Kategoria: News

  • Druga płyta Czarface – Every Hero Needs A Villain

    Druga płyta Czarface – Every Hero Needs A Villain

    3–5 minut

    W branży hip hopowej trzeba bacznie uważać, aby przypadkiem nie wypaść z obiegu. Po 2010 roku przeciętny cykl życia większości płyt uległ skróceniu, przez co teraz znacznie trudniej przychodzi artystom utrzymanie zainteresowania odbiorców swoimi dokonaniami. Owszem, niektóre postaci nie muszą praktycznie nic robić, a na ich płyty z utęsknieniem będą czekać słuchacze. Jednak taki komfort posiada relatywnie znikoma część sceny, do której przeważnie należą osoby, które wychowały lojalnych fanów i cieszą się szacunkiem dużej liczby przedstawicieli mediów. Do tego wąskiego grona należą zarówno współcześni twórcy, jak i wykonawcy z wieloletnim stażem w tym biznesie. Odpowiednim przykładem są tutaj wszyscy członkowie grupy Czarface. Po dwóch latach od premierowego longplaya Inspectah Deck oraz duet 7L & Esoteric pokusili się o drugi wspólny album, „Every Hero Needs A Villain”.

    Jak zapewne zdążyliście zauważyć, teraz bywa naprawdę różnie odnośnie jakości muzycznej nagrań twórców zaczynających swoje kariery jeszcze w latach 90.tych. Jedni rozmieniają swoje kariery muzyczne na drobne, inni starają się nadal nagrywać wartościowe projekty. W tej drugiej kategorii umieścimy bohaterów dzisiejszego artykułu. Kiedy ponad 2 lata temu Inspectah Deck wraz z 7L & Esoterikiem ogłosili wydanie wspólnej płyty, to w świecie hip hopowym zawrzało. Znikoma ilość słuchaczy spodziewało się takiego połączenia, które jak się później okazało, wypadło nad wyraz okazale.

    Debiutancki album formacji, „Czarface”, opublikowany przez Brick Records w pierwszej połowie 2013 roku, skupił na sobie uwagę mnóstwa osób. Wydawnictwo szeroko omawiano na łamach międzynarodowych mediów, a co ważniejsze, w parze z sukcesem artystycznym przyszło spore zainteresowanie kupujących (do tej pory doczekaliśmy się kilku edycji tego LP).

    Po wydaniu pierwszej płyty Czarface artyści byli pochłonięci różnymi projektami. Najaktywniejszym z nich był zdecydowanie Esoteric. W listopadzie 2013 roku opublikował on wspólną płytę ze Stu Bangasem, „Machete Mode”, którą komplementowano na wielu stronach muzycznych. Bostończyk współuczestniczył w nagrywaniu longplayów Army Of The Pharaohs„Heavy Lies The Crown” i „In Death Reborn”. Ponadto udzielił się na projektach Swollen Members, Slaine’a, Retrogotta & Kutmasta Kurta, King Syze’a, DJ’a JS-1, Stu Bangasa & Blacastana, Motive’a i innych.

    Inspectah Deck wypuścił w ub.r. poboczny mixtape „Cynthia’s Son” (pod pseudonimem INS). Poza tym raper dołożył swoją cegiełkę do powstania „A Better Tomorrow” Wu-Tang Clanu. Z kolei 7L poprzestał jedynie na wypuszczeniu mixtape’u „Bad Boy Original Samples” z Frankiem The Butcherem. Po nieco ponad dwóch latach trio zdecydowało się na ponowne sesje nagraniowe, czego owocem jest „Every Hero Needs A Villain”, dedykowany wszystkim miłośnikom mrocznych i złych postaci.

    Premierę płyty wyznaczono na 16 czerwca. Wydaniem materiału zajęło się ponownie Brick Records wespół z Fly Casual Creative (skorzystano też z pomocy specjalistów od kolekcjonerskich edycji płyt, Get On Down). Schemat projektu przypominał premierowy longplay – 7L wraz ze Spada4 zajął się produkcją albumu, zaś Inspectah Deck i Esoteric zatroszczyli się o warstwę liryczną „Every Hero Needs A Villain”. W porównaniu do pierwszego LP również nie zabrakło na świeżym wydawnictwie gości. Method Man, Large Professor, Juju, GZA, MF Doom, Meyhem Lauren i R.A. The Rugged Man przewinęli się przez tę produkcję, wypadając na ogół na dobrym poziomie. Autorzy płyty kontynuują na swojej drugiej płycie mroczne i nikczemne klimaty z „Czarface”. Wszyscy sympatycy złej strony komiksowych bohaterów i całokształtu z tym związanego powinni być usatysfakcjonowani takim obrotem sprawy. Obok wątków związanych z komiksami nie brakuje na „Every Hero Needs A Villain” nawiązań do filmów science-fiction, programów telewizyjnych czy komentarzy dotyczących popkultury. Całość podano w surowej formie, czego można było spodziewać się po duecie 7L & Spada4. Warto zwrócić uwagę na Esoterika, który długimi momentami prezentuje równą formę i nieprzypadkowo jest coraz bardziej doceniany w środowisku hip hopowym.

    Wydawnictwo znajdziecie u większości dystrybutorów muzyki elektronicznej (iTunes, Amazon, Spotify, Deezer, itd.). Brick Records przy współpracy z Fly Casual Creative fantastycznie przygotowało się do wydania „Every Hero Needs A Villain”. Dzięki temu projekt ukazał się w każdym możliwym formacie fizycznym (płyty winylowe i kompaktowe, kasety). Na tym nie koniec, ponieważ do materiału dołączono także… 70-stronicowy komiks pomysłu Esoterika, „Death & Abduction”. Natomiast Get On Down sprzedaje specjalne wydanie produkcji, na którą oprócz ww. elementów składa się instrumentalna wersja projektu, koszulki oraz naklejki. Na dokładkę dorzucono winylową dziesiątkę „Ka-Bang!” rozszerzoną o bonusowy utwór „Deviatin’ Septums (Hawk & Animal)”. Czarface promuje drugi longplay przez 5 singli – „Deadly Class”, „Nightcrawler”, „Ka-Bang!”, „Sgt. Slaughter” oraz „The Great (Czar Guitar)”. Do dwóch ostatnich nagrań dołożono też videoclipy. Już na pierwszej płycie Inspectah Deck oraz 7L & Esoteric udowodnili wszem i wobec, że stanowią kapitalne połączenie. Follow-up do „Czarface” jeszcze bardziej to podkreśla i można obstawiać, iż na tym wcale nie zakończy się nikczemna saga w ich wykonaniu.

    Tracklista

    1. Don The Armor
    2. Czartacus
    3. Lumber Jack Match
    4. Nightcrawler feat. Method Man
    5. World Premier feat. Large Professor
    6. The Great (Czar Guitar)
    7. Red Alert
    8. Junkyard Dogs feat. Juju (The Beatnuts)
    9. Sgt. Slaughter
    10. When Gods Go Mad feat. GZA
    11. Ka-Bang! feat. MF Doom
    12. Deadly Class feat. Meyhem Lauren
    13. Escape From Czarkham Asylum
    14. Sinister
    15. Good Villains Go Last feat. R.A. The Rugged Man
  • Gangrene powraca z płytą You Disgust Me

    Gangrene powraca z płytą You Disgust Me

    4–6 minut

    Kalifornia przywodzi na myśl dziesiątki znamienitych twórców. Czy zastanawialiście się nad tym, jak obecnie mają się artyści wywodzący się z Cali, którzy byli (lub nadal są) silnie związani z niezależnymi kręgami hip hopowymi? Część z nich nadal usilnie pracuje nad nowymi materiałami, pokazując przy tym klasę, inni zaś odcinają kupony od dawnej sławy i/lub nagrywają znacznie gorszą muzykę, niż wcześniej. W tym miejscu nie zabrakłoby gorzkich słów kierowanych pod adresem wielu artystów, ale nie czas i miejsce na to. Warto pamiętać, że nie brakuje pozytywnych przykładów pośród doświadczonymi kalifornijskimi wykonawcami. W dalszym ciągu dzielnie trzymają się The Alchemist i Oh No. Po pracach nad ścieżką dźwiękową do „GTA V” artyści powrócili ze wspólnym projektem Gangrene. 14 sierpnia odbyła się premiera ich nowego albumu, „You Disgust Me”.

    Na kalifornijskiej scenie hip hopowej można znaleźć multum ważnych i utytułowanych artystów. Do tego grona bez dwóch zdań zaliczają się The Alchemist i Oh No. Obaj producenci (występuję również w roli raperów) to dobrze rozpoznawalne postaci w branży muzycznej, posiadające bogate dyskografie. Ponad 5 lat temu mieszkańcy Cali postanowili ściśle współpracować, zakładając przy tym formację Gangrene. W latach 2010-12 grupa wydała dwa longplaye („Gutter Water” i „Vodka & Ayahuasca”) oraz 3 EP-ki („Sawblade EP”, „Odditorium” i nagrane wespół z Rociem Marciano „Greneberg EP”). Po tym okresie The Alchemist i Oh No skupili się na innych projektach. W takim razie, co obaj porabiali w ostatnich latach?

    W trakcie minionych 3 lat głośniej było o pierwszym członku Gangrene. The Alchemist stał się wziętym i szalenie istotnym beatmakerem w środowisku rapowym. Doświadczony twórca wypuścił w tym okresie pełno nowego materiału, współpracując przy tym z wieloma innymi wykonawcami. Jego solowy dorobek poszerzył się o „Russian Roulette”, „The Cutting Room Floor 3”, „Rapper’s Best Friend 2-3”, „Israeli Salad” i pozostałe projekty. Oprócz tego wyprodukował on szereg płyt – „Rare Chandeliers” Actiona Bronsona, „360 Waves” Durag Dynasty, „Albert Einstein” Prodigy’ego, „My 1st Chemistry Set” Boldy’ego Jamesa czy „The Good Book” Budgie’ego. Na dokładkę na początku 2013 roku trafił do obiegu wspólny materiał The Alchemista i Evidence’a, „Lord Steppington”. Uff, można łatwo w tym pogubić się, a trzeba wziąć poprawkę pod to, że to nie wszystkie projekty, przy których pracował członek Gangrene od 2012 roku.

    Oh No także nie próżnował i dostarczał słuchaczom świeżych wydawnictw. Dyskografia kalifornijskiego wykonawcy powiększyła się o solowe albumy – „Ohnomite”, „Dr. No’s Kali Tornado Funk”, „Oh No Vs. Now-Again 2: Now-Again Music Library Vol. 7” oraz „Disrupted Ads”. Obok nich pojawiły się płyty zrealizowane z innymi twórcami – „Stereo Jr.” (ze Strong Arm Steady), „The Subliminal Substance” (z Chaotik Stylzem) oraz „Animal Serum” (z Prince Po). Ponadto młodszy brat Madliba pracował wraz z The Alchemistem nad ścieżką dźwiękową do „GTA V” (w kwietniu ukazała się gratka dla wszystkich fanów tej gry – album „Welcome To Los Santos”). Po tych licznych produkcjach obaj bohaterowie tego artykułu powrócili do tworzenia nagrań pod szyldem Gangrene. Wydany nie tak dawno longplay „You Disgust Me” zwrócił uwagę mediów i słuchaczy na całym świecie.

    Informacje o powrocie formacji rozeszły się po świecie na początku lipca. Artyści poinformowali o zmianie wytwórni płytowej (z Decon Media przeszli oni do Mass Appeal Records) oraz upewnili wszystkich, że płyta ujrzy światło dzienne w sierpniu. Po dopięciu terminów, co wcale nie jest nigdy pewne w przypadku MAR, wydawnictwo trafiło na sklepowe półki 14 sierpnia. Przy przyjętych założeniach „You Disgust Me” miało kontynuować brzmienie z poprzednich płyt Gangrene. Konstrukcja projektu też pozostała identyczna – The Alchemist i Oh No podzielili się produkcją poszczególnych utworów oraz wymieniała się za mikrofonem. Jednym słowem – żadnego większego zaskoczenia, co akurat nie było potrzebne amerykańskiemu duetowi. Kalifornijczycy kapitalnie wręcz uzupełniają się i długimi momentami wydaje się, iż nagrywają wspólnie muzykę od nastu lat. Brudne, przedzielone dziwacznymi dialogami brzmienie płyty wypada nader korzystnie. W tej mrocznej scenerii The Alchemist i Oh No czują się, jak ryby w wodzie. W podobnym tonie można wypowiedzieć się o ich gościach – Havoc, Sean Price, Your Old Droog, Action Bronson, Fashawn, Chuck Strangers i Evidence na ogół dają radę, chociaż momentami prosiło się o więcej ze strony niektórych z nich. Wszystkie te składniki przełożyły się na wyrównany album, który wcale nie jest odpychający, tylko przykuwający uwagę.

    Po „You Disgust Me” sięgniecie na Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Wydawnictwo dostępne w sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe znajdują się już w obiegu, na winyle trzeba zaczekać do 18 września). Gangrene postawiło na promocję albumu poprzez cztery nagrania – bonusowe „Hot Pillow”, a także „Driving Gloves”, „Reversals” oraz „Sheet Music”. Do dwóch ostatnich utworów nakręcono również videoclipy. Ponadto dorzucono obraz „The Last Great Disgrace”, stanowiący rozszerzenie pełnego LP o dodatkowy smaczek. The Alchemist i Oh No powrócili w dobrym stylu i kolejny raz pokazali wszem i wobec, że bez kłopotu dogadują się ze sobą, co słychać przez całą długość trwania płyty.

    Tracklista

    1. The Filth (Intro) [prod. Oh No]
    2. Reversals (prod. Oh No)
    3. Sheet Music feat. Havoc & Sean Price (prod. The Alchemist & Party Supplies)
    4. Flamethrowers Pt. 2 (prod. Oh No)
    5. The Man with the Horn (prod. The Alchemist)
    6. Better Things (prod. Oh No)
    7. Driving Gloves feat. Action Bronson (prod. Tommy Mas)
    8. Gluttony feat. Your Old Droog & Fashawn (prod. Oh No)
    9. Scrapyards (prod. Oh No)
    10. Noon Chuckas (prod. The Alchemist)
    11. Just for Decorations feat. Chuck Strangers & Evidence (prod. The Alchemist)
    12. Hazardous Materials (prod. Oh No)
    13. The Hidden Hand (prod. The Alchemist)
    14. Hot Pillow (Bonus track) [prod. The Alchemist]
  • L’Orange & Jeremiah Jae wydają płytę The Night Took Us In Like Family

    L’Orange & Jeremiah Jae wydają płytę The Night Took Us In Like Family

    3–5 minut

    Na przestrzeni lat rap mocno ewoluował. Począwszy od zamierzchłych dla wielu lat 70. i 80.tych wykształcały się kolejne formy hip hopowe, które stanowiły świetne siedlisko dla wielu rozmaitych twórców. Jedną z najbardziej zajmujących i odważnych odmian tego gatunku muzycznego jest bez wątpienia alternatywny hip hop. Właśnie z tą stroną rapu jest kojarzonych multum artystów o niemałym znaczeniu dla całej kultury. W ostatnich latach wszelkie niestereotypowe nurty hip hopowe ponownie zaczęły skutecznie przyciągać odbiorców. Spowodowało to również powstanie licznych fuzji i hybryd muzycznych niebrzmiących wcale rewelacyjnie. Choćby dlatego wykonawcy potrafiący wykształcić świeże formy są na wagę złota. W drugim kwartale roku ukazała się płyta zasługująca na powyższe określenia – „The Night Took Us In Like Family” – duetu L’Orange & Jeremiah Jae.

    Mello Music Group sukcesywnie powiększa grono artystów, z którymi blisko współpracuje. Ponad 1,5 roku temu do tej wytwórni płytowej dołączył L’Orange. Co zdecydowało o zainteresowaniu osobą tego producenta? Od kilku lat beatmaker pochodzący z Nashville prezentuje niezwykle wciągające wydawnictwa, nadając im własny pazur. Amerykański artysta umiejętnie łączy osobliwe klimaty, przywodzące na myśl filmy noir czy też filmy z lat 50. i 60.tych, wraz ze stylistyką hip hopową. „The Manipulation EP” i „Old Soul” stanowiły dobry początek w działalności L’Orange’a, lecz dopiero wydane pod koniec 2012 roku „The Mad Writer” okazało się punktem zwrotnym w jego karierze. Akurat po tym materiale, o którym pojawiło się mnóstwo wzmianek na łamach mediów, MMG postanowiło podpisać z nim kontrakt płytowy. Już nakładem tego labelu ukazały się następne projekty utalentowanego beatmakera – wspólny album ze Stik Figą („The City Under The City”) oraz solowe „The Orchid Days”.

    Właśnie przy okazji tej drugiej płyty L’Orange miał okazję współpracować z Jeremiah Jae (utwór „Love Letter”). Połączenie dwóch kreatywnych twórców przyniosło więcej, niż porządny efekt. Trudno dziwić się temu, ponieważ JJ należy do nad wyraz progresywnych wykonawców. Wychowanek Chicago może być kojarzony z różnymi postaciami i oficynami wydawniczymi (Warp Records, Brainfeeder, Hit+Run). Raper i producent w jednym należy przy tym do formacji Young Black Preachers (YBP), którą współtworzy z Tre Smithem i Aaronem „Projeck” Butlerem. W ostatnich latach opublikował on multum projektów – mixtape’ów, albumów i singli. Do najważniejszych dotychczasowych płyt Jeremiah Jae należą „Raw Money Raps”, „Rawhyde” (z Oliverem the 2nd), „Rappayamantantra” i seria „Yard Sale”. Po tych produkcjach przyszedł czas na zmierzenie się z oryginalną atmosferą towarzyszącą beatom L’Orange’a. „The Night Took Us In Like Family” to zderzenie dwóch specyficznych artystów, którzy wspólnie utworzyli wyjątkowy świat skryty pomiędzy ich nagraniami.

    Longplay zadebiutował 21 kwietnia. Wszyscy słuchacze mający wcześniej do czynienia z twórczością obu wykonawców mogli z góry zakładać wydanie przez duet specyficznie brzmiącego albumu. Już pierwsze single zwiastujące płytę – „Taken By The Night”„Ice Obsidian” – uchyliły rąbka tajemnicy, jaką będzie skrywało pełne LP amerykańskich twórców. Po otrzymaniu do rąk „The Night Took Us In Like Family” tych zagadek znacznie przybyło. Autorzy wydawnictwa nakreślili zagadkowy i pełen niedopowiedzeń krajobraz osadzony gdzieś w miejskich realiach. Eksploracja terenu rządzonego przez typów spod ciemnej gwiazdy powinna odbywać się po zapadnięciu zmroku, co posiada pewien wydźwięk na tym materiale. L’Orange zatroszczył się o przyciągającą uwagę i momentami niepokojącą warstwę muzyczną. Jeremiah Jae dotrzymał jemu kroku i świetnie odnalazł się na nieschematycznych beatach, opowiadając historie toczące się poza wzrokiem zwykłych zjadaczy chleba. Konceptualny wydźwięk „The Night Took Us In Like Family” podkreślają poszczególne części LP – 5 odsłon podzielono kolejno na ukazanie losów pewnego człowieka o wielu twarzach. Wszystko to wymaga pełnego skupienia i rozszyfrowania łamigłówek akcentowanych wplecionymi dialogami ze starych filmów. Warto odważyć się, aby wyściubić nosa poza swoje cztery ściany i zmierzyć się z realami L’Orange & Jeremiah Jae.

    „The Night Took Us In Like Family” trafiło rzecz jasna na Bandcampa; oprócz tego wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Spotify, Deezera i innych serwisów streamingowych. Album do nabycia w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo promują 4 single – „Ice Obsidian”, „Death Valley”, „Taken By The Night” oraz „Ignore The Man To Your Right”. Do pierwszych dwóch nagrań powstały również videoclipy, natomiast ostatni można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem BC. L’Orange & Jeremiah Jae postarali się o nieschematyczną i przyciągającą uwagę płytę, której należy się uwaga nie tylko ze strony sympatyków alternatywnego rapu.

    Tak na marginesie dodam, że obaj artyści wydali w tym roku jeszcze po jednym projekcie. L’Orange wypuścił kolejną kolaboracyjną płytę („Time? Astonishing!” z Kool Keithem), zaś Jeremiah Jae opublikował „The Decline of Black Anakin EP”.

    Tracklista

    1. Part One: Introducing A Conspicuous Man
    2. Do My Best To Carry On
    3. Ice Obsidian
    4. Underworld
    5. All I Need feat. Gift of Gab
    6. Part Two: God Complex
    7. The Concrete Some Call Home
    8. Ignore The Man To Your Right feat. Homeboy Sandman
    9. Taken By The Night
    10. The Damning
    11. The Lineup
    12. Kicking Glass
    13. Kind of Like Life
    14. Part Four: Revenge & Escape
    15. I Was Invisible Nothing
    16. Death Valley
    17. Starry Eyed Balcony Walkers
    18. Part Five: Macabre
  • Repeated Measures z wciągającą płytą Collapse

    Repeated Measures z wciągającą płytą Collapse

    3–4 minut

    Współczesna scena muzyczna przeżywa liczne problemy. W tym miejscu można wymienić długą listę wszelkiego rodzaju utrapień, jakie nawiedzają tę branżę. Jednym z najczęstszych negatywnych aspektów dotyczących dzisiejszego kształtu środowiska muzycznego jest używanie przez niezliczonej rzeszy artystów identycznych rozwiązań w swoich nagraniach. Istotnie podobne brzmienie utworów dziesiątek wykonawców nie stanowi nic przyjemnego. Wygląda na to, że wręcz większość współczesnych artystów nie zadaje sobie trudu, aby wprowadzić do nagrań autorskie elementy, nadać im oryginalniejszą i bardziej przystępną formę. Przez to nie sposób czasem odróżnić poszczególnych producentów od siebie. Dlatego też twórcy pokroju Repeated Measuresa powinni być szalenie doceniani. Wydany w październiku ub.r. przez amerykańskiego beatmakera album „Collapse” pokazuje, jak można uczynić z produkcji muzycznej prawdziwą sztukę.

    Przy dzisiejszej publikacji ponownie jest wywołany do tablicy niepozorny kalifornijski label New Los Angeles. Oficyna wydawnicza o charakterystycznej nazwie stara się prezentować niesztampową, pozbawioną wszelkich ograniczeń muzykę. Wcześniej na łamach naszego serwisu dokładnie przedstawiłem twórczość jednego z artystów należących do NLA, The Koreatown Oddity’ego. Teraz przyszła kolej na innego członka wytwórni płytowej z Los Angeles, Repeated Measuresa. Twórczość młodego producenta wywodzącego się z Cali a zamieszkałego obecnie w Tokio, pod wieloma względami wyróżnia się na tle innych współczesnych beatmakerów. W swoich nagraniach Christopher Norwood usiłuje łączyć szereg różnych inspiracji, rozciągających się od klasycznego bluesa, przez instrumentalny hip hop, aż po elektronikę. Na ich bazie twórca komponuje utwory zabierające słuchaczy do świata astralnego. Łagodne i zajmujące brzmienie Repeated Measuresa rozciąga się na całą długość „Collapse”.

    Kalifornijski producent nieprzypadkowo dobrał tytuł tego albumu. W trakcie prac nad projektem wykonawca był dwukrotnie hospitalizowany i przeszedł kilka operacji podyktowanych poważnymi problemami z płucami. Po powrocie do zdrowia Repeated Measures zabrał się za skończenie płyty i natychmiastowo postanowił zatytułować swój longplay „Collapse”. Jego największą motywacją stało się oddanie do rąk słuchaczy nieszablonowego projektu określanego mianem „a soulful journey through deep space”. Czy powiodła mu się sztuka stworzenia organicznej płyty dryfującej pomiędzy różnymi odmianami elektroniki? Odpowiedź na powyższe pytanie jest jak najbardziej twierdząca. Blisko 40-minutowe wydawnictwo zaskakuje doskonałym stylem. Repeated Measures świetnie pokazał opinii publicznej, iż nie należy jego traktować jako kalkę szeregu innych współczesnych producentów, których nagrania zlewają się w całość i nie różnią od siebie praktycznie w żaden sposób. Koncept ukazania muzycznej podróży pomiędzy odległymi galaktykami zdał egzamin. Instrumentalny album wypada nader przyjemnie. Już po wstępie w postaci „Shady Trail, Half Moon” oraz „After Parties” czuć drobiazgowo nakreślony charakter płyty. „Let’s Leave This Place”, „Exploration #3 [Just Us]”, „Into The Void” i „Warp Drive” stanowią kolejne istotne stacje orbitalne na LP. Dodatkowego smaczku płycie nadają cuty i wstawki z różnych filmów, w tym ze „Star Treka”. Repeated Measuresa wspierają na tym materiale Phantom Thrett i Remy Kay, dorzucając swoje trzy grosze do powstania soundtracku dedykowanego wszystkim marzycielom o podróżach kosmicznych.

    Po „Collapse” można sięgnąć na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach tego typu. New Los Angeles opublikowało album w wersji elektronicznej i fizycznej. Płyty winylowe nadal pozostają w sprzedaży. Projekt promują dwa singlowe nagrania – otwierające LP „Shady Trail, Half Moon”„Let’s Leave This Place” oraz „Audio Lobotomy Technology”. Do drugiej z tych kompozycji stworzono także teledysk. Repeated Measures wyróżnia się na tle innych beatmakerów z kręgów elektronicznych. Wypada życzyć wychowankowi Cali dużo zdrowia i jak najmniej przeciwności losu przy następnych materiałach. Jak na razie idzie mu całkiem nieźle, o czym dobrze świadczy jego nowa płyta, „West Coast Garage Is Dead.

    Tracklista

    1. Shady Trail, Half Moon
    2. After Parties
    3. The Sound of The Future-Past
    4. Echoes
    5. Exploration #3 [Just Us] feat. Phantom Thrett
    6. Let’s Leave This Place
    7. Our Last Day On Earth feat. Remy Kay
    8. Beyond Our Reach
    9. Desert Bears
    10. Starbase 416 Warp 9
    11. Getting Literally Lifted
    12. Audio Lobotomy Technology
    13. Into The Void
    14. I Don’t Think We’re Alone In Here
    15. Dynamical Space
    16. Warp Drive
    17. Back On Yavin IV feat. Dirty Merlin
    18. Left Behind
  • Kazumi Kaneda prezentuje album Beginning Of Thought

    Kazumi Kaneda prezentuje album Beginning Of Thought

    2–3 minut

    Przy niczym nieograniczonym dostępie do nowych płyt napływających z całego świata można pokusić się o masę spostrzeżeń. Choćby przy okazji tegorocznego lata w USA zmieniono dzień premier płytowych z wtorku na piątek. Amerykanie też starają się na ogół wypuszczać wiele singli zapowiadających każdą płytę. Natomiast u wydawców ze Starego Kontynentu można zauważyć większą dbałość o dokładne opisy projektów i międzynarodową promocję materiałów. W opozycji do nich stoją Australijczycy czy Japończycy, od których nierzadko trudno wyciągnąć większe wprowadzenia do poszczególnych wydawnictw. W związku z powyższym za każdym razem należy doceniać fakt, że wybrani tamtejsi twórcy decydują się na niestandardowe w ich przypadku działania promocyjne. W tym miejscu warto wspomnieć o „Beginning Of Thought” Kazumiego Kanedy, które przewinęło się przez sporo europejskich i amerykańskich stron muzycznych.

    Japońscy producenci są na ogół szalenie ciekawymi postaciami. W przypadku beatmakerów podchodzących z Nippon niemal zawsze pojawia się mocno rozwinięty ich warsztat inspirowany muzyką rozciągającą się od jazzu po korzenny hip hop. Wielu tamtejszych twórców z powodzeniem łączy oba świata muzyczne, co wyraźnie pokazuje twórczość Kazumiego Kanedy. Tokijski multiinstrumentalista (kolejna istotna strona działalności tamtejszych muzyków) przez lata przygotowywał nagrania w domowym zaciszu. Blisko 40-letni wykonawca od dawna żywo interesuje się jazz-hopem i klasycznymi rozwiązaniami używanymi przez producentów pokroju Buckwilda czy J Dilli. Wszystko to znalazło miejsce na premierowej płycie. „Beginning Of Thought” jest utrzymane w świetnym klimacie, który czyni z tego wydawnictwa więcej, aniżeli porządną muzyczną strawę.

    Przy wydaniu i promocji projektu Japończyk podjął współpracę z brytyjskim netlabelem Hard Jazz 7. Właśnie dzięki temu zabiegowi stało się jasne, że materiał trafi do europejskich i amerykańskich serwisów muzycznych, co byłoby mocno wątpliwe, gdyby album był promowany standardowymi metodami przyjmowanymi w Azji Południowo-Wschodniej. Głównym założeniem japońskiego muzyka było ukazanie na płycie dwóch odległych światów – analogowego (opartego na gramofonach Technicsa i syntezatorach) i współczesnego (kojarzonego z oprogramowaniem komputerowym). Zderzenie tych jakże odmiennych realiów przyniosło zaskakująco dobry efekt. „Beginning Of Thought” stanowi kapitalną fuzję brzmień pochodzących z różnego okresu w rozwoju muzyki. Wszystko to skrzętnie Kazumi Kaneda spiął klamrą jazz-hopową. Już od otwierającego longplay „Intro” rzuca się w oczy uszy rozległa wiedza muzyczna, która pozwoliła Japończykowi na odpowiednie dobranie poszczególnych składników na płycie. Wrażliwość, estetyka i odpowiednio przygotowane zaplecze również odegrały niemałe znaczenie na tym albumie. W końcu „A New Day”, „Effective Grid”, „Simple Key” czy „Patchworks” podano z dużym smakiem. Po bliższym zapoznaniu się z „Beginning Of Thought” nietrudno też o skojarzenia przywodzące na myśl projekty wydane naście lat temu. Wystawia to jak najlepszą laurkę produkcji Kanedy. Instrumentalny hip hop podany w jazzowej panierce w wydaniu tokijczyka brzmi znakomicie i wypada to docenić, gdyż teraz niewielu artystów podchodzi do tworzenia muzyki w tak właściwy sposób, jak właśnie bohater dzisiejszego artykułu.

    Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Spotify. Przedsmak pełnego albumu w postaci ponad 16-minutowego miksu znajdziecie na Bandcampie i Hearthis.at. „Beginning Of Thought” trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej (iTunes, Amazon) i fizycznej (płyty kompaktowe). Kazumi Kaneda stworzył w pełni udaną płytę, dzięki której właściwie przedstawił się międzynarodowej publiczności. Już teraz warto wypatrywać kolejnych projektów japońskiego producenta.

    Tracklista

    1. Intro
    2. A New Day
    3. Ring Side
    4. Effective Grid
    5. An Incredible
    6. Simple Key
    7. Interlude
    8. Unity
    9. The Unexplored Region
    10. Patchworks
    11. ZEN
    12. Analog Is Pursued
    13. Sardis
    14. Moderate Lightly
  • Debiutancki album Maribou State – Portraits

    Debiutancki album Maribou State – Portraits

    3–4 minut

    Już kilkakrotnie podkreśliłem, że pierwsze półrocze 2015 roku upłynęło pod znakiem licznych i ważnych przy tym premier płytowych. Liczba klasowych produkcji wypuszczonych w pierwszych dwóch kwartałach zdecydowanie przyćmiewa analogiczny okres 2014 roku. Wszyscy ci, którzy chcieliby pokusić się o podsumowanie minionych 6 miesięcy, powinni pamiętać też o istotnej rzeczy. W tym roku przyciągające uwagę materiały ukazują się w różnych zakątkach świata, a ich autorami są często twórcy przekraczający granice pomiędzy nurtami muzycznymi. Wystarczy spojrzeć na różnorodność brytyjskiej sceny, aby szybko to pojąć. Kwabs, Ghostpoet, Young Fathers, Denai Moore, Jamie xx można przypisać do powyższego grona wykonawców. Obok nich wypada postawić również Maribou State. Wydany w czerwcu przez tę formację album „Portraits” powstał z ogromnym polotem i swobodą.

    W tych czasach dziesiątki twórców usiłuje odkryć przepis na nową jakość w muzyce i przetrzeć niezbadane wcześniej szlaki muzyczne. W ten krajobraz wpisuje się też brytyjski duet Maribou State. Formacja powstała przed kilkoma laty z inicjatywy Chrisa Davidsa i Liama Ivory’ego. Pomimo tego iż obaj pochodzą z Potten End (Herts), to początków ich działalności należy szukać w Leeds. Właśnie w tym mieście młodzi Brytyjczycy studiowali i w trakcie nauki ich drogi na dobre skrzyżowały się.

    Brytyjscy producenci przeszli drogę podobną do wielu innych przedstawicieli nowej szkoły. Przez pierwsze miesiące Maribou State zajmowało się głównie tworzeniem remiksów, sięgając przy tym po repertuar Kelis, Lany del Ray, Crookers, Kastle, Ultraísty i wielu innych artystów. W ten sposób uzyskali oni rozgłos w sieci i zdobyli uznanie w oczach niejednego prowadzącego audycje w brytyjskich stacjach muzycznych. Po tym okresie przyszła kolej na pierwsze obszerniejsze wydawnictwa MS. W latach 2012-13 grupa wypuściła kilka obiecujących projektów, w tym „Beginnings”, „Native EP” i „Scarlett Groove”. Szczególnie pierwszy z tych materiałów, rozszerzony o remiksy innych twórców, wywarł spore wrażenie na sympatyków szeroko pojętej elektroniki. Po tej serii duet producencki poszedł za ciosem, wydając w tym roku pełnoprawny debiutancki longplay. „Portraits” stanowi duże wydarzenie, i to nie tylko w Wielkiej Brytanii.

    Od premiery płyty minęło ponad dwa miesiące. Chris Davids i Liam Ivory spędzili 18 miesięcy (współdzielone z koncertowaniem) na tworzeniu utworów na ich najważniejsze wydawnictwo, jak do tej pory. Brytyjczycy mieli świadomość, iż ich stale powiększająca się grupa docelowa i serwisy muzyczne oczekiwali od nich co najmniej dobrego projektu. Oczekiwania wobec ich longplaya wzrosły także po przemyślanym wyborze wydawcy – w końcu Counter Records należy do coraz lepszego labelu. Jak się okazało, bohaterowie tego artykułu udźwignęli presję i nagrali wyrównaną i przyciągającą uwagę słuchaczy płytę. „Portraits” to piękna odpowiedź na to, w jaki sposób tworzyć muzykę osadzoną w klimatach elektronicznych i przejawiającą przy tym spory potencjał imprezowy. Już single zwiastujące album z „Rituals” na czele, dobitnie pokazały, iż brytyjska grupa ma smykałkę nie tylko do tworzenia alternatywnych wersji innych nagrań. Klimatyczne ścieżki zgromadzone na LP podano w skrzętnie przygotowanej otoczce. Maribou State zależało na skompletowaniu rozbudowanych utworów, rozciągających się od popu, aż po mariaż brzmień organicznych i syntetycznych. Warto podkreślić, że czerwcowy album zyskał dodatkowe smaczki dzięki utworom z wokalistami. „Steal”, „Say More” i „Midas”, „The Clown” delikatnie komponują się z genialnym „Raincoats”, „Rituals” czy „Home”. Tak oto dobrana paleta barw posłużyła do namalowania jedynego w swoim rodzaju muzycznego obrazu.

    Premierowy album formacji pojawił się na Bandcampie oraz pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itp.). „Portraits” trafiło do obiegu w formacie elektronicznym i fizycznym. Dużą popularnością pośród słuchaczy cieszy się winylowe wydanie płyty (oprócz tego można nabyć materiał na kompaktach). Maribou State wespół z Counter Records skupili swoje działania marketingowe na trzech singlach – „Rituals”, „The Clown” i „Wallflower”. Pierwszy z tych utworów ukazał się na singlu winylowym, zaś drugi doczekał się licznych remiksów autorstwa Toma Demaca, Axela Bomana, Gang Colours czy Johna Beltrana. Chris Davids i Liam Ivory stworzyli jeden z najbardziej przebojowych projektów pierwszego półrocza 2015 roku, który bez wątpienia stanowi kluczowy moment i punkt zwrotny w ich dotychczasowej działalności na scenie muzycznej.

    Tracklista

    1. Home
    2. The Clown feat. Pedestrian
    3. Rituals
    4. Steal feat. Holly Walker
    5. Wallflower
    6. Say More feat. Jono McCleery
    7. Raincoats
    8. Midas feat. Holly Walker
    9. Natural Fools
    10. Varkala
  • Darmowy album: An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space Vol. 1-2

    Darmowy album: An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space Vol. 1-2

    3–5 minut

    W branży muzycznej coraz większą sympatią cieszą się wszelkiego rodzaju miksy i mash-upy. Kreatywność niektórych twórców wykracza daleko poza wyobrażenia przeciętnych słuchaczy. Praktycznie w każdym zakątku globu powstają kapitalne projekty wykorzystujące świetne i nietuzinkowe pomysły. Niektóre materiały przypisane do tej niszy następnie potrafią osiągać popularność porównywalną z autorskimi płytami, niekiedy nawet przewyższając pod tym względem wydawane dopiero co produkcje. W tym roku pojawiło się multum wyjątkowych miksów oraz mash-upów. Wystarczy tutaj tylko wymienić „Origins Of The Villain” czy „An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space Vol. 1-2”. Drugi z tych projektów to majstersztyk w każdym calu, który w dodatku pojawił się w sieci zupełnie znikąd.

    Od kilku lat miksy, mash-upy i pokrewne projekty cieszą się rosnącą popularnością na świecie. Nierzadko też (nie)zwykłe audycje radiowe są cieplej odbierane przez słuchaczy, aniżeli nowe płyty wypuszczane przez solistów i grupy muzyczne. W tym gronie należy umieścić „An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space Vol. 1-2”. Jednak pod pewnymi względami podwójne wydawnictwo opublikowane w pierwszym kwartale roku wyróżnia się na tle pozostałych mixtape’ów.

    Materiał krąży w sieci od ponad pół roku. Pomimo tego iż już od premiery mash-upu minęło już dużo czasu, to nadal nie brakuje licznych zagwozdek towarzyszących temu niecodziennemu projektowi. Przede wszystkim, to twórca tego niewiarygodnego dzieła pozostaje owiany tajemnicą. Przez sieć przetoczyło się sporo dyskusji odnośnie tajemniczego autora „An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space Vol. 1-2”, który nie zamierza ujawniać swojej tożsamości. W dzisiejszych czasach rzadko mamy do czynienia z tak obraną taktyką, lecz trzeba otwarcie przyznać, iż zastosowany pomysł mocno przyjął się i przyciągnął znacznie więcej odbiorców. W takim razie wypada zadać pytanie: w czym tkwi niezwykłość tego projektu

    Dwuczęściowy mixtape ukazał się w 51. rocznicę pierwszej wizyty The Beatles w Stanach Zjednoczonych. Natomiast tytuł materiału zaczerpnięto z singla „Pepperland” pochodzącego z kultowego „Yellow Submarine”. Co ciekawe, „An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space Vol. 1-2” (kapitalna okładka!) opublikowano na Soundcloudzie na fikcyjnym profilu George’a Martina – tak właśnie nazywał się producent utworu brytyjskiej formacji. Wychodząc z tego punktu założenia postanowiono połączyć nagrania The Beatles z produkcjami legend hip hopowych. Na pierwszy rzut oka, wydaje się to misją niemożliwą, gdyż potrzeba ku temu nie lada znajomości twórczości Brytyjczyków i dziesiątek artystów rapowych. Jednak w tym szaleństwie jest metoda. Dwugodzinne wydawnictwo obejmuje aż 48 tłustych i doskonale skleconych nagrań. Na trackliście figurują ścieżki prawdziwych tuzów hip hopowych, od Nasa, przez Large Professora, The Notoriusa B.I.G., Rakima, aż po Edana i J-Live’a. Wszystko to poddano drobiazgowej obróbce, niesłychanie precyzyjnym cięciom i połączono w wyśmienitą całość. Cut’n’paste na światowym poziomie (Steinski byłby dumny z autora tej produkcji), dzięki któremu uzyskano niebywały wręcz efekt. Co więcej, wszystko to rozszerzono o wyimaginowaną historię towarzyszącą podróży The Beatles do USA – kolejna rzecz zachęcająca do sięgnięcia po ten projekt. Kto by pomyślał, że muzyka grupy z Liverpoolu może tak elegancko łączyć się ze zwrotkami tuzów hip hopowych.

    Jak ww. projekt udostępniono w całości do odsłuchu na Soundcloudzie. „An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space Vol. 1-2” można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem poniższego odnośnika, do czego zachęcam ze względu na doskonałe bonusowe materiały dołączone do całego materiału. W zeszłym roku Amerigo Gazaway stworzył „Yasiin Gaye”, który był jednym z najlepszych wydawnictw minionych 12 miesięcy. Z kolei na koniec tego roku w identycznym zestawieniu znajdzie się na pewno mash-up The Beatles i legend hip hopowych.

    DOWNLOAD „An Adventure To Pepperland Through Rhyme & Space Vol. 1-2”

    Tracklista

    Część 1

    1. Intro
    2. Edan – Hello Hello
    3. Big Daddy Kane – Mr Mustard
    4. Rakim – Second To None
    5. The Notorius B.I.G. – Taxman
    6. Nas – Gentle Thief
    7. Large Professor – Where I’m From
    8. Talib Kweli & Bun B – Country Grammar
    9. J-Live – Parlay
    10. Salt-N-Peppa – Twist
    11. Busta Rhymes – Birthday Dedication
    12. Masta Ace, Percee P, Lord Finesse, Frankie Cutlass, Easy Mo Bee & KRS-One – Open Mic Session Pt. 1
    13. YZ – Number Nine
    14. Heltah Skeltah – Self Titled
    15. M.O.P. – Bang Bang
    16. Kool G Rap – Pepper
    17. Public Enemy – Bring Your Friends
    18. MC Shan – Interlude / Bridge
    19. Artifacts – Last Forever
    20. Freddie Foxxx – For The Children
    21. Spoonie Gee – Ringo’s Big Beat Theme
    22. Ultramagnetic MC’s – Hold Poppa’s Large Hand
    23. Kool G Rap, Big Daddy Kane & Rakim – Open Mic Session Pt. 2
    24. Run-D.M.C. & Afrika Bambaataa – The End
    25. Wu-Tang Clan – Circles
    26. Ol’ Dirty Bastard, Buckshot , Masta Ace & Special Ed – Brooklyn Walrus

    Część 2

    1. Intro
    2. Slick Rick – Secrets
    3. GZA – Beneath The Diamond Sky
    4. Busta Rhymes – Within Tomorrow
    5. Sunz Of Man – The Beginning
    6. RZA & Rugged Monk – Gentle Drama
    7. KRS-One & Channel Live – Becausizm
    8. Tha Alkaholiks – Mary Jane
    9. Viktor Vaughn – Bong Water
    10. Hold On
    11. Ghostface Killah & Beyonce – Love In Summertime
    12. Jay-Z & Beyonce – And I Lover Her Crazy
    13. MC Lyte – Ruffneck Soldier
    14. Beastie Boys – Hey!
    15. Large Professor – Get Back To The City
    16. Nas – Hard To Leave Home
    17. AZ – The Flyest
    18. Hieroglyphics – And Who?
    19. The Notorious B.I.G. – Lonely Thoughts
    20. Gravediggaz – Can You Dig It?
    21. Tupac & Scarface – How To Smile
    22. AZ, Raekwon & Ghostface Killah – A Day In New York
  • Instrumentalny świat Wesa Pendletona na Vine

    Instrumentalny świat Wesa Pendletona na Vine

    3–4 minut

    W Stanach Zjednoczonych rap chrześcijański od dawna ma się więcej, niż tylko porządnie. Niejeden artysta utożsamiany z tymi kręgami wybił się w znaczny sposób; wystarczy spojrzeć na rozwój karier muzycznych Lecrae’a czy Dereka Minora. Wykonawcy związany z tą odsłoną rapu mogą liczyć na silne wsparcie mediów i słuchaczy. Rapzilla to swoista mekka twórców chrześcijańskich, wywierający znaczny wpływ na ogólny kształt tej odsłony hip hopu. Obok tego serwisu od dłuższego okresu wiele do powiedzenia ma również Sphere Of Hip-Hop. Otóż z tym sklepem i agencją promocyjną współpracuje wielu wykonawców i wydawców. Wśród nich znajdziemy osoby z kręgu Illect Recordings. W tym roku ukazało się sporo wartościowych płyt z tego obozu, w tym instrumentalna płyta „Vine” producenta Wesa Pendletona.

    Filadelfijscy artyści zasłużyli się dla muzyki hip hopowej pod wieloma względami, i to nie tylko mam tutaj na myśli Schoolly’ego-D, DJ’a Jazzy Jeffa, The Roots czy Jedi Mind Tricks. Piękne tradycje hip hopowe są nadal kontynuowane w Philly, o czym przekonuje choćby postać Wesa Pendletona. Wychowanek Miasta Braterskiej Miłości to orędownik soulfulowych klimatów hip hopowych, co ma odzwierciedlenie w jego nagraniach.

    Amerykański beatmaker przygotowuje muzykę w domowym zaciszu już od ładnych kilku lat. Jednak dopiero od 2013 roku przebił się on do świadomości sympatyków niezależnych kręgów producenckich. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy Wesa Pendleton wypuścił sporą garść wartościowych projektów. Wszystko zaczęło się od opublikowanego 2,5 roku temu „PADS”. W ub.r. filadelfijczyk pozytywnie zaskoczył serią EP-ek. Po „Renewal”, „Refined” i „LoopWhole” zrobiło się o nim całkiem głośno w undergroundzie. Zamieszanie powstałe wokół artysty związanego z Illect Recordings doprowadziło do zainteresowania się jego osobą przez inny label – Mellow Orange Music. W końcu WP dobitnie pokazał, iż nie ma czego wstydzić się względem bardziej znanych producentów, a swój kunszt udowodnił również na płytach nagranych wespół z raperami – Tragic Hero („The Resistance”) i Taelorem Grayem („Middle Clash EP”). Blisko dwa miesiącu temu ujrzał światło dzienne jego kolejny materiał – „Vine” – będący kolejnym potwierdzeniem skali jego talentu.

    Promocja materiału rozpoczęła się w połowie czerwca. Po krótkim wstępie, wydawnictwo trafiło do obiegu tuż przed rozpoczęciem drugiej połowy roku. Oprócz dokonań z innymi twórcami, jak na razie czerwcowy projekt stanowi najdłuższą płytę w dorobku przedstawiciela Philly. Wszyscy ci, którzy do tej pory mieli styczność z nagrania Wesa Pendletona, doskonale wiedzą o urokliwym klimacie jego utworów. Na zawartość „Vine” składa się 19 ścieżek. Instrumentalna płyta nawiązuje do poprzednich materiałów beatmakera. Przytulne i ciepłe brzmienie przyjemnie roztacza się nad produkcjami tego artysty. Całość wydawnictwa trzyma równy poziom, aczkolwiek trzeba podkreślić fakt, iż WP najlepiej wypada przy dłuższych nagraniach. „Say Anything”, „But You Doubt It” (piękny utwór), „Have It All”, „Even Still” stanowią swoiste wizytówki tego mini-albumu, to właśnie te kompozycje stworzono z największym polotem. Szkoda tylko, że pozostałe instrumentale na „Vine” są tak okrojone, ale taka już specyfika dzisiejszej póki producenckiej. Jednak w przyszłości Wes Pendleton mógłby pokusić się o stworzenie albumu opartego o dłuższe nagrania, gdyż momentami aż prosi się, aby pokazał swoje umiejętności w większym zakresie.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie. „Vine” ukazało się w formacie cyfrowym i fizycznym. Kasety cieszyły się sporym zainteresowaniem kupujących i szybko rozeszły się między słuchaczami. Produkcję promuje seria singli – „Wake Up”, „Have It All”, „Lock & Keys” oraz „I Got It”. Wes Pendleton kontynuuje udaną serię wydawniczą. Wraz z kolejnymi płytami nagrania filadelfijskiego producenta powinny docierać do coraz większego spektrum odbiorców. Amerykanin zasługuje na to bez dwóch zdań. Na koniec wypada też wspomnieć o tym, że na co dzień z Illect Recordings współpracuje więcej utalentowanych i niedocenianych wykonawców, których twórczość zasługuje na większe uznanie w świecie muzycznym.

    Tracklista

    1. Wake Up
    2. Say Anything
    3. I Got It
    4. But You Doubt It
    5. Open Your Eyes
    6. Dolo
    7. The Q
    8. Have It All
    9. All We Did
    10. Back In
    11. All There Is
    12. Lock & Keys
    13. Won’t Get Far
    14. Even Still
    15. Nature
    16. Summer Groove
    17. La-La
    18. Baybeh
    19. Just Us
  • Reedycja płyty Radiusa – Time Travel Is Real

    Reedycja płyty Radiusa – Time Travel Is Real

    3–5 minut

    Płyty winylowe są obecnie powszechnie dostępne. Wraz z triumfalnym powrotem tego nośnika wielu artystów i wydawców skupiło się na publikowaniu muzyki właśnie na woskach. Wzmożony ruch w interesie można zaobserwować szczególnie pośród niezależnych twórców. W tym momencie niektórzy z nich wręcz traktują wydawanie winyli za największy ze swoich priorytetów. Oczywiście przynosi to różne efekty, ponieważ nakłady wielu nowych płyt schodzą bardzo powoli. Do tego w Stanach Zjednoczonych występują problemy natury technicznej – tłocznie otrzymują za dużo zleceń i nie wyrabiają się z terminami. Z drugiej strony, sporo wartościowych materiałów uprzednio publikowanych w innych formatach dostaje nowe życie, pojawiając się na winylach. Akurat tę drogę przybyło „Time Travel Is Real” Radiusa.

    Już wielokrotnie podkreślałem, że chicagowska scena muzyczna należy do jednych z najbardziej zajmujących na terenie Stanów Zjednoczonych. Dotyczy to nie tylko półki hip hopowej, ale też kręgów house’owych i instrumentalnych. Wszystkie powyższe nurty łączy muzyka Radiusa. Wychowanek owianej złą sławą południowej części Wietrznego Miasta tworzy nagrania już od blisko 15 lat. Początkowe lata spędził on na licznych imprezach spod szyldu beat battle oraz na graniu koncertów. Beatmaker otwierał imprezy dla wielu (u)znanych twórców – DJ’a Shadowa, Nightmares On Wax, Blu & Exile’a, Oddiseego czy Thaviusa Becka. Po drodze założył on wraz ze swoimi kompanami dwie formacje – LAGOS (należy do niej też Leo 123 z Dark Party) oraz Beyond Luck (drugim członkiem grupy jest DJ Moppy). Doświadczenia wyniesione z eventów zaprocentowały jego studyjnych płytach.

    Debiutancki album Radiusa, „Neighborhood Suicide”, trafił do obiegu w 2008 roku. Projekt wydany nakładem The Secret Life Of Sound okazał się właściwym wstępem do jego dalszych wydawnictw. Następne lata przyniosły „Scatterbrain Tapes Vol. 1”, „Etc…” i singiel winylowy „Standing On Pluto (In My Peacoat)”. W międzyczasie artysta założył oficynę wydawniczą Etc Records, pod szyldem której rozpoczął publikację materiałów innych twórców. 2013 rok przyniósł dwie nowe jego produkcje – „Infinite Roots Vol. 1” oraz „Minimal Chops & Loops In Dub Vol.1”. Po serii dobrze przyjętych płyt Radius otrzymał zaproszenie na trasę koncertową po Japonii. W ramach przygotowań do tego touru chicagowski wykonawca przygotował specjalną EP-kę – „Time Travel Is Real”. Po roku zdecydował się on odświeżyć tę instrumentalną płytę, realizując marzenia o winylowym wydaniu materiału.

    Wydawnictwo w postaci mini-albumu trafiło do obiegu nieco ponad rok temu. Oryginalne wydanie płyty zawierało 7 utworów i posiadało podtytuł „A Prelude To Japan…”. EP-ka wydana rok temu okazała się sukcesem i nawet wiele miesięcy po jej premierzy pojawiały się artykuły o niej; nie brakowało również zainteresowania materiałem wśród słuchaczy. W związku z tym Radius postanowił wyjść naprzeciw oczekiwaniom odbiorców, dokonując reedycji produkcji. Po udanej kampanii crowdfundingowej przeprowadzonej na Indiegogo stało się jasne, że doczekamy się godnego wydania „Time Travel Is Real” na wosku. Przed wypuszczeniem reedycji wydawnictwo doczekało się swoistego liftingu – EP-kę rozszerzono o 4 nowe utwory, dzięki którym już nie należy mówić o płycie w formie preludium czy dodatku do trasy koncertowej. W tej chwili mamy do czynienia z albumem zrealizowanym przez rasowego beatmakera. Przy nawet pobieżnym zapoznaniu się z zawartością projektu rzuca się w oczy uszy kunszt producencki Radiusa. Instrumentalny longplay swobodnie dryfuje pomiędzy różnymi stylami i odmianami muzycznymi, zgrabnie łącząc poszczególne elementy w całość. Zmienne tempo, rozbudowane nagrania, dbałość o najmniejsze detale i kapitalne wprowadzanie słuchacza do kreowanego przez siebie świata – wszystko to cechuje autora „Time Travel Is Real”. Płyta nagrana w Chicago, na Hawajach i w St. Louis nie ma tak naprawdę ani jednego gorszego momentu, co sprawia, iż jest produktem niemal kompletnym.Wystarczy tylko przyłożyć bliżej ucho do „One For Ferguson (Healing Factor)”, „Melanin Starburst”, „Skyliner Hologram” czy „Orange ST.”, aby przekonać się o prawdziwości tych słów.

    Pierwsze wydanie „Time Travel Is Real” można odsłuchać na Spotify, Deezerze i pokrewnych serwisach. Rozszerzona wersja wydawnictwa ukazała się na Bandcampie. Oryginalna wersja płyty pojawiła się na taśmach, które trafiły do obiegu przy współpracy z I had An Accident Records. W tej chwili trwa przedsprzedaż winylowego wydania albumu (woski w sprzedaży od 4 września). Radius odpowiada za jeden z najbardziej klimatyczny i urzekających instrumentalnych materiałów ostatnich lat. Panie i panowie, czapki z głów. Na marginesie, to miłośnicy niestandardowych płyt instrumentalnych powinni docenić nadchodzące projekty tego artysty, których powinno być naprawdę sporo.

    Tracklista

    1. Time Traveling 101 (Oahu to Osaka)
    2. One For Ferguson (Healing Factor)
    3. Bullet Trains Will Leave Me Broke
    4. Melanin Starburst
    5. ShRoOmsSs…
    6. Aquatic Sunset Sirens
    7. All Respects To Sonotheque
    8. Skyliner Hologram
    9. Bourgainserge
    10. Overnight Bus Excursion (Namba To Shinjuku)
    11. Orange ST.
  • AKD i Deepstar podają przepis na Universal Language

    AKD i Deepstar podają przepis na Universal Language

    3–4 minut

    11 sierpnia wypadła 42. rocznica powstania hip hopu. Wszyscy pionierzy tej kultury nie mogli przypuszczać, iż w tak zawrotnym tempie jej poszczególne elementy zawędrują również na pozostałe kontynenty. Globalizacja hip hopu przebiegła nad wyraz sprawnie, a jej motorami napędowymi było graffiti, bboying i DJ-ing. W dalszych latach, i z jeszcze większym skutkiem, kultura hip hopowa rozprzestrzeniła się na całej kuli ziemskiej poprzez rap. Po wielu latach każdy przeciętny słuchacz posiada niczym nieograniczony dostęp do płyt rapowych z różnych stron świata, których pewna część powstaje w wyniki międzynarodowych kolaboracji pomiędzy artystami. W marcu ukazał się wspólny album niepozornego duetu AKD & Deepstar, „Universal Language”. Brytyjsko-australijska współpraca przyniosła nader zaskakujący efekt w postaci tłustej boom-bapowej produkcji.

    Boom-bap pozostaje żywy w niejednym miejscu na świecie. Klasyczna forma muzyki hip hopowej jest pielęgnowana również przez bohaterów dzisiejszego artykułu. AKD & Deepstar wychowali się na kultowych artystach i wydawnictwach z lat 80. i 90.tych. Obaj artyści pozostają wierni korzeniom hip hopu, co przełożyło się na tworzenie przez nich rapu o tradycyjnym posmaku. Pomimo tego iż na co dzień dzielą ich tysiące kilometrów (pierwszy z nich mieszka w Wielkiej Brytanii, zaś drugi w australijskim Perth). „Universal Language” stanowi dla obu artystów pierwszy poważny projekt. Niektórzy mogliby przypuszczać, iż bez większych przygotowań duet nie będzie w stanie stworzyć wartościowej płyty, ale nic bardziej mylnego. Undergroundowi wykonawcy przy pomocy swoich gości nagrali tłusty longplay, który jest najlepszą odpowiedzią na to, że hip hop nadal może być uniwersalnym językiem łączącym ludzi z różnych stron globu.

    AKD & Deepstar nagrywają wspólnie muzykę od pewnego okresu. Jednak sporo czasu minęło zanim doczekaliśmy się premiery ich debiutanckiego wydawnictwa. Już ponad rok temu pojawiły się pierwsze informacje dotyczące longplayu, a także premierowe single zwiastujące płytę. Po obiecującym początku w postaci „No Mercy” (utwór trafił do wielu krajów i przewinął się przez sporo stron muzycznych) i „Familiar Names” można było oczekiwać od międzynarodowego duetu solidnej porcji współczesnego boom-bapu. Pierwotnie płyta miała ukazać się we wrześniu 2014 roku, ale ostatecznie trafiła do odbiorców w marcu tego roku. Przesunięcie terminu premiery nie wyrządziło szkody materiałowi głównie za sprawą charakteru pełnego LP. Począwszy od warstwy lirycznej, przez dobór gości oraz warstwę muzyczną wszystko na „Universal Language” posiada uniwersalny i przystępny wymiar. 21 nagrań składających się na całość produkcji (uzupełnionych o 2 remiksy, jeden autorstwa Confidence’a) wypada więcej, aniżeli jedynie porządnie. AKD to materiał na rasowego rapera. Emcee o ghańskich korzeniach charakteryzuje się wyrobionym i pewnym flow, a także znajomością sztuki tworzenia właściwie rozłożonych tekstów. Deepstar lubuje się w beatach opartych o soulowe i jazzowe sample, dokładając do nich mocne brzmienie perkusji. Jednym słowem – duet świetnie uzupełnia się i na wstępie widać, że obaj artyści bezproblemowo dogadują się między sobą, wiedząc od początku do końca, jaki końcowy efekt chcą osiągnąć w swoich utworach. Na „Universal Language” nie zabrakło też miejsca dla licznych gości. Masta Ace, Rapsody, Sadat X, Tragedy Khadafi, Rob Swift, MC Dälek, A.G., G.dot & Born i inni udzielili się na tej płycie. Pojawił się także polski pierwiastek w postaci DJ’a Dave’a Younga. Wszyscy dołożyli swoje cegiełki do zrealizowania odpowiednio przygotowanego neo boom-bapowego albumu.

    Projekt trafił na Bandcampa oraz inne serwisy streamingowe (Soundcloud, Spotify, Deezer, itd.). „Universal Language” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe). Album promuje szereg singli – „Familiar Names”, „Artistry”, „No Mercy”, „Dead Live”, „One & The Same” i „All In The Mind”. Do pierwszych czterech utworów powstały również videoclipy (w przygotowaniu obrazy do pozostałych tracków). AKD & Deepstar odpowiadają za nagranie jednej z lepszych tegorocznych płyt. Właśnie takie wydawnictwa przypominają o podstawowych zasadach hip hopu i stanowią piękny hołd dla tej kultury.

    Aktualizacja: W lutym 2016 roku nakładem francuskiego Effiscienz ukazała się winylowa wersja albumu. „Universal Language” nadal do kupienia na Bandcampie.

    Tracklista

    1. Connection Intro
    2. One & The Same feat. Rapsody
    3. No Mercy feat. AG
    4. All In The Mind feat. Tragedy Khadafi, Nutso & Rob Swift
    5. Lauryn Said
    6. A Yo feat. Eunice & DJ SRG
    7. Familiar Names
    8. Language Universal feat. Dälek
    9. Dead Live feat. Cyclonious
    10. Dead Wax Radio
    11. Good Evening feat. Tanaya Harper
    12. No Time To Waste
    13. Untold Degrees feat. Night Pro & DJ Dave Young
    14. Good Poison feat. Sadat X
    15. The Candle feat. Big Cakes & Phoenix Da Icefire
    16. Artistry feat. Masta Ace
    17. Be For Real feat. G.dot & Born
    18. What Happened feat. Stealth
    19. Sojourn
    20. No Mercy (Confidence Remix)
    21. The Candle (Deepstar Remix)
  • Blueprint z nowym albumem – King No Crown

    Blueprint z nowym albumem – King No Crown

    4–5 minut

    W okresie rozkwitu undergroundu, czyli ponad dekadę temu, działało multum wykonawców. Po latach część z nich definitywnie pożegnała się z branżą muzyczną, zaś pozostali nadal zajmują się wydawaniem płyt. Analizując współczesne kręgi hip hopowe łatwo dostrzeżmy, że wiele postaci sprzed lat cieszy się teraz ogromną wręcz popularnością na całej kuli ziemskiej. Wystarczy tutaj wymienić Atmosphere, Mos Defa (aka Yasiina Beya), Taliba Kweliego, R.A. The Rugged Mana, MF Dooma czy Madliba, aby przekonać się o prawdziwości powyższych słów. Obok nich można też wymienić liczne grono nieco mniej znanych artystów, ale również takich, którzy mogą pochwalić się stałą obecnością w poważanych mediach i wsparciem słuchaczy. Jednym z takich twórców jest Blueprint. W kwietniu ukazał się nowy album rapera i producenta w jednym – „King No Crown”.

    Ohio nigdy nie znajdowało się w centrum uwagi fanów rapu. Wykonawcy z tego stanu zawsze mieli pod górkę, ale trzeba przyznać, że co najmniej kilkoro artystów stamtąd dobrze poradziło sobie na scenie hip hopowej. Akurat jednym z nich jest bohater dzisiejszego artykułu. Poprzez liczne swoje dokonania Blueprint nie bez kozery jest uznawany przez wiele osób za ostoję undergroundu. Wychowanek Columbus zasłużył sobie na tę pozycję licznymi, i co ważne, wartościowymi wydawnictwami. Na jego solowym koncie znajduje się kilkanaście materiałów sukcesywnie gromadzonych od pierwszej połowy poprzedniej dekady. „The Weightroom”, „1988”, „Sign Language”, „Adventures In Counter Culture”, „Who EP”, „Respect The Architect” – wszystkie te projekty prezentowały wysoką jakość nagrań i znakomicie pokazywały umiejętności artysty zarówno w roli rapera, jak i producenta.

    Równie istotne znaczenie w działalności założyciela Weightless Records miały jego kolaboracje z innymi twórcami. Do undergroundowych annałów przeszły jego nagrania z RJD2 w ramach grupy Soul Position. „Unlimited EP”, „8 Million Stories” oraz „Things Go Better With RJ And Al” należą do klasyki niezależnej strony rapu („Right Place, Wrong Time” to jeden z moich ulubionych utworów hip hopowych). Oprócz tego Blueprint współtworzy wraz z Illogiciem grupę Greenhouse Effect (dawniej do zespołu należeli również Inkwell i Manifest). „Life Sentences”, „Columbus Or Bust” czy też pochodzące sprzed dwóch lat „Bend But Don’t Break” wypadły naprawdę zadowalająco. Albert Shepard nadal ma wiele do udowodnienia na scenie hip hopowej o czym przekonuje jego tegoroczny longplay – „King No Crown”. Do tego wydawnictwa dołączył on głównie instrumentalny materiał, „Knight Takes Queen”.

    Płyta ukazała się tuż przed premierą „King No Crown”. Właściciel Weightless Recordings najwyraźniej stwierdził, że projekt zawierający niepublikowane dotąd utwory powstałe przy zbieraniu materiału na nowy album będzie właściwym dodatkiem do kampanii promocyjnej LP. Na tym projekcie Blueprint skupił się na ukazaniu siebie jako producenta nie stroniącego od licznych eksperymentów. W tym celu postarał się on o alternatywne brzmienie tego mini-albumu, co wyszło mu naprawdę z porządnym skutkiem. Klimatyczne i dalekie od schematów utworu pokroju „Blind Horizon”, „The Chase Scene” i „Locked and Loaded” czynią z „Knight Takes Queen” interesującego wydawnictwo. Materiał uzupełnia jedyny utwór z wokalami, „Just Move”.

    „Knight Takes Queen” trafiło na Bandcampa. Projekt można pobrać w wersji cyfrowej za pośrednictwem BC. Wprowadzenie do „King No Crown” promuje teledysk nakręcony do „Just Move”.

    Tracklista

    1. Dusty Digits
    2. Walk the Plank
    3. Blind Horizon
    4. Nightcrawler’s Theme
    5. Just Move
    6. Funk Measures
    7. The Chase Scene
    8. Locked and Loaded
    9. Improve Night

    „Knight Takes Queen” okazało się odpowiednim przetarciem przed daniem głównym w postaci pełnego albumu Blueprinta. Wcześniej niespotykane pomysły i rozwiązania muzyczne zastosowane na tym projekcie znalazły także swoje odzwierciedlenie na nowym longplayu mieszkańca Ohio. W przypadku „King No Crown” też mamy do czynienia z licznymi eksperymentami ekstrawaganckiego artysty. Od strony muzycznym na kwietniowym albumie połączył on boom-bapowe brzmienie przeniesione z „Respect The Architect” z urozmaiconą i alternatywną warstwą przypominającą o „Adventures In Counter Culture”. W ostatecznym rozrachunku wyszła z tego odważna mikstura, która utrzymuje w napięciu i zaciekawieniu od „The Talented Tenth” do „Great Eyedeas Never Die”. Właśnie drugi z tych utworów to swoista wizytówka płyty – piękny tribute poświęcony Eyedei dobitnie udowadnia wielkość Blueprinta. Tak po prawdzie, cały album można uznać za wyjątkowy hołd złożony kulturze hip hopowej. Teksty poszczególnych nagrań ocierają się o poezję i pokazują, iż autor longplaya nadal pozostaje w formie. Wystarczy uważnie rozłożyć na składowe „Not Afraid of the Dark”, „Persevere” (brakuje teraz podobnie szczerych ścieżek u innych wykonawców) „As Long As it Takes” czy też „Maybe My Generation” z Illogikiem, aby przekonać się o wielkości tego artysty.

    Wydawnictwo znajdziecie na Bandcampie, Soundcloudzie i pozostałych serwisach streamingowych. „King No Crown” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej. Wszystkie wydania projektu (płyty kompaktowe i winylowe z różnymi bonusami) są dostępne do nabycia za pośrednictwem sklepu Weightless Recordings. Oprócz ww. kompilacji „Knight Takes Queen”, materiał promują dwa single – „Persevere”, „The Talented Tenth”, „Great Eyedeas Never Die” i „King No Crown”. Do hołdu złożonego dla Eyedei , pierwszej z ww. ścieżek oraz tytułowego tracka powstał ponadto videoclip. Blueprint potwierdził opinię artysty, który od początku do końca wie, co i w jaki sposób chce przekazać słuchaczom. Warto pochylić się nad jego twórczością i dzięki temu poszerzyć swoje zapatrywanie na rzemiosło hip hopowe.

    Tracklista

    1. Landing
    2. The Talented Tenth
    3. Unbreakable
    4. Trump Tight
    5. Nothing Like This
    6. Not Afraid of the Dark
    7. They Like Power
    8. Black Intellectual
    9. Persevere
    10. Fist Fight
    11. King No Crown
    12. Live for Today
    13. As Long As it Takes
    14. Maybe My Generation feat. Illogic
    15. Great Eyedeas Never Die
  • Starvin B i Fel Sweetenberg oprowadzają po Soul Museum

    Starvin B i Fel Sweetenberg oprowadzają po Soul Museum

    3–5 minut

    W tym momencie co rusz dochodzi do współpracy pomiędzy amerykańskimi a europejskimi artystami. Już nikogo nie dziwią zatem płyty nagrywane przez twórców zamieszkałych na co dzień po przeciwległych stronach Atlantyku. Jednak co innego, gdy Amerykanie wypuszczają swoje projekty dzięki wydawcom ze Starego Kontynentu. Co prawda od dawna niektóre europejskie oficyny wydawnicze stale kooperują z wybranymi wykonawcami zza Wielkiej Wody (szczególnie to dotyczy niemieckich labelów), ale jeszcze niedawno nie pojawiały się wytwórnie skupione na publikowaniu głównie nagrań tworzonych przez mieszkańców USA. W tym miejscu nasuwa się francuskie Effiscienz, które tylko w tym roku opublikowało 4 pełne albumy amerykańskich twórców. Jednym z nich jest longplay „Soul Museum” zrealizowany przez duet Starvin B & Fel Sweetenberg.

    W poprzednich miesiącach nakładem Effiscienz ukazały się płyty Union Black („Street English”), Dirt Platoon („Baby Face Robbery”) czy Edo. G & Street Wyze („Afterwords”). Obok tych projektów ukazał się też wspólny materiał Starvina B i Fela Sweetenberga. Jak przebiegały kariery muzyczne tych twórców zanim doszło do premiery „Soul Museum”? Pierwszy z nich pojawił się dosłownie znikąd i z miejsca zaczął dostarczać wartościowe wydawnictwa silnie inspirowane Złotą Erą rapu. Emcee rezydujący na nowojorskim Queens wypuścił w latach 2012-15 blisko 10 EP-ek i longplayów. Raper stawiający przede wszystkim na liryzm i korzenne brzmienie swoich utworów uzyskał spore wsparcie ze strony osób oddanych klasycznej sztuce hip hopowej. „Something In The Water”, „Blood From A Stone”, „Starvicide”, „The Foreigner” czy też płyty wypuszczone przez Chopped Herring Records („Be Like Water EP” oraz „Blood From A Stone EP”) wypadły okazale i pozwoliły Stravinowi B na dotarcie do całkiem licznego grona odbiorców.

    W przypadku Fela Sweetenberga działalność w środowisku hip hopowym sięga końca poprzedniego stulecia. W początkowej fazie swojej kariery założył on wraz z Dave’em Ghetto i Nexem Millenem formację Nuthouse (formacja występowała też pod nazwą Da Nutthouse). Zespół zanotował udany start na scenie wydając w Fondle 'Em dwunastkę „A Luv Supream”, dokładając do tego później „Deez Nutz (The EP)” i „Snap Your Neck 2 Dis” b/w „Take It 2 Da Stage”. Po tym skupił się on na działalności solowej. W 2004 roku wypuścił on płytę „Lost Dreams, Wasted Talent”, do której w dalszej kolejności dodał „The Sophomore Jinx” i „Psalms of the Soldier”. Obie płyty doczekały się reedycji w zeszłym roku, za czym stoi Effiscienz. Jednak uwaga słuchaczy skupił nowy album wydany przez FS, „The Invisible Garden”, jedna z równiejszych płyt ostatniego roku. Po tych wydawnictwach artysta postanowił sprawdzić się w roli beatmakera. Właśnie on zajął się produkcją wszystkich utworów Starvina B tworzonych z myślą o „Soul Museum”.

    Wspólna płyta amerykańskiego duetu trafiło do obiegu w ostatnim tygodniu kwietnia. Effiscienz okazało się odpowiednim wydawcą, ponieważ mamy tutaj do czynienia ze stricte boom-bapowym wydawnictwem. Amerykanie przygotowali 30-minutową wyprawę po własnym muzeum, które zawiera najwięcej eksponatów z lat 90.tych. Zarówno warstwa liryczna, jak i muzyczna silnie nawiązuje do poprzedniej epoki w dziejach hip hopu. Starvin B pokazał na „Soul Museum”, że wszelkie pochlebne opinie na jego temat wcale nie były na wyrost. Nowojorczyk dysponuje sporym arsenałem lirycznym, w którym nie brakuje sztuki dla sztuki, aczkolwiek przecież niegdyś był chleb powszedni w branży hip hopowej. Fel Sweetenberg co najmniej poprawnie wywiązał się z roli producenta albumu. Przesłuchując poszczególne utwory widać, jak na dłoni, że właściwie przeprowadził selekcję sampli i ustawił produkcję dokładnie pod styl swojego partnera muzycznego. „Barbed Wire”, „Cool Breeze”, „Eye Of The Storm” i „Bascer” są odpowiednimi dowodami na potwierdzenie powyższych słów. Jednak w tym wszystkim miejscami zabrakło większego rozmachu i blasku, niektóre nagrania mogły zostać bardziej urozmaicone. Poza tym szkoda, iż duet nie zdecydował się na nagranie dłuższego projektu, o co wręcz prosiło się, zważywszy na fakt, iż Starvin B i Fel Sweetenberg naprawdę bezproblemowo dogadują się. Warto to podkreślić, ale przy okazji mieć większe wymagania wobec takich materiałów (głównie dotyczy to ogólnego schematu płyty), które po pewnym czasie nie wyróżniają się za bardzo pośród innych współczesnych produkcji boom-bapowych.

    Wydawnictwo znajdziecie na Bandcampie oraz pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itd.). Effiscienz jak zwykle nie zawodzi pod względem wydawniczym – „Soul Museum” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Album promują single „Cool Breeze” i „Eye Of The Storm”. Do tego drugiego tracka nakręcono również videoclip. Dodatkowo przed premierą LP otrzymaliśmy snippety wszystkich utworów pochodzących z tego materiału. Starvin B i Fel Sweetenberg postarali się o wyrównaną płytę. Szkoda tylko, że wydawnictwo nie przebiło się w mediach, co jest coraz częstszym obrazkiem w przypadku undergroundowych produkcji.

    Tracklista

    1. Stuntin Barely
    2. Barbed Wire
    3. Be You
    4. Cool Breeze feat. Fel Sweetenberg
    5. Thorn In Ya Crown
    6. Soul Museum
    7. Eye Of The Storm
    8. Dance Of Death feat. Fel Sweetenberg & Raf Almighty
    9. Respect Violence
    10. Bascer feat. Nutso & Fel Sweetenberg
Translate »