Kategoria: News

  • Black Milk powraca z płytą No Poison No Paradise

    Black Milk powraca z płytą No Poison No Paradise

    3–5 minut

    W dyskusjach dotyczących najbardziej zasłużonych wytwórni płytowych dla rozwoju undergroundu nie może zabraknąć nazw kilku firm. Przyjmując ograniczenia do oficyn wydawniczych powstałych w latach 90.tych znajdziemy wielu istotnych wydawców. Fat Beats Records, Stones Throw Records, Definitive Jux, Duck Down Music, Anticon, Uncle Howie Records, All Natural Inc., Ill Boogie Records i wiele pozostałych labeli odcisnęło trwały ślad na scenie hip hopowej. Po latach niektóre przestały istnieć, inne należą obecnie do ważnych graczy w środowisku muzycznym. Pierwsza z tych wytwórni nadal z powodzeniem wypuszcza nagrania różnych artystów. Od dłuższego czasu mnóstwo miejsca poświęcano nowemu wydawnictwu Black Milka, „No Poison No Paradise”, które w końcu ujrzało światło dzienne dzięki nakładowi Fat Beats Records i Computer Ugly.

    Kariery muzyczne wybranych twórców mogą spokojnie stanowić za przykład całej rzeszy wykonawcom. W branży hip hopowej nie sposób pominąć działalność Curtisa Crossa, umiejętnie poczynającego sobie na płaszczyźnie artystycznej od blisko dekady. Wydawałoby się, iż przedstawiciel Mo-Town zajmuje się nagrywaniem muzyki już znacznie dłużej, a jednak pierwsze ślady Black Milka odnajdziemy na płytach „Detroit Deli (A Taste Of Detroit)” Slum Village, „The Undeniable LP” Phat Kata i „Dirty District Vol. 2” B.R. Gunna wydanych w 2004 roku. Po tych przetarciach na lokalnym podwórku raper/producent zabrał się za wydawanie solowych projektów. W latach 2005-10 artysta wydał przede wszystkim „Sound Of The City Vol. 1”, „Broken Wax”, „Popular Demand”, „Tronic” i „Album of the Year”. Do tego doszły materiały powstałe w różnych kolaboracjach – „Caltroit” z Bishopem Lamontem, „The Set Up” z Fat Rayem i „The Preface” z Elzhim. Wysoka jakość większości z tych wydawnictw pozwoliła usadowić się jemu w czołówce wykonawców hip hopowych wywodzących się z undergroundu.

    W ostatnim czasie Black Milk zniknął z pola widzenia przeciętnych odbiorców, chociaż wcale to nie oznaczało jego całkowitego rozbratu z muzyką. Ponad dwa lata temu ukazała się płyta supergrupy Random Axe, w skład której oprócz niego wchodzą Sean Price i Guilty Simpson. Niedługo później artysta zaprezentował wspólne dzieło zrealizowane z nieokrzesanym Dannym Brownem, „Black and Brown”. Ponadto twórca z Detroit udzielił się na „Black Radio Recovered: The Remix EP” Robert Glasper Experiment, „Let It Go” House Shoesa i „Nickel & Dimed” 14KT. Poza tym amerykański artysta sporo koncertował i zbierał siły do wydania nowych solowych materiałów. W związku z tym trudno tutaj mówić o bezproduktywnym okresie w życiu byłego członka B.R. Gunna, co powtarza jak mantrę sporo serwisów muzycznych, informując jedynie o wypuszczonym w kwietniu wstępie do jego piątego longplaya w postaci „Synth Or Soul”. Wydawnictwo okazało się udanym przedbiegiem do „No Poison No Paradise”.

    Podchody pod wydanie albumu rozpoczęły się ponad pół roku temu. 19 marca pojawiła się w sieci pierwsza zapowiedź longplaya, łączony singiel „Sunday’s Best”/„Monday’s Worst”. Nagrania zwiastowały naprawdę wyśmienitą płytę, głównie ze względu na kapitalną i rozbudowaną warstwę muzyczną tracków. W następnych miesiącach Black Milk po kolei odsłaniał karty publikując świeże nagrania oraz podając do wiadomości tracklistę wydawnictwa. Stało się też jasne, iż „No Poison No Paradise” (fantastyczna szata graficzna) trafi do sprzedaży przy współpracy labelu założonego przez autora tego projektu i jego przyjaciół z Fat Beats Records. Pomimo tego iż od oficjalnej premiery LP minął zaledwie dzień, to już opublikowano masę artykułów poświęconych materiałowi. Bandcamp wyróżnił album mianem jednego z najciekawszych produkcji października. Wspaniała zawartość albumu powstała przy udziale zacnych gości. Mel, Ab, Dwele, Black Thought, Quelle Chris, Tone Trezure, Robert Glasper oraz Will Sessions (wyprodukowali „Deion’s House”; za pozostałą resztę odpowiada gospodarz krążka) dołożyli swoje cegiełki do realizacji płyty. Część kompozycji na tym projekcie słucha się z ogromna przyjemnością – „Parallels” (zwróćcie uwagę na sampel), „Sonny Jr. (Dreams)” czy „Money Bags (Paradise)’. Poprzedni longplay już dzięki tytułowi sugerował wszystkim jego dużą klasę. Natomiast dopiero co wydany materiał od samego początku do końca dowodzi o wielkiej klasie jego autora i wcale nie musi tytułem niczego udowadniać.

    Po premierze kilku singli na Soundcloudzie przedpremierowy odsłuch albumu udostępniono na Pitchfork Advance. W dniu premiery wydawnictwo w całości opublikowano również na Bandcampie. „No Poison No Paradise” ukazało się z dużym rozmachem. Fat Beats Records do spółki z Computer Ugly wypuściło projekt w różnych wersjach i rozszerzeniach. Wydanie deluxe zawiera dodatkowo koszulkę, plakat w formacie 18×24″ oraz naklejki. Do utworów zapowiadających LP – „Sunday’s Best”/„Monday’s Worst”, „Perfected on Puritan Ave.” oraz „Dismal” – dołożono też bonusowy track „Poison”. Premierowy teledysk z tej produkcji powstał do dwóch pierwszych nagrań. W tej chwili Black Milk przebywa na trasie koncertowej na terenie USA i może w spokoju obserwować, jak zewsząd napływają do niego liczne pochwały za tę płytę.

    Tracklista

    1. Interpret Sabotage feat. Mel
    2. Deion’s House
    3. Codes & Cab Fare feat. Black Thought
    4. Ghetto Demf feat. Quelle Chris
    5. Sonny Jr. (Dreams) feat. Robert Glasper & Dwele
    6. Sunday’s Best
    7. Monday’s Worst
    8. Perfected on Puritan Ave.
    9. Dismal
    10. Parallels feat. Ab
    11. X Chords
    12. Black Sabbath feat. Tone Trezure
    13. Money Bags (Paradise)
  • MidaZ the BEAST prezentuje AU: Another Universe

    MidaZ the BEAST prezentuje AU: Another Universe

    3–4 minut

    W dzisiejszych czasach pierwsze skojarzenia dotyczące muzyki hip hopowej związanej z Florydą przywodzą na myśl Rick Rossa i jego label Maybach Music Group. Starsi słuchacze do tego dorzucą masę różnych przedstawicieli Miami bass z 2 Live Crew, 95 South i 69 Boyz na pierwszych miejscach. Jednak po chwili zastanowienia wyjdzie na jaw, iż Miami, Orlando i pozostałe kryją w sobie też naprawdę porządnych wykonawców związanych z niezależną półką muzyczną. Wśród grup i artystów solowych związanych z Półwyspem Floryda znajdziemy choćby ArtOfficial, Epidemic, Batsauce’a czy też członków Doxside Music Group. Jeden z nich, MidaZ the BEAST, wypuścił w połowie sierpnia tego roku swój pełnoprawny debiutancki longplay – „AU: Another Universe”.

    Wśród członków Doxside Music Group znajdziemy kilka ciekawych postaci z TzariZMem i IMAKEMADBEATS na czele. Obok nich pojawiają się mniej znani wykonawcy, w tym bohater tego artykułu. Raper z Orlando nie jest tak bardzo szanowany jak jego ww. przyjaciele, ale nie przeszkodziło mu to zdobyć uznanie w oczach niszy odbiorców i pozostałych artystów. MidaZ the BEAST to doskonały przykład na na to, iż w dzisiejszym rapie nadal jest miejsce dla wyrazistych osób, którym zależy na wysokiej jakości swoich tekstów. Przez lata florydzki Emcee podpatrywał wielu twórców, szczególnie inspirując się dokonaniami MF Dooma, Nasa i Raekwona. W ten sposób ukształtował się jego charakterystyczny styl nastawiony na gry słowne, misternie konstruowane storytellingi i braggadocio w starym-dobrym wydaniu.

    Co prawda dyskografia rapera ogranicza się jedynie do kilku wydawnictw, aczkolwiek to wystarczyło, aby jemu do nawiązania współpracy z różnymi osobami i zdobycia pierwszych fanów. W listopadzie 2007 roku ukazał się projekt sygnowany przez macierzystą grupę artysty, „Beast Wars”. Po materiale wyprodukowanym przez Nemo, Sharpa, Tzarizma, Tempermentala, Berettę 9 i Blue Sky Black Death przyszła kolej na serię Midaz Vs. W tym nieoficjalnym cyklu pojawiły się następujące płyty: „MidaZ Vs. Pete Rock”, „MidaZ Vs. Muggs”, „El MidaZ Affair” oraz „LOOPS”. Dzięki tym tytułom MidaZ the BEAST zwrócił uwagę na siebie różnych twórców, co przełożyło się na dalsze kolaboracje z m.in. Oh No, Marco Polo, BSBD, Killarmy czy The Alchemistem. Po zebraniu większego doświadczenia w branży muzycznej Emcee zabrał się za realizację debiutanckiego albumu. „AU: Another Universe” to jedna z największych niespodzianek ostatnich tygodni, głównie pod względem warstwy lirycznej.

    Przed rozpoczęciem rozkładania płyty na czynniki pierwsze najpierw trzeba pochylić się nad tytułem LP. Tematyka równoległych wszechświatów, multiuniwersum, alternatywnych światów jest poruszana przez ludzi już od czasów starożytnych. W historii ludzkości ukazało się multum mniejszych i większych dzieł na ten temat, większość z nich spod znaku science-fiction. MidaZ the BEAST na swoim projekcie wydanym 20 sierpnia podzielił się swoim punktem widzenia dotyczącym tej nieodgadnionej i interesującej dziedziny. Nowy nabytek HiPNOTT Records przygotował konceptualny longplay, w którym odgrywa on rolę narratora przeniesionego w czasie na naszą planetę (patrz: „Icing On the Cake”). W związku z tym nie brakuje na „AU: Another Universe” umiejętnie zbudowanych storytellingów („Jane Doe” z zaskakującym finałem oraz poruszające „Coma”), ale także nagrań prezentujących arsenał lirycznych umiejętności Emceego („Fire”, „Champion of the Block”, „Worthless”). Wszystko to oparte o beaty dostarczone przez głównie IMAKEMADBEATS i TzariZMa wspomaganych przez Patena Locke’aBlakOut, Oh NoTough Junkie’ego i Marco Polo. Dodatkowo na płycie znalazło się miejsce dla innych artystów – Illustrate’a, Planet Asii, Roca Marciano, AahmeanaSharpaBlueprinta, Sabaca Reda, Black Gallery i Ms. Mylodic.

    HiPNOTT Records zamieściło pełen album na Bandcampie. Wydawnictwo trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej oraz fizycznej (płyty kompaktowe). „AU: Another Universe” promuje kilka singli – „Fire”, „Seeing Is Believing”, „Champion of the Block” i „Will To Fly”. Do pierwszego z tych nagrań dołączono również remix w wydaniu IMAKEMADBEATS, zaś do dwóch ostatnich tracków dołączono videoclipy.

    Tracklista

    1. Disc 2 Intro (prod. BlakOut)
    2. Champion of the Block feat. Illustrate (prod. IMAKEMADBEATS & MidaZ The Beast)
    3. Will To Fly (prod. IMAKEMADBEATS)
    4. Seeing Is Believing feat. Blueprint & Sabac Red (prod. IMAKEMADBEATS)
    5. Goldberg feat. Sharp & Black Gallery (prod. Oh No)
    6. Fire feat. Roc Marciano (prod. Marco Polo)
    7. Jane Doe (prod. Tough Junkie)
    8. Worthless (prod. TzariZM)
    9. Bad Things feat. TzariZM (prod. TzariZM)
    10. After Hours feat. Aahmean & Planet Asia (prod. TzariZM)
    11. Icing On the Cake (prod. TzariZM)
    12. Mind Control (prod. Paten Locke)
    13. Self Actualization feat. Ms. Mylodic (prod. TzariZM & IMAKEMADBEATS)
    14. Coma (prod. IMAKEMADBEATS & MidaZ The Beast)
    15. Walking Away (prod. IMAKEMADBEATS)
  • Wędrówka po Cook County: Fatnice

    Wędrówka po Cook County: Fatnice

    3–4 minut

    Wśród wszystkich kategorii w serwisie znajdziemy kilka (nie)regularnych cykli dotyczących różnego rodzaju aspektów ze świata muzycznego. Jednym z nich jest seria poświęcona wykonawcom rodem z Chicago, opatrzona tytułem „Wędrówka po Cook County”. W dotychczasowej historii ukazało się 11 artykułów przedstawiających wydawnictwa artystów z Wietrznego Miasta, w których pojawili się Pugs Atomz, The Gent$, Psalm One, Thaione Davis, Qwel & Maker, Capital D, Vakill, The Primeridian, Infinito 2017, Dreas i Typical Cats. Po dłuższej przerwie przyszedł czas na odświeżenie cyklu. W dniu dzisiejszym na łamach strony debiutuje Emcee/producent o uroczym pseudonimie Fatnice. Twórca pochodzący z Chi-Town wydał w sierpniu b.r. płytę „It’s Nice To Meet You”.

    W tej odsłonie „Wędrówka po Cook County” trochę naginamy założenia cyklu. Kolejna osoba wyróżniona w tej serii mieszka na co dzień w Filadelfii, ale pod wieloma względami utożsamia się z Chicago. Fatnice urodził się na terenie Midwestu oraz stale współpracuje z przedstawicielami Wietrznego Miasta, pomagającym jemu na przestrzeni ostatnich lat. Na co dzień pracuje on w Universal Vare Charter School mając do czynienia z dziećmi po pierwszych latach swojej edukacji. Natomiast po godzinach mieszkaniec Philly występuje w roli niezależnego artysty. Na przestrzeni ostatnich 3 lat wykonawca wypuścił sporo różnych singli prezentujących wachlarz jego umiejętności. W każdym nagraniu twórca pokazywał się z dobrej strony, co szczególnie widać w maxi-singlu „Peace Love Unity & Having Fun”. Twórczość rapera i beatmakera w jednym przypomina słuchaczom o starych-dobrych latach rapu. Fatnice chętnie odwołuje się do przeszłości, starając się pokazać słuchaczom muzykę zawierającą wiele elementów zaczerpniętych z minionej epoki w dziejach muzyki hip hopowej. Po czasie spędzonym na przygotowaniach do wydania pierwszego longplaya w końcu doczekaliśmy się premiery „It’s Nice To Meet You”. Wydawnictwo sprawiło niespodziankę wszystkim tym, którzy poszukują w rapie ważnych treści i duszy w nagraniach.

    Płyta wydana przed 2 miesiącami stanowi wypadkową projektu otrzymanego w wyniku połączenia filadelfijskiego stylu hip hopowego z dużą szczyptą chicagowskiej szkoły rapu. 16 tracków przypadających na ten produkcję zawiera mnóstwo wiedzy i zabawy słowem, podanych przy odpowiednim podejściu do tworzenia hip hopu. Pomimo tego iż to jest debiutanckie wydawnictwo Fatnice’a, to w ogóle nie można tego odczuć. „It’s Nice To Meet You” (słodka okładka) brzmi tak, jak gdyby za nagranie tego longplaya zabrał się doświadczony artysty, co powinno jak najlepiej świadczyć o jego jakości. Warstwa muzyczna i liryczna należy niemal w całości do gospodarza LP, którego gdzieniegdzie wsparli inni wykonawcy. Przy powstaniu poszczególnych tracków brali udział Charlie K, Soultastic, Blaak the 9th Man, Luke Raws, Kush Shalimar, DJ Statik aka Mr Sonny James oraz DJ Panek, zaś od strony technicznej zajął się materiałem Hezekiah. Wśród wyróżniających się kompozycji na płycie należy wymienić „You Know The Name” (sample z „Where I’m From” Jay-Z), „Babies”, „Lyrical Fitness”, „Each and Every Day” i „Peace Love Unity and Havin Fun (The Windy City Mix)”. Album wypadły jeszcze lepiej, gdyby do sporej liczby interludiów dodano również kilka pełnych utworów. Jednak i tak całość prezentuje się bardzo przyzwoicie i zachęcająco. Nie ma na co zwlekać – wypada bliżej zapoznać się z uduchowionym dziełem Fatnice’a. Oby więcej projektów utrzymanych w podobnym stylu.

    Fatnice opublikował sierpniowe wydawnictwo na Bandcampie. „It’s Nice To Meet You” jest dostępne w sprzedaży zarówno w wersji elektronicznej, jak i fizycznej. Oprócz płyt kompaktowych ukazała się też edycja kaset wypuszczona nakładem labelu Strictly Cassette. Welcome To Soulville zamieściło przy tym EPK artysty oraz teledysk nakręcony do oryginalnej wersji singla „Peace Love Unity and Havin Fun”.

    Tracklista

    1. Kingstons Voice
    2. Sound The Horns (Interlude)
    3. You Know The Name
    4. Roseland (Interlude)
    5. Each and Every Day
    6. Babies feat. Charlie K
    7. My Favorite Things Revisited
    8. Lets Get It feat. Soultastic
    9. Kingstons Liberty
    10. Lyrical Fitness
    11. The Ballad of Gwendolyn (Interlude)
    12. Deep
    13. Commercialism at its Best #3
    14. Watercolors feat. Charlie K
    15. Peace Love Unity and Havin Fun (The Windy City Mix)
    16. Kingstons Victory
  • Darmowy mix: Matatabi – Year One

    Darmowy mix: Matatabi – Year One

    2–3 minut

    Jednym z częstych obrazków w branży muzycznej jest świętowanie przez wytwórnie płytowe, artystów oraz fanów wybranych rocznic związanych z poszczególnymi wydarzeniami. Daty wydania płyt, założenia grupy lub oficyny wydawniczej, urodzin lub śmierci wybranych wykonawców – wszystko to regularnie przewija się wśród codziennych newsów. W celu podkreślenia danych faktów z życia osób i firm często mamy do czynienia z rocznicowymi wydawnictwami. W końcu nie ma nic lepszego od nowych projektów lub reedycji materiałów na odpowiednie ku temu okoliczności, nieprawdaż? Właśnie w ten sposób postanowili ludzie związani z labelem Hard Jazz 7 wypuszczając na pierwszą rocznicę działalności darmowy mix „Year One”, który został objęty patronatem U Call That Love.

    Za powstaniem tej oficyny wydawniczej stoi artysta, który nie tak dawno gościł na łamach serwisu – Orion. W katalogu tego labelu z siedzibą w Londynie znajdziemy póki co jedynie projekty tego wykonawcy – „Alphas”, „Jessie Wu (C.R.E.A.M. Remix)” i „Enemy EP”, aczkolwiek na tym działalność Hard Jazz 7 nie kończy się. Przez ostatnie miesiące powstała rok temu wytwórnia płytowa wcieliła w swoje szeregi nowych twórców – 1st Classa, JAX-a i VINK-a, pomagając im przy ich materiałach. Zanim jednak wszyscy ci producenci wypuszczą płyty sygnowane logiem HJ7, to warto zapoznać się z miksem „Year One” podsumowującym dotychczasowe starania labelu w undergroundzie.

    Za powstanie projektu jest odpowiedzialny japoński twórca Matatabi. Producent rodem z Tokio zajmuje się głównie nagrywaniem muzyki, ale jak się okazuje posiada on również dryg do tworzenia miksów. Tracklista wydawnictwa sprzed kilku dni obejmuje utwory przedstawicieli Hard Jazz 7 oraz artystów z różnych stron świata. Oprócz nagrań Oriona, JAX-a, VINK-a i gospodarza materiału usłyszymy tutaj m.in. Fela Soul, A Tribe Called Quest, Bugseeda, Quasimoto, Lootpack, The Doppelgangaz, The Midnight Eez czy nawet Sergio Mendesa i Ahmada Jamala. Wszystko to przekłada się na blisko godzinne przedsięwzięcie podane w przystępnej formie.

    Mix opublikowano na Soundcloudzie. Darmowy materiał można bezpośrednio pobrać z tego serwisu. W najbliższym czasie odbędzie się premiera fizycznego wydania projektu autorstwa Matatabiego. Limitowany nakład 100 płyt CD trafi do obiegu jako bezpłatne wydawnictwo. Wszystkie aktualności dotyczące działalności Hard Jazz 7 znajdziecie na oficjalnej stronie labelu.

    DOWNLOAD Hard Jazz 7 Music Presents: Matatabi – „Year One”

    Tracklista

    1. Jax – Come Here
    2. Vink – Relax Ya Self
    3. Matatabi – Mellow Beats With A Happy Day
    4. Fela Soul – Stakes Is High
    5. A Tribe Called Quest – Jam
    6. Bugseed – Harlot
    7. Quasimoto – Microphone Mathmatics
    8. Lootpack – Female Request Line
    9. Lastrawze – Care Free
    10. Eloquent & Wun Two – Banaritsten
    11. Trucomers – Gravity
    12. Frankenstein – P.l.o. Style Remix
    13. The Doppelgangaz – Here We Go
    14. 16Flip – Wakin Down The Street
    15. Broke & Repeat Pattern – Never Look Back
    16. Nasty Ill Brother S.U.G.I – Osmanthus
    17. Da Youngsta’s – Mad Props (Orion Remix)
    18. Luviia – Theme For „Shaft”
    19. Example – The Strive
    20. Kirby Dominant – Microphone
    21. The Midnight Eez – Childhood Memories
    22. Young-Holt Unlimited – Just A Melody
    23. Sergio Mendes – Tenpo Feliz
    24. Ahmad Jamal – The World Is a Ghetto
    25. Orion – Alphas
    26. Jax – Zone Out
  • HARK kolejną płytą w katalogu The Doppelgangaz

    HARK kolejną płytą w katalogu The Doppelgangaz

    3–5 minut

    Jeżeli nie śledzicie na bieżąco wiadomości ze świata muzycznego i zastanawiacie się, jakie płyty ukażą się w najbliższym czasie, to poniżej znajdziecie ściągawkę. 15 października trafią na półki sklepowe albumy m.in. Black Milka („No Poison No Paradise”), Boldy’ego Jamesa („My 1st Chemistry Set”) i L’Orange & Stik Figi („The City Under The City”). Tydzień później odbędą się premiery wydawnictw Cage’a („Kill the Architect”) i Jermiside’a & Danny’ego Diggsa („Quiet As Kept”). Natomiast tuż przed Halloween zapoznamy się z materiałami 3:33 („Bicameral Brain”), Ohmegi Wattsa („Pieces of a Dream”), Quelle Chrisa („Ghost at the Finish Line”) i Yancey Boys („Sunset Blvd”). Zanim jednak przejdziemy do omawiania tych longplayów wyrównamy zaległości z pierwszego półrocza roku. Na pierwszy ogień idzie kolejne LP The Doppelgangaz, „HARK”.

    Każdy sympatyk rapu zapewne posiada swoich faworytów wśród nowych przedstawicieli tego gatunku muzycznego. Wielbiciele brudnej, mrocznej i zagadkowej formy hip hopowej powinni zwrócić uwagę na bohaterów niniejszego artykułu. Co prawda udało się im uzbierać całkiem pokaźną liczbę pochwał odnośnie swojej twórczości, ale w dalszym ciągu w pewnych niszach Matter Ov Fact & EP są niedoceniani. Zamiast tego określenia równie dobrze można powiedzieć o nich, że są nierozumiani przez odbiorców i dziennikarzy muzycznych i to będzie najbliższe sedna sprawy. Trudno obecnie znaleźć podobnie specyficzną formację, jaką stanowi The Doppelgangaz.

    Począwszy od debiutanckiego projektu wydanego 5 lat temu, „The Ghastly Duo EP”, grupa stale kroczy obraną przez siebie ścieżką, publikując wymykające się wszelkim standardom materiały. Warstwa muzyczna nagrań duetu jest inspirowana latami 90.tymi, ale poddana solidnej obróbce przez artystów wyróżnia się na tle innych beatów opartych o Złotą Erę rapu. Boom-bap w wykonaniu nowojorczyków sprawdza się zarówno w przypadku stricte instrumentalnych nagrań, jak i wokalnych popisów raperów. Teksty The Doppelgangaz nie stronią od czarnego humoru, zawierają mnóstwo wydawałoby się dziwnych i niedorzecznych sformułowań, które należy cierpliwie rozszyfrowywać. Image zespołu kreują również liczne teledyski kręcone przez Matter Ov Fact & EP. Ich przyciągające uwagę stroje oraz zamiłowanie do wybierania osobliwych miejsc do zdjęć łączą się w zgrabną całość. Ze względu na nietypową otoczkę utworów The Ghastly Duo obchodzą się oni bez gościnnych udziałów innych wykonawców.

    Akcje grupy zdecydowanie poszły w górę po opublikowaniu w 2009 roku „2012: The New Beginning”. Płyta zebrała pozytywne opinie ze strony mediów (szczególnie projekt spodobał się dziennikarzom Unkutu) i przysporzyła im pierwszych wiernych fanów. W 2011 roku ukazały się kolejne dwa materiały duetu – pierwsza część beat tape’u „Beats For Brothels” oraz szeroko komentowany w środowisku album „Lone Sharks”. Właśnie dzięki temu wydawnictwie zrobiło się naprawdę głośno o The Doppelgangaz i większa liczba odbiorców przychylnym okiem zaczęła spoglądać na ich działalność. W ub.r. formacja uraczyła nas „Beats For Brothels Vol. 2”, zremasterowaną wersją „2012: The New Beginning” oraz EP-ką „Doppic of Discussion”. Po tych wydawnictwach przyszła kolej na „HARK”, najlepiej przygotowany album w dotychczasowej karierze muzycznej grupy.

    Premiera płyty odbyła się 5 marca. Po upływie 7 miesięcy od wydania tego materiału śmiało można stwierdzić, iż to wydawnictwo odniosło największy sukces spośród wszystkich projektów grupy wypuszczonych do tej pory. Przy tym albumie Matter Ov Fact & EP uzyskali sporą pomoc ze strony fanów oraz serwisów muzycznych, chętniej niż wcześniej wspierających ich nagrania. Na tegorocznym LP The Doppelgangaz poszli o krok dalej, dopieszczając swoje brzmienie i nie godząc się na żadne półśrodki w twórczości. Duet producentów/raperów na „HARK” znajduje się w wybornej formie. Od strony muzycznej nie zaszły większe zmiany, ponieważ nadal mamy do czynienia z mrocznymi i szorstkimi beatami. Natomiast pod względem warstwy lirycznym na longplayu, wypada odnotować jeszcze więcej kąśliwych uwag w tekstach i ich dwuznacznego wydźwięku. W ten sposób powstał blisko 40-minutowy niecodzienny kolaż muzyczny zawierający wiele niespodzianek i tajemnic. Należy też pamiętać o tym, że twórczość zespołu nie jest przeznaczona przeciętnemu odbiorcy rapu. Trzeba odpowiedniego podejścia do utworów formacji oraz właściwego pojmowania ich świata, zanim wyda się ocenę na temat działalności Amerykanów.

    The Doppelgangaz tradycyjnie umieścili wydawnictwo na Bandcampie. Matter Ov Fact & EP zatroszczyli się o godne wydanie „HARK”, w czym pomogli im ludzie z dobrze znanego wszystkim sklepu HHV.DE. Nakładem Groggy Pack Entertainment, LLC. ukazała się wersja elektroniczna projektu i płyty kompaktowe. Niemieccy przyjaciele artystów dołożyli swoją cegiełkę do edycji kaset oraz wypuścili płyty winylowe, także w limitowanej serii na białych woskach. Promocję materiału oparto w głównej mierze na teledyskach, czyli elemencie, w którym The Ghastly Duo świetnie sobie radzi. Od 8 lutego b.r. grupa opublikowała już 6 obrazów powstałych kolejno do „Hark Back”, „Oh Well”, „Skin Yarmulke”, „Barbiturates”, „Sun Shine” oraz „On The Rag” (pierwsze 3 videoclipy zamieszczam poniżej, po resztę odsyłam na ich kanał na YouTube). Dzięki temu specyficzny styl zespołu i charakterystyczny otoczka towarzysząca im przez cały czas skupiają na sobie uwagę coraz więcej sympatyków.

    Tracklista

    1. Doppel Hobble
    2. Skin Yarmulke
    3. Hark Back
    4. Us 2 Da Man
    5. Taking Them Pills
    6. Oh Well
    7. Sugar Awn Eht
    8. Barbiturates
    9. Harken Forward
    10. On The Rag
    11. Smang Life
    12. Sun Shine
  • Darmowy album: Prod.B – Road to Nowhere + wywiad z artystą

    Darmowy album: Prod.B – Road to Nowhere + wywiad z artystą

    5–8 minut

    Każdego tygodnia trafia do obiegu mnóstwo nowych projektów instrumentalnych. Wybrani producenci, którzy przebili się na międzynarodowej scenie muzycznej, mogą liczyć na zainteresowanie systematycznie rosnącego grona słuchaczy i mediów, chętnie wspierających poszczególnych twórców. Jednak nawet osoby posiadające określony status na scenie muzycznej muszą dbać o swoich sympatyków, gdyż konkurencja nie śpi. Przy obecnych uwarunkowaniach w środowisku najlepiej sprawdzają się darmowe materiały, co dotyczy zarówno tych powszechnie znanych beatmakerów, jak i postaci usiłujących zaznaczyć swoją obecność w branży muzycznej. Przykładem tego może być wydana w lipcu b.r. płyta polskiego artysty, Prod. B – „Road to Nowhere”, stanowiąca kolejny krok w karierze tego wykonawcy.

    Rodzimy producent prowadzi działalność wydawniczą od 3 lat. W czasie tego okresu beatmaker wypuścił łącznie 3 materiały, promowane głównie w kraju. Od początku aktywności Prod. B w undergroundzie zajmuje się on pracą u podstaw, aby w jak najlepszy sposób dotrzeć do słuchaczy otwartych na projekty utrzymane w klimacie z minionych lat. Pierwsze wydawnictwo artysty – „Night Noise” – ukazało się jeszcze pod pseudonimem Biegaj. Wydawnictwo zawierające 7 eksperymentalnych tracków ujawniło sfery muzyczne, w których ich autor czuje się najpewniej. Po tej EP-ce przyszła kolej na wypuszczone w marcu ub.r. „Simple Melodies”. Instrumentalne wydawnictwo nawiązujące do downtempo i trip-hopu to kolejny etap w rozwoju polskiego twórcy. Z kolei wydane przed niespełna 3 miesiącami „Road to Nowhere” wypada określić mianem najbardziej dopracowanego projektu Prod.B.

    Jeżeli sympatyzujecie w spokojnych, nostalgicznych i sprawdzających się najlepiej w wieczornej scenerii brzmieniach, to powinniście z miejsca docenić niniejszą płytę. Po nocnym zgiełku i prostych melodiach muzyczne podróże producenta doprowadziły jego do drogi wydawałoby zmierzającej donikąd. Jednak tytuł wydawnictwa to tylko słowo-klucz wprowadzający do zagadkowego świata kreowanego przez beatmakera. Interpretacja „Road to Nowhere” zależy tak naprawdę od punktu wyjściowego. Po pobieżnym zapoznaniu się z tym krótkim albumem można odnieść wrażenie, że rzeczywiście wszystkie drogi prowadzą do opuszczonych i pustych miejsc. Jednak po poświęceniu materiałowi więcej czasu okaże się, iż w tym wszystkim znajduje się ład i porządek, ukryty gdzieś na ścieżkach pomiędzy „Start Your Trip” a bonusowym „Lullaby”. Wydawnictwo szczególnie sprawdza się jako soundtrack do długich wieczorów spędzonych w samotności.

    W celu lepszego poznania sylwetki artysty oraz rozwikłania zagadek dotyczących „Road to Nowhere” przeprowadziłem krótką rozmowę z Prod.B. W trakcie konwersacji poruszyliśmy również tematy związane z jego wcześniejszymi płytami oraz realiami panującymi w branży muzycznej.


    Hej, jak się miewasz? Od wydania Twojego debiutanckiego projektu „Night Noise” minęły już trzy lata. Jak z perspektywy czasu oceniasz początkowy okres swojej działalności na scenie muzycznej?

    Miewam się nieźle. Wszystko płynie swoim tempem do którego staram się dostosować.

    Do „Night Noise” mam ogromny sentyment. W tym okresie zaczęła się moja podróż z dźwiękiem, która trwa do dziś. Po drodze wiele się zmieniło i choć nie zawsze było tak jak to sobie wymyśliłem, to nie mogę narzekać, bo dzięki temu jestem w tym miejscu. Wiem, że ciągle mam coś do „powiedzenia” na kolejnych trackach, nie wiem jednak w jaki sposób to „wykrzyczę”.

    Wypuszczone w marcu ub.r. „Simple Melodies” przyniosło dalszy rozwój eksperymentalnych brzmień instrumentalnych. Dlaczego właśnie postawiłeś na proste, ale przy tym przyjemne brzmienia, przy których można jednocześnie odpocząć, jak i rozmyślać nad życiem?

    Na kształt płyty duży wpływ miała awaria komputera. Straciłem prawie wszystko, odbudowałem większość i dodałem kilka nowych rzeczy. W trakcie prac doszedłem do wniosku, że to jest piękne w swojej prostocie i zamiast pocić się nad rozbudowywaniem tracków na siłę, szlifowałem dźwięki do momentu w którym uznałem je za skończone. Nie to chciałem osiągnąć kiedy „Simple Melodies” siedziało jeszcze w mojej głowie, ale efekt końcowy był zdecydowanie lepszy od konceptu. Można ją traktować jako tło, słuchając pojedynczych traków lub całości układając z niej historię.

    Przejdźmy teraz do opublikowanej w lipcu płyty „Road to Nowhere”. Tytuł i okładkę wydawnictwa można interpretować w różny sposób. Jaki przepis masz na rozwikłanie tej zagadki?

    Tytuł to wypadkowa tego co działo się u mnie przez ostatnie dwa lata i zakończenia tej „podróży”. Małe podsumowanie, które zrobiłem dla samego siebie. Dosyć naturalne jest to, że ukazało się w takiej formie. Robiłem to nie raz, ale nigdy na taką skalę. Interpretację pozostawiam słuchaczom. „Road to Nowhere” daje takie możliwości, bo mimo iż jest to płyta dla mnie i o mnie, to nie potrafię robić rzeczy do szuflady. Okładka to pomysł i realizacja Darii Dwornik z którą współpracowałem już przy okazji „Simple Melodies” Jest prosta, mocno charakterystyczna i idealnie wkomponowała się w klimat płyty. Można ją odbierać dosłownie lub w przenośni. Fotografię na front wykonał Franciszek Ammer.

    Tegoroczne wydawnictwo promuje kilka singli, w tym utwór „Silence”, do którego powstał też videoclip. Obraz właściwie oddaje charakter tego nagrania, dedykowanego miłośnikom spacerów po zapadnięciu zmroku. Skąd wzięło się Twoje zamiłowanie do nocnych klimatów?

    Noc jest dla mnie najlepszą porą na tworzenie. Dodajmy do tego kłopoty ze snem. Nie raz budziłem się żeby zrobić chociaż zarys czegoś co właśnie mi się przyśniło, lub zarywałem nocki dla jednego utworu. To może wydawać się oklepane, ale zawsze staram się ugryźć temat na swój sposób. Obraz do „Silence” to efekt współpracy z ekipą Reality Designers, która chętnie pomogła. Nocna wycieczka po Wrocławiu, wypalone milion papierosów i w efekcie klip, który doskonale zgrywa się z muzyką.

    W utworze „About a Journey” gościnnie pojawia się Kamil Szalewicz. Czy możesz pokrótce opowiedzieć o tym, jak doszło do współpracy z tym twórcą?

    To ja zaprosiłem Kamila do współpracy. Zaczęło się od konkursu na remix, który zorganizował Jakub Nox Ambroziak. Moja interpretacja „Treebeard in the Dead Wood” wygrała i dzięki temu złapaliśmy kontakt. Wcześniej słyszałem Kamila w jazzClams, gdzie poruszał się w zbliżonych do „About a Journey” klimatach. Jestem w 100% zadowolony z tego co razem zrobiliśmy. Ten jedyny utwór wokalny ładnie kontrastuje z całą resztą.

    Wszystkie Twoje dotychczasowe płyty znacznie odbiegają od tego, co jest teraz popularne w kręgach muzycznych nastawionych na instrumentalne wydawnictwa. Czy zamierzasz w dalszym ciągu wydawać muzykę nawiązującą do lat ubiegłych czy w przyszłości podążysz zupełnie inną ścieżką?

    Zawsze robiłem muzykę jakiej sam chciałem słuchać. Nie wiem jak wyglądają trendy muzyczne, bo po skończeniu „Simple Melodies” nie słuchałem zbyt wiele, a podczas pracy nad „Road to Nowhere” prawie wcale. Teraz sprawdzam więcej rzeczy i słyszę schematy, które powtarzają się przy każdym odsłuchanym numerze. Na dłuższą metę zaczyna to nużyć. Nie chcę też robić z siebie awangardy. Po prostu staram się dać jak najwięcej siebie i nie zwracać uwagi na panujące trendy. Wydaje mi się, że w mojej muzyce może się zmienić prawie wszystko. Ciągle idę do przodu, ale raczej nie porzucę klimatu i brzmienia.

    Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że obecnie trudno dotrzeć ze swoją twórczością do licznego grona odbiorców. Jak oceniasz funkcjonowanie undergroundu oraz jakie czynniki odgrywają największą rolę przy promocji obecnie wypuszczanych płyt?

    Internet daje wiele możliwości, jednak łatwo zginąć w tłumie. Są serwisy takie jak Soundcloud, gdzie można udostępniać swoje utwory za darmo, Bandcamp, który stał się główną platformą sprzedaży dla artystów niezależnych, czy Facebook, który dziś nie ma żadnej mocy jeżeli nie zapłacisz za promowanie swoich postów. Wielka szkoda, że MySpace skończył w taki sposób. Łatwo się pogubić jednak dla chcącego nic trudnego. Warto zainteresować się małymi labelami, które wypuszczają materiał wysokiej jakości, czy portalami promującymi muzykę, nie produkty.

    Dziękuję za rozmowę.


    Prod.B udostępnił swoją płytę na Bandcampie. Wydawnictwo można bezpłatnie pobrać korzystając z poniższego odnośnika. Istnieje przy tym możliwość przekazania dotacji artyście za pośrednictwem BC (opcja: buy now – name your price). Płytę promuje klimatyczny teledysk nagrany do przedostatniego utworu z projektu – „Silence”. W tym klipie artysta zabiera odbiorców na nocny spacer ulicami Wrocławia.

    DOWNLOAD Prod.B – „Road to Nowhere”

    Tracklista

    1. Start Your Trip
    2. Anger
    3. The First Stop
    4. Lonely Journey
    5. Drunk City
    6. The Second Stop
    7. About a Journey feat. Kamil Szalewicz
    8. Silence
    9. Road to Nowhere
    10. Loop (Bonus track)
    11. Lullaby (Bonus track)
  • Oddisee prezentuje nowe nagrania

    Oddisee prezentuje nowe nagrania

    5–7 minut

    Począwszy od 2009 roku Mello Music Group nieustannie pnie się w górę. Amerykańska wytwórnia płytowa znaczy już naprawdę wiele na scenie hip hopowej, o czym łatwo przekonać się, gdy dokonamy przeglądu katalogu tego labelu. Przez ostatnie lata nakładem MMG ukazało się mnóstwo wartościowych wydawnictw autorstwa mniej i bardziej znanych wykonawców. Wśród twórców związanych z oficyną wydawniczą prowadzoną przez Michaela Tolle’a znajdziemy Oddiseego, Apollo Browna, Trek Life’a, Stik Figę, yU, Uptown XO, 14KT, Gensu Deana, DTMD, Georgię Anne Muldrow & Declaime’a. Pierwszy z nich zasłużenie jest wymieniany w ścisłej czołówce najistotniejszych obecnie postaci hip hopowych wywodzących się z undergroundu. Producent/raper z DMV ponownie zachwycił wszystkich wypuszczając instrumentalne LP „The Beauty In All” oraz mixtape „Tangible Dream”.

    Przejście z niekiedy głębokiego undergroundu o kilka szczebli wyżej, to ścieżka kręta i mocno wyboista. Doskonale z tego sobie zdaje sprawę każdy artysta hip hopowy, który usiłuje zachować autentyczność i szczerość w swojej twórczości, jednocześnie starając się dotrzeć do coraz większej liczby odbiorców i mediów. Czasem wszystko przychodzi naturalnie, tak jak w przypadku dotychczasowej kariery muzycznej Oddiseego. Wychowanek Washington, DC spokojnie i bez zbędnego szumu wokół własnej osoby nagrywa muzykę znajdując przy tym uznanie w oczach nie tylko sympatyków brzmień hip hopowych, ale również słuchaczy innych gatunków.

    Amir Mohamed el Khalifa spędził kilka lat na lokalnej scenie muzycznej, współpracując przez długi czas z różnymi wykonawcami z DMV. Pierwszy okres w działalności tego artysty przypadł również na produkcję utworów undergroundowym wykonawcom (Soulstice, Wordsworth, DJ Rhettmatic, DJ KO, The UN, J-Live, Asheru, Kenn Starr), po czym przyszła kolej na premierowe projekty solowe. „Instrumental Mixtape Vol.1-2” i „Foot In The Door” stanowiły jedynie rozgrzewkę przed kolejnymi płytami Oddiseego, po które sięgnęło znacznie więcej osób. „Mental Liberation”, „101”, „Traveling Man” oraz dwa longplaye nagrane z Trek Life’em„All Times” i „New Money” – oraz Diamond District („In The Ruff”) trafiły do obiegu w latach 2008-09. Ilość oraz jakość nagrań uczyniła z tego twórcy czarnego konia niezależnego hip hopu. Ponadto o tych materiałach chętnie dyskutowali też ludzie pośrednio związani z branżą hip hopową, doceniając dojrzałość muzyczną oraz umiejętne tworzenie klimatu poszczególnych utworów. Powyższe wydawnictwa wydatnie przyczyniły się do rozwoju Mello Music Group – wytwórnia płytowa znacznie zyskała w oczach hip hopowej społeczności wypuszczając tak bardzo wartościowe projekty.

    Oddisee nie zamierzał spuszczać z tonu, dzięki czemu lata 2010-12 przyniosły kolejne pokłady jego nagrań. Pozostając tylko przy jego indywidualnych dokonaniach na scenie muzycznej nie sposób przejść obojętnie obok kompilacji „Odd Seasons”, „Rock Creek Park” i „People Hear What They See”. Właśnie za sprawą tych dwóch ostatnich wydawnictw zrobiło się o nim naprawdę głośno na całym świecie. Artysta dzielący swoje życie na liczne trasy koncertowe oraz podróżowanie pomiędzy Brooklynem, Londynem, a Washington, DC daleko wyszedł poza standardy tzw. blue collar rapu oraz instrumentalnego hip hopu. Znakomite pomysły na rozwiązania muzyczne (akustyczna wersja singla „You Know Who You Are” z Olivierem Daysoulem budzi podziw) poparte rzetelną promocją ze strony Mello Music Group pozytywnie wpłynęły na pozycję amerykańskiego wykonawcy. O jego wszechstronności można było też przekonać się na EP-ce zawierającej remiksy utworów innych twórców – „Odd Renditions”. 1 października b.r. znowu wszyscy przekonali się o wspaniałym kunszcie Oddiseego. W ub. tygodniu odbyła się premiera równocześnie dwóch płyt – „The Beauty In All” i „Tangible Dream”.

    Początkowo ujawniono plany wydawnicze członka Diamond District ograniczające się do opublikowania nowego albumu. W czasie, gdy wszyscy nastawiali się na zapowiadany od drugiej połowy nowy album czołowego przedstawiciela Mello Music Group, zupełnie nieoczekiwanie pojawiły się informacje o dodatkowym materiale, który miał zostać dołączony do tego wydawnictwa. Oddisee sprawił nie lada niespodziankę dorzucając do instrumentalnego LP mixtape z wokalnymi trackami. „Tangible Dream” zawiera utwory powstałe przy wsparciu Ralpha Reala, Oliviera St Louisa, Paolo Escobarda, Toine’a & Trek Life’a. Swoistą wisienką na torcie jest zamykający projekt „Bonus Flow” powstałe przy udziale yU i Uptown XO, czyli pełnego składu Diamond District.

    Jeżeli chodzi o najlepsze przedstawienie „Tangible Dream”, to należy posłużyć się słowami Oddiseego:

    Odkryłem, że mogę zrobić karierę na scenie zdominowanej przez artystów sprzedających fałszywe sny. Zdałem sobie sprawę, że chociaż tłumy mogą nie znać mojego warsztatu, to nie odnosi się to do całego świata, jaki mogę mieć. „Tangible Dream” to mixtape dedykowany dla dekonstrukcji naszych tradycyjnych ideałów sukcesu i rzucenie światła na możliwość prowadzenia długofalowego rapowego życia.

    „Tangible Dream” jest dołączane w postaci elektronicznej jako bonusowa płyta do każdego zamówienia na „The Beauty In All” (niezależnie od zamawianej wersji – digitalowa czy fizycznej).

    Tracklista

    1. Tangible Dream
    2. Yeezus Was A Mortal Man
    3. Killing Time
    4. Own Appeal
    5. The Goings On feat. Ralph Real
    6. Be There
    7. Yeah & Nah
    8. Interlude Flow
    9. Unfollow You feat. Olivier St Louis
    10. Back Of My Mind feat. Paolo Escobard
    11. Tomorrow Today
    12. Outro Flow feat. Toine & Trek Life
    13. Bonus Flow feat. Diamond District

    Jak natomiast prezentuje się danie główne, czyli „The Beauty In All”? Ano po prostu wyśmienicie. Oddisee w dalszym ciągu rozwija się jako producent, poszukuje nowych inspiracji oraz pomysłów na kompozycje. Artysta pozostaje przy tym skromnym, wylewnie mówiąc o niedoskonałościach czy ignorancji z jaką spotyka się na co dzień rzutującymi na ostateczny kształt nagrań. „Rock Creek Park” sprzed dwóch lat należało do doskonałych świadectw na formę producencką tego twórcy. Z kolei niedawno wypuszczony materiał można rozpatrywać w kategorii dążenia do pokazania uczuć słuchaczom, którzy otrzymali możliwość zajrzenia do duszy autora. „Lonely Planet” można właściwie upajać się bez przerwy, podobnie jak „Patience In Play”, „Caprice Down” czy „One Thing Right”. Piękne, szczere, zapadające na długo w pamięć nagrania, dzięki którym album śmiało można określić mianem pięknego przewodnika po uduchowionej sferze hip hopu.

    Oba wydawnictwa można odsłuchać oraz nabyć w wersji elektronicznej za pośrednictwem niezawodnego Bandcampa. Ponadto Mello Music Group wypuściło „The Beauty In All” na płytach kompaktowych i winylowych. Projekt promuje kilka singli – „After Thoughts”, „Fievre” i „Lonely Planet”. Do pierwszego z nich ukazał się również videoclip. Oddisee jeszcze raz pokazał wielką klasę muzyczną, przygotowując jeden z najważniejszych albumów tego roku oraz dostarczając mixtape, który swobodnie mógłby stanowić pełnoprawny longplay.

    Aktualizacja #1: Mello Music Group postanowiło wyjść naprzeciw oczekiwaniom słuchaczy i wypuścić wersję fizyczną „Tangible Dream”. Nie ma to, jak godne wydanie wszystkich projektów Oddiseego.

    Aktualizacja #2: Oddisee dorzucił drugi teledysk promujący jego nowe płyty. Tym razem artysta zrealizował obraz do singla z „Tangible Dream”, „Own Appeal”.

    Aktualizacja #3: Pomimo tego iż od premiery październikowych wydawnictw Oddiseego minęło już sporo czasu, to nadal „The Beauty In All”„Tangible Dream” są promowane na świecie. Na początku 2014 roku ukazały się kolejne videoclipy, po jednym do każdej z tych płyt. Pierwszy klip zrealizowano do „Caprice Down”, zaś drugi do „Back Of My Mind”.

    Aktualizacja #4: Oddisee odbywa czasem koncerty wraz ze swoim zespołem, Good Compny. Jak przedstawiają się ich wspólne koncerty? Zalążek tego znajdziecie w nagraniu video do rozbudowanej wersji utworu pochodzącego z „Tangible Dream”„The Goings On”.

    Tracklista

    1. After Thoughts
    2. In My Day
    3. Fashionably Late
    4. Fievre
    5. The Gospel
    6. Lonely Planet
    7. Patience In Play
    8. Caprice Down
    9. No Rules For Kings
    10. One Thing Right
    11. Social Insecurity
    12. Fork In The Road
  • Brous One z Chile przedstawia swoje nagrania

    Brous One z Chile przedstawia swoje nagrania

    3–5 minut

    Jednym z najlepszych udogodnień we współczesnej branży muzycznej jest to, że większych problemów można docierać do wydawnictw artystów z niemal każdego miejsca na globie. Nieograniczony dostęp do muzyki umożliwia nieustanne poznawanie nowych twórców, których sylwetki systematycznie są przedstawiane na łamach naszej strony. W muzycznej podróży w poszukiwaniu wartościowych projektów często docieramy do nieodkrytych wcześniej artystów. Tylko w ostatnim czasie pojawiły się w serwisie artykuły o słabiej kojarzonych przedstawicieli sceny około hip hopowej – Balance and the Traveling Sounds, Mawie, Lawnmowherze i Orionie. Teraz przyszła kolej na producenta pochodzącego z egzotycznego Chile, Brous One’a. W przeciągu minionych 16 miesięcy beatmaker wypuścił dwa udane wydawnictwa – „Un Momento en el Tiempo” i „Cinta de Ritmos Vol. 1”.

    Ameryka Południowa to kompletnie nieznany kontynent pod względem kultury hip hopowej dla większości osób z pozostałych części świata. Bez większego wgłębiania się w szczegóły można jedynie stwierdzić, że wśród południowoamerykańskich krajów najbardziej rozbudowaną scenę posiada Brazylia. Okazuje się, iż Chile również stanowi całkiem przyjazną przystań dla twórców hip hopowych, co widać po bohaterze tej publikacji. Brous One stosunkowo od niedawna prowadzi działalność wydawniczą. Pierwsze utwory beatmakera z Santiago pochodzą sprzed 4 lat. Młody wykonawca najpierw spokojnie nagrywał muzykę w domowym zaciszu, a później postarał się wydać debiutancki album i po kilku miesiącach intensywnej pracy twórczej, co w efekcie przełożyło się na „Un Momento en el Tiempo”. Producent nadał ostatnie szlify nagraniom na tym longplayu pod koniec pierwszej połowy ub.r., po czym opublikował instrumentalne dzieło.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu 1 czerwca 2012 roku. Już w dniu premiery instrumentalne wydawnictwo południowoamerykańskiego twórcy cieszyło się naprawdę sporym zainteresowaniem stron muzycznych i słuchaczy. Brous One czerpie inspiracje ze starej szkoły rapu z lat 90.tych, o czym szybko można przekonać się zapoznając się z jego beatami. Na „Un Momento en el Tiempo” znajdą coś dla siebie sympatycy Pete Rocka czy też No I.D., aczkolwiek miłośnicy boom-bapu w mocniejszym wydaniu również powinni docenić tę płytę. Porównanie do tego pierwszego znamienitego artysty jest jak najbardziej na miejscu – chilijski twórca zadedykował jeden track na płycie („One 4 Pete”) właśnie temu słynnemu nowojorczykowi. Wykonawca ze stolicy Chile pokazał się z dobrej strony również w pozostałych utworach, z których na uwagę zasługują „A Moment In Time”, „El Repaso”, „Waitin’… Searchin’” oraz „Siempre El Mismo”. W realizacji longplaya pomogli głównie przedstawiciele Niemiec – Hulk Hodn, Retrogott, Niko Soprano, Dennis Da Menace, Victor Frayz i Fleur Earth.

    Premierowy projekt mieszkańca Ameryki Południowej pojawił się na Bandcampie. Początkowo „Un Momento en el Tiempo” ukazało się w wersji elektronicznej, ale szybko po premierze projektu dorzucono również edycję winylową płyty, która trafiła do sprzedaży dzięki sklepowi Vinyl Digital. Instrumentalny album promuje singiel „A Moment In Time”, do którego nakręcono też prosty, aczkolwiek miły dla oka teledysk.

    Tracklista

    1. Antes De…
    2. A Moment In Time feat. Niko Soprano
    3. Sacan La MPC feat. Retrogott
    4. Rainy (cuty: Retrogott)
    5. El Repaso feat. Matiah Chinaski
    6. One 4 Pete
    7. Waitin’… Searchin’
    8. Zufall Oder Fuegung feat. Fleur Earth
    9. Siempre El Mismo feat. Frayz
    10. …Iz De Tristeza feat. Mantoi
    11. The Blow Up
    12. In Der Zeit Gefangen feat. Dennis Da Menace (cuty Hulk Hodn)
    13. Interludio
    14. Despues De…

    Po wydaniu pierwszej płyty Chilijczyk stał się popularny w niezależnych kręgach muzycznych w Niemczech. 27 lutego b.r. ukazała się jego EP-ka nagrana z tamtejszym wykonawcą, Dennisem Da Menace’em, „Bombentest”. Brous One odwiedził też naszych zachodnich sąsiadów i w międzyczasie nawiązał współpracę z innymi twórcami z tego kraju (jedno z nagrań Chilijczyka pojawiło się na składance „Workspaces Compilation” Boombap.org). Po tym beatmaker przedstawił drugi solowy projekt, „Cinta de Ritmos Vol. 1”. Płyta zawiera 18 nagrań stworzonych w latach 2009-13. Część z nich nie zmieściła się na debiutanckim longplayu producenta, inne zaś powstały już po wypuszczeniu ubiegłorocznego wydawnictwa. Utwory zawarte na tym albumie trzymają równy poziom i stanowią przegląd całości działalności wydawniczej artysty od początków jego przygody ze światem muzycznym.

    Wydawnictwo sprzed miesiąca trafiło na Bandcampa. Wzorem poprzedniego projektu, również i tym razem Brous One wypuścił „Cinta de Ritmos Vol. 1” w wersji elektronicznej oraz fizycznej (płyty winylowe i kasety dystrybuowane przez Vinyl Digital). Chilijski beatmaker powoli buduje swoją pozycję na międzynarodowej scenie muzycznej. Szanowany w Niemczech artysta bez dwóch zdań posiada spory potencjał i można stawiać w ciemno, iż w niedalekiej przyszłości ponownie pokaże się on z dobrej strony.

    Tracklista

    1. Soundcheck
    2. Pisco Sour
    3. Arte
    4. Señorita
    5. Yea
    6. Real Eyes (Tape Only Track)
    7. La Conocí
    8. Mala Suerte
    9. No es Difícil
    10. Cinta
    11. Deseo
    12. Camina (Tape Only Track)
    13. A Veces Happy
    14. Gatos
    15. Campana
    16. Día a Día
    17. Domingo
    18. Adiós
  • Hip hopowa orkiestra z LA – Balance and the Traveling Sounds

    Hip hopowa orkiestra z LA – Balance and the Traveling Sounds

    3–4 minut

    W jednym z poprzednich artykułów nakreśliłem pokrótce sytuację dotyczącą artystów hip hopowych wywodzących się z Brooklynu. Natomiast przy okazji wstępu do dzisiejszej publikacji przeniesiemy się na Zachodnie Wybrzeże USA, a konkretniej do Los Angeles. Pierwsze skojarzenia sympatyków hip hopu dotyczące tego miasta wędrują w stronę gangsta rapu i rozbudowanej undergroundowej sceny muzycznej z tego okręgu. Skąpane w słońcu dzielnice LA wychowały również wielu artystów pośrednio związanych z rapem. W nieco innej kategorii należy rozpatrywać zespoły pokroju Balance and the Traveling Sounds będące formacjami złożonymi z muzyków i raperów. Hip hopowa orkiestra z Kalifornii ma na swoim koncie przede wszystkim dwie udane płyty – „Departure EP” i „Lost Luggage EP”.

    W branży hip hopowej z powodzeniem prowadzi swoją działalność sporo grup złożonych opierających nagrania o tzw. żywe instrumenty. Większość z tych zespołów inspiruj się dokonaniami The Roots, ale każda z nich usiłuje przy tym dodać od siebie nowe elementy muzyczne. Balance and the Traveling Sounds to koronne potwierdzenie powyższych słów. W skład kolektywu wchodzi 7 artystów zajmujących się tworzeniem utworów oraz graniem licznych koncertów na lokalnym podwórku. EBO (producent), MC KIRB (raper), Rudy Love Jr. (wokal i klawisze), Brijesh Pandya (perkusja), Jeff Kolhede (saksofon), Nick Bartshe (gitara) i Scott Fulton (gitara basowa) są aktywni na scenie muzycznej od blisko 5 lat. Kalifornijczycy dobrze odnajdują się w trakcie występów na żywo oraz sesji nagraniowych, o czym pierwszy raz wszyscy przekonali się w połowie marca 2009 roku. Ponad cztery lata temu miała swoją premierę debiutancka płyta BTS, „Travel Guide Vol. 1”. Eklektyczne wydawnictwo zjednało grupie w undergroundzie oraz otworzyło drogę do ich kolejnych nagrań. Dwa lata po wypuszczeniu premierowego materiału ukazał się nowy projekt formacji, „Departure EP”.

    Premiera EP-ki odbyła się 13 września 2011 roku. Już w chwili wydania projekt cieszył się dużym zainteresowaniem słuchaczy oraz mediów, co na wpłynął główny singiel promujący wydawnictwo – „Something About Us”. Cover utworu Daft Punk sprzed dekady sprawił, iż o BTS zrobiło się naprawdę głośno w niezależnych kręgach muzycznych. Pozostała zawartość „Departure EP” również nie odbiegała poziomem od tego tracka. „Won’t Do” (tribute złożony dla J Dilli), „Growth Spurt”, „Hey Lady”, „Cold Outside” oraz „I’m Comin Back” pokazały światu niemały potencjał drzemiący w kalifornijskiej formacji. Energiczne i tętniące życiem kompozycje stanowiące wypadkową hip hopu, neo soulu, jazzu, funku i rocka sprawiły, iż o płycie mówiło się naprawdę sporo przez kilka tygodni.

    Formacja z Miasta Aniołów udostępniła „Departure EP” na Bandcampie. Wydawnictwo można bezpłatnie pobrać korzystając z opcji „buy now – name your price” i/lub przekazać dotację grupie za pośrednictwem tego serwisu. EP-kę promują obrazy nakręcone do dwóch utworów – „Something About Us” i „Won’t Do”.

    DOWNLOAD Balance and the Traveling Sounds – „Departure EP”

    Tracklista

    1. Growth Spurt
    2. Hey Lady
    3. Cold Outside
    4. Something About Us
    5. I’m Comin Back
    6. Won’t Do (Live)

    Na następny projekt Balance and the Traveling Sounds trzeba było czekać do połowy lipca ub.r., kiedy to światło dzienne ujrzała ich druga EP-ka. „Lost Luggage EP” powstało przy kolaboracji zespołu z Orisue Clothing i pod względem charakteru nagrań nieco różni się od swojego poprzednika. Projekt sprzed roku zawiera więcej elementów inspirowanych funkiem z lat 70.tych oraz hip hopem i R&B z lat 90.tych. Szczególnie to widać w alternatywnych wersjach rapowych klasyków – „CREAM/No Diggity” oraz „California Love (BTS Mix)”. Jednak najważniejszymi kompozycjami z tego materiału są „Jump To It”, a także „Make Your Move”. Spójne i żywiołowe tracki na tej produkcji wypadają porządnie, stanowiąc kolejny przystanek w karierze muzycznej BTS.

    Po płytę pochodzącą sprzed roku również można sięgnąć na Bandcampie. Podobnie jak poprzedni materiał BTS, także „Lost Luggage EP” opublikowano bezpłatnie w sieci w formie „buy now – name your price”.

    DOWNLOAD Balance and the Traveling Sounds – „Lost Luggage EP”

    Tracklista

    1. Jump To It
    2. CREAM/No Diggity
    3. Shakedown
    4. You Just Ain’t Right
    5. Make Your Move
    6. California Love (BTS Mix)

    W tej chwili grupa pracuje nad kilkoma projektami. 10 września ukazało się nowe video zespołu nagrane do utworu „As I Am” zapowiadającego nadchodzący projekt „Bedrock Sessions EP”. Oprócz tego, formacja podjęła współpracę z duetem Axel F. (J Rocc & MED), przygotowując wersję live nagrania „Sofa Coins” promującego album tych artystów zatytułowany „Sofa Set EP”. Wszystko to sprowadza się do tego, iż Balance and the Traveling Sounds ponownie zagości w przeciągu następnych tygodni w serwisie.

  • Ka z klimatycznymi nagraniami na Grief Pedigree

    Ka z klimatycznymi nagraniami na Grief Pedigree

    3–5 minut

    Każda część kolebki kultury hip hopowej, Nowego Jorku, wychowała setki artystów. Jeżeli dokonamy podziału przedstawicieli hip hopu na poszczególne nowojorskie dzielnice, to okaże się, że najciekawiej prezentuje się pod tym względem Bronx i Brooklyn. Przyjrzymy się bliżej temu drugiemu rejonowi. Lista wykonawców związanych z BK jest bardzo długa i obejmuje mnóstwo ważnych postaci. Big Daddy Kane, Jay-Z, Fab 5 Freddy, Masta Ace, Easy Mo Bee, Mos Def, Black Moon, GZA, RZA, The Notorious B.I.G, MC Lyte, Talib Kweli oraz wiele innych osób znajduje się w tym zestawieniu. W ostatnich latach sporo miejsca poświęcono kolejnemu przedstawicielowi Brooklynu, raperowi Ka. Zamieszkały na osiedlu Brownsville twórca niejednokrotnie podkreślał swoje pochodzenie w nagraniach, z których najwięcej zamieszania wprowadziła płyta „Grief Pedigree” sprzed półtora roku.

    W obecnej sytuacji na rynku muzycznej większość słuchaczy poszukuje oryginalnych i wybijających się ponad przeciętność artystów. W czasie, gdy niejeden twórca podąża za nowymi i chwytliwymi trendami, takie jednostki jak Ka są na wagę złota. Pomimo tego iż styl tego artysty nie ma nic wspólnego z nowoczesnym brzmieniem serwowanym przez multum wykonawców, to nie można odmówić mu wyjątkowości i specyficznej otoczki wyróżniającej jego na scenie hip hopowej.

    Początki kariery muzycznej rapera i producenta w jednym przypadają na połowę lat 90.tych. W tym okresie artysta podjął współpracę z szeregiem innych twórców w ramach działalności kolektywu Natural Elements. Ka pokazał swoje umiejętności w kilku nagraniach grupy; część z nich ukazała się na „The EP” z 1994 roku, z kolei singiel „Mayday” znalazł miejsce na wydanej cztery lata później kompilacji Rawkusa, „Lyricist Lounge Volume One”. Jeszcze w tym samym roku wykonawca z Brooklynu wypuścił dwunastkę „2 Roads Out The Ghetto” nagraną wraz ze swoim przyjacielem Kevem pod szyldem grupy Nightbreed (płyta należy teraz do białych kruków). Po tym nastąpiła 10-letnia przerwa na polu wydawniczym nowojorczyka. Ponownie w branży muzycznej pojawił się on w 2008 roku goszcząc na albumie GZY, „Pro Tools”. Ka na dobre zajął się wtedy nagrywaniem muzyki, co przełożyło się na wypuszczenie debiutanckiego longplaya „Iron Works” zawierającego m.in. single „Get 'Em”, „I Know What It’s Like” oraz „247365”. Wydawnictwo pozwoliło zaistnieć raperowi w undergroundzie, dzięki czemu odbiorcy zaczęli zastanawiać się kim jest tak naprawdę wykonawca rodem z Brownsville. Ka szerzej przedstawił się słuchaczom oraz mediom na swoim drugim albumie, „Grief Pedigree”, jednej z największych sensacji ostatniego roku w undergroundzie.

    Kampania promocyjna wydawnictwa rozpoczęła się w połowie września 2011 roku, kiedy to ukazał się premierowy singiel „Cold Facts”. Hipnotyzujące flow rapera, dopasowany do tego beat, klimat nagrania kojarzący się z nocnymi spacerami po ulicach Brooklynu – wszystko to sprawiło, iż liczna grupa osób natychmiast stała się jego fanami. Wraz z kolejno wypuszczanymi utworami – „Every…”, „Collage”, „Chamber” i „Vessel” – coraz więcej odbiorców oraz dziennikarzy muzycznych zaczęło doceniać jedyny w swoim rodzaju warsztat nowojorczyka. Pozostała zawartość „Grief Pedigree” (warto zwrócić baczną uwagę na okładkę) również wypadła znakomicie. Niecodzienny klimat muzyki przedstawiciela Brownsville powstał w głównej mierze dzięki temu, że wykonawca niemal w całości napisał teksty do wszystkich tracków oraz samodzielnie wyprodukował każde nagranie. Jedynym gościem na płycie został Roc Marciano, raper o wręcz bliźniaczym stylu do bohatera tego artykułu wystąpił w „Iron Age” (obaj twórcy zapowiedzieli wydanie wspólnego materiału „Piece Be with You”). Jednak twórczość Ka różni się od projektów serwowanych przez swojego partnera po fachu. W jego kompozycjach dominują inteligentne i zaangażowane treści, nie tylko o zabarwieniu stricte gangsterskim, ale także ukazujące życie na Brooklynie każdego przeciętnego mieszkańca tej dzielnicy. Przełożyło się to na uzyskanie przez „Grief Pedigree” wielu pochlebnych recenzji i opinii, a do tego niejeden serwis muzyczny uznał ten album za jeden z najlepszych dzieł poprzedniego roku.

    Wydawnictwo nowojorskiego artysty można nabyć za pośrednictwem jego strony internetowej. Ka wydał własnym sumptem wersję fizyczną „Grief Pedigree” na płytach kompaktowych i winylowych. Album sygnowany logiem Iron Works Records doczekał się bardzo rzetelnej promocji, w której największą rolę odegrały materiały video. W przeciągu roku wykonawca z Brownsville nakręcił własnoręcznie teledyski do każdego (sic!) z 11 tracków znajdujących się na longplayu. W kolejności chronologicznej pierwszy videoclip ukazał się do „Cold Facts”, z kolei ostatni do „Iron Age”. Wszystkie obrazy połączone w jedną całość można znaleźć w tym miejscu.

    W połowie tego roku ukazał się follow-up do „Grief Pedigree”. W bliższej lub nieco dalszej przyszłości pojawi się w serwisie artykuł o „The Night’s Gambit”.

    Tracklista

    1. Chamber
    2. Cold Facts
    3. No Downtime
    4. Summer
    5. Decisions
    6. Collage
    7. Every…
    8. Iron Age feat. Roc Marciano
    9. Up Against Goliath
    10. Vessel
    11. Born King N.Y.
  • Blunted Astronaut Records przedstawia nowe projekty

    Blunted Astronaut Records przedstawia nowe projekty

    3–5 minut

    Wśród wszystkich artykułów publikowanych w serwisie całkiem sporo wpisów przypada na działalność poszczególnych wytwórni płytowych. W publikacjach poświęconych różnym wydawcom przedstawiamy mniej lub bardziej znane labele z całego świata. Niektóre z nich systematycznie wypuszczają dużo projektów, za którymi czasem nie sposób wręcz nadążyć. W związku z tym, warto czasem dokonać przeglądu materiałów z ostatniego okresu sygnowanych logiem danej oficyny wydawniczej. W dniu dzisiejszym ponownie na stronę zawita Blunted Astronaut Records wraz ze swoimi kolejnymi wydawnictwami.

    Artykuły o płytach wydawanych przez niezależny label z Wielkiej Brytanii już kilkakrotnie gościły w serwisie. Jak dotąd ukazały się publikacje o nagraniach m.in. DXA („I Get Up” b/w „Ice’s Jazz” oraz „Self-Titled EP”), The Good People („Think Twice” b/w „The Theory”), Propo’88 & Kick Backa („Cosmic Trippin’”), T.R.A.C.-a („Sea Of Tranquility”) i Muneshine’a („Bed Bugs”). Przy okazji wpisu z czerwca o materiałach Blunted Astronaut Records wspomniałem o tym, iż następnym razem przedstawię wydawnictwa polskich wykonawców, które trafiły do obiegu dzięki nakładowi tej wytwórni płytowej. Słowa dotrzymuję i poniżej znajdziecie informacje o przedsięwzięciach Bodziersa, Hurragunu i Foki.

    W pierwszej kolejności przyjrzymy się siódemce zrealizowanej przez pierwszego z ww. artystów. Bodziers zajmuje się tworzeniem muzyki od ponad dekady. Przez kilkanaście lat producent pochodzący z Sopotu dał się poznać z dobrej strony zarówno na scenie lokalnej, jak i współpracując z wykonawcami przy wydawnictwach dystrybuowanych na szerszą skalę. W tym czasie beatmaker realizował utworach w ramach macierzystej formacji KSC oraz nagrywał również z innymi raperami z Ziomboi Kliki. Twórca z Trójmiasta ma na swoim koncie ma kilka w całości wyprodukowanych przez siebie nielegali m.in. SurkRaka („Cokolwiek EP”), Surkima („To Coś”) czy PePe („Antypop”). Szerszej publiczności dał się on poznać dzięki współpracy z Hadesem, której owocem były wspólne utwory na m.in. „Prosto Mixtape 600V” oraz reedycji płyty HiFi Bandy „Fakty, Ludzie, Pieniądze”. Produkcje artysty oparte o brudne brzmienie lat 90.tych w połączeniu ze współczesnymi aranżacjami można było poznać też na dwóch częściach projektu „SP Remixes EP” (obie płyty są dostępne na Bandcampie).

    Ponad 9 miesięcy temu zadebiutowała pierwsza siódemka Bodziersa, „RH-„ / „Energia Zwrotna”. Oba single zawarte na tym wydawnictwie powstały z udziałem RakaRaczeja & Hadesa, którzy dobrze odnaleźli się na klimatycznych beatach dostarczonych przez gospodarza projektu. Cuty i scratche na płycie są dziełem DJ’a Kebsa oraz DJ’a Lolo (13 Crew). Oprócz wersji wokalnych tracków na stronie B znalazło się miejsce dla instrumentali do „RH-„ i „Energii Zwrotnej”.

    Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Soundclouda lub Bandcampa.

    Tracklista

    Strona A

    RH- feat. RakRaczej & Hades; scratche: DJ Kebs
    Energia Zwrotna feat. RakRaczej & Hades; scratche: DJ Lolo

    Strona B

    RH- (Instrumental)
    Energia Zwrotna (Instrumental)

    Niedługo po premierze singla Bodziersa doczekaliśmy się wydawnictwa Hurragunu. „Hurrafunk” to długo wyczekiwany follow-up do debiutanckiej płyty zespołu „Hurrap” sprzed dwóch lat. Formacja składająca się z Sensiego, Wojtasa (WYP3), Tytsona, Mżawskiego i DJ’a Lema przygotowała boom-bapowy projekt zawierający 6 nowych utworów, wzbogaconych o bonusową acapellę i instrumental. Artyści pochodzący z Częstochowy, Kielc i Wrocławia przedstawili nagrania z przymrużeniem oka i dużą dawką humoru oraz spontanicznych refrenów. „Boom Bap Człowiek”, „Jest Już Po Dziesiątej” i „Kilka Słów Prawdy” wypadają naprawdę porządnie i warto bliżej przyjrzeć się tej EP-ce.

    „Hurrafunk” znajdziecie również na Soundcloudzie i Bandcampie. Płytę promuje teledysk nakręcony do „Kilka Słów Prawdy”.

    Tracklista

    Strona A

    Boom Bap Człowiek
    Jest Już Po Dziesiątej feat. Centrum Strona
    Podwórkowy Freestyle
    Kilka Słów Prawdy (Acapella)

    Strona B

    Kilka Słów Prawdy
    Środek Europy
    Jest Luz Jest Hip-Hop
    Jest Już Po Dziesiątej (Instrumental)

    W grudniu ub.r. zainaugurowano serię przedstawiającą beatmakerów z różnych krajów pod nazwą „Blunted Beats”. Na pierwszy ogień poszła siódemka autorstwa MPadrumsa z Hiszpanii, zaś drugą część stanowił projekt Odd Goonsa ze Szwecji. Trzecią odsłonę cyklu powierzono rodzimemu producentowi o pseudonimie Foka. Twórca z Łodzi znany z wydania beat tape’u „Midnight Marauding” przygotował 6 tracków przynoszących ducha brudnych produkcji hip hopowych z lat 90.tych. Materiał przedstawia się ciekawie, szczególnie dla fanów instrumentalnego hip hopu. Wydawnictwo trafiło na Soundclouda.

    Tracklista

    Strona A

    Insomnia
    Layers
    Constant Fear

    Strona B

    2AM
    Suspended Animation
    Peace Of Mind

    Na tym nie kończą się wydawnictwa Blunted Astronaut Records. Pod koniec czerwca ukazała się kolejna siódemka wydana przez ten label – „Everyday Apocalypse” b/w „I’ll Be Your Dog” w wykonaniu Ghettosocksa. Kanadyjski twórca do realizacji tych nagrań zaprosił Timbuktu i Muneshine’a. Natomiast o stronę muzyczną singli zadbał duet The Process, czyli Johnny Cuba i Ollie Teeba (Soundsci/The Herbaliser).

    W trakcie minionych wakacji odbyła się też premiera płyty Edo G„The Great Divide”. Singiel tego doświadczonego i szanowanego rapera powstał dzięki współpracy z polskimi wykonawcami. Beat w oryginalnej wersji tracka wyprodukowali Red & Spinache, z kolei remiksem nagrania zajął się Bodziers. Efekty międzynarodowej kolaboracji wypadły więcej niż zadowalająco.

    Blunted Astronaut Records pracuje nad następnymi płytami.W ostatnich tygodniach label poinformował o nadchodzących projektach rosyjskiego producenta Boory oraz brytyjskich twórców Omasa i Cappo. Jednak to nie koniec nowości i już wkrótce można oczekiwać kolejnych niespodzianek ze strony BAR-u. Po wszystkie aktualności dotyczące tej wytwórni płytowej odsyłam na Facebooka, Twittera i Soundclouda. Na koniec jeszcze dodam, iż wydawnictwa labelu można nabyć w Polsce dzięki sklepowi Vinyle Reda.

  • Instrumentalne wydawnictwo Mawa – Leave The Flow

    Instrumentalne wydawnictwo Mawa – Leave The Flow

    2–4 minut

    Wszyscy sympatycy niezależnej muzyki około hip hopowej na pewno spostrzegli znaczny wzrost liczby nowych artystów oraz wydawców w ostatnich latach. Doskonale widać to przy publikacji artykułów w serwisie o wydawnictwach twórców z całego świata, dzięki czemu można zaobserwować mnóstwo oficyn wydawniczych. Sporo ciepłych słów jest kierowanych pod adresem wytwórni płytowej z amerykańskiego Denver, Cold Busted. Firma założona przez Derricka Daiseya w 2008 roku specjalizuje się w wydawaniu muzyki instrumentalnej. Nakładem tego labelu ukazały się projekty Gramatika, Poldoore’a, DJ’a Vitamina D, My Neighbour Is i innych wykonawców. Pod koniec lipca dzięki nakładowi tej oficyny wydawniczej światło dzienne ujrzała płyta „Leave The Flow” autorstwa fińskiego beatmakera, Mawa.

    Do tej pory Cold Busted zaprezentowało muzykę artystów ze Stanów Zjednoczonych, Słowenii, Rosji, Francji, Niemiec, Belgii czy nawet maleńkiej Malty. W poszukiwaniu utalentowanych twórców amerykański label zawędrował ostatnio do Finlandii. W miejscowości Jyväskylä położonej w środkowej części tego kraju rezyduje na co dzień producent o pseudonimie Maw. Artysta nie przykłada większej wagi do promocji swojej osoby w środowisku muzycznym i zamiast działań marketingowych preferuje on, aby nagrania przemawiały za niego. Postaci fińskiego wykonawcy od początku towarzyszy rysunkowa panda stworzona przez jego przyjaciela, Essu.

    Sympatyczne zwierzę po raz pierwszy pojawiło się na okładce debiutanckiej płyty Fina, „Panda Ride”, wydanej 4 czerwca 2010 roku. Od tego momentu artysta regularnie zaopatruje słuchaczy w nowe podkłady, tworząc przy tym coraz przyjemniejsze wydawnictwa. Instrumentalnym kompozycjom beatmakera zawsze towarzyszą samplowane wokale, dialogi wygrzebywane ze starych płyt oraz inspiracje wyniesione ze wczesnych utworów RJD2, Madliba, J Dilli czy DJ’a Krusha (w szczególności klimat tracków z „Meiso”). Na przestrzeni ostatnich trzech lat Maw opublikował kilka beat tape’ów, z których na większą uwagę zasługują „Hangul (Gangui)”, „Homilies Of The Panda Tao Vol. 1” oraz „Flow Fragments” (EP-ka powiązana z najnowszym dziełem Fina). Jednym z największych fanów twórczości producenta jest Blueprint, który w styczniu b.r. przeprowadził ciekawy wywiad z artystą. Dzięki temu więcej osób dowiedziało się o osobie niepozornego twórcy z Finlandii, co następnie doprowadziło do wydania „Leave The Flow” nakładem Cold Busted.

    Nowe wydawnictwo skandynawskiego twórcy pojawiło się w połowie niedawno zakończonych wakacji. Maw przedstawił najbardziej dopracowany ze wszystkich dotychczasowych album, będący odą do klasycznego brzmienia hip hopowego z połowy lat 90.tych. W pełni samplowane nagrania zawierają świetnie dodane cuty oraz krótkie wstawki pochodzące z masy innych wydawnictw. Pod tym względem „Leave The Flow” wyróżnia się na tle większości dzisiejszych beat tape’ów, co jak najlepiej świadczy o kunszcie fińskiego twórcy. W dodatku płyta Skandynawa przypomina bardziej konceptualne instrumentalne wydawnictwo, przypominając na tej płaszczyźnie materiały sprzed lat. „Momo’s Third Invocation” (utwór dostępny do darmowego pobrania na Bandcampie), „Aura”, „Baby Tiger”, „Myria Station (Metro Level)” wypadają naprawdę korzystnie i są dobitnym dowodem na to, iż nawet szerzej nieznany producent ze średnio rozwiniętego kraju pod kątem hip hopowym, potrafi tworzyć świetnie nagrania.

    Wydawnictwo miłośnika pand ukazało się na Soundcloudzie i Bandcampie. „Leave The Flow” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej oraz fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe), które można nabyć korzystając z tego drugiego serwisu. Maw niewątpliwie posiada potencjał i w dalszym ciągu powinien notować progres w swoich nagraniach. Fin zdecydowanie zasługuje na większy rozgłos, co być może uda mu się osiągnąć po ciepłym przyjęciu przez odbiorców jego nowego projektu. Warto też wypatrywać na horyzoncie następnych płyt beatmakera, z kontynuacją serii „Homilies Of The Panda Tao” na czele.

    Tracklista

    1. FLOW: Entrance
    2. Momo’s Third Invocation
    3. One For Hachio
    4. Aura
    5. Interlude: Yraal Region
    6. Maekyss River
    7. Wyndia Square
    8. Interlude: Dauna Region
    9. Baby Tiger
    10. Theme For Meryleep
    11. Interlude: Urkan Region
    12. Myria Station (Metro Level)
    13. One For Deis
    14. FLOW: Exit
Translate »