Autor: Witalij

  • Recenzja LP: Oddisee – Odd Seasons

    Recenzja LP: Oddisee – Odd Seasons

    4–5 minut

    Mello Music Group | 2011

    Instrumentalne wydawnictwa płytowe rządzą się swoimi własnymi prawami i nie raz stanowią trudną przeszkodę dla odbiorców muzyki. Kiedy przychodzi do napisania recenzji płyty pozbawionej w całości lub zawierającej niewielki udział warstwy wokalnej, to również można przekonać się, jak bardzo niewdzięczne, a zarazem piękne są tego rodzaju materiały. Przedstawienie własnej oceny dotyczącej albumu instrumentalnego wymaga odmiennego podejścia niż w przypadku stricte rapowych produkcji. Pół biedy, jeżeli wszystkie instrumentale zawarte na LP tworzą spójną całość, pozwalają umieścić wydawnictwo w kategorii muzyki dla wyimaginowanych filmów, krok po kroku opowiadają historie. Natomiast zupełnie inaczej to wygląda, gdy zasiadamy przed takimi albumami, jak „Odd Seasons” Oddiseego, na których mamy do czynienia ze zbiorem wszelkich muzycznych wariacji.

    W rozmowach dotyczących najbardziej perspektywicznych artystów na scenie hip hopowej, o ugruntowanej pozycji na rynku, mogących osiągnąć bardzo wiele w przyszłości, postać członka Mello Music Group jest nader często wymieniana. Nic w tym dziwnego, skoro od 6 lat raper i producent w jednym non stop dostarcza wartościowej muzyki, ze wzrostem natężenia wydawniczego w ostatnich trzech latach. Oddisee nader często pojawia się w publikacjach dotyczących czołowych przedstawicieli niezależnego hip hopu, posiadających własną wizję i odpowiednie podejście do tworzenia pojedynczych utworów, jak i pełnych projektów. Rezydujący od pewnego czasu na Brooklynie wzięty beatmaker w pewny sposób odnajduje się w różnej stylistyce, nie zamyka się na żadne gatunki muzyczne i co ważne – nie ucieka w stronę popularnych i pustych w jednym nowych rozwiązań w produkcji hip hopu. O swojej wszechstronności artysta udowodnił już na solowych płytach, czy dostarczając beaty na pełno longplayów. W tym wydawniczym obłędzie Oddiseego trudno się połapać, dlatego takie projekty, jak „Odd Seasons” pozwalają uszeregować owoce jego twórczości. Szkoda tylko, iż pomimo próby zebrania w całość instrumentalnych kompozycji, miejscami dominuje bezład i chaos.

    Wydana w maju b.r. płyta, to zbiór wybranych utworów pochodzących z czterech wcześniejszych wydawnictw artysty rodem z Washington D.C. odnoszących się do pór roku. Oddisee wraz z włodarzami Mello Music Group podjął się selekcji tracków zebranych na „Odd Summer” (maj 2009), „Odd Autumn” (październik 2009), „Odd Winter” (styczeń 2010) i „Odd Spring” (maj 2010), po które można sięgnąć na Bandcampie beatmakera. Wśród 43 tracków ze wszystkich ww. projektów, usunięto raptem 12, co spowodowało zbędne rozciągnięcie materiału, momentami mocno rozlazłego i nużącego. Nie chodzi o to, że mamy do czynienia z nagraniami o niskiej wartości artystycznej, czy też odrzutami i niedokończonymi szkicami. Po prostu „Odd Seasons” z powodzeniem mogłoby być o połowę krótsze, co pozytywnie wpłynęłoby na odbiór niniejszego LP. Album otwierają tracki wciągającego słuchaczy po krainach gospodarza longplaya otulonych w jesienną scenerię. Pierwszych 8 kompozycji zgrabnie wprowadza w świat kreowany przez Oddiseego, chociaż z wyeksploatowanego „Everything Changed Nothing”, znajdującego się też na albumie Trek Life’a pod tym samym tytułem, czy „Every Day People” można było zrezygnować.

    Wiosenną część kompilacji rozpoczyna świetne i dopracowane pod każdym względem „The Blooming”. Nic dziwnego w tym, iż ten utwór został wybrany jako singlowy i nagrano do niego teledysk. Instrumental ukradkiem przechodzi w „Birds And Bees”, gdzie miejscami słychać wszystkich członków Diamond District. Jednak znowu otrzymujemy porcję wypełniaczy („Warmer In The Day” oraz „This Beat Is For Finale”), przez co znowu łatwo można pogubić się. Tracki pochodzące z „Odd Spring” wieńczy „I’m From PG” z Oddiseem pojawiającym się też od strony wokalnej. Następnymi kompozycjami na „Odd Seasons” są letnie nagrania, tak naprawdę w niczym nie różniące się klimatem od poprzedniej części płyty. Brak tutaj nie tyle elementu zaskoczenia, co przykuwającego mocniej uwagę układu instrumentali, można nie wyłapać chwili, gdy następuje zmiana utworów. Sytuację poprawia „That Day” z wokalami Muhsinah, pokazując, iż wydawnictwo nie brzmiałoby wcale gorzej, jeżeli zostałoby umiejscowione tuż przy schemacie instrumentalnego LP. Podobnie rzecz się ma z otwierającym zimowe wydanie „Odd Seasons” utworem „City Light” z udziałem Tranqilla. Zresztą pojedyncze nagrania pochodzące z „Odd Winter” najlepiej zostały wcielone do albumu, a klimat zawarty na „Frostbit”, „Brainwash” i „All Because She’s Gone” konsoliduje koniec płyty. Całość splata „It’s Over” z ponowną zwrotką Tranqilla – na pierwszy rzut ucha poprawny track, jednak podobnie, jak całości wydawnictwa czegoś tutaj brakuje.

    Nawet pomimo niedociągnięć, „Odd Seasons” spełniło swoje zadanie, skracając oczekiwanie odbiorców na „Rock Creek Park” – główny tegoroczny projekt Oddiseego. Utwory zebrane z czterech instrumentalnych wydawnictw artysty, wcześniej dostępnych tylko w formie elektronicznej, z pewnością stanowią gratkę dla jego fanów i kolekcjonerów płyt. Przy tego typu płytach zapomina się o tym, iż ilość nie przekłada się często na jakość. Skracając zawartość albumu sygnowanego przez Mello Music Group, łatwiej można byłoby podejść do całości (na Bandcampie udostępniono 4 dodatkowe nagrania, co daje aż 35 tracków na jednym LP). Z drugiej strony, w natłoku materiałów wypuszczanych przez członka Diamond District, taka kompilacja stanowi dobrą okazję na przyjrzenie się przekrojowi jego warsztatu.

    Ocena: 3,5/5

    Tracklista

    1. The Supplier
    2. Almost A Year Since
    3. Everything Changed Nothing
    4. Every Day People
    5. Saw Myself Today
    6. The Second Date
    7. Theatre
    8. Tell The Truth
    9. The Blooming
    10. Birds And Bees feat. Diamond District
    11. Juba May
    12. Warmer In The Day
    13. The Richers
    14. This Beat Is For Finale
    15. I’m From PG
    16. In Your Eyes
    17. Silgo Creek
    18. Sand To The Beach
    19. When Everything Changed
    20. Chocolate City Dreaming
    21. Viva Brasil
    22. That Day feat. Muhsinah
    23. City Life feat. Tranqill
    24. Frostbit
    25. Winds From The North
    26. Black Broadway feat. X.O.
    27. Brainwash
    28. Que With No Coat
    29. 60901
    30. All Because She’s Gone
    31. It’s Over feat. Tranqill
  • Element zaskoczenia w wydaniu Rashada & Confidence’a

    Element zaskoczenia w wydaniu Rashada & Confidence’a

    3–4 minut

    Współcześni artyści hip hopowi podążają za wszelkimi możliwymi trendami aby zachęcić odbiorców do sięgnięcia po owoce swojej pracy. Obok licznych nawiązań do muzyki elektronicznej, tworzenia futurystycznych wizji rapu i wplatania różnych dźwięków spoza tego gatunku muzycznego, łatwo znaleźć osoby nawiązujące do Złotej Ery i lat 90.tych poprzedniego stulecia. Moda na retro dosięgnęła także przedstawicieli nowej fali twórców hip hopowych, wśród których znacznie więcej autorów pustych sloganów, w żaden sposób nie popartych odpowiednią wartością artystyczną. Opinia publiczna nie daje się (?) manipulować takimi hasłami i solidnie rozlicza wszystkich wykonawców muzycznych, opierających nagrania o ubiegłe lata. Zdarzają się oczywiście chlubne wyjątki, o czym już niejednokrotnie informowałem na stronie lecz dopiero po wydaniu przez duet Rashad & Confidence albumu „The Element Of Surprise”, mogę stwierdzić, iż naprawdę są ludzie w piękny sposób odwołujący się do korzennego rapu. Dlaczego? Odpowiedź na niniejsze pytanie znajdziecie poniżej.

    Od dawna słychać głosy, iż scena hip hopowa potrzebuje zastrzyku świeżej krwi, ludzi ze swoją własną wizją muzyczną, dostarczających nowe nagrania czerpiące garściami z dorobku pozostawionego przez znaczących postaci w branży. Niejednokrotnie słuchacze i dziennikarze muzyczni oczekujący powiewu świeżości i artystów pełną gębą, zostali zmuszani do przełknięcia gorzkiej pigułki. W przypadku Rashada & Confidence’a wydaje się, że z powodzeniem można ich traktować jako perspektywicznych artystów, w doskonały sposób łączących przywiązanie do korzeni i stylistyki rapowej ze współczesnymi uwarunkowaniami muzycznymi. Malkontenci rzecz jasna stwierdzą, iż konwencja tworzenia płyt przez duet rapera i beatmakera znajduje się mocno na wyczerpaniu, ale określając w ten sposób „The Element Of Surprise”, wyrządzi się dużą krzywdę jej twórcom.

    Mieszkający na co dzień na Brooklynie Rashad oraz przedstawiciel Philly Confidence, stworzyli po prostu piękne LP, wybijające się ponad ogrom materiałów wydawanych w undergroundzie. Głównym zamierzeniem artystów okazał się powrót do czasów wydawnictw płytowych Pete Rocka & C.L. Smootha, czy Gang Starra.

    Powrót do niezapomnianego okresu w hip hopie wcale nie jest taką prostą sprawą, gdyż dla jednych ta epoka odeszła już bezpowrotnie w zapomnienie, a dla innych stanowi świętość, której nie należy w ogóle ruszać. Przedstawiciele młodej fali hip hopu, postanowili nadać lekkiego liftingu brzmieniu opartemu o lata 90.te, przemycając tym samym własny i wyjątkowy pierwiastek. Za sprawą takich utworów, jak „Pen On Display”, „Understand”, „Days Of My Youth” (przykład na znakomite wplecenie cutów do tracku), „Shining” można odnieść wrażenie, jakby wytyczały nowy kierunek rozwoju niezależnej sceny hip hopowej. Jeżeli na jej czele staną tacy ludzie, jak Rashad & Confidence, to nie ma wątpliwości, że w rapie nadal istnieje miejsce na inteligentne teksty oraz korzenne instrumentale. Czy należy to uznać za element zaskoczenia? I tak, i nie. Część odbiorców muzyki hip hopowej bez wątpienia została zaskoczona przez duet, aczkolwiek ludzie poszukujący klasycznego podejścia do rapu prędzej odpowiedzą, że właśnie takich albumów wypatrują z utęsknieniem.

    Premiera „The Element Of Surprise” odbyła się 29 listopada b.r., a wydawcą płyty został niedawno założony label Ill Adrenaline Records (w marcu b.r. nakładem wytwórni ukazał się dobrze przyjęty projekt Beneficence’a „Sidewalk Science”). Dystrybucją LP zajęło się Fat Beats Records. Oficyna wydawnicza udostępniła snippety pochodzące z LP, dostępne do odsłuchu na YouTube. Na koniec zagadka związana z tym wydawnictwem płytowym. Charakterystyczna okładka płyty Rashada & Confidence’a odnosi się do pewnego klasycznego longplaya z początku lat 90.tych. O jaki album chodzi? Rozwiązanie łamigłówki znajdziecie w tym miejscu.

    Aktualizacja #1: Ill Adrenaline Records postanowiło wydać instrumentalną wersję „The Element Of Surprise”. Singlem promującym płytę uczyniono jedno z moich ulubionych nagrań z tego longplaya, „The City”.

    Aktualizacja #2: W maju 2026 holenderskie Below System postarało się o reedycję tego kultowego materiału. Rozszerzona wersja „The Element Of Surprise” ukazała się w wersji cyfrowej i fizycznej. Album rozszerzono o dodatkowe 3 utwory.

    Tracklista

    1. Introduction
    2. Brand New
    3. The City
    4. Understand
    5. Rumors Of War
    6. Days Of My Youth
    7. Interlude
    8. Pen On Display
    9. Shining
    10. Pass Me By
    11. Interlude
    12. They Keep Asking Me
    13. Let Me Explain
    14. All Year Round
    15. The Breakup Song
  • Darmowy album: Far I x Bats & Hammers – Up In the Sky

    Darmowy album: Far I x Bats & Hammers – Up In the Sky

    2–3 minut

    Otrzymując codziennie po kilka(dziesiąt) informacji na skrzynkę pocztową obarczonych tytułem „press release”, bądź „music submission”, dowiaduję się nie tylko o najnowszych projektach znanych i lubianych osób w mainstreamie i undergroundzie, a także o artystach niszowych. W tej kategorii znajdują się zarówno ludzie posiadający na swoim koncie wcześniej opublikowane wydawnictwa płytowe, jak i nowi przedstawiciele muzyki, kompletnie szerzej nieznani. Ogromną część wiadomości dotyczących projektów tego grona wykonawców muzycznych, stanowią darmowe single, EP-ki i albumy. W związku z istnym zalewem płyt dostarczanych zupełnie za darmo, należy być powściągliwym i wnikliwie przyglądać się tego typu materiałom. W ostatnim czasie ukazał się krótki album kolejnych po the Jazzment młodych holenderskich twórców – Far I i duetu Bats & Hammers. Przyjrzyjmy się zatem darmowemu projektowi „Up In the Sky” z listopada tego roku.

    Holenderscy artyści hip hopowi i przedstawiciele brzmień stricte instrumentalnych są najczęściej eksponowaną europejską nacją na stronie. Pomijając już mieszkającego na stałe w Stanach Zjednoczonych Nicolaya, to i tak za sprawą the Jazzment, OptiMace’a, czy Vinyl Frontiers, została przedstawiona muzyczna wizja osób pochodzących z Niderlandów. Do tego grona dołącza teraz raper Far I, wydający od roku muzykę w kolaboracjach z różnymi beatmakerami. W 2011 roku ukazały się następujące projekty Holendra: „Far I+1” nagrane wraz ze Statikmusic, „Buttnaked Having Sex On Drugs” (nie ma, to jak wyrazisty tytuł, nieprawdaż?) oparte o produkcje The Soul Pilota oraz wydany w drugiej dekadzie listopada „Up In the Sky”. Ostatnie wydawnictwo płytowe zostało zrealizowane przy udziale duetu Bats & Hammers, którzy pojawili się również na debiutanckim materiale holenderskiego Emceego nagrywającego w języku angielskim, „Return of the Disciples EP”. Far I potrafi odnaleźć się w odmiennej stylistyce, co udowodnił na poprzednich płytach, jednak najbardziej udanie wychodzą mu utwory braggadocio, idealnie pasujące do jego silnego głosu. Bats & Hammers dostarczyli na krótki album soczyście brzmiące beaty, definiujące styl starej szkoły, po których raper zręcznie porusza się i odnajduje bez najmniejszych problemów.

    „Up In the Sky” znajdziecie podobnie, jak wszystkie dotychczasowe darmowe nagrania Far I na Bandcampie. Materiał dostępny do bezpłatnego pobrania za pośrednictwem tego serwisu. W bliżej nieokreślonym czasie zostanie również opublikowana instrumentalna wersja albumu.

    DOWNLOAD Far I x Bats & Hammers – „Up in the Sky”

    Aktualizacja: Instrumentalna wersja „Up in the Sky” trafiła ostatecznie do sieci. Płytę możecie znaleźć na Bandcampie.

    Tracklista

    1. Please No
    2. Up in the Sky
    3. On the Block
    4. Send Them Home
    5. Give It Up Pt. 2
    6. There They Go
    7. I’m Still Rollin
    8. Not Me
  • Onra przedstawia drugą część Chinoiseries

    Onra przedstawia drugą część Chinoiseries

    3–5 minut

    Istnieją dziesiątki cytatów, aforyzmów i powiedzonek dotyczących muzyki. Jednym z najsłynniejszych z nich jest powiedzenie, że muzyka łagodzi obyczaje. Sporo w tym racji i powyższe stwierdzenie znajduje odzwierciedlenie w życiu codziennym, a dokonania masy artystów idealnie pasują do umieszczenia ich w tej szufladzie. Z niniejszą formą artystyczną sąsiadują wszelkie projekty zabierające odbiorców w podróż do krajów przodków poszczególnych twórców, ukazujących historie z ziemi ojczystej przedstawicieli sceny muzycznej. Wydawałoby się, że ten mocno wyeksploatowany temat zawęża pole do popisu artystom, jednak dzięki takim osobom, jak francuski producent o azjatyckich korzeniach, Onra, można w ciekawy sposób odkrywać pokłady możliwości tkwiących w tej odmianie muzycznej. W listopadzie b.r. beatmaker wypuścił album „Chinoiseries Pt 2”, w pełni oparty na samplach pochodzących z chińskich i wietnamskich płyt.

    Azja Południowo-Wschodnia stanowi obiekt marzeń setek diggerów na całym świecie. Kolekcjonerzy płyt winylowych zadają sobie nie raz mnóstwo trudu i nie szczędzą pieniędzy na kupno wydawnictw z tego regionu świata. Wystarczy tylko przejrzeć eBay lub Discogs i sprawdzić ceny, w jakich dostępne są rarytasy z chińskim, czy wietnamskim funkiem. Dlatego też, albumy powstające na bazie azjatyckich nagrań, przyciągają uwagę nie tylko przeciętnych słuchaczy, a także miłośników starych płyt. Niewątpliwie Onra zdawał sobie z tego sprawę, tworząc utwory na wydany w 2007 roku projekt „Chinoiseries”. Longplay ukazał się na rynku płytowym nakładem trzech wytwórni (Label Rouge Prod, Favorite Recordings i Bo Bun Records) i dzięki konceptowi znacznie przyćmił wcześniejsze dokonania Francuza (chodzi głównie o „Tribute” nagrane wraz Quetzalem). Pochodzący z wydawnictwa producenta singiel „The Anthem” trafił na kilka kompilacji oraz pojawił się jako temat przewodni w programach telewizyjnych, co jeszcze bardziej uwydatniło sukces odniesiony przez LP artysty.

    Onra w dość szybkim tempie przeszedł z nieznanego szerzej producenta, do poważanego twórcy muzycznego młodego pokolenia. W 2008 roku francuski beatmaker dostał propozycję współpracy z Red Bull Music Academy oraz ruszył w świat z trasami koncertowymi. Jego kolejny album, „1.0.8”, bazujące na samplach z bollywoodzkich produkcji, również okazał się dobrze przyjętym materiałem. Co ciekawe, wydawnictwo ukazało się na płycie CD tylko w limitowanym nakładzie podczas touru Francuza po Japonii (o chłonności japońskiego rynku muzycznego od lat krążą legendy). W zeszłym roku, po przejściu producenta do irlandzkiego labelu All City Records, producent zaprezentował słuchaczom projekt „Long Distance”. Ponownie udało się jemu osiągnąć sukces, dysponując arsenałem nowocześnie brzmiących nagrań, czerpiących z pogranicza hip hopu i elektroniki. Z kolei w tym roku, wykonawca muzyczny znowu postanowił nawiązać do swoich korzeni, najpierw odbywając podróż po Chinach i Azji w poszukiwaniu odpowiednich starych płyt, a następnie na ich bazie tworząc „Chinoiseries Pt 2”.

    Punktem wyjściowym na instrumentalnym albumie członka All City Records, są odpowiednio wyselekcjonowane, a następne pocięte próbki utworów. Trudno się nie zgodzić z tym, iż nawet przy znalezieniu właściwego nagrania, należy wyciągnąć z tego właściwe sample. Onra dowiódł, że pod tym względem należy do zaszczytnego grona artystów w swobodny sposób obracających się w tej materii. Żaden problem dla niego nie stanowi wyciśnięcie ze swojej kolekcji płytowej wszystkiego, co można umieścić w ramach konceptualnego materiału, wymagającego stworzenia spójnego klimatu. „Chinoiseries Pt 2”, to godny następca poprzedniej części tej serii. Darmowe utwory pochodzące z tego wydawnictwa – „A New Dynasty”, „No Matter What”, „Remember The Name”, „Tears Of Joy” – podkreślają umiejętnie budowanie przez Francuza tracków na bazie azjatyckich kompozycji. Co prawda, ogrom produkcji znajdującej się na projekcie (aż 32 instrumentale), może okazać się trudny do przebrnięcia dla pewnej części odbiorców, aczkolwiek dla innych stanowi dodatkowy atut całości projektu.

    „Chinoiseries Pt 2” trafiło na rynek płytowy 15 listopada w trzech formatach (CD, winyl, digital). Istnieje również wydanie płyty na kasecie, lecz nie jestem pewien, czy limitowany nakład tej wersji LP można jeszcze gdziekolwiek zdobyć (poza eBayem). Część nagrań z tego wydawnictwa płytowego można odsłuchać na Soundcloudzie. Powstał też  trailer promujący ostatni album Onry, prezentujący zapis wyprawy do Azji artysty po płyty winylowe. Wygląda na to, że Francuz kupuje winyle hurtem, używając terminologii pewnego rodzimego rapera wypada to określić mianem „wynoszenia wosków na półki”.

    Aktualizacja: Wydawnictwo dostępne na każdej platformie streamingowej.

    Tracklista

    1. The Arrival
    2. A New Dynasty
    3. It’s All Memories
    4. Remember The Name
    5. Open The Door
    6. Gotta Go
    7. Mai’s Theme
    8. Words Of Encouragement
    9. Trapped
    10. One For The Wu
    11. No Matter What
    12. Meet The Queen
    13. Stay With Me
    14. Opium Delirium
    15. Cold Blooded
    16. Where I’m From
    17. Still Broke
    18. Snakes & Smoke
    19. Mai’s Theme 2
    20. Raw Shit
    21. Ms. Ho
    22. All Night
    23. In My Mind
    24. Hide And Seek
    25. Play The Game
    26. Warriors Pride
    27. Like Father, Like Son
    28. Fight Or Die
    29. Through The Flesh
    30. Tears Of Joy
    31. They Got Breaks Two
    32. The End
  • Nowy album M.O.P. wyprodukowany przez Snowgoons

    Nowy album M.O.P. wyprodukowany przez Snowgoons

    4–5 minut

    W licznych podsumowaniach poświęconych artystom hip hopowym, najwięcej miejsca przypada na ułożenie list najlepszych raperów i producentów za dany rok kalendarzowy. Pomniejszą rolę odgrywają zestawienia klasycznych albumów z podziałem na wszelkie możliwe kategorie – old school, lata 90.te, underground, East/West Coast i multum pozostałych. Poza wszelkimi próbami przypisania osób z branży hip hopowej i wydawnictw płytowych do określonych kategorii, interesująco wypadają rankingi najbardziej niedocenianych przedstawicieli rapu. Oczywiście, przy zachowaniu odpowiednich proporcji, każda tego typu lista może zawierać odmienne postaci i diametralnie różnić się od siebie. Jednak, nietrudno nie zgodzić się z tym, że czołowe miejsce w takich wypisach powinno należeć dla duetu z brooklyńskiego Brownsville, M.O.P., czyli Lil’ Fame’a i Billy’ego Danze’a. Nowojorska grupa pod koniec listopada znowu przypomniała się słuchaczom za sprawą nowego albumu, „Sparta”, w całości wyprodukowanego przez Snowgoons.

    W przypadku jakichkolwiek obiekcji, co do umieszczenia bohaterów niniejszego artykułu w kategorii „most underrated hip hop artists” (do tego można dorzucić miano pechowych przedstawicieli rapu), posłużę się kilkoma faktami. Już w wydanej w grudniu 2003 roku książce „Ego Trip’s Book of Rap Lists” („Ego Trip: Książka o rapie”) w rubryce „5 najmniej docenianych artystów hip hopowych”, na drugim miejscu znaleźli się nowojorczycy:

    Lil’ Fame i Billy Danze krzyczą na swoich płytach tak głośno pewnie dlatego, że nikt ich nie słyszy. Po czterech zajebistych nagrywkach trudno zrozumieć czemu tak się dzieje. DJ Premier ich uwielbia – wy też powinniście.

    Sytuacja M.O.P. nieco poprawiła się wraz z ukazaniem się płyty „Warriorz”. Wydany w 2000 roku przed Loud Records (duet przeszedł do tej wytwórni z Relativity) longplay obfitował przede wszystkim w dwa świetnie przyjęte single – „Ante Up”, do którego powstał chwytliwy remix z udziałem Busta Rhymesa, Remy Ma i Teflona, oraz „Cold As Ice”, opartej o sampel z nagrania grupy Foreigner o tym samym tytule. Wskutek problemów finansowych, Loud Records zamknęło swoją działalność 9 lat temu, a Lil’ Fame i Billy Danze zostali zmuszeni do poszukiwania nowego wydawcy. Pomocną dłoń do nich wyciągnęli Jay-Z & Damon Dash, dzięki czemu zespół podpisał kontrakt płytowy z Roc-A-Fella Records. Jednak współpraca z tą oficyną wydawniczą nie przebiegała wedle życzeń duetu charakterystycznych krzykaczy. Zmiany związane z wchłonięciem tej wytwórni płytowej przez Def Jam, spowodowały, iż M.O.P. wylądowało pod skrzydłami Dame Dash Music Group, co im ewidentnie nie pasowało. Produkcje wydawane własnym sumptem lub na mniejszą skalę (m.in. „The Marxmen Cinema”, czy „Mash Out Posse”), nie przyniosły formacji wielkiej chluby, doprowadzając do jeszcze poważniejszych kłopotów z finansami kolektywu. M.O.P. przez to znacznie odsunęło się w cień innych artystów na nowojorskiej scenie hip hopowej.

    W połowie 2005 roku pomoc napłynęła ze strony 50 Centa, który zaproponował mieszkańcom Brooklynu rozpoczęcie współpracy z G-Unit Records. Z szumnych planów jednak niewiele wyszło, a przeszło 3-letnia kolaboracja z tym labelem zaowocowała głównie wydaniem „Ghetto Warfare” (płyta ukazała się pod szyldem nie G-Unit, a Copppertop Entertainment). Lil’ Fame i Billy Danze długo zbierali się do nagrania pełnego LP ze świeżymi nagraniami grupy. W końcu we wrześniu 2009 roku światło dzienne ujrzała płyta „Foundation”. Wydawnictwo płytowe z gościnnymi udziałami Termanology’ego, Redmana, Rella, Demarco, Stylesa P i oparte o produkcję m.in. DR’a Perioda, DJ’a Premiera, Statika Selektah, Jake One’a, przeszło bokiem i nie zrobiło zbyt dużego zamieszania na scenie hip hopowej. Lil’ Fame i Billy Danze są znani ze swojego uporu i łatwo nie poddają się przeciwnościom losu. Dlatego też, zdecydowali się na realizację kolejnego longplaya. Tym razem z pomocą przyszli im członkowie kolektywu producenckiego Snowgoons, będącego od kilku lat na fali wznoszącej.

    O planach wydania wspólnego albumu Amerykanów i Europejczyków, poinformował w lipcu b.r. roku Billy Danze w trakcie audycji w Conspiracy Audio. Premierę płyty wyznaczono na 22 listopada b.r., a wydawcą okazał się reaktywowane Babygrande Records.

    Europejscy beatmakerzy raz po raz dostarczają nowej muzyki, a ich październikowy projekt z Reefem the Lost Cauze’em, „Your Favorite MC”, okazał się właściwym przetarciem przed ich najważniejszym tegorocznym wydawnictwem płytowym. Lil’ Fame i Billy Danze otrzymali od niemiecko-duńskiego kolektywu ponad 100 beatów do wyboru; ostatecznie po wnikliwej selekcji nowojorczycy zdecydowali się na wybór „tylko” 10 z nich. Członkowie M.O.P. podkreślali kunszt producencki Deta, DJ’a Illegala i Sicknature’a, utrzymując przy tym, iż „Sparta” będzie ich najlepszym materiał nagranym na przestrzeni ostatnich 10 lat. Pierwszy singiel promujący LP, „Get Yours”, był zwiastunem tego, co powstało z połączenia wyrazistych raperów obdarzonych charakterystycznym flow i surowych w swojej formie, a zarazem soczyście brzmiących instrumentali beatmakerów. „Sparta” została pozbawiona jakichkolwiek gościnnych występów; postanowiono również ograniczyć tracklistę do 10 utworów, o czym wcześniej napomknąłem. Natomiast tuż przed wypuszczeniem materiału, ukazał się mixtape „The History Of M.O.P.” sygnowany przez Statika Selektah. Kompilacja dotychczasowych utworów grupy, to dobre przetarcie przed poznaniem ich wspólnego LP ze Snowgoons.

    Oprócz „Get Yours”, album promuje tytułowe nagranie z płyty. Oba tracki zostały udostępnione do odsłuchu na Soundcloudzie. Do sieci internetowej dostały się też wideo zapowiedzi płyty, zawierający snippety poszczególnych nagrań M.O.P. & Snowgoons. Na razie jest zbyt wcześnie, aby oceniać, czy Nowojorczykom udał się w pełni powrót na scenę hip hopową. Jednak, w porównaniu do ich poprzednich materiałów, nietrudno o stwierdzenie, że „Sparta” ma na to dużą szansę.

    Tracklista

    1. Sparta
    2. Back At It
    3. Get Yours
    4. Blaspemy (Blast For Me)
    5. Opium
    6. Hard Niggaz
    7. Rollin’
    8. No Mercy
    9. Break 'Em
    10. Body On The Iron
  • AraabMUZIK w nadchodzącą sobotę zagra w Warszawie

    AraabMUZIK w nadchodzącą sobotę zagra w Warszawie

    3–4 minut

    Coraz bliżej święta, coraz bliżej i „Kevin sam w domu” zagości ponownie na ekranach odbiorników, coraz bliżej prezenty i rózgi od Dziadka Mroza. Powoli zima wkracza do kraju, na razie dosyć nieudolnie, aczkolwiek nieuchronnie już wkrótce rozpocznie swoje panowanie. Alternatywą dla spędzania długich godzin w domowym zaciszu pojawiają się za sprawą nadchodzących imprez kulturalnych. W zeszły weekend zacne wydarzenia miały miejsce w Poznaniu (Beat Battle 4) oraz Krakowie (finał IDA World DJ Championships). Z kolei w nadchodzącą sobotę sympatycy hip hopu w nowoczesnym wydaniu powinni zahaczyć o Warszawę. 10 grudnia w klubie 1500m2 wystąpi AraabMUZIK, który w przeciągu ostatnich 2-3 lat przebojem wdarł się do czołówki młodych wykonawców na scenie hip hopowej.

    10 grudnia 2011 roku, 1500m2, ul. Solec 18, Warszawa
    AraabMuzik & DukeDaGod w Polsce
    Line-up:

    • Jedynak (Club Collab)
    • Steez (Rap History Warsaw)
    • Groh & Teielte DJ set (JuNouMi/U Know Me Records)
    • Jaromir K & J Money jako Strictly Busine$$ (Na Stare Milion)
    • AraabMuzik & DukeDaGod

    Start: godz. 22:00
    Cena biletu: wejściówki w cenie 15 zł dostępne przed wejściem do klubu do godz. 23:00; później bilety po 20 zł.

    Oficjalne after party po występie AraabMUZIK-a odbędzie się w klubie Urban Garden od godziny 4:00.

    Za sprowadzeniem przedstawicieli The Diplomats do kraju stoją osoby związane z kilkoma warszawskimi przedsięwzięciami – Rap History Warsaw, Club Collab, Na Stare Milion oraz JuNouMi. Pomimo zróżnicowania w działalności tych czterech kolektywów, ich działalność ma jednak pewien wspólny mianownik. Każdy z ww. projektów przyczynił się w ostatnich latach w do zaprezentowania stołecznej publice artystów hip hopowych, nie raz daleko wykraczających poza tradycyjne ramy i formy w tej kulturze. W ten sposób, Warszawa zaczęła być postrzegana jako regularny przystanek na międzynarodowych trasach liczących się reprezentantów gatunku, ukierunkowanych na świeże i nowatorskie podejście do muzyki. Od legendarnego członka A Tribe Called Quest, Phife Dawga, przez wschodzącą gwiazdę Stalleya, po undergroundowego wyjadacza Oddiseego (wymieniając tylko gości ostatniego miesiąca), tworzą na lokalnym rynku ofertę dla fanów niemal każdego nurtu muzycznego kojarzonego z hip hopem. Pod koniec b.r. inicjatorzy tych przedsięwzięć łączą swoje siły, wspólnie odpowiadając za ściągnięcie do Polski AraabMUZIK-a, po raz pierwszy goszczącego na Starym Kontynencie.

    Pomimo młodego wieku, Abraham Orellana zdążył już namieszać na scenie muzycznej. Młodzian o pochodzeniu dominikańsko-gwatemalskim z amerykańskim obywatelstwem, zademonstrował światu swój niepospolity talent muzyczny. AraabMUZIK, to prawdziwy wirtuoz samplera MPC, bijący rekordy świata w szybkości wyklepywania na nim gęstych, syntetycznych melodii. Uzdolniony artysta, zajmuje się produkcją beatów od 2006 roku, najczęściej dla raperów z nowojorskiego kolektywu Dipset. Warsztat beatmakera odbiega od tego, co posiadają w swojej ofercie klasyczni producenci hip hopowi. Latynos przyzwyczaił swoich sympatyków do produkcji opartej na samplach z tak z pozoru nieprzystępnych gatunków muzycznych, jak jak eurotrance, holenderskie gabba i eurodance. Spod jego ręki wyszły następujące instrumentale: „Get It In Ohio” Cam’rona, „Salute” The Diplomats, czy „Love Me In The Hood” Lloyda Banksa. W tym roku wypuścił swój debiutancki instrumentalny album „Electronic Dream”, wzbudzający wiele zainteresowania ze strony odbiorców muzyki.

    Pionierskie podejście do lekceważonych dotąd gatunków muzyki i zamienianie odległych o lata świetlne od hip hopu chwytliwych przebojów na ciężkie, miejscami klaustrofobiczne podkłady, docenił światek muzyki elektronicznej. O solowej płycie AraabMUZIK-a pisał prestiżowy serwis Resident Advisor, a krążące po sieci filmy z jego studia wprawiają w kompleksy setki producentów na świecie. W Warszawie producent wystąpi ze swoim MPC, a dodatkowe wsparcie na scenie zapewni mu raper także związany z Dipset, DukeDaGod. Odpowiednią rozgrzewkę przed gwiazdą wieczoru, przeprowadzą gospodarze wydarzenia: Jedynak (Club Collab), Steez (Rap History Warsaw), Groh & Teielte (JuNouMi/U Know Me Records) i Jaromir K & J Money jako Strictly Busine$$ (Na Stare Milion).

    Występy na żywo AraabMUZIK-a są nieodgadnione, gdyż repertuar jego zagrań wykracza poza wyobraźnię przeciętnych odbiorców jego muzyki. Jednak, wydaje się, iż set młodego artysty będzie choć w pewnym stopniu podobny do archiwalnego zapisu jego popisów (link poniżej).

  • Reinterpretacje poprzednich nagrań Has-Lo zebrane na Conversation B

    Reinterpretacje poprzednich nagrań Has-Lo zebrane na Conversation B

    3–4 minut

    Stara prawda głosi, że artyści muzyczni są tyle warci, co ich ostatnie nagranie(a). Według tej zasady postępuje znaczne grono raperów i producentów, niezależnie od posiadanej reputacji i pozycji na scenie muzycznej. W związku z tym powstają najróżniejsze projekty, które z powodzeniem można rozpatrywać pod względem lepszych i gorszych wypełniaczy pomiędzy pełnymi płytami artystów. Obok mixtape’ów, podcastów, kompilacji niepublikowanych do tej pory utworów, można też trafić na zupełnie inną kategorię tego rodzaju materiałów – poprzednie EP-ki i albumy w zupełnie odmienionej formie. Zremiksowane longplaye to żadne odkrycie w muzyce, ale sąsiadujące z nimi projekty opierające się na reinterpretacji wcześniej powstałych kompozycji, nierzadko cechują się dużą kreatywnością. W przygotowaniu na drugie LP ciepło przyjętego w undergroundzie Has-Lo, Mello Music Group pokusiło się o wydanie płyty zawierającej nowe interpretacje tracków pochodzących z wypuszczonego w marcu „In Case I Don’t Make It”. „Conversation B” trafiło na rynek muzyczny w połowie listopada i obfituje w utwory zinterpretowane przez wziętych niezależnych beatmakerów.

    Utarło się, że masa młodych-zdolnych reprezentantów nowej generacji w hip hopie, po wydaniu 1-2 płyt otrzymuje pełno pozytywnych opinii o swojej działalności. Niejednokrotnie można wyłapać określenia pokroju „dobrze zapowiadającego się”, „o ciekawie rysującej się przyszłości”, „utalentowanego”, „perspektywicznego” artysty. W przypadku niektórych osób, poglądy są nieco mocno zawyżone, co nie stanowi nic nadzwyczajnego w dzisiejszym świecie. W odniesieniu do członków Mello Music Group, krytyczne głosy pojawiają się tak często, jak deszcz w ostatnich miesiącach w Polsce. Has-Lo może nie znajduje się w ścisłej czołówce wychwalanych pod niebiosa przedstawicieli MMG (te miejsca zazwyczaj są obsadzone przez Oddiseego i Apollo Browna), ale doczekał się już mnóstwa pochlebnych recenzji. Przede wszystkim podkreśla się wartość artystyczną debiutanckiego materiału wydanego nakładem prężnie działającego undergroundowego labelu – „In Case I Don’t Make It”. Dziennikarzy muzyczni i słuchacze docenili marcowe wydawnictwo płytowe mieszkańca Filadelfii, podkreślając specyficzny klimat unoszący się nad tą produkcją i oryginalny styl twórcy albumu. Darmowy projekt z końca września, „Illegally Yours EP”, będący kompilacją starszych utworów Has-Lo, utwierdziło odbiorców o skali jego talentu. Ostatni kwartał b.r. przyniósł „Conversation B”, odświeżające tegoroczne nagrania rapera i producenta w jednym.

    Oficjalne informacje o nowym wydawnictwie płytowym filadelfijczyka dotarły do opinii publicznej w pierwszych dniach października. Ukazanie się „Conversation B” poprzedziły darmowe single – od „Maxell UR”, po „Reincarnate”. Ostatecznie Mello Music Group wypuściło album 15 listopada, co zostało skrzętnie odnotowane przez dziesiątki serwisów muzycznych na całej kuli ziemskiej. Listopadowy projekt został przygotowany w prosty, a przy tym niebanalny sposób.

    Wyprodukowane w całości przez Has-Lo nagrania pochodzące z „In Case I Don’t Make It” poddano na nowo obróbce, osiągając dzięki temu wymierny efekt. 14 utworów zostało zinterpretowanych przez 14 producentów (w tym przez filadelfijskiego artystę). Istniały obawy związane ze spójnością i wymiarem świeżych wersji tracków, ponieważ na marcowym projekcie przedstawiciel MMG nadał całości materiału niebywały nastrój i odcień. Jednak, zaproszeni beatmakerzy świetnie wywiązali się ze swojej roli i tchnęli nowego ducha w accapelle gospodarza longplaya. Instrumentale na „Conversation B” pochodzą zarówno od rozpoznawalnych osób w undergroundzie (The Audible Doctor, Exile, Kev Brown, Apollo Brown, J-Zone, IMAKEMADBEATS, Oddisee, Eric Lau) oraz zastęp mniej znanych twarzy (ST/MiC, Small Professor, Y?Arcka, Mike Fiveduece, Paten Locke). Efekt reinterpretacji utworów w ich wykonaniu należy uznać za znakomity; wszyscy poradzili sobie z awangardową twórczością Has-Lo w naprawdę świetny sposób, nadając poszczególnym kompozycjom nowego charakteru.

    Mello Music Group już tradycyjnie, udostępniło pełen album na Bandcampie. „Conversation B” ukazało się na płycie CD (digipack), limitowanej edycji winylowej oraz wszelkich możliwych formatach elektronicznych. 3 październiku został zaprezentowany trailer promujący płytę, który zamieszczam poniżej.

    Aktualizacja: Na kanale Mello Music Group zaprezentowano teledysk do „Hindsight”.

    Tracklista

    1. Reincarnate (prod. The Audible Doctor)
    2. Face in Disguise (prod. Exile)
    3. Never Was Yours (prod. Kev Brown)
    4. Inherit The Stars (prod. Paten Locke)
    5. Light Years (prod. J-Zone)
    6. Hindsight (prod. Apollo Brown)
    7. One For Nana (prod. ST/MiC)
    8. Deaden The Pain (prod. Small Professor)
    9. The Cost (prod. Y?Arcka)
    10. Maxell UR (prod. Has-Lo)
    11. Forty days (prod. Mike Fiveduece)
    12. Retro Chic (prod. IMAKEMADBEATS)
    13. Lies That Sound True (prod. Eric Lau)
    14. Last Day Of School (prod. Oddisee)
  • Wieczorem przy herbacie: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

    Wieczorem przy herbacie: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

    962 słowa

    Od dłuższego czasu, liczonego w miesiącach, nosiłem się z zamiarem wprowadzenia na stronę autorskiej rubryki, spełniającej pewnego rodzaju założenia. Punkt wyjścia tkwił w stworzeniu cyklu artykułów przeznaczonego wyłącznie dla mnie; pomijającego wszystkie aspekty związane z pojedynczymi wpisami, a skupiającego się na przemyśleniach i sprawach (bez)pośrednio dotyczących działalności projektu. „Wieczorem przy herbacie” w zgrabny sposób powinno połączyć moje zamiłowanie do tego napoju (jestem przeciwnikiem kawy) i ukazanie innej twarzy U Call That Love od tej, którą do tej pory można było spotkać. W końcu wypada spędzać czas przy herbacie, pozwalającej w spokoju zasiąść do wybranych tematów i rozpocząć dyskusję lub osobisty wywód. Tylko sięgnę po kubek ze świeżo zaparzonym napojem…

    Powołując do życia we wrześniu 2008 roku U Call That Love, w ogóle nie zastanawiałem się, w jaki sposób ten autorski projekt będzie wyglądał w przyszłości. W żadnym wypadku nie spędziłem tygodni, czy też miesięcy nad obmyśleniem podstawowych składowych strony. Po prostu wiedziałem, że wszystko zostanie oparte o jeden z najważniejszych elementów kultury hip hopowej – wiedzę. Bez odpowiedniego przygotowania, znajomości tematów i obeznania nie istniałby sens rozpoczynania tego przedsięwzięcia. Jednak, oprócz tego, iż jestem niejako nauczycielem, kierując stroną, to także występuję w roli ucznia, zgłębiając kolejne składowe hip hopu. Przekazuję swoją wiedzę, zarazem ją poszerzając i ucząc się z rozmaitych źródeł. Istnieją opinie, że bez internetu nie sposób prowadzić dzisiaj serwisów internetowych i pisać o muzyce. Sporo w tym racji lecz w moim przypadku, gdybym na stałe znalazł się w takim położeniu, to nie przeszkodziłoby mi to na redagowaniu artykułów. Tematyka witryny uległaby nieco zmianie, ale pozostałyby emocje, pasja, dusza, miłość. A tego nie sposób odebrać.

    W styczniu 2010 roku przekształciłem blog w stronę z własną domeną, sukcesywnie rozszerzającą swoje pole działalności. Zrezygnowałem przy tym z poszukiwania ludzi, które mogliby wejść w skład redakcji UCTL. Owszem, w przeszłości na ucallthatlove.blogspot.com oprócz mnie w różnym okresie pisało 5 osób, za co jestem im naprawdę wdzięczny i pamiętam o nich. Zdecydowałem się na jednoosobowy skład redakcyjny głównie ze względu na niczym nieograniczoną swobodę i spokój w podejmowaniu wszelkich decyzji. Nabyte doświadczenie i łatwość w poruszaniu się w stylistyce, właściwy dobór tematów do tworzenia wpisów i wypracowany styl utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto postawić na samodzielne funkcjonowanie projektu. Nie oznaczało to jednak, iż pozostałem osamotniony z U Call That Love. Od strony technicznej mogłem liczyć na pomoc kilku ludzi, w tej chwili jeszcze więcej postaci wyciąga w moim kierunku pomocną dłoń. Pomimo tego iż mogę liczyć na pomoc ze strony moich bliskich znajomych, to przede wszystkim działalność opieram na swoich możliwościach. Szybko uczę się i bez przeszkód odnajduję się w różnych sferach dotyczących życia witryny, nieważne, czy od strony promocyjnej, czy załóżmy marketingu w wyszukiwarkach internetowych.

    Właśnie tematy bezpośrednio związane z promocją i e-marketingiem to ciekawe zagadnienie, nadające się na długi artykuł. Z czysto technicznego punktu widzenia, wyznacznikiem ewentualnego sukcesu przy przedsięwzięciu rozwijanym w internecie, są liczby odwiedzin na witrynie, fani na Facebooku, obserwatorzy na Twitterze, Soundcloudzie, Mixcloudzie, wysokość Page Ranku (PR), ogólna rozpoznawalność marki w sieci. Oczywiście można dowolnie modyfikować ww. składowe, gdyż wszystko jest relatywne. Sukcesem dla mnie jest to, że U Call That Love stało się bliskie dla wielu ludzi, co znajduje odzwierciedlenie na portalach społecznościowych lub linkach prowadzących do strony. Nigdy specjalnie nie zabiegałem o zainteresowanie ze strony innych osób, nie wykorzystuję też nieczystych zagrywek przy pozycjonowaniu i informowaniu o projekcie. A jednak utrzymuję kontakty z osobami z zagranicy: artystami, dziennikarzami muzycznymi, właścicielami labelów. Otrzymuję coraz więcej informacji prasowych, co nie raz mnie zaskakuje. Do tej szuflady zmieściłby się szereg innych rzeczy, o których (przynajmniej teraz) nie chcę mówić.

    Niektórzy mogą to wszystko podważyć, stwierdzić, że nie ma to żadna rewelacja i mierny wyczyn. Jednak, spoglądając wstecz, rozpoczynałem od najniższego pułapu, nie posiadałem niczego na swoim koncie. W tym momencie wszystko wygląda inaczej, na moją korzyść. Nie chcę tylko podkreślać swoje zasługi, ponieważ wcale tutaj nie o to chodzi. Do tego mogłoby to wszystko wyglądać lepiej; zdarzyły mi się chwile przestojów, zawsze podyktowane sprawami, na które nie miałem wpływu. Jak ktoś dobrze podsumował, życie potrafi deptać wyobraźnię, a poszczególne sprawy nie układają mi się w ten sposób, w jaki chciałbym. Czasem w ogóle się nie układają, albo długo opierają się nad ustąpieniem. Popełniam błędy i zdarza mi się mieć problemy z sumiennym wywiązywaniem się z obowiązków. Nie jestem w stanie pokonać pewnych przeszkód, przynajmniej nie w tym czasie, ale wiem, że jestem w stanie ominąć je i postawić na swoim. Staram się eliminować negatywne i kłopotliwe rzeczy, a powoli wszystko zmierza we właściwym kierunku.

    Właśnie w tym momencie przyszedł właściwy moment na znaczne rozszerzenie działalności i zabranie się za pewne wartościowe projekty. Przyszedł czas na mnie i po ocenie przeszłości i teraźniejszości, przyszłość rysuje się nader pozytywnie. Koniec roku przynosi nie tylko podsumowanie poprzednich miesięcy lecz także, a raczej przede wszystkim, wyznaczanie nowych celów i dążenie do ich spełnienia. Jestem gotowy na zaprezentowanie U Call That Love od całkowicie nieznanej do tej pory strony. Po kolei plany zostaną wprowadzone w życie, wszystko w swoim niedługim czasie. Wraz z pierwszym wydaniem „Wieczoru przy herbacie” można uznać za pierwszy krok w nieznane. Oczekiwać można nieoczekiwanego, a kreatywność zostanie wyniesiona na wyższy niż dotychczas poziom. Pamiętajcie tylko o szczególnie istotnym aspekcie – nic nie powiedzie się w pełni bez Waszego wsparcia, które niezwykle przyda mi się akurat w tej chwili.

    Artykuł powoli zmierza ku końcowi. Nim się obejrzałem wieczór ukradkiem zamienił się w noc, herbata została wypita oraz przesłuchałem dwa albumy – emanujący ciepłem „Long Way Back” T-Love i klasyczne LP GZY, „Liquid Swords”. Dodam też, że wypatruję już świątecznego prezentu, jaki sobie sprawiłem – winylowego wydania płyty Chucka D, „Autobiography Of Mistachuck”. W końcu jestem zagorzałym fanem Public Enemy, więc to jest idealny podarunek na koniec roku. A jeszcze lepiej będzie, kiedy wprowadzone przez mnie plany, spotkają się z godnym przyjęciem. Wtedy będę mógł powiedzieć, iż zacząłem spełniać się.

  • Darmowy album: the Jazzment – After Soul

    Darmowy album: the Jazzment – After Soul

    1–2 minut

    Przeciętnemu słuchaczowi muzyki trudno obecnie odnaleźć się w zalewie darmowych projektów, chętnie rozdawanych przez artystów i labele z całego świata. Zjawisko wydawania pojedynczych utworów i pełnych płyt za free przez ich twórców upowszechniło się od dobrych kilku lat.Tak naprawdę, artyści dokładają z własnej kieszenie do ich powstania (rachunki muszą płacić wszyscy, wyjątek stanowią Method Man, Redman i im podobni) i wypadałoby to uszanować. Praca wkładana w realizację poszczególnych wydawnictw muzycznych w końcu jest taka sama. Jednak każdy oczekuje, że otrzyma wiadomość zwrotną o swoich przedsięwzięciach, a dana płyta trafi do określonej niszy odbiorców i znajdzie się na stronach internetowych. W podobnym tonie zapewne wypowiedzą się członkowie the Jazzment, ponieważ kolejne raz udostępnili swój materiał nieodpłatnie. „After Soul” w klasowy sposób kontynuuje poprzednie ich projekty.

    MARWZ & Nuno BC udało się trafić do łask słuchaczy ceniących sobie instrumentalne wydawnictwa płytowe, silnie zabarwione jazzem i klasycznym soulem. Informacji o holenderskim duecie łatwo można znaleźć na tematycznych stronach internetowych, co pozwala im zaistnieć w świadomości większej liczby miłośników niezależnych artystów. Wydany 27 listopada b.r. projekt „After Soul” nawiązuje do wydanego w sierpniu „Lonely Soul”, tworząc tym samym swoistą tematyczną drugą część jazzowo-soulowych muzycznych opowieści. W porównaniu do wcześniejszego albumu, Holendrzy zdecydowali się na dostrojenie całości materiału do jesiennej scenerii, miejscami o nostalgicznym posmaku. Pod względem produkcji, beatmakerzy poszli o krok dalej, rozwijając brzmienie na sierpniowym LP i kierując się w stronę neo-soulu. „The Herbsman”, „Aftaspace”, „Long Days”, czy „Bad Relation” z powodzeniem mogą stanowić ścieżkę dźwiękową do zwykłej codzienności, wplatając się w jesienne nastroje towarzyszące człowiekowi. the Jazzment odsłonili kolejny rąbek swoich możliwości i jeżeli w dalszym ciągu będą się tak rozwijać, to można oczekiwać od nich jeszcze lepszych kompozycji.

    „After Soul” trafiło do odsłuchu na Bandcampa, zaś poniżej zamieszczam odnośnik do pobrania płyty.

    DOWNLOAD the Jazzment – „After Soul”

    Tracklista

    1. The Herbsman
    2. Noire
    3. Va-en-vient
    4. Through Life
    5. Life After
    6. Aftaspace
    7. Kick’ it Back
    8. After work
    9. Theramin Nuke
    10. Bedtime
    11. Long Days
    12. 5 Jacks
    13. Jazzle
    14. Bad Relation
    15. Feel It
    16. Outro
  • Rap po godzinach #7

    Rap po godzinach #7

    3–4 minut

    Blisko dwa tygodnie temu wznowiłem na stronie cykl wpisów traktujących hip hop z przymrużeniem oka – „Rap po godzinach”. Szósta część serii mini-artykułów zarazem otworzyła edycję poświęconą reklamom Sprite’a. Pod koniec listopada zaprezentowałem pierwsze spoty telewizyjne z udziałem Kurtisa Blowa, Heavy’ego D, Kid’n’Play, Kris Kross i A Tribe Called Quest. Druga odsłona nagrań reklamujących znany na całym świecie napój również obfituje w występy tuzów hip hopowych z lat 90.tych.

    W 1995 roku kampania promocyjna Sprite’a zahaczyła o postaci świetnie kojarzone przez sympatyków rapu. W nowojorskim studiu nagraniowym zebrały się dwa duety: Pete Rock & C.L. Smooth oraz Grand Puba & Large Professor. Pod względem komercyjnym można uznać ten wybór za stosowny, przede wszystkim ze względu na pierwszych z ww. artystów. Po wydaniu dwóch świetnie przyjętych albumów („Mecca And Soul Brother” z 1992 i „The Main Ingredient” z 1994 roku), Pete Rock & C.L. Smooth znaleźli się na ustach tysięcy osób, stanowiąc łakomy kąsek dla wielkich koncernów. Z kolei Grand Puba & Large Professor byli powszechnie szanowanymi przedstawicielami undergroundu i nawet pomimo niższej wartości medialnej od swoich partnerów z reklamy, uwydatnili jakość drugiej części „Obey Your Thirst”/„Freestylin’”.

    Rok później włodarze Coca-Coli skierowali się w stronę pionierów hip hopu i osób związanych z radiem. W reklamie „Obey Your Thirst”/„Rhyme For Rhyme” przywołano ludzi zaangażowanych w jeden z najsłynniejszych beefów: KRS-One’a, MC Shana, Kool DJ’a Red Alerta i Mra Magica. Odwołanie się do początków The Bridge Wars i zebranie w jednym miejscu głównych prowodyrów konfliktu po prostu musiało chwycić. Sceneria pojedynku pomiędzy KRS-One’em, a MC Shanem, sędzia ringowy w postaci Kid Capriego i niesamowity klimat wykreowany przez realizatorów reklamy, przyniosło doskonały efekt. Bitwa freestyle’owa o dominację na ringu, jak i poza nim, a także lekcja historii dla fanów hip hopu.

    W trzeciej odsłonie „Obey Your Thirst” z 1997 roku, połączono zarówno kultowych twórców, budujących podwaliny dla całej kultury hip hopowej, jak i popularnych w tamtych czasach członków jednego z nowojorskich zespołów. Z jednej strony Grandmaster Flash i Crazy Legs, z drugiej Lost Boyz. Obecnie może początkowo dziwić sięgnięcie właśnie po tę grupę z NYC, ale fakty mówią same za siebie. Po ukazaniu się „Legal Drug Money” (1996) i „Love, Peace & Nappiness” (1997) oraz sukcesie odniesionym przez singiel „Renee”, Mr. Cheeks, Freaky Tah (jeden z najbardziej charyzmatycznych hypemanów w historii rapu), Pretty Lou i Spigg Nice, byli popularni na ulicach The Big Apple i w innych miastach USA. Reklama o podtytule „Wild Style” (łącznie wyszły 3 nagrania video z tego mini-cyklu), to nic innego jak follow-up do niezrównanego filmu Charliego Ahearna z 1982 roku. Forma koncertu Lost Boyz w spocie reklamowym oraz symbolika pojawiająca się w kilku miejscach, sprowadza wszystko do czasów old schoolu.

    13 lat temu Sprite kontynuował swoją kampanię promocyjną opierającą się na przedstawicielach hip hopu, aczkolwiek tym razem, jednego roku wypuścił aż 3 reklamy z tej serii. W drugiej części „Obey Your Thirst”/„Wild Style” (z dopiskiem „Double Trouble”) wystąpiło dwóch popularnych wtedy raperów, z których jeden z nich wymieniany jest dzisiaj wśród największych Emcees w historii rapu. Nas & AZ zafundowali widzom wycieczkę w czasie, nawiązując do kultowej sceny z „Wild Style” – rymowania na schodach w wykonaniu Double Trouble. Nowojorski duet w sugestywny sposób zademonstrował swoją wersję krótkiej historyjki rzuconej przez K Rockwella i Lil Rodneya Cee. W takim razie here’s a little story that must be told

    Ostatnia reklama w tej części Rapu po godzinach, także łączy postać związaną z początkami hip hopu oraz przedstawicielkę ówczesnej młodej fali artystów. Grandmaster Caz partnerował Missy Elliott, która po wydaniu debiutanckiej płyty „Supa Dupa Fly” (skąd ten tytuł?!) w błyskawicznym tempie stała się pieszczoszkiem mediów. Dodatkowo na planie filmowym zebrano dwóch przyszły gwiazdorów NBA – Kobego Bryanta i Tima Duncana. Spot telewizyjny nawiązuje do niemniej słynnej sceny z „Wild Style”pojedynku na boisku do koszykówki pomiędzy Cold Crush Brothers, a The Fantastic Five. Całość doczekała się liftingu, a bitwa na rymy przerodziła się w potyczkę 1 vs. 1 z udziałem asów Los Angeles Lakers i San Antonio Spurs. „Obey Your Thirst”/„Wild Style: Court rap”, to także miła wzmianka na stronie odnośnie pomyślnego zakończenia lockoutu w NBA.

    Na tym kończy się druga część odsłon reklam Sprite’a w rubryce Rap po godzinach. Cykl artykułów powróci w serwisie już za mniej niż dwa tygodnie.

  • Wspomnienie o zmarłym niedawno Heavym D

    Wspomnienie o zmarłym niedawno Heavym D

    4–5 minut

    Pierwsza zwrotka kultowego singla Biggiego Smallsa, „Juicy”, rozpoczyna się od następujących słów (po wprowadzeniu): „It was all a dream/I used to read Word Up magazine/Salt’n’Pepa and Heavy D up in the limousine”. The Notorious B.I.G. w świetny sposób nawiązał do poszczególnych osób i wydarzeń, wpływających na jego postrzeganie kultury hip hopowej, a pierwsze wersy nagrania są często cytowane w odniesieniu do jego całej twórczości. Nieżyjący od ponad 14-stu lat wielki raper doczekał się niezliczonych hołdów, podkreślających jego wielkość. Od 8 listopada tribute’y można składać także dla jednej z osób wymienionych w tym tracku. Dwight Arrington Myers, znany szerzej jako Heavy D, zmarł tego dnia w Los Angeles. W tym miejscu, pragnę pokusić się o wspomnienie o tym artyście.

    Postać związanego głównie z nowojorską sceną muzyczną artysty zabłysnęła blaskiem w drugiej połowie lat 80.tych ubiegłego stulecia, ale o wszystkim po kolei. Urodzony 24 maja 1967 roku na Jamajce przyszły raper, w dzieciństwie przeprowadził się z rodzicami do Stanów Zjednoczonych, gdzie osiadł na stałe w Mount Vermon, leżącym przy granicy z Bronxem. W szkolnych latach spędzonych w kolebce hip hopu, poznał DJ’a Eddie’ego F, pomagającemu jemu poznawać tajniki rapu. W połowie lat 80.tych za namową swojego przyjaciela, młody raper powołał do życia grupę Heavy D. & The Boyz, w skład której oprócz ww. dwójki wchodzili Captain G. Whiz & Trouble T-Roy.

    W 1986 roku zespół wydał debiutancki singiel „Mr. Big Stuff”. Nagranie znalazło uznanie w oczach włodarzy jednego z tzw. majorsów, Uptown Records. Nowojorska formacja okazała się pierwszymi przedstawicielami hip hopu, którzy podpisali kontrakt z tą wytwórnią płytową. Rok później ukazał się pierwszy album Heavy D. & The Boyz zatytułowany „Living Large”. Promowany premierowym nagraniem oraz „Don’t You Know” materiał dostał się na listę Billboardu, osiągając przy tym sukces komercyjny. Po udanym początku kariery muzycznej, kolektyw ponownie zaprezentował słuchaczom porcję nowej muzyki w 1989 roku. Drugie LP zespołu, „Big Tyme”, przyniósł jeszcze większy splendor artystom. Wydawnictwo płytowe odniosło triumfy na listach sprzedaży, znajdując się na 1-szym miejscu na liście Top R&B/Hip-Hop Albums Billboardu. Produkcja poparta trzema dobrze sprzedającymi singlami (przede wszystkim „Somebody For Me” oraz „We Got Our Own Thang” i „Gyrlz, They Love Me”), wywindował grupę do czołówki ówczesnych artystów hip hopowych. Z drugiej strony, ani pierwszy i drugi album Heavy D. & The Boyz nie zostały uznane za kamienie milowe rapu, i próżno było szukać ich wydawnictw w zestawieniach najlepszych longplayów.

    Od momentu wydania trzeciej płyty, „Peaceful Journey”, dalszy rozwój kariery muzycznej Heavy’edo D. i spółki stanął pod znakiem zapytania. Wraz ze zmieniającą się sytuacją na rynku hip hopowym na przełomie lat 80.tych i 90.tych i nadejściem szeregu nowych twórców, słuchacze odchodzili w ich stronę, zapominając powoli o dawnych wielkich twórcach. Brak wymiernego sukcesu pod względem ilości sprzedanych płyt („Big Tyme” pokryło się platyną), rzutowało też na kolejne działania grupy. W 1993 roku do sprzedaży trafiło czwarte LP nowojorczyków, „Blue Funk”. Wydawnictwo płytowe wyprodukowane przez m.in. DJ’a Premiera i Pete Rocka powtórzyło jedynie sukces swojego poprzednika, a o nawiązaniu do lat świetności formacji nie mogło być mowy. 17 lat temu ukazał się piąty i jak się później okazało, ostatni materiał Heavy D. & The Boyz, „Nuttin’ But Love”. Co ciekawe, właśnie tą produkcją formacja powróciła na piedestał, a dzięki dobrej promocji i wybraniu odpowiednich singli (oprócz tytułowego nagrania wybrano „Black Coffee”, „Got Me Waiting” i „Sex Wit You”) o zespole znów zrobiło się głośno. Jednak, wskutek personalnych decyzji, po 8 latach współpracy, drogi członków kolektywu rozeszły się, a Heavy D już nigdy nie powrócił na szczyty list przebojów. Jego trzy solowe projekty – „Waterbed Hev” (1997), „Heavy” (1999), „Vibes” (2008) i wydany na dwa miesiące przed jego śmiercią „Love Opus” – nie spotkały się już z uznaniem opinii publicznej.

    Dwight Arrington Myers w czasach Złotej Ery, należał do istotnych wykonawców hip hopowych, nie tylko ze względu na osiągane wyniki sprzedaży płyt. Artysta potrafił łączyć działalność muzyczną ze skrzętnie kreowanym imagem, dzięki czemu szybko zaistniał w reklamie i mediach. W 1990 Heavy D ze swoją kompanią zagrał w reklamie Sprite’a „I Like The Sprite In You”. W tym samym roku nagrał temat przewodni dla programu telewizyjnego typu sketch comedy, „In Living Color”. W pierwszych dwóch sezonach utworem rozpoczynającym show było nagranie pod tym samym tytułem, w 3-4 sezonie „Cause That’s the Way You Livin’ When You’re in Living Color”, natomiast w ostatnim remix pierwszej kompozycji. Raper wystąpił też w 1992 roku w singlu Michaela Jacksona, „Jam”. Zajmował się działalnością producenta wykonawczego i odkrywcy talentów. Wydatnie przyczynił się do rozwoju talentu Mary J. Blige i pomógł w pierwszych krokach w przemyśle fonograficznym zespołowi Soul for Real. Oprócz działalności w świecie muzycznym, Heavy D występował w produkcjach filmowych, głównie epizodach w serialach telewizyjnych i mały rólkach na srebrnym ekranie.

    W tym roku, po 15-letniej przerwie, uświetnił swoim występem galę BET Hip Hop Awards. Działo się to na krótko przed jego śmiercią, w październiku. 8 listopada Dwight Arrington Myers został znaleziony w ciężkim stanie w swoim domu w Beverly Hills. Zmarł po przewiezieniu do szpitala, a jako przyczynę zgonu stwierdzono komplikacje związane z zapaleniem płuc.

    Heavy D uznawany był za ważnego rapera dla sceny hip hopowej, nie tylko ze względu na swoje potężne gabaryty. Twórczość kuzyna Pete Rocka została już doceniona znacznie wcześniej, a po jego przedwczesnym odejściu z pewnością więcej osób przypomni sobie o tej postaci.

    Spoczywaj w pokoju, w hip hopowym niebie…

  • Exile przedstawia solowy album 4 Trk Mind

    Exile przedstawia solowy album 4 Trk Mind

    3–5 minut

    W historii rozwoju hip hopu, niejeden producent muzyczny sięgał po mikrofon i z różnym powodzeniem występował w roli rapera. Łączenie obowiązków beatmakerskich i dostarczanie wokali na poszczególne projekty, nie stanowi żadnego novum na scenie hip hopowej. W gronie artystów co najmniej solidnie wypadających w obu rolach znajdziemy zarówno osoby o legendarnym statusie oraz uznanych twórców, dobrze rozpoznawalnych przez współczesnych słuchaczy głównie undergroundowego rapu. Z jednej strony mamy Pete Rocka, Diamonda D, Dra Dre, Ericka Sermona, Q-Tipa, Large Professora, The Alchemista, Madliba, zaś z drugiej Oh No, Kev Browna, Oddiseego, Black Milka, People Under The Stairs (Double K & Thes One). W drugiej połowie b.r. jeden z wysoko cenionych producentów muzycznych, Exile, ogłosił wydanie płyty z utworami opartymi w pełni o swoje wokale. „4 Trk Mind” trafiło do odbiorców na początku października.

    Od dobrych kilku lat kalifornijski artysta sukcesywnie pnie się w górę hip hopowych producentów muzycznych. Po udanych, aczkolwiek nieco zapomnianych już teraz, wydawnictwach płytowych z Aloe Blacciem w ramach grupy Emanon, bohater tego artykułu skupił się na pracy z innymi twórcami. Pomijając solowy materiał „Dirty Science”, największy splendor beatmakerowi przypadł za nagrany wraz z Blu album „Below The Heavens” (Sound In Color). Wydany w 2007 roku wspólny materiał mieszkańców Zachodniego Wybrzeża wyjątkowo przypadł do gustu zwolennikom hip hopu ze stricte undergroundowym pazurem. Dowodów na to nie trzeba długo szukać, gdyż w maju b.r. ukazała się reedycja LP na płycie CD, a tuż przed świętami Bożego Narodzenia (coraz bliżej do szukania prezentów pod choinką i skarpetach świątecznych) do dystrybucji trafią 3 limitowane wydania produkcji na winylu. Jeżeli do tego dołożymy wyprodukowane przez Exile’a „Boys Meets World” Fashawna, solowe instrumentalne „Radio” LP z 2009 roku, kompilacje „Radio AM/FM” i „Radio Bonus” z ub.r., to otrzymamy obraz wziętego beatmakera, cechującego się wypracowanym stylem. Kunszt producencki Aleca Manfriedego podkreślają również gościnne udziały na płytach szeregu artystów (m.in. Pharaohe Moncha, Rakii Iriscience, Freestyle Fellowship). Wydawałoby się, iż postać o tak ugruntowanej pozycji w undergroundzie, nadal będzie podążać tym tropem. Jednak Exile zaskoczył wszystkich, decydując się na wydanie „4 Trk Mind” i zaprezentowanie pełnię swoich umiejętności jako raper.

    Ostatnie wydawnictwo płytowe uzdolnionego beatmakera zostało poprzedzone wydaniem darmowego mixtape’u „Intro To The Outro”. Exile zebrał wszystkie utwory z katalogu „rare & unreleased” i dorzucając publikowane wcześniej tracki, skracając tym samym słuchaczom oczekiwanie na październikowy materiał. Ekskluzywne nagrania pojawiły się od Pharoahe Moncha, Buna B, Blu, Fashawna, Aloe Blacca, Dag Savage (Johaz & Exile), Co$$a, ADaD-a i innych artystów. Całość trafiła do obiegu przy współpracy z firmą LRG. Projekt możecie odsłuchać na Soundcloudzie lub bezpośrednio pobrać, korzystając z poniższego odnośnika.

    DOWNLOAD Exile – „Intro To The Outro”

    Tracklista

    1. Dag Savage – Intro To The Outro
    2. Pharoahe Monch – Evolve
    3. Co$$ – Leimert Park
    4. Dag Savage  – Growing Pains feat. Fashawn
    5. Bun B – Brolic
    6. Fashawn – Freedom (Remix)
    7. ADaD – Slowly
    8. MED – Your Life feat. Blu
    9. Strong Arm Steady – Give It Up feat. Guilty Simpson & Talib Kweli
    10. J. Mitchell – Flawless feat. Co$$
    11. Emanon – Count You Blessings
    12. Blu & Exile – Below The Heavens Medley
    13. Blu & Exile – Cold Hearted
    14. Mobb Deep – Pearly Gates
    15. Blame One – Disturbed (Remix) feat. Sean Price & Fashawn
    16. Exile – Klepto
    17. Dag Savage – Mic Jackson
    18. Big Sean – Wait For Me
    19. Emanon – Forgive Us
    20. Fashawn – S.O.F. (Remix)
    21. Fashawn – Boy Meets World Medley
    22. Fashawn – Samsonite Man feat. Blu
    23. Blu & Exile – New Seasons
    24. BK-One – Tema Do Canibal (Exile Remix) feat. MF Doom
    25. MED – And They Say / Outro

    Oficjalna premiera „4 Trk Mind” odbyła się 4 października 2011 roku. Album do sprzedaży trafił nakładem Soulspazm Records, i co ciekawe, ukazał się również na wosku, co nie jest zbyt często stosowane przez ten label. [pullquote]Przed opublikowaniem całości materiału, w sieci ochoczo nawiązywano do okładki płyty, która może kandydować na cover roku. [/pullquote]W pełni wyprodukowany przez Exile’a longplay (wyjątek stanowi jedynie „If You Know Like I Know” oparte o instrumental Alphabet Foura) zawiera jedynie gościnny występ Blu, co pozwoliło gospodarzowi albumu na swobodne zademonstrowanie swoich wokalnych umiejętności. Flow i sposób poruszania się Kalifornijczyka na beatach sprawia, iż można określić artystę w roli rapera, jako jego alter ego. Konceptualna zawartość, charakterne opowieści i historyjki oraz sposób budowania klimatu poszczególnych nagrań, sprawia, że album może łatwo wciągnąć, jak również okazać ciężkostrawnym produktem dla odbiorcy. Nawet jeżeli Exile-raper nie przypadnie do gustu słuchaczy, to należy docenić warstwę muzyczną na „4 Trk Mind”. Dowiódł on tym samym, iż należy mu się miejsce w ścisłej czołówce niezależnych beatmakerów w undergroundzie.

    Exile przygotował dwie reklamy promujące swój ostatni album. Nagrania wideo prezentują kolejny element jego kreatywności, tego nie da się ukryć. Ponadto w ramach teasera został udostępniony do darmowego pobrania „Klepto”, a dodatkowo możecie pobrać „When Nothings Left” z udziałem Blu.

    Aktualizacja: Opublikowano kolejne szalone wideo promujące album. Tym razem nakręcono teledysk do utworu „Knight Rider”.

    Tracklista

    1. It’s Me
    2. The Man
    3. You and I
    4. Klepto
    5. Love, Luv, Love
    6. Younger Days
    7. Crazy in the Head
    8. Knight Rider
    9. If You Know Like I Know feat. Alphabet Four
    10. 4ever (Friend Zone Prt. 1)
    11. Momma Song
    12. When Nothings Left feat. Blu
    13. 2039
    14. Who Are You?
    15. I Like You As You Are
    16. Wanna Be
Translate »