Kategoria: News

  • Mix: olywok & U Call That Love – „Dusty Classics of the 90’s Volume 1”

    Mix: olywok & U Call That Love – „Dusty Classics of the 90’s Volume 1”

    3–4 minut

    W latach 90.tych XX wieku muzyka hip hopowa przeżywała najbardziej owocny okres. Okres obfitujący w ważne dla rozwoju rapu albumy, uważane po dziś dzień za klasyki gatunku, okryte nieśmiertelną sławą, zachwyca i przyciąga swoim pięknem po dziś dzień. U Call That Love doskonale pamięta o minionych latach i stara się na różne sposoby przechowywać pamięć o tym okresie. W tym celu powołałem do życia serię miksów poświęconych dawnej epoce w rapie, którą otworzył Maverick wraz z projektem „Highs in the 90’s”. Natomiast w dniu dzisiejszym swoją premierę ma stworzony przez pochodzącego z Australii olywoka materiał „Dusty Classics of the 90’s Volume 1”.

    Powstanie tego projektu nie byłoby możliwe bez przyjaciela UCTL z Krainy Kangurów. Wywodzący się z Perth australijski beatmaker dał się poznać jako skrupulatny twórca różnych miksów. Szczególnie warto zapoznać się z dwoma odsłonami „Instrumental Mixtape” dostępnymi na Soundcloudzie. olywok chętnie wraca także do minionych dekad w muzyce hip hopowej, co pozwoliło na uzyskanie odpowiedniego efektu końcowego „Dusty Classics of the 90’s Volume 1”. Pierwsza część serii mixtape’ów dedykowanych klasycznemu hip hopowi z lat 90.tych opiera się w większości o nagrania artystów, którzy w mniejszym lub większym stopniu już wypadli ze świadomości współczesnych słuchaczy. Wśród postaci wciąż aktywnych na scenie muzycznej znajdziemy na tym miksie wielu wykonawców, aczkolwiek lata ich świetności raczej dawno minęły. Część twórców obecnych na tym projekcie wzięło rozbrat ze światem muzycznym ładnych kilka lat temu.

    Wśród 14 utworów zawartych na „Dusty Classics of the 90’s Volume 1” dominują głównie boom-bapowe, reprezentatywne dla swojej epoki produkcje, choć nie brakuje też nieco lżejszych brzmień. W przeważającej mierze mixtape składa się z nagrań nowojorskich zespołów i solistów – Brand Nubian, Kwest Tha Madd Lad, Neek The Exotic, Digable Planets, D.I.T.C. (Diamond D, Lord Finesse, O.C.), Big Noyd & Black Moon. Pozostałe tracki na tym projekcie należą do przedstawicieli Los Angeles – The Nonce, Mannish, Extra Prolific, Del the Funky Homosapien & The Pharcyde. Wszystkie utwory ww. postaci pochodzą z początkowych lat ich działalności na scenie muzycznej. Niektóre z nich stanowią niedoścignione wzorce dla wielu innych twórców muzycznych, wywierając mniejszy i większy wpływ na kształt undergroundu i mainstreamu kilkanaście lat temu.

    olywok o projekcie:

    Naprawdę sprawiło mi frajdę złożenie tego miksu wraz z U Call That Love. Okres przypadający na pierwsze lata 90.te to moja ulubiona epoka muzyki hip hopowej. Świetnie było zapoznać się z nieznanymi mi wcześniej utworami, dodając do tego moje ulubione nagrania z tego czasu. Mam nadzieję, że całość się Wam spodoba.

    Muzyczna podróż w czasie za sprawą „Dusty Classics of the 90’s Volume 1” otwiera całą serię tego cyklu poświęconego lekcjom o historii zapomnianego rapu z lat 90.tych. W przeciągu następnych miesięcy ukażą się kolejne odsłony projektu.

    Wszystkie utwory dostępne na wydawnictwie zostały wybrane przy współpracy z olywokiem. Obróbką techniczną nagrań w pełni zajął się australijski twórca.

    „Dusty Classics of the 90’s Volume 1” można odsłuchać na Mixcloudzie. Poniżej zamieszczam bezpośredni link do pobrania mixtape’u.

    Okładka: Kamil Siwek

    DOWNLOAD olywok & U Call That Love – „Dusty Classics of the 90’s Volume 1”

    Tracklista

    1. Mannish – Mannish (prod. B-Zar)
    2. Extra Prolific – First Sermon (prod. Duane 'Snupe’ Lee)
    3. Brand Nubian – Slow Down (prod. Grand Puba Maxwell)
    4. Kwest Tha Madd Lad – What’s The Reaction? (prod. Dan Charnas; scratche DJ Homicide)
    5. The Nonce – Mix Tapes (prod. Nouka Basetype & Yusef Afloat)
    6. Neek The Exotic – Exotic’s Raw feat. Large Professor (prod. Large Professor)
    7. Diamond D – I Went For Mine (prod. Jazzy Jay)
    8. O.C. – Stronjay (prod. Da Beatminerz)
    9. Del the Funky Homosapien – In And Out (prod. Del)
    10. Digable Planets – Jimmi Diggin’ Cats (prod. Butterfly)
    11. The Pharcyde – On The Dl feat. Buckwheat (prod. J-Sw!ft)
    12. Lord Finesse – Fat For The 90’s feat. AG (prod. Lord Finesse)
    13. Big Noyd – Infamous Mobb feat. Mobb Deep (prod. Havoc)
    14. Black Moon – Act Like U Want It (prod. Da Beatminerz)
  • Premierowy album Homeboya Sandmana w Stones Throw Records

    Premierowy album Homeboya Sandmana w Stones Throw Records

    3–5 minut

    Wraz z końcem III kwartału 2012 roku przychodzą kolejne podsumowania minionych miesięcy w branży muzycznej. Do tej pory odbyły się premiery wielu wyczekiwanych tegorocznych albumów, więc można pokusić się już o pierwsze głębsze refleksje dotyczące tego tematu. Przyglądając się obiektywnie nowościom wydawniczym z tego roku, szybko dojdziemy do wniosku, iż nie ma na co narzekać, ponieważ wygląda to do tej pory nawet więcej niż dobrze. Wystarczy tylko wymienić kilka longplayów – „People Hear What They See” Oddiseego, „Trophies” Apollo Brown & O.C., „Mourning In America and Dreaming In Color” Brother Aliego & Jake One’a, „The Only Number That Matters is Won” Pacewona & Mr. Greena – aby przekonać się, że mamy do czynienia z udanym rokiem na scenie hip hopowej. Według niejednego dziennikarza muzycznego na miano jednego z najważniejszych projektów b.r. zasłużył „First of a Living Breed” Homeboya Sandmana. Trzeba przyznać, iż jest w tym sporo racji.

    Od kilku lat coraz to nowi artyści pojawiają się w undergroundzie, starając się udowodnić wszem i wobec, że właśnie do nich należy przyszłość. Jak to w życiu bywa, plany każdego z nich w mgnieniu oka weryfikuje ich najbliższe otoczenie i opinia publiczna i niewielu z nich przebija się na ogólnoświatowej scenie muzycznej. Wzorem postępowania i prowadzenia działalności w niezależnych kręgach powoli staje się Homeboy Sandman. Wykonawca o dominikańskich korzeniach znajduje się na fali wznoszącej od ponad 2 lat, co przypadło na wydanie przez niego albumu „The Good Sun”. Choć wcześniej nowojorski Emcee spędził kilka lat w undergroundzie i posiadał na swoim koncie longplay o przewrotnym tytule „Actual Factual Pterodactyl”, to jego kariera nabrała tempa właśnie od momentu wypuszczenia drugiego solowego projektu. Słuchacze rapu powoli zaczęli doceniać jego niecodzienne podejście do tworzenia muzyki, pracę u podstaw, niezwykłą kreatywność i umiejętność przekazania swojej wizji hip hopu. Charakterystyczny i niemożliwy do podrobienia styl rapera przyciągnął także oficyny wydawnicze, chcące podpisać z nim kontrakt płytowy. Najbardziej konkretni okazali się przedstawiciele Stones Throw Records i w ub.r. Homeboy Sandman dołączył do tej renomowanej wytwórni. Dzięki temu z miejsca zyskał nowych fanów, niecierpliwie czekających na jego premiery album dla tego labelu.

    Zanim jednak to nastąpiło, zarażający pozytywną energią raper wydał dwa krótkie materiały – „Subject Matter” w styczniu i „Chimera” w kwietniu b.r. Jak się szybko okazało, popyt na produkcje mieszkańca Queens stawał się coraz większy, w czym pomogła kapitalna promocja obu EP-ek. Stare powiedzenie głosi, iż apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc oczekiwania wobec kolejnego LP artysty jeszcze bardziej wzrosły. Homeboy Sandman nie zawiódł oczekiwań opinii publicznej, dostarczając kawał świetnej muzyki na „First of a Living Breed”. Wydawnictwo ukazało się na rynku płytowym 18 września. Nowy nabytek STR całkowicie zrezygnował z gościnnych występów artystów na swoim projekcie, gdyż dzięki temu mógł lepiej wyrazić siebie i przekazać nieporuszane przez innych treści. Natomiast w przypadku obsady producenckiej na longplayu mamy do czynienia z głównie starymi przyjaciółmi twórcy – J57, rthentic RTNC, 2 Hungry Bros, 6th Sense, Howard Lloyd – chociaż nie zabrakło też jego nowych znajomych – Oddisee, Oh No, Jonwayne. Jeżeli ktokolwiek ze słuchaczy po raz pierwszy styka się z twórczością bohatera niniejszego artykułu, musi wziąć poprawkę na to, iż zwrot „alternatywny hip hop” tylko po części ukazuje jego warsztat. Trudno znaleźć obecnie innego rapera tak dobrze radzącego sobie z różnymi tematami utworów, stawiającego na pełną wolność ekspresji i wiernego przy tym korzeniom hip hopowym. Charyzmatyczny Emcee potrafi zahipnotyzować swoimi opowieściami, a sposób w jaki robi to w „Rain”, „Watchu Want From Me?”, czy „Not Really”, demonstruje jego klasę.

    Pierwszy pełny album Homeboya Sandmana wydany pod skrzydłami Stones Throw Records ukazał się w sprzedaży w każdym dostępnym formacie (digital/płyta CD i winylowa). Artysta przeprowadził długą kampanię promocyjną „First of a Living Breed”. Oprócz wypuszczonych w pierwszej połowie tego roku EP-ek „Subject Matter” i „Chimera”, do sieci trafiło kilka nagrań zwiastujących wydawnictwo. Niektóre z tych utworów – „Brown”, „Out Now” – nie znalazły się ostatecznie na trackliście, co też wcale nie oznacza, iż przejawiają niższą wartość artystyczną niż „Watchu Want From Me?”. Oprócz tego opublikowano dwie z trzech części serii dokumentalnej poświęconej wykonawcy rodem z Queens zatytułowanej „Foundation”. Na dokładkę w 25 września odbyła się premiera teledysku do „Not Really”. Wszystko to sprawia, iż nie sposób wręcz pominąć kreatywnego amerykańskiego twórcę wśród czołowych artystów 2012 roku.

    Tracklista

    1. Rain (prod. Jonwayne)
    2. Watchu Want From Me? (prod. Oddisee)
    3. Couple Bars (Honey, Sugar, Darling, Sweetie, Baby, Boo) (prod. J57)
    4. Sputnik (prod. Howard Lloyd)
    5. Illuminati (prod. J57)
    6. 4 Corners (prod. Invisible Think)
    7. For The Kids (prod. 6th Sense)
    8. Cedar and Sedgwick (prod. rthentic RTNC)
    9. Mine All Mine (prod. 2 Hungry Bros)
    10. Not Really (prod. Jonwayne)
    11. The Ancient (prod. Reality)
    12. Eclipsed (prod. rthentic RTNC)
    13. First of a Living Breed (prod. Oh No)
    14. Let’s Get 'Em (prod. rthentic RTNC)
  • Spacer po latach dziewięćdziesiątych z Piece of Mind

    Spacer po latach dziewięćdziesiątych z Piece of Mind

    3–4 minut

    Złota Era, czyli przełom lat 80. i 90.tych ubiegłego wieku przypada na okres najbardziej płodnego rozwoju hip hopu, kiedy to wydanych zostało najwięcej albumów, po dziś dzień uchodzących za klasyki gatunku. Raperzy, pisząc teksty, zaczęli sięgać po coraz to nowe formy i tematy oraz eksperymentować z flow, producenci starali się wynieść na piedestał sztukę samplingu, tworząc dobrze brzmiące kompozycje oparte na jazzie i funku. Eskalacja conscious rapu i jazz-hopu, przyczyniły się do poszerzania grona odbiorców hip hopu. Tommy Boy, Def Jam, Rawkus Records, Native Tongues… długo by wymieniać kolektywy i wytwórnie, które w latach dziewięćdziesiątych święciły triumfy. Mimo widocznego odchodzenia od klasycznego brzmienia utworów hip hopowych w stronę syntetyki i future beats, wydawnictwa z czasów Golden Age wciąż pozostają ukazującymi ten rodzaj muzyki w najczystszej, korzennej formie. W czym tkwi więc sukces, zdawałoby się, trochę już podstarzałych numerów? Czy ciepłe sample, mocne perkusje i szczery, pozytywny przekaz wciąż są w cenie? I wreszcie – czy w 2012 roku można z powodzeniem tworzyć rap oparty na schematach zbliżonych do tych sprzed dwudziestu, a nawet trzydziestu lat?

    Okazuje się, że tak – i to nigdzie indziej, jak w Kanadzie, „grzeczniejszej” siostrze Stanów Zjednoczonych. Jeżeli będąc w Toronto, napotkasz szeroko uśmiechniętego localsa, z burzą dreadlocków okrytą kapeluszem i z torbą pełną winyli na ramieniu – masz przed sobą nikogo innego, jak Samuela Gayle’a, znanego też jako G-Roc Gayle. Mieszkaniec tej aglomeracji kanadyjskiej, to też założyciel niezależnej wytwórni Structures Built Records, a do tego (przede wszystkim) – rapująca połowę duetu Piece of Mind, tworzonego wspólnie z Gerrardem Suyao, czyli DJ’em Gedsim. Idąc drogą wyznaczoną przez kultowe duety Emcee – producent/DJ, jak Gang Starr, Pete Rock & CL Smooth czy Eric B. & Rakim, panowie skromnie, lecz z pomysłem promują swój pierwszy album, zatytułowany po prostu „Self-Titled”, mający swoją premierę na iTunes 7 sierpnia bieżącego roku.

    Ścieżka kariery tego sympatycznego duetu na dobre zaczęła biec już w lutym, za sprawą pierwszego singla, promującego wydawnictwo, „Rap Phenomenon”. Czarno-biały klip, efekt pracy Moto for Moto Productions, zabiera nas w reminiscencyjny spacer do lat dziewięćdziesiątych, opowiedziany przez żyjącego własnym rytmem G-Roca, najlepiej odnajdującego się chyba na leniwym beacie Gedsiego. Pociągi, sklep z woskami, ławka, graffiti, to dobre tło dla niestroniącego od follow-upów, błyskotliwego Emcee. Utwór przypadł do gustu Dizzy’emu Dustinowi (członkowi legendarnego Ugly Duckling), który zaprezentował go w audycji The Soul Clap, co jest nie lada wyróżnieniem.

    Jako artyści wierni prawdziwej hip hopowej tradycji, Piece of Mind wspierają, i starają się reprezentować, każdy z elementów kultury, którą traktują jako, nie przymierzając w słowach, sposób życia. Dobrym przyjacielem i współpracownikiem kolektywu jest artysta Yuro Jay. Nic więc dziwnego w tym, iż drugi singiel z „Self-Titled” to track „Graffiti”, swoisty hołd oddany writerom, ujęty w formie osobliwego storytellingu. Można zaryzykować stwierdzenie, iż on także pozwolił G-Rocowi i DJ’owi Gedsiemu zabłysnąć wśród jeszcze większej ilości słuchaczy. Nagranie zostało docenione przez m.in. Refused Art Culture Magazine, dzięki któremu można pobrać go za darmo, jako część kompilacji „Attention Vol. 1”. Natomiast na łamach Silence Nogood okrzyknięto ich mianem najlepiej zapowiadającego się undergroundowego kolektywu z Toronto.

    Entuzjastycznie przyjęty longplay zbiera spore ilości pochwał i pozytywnych recenzji na zagranicznych blogach i serwisach, łapiąc za serce każdego fanatyka hip hopu lat dziewięćdziesiątych. Mimo że bardzo często to Emcee wysuwa się na pierwszy plan, Piece of Mind wydaje się być duetem spójnym, gdzie żaden z członków nie powinien być faworyzowany. G-Roc Gayle świetnie operuje swoim flow, dobrze prezentując się na beatach o różnym tempie (kiedy rapuje trochę szybciej, jego głos i maniera przywodzą mi na myśl werwę Big L’a). To raper inteligentny i bystry, a przy tym wszystkim bardzo pokorny. DJ Gedsi jest z kolei wrażliwym producentem, sprawdzającym się w kompozycjach opartych na krótkich, subtelnych jazzowych samplach, jak i boom-bapowych perkusjach. Piece of Mind nie jest duetem, który próbuje naśladować styl minionej epoki – on po prostu taki właśnie hip hop tworzy. Tyle, że parę lat później.

    „Self-Titled” możemy przesłuchać w całości na Bandcampie, kupić na iTunes, a snippet pobrać z Soundclouda. Na deser, również za darmo – znajdujący się na albumie, bardzo osobisty utwór, traktujący o sukcesie, samorozwoju i więzi z Bogiem, „One 2 One 2”.

     Tracklista

    1. Join In
    2. Rap Phenonenon
    3. Rhyme Training feat. Abdominal
    4. Find Your Gift
    5. You Know The Flow
    6. One 2 One 2
    7. Gobot
    8. Read
    9. Strive
    10. Those Where The Days
    11. Graffiti
    12. You Dig?
  • Darmowy album: Amerigo Gazaway – Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde

    Darmowy album: Amerigo Gazaway – Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde

    4–6 minut

    Z biegiem czasu pionierzy hip hopowi i postaci działające głównie w latach 90.tych ubiegłego wieku powoli odchodzą w zapomnienie. Wydaje się, że to naturalna kolej rzeczy i nie ma w tym niczego specjalnego. Z drugiej strony, wiele osób stara się zachować pamięć o wielkich artystach z minionych epok. Do jednej z najczęściej wykorzystywanych metod na kultywowanie tradycji hip hopowej należy tworzenie wszelkiego rodzaju follow-upów i tribute’ów poświęconych poszczególnym wykonawcom. Właśnie za pomocą reinterpretacji nagrań dawnych twórców, a co za tym idzie odświeżaniu ich dyskografii, w przystępny sposób podkreśla się twórczość wybranych artystów solowych i grup. W tej kategorii projektów muzycznych zdarzają się prawdziwe perełki, o czym przekonuje projekt Amerigo Gazawaya „Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde” „nowo” powstałego zespołu złożonego z utworów The Pharcyde & A Tribe Called Quest.

    Zasługi obu grup muzycznych dla rozwoju hip hopu są niepodważalne. The Pharcyde udowodnili wszystkim niedowiarkom, że Zachodnie Wybrzeże USA nie musi być kojarzone wyłącznie z gangsta rapem. Okoliczności, w jakich powstawał debiutancki album zespołu związanego z Delicious Vinyl wcale nie były łatwe. Przełom lat 80. i 90.tych to dominacja agresywnych form przekazu rapowego, podjudzanych przez sytuacje społeczne (patrz: sprawa Rodneya Kinga i zamieszki w Los Angeles w 1992 roku). Następnie przyszła kolej na powstanie i rozwój G-Funku. Niewielu ludzi spodziewało się, iż wydane 20 lat temu „Bizarre Ride II The Pharcyde” spotka się z tak bardzo pozytywnym odbiorem opinii publicznej. Za sprawą zaledwie jednej płyty Imani, Slimkid3, Bootie Brown & Fatlip zapisali się złotymi głoskami na kartach hip hopu. Pomimo tego, iż złote czasy kolektywu sięgają jedynie wypuszczonego w 1995 roku drugiego albumu „Labcabincalifornia”, to nie sposób im odebrać kultowego statusu i nieśmiertelnej sławy wśród słuchaczy na całej kuli ziemskiej.

    Jeżeli mówimy o przeciwwadze dla gangsta rapu w pierwszej połowie lat 90.tych, to obok The Pharcyde pojawia się nowojorska formacja A Tribe Called Quest. Legendarna grupa utworzona blisko 30 lat temu na terenie Queens odegrała ogromną rolę w hip hopie i to co najmniej z kilku powodów. Q-Tip, Phife Dawg, Ali Shaheed Muhammad & Jarobi White stanowili centralne postaci ruchu Native Tongues – opozycyjnej frakcji wobec mroczniejszej strony muzyki hip hopowej. ATCQ wywarło znaczny wpływ na kształt i upowszechnienie się jazz-hopu, ukochanej formy muzycznej tysięcy odbiorców muzyki. Pierwsze trzy wydawnictwa płytowe nowojorczyków – „People’s Instinctive Travels and the Paths of Rhythm” (1990), „The Low End Theory” (1991) oraz „Midnight Marauders” (1993) – należą do klasyki gatunku. W licznych zestawieniach najważniejszych zespołów hip hopowych wszech czasów, Q-Tip zajmują zwykle wysokie miejsca. Ludzie z różnych stron świata nadal chętnie sięgają po albumy grupy z lat 90.tych, co tym bardziej dowodzi ich ponadczasowego wymiaru. Zestawienie nagrań nowojorskiej formacji z The Pharcyde pasuje idealnie do siebie, o czym można przekonać się za sprawą Bizarre Tribe.

    Amerigo Gazaway z Gummy Soul przygotował jeden z najważniejszych mash-upów b.r., łącząc kompozycje dwóch klasycznych zespołów z obu wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Amerykańska oficyna wydawnicza wypuściła materiał równo rok po premierowym projekcie z tej serii – „Fela Soul”, będący kombinacją kompozycji Fela Kutiego & De La Soul. Jak natomiast wyszedł mix utworów The Pharcyde & A Tribe Called Quest? Po prostu wyśmienicie. Przedstawiciele kalifornijskiej grupy brzmią niezwykle świeżo i naturalnie na beatach ATCQ. Najmocniejsze punkty albumu stanowią „Runnin’” (połączenie „Runnin” z „Electric Relaxation”), „Ya Mama And Stuff” („Ya Mama” i „Vibes And Stuff”), „Otha Otha Fish” („Otha Fish” i „Sucka N****”), „Bonita Applebum”) oraz „Pharcyde of The Moon” – wypadkowa „Passin’ Me By”, „1nce Again” i „How Many MC’s” Black Moon. Efekt końcowy przeszedł najśmielsze marzenia fanów Złotej Ery hip hopu. Pozycja obowiązkowa dla każdego odbiorcę rapu, bez dwóch zdań.

    Gummy Soul udostępniło „A Quest to The Pharcyde” zarówno na Soundcloudzie jak i Bandcampie. Wydawnictwo przygotowane przez Amerigo Gazawaya można dodatkowo za darmo pobrać z BC lub korzystając z poniższego odnośnika. W związku z poziomem skomplikowania praw autorskich do utworów The Pharcyde & A Tribe Called Quest, projekt nie ukazał się w wersji fizycznej, choć na pewno znalazłby tysiące odbiorców. W ramach kampanii promocyjnej mash-upu trafiło do sprzedaży kilka edycji koszulek dostępnych na stronie Bizarre Tribe oraz 3 materiały video (teaser oraz teledyski do „Runnin’” i „Pharcyde of The Moon”). Dodatkowo istnieje możliwość pobrania instrumentalnej wersji albumu.

    Bizarre Tribe to jeden z najważniejszych i najbardziej nieoczekiwanych tegorocznych projektów. Popularność wydawnictwa wskazuje na fakt, iż pamięć o The Pharcyde & A Tribe Called Quest pozostaje wciąż żywa i powoli przechodzi też na nowe pokolenie.

    Aktualizacja #1: Ostatecznie projekt ukazał się także w wersji fizycznej (bootleg). „Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde” pojawiło się w sprzedaży w wydaniu winylowym, co stanowi nie lada gratkę dla kolekcjonerów płyt.

    Aktualizacja #2: Pod koniec pierwszej połowy 2013 roku zrobiło się znowu głośno o „Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde”, jednak tym razem stało się tak z innych powodów, niż można przypuszczać. Właściciele praw autorskich do katalogu A Tribe Called Quest zablokowali dalszą dystrybucję albumu w sieci, grożąc Gummy Soul wytoczeniem procesu w tej sprawie. Sprawa jest o tyle kuriozalna, gdyż Amerigo Gazaway przy tworzeniu projektu skorzystał z oryginalnych sampli służących do powstania nagrań ATCQ, a nie bezpośrednio z ich utworów. Na dzień dzisiejszy kolektyw wycofał materiał z Bandcampa. Więcej informacji o tym temacie znajdziecie w tym miejscu.

    DOWNLOAD Amerigo Gazaway – „Bizarre Tribe: A Quest to The Pharcyde”

    Tracklista

    1. Tour Guide
    2. Runnin’
    3. Ya Mama And Stuff
    4. Soul Flower (We’ve Got)
    5. Bonita Keeps On Passin’ Me By
    6. Otha Otha Fish
    7. 4 Better Or 4 Worse
    8. Award Tour Guide
    9. Trust, Part II
    10. It Ain’t Nothing Like feat. Kriminul
    11. Interlude
    12. Lyrics 2 Let it Go
    13. Doin’ Time (Sublime feat. The Pharcyde)
    14. Pharcyde of The Moon feat. Black Moon
  • Stik Figa opowiada o sobie samym

    Stik Figa opowiada o sobie samym

    3–4 minut

    Panowie z Mello Music Group to już niemalże stali bywalcy UCTL. Artyści zrzeszeni pod skrzydłami tej wytwórni dostarczają nam nieskończone pokłady muzyki na najwyższym poziomie, pisaliśmy już m.in. o ostatnich albumach Apollo Browna, Oddiseego czy Substantiala. Przyszedł wreszcie czas, aby poświęcić parę słów stosunkowo nowemu wykonawcy pod skrzydłami MMG, młodemu orłowi o dźwięcznym pseudonimie Stik Figa, autorowi płyty „As Himself”.

    Urodzony w Kentucky, John Westbrook, Jr. przydomek, zawdzięcza swojej szczupłej budowie ciała, będącej niegdyś obiektem żartów jego mamy, określającej go mianem sticky figure. Zdystansowany do swojego wyglądu i życia raper, bliżej zetknął się z hip hopem za sprawą albumu „Liquid Swords” GZY, który zainspirował go do tworzenia własnych utworów. Próbując swoich sił w licznych talent show i bitwach freestyle’owych, stał się rozpoznawany wśród lokalnej społeczności Kansas, gdzie wówczas mieszkał. Będąc w dobrych relacjach z niezależnymi miejscowymi wytwórniami i kolektywami, takimi jak chociażby Fyte Club, InnateSounds, The O’s i Fly Boy Club, Stik miał okazję własnymi popisami na mikrofonie otwierać koncerty i rozgrzewać publiczność przed występami takich weteranów undergroundu, jak El da Sensei oraz Blackalicious. W 2007 roku światło dzienne ujrzała EP-ka „Looking Good”, w całości wyprodukowana przez Milesa Bonny’ego, a dwa lata później „Babylon” (w całości wyprodukowany przez Grega Enemy’ego) oraz ciepło przyjęty longplay „As Himself”, który w kwietniu bieżącego roku doczekał się reedycji (powiększonej o garść utworów z wydanego w 2008 roku mixtape’u „It Ain’t Easy Bein’ Skinny”) na skalę światową w Mello Music Group.

    Już sama okładka zapowiada nam fakt, że będziemy mieli do czynienia z panem Johnem Westbrookiem Juniorem we własnej osobie. Siedzący na ganku, okryty szlafrokiem chudzielec, przeżuwający płatki śniadaniowe z mlekiem, sprawia wrażenie człowieka otwartego, a wręcz dobrodusznego, odrzucającego wszelkie bariery stawiane między artystą a słuchaczem. Autorem beatów na ”As Himself” jest Michael „Seven” Summers, znany z wcześniejszych dokonań, dzielonych z takimi osobami jak Kendrick Lamar czy Busta Rhymes. Beatmaker zadbał o ciepłe brzmienie projektu oparte na soulowych i funkowych samplach, przy których wręcz nie da się rytmicznie nie bujać głową, stanowiących kapitalne tło muzyczne dla laid-backowego flow rapera. Coraz częściej nadużywane, a do tego uznawane za banalne i sztampowe hasło, dotyczące „rapowania o swoim życiu”, w twórczości Stik Figi znajduje pełne odzwierciedlenie. Sam artysta przyznaje, że nie jest gangsterem, nikogo nie zabił, i nie widzi sensu w pisaniu o tym, co jego bezpośrednio nie dotyczy. Możemy jednak spodziewać się wielu opowieści okraszonych więcej niż szczyptą humoru i ironii, jak w singlowym „The Skinny”, swoistej autoprezentacji naszego bohatera, inteligentnych, błyskotliwych komentarzy społecznych (jak w „Medicine”The hands that picked cotton could today build monuments, the kid who cooked crack could be a chemist or a pharmacist) czy specyficznego braggadoccio, serwowanego przez czującego się dobrze we własnej skórze, „zwykłego” człowieka.

    Oprócz legalnego albumu, Stik nagrywa imponującą ilość krótszych kompilacji i pojedynczych tracków. Dla przykładu, w styczniu bieżącego roku ukazał się, zawierający osiem tracków, darmowy mini album „Choosy Moms Choose Stik”, powstały przy wsparciu Mello Music Group, Potholes In My Blog i Team Bear Club. Utwory na nim zawarte, szczególnie od strony muzycznej, prezentują zgoła inny klimat, niż ten, w jakim utrzymany jest „As Himself”. Polecam jednak zapoznanie się z tym materiałem i samodzielną jego ocenę.

    To jednak nie koniec wydawnictw Stik Figi, zaplanowanych na 2012 rok. Zimą ma się ukazać jeszcze jeden album rapera, w całości wyprodukowany przez nikogo innego, jak samego Oddiseego. Panowie weszli razem do studia już w 2010 roku, co zaowocowało krótką, bo zawierającą zaledwie pięć utworów, EP-ką „From The Top”.

    Odsłuch i/lub kupno „As Himself” możliwe są za pośrednictwem Bandcampa. W tym samym miejscu można za darmo pobrać dwa utwory promujące LP, „The Skinny” i „Medicine”. Oprócz tego ukazały się też teledyski powstałe do kilku wybranych singli z płyty. Sympatyczny chudzielec występuje w videoclipach do „Flaudgin”, „Knawhatimsayin” oraz „Corner Store”.

    Tracklista

    1. The Skinny
    2. Corner Store
    3. Absitively
    4. Class of 2000
    5. Knawhatimsayin
    6. Flaudgin
    7. Susan B
    8. Medicine
    9. Everyday
    10. End Credits
  • Indelible Niche Collective wydawcą undergroundowej kompilacji

    Indelible Niche Collective wydawcą undergroundowej kompilacji

    3–4 minut

    Droga prowadząca od głęboko tkwiących niezależnych kręgów muzycznych do zdobycia większego uznania w oczach opinii publicznej bywa niekiedy długa i wyboista. Jak pokazują przykłady wielu artystów, bez większego wsparcia oraz szczęścia, ładnych kilka lat może zająć dotarcie do szerszego grona słuchaczy. Jeżeli dołożymy do tego stale rosnącą konkurencję na całym świecie oraz promocję stale tych samych postaci przez serwisy muzyczne, to okaże się, iż rzeczywiście trzeba nie lada wysiłku, aby przebić się w tej branży. W związku z tym, powołuje się do życia projekty zrzeszające młodych twórców muzycznych, przy których wspólnymi siłami można zdziałać znacznie więcej niż w pojedynkę. Jednym z takich przedsięwzięć jest założone nie tak dawno Indelible Niche Collective. Dzięki tej platformie ukazała się kompilacja „INC: Collection 1”, zawierająca nagrania wykonawców na dorobku z różnych stron świata.

    Pomysłodawcą całego projektu został mieszkający na stałe w Baltimore w stanie Maryland Stephen Perez. Amerykanin tworzy również muzykę pod pseudonimem evolv, znajomym niektórym sympatykom instrumentalnych brzmień muzycznych. Artysta obraca się wokół ambientu, post-rocka, elektroniki z lat 80.tych, ale wpływ na jego rozwój wywarł też klasyczny rap sprzed dwóch dekad. Początkowe zetknięcie się wykonawcy z tworzeniem muzyki przypadło na współpracę z jego przyjacielem, Davidem Redwine’em (Lackflow Intolerant). Wspólnie doszli do wniosku, iż warto postawić na pracę u podstaw i zebrać wokół siebie wielu niezależnych i dopiero co raczkujących beatmakerów z Ameryki Północnej, Europy i pozostałych kontynentów. Doprowadziło to do powstania w pierwszej połowie b.r. Indelible Niche Collective. Kilka miesięcy później składanka „INC: Collection 1” trafiła już do obiegu.

    Wśród wszystkich twórców zgromadzonych na pierwszej części tej serii wydawniczej, większość utrzymuje ze sobą od jakiegoś czasu kontakty, a niektórzy są wręcz przyjaciółmi. Wydaje się to absurdalne – w końcu tracklista kompilacji zawiera 51 nagrań (!) – jednak okazuje się prawdziwe. Informacje o Indelible Niche Collective przekazywano od jednego artysty do drugiego, co sprawia, iż „INC: Collection 1” nabiera rodzinnego i organicznego charakteru. W związku z taką liczbą utworów zawartych na tym projekcie, zachodziły obawy o utrzymanie właściwego klimatu wydawnictwa. Jak się okazuje, Stephen Perez wraz ze swoimi przyjaciółmi podołał zadaniu, przygotowując spójny materiał. Na składance dominują eksperymentalne, zahaczające o różne nurty muzyczne, kompozycje. Poszczególne utwory rozciągają się od ambientu, przez klasyczną i współczesną elektronikę, nagrania pasujące do soundtracków filmowych, aż po instrumentalny hip hop. Pojawił się też polski akcent na „INC: Collection 1” w postaci instrumentalnego tracka „My Chance” Prod. B.

    Indelible Niche Collective wypuściło pierwszą kompilację na Bandcampie. „INC: Collection 1” ukazało się w sprzedaży w formie elektronicznej oraz fizycznej. Kompilacja trafiła na limitowaną edycję 30 podwójnych kaset umieszczonych w drewnianych pudełkach, stanowiących nie lada gratkę dla kolekcjonerów muzyki. Ponadto projekt promuje sugestywne wideo, będące oprawą wizualną pierwszej części składanki.

    DOWNLOAD Indelible Niche Collective – „INC: Collection 1”

    Tracklista

    1. Mr. Boston Beatdown – Every Wish’ll…
    2. Dad School – Orientation
    3. Tru Highs – High Persona
    4. JAH RA – You Don’t Even Know
    5. Naono – Fotago
    6. Mr. Kwazi – Moody Man
    7. Mellow Bloke – Lonely Daydreamer
    8. Mammut Is In Love – Magical Song
    9. Lackflow Intolerant – MeYouWe (rod. Boston Beatdown)
    10. Light Escape – 001
    11. _moohn – dgtlsnset
    12. Prof. Logik – Some Sought of Fusion
    13. Toma & evolv – But the Mountains, I Raise
    14. munno – Orange
    15. Bass Kapital – Surrndrr
    16. B.Ro – Sippin Beer on the Beach
    17. Nathan Watson – Forgotten
    18. 9Planets – Too Much Of Nothing
    19. Prod. B – My Chance
    20. i AM esper – When the Sun Sets Over the Wilderness
    21. Junoflo & evolv – Dinner For One (prod. evolv)
    22. Nodding Off – At the Edge of the Sky
    23. Cyan P – Gravely
    24. Ullapul – Silo #1
    25. Drig & evolv – Crawl Space (prod. Drig & evolv)
    26. evolv – Alluring
    27. Jacob Gemmell – Sonnet of Garages
    28. JAH RA & evolv – Emanate
    29. David Redwine & Dalena Tran – Cla-sick Poetry feat. Dalena Tran
    30. Apollo Knives – Peter and the Burning Building
    31. Pysch3 & evolv [SuperSmashBros] – Grain
    32. Bara líti? – höfu?verkur
    33. Twisted Perspective – I Have a Dream
    34. 2D Nation – Real Talk
    35. Alone – All That Can, Does
    36. Beatoven – Clip Clop Stop
    37. Hyde and Shriek – Djaruma
    38. Full Body Champoux – CryptKeeper
    39. Intelligent Quotes – Lyrical Fitness
    40. Bass Kapital – Orientation (Dad School RMX)
    41. evolv & Apollo Knives – Here We Go… Up
    42. Mellow Bloke – Holly & Paul
    43. Mr. Boston Beatdown – Day After Day
    44. JAH RA – Dat Bub Bubs Bounce
    45. Nodding Off – Ink and Exhibitionists
    46. Tru Highs – Mirror Kisses – Kameron (Tru Highs Remix)
    47. Jahvolv – Wig Bent Sh** (The Last Wig Bender)
    48. Cyan P – Stones
    49. Drig & SELA – Atlantis (prod. SELA)
    50. evolv – September 1937
    51. Mr. Kwazi – You Got Another One?
  • Kompilacja utworów uczestników warsztatów RBMA Bass Camp

    Kompilacja utworów uczestników warsztatów RBMA Bass Camp

    2–3 minut

    W połowie marca b.r. w stolicy kraju odbyła się polska edycja Red Bull Music Academy Bass Camp. Kilkudniowy cykl warsztatów i zajęć w studio nagraniowym przygotowanych przez Akademię Muzyczną Red Bulla został rozszerzony też o imprezy oraz koncerty w warszawskich klubach, prezentując całą ideę tego międzynarodowego projektu. Udział w marcowym przedsięwzięciu wzięli m.in. Kasia Malenda, Envee, Kuba Sojka, Kwazar, Spisek Jednego, Teielte, Ment XXL, Kixnare, Wildcookie i wielu innych młodych-zdolnych twórców. O efektach RBMA Bass Camp można od kilkunastu dni przekonać się też za sprawą kompilacyjnego wydawnictwa opartego o nagrania uczestników warsztatów, „Inside Out Przedstawia: Red Bull Music Academy Bass Camp Warsaw CD”.

    Inside Out prezentuje wydawnictwo kompilacyjne dające dźwiękowy wgląd w to, co się działo w trakcie tegorocznego RBMA Bass Campu. Marcowe przedsięwzięcie zaowocowało wieloma wymianami pomysłów i spontanicznie tworzonych kolaboracji pomiędzy różnymi artystami. Przełożyło się na zbiór świeżych, chwytliwych i miejscami niecodziennych nagrań. Postaci kojarzone głównie ze środowiskiem nowych brzmień muzycznych spotkały się na neutralnym gruncie, dowodząc, iż młoda polska scena muzyczna ma się całkiem dobrze.

    Powstanie niniejszego projektu nie byłoby możliwe bez Inside Out Poland. Rodzima audycja Red Bull Music Academy Radio poświęcona lokalnym scenom muzycznym, artystom i wydarzeniom odegrała dużą rolę w przygotowaniu tej kompilacji. Program zdaje relacje z muzycznego środowiska, z często niekojarzących się z muzyką miejsc; wszystko tworzone jest z pasji i miłości do utrzymania niezależności w pracy twórczej.

    Autorzy wszystkich utworów zgromadzonych na płycie wzięli udział w marcowych warsztatach Red Bull Music Academy Bass Camp Warsaw – cyklu wykładów, zajęć w studio nagraniowym i imprez, pozwalających przybliżyć ideę tej wyjątkowej Akademii Muzycznej. Wśród wykonawców znajdujących się na tym projekcie znajdziemy choćby Enveego, Daniela Drumza, Eltrona Johna, Auera, Kubę Sojkę, Temper Temple, czy Teielte. Wszyscy twórcy dostarczyli na „Inside Out Przedstawia: Red Bull Music Academy Bass Camp Warsaw CD” dominują nowoczesne brzmienia, oscylujące wokół future beats, co tym bardziej powinno zainteresować sympatyków tych form muzycznych.

    Na stronie Red Bull Music Academy można odsłuchać efekty współpracy polskich DJ’ów, producentów i wokalistek, które znalazły się na wspomnianej płycie wydanej przez wytwórnię S1 Warsaw. Kompilację „Inside Out Przedstawia: Red Bull Music Academy Bass Camp Warsaw CD” można bezpłatnie nabyć za pośrednictwem sklepów Side One’a, Skylarka i Asfalt Shopu.

    Tracklista

    1. Auer – Gnome
    2. Zeppy Zep – I Knew
    3. Temper Temple (Kwazar & Kasia Malenda) – Changes
    4. Envee & Daniel Drumz – Stinker
    5. Spisek Jednego – Thundercut
    6. Globalny Odlot – Synth Funkpop
    7. Hush Hush Pony – Into Our Souls
    8. Kixnare – Baby
    9. Ment XXL & Envee – NEEDAPRAY
    10. Bartosz Szczęsny – Once Upon A Chance feat. Ewa Wymysłowska
    11. Teielte – Let Me
    12. Chino – Ghost
    13. Patryk Cannon – Electronic Toys
    14. Teielte – Roll A Pet feat. Kasia Malenda
    15. Kuba Sojka – Drops feat. Kasia Malenda & Patryk Cannon
    16. Wildcookie – Serious Drug (Kuba Sojka Remix)
    17. Brodka – Varsovie (Eltron John Remix)
  • SENSE & Sotu the Traveller ze wspólnym wydawnictwem

    SENSE & Sotu the Traveller ze wspólnym wydawnictwem

    2–3 minut

    Przy obecnych uwarunkowaniach na scenie muzycznej, niejednokrotnie przychodzi z wielkim trudem odnalezienie się wśród masy nowych wydawnictw z całego globu. Już wcześniej zwracałem uwagę w serwisie uwagę na to stale rosnące zjawisko. Niejedna osoba zgodzi się też ze mną, iż czasami jesteśmy pozytywnie zaskakiwani przez nieznanych wcześniej wydawców i artystów. Wśród wszystkich oficyn wydawniczych warto zwrócić baczną uwagę na co prawda nie najmłodszą, aczkolwiek nie wszystkim znaną, wytwórnię Beats Broke. Posiadający swoją siedzibę w Austin w Teksasie (SXSW kłania się) label, współpracuje z wieloma artystami z Europy i Ameryki Północnej. Wśród najnowszych projektów wydanych przez amerykańską firmę znajdziemy wspólny materiał holenderskiego duetu producenckiego SENSE & Sotu the Traveller, „Rise & Shine”.

    Daniel Tiuri Wils (SENSE) oraz Baris Akardere (Sotu the Traveller) wydają się być większości osób rasowymi żółtodziobami, choć w rzeczywistości przedstawia się to zupełnie inaczej. Pierwszy z nich ma za sobą bardzo produktywny 2010 roku, kiedy to zaistniał w ramach trzech oddzielnie założonych przez siebie projektów. Do tego wliczają się następujące wydawnictwa: wydane w ramach Numaads „Now” (z remiksami J. Rawlsa & Robota Kocha), „Enter the Circle” wypuszczone jako Shahmen oraz „Sound Surroundings” grupy The Q4, tworzonej przez artystę wraz z Arts The Beatdoctorem i STW. Szczególnie wydany przez Project: Mooncircle album tej ostatniej formacji, „Sound Surroundings”, przyniósł holenderskiemu twórcy większy rozgłos.

    W przypadku partnera muzycznego SENSE-a, wszystko do tej pory przebiegało dokładnie na odwrót i dotyczyło głównie kariery solowej Sotu the Travellera. W 2007 roku ukazał się premierowy materiał beatmakera, „Daydreams”, zawierające m.in. nagranie „Flow” z udziałem Mayi Azuceny. Trzy lata później trafiło do obiegu „HourGlass EP”, bezpośrednio poprzedzające wydanie debiutanckiego LP wykonawcy – „Left” (oba projekty dostępne są na Bandcampie). Poza tym producent współpracował z Tomem Trago, Perquisite’em, czy Giovancą, a także pojawiał się na kompilacjach Gillesa Petersona, „Brownswood Bubblers”. Co ciekawe, bohaterowie niniejszego artykułu współpracują ze sobą od 6 lat, ale dopiero teraz ukazał się ich pierwszy większy projekt.

    „Rise & Shine” ukazało się 18 września i już teraz wypada stwierdzić, iż wydawnictwo przypadło do gustu wielu odbiorcom na całym świecie. Na tym projekcie zderzyły się dwa zupełnie różne style producenckie. SENSE chętnie nawiązuje do form muzycznych ukształtowanych przez DJ’a Muggsa & RZA, zaś Sotu the Traveller hołduje organicznemu hip hopowi. Tak odmienne podejście do muzyki wcale nie przeszkodziło duetowi do stworzenia wartościowego materiału. Ba, obcując z EP-ką śmiało można stwierdzić, iż akurat dzięki tej różnorodności, całość wypada eklektycznie. Otwierające wydawnictwo nagranie „Present” ze świetnym udziałem wokalistki Esperanzah, wyznacza kierunek, w jakim podąża reszta tego dzieła. Również współpraca z pozostałymi gośćmi, Ninthe oraz Hicoupem, przebiegła nad wyraz udanie. Holendrzy umiejętnie łączą starą szkołę hip hopu z nowoczesnym brzmieniem utworów, omijając przy tym strefy future beats. „So Beautiful” w piękny sposób puentuje „Rise & Shine”.

    Wspólne dzieło Holendrów można odsłuchać za pośrednictwem Soundclouda. Beats Broke wypuściło „Rise & Shine” w wersji fizycznej (10″) oraz elektronicznej. Singiel winylowy zawiera pierwsze 4 utwory z poniższej tracklisty, natomiast format digitalowy wzbogacają dodatkowe instrumentalne tracki. Po oba rodzaje projektu można sięgnąć na stronie sklepu labelu. Ponadto materiał doczekał się promo wideo, właściwie oddającego klimat tej produkcji.

    Tracklista

    1. Present feat. Esperanzah
    2. More of Me feat. Ninthe
    3. So Beautiful feat. Hicoup
    4. Doubt
    5. Present (Instrumental)
    6. More of Me (Instrumental)
    7. So Beautiful (Instrumental)
  • Darmowy album: Nametag – Quarter Water Vol. 1

    Darmowy album: Nametag – Quarter Water Vol. 1

    3–4 minut

    Na mapie Stanów Zjednoczonych istnieją miejsca, miasta i stany, które szczególnie wyraźnie odznaczyły się w hip hopowym atlasie każdego konesera gatunku. Głównym punktem rozwoju i kolebką rapu od samego początku był Nowy Jork, w akompaniamencie Kalifornii, a od końca XX wieku także tzw. dirty Southu. Te trzy lokalizacje uznawane są za swoiste mekki konkretnie wykształconych przez mieszkających tam twórców, charakterystycznych dla danego regionu, brzmień. Oczywiście, jest to podział bardzo ogólnikowy, niemalże schematyczny, bo czym byłby obecny hip hop bez Chicago, Bostonu czy Detroit? To właśnie ostatnie z wymienionych miast zdołało wygenerować pokolenie wiernych fanów, systematycznie śledzących poczynania artystów pochodzących z The Motor City. Przykładów nie trzeba szukać daleko – zauważmy stale rosnące, także wśród kompletnych nowicjuszy, zainteresowanie twórczością J Dilli i Slum Village oraz Elzhiego, powiększający się stale fan base Big Seana, Royce’a da 5’9″ czy młodego Danny’ego Browna. Od przeszło dekady, trochę bardziej w cieniu, acz wciąż w doborowym towarzystwie, muzykę tworzy także Nametag, kuzyn uznanego producenta, Black Milka.

    Debiutując w 2002 roku na firmowanej przez Slum Village kompilacji „Dirty District Vol. 1”, Nametag mógł być pewien, że droga, którą będzie popychał swoją karierę, obrała właściwy kierunek. Udzielając się głównie gościnnie przez kolejnych kilka lat, pojawił się na m.in. „Dirty District Vol. 2” (2003), albumach Black Milka: „Sound of the City” (2005), „Broken Wax” (2007), „Popular Demand” (2007) oraz „The Set Up” (2008), w kolaboracji z Fat Rayem. Odcięcie pępowiny i usamodzielnienie się nastąpiło w roku 2007, kiedy Nametag postanowił rozpocząć karierę solową, wydając mixtape’y i EP-ki podpisane jedynie własnym pseudonimem. Jako artysta płodny i produktywny, nagrał przez ten czas m.in.:

    • „Ahead Of The Basics Mixtape” (2007)
    • „Courtesy Of Ambition EP” (2008)
    • „Classic Cadence Vol. 1 Mixtape” (2008)
    • „Rhyme Royal Mixtape” (2008)
    • „Classic Cadence Vol. 2 Mixtape” (2009)
    • „The Soul System EP” (2010)
    • „The Name Is Tag LP” (2010)
    • „Classic Cadence Vol.3 Mixtape” (2011)

    W tym miejscu obowiązkowo należałoby nadmienić, iż „Classic Cadence Vol. 2” zostało nominowane w kategorii Best New Artist and Mixtape Of The Year do nagrody Detroit People’s Choice Music Awards 2010, a „The Soul System EP” oraz „Classic Cadence Vol. 3” osiągnęły już liczbę przeszło 3 tysięcy pobrań. Rozpoznawalność Nametaga sięga obecnie daleko poza stan Michigan, a z lokalnego rapera stał się dobrze zapowiadającym się artystą, mającym szansę na ciągły progres. Wzrost popularności wśród słuchaczy nieorientujących się w podziemnym hip hopie to zasługa licznych supportów, granych przed m.in. Dannym Brownem, Talibem Kweli, Big Seanem czy Chipem Tha Ripperem, artykułu w prestiżowym „XXL Magazine” o światowym zasięgu, a także licznych publikacji w obłędnej liczbie serwisach internetowych i blogach.

    Za nami już ponad połowa roku 2012, jednak, wydający średnio 2 albumy rocznie Emcee, nie zawiódł i tym razem. W kwietniu do sieci trafiła EP-ka „Quarter Water Vol. 1”, która z pewnością przypadnie do gustu fanom zróżnicowanego, nowoczesnego, lecz nie pozbawionego dobrego smaku brzmienia hip hopu. Wśród zaproszonych producentów znaleźli się Nameless, Chanes, Mister Bibal, Topp i Black Bethoven.

    Tracklista

    1. Feelin Good+Feelin Great (prod. Nameless)
    2. TWCBM feat. Miz Korona & Marv Won (prod. Chanes)
    3. Monsterous (prod. Mister Bibal)
    4. Cease & Desist feat. JYoung The General (prod. Nameless)
    5. Going (prod. Topp)
    6. Limit Is Pushed (prod. Nameless)
    7. Play To Win (prod. Black Bethoven)

    Całość „Quarter Water Vol. 1” do przesłuchania i darmowego pobrania na KevinNotthingham.com. Zachęcam do zapoznania się z tym materiałem.

    Ale to jeszcze nie wszystko – na jesień tego roku zapowiedziany jest jeszcze jeden projekt Nametaga, w całości wyprodukowany przez Namelessa – finalistę Red Bull Big Tune Beat Battle 2010, autora dziewięciu projektów, powstałych od 2009 roku, ciepło ocenianych przez internautów. Pierwszym singlem, promującym ”For Namesake EP” jest utwór ”BLAOW!”, dostępny do pobrania na Soundcloudzie.

    Pseudonim artystyczny rapera ściśle nawiązuje do graffiti. Tagi pozostawiane na ścianach przez writerów mają być swoistym znakiem rozpoznawczym artysty, jego stylu i wizerunku. Czy Nametag jest indywidualistą, który na stałe pozostawi ślady swojej twórczości nie tylko w Detroit, ale także poza nim? Czas pokaże.

    Aktualizacja: Materiał nie jest dłużej dostępny w obiegu.

  • Pacewon i Mr. Green z długo oczekiwaną produkcją

    Pacewon i Mr. Green z długo oczekiwaną produkcją

    3–4 minut

    Wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić do tego, iż po sezonie letnim, w branży muzycznej dzieje się nad wyraz wiele. Większość uwagi przypada na liczne nowości płytowe przypadające na wczesną i późną jesień. Od liczby wartościowych wydawnictw muzycznych może zakręcić się w głowie. Wystarczy tylko spojrzeć na bieżący miesiąc i na wydane dotychczas materiały. „Give Me My Flowers While I Can Still Smell Them” Blu & Exile’a, „Home Is Where The Art Is” Substantiala, „EnterMission” The Black Opery, „First of a Living Breed” Homeboya Sandmana, „Mourning In America and Dreaming In Color” Brothera Aliego, „12 Bit Blues” Kid Koali, „Dusty Rainbow From The Dark” Wax Tailora – jest w czym wybierać, nieprawdaż? Niemniej istotny wrześniowy projekt stanowi „The Only Number That Matters is Won” Pacewona & Mr. Greena. Długi oczekiwany drugi longplay duetu w końcu ujrzał światło dzienne.

    2008 rok został uznany przez wielu dziennikarzy muzyczny za przeciętny w branży hip hopowej. Cztery lata temu narzekano głównie na niską wartość artystyczną najbardziej oczekiwanych tytułów oraz obietnice bez pokrycia niejednego twórcy. Jednak trafili się też wykonawcy, na których niespecjalnie najpierw stawiano, a pomimo tego, właśnie to oni mogli wypić dużą baryłkę miodu za swoje osiągnięcia w tamtym okresie. Pacewon & Mr. Green przodowali wszystkim tym artystom za sprawą fantastycznego albumu „The Only Color That Matters Is Green”, do którego obecnie mnóstwo osób chętnie wraca. Pierwszy z nich, to doświadczony Emcee prosto z New Jersey, odpowiedzialny za powstanie kolektywu The Outsidaz. Z kolei drugi, przedstawiciel Philly, należy do wąskiego grona beatmakerów hołubiących starą szkołą przygotowywania podkładów muzycznych, o szerokiej wiedzy na temat samplingu. Utwory takie, jak „Children Sing”, „Who I Am”, „Hip-Hop”, „Four Quarters”, szybko dorobiły się miana kultowych nagrań. Nic więc dziwnego, iż oczekiwania słuchaczy znacznie wzrosły względem ich drugiego wspólnego wydawnictwa. Niezależny duet od 3 lat wypuszczał raz po raz pojedyncze nagrania, powstały do nich teledyski, ale premiera „The Only Number That Matters is Won” była niestety wielokrotnie przekładana. W końcu, kilka miesięcy temu ich spore grono sympatyków odetchnęło z ulgą, gdy zapewniono, że follow up do produkcji sprzed 4 lat ukaże się wreszcie 4 września b.r.

    Artyści nie zamierzali współpracować z żadną większą wytwórnią płytową, ponownie stawiając na wydanie materiału w prowadzonym przez siebie Raw Poetix Records. Konstrukcja drugiego albumu duetu nie odbiega zbytnio od ich wcześniejszego wydawnictwa. [pullquote]Jedyną zauważalną różnicą są gościnne występy innych postaci, wśród których spotkamy zarówno nowe twarze na scenie, jak i prawdziwe tuzy branży muzycznej. [/pullquote]W tym pierwszym koszyku znaleźli się Lawrence Arnell, Elephant Pelican, Rival & Burnt MD, natomiast w drugim Masta Ace, Snoop Dogg & Lee Scratch Perry (!). Pod wieloma względami Pacewon należy teraz do czołówki raperów. Zasób słownictwa, wyszlifowane flow, umiejętne dobieranie tematyki utworów zdecydowanie przemawiają na jego korzyść. Pochodzący z Brick City wykonawca sprawnie porusza się pomiędzy opowieściami o narkotykach i alkoholu, niekończącej się brutalności policji, oddaje hołd wielkim twórcom hip hopowym. W ten sposób „The Only Number That Matters is Won” swobodnie powinno znaleźć odbiorców w różnych grupach wiekowych. Natomiast Mr. Green to klasa sama w sobie. Beatmaker w dalszym ciągu ewoluuje, a jego rozwiązania muzyczne oraz sampling budzą podziw. Instrumentale do „Ever Since”, „My God”, czy „My Song”, na długo pozostają w głowie słuchacza. Wygląda na to, iż przy łucie szczęścia tegoroczne LP artystów powinno również uzyskać dziesiątki pozytywnych recenzji.

    Amerykański duet wydał swój drugi album w wersji elektronicznej i fizycznej (płyta CD). W przypadku tegorocznego projektu Pacewona & Mr. Greena próżno szukać w sieci internetowej artykułów na jego temat (podobnie to wyglądało z ich pierwszą płytą). Jednak nie przeszkadza to artystom w dotarciu do słuchaczy, w czym duża zasługa licznych teledysków promujących LP. jak dotychczas powstały klipy do „Ever Since”, „Liquor & Drugs”, „My God”, „My Song” oraz „Lock Me Up”. Część z tych nagrań video zamieszczam poniżej, zaś wszystkie można znaleźć na kanale Mr Greena na YouTube.

    Tracklista

    1. Ever Since
    2. Liquor & Drugs
    3. Big Screen
    4. Something To Say feat. Masta Ace
    5. Real Life
    6. We Do This
    7. Be Mine feat. Lee Scratch Perry & Elephant Pelican
    8. My God
    9. Fresh Air
    10. Champagne
    11. My Song feat. Rival
    12. Insecure
    13. Slow feat. Lawrence Arnell
    14. Lock Me Up feat. Snoop Dogg & Burnt MD
  • Original Source Up To Date Festival 2012: Onra

    Original Source Up To Date Festival 2012: Onra

    2–3 minut

    Do rozpoczęcia tegorocznej edycji Original Source Up To Date Festivalu pozostały już tylko godziny. W najbliższy piątek nastąpi otwarcie trzeciej edycji wydarzenia, niewątpliwie wyczekiwanego przez wiele osób. Organizatorzy imprezy starają się aby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, a przedsięwzięcie przebiegło sprawnie i bez żadnych zgrzytów. U Call That Love postanawia podgrzać atmosferę przed zbliżającym się festiwalem za sprawą mini-serii artykułów poświęconych wykonawcom, którzy zagrają 21-22 września w Białymstoku. Wszystko zaczynamy od publikacji poświęconej francuskiemu beatmakerowi o pseudonimie Onra i jego ostatniemu projektowi, „Deep in the Night”.

    Sylwetka artysty mieszkającego w Paryżu została wcześniej przedstawiona na łamach serwisu przy artykule o jego ubiegłorocznym albumie „Chinoiseries Pt 2”. W związku z tym ograniczę się do wybranych informacji z życiorysu Onry. Francuz posiada niezwykle interesującą przeszłość. Bohater niniejszego wpisu na świat przyszedł w Niemczech, ale szybko przeniósł wraz ze swoją rodziną do Francji. Jego ojciec pochodzi z Wietnamu, zaś matka była mocno związana z Wybrzeżem Kości Słoniowej, przez co przyszły producent długo dzielił swoje życie pomiędzy Europę, a Afrykę. Na stałe osiadł w stolicy Francji po rozpoczęciu studiów w 2000 roku. Sześć lat później zdobył tytuł magistra marketingu i… rozpoczął swoją karierę muzyczną. Przez ostatnie lata beatmaker wypuścił łącznie kilkanaście longplayów i singli. Twórca muzyczny obecnie jest związany z trzema wytwórniami płytowymi – All City Records, Favorite Recordings oraz Fool’s Gold Records. Pod skrzydłami ostatniego labelu trafił do sprzedaży w połowie czerwca projekt „Deep in the Night”. Jak zwykle w przypadku wydawnictw Onry, materiał spotkał się z dużym odzewem ze strony opinii publicznej.

    Beatmaker znad Sekwany przyzwyczaił swoich fanów do trzymania wysokiego poziomu na swoich kolejnych projektach. Nie inaczej sprawa przedstawia się z jego pierwszym materiałem wydanym przez Fool’s Gold Records. „Deep in the Night” zawiera 5 utworów łączących w sobie elektronikę przywodzącą na myśl lata 80.te oraz r’n’b. Nie zabrakło również na EP-ce akcentu hip hopowego w postaci występu T3 ze Slum Village w otwierającym produkcję tracku „After Hours”. Singlem promującym wydawnictwo uczyniono „Somewhere (Deep In The Night)”, co okazało się słusznym wyborem. Onra pokazuje na swojej krótkiej płycie, iż w dalszym ciągu rozwija się, chętnie sięgając po różne gatunki muzyczne, od new jack swingu, po cut-and-paste. Artysta zachowuje przy tym swoją osobowość, a jego brzmienie staje się coraz przyjemniejsze w odbiorze.

    Wydawnictwo francuskiego artysty można znaleźć na Soundcloudzie. Oprócz wersji elektronicznej, Fool’s Gold Records wypuściło materiał na winylowej 12″. Onra gra na żywo często i gęsto, odwiedzając po drodze miasta położone różnych kontynentach. Na jego sobotni występ podczas Original Source Up To Date Festival z pewnością niecierpliwie niejeden sympatyk brzmień serwowanych przez Francuza.

    Już jutro ukaże się druga część tego krótkiego cyklu. W środę więcej informacji o postaci Evidence’a.

    Tracklista

    1. After Hours feat. T3
    2. L.O.V.E.
    3. Somewhere (Deep In The Night)
    4. V.B.B feat. Jay Kin & Amalia
    5. Hold Tight
  • Wróg publiczny numer 1 ponownie atakuje

    Wróg publiczny numer 1 ponownie atakuje

    3–5 minut

    Czy zastawialiście się kiedykolwiek, co obecnie porabiają pionierzy hip hopu? Cóż, większość kultowych postaci zaczynających swoją działalność w latach 70.tych i 80.tych ubiegłego stulecia, odeszła dawno w zapomnienie. Wiele osób uważa to za naturalne zjawisko, w końcu starsi prędzej czy później ustępują miejsca młodszym wykonawcom. W dodatku niewiele pozostało z wartości krzewionych przez tuzów hip hopowych, a cały świat diametralnie zmienił swoje oblicze na przestrzeni ostatniego 25-lecia. Z drugiej strony, to zadziwiające z jaką łatwością pomija się współcześnie prawdziwe ikony tej kultury, momentami wręcz poddając w wątpliwość ich wkład w rozwój wszystkich elementów hip hopu. Jednak niektórzy z twórców rozpoczynających karierę naście lat temu, nadal ma sporo do powiedzenia. Wśród tych artystów znajduje się bez wątpienia Public Enemy, a najnowszy album grupy – „Most of My Heroes Still Don’t Appear on No Stamp” – jest tego koronnym dowodem.

    Jeżeli miałbym wymienić najlepszy i najbardziej zasłużony zespół hip hopowy wszech czasów, to zdecydowanie na pierwszym miejscu uplasowałaby się formacja Chucka D. Zresztą fakty mówią same za siebie. Już pojawienie się debiutanckiego albumu zespołu w 1987 roku, „Yo! Bum Rush The Show”, wywołało nie lada poruszenie na scenie muzycznej, ale nikt nie przewidywał, że to tylko początek. Wydana rok później płyta „It Takes A Nation Of Millions To Hold Us Back” okazała się prawdziwą bombą o niespotykanej dotąd sile rażenia. Ideologia przekazywana przez Public Enemy, zaangażowane społecznie i politycznie teksty Chucka D, nieokrzesany Flavor Flav, wwiercające się w głowę z siłą młota pneumatycznego podkłady The Bomb Squad, trzymające bezpieczeństwo na koncertach i poza nimi The S1w, dopracowany w detalach image grupy – wszystko to uczyniło w szybkim tempie z nowojorskiego kolektywu gwiazdy na skalę światową.

    Największe triumfy PE przypadły na lata 1987-94, w czasie których ukazało się 6 longplayów zespołu. O nowojorczykach przycichło w połowie lat 90.tych, kiedy to do głosu doszły zastępy nowych twórców hip hopowych. Ponownie w świetle reflektorów stanęli w 1998 roku za sprawą skomponowanej przez Public Enemy ścieżki dźwiękowej do filmu „He Got Game”. W następnych latach nie było już tak różowo i grupa sukcesywnie spadała w hierarchii hip hopowych wykonawców. Świat się zmienił, rewolucyjne poglądy głoszone przez formację nie trafiały na tak podatny grunt jak dawniej, a standardy rapowe także mocno odbiegały od tych z lat wcześniejszych. Wszystko to doprowadziło do tego, iż w pewnym momencie ludzie skupieni wokół Chucka D zostali skazani na samych siebie i nie mogli liczyć na wydatną pomoc ze strony wytwórni płytowych. W takich to okolicznościach przyszło zespołowi nagrywanie materiału na „Most of My Heroes Still Don’t Appear on No Stamp”. Jak się okazuje, niepotrzebnie większość osób skreśliło kolektyw.

    Ostatnie wydawnictwo muzyczne PE ukazało się w połowie lipca b.r. i z miejsca przyciągnęło fanów grupy oraz korzennego rapu. W końcu, czy mogłoby być inaczej, skoro Wróg publiczny numer 1 powraca po 5 latach z nowym materiałem? Nowojorska grupa podejmuje kolejną próbę zmiany sposobu myślenia ludzi o systemie i wszystkim tym, co steruje obecnym światem. Po szybkim przyjrzeniu się trackliście „Most of My Heroes Still Don’t Appear on No Stamp”, łatwo dostrzeże się zachowanie klasycznego kształtu nagrań zespołu. Owszem, co poniektórych mogą nieco dziwić gościnne występy Brothera Aliego czy Z-Tripa, ale tak naprawdę nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Zarówno jeden, jak i drugi artysta są uważani przedstawicieli hip hopu pamiętających motta niesione przez starą gwardię, a szczególnie członek Rhymesayers Entertainment jest bliski ideologii głoszonej przez Public Enemy. Pozostałe postaci obecne na LP również należą do uznanych osobistości – Bumpy Knuckles, Large Professor, Cormega, Rob Swift oraz DMC. Jednak pomimo tych znamienitych artystów, to pierwsze skrzypce gra niezrównany Chuck D. Lata płyną, a raper wciąż posiada ogromną charyzmę i talent do tworzenia jedynych w swoim rodzaju tekstów. Niejeden współczesny Emcee mógłby wycierać jemu buty, bądź używając terminologii muzycznej, mikrofon.

    Wydawnictwo grupy pochodzącej z Long Island ukazało się póki co jedynie w formie elektronicznej na iTunes. Public Enemy zasługuje na to, aby ich tegoroczny album trafił także na nośniki fizyczne, tym bardziej, iż formacja postarała się o godną promocję płyty. Obok promo video zrealizowano dotychczas dwa teledyski, odpowiednio do „I Shall Not Be Moved” oraz „Rltk”. Ponadto wypuszczono singiel „Catch the Thrown” dostępny na stronie Hip Hop N More. Wróg publiczny powrócił i jeżeli ktokolwiek uważa się za prawdziwego sympatyka hip hopu, nie powinien przechodzić obojętnie obok „Most of My Heroes Still Don’t Appear on No Stamp”.

    Aktualizacja: Zaskakuje utrudniony dostęp do produkcji. Jedynym miejscem z dostępnymi wszystkimi nagraniami z albumu pozostaje YouTube.

    Tracklista

    1. Run Til It’s Dark (prod. David „CDOC” Snyder)
    2. Get Up Stand Up feat. Brother Ali (prod. Gary G-Wiz)
    3. Most of My Heroes Still… feat. Z-Trip (prod. Z-Trip)
    4. I Shall Not Be Moved (prod. Gary G-Wiz)
    5. Get It In feat. Bumpy Knuckles (prod. Bumpy Knuckles)
    6. Hoover Music (prod. DJ Pain 1 & Divided Souls Entertainment)
    7. Catch the Thrown feat. Large Professor & Cormega (prod. Large Professor; scratche: Rob Swift)
    8. Rltk feat. DMC (prod. Johnny Juice Rosado)
    9. Truth Decay (prod. Sam Sever)
    10. FassFood
    11. WTF (prod. Clinton Sands)
Translate »