Autor: Witalij

  • Kindness For Weakness nowym projektem Homeboya Sandmana

    Kindness For Weakness nowym projektem Homeboya Sandmana

    4–6 minut

    Branża fonograficzna rządzi się własnymi prawami. W tym niezwykle wymagającym środowisku przez dłuższy okres wytrwają tylko najlepsi i najsprytniejsi. Dotyczy to zarówno wykonawców, jak i wydawców. Specyfikę świata muzycznego dokładnie poznali szefowie tzw. majorsów, jak i mniejszych oficyn wydawniczych. Akurat niezależne wytwórnie płytowe przywodzą na myśl szereg rozmaitych zagadnień. Jeżeli przyjrzymy się firmom rozpoczynającym działalność w undergroundowych realiach, to szybko okaże się, że przez dłużej przetrwała jedynie garstka z nich. We współczesnych czasach nadal liczącymi się wydawcami pozostają Stones Throw Records, Rhymesayers Entertainment czy Fat Beats Records. Pierwsza z tych wytwórni opublikowała w tym roku sporo udanych materiałów. Wśród nich wyróżnimy „Kindness For Weakness” Homeboya Sandmana.

    W dalszym ciągu alternatywni artyści potrafią pozytywnie zaskoczyć, spotykając się przy tym z sympatią mediów i słuchaczy. Z drugiej strony, niewielu współczesnych oryginalnych i niesztampowych twórców wypływa na szersze wody. Dlatego też tym bardziej należą się słowa uznania Homeboyowi Sandmanowi, który przeszedł długą zanim otrzymał należyty szacunek w środowisku muzycznym.

    Wychowanek nowojorskiego Queens wiele lat spędził na lokalnej scenie hip hopowej, za każdym razem podejmując pracę u podstaw i ciężko pracując na swoje nazwisko. Wydana przez niego debiutancka płyta „Actual Factual Pterodactyl” nie zrobiła większego wrażenia nawet na sympatykach undergroundu, pomimo tego iż zasługiwała na znacznie więcej ze strony odbiorców. Po przeciętnym początku Homeboy Sandman nadal sukcesywnie rozwijał swój warsztat, co doceniła słynna oficyna wydawnicza Fat Beats Records. Drugi album artysty, „The Good Sun”, trafił do obiegu właśnie nakładem tego labelu. Szersza i skuteczniejsza promocja, a także lepsza zawartość materiału zdecydowanie pomogły na tym etapie kariery muzycznej nowojorczyka. Wydanie tej produkcji okazało się kluczowe dla dalszych losów Angela Del Villara II, gdyż dzięki tej płycie jego warsztat doceniła kultowa wytwórnia płytowa Stones Throw Records, proponując Homeboyowi Sandmanowi podpisanie długoterminowego kontraktu płytowego.

    Od momentu wejścia bohatera dzisiejszego artykułu w szeregi STR minęło 5 lat. Przez ten okres wypuścił on pełno wartościowej i nieschematycznej muzyki. Do najważniejszych projektów oryginalnego rapera należą longplaye „First Of A Living Breed” i „Hallways„. Przede wszystkim pierwszy z tych albumów osiągnął znaczący sukces w środowisku muzycznym. Oprócz tego Homeboy Sandman opublikował pełno EP-ek, z których każda powstała przy udziale różnych producentów. „Chimera”, „All That I Hold Dear”, „Kool Herc: Fertile Crescent” czy „White Sands” trzymały równy poziom, pozwalając przy tym nowojorczykowi na zdobywanie uznania na scenie hip hopowej. Przy częstym koncertowaniu i udzielaniu się w sieci internetowej inni wykonawcy zwrócili na niego uwagę. Najmocniejszą nić porozumienia znalazł on z Aesop Rockiem. Osobliwy duet artystów wydał dwie wspólne EP-ki – „Lice” i „Lice Two: Still Buggin’„. Oba projekty są udanymi dodatkami do ostatnich pełnych albumów tych twórców. „The Impossible Kid” Aesop Rocka to jedno z najlepszych wydawnictw 2016 roku, zaś „Kindness For Weakness” to pod wieloma względami szczera i niestandardowa płyta.

    Premiera trzeciego longplaya mieszkańca Queens wydanego przez Stones Throw Records odbyła się 6 maja. Po nieco niższej formie na „Hallways” Homeboy Sandman zaprezentował na tegorocznym albumie pełną gamę swoich nieprzeciętnych możliwości. We współczesnym rapie niewielu może równać się z nim pod względem błyskotliwych gier słownych, zawierających niekiedy nie tylko podwójne dno, lecz również multum sprytnie ukrytych znaczeń i odwołań do otaczającego nas świata. Przez wszystkie teksty rapera o latynoskich korzeniach przemawia szczerość i skromność, czym zjednał on sobie dziesiątki fanów. Wszystko to pojawiło się na właśnie „Kindness For Weakness”.

    Całość LP znakomicie koreluje ze świeżymi i odpowiednio dobranymi podkładami, stanowiącymi znak rozpoznawczy Homeboya Sandmana. Trudno zestawić z nim drugiego Emceego równie umiejętnie potrafiącego odnaleźć się w minimalistycznych i świeżych beatach. Co istotne, o warstwę muzyczną zadbali producenci kojarzeni z jakże odmiennymi klimatami i brzmieniami. Na uwagę zasługuje także fakt, kto odpowiada za beaty na „Kindness For Weakness”. Large Professor, J57, Jonwayne, Georgia Anne Muldrow, RJD2, Edan, Eric Lau, Paul White, El RTNC – takiej plejady beatmakerów na jednej płycie nie spotykamy zbyt często. Potencjał drzemiący w tych podkładach skwapliwie wykorzystał gospodarz albumu. Tematyka większości nagrań zawartych na LP krąży wokół szeroko rozumianej serdeczności, omawianej pod różnym kątem przez HS. Pomimo tego iż tytuł wydawnictwa posiada gorzki wydźwięk, to nie dominuje tutaj bezproduktywne narzekanie i posługiwanie się oklepanymi frazesami. Wręcz przeciwnie – „Kindness For Weakness” podaje przepis, w jaki sposób można stanąć w opozycji do współczesnego świata, pozostając przy tym szczerym i honorowym wobec siebie.

    Album opublikowano na licznych stronach streamingowych (Bandcamp, Spotify, Deezer, itp.). Stones Throw Records wypuściło „Kindness For Weakness” na płytach kompaktowych i winylowych, a także w wersji elektronicznej. Wiosenny materiał promuje pełno singli. Do „Talking (Bleep)”, „Eyes” i „Nonbelievers” ukazały się videoclipy. Dodatkowo Homeboy Sandman wystąpił w jednym odcinku serii „Dungeon Sessions”, a w dniu premiery LP artysta tradycyjnie już udostępnił bonusowy utwór („Kindness For Weakness OUT NOW”). Nowojorczyk pozostaje wiodącą postacią alternatywnej strony rapu, będąc przy tym jednym z motorów napędowych STR.

    Tracklista

    1. Heart Sings (prod. Jonwayne)
    2. Eyes (prod. Georgia Anne Muldrow)
    3. Real New York feat. I Am Many (prod. 2 Hungry Bros)
    4. Seam by Seam feat. Until the Ribbon Breaks (prod. Until the Ribbon Breaks)
    5. It’s Cold feat. Steve Arrington (prod. Large Professor)
    6. Talking (Bleep) (prod. Edan)
    7. Gumshoe (prod. RJD2)
    8. Keep it Real feat. Mystro (prod. Nin Vibe)
    9. Earth, Wind, Fire, Water feat. yU, Tah Phrum Duh Bush & Shad (prod. V-Man)
    10. Funhouse (prod. Eric Lau)
    11. Sly Fox (prod. Paul White)
    12. God (prod. Paul White)
    13. Nonbelievers (prod. El RTNC)
    14. Speak Truth feat. Kurious, Breeze Brewin & Aesop Rock (prod. J57)
  • Mix: Jazz Spastiks/The Slipmat Brothers – Reminiscing on the 90’s vol. 1

    Mix: Jazz Spastiks/The Slipmat Brothers – Reminiscing on the 90’s vol. 1

    3–4 minut

    W przeszłości przygotowywałem wspólnie z zaprzyjaźnionymi artystami różnego rodzaju miksy i materiały pokrewne. Łącznie do tej pory ukazało się 12 wydawnictw firmowanych przez U Call That Love. Po dłuższej przerwie powracam do publikowania wartościowych projektów tego typu. Dzisiaj pojawia się w sieci „Reminiscing on the 90’s vol. 1”. Za gościnny mix odpowiada brytyjska grupa producencka Jazz Spastiks/Slipmat Brothers.

    Zwolennicy współczesnego jazz-hopu powinni być zaznajomieni z duetem pochodzącym ze szkockiego Edynburga. Od 2010 roku Coconut Delight i Mr. Manyana z powodzeniem nagrywają muzykę. Przez ten czas brytyjska formacja producencka wypuściła szereg wydawnictw, z których część została ciepło odebrana w undergroundzie. Dyskografia Slipmat Brothers (dawniej Jazz Spastiks) obejmuje kilka solowych produkcji, jak również płyt zrealizowanych przy współpracy z innymi artystami. Do pierwszej kategorii zaliczamy „12 Bit Spit”, „Singles Collection” i „The Product”, będący równocześnie przełomowym materiałem duetu opublikowanym nieco ponad 2 lata temu. Z kolei w drugim koszyku umieścimy trzy produkcje. Pierwszą z nich stanowi nagrane z Junclassiciem „Mode 7”, drugą ubiegłoroczne „Unkut Fresh”, którego współautorem była kalifornijska grupa Rebels To The Grain, zaś trzecią kolaboracyjną płytą Szkotów jest wydane w lutym br. „Portals” ze Sleepem Sinatrą. Przyjemne, dopracowane i organiczne brzmienie Slipmat Brothers znajduje coraz więcej odbiorców na całym świecie. W połowie września ujrzała światło dzienne kolejna produkcja duetu – wspólny albumu z Pen Pals, „Made For The Underground”. Brytyjczycy należą do grup bardziej znanych poza granicami swojego kraju, co nie należy wcale do rzadkości, jeżeli chodzi o wykonawców hip hopowych wywodzących się z największej wyspy Europy.

    The Slipmat Brothers doceniłem już przed kilkoma laty, co następnie przełożyło się na bezpośredni kontakt z artystami. Brytyjski duet okazał się na tyle otwarty i skory do podejmowania nowych wyzwań, że bezproblemowo przystał na nagranie gościnnego miksu dla naszego serwisu. Po uzgodnieniu szczegółów i oparciu materiału o utwory pochodzące z lat 90.tych, Coconut Delight i Mr. Manyana błyskawicznie zrealizowali całość przedsięwzięcia. Pierwotnie „Reminiscing on the 90’s vol. 1” pojawiło się na Mixcrate ponad 3 lata temu (serwis zamknięto kilka miesięcy temu). Ze względu na specyfikę tego serwisu (powyższa strona umożliwiała granie muzyki wyłącznie na żywo) jedynie część osób miała okazję zapoznać się z tym miksem. Po dłuższym czasie postanowiłem udostępnić materiał w sieci, co powinno ucieszyć przede wszystkim fanów boom-bapu. Całość „Reminiscing the 90’s” podzieliłem na 3 części (całość trwa 2,5 godziny). W pierwszej odsłonie miksu usłyszycie nagrania nagrania zarówno dobrze znanych wykonawców z tamtych lat (Jungle Brothers, Digable Planets, Mobb Deep, The Notorious B.I.G., Common), jak i tych mniej rozpoznawanych w branży (Roughneck Soldiers, Dredknotz, Down To Erf, Clever Jeff, Medina Green).

    „Reminiscing the 90’s vol. 1” udostępniono do odsłuchu za pośrednictwem Mixclouda. Projekt można bezpłatnie pobrać (link poniżej). Druga odsłona miksu pojawi się 21 grudnia, natomiast na trzecią należy poczekać do 27 grudnia. Jeżeli jesteście fanami rapu z lat 90.tych, to powinniście docenić pracę wykonaną przez Jazz Spastiks/Slipmat Brothers. Więcej informacji o Brytyjczykach i aktualności o ich działalności na ich stronach.

    Jazz Spastiks/Slipmat Brothers: Soundcloud, Facebook, Twitter

    Okładka: Patrycja Wąsowska
    Zdjęcie: RJ Ramsay

    DOWNLOAD Jazz Spastiks/The Slipmat Brothers – Reminiscing on the 90’s vol. 1

    Tracklista

    1. Jazz Spastiks Intro
    2. Roughneck Soldiers – Freestyle Thing [Dirty]
    3. Bumpy Knuckles – The Gang Starr Bus
    4. No I.D. – Gem
    5. Shortie No Mass – U Like My Style (Vocal)
    6. Jungle Brothers – Where You Wanna Go
    7. Mystik Journeymen – Depths Of Survival
    8. Phil the Agony – Net Weight
    9. Down To Erf – Insertion Of Thought
    10. D&D All-Stars – 1,2 Pass It
    11. Dredknotz – Causin A Menace (Lord Digga Remix)
    12. Heavy D & The Boyz – Here Comes The Heavster
    13. No I.D. – Two Steps Behind feat. Dug Infinite & Syndicate
    14. Positive K – Shakin’
    15. Clever Jeff – Late Night Tip
    16. Digable Planets – The May 4th Movement Starring Doodlebug
    17. Mobb Deep – Peer Pressure
    18. Mood – Info for the Streets
    19. Show & A.G. – Got Ya Back
    20. The Notorious B.I.G. – Unbelievable
    21. Common – Resurrection
    22. Medina Green – Crosstown Beef (Street)
  • MindsOne i DJ Iron przedstawiają Phaseology

    MindsOne i DJ Iron przedstawiają Phaseology

    3–5 minut

    We współczesnym świecie muzycznej panuje znaczne zróżnicowanie pomiędzy wydawcami z kręgu indie. Od kilku lat nietrudno natrafić na zupełnie inne modele biznesowe tego rodzaju działalności. Znaczna część wykonawców decyduje się na publikację swoich nagrań w pełni samodzielnie. Na bazie tego powstają niekiedy niewielkie labele, zwykle ograniczające się do jednego twórcy (patrz: Kayo). Poza tym istnieją również kolektywy zrzeszające postaci z określonej niszy, np. producenckiej (patrz: Millennium Jazz Music). Jeszcze inny przykład stanowią wytwórnie będące częścią działalności poszczególnych sklepów płytowych (patrz: Vinyl Digital). Oczywiście pomiędzy nimi umiejscowimy standardowe oficyny wydawnicze pokroju Ill Adrenaline Records. W lipcu nakładem międzynarodowego labelu ukazała się wspólna płyta MindsOne i DJ-a Irona – „Phaseology”.

    Północna Karolina może pochwalić się silną reprezentacją undergroundowych artystów. W specyficzny klimat produkcji napływających z tego stanu USA świetnie dopasowuje się MindsOne. Frontmanem i najbardziej znaną postacią związaną z zespołem pozostaje raper i producent Kon Sci. Formacja działająca na scenie hip hopowej od blisko dekady wyróżnia się na tle innych grup ze względu na posiadanie w swoich szeregach dwóch DJ-ów – Noumenona i Slima Deluxe’a. W składzie kolektywu znalazło się jeszcze miejsce dla drugiego rapera, Tronica. W tak dobranym towarzystwie MindsOne wypuściło kilka dobrze przyjętych materiałów.

    Wszystko zaczęło się od wydania dwóch projektów, które trafiły głównie na lokalne podwórko w Północnej Karolinie. Opublikowane pomiędzy 2006 a 2008 rokiem „The Time Space Continuum” i „Transitions” pokazały, że w grupie drzemie całkiem spory potencjał. Pomimo dystrybucji obu powyższych materiałów na niewielką skalę, formacja zapracowała na zainteresowanie ze strony większych wydawców. W 2010 roku nakładem dobrze znanego Soulspazm Records ukazał się album „Self Reliance”. Wydawnictwo doczekało się wielu pochwał i nie brakowało głosów mówiących o tym, że przy kolejnych wydawnictwach powinno być jeszcze lepiej z rozpoznawalnością MindsOne.

    Ponad 3 lata temu Kon Sci wypuścił debiutancki solowy longplay „And Beyond”, który zebrał pochlebne opinie w środowisku. Po okresie spędzonym na kooperacji ze Soulspazmem grupa zwróciła się w kierunku Ill Adrenaline Records. Już pod skrzydłami tego labelu pojawiła się w sprzedaży wiosną 2014 roku wspólna płyta tej formacji z Kevem Brownem, „Pillars”. Po drodze MindsOne nawiązało współpracę z innymi twórcami, choćby z DJ-em Ironem.

    Belgijski twórca jest aktywny na scenie muzycznej przeszło dwie dekady. Przez ten czas zajmował się on głównie DJ-ingiem, wspierając na koncertach pełno wykonawców oraz powoli realizując w zaciszu domowym swoje produkcje. Po pewnym czasie okazało się, że porządnie wypada on w formie twórcy remiksów. DJ Iron poszedł dalej w tym kierunku, skrupulatnie nagrywając kolejne alternatywne wersje utworów różnych wykonawców. Wyselekcjonowane remiksy trafiły na wypuszczony w 2013 roku album „Classic Recipes Vol. 1”. W międzyczasie zdecydował się on na zacieśnienie kolaboracji z wybranymi amerykańskimi raperami. Na liście współpracowników DJ-a Irona znalazł się choćby El Gant. Wydana przez niego przed 5 laty dwunastka „You Ain’t This” powstała przy walnym udziale Belga. W pierwszym kwartale ub.r. europejski twórca postarał się o opublikowanie siódemki z udziałem MindsOne. „A Day in the Life” spuentowało dotychczasową kooperację tych artystów, rozpoczętą jeszcze po udostępnieniu „Self Reliance”, co ostatecznie przełożyło się na nagranie przez nich wspólnego LP. „Phaseology” przekonuje o tym, że amerykańsko-europejskie produkcje potrafią stać na naprawdę wysokim poziomie.

    Premierę płyty zapowiadanej przez kilkanaście miesięcy wyznaczono na 29 lipca. Za wydanie projektu odpowiada ww. Ill Adrenaline Records (ścisła czołówka współczesnych wydawców skupionych na stricte korzennym rapie). Pozostając przy tej samej wytwórni płytowej MindsOne jeszcze silniej nawiązało do udanego pod wieloma względami „Pillars”. Tym samym DJ Iron stanął przed trudnym zadaniem zmierzenia się z produkcją Keva Browna, który odwalił kawał dobrej roboty na poprzednim materiale amerykańskiej formacji. Czy Belg poradził sobie z tym wyzwaniem? Już po pierwszym przesłuchaniu „Phaseology” odpowiedź na powyższe pytanie jest jak najbardziej twierdząca. Konkretny i umiejętnie przeprowadzony sampling, dobór perkusji i brak monotonności cechują beaty zgromadzone na tym albumie, w czym duża zasługa kultowego samplera SP-1200. DJ Iron dostarczył swoim partnerom muzycznym mocno pachnące jazzem podkłady (również w stylu fusion). Kon Sci i Tronic bezproblemowo odnaleźli się w tym świecie. Obaj raperzy znani ze swoich inklinacji do gier słownych i cynicznych wersów zaprezentowali dobrą formę na LP. Dzięki odpowiedniej obwolucie utwory zawarte na płycie nabrały dodatkowego i wyrazistego koloru. Inteligentny rap o boom-bapowym posmaku nadal może wypadać naprawdę godnie.

    „Phaseology” udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Album trafił do sprzedaży w postaci cyfrowej i fizycznej (kasety, płyty kompaktowe i winylowe). Wydawnictwo promuje kilka singli – „A Day In The Life”, „Follow The Light”, „What’s Next?!?” i „Mythos”. Dodatkowo pierwsze nagranie ukazało się na siódemce winylowej, natomiast do drugiego nakręcono videoclip. Współpraca MindsOne i DJ-a Irona przyniosła okazałe efekty. Lipcowa produkcja trzyma wysoki poziom i spełnia oczekiwania większości odbiorców undergroundu.

    Aktualizacja: W sieci pojawiła się instrumentalna wersja „Phaseology”. Wydawnictwo dostępne do odsłuchu i pobrania za pośrednictwem Bandcampa.

    Tracklista

    1. Phase In
    2. A Day In The Life
    3. Follow The Light
    4. Nightfall (Interlude)
    5. Horizons feat. John Robinson
    6. What’s Next?!?
    7. Mythos
    8. Gravity (Interlude)
    9. Underdogs
    10. Hindsight
    11. Phase Out
    12. Horizons (Remix) feat. John Robinson
    13. Follow The Light (instrumental)
    14. What’s Next?!? (Instrumental)
  • K-Def przedstawia dwa nowe projekty

    K-Def przedstawia dwa nowe projekty

    4–6 minut

    Odniesienia do geografii USA pojawiają się dosyć często w dysputach o hip hopie. Przy niemal każdej dyskusji dotyczącej rapu napływającego z poszczególnych regionów Stanów Zjednoczonych dominują artyści wywodzący się z Nowego Jorku, Kalifornii (względnie Los Angeles) i Południa. Pozostałe części Ameryki są spychane na dalszy plan, zaś wybrani artyści przynależący do mniejszych ośrodków bywają niedoceniani. W tym miejscu wypada wspomnieć o New Jersey, przedstawianym na ogół w formie ubogiego krewnego NYC. Owszem, trzeba przyznać, że wiele w tym prawdy, aczkolwiek Newark i okolice wychowały wielu utalentowanych twórców, którzy na stałe zapisali się na kartach rapu. Jednym z nich jest bez dwóch zdań K-Def. Doświadczony producent nie pozwala o sobie zapomnieć, wydając na początku roku dwa projekty – „The Unpredictable Gemini” oraz „The Way It Was”.

    Producenci rozpoczynający swoją działalność jeszcze w latach 90.tych powoli odchodzą w zapomnienie. We współczesnym świecie niewielu starszych beatmakerów pozostaje aktywna i nagrywa muzykę na poziomie. W tym stale zawężającym się kręgu umieścimy wiecznie zapracowanego K-Defa. Artysta wywodzący się ze Wschodniego Wybrzeża USA należy przy tym do „zaszczytnego” grona wiecznie niedocenianych i niespełnionych twórców. Życie muzyczne bywa nader przewrotne, o czym przekonał się na własnej skórze Kevin Hansford.

    W czasach Złotej Ery rapu współpracował on ze znanymi wykonawcami. LL Cool J, Lords Of The Underground, Ghostface Killah, Positive K, Monie Love, Intelligent Hoodlum, Da Youngstas i Mic Geronimo otwierają długą listę współpracowników tego twórcy w latach 90.tych. Ponadto pod koniec ub. stulecia K-Def i Larry-O założyli formację Real Live, która pozostawiła po sobie przede wszystkim longplay „The Turnaround: The Long Awaited Drama” i sporo dwunastek. Pomimo licznych zasług i ogólnego szacunku, jakim cieszył się amerykański beatmaker w środowisku rapowym, to nie przebił się on bardziej zdecydowanie na scenie.

    Przez następne lata nadal artysta nagrywał muzykę, lecz musiało minąć wiele lat zanim ponownie szerzej zaczęto mówić o jego aktywności muzycznej. Stało się to możliwe dzięki kooperacji z Redefinition Records. Wytwórnia płytowa kierowana przez Damu The Fudgemunka i Johna Notafrancesco umożliwiła K-Defowi pełną swobodę muzyczną i nawiązała z nim świetny kontakt, co przerodziło się w serię ciepło przyjętych projektów. Od 2011 roku doświadczony twórca opublikował ponad 10 różnych materiałów. W tym miejscu wypada wspomnieć o „Night Shift”, „One Man Band”, „The Exhibit”,‎ „Looking For The Perfect Break Volume 1-2” i wspólnej płycie z Raw Poetikiem, „Cool Convos In Quantum Speech”. Do tego dochodzą pomniejsze wydawnictwa opublikowane nakładem Slice-Of-Spice Records (m.in. „Year Of The Hip Hop” z LL Cool J-em, nagrane z DaCapo „Genius” i „The Article EP”), a także longplay zrealizowany z The 45 Kingiem, „Back To The Beat, Volume 2”. K-Def nie zamierza poprzestać na tym, o czym świadczą dwie styczniowe produkcje. „The Unpredictable Gemini” oraz „The Way It Was” stanowią kolejny dowód na klasę muzyczną prezentowaną przez tego wykonawcę.

    Redefinition Records zapowiedziało nowe wydawnictwa beatmakera jesienią zeszłego roku. Informacje o tych płytach pojawiły się niemal wraz z premierą ww. „Back To The Beat, Volume 2”. REDEF zdecydowało się na rzadko spotykane zagranie, ustanawiając datę premiery obu materiałów w tym samym dniu. Na pierwszy rzut oka wydaje się to lekką przesadą, aczkolwiek po zapoznaniu się z charakterem obu wydawnictw łatwo dostrzec sens w owym podwójnym uderzeniu. Mniejszy projekt, „The Way It Was”, opiera się o liczne produkcje, jakie w trakcie lat wyszły spod ręki Kevina Hansforda. Przez ponad dwie dekady uzbierał on obszerne archiwum swoich nagrań, jak również beatów, które pierwotnie były przygotowywane pod konkretnych raperów i ich płyty (patrz: „KRIS Beat ’93”). Słuchając utworów wyprodukowanych przez K-Defa prędko można dojść do wniosku, że jego instrumentale osobno również brzmią treściwie. „The Way It Was” dobitnie o tym przekonuje, przywodząc starsze nagrania Lords Of The Underground, Real Live, Mica Geronimo czy De’1, urozmaiconych o świeższe ścieżki („The Boys” Blu).

    Pierwsza z tegorocznych płyt artysty może być postrzegana w formie przystawki bądź dodatku przeznaczonego dla wielbicieli instrumentali i rzadkich utworów K-Defa. Z kolei „The Unpredictable Gemini” śmiało można potraktować w ramach kolejnego pełnokrwistego materiału tego twórcy. Instrumentalny longplay zawiera w pełni nowe nagrania wybrane spośród ponad 100 ścieżek zarejestrowanych przez przedstawiciela REDEF na przestrzeni ostatnich 3 lat. Konstrukcja wydawnictwa przypomina o „One Man Band” i „The Exhibit”, będąc następną podróżą do świata ogromnego pasjonata korzennej hip hopowej produkcji. Nienaganny sampling połączony ze sprawnie dobranymi bębnami i pozostałymi składowymi poszczególnych utworów wystawia wysokie noty gospodarzowi albumu. „A Threat To Society”, „A Message From Biz”, „My Funky Soul Experience”, „Driving Around With Da Funk”, „Untouchable Funk Lesson” i „Reminiscent Of The Golden Era” świadczą o dużej obecności funku na tej płycie, co jak najbardziej jest zaletą całego LP. Warto zaznaczyć, że na „The Unpredictable Gemini” umieszczono jedno wokalne nagranie z udziałem AG i… Damu The Fudgemunka. Również dzięki temu niepozornemu akcentowi niniejszy materiał nabrał dodatkowego kolorytu.

    Projekty opublikowano zarówno na Bandcampie, jak i Spotify, Deezerze i pozostałych witrynach pokrewnych. „The Unpredictable Gemini” i „The Way It Was” trafiły do sprzedaży w postaci cyfrowej i fizycznej (płyty winylowe i kompaktowe, a także kasety). Redefinition Records skupiło się na promocji obu wydawnictw, publikując kilka singli pochodzących z płyt – „Reminiscent Of The Golden Era”, „Gotta Get Away”, „A Threat To Society”, „Uneke” czy „Strawberry Lemonade”. Kolejny raz K-Def pokazał klasę, co nie umknęło uwadze sympatyków jego twórczości. Z drugiej strony, nieważne jaką wartość będzie przedstawiała jego muzyka, to i tak w oczach sceptyków nigdy nie będzie stawiany w jednym rzędzie z popularniejszymi producentami.

    W czerwcu br. ukazała się kolejna płyta z udziałem K-Defa. Beatmaker z New Jersey wyprodukował album K.A.A.N.-a, „Uncommon Knowledge”. Więcej o tej płycie za 2 tygodnie na łamach naszego serwisu. Na deser zamieszczam występ producenta w serii Mass Appeal, „Rhythm Roulette”.

    Tracklista

    1. K To The Def (Introduction)
    2. A Threat To Society
    3. Creeping Out
    4. A Message From Biz
    5. Almost There
    6. Lean Wit’ Me
    7. My Funky Soul Experience
    8. Driving Around With Da Funk
    9. Syncopated Funk
    10. Sounds Like … But It’s Not
    11. The Day Before The Storm
    12. Shakin’ Off The Haters
    13. Getting Into The Funk
    14. On Something (Skit)
    15. Untouchable Funk Lesson
    16. A Testament To The Craft (Interlude)
    17. Trouble In The Garden State
    18. A Message From Jim & Larry O
    19. Speakers Were Up Loud
    20. Reminiscent Of The Golden Era
    21. Gotta Get Away feat. Damu The Fudgemunk & AG
    22. Outro
  • Solowy album Elucida – Save Yourself

    Solowy album Elucida – Save Yourself

    3–5 minut

    W jakiej kondycji znajduje się współczesna niezależna scena hip hopowa? Wydaje się, że to nie jest skomplikowane zagadnienie, a jednak odpowiedź na postawione pytanie wcale nie pozostaje jednoznaczna. Jeżeli wgłębimy się w ten temat, to szybko wyciągniemy na wierzch szereg niełatwych do szybkiego wytłumaczenia kwestii. Jak spojrzymy na underground z perspektywy jakości wypływającej stamtąd muzyki, to ocena tych kręgów będzie jak najbardziej pozytywna. Wystarczy tylko wspomnieć sobie liczne wartościowe materiały publikowane przez artystów z niszy indie w zeszłym roku. Z drugiej strony, jeżeli zajmiemy się rozpoznawalnością poszczególnych twórców, to nie będzie już tak różowo. Wielu wykonawców dociera tylko do określonych odbiorców, często ze względu na specyfikę swoich nagrań. W tym gronie umieścimy Elucida. Amerykanin wydał w pierwszej połowie roku nową produkcję, „Save Yourself”.

    Nowojorski underground przywodzi na myśl multum osobliwych postaci pokroju bohatera niniejszego artykułu. Specyficzni i nietypowi raperzy oraz producenci zawsze przyciągali uwagę, na ogół przedostając się do określonej niszy odbiorców. Identycznie wygląda to w przypadku Elucida. Od 3-4 lat zamieszkały na Brooklynie artysta sukcesywnie wydaje kolejne projekty. Za każdym razem dowodzi on tego iż należy do szczupłego ruchu nowojorskich twórców stawiających na oryginalne i rzadko spotykane formy hip hopowe.

    Chropowate i alternatywne brzmienie towarzyszy Elucidowi od początku aktywności w branży. Przez wszystkie lata Emcee i beatmaker w jednym współpracował z szeregiem wykonawców. Open Mike Eagle, Tanya Morgan, J*Davey, Beans (Antipop Consurtium), milo, Busdriver, Small Professor, Rob Sonic, billy woods i A.M. Breakups znajdują się na liście muzycznych kompanów nowojorczyka. Z ostatnimi dwoma założył on dwie formacje – odpowiednio Armand Hammer i Cult Favorite. Wraz z billym woodsem wypuścił głośną debiutancką płytę „Race Music” oraz EP-kę „Furtive Movements”, która nie spotkała się z takim uwielbieniem ze strony odbiorców, jak swój poprzednik. Natomiast wraz z A.M. Breakupsem wypuścił on dobrze brzmiącą płytę „For Madmen Only”. Konto Elucida wzbogaciło się o solowe produkcje – „Police & Thieves”, „Bird Eat Snake (The Love Offering)” czy tegoroczne „Osage”. Wszystkie materiały wprowadzały do „Save Yourself”. Dopiero kwietniowy projekt uznaje się za pełnoprawny solowy debiut artysty.

    Przy okazji tego projektu undergroundowy artysta ponownie zwrócił się w kierunku Backwoodz Studioz. Właśnie z tym labelem Elucid współpracuje bliżej od czasów założenia Armand Hammer i tak naprawdę nie ma lepszego domu dla jego twórczości. Przed rozpoczęciem procesu nagrywania premierowej solowej płyty, nowojorczyk dokładnie przygotował główne wytyczne, jakimi będzie kierował się przy tworzeniu utworów. Przede wszystkim z „Save Yourself” artysta uczynił najistotniejsze wydawnictwo w swojej dotychczasowej działalności w rapie.

    Projekt powstały na przestrzeni lat 2014-15 obejmuje podróż wgłąb psychiki wykonawcy, któremu z trudem przychodzi zrozumienie kształtu współczesnych Stanów Zjednoczonych. W osiągnięciu pełnego efektu przedstawiciel Backwoodz Studioz niemal w całości osobiście stworzył warstwę muzyczną na ten album, posiłkując się jedynie w kilku utworach podkładami Messiah Musika, Bkgd Audio, Willie’ego Greena, A.M. Breakupsa i Small Professora. Również gościnne udziały na płycie ograniczono do minimum; na materiale pojawili się wyłącznie osoby znające specyfikę nagrań Elucida (billy woods i Psychic Twin). Dzięki temu Elucid skompletował longplay obfitujący w jego autorskie pomysły. „Save Yourself” opowiada o niełatwej drodze do wyzwolenia, krępowanej przez zwykłą codzienność i dziesiątki trudnych do wyjaśnienia spraw społeczno-politycznych. Wyróżniający się pośród innych raperów flow i styl gospodarza albumu potrafi wwiercić się i pozostać na dłużej w zmysłach odbiorców. Wyraźnie świadczą o tym utwory pokroju „Obama Incense”, „Blame The Devil”, „Can’t Keep It To Myself” i „Wake Up Dead Man”. Po zmierzeniu się z tym mrocznym wydawnictwem otwarci odbiorcy z pewnością na pewne niuanse życia spojrzą zupełnie inaczej.

    Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i serwisów pokrewnych. „Save Yourself” oprócz wersji cyfrowej doczekało się także wydania fizycznego. Płyty kompaktowe i winylowe do nabycia w sklepie Backwoodz Studioz oraz dobrze znanych sklepach muzycznych (Underground Hip Hop, Access Hip Hop, HHV.DE, Vinyl Digital, itp.). Oprócz „Osage” materiał promują single „Son Still Shine”, „Obama Incense”, „NY Blanks”, a także utwór, który ostatecznie nie trafił na tracklistę longplaya – „Throwing Bones”. W sieci znajdziecie również łączony teledysk powstały do pierwszych dwóch nagrań. Po tej produkcji Elucida wszyscy sympatycy jego twórczości powinni być usatysfakcjonowani. Pytanie tylko, czy kwietniowym albumem nowojorczyk dotrze do szerszego grona odbiorców na co bezwzględnie zasługuje.

    Tracklista

    1. A 1000 Faces feat. Psychic Twin (prod. Elucid)
    2. Obama Incense (prod. Messiah Musik & Elucid)
    3. Burnt Sugar feat. Psychic Twin (prod. Elucid)
    4. Cold Again (prod. Elucid)
    5. Blame The Devil (prod. Bkgd Audio)
    6. Bleachwater feat. billy woods (prod. Elucid)
    7. If You Say So (prod. Elucid)
    8. Can’t Keep It To Myself (prod. Elucid)
    9. NY Blanks feat. Psychic Twin (prod. Willie Green)
    10. Jealous God (prod. Elucid)
    11. No Such Thing (prod. Elucid)
    12. MBTTS (prod. A.M. Breakups)
    13. No Grand Agenda (prod. Small Professor)
    14. Lest They Forget feat. billy woods (prod. Elucid)
    15. Son Still Shine (prod. Elucid)
    16. Wake Up Dead Man (prod. Elucid)
    17. Skinny Luther (prod. Elucid)
  • Open Mike Eagle i Paul White zapraszają na Hella Personal Film Festival

    Open Mike Eagle i Paul White zapraszają na Hella Personal Film Festival

    4–6 minut

    Niesztampowi i oryginalni twórcy hip hopowi zawsze są w cenie. Nie chodzi tutaj tylko o osoby wyznaczające trendy na ogólnoświatowej scenie hip hopowej, co również o postaci idące pod prąd, żyjące we własnym świecie i posiadające świeże spojrzenie na różne kwestie muzyczne. Współczesne środowisko po części wymaga wręcz od artystów nowatorskich pomysłów i wprowadzania zupełnie nowych rozwiązań w życie. Niejednokrotnie media i słuchacze stawiają wyżej wykonawców wyznaczających nowe trendy (jeżeli nawet ich muzyka nie jest w pełni ukształtowana jeszcze) ponad hermetycznych twórców, którzy nie wychodzą poza określone ramy. Lista progresywnych dzisiejszych artystów ciągnie się od Run The Jewels, przez Homeboya Sandmana i Pyramida Vritrę, aż po milo i Open Mike’a Eagle. Ostatni z nich wydał w tym roku wraz z Paulem White’em wspólny projekt „Hella Personal Film Festival”.

    Wielowymiarowi artyści hip hopowi, ocierający się niekiedy o geniusz i szaleństwo w jednym, potrafią skutecznie skupić na sobie uwagę opinii publicznej. Od 3-4 lat systematycznie rośnie zainteresowanie działalnością Open Mike’a Eagle. Specyficzny raper wywodzący się z Chicago dorobił się w wybranych kręgach nad wyraz silnej pozycji, będąc w czołówce najbardziej szanowanych alternatywnych twórców. Wszystko to udało mu się bez sięgania po żadne półśrodki i nadmierną ekspozycję w mediach czy na portalach społecznościowych. Powstaje więc pytanie – w czym tkwi muzyczna znakomitość Amerykanina?

    Odpowiedzi należy szukać przede wszystkim w oryginalnym i łatwym do zapamiętania stylu wykonawcy. Open Mike Eagle operuje flow przywodzącym na myśl artystów z kręgu spoken-wordu, które w połączeniu z jego wyrazistym głosem, stanowią udaną mieszankę. Do tego należy dołożyć daleki od rutyny brzmienie nagrań artysty, a także tematykę poruszaną przez niego na płytach. Przez blisko dekadę wypuścił on kilka równych i więcej niż poprawnie zrealizowanych materiałów. Twórca związany z legendarnym kolektywem Project Blowed i grupami Swim Team Collective i Thirsty Fish współpracował przy tym z uznanymi oficynami wydawniczymi. „Unapologetic Art Rap” ukazało się nakładem Mush, „Rappers Will Die Of Natural Causes” trafiło do obiegu dzięki Hellfyre Clubu, „4NML HSPTL” ujrzało światło dzienne pod skrzydłami Fake Four Inc., zaś „Dark Comedy”, „A Special Episode Of”, „Time & Materials” (przedsięwzięcie zrealizowane z Serengetim pod nazwą Cavanuagh) zostało opatrzone logiem Mello Music Group. Open Mike Eagle często i gęsto współpracuje z innymi twórcami, co pozytywnie wpłynęło na odbiór jego muzyki w środowisku rapowym. Wśród nich znalazł się Paul White.

    Brytyjski producent należy do całkiem licznego spektrum artystów, którzy są znacznie popularniejsi poza granicami swojego kraju. W wypadku tego beatmakera powyższa sytuacja ciągnie się niemal od początku jego kariery muzycznej. Jeszcze pierwsze materiały Paula White’a„The Strange Dreams Of Paul White”, „Sounds From The Skylight” oraz „Paul White & The Purple Brain” – całkiem dobrze radziły sobie w kraju ojczystym tego wykonawcy. Jednak od czasu „Rapping With Paul White” (płyta producencka z udziałem głównie amerykańskich raperów) większe zainteresowanie jego działalnością napływało spoza Wielkiej Brytanii. W poprzednich latach opublikował on serię udanie przyjętych wydawnictw – m.in. „Shaker Notes”, „Watch The Ants” i „Visits The Seagull Mansion EP”. W trakcie ubiegłorocznych wakacji sporo mediów rozpisywało się o jego wspólnym albumie z Erikiem Biddinesem, „Golden Rules”. Paul White stale wyznacza sobie kolejne cele muzyczne. W związku z tym, nie powinno być żadnym zaskoczeniem wydanie przez niego płyty z Open Mike’em Eagle. „Hella Personal Film Festival” może być traktowane w postaci wzorcowej alternatywnej płyty stworzonej przez rapera i producenta.

    Informacje o projekcie pojawiły się 4 lutego. Wraz z podaniem do wiadomości newsów o materiale, Mello Music Group od razu wypuściło główny utwór promujący LP – „Check To Check”. Singiel wypadł obiecująco i zapowiadał wydawnictwo odbiegające od typowego projektu nagranego przez duet rapera i producenta. W końcu nieraz wychodzi tak, że beatmaker po prostu demonstruje wybrane beaty Emceemu i dopiero później wspólnie dochodzi do opracowanie konceptu płyty i złożenia wszystkiego w całość. Open Mike Eagle i Paul White wybrali zupełnie inną drogę tworząc „Hella Personal Film Festival”. Obaj twórcy postanowili rozszerzyć wybitne „Dark Comedy”, zawierające mnóstwo czarnego humoru, o kolejne historie. W taki oto sposób stworzono 45-minutowy storytelling, przenoszącym elementy stand-upu na płytę hip hopową. Pomimo tego iż album posiada komediowe momenty i wstawki, to dominuje tutaj pełen goryczy ton bijący w model funkcjonowania współczesnego świata. Począwszy od „Admitting the Endorphin Addiction”, przez „Leave People Alone”, aż skończywszy na „Drunk Dreaming” i „Reprieve”, Open Mike Eagle płynnie opowiada na „Hella Personal Film Festival” o wszelkich niuansach dnia codziennego. Wszystkiemu towarzyszy zgrabnie stworzone podkłady Paula White’a. O jego kunszcie najlepiej świadczy fakt, że w wybranych miejscach rozszerzył on utwory o tzw. żywe instrumenty, powodując dzięki temu jeszcze lepszy odbiór materiału. W końcu przy nagrywaniu osobistych produkcji, zgłębiających ludzkie dusze, autorzy powinni zawieszać sobie jak najwyżej poprzeczkę. Wyłącznie tak można osiągnąć wtedy najlepszy i najmocniejszy efekt, pozostający na dłużej w pamięci odbiorców.

    Album trafił na Bandcampa, Spotify, Deezera i witryny pokrewne. „Hella Personal Film Festival” dostępne w sprzedaży za pośrednictwem serwisów sprzedających muzykę w wersji elektronicznej oraz sklepów posiadających w ofercie wydawnictwa fizyczne (płyty kompaktowe i winylowe). Materiał promują następujące single – „Admitting The Endorphin Addiction”, „Check To Check”i „I Went Outside Today”. Do pierwszego z tych nagrań nakręcono również videoclip. Open Mike Eagle i Paul White właściwie wzajemnie uzupełnili się na „HPFF”, tworząc pełnokrwistą alternatywną ścieżkę dźwiękową do nietypowego kina, któremu daleko do obecnie panujących standardów Hollywood.

    1. Admitting the Endorphin Addiction
    2. I Went Outside Today feat. Aesop Rock
    3. Dang Is Invincible
    4. Check To Check
    5. The Curse of Hypervigilance (In Politics, Romance & Cohabitation)
    6. Insecurity
    7. Smiling (Quirky Race Doc)
    8. Leave People Alone
    9. A Short About A Guy That Dies Everynight
    10. Protectors of the Heat feat. Hemlock Ernst
    11. Insecurity Pt. II (The Moor The Merry Her)
    12. Dive Bar Support Group
    13. Drunk Dreaming
    14. Reprieve
  • Fish-n-Grits kolejnym projektem J-Zone’a

    Fish-n-Grits kolejnym projektem J-Zone’a

    4–7 minut

    W pierwszej edycji popularnego programu NBA TV, „Open Court”, legendarny Charles Barkley stwierdził, że w trakcie swojej bogatej kariery grał z psychopatami, przestępcami i innymi osobliwymi koszykarzami. Powyższą różnorodność bezproblemowo przełożymy na pozostałe dziedziny życia, w tym na branżę hip hopową. Jeżeli dokonamy nawet pobieżnego przeglądu twórców hip hopowych, to od razu dostrzeżemy ogromne bogactwo ekscentrycznych osobistości. Część niezwykle barwnych postaci zapisała się na stałe na kartach rapu. Ol’ Dirty Bastard, R.A. The Rugged Man, DMX, Tech N9ne, Brotha Lynch Hung uzupełnieni przez Danny’ego Browna czy Sticky’ego Fingaza otwierają te zestawienie (postaci z Memphis nadają się na odrębną, barwną i dłuuugą opowieść). W nieco innych kategoriach należy rozpatrywać niemniej ekscentrycznego i interesującego twórcę z nowojorskiego Brooklynu, J-Zone’a. Przed 5 miesiącami ukazała się jego nowa płyta, „Fish-n-Grits”.

    Jeżeli chodzi o osoby ze środowiska rapowego z ogromnym dystansem do swojej pracy, obdarzone osobliwym poczuciem humoru i udzielające się w różny sposób na scenie, to trudno o bardziej niesztampową postać niż J-Zone. Pochodzący z nowojorskiego Queens twórca może służyć za wzór skromności i osoby usilnie dążącej do ciągłego samodoskonalenia, nawet pomimo posiadania rozległej wiedzy muzycznej. Idealny przykład oryginalnej jednostki z kręgu tzw. blue collar rap o nader zajmującej biografii.

    Jay Mumford poznał biznes hip hopowy od wielu stron. W początkowym okresie pracował on w nowojorskim studiu nagraniowym Vee-Dubbsa (dawny DJ związany ze Slick Rickiem). W międzyczasie rozpoczął działalność w roli beatmakera i rapera, co ostatecznie doprowadziło do powstania jego pierwszych solowych nagrań zebranych na debiutanckim albumie „Music For Tu Madre”. Specyficzne nastawienie do tworzenia muzyki ukierunkowało jego na następną dekadę działalności w rapie. J-Zone nigdy nie ukrywał, że egzystuje w głębokim undergroundzie i w zasadzie nic nie zarabia na swoich produkcjach. Wszystko traktował on z dużą dozą humoru, o czym świadczą choćby groteskowe tytuły jego wydawnictw, czy też stworzenie alter ego w postaci Chiefa Chinchilli. „Pimps Don’t Pay Taxes”, „$ick Of Bein’ Rich”, „A Job Ain’t Nuthin But Work”, „To Love A Hooker: The Motion Picture Soundtrack” i „Every Hog Has Its Day” (wspólna płyta z Celph Titledem) ewidentnie wskazują na śmiałą pomysłowość i ogromne pokłady pomysłów J-Zone’a. Tak na marginesie, to wszystkie materiały ukazały się w labelu założonym przez nowojorczyka o zapadającej w pamięć nazwie Old Maid Entertainment.

    Nowojorczyk stale przewijał się on w undergroundzie, utrzymując bliskie kontakty z uznanymi sklepami płytowymi czy dziennikarzami muzycznymi. Kultura hip hopowa na tyle zaabsorbowała bohatera niniejszego wpisu, że poszedł on znacznie dalej niż większość swoich kompanów po fachu, pisząc artykuły i felietony na potrzeby choćby Ego Trip. Po rezygnacji z dalszego nagrywania muzyki w 2009 roku J-Zone mógł z większym spokojem ugryźć scenę rapową. Decyzja o zawieszeniu działalności była podyktowana nikłym odzewem ze strony odbiorców i wytwórni płytowych, pomimo niepodważalnej wartości artystycznej jego projektów. W 2011 roku Jay Mumford zaskoczył szereg osób, publikując książkę o zawiłym tytule „Root for the Villain: Rap, Bullshit and a Celebration of Failure”. Wydawnictwo książkowe zdobyło uznanie w oczach szanowanych przedstawicieli mediów i artystów.

    Po 4 latach spędzonych poza studiem nagraniowym, zdecydował się on na powrót do swoich korzeni. Od 2013 roku amerykański twórca wypuścił pełno materiałów. Wypada tutaj wyróżnić „Peter Pan Syndrome”, serię 7-calowych singli winylowych czy projekty ukazujące jego talent jako perkusista – „Lunch Breaks” i „Backyard Breaks”. Na rynku pojawiła się też płyta zawierająca niepublikowane archiwalne nagrania J-Zone’a, „The 1993 Demos EP”. W pierwszej połowie ub.r. dołożył on potężny zbiór instrumentali – „J​-​Zone Instrumental Box Set: The Headband Years (1999​-​2006)”. Jay nadal pracuje na wysokich obrotach, co tylko potwierdza jego tegoroczny album „Fish-n-Grits” – koronny dowód na niczym nieograniczoną pomysłowość tego twórcy.

    Premierę longplaya wyznaczona na ostatni dzień marca. Pomimo tego iż artysta z Queens nadal zajmuje się praktycznie w pojedynkę nagrywaniem i wydawaniem płyt, to można odnotować pewną zmianę na jego korzyść w porównaniu z dawnymi czasami w branży hip hopowej. Po długim okresie posuchy słuchacze i przedstawiciele mediów wreszcie bardziej docenili kreatywność i otwarty umysł J-Zone’a. W pierwszym tygodniu po premierze „Fish-n-Grits” na łamach Bandcampa ukazała się obszerna publikacja na ten temat, co podkreśla zmiany in plus odnoszące się do działalności nowojorczyka. W porównaniu do dotychczasowych materiałów specyficzny twórca przygotował mieszankę nagrań znanych z wyprzedanych już siódemek oraz całkowicie świeżych ścieżek. Warstwa muzyczna na longplayu wyszła w pełni spod ręki J-Zone’a, co zresztą nie jest żadnym novum (odpowiednia metoda na kompletną i niczym nieograniczoną swobodę artystyczną). Oryginalnie brzmiące podkłady właściwie zazębiają się z charakterystycznym flow artysty. Oczywiście nowojorczyk nic nie stracił ze swojego stylu. W dalszym ciągu serwuje on zabawne i na pozór proste tematy, które jednak zawierają drugie dno i posiadają wiele piękna. Przy tworzeniu „Fish-n-Grits” wzięli udział starzy znajomi JayaAl-Shid i Swagmaster Bacon – uzupełnieni przez ciągle niedocenianego Has-Lo. Pamiętając o ograniczeniach i odpowiednich założeniach (o wszystkim opowiada on w mini-dokumencie na YouTube), J-Zone zrealizował pełnowartościowy projekt. W dodatku okazuje się, że istnieje zapotrzebowanie na tego rodzaju muzykę w dzisiejszym świecie, co na pewno podbudowuje tego skromnego artystę.

    „Fish-n-Grits” pojawiło się na Bandcampie, Soundcloudzie, Spotify, Deezerze i serwisach pokrewnych. J-Zone opublikował materiał w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty kompaktowe, winyle i kasety). Woski ukazały się nakładem Redefinition Records. Wszystkie ww. single winylowe stanowią integralną część kampanii promocyjnej albumu. Spośród wypuszczonych trzech siódemek w tej chwili można nabyć jedynie ostatnią („Funky” b/w „Go Back To Sellin’ Weed”). Ponadto wydanie „Fish-n-Grits” na Bandcampie zawiera bonusowe wersje instrumentalne 5 utworów pochodzących z płyty. W ramach promocji płyty artysta opublikował blisko 8-minutowy film, w którym opowiada on o tym materiale. J-Zone złożył piękny hołd swojej babci, co również nie umknęło uwadze mediów i słuchaczy na świecie.

    Aktualizacja: Bez wcześniejszych uprzedzeń, amerykański twórca usunął zdecydowaną większość swojej muzyki z sieci. Trudno powiedzieć co do tego doprowadziło. W tym momencie praktycznie wszystkie jego nagania, w tym „Fish-n-Grits” są dostępne wyłącznie w formacie fizycznym lub na YouTube.

    Tracklista

    1. Shut Up, Make Music (Swagboi vs. Purist)
    2. Time For A Crime Wave
    3. Stick Up
    4. I’m Sick Of Rap
    5. Rap Is A Circus… And We Hope The Elephants Trample Everybody
    6. Seoul Power
    7. Caddy Coupe feat. Has-Lo
    8. Clubba Lang feat. Al-Shid
    9. Cigarettes
    10. Dreamcrusher feat. Al-Shid
    11. Funky
    12. Go Back To Sellin’ Weed
    13. I Smell Smoke
    14. Mad Rap (2.0)
    15. Robbin’ Brooklyn Hipster Chicks feat. Swagmaster Bacon
    16. Shut Up, Make Music (Instrumental)*
    17. Caddy Coupe (Instrumental)*
    18. Clubba Lang (Instrumental)*
    19. Dreamcrusher (Instrumental)*
    20. Robbin’ Brooklyn Hipster Chicks (Instrumental)*

    *wcześniej niepublikowane utwory dostępne tylko w wersji elektronicznej na Bandcampie

  • Consequences nowym wydawnictwem Brous One’a

    Consequences nowym wydawnictwem Brous One’a

    3–5 minut

    Przy okazji wcześniejszych artykułów niejednokrotnie podkreślałem siłę i rolę niemieckiej sceny hip hopowej. Nawet po odrzuceniu na bok tamtejszych raperów mamy do czynienia z niezwykle wyrównanym i przyciągającym uwagę środowiskiem. Zainteresowanie mediów i słuchaczy z innych krajów skupia się głównie na plejadzie niemieckich producentów, a także na kilku dobrze prosperujących wytwórniach płytowych z tego kraju. Beatmakerzy i wydawcy żyją tam w symbiozie, nieustannie współpracując ze sobą i sukcesywnie podnosząc sobie poprzeczkę. W ostatnich latach pełno naszych zachodnich sąsiadów zaznaczyło swoją obecność na międzynarodowej scenie producenckiej. W podobnym tonie należy wypowiadać się o tamtejszych labelach. Niemcy potrafią również wchłonąć i odpowiednio przyjąć twórców z pozostałych państw, o czym świadczy przykład Brous One’a. Chilijski artysta zamieszkały w Niemczech wydał niedawno „Consequences”, będący jego najważniejszym projektem jak dotychczas.

    Wydaje się to nieprawdopodobne, ale nawet z położonego na peryferiach świata muzycznego Chile można wybić się i osiągnąć sukces na międzynarodowej scenie hip hopowej. Jak pokazuje Brous One, w myśl starej maksymy – dla chcącego, nic trudnego – przy stałej i ciężkiej pracy oraz dzięki szczęściu można wiele zrealizować. Wychowanek Santiago de Chile startował z kompletnie zerowego poziomu, będąc zdany tylko na siebie. Przy ograniczonych możliwościach na początku swojej działalności (głównie dotyczących sfery promocyjnej) utalentowanemu producentowi udało się osiągnąć znacznie więcej niż niejednemu artyście zamieszkałemu w bardziej rozwiniętych krajach pod względem muzycznym.

    W przypadku sympatycznie wyglądającego beatmakera trampoliną do zdobycia laurów było podjęcie współpracy z przedstawicielami niemieckiego środowiska hip hopowego. Już na debiutanckiej płycie Brous One’a, „Un Momento en el Tiempo”, znalazło się miejsce dla kilku twórców z tego europejskiego państwa (Retrogott, Fleur Earth). W krótkim czasie zdobył on nie tylko pierwszych fanów w Niemczech, ale także jego muzyka zaabsorbowała słuchaczy z innych państw.

    Od początku swojej aktywności na polu muzycznym beatmaker utrzymuje również bliskie stosunki z kilkoma latynoskimi raperami. Wraz z jednym z nich, Matiah Chinaskim, nagrał płytę „Elba Surita”. Ze względu na barierę językową powyższy materiał dotarł jedynie do niszy odbiorców. Inaczej sprawy wyglądały z instrumentalnymi „Cinta de Ritmos Vol. 1-2”. Dwie części tego cyklu przyjęły się na tyle na Starym Kontynencie (istotną rolę w promocji nagrań Brous One’a odegrały winylowe wersji jego projektów publikowane przez Vinyl Digital), że beatmaker postanowił przenieść się na stałe do Europy. Po rozwinięciu współpracy z niemieckimi wykonawcami i kolejnych płytach („Mote Con Huesillos” z Retrogottem i solowym „Beats, Beer & BBQ”) jego kariera nabrała rozpędu. W ub.r. opublikował on następne wydawnictwa – „Material Suelto” i „EXPEDITion Vol. 10: Straight From The Basement” – potwierdzając nie tylko swoją klas, lecz także spore możliwości nadal w nim tkwiące. Wydane półtorej miesiąca temu „Consequences” śmiało można określić mianem najlepiej dopracowanej produkcji Brous One’a.

    Projekt trafił do obiegu w połowie lipca. Chilijczyk opublikował tegoroczny projekt dzięki międzynarodowej współpracy z dwiema znanymi oficynami wydawniczymi – Vinyl Digital i Redefinition Records. Pierwszy label partneruje producentowi od 4 lat, natomiast drugi od dawna znajdował się w kręgu zainteresowań tego artsty. Po nawiązaniu bliższego kontaktu z REDEF Brous One opracował interesujący koncept albumu. Do współpracy nad „Consequences” zaprosił on swoich bliskich znajomych (Retrogott, Matiah Chinaski, Niko Soprano). Wykonawców z jego najbliższego otoczenia uzupełniły osoby (bez)pośrednio związane z amerykańską wytwórnią płytową (Damu The Fudgemunk, Blu, N. Hardem, Raw Poetic, Flex Mathews, El Da Sensei, Kaimbr). Przy walnym udziale Damu (współuczestniczył w powstaniu połowy utworów na LP) powstała produkcja łącząca w sobie elementy płyty producenckiej i instrumentalnego longplaya. Brous One sprawnie porusza się pomiędzy tymi przeciwstawnymi materiami, trzymając poziom od „No Coincidence” aż po „Like Expected”. Producent porządnie radził sobie wcześniej z samplingiem, a na lipcowym albumie widać jeszcze lepszą ręką do wyboru brzmień soulowych, w czym na pewno zasługa kooperacji z Damu The Fudgemunkiem. Gospodarz produkcji udowodnił przy tym, że potrafi nagrywać muzykę przy udziale raperów i konsekwentnie dąży do przedstawienia swojego warsztatu od różnych stron. W ten sposób poszedł on o krok dalej od mnóstwa swoich kompanów po fachu, niekiedy zupełnie niepotrzebnie kurczowo trzymających się nagrywania wyłącznie instrumentali. Niewątpliwie należy to do największych zalet materiału, który zarazem jest jednym z najciekawszych letnich projektów tego roku.

    Wydawnictwo udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, YouTube, Spotify, Deezerze i serwisach pokrewnych. Album ukazał się w wersji elektronicznej i fizycznej. „Consequences” do nabycia na płytach winylowych i kasetach. Dodatkowo pojawiła się w sprzedaży koszulek dołączonych do wydawnictwa. Lipcowy materiał promuje singiel „Like Expected”, a także promomix projektu przygotowany przez Retrogotta. Do utworu zamykającego LP oraz zapowiedzi pełnej produkcji, dołączono również videoclipy. Brous One nie tylko nagrał najważniejszą płytę w swojej dotychczasowej działalności, a przy tym spełnił marzenia, ściśle współpracując z Damu The Fudgemunkiem i Redefinition Records.

    Tracklista

    1. No Coincidence feat. Niko Soprano
    2. The Source feat. El Da Sensei & Damu The Fudgemunk
    3. Somethin feat. Kaimbr & Damu The Fudgemunk
    4. Everyday All Day feat. Plastic Surgeon
    5. Keep It Live feat. Blu, Kunal & Damu The Fudgemunk
    6. A Mental Trip
    7. Y’all Know This feat. Sadat X, Matiah Chinaski, Flex Mathews & Damu The Fudgemunk
    8. Shit Is On feat. Blu, N. Hardem, Raw Poetic & Retrogott
    9. Ground Up feat. Raw Poetic & Damu The Fudgemunk
    10. Like Expected
  • Recenzja LP: Sparrow The Movement – The Jacob Theology (Book 1)

    Recenzja LP: Sparrow The Movement – The Jacob Theology (Book 1)

    4–6 minut

    Jamdan Records | 2015

    Boom-bap, to słowo-wytrych dla każdego purysty hip hopowego. Onomatopeja brzmienia perkusji powstała we wczesnej fazie kształtowania się hip hopu, a jedną z prominentnych osób odpowiedzialnych za upowszechnienie się tego zwrotu był T La Rock. W czasach Złotej Ery i do późnych lat 90.tych płyty z tego nurtu zdobywały ogromną popularność w USA i w pozostałych zakątkach świata. Po wielu transformacjach, jakie przez lata dotknęły branżę rapową, boom-bap całkowicie zniknął z mainstreamu i dobrze trzyma się jedynie w undergroundzie. Nowi twórcy starają się definiować tę starą formę na nowo, ale nie można zapominać, że stare wygi hip hopowe świetnie sobie radzą z nadawaniem swoim utworom korzennego wymiaru (jeżeli tylko nie są to wypaleni wykonawcy). W lutym ub.r. ukazała się płyta „The Jacob Theology (Book 1)” Sparrow The Movement, która udowadnia, że doświadczeni artyści nie zapomnieli, jak powinien brzmieć rasowy boom-bap.

    W latach 90.tych wykształciła się mocno rozbudowana scenę undergroundowa, która wychowała mnóstwo szalenie interesujących i oryginalnych twórców. Z drugiej strony, dwie dekady temu ukazało się pełno singli, EP-ek i longplayów zupełnie nieznanych w tamtych czasach artystów, nie posiadających większych szans na przebicie się nawet w drugim obiegu w rapie. Po latach część z nagrań przypisanych do tej niszy powszechnie jest uważanych za kapitalne nagrania. Natomiast pojedyncze postaci z tego okresu dalej działają w branży, niekiedy z większym powodzeniem niż to miało miejsce dawniej.

    Sparrow The Movement znakomicie pasuje do tej kategorii. O istnieniu formacji wywodzącej się z amerykańskiego Baltimore przez długie lata miała pojęcie jedynie garstka zagorzałych sympatyków undergroundu. Współzałożyciele grupy, raper Fla Fla i producent SO12, systematycznie nagrywali muzykę, aczkolwiek tylko kilkakrotnie ich utwory doczekały się wydania fizycznego. Zespół powstały po rozwiązaniu projektu The Runaway Slaves (ważna formacja dla środowiska muzycznego z Baltimore) opublikował w drugiej połowie lat 90.tych trzy dwunastki – „Physics” b/w „Rhyme Impotence”, „Inheritance” i „Get Your Ass Up” b/w „What You Expect”. Wszystkie ścieżki były utrzymane w korzennym stylu i nie odbiegały od undergroundowych standardów sprzed dwóch dekad.

    Pomimo tego dopiero kilka lat temu Sparrow The Movement przebiło się w niezależnych kręgach, do czego doprowadziła współpraca grupy z amerykańskim Six2Six Records. Przy współpracy z tą wytwórnią płytową w 2013 roku ukazał się debiutancki album formacji, „Physics”. Pełnowartościowy boom-bap w wydaniu duetu doceniono głównie na Starym Kontynencie, co nie stanowiło żadnego zaskoczenia zresztą. Po pozytywnym odbiorze płyty duet poszedł za ciosem, nagrywając drugi, a przy tym niemniej udany, longplay. Opublikowane 1,5 roku temu „The Jacob Theology (Book 1)” dowodzi temu, że artyści hip hopowi po 40-stce potrafią wciąż tworzyć pełnowartościowe wydawnictwa.

    Przy tego typu wydawnictwach nasuwa się natychmiastowo zasadnicze pytanie. Jakim sposobem Sparrow The Movement przez blisko dwie dekady działalności pozostawało niemal nieznane, skoro produkują oni rap w znakomitym wydaniu, niczym nieustępujące innym twórcom neo boom-bapowym? Ponadto, przez brak szerszych informacji odnośnie STM znaczna część mediów i słuchaczy wzięła ten zespół za tzw. newcomerów, co jest wierutną bzdurą. Wytrawni odbiorcy rapu szybko spostrzegą, iż na „The Jacob Theology (Book 1)” mamy do czynienia z rasowym i doświadczonym Emceem. Fla Fla prezentuje się na tyle dobrze, że pod pewnymi względami można śmiało jego porównać do Ka, nawet jeżeli operuje on zupełnie innym stylem niż wywołany do tablicy artysta.

    Amerykanowi daleko do narzekania i popadania w manierę wyobcowanego tetryka, o co przecież nietrudno wśród raperów po 40-stce. Zamiast nagrywać muzykę z posępną twarzą i nie czerpać z tego radości, mieszkaniec Baltimore pokazuje ogromną miłość do kultury hip hopowej. Właśnie w tym tkwi szczegół longplaya – przez całą długość krążka Sparrow The Movement co rusz nawiązuje do tytułu płyty, przenosząc elementy biblijne na grunt muzyczny. Na projekcie widoczne są odniesienia do wiary i boga, a także powiązań ich ze sztuką władania słowem. Fla Fla na szczęście daleko do roli kaznodziei i opierania się na wyświechtanych patentach. Na drugim albumie grupy stara się on przemycać muzykę z duszą, sięgającą spraw doczesnych, które są bliskie każdemu człowiekowi. Niby tak niewiele, ale w dzisiejszych czasach przyda się trochę oddechu od taniego populizmu, nieustannych wzajemnych ataków, blichtru i sączącej się z głośników popeliny. Stąd też „The Jacob Theology (Book 1)” bliżej do wydawnictw tworzonych w latach 90.tych, niż do współczesnego rapu. Do największych zalet materiału należy również zaliczyć umiejętne opowiadanie o relacjach damsko-męskich (patrz: „Kryptonite”, „Brianna”, „Like That”). Przez pryzmat tych nagrań łatwo zauważyć przepaść pomiędzy sposobem tworzenia utworów dotykających tej tematyki przez młodsze pokolenia, a wykonawców pokroju STM.

    Od strony muzycznej „The Jacob Theology (Book 1)” również wypada więcej niż tylko porządnie. Pomimo tego iż na LP od tej strony nie udziela się SO12 (nadal pozostaje on pełnoprawnym członkiem grupy, pomagając w całości prac nad tym albumem), to podkłady brzmią treściwie i nie można zbyt wiele się do nich przyczepić. Warstwą muzyczną na  podzielili się Custodian Of Records, SWC, DJ Cutt i M.I.C. (obaj z Constant Deviants). Producenci odpowiednio przygotowali beaty współgrające z flow Fla Fla. Płyta nie brzmi monotonnie – zdarzają się tutaj utwory spokojne, ale i te posiadające cięższe brzmienie, co pomogło uwydatnić zalety STM.

    Do neo boom-bapu ludzie na całym świecie mają odmienny stosunek. Jedni całkowicie negują sens istnienia tego nurtu we współczesnym świecie, inni w ogóle nie mają pojęcia, że tego rodzaju wydawnictwa nadal trafiają do obiegu. Z drugiej strony, część osób pozostaje wierna zasadom starej szkoły hip hopu. Sparrow The Movement należy przy tym do wyjątkowych zespołów, które łączą stare czasy z nowymi. W końcu coraz mniej artystów dorastających w czasach Złotej Ery, tworzących inteligenty rap, na który w dalszym ciągu pozostaje pewien popyt. Owszem, występuje jedynie znikome zapotrzebowanie na wydawnictwa pokroju „The Jacob Theology (Book 1)”, jednak wciąż nisza odbiorców nie zachowuje się niczym zaprogramowane roboty, a przy wyborze kieruje się sercem.

    Ocena: 4/5

    Odsłuchaj „The Jacob Theology (Book 1)” w całości na Spotify, Deezerze lub Bandcampie.

    Tracklista

    1. Amazing (Chapter 1)
    2. I Got More Rhymes Intro (Chapter 2)
    3. God Sound (Chapter 3)
    4. Love In War (Chapter 4)
    5. Frienemies (Chapter 5)
    6. Latitude (Chapter 6)
    7. All Is Well (Chapter 7)
    8. On & On & On (Chapter 8)
    9. Hold My Own (Chapter 9)
    10. Scream (Chapter 10)
    11. Kryptonite (Chapter 11)
    12. Brianna (Chapter 12)
    13. Like That (Chapter 13)
    14. Doe See Doe (Chapter 14)
  • Enigmatyczne dźwięki Neroche’a na Roadside Oddities

    Enigmatyczne dźwięki Neroche’a na Roadside Oddities

    3–4 minut

    Instrumentalna strona muzyki sukcesywnie powiększa swoje kręgi. Jednym z najciekawszych zagadnień dotyczących tej sceny jest forma nagrywania muzyki przez poszczególnych producentów. Nie trzeba posiadać rozległej wiedzy muzycznej, aby zauważyć wyraźną granicę pomiędzy beatmakerami skupiającymi się na tworzeniu stricte instrumentalnych nagrań a artystami chętnie nagrywającymi z wokalistami. W środowisku nie sposób nie zauważyć zagorzałych zwolenników obu tych niszy, które nie zawsze wzajemnie nakładają się na siebie. Nie należy też zapominać o tym, iż część producentów posiada na tyle wyrazisty i specyficzny styl, że trudno sobie wyobrazić ich nagrania z wokalami. Jednym z takich beatmakerów jest Neroche, który w marcu wypuścił album „Roadside Oddities”.

    Od zarania dziejów ludzi pociągało nieznane. Znakomicie widać to w przypadku środowiska muzycznego, w którym enigmatyczni artyści potrafią szybko zdobyć rozgłos czy wręcz okryć się nieśmiertelną sławą (patrz: MF Doom). W ten klimat idealnie wpasowuje się Neroche. Od początku swojej działalności brytyjski producent pozostaje nader tajemniczy i nieschematyczny, co przekłada się na charakter jego niepospolitych utworów.

    Styl osobliwego beatmakera, to wypadkowa jego różnorodnych inspiracji. W nagraniach Neroche’a odnajdziemy elementy instrumentalnego hip hopu, downtempo i trip-hopu polanego grubą warstwą brzmień abstrakcyjnych. Oniryczna atmosfera towarzysząca płytom Brytyjczyka może stanowić tło do filmów klasy B lub też gier fantasy. Już na pierwszych wydawnictwach (dzisiaj trudno dostępnych w sieci) producent zgrabnie podawał utwory przypisane do tego świata. Wciągające i nieodgadnione dźwięki Neroche’a rozpościerają się na każdej z jego płyt powszechnie dostępnych w obiegu. „The Crooked Mile”, „In The Woods…They Wait!”, „Tryptamine” i „Elixir” przedstawiają nie tylko enigmatyczny instrumentalny świat kreowany przez brytyjskiego artystę, ale także wypadają na odpowiednio wysokim poziomie. Producent rozwija się z projektu na projekt, co pokazuje jego nowy longplay. „Roadside Oddities” to wyborny soundtrack dla wszystkich niespokojnych duchów.

    Przed opublikowaniem tego projektu widać było znaczącą różnicę w porównaniu do wcześniejszych wydawnictw Brytyjczyka. Wszystko sprowadzało się do tego, że za sprawą poprzednich materiałów Neroche zyskał przychylność większej liczby odbiorców, którzy pozytywnie zareagowali na wieści o zbliżającej się premierze nowego albumu producenta. Przecież w muzyce tak jak również w sporcie, osoby wspierające poszczególnych artystów potrafią nie tylko zmotywować ich do dalszej pracy, lecz także udowodnić, że ich twórczość nie trafia jedynie do internetowej próżni. „Roadside Oddities” nie zostało pominięte w środowisku muzycznym. Wręcz przeciwnie – marcowe wydawnictwo należy uznać za najlepiej odebrany materiał Neroche’a przez słuchaczy, stojący przy tym na odpowiednio wysokim poziomie artystycznym.

    Neroche za sprawą swojej muzyki stara się wnikać do wnętrza słuchacza, skłaniając jego do refleksji i rozmyśleń na temat własnego życia. Niepokojące dźwięki unoszące się nad nową płytą brytyjskiego beatmakera w pełni odzwierciedlają tytuł wydawnictwa. Producent wciela się tutaj w rolę narratora opowiadającego o niespokojnych wędrowcach krążących po ponurych i rzadko odwiedzanych ścieżkach. Nad tym wszystkim unosi się pierwiastek dziwnych i osobliwych wydarzeń, prowadzących do odkrycia prawdy o samym sobie. Drogowskaz kierujący do „Roadside Oddities” jest po części rozmyty i na pierwszy rzut okiem trudny do odczytania. Jednak przy pomocy uzupełniających się wzajemnie utworów i swoistych didaskaliów podawanych w postaci wgranych monologów ze starych płyt i programów, istnieje możliwość odnalezienia w tym sensu i zrozumienia tej zawikłanej i pełnej zagadek drogi. Instrumentalne opowieści Neroche’a posiadają wiele wdzięku i potrafią urzec odbiorcę. „As I Walk”, „Counter Clockwise”, „Day In, Day Out”, „Late Summer Sky” i „Carnivàle” doskonale oddają aurę unoszącą nad owianymi tajemnicą ścieżkami, łączącymi nieodgadnione części ludzkiej osobowości. Album przeznaczony dla sympatyków muzycznych zagadek, zdecydowanie odbiegający od typowego projektu przypisanego do tego nurtu.

    „Roadside Oddities” pojawiło się na Bandcampie, YouTube, Spotify, Deezerze i serwisach pokrewnych. Album dostępny do pobrania w wersji elektronicznej. Neroche wypuścił kilka singli promujących LP (m.in. „Day In, Day Out”, „Counter Clockwise”, „They Wait!” i „Lakeside”). Jak widać, nawet nie przykładając się działań marketingowych i bez szerokich kontaktów w niszy producenckiej, również można osiągnąć sukces.

    Tracklista

    1. A Route Obscure
    2. As I Walk
    3. Roadside Oddities
    4. The Fourth Circle
    5. Counter Clockwise
    6. Day In, Day Out
    7. Cross Country Tour
    8. Season Climate Mixer
    9. Mirror Moon
    10. Separation Of Matter
    11. Lakeside
    12. Late Summer Sky
    13. They Wait!
    14. Curious Violet Light
    15. Midnight Sun
    16. Carnivàle
    17. Morning Harvest
    18. Sunken City
  • Robot Orchestra w pogoni za Chasing Rainbows

    Robot Orchestra w pogoni za Chasing Rainbows

    3–5 minut

    Już wcześniej co najmniej kilkakrotnie wspominałem o sile wybranych środowisk producenckich podzielonych geograficznie. W tym momencie do pierwszej piątki państw w tym zestawieniu zaliczają się Stany Zjednoczone, Japonia, Wielka Brytania, Japonia i Niemcy. Spora część mediów i odbiorców wskazuje naszych zachodnich sąsiadów jako tych, którzy mogą pochwalić się najbardziej urozmaiconym i najprężniej działającym kręgiem beatmakerskim na świecie. Przyznaję, że również przychylam się do powyższych opinii, umiejscawiając Niemców na równi z Japończykami. Pełno utalentowanych i wytrwałych twórców z tego kraju wspólnie zapracowało na słowa uznania napływające z rozmaitych stron. Swoją cegiełkę do umocnienia się niemieckiej sceny producenckiej dołożył Robot Orchestra. Wydane przez niego w ub.r. „Chasing Rainbows” stanowi najważniejszą produkcję w dotychczasowej karierze mieszkańca Kolonii.

    Rozbudowana niemiecka scena producencka systematycznie rozwija się i przyciąga zainteresowanie ze strony kolejnych słuchaczy. Przyczyniają się do tego postaci pokroju Robota Orchestry. Wszędobylski koloński beatmaker już nie raz pokazał się z dobrej strony, pracując nad mniejszymi i większymi projektami. Artysta z pogranicza hip hopu i elektroniki zapisał na swoim koncie sporo różnego rodzaju produkcji, ukazując swój warsztat z różnych stron.

    Nasz zachodni sąsiad umieszcza muzykę w sieci od ponad 4 lat. W początkowej fazie ograniczał się on do publikowania luźnych singli i remiksów. W latach 2011-13 Robot Orchestra wypuścił szereg projektów, które stopniowo zdobywały sympatię kolejnych odbiorców. W tamtym okresie wydał on m.in. „Fragments EP”, „Late Night Sessions”, „Worn Out Shoes EP” i „BoomBlap”. Po drodze producent zaczął żywiej angażować się w kolaboracyjne przedsięwzięcia z innymi artystami. Przed szereg wychodzi inicjatywa podjęta wespół z Shuffle Jackiem, Hobo Truffles. Pod szyldem tej platformy wydawniczej ukazały się dwie kompilacje – „Ode To Ghana” i „Ode To Della” – zawierające utwory autorstwa beatmakerów z różnych krajów. Dodatkowo dzięki temu labelowi otrzymaliśmy płytę Ja:Kovy & Nomada, „Reciprocations”.

    Robot Orchestra ściślej kooperował z coraz większą liczbą twórców i wytwórni płytowych, w tym z polskim EtRecs.com. Efektem tego była wspólna EP-ka z MARS-em, „The Pursuit of Prestige”, a także masa utworów nagranych przy udziale powiększającego się grona znajomych producenta. Co lepsze kąski z tej szuflady znalazły się na „Joint Efforts” z grudnia 2014 roku. Po tym okresie Niemiec zaczął śmielej eksperymentować ze swoim brzmieniem, co przyczyniło się do powstania „Chasing Rainbows”. Pod pewnymi względami niniejsze wydawnictwo łączy wybrane elementy, które występowały na wcześniejszych produkcjach artysty, nadając im przy tym wyraźniejsze kształty.

    Wydaniu projektu towarzyszyła dosyć niecodzienna sytuacja. Oryginalnie wydawnictwo trafiło do obiegu we sierpniu 2015 roku. W pierwotnych założeniach „Chasing Rainbows” zostało przeznaczone wyłącznie do sprzedaży i dystrybucji cyfrowej. Robot Orchestra zostawił furtkę do opublikowania materiału również w postaci fizycznej, informując przy premierze albumu o możliwej winylowej edycji płyty, która miała się odbyć w późniejszym czasie. Sprawy nabrały rozpędu po sukcesie osiągniętym przez „Chasing Rainbows” w krótkim terminie po wydaniu projektu. Ostatecznie wydaniem płyt winylowych (ze zmienioną okładką) zajęło się prężnie rozwijające się Vinyl Digital; woski zadebiutowały w połowie grudnia.

    Na pozytywny odbiór „Chasing Rainbows” wpłynęły zmiany wprowadzone przez Niemca względem swojego stylu. Beatmaker zrezygnował ze stricte hip hopowej produkcji, zastępując ją składnikami przywodzącymi na myśl nowocześnie brzmiące nagrania. Plastyczne, ale nie plastikowe, dźwięki królują na tym albumie. Niemiecki artysta sięgnął po rozwiązania stosowane przez beatmakerów z kręgów organicznych i elektronicznych. Robot Orchestra zrobił tym samym ukłon w stronę mediów i słuchaczy poszukujących takiego rodzaju brzmienia. Z drugiej strony, trudno tutaj mówić o wykształcenie pełnego warsztatu Niemca w tym zakresie. Jednak całość nie wypada wcale nijako. W trakcie obcowania z nagraniami kolończyka można wychwycić jego autorskie pomysły, bazujące głównie na łączeniu różnych światów muzycznych i sporą dawkę dźwięków syntetycznych. Wypada również dodać, że Robot Orchestra jest na tyle doświadczonym producentem, iż bezproblemowo sprawdza się przy współpracy z raperami. Dzięki akcentom w postaci gościnnych występów Supreme Sola, Skyblewa i Deverano płyta nabrała głębszego smaku. Dorzucony na koniec remix „Dreams” w wykonaniu JuJu Rogersa i Oddiseego dodatkowo przekonuje o wartości tego materiału.

    „Chasing Rainbows” udostępniono do odsłuchu za pośrednictwem Bandcampa, Soundclouda, Spotify, Deezera i pozostałych serwisów streamingowych. Oprócz wersji elektronicznej projekt ukazał się również na płytach winylowych, które są nadal dostępne w sprzedaży. Wydawnictwo promuje seria singli, w tym „Cosmic Dirt”, „Divine Elegance”, „Winding Rhodes”, „Autumn Leaves” i ww. remix „Dreams” JuJu Rogersa. Ponadto Robot Orchestra opublikował w sieci serię filmów zatytułowanych „Raw & Uncut” przedstawiających wykonanie na żywo poszczególnych nagrań pochodzących z albumu. Za sprawą ubiegłorocznego LP niemiecki producent jeszcze bardziej przebił się na scenie producenckiej na co już zasługiwał od dłuższego czasu.

    Tracklista

    1. Chasing Rainbows
    2. Cosmic Dirt
    3. Divine Elegance feat. Supreme Sol
    4. Drivin Me Nuts
    5. Neverending Spiral
    6. Synthphony
    7. Winding Rhodes
    8. Autumn Leaves
    9. Monster Jazz Rancher feat. Skyblew
    10. The Percs of Love
    11. So Dependent feat. Deverano
    12. JuJu Rogers – Dreams feat. Oddisee (Robot Orchestra Remix)
  • Recenzja LP: Murs – The End Of The Beginning

    Recenzja LP: Murs – The End Of The Beginning

    5–8 minut

    Definitive Jux | 2003

    W branży hip hopowej wciąż znaczącą rolę odgrywają postaci, które rozpoczynały swoją działalność wydawniczą naście lat temu. W tym miejscu mam na myśli nie tyle artystów wydających płyty od czasów Złotej Ery, co twórców przez lata kojarzonych ze ścisłym undergroundem. Większość z nich nieustannie pilnuje swojej niezależności, ale po dłuższym okresie spędzonym na scenie muzycznej, trudno przypiąć im łatkę niszowych wykonawców. MF Doom, Madlib, J-Live, Atmosphere, Aesop Rock, Sage Francis, ILL Bill, Jedi Mind Tricks, CunninLynguists, People Under The Stairs i podobni im twórcy startowali z podobnego pułapu, a dzisiaj posiadają tysiące sympatyków na całym świecie. Do tego grona należy też zaliczyć Mursa. Jednak dzisiaj nie skupię się na jego ostatnich projektach, a pokuszę się o recenzję jednej z jego wcześniejszych płyt, „The End Of The Beginning”.

    W środowisku hip hopowym nie brakuje solistów i grup wydających projekty przez długie lata. W tym zaszczytnym gronie znajduje się bohater tego artykułu. Pochodzący z owianego złą sławą South Central wykonawca zalicza się również do elity stale eksperymentujących twórców, co dotyczy jego nie w krótkim, a naprawdę długim rozrachunku. Przebogata dyskografia Mursa to wdzięczny temat, o którym można byłoby długo rozprawiać. Jak pokazują losy nieszablonowego wykonawcy, już we wczesnym stadium jego działalności widać było, że posiada on papiery na zrobienie niemałej kariery, i to nie tylko w undergroundzie.

    Kalifornijczyk nagrywa muzykę od połowy lat 90.tych. W pierwszej kolejności Murs (uwielbiam ten akronim, rozwijający się jako Making Underground Raw Shit) nie wychodził poza lokalną niezależną niszę w Los Angeles, nagrywając przeważnie dla najbliższego grona znajomych. Ot, wypisz-wymaluj początki identyczne, jak w przypadku większości undergroundowych artystów na świecie. W takich przypadkach każdy twórca oprócz talentu i umiejętności powinien też posiadać przysłowiowy łut szczęścia, bez czego nigdy nie jest możliwe szersze zaistnienie w świadomości odbiorców. Nickowi Carterowi (imię i nazwisko kojarzące się z członkiem boysbandu, a nie z dumnym backpackowcem) dopisała fortuna, o czym później niejednokrotnie wspominał w wywiadach i na płytach.

    Po serii pierwszych solowych wydawnictw publikowanych własnym sumptem – m.in. „F’Real”, „Good Music” i „Murs Rules the World” – zaczęto jego dostrzegać na krajowej scenie undergroundowej w USA. Do tego przyczyniło się również wydanie przez niego projektów w ramach formacji The Netherworlds („Pals”) i 3 Melancholy Gypsys („Gypsy’ Luck”). Murs zaczął nagrywać z innymi osobami i często koncertował, co ostatecznie doprowadziło do zainteresowania ze strony El-P. Od niego właśnie mieszkaniec Cali otrzymał propozycję wejścia w szeregi Definitive Jux z czego skwapliwie skorzystał, współpracując jednocześnie z Rhymesayers Entertainment (ten label wypuścił wszystkie albumy grupy Felt, które nagrał on ze Slugiem). Przy okazji albumu nagranego dla wytwórni o ogólnokrajowym zasięgu zdecydował się on na niecodzienny zabieg. „The End Of The Beginning” stanowiło podsumowanie dotychczasowej aktywności w hip hopie Mursa, aczkolwiek niewielu twórców zdecydowałoby się na rozpoczęcie nowego etapu w swojej działalności zaledwie 5 lat po wydaniu debiutanckiego albumu.

    Na początku wieku scena hip hopowa wyglądała zupełnie inaczej niż teraz. Ponad dekadę temu różnice pomiędzy mainstreamem a undergroundem nie były tak bardzo widoczne, jak obecnie. W związku z tym, nawet powszechnie uznani artyści usilnie pracowali na swoje nazwisko. Jeszcze większa konkurencja panowała właśnie w niezależnych kręgach hip hopowych, co zmuszało poszczególnych artystów do jak najcięższej pracy nad swoimi nagraniami. Bez tego trudno było cokolwiek uzyskać. Murs zdawał sobie z tego sprawę i pomimo tego iż „The End Of The Beginning” było jego 4 longplayem, to nie zamierzał on wywyższać się ponad innymi, tylko w dalszym ciągu pozostawał tą samą osobą, co przy wydaniu „F’Real”.

    Przy tej produkcji wszyscy sympatycy twórczości artysty, a także osoby niezaznajomione w pełni z jego wcześniejszymi dokonaniami, przekonali się o tym, że jego wielkość tkwi w autentyczności. W żadnym stopniu nie można powiedzieć o Mursie, że zachowuje się buńczucznie, wywyższa się, czy też pozostaje nieprawdziwy. „The End Of The Beginning” przekonało opinię publiczną, że to zwykły facet z okolicy, którego spotkasz na zakupach w sklepie osiedlowym i nawet nie pomyślisz, iż może być tak wyśmienitym raperem. Pełnię realizmu Kalifornijczyk osiągnął za sprawą licznych opowieści dotyczących życia (nie)zwykłego każdego człowieka. Z drugiej strony, na pewno pojawią się głosy mówiące o tym, iż taki dobór tematyki nie stanowił żadnego novum w rapie. Jednak w przypadku Mursa mamy również do czynienia z kapitalnym podaniem tych treści. W końcu nie bez kozery określa się jego mianem jednego z najwybitniejszych specjalistów od storytellingów. „The Night Before” oraz „Risky Business” są koronnymi dowodami na potwierdzenie powyższych słów.

    Na tym nie kończą się zalety „The End Of The Beginning”. Nawiązując do tytułu płyty Murs nadał większości utworom iście rodzinny klimat. Widać to zarówno po producentach, jacy zagościli na albumie, jak i gościnnych udziałach raperów na LP. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na zamykające LP nagranie z pozostałymi członkami 3 Melancholy Gypsys, „Done Deal”, traktowane w formie swoistej puenty albumu. Nie zabrakło nawet dosadnych odwołań do osób pomagających w stworzeniu materiału („Dibbs Did This Shit”). Właśnie obsada beatmakerów na „The End Of The Beginning” Nicka Cartera wzbudzała duże zainteresowanie mediów i słuchaczy. Oh No, Blockhead, RJD2, Ant, Mum’s the Word, Sunspot Jonz, El-P i pozostali zadbali o świeże i przyciągające uwagę podkłady, idealnie dopasowane do warsztatu Mursa. Część z tych producentów zadbało o warstwę muzyczną przypominającą o wcześniejszych wydawnictwach rapera, zaś pozostali (szczególnie El Producto) pozwolili sobie na odrobinę szaleństwa (patrz: „The Dance”). Dzięki temu zabiegowi przedstawiono mieszkańca Los Angeles w starym wydaniu, jak również pokazano jego w zupełnie innym świetle. W obu przypadkach Murs pokazał pełnię swojego talentu, uwydatnionego ciężką pracą włożoną w zrealizowanie tego longplaya (patrz: „You & I”). W ogólnym rozrachunku wypada postawić tę płytę tuż obok uznawanego za najlepsze dokonanie weterana undergroundu, „Murs 3:16: The 9th Edition”.

    „The End Of The Beginning” okazało się naprawdę końcem pewnej epoki w początkowym rozwoju muzycznym Mursa. Po wydaniu czwartego albumu rozpoczął się zupełnie nowy etap w karierze muzycznej Kalifornijczyka. Przez dłuższy czas Emcee wypuszczał wspólne materiały nagrywane odpowiednio z 9th Wonderem („Murs 3:16: The 9th Edition”, „Murray’s Revenge”, „Sweet Lord”) i Slugiem w ramach istnienia formacji Felt („2: A Tribute To Lisa Bonet”). Jego kolejny solowy longplay ukazał się na rynku płytowym dopiero w 2008 roku („Murs for President”), wzbudzając przy tym liczne dyskusje na temat drogi, jaką obrał ten wykonawca (produkcja trafiła do obiegu nakładem Def Jamu). W ostatnim czasie opublikował on solowe „Have a Nice Day” i płytę-niespodziankę z 9th Wonderem, „Brighter Daze”. Jednak pod wieloma względami „The End Of The Beginning” pozostaje w czołówce najwybitniejszych wydawnictw wykonawcy z Cali, o którym wypada pamiętać, choćby ze względu na fakt, iż stanowi pomost pomiędzy pierwszymi dokonaniami artystami, a jego dalszymi materiałami. Warto odświeżyć sobie lub zapoznać się całkowicie na nowo z albumem pochodzącym z czasu, kiedy Murs znajdował się w wybornej formie, czego nie można powiedzieć o jego współczesnych dokonaniach.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. You & I (prod. Tate the Example)
    2. Dibbs Did This Shit (prod. Mr. Dibbs)
    3. What Do You Know? (prod. Belief)
    4. The Scuffle (prod. Oh No)
    5. The Night Before (prod. Jizzm High Definition)
    6. Transitionz az a Ridah (prod. Patchwerk)
    7. Happy Pillz feat. Aesop Rock (prod. Blockhead)
    8. Risky Business feat. Shock G (prod. Shock G)
    9. The Dance feat. El-P (prod. El-P)
    10. God’s Work (prod. Belief)
    11. Def Cover (prod. Oh No)
    12. Please Leave (prod. El-P)
    13. Sore Losers (prod. RJD2)
    14. BT$ (prod. Sunspot Jonz)
    15. 18 w/ a Bullet (prod. Ant)
    16. Brotherly Love (prod. Belief)
    17. Got Damned? (prod. Ant)
    18. Done Deal feat. 3 Melancholy Gypsys (prod. Mum’s the Word)
Translate »