazie tworzy nowe formy, które zawsze przynoszą ze sobą brudne i zadymione beaty. W utworach azjatyckiego twórcy związanego z crew Halfablunt i labelem Hard Jazz 7 widać muzyczną wizję popartą odpowiednim przygotowaniem i wiedzą. Wszystko to doskonale zostało zaakcentowane na serii ubiegłorocznych wydawnictw Indonezyjczyka. Od września do listopada ub.r. wydał on 4 projekty – „Diary of Smoke”, „Jazzpiece (Instrudiary Part 1)”, „Flowing Soul” i „Hill Of Cannabiz”. Spośród tych materiałów najlepiej wypada pierwsze dzieło.

    Debiutancka płyta Sicknessamp pojawiła się w obiegu ponad rok temu. Na pierwszy rzut oka ucha mogłoby się wydać, że przygotował on nic specjalnego, ot kolejny materiał powracający do czasów przypadających na Złotą Erę rapu. Jednak po zapoznaniu się z tym projektem wszelkie lekceważące opinie należy odłożyć na bok. Wydawnictwo niepozornego Azjaty powstało w oparciu o jazzowe sample i mocne brzmienie perkusji. „Diary Of Smoke” stanowi przemyślany instrumentalny album, który nie zawiera ani jednego słabego utworu. Indonezyjczyk potrafi łatwo wciągnąć słuchacza do swojego boom-bapowego świata. W każdym podkładzie występują charakterystyczne cuty. Właśnie krótkie wstawki wokalne nadają jego beatom dodatkowego połysku. „All Dayz”, „Lokuz N’ Fokuz”, „PJM Soekarno”, „Dope Smoke”, „Sickblues” czy tytułowe nagranie pochodzące z longplaya  wypadają na naprawdę wysokim poziomie. Przez dłuższą część albumu wydaje się, że mamy do czynienia z wytrawnym producentem, który zajmuje się tworzeniem muzyki już od wielu lat. Sicknessmp za sprawą „Diary Of Smoke” oraz pozostałych projektów opublikowanych przed rokiem został wybrany przez The Find Magazine do grona uzdolnionych, ale szerzej nieznanych beatmakerów (więcej o „Top 15: Dope Beatmakers You Should Know (2013)” na stronie TFM). Warto, aby postać tego producenta częściej przewijała się przez serwisy muzyczne.

    Płytę udostępniono do pobrania za pośrednictwem Bandcampa. Wersja elektroniczna albumu jest dostępna w sprzedaży w cenie $3 USD. Wszyscy zainteresowani nabyciem wydania projektu na płytach kompaktowych powinien skontaktować się z Rise Record Crew za pośrednictwem tego adresu e-mailowego„Diary Of Smoke” promuje videoclip powstały do tytułowego nagrania z LP. Już w tym momencie Sicknessmp zasługuje na to, aby jego twórczość dotarła do znacznie szerszego grona odbiorców. Przy dalszym rozwoju utalentowany indonezyjski beatmaker jest w stanie osiągnąć bardzo wiele. W następnych latach powinien on też sprawdzić swoje siły nagrywając wspólny materiał z anglojęzycznym raperem, dzięki czemu na pewno zostałby on dostrzeżony przez pozostałych słuchaczy i media.

    Na początku tego roku francuskie Sergent Records wypuściło wspólny projekt bohatera tego artykułu i Natural Doca, „Diary of Blunted EP”. Snippety wydawnictwa są dostępne na Soundcloudzie.

    Tracklista

    1. Ill Classica
    2. All Dayz
    3. Le Sunz
    4. Diary Of Smoke
    5. Genjer – Genjer Part III
    6. Lokuz N’ Fokuz
    7. Phunkir Mizkin
    8. PJM Soekarno
    9. Please Open Mind
    10. Shinnin’
    11. Dope Smoke
    12. I Rock’in Stylez
    13. No Pain!
    14. Sickblues
    15. After Rise Up!
  • Konkurs: wygraj płytę CD Fire In The Basement duetu Context & Jimmy Flipshyt

    Konkurs: wygraj płytę CD Fire In The Basement duetu Context & Jimmy Flipshyt

    1–2 minut

    Już za nieco ponad dwa tygodnie wypadnie Boże Narodzenie. Jak powszechnie wiadomo z tymi świętami najbardziej kojarzy się rodzinna atmosfera, niekończące się jedzenie za stołem i prezenty. Postanowiliśmy sprawdzić się w roli szczodrych mikołajów i przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym możecie wygrać 2 egzemplarze płyt kompaktowych „Fire In The Basement” australijskiego duetu Context & Jimmy Flipshyt. Poniżej znajdziecie szczegółowe informacje dotyczące naszego skromnego contestu.

    Obszerny artykuł o Australijczykach pojawił się na łamach U Call That Love na początku listopada. Duet pochodzący z Canberry nagrywa muzykę hip hopową nawiązującą klimatem do Złotej Ery, nie zapominając przy tym o dodawaniu do swoich nagrań autorskich pierwiastków. Context & Jimmy Flipshyt wydali do tej pory dwie płyty – „The Shadows” i „Fire In The Basement”. Druga EP-ka ukazała się w sprzedaży 25 sierpnia. Przedstawiciele Kraju Kangurów przysłali nam egzemplarze swojego nowego projektu, które możecie wygrać właśnie u nas.

    Zadanie konkursowe:

    • Przekonajcie nas do tego, że to właśnie Wy byliście grzeczni przez cały rok i powinniście otrzymać od nas egzemplarz „Fire In The Basement” w ramach przedwczesnego prezentu na gwiazdkę. W jaki sposób nas będziecie przekonywać, to już zależy od Was.

    Wszystkie zgłoszenia prosimy nadsyłać na adres e-mailowy ucallthatlove[at]gmail[dot]com z dopiskiem „Konkurs Fire In The Basement” lub w prywatnej wiadomości na nasz fan page na Facebooku. Jeżeli wykażecie się niewielką doża kreatywności, to możecie dostać naprawdę dobry muzyczny prezent pod choinkę. Jedynie trzeba trochę postarać się.

    Konkurs trwa od 7 do 14 grudnia. Wyniki zostaną podane 15 grudnia.


    Zwycięzcami konkursu zostali Jarosław Drzewiecki i Dawid Wicher. Pragniemy podziękować przy tym wszystkim pozostałym osobom, które wzięły udział w naszym konkursie. Zapraszamy do kolejnych konkursów i stałego odwiedzania naszej strony.

  • Essenchill Records wydaje kolejne płyty

    Essenchill Records wydaje kolejne płyty

    5–7 minut

    Z każdym rokiem pojawia się coraz więcej wydawców w niezależnych kręgach około hip hopowych. Od dłuższego czasu mocno zaznaczyła się tendencja zakładania przez twórców nawet najmniejszych wytwórni płytowych, tylko po to, aby utrzymać pełną swobodę wydawniczą i ściśle pilnować swoich interesów. Co prawda, od dawien dawna powyższe zjawisko występuje w branży muzycznej, ale szczególnie w ostatnich latach przybrało to na większej sile. Jak pokazują liczne przykłady (Rhymesayers Entertainment, Stones Throw Records, Definitive Jux) wykonawcy potrafią sprawdzać się w roli wydawców. Powyższe słowa dobrze odzwierciedlają działalność labelu Essenchill Records, który powstał w sierpniu zeszłego roku. W poprzednich miesiącach doczekaliśmy się kolejnych wartościowych projektów od tej wytwórni płytowej.

    Jeżeli jesteście otwarci na artystów z różnych rejonów świata, a dodatkowo cenicie sobie muzykę hip hopową w korzennym wydaniu, to powinniście z miejsca poświęcić uwagę Essenchill Records. Historia tego labelu rozpoczęła się w pierwszej połowie ub.r., kiedy to nowozelandzki producent Concept nawiązał bliższą współpracę z amerykańskim raperem Edem Rowe’em. Obaj artyści szybko dostrzegli, że nadają na tych samych falach, co przerodziło się najpierw we wspólne plany wydawnicze. W ten sposób duet opublikował w sierpniu 2013 roku płytę „Essenchill”, która dała początek oficynie wydawniczej o tej samej nazwie.

    W krótkim czasie do nowo powstałego labelu dołączyli kolejni undergroundowi członkowie – Emcee z amerykańskiego Pittsburgha, MKV, a także raper z przedmieść kanadyjskiego Toronto, Es. W następnych miesiącach Essenchill Records wypuściło następne projekty. Dzięki tej oficynie wydawniczej otrzymaliśmy „When The Pieces Come Together” autorstwa MKV & Concepta oraz „Exercise InTuition” Eda Rowe’a & Klim Beatsa. Po reedycji kilku uprzednio wydanych płyt przedstawicieli tej wytwórni płytowej, ER przeszło do publikacji świeżych materiałów. W pierwszej kolejności doczekaliśmy się albumu Esa o przyciągającym uwagę tytule – „Aspire to Inspire”.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu tuż przed rozpoczęciem okresu wakacyjnego. Płyta nawiązuje do poprzedniego longplaya Kanadyjczyka, „Feud For Thought”. Przedstawiciel Kraju Klonowego Liścia ponownie sięgnął do sprawdzonej stylistyki nawiązującej do lat 90.tych. Artysta oddany korzeniom hip hopowym przygotował potężną porcję motywacyjnych i inspirujących zwrotek, udowadniając, że wcale nieprzypadkowo wybrała taki, a nie inny tytuł LP. „Aspire to Inspire” stanowi naprawdę udany album, zrealizowany w oparciu o rozległą wiedzę życiową, niosący kolejne przesłania wraz z kolejnymi utworami pojawiającymi się na trackliście. Es dobrał do tego w głównej mierze wyważone i równo brzmiące beaty, które dostarczyli Suff Daddy, Concept, Je$u$, Euphonic, Arkeologists i pozostali producenci. Wydawnictwo przeznaczone dla dojrzałych osób, które może pomóc w pokonywaniu codziennych trudności każdemu słuchaczowi.

    Projekt dostępny do odsłuchu i/lub nabycia za pośrednictwem Bandcampa. „Aspire to Inspire” trafiło do obiegu w wydaniu elektronicznym i fizycznym (płyty CD). Es promuje swój najnowszy longplay poprzez trzy singlowe nagrania: „Grown Man”, „Wish Your Looking For” i „Keep It Moving”. Po tak udanym materiale aż prosi się o więcej. Przy pomyślnych wiatrach kanadyjski wykonawca stworzy następny pełny materiał w przyszłym roku.

    Tracklista

    1. Aspire to Inspire Intro (prod. NRJ)
    2. Grown Man (prod. ICUE)
    3. Wish Your Looking For feat. Mathematik (prod. Swarthy Soul)
    4. New Day (prod. Kiza Beats)
    5. Message Break (Interlude) (prod. Suff Daddy)
    6. For the Loot (prod. Je$u$)
    7. The Good Fight (prod. Arkeologists)
    8. What Are You Fighting For? (Interlude)
    9. Keep It Moving (prod. Euphonic)
    10. Love (prod. Euphonic)
    11. Moment of Weakness feat. John John (prod. 1988)
    12. Uninspired (prod. I.Khan)
    13. Aspire to Inspire (Inspiration) (prod. Concept)

    Kilka dni po zakończeniu minionych wakacji ukazał się kolejny album sygnowany logiem Essenchill Records. Ed Rowe postanowił nagrać kolejną płytę przy udziale innego beatmakera. Po wydaniu wspólnych materiałów z Conceptem i Klim Beatsem, amerykański wykonawca zjednoczył swoje siły wraz z producentem o pseudonimie KVH nagrywając „Reflective Melody”. Jak się okazało, mieszkaniec Atlanty ponownie miał nosa do wyboru autora podkładów, gdyż jego nowy partner muzyczny nie zawiódł, dostarczając boom-bapową warstwę muzyczną. Ukrainiec sumiennie wywiązał się ze swoich obowiązków, trzymając równy poziom od początku do końca trwania longplaya. Ed Rowe skoncentrował się na warstwie lirycznej opisującej współczesne relacje pomiędzy poszczególnymi warstwami amerykańskiego społeczeństwa. Artysta trafnie komentuje otaczającą jego rzeczywistość, co łatwo da się zauważyć po „Black Rationalist”, „Do It Justice”, „Any Questions” czy „For The Soul I Was Craving”. Emcee twardo stąpa po ziemi, nie bawi się w tani populizm i nie wynajduje na siłę pustych sloganów. Trzeba przyznać, iż jego warsztat rozwija się z płyty na płytę, co na pewno jest godne podkreślenia, jak również to, że w parze z ilością wydawanych płyt idzie też ich jakość.

    „Reflective Melody” opublikowano na Bandcampie. Album można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe). Wydawnictwo przygotowane przez Eda Rowe’a & KVH promują następujące single: „Change” i „Do It Justice”. Amerykański raper kolejny raz pokazał się z dobrej strony, zaś ukraiński producent po raz pierwszy udanie zaprezentował się szerszemu gronu odbiorców.

    Tracklista

    1. Once It’s All Said & Done
    2. Change
    3. Black Rationalist
    4. Any Questions
    5. For The Soul I Was Craving
    6. Product Of Faith
    7. Do It Justice
    8. Cry No More feat. Zen-Zin
    9. Subtle Nuances
    10. Change (Remix)
    11. Dung Fu (Bonus)
    12. Sadly Mistaken

    Po wspólnym materiale Eda Rowe’a & KVH przyszła kolej na następny projekt głównego inicjatora powstania Essenchill Records, Concepta. Artysta zamieszkały w Auckland wydał już drugą płytę nagraną wraz z MKV, „Dreams & Reality”. Nowozelandzki beatmaker sprawnie odnajduje się w produkcjach współtworzonych z raperami, co też udowodnił na listopadowej EP-ce. Jego drugie wspólne wydawnictwo z amerykańskim Emceem wypadło nad wyraz korzystnie. Follow-up do ubiegłorocznej płyty „When The Pieces Come Together” to korzennie brzmiący materiał, w którym najlepiej odnajdą się odbiorcy poszukujący głębszej warstwy lirycznej. MKV serwuje nam osobiste teksty, ale na tyle uniwersalne, że spokojnie można przełożyć poszczególne utwory na sprawy pojawiające się w życiu każdego człowieka. Apogeum swoich możliwości osiąga on w singlowym „Move On”, aczkolwiek trudno mieć coś do zarzucenia pozostałym trackom zebranym na EP-ce. Concept zapewnił swojemu partnerowi muzycznemu odpowiednie środowisko, stawiając na to, z czego jest doskonale znany – jazzowe i soulowe sample, a także właściwy aranż. W ostatecznym rozrachunku otrzymaliśmy wyrównaną i więcej niż przyzwoitą płytę przeznaczoną głównie sympatykom ważnych treści i beatów silnie nawiązujących do Złotej Ery rapu.

    „Dreams & Reality” można odsłuchać i/lub nabyć za pośrednictwem Bandcampa. Wydawnictwo trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe). MKV & Concept promują swój projekt poprzez single „Late Night Music” oraz „Move On”. Do tego drugiego nagrania dołączono również videoclip. Wiele też wskazuje na to, że na tym nie koniec tegorocznych płyt od Essenchill Records, gdyż jeszcze przed końcem roku powinniśmy otrzymać od tej oficyny wydawniczej kolejny materiał.

    Jeżeli jesteście zainteresowani nabyciem jakichkolwiek płyt CD wydanych przez ten label, to proszę o kontakt e-mailowy. Każde wydawnictwo można zamówić bezpośrednio przez nasz serwis.

    Tracklista

    1. Dreams & Reality
    2. Escape
    3. Late Night Music
    4. Interlude
    5. Move On
    6. Break Away
    7. Illusion (Instrumental)
    8. Dues Paid (Outro)
Translate »