Kategoria: News

  • Darmowy album: Gene The Southern Child – Southern Meridian

    Darmowy album: Gene The Southern Child – Southern Meridian

    3–5 minut

    Jeżeli pada hasło „rap z południowej części USA”, to większość osób pomyśli o wykonawcach związanych z Memphis, dirty Southem czy crunkiem, względnie całą Atlantą. Po części można to zrozumieć, ponieważ twórcy z Południa Stanów Zjednoczonych zdominowali w ostatnich dekadach mainstream. Jednak słuchacze utożsamiający ten region tylko z powyższymi nurtami posiadają mocno zakłamany i zawężony obraz rzeczywistości. W końcu Geto Boys, OutKast, UGK (właśnie z końca ub. wieku pochodzą najlepsze ich dokonania) czy Goodie Mob odegrali znaczące role w rozwoju muzyki hip hopowej, będąc związanymi z zupełnie innymi odmianami hip hopu. Nie mówiąc już o niezliczonej rzeszy raperów i producentów z Memphis. Niektórzy ze współczesnych twórców z Południa USA z powodzeniem nawiązują do minionych czasów. Jednym z nich jest Gene The Southern Child. Jego ostatni album nagrany z Parallel Thought – „Southern Meridian” – stanowi odę do gangsta rapu podaną w znakomity sposób.

    We współczesnym świecie gangsta rap w zasadzie nie istnieje. Jeżeli ktokolwiek poszukuje rasowych raperów kultywujących ten styl, to powinien zwrócić swój wzrok wcale nie na Kalifornię, a na Południe Stanów Zjednoczonych. W tamtejszym Florence mieszka na co dzień właśnie Gene The Southern Child. Osoby postronne mogą uznać jego za niewiele znaczącą postać na scenie hip hopowej, popierając to jego niewielką obecnością na portalach społecznościowych i stronach muzycznych. Jeżeli jednak zapozna się z jego twórczością, to szybko odkryje się świeże podejście u niego do nagrywania gangsta rapu.

    Przez początkowe lata działalności Gene The Southern Child nagrywał w pełni własnym sumptem, przebijając się tylko w lokalnym środowisku rapowym. Po tym okresie pomocną dłoń wyciągnęli do niego znani z eksperymentalnych brzmień członkowie grupy producenckiej Parallel Thought. Nowi partnerzy muzyczni mieszkańca Alabamy szybko znaleźli im wspólny język, co przełożyło się na wydanie przez nich pierwszego wspólnego materiału, „A Ride With The Southern Child”. Wydawnictwo z połowy 2012 roku ukazało duży potencjał drzemiący w GTSC. Chropowaty i charakterystyczny styl szybko stał się jego wyróżnikiem w undergroundzie. Drugą płytę wyprodukowaną przez Parallel Thought„Artillery Splurgin’” – w pewnych kręgach okrzyknięto mianem jednego z przespanych albumów 2013 roku, któremu należał się znacznie większy rozgłos. Co ciekawe, takie opinie nie napływały jedynie od niezależnych stron i słuchaczy, ale także od przedstawicieli mainstreamu (SPIN, XXL, itd.). Doprowadziło to do tego, że na kolejnego materiału Gene’a The Southern Child wypatrywało więcej osób, niż wcześniej. „Southern Meridian” potwierdziło nie tylko duży potencjał rapera, lecz również stanowi dowód na to, iż formuła gangsta rapu wcale nie wyczerpała się zupełnie.

    „Southern Meridian” ujrzało światło dzienne 8 lipca 2014 roku. Wzorem poprzednich wydawnictw wszystkie utwory na longplayu wyprodukowali przedstawiciele Parallel Thought. Pomimo tego iż ten tytuł był już trzecią płytą w dyskografii amerykańskiego rapera, to dopiero wtedy uznano, że to jego pełnoprawny debiut na scenie hip hopowej. Zadecydowało o tym kilka czynników. Przede wszystkim „Southern Meridian” już na początku otrzymało silne wsparcie od mediów i słuchaczy, czego nie można było powiedzieć przy wcześniejszych płytach artysty. Do tego doszła inna istotna kwestia – utwory zgromadzone na albumie stały na jeszcze wyższym poziomie, niż dotychczas. Bardziej dopracowane nagrania i niekonwencjonalny sposób ich podania okazały się największymi atutami longplaya. Tak treściwy materiał powstał w przeciągu zaledwie tygodnia, co przy tym pokazuje odpowiedni etos pracy wszystkich twórców zaangażowanych w nagrywanie płyty. Gene The Southern Child nie ograniczył się do topornej rąbanki w tekstach. Owszem, wszystko oscyluje wokół ulicznych historii, ale zawiera liczne komentarze społeczno-polityczne i odwołania do lokalnej społeczności we Florence. Mocną stroną Emceego są również skrzętnie łączące się z beatami storytellingi. Parallel Thought ukierunkowało beaty zawarte na albumie specjalnie pod GTSC, zapewniając mu brudne, mroczne i nieschematyczne podkłady. W ten sposób zrealizowano stricte gangsterską produkcję, inspirowaną standardami z Kalifornii przeniesionymi na południowy grunt USA.

    Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa. „Southern Meridian” umieszczono do darmowego pobrania w sieci (link poniżej). Album trafił też do sprzedaży w postaci limitowanej edycji czerwono-czarnych płyt winylowych (obie edycje wosków sprzedały się w pełnych nakładach). Parallel Thought LTD. promuje materiał poprzez serię udanych videoclipów, które znalazły się również na popularnej stronie Adult Swim. Obrazy powstały do następujących nagrań – „Split Personality”, „Smackman” oraz „Flo-Town”. Pojawił się także trailer LP. Gene The Southern Child należy z całą pewnością do grona najciekawszych współczesnych raperów, nie tylko wśród tych, którzy pochodzą z Południa USA. Warto mieć to na uwadze i bardziej doceniać tego wyrazistego artystę, podobnie jak Parallel Thought.

    DOWNLOAD Gene The Southern Child – „Southern Meridian”

    Tracklista

    1. Mobstyle
    2. Out Of Sight
    3. Flo-Town
    4. Split Personality
    5. Loyalty & Luxury
    6. Dopeman
    7. Ride With The Southern Child
    8. Smackman
    9. Proper Poet
    10. See You
    11. Calvary Dust
    12. Try Me
    13. Sucka Deal feat. Caness (Bonus Track)
    14. Police Pulled Me Over (Bonus Track)
  • Nowa płyta Epidemic – 4 Dimensions on a Paper

    Nowa płyta Epidemic – 4 Dimensions on a Paper

    4–6 minut

    W ub.r. ukazało się mnóstwo interesujących i wartościowych płyt. Po tak udanym roku na międzynarodowej scenie hip hopowej oczekiwania odbiorców wobec płyt wypuszczanych w kolejnych 12 miesiącach stały jeszcze na wyższym poziomie. W końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia, nieprawdaż? Jak pokazują pierwsze miesiące br. nie ma co narzekać na klasę opublikowanych już w tym roku wydawnictw, co jest znakomitym prognostykiem na dalszą część 2016 roku. Pierwszy kwartał przyniósł sporo zajmujących projektów autorstwa K-Defa, Budamunka, Andersona Paaka, Dday One’a, Samiyama,Open Mike’a Eagle & Paula White’a czy też Jungle Brown. Po obiecującym początku również w trakcie trwającej wiosny artyści dostarczyli co najmniej kilka materiałów, na które warto zwrócić uwagę. Wśród nich wybija się kolejny album Epidemic – „4 Dimensions on a Paper”.

    W ostatnich 5 latach do głosu doszło sporo przedstawicieli neo boom-bapu. Jednym z najbardziej wyrazistych przedstawicieli tego nurtu stała się niepostrzeżenie florydzka formacja Epidemic. Jeszcze na początku 2013 roku wielu przedstawicieli mediów i zwykłych słuchaczy pomijało Hex One’a i Tek-nitiona, nie doceniając ich warsztatu i podejścia do tworzenia muzyki. Jednak po wydaniu przez amerykańską grupę „Somethin’ For Tha Listeners” i kolejnych projektów obraz ten zaczął ulegać zmianie.

    Epidemic zadebiutowało na scenie hip hopowej we wrześniu 2011 roku. Wtedy to ukazała się debiutancka płyta zespołu wyprodukowana przez 5th Elementa, „Illin Spree”. Projekt wydany nakładem labelu założonego przez ten duet, Mic Theory Records, nie przebił się na większą skalę, lecz zwrócił uwagę na tę grupę sympatyków korzennego brzmienia rapu. Hex One i Tek-nition wyróżniali się znakomitą techniką (szczególnie ten pierwszy) i wymiennością w poszczególnych utworach. Drugi album formacji – „Monochrome Skies” – narobił większego zamieszania w środowisku. Wydawnictwo wyprodukowane przez Jessego Jamesa wypadło okazale, ale na większe uznanie ze strony mediów i odbiorców przyszło im czekać do premiery ww. „Somethin’ For Tha Listeners”.

    Po opublikowaniu blisko 3 lata temu tego materiału znacznie więcej osób zaczęło doceniać Epidemic. Pomimo tego iż praktycznie wszystkie czynności związane z muzyką – od nagrywania, przez wydawanie, aż po budowanie sieci kontaktów i promowanie – spoczywały w rękach wyłącznie duetu (bez pomocy z zewnątrz), to udało im się przebić, co nie pozostało bez echa w branży. W 2014 roku formacja wypuściła wspólną płytę z holenderskim producentem Tantu, „The Soulution”. Oprócz tego Hex One nagrał dwa solowe albumy, które odpowiednio wyprodukował BBZ Darney („String Theory”) i 5th Element („Hologramz”). Po serii udanych i coraz lepiej przyjmowanych wydawnictw Epidemic zwolniło nieco tempo, poświęcając większą część ub.r. na dokładne przemyślenia dotyczące kolejnego projektu. Po tym okresie grupa była gotowa na wydanie „4 Dimensions on a Paper”, na które warto było czekać.

    W pierwotnym założeniu nowa płyta formacji miała ukazać się jeszcze pod koniec 2015 roku. W pewnym momencie Hex One ogłosił, że wraz z Tek-nitionem postanowili zmienić koncepcję wydawnictwa, stawiając bardziej na autorskie koncepcje i nie przejmując się przy tym obecnie panującymi wytycznymi na scenie muzycznej. Zamiast nagrywać produkcję trwającą 30-40 minut, co jest coraz częściej spotykane w środowisku, Epidemic przedstawiło ponad godzinny album, stanowiący odpowiedni środek wyrazu dla tej formacji.

    W porównaniu do poprzednich płyt na „4 Dimensions on a Paper” zaszły dwie kluczowe zmiany. Produkcja całego longplaya nie spoczęła w rękach jednego producenta, jak to miało miejsce do tej pory. Owszem, głównymi twórcami podkładów są tutaj Norwegowie z Loop.Holes, ale 7 z 18 utworów zawartych na tym projekcie przypadło innym beatmakerom. Boora, Sicknessmp, Jewbei, Planet Ragtime, Figub Brazlevic i Da Eighth uzupełnili na LP swoich norweskich kompanów po fachu. Skandynawowie pokusili się o stworzenie bardziej urozmaiconego i interesującego środowiska względem wcześniejszych producentów, z którymi była związana amerykańska formacja. Elastyczność w tym względzie była podyktowana głównemu założeniu albumu – Hex One i Tek-nition podzielili całą płytę na 4 części, odwołując się przy tym do 4 pór roku. Przy okazji to 4 longplay w dyskografii tego zespołu. Wyławiając dwa interludia na każdą część roku przypadło po 4 utwory. Wszystko rozpoczyna się od pogodnego lata, przechodzącego do skłaniającej do refleksji jesieni i zimy, aż po przynoszącą nowe rozdanie i dającą nadzieje wiosnę. Z każdego rozdziału „4 Dimensions on a Paper” warto wyróżnić po jednej ścieżce. „Bout That Time”, „All I Need”, „Space Travelin’” i „Get it Now” stanowią znakomitą wizytówkę tego albumu. Jedyni goście na LP – Melanin 9 oraz Chad Bazel – dopasowali się do klimatu całej produkcji. Wszystko to przekłada się na najbardziej kompletny projekt w dotychczasowej karierze Epidemic. Warto mieć też na uwadze jeden znamienny fakt – amerykański duet nie boi się nagrywać z mniej znanymi twórcami z całego świata, co jest rzadkością, nawet w undergroundzie. W tym również tkwi wielkość tego zespołu.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Projekt dostępny w sprzedaży w formacie elektronicznym i fizycznym (płyty kompaktowe); w dalszej kolejności w obiegu pojawią się winyle. „4 Dimensions on a Paper” promują dwa single, do których powstały również videoclipy – „Bout That Time” oraz „From The Beginning”. Epidemic należy do ścisłej czołówki współczesnych grup boom-bapowych. Hex One i Tek-nition dobitnie udowodnili, że nie tylko posiadają wysokie umiejętności, ale także potrafią utrzymać dobry poziom swoich produkcji przez kilka lat, a nie tylko przez sezon.

    Tracklista

    1. Bout That Time (prod. Loop.Holes)
    2. Believe Dat (prod. Loop.Holes)
    3. Do What You Like (prod. Boora)
    4. Styles (prod. SicknessMP)
    5. Insignificance (Interlude)
    6. All I Need (prod. Jewbei)
    7. Four Dimensions on a Paper (prod. Loop.Holes)
    8. Can’t Get Enough (prod. Loop.Holes)
    9. Countdown (prod. Loop.Holes)
    10. Orbits (Interlude)
    11. Space Travelin’ (prod. SicknessMP)
    12. Metempsychosis (prod. Planet Ragtime)
    13. Seasunz feat. Melanin 9 (prod. Loop.Holes)
    14. From The Beginning (prod. Figub Brazlevic)
    15. The Hidden (prod. Da Eighth)
    16. Round n Round (prod. Loop.Holes)
    17. A Second to Wreck It (prod. Loop.Holes)
    18. Get it Now feat. Chad Bazel (prod. Loop.Holes)
  • DJ Krush powraca z Butterly Effect

    DJ Krush powraca z Butterly Effect

    4–6 minut

    W ub.r. ponownie dużym zainteresowaniem cieszyły się wydawnictwa producentów z różnych stron świata. Stricte instrumentalne projekty, płyty producenckie czy mieszane materiały często przez długie tygodnie przewijały się przez kręgi muzyczne. Pomimo tego iż w dalszym ciągu część odbiorców nie szanuje w pełni beatmakerów, nieustannie pomijając ich EP-ki i longplaye, to niejeden producent może uważać się wygranym 2015 roku. W tym miejscu powinna znaleźć się długa lista twórców, którzy zasłużyli na liczne pochwały za swoje ostatnie wydawnictwa. Pozytywne wrażenie pozostawili po sobie zarówno Ta-ku, Apollo Brown, Damu The Fudgemunk, jak i Tom Misch, Fredfades czy Phoniks. Niespodziewanie obok nich znalazł się zapomniany przez niektórych DJ Krush. Zasłużony japoński producent powrócił pod koniec roku z albumem „Butterly Effect”.

    W latach 90.tych kilku japońskich artystów przebiło się na międzynarodowej scenie hip hopowej. W czasie, gdy w Stanach Zjednoczonych znakomicie zaprezentował się DJ Honda (wszystko to za sprawą licznych nagrań z amerykańskimi raperami), na Europejczykach spore wrażenie zrobił DJ Krush. Oryginalne i rzadko spotykane w ówczesnych czasach nastawienie do tworzenia alternatywnego hip hopu błyskawicznie spodobało się Brytyjczykom. Doprowadziło to do tego, że pierwsze wydawnictwa Japończyka, w tym „Strictly Turntablized”,  ukazywały się nakładem Mo Wax. Abstrakcyjna wizja muzyki hip hopowej wymieszanej z trip-hopem w oka mgnieniu pozwoliła zdobyć tokijczykowi kolejnych fanów. Przy okazji pojawiło się także uznanie ze strony innych twórców – muzyk jazzowy Ronny Jordan zaproponował mu nagranie wspólnej płyty, „Bad Brothers”. Kapitalny warsztat Hideakiego Ishiego wkrótce poznali również mieszkańcy innych krajów, gdyż niewiele później trafił do sprzedaży jego kolejny projekt, „Krush”. Pomyśleć, że to wszystko działo się na przestrzeni 1994 roku.

    W następnych latach DJ Krush był równie aktywny. Od 1995 do 1997 roku wypuścił on szereg produkcji, które wyniosły jego do miana jednego z najwytrawniejszych twórców brzmień abstrakcyjnych na świecie. „Meiso”, „Ki-Oku”, „MiLight” i pomniejsze wydawnictwa przyniosły mu sławę i uczyniło z niego muzycznego wizjonera, na którego twórczości wzorowało się później wielu innych producentów. Japończyk zaskarbił sobie także sympatię recenzentów, zbierając mnogie pochwały za każde swoje wydawnictwo. Pozytywne opinie spłynęły następnie na jego kolejne płyty – „Kakusei”, „Zen”, „The Message at the Depth” oraz „Jaku”.

    Po wydaniu ostatniego z tych albumów w 2004 roku DJ Krush przystopował z tworzeniem nowej muzyki. W 2007 roku ukazało się DVD „History of DJ Krush”, które niektórzy traktowali w formie podsumowania dotychczasowej działalności artysty, inni zaś przewidywali zakończenie aktywności wydawniczej tego muzycznego geniusza. Okazało się, że rację mieli wszyscy ci, którzy uważali, że japoński wykonawca nie wyda już nowych nagrań. Co prawda Azjata dalej koncertował na świecie, ale przez kolejną dekadę nie wydał żadnego projektu. Kiedy większość osób straciła już nadzieję na świeże utwory w jego wykonaniu, to niespodziewanie artysta powrócił z „Butterly Effect”. Album opublikowane w trakcie minionej jesieni, to jedno z większych zaskoczeń na rynku muzycznym ostatnich lat.

    Wydaniem płyty zajęło się Vinyl Digital, co stanowiło nie lada zaskoczenie, ponieważ Japończyk do tej pory nie współpracował z żadną europejską wytwórnią płytową. Niecodzienny wybór bohatera tego artykułu przyniósł mu wiele pożytku. Niemiecka oficyna wydawnicza zadbała o odpowiednią promocję albumu i ogólnoświatową dystrybucję, umożliwiając artyście przypomnienie o sobie zarówno w Europie, jak i Ameryce Północnej. „Butterly Effect” skierowano nie tylko do starszych fanów DJ-a Krusha, ale także do osób do tej pory niezaznajomionych z jego twórczością. Trzeba przyznać, że ten zabieg chwycił – premiera płyty wywołała spore poruszenie w sieci.

    Premierę materiału wyznaczono na wrzesień, aczkolwiek Vinyl Digital ostatecznie przypisało wydanie „Butterly Effect” do daty ukazania się wersji fizycznych albumu, czyli na 30 października. Wszyscy odbiorcy, którzy doskonale orientują się w dyskografii DJ-a Krusha zadawali sobie podstawowe pytanie: w jaki sposób ukierunkuje on swoją nową płytę? Przecież część artystów po dłuższej przerwie całkowicie porzuca wcześniejsze wytyczne, sięgając po inne środki wyrazu. Pozostali trzymają się sprawdzonego sposobu tworzenia nagrań, nie rezygnując ze swojej muzycznej tożsamości. Doświadczony japoński wykonawca wybrał drugie rozwiązanie, z tego tak po prawdzie nikt nie powinien być specjalnie zaskoczony. Posępny i mroczny świat znany z poprzednich dokonań DJ-a Krusha doczekał się kontynuacji na „Butterly Effect”. Występuje tylko jedno „ale”. Producent swoimi utworami nie wpędza już słuchaczy w depresję i nie stara się wciągając odbiorców do swojego nieodgadnionego świata. Więcej tutaj swobody i bardziej przejrzystych nagrań. Nie zabrakło gości na tym LP, z których najciekawszą postać jest Free the Robots (w ub.r. wydał on wspólną płytę z Opio, „Sempervirens”). Wszystko to spięte nostalgiczną klamrą (na płycie znalazł się jeden utwór o takim tytule), przypominającą mimo wszystko o wcześniejszych produkcjach artysty.

    Projekt udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i serwisach pokrewnych. „Butterly Effect” ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej. Vinyl Digital wypuściło materiał na płytach kompaktowych i winylowych. Projekt promuje kilka singli, z których najważniejszymi są „Probability” oraz „Missing Link”. Dodatkowo do pierwszego z tych nagrań powstał również videoclip. Powrót DJ-a Krusha odnotowano w wielu krajach, chociaż oceny tej płyty są mocno rozbieżne. Nie ma się, co dziwić, ponieważ „Butterly Effect” nie jest w stanie wypełnić 11-letniej luki w dyskografii artysty, a po takiej przerwie wiele osób oczekiwało od niego zupełnie nowej jakości. Z drugiej strony, po tym albumie widać, że nie zapomniał on, jak należy tworzyć utwory, które wcale nie wypadają tak blado, jak to co poniektórym wydaje się.

    Tracklista

    1. Probability
    2. Strange Light feat. Free the Robots
    3. Coruscation
    4. My Light feat. Yasmine Hamdan
    5. Nostalgia feat. Takashi Niigaki
    6. Missing Link
    7. Song Of The Haze
    8. Sbayi One feat. Crosby Bolani
    9. Everything And Nothing feat. Divine Styler
    10. Future Correction
    11. Living In The Future feat. tha BOSS
  • Jazz Addixx prezentuje płytę Tomorrow’s Yesterday

    Jazz Addixx prezentuje płytę Tomorrow’s Yesterday

    3–5 minut

    Jeszcze w latach 2008-09 nie ukazywało się tyle nowych płyt na tak dużą skalę. Wraz z upowszechnieniem się nowoczesnych kanałów dystrybucji i postawieniu na Soundcloud oraz Bandcamp, sytuacja diametralnie zmieniła się. Od ponad 6 lat każdego tygodnia wykonawcy z różnych zakątków świata dostarczają mniej-więcej jednakową ilość muzyki, do której wcześniej mieliśmy dostęp co miesiąc. Tak ogromna zmiana na scenie muzycznej przyniosła mnóstwo następstw, z których najważniejszym jest brak możliwości skupienia się na wszystkich współczesnych wydawnictwach. Przez to pełno wartościowych projektów nie trafia do szerszego obiegu, będąc wypychana spoza obiegu przez materiały bardziej medialnych twórców. W trakcie tej zimy pragnę nadrobić zaległości z ostatnich i przedstawić na łamach strony kilka(naście) pominiętych uprzednio płyt sprzed 2-3 lat. Wszystko zaczynamy od jazz-hopowego „Tomorrow’s Yesterday” Jazz Addixx.

    Przez amerykański underground przewinęło się setki wykonawców. Przy niezwykle licznej konkurencji nie wszyscy twórcy mogli liczyć na wprost proporcjonalne zainteresowanie swoimi nagraniami do ich jakości. W tej kategorii powinno znaleźć się miejsce dla formacji Jazz Addixx. Amerykańska grupa wywodząca się z Chicago i Sacramento należy przy tym do niszy artystów, których nagrania przez lata były lepiej przyjmowane daleko poza ich rodzinnym krajem. MC Mudd, DJ Ragz (wytrawny turntablista) i Unown nigdy tym specjalnie nie przejmowali się, traktując współpracę z japońskimi wydawcami i pochwały płynące od europejskich słuchaczy w formie sporej nobilitacji.

    Początków istnienia formacji należy szukać w działalności kolektywu EOS (Eye of the Storm). Poprzez ten projekt MC Mudd poznał DJ-a Ragza, który zaproponował jemu wspólne tworzenie muzyki. Po okresie spędzonym na nagrywaniu pierwszych utworów, Amerykanie postanowili wypuścić pierwszy materiał. Jazz-hopowa grupa pokazała się z naprawdę dobrej strony w połowie poprzedniej dekady.

    W 2005 roku ukazała się debiutancka płyta Jazz Addixx, „Oxygen” (po 10 latach odbyła się premiera winylowej edycji albumu). Wydawnictwo natychmiastowo zachwyciło wielu sympatyków jazz-hopu. Dystrybucja odświeżonej wersji LP – „Oxygen: Refreshed” – objęła zarówno Amerykę Północną (Domination Recordings), jak i Japonię (Goon Trax), co przyczyniło się do odpowiedniej ekspozycji grupy na dwóch dużych rynkach. Późniejsze lata przyniosły kilka pomniejszych projektów zespołu, do których należą „The Intermission Vol. 1-2” i „Soul Expansion”. Kiedy wydawało się, że Jazz Addixx już nie zaprezentuje nowego albumu, to grupa zaskoczyła wydaniem „Tomorrow’s Yesterday”.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu w listopadzie 2013 roku. Przy premierze tego materiału amerykańska grupa zrezygnowała ze współpracy z jakimkolwiek wydawcą, decydując się na wypuszczenie projektu własnym sumptem. W ten sposób Jazz Addixx powróciło do swoich korzeni, ponieważ głównym celem zespołu od początku było nagrywanie muzyki i rozdawanie jej swoim znajomym. Zastosowany model wydawniczy odbił się na rozpowszechnieniu informacji o płycie – jedynie kilka serwisów muzycznych napisało o albumie. Powyższa sytuacja na pewno nie zraziła DJ-a Ragza i spółki, którzy doskonale znają swoje miejsce w szeregu. Zawartość „Tomorrow’s Yesterday” idealnie odnosi się do tytułu tego wydawnictwa. Na produkcji sprzed ponad dwóch lat Jazz Addixx nawiązało do wcześniejszych lat przypadających na „Oxygen”, nie zapominając przy tym o tchnieniu w nagrania współczesnych elementów. W ten sposób otrzymaliśmy projekt balansujący pomiędzy starą, a nieco odświeżoną wersją jazz-hopu.

    Długi, blisko 80-minutowy longplay w pełni oddaje klimat undergroundu sprzed lat, co jest jednocześnie największym atutem, jak i zmorą tego wydawnictwa. Postępując według tego klucza formacja nie mogła nastawiać się na zdobycie rzeszy nowych fanów, upatrując w „Tomorrow’s Yesterday” prędzej szanse w dotarciu do słuchaczy, którzy znają ich wcześniejsze dokonania. MC Mudd wraz z Unownem jak najbardziej zachęcają do zapoznania się z tym materiałem. Warstwa liryczna wypada tutaj na porządnym poziomie. Co ciekawe, w każdym utworze pojawiają się scratche i cuty DJ-a Ragza, co stanowi teraz rzadkość we współczesnym rapie.

    „Tomorrow’s Yesterday” można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i pozostałych serwisów streamingowych. Początkowo album trafił do sprzedaży w wersji elektronicznej(dostępny do nabycia na BC), zaś następnie Jazz Addixx postarało się o wypuszczenie fizycznego wydania projektu (płyty kompaktowe). Oprócz albumu na Soundcloudzie pojawiły się utwory, które z pewnych względów nie znalazły miejsca na LP – „BreakOut” oraz „No Need to Go”. Trudno przewidzieć, kiedy doczekamy się kolejnego longplaya tej formacji. Jeżeli jednak bohaterowie tego artykułu pokuszą się jeszcze o następne płyty, to wielu sympatyków jazz-hopu (i nie tylko) będzie tym z pewnością usatysfakcjonowana.

    Póki co Jazz Addixx opublikowało na początku tego roku kolekcję swoich różnych utworów zebranych na „B​-​Sides the Mixtape”. Natomiast pod koniec 2015 roku DJ Ragz opublikował dobrze brzmiący solowy materiał „Seasoned Bee Shark Steaks”. Wydawnictwo powstało przy udziale m.in. Moka Only, Praverba oraz pozostałych członków JA.

    Tracklista

    1. Sunrise
    2. Shouldn’t Have Left You
    3. Very Special
    4. Were Back
    5. Love Song
    6. Ahhh!
    7. Far Out
    8. The Truth
    9. Cause of You
    10. Easy
    11. Love Season
    12. Kamasutra
    13. Lemonade
    14. Signs
    15. The Way to Go
    16. In Da House
    17. Titanic
    18. On My Own
    19. Thank You
    20. Keep Dreaming
  • Soundogolism debiutancką płytą Boory

    Soundogolism debiutancką płytą Boory

    2–4 minut

    Ilość i jakość muzyki wydanej w 2015 roku nadal robi wrażenie. Jeszcze pewnie przez następne tygodnie (jak nie miesiące) będę docierał do wartościowych ubiegłorocznych projektów, o których istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia. Wiele wskazuje, że ubiegłoroczna tendencja zostanie podtrzymana w następnych miesiącach. Wystarczy tylko rozejrzeć się pomiędzy styczniowymi premierami płytowymi, aby wnet wyłapać niejedno interesujące wydawnictwo. Więcej na ten temat pisałem w zeszłym tygodniu, więc pozwólcie na błyskawiczne streszczenie. Pierwsze tygodnie 2016 roku upływają pod znakiem nowych płyty Mursa & 9th Wondera, The Doppelgangaz, Budamunka, do których wkrótce dojdą projekty Mr. J Medeirosa, Torae’a, K-Defa, Venice Dawn czy Beneficence’a. Pomiędzy materiałami tych twórców warto przyjrzeć się także debiutanckiego albumowi Boory, „Soundogolism”.

    Niemieccy, francuscy, brytyjscy czy nawet holenderscy producenci swoją twórczością przyciągają odbiorców z różnych krajów. Niewiele osób jednak zdaje sobie sprawę z tego iż równie wiele dobrego można powiedzieć o działalności ukraińskich i rosyjskich beatmakerów. Za najlepszy przykład może tutaj posłużyć akurat Boora. Artysta wywodzący się z Sowiecka doskonale kultywuje tradycje hip hopu w klasycznym wydaniu.

    Beatmaker rezydujący obecnie w Moskwie publikuje muzykę od ponad dwóch lat. Jego znakiem rozpoznawczym jest samplowanie starych radzieckich płyt. Boom-bapowe nagrania Boory mają w sobie wiele uroku, szczególnie jeżeli chodzi o jazzową stronę tych utworów. W poprzednich latach producent związany z kolektywem Dope 90 (przyczynił się do stworzenia kompilacji „Soviet Boom Bap”) wypuścił sporą dawkę singli. W pewnym momencie wydawało się, że Rosjanin wyda premierowy projekt nakładem Blunted Astronaut Records, ale ostatecznie z tych planów nic nie wyszło. W latach 2014-15 Boora opublikował trzy siódemki – „Shaman Dance”, „People and Jazz” i „Soundogolism”. Ostatni z tych materiałów dał podwaliny pod pełen album pod tym samym tytułem.

    Informacje o tym projekcie pojawiły się w trakcie minionej jesieni. Moskiewski artysta otrzymał szansę współpracy z brytyjskim KingUnderground Records, na czym tak po prawdzie skorzystały obie strony. Boora uzyskał możliwość zaprezentowania swoich umiejętności na większym rynku, zaś londyńska oficyna wydawnicza zaznaczyła swoją obecność na wyjątkowo chłonnym wschodnim podwórku (wystarczy przejrzeć VK.com, aby uzmysłowić sobie, jaką popularnością cieszą się undergroundowe produkcje w Rosji i na Ukrainie).

    Po nagraniach wprowadzających do płyty – „Fiesta”„Vandals Deserve More” i „At The Park” – potwierdziły się wszelkie przypuszczenia, co do tego wydawnictwa. Boora postawił na rasowe boom-bapowe wydawnictwo. „Soundogolism” przenosi słuchaczy do korzennie brzmiącego świata hip hopowego. Instrumentalne utwory w wydaniu rosyjskiego beatmakera różnią się od tych serwowanych przez producentów z innych krajów. Najbardziej widoczne jest to pod względem klimatu, doboru sampli i łączenia wszystkiego w całość. W trakcie 40-minutowego albumu łatwo zauważyć wschodni pazur pozostawiony na każdym z utworów zgromadzonych na LP. Około 3-minutowe ścieżki są dowodem na to, że można odwoływać się do klasycznego hip hopu, ale dodatkowo podlewać całość autorskimi spojrzeniami na ten nurt. Niewątpliwie także za atut płyty należy uznać również melodyjność nagrań oraz scratche i cuty dostarczone przez Maxiskratcha.

    Po wydawnictwo odsyłam na Bandcampa. „Soundogolism” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej. Limitowana edycja płyt winylowych dostępna do nabycia w sklepie KingUnderground Records (nakład na wyczerpaniu). Album promują single „Vandals Deserve More” i „At The Park”. W sieci można znaleźć również obszerne snippety projektu, a także dwa materiały video – krótki klip zmontowany do części „Fiesta” oraz reportaż o moskiewskiej scenie producenckiej z udziałem KOVSH-a i Maxiskratcha (świetna rzecz). Dzięki temu wydawnictwu nie tylko więcej osób powinno zwrócić uwagę na Boorę, ale przy tym na coraz lepiej prosperujące wschodnie środowisko beatmakerów.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Abyss
    3. Fiesta
    4. Vandals Deserve More
    5. Maiden Voyage
    6. Lethal Injection
    7. Amentia
    8. End of Sugarman
    9. Tilsit River
    10. Betpak Dala
    11. At The Park
    12. From The Depths Of Time
    13. Black Man
    14. Do It Again
  • JR & PH7 i Chuuwee z kierunkiem na The South Sac Mack

    JR & PH7 i Chuuwee z kierunkiem na The South Sac Mack

    4–5 minut

    W dzisiejszych czasach nie ma tygodnia bez premier nowych płyt autorstwa mniej i bardziej znanych twórców. Artyści i wydawcy korzystają z dobrodziejstw serwisów streamingowych, dzięki czemu dostęp do współczesnych nagrań jest łatwy i natychmiastowy. W obliczu coraz większej konkurencji poszczególne wytwórnie płytowe i wykonawcy starają się koncentrować na dotarciu do odpowiednich niszy odbiorców, co ułatwia następnie działania promocyjne i budowanie pozycji na rynku. Niektóre labele od razu są kojarzone z danym nurtem hip hopowym. Tak jest w przypadku holenderskiego Below System. Oficyna wydawnicza skupiona na publikowaniu stricte korzennego rapu wypuściła w ubiegłym roku kilka materiałów. Zdecydowanie najważniejszym z nich była wspólna produkcja JR & PH7 i Chuuweego, „The South Sac Mack”.

    W dzisiejszych czasach mnóstwo producentów ponad wspólne nagrania z raperami stawia stricte instrumentalne utwory i pełne projekty. Jednak nadal nie brakuje też beatmakerów przywiązanych do starych i sprawdzonych sposobów tworzenia muzyki opartego o kolaboracje z wokalistami. W tym koszyku umieścimy niemiecki duet JR & PH7. Od ponad 6 lat producenci wywodzący się z Kolonii nieustannie nagrywają z amerykańskimi raperami. Przez ten czas Niemcy wypuścili pełno wydawnictw, o których pisano po obu stronach Atlantyku.

    Wszystko zaczęło się od wydanego w 2008 roku „The Standard”, na którym pojawili się m.in. Oddisee, Skyzoo, Supastition, Planet Asia, Rakaa Iriscience i Edo G. Już debiutancka płyta zwróciła uwagę na JR & PH7, a co dopiero mówić o następnych projektach duetu. Przez „The Update”, „The Good Life”, „My Favourite Demons EP” ‎i pozostałe materiały przewinęło się mnóstwo amerykańskich Emcees. Dzięki regularnemu publikowaniu muzyki oraz jakości prezentowanej na płytach Jörg Rottgardt i Peter Härle zdobyli uznanie w undergroundzie. Przy okazji tworzenia „The Good Life” niemiecki duet po raz pierwszy trafił na Chuuweego.

    W amerykańskim środowisku rapowym nie jest tak łatwo przebić się o czym przekonało się wielu artystów. Tamtejsi wykonawcy próbują w rozmaity sposób zwrócić na siebie uwagę, a jednym z częstszych zabiegów pozostaje regularne wypuszczanie singli. Akurat ta metoda poskutkowała w przypadku Chuuweego. Od kilku lat raper pochodzący z Sacramento często udostępnia swoje nagrania, co przekłada się na rosnące zainteresowanie jego osobą. W kwietniu 2012 roku pojawiło się jego pierwszy pełny album, „Crown Me King”. Rok później przyszła kolej na jego wspólny materiał zrealizowany z Shae Money, „The Great GatZby”. Za sprawą swoich utworów Kalifornijczyk zaczął nagrywać utwory z innymi artystami. W pewnym momencie otrzymał on propozycję stworzenia wspólnej płyty z JR & PH7, która spotkała się akceptacją z jego strony. „The South Sac Mack” otworzyło nowy rozdział w karierach wszystkich twórców tego projektu.

    Pierwsze zapowiedzi płyty pojawiły się w grudniu 2014 roku. JR & PH7 lubią powoli wprowadzać słuchaczy do swoich wydawnictw. Nie inaczej było w tym przypadku. Po wypuszczeniu dwóch singli – „Meadowview Morning”„Meanwhile Off Mack” – ukazała się EP-ka wprowadzająca do nadchodzącego longplaya, „The Road To The Mack”. Już po tych zapowiedziach widać było, że niemieccy producenci specjalnie dostosowali podkłady pod plastyczne i płynne flow Chuuweego. W ten sposób powstała odpowiednio przygotowana warstwa muzyczna, dzięki której Emcee z Sacramento bezproblemowo pokazał, że pochlebne opinie kierowane pod jego adresem nie były ani trochę przesadzone.

    „The South Sac Mack” pokrótce można opisać, jak album oparty o brzmienie z lat 90.tych wymieszane z west coastowymi elementami, pomagające w nakreśleniu szczerych opowieści o życiu. Niby to nic zaskakującego i nadzwyczajnego, ale za to w jakim stylu podane. Chuuwee świetnie porozumiał się z JR & PH7, od początku do końca wiedząc, w jaki sposób należy poruszać się na ich pogodnych i organicznych beatach. Jednak niech nikogo nie zmyli ta słoneczna sceneria, gdyż kalifornijski raper porusza poważne tematy na płycie. Nie brakuje na longplayu odwołań do jego rodzinnego miasta, jak i nostalgicznych podróży do dzieciństwa i okresu dojrzewania Chuuweego. Dużym plusem są tutaj co najmniej porządnie wykonane refreny, które dodatkowo podkreślają wydźwięk utworów. Nieliczne goście na projekcie – Blu, St3wart KooL, Bueno i Sean LaMarr – uzupełniają poszczególne nagrania. Zarówno niemiecki duet, jak i amerykański raper odwalili kawał dobrej roboty, realizując wspólnymi siłami ten album.

    Projekt trafił na Bandcampa, Soundclouda, DJBooth.net i inne serwisy streamingowe. „The South Sac Mack” można nabyć w wersji cyfrowej i fizycznej (płyty CD i winyle) za pośrednictwem BC. Ponadto trafiła do obiegu instrumentalna wersja materiału. Oprócz „The Road To The Mack” EP album promuje kilka singli – „Meadowview Morning”, „Meanwhile Off Mack”, „Florin Light Rail” (nagranie dostępne też w remiksie Drew Dave’a) oraz „South Sac Get The Money”. Z powyższych utworów jedynie ostatni nie doczekał się videoclipu. Below System przedstawiło również mini dokument poświęcony „The South Sac Mack”. JR & PH7 pokazali, że potrafią nagrać tłuste LP przy udziale tylko jednego rapera. Natomiast Chuuwee dowiódł tego, że tkwi w nim naprawdę spory potencjał.

    Tracklista

    1. Begin The Mack (Intro)
    2. Meadowview Morning feat. Bueno & Sean LaMarr
    3. Powder Inn
    4. Florin Light Rail
    5. Regional Transit
    6. DueYuu feat. Blu
    7. James Rutter (Swim Center)
    8. Lime Lights
    9. Florin High Flirt
    10. Riverside Ransom
    11. Hide & Seek feat. St3wart KooL
    12. Lonely In Land Park
    13. Meanwhile Off Mack
    14. What We Started
    15. South Sac Get The Money
    16. Greenhaven Blues
    17. Save The Last Dance (For Someone Who Cares)
  • Historie (nie tylko) dla znajomych na nowym albumie Skyzoo

    Historie (nie tylko) dla znajomych na nowym albumie Skyzoo

    3–4 minut

    Przygotowując się do napisania tego tekstu, przejrzałem w sieci artykuły i wzmianki, pojawiające się przy okazji kolejnych projektów autorstwa Skyzoo. Stosunkowo sporo na jego temat znalazło się także na łamach U Call That Love (także przy moim skromnym wkładzie) i…

    …i znowu nie chciałbym zaczynać podobnie jak wcześniej. A mam z tym mały problem, gdyż za każdym razem, gdy słucham kolejnych projektów tego rapera, pierwsze o czym myślę, to to, jak bardzo jest on niedoceniany, niezauważany, a masa komentarzy pod jego dokonaniami zamyka się w dwóch słowach: slept on. Czy Skyzoo faktycznie przespał swoje 5 minut?

    Od czasu „A Dream Deferred” (2012) raper pokusił się o nagranie mixtape’ów, serii freestyli czy EP-ki „An Ode To Reasonable Doubt”, nawiązującej do twórczości Jay-Z. Wśród większych projektów na uwagę bez wątpienia zasługuje projekt „Barrel Brothers” (2014), nagrany wespół z Torae’em, będący naprawdę pozytywnie odebranym albumem. Sęk w tym, że pomimo wielu superlatyw charakteryzujących Skyzoo, ciężko jest wskazać jakiś moment przełomowy w jego karierze. Fantastycznie, że jego nagrania zawsze są na dobrym poziomie, jednak sądzę, że niektórzy słuchacze przyzwyczaili się do tego, że Skyzoo po prostu „był, jest i będzie” – z pokaźną ilością rzetelnych utworów, jednak na bocznym torze, a wręcz w drugiej lidze. Patrząc na to z tej perspektywy, robi się naprawdę przykro, gdyż artyści tego pokroju naprawdę zasługują na szerszy rozgłos.

    Sam Skyzoo jednak nie wydaje się być tym zbyt przejęty. Do tej pory poznaliśmy Gregory’ego Skylera Taylora jako rapera niesamowicie wiarygodnego, potrafiącego zjednać sobie bardziej wnikliwych słuchaczy nie tylko techniką, ale przede wszystkim niewymuszoną naturalnością, którą słychać w każdym utworze. W dobie popularności wielu raperów skupiających się głównie na technice bądź wizerunku, autentyczność odkładana jest na dalszy plan, jednak to właśnie ona pozwala budować więź ze słuchaczami i tworzyć lojalny fanbase. Nawet w tym kontekście możemy rozpatrywać tytuł i koncept najnowszego LP tego Emcee – „Music For My Friends”.

    Wydany w połowie 2015 roku album stanowi niejako nawiązanie do „A Dream Deferred”. Także i tym razem dostajemy do odsłuchu dojrzały (co nie znaczy, że zawsze poważny) projekt, opiewający w historie z lat młodzieńczych, jak i te bardziej aktualne, oraz ich wzajemne korelacje. Można powiedzieć, że Skyzoo słynie z tego typu tematyki – szerszego spoglądania na codzienność, szukania dalszych den w tym, co pozornie najbardziej prozaiczne. Warto wspomnieć, że hip hop dotykający prozy życia codziennego, dający poczucie identyfikacji odbiorcy z artystą, jest coraz częściej określany jako tzw. blue collar rap, a artysta ten doskonale wpisuje się w ten umownie nazywany nurt, nie tylko zresztą na „Music For My Friends”, ale na każdym pozostałym swoim materiale.

    Na zawierającym 15 utworów albumie wydanych nakładem First Generation Rich we współpracy z Empire gościnnie pojawiają się tacy artyści jak Black Thought, Bilal, Elzhi czy Jadakiss, zaś wśród producentów wymienić należy Theoloniusa Martina, Illminda, AntMana Wondera czy Apollo Browna. Wśród promujących „Music For My Friends” videoclipów znajdziemy te do utworów „Luxury” z Westside Gunnem i „Playing Favorites” z Christonem Grayem.

    Całość można przesłuchać na YouTube, Spotify, Deezerze czy DJBooth.net.

    Tracklista

    1. All Day, Always (prod. AntMan Wonder)
    2. Suicide Doors (prod. MarcNfinit)
    3. The Moments That Matter feat. Kay Cola (prod. Jahlil Beats, Co-prod. AntMan Wonder)
    4. Luxury feat. Westside Gunn (prod. Skyzoo)
    5. Everything’s For Sale (prod. !llmind)
    6. See A Key (Ki’) feat. Jadakiss (prod. Thelonious Martin)
    7. Money Makes Us Happy feat. Black Thought & Bilal (prod. The Rvlt.)
    8. Playing Favorites feat. Christon Gray (prod. !llmind)
    9. Meadow Of Trust feat. Saba (prod. Black Metaphor)
    10. Women Who Can Cook (prod. Thelonious Martin)
    11. Civilized Leisure feat. MoZaic (prod. !llmind)
    12. The Experience (prod. MarcNfinit)
    13. Asking Bodie For A Package feat. Skarr Akbar (prod. !llmind)
    14. Things I Should’ve Told My Friends (prod. Apollo Brown)
    15. Sweet Pursuit feat. Kay Cola (prod. Seige Monstracity)
    16. Falling Out The Sky (prod. Praise) [iTunes Bonus]
    17. Hands Folded Together feat. eLZhi (prod. DJ Prince) [Vinyl/Cassette Bonus]
  • Easy Mo Bee i Emskee prezentują Two For One

    Easy Mo Bee i Emskee prezentują Two For One

    4–5 minut

    W środowisku muzycznym nie brakuje krytycznych głosów dotyczących funkcjonowania mediów. Lista zarzutów kierowanych pod adresem serwisów muzycznych jest naprawdę długa – od niskiej jakości tekstów o płytach i artystach, przez pojawiającą się nader często payolę, aż po tematykę na poszczególnych witrynach. Powyższa sytuacja dotyczy zarówno stron zajmujących się głównie (lub wyłącznie) mainstreamem, a także miejsc poświęconych muzyce w niezależnym wydaniu. W ub.r. był zauważalny niepokojący trend pomijania przez szereg serwisów szeregu wartościowych płyt. Zdarzało się nawet, że o pewnych projektach praktycznie nikt nie pisał lub też w sieci pojawiało się niewiele wzmianek o danym materiale. W drugiej kategorii umieścimy wspólny album duetu Easy Mo Bee & Emskee – „Two For One” – który powinien zagrzać miejsce na znacznie większej liczbie serwisów muzycznych.

    Weterani hip hopowi z różnym powodzeniem radzą sobie w dzisiejszym świecie. W ostatnim czasie łatwiej policzyć negatywne niespodzianki serwowane przez doświadczonych twórców rapowych (ubiegłoroczna płyta Pete Rocka, „Petestrumentals 2”, jest tego niechlubnym przykładem), niż te pozytywne przejawy dalszej aktywności starszych wykonawców hip hopowych. Wśród kurczącego się grona artystów nadal nagrywających wartościową muzykę wyróżnimy na pewno Emskeego. Nowojorczyk to prawdziwy człowiek-instytucja w środowisku hip hopowym, o czym doskonale wiedzą sympatycy klasycznego rapu.

    Marc Smith pozostaje aktywny na scenie hip hopowej od ponad dwóch dekad. Przez dłuższy okres Emskee był kojarzony głównie w roli postaci radiowej, stale prowadząc audycje w nowojorskich rozgłośniach. W 2006 roku mieszkaniec Brooklynu rozpoczął wydawanie płyt o klasycznym posmaku hip hopowym. W undergroundzie pokazał się on z dobrej strony zarówno na solowych projektach, jak i materiałach tworzonych z producentem o pseudonimie The Saint w ramach działalności grupy The Good People. Wraz ze swoim kompanem wypuścił on serię singli i albumów, z których warto wyróżnić „The Good People”, „Long Time Coming” i „Gone For Good”. Emskee do swojej dyskografii dopisał również materiały nagrywane poza The Good People„Hardly Seen, Rarely Heard” czy też wspólne wydawnictwo z E The 5th, „The Marc Smith LP”. Co ciekawe, niemal wszystkie jego produkcje ukazywały się dzięki japońskim i brytyjskim wydawcom. Po tych projektach nowojorczyk postanowił nagrać pełen album z zasłużonym, aczkolwiek zapomnianym producentem – Easy Mo Bee.

    Jeżeli ktokolwiek miał styczność z rapem z lat 90.tych, to zapewne przynajmniej raz zetknął się z nagraniami, przy których pracował Osten Harvey Jr. Nie chodzi tutaj tylko o kultowe „Doo Bop” Milesa Davisa, ale o szereg innych płyt. Easy Mo Bee współpracował z wieloma wykonawcami. Do tego grona zaliczają się RZA, GZA, Lost Boyz, Das EFX, Busta Rhymes, 2Pac czy Big Daddy Kane. W połowie lat 90.tych beatmaker produkował dla Bad Boy Entertainment, przyczyniając się do powstania „Project: Funk Da World” Craig Macka i przede wszystkim „Ready To Die” i „Life After Death” The Notoriousa B.I.G. (szczególnie dotyczy to pierwszego longplaya Biggie’ego). W 2000 roku ukazała się płyta nowojorczyka, „Now Or Never: Odyssey 2000”, przez którą przewinęło się wielu uznanych gości. Na początku ub.r. Easy Mo Bee wypuścił instrumentalne „…And You Don’t Stop”. Po tym wydawnictwie przyszła kolej na właśnie „Two For One”. Wspólny materiał zrealizowany z Emskeem stanowi najważniejszy projekt tego artysty na przestrzeni ostatnich lat.

    Weterani hip hopowi wypuścili projekt w trakcie ubiegłorocznych wakacji. Jak można było domyślić się, nowojorski duet postawił na korzennie brzmiący album. Obaj wiekowi już artyści skupili się na stworzeniu krótkiego, aczkolwiek pełnowartościowego projektu. Emskee zdecydowanie preferuje nagrywanie płyt z jednym producentem, do czego można przyzwyczaił odbiorców na swoich poprzednich wydawnictwach. „Two For One” to potwierdzenie klasy tego niezależnego twórcy. Wraz z Easym Mo Bee przywrócił on na tym materiale ducha minionej epoki w dziejach rapu, dokładając do tego własne elementy osadzone we współczesnym świecie. Na płycie dominuje tematyka związaną z tylko i aż kulturą hip hopową. Znajdziemy tutaj sporo odwołań do środowiska rapowego i celnych spostrzeżeń na ten temat. Przesłanie Grandmastera Caza w „Truth Be Told” i diss na nowojorskie rozgłośnie radiowe w „Black Radio” są tego najlepszym przejawem. Kolejną istotną kwestią na LP pozostają sprawy lokalnego środowiska na Brooklynie (patrz: „Silent Monster Watchtower”, „It’s Over”), o czym coraz mniej osób wspomina na dzisiejszych projektach. Wypada także dodać, że Easy Mo Bee od dawna nie nagrał pełnego albumu przy udziale danego artysty. Na „Two For One” udowodnił, że nadal z powodzeniem może tworzyć muzykę. Pomyśleć, że po „Doo Bop” będzie trzeba czekać na kolejną płytę wyprodukowaną w całości przez niego aż 22 lata. Jednak zawsze lepiej późno niż później, a ponadto należy pochwalić producenta za kunszt pracy, gdyż równie dobrze mogło się to skończyć pomyłką w stylu „ESP” Ericka Sermona.

    Projekt można odsłuchać za pośrednictwem Spotify. Wydawnictwo trafiło do obiegu w postaci cyfrowej i fizycznej. Płyty winylowe wydane nakładem Fresh Pressings rozeszły się w przeciągu kilku tygodni. Przed premierą „Two For One” ukazały snippety promujące album. Ponadto w sieci pojawił się singiel „Black Radio”. Easy Mo Bee i Emskee nie zostali docenieni przez większy ogół odbiorców. Jednak ci, którzy sięgnęli po ich płytę nie powinni czuć się zawiedzeni, gdyż to jest rasowy rap przypominający o istotnych elementach w całej kulturze hip hopowej.

    Tracklista

    1. It’s Over
    2. The Incredible Lyrical
    3. Get Ready (Here It Comes) feat. The Saint
    4. Everyday Dealings
    5. Jury Of Death
    6. Silent Monster Watchtower feat. Jesus Mason & Oxygen
    7. Sick & Smooth
    8. Truth Be Told feat. Grandmaster Caz
    9. Black Radio feat. Dumi Right & The Saint
    10. Love Supreme
  • Damu The Fudgemunk odsłania kolejne części How It Should Sound

    Damu The Fudgemunk odsłania kolejne części How It Should Sound

    4–6 minut

    W środowisku rapowym nieustannie mnóstwo emocji wywołują wszelkiego rodzaju listy zawierające przekrój przez najlepsze płyty hip hopowe. Jeżeli do tego doliczymy multum zestawień dotyczących poszczególnych lat kalendarzowych w tej branży, to w oka mgnieniu uzbieramy pełno artykułów, niczym prawdziwków na jesiennym grzybobraniu. Z drugiej strony, jakość i rzetelność takich publikacji bywa nierzadko (i słusznie) kwestionowana. W dalszym ciągu brakuje rzeczowych rankingów dedykowanych niezależnemu rapowi z ostatnich 5-10 lat. Jeżeli mielibyśmy dokonać podsumowania powyższego okresu, to nie sposób pominąć dwóch artystów wywodzących się z Waszyngtonu – Oddiseego i Damu The Fudgemunka. W październiku drugi z nich wypuścił kolejne woluminy słynnej serii „How It Should Sound” – trzy longplaye połączone w jedną całość oraz suplement w postaci EP-ki.

    Jedną z największych nobilitacji dla artystów jest z pewnością powszechne uznanie i szacunek ze strony ich kompanów po fachu. Na wysokie oceny od innych wykonawców może liczyć Damu The Fudgemunk. Producent pochodzący ze stolicy USA już dawno zaskarbił sobie sympatię licznych sympatyków starej szkoły muzyki hip hopowej. Współzałożyciel Redefinition Records to obecnie jeden z najbardziej cenionych w undergroundzie postaci, wspieranych nie tylko przez zwykłych słuchaczy, ale także przez wielu artystów, DJ-ów czy kolekcjonerów płyt winylowych stale wypatrujących wieści o jego kolejnych wydawnictwach.

    W początkowej fazie działalności na scenie hip hopowej mieszkaniec Waszyngtonu był kojarzony z dwoma formacjami – Y Society i Panacea. W 2008 roku  zdecydował się na wypuszczenie pierwszych solowych projektów – „Spare Time” i „Overtime”. Obie płyty opublikowano bezpłatnie w sieci, co skutecznie przyczyniło się do błyskawicznego rozprzestrzenienia się materiałów na świecie. Dwa lata później Damu The Fudgemunk wydał przełomową produkcję – „How It Should Sound 1-2”. Dwuczęściowy album zwrócił na niego uwagę jeszcze większego spektrum odbiorców. Na tych płytach beatmaker zdefiniował na nowo klasyczne brzmienie hip hopowe, czyniąc to z doskonałym wyczuciem.

    Amerykanin zbierał dalsze komplementy za kolejne wydawnictwa – „Supply For Demand”, „Kilawat Vol. 1.5” oraz liczne single. We wrześniu 2013 roku producent obrał inny kurs, pokazując swoje inne oblicze na „Spur Momento Trailer”. Po wydawnictwie kojarzonym z soundtrackiem do starych filmów Damu The Fudgemunk postawił na serię płyt odwołujących się do jego wcześniejszych dokonań. Nieco ponad dwa lata temu ukazał się follow-up do jego debiutanckiej produkcji – „Spare Overtime Re​-​Inspired”. Artysta stale powraca do wcześniejszych nagrań, nieustannie szlifując brzmienie i stosując się do złotej zasady looking for the perfect beat. Do tej kategorii należy przypisać obie części „Public Assembly”. Po tych projektach przyszła kolej na zapowiadaną od dłuższego czasu przez REDEF kontynuację „How It Should Sound”. Jednak chyba nikt nie przypuszczałby, że Damu The Fudgemunk dostarczy na raz trzy odsłony „HISS”, które następnie uzupełni o bonusowy materiał.

    W sieci przebąkiwano na temat następnej części tego projektu od około trzech lat. W pewnym momencie wydawało się, że „How It Should Sound” trafi do sprzedaży jeszcze w 2013 roku, ale wtedy materiał nie był jeszcze skończony, ustępując miejsca „Spur Momento Trailer” i późniejszym płytom bohatera niniejszego artykułu. Po długich oczekiwaniach REDEF ostatecznie potwierdziło w połowie ub.r. wydanie „HISS” planowane na jesień.

    Właściwa kampania promocyjna ruszyła pod koniec sierpnia. Wszystkich fanów Damu The Fudgemunka zelektryzowała wiadomość o trzech partiach projektu połączonych w jedną całość i zapowiedzianych na 2 października. Przy pracach nad „How It Should Sound 3-5” amerykański artysta zdecydował się na niecodzienny zabieg. Zamiast nagrywać wszystko od początku, postanowił on ponownie przejrzeć utwory zrealizowane w latach 2003-08 w celu ich poprawy, nadaniu połysku, a następnie pokazaniu światu. W tym przypadku nie można mówić o wybraniu drogi na skróty, ponieważ mieszkaniec Waszyngtonu stale udoskonala nagrane przez siebie utwory, nie zadowalając się przy tym żadnymi półśrodkami. W związku z tym, zamiast odrzutów otrzymaliśmy na trzech woluminach „HISS” pełnoprawne nagrania, będące dowodem klasy tego producenta. Damu The Fudgemunk kapitalnie opanował sztukę tworzenia boom-bapowych ścieżek, popartą pieczołowitym doborem sampli i linii perkusyjnych. Jego muzyka przypomina o latach 90.tych, ale jednocześnie brzmi świeżo, a w tym wszystkim łatwo można odnaleźć styl waszyngtońskiego beatmakera.

    W czasie, gdy praktycznie każdy artysta byłby zadowolony z siebie, dostarczając trzyczęściowy album złożony z 33 utworów, Damu The Fudgemunk postąpił zupełnie na odwrót. Po wydaniu w październiku „How It Should Sound 3-5”, w listopadzie rozszerzył całą serię wydawniczą o „HISS Abyss”. Co się kryje za tą EP-ką? Na tym projekcie umieszczono utwory, które z różnych względów nie znalazły miejsca na poprzednich odsłonach tego cyklu. Pod względem konstrukcji różnią się one od swoich poprzedników, gdyż dominują tutaj krótkie ścieżki, pokazujące warsztat producenta od nieco innej strony. Wszystko to przełożyło się na piękne nawiązanie do serii  zapoczątkowanej w 2010 roku.

    Wszystkie wydawnictwa odsłuchacie na Bandcampie („HISS 3-5”, „Abyss”) oraz pozostałych serwisach streamingowych (Spotify, Deezer, itp.). Redefinition Records przyzwyczaiło swoich sympatyków do pieczołowitego wydawania płyt. Jednak do tej pory nie spotkaliśmy się z tak wielkim rozmachem przy wydawnictwach amerykańskiego labelu. „HISS 3-5” + „Abyss” doczekało się kilku różnych edycji. Przede wszystkim każdy z tych projektów ukazał się na płytach winylowych, które nadal cieszą się sporym wzięciem wśród kupujących. Oprócz tego pojawiły się w obiegu również kompakty. REDEF promuje całość produkcji poprzez kilka singli – „In My Regretless Lifetime”, „What Happened To Easy Street”, „Checkmate Execution”, „Time On!” oraz „Fabrega’s Discotecas” (utwór przedstawiany w formie „HISS Foundations”). Na YouTube znajdziecie również 9-minutowe video promocyjne, zawierające sporo ekskluzywnych materiałów. Damu The Fudgemunk po raz wtóry pokazał, że posiada duszę i niezwykłe umiejętności tworzenia instrumentalnego hip hopu na wysokim poziomie.

    Na marginesie dodam, że współwłaściciel Redefinition Records nieustannie działa na polu wydawniczym. 8 stycznia ukazał się jego album, „Full Time”. Pod tym tytułem kryją się winylowe wersje premierowych projektów Damu„Spare Time” oraz „Overtime”. Wydanie fizyczne produkcji dostępne w sprzedaży za pośrednictwem sklepów REDEF i HHV.DE.

    Tracklista

    1. Continue Here
    2. The Sound
    3. Time On! (2005)
    4. Kool Papa Sport (2004)
    5. It Drinks it Pours (2004)
    6. Hallway (2005)
    7. Pursuit (2008)
    8. Just Look Up [Pawt 2] (2005)
    9. Fragment (2005)
    10. The Exchange (2004)
    11. You Earned It (2004)
    12. In with the Moonlight (2004)
    13. For the Angry Poet (2003)
    14. Ego Check (2006)
    15. My Mood Exactly (2005)
    16. Have Time (2004)
    17. Retro-Future (2004)
    18. The Gift (2004)
    19. It’s a Fine Night for… (2005)
    20. Sensory Rebirth (2004)
    21. Everyday is Another Opportunity (2003)
    22. In Passing (2004)
    23. Snatching Wind (2003)
    24. A Fifth of HISS (vol – 5 intro)
    25. Feeling Majestic (2004)
    26. We’re Gonna Prove (2007)
    27. Lunchbox Theory (2007)
    28. Diamond Digging (2004)
    29. Checkmate Execution (2004)
    30. In My Regretless Lifetime (2005)
    31. Sounds How it Should (2005)
    32. It’s Hard to Leave You (2004)
    33. Losin’ & Earnin’ [Part 1] (2004)
  • Guilty Simpson i Katalyst prezentują Detroit’s Son

    Guilty Simpson i Katalyst prezentują Detroit’s Son

    3–5 minut

    W niezliczonych podsumowaniach roku, przetaczających się od kilku tygodni przez internet, brakuje mi pewnych elementów. Niewiele osób dokonuje dogłębnego rozliczenia ubiegłego roku, skupiając się jedynie na zestawieniu najlepszych płyt. Jeżeli spojrzymy szerzej na tę tematykę, to wypada również wspomnieć o najsolidniejszych wydawcach w 2015 roku. W niezależnych kręgach (około) hip hopowych na wysokie oceny zasłużyło co najmniej kilka wytwórni płytowych. W tym gronie wypada wymienić szereg oficyn wydawniczych – od Mello Music Group, przez Redefinition Records i Jakarta Records, aż skończywszy na High Focus Records i Stones Throw Records. Ostatnia z tych firm zanotowała kolejny udany rok, wydając szereg wartościowych projektów, wśród których warto wyróżnić „Detroit’s Son” Guilty Simpsona i Katalysta.

    Sceną hip hopową z Detroit interesuje się wiele osób, i to nie tylko ze względu na Eminema i J Dillę. Od lat sympatią licznego grona słuchaczy cieszy się inny przedstawiciel The Motor City, Guilty Simpson. Sylwetkę popularnego rapera powinno kojarzyć większość Czytelników naszego serwisu. W końcu od czasów debiutanckiego albumu, „Ode to the Ghetto”, amerykański artysta znajduje się na fali wznoszącej, a jego projekty przyciągają kolejnych odbiorców.

    Od ponad 7 lat mieszkaniec Michigan jest związany ze Stones Throw Records. Przez ten czas nakładem STR ukazało się ponad 10 płyt Guilty Simpsona. Oprócz premierowego albumu do najważniejszych jego projektów wypuszczonych przez ten label należy wspólny longplay z Madlibem („OJ Simpson”) z 2010 roku oraz ubiegłoroczna EP-ka „The Simpson Tape”. Pomiędzy tymi materiałami Emcee nagrywał kolejne płyty publikowane przez inne oficyny wydawnicze – „Highway Robbery” ze Small Professorem„Dice Game” z Apollo Brownem oraz „Random Axe” z Black Milkiem i Seanem Price’em. Poza tym Guilty Simpson często przewijał się przez wydawnictwa innych twórców. Nie powinno więc nikogo zdziwić, że ubiegłoroczne „Detroit’s Son” powstało w wyniku kooperacji z kolejnym producentem, Katalystem.

    Na pierwszy rzut oka beatmaker nie należy wcale do ważniejszych przedstawicieli australijskiego świata hip hopowego. Nic bardziej mylnego, gdyż od dawna Katalyst pozostaje jednym z najciekawszych artystów wywodzących się z Krainy Kangurów. W pierwszych latach działalności mieszkaniec Sydney rozpoczął wydawanie projektów, które później utworzyły trylogię muzyczną. W tym cyklu ukazały się kolejno „Manipulating Agent”, „What’s Happening” i „Deep Impressions”. Pomiędzy tymi produkcjami Australijczyk pracował nad innymi płytami. Obok solowych „Abstract View” LP czy mix-CD „Dusted” producent zaangażował się w inne przedsięwzięcia.

    W połowie poprzedniej dekady Katalyst wszedł w skład formacji Moonrock, Space Invadas i Quakers. Szczególnie ostatnia z tych grup, współtworzona przez niego z Fuzzface’em (Geoff Barrow ze słynnego Portishead) i 7-Stu-7, doczekała się wielu pochlebnych opinii na swój temat. Premierowy album formacji, „Quakers”, ujrzał światło dzienne dzięki Stones Throw Records. Od tamtego czasu Australijczyk pozostawał w bliskim kontakcie ze STR. Po ponad dwóch latach od debiutu Quakers nadarzyła się okazja do ponownej współpracy z legendarną oficyną wydawniczą. Guilty Simpson nieprzypadkowo wybrał Katalysta do nagrania „Detroit’s Son”.

    Pierwsze wzmianki o płycie zaczęły przewijać się przez środowisko hip hopowe około pół roku temu. Kiedy okazało się, że raper z The Motor City powierzył produkcję projektu w całości Katalystowi, sporo osób w ciemno obstawiało, że z tej kolaboracji wyjdzie naprawdę dobry album. W końcu australijski producent pozostawił po sobie na znakomite wrażenie na materiale Quakers. Szybko okazało się, że te przypuszczenia sprawdziły się, co do joty.

    Guilty Simpson potrafi umiejętnie odnaleźć się w środowisku muzycznym utworzonym przez danego producenta. Jeżeli beatmaker posiada urozmaicony warsztat, to wtedy raper jest w stanie zaprezentować szeroki wachlarz swoich umiejętności. Powyższe czynniki zainicjowały powstanie „Detroit’s Son”. Doświadczony Emcee nie zawiódł oczekiwań fanów, dostarczając równy album opowiadający o jego rodzinnym mieście. Jak powszechnie wiadomo, Detroit nie należy do najprzyjemniejszych i najbezpieczniejszych aglomeracji miejskich, stąd też nie powinien nikogo dziwić mroczny, brudny, zadymiony i gdzieniegdzie posępny wymiar płyty. Warstwa liryczna wypada tutaj powyżej przeciętnej. W podobnym tonie można wypowiadać się o podkładach zgromadzonych na „Detroit’s Son”. Warto zwrócić uwagę na długość trwania poszczególnych utworów. Po wyjęciu kilku krótkich ścieżek, wszystkie pozostałe nagrania trwają około 3 minut, co było celowym zabiegiem Guilty Simpsona i Katalysta. W ten sposób artyści lepiej zademonstrowali różnorodność beatów i wysoką jakość tekstów GS. Na „rodzinnej” płycie rapera nie zabrakło miejsca dla przedstawicieli Detroit – Elzhiego, Cysiona, Fat Raya, Phat Kata i Spaceka. Wszyscy ci wykonawcy wpasowali się w specyficzny klimat tej produkcji.

    „Detroit’s Son” trafiło na Bandcampa, Spotify, Deezera i pokrewne serwisy streamingowe. Stones Throw Records wydało ubiegłoroczny projekt na płytach kompaktowych i winylowych. Wydawnictwo promują trzy single – „The D”, „Fractured” oraz „Vanguard Organization” (ostatecznie utwór nie znalazł się na longplayu). Do pierwszego z tych nagrań powstał również videoclip. Guilty Simpson oddał piękny hołd swojemu rodzinnemu miastu, zaś Katalyst pokazał, że drzemią w nim naprawdę duże możliwości.

    Tracklista

    1. R.I.P.
    2. Blunts In The Air feat. Cysion
    3. The D
    4. Ghetto
    5. Detroit’s Son
    6. Fractured feat. Fat Ray
    7. Radiation Burn
    8. Money
    9. Smoking feat. Spacek
    10. Rhyme 101
    11. The Music
    12. Beautiful Death
    13. Blue Collar feat. Elzhi
    14. The Time Is Now
    15. Dirty Glove feat. Phat Kat
    16. Say What?
    17. Power Outage feat. Spacek
  • Blackalicious powraca z Imani Vol. 1

    Blackalicious powraca z Imani Vol. 1

    4–6 minut

    W grudniu i styczniu na serwisach muzycznych przeważają wszelkiego rodzaju podsumowaniach roku. Większość artykułów przypisanych do tej kategorii skupia się na rankingach płyt. Jeżeli jednak rozejrzymy się szerzej pośród mnogich list, to zauważymy także inne dodatki do zestawień minionych 12 miesięcy. Niektórzy interesują się bardziej podsumowaniami zawierającymi najbardziej niedoceniane/przespane płyty, porównania najpopularniejszych wydawców, czy też przypomnienia o najważniejszych powrotach, niż rankingach najlepszych albumów i EP-ek, które są mocno przewidywalne. W 2015 roku na dobre powróciło kilku solistów i grup. W drugim koszyku znalazło się przede wszystkim Jedi Mind Tricks, Cannibal Ox, DJ Krush i Blackalicious. O kolejnej płycie Gift Of Gaba i Chiefa Xcela mówiło się od dawna. „Imani Vol. 1” w końcu trafiło do obiegu we wrześniu.

    Dyskusje o artystach hip hopowych wywodzących się z undergroundu mogą trwać nieskończenie długo. We wszelkiego rodzaju rozmowach na powyższy temat wypada wspomnieć przynajmniej na chwilę o Blackalicious. Grupa założona ponad dwie dekady temu w Sacramento należy do grona najbardziej znaczących formacji niezależnej strony rapu. Gift Of Gab i Chiefa Xcel to doskonały przykład formacji opartej na współpracy pomiędzy raperem a producentem/DJ-em. Pośród wszystkich pozycji w dyskografii Kalifornijczyków kilka płyt powinno być kojarzonych tak naprawdę przez każdego sympatyka zagranicznego rapu. „Nia”, „A2G EP” („Alphabet Aerobics” ciągle żywe), „Blazing Arrow” oraz „The Craft” na stałe weszły do kanonu ważnych wydawnictw w niezależnej niszy hip hopu.

    Po wydaniu w 2005 roku ostatniego z ww. projektów duet z Cali postanowił na dłużej odpocząć od nagrywania muzyki pod szyldem Blackalicious. Przez ostatnią dekadę formacja wypuściła tylko singiel „Powers” i koncertowe DVD, „4/20: Live In Seattle”. W branży muzycznej aktywniejszym artystą był bez dwóch zdań Gift Of Gab. Świetny raper opublikował dwie solowe płyty – „Escape 2 Mars” i „The Next Logical Progression”. Z kolei Chief Xcel stał z boku, współpracując jedynie od czasu do czasu z innymi wykonawcami. Amerykański zespół nadal koncertował, pamięć o „Alphabet Aerobics” nie została zatarta (patrz: występ Daniela Radcliffe’a w „The Tonight Show” Jimmy’ego Fallona), ale trudno było przewidzieć, czy kiedykolwiek jeszcze Blackalicious wypuści kolejną płytę. Wreszcie, po licznych spekulacjach i krążących w internecie plotkach, w pierwszej połowie roku grupa ogłosiła tracklistę i ujawniła pierwszy singiel promujący „Imani Vol. 1”. Po dekadzie formacja była gotowa zaprezentować słuchaczom swoje nowe nagrania.

    Przed premierą materiału wiele osób zadawało sobie kluczowe pytanie – w jakim stylu powróci kalifornijska formacja? Przecież 10 lat to kawał czasu, w trakcie którego wydarzyło się pełno historii w środowisku muzycznym. W dodatku Chief Xcel nie był zbyt aktywny na scenie hip hopowej na przestrzeni ostatnich lat, wobec czego trudno było przypuszczać, czy nie stracił on dawnego czucia. Ponadto tracklista wydawnictwa z wieloma gościnnymi udziałami innych artystów również była poddawana pod dyskusję. Jednak wszystkie wątpliwości odnośnie kształtu i poziomu „Imani Vol. 1” błyskawicznie zostały rozwiane po premierze płyty. Gift Of Gab i Chiefa Xcel powrócili w godnym stylu.

    Już po zapowiedziach płyty w postaci singli „The Blowup”, „Blacka” i „On Fire Tonight” można było wywnioskować, że Kalifornijczycy nie zapomnieli, jak należy nagrywać treściwą muzykę. Co ważne, ich powrotu wypatrywało liczne grono odbiorców, co było widoczne już po pomyślnie przeprowadzonej przez Blackalicious kampanii crowdfundingowej na PledgeMusic. Jak pokrótce można podsumować „Imani Vol. 1” (tytuł płyty w języku Suahili oznacza wiarę)? Kalifornijczycy nie wybrali drogi na skróty i nie posiłkowali się wypełniaczami, usiłując jak najwłaściwiej przypomnieć i wprowadzić na nowo słuchaczy do swojego świata. Przez całą długość LP formacja odwołuje się do inspirowania pozostałych osób i do ww. wiary. Gift Of Gab i Chiefa Xcel są starsi, mądrzejsi i bogatsi w kolejne doświadczenia. Pierwszy z nich imponuje formą, w niektórych utworach dobitnie pokazując, że nic a nic nie stracił ze swojego kunsztu („Ashes to Ashes”, „I Like the Way You Talk”). W trakcie trwania albumu partnerują mu liczni goście (od The Watts Prophets, aż po Zap Mama), którzy na ogół nie zawodzą, urozmaicając projekt. Wypada też dodać, że w wybranych utworach rozszerzono o krótkie rozmowy z ludźmi na temat tego, co ich inspiruje. Chief Xcel dostosował się poziomem do swojego partnera muzycznego. Producent zaserwował organiczne podkłady podszyte gdzieniegdzie różnymi eksperymentami. „Imani Vol. 1” otrzymałoby wyższe oceny, gdyby nie fakt, iż momentami całość robi się rozlazła, a nowe rozwiązania, jak w „Inspired By” wypadają negatywnie. Jednak Blackalicious i tak zasłużyło na duże brawa, oddając do rąk słuchaczy z nostalgicznym posmakiem, lecz przy tym również wybiegającą w przyszłość.

    Wydawnictwo opublikowano na Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Album trafił do obiegu w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). W grudniu ukazało się także instrumentalne wydanie „Imani Vol. 1” (do nabycia na wosku). Projekt promują trzy single – „The Blowup”, „Blacka” oraz „On Fire Tonight”. Do pierwszego z tych utworów nakręcono też videoclip. Blackalicious stanęło na wysokości zadania, oddając do rąk słuchaczy przemyślany i odpowiednio przygotowany materiał. Oby tylko na następną płytę nie kazali nam czekać równie długo.

    Tracklista

    1. Faith feat. Amde (The Watts Prophets)
    2. Blacka
    3. Ashes to Ashes
    4. On Fire Tonight feat. Myron (Myron & E)
    5. Escape
    6. One More Round (Interlude)
    7. The Sun feat. Imani Coppola
    8. That Night feat. Vursatyl & Jumbo (Lifesavas)
    9. I Am (Interlude)
    10. Inspired By feat. Bosko
    11. Big Bro Brad (Interlude)
    12. We Did It Again feat. Danielle Flax
    13. I Like the Way You Talk
    14. Twist of Time
    15. The Blowup
    16. Loves Gonna Save the Day feat. Fantastic Negrito
    17. Alpha and Omega feat. Lateef, Lyrics Born, Monophonics & DJ D-Sharp
    18. The Arrow Of Time (Interlude)
    19. The Hour Glass
    20. Imani featuring. Zap Mama
  • Rodalquilar drugim albumem Bluestaeba

    Rodalquilar drugim albumem Bluestaeba

    3–4 minut

    Międzynarodowa scena producencka skupia mnóstwo różnych artystów z całej kuli ziemskiej. W dzisiejszych czasach szczególnie niezależne kręgi beatmakerów pozostają nad wyraz rozbudowane i co lepsze w dalszym ciągu potrafią wchłaniać kolejnych twórców. Jeżeli niezależny twórca zdecyduje się na wydawanie głównie instrumentalnych nagrań, to jest narażony na niezrozumienie ze strony części słuchaczy, aczkolwiek równie dobrze może wynieść z tego wiele korzyści. Przede wszystkim niejeden beatmaker cieszy się większą popularnością niż poszczególni raperzy czy grupy muzyczne. Producenci potrafią też zdobyć lojalnych fanów, którzy następnie chętnie obserwują ich poczynania i/lub wypatrują winylowych wersji ich projektów. Na zainteresowanie słuchaczy nie powinien narzekać Bluestaeb. Niemiec wypuścił w listopadzie drugi album – „Rodalquilar”.

    Nasi zachodni sąsiedzi mogą pochwalić się wieloma producentami prezentującymi międzynarodowy poziom. Wśród licznej grupy niemieckich beatmakerów dostarczających wartościowe nagrania należy zaliczyć Bluestaeba. Berliński artysta nagrywa muzykę od 8 lat. Przez pierwsze lata spokojnie kształtował swoje brzmienie, nie śpiesząc się przy tym z wydawaniem płyt. Wraz za namową Figuba Brazlevica wszedł on w skład kolektywu Oldschool Future Tribe, dzięki czemu uzyskał on możliwość bliższej współpracy z innymi producentami. Przełożyło się na jego późniejsze wydawnictwa.

    W 2012 roku Bluestaeb wypuścił premierowy materiał, „Neo Retro” EP. Po tym niewielkim projekcie berlińczyk zasiadł do realizacji debiutanckiej płyty. „1991 Extraterrestrial” trafiło do obiegu pod koniec 2013 roku. Instrumentalny album wydany przez Radio Juicy zachwycił niejednego odbiorcę. Klimatyczne i niezwykle wciągające wydawnictwo wypadło naprawdę okazale. Od tego momentu więcej osób zaczęło się przyglądać poczynaniom Bluestaeba. W oczekiwaniu na następny krążek, beatmaker wpadł na pomysł serii cyklicznie publikowanych singli. Wszystkie utwory z „B.L.U.E. Friday” zebrało Radio Juicy, wypuszczając całość na płytach winylowych pod koniec sierpnia. W międzyczasie wykonawca zakończył prace nad „Rodalquilar”, które miało trafić na półki sklepowe dzięki Jakarta Records. Druga płyta producenta ze stolicy Niemiec przedłuża serię jego udanych materiałów.

    Jakarta Records przygotowała na tegoroczną jesień szereg nowych wydawnictw. Jedną z ważniejszych produkcji opublikowanych w tym okresie okazał się akurat drugi album Bluestaeba. Co sprawiło, że materiał berlińskiego producenta znalazł się tak wysoko w hierarchii tej wytwórni płytowej? Ano spowodowało to kilka czynników. W informacjach prasowych poświęconych płycie Jakarta Records przekonywało o tym, że berliński beatmaker idealnie łączy w swoich produkcjach dwa terminy – future i boom-bap. Po zapoznaniu się z zawartością „Rodalquilar” trzeba przyznać, iż powyższe opinie nie były wcale przesadzone. W porównaniu do „1991 Extraterrestrial” Bluestaeb jeszcze bardziej rozwinął swój warsztat. Na poprzednim albumie miejscami można było zauważyć, że nie jest on do końca przekonany, w którym kierunku ma podążyć, bądź jaką formę nadać swoim instrumentalom. W przypadku tegorocznego LP Niemiec jasno pokazał, że zamierza mieszać muzykę hip hopową nawiązującą do Złotej Ery rapu wraz ze współczesnymi rozwiązaniami przyjmowanymi przez beatmakerów. Nie brakuje tutaj eksperymentów i prób wplecenia wyjątkowych elementów, ukierunkowujących poszczególne nagrania w bluestaebowski klimat. Przy dłuższym obcowaniu z albumem słychać także nostalgię unoszącą się nad całym materiałem. Nic w tym dziwnego – tytuł płyty odnosi się do nazwy maleńkiej hiszpańskiej miejscowości położonej w prowincji Almeria nad Morzem Śródziemnym, w której przyszły producent spędził część swojego dzieciństwa. Niewątpliwie wpłynęło to na ostateczny charakter longplaya, czyniąc z niego pewnego rodzaju powrót do przeszłości przy jednoczesnym spoglądaniu w przyszłość.

    Projekt opublikowano na Bandcampie, Spotify, Deezerze i witrynach pokrewnych. „Rodalquilar” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Jakarta Records oparło kampanię promocyjną materiału na singlach „One For Papa”, „Tomorrow We Will Love Again”, „Didn’t Cha Know” i tytułowe „Rodalquilar”. Bluestaeb pozostawił po sobie pozytywne wrażenie, dostarczając mieszankę instrumentalnego hip hopu nawiązującego do lat 90.tych i brzmień eksperymentalnych, którym potrafił nadać autorski pazur.

    Tracklista

    1. Tomorrow We Will Love Again
    2. Valle de Rodalquilar
    3. Yap
    4. Message From The Inner City Blue
    5. Come On
    6. Didn’t Cha Know
    7. Rodalquilar
    8. Ta Carrière
    9. One For Papa
    10. Huebro
    11. Both Worlds feat. Blameful Isles
    12. ALP-826
    13. Outro
Translate »