Tag: instrumental album

  • Boom-bapowa niespodzianka z Indonezji – Sicknessmp

    Boom-bapowa niespodzianka z Indonezji – Sicknessmp

    3–4 minut

    Jeżeli przyjrzymy się dokładnie wszystkim zmianom, które zaszły w branży muzycznej na przestrzeni ostatnich lat, to znajdziemy masę pozytywów, jak i negatywów. Skupiając się tylko na zaletach, to nie sposób przemilczeć nieograniczony dostęp do muzyki z niemal każdego zakątka świata. Dzięki możliwościom oferowanym przez serwisy przeznaczone do publikowania płyt, przepływie informacji na stronach muzycznych i portalach społecznościowych oraz nieustannego poszukiwania nowych artystów, udało mi się dotrzeć do wykonawców z kilku kontynentów. Wartościowe projekty napływają obecnie dosłownie z każdego kraju europejskiego, Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii, Japonii i Korei Południowej oraz niekiedy egzotycznych krajów pokroju Indonezji. Właśnie stamtąd pochodzi beatmaker Sicknessmp odpowiadający za tworzenie boom-bapowych produkcji na fantastycznym poziomie.

    Od dłuższego czasu młodzi amerykańscy wykonawcy hip hopowi mało chętnie podchodzą do tworzenia boom-bapu. Za to przedstawiciele innych krajów potrafią świetnie odnajdywać się w tej niszy, o czym dobitnie świadczy przykład bohatera niniejszego artykułu. Sicknessmp należy przy tym do jednych z największych niespodzianek na współczesnej scenie producenckiej i aż dziw bierze, że nie wypłynął on do tej pory na szersze wody.

    24-letni beatmaker nagrywa muzykę od kilku lat. Jego pierwsze utwory zaczęły pojawiać się na Soundcloudzie ponad 2 lata temu. Już od samego początku artysta pokazywał stricte korzenne brzmienie swoich nagrań, silnie inspirowanych nowojorską szkołą producencką, ukierunkowaną na klimaty a’la Diggin’ In The Crates. Wykonawca zamieszkały w położonym na Jawie Pacitanie nie tylko korzysta ze spadku pozostawionego przez beatmakerów działających w latach 90.tych, ale także na tej bazie tworzy nowe formy, które zawsze przynoszą ze sobą brudne i zadymione beaty. W utworach azjatyckiego twórcy związanego z crew Halfablunt i labelem Hard Jazz 7 widać muzyczną wizję popartą odpowiednim przygotowaniem i wiedzą. Wszystko to doskonale zostało zaakcentowane na serii ubiegłorocznych wydawnictw Indonezyjczyka. Od września do listopada ub.r. wydał on 4 projekty – „Diary of Smoke”, „Jazzpiece (Instrudiary Part 1)”, „Flowing Soul” i „Hill Of Cannabiz”. Spośród tych materiałów najlepiej wypada pierwsze dzieło.

    Debiutancka płyta Sicknessamp pojawiła się w obiegu ponad rok temu. Na pierwszy rzut oka ucha mogłoby się wydać, że przygotował on nic specjalnego, ot kolejny materiał powracający do czasów przypadających na Złotą Erę rapu. Jednak po zapoznaniu się z tym projektem wszelkie lekceważące opinie należy odłożyć na bok. Wydawnictwo niepozornego Azjaty powstało w oparciu o jazzowe sample i mocne brzmienie perkusji. „Diary Of Smoke” stanowi przemyślany instrumentalny album, który nie zawiera ani jednego słabego utworu. Indonezyjczyk potrafi łatwo wciągnąć słuchacza do swojego boom-bapowego świata. W każdym podkładzie występują charakterystyczne cuty. Właśnie krótkie wstawki wokalne nadają jego beatom dodatkowego połysku. „All Dayz”, „Lokuz N’ Fokuz”, „PJM Soekarno”, „Dope Smoke”, „Sickblues” czy tytułowe nagranie pochodzące z longplaya  wypadają na naprawdę wysokim poziomie. Przez dłuższą część albumu wydaje się, że mamy do czynienia z wytrawnym producentem, który zajmuje się tworzeniem muzyki już od wielu lat. Sicknessmp za sprawą „Diary Of Smoke” oraz pozostałych projektów opublikowanych przed rokiem został wybrany przez The Find Magazine do grona uzdolnionych, ale szerzej nieznanych beatmakerów (więcej o „Top 15: Dope Beatmakers You Should Know (2013)” na stronie TFM). Warto, aby postać tego producenta częściej przewijała się przez serwisy muzyczne.

    Płytę udostępniono do pobrania za pośrednictwem Bandcampa. Wersja elektroniczna albumu jest dostępna w sprzedaży w cenie $3 USD. Wszyscy zainteresowani nabyciem wydania projektu na płytach kompaktowych powinien skontaktować się z Rise Record Crew za pośrednictwem tego adresu e-mailowego„Diary Of Smoke” promuje videoclip powstały do tytułowego nagrania z LP. Już w tym momencie Sicknessmp zasługuje na to, aby jego twórczość dotarła do znacznie szerszego grona odbiorców. Przy dalszym rozwoju utalentowany indonezyjski beatmaker jest w stanie osiągnąć bardzo wiele. W następnych latach powinien on też sprawdzić swoje siły nagrywając wspólny materiał z anglojęzycznym raperem, dzięki czemu na pewno zostałby on dostrzeżony przez pozostałych słuchaczy i media.

    Na początku tego roku francuskie Sergent Records wypuściło wspólny projekt bohatera tego artykułu i Natural Doca, „Diary of Blunted EP”. Snippety wydawnictwa są dostępne na Soundcloudzie.

    Tracklista

    1. Ill Classica
    2. All Dayz
    3. Le Sunz
    4. Diary Of Smoke
    5. Genjer – Genjer Part III
    6. Lokuz N’ Fokuz
    7. Phunkir Mizkin
    8. PJM Soekarno
    9. Please Open Mind
    10. Shinnin’
    11. Dope Smoke
    12. I Rock’in Stylez
    13. No Pain!
    14. Sickblues
    15. After Rise Up!
  • Skinshape wydaje debiutancką płytę – Skinshape LP

    Skinshape wydaje debiutancką płytę – Skinshape LP

    2–4 minut

    W ostatnich latach niejedna europejska wytwórnia płytowa doszła do głosu zwracając na siebie uwagę odbiorców z innych kontynentów. Owszem, w dalszym ciągu niewiele oficyn wydawniczych dystrybuuje swoje płyty poza Europą, ale nie przeszkadza to w sukcesywnym docieraniu do kolejnych odbiorców. Już wcześniej wspominałem na łamach naszego serwisu, że najlepiej wypadają wydawcy z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Project: Mooncircle, Melting Pot Records, Radio Juicy, Soundweight Records, Sichtexot, Favorite Recordings, Brownswood Recordings, Jakarta Records i wiele pozostałych firm z powodzeniem radzi sobie na rynku muzycznym. Obok nich pojawiają się kolejne labele, jak choćby Melting Records z siedzibą w Atenach. 13 października doczekaliśmy się premiery drugiego wydawnictwa opatrzonego logiem tej wytwórni – „Skinshape LP” – producenta Skinshape’a.

    Melting Records stanowi jedną z najmłodszych europejskich oficyn wydawniczych skupiających się na wypuszczaniu nagrań producentów. W maju br. nakładem tego labelu pierwszy raz w wersji fizycznej ukazał się album francuskiego twórcy Kognitifa, „My Space World LP”. Kilka miesięcy po opublikowaniu tego projektu nowo powstała wytwórnia płytowa wydała materiał Skinshape’a. Brytyjski beatmaker tworzy muzykę od ponad 4 lat. Jego styl to wypadkowa inspiracji czerpanych z różnych nurtów. Will Dorey w swoich utworach łączy elementy psychodelicznego rocka, reggae, dubu, bluesa, afrobeatu i hip hopu z lat 90.tych. Wszystko to przekłada się na posiadające duszę kompozycje, którym najbliżej do instrumentalnego hip hopu i trip hopu.

    Wszyscy słuchacze mogli przez ostatnie lata podpatrywać  na Soundcloudzie działalność zamieszkałego w Londynie wykonawcy. Producent nie chciał spieszyć się z wydaniem pełnoprawnego debiutanckiego materiału, poszukując przy tym odpowiednich możliwości na zaprezentowanie swojej twórczości szerszemu gronu odbiorców. W ramach przedbiegów do większej produkcji, Skinshape był współtwórcą wraz ze Stallym & The Breadwinners siódemki wypuszczonej w ub.r. przez Horus Records„Riddim Box Dub” b/w „Soul Groove”. Po tym wydawnictwie beatmaker skupił się na kompletowaniu utworów na solową płytę. Realizacja jego premierowego projektu była możliwa dopiero po nawiązaniu współpracy z  Melting Records. Tak pokrótce przedstawia się droga, jaką przeszło „Skinshape LP”.

    Wydawnictwo zapowiadał utwór „Heartache”. Już po tym nagraniu było widać, że Brytyjczyk porzucił przynajmniej na chwilę brzmienia spod znaku reggae/dubu, w zamian koncentrując się na stylistyce przywodzącej na myśl instrumentalny hip hop. Pozostałe utwory na debiutanckim albumie Skinshape’a miały przedstawiać się podobnie. Powyższe zapowiedzi potwierdziły się co do joty. „Skinshape LP” wprowadza do świata samplowanej muzyki, przypominającej długimi chwilami soundtrack do niskobudżetowych filmów z lat 70.tych. 23-letni beatmaker zaprezentował niemały arsenał swoich możliwości. Wykonawca z Wysp Brytyjskich zgrabnie łączy pieczołowicie dobierane sample z wokalami i tzw. żywymi instrumentami. Akurat obecność na tej płycie tych dodatkowych elementów powoduje, że mamy do czynienia produktem lepszej klasy. Skinshape potrafi zabłysnąć eklektyzmem, co znakomicie można zauważyć w „The Place Upstream”, „Shangri-La” i „You Don’t Love Me”. Z kolei w „Sunday Morning” i „Stabo” zaproszeni przez producenta wokaliści (Aaron Paul i Anina) postarali się o solidne rozszerzenie ścieżek, nadając tym utworom dodatkowego smaku. W rezultacie otrzymaliśmy naprawdę właściwie przygotowany krótki album, do którego na pewno warto wracać co pewien czas.

    Drugą płytę w katalogu Melting Records znajdziecie na Soundcloudzie i Bandcampie. „Skinshape LP” można nabyć w wersji elektronicznej i fizycznej. Do winylowego wydania projektu dołączono również edycję płyt kompaktowych uzupełnionych o dodatkowe nagranie „Bonus Breaks”. Skinshape udanie zaprezentował się szerszemu gronu odbiorców (materiał doceniło wielu francuskich słuchaczy) udowadniając przy tym, iż warto obserwować dalszy rozwój jego warsztatu producenckiego.

    Tracklista

    1. Live By The Day
    2. The Place Upstream
    3. Heartache
    4. Shangri-La
    5. Sunday Morning feat. Aaron Paul
    6. You Don’t Love Me
    7. Stabo feat. Anina
    8. Bonus Breaks
    9. Surf Rider (Bonus Track)

  • Instrumentalny album FloFilza – Metronom

    Instrumentalny album FloFilza – Metronom

    3–4 minut

    W ostatnich latach nastąpił znaczny rozwój międzynarodowej sceny producenckiej. Dzięki nieograniczonym możliwościom publikowania muzyki setki beatmakerów doszło do głosu zdobywając przy tym uznanie ze strony słuchaczy. Przypatrując się twórcom ze Starego Kontynentu nie sposób obojętnie przejść obok artystów rezydujących w Niemczech. Tamtejsza scena wzbudza podziw niejednej osoby. Wszystko to za sprawą licznych, a przy tym wartościowych, materiałów wypuszczanych przez masę niemieckich producentów. Klaus Layer, Suff Daddy, Iamnobodi, Torky Tork, Bluestaeb, Hulk Hodn, Dexter, Figub Brazlevič, Pawcut, Dramadigs, dude26 i pozostali gwarantują nagrania stojące na wysokim poziomie. Do tej listy wypadać również dopisać beatmakera zamieszkałego obecnie w Aachen, FloFilza. 5 września br. ukazał się jego nowy album – „Metronom”.

    Jeżeli chodzi o klasowych producentów, to nasi zachodni sąsiedzi mają naprawdę kim pochwalić się. Wiele wskazuje też na to, że niebawem do ścisłej czołówki niemieckich beatmakerów dołączy właśnie FloFilz. Z drugiej strony, na pewno znajdą się osoby twierdzące, że ów artysta już teraz należy do grona najzdolniejszych i najlepiej prosperujących tamtejszych twórców. Trzeba przyznać, że wcale nietrudno o argumenty przemawiające na jego korzyść. Wychowany w Belgii, zaś rezydujący od dłuższego czasu na terenie Niemiec wykonawca, co najmniej kilkakrotnie pokazał, iż posiada niemały arsenał możliwości.

    W początkowym okresie działalności, artysta studiujący na co dzień grę na skrzypcach, skupiał się na publikowaniu remiksów i luźnych singli na Soundcloudzie. W ten sposób powoli zdobywał uznanie w oczach słuchaczy, którzy docenili jego warsztat oparty o inspiracje czerpane głownie z dorobku A Tribe Called Quest (szczególnie płyty „Low And Theory”). Oprócz zwykłych odbiorców FloFilz skupił na sobie uwagę niemieckich wytwórni płytowych. W ub.r. ukazała się seria wydawnictw tego twórcy, które trafiły do sprzedaży dzięki Akai47 Records, HHV.DE i Radio Juicy. Beatmaker z Aachen uczestniczył przy wspólnych projektach ze Slowym i 12Vince’em („Dialog”), Pawcutem („Duplex”) i Eloquentem („Love Love”). Do tych wydawnictw dorzucił on kolekcję swoich remiksów, „Some More Remixes”, instrumentalną EP-kę „Keineideeistneu” oraz wydany na siódemce singiel „Tito” b/w „All Your Credits”. Wszystkie wspomniane materiały przyjęto z aprobatą na międzynarodowej scenie producenckiej. Następnie pomocną dłoń do FloFilza wyciągnęła znana oficyna wydawnicza Melting Pot Music. Właśnie dzięki temu labelowi pierwszy solowy longplay beatmakera – „Metronom” – ujrzał światło dzienne.

    Premiera wydawnictwa odbyła się w pierwszy piątek września. Od momentu wypuszczenia teaserów longplaya w postaci utworów „Vigal” oraz „Nomind”, o tym projekcie sporo mówiło się po obu stronach Atlantyku. Wszyscy ci, którzy oczekiwali po FloFilzu albumu na odpowiednio wysokim poziomie artystycznym, nie powinni byli zawieść się. Niemiec pokazał dużą klasę, dostarczając świetnie wyważone LP. „Metronom” to materiał mocno zakorzeniony w jazzie, podany z gustem i gracją. Jazz-hopowe elementy wypełniają produkcję od pierwszych dźwięków otwierającego longplay „Wandfarbe”, aż po ostatnie sekundy ostatniego nagrania na trackliście, „La Coppa Del Jazz”. Jednak nie tylko fani jazzu odnajdą się pośród kompozycji umieszczonych na tej płycie, gdyż FloFilz zadbał też o to, aby po projekt sięgnęli także sympatycy instrumentalnych brzmień hip hopowych bez podziału na jakiekolwiek podkategorie. Warto spędzić przy „Metronom” trochę czasu choćby ze względu na ww. utwory czy pozostałe pokroju „Late Night Cruise”,  „Rooftops” (kapitalnie dobrane cuty z utworu „Feel The High Pt. II” grupy Finsta Bundy), „La Seine”, „Oregano” i „Mercerie”. Całość płynie spokojnym rytmem, snuje się wąskimi uliczkami niczym stare jazzowe kompozycje, wabiąc do siebie przydrożnych odbiorców i zapewniając chwile cudne relaksu.

    FloFilz opublikował album na niezawodnym Bandcampie. Wydawnictwo producenta rezydującego w Aachen ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe i kasety). Materiał promują dwa singlowe nagrania – „Nomind”, „Rooftops” oraz „Vigal”. Do dwóch pierwszych utworów nakręcono również klimatyczne i wiernie oddające charakter tracków videoclipy. Melting Pot Music wcale nie rzucało słów na wiatr, gdyż „Metronom” należy uznać za naprawdę udany projekt. Z kolei FloFilz coraz bardziej rozwija swoje brzmienie, co stanowi świetny prognostyk przed jego kolejnymi płytami.

    Tracklista

    1. Wandfarbe
    2. Veturna
    3. Brückenmarkt
    4. Mercerie
    5. Rue D’Orsel
    6. Nomind
    7. Late Night Cruise
    8. Métro
    9. Nutzlast
    10. Heimweh
    11. Rooftops
    12. Papillon
    13. Zuckerhut
    14. La Seine
    15. Vigal
    16. Oregano
    17. Fake Acts
    18. La Coppa Del Jazz
  • Instrumentalna płyta Ju-Ara – Day Out

    Instrumentalna płyta Ju-Ara – Day Out

    3–4 minut

    Poprzez nieustanne podróże w świecie muzycznym, w ostatnich latach poznałem twórczość multum nowych artystów i wydawców. Nie narzucając żadnych ograniczeń i nie sugerując się jakimikolwiek wytycznymi dotarłem do muzyki mniej i bardziej znanych osób. Jedni z nich pochodzą dobrze rozwiniętych krajów pod względem muzycznym, inni zaś rezydują w egzotycznych zakątkach globu pokroju Indonezji, Chile czy RPA. Pozostańmy na dłuższą chwilę przy raperach i producentach reprezentujących mocno rozbudowane sceny. Przyglądając się wykonawcom z państw pokroju Niemiec widać niesłychaną różnorodność i koegzystencję dużych nazwisk w branży obok twórców pozostających na dorobku. W tym drugim koszyku umieścimy członka kolektywu Morgen Noi, Ju-Ara. Wydana przez niego w tym roku płyta „Day Out” pokazuje, że w przyszłości powinien on być znacznie bardziej znany.

    Niesłychanie rozbudowana niemiecka scena producencka ma wielu swoich sympatyków. Bardziej wnikliwi i uważni odbiorcy na pewno zauważyli wydawnictwa Morgen Noi. W ramach tego kolektywu swoją muzykę wydają Ju-Ar, Salvia Kamili, Lupid Ocampo oraz nowy członek crew, Truestatiks. Najaktywniejszym przedstawicielem tej platformy jest pierwszy z tych artystów. Producent o polskich korzeniach pokazał się z dobrej strony na dotychczasowych dwóch longplayach – „Orange Air” i „Good Breeze”. Debiutancka płyta beatmakera z marca 2011 roku zrobiła wrażenia na słuchaczach poszukujących pozytywnie nastrajających do życia nagrań. Na materiale sprzed ponad 3 lat nasz zachodni sąsiad umiejętnie połączył jazzowe sample z wokalami, dodając do tego szczyptę współczesnych brzmień instrumentalnych. Przy tym osiągnął on najważniejszy cel – udało mu się nadać wszystkim utworom formę ciepły i słoneczny kształt, stanowiący zresztą jego znak rozpoznawczy. Longplay doceniły niezależne serwisy muzyczne, uznając „Orange Air” za udany wstęp do pozostałych albumów perspektywicznego beatmakera.

    Równie pochlebne oceny spłynęły do producenta po premierze drugiego LP – „Good Breeze”. Wydawnictwo pochodzące z października 2012 roku trafiło przy tym do szerszego grona odbiorców. Ju-Ar rozszerzył swój warsztat, co pozwoliło mu na skompletowanie w pełni przemyślanego i wyrównanego albumu. Niemiecki beatmaker udowodnił na tej płycie, że jego utworów nie należy określać mianem zwykłych beatów. W jego przypadku mamy do czynienia z klimatycznymi i chilloutowymi kompozycjami, podanymi w przystępny sposób dla słuchacza. Powyższe zalety znajdziemy także na nowym wydawnictwie twórcy z zachodniej części Niemiec. „Day Out” to najbardziej wyrafinowane dzieło w dotychczasowej karierze tego wykonawcy.

    1 listopada minęło już 5 miesięcy od premiery materiału. Ju-Ar nie mógł znaleźć lepszego momentu na wydanie płyty, ponieważ jego trzeci materiał stanowił idealny soundtrack na wiosenno-letnią porę. Jak przedstawia się tegoroczny projekt artysty względem jego wcześniejszych dokonań? Przede wszystkim na „Day Out” jest zauważalny dalszy rozwój i progres beatmakera. Wszystkie pomysły na swoje nagrania pewniej on egzekwuje i wprowadza w życie. Klimat utworów pozostał zachowany, ponieważ nadal dominują spokojne i leniwe brzmienia. Poświęcając więcej czasu na dogłębne zapoznanie się z longplayem można wyłapać dodatkowe smaczki i niuanse sprawiające, iż czerwcowy album producenta niepostrzeżenie wyrasta na jedno z ciekawszych instrumentalnych dzieł ostatnich miesięcy. Przekonują o tym ścieżki pokroju „Get On”, „Mint Flavor”, „Wait For”, „Cosmic Glory” czy „Love Thing”. Naprawdę warto spędzić trochę czasu w urokliwej muzycznej krainie tworzonej przez Ju-Ara.

    Morgen Noi opublikowało materiał na Bandcampie. Album udostępniono jedynie w wersji elektronicznej w formie „buy now – name your price”. „Day Out” promują dwa single – „Get On” oraz „Mint Flavor” w remiksie Lupida Ocampo. Oprócz tego pojawiło się także video nakręcone do teasera całego wydawnictwa. Pomimo tego iż Ju-Ar nagrał projekt przeznaczony głównie na błogie wiosenne i letnie lenistwo, nie oznacza to, że tegoroczny materiał nie sprawdzi się też w innych porach roku. Wręcz przeciwnie, „Day Out” wprowadzi dużo ciepła na nadchodzące chłodniejsze jesienne dni.

    Tracklista

    1. Shine On
    2. Get On
    3. Searchin
    4. What It Is
    5. Mint Flavor
    6. If You Want This
    7. Wait For
    8. Blue Mosque (Skit)
    9. So Good
    10. Recurrent Pulses
    11. Cosmic Glory
    12. Broken Chords
    13. A While
    14. Love Thing
    15. Same Frequency (Outro)
    16. Mint Flavor (Lupid Ocampo Remix)
  • Maw wydaje instrumentalną płytę Second Homilies of the Panda Tao

    Maw wydaje instrumentalną płytę Second Homilies of the Panda Tao

    3–4 minut

    Na łamach naszego serwisu staramy się prezentować muzykę mniej i bardziej rozpoznawalnych twórców. Oprócz publikacji poświęconych wydawnictwom artystów solowych i grup muzycznych znajdziecie u nas także artykuły dedykowane poszczególnym wytwórniom płytowym. W ub.r. pojawiła się na naszej stronie wzmianka o działalności amerykańskiej oficyny wydawniczej, Cold Busted. Label zajmujący się wydawaniem instrumentalnych projektów producentów z kilku kontynentów systematycznie powiększa grono swoich sympatyków. W ciągu ostatnich miesięcy dzięki tej wytwórni doczekaliśmy się nowych materiałów od Pooldore’a, Singularisa, Central Parksa czy Es-K. Oprócz nich swoją drugą płytę w Cold Busted wypuścił fiński beatmaker o pseudonimie Maw. „Second Homilies of the Panda Tao” to klasowy longplay dedykowany głównie miłośnikom instrumentalnego hip hopu.

    Większość osób zapewne postrzega Finlandię jako egzotyczny kraj dla muzyki hip hopowej. Po części się z tym zgodzę, ponieważ niemal wszyscy artyści z tej części Skandynawii nagrywają w swoim ojczystym języku. Jednak jeżeli sięgniemy głębiej, to wyłapiemy kilka grup tworzących płyty po angielsku (The Megaphone State lub Half Past Never Band), a także znajdziemy utalentowanych producentów (The Boomjacks, SimonSound). Do wąskiego grona zdolnych fińskich beatmakerów zalicza się również Maw.

    Fin nagrywa muzykę w domowym zaciszu od dobrych kilku lat. Do najważniejszych swoich inspiracji twórca zalicza japońską kulturę oraz dorobek takich artystów jak J Dilla, Madlib, RJD2, Count Bass D, DJ Krush czy Moka Only. Jego pierwsza oficjalna płyta zatytułowana „Panda Ride” ukazała się w czerwcu 2010 roku. Od tamtej pory artysta systematycznie zaopatruje słuchaczy w nowe projekty, rozwijając przy tym swój warsztat. Instrumentalnym kompozycjom Mawa za każdym razem towarzyszą samplowane wokale, dialogi wygrzebywane ze starych płyt, co nadaje poszczególnym produkcjom charakterystyczny posmak. Na przestrzeni ostatnich czterech lat beatmaker opublikował kilka beat tape’ów, z których na większą uwagę zasługują „Hangul (Gangui)”, „Homilies Of The Panda Tao Vol. 1” oraz „Flow Fragments”. Jednym z największych fanów twórczości skandynawskiego producenta jest Blueprint, który w styczniu ub.r. przeprowadził godny polecania wywiad z nim.

    Dzięki temu więcej osób dowiedziało się o osobie niepozornego twórcy z Finlandii, co następnie przełożyło się na zainteresowanie się jego osobą ze strony Cold Busted. Właśnie ta amerykańska oficyna wydawnicza opublikowała w lipcu ub.r. znakomity album „Leave The Flow”. Przy nieco lepszej promocji i pomyślniejszym wiatrom, płyta mogłaby spokojnie dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Przedłużeniem tego wydawnictwa była EP-ka „Myria”. Po wydaniu tego wydawnictwa Maw postanowił zrealizować follow-up do jednego z uprzednio wypuszczonych materiałów. „Second Homilies of the Panda Tao” stanowi kontynuację projektu wydanego w grudniu 2012 roku.

    Początkowo premiera płyty miała odbyć się w pierwszym tygodniu kwietnia. Ostatecznie materiał trafił do słuchaczy 29 kwietnia, czyli nieco ponad miesiąc temu. Nowe wydawnictwo fińskiego artysty zabiera słuchaczy w podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni. Maw na swoim albumie połączył tradycyjne brzmienia z Nippon wraz z soulem, nadając wszystkim nagraniom specyficznego charakteru. „Second Homilies of the Panda Tao” to wyróżniający album ponad dziesiątki innych instrumentalnych produkcji. Niespotykany klimat utwór i kapitalnie dopasowane cuty i dialogi zaczerpnięte z różnych źródeł tworzą zgrabną całość. Warto zwrócić baczną uwagę na początek i koniec LP, gdyż właśnie w tych miejscach skandynawski wykonawca wkomponował monologi opowiadające o całym longplayu. W trakcie poznawania świata kreowanego na „Second Homilies of the Panda Tao” można również zauważyć rozwój warsztatu Mawa, który powoli staje się coraz lepszym producentem, umiejętnie budującym swoje instrumentalne kompozycje. „Kakusei / Homilies Theme”, „Jitsurei”, „Lessons From The OX” czy „The Outer Sea / Dilla Reprise” to wybrane tracki z tego projektu, które stoją na wysokim poziomie. Jednak dużo stracicie jeżeli nie zapoznacie się z pełnym materiałem tego skromnego producenta.

    Instrumentalny album trafił na Bandcampa. „Second Homilies of the Panda Tao” można nabyć w wersji elektronicznej w cenie $7 USD. Wydawnictwo fińskiego producenta przejawia dużą wartość i cechuje się znakomitym klimatem. Maw należy do coraz liczniejszego grona niedocenianych producentów, którzy powinni być znacznie bardziej znani w świecie muzycznym. Już niebawem pozycja europejskiego beatmakera może choć trochę poprawić się, ponieważ pracuje on nad nowymi materiałami. Jednym z nich będzie konceptualna EP-ka, którą nagrywa on specjalnie dla U Call That Love. Więcej informacji o tym wydawnictwie jeszcze w tym miesiącu.

    Tracklista

    1. Kyorei (Intro)
    2. Kakusei / Homilies Theme
    3. Jitsurei
    4. On Gratitude (Interlude)
    5. Lessons From The OX
    6. Steel Beach Pt. 2 / Crystal
    7. Hatsumode
    8. On Solitude (Interlude)
    9. Robe Of Honor
    10. The Outer Sea / Dilla Reprise
    11. Homilies Outro
  • Nowy album The Boomjacks – Moments in Space and Time

    Nowy album The Boomjacks – Moments in Space and Time

    Ponad dwa tygodnie informowałem o rozpoczęciu działalności strony w roli oficyna wydawniczej i planowanej premierze pierwszej płyty, która miała ukazać się dzięki naszemu serwisowi – „Moments in Space and Time” grupy The Boomjacks. Przy okazji udostępniłem singiel zapowiadający instrumentalny album fińskiego duetu, „Inner Worlds”. 6 maja odbyła się premiera kolejnego wydawnictwa Finów. „Moments in Space and Time” to nasz debiut w roli współwydawców, z czego jesteśmy naprawdę dumni. Poniżej znajdziecie szczegółowe informacje dotyczące tego materiału.

    Sylwetka skandynawskiej formacji została już przedstawiona na łamach strony przy artykule o „Inner Worlds”, więc tym razem ograniczę się do podania najważniejszych faktów o tej grupie. Za powstaniem tego duetu stoją bracia, Jyri & Villejam. W okresie styczeń 2011 – luty 2012 Finowie wypuścili 4 części projektu zatytułowanego po prostu jako „Beats” (wszystkie części są dostępne na Bandcampie). Po tej serii, Skandynawowie postanowili zabrać się za beat tape inspirowany sagą George’a Raymonda Richarda Martina „Pieśń Lodu i Ognia” i ich telewizyjną adaptacją – „Grą o tron”.

    W ten sposób powstały dokładne założenia „Beats of Ice and Fire”, którego premiera odbyła się blisko rok temu. Po tym wydawnictwie duet postanowił pójść za ciosem publikując na początku ub.r. kolejny beat tape, „Butter & Jam”. W trakcie ubiegłorocznych wakacji ukazał się pierwszy projekt The Boomjacks nagrany wespół z raperem. „The Ownlife Sessions, Vol. 1” to wspólne dzieło tej grupy i amerykańskiego Emceego, Apollo’s Suna. Po tych wszystkich produkcjach duet zdecydował się na podjęcie bliższej współpracy z naszym serwisem. Po wcześniejszej obecności zespołu na kompilacji „Sounds Across the Globe”, Jyri & Villejam zostali pierwszymi artystami, którzy wydali swoją płytę dzięki U Call That Love. „Moments in Space and Time” stanowi stricte instrumentalną płytę zawierającą 15 nagrań.

    W porównaniu z poprzednimi materiałami, The Boomjacks postawili na nieco inną konstrukcję płyty. Nowe wydawnictwo fińskiego duetu to zdecydowanie więcej niż kolejny beat tape, który niczym szczególnym nie wyróżnia się na tle masy innych projektów tego typu. Skandynawska grupa postarała się o klasowy instrumentalny longplay zabierający słuchaczy w podróż pomiędzy skrupulatnie dobieranymi jazzowymi samplami i hip hopową produkcją zahaczającą o niezapomniane lata 90.te. Tytuł albumu znakomicie oddaje klimat wszystkich utworów zawartych na LP. „Moments in Space and Time” to swoista opowieść zawieszona gdzieś pomiędzy przestrzenią poza wszechświatem i myślami. The Boomjacks stworzyli urozmaicony soundtrack, przy którym można zarówno odpocząć, jak i odbyć wędrówkę do nieodkrytych wcześniej krain. Od otwierającego płytę „Good Vibes” (tytuł mówi sam za siebie), przez jazz-hopowe „Jazz Peace” i „The Golden Hours”, dynamiczniejsze „Funky Boom”, aż skończywszy na rozbudowanych „Inner Worlds” czy „Spirits” – wszystkie nagrania na longplayu wypadają naprawdę pozytywnie i posiadają duszę. „Moments in Space and Time” może przy tym stanowić integralny element spokojnych wiosennych dni spędzanych w doborowym towarzystwie.

    Więcej o płycie dowiedzie się od Jyriego:

    Obecny projekt, to coś z czym wystartowaliśmy ponad dwa lata temu, zasadniczo też projekt jaki czujemy, że wtedy zaczęliśmy. Pierwotnie materiał nosił tytuł roboczy „Moods & Grooves”, chociaż znajdował się on na stadium trzymania tego pomiędzy nami, przez co nigdy o tym nie napomknęliśmy publicznie. Miał to być projekt spełniający większą rolę niż instrumentalny album w stylu naszej serii „Beats”. Ustaliliśmy kilka beatów, lecz porzuciliśmy to na moment i część pozostałych oryginalnych produkcji wylądowały ostatecznie na „Beats vol. 4”. W tej chwili (płyta) zawiera może dwa beaty będące do pewnego stopnia przearanżowane ze wcześniejszych wersji, i kilka innych beatów, nad którymi siedzieliśmy, czekających na projekt odpowiednio pasujący im całościowo, i dodatkowo kilka innych nagrań. „Moods & Grooves” pasowało nieadekwatnie do tytułu projektu. Beaty na wydawnictwie starają się osiągnąć poziom danego klimatu, i w zasadzie ich celem jest błyskawiczne zaczepienie się o cztery wymiary, w jakich żyjemy, więc takie są właśnie pochodzenie tytułu „Moments in Space and Time”.

    „Moments in Space and Time” można znaleźć na Bandcampie. Wydawnictwo trafiło do obiegu w formacie elektronicznym. Album dostępny do nabycia za symboliczną kwotę $1 USD (poniżej alternatywny link do pobrania projektu). Dzięki nawet najmniejszej dotacji uzyskanej od Was będziemy mogli w dalszym ciągu rozwijać się i oddawać do Waszych rąk coraz lepsze projekty. Każde wsparcie liczy się bardzo mocno, więc z góry dziękujemy za przekazanie informacji o tym wydawnictwie dalej. Nieważne czy podzielicie się płytą na Facebooku, Twitterze, skomentujecie ten artykuł, przekażecie dotację czy poinformujecie o albumie swoich znajomych w inny sposób – za wszystko będziemy po stokroć wdzięczni.

    DOWNLOAD The Boomjacks – „Moments in Space and Time”

    Ponadto „Moments in Space and Time” można odsłuchać na innych serwisach (w niedalekiej przyszłości album trafi też na iTunes i Amazon):

    Spotify: https://play.spotify.com/album/4nTuVLONTt54h6cOCwr3QV
    Deezer: http://www.deezer.com/album/7751932
    eMusic: http://www.emusic.com/album/the-boomjacks/moments-in-space-and-time/14937579/

    Wszystkie dodatkowe informacje o The Boomjacks znajdują się na stronach tej grupy:

    Strona www: http://theboomjacks.com/
    Bandcamp: http://tapes.theboomjacks.com/
    Soundcloud: https://soundcloud.com/the-boomjacks
    Twitter: https://twitter.com/theboomjacks
    Facebook: https://www.facebook.com/theboomjacks

    Tracklista

    1. Good Vibes
    2. The Search
    3. Jazz Peace
    4. Graveyard Shift
    5. Drips
    6. Hitch
    7. The Golden Hour
    8. The Weight
    9. Spirits
    10. The Numbers Game
    11. Funky Boom
    12. The Heist
    13. ADAD
    14. Inner Worlds
    15. Endjam
  • The Boomjacks z nowymi nagraniami

    The Boomjacks z nowymi nagraniami

    3–5 minut

    Każdego dnia otrzymujemy sporą dawkę nowej muzyki, od czego może rozboleć głowa i uszy. Przemierzając przez potężne pokłady singli, EP-ek, longplayów, beat tape’ów, kompilacji i wszelkiej maści innych wydawnictw, nie raz łatwo stracić rachubę. Aby nie pogubić się w obecnie panujących uwarunkowaniach na scenie muzycznej, trzeba radzić sobie na różne sposoby. Przydają się tutaj social media i serwisy umożliwiające obserwację wybranych profili artystów i wytwórni płytowych. Prowadząc stronę regularnie podpatruję aktywność w środowisku wykonawców, którzy już wcześniej trafili na łamy naszego serwisu. Jednymi z długiej listy twórców podglądanych przeze mnie jest grupa producencka The Boomjacks. W tym roku ukazały się dwa projekty tego fińskiego duetu – beat tape „Butter & Jam” oraz wspólna EP-ka z Apollo’s Sunem, „The Ownlife Sessions, Vol. 1”.

    Europejscy artyści co rusz to pojawiają się na łamach serwisu oraz na witrynach pokrewnych. Przedstawiciele fińskiej sceny hip hopowej należą do grona wykonawców, którym przyglądam się z bliska już od dłuższego czasu. Pochodząca z Kuopio grupa powstała cztery lata temu z inicjatywy dwóch braci, Jyriego i Willejma. Obaj znaleźli zamiłowanie do tworzenia beatów opartych o mocną perkusję, przypominających iście boom-bapowe podkłady. Od stycznia 2011 do lutego 2012 roku Finowie wypuścili 4 części projektu zatytułowanego po prostu jako „Beats” (wszystkie części są dostępne na Bandcampie). Po tej serii materiału, mieszkańcy mroźnej Finlandii postanowili zabrać się za beat tape inspirowany sagą George’a Raymonda Richarda Martina „Pieśń Lodu i Ognia” i ich telewizyjną adaptacją – „Grą o tron”. W ten sposób powstały dokładne założenia „Beats of Ice and Fire”, którego premiera odbyła się blisko rok temu. Zimowy beat tape zabiera słuchaczy w podróż po skutej lodem krainie, pochłaniającej niejednego śmiałka, który ośmielił się wejść do niej. Instrumentalne kompozycje fińskiego duetu właściwie oddają charakter dzieła Martina, tworząc odrębną ścieżkę dźwiękową do tej opowieści. Po tym wydawnictwie duet postanowił pójść za ciosem publikując na początku b.r. „Butter & Jam”.

    Premiera projektu odbyła się w środku ubiegłej zimy. W porównaniu do poprzedniego wydawnictwa, beat tape z końca stycznia stanowi nieco luźniejszy materiał. Przy pracach nad tym materiałem fińska formacja nie trzymała się sztywno żadnego konceptu. Po prostu duet postanowił skompletować płytę zawierającą ponad 20 podkładów nadających się do słuchania o niemal każdej porze dnia i nocy. Kwintesencję „Butter & Jam” oddaje tytuł longplaya. The Boomjacks porządnie połączyli sample z produkcją hip hopową utrzymaną w starym-dobrym stylu. Powyższy przepis na udany projekt smakuje apetycznie, niczym właśnie masło z dżemem na śniadanie lub podwieczorek. Oczywiście beatmakerzy nie zaprezentowali niczego niezwykłego i łamiącego schematy, ale należy podkreślić, iż sporządzając beaty według sprowadzonej metody, uzyskali naprawdę dobry efekt końcowy.

    „Butter & Jam” można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa. Beat tape udostępniono do bezpłatnego pobrania z tego serwisu; dodatkowo za pośrednictwem BC można przekazać dotację twórcom materiału. W sprzedaży znajduje się też limitowana edycja płyt kompaktowych z tegorocznym wydawnictwem The Boomjacks.

    DOWNLOAD The Boomjacks – „Butter & Jam”

    Tracklista

    1. Sweet 'n Sour
    2. Converge
    3. Mellowsht
    4. Souled Out
    5. Lush Life Boogie
    6. Round One
    7. Easin’ In
    8. Elementals
    9. Two Birds
    10. Butter & Jam
    11. Sunny Side
    12. Dim Lights
    13. Them Changes
    14. Reflections
    15. Swing it Back
    16. Slot Machine
    17. Leap In
    18. The Corner
    19. Northbound
    20. Listen Here
    21. Circles
    22. Mood Modes
    23. Getting Deeper
    24. Late Night Jams

    W drugim półroczu fińscy twórcy ponownie dali znać o sobie. Po serii stricte instrumentalnych wydawnictw Finowie postanowili nagrać płytę z raperem. 30 lipca ukazał się wspólny materiał The Boomjacks i Apollo’s Suna, „The Ownlife Sessions, Vol. 1”. Nowy partner muzyczny duetu prowadzi działalność na scenie hip hopowej od ponad 5 lat. Emcee wywodzący się z amerykańskiego stanu Pensylwania wydał do tej pory m.in. „Rust.”, „Falling Becomes Great „, „Falling Becomes Grace” oraz „Before The War” w ramach grupy After.Words. Niezależny Emcee szybko odnalazł nić porozumienia ze Skandynawami, czego owocem jest konceptualna EP-ka inspirowana głośną powieścią George’a Orwella, „Rok 1984”. Wszyscy twórcy zaangażowani w postanie projektu stanęli na wysokości zadania, dostarczając płytę opartą o nieco zagadkowe teksty i poprawnie brzmiące beaty. Jyri i Willejm pokazali, że równie dobrze jak na solowych produkcjach, wypadają też w trackach tworzonych wespół z raperem. „April’s Musings”, „May’s Musings” i „Inside a River” z udziałem Mellow Drum Addicta wypadają naprawdę zacnie, stanowiąc przy tym właściwą zachętę do zapoznania się z pozostałą zawartością EP.

    „The Ownlife Sessions, Vol. 1” trafiło na Bandcampa. Wydawnictwo dostępne do pobrania w formie „buy now – name your price” za pośrednictwem tego serwisu. Dodatkowo można nabyć projekt w wersji fizycznej na płytach kompaktowych.

    DOWNLOAD Apollo’s Sun and The Boomjacks – „The Ownlife Sessions, Vol. 1”

    Tracklista

    1. You Have Owners
    2. April’s Musings
    3. May’s Musings
    4. No Room to Breathe
    5. At the Mirror
    6. Inside a River feat. Mellow Drum Addict
  • Darmowy album: Prod.B – Road to Nowhere + wywiad z artystą

    Darmowy album: Prod.B – Road to Nowhere + wywiad z artystą

    5–8 minut

    Każdego tygodnia trafia do obiegu mnóstwo nowych projektów instrumentalnych. Wybrani producenci, którzy przebili się na międzynarodowej scenie muzycznej, mogą liczyć na zainteresowanie systematycznie rosnącego grona słuchaczy i mediów, chętnie wspierających poszczególnych twórców. Jednak nawet osoby posiadające określony status na scenie muzycznej muszą dbać o swoich sympatyków, gdyż konkurencja nie śpi. Przy obecnych uwarunkowaniach w środowisku najlepiej sprawdzają się darmowe materiały, co dotyczy zarówno tych powszechnie znanych beatmakerów, jak i postaci usiłujących zaznaczyć swoją obecność w branży muzycznej. Przykładem tego może być wydana w lipcu b.r. płyta polskiego artysty, Prod. B – „Road to Nowhere”, stanowiąca kolejny krok w karierze tego wykonawcy.

    Rodzimy producent prowadzi działalność wydawniczą od 3 lat. W czasie tego okresu beatmaker wypuścił łącznie 3 materiały, promowane głównie w kraju. Od początku aktywności Prod. B w undergroundzie zajmuje się on pracą u podstaw, aby w jak najlepszy sposób dotrzeć do słuchaczy otwartych na projekty utrzymane w klimacie z minionych lat. Pierwsze wydawnictwo artysty – „Night Noise” – ukazało się jeszcze pod pseudonimem Biegaj. Wydawnictwo zawierające 7 eksperymentalnych tracków ujawniło sfery muzyczne, w których ich autor czuje się najpewniej. Po tej EP-ce przyszła kolej na wypuszczone w marcu ub.r. „Simple Melodies”. Instrumentalne wydawnictwo nawiązujące do downtempo i trip-hopu to kolejny etap w rozwoju polskiego twórcy. Z kolei wydane przed niespełna 3 miesiącami „Road to Nowhere” wypada określić mianem najbardziej dopracowanego projektu Prod.B.

    Jeżeli sympatyzujecie w spokojnych, nostalgicznych i sprawdzających się najlepiej w wieczornej scenerii brzmieniach, to powinniście z miejsca docenić niniejszą płytę. Po nocnym zgiełku i prostych melodiach muzyczne podróże producenta doprowadziły jego do drogi wydawałoby zmierzającej donikąd. Jednak tytuł wydawnictwa to tylko słowo-klucz wprowadzający do zagadkowego świata kreowanego przez beatmakera. Interpretacja „Road to Nowhere” zależy tak naprawdę od punktu wyjściowego. Po pobieżnym zapoznaniu się z tym krótkim albumem można odnieść wrażenie, że rzeczywiście wszystkie drogi prowadzą do opuszczonych i pustych miejsc. Jednak po poświęceniu materiałowi więcej czasu okaże się, iż w tym wszystkim znajduje się ład i porządek, ukryty gdzieś na ścieżkach pomiędzy „Start Your Trip” a bonusowym „Lullaby”. Wydawnictwo szczególnie sprawdza się jako soundtrack do długich wieczorów spędzonych w samotności.

    W celu lepszego poznania sylwetki artysty oraz rozwikłania zagadek dotyczących „Road to Nowhere” przeprowadziłem krótką rozmowę z Prod.B. W trakcie konwersacji poruszyliśmy również tematy związane z jego wcześniejszymi płytami oraz realiami panującymi w branży muzycznej.


    Hej, jak się miewasz? Od wydania Twojego debiutanckiego projektu „Night Noise” minęły już trzy lata. Jak z perspektywy czasu oceniasz początkowy okres swojej działalności na scenie muzycznej?

    Miewam się nieźle. Wszystko płynie swoim tempem do którego staram się dostosować.

    Do „Night Noise” mam ogromny sentyment. W tym okresie zaczęła się moja podróż z dźwiękiem, która trwa do dziś. Po drodze wiele się zmieniło i choć nie zawsze było tak jak to sobie wymyśliłem, to nie mogę narzekać, bo dzięki temu jestem w tym miejscu. Wiem, że ciągle mam coś do „powiedzenia” na kolejnych trackach, nie wiem jednak w jaki sposób to „wykrzyczę”.

    Wypuszczone w marcu ub.r. „Simple Melodies” przyniosło dalszy rozwój eksperymentalnych brzmień instrumentalnych. Dlaczego właśnie postawiłeś na proste, ale przy tym przyjemne brzmienia, przy których można jednocześnie odpocząć, jak i rozmyślać nad życiem?

    Na kształt płyty duży wpływ miała awaria komputera. Straciłem prawie wszystko, odbudowałem większość i dodałem kilka nowych rzeczy. W trakcie prac doszedłem do wniosku, że to jest piękne w swojej prostocie i zamiast pocić się nad rozbudowywaniem tracków na siłę, szlifowałem dźwięki do momentu w którym uznałem je za skończone. Nie to chciałem osiągnąć kiedy „Simple Melodies” siedziało jeszcze w mojej głowie, ale efekt końcowy był zdecydowanie lepszy od konceptu. Można ją traktować jako tło, słuchając pojedynczych traków lub całości układając z niej historię.

    Przejdźmy teraz do opublikowanej w lipcu płyty „Road to Nowhere”. Tytuł i okładkę wydawnictwa można interpretować w różny sposób. Jaki przepis masz na rozwikłanie tej zagadki?

    Tytuł to wypadkowa tego co działo się u mnie przez ostatnie dwa lata i zakończenia tej „podróży”. Małe podsumowanie, które zrobiłem dla samego siebie. Dosyć naturalne jest to, że ukazało się w takiej formie. Robiłem to nie raz, ale nigdy na taką skalę. Interpretację pozostawiam słuchaczom. „Road to Nowhere” daje takie możliwości, bo mimo iż jest to płyta dla mnie i o mnie, to nie potrafię robić rzeczy do szuflady. Okładka to pomysł i realizacja Darii Dwornik z którą współpracowałem już przy okazji „Simple Melodies” Jest prosta, mocno charakterystyczna i idealnie wkomponowała się w klimat płyty. Można ją odbierać dosłownie lub w przenośni. Fotografię na front wykonał Franciszek Ammer.

    Tegoroczne wydawnictwo promuje kilka singli, w tym utwór „Silence”, do którego powstał też videoclip. Obraz właściwie oddaje charakter tego nagrania, dedykowanego miłośnikom spacerów po zapadnięciu zmroku. Skąd wzięło się Twoje zamiłowanie do nocnych klimatów?

    Noc jest dla mnie najlepszą porą na tworzenie. Dodajmy do tego kłopoty ze snem. Nie raz budziłem się żeby zrobić chociaż zarys czegoś co właśnie mi się przyśniło, lub zarywałem nocki dla jednego utworu. To może wydawać się oklepane, ale zawsze staram się ugryźć temat na swój sposób. Obraz do „Silence” to efekt współpracy z ekipą Reality Designers, która chętnie pomogła. Nocna wycieczka po Wrocławiu, wypalone milion papierosów i w efekcie klip, który doskonale zgrywa się z muzyką.

    W utworze „About a Journey” gościnnie pojawia się Kamil Szalewicz. Czy możesz pokrótce opowiedzieć o tym, jak doszło do współpracy z tym twórcą?

    To ja zaprosiłem Kamila do współpracy. Zaczęło się od konkursu na remix, który zorganizował Jakub Nox Ambroziak. Moja interpretacja „Treebeard in the Dead Wood” wygrała i dzięki temu złapaliśmy kontakt. Wcześniej słyszałem Kamila w jazzClams, gdzie poruszał się w zbliżonych do „About a Journey” klimatach. Jestem w 100% zadowolony z tego co razem zrobiliśmy. Ten jedyny utwór wokalny ładnie kontrastuje z całą resztą.

    Wszystkie Twoje dotychczasowe płyty znacznie odbiegają od tego, co jest teraz popularne w kręgach muzycznych nastawionych na instrumentalne wydawnictwa. Czy zamierzasz w dalszym ciągu wydawać muzykę nawiązującą do lat ubiegłych czy w przyszłości podążysz zupełnie inną ścieżką?

    Zawsze robiłem muzykę jakiej sam chciałem słuchać. Nie wiem jak wyglądają trendy muzyczne, bo po skończeniu „Simple Melodies” nie słuchałem zbyt wiele, a podczas pracy nad „Road to Nowhere” prawie wcale. Teraz sprawdzam więcej rzeczy i słyszę schematy, które powtarzają się przy każdym odsłuchanym numerze. Na dłuższą metę zaczyna to nużyć. Nie chcę też robić z siebie awangardy. Po prostu staram się dać jak najwięcej siebie i nie zwracać uwagi na panujące trendy. Wydaje mi się, że w mojej muzyce może się zmienić prawie wszystko. Ciągle idę do przodu, ale raczej nie porzucę klimatu i brzmienia.

    Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że obecnie trudno dotrzeć ze swoją twórczością do licznego grona odbiorców. Jak oceniasz funkcjonowanie undergroundu oraz jakie czynniki odgrywają największą rolę przy promocji obecnie wypuszczanych płyt?

    Internet daje wiele możliwości, jednak łatwo zginąć w tłumie. Są serwisy takie jak Soundcloud, gdzie można udostępniać swoje utwory za darmo, Bandcamp, który stał się główną platformą sprzedaży dla artystów niezależnych, czy Facebook, który dziś nie ma żadnej mocy jeżeli nie zapłacisz za promowanie swoich postów. Wielka szkoda, że MySpace skończył w taki sposób. Łatwo się pogubić jednak dla chcącego nic trudnego. Warto zainteresować się małymi labelami, które wypuszczają materiał wysokiej jakości, czy portalami promującymi muzykę, nie produkty.

    Dziękuję za rozmowę.


    Prod.B udostępnił swoją płytę na Bandcampie. Wydawnictwo można bezpłatnie pobrać korzystając z poniższego odnośnika. Istnieje przy tym możliwość przekazania dotacji artyście za pośrednictwem BC (opcja: buy now – name your price). Płytę promuje klimatyczny teledysk nagrany do przedostatniego utworu z projektu – „Silence”. W tym klipie artysta zabiera odbiorców na nocny spacer ulicami Wrocławia.

    DOWNLOAD Prod.B – „Road to Nowhere”

    Tracklista

    1. Start Your Trip
    2. Anger
    3. The First Stop
    4. Lonely Journey
    5. Drunk City
    6. The Second Stop
    7. About a Journey feat. Kamil Szalewicz
    8. Silence
    9. Road to Nowhere
    10. Loop (Bonus track)
    11. Lullaby (Bonus track)
  • Instrumentalne wydawnictwo Mawa – Leave The Flow

    Instrumentalne wydawnictwo Mawa – Leave The Flow

    2–4 minut

    Wszyscy sympatycy niezależnej muzyki około hip hopowej na pewno spostrzegli znaczny wzrost liczby nowych artystów oraz wydawców w ostatnich latach. Doskonale widać to przy publikacji artykułów w serwisie o wydawnictwach twórców z całego świata, dzięki czemu można zaobserwować mnóstwo oficyn wydawniczych. Sporo ciepłych słów jest kierowanych pod adresem wytwórni płytowej z amerykańskiego Denver, Cold Busted. Firma założona przez Derricka Daiseya w 2008 roku specjalizuje się w wydawaniu muzyki instrumentalnej. Nakładem tego labelu ukazały się projekty Gramatika, Poldoore’a, DJ’a Vitamina D, My Neighbour Is i innych wykonawców. Pod koniec lipca dzięki nakładowi tej oficyny wydawniczej światło dzienne ujrzała płyta „Leave The Flow” autorstwa fińskiego beatmakera, Mawa.

    Do tej pory Cold Busted zaprezentowało muzykę artystów ze Stanów Zjednoczonych, Słowenii, Rosji, Francji, Niemiec, Belgii czy nawet maleńkiej Malty. W poszukiwaniu utalentowanych twórców amerykański label zawędrował ostatnio do Finlandii. W miejscowości Jyväskylä położonej w środkowej części tego kraju rezyduje na co dzień producent o pseudonimie Maw. Artysta nie przykłada większej wagi do promocji swojej osoby w środowisku muzycznym i zamiast działań marketingowych preferuje on, aby nagrania przemawiały za niego. Postaci fińskiego wykonawcy od początku towarzyszy rysunkowa panda stworzona przez jego przyjaciela, Essu.

    Sympatyczne zwierzę po raz pierwszy pojawiło się na okładce debiutanckiej płyty Fina, „Panda Ride”, wydanej 4 czerwca 2010 roku. Od tego momentu artysta regularnie zaopatruje słuchaczy w nowe podkłady, tworząc przy tym coraz przyjemniejsze wydawnictwa. Instrumentalnym kompozycjom beatmakera zawsze towarzyszą samplowane wokale, dialogi wygrzebywane ze starych płyt oraz inspiracje wyniesione ze wczesnych utworów RJD2, Madliba, J Dilli czy DJ’a Krusha (w szczególności klimat tracków z „Meiso”). Na przestrzeni ostatnich trzech lat Maw opublikował kilka beat tape’ów, z których na większą uwagę zasługują „Hangul (Gangui)”, „Homilies Of The Panda Tao Vol. 1” oraz „Flow Fragments” (EP-ka powiązana z najnowszym dziełem Fina). Jednym z największych fanów twórczości producenta jest Blueprint, który w styczniu b.r. przeprowadził ciekawy wywiad z artystą. Dzięki temu więcej osób dowiedziało się o osobie niepozornego twórcy z Finlandii, co następnie doprowadziło do wydania „Leave The Flow” nakładem Cold Busted.

    Nowe wydawnictwo skandynawskiego twórcy pojawiło się w połowie niedawno zakończonych wakacji. Maw przedstawił najbardziej dopracowany ze wszystkich dotychczasowych album, będący odą do klasycznego brzmienia hip hopowego z połowy lat 90.tych. W pełni samplowane nagrania zawierają świetnie dodane cuty oraz krótkie wstawki pochodzące z masy innych wydawnictw. Pod tym względem „Leave The Flow” wyróżnia się na tle większości dzisiejszych beat tape’ów, co jak najlepiej świadczy o kunszcie fińskiego twórcy. W dodatku płyta Skandynawa przypomina bardziej konceptualne instrumentalne wydawnictwo, przypominając na tej płaszczyźnie materiały sprzed lat. „Momo’s Third Invocation” (utwór dostępny do darmowego pobrania na Bandcampie), „Aura”, „Baby Tiger”, „Myria Station (Metro Level)” wypadają naprawdę korzystnie i są dobitnym dowodem na to, iż nawet szerzej nieznany producent ze średnio rozwiniętego kraju pod kątem hip hopowym, potrafi tworzyć świetnie nagrania.

    Wydawnictwo miłośnika pand ukazało się na Soundcloudzie i Bandcampie. „Leave The Flow” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej oraz fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe), które można nabyć korzystając z tego drugiego serwisu. Maw niewątpliwie posiada potencjał i w dalszym ciągu powinien notować progres w swoich nagraniach. Fin zdecydowanie zasługuje na większy rozgłos, co być może uda mu się osiągnąć po ciepłym przyjęciu przez odbiorców jego nowego projektu. Warto też wypatrywać na horyzoncie następnych płyt beatmakera, z kontynuacją serii „Homilies Of The Panda Tao” na czele.

    Tracklista

    1. FLOW: Entrance
    2. Momo’s Third Invocation
    3. One For Hachio
    4. Aura
    5. Interlude: Yraal Region
    6. Maekyss River
    7. Wyndia Square
    8. Interlude: Dauna Region
    9. Baby Tiger
    10. Theme For Meryleep
    11. Interlude: Urkan Region
    12. Myria Station (Metro Level)
    13. One For Deis
    14. FLOW: Exit
  • Spacer w chmurach z Apollo Brownem

    Apollo Brown - CloudsNiezależnie od podziału na gatunki muzyczne, albumy instrumentalne stanowią jedne z najbardziej wymagających od słuchacza wydawnictw płytowych. Produkcje pozbawione wokali z reguły trafiają do znacznie mniejszego grona odbiorców niż materiały posiadające warstwę liryczną. Dlatego też, niełatwą jest sztuką utrzymanie słuchacza przy płycie stricte instrumentalnej, tym bardziej jeżeli mamy do czynienia z longplayem opartym o brzmienia hip hopowe. Z drugiej strony, z roku na rok przybywa zwolenników instrumentalnego hip hopu, co jest również zauważalne po ilości tego rodzaju produkcji w ostatnim czasie. Za jeden z najbardziej wyczekiwanych LP pierwszego kwartału 2011 roku można uznać solowy album Apollo Browna„Clouds”, nota bene krążek dryfujący pomiędzy beat tapem, a konceptualnym wydawnictwem. (więcej…)

  • Feelin’Music prezentuje nowy album Chiefa

    Chief - Drone Beats & Electric WavesEuropejscy producenci w dalszym ciągu prowadzą sukcesywną ekspansję w sieci internetowej. Coraz częściej otrzymujemy informacje o kolejnych wydawnictwach płytowych sygnowanych pseudonimem przedstawiciela Starego Kontynentu. Instrumentalne albumy stały popularne, o czym zdążyłem poinformować na stronie. Wśród nadchodzących instrumentalnych projektów warto poświęcić miejsca dla najnowszej płyty szwajcarskiego beatmakera Chiefa, który szykuje się do wydania „Drone Beats & Electric Waves”. (więcej…)

Translate »