Kategoria: News

  • Życie i udręki, czyli solowy album A Cat Called Fritza

    Życie i udręki, czyli solowy album A Cat Called Fritza

    3–4 minut

    Po świetnie przyjętym albumie „Beats Per Minute” nagranym wspólnie z członkiem Soundsci – Audesseyem – paryski producent A Cat Called Fritz postanowił dostarczyć słuchaczom swój debiutancki solowy longplay „Tribulations And Life Of”. Zanim jednak przejdziemy do głównego tematu warto szerzej przybliżyć sylwetkę francuskiego beatmakera i przypatrzeć się drodze, którą kroczył kot Fritz.

    Pierwsza poważna styczność tego wykonawcy z francuskim rynku muzycznym przypadła na wypuszczenie w 2009 roku 7-calowego singla winylowego „On & On”. Wydawnictwo choć krótkie (zamieszczono trzy utwory) ukazało namiastkę stylu produkcji A Cat Called Fritza. Ciepłe, głębokie brzmienie podrasowane soulowym klimatem. Za promocję materiału odpowiedzialna była wówczas niezależna oficyna Coffe Break Records, która jeszcze w tym samym roku postanawia iść za ciosem i wspólnie z muzykiem wydają kolejną siódemkę – „Slow Down”. Koncepcja podobnie oparta na trzech utworach utrzymanych w klimacie pierwszego wosku, co niejako stanowi kontynuację kociego stylu.

    Kolejne projekty, o których nie sposób nie wspomnieć, to kolaboracja z członkiem SoundsciAudesseyem. Do współpracy obu panów doszło przy okazji pobytu beatmakera w USA. Rozpoczęło się singlami „By Design”, „The Hop” oraz „My Mic & Me: Dusty Remix”. Nagrania stały na tak wysokim poziomie, że wytwórnia Slice Of Spice skutecznie zachęciła duet do wydania EP-ki „Beats Per Minute”.

    A Cat Called Fritz, jak każdy szanujący się beatmaker, również nie stroni od remiksowania klasycznych już utworów rapowych. Francuz posiada w swoim dorobku wiele alternatywnych wersji, których jest autorem. Szczególnie jedna z nich cieszyła się swego czasu wyjątkowym zainteresowaniem. Mowa o remiksie utworu z repertuaru Bahamadii, „I Confess”, który w bardzo szybkim czasie zyskał przychylność wśród miłośników reworków.

    Oprócz tego lista remiksowanych przez francuza artystów była całkiem pokaźna. Wystarczy wspomnieć m.in. Beatnuts, Nasa, Little Brother czy Pete Rocka & C.L. Smootha. Większość ze wspomnianych nagrań trafiła na projekt „NOWADAYS Mixtape”, który ukazał się w tym roku. Dodatkowym uzupełnieniem tracklisty były ścieżki instrumentalne oraz kilka nowych, niepublikowanych wcześniej utworów (m.in. z gościnnymi występami Dyzberga, Audesseya oraz Fisto i DJ-a P). Całość można pobrać za darmo z Soundclouda i/lub nabyć w postaci elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe i kasety).

    Jeżeli krążymy wokół tematu mixtape’ów, to sprawą honorową jest wspomnienie o kolejnym wspólnym projekcie nagranym z Audesseyem. „The Metronome Mixtape” również udostępniony został do darmowego pobrania, co możecie zrobić dzięki uprzejmości ww. Slice Of Spice.

    Kot nazywany Fritzem jest również autorem jazzowego miksu „A Tape Called Mondayjazz Mix”. Zasadniczo jest to czysta kompilacja hip hopowa wzbogacona o takie aspekty, jak instrumentalne ścieżki, prezentująca zarówno utwory tych znanych jak i mniej rozpoznawalnych artystów.

    Na przełomie września i października trafił do obiegu najnowszy projekt artysty, „Tribulations And Life Of”. Przygotowywane miesiącami wydawnictwo w pełni oddaję kreatywność i pracowitość beatmakera. Album zawiera 12 nagrań (do wersji elektronicznej dołączono dwa bonusowe tracki), które swoimi osobami ubarwili międzynarodowi goście. Mamy tu zarówno Emcees pochodzących ze Stanów Zjednoczonych (Kokayi, Audessey, T-Love, Chaotik Stylz oraz RepLife), brytyjską wokalistkę Mirandę Perkins oraz francuskiego duetu Lemdi & Moax. Całość dopełniają trzy ścieżki instrumentalne.

    Na początku września ukazały się snippety poszczególnych utworów promujących album. Na pierwszy rzut ucha wybija się kooperacja z nieodłącznym kompanem A Cat Called Fritza, Audesseyem. Chemia pomiędzy raperem z Atlanty a francuskim producentem jest niesamowita i widać, że obaj panowie bez problemu odnajdują się na płaszczyźnie muzycznej. Zresztą nawet promomix ukazuje, jak wszechstronnym producentem jest A Cat Called Fritz. Bogate, melodyjne aranżacje uzupełnione tzw. żywymi partiami muzyków stanowią produkt syty, ale przy tym i lekkostrawny. Warto również nadmienić, iż wszystkie okładki oraz związane z fizycznymi wydaniami bonusy (pocztówki, wlepki) projektuje i wykonuje sam artysta.

    Album znajdziecie na Bandcampie. „Tribulations And Life Of” w wydaniu winylowym zostało wyprzedane w kilka tygodni. Doprawdy zachęcam i polecam zanurzyć się w atmosferę muzyki A Cat Called Fritza i bacznie obserwować kroki, które stawia krocząc ścieżkami kociej alei.

    Tracklista

    1. Tribulation & Life Of
    2. The Sun feat. RepLife
    3. The Moon
    4. Jungle Vibe
    5. Contact feat. Audessey
    6. Purpose feat. Chaotik Stylz
    7. Coast To Coast feat. Miranda Perkins & Ree-Call
    8. Fly Like I Do feat. Kokayi
    9. Get Down
    10. In & Out feat. T-Love
    11. My Life Is Like A Movie feat. ZigSixteen
    12. Herbe A Chat feat. Lemdi & Moax
    13. Love Goes (Bonus Track)
    14. Never The Same feat. JoBee (Bonus Track)
  • Stream Of Nonsenseness w wydaniu Average Rap Band

    Stream Of Nonsenseness w wydaniu Average Rap Band

    3–4 minut

    Pośród wszystkich narodowych odłamów rapu od lat wiele uwagi skupia na australijska i nowozelandzka scena. Artyści rezydujący na krańcu świata przyzwyczaili wszystkich zainteresowanych do wydawania wartościowych projektów podanych we własnym sosie. Charakterystyczny styl, jakim operują niemal wszyscy wykonawcy z tego zakątku globu (oczywiście zdarzają się wyjątki od reguły – patrz: David Dallas), wyróżnia ich na tle twórców z innych krajów. Przedstawiciele Kraju Kangurów i Kraju Kiwi nadal hołdują korzennemu brzmieniu rapu, ale przy tym rozwijają nowe nurty tego gatunku muzycznego. Dodatkowym wyróżnikiem ich produkcji są uniwersalne teksty, w których bezproblemowo odnajdują się odbiorcy z innych kontynentów. Wszystko to znajduje odzwierciedlenie na płycie „Stream Of Nonsenseness” grupy Average Rap Band.

    Jeżeli dyskutujemy o nowozelandzkim rapie i pokrewnych brzmieniach, to nie może zabraknąć choćby wzmianki o kolektywie o wymownej nazwie Young, Gifted & Broke. Właśnie z tym przedsięwzięciem są związani bohaterowie dzisiejszego artykułu. Od początku działalności Tom Scott i Lui Tuiasau należeli do ważnych ogniw tego crew. Późniejsi założyciele Average Rap Band stanowili przy tym integralną część najważniejszej formacji wchodzącej w skład YGB@Peace (oprócz nich zespół współtworzyli Christoph El Truento, Dandruff Dicky & B.Haru).

    Formacja wywodząca się z Auckland mocno namieszała w undergroundzie, wydając trzy klasowe płyty. Po udanym wstępie w postaci „@Peace” grupa opublikowała przełomowe „Girl Songs”. Wydawnictwo z początku 2013 roku trafiło do wielu słuchaczy z całego świata, którzy docenili warsztat @Peace, a także uniwersalne podejście do nagrywania muzyki, ułatwiające bezproblemowe zapoznanie się z ich utworami. W ub.r. zespół wydał niemniej udane „@Peace And The Plutonian Noise Symphony” (projekt ukazał się na płytach winylowych nakładem znanego HHV.DE).

    Jeżeli ktokolwiek zastanawiał się, jak wyglądają losy @Peace po wypuszczeniu „@Peace and the Plutonian Noise Symphony”, to otrzymał odpowiedź za pośrednictwem Toma Scotta i Lui Tuiasau. Duet wykonawców przeniósł się do australijskiego Melbourne, przez co działalność nowozelandzkiej grupy została przynajmniej na pewien okres zawieszona. Jednak wszyscy sympatycy działalności tego zespołu otrzymali rekompensatę w postaci świeżych nagrań dawnych członków @Peace. Nowi mieszkańcy Kraju Kangurów w szybkim tempie przeszli do działania i już po kilku tygodniach od powstania Average Rap Band otrzymaliśmy debiutancki materiał formacji. „Stream Of Nonsenseness” stanowi kwintesencję oryginalnego stylu Nowozelandczyków, którego w żadnym stopniu nie można zestawić z twórczością innych artystów.

    Informacje o powstaniu nowej formacji pojawiły się w sieci w czerwcu. @Peace doczekało się licznego i lojalnego grona sympatyków, którzy natychmiastowo podchwycili newsy o Average Rap Band. Co ciekawe, Tom i Lui pokusili się o interesującą strategię promocyjną ich premierowego projektu. Jeszcze przed wypuszczeniem jakichkolwiek singli czy podaniu zarysu materiału, duet zaoferował… bezpłatne rozdanie płyt kompaktowych pomiędzy określoną liczbą fanów. W ten sposób przygotowana kampania chwyciła, przyczyniając się do dużego zainteresowania premierą „Stream Of Nonsenseness”. Luzackie nastawienie, laidbackowy klimat, sympatyczne gry słowne, ogromny dystans do siebie – wszystko to pojawiło się na EP-ce wydanej w połowie minionych wakacji. Duet raperów kontynuuje pomysły z nagrań @Peace. Obaj artyści rysują groteskowy świat spłukanych twórców, którzy są przy tym zbyt dumni, aby zacząć nagrywać pod publiczkę. Współtowarzyszy im wierny kompan ze wcześniejszych płyt – Dandruff Dicky. Za sprawą tego producenta ARB okraszono lekkimi i spokojnymi beatami, dodającymi głębi do opowieści obu Emcees. Słuchając „Good Dudes”, „What It Is” czy „Long Snooze” można spostrzec, że Average Rap Band kompletnie nie dba o dostosowanie się do współczesnych trendów. Wypada tylko zaznaczyć, iż więcej niż nonsensu znajdziecie na tej płyty autentyzmu i wiary w zapomniane przez wielu idee.

    EP-kę opublikowano na Soundcloudzie (każdy utwór na tej stronie posiada wyjątkową okładkę) i Bandcampie. Wydawnictwo można nabyć za pośrednictwem drugiego z tych serwisów. Oprócz wersji elektronicznej „Stream Of Nonsenseness” do nabycia również na płytach kompaktowych. Projekt promuje seria teledysków dostępnych na kanale Young, Gifted & Broke. Average Rap Band to naturalne przedłużenie @Peace. Tom Scott & Lui Tuiasau przy wsparciu Dandruffa Dicky’ego nagrali jeden z lepszych krótkich materiałów wydanych w tym roku.

    Tracklista

    1. Mother Mary
    2. Good Dudes
    3. Bending Spoons
    4. Interlude
    5. What It Is
    6. Long Snooze
  • Drugi album Awona i Phoniksa – Knowledge Of Self

    Drugi album Awona i Phoniksa – Knowledge Of Self

    3–5 minut

    Od lat pełno słuchaczy nostalgicznie wraca do klasycznego boom-bapu z lat 80. i 90.tych. Osoby utożsamiające się z tym nurtem często przy tym sięgają po płyty współczesnych twórców, będących spadkobiercami tradycji hip hopowych sprzed dwóch dekad. Na przestrzeni 4-5 ostatnich lat można mówić o wykształceniu się neo boom-bapu. W dzisiejszym środowisku rapowym nie brakuje wykonawców nagrywających płyty wykorzystujące brzmienie z lat 90.tych, a także dorzucających do tego autorskie pierwiastki. Co lepsze, artyści z tego kręgu znajdują odbiorców na całej kuli ziemskiej, co oznacza, że nawet w tak wąskiej niszy można obecnie swobodnie egzystować.  Sympatycy korzennego brzmienia hip hopowego powinni kojarzyć duet Awon iPhoniks. Druga płyta amerykańskich twórców, „Knowledge Of Self”, trafiła do obiegu przed kilkoma tygodniami.

    W branży muzycznej (podobnie, jak w każdej innej dziedzinie życia) sukces danego artysty to wypadkowa umiejętności, ciężkiej pracy, szczęścia, trafienia na odpowiednie osoby w środowisku i robienia właściwych rzeczy we właściwym czasie. Przede wszystkim funkcjonuje to w niezależnych kręgach, w których coraz trudniej zaistnieć na większą skalę. Awon i Phoniks śmiało mogą przyznać, iż powyższa sztuka udała się im w znakomity sposób. Obaj amerykańscy twórcy posiadają odpowiednią wiedzę i umiejętności, przykładają się do nagrywania muzyki, otaczają się konkretnymi postaciami na scenie hip hopowej, trafiając przy tym w odpowiednią niszę odbiorców.

    Zarówno raper z Virginii, jak i producent z Portland mogą pochwalić się pokaźnym dorobkiem. Przed rozpoczęciem współpracy z Phoniksem Awon wydawał płyty z Kameleonem Beatsem (m.in. „Concentration Gradient”), wspieranym też przez Thomasa Prime’a (wydanie deluxe „Love Supersedes II”). Jego dorobek powiększają także solowe wydawnictwa – „Beautiful Loser” i „For The Grimy (Searching For Soulville)”. W przypadku Phoniksa początkowo w grę wchodziły jedynie stricte instrumentalne projekty – od „The Tape”, przez „Basement Vibes”, aż skończywszy na „Make Beats, Don’t Sleep”. Undergroundowi wykonawcy wiele zyskali na wspólnej kooperacji. Wydany przez nich debiutancki album „Return to the Golden Era” spotkał się z entuzjastycznym odbiorem ze strony wielu osób. Płyta sprzed blisko 2,5 roku to kapitalny materiał neo boom-bapowy (w dalszej kolejności doczekaliśmy się remiksów płyty). Od tego momentu ich kariery nabrały rozpędu, chociaż trzeba zaznaczyć, że duet miał sporo przysłowiowego łutu szczęścia, gdyż ich informacje o ich premierowym LP były najlepiej przekazywane pocztą pantoflową.

    Po udanym początku współpracy artyści postanowili założyć własną oficynę wydawniczą, Don’t Sleep Records. Pod szyldem tego labelu ukazało się kilka płyt Pierwszym materiałem pod szyldem tej wytwórni było wyprodukowane przez Phoniksa i BluntOne’a „Ills of the Earth EP” Peebsa The Propheta. Następnie ukazał się album Awona, Dephlowa i Phoniksa, „Dephacation”, do którego dorzucono następnie „Matte Black Soul” pierwszego z ww. wykonawców. Oprócz tego bohaterowie dzisiejszego artykułu pracowali nad dodatkowymi projektami (Phoniks nadal wydaje zbiory remiksów i instrumentali). Po tym okresie amerykański duet pokusił się o wydanie drugiego albumu. „Knowledge Of Self” jeszcze bardziej ugruntowało ich pozycję na scenie, pokazując iż ich dotychczasowe udane materiały nie były dziełem przypadku.

    Materiał zawarty na drugiej płycie amerykańskiego duetu powstawał przez 2 lata. Dłuższy proces twórczy był podyktowany zaangażowaniem artystów w inne projekty oraz powołaniem do życia Don’t Sleep Records. W międzyczasie założyciele DSR spokojnie nagrywali nową muzykę, wychodząc z założenia, że nie ma sensu forsować tempa procesu twórczego. Po ostatnich projektach tych wykonawców jeszcze więcej osób wypatrywało ich świeżego longplaya, co wydatnie pomogło w przeprowadzeniu odpowiedniej kampanii promocyjnej. Pierwszy singiel zapowiadający „Knowledge Of Self” pojawił się na początku zeszłego lata. „Summer Madness” dobitnie oddało klimat nadchodzącego wydawnictwa nastawionego na tematykę prospołeczną, samodoskonalenie się i poszerzanie wiedzy. Wszystkie te założenia potwierdziły się po opublikowaniu w ostatnim tygodniu października pełnego LP. Awon i Phoniks rozwinęli koncepty z „Return to the Golden Era”, dbając przy tym o jak najwłaściwsze zaprezentowanie własnej otoczki utworów. Dojrzałe nagrania duetu należy zaliczyć do concious rapu, który w ich wydaniu naprawdę nie zawodzi. Boom-bapowe beaty zyskały na płycie nie tylko współczesnego połysku, ale też gdzieniegdzie spokojnie wyłapiemy stare, analogowe wytyczne, którymi kierował się Phoniks przy tworzeniu poszczególnych podkładów. Awon dobrał sobie zacnych gości – Ivan Ave, Hex One z Epidemic, ADaD, NorCal Nick i Dephlow udanie uzupełniają jego w wybranych utworach. Co ciekawe, „Be Real With It” żywo przypomina muzykę bliskiego przyjaciela Ivana Ave’a, Fredfadesa. Tak oto powstała godna kontynuacja premierowego albumu Awona i Phoniksa.

    „Knowledge Of Self” udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Wydawnictwo do nabycia w wersji cyfrowej (BC, iTunes) i fizycznej. Za wydanie płyt kompaktowych odpowiada Don’t Sleep Records, zaś edycja winylowa ukazała się dzięki Dusty Platter. Projekt promuje kilka singli – „Summer Madness”, „Ideology” i „Profit Off My Pain”. Do ostatniego z tych nagrań powstał także teledysk. Awon & Phoniks stworzyli udany follow-up do ich debiutanckiej płyty, który powinien znaleźć się w niejednym podsumowaniu roku.

    Tracklista

    1. Certain Presence
    2. Problem Solver feat. ADaD
    3. Mysteries Of Life
    4. Ideology feat. NorCal Nick
    5. Concrete Confession
    6. Gifted Unlimited feat. Hex One & Dephlow
    7. Profit Off My Pain feat. Heeni
    8. Summer Madness
    9. Alive And Well
    10. Do They Really Love You feat. Dephlow
    11. Reflections feat. Rodney The Soul Singer
    12. Be Real With It feat. Ivan Ave
    13. Silent Soldiers
  • Ghostface Killah z koncepcyjnym albumem 36 Seasons

    Ghostface Killah z koncepcyjnym albumem 36 Seasons

    4–5 minut

    W środowisku hip hopowym cały czas pozostaje aktywna liczna grupa artystów, którzy zaczynali swoje kariery muzyczne we wczesnych latach 90.tych, czy nawet pod koniec lat 80.tych. Problem tylko w tym, że tak naprawdę niewielu weteranów potrafi odpowiednio zachować się, i nie chodzi tutaj tylko o poziom ich współczesnych nagrań. Sposób, w jaki w ub.r. „powrócili” członkowie OutKastu czy Jurassic 5, używanie różnych nazw The Pharcyde przez założycieli grupy, niezrozumiała forma wydania przez De La Soul projektu dedykowanego J Dilli, cyrk towarzyszący sprzedaży jedynego egzemplarza sekretnej płyty Wu-Tang Clanu, itp. Tylko nieliczni zaawansowani wiekowo wykonawcy posiadają klasę na scenie i poza nią. W tym miejscu należy wymienić Ghostface Killah. Wczoraj wypadła pierwsza rocznica premiery jednej z jego ostatnich płyt, „36 Seasons”, którą wyprodukowała formacja The Revelations.

    Od ponad dekady nie milkną dyskusje o relacjach pomiędzy członkami Wu-Tang Clanu. Już wydane przed blisko 8 latami „8 Diagrams” pokazało, że formuła nagrywania płyt przez tę grupę wyczerpała się, zaś ubiegłoroczne „A Better Tomorrow” jeszcze bardziej potwierdziło wszystkie sceptyczne opinie o tej formacji. Jednak zupełnie inaczej wygląda sprawa solowych karier muzycznych przedstawicieli legendarnego zespołu. W tej materii bryluje Ghostface Killah. Doświadczony raper ze Staten Island należy do wąskiej grupy artystów z lat 90.tych, którzy nadal nagrywają udane płyty, nie zmieniając przy tym stylu i nie uprawiając przy tym umizgów w kierunku młodszego pokolenia odbiorców.

    Od czasów „Fishscale” Ghost pozostaje w ciągłym gazie. Nowojorczyk potrafi tworzyć płyty w krótkim czasie, nie rezygnując przy tym ze swoich znaków rozpoznawczych – specyficznej narracji utworów i momentami trudnego do rozszyfrowania slangu. Po serii średnich projektów („Ghostdini: Wizard of Poetry in Emerald City”, „Apolo Kids”, „Wu-Massacre”, „Wu Block”) w 2013 roku ponownie znalazł się on na ustach wielu sympatyków rapu. Wtedy to ukazał się jego doskonały album nagrany wespół z Adrianem Younge’em, „Twelve Reasons To Die”. Mafijne opowieści rapera trafiły do licznego grona odbiorców, otrzymując przy tym wysokie oceny od recenzentów. Po tym wydawnictwie Ghostface Killah postarał się o kolejny koncepcyjny materiał – „36 Seasons”.

    Premiera albumu odbyła się tydzień po „A Better Tomorrow” Wu-Tang Clanu. Wyglądało na to, że Ghost z góry nie wróżył sukcesu temu albumowi (w czym wcale nie pomylił się), skupiając się na własnej twórczości. Ważną rolę przy ubiegłorocznym wydawnictwie rapera odegrała soulowa formacja The Revelations. Nowojorski artysta bezproblemowo porozumiał się z kwartetem z Brooklynu, którzy zapewnili mu odpowiednio rozbudowane podkłady. W ten sposób nagranie „36 Seasons” zajęło… 11 dni. Ghostface Killah przy pomocy swoich partnerów muzycznych stworzył 40-minutową opowieść o zapomnianym przedstawicielu Staten Island, który po blisko dekadzie wraca na stare śmieci. Tony Starks zderzył się z zupełnie nieoczekiwaną rzeczywistością w swoich rodzinnych stronach. Wszyscy jego dawni przyjaciele, w tym była miłość, myśleli że wyjechał on na dobre i/lub zmarł w innym mieście. W dodatku najbliższa okolica przedstawia się w ciemnych barwach, chyląc się ku niechybnemu upadkowi. Bohater tej płyty musi zmierzyć się z nowymi realiami, próbując zaprowadzić porządek i rozprawić się z wrogami. Jak widać, nie brakuje tutaj podobieństw do „Twelve Reasons To Die”, lecz trzeba przyznać, że Ghostface Killah nie powiela schematów, dążąc do przekazania innych wartości niż to miało miejsce na jego poprzednim longplayu. Przez cały projekt przewijają się też różni goście, pomocnicy głównego bohatera „36 Seasons”. AZ, Kool G Rap, Pharoahe Monch czy Kandace Springs urozmaicają poszczególne utwory, rozszerzając burzliwe dzieje Tony’ego Starksa. Wszystko to rozgrywa się przy akompaniamencie The Revelations, którzy odwalili kawał dobrej roboty na albumie, tworząc niesztampowe i umiejętnie przygotowane podkłady.

    Album można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i serwisów pokrewnych. Wydawnictwo trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). W sieci można natknąć się również na instrumentalne wydanie LP. Ghostface Killah promuje ten projekt poprzez szereg singlowych nagrań. Tommy Boy Records przy współpracy z Salvation Music opublikowało m.in. „Love Don’t Live Here No More”, „The Battlefield”, „Here I Go Again”, „The Dog’s of War”, „Double Cross” i „Blood in the Streets”. Pierwszy z tych utwór dodatkowo doczekał się videoclipu. „36 Seasons” zdecydowanie należy uznać za kolejną udaną płytę w dorobku Ghosta, która stoi o kilka poziomów wyżej niż „A Better Tomorrow”.

    Tak na marginesie, to ten rok należał do Ghostface Killah. W lutym ukazała się płyta „Sour Soul”, będąca kooperacją nowojorskiego rapera i kanadyjskiej formacji jazzowej, BadBadNotGood. Natomiast w lipcu pojawił się w obiegu jego drugi wspólny album z Adrianem Younge’em, „Twelve Reasons To Die II”. Ponadto członek Wu-Tang Clanu ogłosił, że stworzył materiał, której niewiele osób w ogóle spodziewało się – pełne LP nagrane wraz z MF Doomem pod nazwą Doomstarks (trudno wyrokować, kiedy i czy w ogóle ten projekt ujrzy światło dzienne). Jeszcze przed końcem roku Ghost ponownie zagości na naszej stronie.

    Tracklista

    1. The Battlefield feat. Kool G Rap, AZ & Tre Williams
    2. Love Don’t Live Here No More feat. Kandace Springs
    3. Here I Go Again feat. AZ & Rell
    4. Loyalty feat. Kool G Rap & Nems
    5. It’s a Thin Line Between Love and Hate feat. The Revelations
    6. The Dog’s of War feat. Shawn Wigs & Kool G Rap
    7. Emergency Procedure feat. Pharoahe Monch
    8. Double Cross feat. AZ
    9. Bamboo’s Lament feat. Kandace Springs
    10. Pieces of the Puzzle feat. AZ
    11. Homicide feat. Nems & Shawn Wigs
    12. Blood in the Streets feat. AZ
    13. Call My Name
    14. I Love You For All Seasons feat. The Revelations
  • Wspólna płyta Jazz Spastiks i Rebels To The Grain – Unkut Fresh

    Wspólna płyta Jazz Spastiks i Rebels To The Grain – Unkut Fresh

    3–5 minut

    Tematyka poświęcona płytom winylowym nie znika ze stron muzycznych. Na ten temat powstało już multum lepszych i gorszych artykułów. W dalszym ciągu pozostaję sceptyczny wobec tzw. vinyl revival, aczkolwiek nie sposób pominąć kilka faktów dotyczących powyższego zagadnienia. W mainstreamie większość współczesnych twórców zupełnie nie przejmuje się wydawaniem winyli, ponieważ ich target docelowy porusza się w świecie cyfrowym, chociaż zdarzają się wyjątki (patrz: Jack White). Po przeciwległej stronie barykady sprawy wyglądają zgoła inaczej. W undergroundzie liczni wydawcy i artyści stawiają sobie za główny cel wypuszczanie muzyki na wosku, co znajduje uznanie w oczach określonych odbiorców. Na tych wodach świetnie sobie radzi Dusty Platter. Wiosną br. nakładem brytyjskiego labelu ukazała się winylowa wersja „Unkut Fresh” Jazz Spastiks i Rebels To The Grain.

    Kiedy mówimy o brytyjskich wykonawcach hip hopowych, to praktycznie za każdym razem mamy na myśli wykonawców pochodzących ze środkowej i południowej części tego wyspiarskiego kraju. Jednak co z artystami pochodzącymi z północy Wielkiej Brytanii? Pierwsze skojarzenie tamtego środowiska hip hopowego przywodzi na myśl Jazz Spastiks (od pewnego czasu pojawił się drugi człon nazwy zespołu – The Slipmat Brothers).Duet producencki ze szkockiego Edynburga prowadzi działalność od dobrych kilku lat. Coconut Delight & Mr. Manyana to jedni z największych speców od jazz-hopu i klasycznego hip hopowego brzmienia w Europie. Do najważniejszych projektów Brytyjczyków należy „12 Bit Spit”, „Mindmaze Instrumentals” i pochodzące sprzed 1,5 roku „The Product”. Ostatnia z tych płyt okazała się przełomowym momentem w działalności Jazz Spastiks. Od tego momentu więcej osób patrzy przychylniejszym okiem na te formację. Grupa posiada w swoim dorobku także wspólny album z Junclassiciem, „Mode 7”. Kolejnym amerykańskim partnerem muzycznym duetu została kalifornijska formacja Rebels To The Grain.

    Doskonale pamiętam, kiedy ponad 4 lata temu natknąłem się po raz pierwszy na muzykę formacji z Los Angeles. MP & Cheddy (aka Stuckinthetrees) automatycznie urzekli mnie swoim wyluzowanym stylem. Kalifornijski duet lubuje się w szczerym i oddanym korzeniom rapie. W 2008 roku ukazała się debiutancka płyta Rebels To The Grain, „There’s Something In The Seeds” (nieprzypadkowy tytuł). W dalszej kolejności Amerykanie opublikowali „Harvest Season” i „Fine Wine”. W świecie hip hopowym doceniono przede wszystkim pierwsze z tych wydawnictw. Wiele osób podkreślało umiejętności obu raperów, a także znakomitą rękę do beatów. Za jeden podkładów na „Harvest Season” odpowiada akurat Jazz Spastiks. Po kilku latach za namową Brytyjczyków powstał longplay „Unkut Fresh”, który może stanowić wizytówkę obu grup.

    Od premiery projektu minęło ponad 8 miesięcy. Przez ten czas kilkakrotnie zastanawiałem się, czy pierwsze wrażenia dotyczące płyty nie były przypadkiem zbyt entuzjastyczne. Za każdym razem dochodziłem do prostej konkluzji – amerykańsko-brytyjski kolektyw zrealizował skrzętnie połączony i urzekający album, udowadniający wszystkim, że w dzisiejszym świecie nadal pozostaje miejsce dla trueschoolowego rapu. „Unkut Fresh” to wspaniała podróż pomiędzy jazz-hopowymi podkładami a laidbackową warstwą liryczną. Wykonawcy zaangażowani w powstanie longplaya przypominają o tym, jak powinna prezentować się undergroundowa płyta hip hopowa, przenosząc odbiorców do czasów świetności tej sfery rapu. Bez żadnych cięć i dróg na skróty, po prostu świeża porcja muzyki hip hopowej, która szczególnie w dobie plastikowych brzmień przyda się każdemu sympatykowi klasycznego rapu. Jazz Spastiks w dalszym ciągu rozwijają swój warsztat – duet producencki swobodnie korzysta z jazzowych i funkowych sampli, dobierając z głową pozostałe składowe beatów. Pomimo tego iż ta formacja współpracowała już z uznanymi raperami, to wygląda na to, że dopiero przy Rebels To The Grain w pełni pokazali klasę. MP i Cheddy są doskonałym przedłużeniem wizji muzycznej Brytyjczyków. Nostalgiczny posmak wybranych utworów („Tapes”, „Yes Yes (Fresh Mix)”, „Boombox”) dodaje „Unkut Fresh” dodaje uroku. W końcu niegdyś o to chodziło w rapie, niby tak niewiele, ale jednak wystarczy na tyle, aby zainteresować otwartych i poszukujących jakości na projektach słuchaczy. Szkoda tylko, że umieszczono tutaj sporo krótkich utworów, które spokojnie można byłoby rozbudować o kolejne elementy.

    Po materiał sięgnięcie na Bandcampie. „Unkut Fresh” można nabyć w wersji cyfrowej za pośrednictwem BC. Wydanie fizyczne albumu trafiła do sprzedaży dzięki odpowiednio Breakbeats & Rhymes (płyty kompaktowe) i Dusty Platter (płyty winylowe). Wersja instrumentalna projektu również znajduje się w obiegu (także na wosku). Wiosenne wydawnictwo promuje seria singli z „Tapes” i „Boombox” na czele. Jazz Spastiks i Rebels To The Grain wypuścili kawał świetnego jazz-hopu, co nie umknęło uwadze odbiorców z różnych stron świata.

    Tracklista

    1. Grab The Mic (Intro)
    2. Yes Yes (Fresh Mix)
    3. Special Feature
    4. Tapes
    5. Blastin’
    6. Stop, Look and Listen
    7. Pass It
    8. Music
    9. Unkut Fresh
    10. Beats/Styles
    11. Hitcha
    12. We Ain’t Fadin’
    13. Tightly Sealed
    14. Boombox
    15. The Goods (Fresh Mix)
  • Stones Throw Records wydaje Hud Dreems Knxwledge’a

    Stones Throw Records wydaje Hud Dreems Knxwledge’a

    3–4 minut

    W przyszłym roku kalifornijskie Stones Throw Records będzie obchodziło 20-lecie swojego istnienia. Już po kilku latach działalności label założony przez Peanut Butter Wolfa był doceniany za wydawanie niesztampowej i wyznaczającej nowe trendy muzyki. Po drodze PBW utworzył wraz ze swoimi kompanami kilka sublabeli z Leaving Records i Now-Again Records na czele. Przez blisko dwie dekady przez wytwórnię płytową z siedzibą w Los Angeles przewinęło się kilkudziesięciu wykonawców, wliczając w to Madliba, J Dillę, Perceego P, Aloe Blacca, Karriema Rigginsa, MF Dooma i innych. W tym roku nakładem STR ukazało się kilka projektów autorstwa Tuxedo, Dam-Funka, Guilty Simpsona czy White Boiz. Obok nich swój materiał w Stones Throw Records wypuścił również Knxwledge. „Hud Dreems” to pierwszy longplay nagrany przez producenta dla labelu Peanut Butter Wolfa.

    Po 2008 roku wypłynęło na szersze wody wielu niezależnych producentów. Część z nich zasłynęła z regularnego wydawania krótszych i dłuższych projektów, czasem po kilka(naście) rocznie. W tym osobliwym kręgu znalazł się Knxwledge. Producent pochodzący z Filadelfii, zaś zamieszkały obecnie w Los Angeles, dosłownie zasypał odbiorców swoją muzyką. W jego przypadku niekiedy wychodziło tak, że zanim słuchacze zdążyli na dobre zapoznać się z danym materiałem KNX-a, to amerykański beatmaker… publikował kolejny zbiór swoich nagrań. Jak się okazuje, w tym szaleństwie wydawniczym jest metoda.

    Konia z rzędem temu, kto wprawnie orientuje się w wydawnictw Knxwledge’a. Wydaje się to niemożliwe, ponieważ przedstawiciel Cali wydał mnóstwo płyt, rozszerzając praktycznie non stop swoją dyskografię o następne wydawnictwa. Do najważniejszych z nich należą „Klouds”, „Kauliflower”, „Rap Jointz Vol. 1” i seria „Hexual Sealings”. Pierwsze z ww. produkcji trafiły do obiegu dzięki współpracy beatmakera z irlandzkim All City Records. W 2013 roku kalifornijskie Leaving Records wypuściło „Anthology” – swoisty przekrój przez dotychczasowe projekty bohatera tego artykułu. Wypada również nadmienić, iż oprócz solowej działalności producent współpracuje z innymi wykonawcami. Wśród partnerów muzycznych KNX-a wyróżnimy Andersona .Paaka (w grudniu ukazała się EP-ka producenta i tego wokalista, którą wydano pod szyldem grupy Nx Worries), Kendricka Lamara, Co$$a, Mndsgna, Blu, Joeya Bada$$a, Homeboya Sandmana, Fatimę, Pyramida Vritra i SiR-a. Po wydaniu „Anthology” Knxwledge rozpoczął współpracę ze Stones Throw Records. Kooperacja ta przerodziła się w powstanie „Hud Dreems”.

    W pierwszej kolejności płyta trafiła na rynek w postaci elektronicznej. Akurat do tego formatu przyzwyczaili się wszyscy sympatycy twórczości producenta (tylko wybrane materiały Kalifornijczyka ukazały się na kompaktach, winylach lub kasetach). Po cyfrowej premierze STR opublikowało materiał w wersji fizycznej, co dobrze odebrano w środowisku muzycznym. Knxwledge solidnie przygotował się do wypuszczenia pierwszej płyty w słynnej wytwórni płytowej z Los Angeles. „Hud Dreems” jest pozbawione wypełniaczy i nie ma tutaj mowy o bylejakości. Producent na majowym wydawnictwie zaprezentował 26 ścieżki utrzymane w klimacie instrumentalnego hip hopu. Większość nagrań zgromadzonych na LP trwa poniżej 2 minut. Każdy utwór gładko przechodzi w następny, dzięki czemu całość stanowi smakowite danie muzyczne, które nie jest złożone jedynie z liche jakości przystawek. Problem tylko w tym, że przez mnogość instrumentali i ich okrojoną długość, trudno zapamiętać przynajmniej połowę tracków na „Hud Dreems”. W związku z tym, najlepiej wypadają najdłuższe nagrania na albumie – „trsh”, „nvrending” oraz „demskreets.fekts”. Tak właśnie wygląda świat kreowany przez KNX-a, który nie znosi żadnych przestojów, co trzeba mieć na uwadze za każdym razem, kiedy stykamy się z jego twórczością.

    Wydawnictwo ukazało się na Bandcampie oraz na pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, YouTube, itd.). Jak wspomniałem pierwotnie „Hud Dreems” pojawiło się w obiegu w wersji cyfrowej, do której następnie dołożono wydanie fizyczne na płytach kompaktowych i winylowych. Instrumentalny album promuje kilka singli, w tym „flyinglizrds” i „jstowee”. Dodatkowo do pierwszego z tych nagrań nakręcono również teledysk, zaś drugi doczekał się zapisu z wykonania jego na żywo (seria „In The Dungeon”). Knxwledge powinien być zadowolony z odbioru tego projektu, dzięki któremu jeszcze bardziej ugruntował on swoją pozycję w branży. Oczywiście zapracowany beatmaker nie poprzestał na „Hud Dreems” – w poprzednich miesiącach zdążył on jeszcze opublikować kolejne części „WrapTaypes” oraz „Hexual Sealings”, dokładając do tego „Link Up & Suede” z Andersonem .Paakiem. Jak tak dalej pójdzie, to żaden inny producent nie będzie w stanie dorównać jego dyskografii.

    Tracklista

    1. kometostai.aintreallynootherwaytoputitro
    2. time&tide
    3. tkekareofit
    4. mylife
    5. shuremng
    6. noflowrs[instrw]
    7. dntfall
    8. frmnowhere
    9. thtroll
    10. letuleave.[geekdop]
    11. onlijournitro
    12. thtbodi
    13. bodies[TOTW]
    14. behindme
    15. faraway
    16. flyinglizrds
    17. mydesire[fortwin][vanuys]
    18. trsh
    19. jstowee
    20. nvrending
    21. stilluhme
    22. Aintitovr
    23. demskreets.fekts
    24. beleeveibne
    25. rightaftr[THK]
    26. okaiokai
  • Tek i Figub z przepisem na The Everyday Headnod

    Tek i Figub z przepisem na The Everyday Headnod

    3–5 minut

    Każdego roku najwięcej premier płytowych przypada na wiosnę i jesień. W międzyczasie mamy do czynienia z okresami mniejszej i większej posuchy, przeważnie przypadającej na pierwsze tygodnie roku oraz okres letni. Rzadko zdarzają się odchylenia od tych niepisanych praw rządzących przemysłem fonograficznym. Nie trzeba też być mocno zorientowanym w tym biznesie, aby wiedzieć, iż koniec roku zwiastuje ostatnie świeże projekty oraz podsumowania minionych 12 miesięcy w branży. W tym roku zdarzyło się tak, że artyści ukierunkowani na wydanie materiałów na płytach winylowych, wypuścili pod koniec listopada i na początku grudnia kilka istotnych EP-ek i longplayów. Sporo dobrego dzieje się teraz w Niemczech, o czym świadczy choćby wspólne wydawnictwo członków Man Of Booom – Teknicala Developmenta i Figuba Brazlevica. „The Everyday Headnod” to znakomita boom-bapowa produkcja.

    Pośród wszystkich twórców zaangażowanych w życie niemieckiej sceny producenckiej warto wyróżnić kilka najbardziej ciekawych i wielowymiarowych postaci. Obok wiecznie zapracowanego BeatPete’a przed szereg wysuwa się Figub Brazlevič. Od ponad 3 lat berlińczyk nie tylko dostarczył pokaźnej liczby solowych wydawnictw, ale przy tym przysłużył się do powstania szeregu innych projektów. Dyskografię producenta otwiera „Oldschool Future” –  materiał dedykowany kolektywom, do których należy artysta, Oldschool Future Tribe i East-West Sessions. Po tej płycie przyszła kolej na „Ersatzverkehr” i „KEATS 01: Moabit”. W tym roku Figub wziął się mocno do pracy, realizując aż 3 projekty. Do longplaya „EXPEDITion Vol. 1: From Ghettos To Galaxies” ‎dorzucił on 2 EP-ki – „Train Yards” ‎oraz „Mjesec EP”. Jak wspomniałem, Niemiec brał też udział przy realizacji produkcji innych wykonawców, odpowiadając za obróbkę techniczną nagrań m.in. Bluestaeba, Dynasty, Melodiesinfonie i Maloon TheBoom.. Niemiecki beatmaker potwierdził swój kunszt na wypuszczonym w 2013 roku albumie grupy Man Of Booom, „Back To The Booom”. Właśnie na tej płycie jedną z osób odpowiedzialnych za warstwę liryczną był Teknical Development.

    Tek i Figub poznali się w 2009 roku i błyskawicznie odnaleźli wspólny język. Emcee pochodzący z Londynu za sprawą swojego partnera muzycznego wsiąknął w niemiecką scenę hip hopową. Wszystkie projekty rapera są ściśle związane z tym krajem. W pierwszym etapie swojej działalności Teknical Development współtworzył wraz z producentem o oryginalnym pseudonimie Hey!Zeus grupę Obba Supa. Dzięki labelom Project: Mooncircle i Sichtexot ukazały się następujące płyty tej formacji – „To: AM – Free: AM”, „For AM”, „Audio Alchemy” i „W.I.D.E.”. Zamiłowanie artysty do boom-bapu przełożyło się następnie na ww. płytę Man Of Booom, „Back To The Booom”. Na albumie sprzed 2 lat Tek stworzył świetnie uzupełniający się duet z JuJu Rogersem. Po tym wydawnictwie londyńczyk wreszcie zrealizował wspólny projekt z Figubem Brazlevicem. „The Everyday Headnod” stanowi umiejętnie przygotowaną produkcję.

    Niemiecki duet zapowiadał wydawnictwo od początku jesieni, powoli przygotowując odbiorców na wydanie tego materiału. Przyglądając się poprzednim projektom Figuba Brazlevica można było spodziewać się dokładnie zaplanowanej kampanii promocyjnej, która zwykle odgrywała spore znaczenie przy jego wydawnictwach. Podobnie stało się w przypadku „The Everyday Headnod”. Premiera płyty odbyła się w zeszły piątek. Po singlach wprowadzających do LP wypuszczonych w różnych odstępach czasu można było stwierdzić, iż spore grono ludzi szykuje się na ten materiał. Słuchacze oczekujący współczesnego boom-bapu podanego w dobrym stylu nie powinni czuć się zawiedzeni. Gospodarze albumu zadbali o wszelkie szczegóły wydawnictwa, oddając do rąk odbiorców wyrównany i tłusty projekt. Duet miłośników old schoolowego brzmienia dodał coś jeszcze – autorskie elementy, rozszerzające „The Everyday Headnod” i czyniące z tej płyty naprawdę godny uwagi longplay. W trakcie blisko godzinnego materiału mamy do czynienia z opowieściami krążącymi przeważnie wokół hip hopu („Till The Beat Won’t Stop”, „We Are Hip Hop”, „Beyond The Drums”, „Poetry Is Movin’”), co powinno usatysfakcjonować  większość odbiorców. Od początku LP widać świetną nić porozumienia pomiędzy Tekiem a Figubem – obaj artyści bezproblemowo dogadują się między sobą, do tego są autentyczni i nie wybierają żadnych dróg na skróty, co należy uznać za duży atut płyty. Goście przewijający się przez album (szczególnie Noritsu) nadają poszczególnym utworom dodatkowej głębi. Jeżeli ktokolwiek poszukuje więcej niż poprawnej współczesnej płyty zrealizowanej przez rapera i producenta, to powinien zapoznać się akurat z tym wydawnictwem.

    Projekt dostępny do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i witrynach pokrewnych. „The Everyday Headnod” do nabycia w wydaniu elektronicznym i fizycznym. Płyty winylowe ukazały się nakładem Vinyl Digital. Album promują 4 single – „Too Many Pictures”, „3 Wonderers”, „We Are Hip Hop” i „Gang Of Trees”. Do każdego z tych nagrań nakręcono także videoclipy. Teknical Development i Figub Brazlevič przygotowali kompletny boom-bapowy projekt, do tego duet odpowiada za jeden z lepszych materiałów drugiej połowy tego roku.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Ninjaz In The Mist feat. Christmaz & Tesla
    3. Till The Beat Won’t Stop
    4. We Are Hip Hop feat. Noritsu
    5. The Still Picture
    6. Beyond The Drums
    7. Gang Of Trees feat. Noritsu
    8. The Afterlife feat. Rob Really & BadFX
    9. Too Many Pictures
    10. 3 Wonderers
    11. The Everyday Headnod feat. Mic Donet
    12. Alone At The Broken Home
    13. Wild Flowers (The Musical) feat. Rob Really
    14. A Monkey Called Nature
    15. Poetry Is Movin’ feat. Noritsu
  • Ka i Preservation opowiadają o Days With Dr. Yen Lo

    Ka i Preservation opowiadają o Days With Dr. Yen Lo

    4–6 minut

    W ostatnich latach doszło do licznych zmian na scenie hip hopowej. Wytyczne, jakimi kierują się współcześni artyści, wyglądają obecnie zupełnie inaczej, niż przedtem. Prawdziwą zmorą okazał się istny wysyp twórców bez praktycznie żadnej erudycji muzycznej. Doczekaliśmy się dziwnych czasów, w których setki wykonawców dąży do przedstawiania nowych form hip hopowych, które tak naprawdę są pozbawione wartości dodanej i nie są przyswajalne nawet na krótszą metę dla odbiorców. W mainstreamie widać to najbardziej, aczkolwiek półkę niżej łatwiej o kalki i tzw. copycatów, niż o rasowych artystów. Nic dziwnego w tym, iż starsi twórcy i młodsi wykonawcy posiadający wiedzę o tworzeniu muzyki, wyróżniają się teraz na scenie. Wystarczy choćby zapoznać się z albumem Ka i Preservationa – „Days With Dr. Yen Lo” – aby dostrzec powyższe elementy, które coraz rzadziej pojawią się w obiegu.

    Przez alternatywną stronę rapu przewinęło się mnóstwo specyficznych i osobliwych postaci, których niecodzienny styl w oka mgnieniu zapadał w pamięć. W tym miejscu wypada wspomnieć o przedstawicielu Brooklynu, Ka. Ze względu na wyjątkowy styl mieszkaniec Brownsville nie zaistnieje w szerszym kręgu odbiorców. Jednak zupełnie się on tym nie przejmuje, operując we własnym zagadkowym i potrafiącym pochłonąć do reszty świecie.

    Nowojorczyk pojawił się na scenie hip hopowej już ponad 20 lat temu. W początkowych latach swojej działalności artysta był związany z dwoma formacjami – Natural Elements i Nightbreed. Pierwsza z tych grup pozostawiła po sobie serię dwunastek, EP-ek i jedną kompilację, ale Ka nie był w stanie pokazać na tych projektach pełnię swojego talentu. Po 1998 roku amerykański twórca zniknął zupełnie ze środowiska rapowego.

    Kiedy wydawało się, że już więcej nie pojawi się on w tej branży, to niespodziewanie dekadę później ten wykonawca pojawił się na płytach GZA i Mellow Mana Ace’a. W tym samym roku ukazała się premierowa płyta Kaseema Ryana, „Iron Works”. Niewiele osób odnotowało jego powrót, ale sytuacja ta zmieniła się za sprawą drugiego solowego albumu Ka z 2012 roku, „Grief Pedigree”. Wydawnictwo sprzed ponad 3 lat okazało się przełomowym momentem w jego karierze. Jedyny w swoim rodzaju styl artysty – flow zbliżające się do spoken wordu i wyłaniające się z miejskich zakamarków „nocne” beaty – znalazł wielu zwolenników. Wydany przez niego w 2013 roku kolejny longplay, „The Night’s Gambit”, stanowił potwierdzenie tego, iż nawet ponad 40-letni twórca może otrzymać drugie życie w rapie.

    Ka zasłynął też z niezależności – nie dość, że samodzielnie odpowiadał za warstwę liryczną i muzyczną na swoich płytach, to w dodatku każdy teledysk kręcił na własną rękę, a płyty kompaktowe i winylowe sprzedawał do pewnego momentu jedynie przez utworzone przez siebie Iron Works Records. W związku z tym za pewnego rodzaju zaskoczenie należało uznać nagranie przez artystę wspólnej płyty z Preservationem. Nowojorski DJ może być kojarzony przez słuchaczy przez kultową w pewnych kręgach grupę Sonic Sum, a także długoletnią współpracę z Mos Defem. W 2013 roku ten wykonawca wypuścił dwa dobrze przyjęte materiały – „Old Numbers” i „The REcstatic”. Po tych projektach Preservation zmierzył się z największym wyzwaniem w swojej karierze – wyprodukowaniem płyty Ka. Obaj artyści wydali „Days With Dr. Yen Lo” pod szyldem specjalnie założonej do tego celu grupy Dr. Yen Lo. Wydawnictwo oddano do rąk wyedukowanych muzycznie ludzi.

    Nowojorski duet postanowił wypuścić materiał w maju, zupełnie nie przejmując się ogromną konkurencją ze strony dziesiątek artystów, którzy wydali nowe projekty w tym samym okresie. Duet wyszedł z założenia, że docelowa nisza odbiorców i tak sięgnie po ich materiał, nawet pomimo silnego natężenia premier płytowych. Przypuszczenia te nie wzięły się znikąd – poprzednie solowe wydawnictwa Ka doczekały się licznych wzmianek na poczytnych serwisach, co pokazało, iż wcale nie jest tak źle ze współczesną branżą muzyczną. Podobnie stało się w przypadku „Days With Dr. Yen Lo”. Skomplikowane opowieści o Dr. Yen Lo przewinęły się przez większe (Pitchfork, Spin, Stereogum, itd.), jak mniejsze strony, dzięki czemu o projekcie dowiedziało się sporo odbiorców.

    Wszyscy ci, którzy poznali wcześniej twórczość Ka, zadawali sobie pytania, jak wypadnie on w zestawieniu z Preservationem. W końcu oryginalne flow artysty jest wymagające dla każdego beatmakera. Nowy partner muzyczny przedstawiciela Brooklynu wyszedł z tego obronną ręką. Producent zadbał o wciągające i okryte płaszczem niewiadomej podkłady, które idealnie współgrały z zawiłymi historiami Ka. Emcee zadbał o to, aby historie o tajemniczych i nieodgadnionych seansach Dr. Yen Lo, nie były łatwe do rozszyfrowania nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty. Owszem, punkt wyjściowy projektu został podany do wiadomości (koncept albumu bazuje na powieści Richarda Condona, „The Manchurian Candidate”, oraz filmowi pod tym samym tytułem z 1962 roku). Jednak sposób, w jaki nowojorski duet ukazał ponad 3-letnie obcowanie z Dr. Yen Lo, prowadzi do licznych pytań. „Days With Dr. Yen Lo” najbliżej do paranoicznego i budującego napięcie thrillera, który sprawia, iż można stracić kontakt z rzeczywistością (patrz: otwierające materiał „Day 0”). Każda wstawka z „The Manchurian Candidate” wprowadza odbiorcę do kolejnego etapu w życiu głównego bohatera płyty (chronologię wydarzeń celowo przestawiono). W tym niecodziennym krajobrazie pojawia się jeden gość, Roc Marciano, raper operujący najbardziej zbliżonym stylem do Ka. Wszyscy pozostali mogą być jedynie osobami poszukującymi prawdy o Dr. Yen Lo.

    Projekt udostępniono na Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Wydawnictwo można nabyć w formacie cyfrowym (iTunes, Amazon, itd.) oraz fizycznym (płyty kompaktowe i winylowe). Jak zwykle w przypadku nagrań Ka, kampania promocyjna skupiła się na serii videoclipów. Do tej pory klimatyczne czarno-białe obrazy powstały do „Day 0”, „Day 3”, „Day 81”, „Day 70” oraz „Day 912” (w przygotowaniu kolejne teledyski). „Days With Dr. Yen Lo” bezsprzecznie należy do najbardziej zajmujących i wciągających tegorocznych płyt. Warto w pełni skupić się i poświęcić czas na rozwikłanie wszystkich tajemnic towarzyszących enigmatycznej postaci Dr. Yen Lo.

    Tracklista

    1. Day 0
    2. Day 811
    3. Day 3
    4. Day 1125
    5. Day 777
    6. Day 110
    7. Day 81 feat. Roc Marciano
    8. Day 22
    9. Day 93
    10. Day 13
    11. Day 70
    12. Day 912
  • The Many Faces of UGeorge pierwszą płytą UGeorge’a

    The Many Faces of UGeorge pierwszą płytą UGeorge’a

    3–5 minut

    Wszelkie badania demograficzne dotyczące środowiska hip hopowego są szalenie wciągające. W końcu tylko w tym nurcie muzycznym tak często dyskutuje się o wieku zarówno artystów, jak i słuchaczy. Mnóstwo relacji zachodzących pomiędzy obiema grupami można dowolnie uszeregować. Wybór grupy docelowej przez wykonawców stanowi tak naprawdę sedno sprawy. W końcu każdy wykonawca powinien określić swoją grupę docelową i wraz z upływem lat dokumentować sukcesywny rozwój, a nie taplać się w stagnacji. W związku z powyższym wypada mocno docenić każdego współczesnego rapera starającego się tworzyć płyty dedykowane głównie swoim rówieśnikom, a nie tylko młodszemu pokoleniu. W ten krajobraz zgrabnie wpisuje się przedstawiciel Soundsci, UGeorge. W zeszłym miesiącu odbyła się premiera jego premierowego LP – „The Many Faces of UGeorge”.

    W undergroundzie można wyróżnić wielu doświadczonych raperów, nagrywających muzykę przeważnie z myślą o swoich rówieśnikach, aniżeli o przedstawicielach młodszego pokolenia. UGeorge stanowi doskonały przykład Emceego zorientowanego na rap, którego odbiorcami są starsi słuchacze. Artysta pochodzący z Wysp Dziewiczych pozostaje wierny zasadom Złotej Ery hip hopu. Jeżeli prześledzimy jego życiorys, to nie powinniśmy się specjalnie zdziwić powyższym założeniom George’a Moolenaara.

    Amerykański wykonawca wychowywał się w umuzykalnionej rodzinie. Jego rodzice byli muzykami i już w dzieciństwie ukształtowali jego w tym kierunku. UGeorge nauczył się gry na gitarze i perkusji, a przy tym brał lekcje śpiewu, co zaprocentowało w jego późniejszej działalności muzycznej. Raper dorastał w Nowym Jorku w czasach, gdy formowała się kultura hip hopowa. Przez następne lata poznał on na wylot rap, ale musiało minąć wiele lat zanim zdecydował się on na nagrywanie muzyki. Po spędzeniu dłuższego czasu na współpracy z innymi twórcami (The Hemisphere, Floyd The Locsmif, Tariq L., Stahhr, Scienz Of Life i pozostali należeli do partnerów muzycznych tego artysty), UGeorge stał się częścią międzynarodowej formacji Soundsci. Wraz z Oxygenem, Audesseyem, Ollie Teebą i Jonnym Cubą wydał kilka płyt, w tym „The Ultimate EP”, „Expo 2014”, „Formula 99” oraz „Soundsational”. Po serii wydawnictw zrealizowanych ze swoimi kompanami, Emcee poczynił kroku w stronę wypuszczenia solowego albumu. „The Many Faces of UGeorge” to skrupulatnie przygotowany projekt, który mógłby posłużyć za wzorzec młodym adeptom rapu.

    Premierę projektu wyznaczono na 9 listopada. Wydaniem materiału zajęła się wytwórnia płytowa założona przez Soundsci, World Expo Records. Przed opublikowaniem materiału Jonny Cuba przekonywał, że UGeorge nagrał najlepsze jak do tej pory wydawnictwo sygnowane przez tę formację. Początkowo można było traktować powyższą opinię z przymrużeniem oka, gdyż wcześniej międzynarodowa grupa wypuściła kilka grubych płyt. Jednak każdy niedowiarek wnet przekonał się, iż brytyjski producent doskonale wiedział, o czym mówi. „The Many Faces of UGeorge” to najbardziej dopracowana płyta, jaka wyszła dotąd od członków Soundsci. Projekt sprzed miesiąca automatycznie docenią miłośnicy korzennego rapu oraz osoby poszukujące dojrzałych materiałów hip hopowych. Trzeźwe spojrzenie na środowisko rapowe oraz codzienne sprawy widziane oczami 40-letniego Emceego przetaczają się przez cały album. UGeorge udowadnia na tym projekcie, że jest rasowym raperem. W „40 Year Old Rapper” (najważniejszy utwór na płycie), „I Ain’t Watchin’ You”, „Blowin’ Up”, „Thaddeus Speaks” czy „When We Were Young” (reminiscencyjne nagranie z właściwie podanym refrenem) gospodarz longplaya błyszczy najjaśniej. Wszystko to skrzętnie łączy z warstwą muzyczną albumu, za którą odpowiadają Ollie Teeba, Jonny Cuba, The ProcessMyke ForteFloyd the LocsmifAudessey. Płytę uzupełniają gościnne udziały członków Soundsci (Supastition od tego roku również należy do tej formacji), czyli wszystko zostało w rodzinie. „The Many Faces of UGeorge” podano z dbałością o szczegóły – poprawny mix i mastering płyty nadają dodatkowego połysku wydawnictwu. Wypada o tym pamiętać, ponieważ obecnie nawet w undergroundzie nie jest tak łatwo znaleźć wykonawców o podobnym etosie pracy i nastawieniu do rapu.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie. „The Many Faces of UGeorge” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Album promuje kilka singli – „Blowin’ Up”, „Conscious” oraz „Interview with a Vampire” (utwór spoza płyty, który ukazał się na tydzień przed premierą materiału). Do pierwszego z tych nagrań powstał również videoclip. UGeorge pokazuje, że nawet w zaawansowanym wieku można postarać się o wydanie klasowego debiutu na scenie hip hopowej.

    Tracklista

    1. 40 Year Old Rapper (prod. Myke Forte)
    2. I Ain’t Watchin’ You (prod. Floyd the Locsmif)
    3. Three the Hard Way feat. Oxygen & Audessey (prod. Ollie Teeba & Jonny Cuba)
    4. Mr Right Now (prod. The Process)
    5. Class In Session (prod. Ollie Teeba)
    6. Thaddeus Speaks (prod. Silent Someone)
    7. Generations feat. Supastition (prod. The Process)
    8. I Give In (prod. Myke Forte)
    9. Blowin’ Up feat. Oxygen & Audessey (prod. The Process)
    10. Tribute (prod. Ollie Teeba)
    11. When We Were Young feat. Oxygen & Audessey (prod. Jonny Cuba)
    12. Speechless (Bonus Track) [prod. Myke Forte]
    13. Conscious (Bonus Track) [prod. Audessey]
  • Emancipator żegluje po Seven Seas

    Emancipator żegluje po Seven Seas

    3–5 minut

    W środowisku muzycznym dosyć często dochodzi do zakładania wytwórni płytowych przez samych artystów. Zazwyczaj następuje to w przypadku, gdy poszczególni twórcy rezygnują z nagrywania muzyki dla dotychczasowych wydawców i usiłują skupić pełną działalność w swoich rękach. Powyższe zjawisko szczególnie występuje w niezależnych kręgach, co nie powinno nikogo dziwić. Redefinition Records, Computer Ugly, Mortier Music, Linear Labs, Red Apples 45, Slice Of Spice Records czy Jamla Records, to tylko niektóre firmy powstałe w ostatnich latach z inicjatywy wykonawców. Do tej grupy należy zaliczyć też Loci Records, którego założycielem jest znamienity Emancipator. Oprócz obowiązków wydawniczych popularny producent nadal tworzy muzykę. 25 września ukazał się jego nowy materiał, „Seven Seas”.

    Pod koniec poprzedniej dekady pojawiło się na świecie sporo utalentowanych producentów, o których większość osób dowiadywała się z blogów udostępniających płyty do pobrania (złote czasy tej formy piractwa). W tym kręgu znalazł się skromny Douglas Appling. Nikomu nieznany artysta z amerykańskiego Portland wydał debiutancką płytę w 2006 roku i w oka mgnieniu znalazł się na ustach sympatyków trip-hopu, downtempo i abstrakcyjnego hip hopu. W ten sposób Emancipator wprowadził się na międzynarodową scenę muzyczną, stając się jednym z objawień w szeroko pojętych nurtach instrumentalnych.

    Pierwsze dwa pełne albumy beatmakera – „Soon It Will Be Cold Enough” i „Safe In The Steep Cliffs” – zachwyciły mnóstwo odbiorców. Niezwykle nastrojowe i upajające dźwięki, rozbudowane nagrania zawieszone pomiędzy czasem a przestrzenią oraz wszechobecna nostalgia stały się znakami rozpoznawczymi Emancipatora. Od początku działalności mieszkaniec Oregonu stawiał na niezależność, przez co jego materiały nie pojawiały się w szerokiej dystrybucji i można było je nabyć najpierw jedynie w wersji cyfrowej. Amerykanina po pewnym czasie wyłowiły japońskie oficyny wydawnicze – Rockwell Product Shop i Hydeout Productions – dzięki którym „Soon It Will Be Cold Enough” i „Safe In The Steep Cliffs” trafiły do obiegu na płytach kompaktowych.

    Po okresie przejściowym przypadającym na wydanie 4 lata temu „Remixes”, Emancipator zdecydował się na założenie własnej oficyny wydawniczej. Następny album producenta, „Dusk To Dawn”, ukazał się już pod patronatem Loci Records. Wydawnictwo sprzed blisko 3 lat przysporzyło wykonawcy licznych nowych fanów. Za sprawą Jakarta Records płyta doczekała się również dystrybucji na kontynencie europejskim, co pozytywnie wpłynęło na pozycję beatmakera w hierarchii artystów z nurtu roztaczającego się od downtempo po elektronikę. Po tym wydawnictwie Emancipator skupił się na rozwoju Loci Records, co naprawdę udaje się jemu z powodzeniem. Label umożliwił wydanie muzyki Stèva, D.V.S.-a, Nyma, Frameworksa, Lapy i Tora. W pierwszej połowie br. trafiły do obiegu dwa nowe projekty bohatera tego artykułu – „Dusk To Dawn Remixes” i płyta koncertowa „Live In Athens”. Oba projekty okazały się tylko przedsmakiem do kolejnego longplaya Emancipatora. „Seven Seas” stanowi dowód na klasę amerykańskiego producenta.

    Zapowiedzi projektu pojawiły się w internecie na początku września. Właściciel Loci Records postanowił nie bawić się w długą kampanię promocyjną i nie stosował żadnych tanich chwytów marketingowych. Rzecz jasna mógł on sobie na to pozwolić, ponieważ posiada on licznych sympatyków w różnych zakątkach globu i nie musi się też martwić o zainteresowanie ze strony mediów. Już w przedsprzedaży mnóstwo osób sięgnęło po „Seven Seas”, co było dowodem na coraz większą popularność Emancipatora oraz wiarę wielu osób w odpowiednio wysoką wartość tego projektu. Po opublikowaniu albumu okazało się, że artysta z Północno-Zachodniej części USA nadal potrafi pozytywnie zaskoczyć. W czasie, gdy multum artystów dąży w kierunku minimalizmu, Douglas Appling ugryzł ten temat z zupełnie innej strony. Po wydaniu „Dusk To Dawn” nagranego przy udziale tzw. żywych instrumentów, większość koncertów producenta odbywała się przy akompaniamencie szeregu muzyków grających na basie, skrzypcach, klarnecie, saksofonie, perkusji, itd. Emancipator zdecydował się na włączenie tych osób na „Seven Seas” i rozbudowaniu konceptów z poprzedniego LP. Jaki to przyniosło efekt? Więcej niż zadowalający. Instrumenty występujące nadały utworom głębszego brzmienia. „All In Here”, „1993”, „Canopy”, „Barnacles” czy „The Key” wypadły naprawdę okazale, dobitnie pokazując, że w przypadku doświadczonych beatmakerów dalszym etapem wcale nie musi być oszczędne brzmienie, lecz próba sięgnięcia po bardziej ekspresyjne i bogatsze metody. Warto też zwrócić uwagę na wokalistkę Madelyn Grant, uzupełniającą tytułowe „Seven Seas” o dodatkowe elementy. Przy tak dobranej załodze można bezpiecznie żeglować po niezbadanych dotąd wodach.

    Projekt można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i innych serwisów streamingowych. Wersja cyfrowa „Seven Seas” jest dostępna w sprzedaży na BC i iTunes. Ponadto wydawnictwo trafiło do obiegu na płytach kompaktowych. Album promują single „Ocelot” i tytułowe „Seven Seas”, do których powstały również teledyski. Emancipator przy kooperacji z licznymi muzykami nagrał przedni instrumentalny materiał. Niewielu producentów potrafi tak umiejętnie łączyć w swoich nagraniach odmienne światy, jak akurat właściciel Loci Records.

    Tracklista

    1. All In Here
    2. Seven Seas feat. Madelyn Grant
    3. 1993
    4. Ocelot
    5. Vision Quest
    6. Land & Sea feat. Molly Parti
    7. Canopy
    8. Delta Trance
    9. The Key
    10. Oasis
    11. Honey
    12. Barnacles
  • Kompilacja nagrań The Jazz Jousters – The Vault

    Kompilacja nagrań The Jazz Jousters – The Vault

    3–5 minut

    W niezależnych kręgach muzycznych nader często przewija się temat (net)labeli i platform muzycznych. Na całym świecie można doliczyć się dziesiątek tego typu przedsięwzięć, mniej i bardziej znanych. W poszczególnych przypadkach początkowo niewielkie inicjatywy przeradzają się w działające z dużym powodzeniem firmy (patrz: Soulection, HW&W, Cold Busted). W dzisiejszych czasach przeważają kolektywy łączące artystów zorientowanych na nowoczesne formy muzyczne. Z drugiej strony, nadal możemy wyróżnić labeli zwracających się ku muzyce opartej o brzmienie z dawnych lat. W tym gronie umieścimy powstałe ponad dekadę temu Millennium Jazz Music. Międzynarodowy kolektyw zrzesza producentów kultywujących tradycje jazz-hopowe. Niedawno ukazała się kompilacja „The Vault”, zawierająca wybrane utwory najbardziej znanego ogniwa MJM, The Jazz Jousters.

    W ostatnim okresie niejedna platforma wydawnicza mocno zaznaczyła swoja obecność w środowisku muzycznym. W niszy nastawionej na instrumentalne wydawnictwa coraz lepiej stoją akcje Millennium Jazz Music. Przez dłuższy okres przedsięwzięcie zainicjowane przez Gadgeta nie wyróżniało się spośród innych kolektywów. W końcu na przestrzeni ostatnich lat do głosu doszło multum (net)labeli, które zrzeszają szereg twórców z rozmaitych zakątków świata. Problem w tym, że większość tego typu inicjatyw nie różni się między sobą w zasadzie niczym, nie wnosząc przy tym niczego specjalnego. MJM znalazło sposób na wyróżnienie się i wprowadzenie świeżego powiewu w tym środowisku, a wszystko to za sprawą The Jazz Jousters.

    Kolektyw powstał w połowie 2012 roku. Podstawowym założeniem TJJ było składanie hołdu słynnym i wpływowym muzykom jazzowym poprzez wydawanie kompilacji zawierających utwory nawiązujące do ich twórczości. Gadget wespół ze SmokedBeatem, Bonesem The Beat Headem, Stay Classym, RickMalem i pozostałymi producentami rozpoczął imponującą serię projektów (łącznie ukazało się kilkadziesiąt części tego projektu). Działalność The Jazz Jousters szybko dostrzeżono w undergroundzie. Nie mogło być inaczej, ponieważ międzynarodowe przedsięwzięcie zachwycało realizowaniem swoich pomysłów oraz umiejętnością łączenia ilości z jakością wydawnictw.

    Ponad rok temu Millennium Jazz Music przedstawiło kolejny etap w istnieniu TJJ. Gadget i spółka postanowili sięgnąć po stare nagrania pochodzące z konkretnych krajów, tworząc tym samym cykl „Locations”. Wraz z płytami dedykowanymi muzyce z Japonii, Włoch, Niemiec, Nigerii, Brazylii i Polski przyszły też pierwsze materiały kolektywy publikowane na kasetach i płytach kompaktowych. Oprócz tego MJM firmowało produkcje pojedynczych artystów i grup. W tym roku dzięki tej oficynie wydawniczej ukazała się płyta polskiej formacji NoNameKolektyf, „Piramida Maslowa”, do której dołączono później remiksy (wkrótce więcej o tym zespole na łamach naszego serwisu). Po 3. rocznicy powstania TJJ doczekaliśmy się swoistego podsumowania tego okresu w postaci składanki „The Third Pass”. W dalszej kolejności pojawiło się the best of The Jazz Jousters. „The Vault” stanowi ukłon w stronę wszystkich sympatyków działalności producentów zrzeszonych pod sztandarem Millennium Jazz Music.

    Pierwsze zapowiedzi wydawnictwa przedostały się do sieci w trakcie ubiegłego lata. Po zakończeniu sezonu ogórkowego MJM przeszło do realizacji tego przedsięwzięcia. Jak się okazało, „The Vault” nadano podniosły charakter. Składankę najlepszych utworów The Jazz Jousters przygotowywano do wydania na kasetach i płytach winylowych, które dotąd nie pojawiły się w katalogu Millennium Jazz Music. Pomocną dłoń do labelu wyciągnął doskonale znany sklep płytowy, HHV.DE (Niemcy odgrywają dużą rolę w niezależnym środowisku muzycznym) – bez ingerencji naszych zachodnich sąsiadów woski nie ujrzałyby światła dziennego. Przedsprzedaż kompilacyjnego albumu rozpoczęła się jeszcze we wrześniu. Materiał wzbudził zainteresowanie odbiorców niemal natychmiast (wszystkie winyle wyprzedano na Bandcampie w 2-3 tygodni). „The Vault” trafiło do obiegu na przełomie października i listopada. Selekcja utworów na album trwała długo i była pracochłonna. Nic dziwnego, przecież katalog TJJ jest nad wyraz rozbudowany. Ostatecznie na kompilację trafiło 25 ścieżek. Co ciekawe, każdy utwór pochodzi od innego beatmakera. Oprócz nagrań stałych członków kolektywu (Gadget, Pawcut, Bones The Beat Head, SmokedBeat, Dr. Dundiff, Slim The Chemist, DJ Mentos, Diligent Fingers) na składance nie zabrakło także produkcji osób związanych jedynie z poszczególnymi projektami MJM (Pigeondust, Es-K, FloFilz, Ja:Kova). Dzięki temu uzyskaliśmy treściwy i dogłębny przekrój przez pokaźne zbiory The Jazz Jousters, które powiększą się w przyszłości o kolejne jazz-hopowe płyty.

    Projekt trafił na Bandcampa, Spotify, Deezera oraz pokrewne serwisy streamingowe. Pomimo wysokiego zainteresowania słuchaczy, w sklepie HHV.DE w dalszym ciągu można nabyć kompilację na płytach winylowych i kasetach. „The Vault” to nie tylko podsumowanie dotychczasowej działalności The Jazz Jousters, ale także dowód na to, iż istnieje popyt na wydania fizyczne materiałów serwowanych przez platformy utożsamiane głównie z muzyką w postaci cyfrowej.

    Tracklista

    1. Joe Davies – Just Relax
    2. Pigeondust – Never Be Blind
    3. Es-K – Coolin’ In July
    4. Bones The Beat Head – Through The Window
    5. Pawcut – Goodbye
    6. SmokedBeat – CA
    7. Stay Classy – Mr. T
    8. Blue Buttonz – Darker Shades of Blue
    9. Gadget – Hall of Resonance
    10. Dr. Dundiff – History
    11. RickMal – Upstreamin’
    12. Scaley WaleZ – Una Brisa De La Isla
    13. Slim The Chemist – Power of Music
    14. Mr. Moods – Laws of Gravity
    15. Jaze Baqti – Lonesome Journey
    16. FloFilz – Adrett
    17. KNYT – Roses
    18. Diligent Fingers – Heart Strings
    19. Oldy Clap Recordz – Art & Fact
    20. DJ Mentos – Like A Memory
    21. Wriggly Scott – More Green
    22. B3NBi – One Mile Loop
    23. Ja:Kova – In This Hotel
    24. Skinnista – Dell’s Dilema
    25. Dr. MaD – Under The Gods feat. Téhu
  • Dirty Dike wprowadza do Sucking On Prawns In The Moonlight

    Dirty Dike wprowadza do Sucking On Prawns In The Moonlight

    3–4 minut

    Od tego weekendu możecie spodziewać się serii artykułów o płytach wydanych po przerwie wakacyjnej (i nie tylko). Jak co roku, począwszy od września mamy do czynienia z wysypem nowych projektów. Tylko na początku jesieni wydawcy opublikowali kilkanaście większych i kilkadziesiąt mniejszych materiałów godnych polecenia. Guilty Simpson, Apollo Brown, Dam-Funk, Blackalicious, The Underachievers, Mood, Kill Emil, Wordsworth & Donel Smokes, Mega Ran, Kriswontwo, Massive Suits Quartet (aka Dandy Teru), Professor Brian Oblivion i inni zaprezentowali słuchaczom swoje świeże nagrania. Zanim przejdziemy do przynajmniej części tych płyt, sięgniemy po album brytyjskiego twórcy Dirty Dike’a, „Sucking On Prawns In The Moonlight”. Longplay sprzed dwóch miesięcy stanowił jedną z większych pozytywnych niespodzianek września.

    Kondycję brytyjskiej sceny (około) hip hopowej można określić mianem więcej, niż zadowalającej. Do tego walnie przyczyniają się artyści nagrywający dla High Focus Records, wśród których wypada wyróżnić Dirty Dike’a. Artysta zamieszkały w Londynie należy obecnie do najjaśniejszych punktów HFR. Na opinię jednego z najciekawszych współczesnych twórców z Wysp Brytyjskich usilnie pracuje on od 2008 roku. Nieokrzesany i nieco chaotyczny wykonawca na pierwszy rzut oka nie wydaje się materiałem na rasowego Emceego. Jednak z każdym kolejnym wydawnictwem Brytyjczyk udowadnia, że potrafi on nagrywać utwory i pełne wydawnictwa, które potrafią błyskawicznie zarażać odbiorców.

    Przed 7 laty odbyła się premiera debiutanckiej płyty rapera i producenta w jednym, „Bogies & Alcohol”. Tytuł projektu opublikowanego przez School Bully Records (słodka nazwa wytwórni płytowej, nieprawdaż?) doskonale oddaje spektrum zainteresowań Dirty Dike’a. Na dalszych projektach charakterystyczny wykonawca dobitnie pokazuje, iż trzeba się z nim liczyć na brytyjskiej scenie. W latach 2011-14 wypuścił on trzy materiały – „Constant Dikestar”, „The Sloshpot EP” i „Return Of The Twat”. Dzięki tym płytom i współpracy z innymi twórcami (Jamem Baxterem, The Four Owls, Dead Players, Al’ Tarbą, BVA, Mr Keyem & Greenwood Sharpsem) Dirty Dike zjednał sobie liczne grono sympatyków. Po wydaniu „Sucking On Prawns In The Moonlight” jego pozycja w środowisku rapowym uległa umocnieniu.

    Premierę projektu wyznaczono na 21 września. Wydawnictwo poprzedziły trzy single – „I Ain’t Got A Clue”, „Isleham Swamp” i „Prawns” – zwiastujące klasowy projekt. Już wcześniejsze materiały Brytyjczyka spotkały się z uznaniem w oczach serwisów muzycznych i przeciętnych słuchaczy. Z drugiej strony, można było odczuć, że Dirty Dike nie pokazał pełni swoich nieprzeciętnych umiejętności. Prawdziwa erupcja jego talentu nastąpiła na „Sucking On Prawns In The Moonlight”. Wyjątkowy styl, jaki operuje raper, łączący specyficzne flow z szerokim wachlarzem porównań i szczerych wersów, przyciąga uwagę słuchaczy od początku trwania tego LP. Oczywiście na wrześniowym albumie nie zabrakło znaku firmowego londyńczyka – hymnu na cześć imprezowych szaleńców („Alcoholic Tosser”). Pomimo stałego programu w twórczości Dirty Dike’a, to nie należy to do najważniejszych punktów na „Sucking On Prawns In The Moonlight”. Oprócz wspomnianych singli oraz „Takeover”, „Paper Tigers” oraz „Great Attempt” najlepiej wypada końcówka płyty. Refleksyjne „Crystal Cindy”, „Feast” i „Hold My Hands”, to zdecydowanie najbardziej znaczący moment na tym albumie. Wydawnictwo zamyka posse cut „Posse Gang Eight Million” z udziałem dobrych znajomych gospodarza longplaya. Wypada też zaznaczyć, że wszyscy producenci zaangażowani w powstanie projektu (od Sama Zircona, aż po Klagena) odwalili kawał dobrej roboty, dostarczając brudne, gdzieniegdzie mocno urozmaicone, tłuste beaty. Płyta przeznaczona nie tylko miłośnikom testowania różnych smaków owoców morza i wielbicieli nocnych eskapad.

    Wydawnictwo opublikowano na Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. W wydanie cyfrowe „Sucking On Prawns In The Moonlight” można zaopatrzyć się na Bandcampie, iTunes czy Amazonie. Wersja fizyczna (płyty kompaktowe i winylowe) do nabycia w sklepie High Focus Records. Album promuje seria ww. singli – „I Ain’t Got A Clue”, „Isleham Swamp” oraz „Prawns”. Do każdego z tych utworów powstał także videoclip. Dirty Dike nagrał mocną i wyrównaną płytę, będącą kolejnym dowodem na wysoką jakość współczesnego brytyjskiego rapu.

    Tracklista

    1. Great Attempt feat. Fliptrix (prod. Sam Zircon)
    2. Alcoholic Tosser (prod. Chairman Maf)
    3. I Ain’t Got A Clue (prod. Joe Corfield)
    4. Mallory & Josephine (prod. Dr. Zygote & Jazz T; scratche Jazz T)
    5. Isleham Swamp (prod. Joe Corfield)
    6. The Lamb Shank Intermission (prod. Dirty Dike)
    7. Prawns (prod. Chairman Maf; scratche DJ Sammy B-Side)
    8. Takeover feat. Remus
    9. Paper Tigers feat. Chester P & Verb T
    10. Me & You feat. Jam Baxter
    11. Crystal Cindy (prod. Dirty Dike)
    12. Feast (prod. Konchis)
    13. Hold My Hands (prod. Klagen)
    14. Posse Gang Eight Million feat. Remus, Ocean Wisdom, Jam Baxter, Lee Scott & Dabbla
Translate »