Autor: Witalij

  • Warner Music Poland kupił Polskie Nagrania

    Warner Music Poland kupił Polskie Nagrania

    5–7 minut

    W ostatnich tygodniach pojawiło się w sieci dużo artykułów poświęconych sytuacji Polskich Nagrań, czyli najstarszej rodzimej wytwórni płytowej. Położenie legendarnej oficyny wydawniczej z roku na rok było coraz bardziej opłakane. Gwoździem do trumny firmy było przegranie w 2009 roku sprawy sądowej ze spadkobiercami Anny German i prawomocny wyrok nakazujący zapłatę krewnym artystki 1,2 mln złotych. Jednak należy też wziąć pod uwagę ogólny zły stan przedsiębiorstwa, co miało znaczny wpływ na losy spółki. Polskie Nagrania nie wywiązało się z tych zobowiązań, w 2010 roku spółkę postawiono w stan upadłości likwidacyjnej. Syndyk upadłościowy próbował znaleźć wsparcie (czytaj: pieniądze na działalność zakładu) u Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego lecz bezskutecznie. Ostatecznie firmę przejęło 29 stycznia Warner Music Poland. Jakie to przynosi konsekwencje i co dalej z ogromnym katalogiem Polskich Nagrań?

    Historia tej wytwórni płytowej sięga jeszcze czasów przed II wojną światową. Około 1920 roku powstały w Warszawie angielsko-niemieckie zakłady fonograficzne „Odeon” umiejscowione przy ul. Płockiej 13. Po zakończeniu wojny w tym samym miejscu ulokowano Polskie Zakłady Fonograficzne, które dały początek Polskim Nagraniom. W następnych latach władze państwowe kilkakrotnie przekształcały warszawskie zakłady – od Zakładów Fonograficznych „Muza”, przez Warszawskie Zakłady Fonograficzne, Zakłady Nagrań Dźwiękowych (przy ul. Długiej 5), Fabrykę Płyt Gramofonowych „Muza”, aż skończywszy na Przedsiębiorstwo Państwowe „Polskie Nagrania”. Ostatnia faza przypadła na fuzję w 1956 roku „Polskich Nagrań” i Fabryki Płyt Gramofonowych. W tym kształcie firma działała przez następne dekady.

    Dlaczego ta wytwórnia płytowa odegrała istotną rolę w rozwoju polskiej muzyki od lat 50.tych ub. wieku? Polskie Nagrania przez lata była jedyną oficyną wydawniczą działającą w Polsce i skupiała niemal wszystkich ważnych i liczących się rodzimych artystów. Lista twórców wydających nagrania w PN jest długa niczym spis osiągnięć Michaela Jordana (katalog płyt znajdziecie na np. Discogs). Irena Santor, Maryla Rodowicz, Jerzy Połomski, Anna German, Andrzej Kurylewicz, Mieczysław Fogg, Skaldowie, Jerzy Milian, Czerwone Gitary, Marek Grechuta, Czesław Niemen, Michał Urbaniak, Tomasz Stańko i wielu, wielu innych wykonawców publikowało swoje utwory dzięki Polskim Nagraniom. Do historii przeszło kilka serii wydawniczych, w tym osławione „Polish Jazz”. Fantastyczne zbiory i ponadczasowe nagrania. Aż wypada zacytować tutaj klasyka: „Polskie Nagrania, czarny winyl do beatu trzeszczy (…)”.

    Po 1989 roku rozpoczął się powolny proces restrukturyzacji firmy. Nastąpiło uregulowanie praw autorskich i dziesiątki artystów (lub właścicieli ich nagrań) zdecydowało się na wyjaśnienie kwestii tantiem. Polskie Nagrania nie odnalazło się w nowej rzeczywistości. Od 2005 firma była jednoosobową spółką skarbu państwa Polskie Nagrania Sp. z o.o.; następnie jak ww. firma została postawiona w stan upadłości. Postanowiono sprzedać PN, co powiodło się dopiero za trzecim razem. Nabywcą okazała się polska filia międzynarodowego koncernu Warner, która zapłaciła 8,1 mln złotych za przedsiębiorstwo. Wcześniejsze przetargi kończyły się fiaskiem ze względu na zbyt wygórowaną cenę wywoławczą sięgającą 16 mln złotych. WMP nie kupiło praw do wszystkich składowych związanych z Polskimi Nagraniami. Dokumentacja i oryginały taśm nagraniowych trafią do Narodowego Archiwum Cyfrowego jako dziedzictwo narodowe.

    Po upublicznieniu tych informacji zaczęły się pojawiać mniej i bardziej obszerne komentarze napływające z różnych stron. Oczywiście najwięcej miejsca poświęcono temu, że kolejną spółkę państwa sprzedano prywatnemu zagranicznemu nabywcy, a przecież Polskie Nagrania to dobro narodowe, o które należało się troszczyć. Niektórzy też zaczęli lamentować, iż Warner Music Poland zacznie zarabiać na bogatym katalogu PN, liczącym ok. 40 tys. nagrań, w nieczysty sposób. Do tych głosów przyłączyła się część wykonawców wydających niegdyś muzykę w pierwszej polskiej wytwórni płytowej. Pominięto przy tym zapewnienia Piotra Kabaja, prezesa zarządu Warner Music Poland, który przekazał, że nowy właściciel zamierza intensywnie korzystać z archiwów PN, ale wszystko ma się odbywać w porozumieniu z właścicielami praw autorskich do poszczególnych utworów. Dodatkowo masa osób odrzuciła na bok fakty związane w ostatnich latach z Polskimi Nagraniami, a te przedstawiają się bardzo przejrzyście.

    Po przegranym procesie ze spadkobiercami Anny German, PN było zobowiązane do zapłaty 1,2 mln złotych z tytuły tantiem nagrań tej artystki. Pomimo tego iż kilka lat temu majątek firmy wyceniano na kilkanaście mln złotych (ok. 20 złotych w 2013 roku), to zrezygnowano ze starań o ugodę z krewnymi German (wraz z odsetkami dług wyniósł ok. 3,5 mln złotych). Do opinii publicznej następnie przedostała się informacja, że to właśnie ta sprawa rozłożyła na łopatki przedsiębiorstwo. Nie jest to jednak do końca prawda, ponieważ kondycja wytwórni przedstawiała wiele do życzenia już przełomu lat 80.tych i 90.tych. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego utrzymywało, że katalog Polskich Nagrań stanowi dziedzictwo narodowe, ale nie zrobiło praktycznie nic, aby pomóc wyjść spółce z podbramkowej sytuacji. Za to znalazły się środki z puli na kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego na budowę Świątyni Opatrzności Bożej (o kolejne pieniądze na ten cel niedawno znowu poproszono w sejmie).

    Na tym nie koniec. Osoby zarządzające PN nie potrafiły przystosować się do nowych uwarunkowań na rynku muzycznym i sprostać ich wymaganiom. Nie sposób zrozumieć dlaczego tak sporadycznie w ostatnich latach ukazywały się reedycje płyt i kompletnie przepuszczono szansę dotarcia do starych i nowych odbiorców wydając repressy nagrań na winylu; wypadało postarać się o dłuższą serię wydawnictw na kompaktach. W dobie renesansu płyt winylowych takie przeoczenie nie powinno mieć miejsca. Jest więcej niż pewne, że wiele winylowych reedycji albumów znalazłoby nabywców również poza granicami Polski, o czym choćby świadczy ciągła popularność nieśmiertelnej serii „Polish Jazz”. Pokrewnym tematem jest też ta część zbiorów Polskich Nagrań, która nigdy dotąd nie ujrzała światła dziennego (dokładnie opisuje niniejsze zagadnienie Bartek Chaciński), a powinno to mieć miejsce ładnych kilka lat temu. Warner teraz będzie miało okazję zaprezentować słuchaczom perełki, o których zapewne nie pamiętają lub nie mają pojęcia nawet sami artyści.

    Polskie Nagrania nie trafiły w przypadkowe ręce. Piotr Kabaj był w latach 90.tych głównym pomysłodawcą zainicjowania serii „Złota kolekcja” (poszczególne odsłony wypuszczał Pomaton EMI na licencji PN). Podkreśla on, że posiada mnóstwo pomysłów na jak najlepsze wykorzystanie zbiorów rodzimej wytwórni – przykładowo całość utworów ma zostać poddana tzw. digitalizacji i trafi też do obiegu w wersji cyfrowej. Przy odpowiedniej selekcji materiału i promocji kultowe polskie nagrania mają szansę ponownie zaistnieć w świadomości odbiorców (na marginesie dodam, że kawał dobrej roboty w tej materii wykonuje już GAD Records i Kameleon Records). Istnieje też możliwość na zainteresowanie polską muzyką młodszych słuchaczy, którzy na ogół nie mają bladego pojęcia o kształcie polskiej sceny muzycznej w minionych dekadach. Zabawne, ale zarazem straszne, jest to, że osoby z zagranicy często posiadają większą wiedzę o naszych rodzimych wykonawcach niż Polacy (dochodzi nawet do tego, iż obcokrajowcy zakładają konta na Allegro tylko po to, aby kupować polskie płyty po niższych cenach niż na światowych portalach aukcyjnych). Edukacja muzyczna to podstawa, co jest zbyt często pomijane we współczesnym świecie.

    Poszukajmy w tej całej sprawie pozytywnych aspektów, dajmy trochę czasu Warnerowi na pierwsze kroki związane ze spuścizną po PN, a dopiero później lamentujmy, aczkolwiek wiele wskazuje na to, iż końcowy rezultat sprzedaży Polskich Nagrań wyjdzie wszystkim na dobre.

  • Cotygodniowy przegląd informacyjny #61

    Cotygodniowy przegląd informacyjny #61

    7–10 minut

    Czas płynie nieubłaganie. Jeszcze niedawno obchodziliśmy Boże Narodzenie i świętowaliśmy Nowy Rok, a już na kalendarzu mamy 3 lutego. Jednym słowem – wszystko po staremu. Na szczęście nie ma co narzekać na pogodę, gdyż kolejny raz mamy ciepłą i niestwarzającą większych kłopotów zimę (amatorzy białego szaleństwa znowu czują się niepocieszeni). Przyznam, że początkowo planowałem wejść w 2015 rok z przytupem, ale sprawy osobiste trochę wyhamowały pewne założenia. Jednak nie ma tego złego, co na dobre nie wyszłoby. Po miesiącu borsuczenia w końcu zabieram się do wytężonej pracy, jak to mawiał klasyk – bez żadnego ziewania. Mnóstwo mniejszych i większych projektów czeka w kolejce do zrealizowania. Zanim zabiorę się za różne przedsięwzięcia, to czeka na Was seria artykułów. Zaczynamy od kolejnej odsłony przeglądu informacyjnego.

    Polskie Nagrania, legendarna polska, państwowa wytwórnia płytowa została sprzedana. Za trzecim podejściem spółkę skarbu państwa w stanie upadłości likwidacyjnej nabyło Warner Music Poland za 8,1 mln złotych. Tym samym ogromny katalog Polskich Nagrań trafił do polskiej filii ogromnego zagranicznego koncernu. Trudno przewidzieć, jaka będzie polityka Warnera wobec całości zbiorów pozostawionych przez polską firmę, a gromadzonych od lat 50.tych ub.wieku. Treściwy komentarz w tej sprawie napisał na blogu Polifonia Bartek Chaciński, który słusznie zauważa, że teraz będą możliwe reedycje starych płyt na większą skalę i upublicznienie tej części katalogu Polskich Nagrań, która nie ujrzała dotąd światła dziennego. Z drugiej strony, trudno zrozumieć to, że tak łatwo Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zrezygnowało z próby wsparcia PN, co daje obraz stanu, w jakim znajduje się „kultura” w tym kraju.

    Weteran hip hopowy z nowojorskiego Brooklynu, DJ Skizz, wypuścił jesienią 2013 roku płytę „BQE The Brooklyn-Queens Experience”. Producencka płyta członka załogi Halftime Radio Show wypadła naprawdę porządnie. Początkowo projekt ukazał się jedynie na kompaktach. Po 1,5 roku od premiery wydawnictwa, „BQE” doczekało się też wydania winylowego. DJ Skizz przy współpracy ze Slice Of Spice Records przygotował kolekcjonerską edycję albumu. Materiał rozszerzono o siódemkę „Hot Breath”. W tym nagraniu udzielili się Your Old Droog, Sean Price, Lil’ Fame i Milano Constantine.

    W zeszłym miesiącu minęły już 4 lata od premiery płyty Akua Naru, „The Journey Aflame”. Album artystki zamieszkałej w Kolonii okazał się sukcesem i dotarł do szerokiego grona odbiorców. Po dłuższym czasie spędzonym głównie na koncertowaniu w różnych krajach, twórczyni zapowiedziała wydanie nowego LP – „The Miner’s Canary”. 27 stycznia pojawił się w sieci teledysk nakręcony do głównego singla zapowiadającego album, „Heard”. Prosty, chociaż pasujący do tego utworu obraz. W przyszłych tygodniach powinniśmy poznać więcej szczegółów dotyczących następnej płyty Akua Naru.

    Kolektywy muzyczne w cenie. Od pewnego czasu działa crew producenckie z francuskiego Strasbourga, The 13 Looters. Grupa zrzeszająca 13 beatmakerów wydała w 2013 roku pierwszą płytę, „Frankie Chops: The Last Tape”. W grudniu ub.r. Francuzi postarali się o drugi kompilacyjny album – „Frankie Chops: The Digger, The Drifter, The Trigger”. Instrumentalne wydawnictwo mające charakter soundtracku doczekało się także wersji winylowej.

    Pod koniec listopada ub.r. pojawiła się informacja dotycząca kultowego miejsca dla nowojorskiej sceny hip hopowej, HeadQCourterz / D&D Studios. Strona DJPremierBlog.com poinformowała, że budynek, w którym mieści się legendarne studio nagraniowe ma nowego właściciela zamierzającego postawić w tym miejscu nowe obiekty mieszkalne. Następnie sprawy potoczyły się bardzo szybko i już w grudniu DJ Premier musiał opuścić ten obiekt. Trudno powiedzieć, w jakim miejscu i czy w ogóle odrodzi się słynne HeadQCourterz.

    Paryska wytwórnia płytowa Cascade Records to już sprawdzona marka w branży muzycznej. Od kilku lat francuski label wypuszcza muzykę na odpowiednio wysokim poziomie. 19 listopada ub.r. zadebiutował kolejny projekt opublikowany nakładem tej oficyny wydawniczej – „Eclipse EP”. Wydawnictwo stworzyło francuskie trio – Holy Two (Elodie & Hadrien) i Zerolex. Jak zwykle materiał wypuszczony przez CR spełnia odpowiednio wysokie standardy. Płyta dostępna w sprzedaży w postaci elektronicznej i fizycznej.

    Chillhop to serwis muzyczny z siedzibą w Amsterdamie. Holenderska platforma jest dedykowana sympatykom głównie brzmień instrumentalnych. Od dłuższego czasu Holendrzy tworzą różnego rodzaju miksy i kompilacje. W ostatnim kwartale ub.r. dzięki nim otrzymaliśmy składankę „The Essenchills Volume 1”. Tracklista płyty obejmuje nagrania deeBa, Esbe, Stana Forebeego, Snow Fox Apprentice czy Jazz Spastiks. „The Essenchills Volume 1” można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem Bandcampa.

    Nowojorski producent Ray West ma za sobą udany rok, w którym wypuścił kilka naprawdę dobrych materiałów. W listopadzie ub.r. ukazał się follow-up do jego wspólnego projektu z O.C., „Ray’s Cafe”. Wydawnictwo w rozszerzonej wersji zawiera bonusowe i niepublikowane dotąd utwory. „Ray’s Cafe: The After Hours EP” trafiło do sprzedaży na czerwonej edycji płyt winylowych. W tym samym miesiącu otrzymaliśmy wspólną EP-kę tego twórcy i Johna Robinsona, „Sample & Percussion”.

    Jeżeli poszukujecie eksperymentalnych brzmień około hip hopowych, to warto zapoznać się z sylwetką Gut Nose’a. Nowojorski producent po kilku mniejszych projektach wydał we wrześniu ub.t. debiutancki album, „Filthy City”. Tajemniczy beatmaker z NYC przygotował wciągającą płytę, która wyróżnia się za sprawą świetnego i dobrze zbudowanego klimatu. Jednym z lepszych nagrań pochodzących z projektu wydanego przez Styles Upon Styles jest „Unknown Allure”. Całość materiału znajdziecie na Soundcloudzie.

    Brytyjska platforma wydawnicza Expansions Collective publikuje coraz więcej wydawnictw. Po zaprezentowaniu płyt Doc Masterminda („Uyuni Pt.2”) i DistantStarra („The Vibe EP”) przyszła kolej na projekt Mecci:83, „Ain’t Done Too Bad”. Producent z Wysp Brytyjskich zdecydował się na przerwanie działalności wydawniczej i przygotował na pożegnanie kompilacji swoich utworów. Wydawnictwo zawiera 24 ścieżki z udziałem Jneiro Jarela, Toma Mischa czy Byrona The Aquariusa. W lutym pojawi się na naszych łamach obszerniejszy artykuł o Expansions Collective.

    W marcu ub.r. formacja CYNE powróciła z naprawdę dobrym albumem „All My Angles Are Right”. Co porabia były członek tej grupy, Akin Yai? Raper mieszka od kilku lat w Paryżu i w grudniu wydał debiutancką solową płytę, „We Are Leaders Not Saints”. Wydawnictwo trafiło do obiegu dzięki wytwórni płytowej EAW Records. Projekt promują singlowe nagrania „Tropica Cancer” i „Sofia”. Do tego drugiego utworu powstał również teledysk. Piękny singiel i videoclip, jeden z moich faworytów za ubiegły rok.

    W ostatnim kwartale roku znowu zrobiło się głośno o Bonobo. Wszystko za sprawą jego nowego wydawnictwa, „Flashlight EP”. Krótki projekt ukazał się na rynku płytowym 1 grudnia. Szalenie popularny brytyjski producent zaprezentował tym samym EP-kę, która otwiera nowy etap w jego działalności, po blisko dwuletniej trasie koncertowej związanej z albumem „The North Borders”. Oprócz tytułowego nagrania na materiale znajdziemy dwa pozostałe utwory – „Pelican” oraz „Return To Air”. Materiał trafił na Bandcampa.

    28 października ub.r. odbyła się premiera jednej z najbardziej oczekiwanych płyt ostatniego czasu – „Run The Jewels 2”. Killer Mike i El-P nagrali udany follow-up do premierowego albumu z połowy 2013 roku. Wydawnictwo nadal robi mnóstwo zamieszania w branży muzycznej w czym pomaga skutecznie prowadzona kampania promocyjna. W grudniu doczekaliśmy się nowego teledysku promującego „RTJ2”. Obraz powstał do singla „Oh My Darling (Don’t Cry)”. Natomiast w styczniu uroczy duet przygotował klip do innego singla – „Lie, Cheat, Steal”.

    Na początku grudnia kolektyw hip hopowy z amerykańskiego Minneapolis – Doomtree – zapowiedział wydanie nowej płyty. Album zatytułowany „All Hands” trafił do sprzedaży 27 stycznia. Wydawnictwo zapowiadały dwa utwory – „.38 Airweight” oraz „Gray Duck”. Do drugiego z tych nagrań zrealizowano także videoclip. Alternatywna grupa wypuściła jeden z mocniejszych materiałów na początku nowego roku, który póki co może liczyć na znaczne zainteresowanie mediów i opinii publicznej.

    We wrześniu ub.r. odbyła się premiera nowego albumu charyzmatycznego rapera z nowojorskiego Queens, Homeboya Sandmana. Artysta związany ze Stones Throw Records przygotował pierwszy longplay po serii EP-ek, „Hallways”. W tym tygodniu pojawiły się w sieci świeże teledyski promujące wrześniowy projekt. Obrazy powstały do „Anything”, „Stroll”, „Enoug” oraz „America the Beautiful”. Pierwszy z tych utworów ostatecznie nie znalazł się na trackliście „Hallways” (wszystko przez brak możliwości wyczyszczenia sampli).

    W listopadzie ub.r. trafiła do obiegu jedna z ciekawszych kompilacji ostatniego czasu. Warszawski duet Flirtini przygotował „Heartbreaks & Promises Vol. 2”. Tracklista wydawnictwa obejmuje nagrania zarówno polskich, jak i zagranicznych twórców. Na tym projekcie udzielili się m.in. IAMNOBODI, Dave Luxe, Jarreau Vandal, Xxanaxx, Auer, Chloe Martini, Klaves, SoDrumatic, Du:it i Szatt. Wydawnictwo dostępne do odsłuchu za pośrednictwem Soundclouda.

    Raper pochodzący z amerykańskiej Virginii, Awon, już kilkakrotnie pokazał się z dobrej strony w undergroundzie. W ostatnich latach artysta nagrał sporo wartościowej muzyki, w tym album „Return to the Golden Era”, który w całości wyprodukował Phoniks. Właśnie z nim ten twórca założył label Don’t Sleep Records. Pod koniec ub.r. nakładem DSP trafił do obiegu nowy album Awona, „Matte Black Soul”. Wydawnictwo wyprodukowane przez Phoniksa, Ak, Rasharda, HDK i gospodarza LP można nabyć za pośrednictwem Bandcampa. Album dostępny w sprzedaży także na płytach kompaktowych.

    Hiszpańska grupa producencka Cookin’ Soul bezsprzecznie należy do czołówki najbardziej rozpoznawalnych europejskich twórców hip hopowych. Formacja rodem z Walencji współpracuje z wieloma różnymi artystami i wydawcami. W ostatnim czasie Hiszpanie wzięli udział w wydawnictwie opublikowanym przez Coalmine Records – siódemce „Naturally Born”. Za nagranie utworu odpowiadają Big Noyd, Large Professor i Kool G Rap. Na stronie A znalazła się oryginalna wersja nagrania opartego o podkład Ayatollaha. Z kolei na stronie B znalazł się remix „Naturally Born”, który upichciło Cookin’ Soul. Track znalazł się na kompilacji „Remineded (A Collection of New & Old Remixes)”.

    Z okazji minionych świąt Bożego Narodzenia artyści rozdawali garść muzycznych prezentów. 9 grudnia formacja Bop Alloy zupełnie nieoczekiwanie wypuściła płytę „Winter Breaks”. Substantial i Marcus D nagrali EP-kę zawierającą 6 wartościowych nagrań. Krótki follow-up do ubiegłorocznego albumu duetu – „Another Day in the Life of…” – wypada naprawdę okazale. „Winter Breaks” można pobrać jako „buy now – name your price” za pośrednictwem Bandcampa.

    W ostatnim czasie ukazało się sporo wartościowych projektów, które (nieco) przeszły bokiem. W październiku do obiegu trafił wspólny album Gabriela Teodrosa i SoulChefa„Evidence Of Things Not Seen”. Amerykański raper z Seattle i nowozelandzki producent z Auckland przygotowali spójną i dobrze brzmiącą płytę. Jednym z singli promujących materiał jest utwór „Light Attracts Light & Everything Else Too”. Do tego nagrania powstał również videoclip. „Evidence Of Things Not Seen” znajdziecie na Bandcampie.

  • Hellsent i Batsauce z płytą z piekła rodem – Bat Outta Hell

    Hellsent i Batsauce z płytą z piekła rodem – Bat Outta Hell

    3–5 minut

    Podział geograficzny stanowi jedno z najczęstszych kryteriów dotyczących amerykańskich artystów hip hopowych. Oprócz Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża, Południa i Michigan, sporo miejsca wypada poświęcić wykonawcom wywodzącym się z Midwestu. Największą aglomeracją dla tej części USA jest Chicago. Tamtejsza scena przywodzi na myśl mnóstwo utalentowanych twórców, zarówno mainstreamowych, jak i undergroundowych. Niezależne kręgi hip hopowe z Wietrznego Miasta przywodzą na myśl również kilku uznanych wydawców, w tym Galapagos4. Wytwórnia płytowa założona przez Jeffa Kuglicha może pochwalić się pięknym katalogiem, wśród którego znajdziemy płyty Typical Cats, Qwela & Makera, Denizen Kane’a, Robusta, Offwhyte’a, Qwazaara i innych artystów. Ponad miesiąc temu G4 dorzuciło kolejne wydawnictwo – „Bat Outta Hell” duetu Hellsent i Batsauce.

    Galapagos4 należy do tych wytwórni hip hopowych, które od dawna trafiają do określonej niszy odbiorców, przy okazji ciesząc się też renomą pośród innych wydawców (label kompletowało Ninja Tune, Stones Throw Records i wiele innych firm). Do zdobycia tego statusu przyczynili się również Hellsent i Batsauce. Pierwszy z tych artystów współpracuje z G4 już od ponad dekady. Przez ten czas zapisał on na swoim koncie kilka solowych projektów oraz uczestniczył w powstaniu szeregu innych materiałów.

    Debiutancka płyta Hellsenta„Rainwater” – trafiła do sprzedaży w 2006 roku. Na następny jego longplay trzeba było zaczekać do 2010 roku.  Wtedy to ukazało się „False Profit”. Oba wydawnictwa dotarły do słuchaczy spoza chicagowskiej sceny hip hopowej. Emcee pochodzący z Wietrznego Miasta pokazał się na nich z dobrej strony, prezentując spory wachlarz umiejętności. W latach 2011-14 ujrzały światło dzienne mniejsze wydawnictwa artysty – „Just Another Mixtape Volume 1 Theory”, „Legendary” i „Free Shots”. Jak ww. twórca znad Jeziora Michigan brał udział w nagrywaniu innych płyt. Wraz ze swoim bliskim przyjacielem, Qwazaarem, wchodzi on w skład formacji Outerlimitz. Chicagowska formacja wydała dwa wartościowe albumy – „Wrong Actions For Right Reasons” (1999) oraz „Suicide Prevention” (2005).

    Nowy partner muzyczny Hellsenta, Batsauce, również może pochwalić się wypuszczeniem różnych materiałów. Producent rodem z Florydy, który także jest związany z Niemcami, opublikował w latach 2006-12 kilka solowych projektów – „1971” (2006), „Gypsy Diaries” (2008), „Spy Vs. Spy” (2009), „Summertime” (2010) i „Starcrossed”. Ostatnia z tych płyt stanowi zdecydowanie najważniejsze jego wydawnictwo. Oprócz tego utalentowany beatmaker odnajdujący się w niekiedy mocno odmiennych stylach dopisał do swojej dyskografii materiały powstałe przy współpracy z innymi twórcami. Wraz z Lady Daisey i Patenem Locke współtworzy on grupę The Smile Rays. Przed 8 laty formacja wydała dwa porządne longplaye – „Party… Place” i „Smilin’ On You”. Z kolei w ostatnich latach florydzki wykonawca przygotował produkcje wraz z odpowiednio Qwazaarem„Bat Meets Blaine” (ukazała się też wersja instrumentalne LP oraz płyta z remiksami) oraz „Style Be The King” – a także WaXem, „The Soledad Brothers”. Teraz przyszła kolej na wspólne nagrania Batsauce’a i Hellsenta. „Bat Outta Hell” to wypadkowa dwóch charakterystycznych stylów hip hopowych.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu 18 listopada ub.r., czyli nieco ponad dwa miesiące temu. Jak się okazuje, obaj twórcy bezproblemowo znaleźli wspólny język, gdyż ich płyta została nagrana z dużą dbałością o szczegóły. Jednak przecież nie tylko liczą się drobnostki, ale przede wszystkim ogólny zarys płyty, nieprawdaż? Hellsent i Batsauce postanowili wciągnąć słuchaczy do świata mieszczącego się kilka stóp poniżej ziemi. Wypada podkreślić, że „Bat Outta Hell” nie stanowi tylko albumu z piekła rodem, gdyż tutaj mamy do czynienia bardziej z rozbudowanymi treściami i przesłaniami płynącymi bezpośrednio z innego wymiaru. Hellsent udowodnił już wcześniej, iż potrafi zaskoczyć przemyślanymi porównaniami czy też odpowiednio nakreślić historie. Wszystko to dominuje na listopadowym longplayu. Batsauce dopasował się do swojego partnera muzycznego i trzeba oddać mu to, iż potrafi dowolnie zmieniać klimat beatów, trzymając cały czas odpowiednio wysoki ich poziom. Niektórych może dziwić fakt, że większość utworów kończy się szybko, ale to właśnie specjalny zabieg, gdyż w ten sposób duet artystów uzyskał stosowny efekt tych nagrań. „Bob Proctor”, „Future Time”, „Uprock”, „Escapism”, „Wake Up” czy „Regrets” to najlepsze wizytówki tego albumu.

    „Bat Outta Hell” w całości można odsłuchać za pośrednictwem Spotify, Deezera i serwisów pokrewnych. Album doczekał się wydania na płytach winylowych (oczywiście wydawnictwo do nabycia również w wersji elektronicznej, tracklistę wersji fizycznej rozszerzono o instrumentale i bonusowy track „They Live”). Hellsent i Batsauce promują materiał poprzez kilka singlowych nagrań – „Bob Proctor”, „Regrets”, „Escapism” oraz „Hello”. Do pierwszych trzech utworów ukazały się też videoclipy. Listopadowy materiał pokazuje, iż nadal można tworzyć wartościową muzykę hip hopową podaną ze smakiem.

    Tracklista

    1. Hello
    2. Bob Proctor
    3. Future Time
    4. Lightspeed
    5. Intelligent Design
    6. Uprock feat. Asphate Woodhavet & DJ Touch Nice (of Maxilla Blue)
    7. Random Access
    8. Ms. Sativa
    9. Escapism
    10. Leaving
    11. Wake Up
    12. Self-destructs
    13. Not That Far Away feat. DJ Touch Nice
    14. Regrets
    15. They Live feat. Qwazaar of Typical Cats
    16. Hello (Instrumental)
    17. Bob Proctor (Instrumental)
    18. Future Time (Instrumental)
    19. Uprock (Instrumental)
    20. Random Access (Instrumental)
    21. They Live (Instrumental)
    22. Intelligent Design (Instrumental)
    23. Leaving (Instrumental)
    24. Uprock (Acapella)
  • Recenzja LP: Klaus Layer – Restless Adventures

    Recenzja LP: Klaus Layer – Restless Adventures

    4–7 minut

    Redefinition Records | 2015

    Przy panujących warunkach w branży muzycznej coraz trudniej pozyskać prawdziwe zainteresowanie słuchaczy. Wszędzie panuje niesłychana konkurencja i każdy wydawca stara się przekonać odbiorców do głębszego zapoznania się z wypuszczaną przez siebie muzyką. Jednak niewiele oficyn wydawniczych tak naprawdę wyróżnia się pośród innych i niekiedy nie ma znaczenia, czy mamy do czynienia z amerykańską, europejską, azjatycką czy australijską firmą. W związku z tym, wytwórnie pokroju Redefinition Records są na wagę złota. Label założony przez Damu The Fudgemunka i Johna Notarfrancesco od początku kieruje się według motta „jakość ponad ilość”. Każdy materiał wypuszczany przez REDEF jest drobiazgowo przygotowany i wydany we właściwej formie. Nowy rok amerykańska oficyna wydawnicza rozpoczyna od kolejnego projektu niemieckiego producenta, Klausa Layera (aka Captain Crook) – „Restless Adventures”.

    Przed przejściem do dalszej części artykułu, sięgnijmy do historii wytwórni. Początkowo Redefinition Records zajmowało się publikowaniem płyt tylko amerykańskich artystów. W pierwszych latach działalności labelu z siedzibami w New Jersey i Waszyngtonie otrzymaliśmy materiały od Damu The Fudgemunka, K-Defa czy Keva Browna. W 2012 roku REDEF niespodziewanie ogłosiło, że zamierza wydać debiutancki album mało znanego wówczas beatmakera z Niemiec, Klausa Layera. Co prawda na premierę „The Adventures Of Captain Crook” trzeba było zaczekać do września 2013, ale od razu należy zaznaczyć, iż warto było dłużej wypatrywać tego albumu. Instrumentalny longplay olśnił niejedną osobę i wręcz ekspresowo trafił do szerokiego grona odbiorców. Captain Crook zwrócił na siebie uwagę w głównej mierze za sprawą estetyki swoich nagrań i dobierania świeżo brzmiących sampli, zahaczających gdzieniegdzie o psychodeliczne klimaty, co nadawało utworom producenta dodatkowego smaku. Wszystkie jego nagrania posiadały charakterystyczną otoczkę – styl producencki wyróżnia jego pośród innych artystów. Po zapoznaniu się z warsztatem tego artysty łatwo można zapamiętać jego znak rozpoznawczy – perfekcyjny sampling oraz brzmienie perkusji.

    Niemiecki twórca z powodzeniem prezentował własny przepis na współczesną formę boom-bapu, co z jeszcze lepszym skutkiem kontynuował na swoich kolejnych wydawnictwach – „Ist Wie Ein Kreis (It’s Like A Circle)” oraz „For The People Like Us”. Obie płyty – opublikowane odpowiednio w grudniu 2013 i czerwcu 2014 roku – dowiodły jego dużej klasy. Na tych produkcjach jeszcze bardziej widać polot i zmysł w łączeniu przez Klausa Layera melodyjnych sampli z inspiracjami wyniesionymi ze Złotej Ery rapu. Najnowszy projekt niemieckiego artysty – „Restless Adventures” – stanowi kolejny etap w jego rozwoju muzycznym.

    Jak przedstawia się konstrukcja nowego dzieła Captaina Crooka? Schemat styczniowego wydawnictwa nie odbiega od wcześniejszych dokonań tego wykonawcy. Ponownie postawił on na instrumentalny longplay, dający w sumie nieco ponad 30 minut muzyki. Wydawałoby się, że to nic szczególnie oryginalnego i nowatorskiego, ale zupełnie nie o to chodzi Klausowi Layerowi. Przedstawiciel Redefinition Records nadal wciąga odbiorców do swojego boom-bapowego świata upiększonego znakomicie dobranymi samplami – psychodelicznymi, jak i organicznymi – połączonymi z typowym dla niego przygotowaniem perkusji. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że posiada on niepodrabiany styl, stanowiący jego znak rozpoznawczy, który może być doskonale kojarzony od położonego na Alasce Anchorage, aż po Auckland na Nowej Zelandii. We współczesnej branży muzycznej ze świecą szukać równie utalentowanych beatmakerów posiadających na tyle charakterystyczne brzmienie, co Niemiec. W jego przypadku to jednak broń obosieczna. Od początku działalności Klaus Layer boryka się z jednym problemem pojawiającym się w jego nagraniach – właśnie z kształtem i sposobem złożenia bębnów. Należy to traktować, jak znak firmowy Niemca, ale na dłuższą metę stale powtarzające się elementy w każdym kolejnym tracku potrafią być męczące. Brakuje tutaj większej otwartości na świeże koncepty, chociaż nie należy tego traktować jako ogromnej wady produkcji u Captaina Crooka, gdyż płynnie i swobodnie odnajduje się w swoim osobistym świecie.

    Przy dłuższym obyciu z „Restless Adventures” można też zauważyć, że ta płyta jest bardziej kontynuacją debiutanckiego LP („The Adventures Of Captain Crook”), aniżeli poprzednich materiałów. Z drugiej strony, nie brakuje na tej płycie eksperymentów. Wydawnictwo naszego zachodniego sąsiada nie wypada zaklasyfikować jako zwykłego beat tape’u, ponieważ już otwierające materiał „Inner Earth Vibe” wykracza daleko poza standardowe ramy produkcji hip hopowej. Klaus Layer pozwolił sobie na większą improwizację i swobodę, tak bardzo widoczną po konstrukcji „Time Out” czy „A Day Vision”. Natomiast singlowe „Another Season” i „Our Hearts” należą do ułożonych i wysublimowanych tracków, podanych w typowej dla tego producenta panierce. Na „Restless Adventures” nie brakuje też nieco nostalgicznych momentów. „Happiness at the Lake” i „Kaleidoscope” ukazują inną stronę artystycznej duszy Klausa Layera, która nieprzerwanie spogląda gdzieś za latami 60. czy 70.tymi. Osoby dobrze zaznajomione z technikami używanymi przez Captain Crooka mogą być z góry przygotowane występowanie danych elementów w poszczególnych utworach na „Restless Adventures”. Jednak tym razem beatmaker potrafi zaskoczyć, znacznie urozmaicając wybrane utwory. W tym akurat pomogła tytułowa niespokojność wymieszana z otwartością umysłu, co świetnie widać w bonusowym „You Don’t Know”. Nowy rozdział muzycznych przygód niemieckiego twórcy znamionuje o jego rozległej wiedzy i rzadkiego talentu do tworzenia wciągających instrumentalnych płyt.

    W czasie, gdy coraz więcej nagrań i pełnych wydawnictw brzmi po prostu tak samo, warto sięgać po projekty takie, jak „Restless Adventures”. Owszem, znajdą się krytycy i malkontenci, którzy stwierdzą, iż praktycznie wszystko już było na poprzednich płytach Klausa Layera i nie sięga on po nic nowatorskiego. W końcu żyjemy w dobie wszelkich muzycznych eksperymentów i należy do tego dostosować się. Jednak nie o to chodzi, aby non stop zmieniać swój styl, szukać nieustannie innych rozwiązań, wiecznie podążać za panującymi w danej chwili trendami i zwyczajnie w świecie wychodzić do ludzi z muzyką, która brzmi płytko i nie wyróżnia się pośród wydawnictw pozostałych artystów. Captain Crook stworzył własnoręcznie świat, w którym on decyduje, jak będą wyglądały jego beaty i klimat produkcji. Co ważniejsze, zamiast ciągłego ewoluowania widać u niego bardziej rewolucję boom-bapowych podstaw z lat 90.tych, a na ten nurt hip hopowy nadal znajdują się chętni odbiorcy. Minusem tutaj pozostaje niemal identyczna podstawa, punkt wypadkowy, z którego wychodzą muzyczne wizje wykonawcy. Nawet, kiedy artysta dalej opiera warsztat o uprzednio znane składowe, nie odstrasza to, zaś dzięki eksperymentom widać u niego skłonność do mierzenia się z nowymi wyzwaniami, a nie pozostawania w tym samym miejscu. W końcu chodzi o sukcesywne definiowanie na nowo swojego stylu. Należy o tym pamiętać za każdym razem, gdy ma się do czynienia z nagraniami Klausa Layera, które również wpisują się w motto Redefinition Records„jakość ponad ilość”.

    Kup: Klaus Layer – „Restless Adventures”

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. Inner Earth Vibe
    2. Another Season
    3. Through The Looking Glass
    4. Our Hearts
    5. Time Out
    6. A Day Vision
    7. Happiness at the Lake
    8. Kaleidoscope
    9. Don’t You Care
    10. You Don’t Know (Bonus track)
  • The Imperfectionist kolejną płytą Raizy Bizy

    The Imperfectionist kolejną płytą Raizy Bizy

    3–5 minut

    Australia i Nowa Zelandia wykształciły specyficzne i wyróżniające się na świecie sceny hip hopowe. Od dawna obserwuję poczynania artystów związanych z tym regionem świata, którzy raz za razem potrafią pozytywnie zaskoczyć i udowodnić, iż należy się z nimi liczyć. Wszystko to bierze się z oryginalnego i niepodrabianego stylu tamtejszych wykonawców oraz niezwykłej estetyki towarzyszącej ich muzyce. W dotychczasowej działalności naszego serwisu pojawiło się sporo artykułów na temat reprezentantów Krainy Kangurów i Kraju Kiwi. Home Brew, Concept, SoulChef, @Peace, Nix, Ishu, Kid Tsunami, Oath i inni twórcy z krańca świata znaleźli już swoje miejsce na U Call That Love. Obok ww. artystów szeroko kompletowanym przez nas wykonawcą jest Raiza Biza. Ponad pół roku temu odbyła się premiera kolejnego albumu tego rapera z Nowej Zelandii, „The Imperfectionist”.

    Niejedna osoba z branży muzycznej może pochwalić się barwnym i przyciągającym uwagę życiorysem. Jednak niewielu przybyło drogę podobną do Raizy Bizy. Artysta młode pokolenia przyszedł na świat w Rwandzie, zaś do Nowej Zelandii przeprowadził się dopiero po spędzeniu czasu w innych zakątkach świata (Afryka Południowa i Ameryka Północna). Emcee wyróżnia się akcentem i charakterystycznym flow, co odcisnęło piętno w jego projektach. Akurat po osiedleniu się przez niego na krańcu świata zabrał się za działalność wydawniczą.

    Premierowy album rapera pochodzącego z Czarnego Lądu, „Dream Something LP”, ukazał się 7 października 2012 roku. Płytę wyprodukowaną w lwiej części przez Crime Heat Beatsa docenili słuchacze poszukujący świeżych brzmień hip hopowych opartych o podstawy starej szkoły rapu. Przychylne przyjęcie debiutanckiego materiału na pewno motywująco wpłynęło na tego twórcę, ponieważ już niecałe pół roku później wypuścił on drugie pełno wydawnictwo – „Summer”. Materiał stanowi kolejny krok do przodu w karierze muzycznej tego Emceego. W dalszej kolejności zaprezentował on następny longplay nawiązujący do pory roku – „Winter Solace”. Płyta wydana w sierpniu 2013 roku ukazała nieco inną stronę muzyki Raizy Bizy, gdyż dominowały na niej bardziej spokojne klimaty. Trzy albumy wydane w trakcie 12 miesięcy zwróciły uwagę na tego wykonawcę wielu osób, jak też na współpracę z innymi artystami oraz liczne koncerty w miastach położonych na obu wyspach Nowej Zelandii. Docenione jego za jakość publikowanych produkcji, a nie za ich ilość, co należy podkreślić. Dostrzegł jego również Ben Lawson z Red Bull Studios Auckland, który następnie zaproponował bohaterowi dzisiejszego artykułu pomoc przy nagraniu kolejnego LP. W ten sposób zostały podłożone podwaliny pod „The Imperfectionist”. Wydawnictwo wypuszczone przy współpracy z Red Bullem stanowi najważniejszy projekt w dotychczasowej działalności artysty.

    Kolejna płyta w dorobku Raizy Bizy ukazała się 30 kwietnia ub.r. Ze względu na nowe możliwości uzyskane przez rapera, tegoroczną produkcję określa on mianem swojego pełnoprawnego debiutanckiego longplaya. Skąd taka opinia wzięła się skoro wcześniej wydał on już 3 pełne materiały? Ano stąd, że do tej pory Emcee nie miał takiego komfortu pracy i nie otrzymał aż takiej pomocy od innych, jak przy tworzeniu „The Imperfectionist”. Jego przypadek pokazuje, jak wiele znaczy trafienie na odpowiednich ludzi. Ben Lawson wraz z pozostałymi osobami pracującymi w Red Bull Studios Auckland wykonał kawał dobrej roboty, pracując nad końcowym brzmieniem albumu. Co prawda od strony stylu Raizy Bizy, doboru beatów i tematyki poruszanej przez niego w nagraniach, niewiele zmieniło się, ale słychać tutaj wpływ bardziej doświadczonych muzyków i inżynierów studyjnych. Od strony muzycznej swoje cegiełki do powstania longplaya dołożyli Jay Knight, Crime Heat Beats, Why SL, Haz Beats, Ill Baz i P-Money. Wszyscy producenci należycie wywiązali się ze swoich zadań, dostarczając nowocześnie brzmiące beaty, odpowiednio pasujące do stylu Raizy Bizy. Dodatkowo rapera wsparli PNC, Spycc, Maia Rata, Third3ye, Bianca Paulus, Piatao the Supervillain, Bailey Wiley, Diaz Grimm oraz Rizvan. Jednak płyta wypada korzystnie nie za sprawą gościnnych udziałów innych artystów, ale ze względu na wyrównany poziom trzymany przez gospodarza albumu. Przy dalszym progresie i ciężkiej pracy, Raiza Biza może zdobyć jeszcze więcej laurów w przyszłości, w końcu on sam doskonale zdaje sobie sprawę, że nie osiągnął jeszcze perfekcji. Nowozelandzki artysta znajduje się na właściwym torze, z którego nie wypada mu wypaść.

    Wydawnictwo opublikowano na Soundcloudzie i Bandcampie. „The Imperfectionist” można pobrać jako „buy now – name your price” za pośrednictwem tego drugiego serwisu. Ostatni album Raizy Bizy promuje kilka singli, w tym „Chuck Daly” z udziałem PNC oraz „Gravity”, które powstało przy wsparciu Piatao the Supervillaina, Bailey Wiley oraz Diaza Grimma. Szczegółowe informacje o tym materiale umieszczono na stronie Red Bulla. Już w tej chwili sympatyczny raper zamieszkały w Auckland jest doskonale rozpoznawalną postacią w Nowej Zelandii. Jego następne produkcje powinny umożliwić mu lepsze dotarcie do mediów i słuchaczy z innych kontynentów.

    Tracklista

    1. The Butterfly Effect (prod. Jay Knight)
    2. Chuck Daly feat. PNC (prod. Crime Heat)
    3. New Kings feat. Spycc & Maia Rata (prod. Why SL)
    4. House Party (prod. Crime Heat)
    5. Biza’s Way feat. Yayne (prod. Haz Beats)
    6. Intoxication (prod. Crime Heat)
    7. The Sky feat. Third3ye & Bianca Paulus (prod. Jay Knight)
    8. Gravity feat. Piatao the Supervillain, Bailey Wiley & Diaz Grimm (prod. Jay Knight)
    9. A Song for Sophia feat. Bailey Wiley (prod. Ill Baz)
    10. Seagers Gin (prod. Crime Heat)
    11. The Tunnel feat. Rizvan (prod. P-Money)
    12. Supporters Note (prod. Crime Heat)
  • Trwają kwalifikacje do Red Bull Thre3style

    Trwają kwalifikacje do Red Bull Thre3style

    2–3 minut

    W świecie muzycznym Red Bull kojarzy się na ogół ze swoją akademią, która corocznie pojawia się w innej części globu. Oprócz tego globalna marka od kilku lat prowadzi projekt pod nazwą Red Bull Thre3style. Przedsięwzięcie jest skierowane do DJ’ów, którzy mają okazję zmierzyć się ze sobą i zaprezentować nie tylko swoje umiejętności, ale także zdolności zawładnięcia publicznością. Trwa rejestracja do tych międzynarodowych zawodów didżejskich. Poniżej znajdziecie więcej informacji o tym wydarzeniu.

    Jak przedstawia niniejsza impreza od kuchni? Red Bull Thre3style to wyjątkowe zawody, w których liczą się wszystkie aspekty sztuki DJ’ingu: technika, umiejętności, kreatywność, selekcja, charyzma, energia i przede wszystkim – zdolność do rozgrzania parkietu do czerwoności. W poprzednich latach zwycięzcami RT byli DJ Hedspin (Kanada), Four Color Zack (USA), DJ Shintaro (Japonia) i DJ Eskei83 (Niemcy). Światowe finały w 2015 roku odbędą się w Tokio, gdzie w szranki stanie również reprezentant Polski, którego wyłonią krajowe eliminacje.

    Aby wziąć udział w polskich eliminacjach należy zarejestrować się na tej stronie, a następnie przesłać do 26 stycznia 15-minutowy autorski set załadowany w serwisie Mixcloud. Zgłaszany mix powinien spełniać naczelną zasadę zawodów Red Bull Thre3style – wykorzystywać co najmniej 3 różne gatunki muzyczne. Spośród wszystkich zgłoszeń jury wybierze 12 najlepszych, którzy zmierzą się w realnych pojedynkach podczas ogólnopolskich półfinałów w lutym Krakowie oraz Sopocie. Wyłoniona dalej szóstka z nich awansuje do polskiego finału, który rozegra się w marcu w Poznaniu. Najlepszy z najlepszych będzie reprezentował nasz kraj podczas światowych finałów w Tokio, gdzie będzie można spróbować odebrać tytuł mistrza, pochodzącemu z Niemiec, DJ’owi ESKEI83.

    Zasady Red Bull Thre3style

    Każdy DJ musi zaprezentować miks wykorzystując utwory reprezentujące co najmniej 3 różne gatunki muzyczne. Uczestnicy otrzymują po 15 minut na scenie, a celem ich występu jest zaimponowanie sędziom i zdobycie uznania u publiczności. Niezależnie od poziomu na jakim będzie toczyć się rywalizacja, sędziowie ocenią każdy występ w ramach Red Bull Thre3style na podstawie następujących kryteriów:

    • 20% – oryginalność doboru utworów (płyty nie przeznaczone do sprzedaży, nowe wersje utworów, dubplate’y
    • 30% – kreatywność podczas miksowania (kompozycja, blendy, zabawa dźwiękami i słowami)
    • 30% – znajomość technik DJ’skich (scratching, beat juggling, itd.)
    • 10% – prezencja sceniczna
    • 10% – reakcja publiczności

    Szczegółowe informacje odnośnie projektu na stronie Red Bull Thre3style. Poniżej zwycięski set DJ’a ESKEI83, który zapewnił mu wygraną podczas ubiegłorocznych finałowych zawodów w Baku.

  • Skalpel powraca z nowymi płytami

    Skalpel powraca z nowymi płytami

    5–7 minut

    W styczniu zawsze przygotowuję ranking bardziej istotnych płyt za poprzedni rok. Za każdym razem okazuje się, że istnieje sporo produkcji, którym nie poświęciłem odpowiedniej uwagi, przegapiłem i/lub odstawiłem na półkę z napisem „do przesłuchania później”. W związku z tym, że sięgam po szeroki wachlarz współczesnych wydawnictw, przeważnie na liście ląduje sporo projektów. W najbliższym czasie postaram się wyrównać zaległości z tego tytułu i przedstawić przynajmniej kilkanaście pominiętych wcześniej materiałów z 2014 roku. Wkrótce na naszej stronie pojawią się artykuły o płytach Your Old Drooga, Chestera Watsona, Atmosphere, Run The Jewels, The Black Opery, Ghostface Killah, Blu, The Koreatown Oddity i wielu innych. Zaczniemy jednak od zeszłorocznych materiałów rodzimej formacji Skalpel – „Simple” i „Transit”.

    Wszyscy nieco starsi słuchacze powinni pamiętać, jakie było poruszenie w kraju dekadę temu, gdy okazało się, że polscy wykonawcy rozpoczęli współpracę z brytyjską wytwórnią płytową Ninja Tune. Igor Pudło i Marcin Cichy zupełnie niepostrzeżenie dla nikogo, bez zbędnego szumu, weszli na początku tego stulecia do grona artystów nagrywających muzykę dla kultowej oficyny wydawniczej z siedzibą w Londynie. Skalpel dokonał wydawałoby się niemożliwego, w końcu przed podpisaniem kontraktu płytowego z NJ polski duet miał na swoim koncie miał jedynie dwa wydawnictwa – „Polish Jazz EP” i „Virtual Cuts” – które nie były zbyt mocno promowane poza granicami naszego kraju.

    Pomimo tego iż grupie z Wrocławia nie każdy wróżył zrobienie międzynarodowej kariery, to jednak włodarze Ninja Tune mocno wierzyli w swoich nowych artystów. Jak się szybko okazało, wcale nie przeliczyli się, gdyś wszystkie materiały wydane przez Skalpel stały na wysokim poziomie artystycznym. Już opublikowane w 2003 roku EP-ki „Sculpture” i „1958” ujawniły spory potencjał drzemiący w tej formacji. Wrocławianie opierali swoje nagrania głównie o sample wyniesione z polskich nagrań jazzowych z lat 60. i 70.tych, co w szybkim tempie stało się ich znakiem rozpoznawczym. Twórcy przekształcali następnie stare kompozycje w różnego rodzaju elektronikę, podawaną ze smakiem i dbałością o najmniejsze szczegóły. Dwa longplaye wydane przez duet – „Skalpel” i „Konfusion” – spotkały się z szeregiem pochlebnych opinii. Obie płyty doceniono nie tylko nad Wisłą, ale także w pozostałych krajach europejskich. Właśnie za sprawą tych wspaniałych wydawnictw (w ub. latach trafiła do sprzedaży reedycja winylowych wersji tych albumów) Skalpel uhonorowano Paszportem „Polityki” za 2005 rok w kategorii „Estrada”.

    Po zdobyciu tych laurów grupa nieoczekiwanie zaprzestała na długi czas aktywności na rynku wydawniczym. Członkowie tego zespołu skupili się na solowej działalności. W ostatnich latach więcej było słychać o Igorze Pudło, nagrywającym muzykę również pod pseudonimem Igor Boxx. Otrzymaliśmy od niego kilka udanych projektów – „Breslau”, „Dream Logic” i „Last Party In Breslau”. Natomiast Marcin Cichy przeważnie pomagał innym artystom przy nagrywaniu płyt (przeważnie od strony technicznej). Jednak w ostatnich dwóch latach ten artysta o wielu talentach pokusił się o serię wydawniczą pod aliasem Meeting By Chance. Wrocławianin opublikował m.in. „Meeting Illegal Art”, „Meeting By Chance”, „Moon Rock” i „IIII” (wszystkie jego materiały znajdziecie na Bandcampie). Po długim okresie bez wspólnej płyty bohaterowie niniejszego artykułu ponownie zdecydowali się wspólnie tworzyć muzykę. Pierwszy owoc sesji nagraniowych Skalpela„Simple” – ukazał się na rynku płytowym w maju ub.r.

    Od ostatnich nagrań Skalpela minęło naprawdę dużo czasu. Polska grupa musiała na nowo przystosować się do otaczającej rzeczywistości, w końcu rynek fonograficzny w 2005 a 2014 rok różni się kolosalnie. Igor Pudło i Marcin Cichy rzecz jasna utrzymali część odbiorców doskonale znających ich poprzednie dokonania lecz obok nich wyrosło pokaźne grono nowych sympatyków ich brzmień, którzy dopiero co stykali się z ich muzyką. Dlatego też z wydaniem „Simple” EP wiązało się co najmniej kilka niewiadomych. Czy po latach duet nadal zachowa wcześniejszy styl, czy też spróbuje czegoś innego? Jak słuchacze z kraju i zagranicy zareagują na ich świeże utwory? Czy chemia panująca pomiędzy członkami formacji pozostanie taka sama, jak dawniej? Wszelkie wątpliwości, co do formy prezentowanej przez Skalpel zostały rozwiane w oka mgnieniu. Z kolei odpowiedzi na powyższe zagwozdki (i pozostałe) leżały gdzieś ukryte pośrodku utworów zgromadzonych na EP-ce. Formacja podkreślała, iż tę płytę należy traktować jako preludium do pełnego albumu, którego premiera miała odbyć się kilka miesięcy później. Trzeba przyznać, iż taki nowy początek w wykonaniu wrocławian wypadł nader zachęcająco. Przesłuchując „Simple” najbardziej zapada w pamięć rozbudowane nagranie „Soundtrack” – prawdziwy popis Skalpela. Warto jednak pamiętać o tym, że nie tylko dla tej kompozycji wypada sięgnąć po całą EP-kę, zawieszoną pośród wszelakich wariacji jazzowych i elektronicznych.

    Wydawnictwo trafiło na Bandcampa. „Simple” EP ukazało się zarówno w wersji elektronicznej, jak i fizycznej. Wydanie winylowe EP-ki zostało już wyprzedane, natomiast nadal w obiegu pozostają płyty kompaktowe. Materiał Skalpela promują trzy single – tytułowe „Simple”, „Soundtrack” oraz „Simple (Version)”. Do drugiego z tych nagrań powstał też videoclip.

    Tracklista

    1. Simple
    2. Salvadanio
    3. On the Road
    4. Simple (Version)
    5. Soundtrack

    „Simple” okazało się porządnym wstępem do długo oczekiwanego longplaya wrocławian. Przychylny odbiór i zainteresowanie tym wydawnictwem ze strony opinii publicznej na pewno przynajmniej po części wpłynęło na oczekiwania słuchaczy wobec nowego longplaya duetu. Po blisko półroczu od wydania EP-ki doczekaliśmy się świeżego LP autorstwa doświadczonych muzyków znad Odry. Wszyscy ci, którzy nastawiali się na produkt wysokiej jakości, na pewno nie mogli poczuć się zawiedzeni. „Transit” stanowi instrumentalną płytę na światowym poziomie, łączącą w sobie odmienne style muzyczne zgrabnie spięte jazzową klamrą. Tytuł wydawnictwa dobrano nieprzypadkowo. We wczesnych zagranicznych publikacjach często przedstawiano Skalpel jako zespół z Europy Wschodniej kultywujący wspaniały dorobek polskich artystów z lat 60. i 70.tych, ale też dbający o ukazanie własnej wizji elektroniki. Po dekadzie krajobraz ten ewoluował, ponieważ obecnie Igor Pudło i Marcin Cichy już są artystami z określoną dyskografią i wykształconym stylem, a ich brzmienie to coś więcej niż jedynie fuzja jazzu i elektroniki. Doskonale można o tym przekonać się, studiując tuzin ścieżek zgromadzonych na albumie. Poszczególne kompozycje skrzętnie łączą się w jedną całość i daleko wychodzą poza standardowe ramy współczesnych płyt tworzonych przez producentów. Wraz ze Skalpelem można wybrać się tranzytem w podróż nie tylko przez Polskę czy Europę, ale też przez cały świat pełen muzycznych uniesień.

    Trzeci album grupy można odsłuchać i/lub nabyć za pośrednictwem Bandcampa. „Transit” trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej oraz fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe), które można zamówić na BC lub poprzez wybrane sklepy muzyczne. Wydawnictwo promuje utwór „If Music Was That Easy”, do którego złożono też teledysk. Skalpel pokazał wszem i wobec, że nawet po dekadzie przerwy, nadal może nagrywać muzykę wysokich lotów. Marcin Cichy i Igor Pudło, to artyści pełną gębą, należący do czołówki polskich muzycznych produktów eksportowych. Oby tylko rodzimy duet nie kazał równie długo czekać na swoje kolejne nagrania, co poprzednio.

    Tracklista

    1. Siesta
    2. Simple
    3. Sound Garden
    4. If Music Was That Easy
    5. Snow
    6. Saragossa
    7. Transit
    8. Sea
    9. Sigma
    10. Surround
    11. Switch
    12. Sunset
  • Winylowy projekt Plasha – Isolation EP

    Winylowy projekt Plasha – Isolation EP

    3–4 minut

    Od drugiej połowy poprzedniej dekady trwa odrodzenie winyli. Po ponad 15 latach królowania płyt kompaktowych branża muzyczna i słuchacze ponownie zwrócili się w stronę wosków. Wystarczy tylko spojrzeć na dane – w 2013 roku jedynie na terenie Stanów Zjednoczonych sprzedano 6 mln kopii płyt winylowych. Wzrost sprzedaży w porównaniu do 2012 roku wyniósł aż 32%, co nie umknęło uwadze opinii publicznej. W dzisiejszych czasach nabywców znajdują nie tylko reedycje albumów i wydawnictwa popularnych mainstreamowych artystów, ale także undergroundowi wydawcy nie mogą narzekać na zainteresowanie kolekcjonerów wosków ich projektami. Niejeden niezależny wykonawca stawia sobie za najwyższy priorytet wypuszczenie swoich nagrań na winylu. W myśl tej zasady postąpił polski artysta, Plash. Jego najnowsza płyta, „Isolation EP”, ukazała się na rynku kilka miesięcy temu.

    Wszystkie osoby związane mniej lub bardziej z bboyingiem, z pewnością dobrze kojarzą sylwetkę bohatera tego artykułu. Krakowski artysta pozostaje aktywny w środowisku hip hopowym od wielu, wielu lat, szczególnie udzielając się na imprezach bboyowych. Plash (przez lata występował pod pseudonimem Przeplach) pojawia się na różnego rodzaju wydarzeniach zarówno jako bboy, jak i DJ. Właśnie od tej strony pokazał się on na wielu prestiżowych zawodach – Over The Top, Freestyle Session, Circle Prinz, Skill Masters, Red Bull BC One Cypher Poland, All About Style, Warsaw Challenge, Jabra Style i pozostałych. Występował przed utytułowanymi zagranicznymi wykonawcami (Dilated Peoples, Afu-Rą, Mos Defem, Ugly Duckling, Pharaohe Monchem, The Pharcyde, DMX, Lords Of The Underground, Scratch Perverts i innymi) Krakowianin zajmuje się też produkcją muzyki, w czym radzi sobie z powodzeniem.

    Plash wywodzi się z kolektywu bboyowego Stylowa Spółka Społem. SSS udzielała się również jako grupa muzyczna, wypuszczając przede wszystkim płyty „Powrót Do Przeszłości” oraz „Powrót Po Przeszłości”. Ponadto krakowski twórca udziela się w harcore’owym zespole WU-HAE oraz live bandzie Flue; współpracuje również z polskimi jazzmanami, Jarosławem Śmietaną i Wojciechem Karolakiem. Artysta z południa Polski zapisał na swoim koncie także kilka solowych wydawnictw. W ostatnich latach opublikował on 4 mix-CD’s – „Slow Flow”, „Rap History Warsaw 1997”, „Me Myself & Vibe” oraz „Bboy Boom Baps Vol. 1”. pod koniec roku dołożył on tribute poświęcony Wu-Tang Clanowi. Jeszcze wcześniej, bowiem w połowie ub.r., Plash wydał najważniejszy solowy projekt, jak do tej pory – „Isolation EP”.

    Wydawnictwo pojawiło się w sprzedaży w połowie minionych wakacji. Co do zaoferowania słuchaczom ma rodzimy artysta? Ano mocną dawkę boom-bapowych brzmień podanych na odpowiednio wysokim poziomie. Utworem wysuwającym się przed szereg jest tutaj zdecydowanie doskonałe „Wake Up Call”. Nagranie powstałe przy współpracy z BlabberMoufem z holenderskich formacji Da Shogunz i Het Verzet to prawdziwy hip hopowy hymn wypadający nad wyraz korzystnie. W dalszej kolejności należy wspomnieć o drugim tracku na „Isolation EP” z wokalami – „Go” – z udziałem S.Squair Blaqa. Na plus należy zapisać również instrumentalne produkcje zawarte na płycie. „Kaito” i „Relief” pozostawiają po sobie świetne wrażenie. W pierwszym utworze na uwagę zwraca charakterystyczny wschodni sampel, zaś w drugim klimat tego nagrania. Ciężkie brzmienie serwowane tutaj przez Plasha jest bardzo charakterystyczne i wiernie oddaje klimat całej EP-ki. Swoje cegiełki do powstania winylowego wydawnictwa dołożyli też Mr. Krime i DMC. Projekt powstał w oparciu o duże pokłady wiedzy muzycznej, co jest niezaprzeczalną zaletą ubiegłorocznego materiału krakowianina.

    Projekt w wersji elektronicznej można odsłuchać na Bandcampie (brakuje instrumentali do „Wake Up Call” i „Go”). Wydanie winylowe „Isolation EP” w cenie 49 złotych nadal można nabyć odwiedzając sklep 12 Cali. Płytę promują dwa teledyski. Pierwszy z nich został nakręcony do miksu utworów z EP-ki, z kolei drugi obraz powstał do singlowego nagrania z udziałem BlabberMoufa, „Wake up Call”. Szkoda tylko, że materiał Plasha nie dotarł do szerszego grona zagranicznych odbiorców, którzy na pewno doceniliby ten projekt.

    Tracklista

    Strona A

    A1 Isolation
    A2 Wake Up Call feat. BlabberMouf
    A3 Moon
    A4 Wake Up Call (Instrumental)

    Strona B

    B1 Kaito
    B2 Relief
    B3 Go feat. S.Squair Blaq
    B4 Go (Instrumental)

  • Cormega i Large Professor przedstawiają Mega Philosophy

    Cormega i Large Professor przedstawiają Mega Philosophy

    4–7 minut

    W dzisiejszych czasach mamy do czynienia w branży muzycznej z częstym zjawiskiem nieporozumień i konfliktów międzypokoleniowych. Coraz więcej osób otwarcie mówi, że młodsi artyści kompletnie nie szanują swoich starszych kompanów po fachu i nawet nie starają się zrozumieć ich muzyki. Podobnie sprawy wyglądają z młodymi słuchaczami, którzy przeważnie nie mają pojęcia o jakichkolwiek podstawach danego gatunku muzycznego. Do tego jedynie wybrani weterani hip hopowi mogą obecnie liczyć na względnie duże zainteresowanie mediów i odbiorców, gdyż po wielokroć doświadczeni wykonawcy są po prostu odsyłani na emeryturę. Niekiedy trudno odmówić słuszności takim stwierdzeniem lecz nie należy też zapominać, iż zaawansowani wiekowo twórcy nadal potrafią pozytywnie zaskoczyć. „Mega Philosophy” duetu Cormega i Large Professor to właściwy przykład na potwierdzenie tych słów.

    Od lat nowojorska scena pozostaje najbardziej rozbudowaną pośród wszystkich amerykańskich środowisk hip hopowych. Cały czas w tym rozległym kręgu próbują zaistnieć nowe postaci, a przy tym nadal nie dają o sobie zapomnieć doświadczeni twórcy pokroju choćby Cormegi i Large Professora. Obaj artyści pozostają aktywni w środowisku hip hopowym już od ponad dwóch dekad. Przez ten czas wydali oni pokaźną liczbę singli i longplayów, współpracując z plejadą wykonawców.

    Pierwszy z nich mógł zdecydowanie więcej osiągnąć w swojej karierze muzycznej. Początkowe lata przedstawiciela Queens na scenie zbiegły się z problemami z prawem oraz nieudane kontakty z innymi twórcami. Większość osób dobrze kojarzy historię związaną z wyrzuceniem Cormegi z supergrupy hip hopowej założonej z inicjatywy Nasa, The Firm, tego samego artysty, który dedykował jemu słynny singiel „One Love” z ponadczasowego „Illmatica” (w późniejszych latach długo ciągnął się beef pomiędzy nimi). Jeden z bohaterów dzisiejszego artykułu nie miał też przez długi czas szczęścia do wydawców. Pod koniec lat 90.tych podpisał on kontrakt z niesławnym Violator Records, ale nigdy nie wydał tam płyty. Skończyło się na tym, że Emcee uruchomił własną oficynę wydawniczą, Legal Hustle Records, wspieraną następnie przez Landspeed Records (pamięta jeszcze ktoś o tym labelu?), Fastlife czy Koch Records. Większość płyt wypuszczonych przez Cormegę spotkała się z przychylnym odbiorem przez recenzentów i opinię publiczną. „The Realness”, „The True Meaning”, „The Testament” czy „Born and Raised” wypadły na co najmniej dobrym poziomie, chociaż nie każde z tych wydawnictw zostało docenione przez szersze grono słuchaczy. Przy okazji prac nad drugim longplayem nowojorski raper poznał bliżej Large Professora.

    Jeżeli miałbym wymienić artystów, którzy najbardziej udanie łączą funkcje producenta i rapera, to Extra P znalazłby się w ścisłej piątce. Do tego weteran hip hopowy to wybitny specjalista od remiksów – w trakcie swojej działalności w branży dostarczył on nowe wersje utworów dla m.in. Slick Ricka, Beastie Boys, Organized Konfusion, Commona i wielu innych. Oprócz tego jego beaty pojawiały się na płytach Mobb Deep, Nasa, Diamonda D, Mad Skillza, The X-Ecutioners, The Beatnuts i masy pozostałych wykonawców. Jednak jego kariera solowa mogła ułożyć u niego znacznie lepiej. Już w 1996 roku miał ukazać się jego debiutancki album, „The LP”, ale plany wydawnicze spaliły na panewce. Na domiar złego pierwotny wydawca płyty, Geffen Records, przez lata blokował wypuszczenie tego materiału, którego oficjalna premiera odbyła się dopiero w 2009 roku. Na debiutanckie LP tego twórcy przyszło wszystkim czekać aż do 2002 roku, kiedy to ujrzał światło dzienne projekt „The 1st Class”. W 2008 roku trafiła do sprzedaży druga płyta nowojorczyka, „Main Source”. Po kolejnych 4 latach Large Pro opublikował dobrze przyjęte „Professor @ Large”. Po drodze do trzeciego LP wykonawca nagrywał mniejsze i większe materiały (choćby „Still On The Hustle” z Neekiem The Exotikiem sprzed ponad 3 lat), współpracując przy tym z różnymi twórcami, w tym właśnie z Cormegą. Po wielu latach obaj wykonawcy zdecydowali się na zrealizowanie wspólnego materiału. „Mega Philosophy” znajduje się w obiegu już od blisko półrocza.

    Duet z nowojorskiego Queens spokojnie podszedł do nagrywania pełnego albumu, cały czas podkreślając na łamach mediów, że ten projekt powstaje w naturalny sposób. Nie można było w żaden sposób podważyć tych słów, ponieważ współpracują oni ze sobą już od ponad 10 lat. Przez ten czas Cormega i Large Professor nawiązali bliższe relacje i doskonale poznali wzajemne opinie odnośnie muzyki hip hopowej i nastawienie do tworzenia muzyki. Kampania promocyjna rozpoczęła się na kilka miesięcy przed premierą płyty. Już po otrzymaniu przedsmaku całości LP w postaci singli „Honorable”, „Industry” i „Rap Basquiat” (kazanie z końcówki tracka pokazuje nieopierzonym raperom, gdzie raki zimują) można było obstawiać niemal w ciemno, że otrzymamy co najmniej solidną dawkę rapu w starym-dobrym wydaniu. Wszystkie te przypuszczenia wnet potwierdziły się po premierze „Mega Philosophy”. Nowojorczycy zrealizowali materiał według klasycznych standardów – Mega zajął się dostarczeniem wysokiej jakości tekstów, zaś Large Pro przygotował korzennie brzmiące beaty. Akurat warstwa liryczna jest tym, co wyróżnia ten longplay pośród innych. Cormega wraz ze swoimi gośćmi (Styles P, Black Rob, Maya Azucena, Redman, RaekwonJarell Perry, AZ i Nature) dołożył wszelkich starań, aby dostarczyć słuchaczom coś więcej niż jakże modne puste slogany i niewiele znaczące zwrotki, szybko idące w zapomnienie. Emcee nie stracił nic ze swojego wigoru i stylu, legitymując się na „Mega Philosophy” pewnym i przyciągającym uwagę flow. Z kolei Large Professor znowu pokazał, że nadal liczy się w branży. Jego beaty przedstawiają odpowiednią jakość, nie można do nich tak naprawdę przyczepić się. W ten sposób niepostrzeżenie powstała jedna z ciekawszych i najbardziej wyrównanych płyt ostatnich miesięcy. Wcale też ten projekt nie jest za krótki, ponieważ okrojone longplaye znowu są w cenie.

    Odsłuch albumu został umożliwiony dzięki serwisowi DJBooth.net. Slimstyle Records dołożyło wszelkich starań, aby „Mega Philosophy” doczekało się godnego wydania. Wydawnictwo trafiło do sprzedaży na płytach kompaktowych, winylowych i kasetach (oczywiście jest też dostępna w obiegu wersja elektroniczna LP). Po kilku miesiącach od premiery longplaya pojawiła się w obiegu także instrumentalna wersja ubiegłorocznej produkcji nowojorczyków. Singlami promującymi ten projekt wybrano kolejno „Honorable”, „Industry”, „Rap Basquiat” oraz „Rise”. Warto też dodać, że pierwszy z tych utworów ukazał się też na siódemce winylowej, z kolei do drugiego i czwartego nagrania stworzono także videoclipy. Krótki materiał video wypuszczono również do „Reflection”. Pojawił się też remix „Industry”, w którym dodatkowo wystąpili Inspectah Deck, Roc Marciano, Sadat X i Lord Jamar. W ramach rozszerzenia wiadomości o „Mega Philosophy” można zapoznać się z wydaniem audycji „The Combat Jack Show”, ​które w całości poświęcono właśnie tej płycie. Cormega przy wydatnej pomocy Large Professora pokazał, że ma jeszcze sporo do udowodnienia na scenie hip hopowej.

    Tracklista

    1. New Day Begins
    2. MARS (Dream Team) feat. AZ, Redman & Styles P
    3. Industry
    4. More feat. Chantelle Nandi
    5. Reflection
    6. D.U. (Divine Unity) feat. Nature
    7. Honorable feat. Raekwon
    8. Rap Basquiat
    9. Rise feat. Maya Azucena
    10. Home feat. Black Rob
    11. Valuable Lessons feat. Jarell Perry
  • Debiutancki album milo – a toothpaste suburb

    Debiutancki album milo – a toothpaste suburb

    4–5 minut

    Alternatywna muzyka hip hopowa cały czas zdobywa uznanie kolejnych słuchaczy. Nurt zapoczątkowany na przełomie lat 80. i 90.tych przeszedł wiele przeobrażeń i nieustannie zachwyca różnorodnością. W początkowych latach do tej niszy wrzucano niemal każdego artystę i grupę stojącą w opozycji do mainstreamu (szczególnie do gangsta rapu). W następnych latach wykonawcy patrzący znacznie szerzej na hip hop nadali temu nurtowi nowe definicje. Niestereotypowy rap znalazł dobre miejsce do rozwoju szczególnie w Kalifornii. Właśnie stamtąd pochodzi jeden z ważniejszych kolektywów zrzeszających alternatywnych artystów – Project Blowed. Jeden z członków tego crew, Nocando, od kilku lat prowadzi z powodzeniem wytwórnię płytową Hellfyre Club. 23 września ub.r. nakładem tej oficyny wydawniczej ukazała się długo oczekiwana płyta milo – „a toothpaste suburb”.

    W zeszłym roku wykonawcy kojarzeni z awangardowym i nowatorskim nurtem mocno namieszali na scenie hip hopowej. Swoją rolę w popularyzacji alternatywnej strony rapu odegrał milo. Szalenie sympatyczny i oryginalny twórca przyciąga uwagę mediów i słuchaczy od dobrych kilku lat. Pochodzący z Chicago artysta stworzył nad wyraz ciekawy sposób na siebie. Za sprawą charakterystycznego i niepodrabianego stylu trudno jego porównywać z jego kompanami po fachu. Z każdym kolejnym wydawnictwem członek Hellfyre Clubu rośnie w siłę, dojrzewa muzycznie i oddaje do rąk słuchaczy coraz lepsze projekty.

    Pierwszy ważniejszy materiał milo ukazał się w listopadzie 2011 roku. Wtedy to otrzymaliśmy od niego projekt „I wish my brother Rob was here” (tytuł stanowi follow-up do klasycznego albumu Dela, „I Wish My Brother George Was Here”). Konceptualny album oparty o beaty autorstwa m.in. fLako, Shlohmo, Gold Pandy, Flying Lotusa, Freddie’ego Joachima czy and Madliba odsłonił zawiły i pozbawiony jakichkolwiek schematów świat kreowany przez tego artystę. Zamiłowania amerykańskiego wykonawcy do oryginalnych podkładów zostały podkreślone na płycie „Milo takes Baths”, na której znalazły się beaty coraz popularniejszego przedstawiciela Anticonu. W dalszej kolejności opublikował on na początku 2013 roku podwójną EP-kę – „things that happen at day” i „things that happen at night”. Od tego rozpoczęła się bliska współpraca z Hellfyre Clubem. Pół roku po wydaniu tych materiałów, milo ponownie uraczył odbiorców płytą ze świeżymi trackami. „Cavalcade” okazało się kolejną udaną produkcją jedynego w swoim rodzaju rapera. Jakby tego było mało, w listopadzie 2013 roku ujrzało światło dzienne następne LP wychowanka Wietrznego Miasta – „poplar grove (or how to rap with a hammer)” (longplay trafił do obiegu pod jego innym synonim, Scallops Hotel). Pomimo tego iż ten twórca wypuszczał autorskie płyty od ponad 2 lat, to w jego dyskografii nadal brakowało oficjalnego albumu. Zmieniło się to wraz z wydanym we wrześniu „a toothpaste suburb”. Wydawnictwo było wyczekiwane przez mnóstwo słuchaczy i niepostrzeżenie znalazło się obok innych najbardziej pożądanych premier minionej jesieni.

    milo wydaje album a toothpaste suburb
    Fot. Giovanni Solis

    Przedsprzedaż płyty rozpoczęła się w połowie sierpnia. Jeszcze przed wydaniem pierwszego singla zapowiadającego longplay powstało niemałe zamieszanie wokół charakterystycznego twórcy. Hellfyre Club udanie poprowadziło kampanię promocyjną LP, w czym pomogły dobre wybory utworów na single – „you are go(o)d to me” oraz „argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us)” spełniły swoje zadanie, trafiając do szerokiej rzeszy odbiorców. Jedynie można było oczekiwać więcej szczegółów dotyczących „a toothpaste suburb”. Trzeba mieć na uwadze, że to był celowy zabieg Nocando i spółki, gdyż każda osoba mająca do czynienia z nową płytą milo spokojnie może tłumaczyć na swój sposób wszystkie utwory z wrześniowego longplaya. Niekonwencjonalna warstwa liryczna gospodarza albumu świetnie wypadła w zestawieniu z beatami dostarczonymi przez Greyhata, Tastenothinga, Iglooghosta oraz Rileya Lake’a. Emceego uzupełniają na płycie idealnie pasujący do niego artyści – KOOL A.D.Anderson .Paak, WC Tank, Open Mike EagleBusdriver. Znamienne jest też to, że dwaj ostatni wykonawcy wydali wcześniej w 2014 roku mocne i szeroko komentowane wydawnictwa (odpowiednio „Dark Comedy” i „Perfect Hair”. W porównaniu do tych projektów „a toothpaste suburb” nie wypadło wcale słabo czy też przeciętnie. Wręcz przeciwnie, milo stworzył najrówniejszy projekt, w pełni zasługujący na miano pierwszego oficjalnego albumu artysty rodem z Chi-Town. Jeżeli chcecie poznać skomplikowany, ale przy tym przytulny i przyjazny świat Amerykanina, to nie zwlekajcie dłużej, ponieważ czeka na Was niejedna niespodzianka na tej płycie.

    Hellfyre Club udostępniło projekt na Bandcampie i Soundcloudzie. „a toothpaste suburb” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (limitowane edycje płyt kompaktowych i kaset). Wydawnictwo promowane dwoma singlami – „you are go(o)d to me” oraz „argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us)” – cieszy się niesłychanym wręcz zainteresowaniem słuchaczy. Oczekiwania wobec tej płyty były duże, ale milo bez większych problemów stanął na wysokości zadania, dostarczając znakomity materiał. Nie ma też żadnego zaskoczenia w tym, że pełnoprawny debiut fonograficzny tego specyficznego rapera przewijał się pośród pozostałych najlepszych alternatywnych płyt z 2014 roku.

    Tracklista

    1. salladhor saan, smuggler
    2. yafet’s song
    3. peanut butter sandwiches
    4. sanssouci palace
    5. in gaol feat. KOOL A.D.
    6. thatness and whatness
    7. fragrant pee farts feat. Scallops Hotel
    8. ought implies can and i cannot
    9. you are go(o)d to me (editorial length)
    10. objectifying rabbits feat. Open Mike Eagle
    11. argyle sox (may Hellfyre live longer than any of us) feat. Busdriver
    12. Buck 65’s knee
    13. just us (a reprise for Robert who has not been forgotten)
    14. a day trip to the nightosphere feat. Anderson .Paak
    15. MAY THE DAYS BE AIMLESS (sorcery) feat. WC Tank
    16. gaudeamus igitur (for Kang Min-gyu)
  • Has-Lo & Castle ze wspólnym projektem – Live Like You’re Dead

    Has-Lo & Castle ze wspólnym projektem – Live Like You’re Dead

    4–5 minut

    Mello Music Group wyrobiło sobie na tyle mocną pozycję w branży hip hopowej, że już teraz jest określane przez wiele osób mianem jednej z najbardziej liczących się niezależnych oficyn wydawniczych. W zeszłym roku label prowadzony przez Michaela Tolle’a opublikował pełno udanych projektów. Oprócz podwójnej kompilacji „Mandala vol. 1-2” ukazały się też wydawnictwa Verbal Kenta („Sound of the Weapon”), L’Orange’a („The Orchid Days”), Apollo Browna („Thirty Eight”), Open Mike’a Eagle („Dark Comedy”), 7evenThirty’ego & Gensu Deana („The Problem”), Ugly Heroes („Ugly Heroes EP”), The Black Opery („The Great Year”), Apollo Browna & Ras Kassa („Blasphemy”) czy Diamond District („March On Washington”). Obok tych materiałów dzięki MMG otrzymaliśmy również wspólny album Has-Lo & Castle – „Live Like You’re Dead”.

    W niezależnych kręgach hip hopowych niektórym postaciom niezwykle trudno przychodzi zdobywanie szacunku u innych. Do tej niewdzięcznej kategorii należą obaj bohaterowie niniejszej publikacji. Pomimo niezaprzeczalnej wartości artystycznej materiałów wypuszczanych przez Has-Lo i Castle i uznania ze strony wybranych serwisów muzycznych i kompanów po fachu, to czegoś brakuje tym artystom do uzyskania mocniejszej pozycji na scenie hip hopowej. Przeglądając dotychczasowe dokonania twórców z odpowiednio Pensylwanii i Północnej Karoliny rzuca się w oczy uszy nie tylko wysoka jakość ich muzyki, ale też sposób, w jakim obydwaj podają swoje nagrania.

    Jeżeli możecie pochwalić się świetną pamięcią i dobrze orientujecie się we współczesnej branży muzycznej, to powinniście pamiętać o tym, że Has-Lo wzbudził zainteresowanie sporej liczby osób w 2011 roku. Dziennikarzy muzyczni i słuchacze szczególnie docenili premierowe wydawnictwo mieszkańca Filadelfii, „In Case I Don’t Make It”, podkreślając specyficzny klimat unoszący się nad tą produkcją i oryginalny styl twórcy albumu. Producent/raper zaskoczył część odbiorców, pokazując się z jak najlepszej strony zarówno od strony lirycznej, jak i producenckiej. Również garść komplementów spłynęła na projekt z remiksami utworów z pierwszego albumu tego twórcy – „Conversation B”. W następnych latach Has-Lo współpracował z różnymi twórcami (Open Mike Eagle, Illogic & Blockhead, Small Professor, L’Orange & Stik Figa, J-Zone, K-Def, Arcka). W tym gronie znalazł się także jego późniejszy partner muzyczny, Castle.

    Przedstawiciel wschodniej części USA szerzej przedstawił się słuchaczom w połowie 2013 roku. Właśnie wtedy ukazał się jego debiutancki album o wdzięcznym tytule, „Gasface”. Wydawnictwo, które w pełni wyprodukował sam gospodarz, przedstawiło sporą dawkę oryginalnych tekstów i nietuzinkowego nastawienia do tworzenia hip hopu. Album nie został w pełni zrozumiany przez odbiorców lecz nie wybił się na miarę swojego potencjału. W pierwszym kwartale ub.r. Castle postanowił odświeżyć tę płytę, wypuszczając „Return of The Gasface”. Materiał zawierał alternatywne wersje utworów pochodzących z „Gasface”, o co zatroszczył się Has-Lo. Projekt stanowił też rozgrzewkę przed wspólną produkcją obu artystów. W ten sposób narodził się pomysł na utworzenie „Live Like You’re Dead”, który powstał w głowach dwóch specyficznych wykonawców.

    Pierwsze informacje o longplayu pojawiły się w połowie czerwca. Mello Music Group postanowiło reklamować płytę znamiennym i kapitalnie dobranym sloganem „The Employees Of The Year Are Back!”. Trzeba przyznać, że trudno o lepsze hasło podsumowujące materiał dostarczony przez Has-Lo i Castle. Po zaprezentowaniu dwóch singli promujących LP – „Go To Work” i „D.L.S.” – upewniliśmy się, że będziemy mieć doświadczenia z tzw. blue collar rap. Ponadto należało spodziewać się niemałej dawki alternatywnego rapu, urozmaiconego niesztampowymi tekstami i odpowiednio przygotowanymi podkładami. Po ukazaniu się pod koniec lipca pełnej płyty i zapoznaniu się z całością materiału, wszystkie powyższe przypuszczenia potwierdziły się. „Live Like You’re Dead” (jedna z lepszych okładek ostatniego roku) wychodzi z konceptu, aby zachowywać się w życiu tak, jak gdyby już żyliśmy po śmierci, nie przejmując się niczym dookoła, sarkastycznie i prześmiewczo komentując rzeczywistość panującą w obecnym świecie. Obaj artyści umiejętnie poprowadzili narrację w poszczególnych trackach, dysponując szerokim wachlarzem porównań i sprytnie wplecionych żartów sytuacyjnych. Has-Lo i Castle podzielili się produkcją całego albumu (jeden beat dołożył też Arcka). Spędzając przy ubiegłorocznym longplayu nieco więcej czasu można nie tylko dobrze bawić się przy nagraniach pokroju „Yoga Pants” czy „Good Feelings (U Must Realax)”, a przy okazji wynieść coś więcej z tej płyty (patrz: „My Uncle”, „Look Out!”). Amerykańscy twórcy mają również wiele racji mówiąc o tym, aby żyć w ten sposób, jak gdyby mielibyśmy umrzeć jutro, gdyż dzięki temu nasza percepcja i zachowanie zmieniają się, na czym tylko zyskujemy.

    Po „Live Like You’re Dead” odsyłam na Bandcampa. Wydawnictwo promowane przez kilka singlowych nagrań można nabyć w wydaniu elektronicznym i fizycznym (płyty CD). Oprócz początkowo wypuszczonych „Go To Work” i „D.L.S.” ukazały się też dwa obrazy powstałe do „Good Feelings (U Must Realax)” oraz „Famished” (utwór dostępny do darmowego pobrania z BC). Has-Lo & Castle postarali się o wyrównany i co najmniej porządny album, chociaż trzeba przyznać, iż ich wspólny projekt i tak przeszedł bokiem i schował się w cieniu innych płyt sygnowanych logiem Mello Music Group.

    Tracklista

    1. Go To Work (prod. Has-Lo)
    2. Yoga Pants (prod. Castle)
    3. Famished (prod. Castle)
    4. Hennessy-Yak Rap (prod. Castle)
    5. Agassi & Ashe (prod. Castle)
    6. D.L.S. (prod. Arcka)
    7. My Uncle (prod. Has-Lo)
    8. The Big Ole A$$ (prod. Has-Lo & Castle)
    9. Good Feelings (U Must Realax) (prod. Has-Lo)
    10. Stubborn Vice (prod. Castle)
    11. The Uncomfortable Truth About Stardom (prod. Has-Lo)
    12. Live Like You’re Dead (prod. Has-Lo)
    13. Off The Bench (prod. Castle)
    14. Look Out! (prod. Has-Lo)
  • Cotygodniowy przegląd informacyjny #60

    Cotygodniowy przegląd informacyjny #60

    6–9 minut

    W tym roku U Call That Love miewało krótsze i dłuższe przerwy w działalności, które były podyktowane różnymi czynnikami. Po pokonaniu wszelkich możliwych trudności nasz serwis powraca wraz z końcem roku do wzmożonej aktywności. Od teraz możecie spodziewać się znacznie większej liczby artykułów oraz powrotu do działalności wydawniczej. Wszystkie stałe rubryki na naszej stronie zostaną odświeżone. Jedna z nich – „Classic Hip Hop Videos” – ponownie zagościła u nas. Teraz przyszła kolej na odkurzenie przeglądu informacyjnego. W tym tygodniu pojawią się 3 wydania tego cyklu, w których przeczytacie o newsach z końca roku, ale i nie tylko. Nie przedłużając dłużej sięgnijcie po sporą garść informacji ze świata muzycznego.

    W tym roku nie brakowało udanych materiałów od charakterystycznie brzmiących artystów. Jednym z nich jest bez wątpienia debiutancki album rapera/producenta o pseudonimie The Koreatown Oddity, „200 Tree Rings”. Płyta wypuszczona przez oficynę wydawniczą New Los Angeles była pozytywnym zaskoczeniem dla niejednego słuchacza. Wydawnictwo otwiera „Title Sequence”, do którego powstał również teledysk. The Koreatown Oddity przeważnie pomyka w wilczej masce, przyzwyczajcie się do tego.

    Diamond D ma za sobą pracowity rok. Weteran hip hopowy we wrześniu wydał solowy album „The Diam Piece”, a oprócz tego był zaangażowany w inne projekty. W pierwszej połowie ukazała się płyta w całości wyprodukowana przez niego – „Doomsday” autorstwa BIGREC-a. Raper pochodzący z Oklahomy wypuścił kilka singli promujących ten projekt. Jednym z nich był zamykający LP utwór „The Dumb Out” z udziałem R.A. The Rugged Man. Nakręcono także videoclip do tego tracka.

    W przyszłym roku powinno ukazać się sporo płyt od doświadczonych i uznanych amerykańskich artystów. W następnych miesiącach trafi do sprzedaży kolejny solowy album Large Professora, „Re:Living”. W ramach przedbiegów do tej płyty 20 stycznia pojawi się w obiegu siódemka „In The Scrolls” b/w „Own World”. W nagraniu ze strony A singla udzielił się też G-Wiz. Nadchodzące wydawnictwa Large Pro ukażą się nakładem Fat Beats Records.

    W tym roku nie otrzymaliśmy aż tak wiele prezentów muzycznych na świąteczno-noworoczny okres. Jeżeli jednak dobrze rozejrzymy się, to znajdziemy kilka przyjemnych niespodzianek. Jedna z takich ukazała się 23 grudnia. Duet niezależnych artystów – Blu i Homeboy Sandman – wypuścił wspólny materiał. „Homeboy Sandman is the Sandman” stanowi krótką EP-kę, którą w pełni wyprodukował Blu. W ostatnim utworze na płycie udzielił się dobrze kojarzony John Robinson.

    W połowie roku ukazała się kolejna płyta dobrze znanej Georgii Anne Muldrow, „Ms. One (Rap EP)”. Całość materiału wyprodukował pochodzący z Danii Kriswontwo. W tej chwili duński producent przymierza się do wydania debiutanckiego albumu. Głównym singlem promującym płytę jest powstałe przy udziale Skyzoo „Achievements”. Premiera płyty europejskiego beatmakera odbędzie się w przyszłym roku. Wydawnictwo ukaże się nakładem SomeOthaShip Connect.

    Zdarzają się płyty, które powinienem odsłuchać i dokładnie poznać znacznie wcześniej, ale z różnych względów sięgam po poszczególne długie miesiące po ich premierze. W listopadzie odgrzebałem jeden projekt z tej szuflady – „Dirty Finger Nails” Jacka Diggsa. Szczerze mówiąc, to lepiej późno niż później. Materiał pochodzący z maja ub.r. to kapitalne wydawnictwo podane w stricte boom-bapowym klimacie. Projekt wydany przez Revorg Records brzmi naprawdę soczyście.

    W październiku i listopadzie ukazało się multum nowych płyt. Wśród świeżych wydawnictw znajdziemy kolejny projekt Devine Caramy, „Believing In Forever”. Artysta pochodzący z amerykańskiego Lexington wydał tym samym piąty longplay w przeciągu ostatniej dekady. Follow-up do „The Dream Walker” i „No Child Left Behind” wypada na dobrym poziomie. Materiał sprzed dwóch miesięcy jest godną kontynuacją jego wcześniejszych produkcji.

    Niezależny artysta z amerykańskiego stanu Maryland, Substantial, cieszy się dużym zainteresowaniem w środowisku muzycznym. W tym roku wspólnie z Marcusem D wydał on świetny album w ramach grupy Bop Alloy, „Another Day in the Life of…”. Przed wypuszczeniem tej płyty raper postanowił wrócić do jednego ze swoich poprzednich wydawnictw, „Home Is Where The Art Is”. Oryginalna wersja LP ukazała się ponad dwa lata temu dzięki Mello Music Group. W marcu tego roku Substantial zaprezentował wydanie deluxe materiału, na którym znajdują się remiksy utworów pochodzących z „Home Is Where The Art Is”. W ten sposób otrzymaliśmy „Art Is Where The Home Is”. Wartościowe wydawnictwo.

    W tej chwili międzynarodowa scena producencka jest niesłychanie rozbudowana, przez co łatwo przeoczyć wartościową muzykę autorstwa mniej znanych artystów. W tym miejscu chciałbym pokrótce przedstawić amerykańskiego beatmakera, brandona. Wykonawca systematycznie wypuszcza kolejne płyty. W pierwszej połowie listopada opublikował on najnowszy materiał, „Dreamscape: Part 2”. Beat tape zawierający 10 ścieżek wypada na naprawdę porządnym poziomie.

    Od kilku lat Mr. Green znajduje się na fali wznoszącej. Amerykański producent zdobył wielu fanów za sprawą swoich wydawnictw, współpracy z innymi artystami oraz serii autorskich projektów pod nazwą „Live From the Bedroom” i „Live From the Streets”. W pierwszym tygodniu listopada beatmaker powrócił do tego drugiego przedsięwzięcia. W odsłonie zatytułowanej „The Blastmaster” pojawili się KRS-One, Hakim Green i Mario Levis.

    W ostatnich latach niemiecki producent Shuko wypuścił spore pokłady wartościowej muzyki. Po serii wydawnictw z F. Of Audiotreatsem („Cookies & Cream 1-3”) czy solowych projektach („Sleepless”, „The Awakening EP”), pochodzący z Mainz artysta przymierza się do wydania kolejnej płyty. Album zatytułowany „For The Love Of It” zapowiada singiel „Heatwave”/”The Same”, w którym partnerują mu C.L. Smooth oraz 20syl. Premiera płyty odbędzie się 15 stycznia nakładem Peripherique Records.

    W połowie września ukazał się długo oczekiwany album Diabolica, „Fightin’ Words”. Płyta wydana przez War Horse Records trafiła do wielu odbiorców. Wydawnictwo powstałe przy wsparciu Apathy’ego, Celph Titleda, Locksmitha, R.A. The Rugged Mana, Seana Price’a czy Vinnie’ego Paza, jest promowane kilkoma singlami. Videoclipy powstały kolejno do „Diabolical Sound”, „Alien Manuscript” oraz „Introvert”.

    Producent rodem z amerykańskiego Baltimore, Chris McClenney, zbiera coraz lepsze recenzje za swoją muzykę. Beatmaker występujący również pod pseudonimem MisterMack sukcesywnie dostarcza nowych nagrań. W listopadzie wypuścił on krótką jazzową EP-kę „Improvisations”. Oprócz tego artysta regularnie publikuje świeże utwory na Soundcloudzie. Jednym z jego ostatnich tracków jest klimatyczne „Tonight (Youngblood)”. Idealny utwór na wieczorne klimaty.

    Francuscy producenci są gwarantem muzyki na odpowiednio wysokim poziomie. Jeden z przedstawicieli tamtejszej sceny około hip hopowej, Somepling, co pewien czas wypuszcza nagrania na płytach winylowych. 16 listopada odbyła się premiera nowego wydawnictwa Francuza, „Silent Lift” b/w „Low Pulse”. Materiał powstał przy udziale szwajcarskiego beatmakera, Nuts One’a. Singiel winylowy dostępny w sprzedaży za pośrednictwem Bandcampa.

    Już od dłuższego czasu platformy muzyczne stanowią znaczną siłę na scenie około hip hopowej. Dużo pochwał od słuchaczy zebrało utworzone w Wielkiej Brytanii Pragmatic Theory. Kolektyw założony przy stronie muzycznej Rhythm22.com systematycznie publikuje nowe wydawnictwa. 18 października pojawiła się w sieci kompilacja „Synaethesia”. Projekt obejmuje aż 36 utworów szeregu wykonawców (Chief, Brock Berrigan, Melodiesinfonie, Question, Keor Meteor, Twit One i pozostali). „Synaethesia” można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem Bandcampa.

    W listopadzie ub.r. odbyła się premiera debiutanckiego albumu filadelfijskiej formacji Red Martina„Intransit”. Alternatywne wydawnictwo grupy znalazło wielu sympatyków. Po roku zespół rezydujący w Philly przygotował follow-up do tej produkcji, „Come On Home”. Noesis, Hayley Cass, Stoupe oraz Ish Quintero nagrali kolejny udany materiał, który docenią przede wszystkim zwolennicy łączenia różnych nurtów muzycznych.

    Od wielu lat chicagowska oficyna wydawnicza Galapagos4 wypuszcza wartościową muzykę autorstwa różnych wykonawców. Jednym z artystów nagrywających dla G4 jest Hellsent. W tym miesiącu doczekaliśmy się kolejnej płyty tego rapera, „Bat Outta Hell”. Produkcją całości albumu zajął się beatmaker pochodzący z Florydy, Batsauce. Wydawnictwo promują trzy teledyski, które nakręcono do następujących singli – „Bob Proctor”, „Regrets” oraz „Escapism”.

    Amerykańska wytwórnia płytowa HiPNOTT Records wydała w tym roku kilka ciekawych projektów. Po opublikowaniu płyt MarQa Spekt & Blockheada, Clouded Sluma czy Amiriego, nakładem tego labelu ukazał się wspólny materiał Von Pei i The Other Guys„To: You”. Wydawnictwo nagrane przez członka Tanya Morgan i duet producencki z Waszyngtonu zawiera 10 utworów. Płytę promują single „So East Coast” oraz „Chasing Amy aka In Your Heart”.

    Holenderska artystka MC Melodee dotrzymuje obietnic. Na początku roku raperka zapowiedziała wydanie trzech EP-ek. Po wcześniejszych premierach „In My Zone EP” i „Coolin’” przyszła kolej na ostatnią część serii – „Crunch Time EP”. Wydawnictwo zawiera 5 tracków wyprodukowanych przez Cookin’ Soul, Like’a (Pac Div), Brady’ego Jamesa, Robbie’ego Anthema i Buddah SPK. Materiał promuje teledysk nakręcony do singla „DiscoDip”. Projekt dostępny do darmowego pobrania (link na Soundcloudzie).

    Na koniec jeszcze raz o wykonawcach znad Sekwany i Loary. Francuscy artyści mają się całkiem dobrze. Niedawno ukazały się nowe albumy Chill Bump, Al’tarby czy Wax Tailora, o których sporo mówi się w sieci. Jeszcze wcześniej otrzymaliśmy kolejne wydawnictwo Gutsa, „Hip Hop After All”, które trafiło do sprzedaży dzięki Heavenly Sweetness. Współzałożyciel słynnej niegdyś formacji Alliance Ethnik przygotował klasowy album. Tracklista projektu obejmuje nagrania powstałe przy wsparciu szeregu twórców (Grand Puba, Masta Ace, Bob Power, Rah Digga, Leron Thomas, Lorine Chia, Quelle Chris, Denmark Vessey, Dillon Cooper, Cody Chestnutt i Patrice). Ostatni z tych wykonawców pojawił się w singlowym nagraniu „Want It Back”. Do tego tracka powstał kapitalny videoclip.

Translate »