Autor: Witalij

  • Liście rozwijają się za sprawą Lulka i Magierskiego

    Liście rozwijają się za sprawą Lulka i Magierskiego

    3–5 minut

    Przez wszystkie lata ogólnoświatowa scena (około) hip hopowa ulegała ciągłym przeobrażeniom. Widać to nie tylko po zmieniających się trendach, sposobach publikacji i docierania do informacji o muzyce, ale także po sposobu odbierania płyt. Pomimo tego iż w dalszym ciągu część osób nie traktuje na poważnie wydawnictw instrumentalnych, to trzeba przyznać, że w ostatnich 5 latach notowania projektów przypisanych do tej kategorii znacząco zyskały na wartości. Jeszcze wcześniej media i słuchacze doceniali jedynie wybrane płyty instrumentalne a dzisiaj wypada na korzyść twórców z tego kręgu. Lista producentów i wydawców, którzy zyskali na tych zmianach jest długa i szeroka. Nawet niszowe materiały, niekiedy promowane głównie w obrębie jednego kraju, pod tym względem przedstawiają się okazale. Na potwierdzenie powyższych słów wystarczy przywołać wspólny album polskich beatmakerów – Lulka i Magierskiego – zatytułowany „Liście”.

    Wrocławscy artyści walnie przyczynili się do rozwoju kultury hip hopowej w kraju. Wiele osób powinno kojarzyć hasło Wrocław 71, który przewija się w środowisku rapowym już od kilkunastu lat. Właśnie stamtąd wywodzą się bohaterowie niniejszego artykułu. Łukasz Lulek i Tomasz Janiszewski są zasłużonymi postaciami w polskim środowisku hip hopowym, co nie powinno podlegać żadnej dyskusji. Polscy twórcy zapisali na swoich kontach pokaźną liczbę różnego rodzaju produkcji, które na przestrzeni blisko dwóch dekad trafiły na szereg wydawnictw.

    Pierwszy z nich nagrywa muzykę od końca lat 90.tych. W dotychczasowej działalności wrocławianin występował pod kilkoma pseudonimami (oprócz imienia i nazwiska jego nagrania podpisywano jako Lu i Lulek). Już w 2000 roku wraz z Magierskim wyprodukował kompilację „2071”, stanowiącą przegląd ówczesnej wrocławskiej sceny rapowej. Na początku tego stulecia wraz z Roszją współtworzył on kultowy w wybranych kręgach zespół Sfond Sqnksa. Jedyny album grupy – „Obawa Przed Potem” – kilka lat temu ukazał się po raz pierwszy na winylu. W dalszych latach Lulek rozwijał się muzycznie, czego efektem były następne płyty. Solowe „Night Moves” oraz wspólny projekt z Roszją, „Przez Ścianę”, są mile wspominane przez sympatyków niesztampowego polskiego rapu. Ponadto producent podejmował się współpracy z innymi wykonawcami, nie tylko hip hopowymi. Wśród nich warto wymienić Skalpel, Ostrego, kIRk, Vojto Monteurę, Variete, Kasta Squad, Tymona, Kut-O, Metro, Elektronez i White House.

    Współzałożycielem ostatniego projektu z powyższej listy jest akurat Magiera. Wraz z L.A. stworzyli oni doskonały duet. Wrocławscy twórcy w szybkim tempie stali się wiodącą grupą producencką w kraju. Seria wydanych przez nich kompilacji („Kodex 1-5” uzupełnione przez jeden suplement i podsumowanie trylogii) znalazła pełno odbiorców. Beatmakerzy nagrywali utwory z czołówką polskiej sceny hip hopowej, dodatkowo produkując również utwory na płytach szeregu wykonawców. W ostatnich latach wyprodukowali oni także składankę „Poeci” oraz płytę Pei, „Książe Aka. Slumilioner”. Nie można też zapominać o pozostałych dokonaniach Magierskiego. Jego dyskografia obejmuje choćby wspólny materiał z Tymonem i Małym72, „Oddycham Smogiem”. Magiera, podobnie jak Lulek, stale poszerza swoje muzyczne horyzonty. „Liście” stanowi doskonały dowód na sięganie przez tych producentów po nowe brzmienia i inspiracje.

    Płyta trafiła do obiegu w połowie kwietnia. Wrocławianie przy wydaniu tego materiału postawili na dobrze kojarzoną wytwórnię płytową Queen Size Records, która stanowi sprawdzoną i pewną markę w branży. Przy nagrywaniu projektu Magierski i Lulek zwrócili się w stronę kilku muzyków, szukając rozwiązań na bardziej organiczne i akustyczne brzmienie swoich nagrań. Za każdym razem tzw. żywe instrumenty nadają kolorytu utworom hip hopowym. Identycznie stało się w przypadku albumu Liści. Dzięki pracy włożonej przez gospodarzy materiału oraz ww. gości (Radek „Bond” Bednarz, Grzegorz Dąbrowski, Olgierd Dokalski i Mały72), odpowiadających za akustyczną stronę longplaya, „Liście” długimi momentami brzmi ponadprzeciętnie. Na ostateczny kształt albumu wpłynęła nie tylko obecność instrumentalistów. Magierski wraz z Lulkiem popisali się umiejętnym łączeniem klasycznej szkoły hip hopowej ze smukłą elektroniką. Selekcja sampli, przygotowanie zaplecza i więcej niż tylko poprawne poruszanie się pomiędzy różnymi klimatami muzycznymi powoduje, że mamy do czynienia z pełnokrwistym instrumentalnym albumem. Oczywiście, nad pewnymi nagraniami można było bardziej popracować (kłania się tutaj „Yearning” i „Kick”), aczkolwiek nie można tutaj mówić o wybieraniu dróg na skróty przez polskich artystów i dostarczania niedopracowanego produktu. W końcu sztuką jest stworzenie płyty rozpościerającej się od korzennego hip hopu po brzmienia orientalne, która stanowi więcej niż zwykły beat tape. Należy też podkreślić fakt, że muzyczna ewolucja wrocławian jest ze wszech miar godna podziwu, co wystawia im bardzo dobre świadectwo.

    „Liście” udostępniono do odsłuchu na Bandcampie i Soundcloudzie. Wydawnictwo ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej (płyty winylowe). Praktycznie cały nakład winyli już wyprzedano; ostatnie sztuki albumu dostępne do nabycia w wybranych sklepach muzycznych. Wydawnictwo promują dwa zamykające projekt utwory – „Kick” i „On The Trail”. Lulek i Magierski odpowiadają za wydanie udanego materiału, który spokojnie poradziłby sobie również zagranicą. Jedna z lepszych instrumentalnych tegorocznych płyt.

    Tracklista

    1. Płanetnik
    2. In The Woods (bas: Radek „Bond” Bednarz)
    3. Immersion (trąbka: Olgierd Dokalski; flet i cytra: Grzegorz Dąbrowski)
    4. Collapse
    5. The Womb
    6. Yearning
    7. Blooming (Dla Syna) (gitara: Mały72)
    8. Kick (skrzypce: Grzegorz Dąbrowski)
    9. On The Trail (flet i skrzypce: Grzegorz Dąbrowski)
  • Solowa płyta Huberta Tasa – Roots

    Solowa płyta Huberta Tasa – Roots

    3–5 minut

    Słowo „niezależny” pada dosyć często w życiu codziennym. Na naszym serwisie termin ten jest dosłownie odmieniany przez przypadki i praktycznie non stop pojawia się przy okazji artykułów. Czy zastanawialiście się na ile używanie tego określenia jest jednak słuszne i w pełni adekwatne do poszczególnych artystów i wydawców? W dzisiejszym świecie tak po prawdzie trudno znaleźć w pełni niezależnych twórców i labele nie powiązane w żaden sposób z szeregiem osób i podmiotów działających w branży muzycznej. Wszelkie kwestie dotyczące wydania płyty, dystrybucji, (e)-marketingu i pochodnych przechodzą najczęściej przez szereg osób. W związku z tym rzadko mamy do czynienia z wykonawcami, którzy nie przejmują się koniecznością współpracy z innymi i nawet kosztem mniejszego zasięgu danego projektu, wydają jego własnym sumptem. W grudniu ub.r. na ten zabieg zdecydował się Hubert Tas, wypuszczając solowe LP „Roots”.

    W ostatnich latach zostało zauważonych w kraju kilku utalentowanych producentów. W tym gronie znalazł się duet DJ Czarny & Tas. Wykonawcy związani z Poznaniem zaserwowali odbiorcom sporą dawkę instrumentalnego hip hopu i elektroniki w dobrym wydaniu. Większość osób kojarzy tych twórców przez charakterystyczny singiel „Passion, music, hip​-​hop”, który jednocześnie był tytułowym nagraniem pochodzącym z pierwszego albumu Polaków. Wydawnictwo pochodzące z maja 2013 roku wypadło więcej niż poprawnie. Gospodarze płyty zaprezentowali porządną formą zarówno jeżeli chodzi o stricte instrumentalne nagrania, jak i te powstałe przy kooperacji z wokalistami (Muneshine, Melodiq, Raashan Ahmad, Kohndo, Prof).

    Po dwóch latach DJ Czarny & Tas zdecydowali się na wydanie drugiego longplaya, „Time To Build”. Wydawnictwo promowane m.in. tytułowym utworem z udziałem Ozaya Moore’a przedstawiło bardziej eksperymentalne brzmienie artystów w porównaniu do „Passion, music, hip​-​hop”., sięgające po klimaty soulu i nawet drum’n’bass. Po tym materiale twórcy skupili się na innych przedsięwzięciach. DJ Czarny po przerwie wydał w ub.r. pod pseudonimem Voitek Noir płytę „Into The Wild”. Natomiast Hubert Tas dzielił swój czas pomiędzy kilkoma projektami (Beatbattle.poznan, Proporcja.com, Republika Rytmu). Szczególnie pierwsza z tych inicjatyw zdobyła sporą popularność w kraju. Pomiędzy tym Tas stale nagrywał muzykę. Po dłuższych przygotowaniach wreszcie zebrał wszystkie utwory na pierwsze solowe LP. „Roots” stanowi pod kilkoma względami powrót tego artysty do korzeni.

    W dzisiejszych czasach niezwykle rzadko zdarza się, aby płyta wychodziła bez większych zapowiedzi i/lub jakichkolwiek działań promocyjnych (wydawnictwa wypuszczane w formie niespodzianek egzystują jedynie w mainstreamie). Jednak zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Hubert Tas nie zważając na nic zdecydował się na wydanie projektu skromnie – bez kampanii promocyjnej, bez nakręcania koniunktury, bez zbędnego poklasku. Polski artysta celowo postawił na tę formę opublikowania „Roots”. Wykonawca zadedykował premierowy solowy album swoim najbliższym, znajomym, wiernym słuchaczom i wszystkim pozostałym ceniącym sobie wartościową muzykę. Jak się okazało, wcale Tas nie wyszedł na tej metodzie wydania longplaya najgorzej.

    „Roots” pojawiło się w obiegu przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia. Wymowny tytuł wydawnictwa odpowiada nie tylko powrotowi polskiego twórcy do swoich muzycznych korzeni. W ten sposób Hubert Tas sięgnął do dawnych inspiracji i wytycznych, jakimi kierował się przy produkcji nagrań, odnajdując przy tym nieskrywaną przyjemność i radość z pracy twórczej. Materiał zawarty na albumie zdecydowanie powinien spodobać się sympatykom klasycznego hip hopu. Korzennie brzmiące podkłady przygotowano tutaj ze smakiem, co stanowi niezaprzeczalny atut „Roots”. Dodatkowo poszczególne ścieżki nabrały większego wyrazu dzięki urozmaiceniu o tzw. żywe instrumenty i wokale, za które odpowiadają Domek i mabanua („Close To Dawn” wypada naprawdę okazale dzięki jego obecności). Na wydawnictwie znalazło się także miejsce dla Mr. Krime’a, DJ’a Eazy’ego i Maxiskratcha (pojawił się on również na albumie Boory, „Soundogolism”). Część odbiór stwierdzi, że płyta Tasa nie stanowi interesującego projektu, ponieważ nie wprowadza niczego świeżego i zaskakującego. Jednak wszyscy ci, którzy poszukują starego-dobrego organicznego hip hopu podanego z wyczuciem, powinni docenić ten album.

    Wydawnictwo udostępniono do odsłuchu na Bandcampie. „Roots” ukazało się w formacie elektronicznym (do nabycia za pośrednictwem BC) oraz fizycznym (nakład płyt kompaktowych już wyczerpany). Album promuje szereg singli – od „Far Away”, przez „Searching”, „Love Of My Life” i „Close To Dawn”, aż skończywszy na „Flowers”. W sieci pojawiło się sporo teledysków dołączonych do utworów z tego LP. W odróżnieniu od DJ-a Czarnego Hubert Tas na solowym projekcie poszedł w korzennym kierunku, co w jego przypadku wyszło na zadowalającym poziomie. Co ważne, obaj ww. artyści zaprezentowali kawał dobrej muzyki na swoich solowych płytach, co stawia ich w korzystnym świetle.

    Tracklista

    1. Roots feat. Michał Śliwiński & Jerzy Fryderyk Wojciechowski
    2. Respect
    3. Searching feat. Mr Krime
    4. Ain’t Got Time To Waste
    5. People feat. Jacek Pohl & Michał Wojtczuk
    6. Love Of My Life
    7. A Little Bit Of Jazz feat. Maxiskratch
    8. Close To Dawn feat. mabanua, DJ Eazy & Jerzy Fryderyk Wojciechowski
    9. 15
    10. Far Away
    11. Vibes feat. Domek
    12. The Four Elements feat. Domek
    13. Flowers (Nujabes tribute) [Bonus track]
  • Darmowy album: Gene The Southern Child – Southern Meridian

    Darmowy album: Gene The Southern Child – Southern Meridian

    3–5 minut

    Jeżeli pada hasło „rap z południowej części USA”, to większość osób pomyśli o wykonawcach związanych z dirty Southem czy crunkiem . Po części można to zrozumieć, ponieważ twórcy z Południa Stanów Zjednoczonych zdominowali w ostatnich dekadach mainstream. Jednak słuchacze utożsamiający ten region tylko z powyższymi nurtami posiadają mocno zakłamany i zawężony obraz rzeczywistości. W końcu Geto Boys, OutKast, UGK (właśnie z końca ub. wieku pochodzą najlepsze ich dokonania) czy Goodie Mob odegrali znaczące role w rozwoju muzyki hip hopowej, będąc związanymi z zupełnie innymi odmianami hip hopu. Nie mówiąc już o niezliczonej rzeszy raperów i producentów z Memphis. Niektórzy ze współczesnych twórców z Południa USA z powodzeniem nawiązują do minionych czasów. Jednym z nich jest Gene The Southern Child. Jego ostatni album nagrany z Parallel Thought – „Southern Meridian” – stanowi odę do gangsta rapu podaną w znakomity sposób.

    We współczesnym świecie gangsta rap w zasadzie nie istnieje. Jeżeli ktokolwiek poszukuje rasowych raperów kultywujących ten styl, to powinien zwrócić swój wzrok wcale nie na Kalifornię, a na Południe Stanów Zjednoczonych. W tamtejszym Florence mieszka na co dzień właśnie Gene The Southern Child. Osoby postronne mogą uznać jego za niewiele znaczącą postać na scenie hip hopowej, popierając to jego niewielką obecnością na portalach społecznościowych i stronach muzycznych. Jeżeli jednak zapozna się z jego twórczością, to szybko odkryje się świeże podejście u niego do nagrywania gangsta rapu.

    Przez początkowe lata działalności Gene The Southern Child nagrywał w pełni własnym sumptem, przebijając się tylko w lokalnym środowisku rapowym. Po tym okresie pomocną dłoń wyciągnęli do niego znani z eksperymentalnych brzmień członkowie grupy producenckiej Parallel Thought. Nowi partnerzy muzyczni mieszkańca Alabamy szybko znaleźli im wspólny język, co przełożyło się na wydanie przez nich pierwszego wspólnego materiału, „A Ride With The Southern Child”. Wydawnictwo z połowy 2012 roku ukazało duży potencjał drzemiący w GTSC. Chropowaty i charakterystyczny styl szybko stał się jego wyróżnikiem w undergroundzie. Drugą płytę wyprodukowaną przez Parallel Thought„Artillery Splurgin’” – w pewnych kręgach okrzyknięto mianem jednego z przespanych albumów 2013 roku, któremu należał się znacznie większy rozgłos. Co ciekawe, takie opinie nie napływały jedynie od niezależnych stron i słuchaczy, ale także od przedstawicieli mainstreamu (SPIN, XXL, itd.). Doprowadziło to do tego, że na kolejnego materiału Gene’a The Southern Child wypatrywało więcej osób, niż wcześniej. „Southern Meridian” potwierdziło nie tylko duży potencjał rapera, lecz również stanowi dowód na to, iż formuła gangsta rapu wcale nie wyczerpała się zupełnie.

    „Southern Meridian” ujrzało światło dzienne 8 lipca 2014 roku. Wzorem poprzednich wydawnictw wszystkie utwory na longplayu wyprodukowali przedstawiciele Parallel Thought. Pomimo tego iż ten tytuł był już trzecią płytą w dyskografii amerykańskiego rapera, to dopiero wtedy uznano, że to jego pełnoprawny debiut na scenie hip hopowej. Zadecydowało o tym kilka czynników. Przede wszystkim „Southern Meridian” już na początku otrzymało silne wsparcie od mediów i słuchaczy, czego nie można było powiedzieć przy wcześniejszych płytach artysty. Do tego doszła inna istotna kwestia – utwory zgromadzone na albumie stały na jeszcze wyższym poziomie, niż dotychczas. Bardziej dopracowane nagrania i niekonwencjonalny sposób ich podania okazały się największymi atutami longplaya. Tak treściwy materiał powstał w przeciągu zaledwie tygodnia, co przy tym pokazuje odpowiedni etos pracy wszystkich twórców zaangażowanych w nagrywanie płyty. Gene The Southern Child nie ograniczył się do topornej rąbanki w tekstach. Owszem, wszystko oscyluje wokół ulicznych historii, ale zawiera liczne komentarze społeczno-polityczne i odwołania do lokalnej społeczności we Florence. Mocną stroną Emceego są również skrzętnie łączące się z beatami storytellingi. Parallel Thought ukierunkowało beaty zawarte na albumie specjalnie pod GTSC, zapewniając mu brudne, mroczne i nieschematyczne podkłady. W ten sposób zrealizowano stricte gangsterską produkcję, inspirowaną standardami z Kalifornii przeniesionymi na południowy grunt USA.

    Wydawnictwo można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa. „Southern Meridian” umieszczono do darmowego pobrania w sieci (link poniżej). Album trafił też do sprzedaży w postaci limitowanej edycji czerwono-czarnych płyt winylowych (obie edycje wosków sprzedały się w pełnych nakładach). Parallel Thought LTD. promuje materiał poprzez serię udanych videoclipów, które znalazły się również na popularnej stronie Adult Swim. Obrazy powstały do następujących nagrań – „Split Personality”, „Smackman” oraz „Flo-Town”. Pojawił się także trailer LP. Gene The Southern Child należy z całą pewnością do grona najciekawszych współczesnych raperów, nie tylko wśród tych, którzy pochodzą z Południa USA. Warto mieć to na uwadze i bardziej doceniać tego wyrazistego artystę, podobnie jak Parallel Thought.

    DOWNLOAD Gene The Southern Child – „Southern Meridian”

    Tracklista

    1. Mobstyle
    2. Out Of Sight
    3. Flo-Town
    4. Split Personality
    5. Loyalty & Luxury
    6. Dopeman
    7. Ride With The Southern Child
    8. Smackman
    9. Proper Poet
    10. See You
    11. Calvary Dust
    12. Try Me
    13. Sucka Deal feat. Caness (Bonus Track)
    14. Police Pulled Me Over (Bonus Track)
  • Radiostatik wystąpi w Białymstoku i Łodzi

    Radiostatik wystąpi w Białymstoku i Łodzi

    3–4 minut

    Już coraz bliżej rozpoczęcia sezonu na imprezy plenerowe. W tym roku organizatorzy szeregu mniejszych i większych festiwali muzycznych odbywających się na terenie całego kraju mocną konkurują ze sobą o odbiorców. Zanim jednak przejdziemy do omawiania wydarzeń szykowanych pod chmurką, warto rozejrzeć się pomiędzy imprezami klubowymi. W tym miesiącu gościli w Polsce m.in. R.A. The Rugged Man wraz z Mr. Greenem i Afro, a także Asher Roth, Nottz i Saga. Natomiast w tym tygodniu sympatycy nu-jazzu i neo soulu powinni zainteresować się dwoma koncertami nowo powstałej formacji Radiostatik. Zespół założony przez Michała Wróblewskiego w ramach międzynarodowej trasy koncertowej zawita do Białegostoku i Łodzi. W składzie tej formacji nie brakuje również hip hopowego akcentu w postaci dobrze znanego Raashana Ahmada.

    26 kwietnia 2016 roku, klub Fama, ul. Legionowa 5, Białystok
    Jazz na BOK-u: Radiostatik
    Start: godz. 19:00
    Cena biletu: 20 złotych w przedsprzedaży, 25 złotych w dniu koncertu. Wejściówki do kupienia w kasie kina Forum przy ul. Legionowej 5.

    28 kwietnia 2016 roku, klub Wytwórnia, ul. Łąkowa 29, Łódź
    Start: godz. 20:00
    Cena biletu: 35 złotych (I pula), 45 złotych (II pula). Wejściówki do nabycia za pośrednictwem serwisów internetowych Ticketpro, Biletomat.pl, Ekobilet, KupBilecik.

    Radiostatik to niedawno powstała formacja o szerokich muzycznych horyzontach. Założoną w Stanach Zjednoczonych grupę cechuje nowatorskie i światowe spojrzenie na nurty neo soulowe i nu-jazzowe. Głównym inicjatorem powstania tego przedsięwzięcia jest polski pianista Michał Wróblewski, który przy współudziale znakomitych amerykańskich i polskich artystów pracował nad autorskimi nagraniami, łączącymi w sobie różne klimaty muzyczne.

    W projekcie Radiostatik uczestniczy kilkoro uznanych postaci. W skład formacji wchodzą dwaj wokaliści – Andre Washington, posiadający wyjątkową barwę głosu oraz charyzmatyczny raper Raashan Ahmad, postać dobrze znana wszystkim sympatykom niezależnej strony rapu. W krótkim czasie grupa przyciągnęła uwagę światowej sławy trębacza spod znaku legendarnego Blue Note Records i kompozytora muzyki filmowej, Terrence’a Blancharda. Do współpracy namówiono także Russella Elevado, producenta i reżysera dźwięku znanego na całym świecie nowojorskiego kompleksu studiów nagraniowych MSR. W tak dobranym zespole Radiostatik nagrało materiał na debiutancki album, „Lucid Dream”.

    Michał Wróblewski, to utalentowany polski pianista i kompozytor młodego pokolenia. Absolwent wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach na dwóch kierunkach – Kompozycja i Aranżacja oraz Fortepian. W 2014 roku otrzymał on Grand Prix Jazz Melomani („polskiego Oskara jazzowego”) w kategorii Nadzieja Roku 2013. Oprócz tego zdobył on inne nagrody – Jazz Juniors 2010, jak również został laureatem i zwycięzcą na dwóch edycjach Transatlantyk Film And Music Festival – Instant Composition Contest w 2013 i 2014 roku. W 2012 roku był finalistą konkursu Nottingham International Jazz Piano Competition. Od kilku lat Michał Wróblewski prowadzi działalność zarówno solową, jak i współpracuje z innymi artystami. W ramach swojej aktywności na scenie muzycznej współtworzy on wraz z Pawłem Dobrowolskim i Michałem Jarosem projekt Michał Wróblewski Trio. Formacja wydała w 2014 roku debiutancką płytę „City Album”. Oprócz tego pianista jazzowy podjął współpracę z Terrence’em Blanchardem, który następnie stał się członkiem Radiostatik.

    Sympatyków rapu powinien zainteresować fakt, że w ramach tej formacji działa również Raashan Ahmad. Jazz-hopowy artysta wywodzi się z dwóch kalifornijskich grup – Mission i Crown City Rockers. Wraz z pozostałymi członkami tych zespołów wypuścił on szereg dobrze przyjętych projektów z „Earthtones” i „The Day After Forever” na czele. Od ponad 6 lat prowadzi on działalność solową, skupiając się na nagrywaniu muzyki z różnymi postaciami z całego świata. Do jego najważniejszych wydawnictw należą następujące tytuły – „For What You’ve Lost” (2010), „Ceremony” (2013), a także trzy płyty zrealizowane przy współpracy z wybranymi producentami. Ta-ku wyprodukował „Low Fidelity, High Quality”, Headnodic drugą część tego projektu, zaś Phoniks „Above The Clouds”. Ostatni z tych materiałów pojawił się w obiegu w połowie kwietnia. W przeszłości Raashan Ahmad współpracował z polskimi wykonawcami – DJ-em Czarnym & Tasem oraz Night Marks Electric Trio.

    Radiostatik w Polsce wystąpi w składzie:

    Michał Wróblewski – pianino, klawisze, kompozycja, teksty,
    Andre Washington – wokal,
    Raashan Ahmad – wokal,
    Andrzej Gądek – gitary,
    Sebastian Kuchczyński – perkusja,
    Michał Kapczuk – bas.

    Wszystkie dodatkowe informacje dotyczące formacji znajdują się na oficjalnej stronie Radiostatik i na Facebooku.

  • Nowa płyta Epidemic – 4 Dimensions on a Paper

    Nowa płyta Epidemic – 4 Dimensions on a Paper

    4–6 minut

    W ub.r. ukazało się mnóstwo interesujących i wartościowych płyt. Po tak udanym roku na międzynarodowej scenie hip hopowej oczekiwania odbiorców wobec płyt wypuszczanych w kolejnych 12 miesiącach stały jeszcze na wyższym poziomie. W końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia, nieprawdaż? Jak pokazują pierwsze miesiące br. nie ma co narzekać na klasę opublikowanych już w tym roku wydawnictw, co jest znakomitym prognostykiem na dalszą część 2016 roku. Pierwszy kwartał przyniósł sporo zajmujących projektów autorstwa K-Defa, Budamunka, Andersona Paaka, Dday One’a, Samiyama,Open Mike’a Eagle & Paula White’a czy też Jungle Brown. Po obiecującym początku również w trakcie trwającej wiosny artyści dostarczyli co najmniej kilka materiałów, na które warto zwrócić uwagę. Wśród nich wybija się kolejny album Epidemic – „4 Dimensions on a Paper”.

    W ostatnich 5 latach do głosu doszło sporo przedstawicieli neo boom-bapu. Jednym z najbardziej wyrazistych przedstawicieli tego nurtu stała się niepostrzeżenie florydzka formacja Epidemic. Jeszcze na początku 2013 roku wielu przedstawicieli mediów i zwykłych słuchaczy pomijało Hex One’a i Tek-nitiona, nie doceniając ich warsztatu i podejścia do tworzenia muzyki. Jednak po wydaniu przez amerykańską grupę „Somethin’ For Tha Listeners” i kolejnych projektów obraz ten zaczął ulegać zmianie.

    Epidemic zadebiutowało na scenie hip hopowej we wrześniu 2011 roku. Wtedy to ukazała się debiutancka płyta zespołu wyprodukowana przez 5th Elementa, „Illin Spree”. Projekt wydany nakładem labelu założonego przez ten duet, Mic Theory Records, nie przebił się na większą skalę, lecz zwrócił uwagę na tę grupę sympatyków korzennego brzmienia rapu. Hex One i Tek-nition wyróżniali się znakomitą techniką (szczególnie ten pierwszy) i wymiennością w poszczególnych utworach. Drugi album formacji – „Monochrome Skies” – narobił większego zamieszania w środowisku. Wydawnictwo wyprodukowane przez Jessego Jamesa wypadło okazale, ale na większe uznanie ze strony mediów i odbiorców przyszło im czekać do premiery ww. „Somethin’ For Tha Listeners”.

    Po opublikowaniu blisko 3 lata temu tego materiału znacznie więcej osób zaczęło doceniać Epidemic. Pomimo tego iż praktycznie wszystkie czynności związane z muzyką – od nagrywania, przez wydawanie, aż po budowanie sieci kontaktów i promowanie – spoczywały w rękach wyłącznie duetu (bez pomocy z zewnątrz), to udało im się przebić, co nie pozostało bez echa w branży. W 2014 roku formacja wypuściła wspólną płytę z holenderskim producentem Tantu, „The Soulution”. Oprócz tego Hex One nagrał dwa solowe albumy, które odpowiednio wyprodukował BBZ Darney („String Theory”) i 5th Element („Hologramz”). Po serii udanych i coraz lepiej przyjmowanych wydawnictw Epidemic zwolniło nieco tempo, poświęcając większą część ub.r. na dokładne przemyślenia dotyczące kolejnego projektu. Po tym okresie grupa była gotowa na wydanie „4 Dimensions on a Paper”, na które warto było czekać.

    W pierwotnym założeniu nowa płyta formacji miała ukazać się jeszcze pod koniec 2015 roku. W pewnym momencie Hex One ogłosił, że wraz z Tek-nitionem postanowili zmienić koncepcję wydawnictwa, stawiając bardziej na autorskie koncepcje i nie przejmując się przy tym obecnie panującymi wytycznymi na scenie muzycznej. Zamiast nagrywać produkcję trwającą 30-40 minut, co jest coraz częściej spotykane w środowisku, Epidemic przedstawiło ponad godzinny album, stanowiący odpowiedni środek wyrazu dla tej formacji.

    W porównaniu do poprzednich płyt na „4 Dimensions on a Paper” zaszły dwie kluczowe zmiany. Produkcja całego longplaya nie spoczęła w rękach jednego producenta, jak to miało miejsce do tej pory. Owszem, głównymi twórcami podkładów są tutaj Norwegowie z Loop.Holes, ale 7 z 18 utworów zawartych na tym projekcie przypadło innym beatmakerom. Boora, Sicknessmp, Jewbei, Planet Ragtime, Figub Brazlevic i Da Eighth uzupełnili na LP swoich norweskich kompanów po fachu. Skandynawowie pokusili się o stworzenie bardziej urozmaiconego i interesującego środowiska względem wcześniejszych producentów, z którymi była związana amerykańska formacja. Elastyczność w tym względzie była podyktowana głównemu założeniu albumu – Hex One i Tek-nition podzielili całą płytę na 4 części, odwołując się przy tym do 4 pór roku. Przy okazji to 4 longplay w dyskografii tego zespołu. Wyławiając dwa interludia na każdą część roku przypadło po 4 utwory. Wszystko rozpoczyna się od pogodnego lata, przechodzącego do skłaniającej do refleksji jesieni i zimy, aż po przynoszącą nowe rozdanie i dającą nadzieje wiosnę. Z każdego rozdziału „4 Dimensions on a Paper” warto wyróżnić po jednej ścieżce. „Bout That Time”, „All I Need”, „Space Travelin’” i „Get it Now” stanowią znakomitą wizytówkę tego albumu. Jedyni goście na LP – Melanin 9 oraz Chad Bazel – dopasowali się do klimatu całej produkcji. Wszystko to przekłada się na najbardziej kompletny projekt w dotychczasowej karierze Epidemic. Warto mieć też na uwadze jeden znamienny fakt – amerykański duet nie boi się nagrywać z mniej znanymi twórcami z całego świata, co jest rzadkością, nawet w undergroundzie. W tym również tkwi wielkość tego zespołu.

    Wydawnictwo opublikowano na Bandcampie, Spotify, Deezerze i pozostałych serwisach streamingowych. Projekt dostępny w sprzedaży w formacie elektronicznym i fizycznym (płyty kompaktowe); w dalszej kolejności w obiegu pojawią się winyle. „4 Dimensions on a Paper” promują dwa single, do których powstały również videoclipy – „Bout That Time” oraz „From The Beginning”. Epidemic należy do ścisłej czołówki współczesnych grup boom-bapowych. Hex One i Tek-nition dobitnie udowodnili, że nie tylko posiadają wysokie umiejętności, ale także potrafią utrzymać dobry poziom swoich produkcji przez kilka lat, a nie tylko przez sezon.

    Tracklista

    1. Bout That Time (prod. Loop.Holes)
    2. Believe Dat (prod. Loop.Holes)
    3. Do What You Like (prod. Boora)
    4. Styles (prod. SicknessMP)
    5. Insignificance (Interlude)
    6. All I Need (prod. Jewbei)
    7. Four Dimensions on a Paper (prod. Loop.Holes)
    8. Can’t Get Enough (prod. Loop.Holes)
    9. Countdown (prod. Loop.Holes)
    10. Orbits (Interlude)
    11. Space Travelin’ (prod. SicknessMP)
    12. Metempsychosis (prod. Planet Ragtime)
    13. Seasunz feat. Melanin 9 (prod. Loop.Holes)
    14. From The Beginning (prod. Figub Brazlevic)
    15. The Hidden (prod. Da Eighth)
    16. Round n Round (prod. Loop.Holes)
    17. A Second to Wreck It (prod. Loop.Holes)
    18. Get it Now feat. Chad Bazel (prod. Loop.Holes)
  • Raport sprzedaży muzyki w 2015 roku (USA) – część I

    Raport sprzedaży muzyki w 2015 roku (USA) – część I

    6–9 minut

    Przez pewien czas zastanawiałem się nad tym, jaki istnieje pożytek z przeróżnych podsumowań roku. Na przestrzeni grudnia i stycznia ukazało się zatrzęsienie wiele artykułów spinających klamrą 2015 rok. Problem w tym, że zdecydowana większość tego typu publikacji jest bliźniaczo podobna do siebie i przewidywalna (pełno publikacji zawierających identyczne płyty), a przy tym nie zawiera wartości dodanej. Wystarczy też zadać sobie pytanie – kto dzisiaj pamięta o tych artykułach? Zamiast podsumowania minionych 12 miesięcy w formie znanej z pozostałych stron, otrzymacie ode mnie rozbudowaną analizę branży muzycznej podzieloną na kilka części. Serię publikacji poświęconych tej tematyce rozpoczyna raport sprzedaży muzyki w 2015 roku w USA, co stanowi odpowiedni punkt wyjścia dla dalszych artykułów.

    Każdego roku amerykańska firma Nielsen, zajmująca się analizą rynków i zachowań konsumentów w perspektywie lokalnej i globalnej, przedstawia liczne zestawienia dotyczące przemysłu fonograficznego, bazujące w głównej mierze na wszystkich dostępnych listach Billboardu. W porównaniu do 2014 roku raport o poprzednich 12 miesiącach w branży muzycznej nad wyraz rozbudowano. Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim Nielsen poświęciło wiele miejsca fenomenalnego sukcesu „25” Adele – brytyjska wokalista zmiażdżyła konkurencję, bijąc po drodze mnóstwo rekordów sprzedaży. Do tego uwzględniono zmieniający się rynek, w którym coraz większą rolę odgrywa świat cyfrowy. Ponadto dokonano głębszej analizy struktury konsumentów muzyki, uwzględniając nie tylko sprzedaż, ale również metody zasięgania wiedzy o płytach i artystach, czy nawet odniesienie do najważniejszych wydarzeń w świecie muzycznym w 2015 roku. Wszystko to dotyczy największego rynku muzycznego na świecie, czyli Stanów Zjednoczonych.

    W pierwszej części dokonam podsumowania dotyczącego artystów solowych, w drugiej odniosę się do ogólnej sprzedaży muzyki i porównania do ubiegłych lat, a całość zamknie analiza branży hip hopowej. Ze względu na obszerność, każda odsłona raportu sprzedaży muzyki w USA za poprzedni rok zostanie przedstawiona w odrębnych artykułach. Z góry też zaznaczam, że niektóre informacje i wnioski płynące z bilansu 2015 roku nie są wcale takie oczywiste.

    Część I – artyści solowi

    W ub.r. Adele skupiła na sobie największą uwagę mediów. „25” wystarczyło zaledwie 6 tygodni, aby całkowicie zmieść konkurencję z powierzchni ziemi. Liczby towarzyszące trzeciej płycie Brytyjki są oszałamiające. Od daty premiery albumu (20 listopada) do 31 grudnia 2015 roku po wydawnictwo sięgnęło 8 008 000 kupujących (sprzedaż uwzględniająca wersje fizyczne i cyfrowe, a także streaming nagrań). W porównaniu do ubiegłorocznego zwycięzcy – ścieżki dźwiękowej do „Frozen” – Adele sprzedała o ponad 3,5 miliona więcej sztuk płyty. Na koniec pierwszego tygodnia od debiutu (26 listopada) rozeszło się w 3 377 000 egzemplarzy „25”, stanowiąc 42-procentowy udział w rynku i tym samym dystansując poprzednich rekordzistów, grupę N’sync o blisko milion sprzedanych kopii. Materiał wydany przez XL Recordings/Columbia Records osiągnął ponad 135 milionów streamów na żądanie. Adele została też pierwszą w historii artystką, której płyta sprzedawała się w ponad milionowym nakładzie w kolejnych trzech tygodniach od premiery albumu. Na koniec 2015 roku „25” miało 3,1-procentowy udział w łącznej sprzedaży wszystkich tytułów, a także 16,4-procentowy udział w sprzedaży ograniczonej do ostatnich 6 tygodni zeszłego roku. Uwzględniając również poprzednie produkcje artystki ubiegłoroczny longplay Adele jest również jej kolejną najlepiej sprzedającą się produkcją w danym roku kalendarzowym („19” zdystansowało pozostałe projekty w 2011, zaś „21” zdobyło pierwsze miejsce rok później). W tym momencie „25” zajmuje 61. miejsce na liście sprzedaży wszystkich płyt w historii objętych monitoringiem Nielsen Soundscan. Wszystko to budzi nie lada podziw, nieprawdaż?

    Jak na tle Adele radzili sobie pozostali wykonawcy? W pierwszej 10. najlepiej sprzedających się płyt znalazły się albumy m.in. Taylor Swift, Justina Biebera, Eda Sheerana, The Weeknd, Drake’a i Fetty’ego Wapa, co nie stanowi żadnego zaskoczenia dla osób pozostających na bieżąco z branżą muzyczną. Jednak każdy z tych twórców pozostał daleko w tyle za Adele – druga na liście Taylor Swift sprzedało blisko 5 milionów mniej płyt w 2015 roku. Interesująco przedstawia się ranking najlepiej sprzedających się płyt kompaktowych. Oczywiście niepodzielnie panuje brytyjska wokalistka z ponad 5-milionowym nakładem sprzedanych egzemplarzy kompaktów (przypominam, to wszystko osiągnęła w zaledwie 6 tygodni). Poza Brytyjką nikt nie przekroczył bariery milionowego rozchodu płyt kompaktowych. Dobitnie pokazuje to, że ten nośnik muzyki znajduje się w nieustannym odwrocie – jeszcze w 2005 roku w USA rozeszło się ponad 600 milionów płyt CD, zaś w ubiegłym już tylko 140 milionów. Niektórzy przewidują, że za mniej niż 10 lat liczba sprzedawanych kompaktów w Stanach Zjednoczonych spadnie do kilku milionów rocznie.

    Adele usadowiła się też na pierwszych miejscach pod względem sprzedaży cyfrowej i płyt winylowych. W pierwszej kategorii ponownie była jedyną artystką, której płyty znalazły ponad milion nabywców (drugiemu na liście Drake’owi zabrakło niewiele, bowiem sprzedał w wersji elektronicznej 985 tysięcy „If You’re Reading This It’s Too Late”). Co więcej, kanadyjski raper dwukrotnie pojawił się w tym rankingu – oprócz „IYRTITL” dobrze sprzedawał się jego wspólny projekt z Future’em, „What a Time to Be Alive”. Materiał ten obok „To Pimp A Butterfly” Kendircka Lamara, to kolejne płyty hip hopowe, które rozeszły się w nakładzie przekraczającym 500 tys. cyfrowych kopii. Ostatni na liście Chris Stapleton nie zdobył w tej kategorii złota (411 tys. sprzedanych kopii „Travellera”), co pokazuje znaczne rozwarstwienie pod tym względem. Podobnie sprawy wyglądają odnośnie winyli – oprócz Brytyjki nikt nie przekroczył bariery 100 tys. sprzedanych wosków. Druga w tym podsumowaniu Taylor Swift sprzedała 74 tys. płyt winylowych. Wypada też wspomnieć, że w pierwszej dziesiątce znalazły się 3 reedycje albumów sprzed lat (Pink Floyd, The Beatles, Miles Davis), które łącznie trafiły do 148,8 tys. nabywców.

    Inaczej rozkładają się akcenty pośród najlepiej sprzedających się singli 2015 roku. Pierwsze miejsce należy do duetu Mark Ronson & Bruno Mars i ich przeboju „Uptown Funk”, po który sięgnęło ponad 5,5 miliona kupujących. Poza tym na uwagę zasługuje silna reprezentacja pozostałych artystów z pogranicza R&B, rapu i trapu – The Weeknd, Fetty Wap i Wiz Khalifa sprzedali ponad 9 milionów swoich najpopularniejszych singli. W tym zestawieniu nie zabrakło również Adele – jej „Hello” zdobyło serce i kieszenie ponad 3,7 miliona odbiorców.

    Wykonawcy przypisywani do R&B (wliczając Marka Ronsona) i (t)rapu zdominowali rankingi streamów na żądanie singli w postaci audio i video. W pierwszej piątce oprócz Ronsona i jego „Uptown Funk” znalazły się również utwory Fetty’ego Wapa, Silento, Wiz Khalify i The Weeknd. Każde nagranie tych wykonawców osiągnęło co najmniej 400 milionów odtworzeń. Jeżeli z tego łączonego rankingu wyjmiemy tylko teledyski, to okaże się, iż w pierwszej dziesiątce oprócz dwóch klipów Taylor Swift i jednego Eda Sheerana resztę stanowią videoclipy twórców związanych z ww. nurtami. Pierwsze miejsce za 2015 rok okupuje Silento z „Watch Me (Whip/Nae Nae)”, które doczekało się blisko 500 milionów wyświetleń. Z kolei Justin Bieber pobił rekord wszech czasów pod względy liczby streamów jednego singla odnotowanych w trakcie tygodnia – w dniach 13-19 listopada 2015 roku „Purpose” przekroczyło pułap 100 milionów odtworzeń.

    Warto też zaznaczyć, że poszczególni artyści wiele zyskali na głośnych wydarzeniach ze swoim udziałem. Katalog Kate Perry poszybował w górę o 99% po jej występie w przerwie Super Bowl, zaś Chris Stapleton po wspólnym zagraniu na scenie z Justinem Timberlake’iem w ramach 49. ceremonii rozdania nagród CMA doczekał się 6-krotnie więcej nabywców albumu „Traveller”. Jak co roku „All I Want For Christmas Is You” Mariah Carey zdobyło ogromną popularność w trakcie okresu świątecznego – singiel odtworzono w sieci 8 milionów razy w trakcie tygodnia przypadającego na Boże Narodzenie. Jay-Z zaznaczył swoją obecność w mediach po uruchomieniu Tidala, dzięki czemu jego chwilowo jego muzyka była częściej na rotacji słuchaczy. Wszystko również wskazuje na to, że dużym graczem na rynku muzyki cyfrowej będzie w przyszłym roku The Beatles – dyskografia legendarnej brytyjskiej formacji dobiła do 14 milionów streamów do świąt Bożego Narodzenia.

    Wnioski: W ub.r. panowało kilka trendów na amerykańskiej i światowej scenie muzycznej. W tym czasie ukazało się mnóstwo płyt, które były poprzedzone krótką kampanią promocyjną. W ten krajobraz wpisuje się przede wszystkim „25” Adele, ale także „If You’re Reading This It’s Too Late” Drake’a i „To Pimp A Butterfly” Kendricka Lamara. Najwięksi artyści w wymiarze komercyjnym nadal mogą liczyć na sprzedaż przekraczającą platynowy status. Z drugiej strony, coraz bardziej zarysowuje się różnica pomiędzy wykonawcami, których muzyka istnieje głównie w świecie cyfrowym, a twórcami nadal sprzedającymi spore nakłady kompaktów. Wśród najlepiej sprzedających się albumów w 2015 roku widać większe zróżnicowanie niż kilka lat temu. Adele całkowicie przebiła konkurencję, zostawiając wszystkim pozostałych o lata świetlne za sobą. Styl w jakim Brytyjka powróciła budzi uznanie nawet największych malkontentów. Widać również jeden niebezpiecznie pogłębiający się trend. Niemal każdy szalenie popularny wykonawca z nurtów rap/trap/R&B istnieje jedynie w internecie. Wysokie statystyki nagrań w serwisach streamingowych nie generują wysokiej sprzedaży singli i pełnych płyt, niekiedy nie przekłada się to również na granie koncertów przez poszczególne postaci.

    Druga część raportu, tym razem odnoszącego się do ogólnej sprzedaży muzyki i porównania do ubiegłych lat, pojawi się na łamach naszego serwisu 30 kwietnia.

  • Recenzja LP: String Theory  – String Theory

    Recenzja LP: String Theory – String Theory

    4–6 minut

    Mic-Theory Records | 2014

    W ostatnich latach pojawiło się mnóstwo dyskusji na temat tego, w którą stronę zmierza muzyka hip hopowa. Młode pokolenie artystów usiłuje nadać swoim nagraniom wyrazistego i mocnego pazura, co wielokrotnie sprowadza się do sięgania po średnio wyszukane formy muzyczne. Oczywiście część współczesnych raperów i producentów potrafi wnieść do muzyki powiew świeżości, ale nie są to zbyt częste przypadki. Nie należy przy tym zapominać także o tym, że obok twórców stawiających na nowoczesne odmiany hip hopu, nadal można natrafić na wykonawców, których twórczość wspaniale odwołuje się do lat 90.tych. The Doppelgangaz, Apollo Brown, Timeless Truth, Joey Bada$$ to tylko niektóre przykłady na potwierdzenie powyższych słów. W podobnym tonie wypada wyrażać się o formacji z Florydy, Epidemic. W kwietniu 2014 roku połowa tej grupy, Hex One, nagrał stricte boom-bapowy projekt z BBZ Darneyem, „String Theory”.

    Wśród artystów i grup przypisanych do neo boom-bapu panuje silna konkurencja. Jeżeli miałbym grupę z tego nurtu, która zrobiła na mnie największe wrażenie w ostatnich 3-5 latach, to mój wybór padłby na Epidemic. Amerykańska formacja to przy tym jeden z nielicznych zespołów z Florydy nawiązujących do klasycznego rapu (jak powszechnie wiadomo, w tej części USA zawsze rządziło zupełnie inne brzmienie).

    Hex One & Tek-nition zaskoczyli odbiorców wypracowanym i naprawdę znakomitym flow, a także umiejętnością tworzenia tłustych i bogatych pod względem lirycznym i muzycznym płyt. Epidemic postawiło przy tym na kilka znaków rozpoznawczych – wszystkie projekty wydają w założonym przez siebie labelu Mic Theory Records, a każde dotychczasowe wydawnictwo zrealizowali z innym producentem. W kolejności chronologicznej duet współpracował z 5th Elementem („Illin Spree”), Jesse Jamesem („Monochrome Skies”), Tantu („The Soulution EP”) i Esco („Somethin For Tha Listeners”). Po opublikowaniu w połowie 2013 roku ostatniego z tych materiałów Hex One pokusił się o nagranie solowych płyt. Obok „Hologramz” z 5th Elementem raper przygotował również „String Theory” z B.B.Z. Darneyem. Okazało się, że nawet bez pomocy Tek-nitiona florydzki Emcee potrafi nagrać kawał dobrego rapu.

    Kluczowe pytanie przy płycie wydanej w kwietniu 2014 roku dotyczyło tego, jak Hex One poradzi sobie bez swojego partnera muzycznego z Epidemic. Ogromną zaletą każdego wydawnictwa amerykańskiej formacji jest kapitalna chemia i wymienność funkcji pomiędzy raperami, wzajemne ich uzupełnianie się i kontrastujące ze sobą style. Tek-nition charakteryzuje się płynnym flow i nigdy nie odbiega od tematów przewodnich poszczególnych utworów. W porównaniu do niego Hex One kładzie większy nacisk na technikę i dostarczenie odbiorcom głębszych tekstów. Właśnie w tym kierunku podążył on na „String Theory”, starając się za wszelką cenę udowodnić, że Emcee przypisany do boom-bapu nie musi wcale być schematyczny.

    Na płycie sprzed blisko dwóch lat raper nie tylko potwierdził wszystkie zalety z jakich był już znany, ale także pokazał, iż sprawdza się w nagraniach bez Tek-nitiona. W dodatku Hex One pokusił się o stworzenie albumu skonstruowanego wokół przemyśleń odnośnie miejsca człowieka we wszech świecie i na ojczystej planecie. Wydaje się to nonsensem, gdyż artyści hołdujący latom 90.tych przeważnie jedynie narzekają i powtarzają utarte schematy, nieprawdaż? Jednak na „String Theory” jest zupełnie inaczej. Złożone opowieści o człowieczeństwie – „Theory of Everything”, „Rhythm of the Planet”, „Reminisce” – wymieszane z kultywowaniem prawdziwej sztuki hip hopowej – „Art of Rap” – przełożyły się na doskonały produkt końcowy. Styl, jakim posługuje się Hex One, wymaga od słuchaczy wnikliwego zapoznania się z zawartością projektu, w czym można znaleźć wiele przyjemności ze względu na rozważnie skonstruowane rymy, a także odpowiedniej jakości warstwę muzyczną. Co więcej, raper dobrze wypadł w zestawieniu ze swoimi gośćmi (Tek-nition, uMaNg, Halfcut, Self The Bluest Eye, D-Rev), którzy dodatkowo urozmaicili ten materiał.

    B.B.Z. Darney stanął przed podwójnym wyzwaniem. Po pierwsze, szwedzki producent musiał zmierzyć się z nagraniem płyty z raperem, który dotychczas w ramach istnienia Epidemic niemal perfekcyjnie dobierał sobie beatmakerów. Po drugie, Boom Bappin’ Zombie Darney pozostawił po sobie dobre wrażenie, produkując w całości dwa projekty Umanga„Lasting Impressions” i „The Revisited” – przez co oczekiwania wobec niego natychmiastowo wzrosły. Jak sobie poradził szwedzki artysta? Ano naprawdę więcej niż jedynie porządnie, dzięki czemu poradził on sobie z całkiem wysoko postawioną poprzeczką. Przede wszystkim B.B.Z. Darney zadbał o właściwie przygotowane beaty, który pomogły uwydatnić wszystkie zalety stylu Hex One’a. Nie znajdziecie na „String Theory” hardcore’owego, ani też siermiężnego brzmienia; obyło się tutaj również bez niedbale tworzonych beatów. Podkłady drugiej połowy String Theory posiadają boom-bapową ikrę (w końcu pseudonim do czegoś zobowiązuje), nie są monotonne (patrz: „Intergalactix” i „All Beautiful”) i nie można ich nazwać odgrzewanymi kotletami. Pomimo tego iż miejscami przydałby się lepszy mix i mastering, ewentualnie inny dobór perkusji, to i tak B.B.Z. Darney wyszedł z tego obronną ręką, w czym również pomogły cuty egzekwowane przez DJ-a Tha Bossa i DJ-a GJazzhoppę. Owszem, nie jest to poziom prezentowany przez Esco na „Somethin For Tha Listeners” Epidemic, ale i tak dzięki tak dobranym podkładom Hex One w pełni mógł rozwinąć skrzydła.

    Większość młodych i nieposiadających odpowiedniej wiedzy muzycznej słuchaczy uzna współczesne płyty boom-bapowe za relikt przeszłości. Porównując jednak albumy przypisane do nowych nurtów rapowych do produkcji opartych o brzmienie z lat 90.tych szybko można zauważyć znaczną różnicę w nastawieniu do tworzenia muzyki. Wydawnictwo String Theory to idealny przykład na to, iż w dzisiejszym hip hopie nadal pozostaje miejsce na prawdziwe emocje i artystów wkładających w to całe serce. „String Theory” trafia do szuflady z najbardziej wyrazistymi materiałami boom-bapowymi z lat współczesnych. Warto też zaznaczyć, że coraz więcej osób zaczyna doceniać płyty pokazujące to, co jest najpiękniejszego, aczkolwiek zapomnianego przez wielu, w muzyce hip hopowej.

    Ocena: 4/5

    Tracklista

    1. String Theory
    2. Theory of Everything
    3. Currents
    4. Intergalactix feat. uMaNg
    5. All Beautiful
    6. Art of Rap feat. Halfcut
    7. Used to Be feat. Tek-nition, Self The Bluest Eye
    8. Rhythm of the Planet feat. Tek-nition, D-Rev
    9. Reminisce
    10. Lucid Dreams feat. Tek-nition
    11. The 11th Dimension
    12. Realities
  • DJ Krush powraca z Butterly Effect

    DJ Krush powraca z Butterly Effect

    4–6 minut

    W ub.r. ponownie dużym zainteresowaniem cieszyły się wydawnictwa producentów z różnych stron świata. Stricte instrumentalne projekty, płyty producenckie czy mieszane materiały często przez długie tygodnie przewijały się przez kręgi muzyczne. Pomimo tego iż w dalszym ciągu część odbiorców nie szanuje w pełni beatmakerów, nieustannie pomijając ich EP-ki i longplaye, to niejeden producent może uważać się wygranym 2015 roku. W tym miejscu powinna znaleźć się długa lista twórców, którzy zasłużyli na liczne pochwały za swoje ostatnie wydawnictwa. Pozytywne wrażenie pozostawili po sobie zarówno Ta-ku, Apollo Brown, Damu The Fudgemunk, jak i Tom Misch, Fredfades czy Phoniks. Niespodziewanie obok nich znalazł się zapomniany przez niektórych DJ Krush. Zasłużony japoński producent powrócił pod koniec roku z albumem „Butterly Effect”.

    W latach 90.tych kilku japońskich artystów przebiło się na międzynarodowej scenie hip hopowej. W czasie, gdy w Stanach Zjednoczonych znakomicie zaprezentował się DJ Honda (wszystko to za sprawą licznych nagrań z amerykańskimi raperami), na Europejczykach spore wrażenie zrobił DJ Krush. Oryginalne i rzadko spotykane w ówczesnych czasach nastawienie do tworzenia alternatywnego hip hopu błyskawicznie spodobało się Brytyjczykom. Doprowadziło to do tego, że pierwsze wydawnictwa Japończyka, w tym „Strictly Turntablized”,  ukazywały się nakładem Mo Wax. Abstrakcyjna wizja muzyki hip hopowej wymieszanej z trip-hopem w oka mgnieniu pozwoliła zdobyć tokijczykowi kolejnych fanów. Przy okazji pojawiło się także uznanie ze strony innych twórców – muzyk jazzowy Ronny Jordan zaproponował mu nagranie wspólnej płyty, „Bad Brothers”. Kapitalny warsztat Hideakiego Ishiego wkrótce poznali również mieszkańcy innych krajów, gdyż niewiele później trafił do sprzedaży jego kolejny projekt, „Krush”. Pomyśleć, że to wszystko działo się na przestrzeni 1994 roku.

    W następnych latach DJ Krush był równie aktywny. Od 1995 do 1997 roku wypuścił on szereg produkcji, które wyniosły jego do miana jednego z najwytrawniejszych twórców brzmień abstrakcyjnych na świecie. „Meiso”, „Ki-Oku”, „MiLight” i pomniejsze wydawnictwa przyniosły mu sławę i uczyniło z niego muzycznego wizjonera, na którego twórczości wzorowało się później wielu innych producentów. Japończyk zaskarbił sobie także sympatię recenzentów, zbierając mnogie pochwały za każde swoje wydawnictwo. Pozytywne opinie spłynęły następnie na jego kolejne płyty – „Kakusei”, „Zen”, „The Message at the Depth” oraz „Jaku”.

    Po wydaniu ostatniego z tych albumów w 2004 roku DJ Krush przystopował z tworzeniem nowej muzyki. W 2007 roku ukazało się DVD „History of DJ Krush”, które niektórzy traktowali w formie podsumowania dotychczasowej działalności artysty, inni zaś przewidywali zakończenie aktywności wydawniczej tego muzycznego geniusza. Okazało się, że rację mieli wszyscy ci, którzy uważali, że japoński wykonawca nie wyda już nowych nagrań. Co prawda Azjata dalej koncertował na świecie, ale przez kolejną dekadę nie wydał żadnego projektu. Kiedy większość osób straciła już nadzieję na świeże utwory w jego wykonaniu, to niespodziewanie artysta powrócił z „Butterly Effect”. Album opublikowane w trakcie minionej jesieni, to jedno z większych zaskoczeń na rynku muzycznym ostatnich lat.

    Wydaniem płyty zajęło się Vinyl Digital, co stanowiło nie lada zaskoczenie, ponieważ Japończyk do tej pory nie współpracował z żadną europejską wytwórnią płytową. Niecodzienny wybór bohatera tego artykułu przyniósł mu wiele pożytku. Niemiecka oficyna wydawnicza zadbała o odpowiednią promocję albumu i ogólnoświatową dystrybucję, umożliwiając artyście przypomnienie o sobie zarówno w Europie, jak i Ameryce Północnej. „Butterly Effect” skierowano nie tylko do starszych fanów DJ-a Krusha, ale także do osób do tej pory niezaznajomionych z jego twórczością. Trzeba przyznać, że ten zabieg chwycił – premiera płyty wywołała spore poruszenie w sieci.

    Premierę materiału wyznaczono na wrzesień, aczkolwiek Vinyl Digital ostatecznie przypisało wydanie „Butterly Effect” do daty ukazania się wersji fizycznych albumu, czyli na 30 października. Wszyscy odbiorcy, którzy doskonale orientują się w dyskografii DJ-a Krusha zadawali sobie podstawowe pytanie: w jaki sposób ukierunkuje on swoją nową płytę? Przecież część artystów po dłuższej przerwie całkowicie porzuca wcześniejsze wytyczne, sięgając po inne środki wyrazu. Pozostali trzymają się sprawdzonego sposobu tworzenia nagrań, nie rezygnując ze swojej muzycznej tożsamości. Doświadczony japoński wykonawca wybrał drugie rozwiązanie, z tego tak po prawdzie nikt nie powinien być specjalnie zaskoczony. Posępny i mroczny świat znany z poprzednich dokonań DJ-a Krusha doczekał się kontynuacji na „Butterly Effect”. Występuje tylko jedno „ale”. Producent swoimi utworami nie wpędza już słuchaczy w depresję i nie stara się wciągając odbiorców do swojego nieodgadnionego świata. Więcej tutaj swobody i bardziej przejrzystych nagrań. Nie zabrakło gości na tym LP, z których najciekawszą postać jest Free the Robots (w ub.r. wydał on wspólną płytę z Opio, „Sempervirens”). Wszystko to spięte nostalgiczną klamrą (na płycie znalazł się jeden utwór o takim tytule), przypominającą mimo wszystko o wcześniejszych produkcjach artysty.

    Projekt udostępniono do odsłuchu na Bandcampie, Spotify, Deezerze i serwisach pokrewnych. „Butterly Effect” ukazało się w wersji elektronicznej i fizycznej. Vinyl Digital wypuściło materiał na płytach kompaktowych i winylowych. Projekt promuje kilka singli, z których najważniejszymi są „Probability” oraz „Missing Link”. Dodatkowo do pierwszego z tych nagrań powstał również videoclip. Powrót DJ-a Krusha odnotowano w wielu krajach, chociaż oceny tej płyty są mocno rozbieżne. Nie ma się, co dziwić, ponieważ „Butterly Effect” nie jest w stanie wypełnić 11-letniej luki w dyskografii artysty, a po takiej przerwie wiele osób oczekiwało od niego zupełnie nowej jakości. Z drugiej strony, po tym albumie widać, że nie zapomniał on, jak należy tworzyć utwory, które wcale nie wypadają tak blado, jak to co poniektórym wydaje się.

    Tracklista

    1. Probability
    2. Strange Light feat. Free the Robots
    3. Coruscation
    4. My Light feat. Yasmine Hamdan
    5. Nostalgia feat. Takashi Niigaki
    6. Missing Link
    7. Song Of The Haze
    8. Sbayi One feat. Crosby Bolani
    9. Everything And Nothing feat. Divine Styler
    10. Future Correction
    11. Living In The Future feat. tha BOSS
  • Jazz Addixx prezentuje płytę Tomorrow’s Yesterday

    Jazz Addixx prezentuje płytę Tomorrow’s Yesterday

    3–5 minut

    Jeszcze w latach 2008-09 nie ukazywało się tyle nowych płyt na tak dużą skalę. Wraz z upowszechnieniem się nowoczesnych kanałów dystrybucji i postawieniu na Soundcloud oraz Bandcamp, sytuacja diametralnie zmieniła się. Od ponad 6 lat każdego tygodnia wykonawcy z różnych zakątków świata dostarczają mniej-więcej jednakową ilość muzyki, do której wcześniej mieliśmy dostęp co miesiąc. Tak ogromna zmiana na scenie muzycznej przyniosła mnóstwo następstw, z których najważniejszym jest brak możliwości skupienia się na wszystkich współczesnych wydawnictwach. Przez to pełno wartościowych projektów nie trafia do szerszego obiegu, będąc wypychana spoza obiegu przez materiały bardziej medialnych twórców. W trakcie tej zimy pragnę nadrobić zaległości z ostatnich i przedstawić na łamach strony kilka(naście) pominiętych uprzednio płyt sprzed 2-3 lat. Wszystko zaczynamy od jazz-hopowego „Tomorrow’s Yesterday” Jazz Addixx.

    Przez amerykański underground przewinęło się setki wykonawców. Przy niezwykle licznej konkurencji nie wszyscy twórcy mogli liczyć na wprost proporcjonalne zainteresowanie swoimi nagraniami do ich jakości. W tej kategorii powinno znaleźć się miejsce dla formacji Jazz Addixx. Amerykańska grupa wywodząca się z Chicago i Sacramento należy przy tym do niszy artystów, których nagrania przez lata były lepiej przyjmowane daleko poza ich rodzinnym krajem. MC Mudd, DJ Ragz (wytrawny turntablista) i Unown nigdy tym specjalnie nie przejmowali się, traktując współpracę z japońskimi wydawcami i pochwały płynące od europejskich słuchaczy w formie sporej nobilitacji.

    Początków istnienia formacji należy szukać w działalności kolektywu EOS (Eye of the Storm). Poprzez ten projekt MC Mudd poznał DJ-a Ragza, który zaproponował jemu wspólne tworzenie muzyki. Po okresie spędzonym na nagrywaniu pierwszych utworów, Amerykanie postanowili wypuścić pierwszy materiał. Jazz-hopowa grupa pokazała się z naprawdę dobrej strony w połowie poprzedniej dekady.

    W 2005 roku ukazała się debiutancka płyta Jazz Addixx, „Oxygen” (po 10 latach odbyła się premiera winylowej edycji albumu). Wydawnictwo natychmiastowo zachwyciło wielu sympatyków jazz-hopu. Dystrybucja odświeżonej wersji LP – „Oxygen: Refreshed” – objęła zarówno Amerykę Północną (Domination Recordings), jak i Japonię (Goon Trax), co przyczyniło się do odpowiedniej ekspozycji grupy na dwóch dużych rynkach. Późniejsze lata przyniosły kilka pomniejszych projektów zespołu, do których należą „The Intermission Vol. 1-2” i „Soul Expansion”. Kiedy wydawało się, że Jazz Addixx już nie zaprezentuje nowego albumu, to grupa zaskoczyła wydaniem „Tomorrow’s Yesterday”.

    Wydawnictwo trafiło do obiegu w listopadzie 2013 roku. Przy premierze tego materiału amerykańska grupa zrezygnowała ze współpracy z jakimkolwiek wydawcą, decydując się na wypuszczenie projektu własnym sumptem. W ten sposób Jazz Addixx powróciło do swoich korzeni, ponieważ głównym celem zespołu od początku było nagrywanie muzyki i rozdawanie jej swoim znajomym. Zastosowany model wydawniczy odbił się na rozpowszechnieniu informacji o płycie – jedynie kilka serwisów muzycznych napisało o albumie. Powyższa sytuacja na pewno nie zraziła DJ-a Ragza i spółki, którzy doskonale znają swoje miejsce w szeregu. Zawartość „Tomorrow’s Yesterday” idealnie odnosi się do tytułu tego wydawnictwa. Na produkcji sprzed ponad dwóch lat Jazz Addixx nawiązało do wcześniejszych lat przypadających na „Oxygen”, nie zapominając przy tym o tchnieniu w nagrania współczesnych elementów. W ten sposób otrzymaliśmy projekt balansujący pomiędzy starą, a nieco odświeżoną wersją jazz-hopu.

    Długi, blisko 80-minutowy longplay w pełni oddaje klimat undergroundu sprzed lat, co jest jednocześnie największym atutem, jak i zmorą tego wydawnictwa. Postępując według tego klucza formacja nie mogła nastawiać się na zdobycie rzeszy nowych fanów, upatrując w „Tomorrow’s Yesterday” prędzej szanse w dotarciu do słuchaczy, którzy znają ich wcześniejsze dokonania. MC Mudd wraz z Unownem jak najbardziej zachęcają do zapoznania się z tym materiałem. Warstwa liryczna wypada tutaj na porządnym poziomie. Co ciekawe, w każdym utworze pojawiają się scratche i cuty DJ-a Ragza, co stanowi teraz rzadkość we współczesnym rapie.

    „Tomorrow’s Yesterday” można odsłuchać za pośrednictwem Bandcampa, Spotify, Deezera i pozostałych serwisów streamingowych. Początkowo album trafił do sprzedaży w wersji elektronicznej(dostępny do nabycia na BC), zaś następnie Jazz Addixx postarało się o wypuszczenie fizycznego wydania projektu (płyty kompaktowe). Oprócz albumu na Soundcloudzie pojawiły się utwory, które z pewnych względów nie znalazły miejsca na LP – „BreakOut” oraz „No Need to Go”. Trudno przewidzieć, kiedy doczekamy się kolejnego longplaya tej formacji. Jeżeli jednak bohaterowie tego artykułu pokuszą się jeszcze o następne płyty, to wielu sympatyków jazz-hopu (i nie tylko) będzie tym z pewnością usatysfakcjonowana.

    Póki co Jazz Addixx opublikowało na początku tego roku kolekcję swoich różnych utworów zebranych na „B​-​Sides the Mixtape”. Natomiast pod koniec 2015 roku DJ Ragz opublikował dobrze brzmiący solowy materiał „Seasoned Bee Shark Steaks”. Wydawnictwo powstało przy udziale m.in. Moka Only, Praverba oraz pozostałych członków JA.

    Tracklista

    1. Sunrise
    2. Shouldn’t Have Left You
    3. Very Special
    4. Were Back
    5. Love Song
    6. Ahhh!
    7. Far Out
    8. The Truth
    9. Cause of You
    10. Easy
    11. Love Season
    12. Kamasutra
    13. Lemonade
    14. Signs
    15. The Way to Go
    16. In Da House
    17. Titanic
    18. On My Own
    19. Thank You
    20. Keep Dreaming
  • Little Simz zagra 22 stycznia w Warszawie

    Little Simz zagra 22 stycznia w Warszawie

    2–3 minut

    W ub. latach wiele dobrego wydarzyło się na brytyjskiej scenie hip hopowej. Na przestrzeni ostatnich 2-3 lat niejeden artysta rezydujący na Wyspach Brytyjskich pokusił się o wydanie klasowych projektów. Oprócz doświadczonych wykonawców z tego kraju skupionych wokół Big Dada, High Focus Records czy KingUnderground Records, do głosu doszło dosyć liczne grono młodszych twórców. W przyszłym miesiącu odbędzie się premiera długo oczekiwanego albumu chwalonego przez media i słuchaczy Ocean Wisdoma („Chaos 93”). Jeszcze większe zamieszanie w brytyjskim środowisku rapowym wywołuje Little Simz. Już w nadchodzący piątek młoda raperka wystąpi w warszawskim klubie Miłość.

    22 stycznia 2016 roku, klub Miłość, ul. Kredytowa 9, Warszawa
    Little Simz w Polsce
    Support: Buszkers
    Wejście: od godz. 20:00
    Start: godz. 21:00
    Cena biletu: 25 złotych (pierwsza ograniczona pula), 35 złotych w przedsprzedaży / 40 złotych w dniu koncertu. Wejściówki dostępne w sprzedaży w salonach sieci Empik, Media Markt i Saturn i za pośrednictwem strony internetowej agencji Go Ahead www.go-ahead.pl oraz sieci Biletomat.pl, Ebilet.pl, Ticketpro oraz Eventim.

    Niewiele osób spodziewałoby się, że w przeciągu dwóch lat nikomu nieznana artystka stanie się jedną z największych sensacji nie tylko na brytyjskim podwórku, ale także na międzynarodowej scenie hip hopowej. Little Simz solidnie zapracowała na tę pozycję i wszystkie komplementy kierowane pod jej adresem nie są ani trochę na wyrost. Od lutego 2013 do grudnia 2015 roku londyńska raperka opublikowała 4 mixtape’y, 6 EP-ek, a także jeden album. Co ważne, wraz z ilością idzie też jakość muzyki Simbiatu Ajikawo, która za każdym razem oddaje do rąk słuchaczy wartościowe materiały.

    W przypadku tej twórczyni wszystko rozpoczęło się od dwóch projektów sprzed dwóch lat – „XY​.​Zed” i „Blank Canvas”. Wtedy to pierwsze osoby zwróciły uwagę na charakterystyczny styl Little Simz, wyróżniający ją pomiędzy szeregiem innych wykonawców. Progresywne nagrania, świeże spojrzenie na rap, a także świeże i nowatorskie beaty szybko stały się jej znakami rozpoznawczymi. Za sprawą wartościowych i nieustannie wypuszczanych projektów informacje o artystce zaczęły przewijać przez dziesiątki serwisów muzycznych, co jeszcze bardziej napędziło jej karierę muzyczną.

    2014 rok należał do Little Simz. Właśnie wtedy ukazał się głośna i przełomowa płyta „E.D.G.E”. Wydawnictwo zrobiło niemałe wrażenie na wielu odbiorcach i dotarło do niejednego kraju na świecie. W tym samym roku raperka rozpoczęła również serię „Age 101”, która do tej pory doczekała się pięciu odsłon. Przez cały czas Brytyjka powoli zbierała się do nagrania debiutanckiego albumu. Po rozpoczęciu przez nią współpracy z Red Bull Music Academy prace nad jej premierowym LP nabrały tempa. Ostatecznie „A Curious Tale Of Trials + Persons” ujrzało światło dzienne pod koniec października zeszłego roku. Za produkcję płyty odpowiadają m.in. IAMNOBODI, Josh Arcé, The Hics oraz OTG. Jesienne wydawnictwo ciepło przyjęli recenzenci i słuchacze, zaś Little Simz zakończyła ub. rok z nagrodą „Breakthrough Act Of The Year 2015” przyznaną przez Worldwide Awards. Śmiało można przyznać, że Brytyjka zaliczyła niezwykle udany początek swojej kariery. Wszystko wskazuje też na to, że następne lata w jej wykonaniu będą niemniej owocne, gdyż trudno teraz o równie świeżą artystkę młodego pokolenia w rapie.

    Już 22 stycznia polscy fani będą mogli przekonać się o tym, jak raperka wypada na żywo. Przed Little Simz w warszawskim klubie Miłość wystąpi znany z działalności w ramach JuNouMi, Buszkers. Dobrze znany na polskiej scenie muzycznej artysta wprowadzi wszystkich do koncertu Brytyjki.

    Wszystkie aktualności dotyczące imprezy znajdziecie na stronie wydarzenia na Facebooku.

  • Cotygodniowy przegląd informacyjny #65

    Cotygodniowy przegląd informacyjny #65

    7–11 minut

    W poprzednich latach uruchomiłem na stronie sporo stałych rubryk. Z przyczyn losowych część działów przestała być aktywna w ub.r., ale ten niefortunny okres jest już przeszłością. Wraz z początkiem stycznia powracają do naszego serwisu jego różne elementy. Jednym z nich są cykliczne przeglądy informacyjne. W tym tygodniu ukażą się dwie odsłony tej kategorii, w której pojawią się newsy z grudnia i pierwszej połowy stycznia. W dzisiejszym zestawieniu ostatnich tygodni przeczytacie o niecodziennych odlotach Blu i Elzhiego, podsumowaniu 2015 roku na Underground Hip Hop, świeżo wydanych płytach, jak również o nieco starszych projektach.

    Przełom roku przyniósł nie tylko sporo nowości płytowych, ale także kilka dziwnych i wydawałoby się niedorzecznych informacji ze środowiska rapowego. W skrócie: Blu i Elzhi odlecieli. Pierwszy z nich tuż przed końcem roku wygłosił na swoim profilu na Twitterze tyradę dotyczącą działalności policji, systemu sądownictwa i rasizmu w USA. Blu oskarżył… Alchemista i Evidence’a o rasizm i… współpracę z policją. Ev krótko skomentował sprawę, że autor tego zamieszania nie jest w dobrej kondycji umysłowej. Tego jeszcze nie grali, naprawdę. Polecam przejrzeć profil Blu na Twitterze, który zawiera rzeczy potwierdzające słowa Evidence’a.

    Elzhi jest jeszcze lepszy, ponieważ igra sobie z fanami, którzy pomogli mu zebrać pieniądze na nagranie i wydanie nowego albumu, „Glow 365”. O co poszło? Ano o to, że kampanię crowdfundingową na Kickstarterze pomyślnie zakończono w grudniu 2013 roku, a żadnych konkretów odnośnie płyty ani widu, ani słychu. Co więcej, żadna osoba, która pomogła w realizacji kampanii, nie otrzymała obiecanych grantów, ani nie uzyskała informacji o postępach w pracach nad LP.

    W dodatku Elzhi zaczął… ukrywać się przed fanami pytającymi jego o „Glow 365”. Każda osoba z pytaniami o kampanię na Kickstarterze jest… blokowana na portalach społecznościowych przez Elzhiego. Doprowadziło to do tego, że niektórzy chcą… złożyć pozew sądowy przeciwko niemu. W końcu zebrać $37,382 i przez 2 lata nie nagrać płyty, mając w głębokim poważaniu zobowiązania wobec ludzi jest sztuką. Sytuacja może zmienić się i artysta może w końcu wypuści „Glow 365”, ale jak to mawiają: internet nie zapomni. Jak tak dalej pójdzie, to 2016 będzie jeszcze ciekawszym rokiem od poprzedniego, i to pod wieloma względami.

    W sieci pojawiają się kolejne podsumowania i rankingi „the best of 2015”. Doskonale znany sklep Underground Hip Hop dorzucił swoje trzy grosze do tej tematyki, publikując listy najlepiej sprzedających się w tym sklepie w 2015 roku płyt kompaktowych i winylowych, a także singli wypuszczonych na wosku. Przeglądając zestawienia najchętniej kupowanych płyt CD nie ma większych zaskoczeń. Pierwsze miejsce zgarnęło „Songs In The Key Of Price” Sena Price’a, poza tym pełno wydawnictw nawiązujących do lat 90.tych i trochę reedycji. Inaczej sprawy wyglądają przy winylach.

    Największym zainteresowaniem wśród kupujących cieszyły się projekty wydawane przez Mello Music Group („Thirty Eight” Apollo Browna z 2014 roku zdobyło 1 miejsce) i Redefinition Records. Wysoko na tej drugiej liście znalazł się też Ta-ku i jego „Songs To Make Up To”. Jeżeli brać pod uwagę razem listy płyt kompaktowych i winylowych, to najlepiej sprzedawało się „Every Hero Needs A Villain” Czarface. Nieco inny pogląd na 2015 roku, ale również interesujący.

    KingUnderground Records zebrało wiele pochlebnych opinii za działalność w poprzednim roku. W 2016 roku powinno być podobnie. Brytyjska oficyna wydawnicza rozpoczęła kolejne 12 miesięcy od dwóch wydawnictw – nowej płyty Boory, „Soundogolism”, a także reedycji projektu Lewisa Parkera„Sniper Beats”. Legenda brytyjskiego hip hopu ma na swoim koncie wiele różnych materiałów. W ubiegłych latach Lewis Parker wyprodukował album Eastkoasta, „MK Ultra (Operation Hypnosis)”, wydając przy tym solowy album „The Puzzle: Episode 2 – The Glass Ceiling”. Właśnie ruszyła przedsprzedaż winylowej wersji „Sniper Beats”. Pierwotnie wydawnictwo ukazało się w 2008 roku na płytach kompaktowych. Wydanie cyfrowe projektu trafiło na Bandcampa.

    Nowy rok dopiero co rozpoczął się, a już pojawiło się kilka świeżych wydawnictw. Kompletnym zaskoczeniem jest kolejny wspólny album Mursa & 9th Wondera„Brighter Daze”. Amerykańscy artyści współpracują ze sobą od dawna. W przeszłości duet nagrał 5 płyt. W listopadzie 2012 roku ukazało się „The Final Adventure”, które miało być ostatnią odsłoną wspólnych projektów Mursa & 9th Wondera. Jednak nic bardziej mylnego. Znani i lubiani twórcy wypuścili akurat „Brighter Daze”. Wydawnictwo pojawiło się zupełnie znikąd i stanowi świetną niespodziankę na rozpoczęcie 2016 roku.

    BeatPete to prawdziwy człowiek-instytucja w niezależnych kręgach hip hopowych. Niemiecki twórca systematycznie pracuje nad nowymi miksami, a także organizuje imprezy i współpracuje z wieloma artystami. Na początku roku nasz zachodni sąsiad opublikował „Tranquility”. Wszystkie osoby zaznajomione z działalnością członka Backyard Joints i Mellow Orange Music wiedzą, że należy się po nim spodziewać przemyślanej selekcji utworów. Oczywiście też każde jego wydawnictwo powstaje w oparciu tylko o płyty winylowe. „Tranquility” nie odstaje poziomem od poprzednich materiałów BeatPete’a. Ras G, Fredfades & Kristoffer Eikrem, Bugseed, Five Deez, Youtaro, Mr. Dibiase i inni artyści znaleźli swoje miejsce na tym miksie.

    Pośród wszystkich japońskich producentów obecnie najbardziej cenię sobie Budamunka. W ostatnim okresie Japończyk wypuścił „The Awakening”, „Loungin’” i wspólny projekt z Fitzem Ambrose’em, „BUDABROSE”. Na rozpoczęcie nowego roku beatmaker opublikował „Monkey Tape 2016”. Budamunk szybko postanowił nawiązać do chińskiego roku małpy, jaki rozpocznie się 8 lutego. Instrumentalne wydawnictwo producenta cechuje się znakomitym klimatem. Szczególnie dotyczy to „Open The Scrolls” i „Back to Temple”. „Monkey Tape 2016” można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem Bandcampa.

    Cold Busted to jedna z najaktywniejszych oficyn wydawniczych skupionych na szeroko pojętej muzyce instrumentalnej. Nowy rok amerykański label rozpoczyna od kompilacji „Only On Vinyl 2” i albumu polskiego beatmakera o pseudonimie Emapea, „Seeds, Roots & Fruits”. Rodzimy producent przewijał się przez kompilacje Cold Busted„IWYMI” i „Bust Free”. Pod koniec stycznia odbędzie się premiera jego solowego projektu. „Seeds, Roots & Fruits” promują trzy nagrania – „Good Old Days”, „What The Funk” oraz „Milky Haze”. Projekt trafi do sprzedaży 29 stycznia na płytach kompaktowych i winylowych, a także na kasetach. Warto wypatrywać premiery tego materiału.

    Niektórzy artyści i wydawcy mocno weszli w 2016 rok. Obok szeregu świeżych płyt autorstwa różnych wykonawców z całego świata pojawiło się kilka kompilacji. Jedną z nich wypuściła MC Melodee, „Collaborations (2005-2015)”. Holenderska raperka jest dobrze kojarzoną postacią w środowisku muzycznym. W ostatnich latach wydała ona kilka materiałów – „Coolin EP”, „Cruch Time EP”, „In My Zone EP” i „My Tape Deck”, Oprócz solowych wydawnictw artysta współpracowała z różnymi innymi twórcami. Część gościnnych udziałów zebrano na „Collaborations (2005-2015)”. Kompilacja obejmuje nagrania z Onrą, Nomakiem czy też tracki powstałe w ramach grup, z którymi jest związana MC MelodeeLa Melodia i Diversidad.

    Jeżeli następne tygodnie i miesiące mają wyglądać tak, jak 1 stycznia, to trzeba liczyć się z ogromem nowych projektów. Przed sylwestrem i tuż po rozpoczęciu nowego roku otrzymaliśmy nowe płyty od DJ-a Cama, Budamunka, Mursa & 9th Wondera, Messiah Musika & DJ-a Mo Niklza, The Doppelgangaz i innych twórców. Ostatni z tych artystów wypuścili „Beats For Brothels, Vol. 3.5”. Trzeba przyznać, że Matter Ov Fact & EP mają rozmach. W ciągu dwóch tygodni wydali dwa albumy. Przed świętami Bożego Narodzenia nowojorski duet opublikował „Beats For Brothels, Vol. 3”, a teraz tę serię powiększył o kolejny wolumin. Wersja podpisana „3.5” zawiera 14 utworów The Ghastly Duo. Wydawnictwo dostępne w przedsprzedaży na płytach winylowych.

    W następnych tygodniach trafi do obiegu całkiem sporo ciekawie zapowiadających się wydawnictw. Wśród nich znajdzie się debiutancka płyta formacji Jungle Brown, „Flight 314”. Brytyjska grupa wydaje muzykę dopiero od niedawna. Pod koniec 2014 roku ukazała się EP-ka „Take 1”, stanowiąca wprowadzenie do świata Jungle Brown. 29 stycznia odbędzie się premiera albumu „Flight 314”. Projekt zapowiadają dwa single – „Keep it Moving” i „In The City”. Do drugiego z tych nagrań nakręcono stosowny videoclip. Materiał ukaże się na płytach winylowych, które są dostępne w przedsprzedaży.

    Przez naszą stronę przewinęło się kilku producentów zza naszej wschodniej granicy. Scena producencka na Ukrainie stale rozwija się, o czym świadczy choćby projekt Odessa Beats Session. W zeszłym roku odbyła się pierwsza edycja festiwalu zrzeszającego ukraińskich beatmakerów. Po tym wydarzeniu pozostał zapis w postaci kompilacji „Odessa Beats Session”. Tracklista tego wydawnictwa obejmuje utwory 9 twórców, które utrzymano w różnej stylistyce. KLIM Beats, Smuff Tha Quiz, C.J. Plus i inni przewinęli się przez pierwszą edycję OBS.

    Ugly Duckling swego czasu cieszyło się sympatią wielu słuchaczy na całym świecie. W ostatnich latach członkowie tej formacji skupili się na solowych projektach. Szczególnie aktywny pozostaje Andy Cooper, który wypuścił kolejną siódemkę – „Room To Breathe” b/w „Unlikely Assassin”. Całkiem niedawno temu kalifornijski opublikował singiel winylowy „Bring It To Me” wydany przez Soundweight Records. Doświadczony wykonawca nie zwalnia tempa, dostarczając następny krótki materiał. Stare-dobre brzmienie UD wypada naprawdę interesująco. Materiał ukazał się nakładem Origu. Andy Cooper przymierza się przy tym do wydania longplaya, który ukaże się w tym roku dzięki Unique Records.

    Kalifornijska oficyna wydawnicza Dirty Science przywodzi na myśl wydawnictwa Exile’a i artystów z nim związanych. Na początku grudnia ukazał się swoisty przegląd materiałów wydanych przez ten label – „Dirty Science Radio Vol One”. Z wypuszczeniem tego projektu oczywiście stoi Exile. Na ponad 1,5-godzinnym materiale znajdziemy utwory szeregu wykonawców. Blu, Madlib, Alchemist, Quelle Chris, MED, Madlib, ADAD i wielu innych przewinęło się przez „Dirty Science Radio Vol One”. Warto zwrócić tutaj uwagę na niepublikowane dotąd nagrania i bonusowe tracki.

    Irlandzkie All City Records z przytupem zamknęło 2015 rok. Po serii wydawnictw Onry z „Fundamentals” na czele otrzymaliśmy nowy projekt Knxwledge’a„WrapTaypes”. Amerykański producent w poprzednich miesiącach jak zwykle dostarczył mnóstwo nowej muzyki. Oprócz albumu „Hud Dreems” i wspólnej EP-ki z Andersonem Paakiem („Link Up & Suede”), beatmaker wypuszczał kolejne beat tape’y. Przy współpracy z All City Records przygotował on podsumowanie serii „WrapTaypes”. Obecnie trwa przedsprzedaż limitowanej serii tego projektu wraz z dołączonymi bonusami. Całość trafi do obiegu 16 stycznia.

    Część kolekcjonerów płyt winylowych, a przy tym wydawców i artystów, szczególnie upodobało sobie siódemki. Na przełomie grudnia i stycznia do obiegu trafi 7-calowy singiel autorstwa Emskeego i Doca TMK-a, „Sound of the SP” b/w „Deep Down”. Doświadczony amerykański twórca wraz ze swoim francuskim kompanem przygotował tłustą siódemkę. Obu artystów wspiera dobrze znany na francuskiej scenie muzycznej DJ Suspect. Wydaniem singla zajmie się francuskie Radio Krimi.

    W 2014 roku sporo pochwał zebrał nowojorski duet Skyzoo & Torae za wspólną płytę „Barrel Brothers”. Po tym materiale obaj artyści wrócili do solowych projektów. W tym roku pierwszy z nich wypuścił „Music For My Friends”, zaś drugi szykuje się właśnie do wydania kolejnego LP. W połowie stycznia Torae opublikuje „Entitled”. Nowojorczyk to dobrze kojarzona postać na scenie producenckiej. Po „For The Record” i „Barrel Brothers” przyszedł czas na jego następny materiał. Zapowiedzi „Entitled” krążą w sieci od pewnego czasu. Wydawnictwo promują trzy single – „Let Em’ Know”, „Get Down” oraz „Saturday Night”. Do pierwszego z tych nagrań dorzucono również teledysk. „Entitled” trafi do sprzedaży 15 stycznia.

    Wszelkiego rodzaju (net)labele i platformy wydawnicze powstają teraz, jak grzyby po deszczu. W lutym br. do życia powołano francusko-japoński projekt Orikami. Przed kilkoma tygodniami ukazała się kompilacja „Orikami & Friends”. Międzynarodowy kolektyw celuje w wydawanie instrumentalnych płyt. Z tym labelem może być kojarzonych całkiem sporo wykonawców. Na „Orikami & Friends” udzielili się Nymano, Kazumi Kaneda, Matatabi, Saib, Linn Mori i inni twórcy. Blisko 40-minutowe wydawnictwo można bezpłatnie pobrać (link na Soundcloudzie).

  • Soundogolism debiutancką płytą Boory

    Soundogolism debiutancką płytą Boory

    2–4 minut

    Ilość i jakość muzyki wydanej w 2015 roku nadal robi wrażenie. Jeszcze pewnie przez następne tygodnie (jak nie miesiące) będę docierał do wartościowych ubiegłorocznych projektów, o których istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia. Wiele wskazuje, że ubiegłoroczna tendencja zostanie podtrzymana w następnych miesiącach. Wystarczy tylko rozejrzeć się pomiędzy styczniowymi premierami płytowymi, aby wnet wyłapać niejedno interesujące wydawnictwo. Więcej na ten temat pisałem w zeszłym tygodniu, więc pozwólcie na błyskawiczne streszczenie. Pierwsze tygodnie 2016 roku upływają pod znakiem nowych płyty Mursa & 9th Wondera, The Doppelgangaz, Budamunka, do których wkrótce dojdą projekty Mr. J Medeirosa, Torae’a, K-Defa, Venice Dawn czy Beneficence’a. Pomiędzy materiałami tych twórców warto przyjrzeć się także debiutanckiego albumowi Boory, „Soundogolism”.

    Niemieccy, francuscy, brytyjscy czy nawet holenderscy producenci swoją twórczością przyciągają odbiorców z różnych krajów. Niewiele osób jednak zdaje sobie sprawę z tego iż równie wiele dobrego można powiedzieć o działalności ukraińskich i rosyjskich beatmakerów. Za najlepszy przykład może tutaj posłużyć akurat Boora. Artysta wywodzący się z Sowiecka doskonale kultywuje tradycje hip hopu w klasycznym wydaniu.

    Beatmaker rezydujący obecnie w Moskwie publikuje muzykę od ponad dwóch lat. Jego znakiem rozpoznawczym jest samplowanie starych radzieckich płyt. Boom-bapowe nagrania Boory mają w sobie wiele uroku, szczególnie jeżeli chodzi o jazzową stronę tych utworów. W poprzednich latach producent związany z kolektywem Dope 90 (przyczynił się do stworzenia kompilacji „Soviet Boom Bap”) wypuścił sporą dawkę singli. W pewnym momencie wydawało się, że Rosjanin wyda premierowy projekt nakładem Blunted Astronaut Records, ale ostatecznie z tych planów nic nie wyszło. W latach 2014-15 Boora opublikował trzy siódemki – „Shaman Dance”, „People and Jazz” i „Soundogolism”. Ostatni z tych materiałów dał podwaliny pod pełen album pod tym samym tytułem.

    Informacje o tym projekcie pojawiły się w trakcie minionej jesieni. Moskiewski artysta otrzymał szansę współpracy z brytyjskim KingUnderground Records, na czym tak po prawdzie skorzystały obie strony. Boora uzyskał możliwość zaprezentowania swoich umiejętności na większym rynku, zaś londyńska oficyna wydawnicza zaznaczyła swoją obecność na wyjątkowo chłonnym wschodnim podwórku (wystarczy przejrzeć VK.com, aby uzmysłowić sobie, jaką popularnością cieszą się undergroundowe produkcje w Rosji i na Ukrainie).

    Po nagraniach wprowadzających do płyty – „Fiesta”„Vandals Deserve More” i „At The Park” – potwierdziły się wszelkie przypuszczenia, co do tego wydawnictwa. Boora postawił na rasowe boom-bapowe wydawnictwo. „Soundogolism” przenosi słuchaczy do korzennie brzmiącego świata hip hopowego. Instrumentalne utwory w wydaniu rosyjskiego beatmakera różnią się od tych serwowanych przez producentów z innych krajów. Najbardziej widoczne jest to pod względem klimatu, doboru sampli i łączenia wszystkiego w całość. W trakcie 40-minutowego albumu łatwo zauważyć wschodni pazur pozostawiony na każdym z utworów zgromadzonych na LP. Około 3-minutowe ścieżki są dowodem na to, że można odwoływać się do klasycznego hip hopu, ale dodatkowo podlewać całość autorskimi spojrzeniami na ten nurt. Niewątpliwie także za atut płyty należy uznać również melodyjność nagrań oraz scratche i cuty dostarczone przez Maxiskratcha.

    Po wydawnictwo odsyłam na Bandcampa. „Soundogolism” trafiło do sprzedaży w wersji elektronicznej i fizycznej. Limitowana edycja płyt winylowych dostępna do nabycia w sklepie KingUnderground Records (nakład na wyczerpaniu). Album promują single „Vandals Deserve More” i „At The Park”. W sieci można znaleźć również obszerne snippety projektu, a także dwa materiały video – krótki klip zmontowany do części „Fiesta” oraz reportaż o moskiewskiej scenie producenckiej z udziałem KOVSH-a i Maxiskratcha (świetna rzecz). Dzięki temu wydawnictwu nie tylko więcej osób powinno zwrócić uwagę na Boorę, ale przy tym na coraz lepiej prosperujące wschodnie środowisko beatmakerów.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Abyss
    3. Fiesta
    4. Vandals Deserve More
    5. Maiden Voyage
    6. Lethal Injection
    7. Amentia
    8. End of Sugarman
    9. Tilsit River
    10. Betpak Dala
    11. At The Park
    12. From The Depths Of Time
    13. Black Man
    14. Do It Again
Translate »