Kategoria: News

  • Jedi Mind Tricks powraca z The Thief and the Fallen

    Jedi Mind Tricks powraca z The Thief and the Fallen

    4–6 minut

    Koniec roku w środowisku muzycznym zwiastuje liczne podsumowania. 2015 rok upływa pod znakiem licznych i tłustych płyt napływających z całego świata. W większości corocznych zestawień dominują projekty z trzeciego i czwartego kwartału, które siłą rzeczy łatwiej kojarzymy. W końcu pierwsza połowa roku też przyniosła wiele głośnych EP-ek i longplayów. Wystarczy tylko spojrzeć na listę płyt wydanych w czerwcu, aby przekonać się o prawdziwości tych słów. Wtedy to ukazały się wydawnictwa Czarface („Every Hero Needs A Villain”), Apathy’ego („Weekend At The Cape”), Large Professora („Re:Living”), K-Defa („Tape Two”), Estee Nacka & Purpose’a („14 Forms: The Book of Estee Nack”), Pete Rocka („PeteStrumentals 2”), Skyzoo („Music For My Friends”), Will Sessions („Mix Takes”) i wielu pozostałych. Jeszcze jeden czerwcowy album zwrócił na siebie uwagę licznych przedstawicieli mediów. Nieoczekiwany materiał Jedi Mind Tricks – „The Thief and the Fallen” – wywołał niemałe poruszenie w branży.

    W sieci można natknąć się na liczne rankingi przedstawiające najważniejsze formacje i płyty undergroundowe. Oczywiście większość takich list powstaje w oparciu o subiektywne oceny i nie ma w tym nic niestosownego. Jeżeli jednak rozpoczniemy dyskusję na powyższy temat, to nie sposób pominąć wkładu w rozwój niezależnej strony rapu określonych wykonawców. Jedi Mind Tricks pojawia się tutaj niemal automatycznie. Hardcore’owa formacja założona w amerykańskiej Filadelfii przeszła przez wszystkie etapy w środowisku hip hopowym – od zdobycia pierwszych sympatyków na lokalnej scenie, przez uznanie w oczach ogólnokrajowych mediów, aż po międzynarodowy szacunek. Bezkompromisowy styl grupy kierowanej przez Vinnie’ego Paza nie znajdzie wszędzie zwolenników, ale wypada docenić osiągnięcia tego zespołu i wpływ na wielu pozostałych twórców.

    Po raz pierwszy chropowate brzmienie JMT pokazano światu w 1996 roku. „Amber Probe EP” okazało się dobrym przetarciem przez debiutanckim albumem grupy, „The Psycho-Social, Chemical, Biological & Electro-Magnetic Manipulation of Human Consciousness” (jeden z najbardziej zawiłych tytułów płyt, nieprawdaż?). Od tego momentu rozpoczęły się lata wytężonej pracy Jedi Mind Tricks. Filadelfijska formacja zdobywała kolejnych fanów nie tylko za sprawą mocnej warstwy lirycznej, za którą odpowiadał Vinnie Paz i Jus Allah (na niektórych płytach grupy), ale także dzięki niecodziennemu klimatowi towarzyszącemu podkładom Stoupe’a the Enemy of Mankind wspomaganego przez DJ’a Kwestiona. JMT nieustannie pięło się po kolejnych szczeblach niezależnej strony muzyki hip hopowej, osiągając szczyt w 2006 roku. Właśnie przed 9 laty ukazał się głośny album grupy, „Servants in Heaven, Kings in Hell”.

    Po tym okresie przyszła kolej na liczne zawirowania związane z działalnością Jedi Mind Tricks. Vinnie Paz skupił się na rozwoju supergrupy Army of the Pharaohs, Jus Allah udzielał się w życiu kolektywu z doskoku (w różnych latach był oficjalnym członkiem JMT), zaś Stoupe pozostawał w ukryciu, dostarczając jedynie w 2009 roku płytę producencką „Decalogue” (beatmaker podążył później w stronę brzmień trip-hopowych). Kiedy po składance „A History of Violence” ukazał się w 2011 roku nowy album JMT, „Violence Begets Violence”, który powstał bez udziału Stoupe’a, wydawało się, że koniec tej formacji jest rychły. Przez następne lata nic nie wskazywało na powrót formacji w starym-dobrym wydaniu. Vinnie Paz nie tylko kierował AOTP, ale również wypuszczał solowe projekty („God of the Serengeti” i „Carry on Tradition”), będąc oszczędnym w słowach odnośnie przyszłości Jedi Mind Tricks. Wszystko zmieniło się rok temu, kiedy frontman zespołu poinformował o powrocie Stoupe’a. Pomimo tego pozostawało wiele pytań dotyczących 8 albumu filadelfijczyków. Wątpliwości zostały rozwiane w tym roku. Premiera „The Thief and the Fallen” odbiła się szerokim echem na scenie muzycznej.

    Informacje dotyczące premiery płyty rozeszły się po sieci w marcu za pośrednictwem strony Brooklyn Vegan. W oka mgnieniu wieści dotarły do licznych fanów JMT i rozpoczęły się dywagacje dotyczące kształtu nowej płyty formacji. Nie brakowało sceptycznych głosów, głównie odnośnie dyspozycji Stoupe’a, który ostatnie lata spędził pomiędzy trip-hopem a downtempo (producent przyczynił się do wydania dwóch zacnych projektów Red Martiny). Wszyscy ci, którzy powątpiewali w formę beatmakera i w dalszą chemię pomiędzy nim a Vinnie Pazem, mogli obejść się smakiem. „The Thief and the Fallen” (doskonała okładka) wystawia jak najlepsze świadectwo Jedi Mind Tricks. Od czasu „Servants in Heaven, Kings in Hell” minęło 9 długich lat, lecz nie wpłynęło to negatywnie na niedającą się podrobić formę utworów JMT. Co więcej, po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu, nie wyczuwa się w ogóle rozstępu pomiędzy ostatnimi nagraniami zespołu z udziałem Stoupe’a. Producent udowodnił swój kunszt na „The Thief and the Fallen”, nie tracąc nic z podniosłego stylu, z jakiego słynął na wcześniejszych projektach formacji z Pensylwanii. Z kolei Vinnie Paz niejako odżył – jego solowe wydawnictwa nie wypadły na niskim poziomie, aczkolwiek można było odczuć brak jego długoletniego kompana. Zadziorne braggadocio w połączeniu z beatami Stoupe’a przypomina słuchaczom o najlepszych latach JMT. „Poison in the Birth Water”, „Hell’s Messenger”, „And God Said To Cain”, „Lemarchand’s Box” czy „Fraudulent Cloth” należą do najmocniejszych momentów na tym albumie. Spośród wszystkich gości zaproszonych na LP wyróżnię przede wszystkim wokalistkę Yes Alexander, do której mam słabość od „Slow Burning Lights” Blue Sky Black Death. Uwaga też na A-F-R-O – wszelkie pochwały na jego temat nie są wcale przesadzone. Jedi Mind Tricks powróciło w godnym podziwu stylu.

    „The Thief and the Fallen” pojawiło się na Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Enemy Soil Records zdecydowało się na wydanie albumu na płytach kompaktowych i winylowych, które są dostępne w powszechnym obiegu. Wydawnictwo promują dwa utwory – „Deathless Light” oraz „Fraudulent Cloth”. Do obu nagrań nakręcono również videoclipy. Jedi Mind Tricks powróciło przyciągając uwagę mediów i słuchaczy. Wiele wskazuje na to, że saga JMT nie skończy się na tegorocznym longplayu.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Poison in the Birth Water
    3. Rival the Eminent feat. Lawrence Arnell
    4. Hell’s Messenger
    5. Merchant of War
    6. La Montagna Del Dio Cannibale (Interlude) feat. Yes Alexander
    7. Fraudulent Cloth feat. Eamon
    8. And God Said To Cain feat. A-F-R-O aka All Flows Reach Out, R.A. The Rugged Man & Eamon
    9. Destiny Forged In Blood
    10. Il Tuo Vizio E Una Stanza Chiusa E Solo Io Ne Ho La Chiave (Interlude) feat. Yes Alexander
    11. Deathless Light
    12. No Jesus, No Beast
    13. The Kingdom That Worshipped The Dead feat. Dilated Peoples
    14. The God Supreme
    15. In The Coldness Of A Dream feat. Thea Alana
    16. Lemarchand’s Box feat. Yes Alexander

  • Strangers of Necessity zaprasza do Tangerine Avenue

    Strangers of Necessity zaprasza do Tangerine Avenue

    3–4 minut

    Wśród europejskich wydawców sporym szacunkiem cieszą się szczególnie nasi zachodni sąsiedzi. Już od dawna niemieckie oficyny wydawnicze są globalnymi markami w niezależnych kręgach (około) hip hopowych. Wystarczy tylko spojrzeć na listę uznanych i sprawdzonych oficyn wydawniczych z tego kraju, aby wnet przekonać się o słuszności powyższych słów. Project: Mooncircle, Melting Pot Music, Jakarta Records, Tokyo Dawn Records, czy też sklepy HHV.DE i Vinyl Digital doczekały się licznych sympatyków na różnych kontynentach. Obok nich należy zarezerwować miejsce dla Radio Juicy. W tym roku nakładem labelu z Heidebergu ukazały się materiały Okho, Jay Alphy, Pawcuta, Bugseeda & Ill Sugiego i innych wykonawców. Nie zabrakło również reedycji ubiegłorocznej płyty grupy Strangers of Necessity, „Tangerine Avenue”.

    W dzisiejszych czasach liczne grono undergroundowych amerykańskich artystów może liczyć na większe zainteresowanie Europejczyków, aniżeli swoich rodaków. W ten krajobraz wpisuje się akurat Strangers of Necessity. Za powstaniem zespołu stoi duet wykonawców pochodzących z Midwestu. Doświadczony battle raper rodem z Chicago, Fooch The MC, oraz młody producent z Iowy, CoryAyo, poznali się przypadkowo przez internet.

    Wnet okazało się, że obaj nadają na tych samych falach, zaś wszystkie różnice pomiędzy nimi tak naprawdę pomagają im w lepszym dogadywaniu się ze sobą. Przed założeniem grupy wykonawcy nagrywali różne utwory (Fooch The MC był związany z Mic Hand Recordings), jednak wydane we drugiej połowie ub.r. „Tangerine Avenue” należy traktować za premierowe wydawnictwo w ich działalności w środowisku hip hopowym. Debiutancki materiał Strangers of Necessity ukazał się przy wsparciu brytyjskiego Hard Jazz 7, ale dopiero w tym roku większe spektrum słuchaczy doceniło ten album.

    O reedycję projektu postarało się ww. Radio Juicy. Dobrze kojarzona niemiecka oficyna wydawnicza zapewniła SON to, czego nie udało się w pełni zrealizować rok temu – dotarcie z płytą do szerszego grona odbiorców. Dzięki naszym zachodnim sąsiadom, którzy docenili warsztat amerykańskiego duetu, wydawnictwo nie z(a)ginęło w undergroundzie, co jest zmorą niejednego współczesnego twórcy pozbawionego silnych pleców w tej branży. Co ważniejsze, pomimo roku od premiery „Tangerine Avenue” ani trochę nie utraciło na swojej wartości. Stało się tak z kilku powodów. Przede wszystkim już po pobieżnym zapoznaniu się z zawartością LP można dostrzec chemię panującą pomiędzy Foochem The MC & CoryAyo. „Vibe All Night” i „You’ll See” są nad wyraz klimatycznymi utworami osadzonymi w klimacie Złotej Ery, która towarzyszy nam do końca trwania albumu. Warstwa liryczna wypełniona punchline’ami świetnie współgra z laidbackowymi beatami na tej płycie. Fooch The MC udowadnia, że nawet w dzisiejszym rapie można zaskakiwać słuchaczy nieschematycznymi tekstami popartymi nienagannym przygotowaniem technicznym. Niby sztuka dla sztuki, lecz podana w zajmujący sposób. „Visions”, „Reflections” i „Babylon” należą do najlepszych momentów na płycie przypominającej, jak wiele znaczyły kiedyś projekty realizowane na linii Emcee-producent. Dobrze, że po otrzymaniu drugiego życia album zdobył uznanie w oczach sympatyków klasycznych form hip hopowych, a SON nie jest już zupełnie nieznaną formacją.

    „Tangerine Avenue” opublikowano na Bandcampie , powstrzymując się od umieszczania LP na innych serwisach streamingowych. Na pierwszą rocznicę premiery materiału Radio Juicy zaprezentowało edycję projektu wypuszczoną na kasetach. Wydawnictwo promuje aż 6 singli, w tym „Bonita’s Dream”, „At They Heads” i „Vibe All Night”. Poniżej znajdziecie teledysk do drugiego z tych utworów. Strangers of Necessity wiele zyskało na reedycji materiału, ponieważ ponad rok temu płyta nie dotarła do większego grona słuchaczy. Dzięki pomocy ze strony Radio Juicy zdecydowanie więcej osób dowiedziało się o działalności Foocha The MC & CoryAyo.

    Wypada też dodać, że drugi z członków Strangers of Necessity wybił się i co rusz dostarcza tłuste instrumentalne materiały. W tym roku wypuścił on kilka pełnych projektów, w tym „Young Vibes” oraz wspólny longplay z Wun Two, „Waves”.

    Tracklista

    1. Shark Attack
    2. Vibe All Night
    3. You’ll See
    4. Bonita’s Dream
    5. At They Heads
    6. Distraktionz (Interlude)
    7. Visions
    8. F.Y.F.
    9. Reflections
    10. Dunk$ (He Got Props)
    11. The Wake
    12. Babylon
  • Asphate i Maker prezentują Closed Doors To An Open Mind

    Asphate i Maker prezentują Closed Doors To An Open Mind

    3–5 minut

    Pod koniec lat 90.tych i na początku tego stulecia zaznaczyły się głębokie podziały pomiędzy undergroundem a mainstreamem. W następnych latach pojawiło się też stadium pośrednie, overground, w którym znaleźli się artyści i wydawcy związani z niezależną stroną rapu, ale przy tym popularnością bijący o głowę większość wykonawców i labelów z tego kręgu. Jak sytuacja przedstawia się po latach z powyższymi kategoriami hip hopowymi? Underground i mainstream nie są praktycznie w żaden sposób związane ze sobą, dotyczy to zarówno brzmienia, warstwy lirycznej, jak i priorytetów, którymi kierują się twórcy z tych dwóch różnych światów. Pytanie tylko – jak powinna wyglądać współczesna płyta hip hopowa stricte nawiązująca do undergroundowych korzeni? Odpowiedzią na te pytanie powinien być album Asphate’a i Makera – „Closed Doors To An Open Mind”.

    Pod koniec lat 90.tych w USA bitwy freestyle’owe cieszyły się dużą popularnością. Mniejsze i większe wydarzenia spod tego szyldu wychowały wielu utalentowanych twórców, jak choćby Asphate’a. Artysta pochodzący z Iowy, a związany też z chicagowskim undergroundem, to świetny przykład battle rapera, który z powodzeniem radzi sobie z nagrywaniem płyt studyjnych.

    Od początku swojej działalności w środowisku hip hopowym, wykonawca z Midwestu usilnie dba o zachowanie korzeni tej kultury. Wpływa na to wywiera również jego zamiłowanie do graffiti – Asphate Woodhavet pozostaje zdolnym writerem, znanym także w hip hopie przez pryzmat swojej aktywności w tym kręgu. Emcee należy do dwóch grup muzycznych – Bumrap (urocza nazwa, nieprawdaż?) i Maxilli Blue. W ramach życia pierwszej z ww. formacji przyczynił się on do wydania dwóch płyt – „Underpass Logic” i „Median Risers”. Wraz z Aeonem Greyem i DJ’em Touch Nice’em zrealizował też trzy longplaye wydane pod szyldem drugiego z tych zespołów. „Maxilla Blue”, „Volume 2” oraz „Volume 3” docenili odbiorcy poszukujący szczerych i dających do myślenia albumów. Po tym okresie Asphate postanowił nagrać solowe LP. Produkcję całej płyty powierzył dobrze kojarzonemu beatmakerowi z Chi-Town, Makerowi.

    Przedstawiciel Wietrznego Miasta to jeden z najbardziej wziętych tamtejszych producentów. W trakcie ponad 10-letniej kariery muzycznej Maker wypuścił kilkanaście przednich projektów. Jego dyskografia obejmuje zarówno solowe, jak i kolaboracyjne wydawnictwa. W pierwszej grupie znajdziemy doskonałe, aczkolwiek szalenie niedoceniane „Honestly”, a także „Shooting The Breeze” i „Maker Vs. Now-Again Volume 1-2”. Z kolei w drugiej kategorii umieścimy serię płyt nagranych z Qwelem („The Harvest”, „So Be It”, „Owl” i „Beautiful Raw”), Grayskul („Graymaker”) i Joe Beatsem („Falcon By Design”). Wypada również wspomnieć o tym, że Maker należał wraz z Adeemem i DJ’em DQ do formacji Glue, jednej z ciekawszych undergroundowych grup z pierwszej połowy tego wieku. Wszystkie zebrane dotychczas doświadczenia oraz niczym nieograniczona wizja muzyczna umożliwia Makerowi właściwe dopasowywanie się do stylu artysty, z którym współpracuje. W związku z powyższym, można było zakładać w ciemno, iż „Closed Doors To An Open Mind” okaże się klasowym wydawnictwem. Obaj twórcy potwierdzili powyższe przewidywania.

    Galapagos4 ogłosiło premierę płyty w informacji prasowej z końca lutego. Projekt trafił do obiegu 31 marca, stanowiąc sympatyczny akcent na rozpoczęcie wiosny. W tym samym czasie ukazała się płyta innego wykonawcy, będącego synonimem klasycznego undergroundu – J-Live’a. „His Own Self” bardziej przebiło się na świecie, chociaż trzeba przyznać, że „Closed Doors To An Open Mind” w niczym nie ustępuje temu materiałowi. Asphate i Maker pokazali na wspólnym LP wszystkie swoje atuty. Pierwszy z nich już dawno temu doczekał się przydomku „an MC’s MC”, który pasuje do niego, jak ulał. Członek Maxilli Blue to nie tylko uzdolniony battle raper, ale też świetny tekściarz. Inteligentna wersja rapu w wykonaniu Asphate’a potrafi przyciągnąć i utrzymać słuchacza przez długość całego albumu. Do poziomu swojego partnera muzycznego dorównał również Maker. Kolejny raz producent zaprezentował tłuste, poparte nienagannym samplingiem i głęboko brzmiące beaty. Beatmaker pozostaje w wysokiej formie, o czym świadczą podkłady stworzone do „Meticulously Made” i „A Shadow’s True Colors” czy też instrumentalne „Pipe Dreams” i „Open Mind”. Wydawnictwo dodatkowo urozmaicają DJ Touch Nice, Qwel, Qwazaar oraz Hellsent. Jeżeli posiadacie otwarty umysł, to przekonacie się, że świat Asphate’a i Makera nie jest wcale dla wybranych.

    Wydawnictwo znajdziecie na iTunes, Amazonie, Spotify i innych serwisach zajmujących się streamingiem i/lub dystrybucją elektronicznych wersji płyt muzyki w wydaniu elektronicznym. Galapagos4 opublikowało „Closed Doors To An Open Mind” na płytach winylowych. Album promuje singiel „Silence’s Slight”, do którego powstał videoclip nakręcony w różnych europejskich miastach. Asphate i Maker odpowiadają za jeden z lepszych longplayów wypuszczonych w pierwszej połowie br., prezentując rap w czystej formie, o którą coraz trudniej w dzisiejszych czasach.

    Tracklista

    1. Fathom
    2. Muad 'Dib feat. Qwel, Qwazaar, Hellsent & DJ Touch Nice
    3. Meticulously Made feat. DJ Touch Nice
    4. Pipe Dreams feat. DJ Touch Nice
    5. A Shadow’s True Colors feat. DJ Touch Nice
    6. Gooonzo
    7. Silence’s Slight
    8. Impasse feat. DJ Touch Nice
    9. The Miser’s Will
    10. Open Mind
  • Managua kolejnym projektem J-Zena

    Managua kolejnym projektem J-Zena

    3–4 minut

    Europejscy producenci nie muszą mieć żadnych kompleksów względem swoich kolegów po fachu z innych kontynentów. Od dłuższego czasu beatmakerzy ze Starego Kontynentu ściągają na siebie wzrok licznych odbiorców, publikując wartościowe nagrania. Przez ostatnie lata niemieccy artyści przodowali w tej niszy; wielu naszych zachodnich sąsiadów wybiło się i może pochwalić się udanymi płytami. Jednak od kilkunastu miesięcy również Francuzi prezentują wartościowe i umiejętnie przygotowywane nagrania, zyskując przy tym fanów spoza własnego kraju. Producenci znad Sekwany i Loary dobrze znają swój fach, o czym przekonują projekty Barrio, 20syla, Quiet Dawna, Astronote’a, Al’Tarby, Proletera, Onry i pozostałych twórców. Z kolei we wrześniu ukazał się świeży materiał innego utalentowanego francuskiego beatmakera, J-Zena. Trzy tygodnie temu wydał on „Managua” LP.

    Francuzi nagrywają muzykę zarówno dla rodzimych, jak i zagranicznych wydawców, którzy coraz bardziej cenią twórców z tego państwa. W gronie producentów współpracujących z krajowymi wytwórniami płytowymi znajdziemy akurat J-Zena. Beatmaker nie tylko wydaje nagrania u Dooinit Music, ale także aktywnie uczestniczy w życiu tego labelu. Jednak, jak można domyślić się, większość osób kojarzy paryżanina przez pryzmat jego dokonań na scenie muzycznej.

    Pierwsze istotne projekty J-Zena trafiły do obiegu w 2009 roku. Wtedy to ukazał się premierowy materiał producenta, „BREAKfast”. Wydawnictwo zawierające 16 instrumentalnych nagrań okazało się właściwym przetarciem przed następnymi płytami. Po zebraniu pierwszych doświadczonych związanych z funkcjonowaniem środowiska hip hopowego, beatmaker pokusił się o dobrze przyjęte „Guilty Pleasure”. EP-ka wydana w lutym 2010 roku (dostępna także w postaci 7-calowego singla winylowego) powstała przy udziale amerykańskich raperów – Substantiala i Shawna Jacksona (szkoda, że słuch o nim zaginął).

    W tym samym roku J-Zen opublikował osobliwy beat tape zatytułowany „SexTape”. Wszystkie sample zawarte w nagraniach na tej płycie wydobyto ze… starych filmów pornograficznych (nie ma to, jak kreatywność, nieprawdaż?). Na kolejną produkcję Francuza należało zaczekać do listopada 2012 roku. Niemal równo 3 lata temu ukazał się instrumentalny album „Padwork”. Klimatyczne wydawnictwo przedstawiło warsztat producencki artysty w jak najbardziej korzystnym świetle. Na tej płycie J-Zen udowodnił, iż operuje wyrobionym i przyjemnym dla ucha stylem, opartym o soulfulowy hip hop i subtelną elektronikę. Po 3-letniej przerwie producent powrócił niedawno z „Managua”, które stanowi najbardziej okazały materiał w jego dotychczasowej działalności.

    Wydawnictwo ujrzało światło dzienne w pierwszym tygodniu października. Pomimo licznej konkurencji (przełom września i października przypadł na istny wysyp wartościowych nowości płytowych) materiał nie przepadł, do czego przyczyniła się międzynarodowa dystrybucja płyty. Wypada nadmienić, iż tytuł produkcji zapożyczony z języka nahuati odnosi się do obszaru przyległego do wody. Motywem przewodnim jesiennego longplaya są podróże muzyczne, jakie J-Zen odbył przy okazji tworzenia „Managua”. Wystarczy tylko powiedzieć, że album członka Dooinit Music powstawał we Francji, Kalifornii, Berlinie, Nowym Jorku, Paryżu, Portland, zaś mix i mastering przeprowadzono w San Diego, Los Angeles i na Kostaryce (od strony technicznej pomagał Freddie Joachim). Gospodarz płyty zabiera słuchaczy w wycieczkę pomiędzy spokojnymi i emanującymi ciepłem pejzażami. W tym celu dokooptował on utalentowanych gości, którzy co ważniejsze, nie potraktowali tego projektu po macoszemu, ubarwiając projekt o autorskie elementy. W środowisku stworzonym przez francuskiego beatmakera najlepiej odnaleźli się Pseudo Slang (Emcee Sick to ogromnie niedoceniany raper), MED, Mr Complex (skromne, ale piękne nawiązuje on do zmarłego w tym roku Pumpkinheada), Theory Hazit i Chuuwee (Georgia Anne Muldrow & Declaime coraz bardziej odlatują do swojego wyimaginowanego świata). Właśnie z zestawieniu z tymi amerykańskimi wykonawcami J-Zen wypada najlepiej. Łatwo można odnotować czucie i odpowiedni dobór sampli, a także umiejętne budowanie utworów, które nie składają się jedynie z 1-2 składowych. Po kilkukrotnym przesłuchaniu LP dostrzeżemy również pełną harmonię pomiędzy poszczególnymi nagraniami na tym longplayu. Beatmaker w niczym nie ustępuje swoim bardziej znanym rodakom, co też warto mieć na uwadze.

    Projekt trafił na Bandcampa, Spotify, Deezer i pozostałe serwisy streamingowe. „Managua” jest dystrybuowana w postaci cyfrowej i fizycznej. Płyty winylowe do nabycia za pośrednictwem BC. Wydawnictwo promuje singiel „Shine” z udziałem Medaphoara. Ponadto ukazały się też snippety pełnego albumu. J-Zen z klasą przypomniał o sobie sympatykom niezależnego hip hopu. Co ważne, francuski producent udowodnił, że z powodzeniem sobie radzi tworząc stricte instrumentalne kompozycje, jak i współpracując z artystami.

    Tracklista

    1. Belleville
    2. The Christening feat. Theory Hazit
    3. Nazca
    4. On Everything feat. Mr Complex
    5. Shine feat. MED
    6. Meditate With J feat. Pseudo Slang
    7. Angel Dust
    8. God Music feat. Georgia Anne Muldrow & Declaime
    9. Fleek Mythology feat. Chuuwee
    10. Luv Cartel
    11. What A World feat. Stro Elliot (The Procussions)
    12. Enjoy Yourself feat. Revolutionary Rhythm
    13. Managua

    Zapisz

  • Metaliczny świat Def Dee na D-1000

    Metaliczny świat Def Dee na D-1000

    3–5 minut

    Każdego roku ukazuje się setki mniej lub bardziej zajmujących instrumentalnych projektów napływających z różnych zakątków świata. W miarę regularnie do głosu dochodzą nowi producenci, którzy starają się zwrócić uwagę na siebie mediów i przeciętnych słuchaczy. Problem tylko w tym, że spośród dziesiątek beatmakerów nader często wybijają się zupełnie przypadkowe osoby. Powoduje to, iż po drugiej stronie barykady stoją postaci pomijane przez ogół odbiorców. Z drugiej strony, wcale nie musi to oznaczać, że nikt ich nie docenia. Wręcz przeciwnie – przecież na scenie producenckiej bezproblemowo natkniemy się na artystów, którzy dotarli do pewnej niszy odbiorców i dobrze się w tym odnajdują. Def Dee z amerykańskiego Seattle to doskonały przykład na potwierdzenie tej tezy. W sierpniu ukazała się jego nowa płyta – „D-1000” – stanowiąca kolejny etap w jego karierze muzycznej.

    Artyści z Seattle raz po raz zadziwiają słuchaczy na całym świecie. Ze stolicą stanu Waszyngton jest związanych mnóstwo istotnych twórców, od Blue Scholars, przez Jake One’a i Macklemore’a, aż skończywszy na plejadzie mniej znanych wykonawców. W tej grupie umieścimy bohatera dzisiejszego artykułu. Oprócz tego Def Dee należy do licznej grupy producentów na dorobku, którzy przewijają się w undergroundzie od kilku lat, ale jeszcze nie wybili się na tyle, żeby można było stwierdzić, iż nadszedł ich czas.

    Twórca z Północno-Zachodniej strony Stanów Zjednoczonych prowadzi działalność na scenie hip hopowej od końca poprzedniej dekady. Jego pierwszym wydawnictwem, dzięki którym wybił się nieco na lokalnej scenie, była kolaboracyjna płyta z raperem La„Gravity”. Po pewnym czasie osobą Def Dee zainteresowało się wszystkim znane Mello Music Group. W latach 2011-13 beatmaker nagrywał właśnie dla tego labelu.

    W tym czasie wypuścił on przede wszystkim dwa materiały. W pierwszej kolejności ukazał się beat tape producenta, „Cheap Hate”. Projekt obejmujący blisko 30 utworów nawiązywał do starej szkoły rapu, co towarzyszy nagraniom beatmakera aż do dzisiaj. Drugie ważne wydawnictwo Def Dee – „33 and a Third” – pojawiło się w obiegu w połowie 2013 roku. Wydanie produkcji łączącej elementy kompilacji, zbioru remiksów i płyty producenckiej, poprzedziła EP-ka nagrana wraz z raperem Zarem, „Zulu Delta”.

    Po okresie spędzonym w Mello Music Group, mieszkaniec Seattle rozpoczął współpracę z inną dobrze kojarzoną oficyną wydawniczą – Redefinition Records. Nakładem REDEF ukazała się w drugiej połowie ub.r. płyta „Deja Vu”. Dzięki temu wydawnictwu Def Dee zyskał sporo przychylnych opinii ze strony sympatyków korzennego rapu. Wydane pod koniec sierpnia „D-1000”, to kontynuacja kooperacji beatmakera z labelem Damu The Fudgemunka i Johna Notarfrancesco.

    Przy okazji premiery „Deja Vu” Redefinition Records podawało, że to jednorazowa współpraca z producentem z Seattle. Jednak plany te zweryfikowano i zdecydowano się zatrzymać beatmakera na dłużej. REDEF rozpoczęło przygotowania do wydania tej płyty na kilka miesięcy przed jej premierą. Dłuższy okres prac nad tym wydawnictw wziął się z prozaicznej przyczyny – priorytetem było wypuszczenie materiału na płytach winylowych, na wytłoczenie których trzeba obecnie czekać w USA około 14 tygodni (sic!). W końcu, pod koniec ubiegłego lata „D-1000” trafiło do obiegu. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to tytuł nawiązujący do słynnego „Terminatora”. Na tym nie kończą się skojarzenia z sagą zapoczątkowaną ponad 3 dekady temu przez Jamesa Camerona. Def Dee postanowił nadać swojemu najnowszemu wydawnictwu odrobinę inny posmak w porównaniu do poprzednich nagrań. Beatmaker inspirował się ścieżką dźwiękową do pierwszych dwóch części „Terminatora”, co znalazło odzwierciedlenie w klimacie całej produkcji. Metaliczne brzmienie przetacza się przez całą płytę – część utworów („Tech-Com”, „The Merc”, „Sarah’s Jam ‘84”, „Mimetic Poly-Alloy”, „D-1000”), to istne hymny poświęcone Arnoldowi Schwarzeneggerowi i Bradowi Friedelowi, twórcy ścieżki dźwiękowej do „Terminatora” z 1984 roku. W pozostałych nagraniach Def Dee serwuje bardziej stonowane beaty, rozbudowując je o dodatkowe elementy (pełno wstawek i cutów) oraz warstwy. Całość uzupełniają trzy utwory wokalne z udziałem Davida Luke’a, Fisha i Blu.

    „D-1000” pojawiło się na Bandcampie. Wydawnictwo do nabycia w wersji elektronicznej (BC, iTunes) i fizycznej (płyty winylowe). Album promują dwa single – remix „Illest In Charge” z udziałem Blu i „Mimetic Poly-Alloy”. Wygląda na to, że Def Dee odnalazł już swoje miejsce pośród innych producentów. Jednak nadal jego akcje idą w górę, i tylko od słuchaczy zależy czy na dobre amerykański producent zagości w świadomości sympatyków undergroundu.

    Tracklista

    1. D-1000
    2. Movin’ It On
    3. The Merc
    4. Lets Do It
    5. Remains
    6. The Galleria
    7. Mimetic Poly-Alloy
    8. Keep Keep It On
    9. Sunrise Reese
    10. Sarah’s Jam ‘84
    11. Reconvene
    12. Tell Yo Frenz
    13. Ugly
    14. Tech-Com
    15. SFV
    16. Dee’angelo (Bonus)
    17. Feel It feat. David Luke (Bonus)
    18. Game Started feat. Fish (Bonus)
    19. Illest In Charge feat. Blu (Bonus Redef Remix by Def Dee)Zap
  • Premierowa płyta Howling – Sacred Ground

    Premierowa płyta Howling – Sacred Ground

    3–4 minut

    We wstępie do tego artykułu pragnę przedstawić pokrótce sytuację na rynku wydawniczym panującą pod koniec pierwszego półrocza 2015 roku. Trzeba przyznać, że ilość i jakość muzyki, która ukazała się w rozpatrywanym czasie powala na kolana. Zapewne niewiele osób spodziewało się takiego obrotu spraw, tym bardziej porównując to do analogicznego okresu z poprzedniego roku, kiedy to momentami mieliśmy posuchę w branży fonograficznej. Na potwierdzenie powyższych słów wystarczy przywołać wybrane premiery płytowe z maja. W owym miesiącu ukazały się świeże płyty Damu The Fudgemunka, Lyrics Borna, Hashfingera, BlabberMoufa, Oddiseego, Georgii Anne Muldrow, Camp Lo, Mursa, KNX-a, Onry, Kamasiego Washingtona, Kool Keitha, Prefuse’a 73 i wielu innych artystów. Pomiędzy tymi wszystkimi materiałami ukazała się także produkcja międzynarodowego duetu Howling – „Sacred Ground”.

    Wśród licznych sublabeli Ninja Tune trafimy również na Counter Records. Przez pierwsze lata działalności CR wypuszczało nagrania Pop Leviego i The Heavy, będąc w cieniu pozostałych filii słynnej brytyjskiej oficyny wydawniczej. W ub.r. sytuacja zmieniła się na korzyść Counter Records. Od tego czasu nakładem niezależnego labelu skupionego na progresywnych formach elektronicznych ukazały się płyty Submotion Orchestra, Adreyi Triany, Odeszy i Maribou State. Obok nich pół roku temu pojawiła się muzyka właśnie Howling. Od 2012 roku niepozorny duet zebrał liczne grono fanów wyczekujących premiery ich pełnego albumu.

    RY X & Frank Wiedemann poznali się zupełnie przypadkiem. Pierwszy z nich pochodzi z niewielkiej australijskiej wyspy Angourie, lecz jego cała kariera muzyczna jest przypisana do Los Angeles. W Mieście Aniołów prowadzi on solową działalność, publikując wydawnictwa „Ry Cuming” i „Berlin”, a także uczestniczy w życiu grupy The Acid. Pewnego razu Ty Cuming poznał przez internet producenta/DJ’a z niemieckiego Karlsruhe, Franka Wiedemanna. Niemiecki producent przez lata był związany z szeregiem przedsięwzięć (Innervisions Orchestra, Ame, A Critical Mass, AXS), współpracując przy tym z wieloma innymi twórcami. Jednak dopiero RY X okazał się właściwą osobą na właściwym miejscu. Australijsko-niemiecki projekt wypalił już przy pierwszym singlu, „Howling”, i stało się jasne, że obaj wykonawcy pokuszą się o dalsze nagrania. „Howling EP” i „Shortline EP” wypadły na tyle dobrze, że oczekiwania wobec debiutanckiego LP międzynarodowej formacji rosły z miesiąca na miesiąc. Jak się jednak okazuje, Howling zebrało na „Sacred Ground” pierwszorzędny materiał, którego warto było wypatrywać.

    Premiera materiału odbyła się 4 maja. Wydawnictwo trafiło do obiegu dzięki współpracy pomiędzy ww. Counter Records a Monkeytown Records. Brytyjsko-niemiecki duet wydawniczy otrzymał od bohaterów dzisiejszego artykułu doskonały, rozbudowany i wyważony projekt. RY X & Frank Wiedemann pokazują wszem i wobec, że bez względu na dzielące ich na co dzień bariery, można stworzyć dopieszczoną płytę. „Sacred Ground” brzmi po prostu niczym album nagrany przez artystów znających się na co dzień od wielu lat, wspólnie spędzających ze sobą dziesiątki godzin w studiu nagraniowym, wespół kreślących idee i wprowadzających je w życie. Niezwykłą sztuką jest zrealizowanie materiału w ten sposób. Wokale Rya Cuminga z niecodzienną gładkością opadają na pokłady Franka Wiedemanna. Już rozpoczynające LP „Signs” znamionuje, iż mamy do czynienia z nietuzinkową formacją. W następnych utworach Howling udowadnia wszelkie pozytywne przypuszczenia odnośnie dalszej części albumu. Elektronika mieszająca się z popem, folkiem, house’em czy elementami syntetycznymi rozpościera rzadko spotykany na współczesnych płytach krajobraz. „Stole The Night”, „X Machina”, „Short Line” czy „Lullaby” (cudowna kołysanka) prowadzą słuchaczy przez osobliwy świat Howling, w którym za każdym rogiem czekają coraz to bardziej interesujące niespodzianki.

    „Sacred Ground” można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i pozostałych serwisów streamingowych. Debiutancki album Howling trafił do sprzedaży w formacie elektronicznym i fizycznym (płyty kompaktowe i winylowe). Frank Wiedemann i Ry Cuming promują swoje wydawnictwo poprzez single „Stole The Night”, „Signs”, „Short Line” i „Forest”. Ponadto na Soundcloudzie pojawiło się pełno remiksów ww. utworów. Natomiast videoclipy nakręcono do otwierającego LP „Signs” i „Stole The Night”. Dodatkowo ukazała się dwunastka zawierająca alternatywne wersje tego nagrania. Howling odpowiada za jedno z najbardziej ulotnych, ale zarazem przyciągających uwagę i hipnotyzujących projektów ostatnich miesięcy.

    Tracklista

    1. Signs
    2. Stole The Night
    3. Interlude I
    4. X Machina
    5. Litmus
    6. Zürich
    7. Short Line
    8. Quartz
    9. Interlude II
    10. Forest
    11. Howling
    12. Lullaby
  • Zagadkowe opowieści Massive Suits Quartet na Full Moon Wizard

    Zagadkowe opowieści Massive Suits Quartet na Full Moon Wizard

    3–4 minut

    W tym roku niejeden europejski producent poprawił swoją pozycję na światowej scenie muzycznej. Przez dłuższy czas postaci ze Starego Kontynentu nie miały okazji do tak znacznej ekspansji na pozostałe kontynenty, jak właśnie teraz. Kilka składowych wpłynęło na polepszenie się sytuacji Europejczyków w tej niszy muzycznej. Znacznie więcej wytwórni płytowych podejmuje współpracę z przedstawicielami krajów europejskich, co wcześniej nie było wcale częstym obrazkiem. Oprócz tego część amerykańskich serwisów muzycznych przestało odgradzać się od wszystkiego, co nie pochodzi z Ameryki Północnej, dzięki czemu Europejczycy mogą swobodniej docierać do słuchaczy. Przekłada się to na lepszy odbiór muzyki osób pokroju Dandy Teru. Francuski twórca wypuścił we wrześniu płytę „Full Moon Wizard”, która ukazała się pod nazwą wyimaginowanej formacji Massive Suits Quartet.

    W świecie muzycznym nie brakuje enigmatycznych postaci pojawiających się przy okazji wybranych projektów pod różnymi postaciami. W powyższy sposób najstosowniej można określić Gregorire’a Marty’ego. tajemnicza otoczka towarzyszy jemu od początku działalności. Francuski artysta tworzy muzykę od 2006 roku. Próżno szukać w sieci wzmianek i szerszych informacji o nagraniach i projektach tego producenta do 2010 roku. Wtedy to po raz pierwszy udzielił się na płycie studyjnej, pomagając Pumpkin przy „Ainsi de Suite”. Po zebranych doświadczeniach w roli człowieka cienia (Francuz dorzucił swoje trzy grosze na m.in. materiał Supafuh, „Just Act”) artysta przeszedł do pracy nad własnymi nagraniami.

    W 2012 roku bohater dzisiejszego artykułu nawiązał bliższy kontakt z doskonale znaną amerykańską oficyną wydawniczą, Ubiquity Records. Blisko 3 lata temu ukazał się jego singiel „Fragile Things” wydany pod pseudonimem Dandy Teru. Dwunastka z udziałem duetu Ty & Sarah Gessler, uzupełniona o remix Quiet Dawna, gładko wprowadziła do pierwszego longplaya francuskiego wykonawcy. „Adventures” ukazało się w maju 2013 roku i spotkało się z pozytywnym odbiorem przez media i słuchaczy doceniających organiczne formy hip hopowe. Po udanym pełnym wprowadzeniu się Francuza na scenę muzyczną większość osób spodziewało się kontynuacji stylu i dalszego rozwoju warsztatu na kolejnej produkcji artysty. Nieco mylne wrażenie, co do następnego wydawnictwa tego twórcy, można było wynieść po krótkim „Moods & Collages” sprzed 4 miesięcy. Okazało się bowiem, że na drugim albumie – „Full Moon Wizard”Gregoire Marty zafundował wszystkim podróż pomiędzy wysublimowanymi dźwiękami, wychodzącymi od stworzonej specjalnie do tego celu formacji Massive Suits Quartet.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu nieco ponad 1,5 miesiąca temu. Gregoire Marty nie zamierzał zmieniać wydawcy – Ubiquity Records stanowi jedną z najbezpieczniejszych i najlepiej zarządzanych przystani muzycznych dedykowanych niesztampowym i wymykającym się z powszechnej klasyfikacji projektom. Czy tak wypada powiedzieć o nowej płycie Francuza? Jak najbardziej, ponieważ „Full Moon Wizard” łączy w sobie klimat nagrań przypisanych do odmiennych nurtów. Dandy Teru uciekł od krainy zdominowanej przez pogodne i ciepłe brzmienia hip hopowe do zagadkowego i ukrytego pomiędzy nieodgadnionymi pejzażami. Eskapizm w wydaniu artysty to również, a raczej przede wszystkim, poszukiwanie świeżych pomysłów i możliwości ekspresji przełożonych na konceptualny album pełną gębą. Na potrzeby wrześniowego materiału powołał on do życia wymyśloną grupę Massive Suits Quartet, dzięki której nadał swojemu projektowi osobliwy wymiar. Drugi longplay francuskiego twórcy nawiązuje do soundtracków do filmów i czerpie garściami ze sztuki umiejętnego komponowania muzyki do filmów. Filmowa sceneria idealnie pasowałaby do „Full Moon Wizard”, szczególnie jeżeli zestawimy z tą płytą obrazy science-fiction z lat 70.tych. Brudne brzmienie wydobywające się ze skrzętnie dobranych sampli dodaje albumowi wyrazistego smaku. „The Lake”, „The Odyssey (Part 1-2)”, „Nymphs” i „Spaceship Jazz” świetnie podkreślają wartość projektu. Autorzy muzyki filmowej powinni zetknąć się z tym wydawnictwem, które mogłoby zostać wykorzystane przy wybranym dziele wyświetlanym na dużym ekranie.

    Po płytę sięgniecie na Bandcampie i Deezerze. „Full Moon Wizard” można nabyć w postaci cyfrowej i fizycznej (płyty winylowe). Wersja cyfrowa LP do nabycia za pośrednictwem iTunes czy Amazona. Wydawnictwo promują dwa single – „Dancing With Her (Woman’s Theme)” i zamykające album „Spaceship Jazz” – oraz video teaser longplaya. Massive Suits Quartet to szalenie wciągający projekt ukazujący inne, niż do tej pory oblicze Dandy Teru. Francuz stworzył produkcję, która daleko wykracza poza ramy współczesnych instrumentalnych wydawnictw.

    Tracklista

    1. Full Moon Wizard (Wizard’s Theme)
    2. The Lake
    3. March From The Moon
    4. The Odyssey (Part 1)
    5. In All Things
    6. Long Ago
    7. Nymphs
    8. Dancing With Her (Woman’s Theme)
    9. Pigeon And Swan
    10. The Odyssey (Part 2)
    11. Grand Empty (The Awakening Theme)
    12. Spaceship Jazz
  • Illa J wydaje płytę z Potatohead People

    Illa J wydaje płytę z Potatohead People

    4–6 minut

    Detroit należy do istotnych punktów na mapie hip hopowej USA, do czego zresztą nie trzeba przekonywać dobrze zorientowanych osób w amerykańskim rapie słuchacza. Przez lata stolica stanu Michigan wypracowała sobie mocną pozycję w środowisku rapowym, nie tylko za sprawą Eminema, Royce’a Da 5’9″ czy J Dilli, lecz także licznych przedstawicieli tamtejszego undergroundu. Co prawda część osób związanych z tym okręgiem spędza i/lub mieszka na stałe więcej czasu poza The Motor City, lecz w ich nagraniach nadal czuć swoisty styl tego miasta. Guilty Simpson, Black Milk, Apollo Brown, Slum Village, Nametag, Frank Nitt i pozostali w dalszym ciągu dbają o właściwe brzmienie rapu nacechowanego elementami Detroit. W tym miesiącu odbyła się premiera płyty innego twórcy pochodzącego z Michigan, Illa J. Album zatytułowany po prostu „Illa J” wyprodukował duet Potatohead People.

    Jeżeli pada hasło „J Dilla”, to automatycznie przywoływani są jego dokonania oraz długa lista artystów związanych z nim. W drugiej kategorii wielu wymieni młodszego brata Jay Dee, Illa J. Raper z Detroit nie wychylał się poza lokalną scenę aż do 2006 roku. Po śmierci swojego starszego brata i mentora, postanowił on zabrać się do pracy w studiu nagraniowym.

    Już kilka miesięcy później ówczesny mieszkaniec Michigan był gotowy na wypuszczenie dema „Illa J EP”. Wydawnictwo przyczyniło się do tego, że spore grono osób zainteresowało się jego twórczością. Pomocną dłoń do niego wyciągnęli włodarze Delicious Vinyl. Właśnie dzięki kalifornijskiemu labelowi odbyła się premiera debiutanckiej płyty Illa J, „Yancey Boys”. Wydawnictwo narobiło niezłego szumu w 2008 roku, zapewniając dobry start Johnowi Yanceyowi na międzynarodowej scenie hip hopowej. Tytuł albumu sprzed 7 lat posłużył też do nazwy wspólnej grupy IJ i Franka Nitta. Przed dwoma laty duet wypuścił komplementowany projekt „Sunset Blvd.”. Oprócz tego bohater dzisiejszej publikacji w latach 2008-14 był związany z formacją Slum Village. Illa J przyczynił się do wydania „Evolution” i pomagał przy różnych utworach tego zespołu. Pozostali artyści na scenie (około) hip hopowej również docenili jego warsztat. Emcee nagrywał z wieloma wykonawcami, w tym akurat z Potatohead People.

    Kanadyjska grupa producencka przebojem zdobyła fanów na całym świecie. Niewielu spodziewałoby się, że Nick Wisdom & AstroLogical osiągną w tym roku tak znaczący sukces. Opublikowana w marcu br. przez Bastard Jazz Recordings płyta „Big Luxury” przyciągnęła uwagę niejednego serwisu muzycznego i słuchacza. Nienaganna produkcja Kanadyjczyków oparta o klasyczne brzmienie hip hopu i elementy elektroniki szybko zaraziła odbiorców. Trzeba przyznać, iż nic nie wskazywało na powyższy stan rzeczy, ponieważ wcześniej Potatohead People wypuściło jedynie kilka pomniejszych projektów (z „Kosmichemusik EP” na czele) i współpracowało z labelem Jellyfish Recordings. Na „Big Luxury” znalazło się miejsce dla dwóch utworów nagranych akurat z Illa J („Explosives” z udziałem Moka Only i „Seeds”). Pomyślna kolaboracja pomiędzy tymi artystami dała początek ich wspólnej płycie. „Illa J” to połączenie produkcji z posmakiem Detroit i Montrealu.

    Materiał ujrzał światło dzienne 2 października, a więc w czasie, gdy pojawiło się w sprzedaży szereg innych płyt. Wydaniem projektu zajęło się nowojorskie Bastard Jazz Recordings. Illa J skorzystał z oferty współpracy z tą wytwórnią płytową za namową Potatohead People. W końcu kanadyjski duet miał jedynie pozytywne doświadczenia wyniesione ze wcześniejszej kooperacji z Amerykanami i dlatego też producenci usiłowali zachować status quo w sferze wydawniczej. Ich nowy partner muzyczny przystał na tę propozycję. Jak się okazuje, wszyscy zyskali na tym ruchu – label otrzymał dużą jakość na tym LP, zaś wykonawcy uzyskali niezbędną promocję i zapewnienie o odpowiednim wydaniu materiału. Pomimo tego iż Illa J od 3 lat mieszka na stałe w Montrealu, to w jego twórczości nadal odczuwalne są wpływy jego rodzinnego miasta. Jednak całość płyty wyznacza nowy etap w działalności amerykańskiego twórcy. Istotną rolę odegrało w tym Potatohead People.

    Charakterystyczny styl rapera fantastycznie współgra z podkładami Nicka Wisdoma & AstroLogicala. Laidbackowe flow gładko łączy się na „Illa J” z soulfulowymi beatami kanadyjskiego duetu. Jedynie w „Strippers” atmosfera zmienia się w bardziej syntetyczną, ale to ze względu na obecność Kaytranady, który dorzucił swoje trzy grosze do tego beatu. Organiczne brzmienie stanowi pierwszorzędne tło do opowieści snutych przez Illa J. W tekstach Emceego dominują odniesienia do kobiet i relacji damsko-męskich, a także zwykłej codzienności. Kompletnym zaskoczeniem jest jednak utwór „Perfect Game”, stanowiący odę do… gry w kręgle. Na płycie sympatycznie wypadły nagrania z udziałem Moka Only – doświadczony raper z Vancouver skupił się na refrenach, co wyszło mu naprawdę zacnie. Cieszy także obecność Ivana Ave’a, który aktualnie mocno rozpycha się łokciami w kręgu indie. „She Burned My Art”, „Universe”, „All Good Pt. 2”, „All I Need” i „Never Left” czynią z tego longplaya jeden z lepszych materiałów ostatnich tygodni, i to przy licznej i silnej konkurencji ze strony innych wykonawców.

    Wydawnictwo znajdziecie na Bandcampie, Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Bastard Jazz Recordings zadbało o wydanie materiału w godnej formie – „Illa J” trafiło do sprzedaży na płytach kompaktowych i winylowych. Album promuje seria singli – „Universe”, „Strippers”, „All Good Pt. 2” i „All I Need”. Do pierwszego z tych nagrań powstał również videoclip wyreżyserowany przez znaną polskim słuchaczom ekipę Sixteen Pads. Dodatkowo „Universe” oraz „Strippers” trafiły do obiegu na winylowych siódemkach. Illa J przy walnej pomocy ze strony Potatohead People udowodnił, iż dobrze odnajduje się bez wsparcia artystów z Detroit. Amerykański twórca potrafił nadać utworom autorskiego pazura, co powinni wyłapać przedstawiciele mediów i przeciętni odbiorcy.

    Tracklista

    1. She Burned My Art feat. Moka Only
    2. Cannonball
    3. Universe
    4. Strippers feat. Kaytranada
    5. All Good Pt. 2 feat. Moka Only & Ivan Ave
    6. Sunflower feat. a l l i e
    7. All I Need feat. Moka Only
    8. French Kiss
    9. Who Got It feat. Moka Only
    10. Perfect Game
    11. Never Left
  • Fredfades & Eikrem przedstawiają Jazz Cats

    Fredfades & Eikrem przedstawiają Jazz Cats

    3–4 minut

    W poszczególnych etapach rozwoju rapu wykształciły się kolejne nurty tej muzyki. W poprzednich dekadach mieliśmy do czynienia z wieloma odmianami muzyki hip hopowej, które znacznie różniły się od siebie. Gros kategorii rapowych powstałych na przestrzeni minionych 30 lat jest już nieobecny we współczesnej muzyce. Pozostałe wypchnięto z mainstreamowego obiegu, ale to wcale nie oznacza, że odeszły do lamusa. Wystarczy tylko rozejrzeć się pomiędzy wydawcami i artystami z kręgu indie, aby przekonać się, iż choćby jazz-hop nadal miewa się całkiem dobrze. Klasyczna forma hip hopowa dawno rozprzestrzeniła się po świecie, docierając zarówno do niemal wszystkich państw europejskich, jak i Azji czy Australii. W tym tygodniu ukazała się doskonała płyta jazz-hopowa norweskiego duetu Fredfades & Eikrem. „Jazz Cats” dedykowano wszystkim jazz-hopowym kotkom i kocurom.

    Skandynawscy twórcy hip hopowi dobrze prezentują się na tle artystów z innych krajów. Właściwym przykładem na potwierdzenie powyższych słów jest właśnie osoba Fredfadesa. Producent zamieszkały w stolicy Norwegii w pierwszych latach tworzył nagrania wraz z duetem Deckdaddy & John Rice. Tak dobrani wykonawcy prowadzili działalność grupy The Oslo SP Ensemble. Formacja pokazała się kilkakrotnie z jak najlepszej strony, głównie za sprawą „SP Shit Series”. Serię instrumentalnych projektów nawiązujących do korzennego rapu doceniona na lokalnej scenie w Oslo i poza ta aglomeracją. Trio było także współodpowiedzialne za przygotowanie składanki „Produced In Norway 2”.

    W następnych latach Fredfades skupił się na solowych przedsięwzięciach oraz podjął kooperację z raperem/producentem, Ivanem Ave’em. W 2008 roku ukazała się jego pierwsza siódemka – „Track Charmer” – powstała przy udziale Blame One’a. Od końca 2013 roku artysta współpracuje z brytyjskim labelem KingUnderground Records. Nakładem tej oficyny wydawniczej ukazało się już kilka płyt Norwega z „Breathe” (nagrane wespół z Ivanem Ave’em) i „Remixes”. W tym roku Fredfades miał zamiar zrealizować dwa projekty – kolejny album z IA („Fruitful” trafi do sprzedaży 4 grudnia) oraz „Jazz Cats”. Przy okazji drugiego z tych wydawnictw beatmaker nawiązał współpracę z muzykiem jazzowym, Kristofferem Eikremem, na co dzień grającym wspólnie z Kjetilem Jervem. Otworzyło to przed nim nowe możliwości i stało się znakomitym punktem wyjściowym do stworzenia urozmaiconego projektu.

    Informacje o projekcie ujawniono przed dwoma miesiącami. Już we wstępie do płyty w postaci utworu „Focus Point” czuć było większy polot i swobodę u Fredfadesa. W końcu nic nie może równać się z brzmieniem tzw. żywych instrumentów. Delikatne akompaniamenty trąbki Eikrema wprowadzały dodatkowe elementy do organicznego brzmienia u jego partnera muzycznego. Po premierze pełnego albumu śmiało można powiedzieć, iż obaj artyści skorzystali na tej kolaboracji. „Jazz Cats” nabrało większej głębi dzięki obecności muzyka z Oslo. Obaj gospodarze płyty uzupełniają się nawzajem – Fredfades doskonale odnalazł się pośród jazzowych melodii Eikrema, dzięki którym jego produkcja nabrała nowego smaku. Nie usiłuję przez to powiedzieć, że wcześniejsze dokonania członka The Oslo SP Ensemble były mdłe i bez wyrazu, tylko tutaj chodzi o zupełnie coś innego. Nigdy nie dowiemy się, jaki potencjał drzemie w beatmakerze, dopóki nie zestawimy jego z rasowym muzykiem. Norwegowie na wspólnej płycie przywracają starego-dobrego ducha jazz-hopu, co wystawia jak najlepsze świadectwo temu wydawnictwu. Ivan Ave, Azon Blaze, SkyBlew i Lindsey Whittington dorzucili odpowiednio przygotowane partie wokalne na „Jazz Cats”. Efekt końcowy jest więcej, niż zadowalający. Na koniec wypada także zaznaczyć, że nie tylko w nocy kotom płoną oczy – jazzowy album równie dobrze sprawdza się w trakcie dnia.

    Wydawnictwo odsłuchacie za pośrednictwem Bandcampa. W tym momencie „Jazz Cats” można nabyć w wersji elektronicznej na BC. Od poniedziałku trwa przedsprzedaż winylowego wydania albumu. Winyle cieszą się dużym zainteresowaniem kolekcjonerów płyt – wyprzedano już limitowaną edycję wosków z dołączoną siódemką. Standardowe wydanie winyli (wraz z dołączonymi… podkładkami pod kubki) nadal do nabycia w sklepie KingUnderground Records. Oficjalną premierę płyt wyznaczono na 23 listopada. Projekt norweskiego duetu promują single „Focus Point” i „It’s Been a Minute”, a także snippety pełnego LP. Fredfades & Eikrem odpowiadają za jeden z najlepszych tegorocznych jazz-hopowych materiałów. Duet pochodzący z Oslo na pewno zagości w podsumowaniu 2015 roku.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Snowflakes
    3. Obvious feat. Ivan Ave
    4. Focus Point
    5. While We Sip on This Brew feat. Azon Blaze, SkyBlew & Lindsey Whittington
    6. Ethiopia
    7. 2015 Till Infinity
    8. All Dreams, No Sleep
    9. It’s Been a Minute feat. Ivan Ave
    10. Jazz Cats
    11. Waiting Forever
    12. Take Cover
    13. All The Way Down feat. Azon Blaze
    14. Good Night (Outro)

  • DJ Ollie Teeba prezentuje solową płytę Short Order

    DJ Ollie Teeba prezentuje solową płytę Short Order

    3–4 minut

    Ninja Tune należy do wąskiego grona niezależnych oficyn wydawniczych wyznaczających trendy w szeroko pojętej muzyce instrumentalnej. Szczególne zasługi brytyjskiemu labelowi wypada przypisać za szereg kultowych wydawnictw z lat 90.tych i początku tego stulecia. Właśnie w owym okresie swoje płyty publikowali DJ Food, Coldcut, DJ Vadim, 9 Lazy 9, Funki Porcini, Hexstatic, Amon Tobin, czy też The Herbaliser. Wszyscy ww. wykonawcy wpływali następnie na brzmienie tylko brytyjskiej sceny muzycznej, ale także stawali się inspiracjami dla artystów z innych krajów. W kręgach hip hopowych mnóstwo osób docenia dokonania duetu The Herbaliser. Po latach formacja nadal jest aktywna w środowisku, zwłaszcza DJ Ollie Teeba. We wrześniu doświadczony artysta zdecydował się na wydanie pierwszego solowego projektu, „Short Order”.

    Wszyscy miłośnicy brytyjskiego hip hopu na pewno kojarzą nagrania The Herbaliser. Współzałożycielem tej wpływowej grupy jest rzecz jasna DJ Ollie Teeba. Wraz z Jake’iem Wherrym wypuścił on 7 pełnych albumów i kilkanaście pomniejszych projektów. Wszystko zaczęło się od wydanego przed 20 laty debiutanckiego longplaya „Remedies”, do których londyńska formacja szybko dołożyła następne materiały. „Blow Your Headphones”, „Very Mercenary”, „Something Wicked this Way Comes”, „Take London” i „Same As It Never Was” znalazły uznanie w oczach mediów i słuchaczy na całym świecie. Dzięki temu The Herbaliser doczekało się mocnej pozycji w branży muzycznej.

    Po opublikowaniu w 2012 roku ostatniej jak do tej pory – „There Were Seven” – oraz wypuszczeniu remiksów tego wydawnictwa, DJ Ollie Teeba w pełni skupił się na pracy w ramach międzynarodowego kolektywu Soundsci (formacja istnieje już od 2009 roku). W poprzednich latach crew pozostające wierne starej szkole rapu wydało przede wszystkim dwa albumy – „Formula 99” i „Soundsational”. Po tych wydawnictwach członkowie amerykańsko-grupowej grupy zaczęli nagrywać solowe płyty. W związku z powyższym, „Short Order” było oczekiwanym projektem zarówno przez sympatyków korzennego brzmienia hip hopu, jak i partnerów muzycznych DJ’a Ollie’ego Teeby. Doświadczony twórca postarał się o tłusty materiał.

    Pod pewnymi względami projekt członka The Herbaliser różni się od lwiej części pozostałych wydawnictw publikowanych obecnie na świecie. W tej chwili niemal każdy artysta stara się o 2-3 single promujące ich materiał (niekiedy przekracza to nawet 5 utworów). DJ Ollie Teeba stoi w opozycji do panujących teraz trendów – poza informacjami tekstowymi „Short Order” nie doczekało się żadnego utworu przewodniego, który pojawiłby się w sieci przed premierą płyty. World Expo opublikowało jedynie sampler tej produkcji. Wydawałoby się, iż tak przyjęta taktyka spowoduje, że wydawnictwo nie odniesie sukcesu i nie trafi do szerszego grona odbiorców. Jednak stało się zupełnie odwrotnie – utytułowanego artystę dostrzegły wybrane serwisy muzyczne i słuchacze, nadal wspierający korzenne formy hip hopowe. Do tego dochodzi ważna kwestia dotycząca produkcji. Przedstawiciel brytyjskiej sceny hip hopowej nie zatrzymał się w miejscu, co można zarzucić wielu innym twórcom, wydającym muzykę już naście lat temu.

    W trakcie bogatej kariery muzycznej DJ Ollie Teeba biegle opanował tajniki produkcji hip hopowej. Oprócz rozległej wiedzy na temat tworzenia nagrań od podstaw, Brytyjczyk doskonale pojmuje, w jaki sposób należy współpracować z raperami. Dzięki temu było jasne, iż londyńczyk dostarczy odpowiedniej jakości materiał. „Short Order” nie powstałoby bez walnej pomocy gości z obu stron Atlantyku. Co ciekawe, wszyscy zaproszeni Emcees na mini-album współpracowali wcześniej z Oliverem Trattlesem przy okazji produkcji The Herbaliser lub Soundsci. Starzy znajomi otrzymali od gospodarza projektu funkowe, ciepłe i starannie przygotowane podkłady. Spośród wszystkich raperów na płycie najlepiej wypadli Ghettosocks, Jean Grae i EvOn the Music Bully, która wystąpiła w najbardziej klimatycznym utworze, „Mimic”. Po tak udanym wstępie po cichu liczę, że następnym razem DJ Ollie Teeba pokusi się o złożenie dłuższego muzycznego zamówienia.

    „Short Order” ukazało się na Bandcampie. World Expo postarało się o wypuszczenie projektu na płytach winylowych, które nadal można nabyć na BC i w sklepie tej wytwórni. Przedsmak całego wydawnictwa w postaci snippetów trafił na Soundclouda. DJ Ollie Teeba postarał się o tłusty mini-album, prezentujący starą szkołę rapu ze szczyptą współczesnych elementów. Wydawnictwo sprzed miesiąca należy przy tym do kolejnego godnego polecenia materiału spod szyldu Soundsci.

    Tracklista

    1. F**kin’ Up the Music feat. Ghettosocks
    2. For the Kids feat. Jean Grae
    3. Eargasms feat. Oxygen
    4. Know feat. Audessey
    5. Ender feat. Bullet Tooth Tony
    6. Mimic feat. EvOn the Music Bully
    7. High Voltage feat. More Or Les
    8. S.O.S. feat. Soundsci
    9. As the World Turns feat. Teenburger
  • Kognitif zaprasza na Soul Food

    Kognitif zaprasza na Soul Food

    3–4 minut

    Na rozbudowanej międzynarodowej scenie producenckiej trzeba mocno starać się o to, aby zostać zauważonym i w pełni docenionym. W tym momencie beatmakerzy z całego świata próbują różnych sposobów na zwrócenie na siebie większej uwagi odbiorców. Przez kolejne zmiany w obrębie stron muzycznych (wkrótce więcej o tym u nas) artyści szukają innych rozwiązań. Coraz więcej postaci zwraca się ku starej i wypróbowanej metodzie rozpowszechniania swoich projektów – poczty pantoflowej. W końcu pełno niezależnych wykonawców może pochwalić się wieloma fanami na portalach społecznościowych czy serwisach streamingowych, dzięki czemu nie należy martwić o promocję muzyki. Właśnie ta droga okazuje się najskuteczniejsza w przypadku Kognitifa. Francuski producent wypuścił w maju kolejną płytę, „Soul Food”.

    Francuscy producenci stanowią liczną siłę na międzynarodowej scenie muzycznej. 20syl, Azaia, Al’Tarba, Alterbeats, Astronote, Lex (de Kahlex), Terem, Hugo Kant, G Bonson, Roger Molls, Jaze Baqti, DJ Brans i wielu innych beatmakerów znad Sekwany i Loary prezentuje równy poziom na swoich wydawnictwach. Obok nich znajdziemy kolejnych artystów z tego kręgu, wśród których pojawi się również Kognitif. Twórca pochodzący z Poitiers nagrywa muzykę od ponad 3 lat. Przez ten czas zdążył on zaistnieć w świadomości sympatyków abstrakcyjnego hip hopu, trip-hopu i brzmień pokrewnych.

    W początkowym stadium swojej działalności wydawniczej, bohater dzisiejszego artykułu publikował pojedyncze utwory na Soundcloudzie (ot, żadne zaskoczenie w tych czasach). W miarę szybko Kognitif postanowił skompletować nagrania na debiutancką płytę. „My Space World” ujrzało światło dzienne w maju 2012 roku i ukazała świat muzyczny widziany oczami osoby wychowanej na wydawnictwach Portishead, DJ’a Shadowa, Bonobo, Wax Tailora czy też Morcheeby. W muzyce francuskiego beatmakera można było odczuć autorskie elementy i pomysły na używanie własnych technik przy tworzeniu instrumentali, co dobrze rokowało na przyszłość. W styczniu ub.r. artysta opublikował drugi longplay – „Monometric”. Na tym materiale rozwinął on swój warsztat, nagrywając bogatsze i pełniej brzmiące ścieżki. Niedługo po premierze tego LP dzięki Melting Records doczekaliśmy się wydania „My Space World” na winylu. W ten sposób więcej słuchaczy dowiedziało się o Kognitifie, co przełożyło się na spore zainteresowanie jego kolejną produkcją. „Soul Food” stanowi przepis na to, w jaki sposób można łączyć organiczne dźwięki z trip-hopem i brzmieniami abstrakcyjnymi.

    Od premiery wydawnictwa minęły ponad 4 miesiące. Przez ten czas można z większym dystansem podejść do tego wydawnictwa i przekonać się, co tak naprawdę wyróżnia je spośród innych projektów z tej niszy. Przede wszystkim Kognitif swobodnie podchodzi do procesu twórczego i nie zamyka się w żadnych sztywnych ramach. Jego próba nadania utworom duszy i sięgnięcie po ciepłe brzmienia wypadły więcej, aniżeli tylko porządnie. Tytuł albumu świetnie oddaje klimat panujący na płycie. „Soul Food” to nic innego, jak apetyczna muzyczna strawa rozciągnięta pomiędzy różnymi nurtami. Pomimo tego iż mamy do czynienia z płytą opartą o trip-hop, to nie brakuje odwołań do lat 90.tych. Ducha minionej epoki doskonale widać w „Tribute To The Classics”, jednym z lepszych momentów na tym projekcie. Kognitif chętnie także miesza rasowy sampling z techniką cut’n’paste, wplatając różnorodne elementy w swoje kompozycje. „Just Another Day”, „Letter to My Last Love” czy „Mustang Melody” to pozostałe utwory na LP, nad którymi warto dłużej pochylić się. Dodatkowym urozmaiceniem „Soul Food” są ścieżki utworzone przy udziale wokalistów. The Mic Jordan i Oxy Hart właściwie odnaleźli się w środowisku przedstawionym przez francuskiego producenta, co jest kolejnym przejawem jego klasy muzycznej.

    Płytę można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Soundclouda, Spotify, Deezera i pozostałych serwisów streamingowych. „Soul Food” trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej (w tej formie album do nabycia na BC w postaci „name you price – buy it now”). Wydawnictwo promuje kilka singlowych nagrań z „Just Another Day”, „My Freedom Has No Price” i „Yeah Yeah Yeah” na czele. Wraz z majowym projektem Kognitif udowodnił, że należy się jemu miejscu obok innych francuskich niezależnych producentów, którzy są rozpoznawalni w różnych zakątkach globu.

    Aktualizacja: W styczniu 2016 roku „Soul Food” trafiło na płyty winylowe. Wydaniem albumu na wosku zajęło się francuskie Breaking Mad Records.

    Tracklista

    1. Just Another Day
    2. Soul Food
    3. My Freedom Has No Price
    4. Letter to My Last Love
    5. That’s Where It All Started
    6. Common Ground feat. The Mic Jordan
    7. Yeah Yeah Yeah
    8. The Message
    9. Tribute To The Classics
    10. Punish Me
    11. Whatever feat. Oxy Hart (trąbka Panagiotis Kapetanakis)
    12. Twenty Past Four
    13. Geronimo vs. Buffalo Bill
    14. Mustang Melody
    15. Walking On Sunshine
  • Darmowy album: Ten Million Sounds – Still

    Darmowy album: Ten Million Sounds – Still

    2–3 minut

    Wraz z upowszechnieniem się muzyki instrumentalnej przybyło nie tylko artystów, ale także wydawców zainteresowanych tą niszą muzyczną. Na przestrzeni ostatnich lat pojawiły się liczne wytwórnie płytowe dedykowane instrumentalnemu hip hopowi, elektronice, downtempo i pozostałym odmianom tej muzyki. Obok standardowych labelów wyrosły przedsięwzięcia łączące w sobie również inne aspekty działalności związanej z półką producencką (Soulection, HW&W Recordings, Cascade Records, Cold Busted, itp.), a także strony dedykowane wydawnictwom beatmakerów z całego świata. Część z nich pokusiła się też o wypuszczanie płyt, przekształcając się tym samym w platformy wydawnicze. Jedną z nich jest amerykańskie Ten Million Sounds. Po ponad dwuletniej przerwie w tym miesiącu doczekaliśmy się nowej składanki firmowanej przez TMS – „Still”.

    Jeszcze kilka lat temu wiele stron muzycznych chętnie wspierało szereg niezależnych producentów z różnych zakątków globu. W tym kręgu znalazło się amerykański Ten Million Sounds. Projekt powołał do życia Jesse Sussman w marcu 2011 roku. Po krótkim okresie nowojorski bloger zapoznał się bliżej z wieloma beatmakerami i postanowił zrobić coś więcej, aniżeli jedynie publikować wpisy dotyczące ich działalności.

    Od początku dodatkowym założeniem Jessego Sussmana było wypuszczanie charytatywnych składanek z utworami rozmaitych wykonawców.W styczniu 2012 roku ukazała się premierowa kompilacja sygnowana przez Ten Million Sounds„Morning Light”. Wydawnictwo obejmowało utwory twórców, którzy przewinęli się przez nasz serwis (Avens, Berry Weight, incise, IV The Polymath, Bugseed), jak i innych twórców (Esta, Sinitus Tempo, Gazoo, itp.). Projekt okazał się sukcesem, co przyniosło jeszcze większe zainteresowanie drugim kompilacyjnym albumem TMS„Finding Time”. W przypadku tej płyty również mieliśmy do czynienia z instrumentalnymi nagraniami, przekładającymi się na udany i wyrównany longplay. Ta-ku, Ohbliv, Handbook, Aether, Poldoore, Somepling, czy ponownie incise i IV The Polymath pojawili się na wydawnictwie ze stycznia 2013 roku. Po dłuższej przerwie Ten Million Sounds prezentuje trzecią kompilację, „Still”, która udowadnia, iż nadal istnieje zapotrzebowanie na tego typu przedsięwzięcia.

    Wydawnictwo pojawiło się w obiegu 2 września. Jesse Sussman postawił na sprawdzony przepis – utworzył przyciągającą uwagę składankę zawierającą utwory mniej i bardziej znanych beatmakerów. Wszyscy artyści zaangażowani w powstanie płyty stanęli na wysokości zadania i dostarczyli wartościowe utwory. „Still” nawiązuje klimatem do dokonań Nujabesa, Bonobo, bądź Emancipatora; dobrze można odczuć ducha tych wybitnych artystów na ścieżkach znajdujących się na tym LP. Instrumentalny materiał wypada całkiem okazale, co wcale nie powtarza się na każdym przedsięwzięciu tego rodzaju. Na trzeciej kompilacji Ten Million Sounds pojawili się producenci, którzy wcześniej nie mieli okazji gościć na płytach tej platformy wydawniczej. Wyjątkami są tutaj HandbookJimmy Whoo i Aether. Pozostali goście albumu – od A Sol Mechanika przez Vanillę, aż po snacsa nie mieli okazji do tej pory współpracować z TMS. Wszyscy wykonawcy postarali się o zacne kompozycje i wspólnymi siłami utworzyli nader wciągający projekt.

    Projekt trafił na Bandcampa i Soundclouda. „Still” można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem BC, korzystając z poniższego linka. Istnieje też możliwość przekazania dotacji – całkowity dochód ze sprzedaży płyty zostanie przekazany organizacji charytatywnej Action Against Hunger. Ten Million Sounds promuje ten materiał poprzez singiel „1992” A Sol Mechanika. Kolejne udane przedsięwzięcie TMS, co jest godne podkreślenia.

    DOWNLOAD Ten Million Sounds – „Still”

    Tracklista

    1. A Sol Mechanic – 1992
    2. Handbook – Satin Skin
    3. Aether – Makeshift Sanctuary
    4. Vanilla – Beyond
    5. A.M. Architect – The Bull Of Heaven
    6. Freddie Joachim – Gone
    7. Croup – Singularity
    8. Jimmy Whoo – Aquarama
    9. howiewonder – always&forever
    10. rxn – thx
    11. Tensei – Robots Instrumental
    12. snacs – relax dude (float)

    Zapisz

Translate »