Tag: instrumental album

  • Kompilacja nagrań The Jazz Jousters – The Vault

    Kompilacja nagrań The Jazz Jousters – The Vault

    3–5 minut

    W niezależnych kręgach muzycznych nader często przewija się temat (net)labeli i platform muzycznych. Na całym świecie można doliczyć się dziesiątek tego typu przedsięwzięć, mniej i bardziej znanych. W poszczególnych przypadkach początkowo niewielkie inicjatywy przeradzają się w działające z dużym powodzeniem firmy (patrz: Soulection, HW&W, Cold Busted). W dzisiejszych czasach przeważają kolektywy łączące artystów zorientowanych na nowoczesne formy muzyczne. Z drugiej strony, nadal możemy wyróżnić labeli zwracających się ku muzyce opartej o brzmienie z dawnych lat. W tym gronie umieścimy powstałe ponad dekadę temu Millennium Jazz Music. Międzynarodowy kolektyw zrzesza producentów kultywujących tradycje jazz-hopowe. Niedawno ukazała się kompilacja „The Vault”, zawierająca wybrane utwory najbardziej znanego ogniwa MJM, The Jazz Jousters.

    W ostatnim okresie niejedna platforma wydawnicza mocno zaznaczyła swoja obecność w środowisku muzycznym. W niszy nastawionej na instrumentalne wydawnictwa coraz lepiej stoją akcje Millennium Jazz Music. Przez dłuższy okres przedsięwzięcie zainicjowane przez Gadgeta nie wyróżniało się spośród innych kolektywów. W końcu na przestrzeni ostatnich lat do głosu doszło multum (net)labeli, które zrzeszają szereg twórców z rozmaitych zakątków świata. Problem w tym, że większość tego typu inicjatyw nie różni się między sobą w zasadzie niczym, nie wnosząc przy tym niczego specjalnego. MJM znalazło sposób na wyróżnienie się i wprowadzenie świeżego powiewu w tym środowisku, a wszystko to za sprawą The Jazz Jousters.

    Kolektyw powstał w połowie 2012 roku. Podstawowym założeniem TJJ było składanie hołdu słynnym i wpływowym muzykom jazzowym poprzez wydawanie kompilacji zawierających utwory nawiązujące do ich twórczości. Gadget wespół ze SmokedBeatem, Bonesem The Beat Headem, Stay Classym, RickMalem i pozostałymi producentami rozpoczął imponującą serię projektów (łącznie ukazało się kilkadziesiąt części tego projektu). Działalność The Jazz Jousters szybko dostrzeżono w undergroundzie. Nie mogło być inaczej, ponieważ międzynarodowe przedsięwzięcie zachwycało realizowaniem swoich pomysłów oraz umiejętnością łączenia ilości z jakością wydawnictw.

    Ponad rok temu Millennium Jazz Music przedstawiło kolejny etap w istnieniu TJJ. Gadget i spółka postanowili sięgnąć po stare nagrania pochodzące z konkretnych krajów, tworząc tym samym cykl „Locations”. Wraz z płytami dedykowanymi muzyce z Japonii, Włoch, Niemiec, Nigerii, Brazylii i Polski przyszły też pierwsze materiały kolektywy publikowane na kasetach i płytach kompaktowych. Oprócz tego MJM firmowało produkcje pojedynczych artystów i grup. W tym roku dzięki tej oficynie wydawniczej ukazała się płyta polskiej formacji NoNameKolektyf, „Piramida Maslowa”, do której dołączono później remiksy (wkrótce więcej o tym zespole na łamach naszego serwisu). Po 3. rocznicy powstania TJJ doczekaliśmy się swoistego podsumowania tego okresu w postaci składanki „The Third Pass”. W dalszej kolejności pojawiło się the best of The Jazz Jousters. „The Vault” stanowi ukłon w stronę wszystkich sympatyków działalności producentów zrzeszonych pod sztandarem Millennium Jazz Music.

    Pierwsze zapowiedzi wydawnictwa przedostały się do sieci w trakcie ubiegłego lata. Po zakończeniu sezonu ogórkowego MJM przeszło do realizacji tego przedsięwzięcia. Jak się okazało, „The Vault” nadano podniosły charakter. Składankę najlepszych utworów The Jazz Jousters przygotowywano do wydania na kasetach i płytach winylowych, które dotąd nie pojawiły się w katalogu Millennium Jazz Music. Pomocną dłoń do labelu wyciągnął doskonale znany sklep płytowy, HHV.DE (Niemcy odgrywają dużą rolę w niezależnym środowisku muzycznym) – bez ingerencji naszych zachodnich sąsiadów woski nie ujrzałyby światła dziennego. Przedsprzedaż kompilacyjnego albumu rozpoczęła się jeszcze we wrześniu. Materiał wzbudził zainteresowanie odbiorców niemal natychmiast (wszystkie winyle wyprzedano na Bandcampie w 2-3 tygodni). „The Vault” trafiło do obiegu na przełomie października i listopada. Selekcja utworów na album trwała długo i była pracochłonna. Nic dziwnego, przecież katalog TJJ jest nad wyraz rozbudowany. Ostatecznie na kompilację trafiło 25 ścieżek. Co ciekawe, każdy utwór pochodzi od innego beatmakera. Oprócz nagrań stałych członków kolektywu (Gadget, Pawcut, Bones The Beat Head, SmokedBeat, Dr. Dundiff, Slim The Chemist, DJ Mentos, Diligent Fingers) na składance nie zabrakło także produkcji osób związanych jedynie z poszczególnymi projektami MJM (Pigeondust, Es-K, FloFilz, Ja:Kova). Dzięki temu uzyskaliśmy treściwy i dogłębny przekrój przez pokaźne zbiory The Jazz Jousters, które powiększą się w przyszłości o kolejne jazz-hopowe płyty.

    Projekt trafił na Bandcampa, Spotify, Deezera oraz pokrewne serwisy streamingowe. Pomimo wysokiego zainteresowania słuchaczy, w sklepie HHV.DE w dalszym ciągu można nabyć kompilację na płytach winylowych i kasetach. „The Vault” to nie tylko podsumowanie dotychczasowej działalności The Jazz Jousters, ale także dowód na to, iż istnieje popyt na wydania fizyczne materiałów serwowanych przez platformy utożsamiane głównie z muzyką w postaci cyfrowej.

    Tracklista

    1. Joe Davies – Just Relax
    2. Pigeondust – Never Be Blind
    3. Es-K – Coolin’ In July
    4. Bones The Beat Head – Through The Window
    5. Pawcut – Goodbye
    6. SmokedBeat – CA
    7. Stay Classy – Mr. T
    8. Blue Buttonz – Darker Shades of Blue
    9. Gadget – Hall of Resonance
    10. Dr. Dundiff – History
    11. RickMal – Upstreamin’
    12. Scaley WaleZ – Una Brisa De La Isla
    13. Slim The Chemist – Power of Music
    14. Mr. Moods – Laws of Gravity
    15. Jaze Baqti – Lonesome Journey
    16. FloFilz – Adrett
    17. KNYT – Roses
    18. Diligent Fingers – Heart Strings
    19. Oldy Clap Recordz – Art & Fact
    20. DJ Mentos – Like A Memory
    21. Wriggly Scott – More Green
    22. B3NBi – One Mile Loop
    23. Ja:Kova – In This Hotel
    24. Skinnista – Dell’s Dilema
    25. Dr. MaD – Under The Gods feat. Téhu
  • Managua kolejnym projektem J-Zena

    Managua kolejnym projektem J-Zena

    3–4 minut

    Europejscy producenci nie muszą mieć żadnych kompleksów względem swoich kolegów po fachu z innych kontynentów. Od dłuższego czasu beatmakerzy ze Starego Kontynentu ściągają na siebie wzrok licznych odbiorców, publikując wartościowe nagrania. Przez ostatnie lata niemieccy artyści przodowali w tej niszy; wielu naszych zachodnich sąsiadów wybiło się i może pochwalić się udanymi płytami. Jednak od kilkunastu miesięcy również Francuzi prezentują wartościowe i umiejętnie przygotowywane nagrania, zyskując przy tym fanów spoza własnego kraju. Producenci znad Sekwany i Loary dobrze znają swój fach, o czym przekonują projekty Barrio, 20syla, Quiet Dawna, Astronote’a, Al’Tarby, Proletera, Onry i pozostałych twórców. Z kolei we wrześniu ukazał się świeży materiał innego utalentowanego francuskiego beatmakera, J-Zena. Trzy tygodnie temu wydał on „Managua” LP.

    Francuzi nagrywają muzykę zarówno dla rodzimych, jak i zagranicznych wydawców, którzy coraz bardziej cenią twórców z tego państwa. W gronie producentów współpracujących z krajowymi wytwórniami płytowymi znajdziemy akurat J-Zena. Beatmaker nie tylko wydaje nagrania u Dooinit Music, ale także aktywnie uczestniczy w życiu tego labelu. Jednak, jak można domyślić się, większość osób kojarzy paryżanina przez pryzmat jego dokonań na scenie muzycznej.

    Pierwsze istotne projekty J-Zena trafiły do obiegu w 2009 roku. Wtedy to ukazał się premierowy materiał producenta, „BREAKfast”. Wydawnictwo zawierające 16 instrumentalnych nagrań okazało się właściwym przetarciem przed następnymi płytami. Po zebraniu pierwszych doświadczonych związanych z funkcjonowaniem środowiska hip hopowego, beatmaker pokusił się o dobrze przyjęte „Guilty Pleasure”. EP-ka wydana w lutym 2010 roku (dostępna także w postaci 7-calowego singla winylowego) powstała przy udziale amerykańskich raperów – Substantiala i Shawna Jacksona (szkoda, że słuch o nim zaginął).

    W tym samym roku J-Zen opublikował osobliwy beat tape zatytułowany „SexTape”. Wszystkie sample zawarte w nagraniach na tej płycie wydobyto ze… starych filmów pornograficznych (nie ma to, jak kreatywność, nieprawdaż?). Na kolejną produkcję Francuza należało zaczekać do listopada 2012 roku. Niemal równo 3 lata temu ukazał się instrumentalny album „Padwork”. Klimatyczne wydawnictwo przedstawiło warsztat producencki artysty w jak najbardziej korzystnym świetle. Na tej płycie J-Zen udowodnił, iż operuje wyrobionym i przyjemnym dla ucha stylem, opartym o soulfulowy hip hop i subtelną elektronikę. Po 3-letniej przerwie producent powrócił niedawno z „Managua”, które stanowi najbardziej okazały materiał w jego dotychczasowej działalności.

    Wydawnictwo ujrzało światło dzienne w pierwszym tygodniu października. Pomimo licznej konkurencji (przełom września i października przypadł na istny wysyp wartościowych nowości płytowych) materiał nie przepadł, do czego przyczyniła się międzynarodowa dystrybucja płyty. Wypada nadmienić, iż tytuł produkcji zapożyczony z języka nahuati odnosi się do obszaru przyległego do wody. Motywem przewodnim jesiennego longplaya są podróże muzyczne, jakie J-Zen odbył przy okazji tworzenia „Managua”. Wystarczy tylko powiedzieć, że album członka Dooinit Music powstawał we Francji, Kalifornii, Berlinie, Nowym Jorku, Paryżu, Portland, zaś mix i mastering przeprowadzono w San Diego, Los Angeles i na Kostaryce (od strony technicznej pomagał Freddie Joachim). Gospodarz płyty zabiera słuchaczy w wycieczkę pomiędzy spokojnymi i emanującymi ciepłem pejzażami. W tym celu dokooptował on utalentowanych gości, którzy co ważniejsze, nie potraktowali tego projektu po macoszemu, ubarwiając projekt o autorskie elementy. W środowisku stworzonym przez francuskiego beatmakera najlepiej odnaleźli się Pseudo Slang (Emcee Sick to ogromnie niedoceniany raper), MED, Mr Complex (skromne, ale piękne nawiązuje on do zmarłego w tym roku Pumpkinheada), Theory Hazit i Chuuwee (Georgia Anne Muldrow & Declaime coraz bardziej odlatują do swojego wyimaginowanego świata). Właśnie z zestawieniu z tymi amerykańskimi wykonawcami J-Zen wypada najlepiej. Łatwo można odnotować czucie i odpowiedni dobór sampli, a także umiejętne budowanie utworów, które nie składają się jedynie z 1-2 składowych. Po kilkukrotnym przesłuchaniu LP dostrzeżemy również pełną harmonię pomiędzy poszczególnymi nagraniami na tym longplayu. Beatmaker w niczym nie ustępuje swoim bardziej znanym rodakom, co też warto mieć na uwadze.

    Projekt trafił na Bandcampa, Spotify, Deezer i pozostałe serwisy streamingowe. „Managua” jest dystrybuowana w postaci cyfrowej i fizycznej. Płyty winylowe do nabycia za pośrednictwem BC. Wydawnictwo promuje singiel „Shine” z udziałem Medaphoara. Ponadto ukazały się też snippety pełnego albumu. J-Zen z klasą przypomniał o sobie sympatykom niezależnego hip hopu. Co ważne, francuski producent udowodnił, że z powodzeniem sobie radzi tworząc stricte instrumentalne kompozycje, jak i współpracując z artystami.

    Tracklista

    1. Belleville
    2. The Christening feat. Theory Hazit
    3. Nazca
    4. On Everything feat. Mr Complex
    5. Shine feat. MED
    6. Meditate With J feat. Pseudo Slang
    7. Angel Dust
    8. God Music feat. Georgia Anne Muldrow & Declaime
    9. Fleek Mythology feat. Chuuwee
    10. Luv Cartel
    11. What A World feat. Stro Elliot (The Procussions)
    12. Enjoy Yourself feat. Revolutionary Rhythm
    13. Managua

    Zapisz

  • Kognitif zaprasza na Soul Food

    Kognitif zaprasza na Soul Food

    3–4 minut

    Na rozbudowanej międzynarodowej scenie producenckiej trzeba mocno starać się o to, aby zostać zauważonym i w pełni docenionym. W tym momencie beatmakerzy z całego świata próbują różnych sposobów na zwrócenie na siebie większej uwagi odbiorców. Przez kolejne zmiany w obrębie stron muzycznych (wkrótce więcej o tym u nas) artyści szukają innych rozwiązań. Coraz więcej postaci zwraca się ku starej i wypróbowanej metodzie rozpowszechniania swoich projektów – poczty pantoflowej. W końcu pełno niezależnych wykonawców może pochwalić się wieloma fanami na portalach społecznościowych czy serwisach streamingowych, dzięki czemu nie należy martwić o promocję muzyki. Właśnie ta droga okazuje się najskuteczniejsza w przypadku Kognitifa. Francuski producent wypuścił w maju kolejną płytę, „Soul Food”.

    Francuscy producenci stanowią liczną siłę na międzynarodowej scenie muzycznej. 20syl, Azaia, Al’Tarba, Alterbeats, Astronote, Lex (de Kahlex), Terem, Hugo Kant, G Bonson, Roger Molls, Jaze Baqti, DJ Brans i wielu innych beatmakerów znad Sekwany i Loary prezentuje równy poziom na swoich wydawnictwach. Obok nich znajdziemy kolejnych artystów z tego kręgu, wśród których pojawi się również Kognitif. Twórca pochodzący z Poitiers nagrywa muzykę od ponad 3 lat. Przez ten czas zdążył on zaistnieć w świadomości sympatyków abstrakcyjnego hip hopu, trip-hopu i brzmień pokrewnych.

    W początkowym stadium swojej działalności wydawniczej, bohater dzisiejszego artykułu publikował pojedyncze utwory na Soundcloudzie (ot, żadne zaskoczenie w tych czasach). W miarę szybko Kognitif postanowił skompletować nagrania na debiutancką płytę. „My Space World” ujrzało światło dzienne w maju 2012 roku i ukazała świat muzyczny widziany oczami osoby wychowanej na wydawnictwach Portishead, DJ’a Shadowa, Bonobo, Wax Tailora czy też Morcheeby. W muzyce francuskiego beatmakera można było odczuć autorskie elementy i pomysły na używanie własnych technik przy tworzeniu instrumentali, co dobrze rokowało na przyszłość. W styczniu ub.r. artysta opublikował drugi longplay – „Monometric”. Na tym materiale rozwinął on swój warsztat, nagrywając bogatsze i pełniej brzmiące ścieżki. Niedługo po premierze tego LP dzięki Melting Records doczekaliśmy się wydania „My Space World” na winylu. W ten sposób więcej słuchaczy dowiedziało się o Kognitifie, co przełożyło się na spore zainteresowanie jego kolejną produkcją. „Soul Food” stanowi przepis na to, w jaki sposób można łączyć organiczne dźwięki z trip-hopem i brzmieniami abstrakcyjnymi.

    Od premiery wydawnictwa minęły ponad 4 miesiące. Przez ten czas można z większym dystansem podejść do tego wydawnictwa i przekonać się, co tak naprawdę wyróżnia je spośród innych projektów z tej niszy. Przede wszystkim Kognitif swobodnie podchodzi do procesu twórczego i nie zamyka się w żadnych sztywnych ramach. Jego próba nadania utworom duszy i sięgnięcie po ciepłe brzmienia wypadły więcej, aniżeli tylko porządnie. Tytuł albumu świetnie oddaje klimat panujący na płycie. „Soul Food” to nic innego, jak apetyczna muzyczna strawa rozciągnięta pomiędzy różnymi nurtami. Pomimo tego iż mamy do czynienia z płytą opartą o trip-hop, to nie brakuje odwołań do lat 90.tych. Ducha minionej epoki doskonale widać w „Tribute To The Classics”, jednym z lepszych momentów na tym projekcie. Kognitif chętnie także miesza rasowy sampling z techniką cut’n’paste, wplatając różnorodne elementy w swoje kompozycje. „Just Another Day”, „Letter to My Last Love” czy „Mustang Melody” to pozostałe utwory na LP, nad którymi warto dłużej pochylić się. Dodatkowym urozmaiceniem „Soul Food” są ścieżki utworzone przy udziale wokalistów. The Mic Jordan i Oxy Hart właściwie odnaleźli się w środowisku przedstawionym przez francuskiego producenta, co jest kolejnym przejawem jego klasy muzycznej.

    Płytę można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Soundclouda, Spotify, Deezera i pozostałych serwisów streamingowych. „Soul Food” trafiło do sprzedaży w postaci cyfrowej (w tej formie album do nabycia na BC w postaci „name you price – buy it now”). Wydawnictwo promuje kilka singlowych nagrań z „Just Another Day”, „My Freedom Has No Price” i „Yeah Yeah Yeah” na czele. Wraz z majowym projektem Kognitif udowodnił, że należy się jemu miejscu obok innych francuskich niezależnych producentów, którzy są rozpoznawalni w różnych zakątkach globu.

    Aktualizacja: W styczniu 2016 roku „Soul Food” trafiło na płyty winylowe. Wydaniem albumu na wosku zajęło się francuskie Breaking Mad Records.

    Tracklista

    1. Just Another Day
    2. Soul Food
    3. My Freedom Has No Price
    4. Letter to My Last Love
    5. That’s Where It All Started
    6. Common Ground feat. The Mic Jordan
    7. Yeah Yeah Yeah
    8. The Message
    9. Tribute To The Classics
    10. Punish Me
    11. Whatever feat. Oxy Hart (trąbka Panagiotis Kapetanakis)
    12. Twenty Past Four
    13. Geronimo vs. Buffalo Bill
    14. Mustang Melody
    15. Walking On Sunshine
  • Darmowy album: Ten Million Sounds – Still

    Darmowy album: Ten Million Sounds – Still

    2–3 minut

    Wraz z upowszechnieniem się muzyki instrumentalnej przybyło nie tylko artystów, ale także wydawców zainteresowanych tą niszą muzyczną. Na przestrzeni ostatnich lat pojawiły się liczne wytwórnie płytowe dedykowane instrumentalnemu hip hopowi, elektronice, downtempo i pozostałym odmianom tej muzyki. Obok standardowych labelów wyrosły przedsięwzięcia łączące w sobie również inne aspekty działalności związanej z półką producencką (Soulection, HW&W Recordings, Cascade Records, Cold Busted, itp.), a także strony dedykowane wydawnictwom beatmakerów z całego świata. Część z nich pokusiła się też o wypuszczanie płyt, przekształcając się tym samym w platformy wydawnicze. Jedną z nich jest amerykańskie Ten Million Sounds. Po ponad dwuletniej przerwie w tym miesiącu doczekaliśmy się nowej składanki firmowanej przez TMS – „Still”.

    Jeszcze kilka lat temu wiele stron muzycznych chętnie wspierało szereg niezależnych producentów z różnych zakątków globu. W tym kręgu znalazło się amerykański Ten Million Sounds. Projekt powołał do życia Jesse Sussman w marcu 2011 roku. Po krótkim okresie nowojorski bloger zapoznał się bliżej z wieloma beatmakerami i postanowił zrobić coś więcej, aniżeli jedynie publikować wpisy dotyczące ich działalności.

    Od początku dodatkowym założeniem Jessego Sussmana było wypuszczanie charytatywnych składanek z utworami rozmaitych wykonawców.W styczniu 2012 roku ukazała się premierowa kompilacja sygnowana przez Ten Million Sounds„Morning Light”. Wydawnictwo obejmowało utwory twórców, którzy przewinęli się przez nasz serwis (Avens, Berry Weight, incise, IV The Polymath, Bugseed), jak i innych twórców (Esta, Sinitus Tempo, Gazoo, itp.). Projekt okazał się sukcesem, co przyniosło jeszcze większe zainteresowanie drugim kompilacyjnym albumem TMS„Finding Time”. W przypadku tej płyty również mieliśmy do czynienia z instrumentalnymi nagraniami, przekładającymi się na udany i wyrównany longplay. Ta-ku, Ohbliv, Handbook, Aether, Poldoore, Somepling, czy ponownie incise i IV The Polymath pojawili się na wydawnictwie ze stycznia 2013 roku. Po dłuższej przerwie Ten Million Sounds prezentuje trzecią kompilację, „Still”, która udowadnia, iż nadal istnieje zapotrzebowanie na tego typu przedsięwzięcia.

    Wydawnictwo pojawiło się w obiegu 2 września. Jesse Sussman postawił na sprawdzony przepis – utworzył przyciągającą uwagę składankę zawierającą utwory mniej i bardziej znanych beatmakerów. Wszyscy artyści zaangażowani w powstanie płyty stanęli na wysokości zadania i dostarczyli wartościowe utwory. „Still” nawiązuje klimatem do dokonań Nujabesa, Bonobo, bądź Emancipatora; dobrze można odczuć ducha tych wybitnych artystów na ścieżkach znajdujących się na tym LP. Instrumentalny materiał wypada całkiem okazale, co wcale nie powtarza się na każdym przedsięwzięciu tego rodzaju. Na trzeciej kompilacji Ten Million Sounds pojawili się producenci, którzy wcześniej nie mieli okazji gościć na płytach tej platformy wydawniczej. Wyjątkami są tutaj HandbookJimmy Whoo i Aether. Pozostali goście albumu – od A Sol Mechanika przez Vanillę, aż po snacsa nie mieli okazji do tej pory współpracować z TMS. Wszyscy wykonawcy postarali się o zacne kompozycje i wspólnymi siłami utworzyli nader wciągający projekt.

    Projekt trafił na Bandcampa i Soundclouda. „Still” można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem BC, korzystając z poniższego linka. Istnieje też możliwość przekazania dotacji – całkowity dochód ze sprzedaży płyty zostanie przekazany organizacji charytatywnej Action Against Hunger. Ten Million Sounds promuje ten materiał poprzez singiel „1992” A Sol Mechanika. Kolejne udane przedsięwzięcie TMS, co jest godne podkreślenia.

    DOWNLOAD Ten Million Sounds – „Still”

    Tracklista

    1. A Sol Mechanic – 1992
    2. Handbook – Satin Skin
    3. Aether – Makeshift Sanctuary
    4. Vanilla – Beyond
    5. A.M. Architect – The Bull Of Heaven
    6. Freddie Joachim – Gone
    7. Croup – Singularity
    8. Jimmy Whoo – Aquarama
    9. howiewonder – always&forever
    10. rxn – thx
    11. Tensei – Robots Instrumental
    12. snacs – relax dude (float)

    Zapisz

  • Repeated Measures z wciągającą płytą Collapse

    Repeated Measures z wciągającą płytą Collapse

    3–4 minut

    Współczesna scena muzyczna przeżywa liczne problemy. W tym miejscu można wymienić długą listę wszelkiego rodzaju utrapień, jakie nawiedzają tę branżę. Jednym z najczęstszych negatywnych aspektów dotyczących dzisiejszego kształtu środowiska muzycznego jest używanie przez niezliczonej rzeszy artystów identycznych rozwiązań w swoich nagraniach. Istotnie podobne brzmienie utworów dziesiątek wykonawców nie stanowi nic przyjemnego. Wygląda na to, że wręcz większość współczesnych artystów nie zadaje sobie trudu, aby wprowadzić do nagrań autorskie elementy, nadać im oryginalniejszą i bardziej przystępną formę. Przez to nie sposób czasem odróżnić poszczególnych producentów od siebie. Dlatego też twórcy pokroju Repeated Measuresa powinni być szalenie doceniani. Wydany w październiku ub.r. przez amerykańskiego beatmakera album „Collapse” pokazuje, jak można uczynić z produkcji muzycznej prawdziwą sztukę.

    Przy dzisiejszej publikacji ponownie jest wywołany do tablicy niepozorny kalifornijski label New Los Angeles. Oficyna wydawnicza o charakterystycznej nazwie stara się prezentować niesztampową, pozbawioną wszelkich ograniczeń muzykę. Wcześniej na łamach naszego serwisu dokładnie przedstawiłem twórczość jednego z artystów należących do NLA, The Koreatown Oddity’ego. Teraz przyszła kolej na innego członka wytwórni płytowej z Los Angeles, Repeated Measuresa. Twórczość młodego producenta wywodzącego się z Cali a zamieszkałego obecnie w Tokio, pod wieloma względami wyróżnia się na tle innych współczesnych beatmakerów. W swoich nagraniach Christopher Norwood usiłuje łączyć szereg różnych inspiracji, rozciągających się od klasycznego bluesa, przez instrumentalny hip hop, aż po elektronikę. Na ich bazie twórca komponuje utwory zabierające słuchaczy do świata astralnego. Łagodne i zajmujące brzmienie Repeated Measuresa rozciąga się na całą długość „Collapse”.

    Kalifornijski producent nieprzypadkowo dobrał tytuł tego albumu. W trakcie prac nad projektem wykonawca był dwukrotnie hospitalizowany i przeszedł kilka operacji podyktowanych poważnymi problemami z płucami. Po powrocie do zdrowia Repeated Measures zabrał się za skończenie płyty i natychmiastowo postanowił zatytułować swój longplay „Collapse”. Jego największą motywacją stało się oddanie do rąk słuchaczy nieszablonowego projektu określanego mianem „a soulful journey through deep space”. Czy powiodła mu się sztuka stworzenia organicznej płyty dryfującej pomiędzy różnymi odmianami elektroniki? Odpowiedź na powyższe pytanie jest jak najbardziej twierdząca. Blisko 40-minutowe wydawnictwo zaskakuje doskonałym stylem. Repeated Measures świetnie pokazał opinii publicznej, iż nie należy jego traktować jako kalkę szeregu innych współczesnych producentów, których nagrania zlewają się w całość i nie różnią od siebie praktycznie w żaden sposób. Koncept ukazania muzycznej podróży pomiędzy odległymi galaktykami zdał egzamin. Instrumentalny album wypada nader przyjemnie. Już po wstępie w postaci „Shady Trail, Half Moon” oraz „After Parties” czuć drobiazgowo nakreślony charakter płyty. „Let’s Leave This Place”, „Exploration #3 [Just Us]”, „Into The Void” i „Warp Drive” stanowią kolejne istotne stacje orbitalne na LP. Dodatkowego smaczku płycie nadają cuty i wstawki z różnych filmów, w tym ze „Star Treka”. Repeated Measuresa wspierają na tym materiale Phantom Thrett i Remy Kay, dorzucając swoje trzy grosze do powstania soundtracku dedykowanego wszystkim marzycielom o podróżach kosmicznych.

    Po „Collapse” można sięgnąć na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach tego typu. New Los Angeles opublikowało album w wersji elektronicznej i fizycznej. Płyty winylowe nadal pozostają w sprzedaży. Projekt promują dwa singlowe nagrania – otwierające LP „Shady Trail, Half Moon”„Let’s Leave This Place” oraz „Audio Lobotomy Technology”. Do drugiej z tych kompozycji stworzono także teledysk. Repeated Measures wyróżnia się na tle innych beatmakerów z kręgów elektronicznych. Wypada życzyć wychowankowi Cali dużo zdrowia i jak najmniej przeciwności losu przy następnych materiałach. Jak na razie idzie mu całkiem nieźle, o czym dobrze świadczy jego nowa płyta, „West Coast Garage Is Dead.

    Tracklista

    1. Shady Trail, Half Moon
    2. After Parties
    3. The Sound of The Future-Past
    4. Echoes
    5. Exploration #3 [Just Us] feat. Phantom Thrett
    6. Let’s Leave This Place
    7. Our Last Day On Earth feat. Remy Kay
    8. Beyond Our Reach
    9. Desert Bears
    10. Starbase 416 Warp 9
    11. Getting Literally Lifted
    12. Audio Lobotomy Technology
    13. Into The Void
    14. I Don’t Think We’re Alone In Here
    15. Dynamical Space
    16. Warp Drive
    17. Back On Yavin IV feat. Dirty Merlin
    18. Left Behind
  • Instrumentalny świat Wesa Pendletona na Vine

    Instrumentalny świat Wesa Pendletona na Vine

    3–4 minut

    W Stanach Zjednoczonych rap chrześcijański od dawna ma się więcej, niż tylko porządnie. Niejeden artysta utożsamiany z tymi kręgami wybił się w znaczny sposób; wystarczy spojrzeć na rozwój karier muzycznych Lecrae’a czy Dereka Minora. Wykonawcy związany z tą odsłoną rapu mogą liczyć na silne wsparcie mediów i słuchaczy. Rapzilla to swoista mekka twórców chrześcijańskich, wywierający znaczny wpływ na ogólny kształt tej odsłony hip hopu. Obok tego serwisu od dłuższego okresu wiele do powiedzenia ma również Sphere Of Hip-Hop. Otóż z tym sklepem i agencją promocyjną współpracuje wielu wykonawców i wydawców. Wśród nich znajdziemy osoby z kręgu Illect Recordings. W tym roku ukazało się sporo wartościowych płyt z tego obozu, w tym instrumentalna płyta „Vine” producenta Wesa Pendletona.

    Filadelfijscy artyści zasłużyli się dla muzyki hip hopowej pod wieloma względami, i to nie tylko mam tutaj na myśli Schoolly’ego-D, DJ’a Jazzy Jeffa, The Roots czy Jedi Mind Tricks. Piękne tradycje hip hopowe są nadal kontynuowane w Philly, o czym przekonuje choćby postać Wesa Pendletona. Wychowanek Miasta Braterskiej Miłości to orędownik soulfulowych klimatów hip hopowych, co ma odzwierciedlenie w jego nagraniach.

    Amerykański beatmaker przygotowuje muzykę w domowym zaciszu już od ładnych kilku lat. Jednak dopiero od 2013 roku przebił się on do świadomości sympatyków niezależnych kręgów producenckich. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy Wesa Pendleton wypuścił sporą garść wartościowych projektów. Wszystko zaczęło się od opublikowanego 2,5 roku temu „PADS”. W ub.r. filadelfijczyk pozytywnie zaskoczył serią EP-ek. Po „Renewal”, „Refined” i „LoopWhole” zrobiło się o nim całkiem głośno w undergroundzie. Zamieszanie powstałe wokół artysty związanego z Illect Recordings doprowadziło do zainteresowania się jego osobą przez inny label – Mellow Orange Music. W końcu WP dobitnie pokazał, iż nie ma czego wstydzić się względem bardziej znanych producentów, a swój kunszt udowodnił również na płytach nagranych wespół z raperami – Tragic Hero („The Resistance”) i Taelorem Grayem („Middle Clash EP”). Blisko dwa miesiącu temu ujrzał światło dzienne jego kolejny materiał – „Vine” – będący kolejnym potwierdzeniem skali jego talentu.

    Promocja materiału rozpoczęła się w połowie czerwca. Po krótkim wstępie, wydawnictwo trafiło do obiegu tuż przed rozpoczęciem drugiej połowy roku. Oprócz dokonań z innymi twórcami, jak na razie czerwcowy projekt stanowi najdłuższą płytę w dorobku przedstawiciela Philly. Wszyscy ci, którzy do tej pory mieli styczność z nagrania Wesa Pendletona, doskonale wiedzą o urokliwym klimacie jego utworów. Na zawartość „Vine” składa się 19 ścieżek. Instrumentalna płyta nawiązuje do poprzednich materiałów beatmakera. Przytulne i ciepłe brzmienie przyjemnie roztacza się nad produkcjami tego artysty. Całość wydawnictwa trzyma równy poziom, aczkolwiek trzeba podkreślić fakt, iż WP najlepiej wypada przy dłuższych nagraniach. „Say Anything”, „But You Doubt It” (piękny utwór), „Have It All”, „Even Still” stanowią swoiste wizytówki tego mini-albumu, to właśnie te kompozycje stworzono z największym polotem. Szkoda tylko, że pozostałe instrumentale na „Vine” są tak okrojone, ale taka już specyfika dzisiejszej póki producenckiej. Jednak w przyszłości Wes Pendleton mógłby pokusić się o stworzenie albumu opartego o dłuższe nagrania, gdyż momentami aż prosi się, aby pokazał swoje umiejętności w większym zakresie.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie. „Vine” ukazało się w formacie cyfrowym i fizycznym. Kasety cieszyły się sporym zainteresowaniem kupujących i szybko rozeszły się między słuchaczami. Produkcję promuje seria singli – „Wake Up”, „Have It All”, „Lock & Keys” oraz „I Got It”. Wes Pendleton kontynuuje udaną serię wydawniczą. Wraz z kolejnymi płytami nagrania filadelfijskiego producenta powinny docierać do coraz większego spektrum odbiorców. Amerykanin zasługuje na to bez dwóch zdań. Na koniec wypada też wspomnieć o tym, że na co dzień z Illect Recordings współpracuje więcej utalentowanych i niedocenianych wykonawców, których twórczość zasługuje na większe uznanie w świecie muzycznym.

    Tracklista

    1. Wake Up
    2. Say Anything
    3. I Got It
    4. But You Doubt It
    5. Open Your Eyes
    6. Dolo
    7. The Q
    8. Have It All
    9. All We Did
    10. Back In
    11. All There Is
    12. Lock & Keys
    13. Won’t Get Far
    14. Even Still
    15. Nature
    16. Summer Groove
    17. La-La
    18. Baybeh
    19. Just Us
  • Reedycja płyty Radiusa – Time Travel Is Real

    Reedycja płyty Radiusa – Time Travel Is Real

    3–5 minut

    Płyty winylowe są obecnie powszechnie dostępne. Wraz z triumfalnym powrotem tego nośnika wielu artystów i wydawców skupiło się na publikowaniu muzyki właśnie na woskach. Wzmożony ruch w interesie można zaobserwować szczególnie pośród niezależnych twórców. W tym momencie niektórzy z nich wręcz traktują wydawanie winyli za największy ze swoich priorytetów. Oczywiście przynosi to różne efekty, ponieważ nakłady wielu nowych płyt schodzą bardzo powoli. Do tego w Stanach Zjednoczonych występują problemy natury technicznej – tłocznie otrzymują za dużo zleceń i nie wyrabiają się z terminami. Z drugiej strony, sporo wartościowych materiałów uprzednio publikowanych w innych formatach dostaje nowe życie, pojawiając się na winylach. Akurat tę drogę przybyło „Time Travel Is Real” Radiusa.

    Już wielokrotnie podkreślałem, że chicagowska scena muzyczna należy do jednych z najbardziej zajmujących na terenie Stanów Zjednoczonych. Dotyczy to nie tylko półki hip hopowej, ale też kręgów house’owych i instrumentalnych. Wszystkie powyższe nurty łączy muzyka Radiusa. Wychowanek owianej złą sławą południowej części Wietrznego Miasta tworzy nagrania już od blisko 15 lat. Początkowe lata spędził on na licznych imprezach spod szyldu beat battle oraz na graniu koncertów. Beatmaker otwierał imprezy dla wielu (u)znanych twórców – DJ’a Shadowa, Nightmares On Wax, Blu & Exile’a, Oddiseego czy Thaviusa Becka. Po drodze założył on wraz ze swoimi kompanami dwie formacje – LAGOS (należy do niej też Leo 123 z Dark Party) oraz Beyond Luck (drugim członkiem grupy jest DJ Moppy). Doświadczenia wyniesione z eventów zaprocentowały jego studyjnych płytach.

    Debiutancki album Radiusa, „Neighborhood Suicide”, trafił do obiegu w 2008 roku. Projekt wydany nakładem The Secret Life Of Sound okazał się właściwym wstępem do jego dalszych wydawnictw. Następne lata przyniosły „Scatterbrain Tapes Vol. 1”, „Etc…” i singiel winylowy „Standing On Pluto (In My Peacoat)”. W międzyczasie artysta założył oficynę wydawniczą Etc Records, pod szyldem której rozpoczął publikację materiałów innych twórców. 2013 rok przyniósł dwie nowe jego produkcje – „Infinite Roots Vol. 1” oraz „Minimal Chops & Loops In Dub Vol.1”. Po serii dobrze przyjętych płyt Radius otrzymał zaproszenie na trasę koncertową po Japonii. W ramach przygotowań do tego touru chicagowski wykonawca przygotował specjalną EP-kę – „Time Travel Is Real”. Po roku zdecydował się on odświeżyć tę instrumentalną płytę, realizując marzenia o winylowym wydaniu materiału.

    Wydawnictwo w postaci mini-albumu trafiło do obiegu nieco ponad rok temu. Oryginalne wydanie płyty zawierało 7 utworów i posiadało podtytuł „A Prelude To Japan…”. EP-ka wydana rok temu okazała się sukcesem i nawet wiele miesięcy po jej premierzy pojawiały się artykuły o niej; nie brakowało również zainteresowania materiałem wśród słuchaczy. W związku z tym Radius postanowił wyjść naprzeciw oczekiwaniom odbiorców, dokonując reedycji produkcji. Po udanej kampanii crowdfundingowej przeprowadzonej na Indiegogo stało się jasne, że doczekamy się godnego wydania „Time Travel Is Real” na wosku. Przed wypuszczeniem reedycji wydawnictwo doczekało się swoistego liftingu – EP-kę rozszerzono o 4 nowe utwory, dzięki którym już nie należy mówić o płycie w formie preludium czy dodatku do trasy koncertowej. W tej chwili mamy do czynienia z albumem zrealizowanym przez rasowego beatmakera. Przy nawet pobieżnym zapoznaniu się z zawartością projektu rzuca się w oczy uszy kunszt producencki Radiusa. Instrumentalny longplay swobodnie dryfuje pomiędzy różnymi stylami i odmianami muzycznymi, zgrabnie łącząc poszczególne elementy w całość. Zmienne tempo, rozbudowane nagrania, dbałość o najmniejsze detale i kapitalne wprowadzanie słuchacza do kreowanego przez siebie świata – wszystko to cechuje autora „Time Travel Is Real”. Płyta nagrana w Chicago, na Hawajach i w St. Louis nie ma tak naprawdę ani jednego gorszego momentu, co sprawia, iż jest produktem niemal kompletnym.Wystarczy tylko przyłożyć bliżej ucho do „One For Ferguson (Healing Factor)”, „Melanin Starburst”, „Skyliner Hologram” czy „Orange ST.”, aby przekonać się o prawdziwości tych słów.

    Pierwsze wydanie „Time Travel Is Real” można odsłuchać na Spotify, Deezerze i pokrewnych serwisach. Rozszerzona wersja wydawnictwa ukazała się na Bandcampie. Oryginalna wersja płyty pojawiła się na taśmach, które trafiły do obiegu przy współpracy z I had An Accident Records. W tej chwili trwa przedsprzedaż winylowego wydania albumu (woski w sprzedaży od 4 września). Radius odpowiada za jeden z najbardziej klimatyczny i urzekających instrumentalnych materiałów ostatnich lat. Panie i panowie, czapki z głów. Na marginesie, to miłośnicy niestandardowych płyt instrumentalnych powinni docenić nadchodzące projekty tego artysty, których powinno być naprawdę sporo.

    Tracklista

    1. Time Traveling 101 (Oahu to Osaka)
    2. One For Ferguson (Healing Factor)
    3. Bullet Trains Will Leave Me Broke
    4. Melanin Starburst
    5. ShRoOmsSs…
    6. Aquatic Sunset Sirens
    7. All Respects To Sonotheque
    8. Skyliner Hologram
    9. Bourgainserge
    10. Overnight Bus Excursion (Namba To Shinjuku)
    11. Orange ST.
  • Lilacs & Champagne ze zjawiskową płytą Midnight Features Vol. 2: Made Flesh

    Lilacs & Champagne ze zjawiskową płytą Midnight Features Vol. 2: Made Flesh

    3–4 minut

    W każdej dziedzinie kultury i sztuki dochodzi do nieustannych ewolucji i przeobrażeń. Wszelkiego rodzaju zmiany i ich następstwa dotykają też branżę muzyczną. Wystarczy tylko spojrzeć na współczesnych artystów nie stroniących od eksperymentów, aby przekonać się, jak bardzo wszystko nabiera nowych kształtów. Pośród wykonawców około hip hopowych i elektronicznych można szybko trafić na świeże formy mocno broniące się przed skutecznym zaszufladkowaniem. W tym miejscu wystarczy wymienić dokonania milo, Homeboya Sandmana, Nocando, The Koreatown Oddity, Potatohead People, The Internet, Bathsa, billy’ego woodsa czy Made In Heights. Oczywiście obok nich znajduje się pełno innych twórców starających się przemycić w swoich nagraniach zupełnie nową jakość, jak choćby Lilacs & Champagne. Wydane przez tę grupę „Midnight Features Vol. 2: Made Flesh” wypada wręcz doskonale.

    W ostatnich latach wielu producentów skutecznie zwróciło na siebie uwagę słuchaczy z całego świata. Bohaterowie dzisiejszego artykułu również zdążyli sporo namieszać pośród sympatyków eklektycznego instrumentalnego hip hopu, elektroniki i brzmień pokrewnych. Alex Hall i Emil Amos współpracują ze sobą od dłuższego czasu. Obaj artyści szybko odkryli, że ciągnie ich obu w stronę starych i szerzej nieznanych płyt z pogranicza soulu i funku, co stanowiło punkt wyjściowy dla utworzenia Lilacs & Champagne.

    W latach 2012-14 formacja współpracowała z wytwórnią płytową Mexican Summer. Właśnie dla tej oficyny wydawniczej zespół nagrał trzy płyty – dwa longplaye i jedną EP-ką. Debiutancki materiał duetu – „Lilacs & Champagne” – pojawił się w obiegu na początku 2012 roku. Artyści niemal od razu trafili do niszy odbiorców hołubiących klimaty retro poddane współczesnej obróbce. Z kolei drugi album Lilacs & Champagne, „Danish Blue”, uznaje się za punkt przełomowy w karierze grupy. Akurat po tym materiale znacznie więcej przedstawicieli mediów przychylnym okiem spojrzało na działalność formacji. Specyficzny kolektyw otrzymał liczne pochwały także za wypuszczone w lutym ub.r. „Midnight Features Vol. 1: Shower Scene”. Po rozszerzeniu składu zespołu o Jaya Clarke’a i Zachary’ego Reno, właśnie do tej produkcji zespół postanowił nawiązać w tym roku. „Midnight Features Vol. 2: Made Flesh” wzbudził znaczne zainteresowanie w branży, czego zresztą należało spodziewać się.

    Wydawnictwo cieszy odbiorców od ponad 3 miesięcy. Amerykańska formacja przed nagraniem albumu zdecydowała się na ważny krok zmieniając wydawcę z Mexican Summer na Temporary Residence Limited (warto przejrzeć pełen katalog tej wytwórni). Jak ww. wraz z kolejnymi wydawnictwami rosła reputacja grupy w świecie muzycznym. Oprócz tego systematycznie zwiększały się oczekiwania fanów, blogerów i dziennikarzy. Nic więc dziwnego w tym, iż przed opublikowaniem „Midnight Features Vol. 2: Made Flesh” nie brakowało różnych opinii na temat kształtu produkcji i tego, jak będzie brzmiała produkcja po dodaniu nowych członków do grupy. Jak się okazało, Lilacs & Champagne brawurowo poradziło sobie ze wszystkim, przynosząc przemyślany od początku do końca longplay. Instrumentalny projekt opiera się o sample wydobyte z płyt pokrytych grubą warstwą kurzu, w głównej mierze pochodzących z Europy. Do tej mikstury wykonawcy dodali składniki wyciągnięte z filmów klasy B, audycji radiowych i słuchowisk. W ten sposób utworzono psychodeliczny album i pokazano wszem i wobec, jak powinien wyglądać sampling. Lilacs & Champagne nie zależało na nagraniu płyty łatwej, miłej i przyjemnej, o czym świadczy otwierające „Roses & Kisses”, prawdziwy wyznacznik klimatu pozostałej części LP. Członkowie zespołu z gracją oprowadzają po pokojach, w których są ukryte kolejne nagrania. „Case Closed!”, „Midnight Creeper II”, „Dreaded Stranger” i „Wringing Hands” zawierają liczne niepokojące elementy, ale też są zmysłowe i zarazem silnie przyciągają słuchaczy. W tych kompozycjach, jak i pozostałych, bez trudności można odczuć emocje towarzyszące artystom przy realizowaniu płyty. Piękna i wciągająca podróż  pomiędzy psychodelicznymi samplami oraz zagadkowym światem równoległym przenoszącym słuchaczy niepostrzeżenie do lat 70.tych.

    Album trafił na Bandcampa oraz na pozostałe serwisy streamingowe (Spotify, Deezer, itp.). „Midnight Features Vol. 2: Made Flesh” można nabyć w wersji elektronicznej za pośrednictwem BC, a także w formacie fizycznym (kasety i płyty winylowe). Temporary Residence Limited udostępniło trzy single promujące materiał – „Roses & Kisses”, „Made Flesh” i „Case Closed!”. Pierwszorzędne dzieło Lilacs & Champagne znalazło uznanie w oczach niejednego serwisu muzycznego i słuchacza. Jedna z piękniejszych produkcji pierwszego półrocza 2015 roku.

    Tracklista

    1. Roses & Kisses
    2. Made Flesh
    3. Longjohn’s Lust
    4. All the Room
    5. Case Closed!
    6. Playin’ With Paul
    7. Peril
    8. Midnight Creeper II
    9. Dreaded Stranger
    10. Euro Blow
    11. Burning Sensation
    12. Wringing Hands
    13. On Hold
  • Instrumentalny album Pigeondusta – Moon, Wisdom & Slackness

    Instrumentalny album Pigeondusta – Moon, Wisdom & Slackness

    3–4 minut

    W pierwszym półroczu 2015 roku ukazało się multum zajmujących wydawnictw. Już teraz można śmiało stwierdzić, że ten rok nie zawodzi pod względem jakości nowych płyt. Nietrudno też zauważyć znaczną ekspansję twórców z poszczególnych krajów. Wystarczy spojrzeć na niezależne kręgi (około) hip hopowe w Wielkiej Brytanii czy Japonii, aby upewnić się odnośnie powyższego stwierdzenie. Osobiście pragnę wyróżnić pokaźne grono japońskich beatmakerów, którzy szczególnie zaimponowali formą. W poprzednich miesiącach otrzymaliśmy klasowe kolejne materiały od submerse’a („Stay Home”), Aru-2 („Milky”), Kazumiego Kanedy („Beginning Of Thought”), Bugseeda & Ill.sugiego („City Mind”), Linn Moriego („Invisible Vision”) czy też matatabiego (seria EP-ek). Oprócz nich dużo dobrego można powiedzieć o longplayu „Moon, Wisdom & Slackness” Pigeondusta.

    Przedstawiciele Kraju Kwitnącej Wiśni cieszą się dobrą opinią w branży hip hopowej. Pomimo tego iż są uznawani przez wielu za enigmatyczne postaci, a do ich muzyki niekiedy jest utrudniony dostęp, to nieprzerwanie przyciągają uwagę słuchaczy z innych kontynentów. W niezależnych kręgach muzycznych od dłuższego czasu pojawiały się także pochlebne opinie na temat działalności Pigeondusta. Artysta zamieszkały na co dzień w Funabashi ze wszech miar zasługuje na baczną uwagę ze strony mediów i słuchaczy, o czym już kilkakrotnie przekonał na swoich wydawnictwach.

    Wykonawca występujący wcześniej pod pseudonimem DJ Hato jest bliskim znajomym kilkoro japońskich twórców. W tym miejscu wypada wspomnieć o wybranych członkach kolektywu EN TokyoBugseedzie, Nekoze czy Salty. Przy współpracy z pierwszym tym artystą Pigeondust zrealizował płytę „7th Wonder”. Projekt opublikowany w lutym ub.r. spotkał się z ciepłym odbiorem przez słuchaczy. Podobne komplementy Japończyk otrzymywał za swoje utwory dostarczane na różnego rodzaju kompilacje wypuszczane przez The Jazz Jousters, Rapohnelizenz, RAWS, Turbo Tape Recordings i inne platformy wydawnicze. Jednak najwięcej ciepłych słów skierowano pod adresem beatmakera za jego solowy album sprzed prawie 3 lat, „Eastbound Ticket”. Płyta nagrana przy udziale Sadata X, Haiiro De Rossi, Midaza, Zeroha i DJ’a Ducta wypadła na odpowiednio wysokim poziomie. Nic więc dziwnego zatem, że całkiem liczne grono ludzi wypatrywało na horyzoncie nowej produkcji Pigeondusta. Jak się okazało, „Moon, Wisdom & Slackness” zrobiło niemałe wrażenie na sympatykach instrumentalnego hip hopu.

    Początkowe informacje dotyczące płyty pojawiły się jeszcze pod koniec pierwszego kwartału tego roku. Wydaniem materiału miało zająć się coraz prężniej działające Cold Busted. Po dokonaniu tej decyzji przez Japończyka stało się jasne, że jego projekt stanie się bardziej dostępny dla słuchaczy spoza Azji, co bez dwóch zdań należało uznać za duży plus. Dzięki temu producent otrzymał szansę na zademonstrowanie swoich umiejętności przed liczniejszym audytorium. Wydane w połowie „Moon, Wisdom & Slackness” dobitnie pokazało, że jak najbardziej zasługiwało na rozszerzoną dystrybucję i większe wsparcie mediów. Pigeondust oddał do rąk odbiorców płytę składającą się z 19 instrumentalnych utworów, łączących zarówno brzmienie inspirowane latami 90.tymi, jak i organiczny hip hop. Wszystko to uzupełnione stricte japońską duszą, nieodzownym elementem występującym na każdym projekcie twórców z tego kraju. Blisko 40-minutową produkcję nie należy traktować w kategoriach kolejnego beat tape’u, ponieważ autor tego materiału ma zdecydowanie więcej do przekazania. W stosunku do poprzednich nagrań Pigeondust jeszcze bardziej rozwinął swój warsztat, co słychać w „1995”, „Galacticos1994”, „Harps” czy „Lives In The Clouds”. Na nowej płycie nie zabrakło też dodatkowych smaczków w postaci rozszerzonych utworów – „Mindtrip” oraz „Knife In A Pocket”. Również instrumentale współtworzone z Hakobune i Sugarloafem„Coda” i „A Night Thought” – nie zawodzą. Wszystko to polane odpowiednim brzmieniem perkusji i nienagannym cięciem sampli. Właśnie taka forma współczesnego instrumentalnego hip hopu wypada najprzyjemniej.

    Wydawnictwo trafiło do odsłuchu na Bandcampa, Spotify, Deezera i pokrewne serwisy. Aktualnie „Moon, Wisdom & Slackness” można nabyć w każdym formacie. Oprócz wersji elektronicznej, album pojawił się w sprzedaży również w sprzedaży na płytach kompaktowych i winylowych (obecnie trwa przedsprzedaż wosków), a także na kasetach. Materiał promuje singiel „Family Affair”. Pigeondust pokazał się z jak najlepszej strony na tej produkcji i udowodnił, że w bliższej lub dalszej przyszłości usłyszymy od niego jeszcze wiele zadowalających projektów.

    Tracklista

    1. 1995
    2. Loop
    3. Galacticos1994
    4. Harps
    5. Knowledge
    6. Lives In The Clouds
    7. Here Comes Midnight
    8. Stars.Falling
    9. Mindtrip
    10. Straight Ahead
    11. The Life
    12. A Night Thought feat. Sugarloaf
    13. With You
    14. Family Affair
    15. Knife In A Pocket
    16. Railroad Jam
    17. Coda feat. Hakobune
  • Instrumentalna płyta Hashfingera – Kites

    Instrumentalna płyta Hashfingera – Kites

    3–5 minut

    W 1984 roku Afrikaa Bambaataa i The Soulsonic Force wypuścili ponadczasowy singiel „Looking For The Perfect Beat”. Tytuł rewolucyjnego nagrania sprzed trzech dekad jest jeszcze bardziej aktualny, niż przedtem, aczkolwiek nie przybiera to takich czystych kształtów, jak dawniej. Przeglądając postaci z całej kuli ziemskiej widać gołym okiem dwa zupełnie różne etosy pracy. Jedni beatmakerzy usiłują non stop nagrywać muzykę i dzielić się nią ze słuchaczami, zaś drudzy tworzą nagrania raz na pewien czas i znacznie rzadziej prezentują swoje tracki. Oczywiście przedstawiciele obu obozów starają się dotrzeć w okolice perfekcji i przekonać odbiorców, że właśnie to oni nadają utworom niemal doskonałą formę. W tej drugiej kategorii znajduje się Hashfinger. Jego świeży longplay, „Kites”, to zdecydowanie jedna z lepszych instrumentalnych płyt ostatnich tygodni.

    W tym momencie brytyjscy twórcy należą do niezwykle rozwojowych postaci na międzynarodowej scenie muzycznej. Dodatkowo tamtejsi wykonawcy dbają o jak najwyższy poziom swoich nagrań, co widać idealnie na przykładzie Hashfingera. Producent wywodzący się z Bradford bryluje w instrumentalnej półce hip hopowej i trzeba przyznać, że właśnie w tych klimatach muzycznych odnajduje się on wręcz doskonale.

    Beatmaker wydaje muzykę od blisko 4 lat. W początkowej fazie swojej działalności ściśle współpracował on z labelem Sinoptic Music, głównie dzięki jego bliskim znajomym – Lunarowi C i Silentowi G. Przez ponad rok artysta skupiał się na tworzeniu luźnych beat tape’ów. „The Buddy Nuggets Remix​.​1”, „April.12 EP”, „Coriolis Effect” i pozostałe materiały stanowiły przy tym rozgrzewkę przed okazalszymi i ważniejszymi płytami Hashfingera. Pierwsza istotna produkcja jego autorstwa, „The Dreams”, ukazała się w październiku 2012 roku. Rozszerzone wydawnictwo zawierające 24 tracki spotkało się z pozytywnym feedbackiem w branży. Serwisy muzyczne i odbiorcy docenili kunszt producencki Brytyjczyka lubującego się w nostalgicznym i melancholijnym brzmieniu zahaczającym o elementy przywodzące na myśl lata 90.te. Wydany rok później longplay „Lessons” odegrał niemniej kluczowe znaczenie w dalszej działalności Hashfingera na scenie producenckiej. Album z sierpnia 2013 roku był też pierwszym projektem tego twórcy, który trafił do sprzedaży w formacie fizycznym (płyty winylowe) i w błyskawicznym tempie urzekł mnóstwo słuchaczy. Nie powinno więc nikogo dziwić fakt, że na kolejną płytę Brytyjczyka czekał niejeden sympatyk niezależnej strony hip hopu oraz muzyki instrumentalnej. „Kites” stanowi koronny dowód o klasie beatmakera i jego dalszym rozwoju.

    Premiera projektu wypadła na początku maja. Podobnie jak w przypadku „Lessons” Hashfinger przy swoim nowym projekcie podjął współpracę z Headcount Records. Dzięki temu artysta mógł w pełni skupić się na pracy twórczej i być pewnym tego, że jego longplay trafi do obiegu w postaci fizycznej (płyty winylowe). Już po uruchomieniu przedsprzedaży LP oraz wypuszczeniu singli promujących produkcję – „Kites”, „Low Down” oraz „The Wind Changed” – można było być pewnym, iż nadchodzi instrumentalny album pełną gębą. Jeżeli ktokolwiek wysunął takie przypuszczenia po trzech utworach zwiastujących „Kites”, to powinien tym bardziej czuć się usatysfakcjonowany. W porównaniu do poprzednich materiałów Hashfinger jeszcze bardziej dopieścił swoje brzmienie i zadbał o pełniejszą formę poszczególnych nagrań. Już od pierwszych chwil obcowania z albumem widać, że Brytyjczyk sprawniej przekazuje emocje i nakreśla charakter swoich kompozycji. Nie utracił na tym jego znak rozpoznawczy – zdolność do tworzenia nostalgicznych ścieżek korzystających z dorobku lat 90.tych, a przy tym nie nużących słuchaczy. Wszystko to za sprawą niczym nieograniczonych wizji muzycznych mieszkańca Bradford i lekkości w przedstawianiu rozbudowanych kompozycji. Oprócz ww. utworów warto przyjrzeć się konstrukcji choćby „Leaving”, „Cirrus”, „Myths”, „A New World” czy „Signals”, aby przekonać się o kunszcie Hashfingera. Jedno też jest pewne – brytyjski beatmaker nie osiągnął jeszcze perfekcji, aczkolwiek znajduje się na dobrej drodze ku temu.

    Majowy materiał znajdziecie na Bandcampie. W tej chwili wydawnictwo można bezpośrednio nabyć w wersji elektronicznej. Trwa również przedsprzedaż winylowego wydania albumu (nakład już na wyczerpaniu), którego premiera odbędzie się około 15 czerwca (przy tym beatmaker współpracuje z Headcount Records). W sieci można znaleźć ww. single promujące LP – tytułowe „Kites”, „Low Down” oraz „The Wind Changed”. Do pierwszego nagrania dołożono przy okazji czarno-biały videoclip, zaś następny obraz utrzymany w podobnym klimacie stworzono do „Flying”. Hashfinger nie zalicza się do najbardziej znanych niezależnych beatmakerów, ale dzięki jakości swoich nagrań powinien być znacznie bardziej doceniany i lepiej kojarzony, niż niejeden jego kompan po fachu. Za sprawą „Kites” brytyjski producent na pewno znajdzie więcej uznania w oczach mediów i odbiorców.

    Tracklista

    1. Low Down
    2. Leaving
    3. Buried Treasure
    4. Time
    5. We Were High
    6. Calm Air
    7. Im So High
    8. Melancholy Mood
    9. Myths
    10. Cirrus
    11. Kites
    12. Keepin It Tight
    13. A New World
    14. Not Forever
    15. Day Dreaming
    16. Flying
    17. Signals
    18. The Wind Changed
    19. Turbulance
    20. Downward Spirals
  • Cult Classic Records prezentuje kompilację Friends And Family 3

    Cult Classic Records prezentuje kompilację Friends And Family 3

    3–5 minut

    Z każdym rokiem wzrasta znaczenie kolektywów muzycznych. Od kilku lat jest zauważalny szczególny rozrost projektów skupiających głównie producentów. Niektóre z nich ograniczają się do współpracy pomiędzy artystami z danego kraju, pozostałe stanowią podłoże przeznaczone twórcom z różnych zakątków globu. Wiele takich przedsięwzięć szybko rozszerza swoją działalność najczęściej przeistaczając się również w oficynę wydawniczą. W ten sposób powstają labele, które następnie potrafią świetnie sobie radzić w branży. Jeżeli jesteśmy przy półce około hip hopowej, to nie sposób pominąć Cult Classic Records. Przedsięwzięcie założone przez Thomasa Prime’a i Boba42jh rozwinęło się na tyle, że obecnie stanowi ważny punkt na światowej scenie producenckiej. We wrześniu CCR wypuściło kolejny znaczący materiał – „Friends And Family 3”.

    Jak ww. od kilku lat trwa nieustanny rozrost i rozwój kolektywów muzycznych łączących w sobie funkcje labelu i agencji promocyjnej. Wszyscy sympatycy instrumentalnego hip hopu i brzmień pokrewnych na pewno zwrócili uwagę na jedną z ważniejszych platform wydawniczych z tej niszy, Cult Classic Records. Projekt założony przez dobrze kojarzonych w środowisku muzycznym Boba42jh i Thomasa Prime’a szybko rozwinął się. Od początku działalności CCR opublikowało kilkadziesiąt materiałów autorstwa wykonawców z kilku kontynentów. Po wydaniu premierowego materiału, kompilacji „Friends and Family”, label przeszedł do wydawania produkcji szeregu mniej i bardziej znanych artystów. Już kilkakrotnie na łamach naszego serwisu przedstawialiśmy wybrane projekty publikowane przez ten kolektyw. W ostatnim artykule poświęconym działalności Cult Classic Records stanęliśmy na płytach wydanych do początku br. Wypada więc zadać pytanie: jakie wydawnictwa po tym okresie trafiły do obiegu poprzez CCR?

    W okresie od lutego do sierpnia 2014 roku otrzymaliśmy od brytyjskiego labelu 4 projekty. W trakcie ubiegłej zimy pojawił się w sieci materiał kanadyjskiego beatmakera trog’lowa, „Late Night Travels”. Enigmatyczny wykonawca przygotował EP-kę idealnie pasującą do zimowej scenerii. W dalszej kolejności Cult Classic Records opublikowało produkcje europejskich twórców. Jeszcze w lutym ukazał się materiał Inchange’a, „Found Records”. Rosyjski producent stworzył porządnie brzmiące EP, które powinno było trafić do szerszego grona odbiorców. W następnej porze roku znowu otrzymaliśmy świeży album od CCR. Tym razem grecki artysta Moderator wypuścił kompilację swoich utworów zebraną na „As The Lights Fade”. Rozszerzenie do jego dobrze przyjętego tegorocznego longplaya – „Escape” – wypadło przyzwoicie. Natomiast latem większemu gremium słuchaczy przedstawił się ukraiński twórca o zagadkowym pseudonimie xQz. Instrumentalne LP wypuszczone przez naszego wschodniego sąsiada – „Backwards Words” – stanowi pozytywny prognostyk przed jego kolejnymi wydawnictwami. Wszystkie te płyty poprzedziły najważniejszą produkcję wydaną w tym roku przez Cult Classic Records – składankę „Friends And Family 3”. O tym wydawnictwie sporo mówiło się na początku tej jesieni.

    Trzecia część rodzinnej kompilacji Cult Classic Records pojawiła się w sieci pod koniec trzeciego kwartału roku. Wrześniowe wydawnictwo stanowi follow-up do dwóch pierwszych albumów z tego cyklu, które ukazały się odpowiednio w październiku 2011 i maju 2013 roku. Jak sam tytuł wskazuje, na tym projekcie znalazło się miejsce dla nagrań artystów nagrywających dla CCR, jak i twórców utrzymujących bliższe kontakty z tym labelem. W związku z tym „Friends And Family 3” obfituje w tracki szeregu wykonawców. Tracklista płyty obejmuje łącznie 22 ścieżki zrealizowane przez Thomasa Prime’a, Loop Snatchers, P.R-a, Nicholasa Cheunga, The Broken Orchestrę, TwoDaystoAlaskę, Ljonesa, Kondora, Dicapa & Kameleon Beatsa, Moderatora i pozostałych artystów. Materiał promuje kilka singli – „Seven Dead Samurai”, „Pegasus” i „Days Like This”. W ten sposób otrzymaliśmy wyrównaną kompilację należącą do kolejnego udanego wydawnictwa sygnowanego logiem Cult Classic Records.

    Wydawnictwo trafiło na Bandcampa i Soundclouda. Warto też dodać, że każdy utwór umieszczony na SC doczekał się odrębnej okładki. Po „Friends And Family 3” można sięgnąć bezpłatnie i/lub przy okazji pobierania płyty przekazać dotację na dalszy rozwój działalności Cult Classic Records. Kompilacja jest dedykowana zmarłemu pod koniec września aktywiście hip hopowemu, raperowi i promotorowi muzycznemu w jednym, Praverbowi.

    Tracklista

    1. Snow Fox Apprentice – Gift of Nature [Intro]
    2. Loop Snatchers – What The Night Will Bring feat. Blu & Nieve
    3. Hy-Definition – Life is Good (SoulChef & K-Wiz)
    4. Thomas Prime – Seven Dead Samurai (co-prod. P.R)
    5. Nicholas Cheung – Immersion
    6. Matt Blank & Thomas Prime – The Distance feat. Devan Marie
    7. The Broken Orchestra – Take Back The Day feat. Inyang Bassey
    8. TwoDaystoAlaska – Pegasus (co-prod. Thomas Prime)
    9. Ljones – Little Brothers
    10. Thomas Prime & McKinley Dixon – Days Like This feat. Guilty Simpson & Planet Asia
    11. Kenjii & Joseph Jacobs – Fundamentals
    12. Elemint – Uncanny Calling feat. MASA (prod. Brock Berrigan)
    13. Dicap & Kameleon Beats – Until Then
    14. Pe2ny – The Way Home
    15. Kratos Himself – Mud Slap
    16. Marti Ann – Orange Spray
    17. NoMBe – Waves
    18. Kondor – Closer
    19. Helldogs Kris – Cycles
    20. Moderator – Words Remain
    21. SPIEDKIKS – Mos Eisley Cantina [B-Boy Version]
    22. Siba.pro – Last Romanticist [Outro]
  • Drugi longplay Hugo Kanta – The Point Of No Return

    Drugi longplay Hugo Kanta – The Point Of No Return

    3–4 minut

    Każdego roku kalendarzowego znaczna część wydawców i artystów pilnuje tego, aby wypuścić nową muzykę przed rozpoczęciem wakacji lub zmieścić się ze świeżymi projektami przed rozpoczęciem okresu świąteczno-noworocznego. Wystarczy tylko szybki rzut oka na pokaźną listę premier płytowych w okresie od kwietnia do czerwca oraz od września do listopada, aby zauważyć omawianą zależność. W tym roku przed okresem wakacyjnym pojawiło się w obiegu zatrzęsienie dużo projektów autorstwa mniej i bardziej znanych wykonawców. W czasie, gdy pod koniec pierwszego półrocza oczy większości słuchaczy były zwrócone w stronę The Roots, Atmosphere, Apathy’ego, Blu czy Sage Francisa, to pozostali docenili płyty takich artystów, jak Hugo Kant. Wydane przez francuskiego producenta „The Point Of No Return” dobitnie dowodzi o jego klasie muzycznej.

    Francuska scena (około) hip hopowa przywodzi na myśl dwie ogromne aglomeracje – Paryż i Marsylię. Właśnie z tym drugim miastem jest związany Hugo Kant. Artysta pochodzący z południa Francji zajmuje się tworzeniem muzyki od końca ubiegłego stulecia. Przez lata producent skupiał się na pomniejszych przedsięwzięciach i nie prezentował swoich nagrań słuchaczom. Sytuacja ta zmieniła się dopiero blisko 4 lata temu. W pierwszej kolejności wykonawca zaczął publikować pojedyncze utwory na Soundcloudzie. Po krótkiej serii luźnych tracków Francuz zabrał się za tworzenie swojego premierowego projektu – „Searching London”.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu w maju 2011 roku. Przed opublikowanej EP-ki Hugo Kant próbował wydać materiał przez jedną europejską wytwórnię płytową, ale bez powodzenia. Po nieudanej próbie nawiązania współpracy producent postanowił założyć własną oficynę wydawniczą, Bellring. Każda kolejna jego produkcja była opatrzona logiem tego labelu. Premierowy album tego twórcy, „I Don’t Want To Be An Emperor”, ukazał się na rynku płytowym w czerwcu 2011 roku. Część słuchaczy od razu doceniła warsztat producenta, który serwował instrumentalne formy muzyczne opierające się o downtempo, trip hop i hip hop. W kolejnych latach mieszkaniec Marsylii wypuścił dwie pozycje wydawnicze – „Another Point Of Mix” oraz „Leave Me Alone EP”. Druga płyta okazała się też wstępem do następnego longplaya artysty, „The Point Of No Return”. Tegoroczny materiał stanowi przy tym najbardziej dopieszczoną produkcję w dotychczasowej karierze beatmakera.

    Wydawnictwo zadebiutowało na rynku płytowym 9 czerwca. Jak wspomniałem we wstępie, płyta ujrzała światło dzienne w gorącym okresie wydawniczym, ale wcale nie zginęła pośród innych materiałów pochodzących z tego okresu. Wręcz przeciwnie, pewna nisza odbiorców poświęciła temu projektowi dużo uwagi. O tyle to jest istotne, ponieważ nie wiedzieć czemu, „The Point Of No Return” nie zagościł na zbyt wielu serwisach muzycznych. A szkoda, gdyż mamy do czynienia z klasowym LP, podanym przez wykwalifikowanego producenta. Po uprzednim zaprezentowaniu „Leave Me Alone EP” można było spodziewać się, iż całość albumu będzie prezentowała się w podobnym klimacie. Właściciel Bellring w dalszym ciągu kontynuuje obraną wcześniej drogę. Beatmaker najlepiej czuje się w klimatach trip hopowych, które wytrawnie łączy z downtempo i instrumentalnym hip hopem. Jaki mamy tego efekt? Więcej niż zadowalający. „Dr Van Helsing”, „Secret Society”, „In The Woods”, „Flying” (kapitalnie rozbudowana kompozycja) czy „There’s No Need To Be Frightened” należy uznać za naprawdę zacne nagrania. Hugo Kant odnajduje się również w ścieżkach tworzonych przy udziale wokalistów (Kathrin de Boer, Astrid Engberg) i raperów (LostPoet). Wszystko to przekłada się na wyrównany i przyciągający uwagę słuchaczy album.

    Po projekt można sięgnąć na Bandcampie. Również za pośrednictwem tego serwisu można nabyć wydawnictwo. „The Point Of No Return” ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo promuje kilka nagrań – „The Event Log”, „In The Woods” i „Leave Me Alone”. Do ostatniego z tych utworów, który powstał przy udziale LostPoeta, nakręcono też videoclip. Dzięki czerwcowemu albumowi Hugo Kant umocnił swoją pozycję w branży i dotarł do jeszcze większego grona odbiorców niż wcześniej. Jego każda następna płyta zapowiada się więcej niż ciekawie.

    Tracklista

    1. Dr Van Helsing
    2. The Event Log feat. Kathrin de Boer
    3. It’s An African Jungle
    4. Secret Society
    5. Gold feat. Astrid Engberg
    6. Erhu
    7. Leave Me Alone feat. LostPoet
    8. In The Woods
    9. Flying
    10. Little Tale
    11. Saregana
    12. There’s No Need To Be Frightened
Translate »