Kategoria: Artykuły

  • Lost and found: Alps Cru – Singles & EP’s

    Lost and found: Alps Cru – Singles & EP’s

    2–3 minut

    W kolejnej odsłonie cyklu „Lost and found” postanowiłem nie ograniczać się do jednego wydawnictwa. Powód jest błahy – grupa Alps Cru zgromadziła całkiem pokaźny dorobek na swoim koncie, zazwyczaj trzymając odpowiedni, bardzo dobry poziom. Moim zamierzeniem było uwzględnić każdy wydany singiel. Wyszła z tego mała biografia, która mam nadzieję przybliży Wam w jasny i klarowny sposób styl i charakter grupy.

    Sytuacja z grupą Alps Cru wygląda trochę inaczej niż z dotychczasowymi bohaterami cyklu „Lost and found”. Po wydaniu w latach 90.tych serii dobrze przyjętych EP-ek i singli, zespół po dzis dzień stara się działać aktywnie na hip hopowej scenie, czego dowodem jest wypuszczona w 2012 roku EP-ka „The Relevant”. Powodem dla którego trafili do naszej rubryki jest brak pełnoprawnego LP, ale zacznijmy od początku…

    DJ Alejan (produkcja) oraz P Smooth (wokal) poznali się w 1991 roku podczas studiów na Xavier University. Dzięki wspólnemu dzieleniu akademickiego pokoju panowie zdążyli poznać siebie bardzo dobrze i sprawić, by wykształcona przez nich chemia odbiła się w bardzo przyjemny sposób w ich nagraniach. Pierwszym zarejestrowanym przez nich nagraniem było „Concept”, stworzone w dość ubogich warunkach. Po podrasowaniu warsztatu producenckiego i nagraniu kilku nowych utworów w 1994 wychodzi „The Unknown” w ilości 100 winyli i 1 000 kaset, sprzedawanych głównie w szkolnym kampusie drogą „z ręki do ręki”. Swego czasu jedna z kopii trafiła nawet do legendarnego DJ’a Premiera. Przy promowaniu EP-pki grupa supportowała kilka znaczących wówczas postaci ze światka hiphopowego, jak Craig Mack, Black Sheep czy właśnie Gang Starr.

    Rok 1995 to czas małych roszad w składzie Alps Cru. Do zespołu dołącza drugi Emcee Rob The Third i w tym składzie ukazuje się drugi winyl „Intensity” z samplowanym KRS-One’em. Większa ilość kontaktów, a co za tym również idzie dróg dystrybucji, sprawiła, że 300 winylowych kopii rozeszło się bardzo szybko, docierając do przeróżnych DJ’ów oraz wytwórni.

    Jednym z labeli który wówczas zainteresował się twórczością trójki artystów był Payday. Koniec końców podpisano umowę z inną grupą, tym samym pozostawiając chłopakom ciężką pigułkę do połknięcia. Jakby tego było mało, po nagraniu „Check Da Status” zespół opuszcza Rob Ill, chcący kontynuować swoje medyczne powołanie. Jego miejsce w szeregach Alps Cru zajmuje raper Shorty. Chemia która wykrystalizowała się między nim i P. była szczególna, co można odczuć przy okazji wydanego w 1996 „All Alone” / „Just Can’t Explain”. Winyl rozszedł się w nakładzie od 300 do 500 sztuk i przyniósł grupie mnóstwo pochlebnych opinii ze strony słuchaczy obu wybrzeży. Drogi naszych bohaterów rozchodzą się w 1997 roku kiedy to P. wyjeżdża na studia, Al Bass pozostaje w St. Louis kontynuując didżejską karierę, grywając imprezy i przygotowując mixtape’y firmowane swoim nazwiskiem. Shorty, trzeci członek grupy osiedla się w Nowym Jorku, całkowicie tracąc kontakt z resztą zespołu.

    W 2009 na rynku muzycznym ukazały się winyle „The Unknown Intensity” oraz japoński bootleg „Loudmouths EP” zawierające dotychczasowe nagrania Alps Cru. Natomiast rok temu, dokładnie 14 lutego doczekaliśmy się premierowych nagrań w postaci „The Revelant EP” z gościnnymi udziałami m.in. Sadata X i Roba Swifta.

    Discogs: Alps Cru

    Tracklista

    1. Avalanche
    2. Avalanche (Instrumental)
    3. Live on Stage 1994
    4. Relevant feat. Sadat X
    5. Relevant (Instrumental)
    6. Make it Stick feat. Rob Swift
    7. Make it Stick (Instrumental)
    8. Make it Stick Bonus Beats
  • Lost and found: Puppets Of Chaos – Tru Dat / New & Improved

    Lost and found: Puppets Of Chaos – Tru Dat / New & Improved

    1–2 minut

    Nowojorski duet Skribe i Scala nie wydają się ubierać jak kukiełki, co mogłaby sugerować nazwa zespołu, który założyli na początku lat 90.tych – Puppets Of Chaos. Właśnie w ten sposób rozpoczynamy kolejną wyprawę do lat ubiegłych w ramach serii „Lost and found”.

    Zamiast tego raperzy przyodziewali raczej klasyczne „uniformy” w postaci luźnych kurtek, baggy jeansów a na timberlandach kończąc. W roku 1992 prestiżowy magazyn „The Source” zamieścił krótka wzmiankę o duecie w rubryce Unsigned Hype (kolumna poświęcona dobrze rokującym artystom jeszcze bez podpisanego kontraktu płytowego).

    Zainteresowanie Puppet Of Chaos wzrosło, co zaowocowało częstszymi występami na żywo. Dopiero 3 lata później fani dostają (jak się później okazało) jedyne oficjalne nagranie grupy, singiel „Tru Dat” / „New & Improved”. Produkcją obu utworów zajęli się DJ 3D i Randy Nkonoki-Ward. Warto dodać, że w nagraniu „New & Improved” zagościł weteran gramofonów, reprezentujący szeregi The X-EcutionersRob Swift.

    Discogs: Puppets Of Chaos – „Tru Dat” bw „New & Improved” (Pro-Amp Entertainment)

    Tracklista

    Strona A

    A1 Tru Dat (Street Mix)
    A2 Tru Dat (Clean)
    A3 Tru Dat (Instrumental)

    Strona B

    B1 New & Improved (Street Mix)
    B2 New & Improved (Clean)
    B3 New & Improved (Instrumental)

  • Lost and found: Ca$h Money Click – 4 My Click / Get Tha Fortune

    Lost and found: Ca$h Money Click – 4 My Click / Get Tha Fortune

    1–2 minut

    Zastanawialiście się kiedyś, co robił Ja Rule zanim został jedną z czołowych postaci labelu Def Jam Recodings? Otóż należał do grupy Ca$h Money Click, którą współtworzył wraz z dwoma innymi raperami. Niestety Jody Mack i Nemesis nie mieli tyle szczęścia i talentu co Ja, tak więc w późniejszym etapie swoich karier muzycznych zostali całkowicie przysłonięci przez dokonania nieformalnego wówczas lidera Ca$h Money Click. W 1994 roku nakładem Blunt Recordings trio reprezentujące Queens wypuściło pierwszą „dwunastkę” zatytułowaną „4 My Click” b/w „Get Tha Fortune”.

    Oba nagrania wyprodukował DJ Irv, również do obu nakręcono klipy. W utworze „4 My Click” gościnnie udzielił się Mic Geronimo, który był w trakcie nagrywania swojego solowego krążka „The Natural”, prezentując doprawdy wysoką formę liryczną. Singiel okazał się sporym sukcesem grupy i utorował drogę do wypuszczenia kolejnej 12″ – „Get The Fortune (Remix)” b/w „She Swallowed It”.

    Oficyna Blunt Recordings zdecydowała się na bardzo niski nakład wspomnianego wydawnictwa, dlatego do dziś stanowi on rarytas wśród środowiska kolekcjonerów.

    W połowie lat 90.tych drogi poszczególnych członków rozchodzą się. Ja Rule przedziera się do mainstreamu stając się jedną z ikon Def Jamu, nagrywając hity m.in. z Jennifer Lopez, natomiast aktywność Nemesisa i Macka ogranicza się do pojedynczych featuringów na projektach związanych z Murder Inc.

    Poniżej znajdziecie wideoklipy nakręcone do obu utworów zawartych na tej dwunastce.

    Discogs: Ca$h Money Click – „4 My Click” bw „Get Tha Fortune”

    Tracklista

    Strona A

    A1 4 My Click (feat. Mic Geronimo) (Radio)
    A2 4 My Click (Street) (feat. Mic Geronimo)
    A3 4 My Click (Radio Instrumental)
    A4 4 My Click (Acapella)

    Strona B

    B1 Get Tha Fortune (Radio)
    B2 Get Tha Fortune (Street)
    B3 Get Tha Fortune (Radio Instrumental)
    B4 Get Tha Fortune (Acapella)

  • Lost and found: The Mischievous LQ & The Mad Mischief Crew – Mischief Night

    Lost and found: The Mischievous LQ & The Mad Mischief Crew – Mischief Night

    1–2 minut

    W trzeciej odsłonie cyklu „Lost and found” chciałbym zaprezentować Wam winyl, który ukazał się w 1996 roku. Wypuszczony nakładem King Poet Records „Mischief Night” należy do repertuaru Mischievous LQ & The Mad Mischief Crew i stanowi jedyny dorobek w ich dyskografii.

    Płyta już dawno widnieje jako „out of stock” i przy odrobinie szczęścia możną ja trafić jedynie poprzez kupno z drugiej ręki. Na 12″ zamieszczono 3 premierowe utwory plus wersję instrumentalna otwierającego stronę A – „Representing”. Dla odmiany, na zachętę postanowiłem wybrać dwa tracki ze strony B – „Nonsense” oraz Mischief Night”. Polecam!

    Discogs: The Mischievous LQ & The Mad Mischief Crew – „Mischief Night”

    Tracklista

    Strona A

    A1 Representing
    A2 Representing (Instrumental)

    Strona B

    B1 Nonsense
    B2 Mischief Night

  • Lost and found: World Renown – How Nice I AM

    Lost and found: World Renown – How Nice I AM

    1–2 minut

    W ub. tygodniu rozpoczęliśmy na stronie nowy cykl artykułów pod nazwą „Lost and found” przedstawiający wydawnictwa z lat 90.tych przykryte grubą warstwą kurzu. Po zaprezentowaniu w serwisie wydawnictwa Concrete Click „Lyrical Terrorism (The EP)” przyszła kolej na następny materiał z minionej epoki.

    Duet World Renown swoją działalność zaczął stosunkowo dawno, bo w roku 1986, gdzie debiutowali singlem „The Go-Go Sound”.

    Do tej pory oprócz kilku dwunastek nie zdołali wydać nigdy pełnoprawnego LP. Jedna z nich „How Nice I Am” odbiła się szerokim echem wśród słuchaczy zorientowanych na klasyczny, undergroundowy rap. John Doe i Seven Shawn charakteryzują się bardzo chillująca tematyką swoich tekstów, stawiając na niebanalny groove.

    Wszystko to podane na laidbackowo-jazzowym podkładzie od samego K-Defa. Producent rodem z New Jersey postanowił sięgnąć po sample z klasycznej już frazy Phife Dawga: „Now here’s a funky introduction of how nice I am”, dodając przy tym akordy fortepianu w połączeniu ze sprężystymi i „wyluzowanymi” bębnami. Singiel miał promować debiutancki album nazwany po prostu „World Renown”, jednak materiał został wstrzymany przez wytwórnię Warner Brothers. Nie pomogła dość dobra nota (3,5/5) jaką duet otrzymał od prestiżowego magazynu The Source.

    Mówiło się o ponownym wytłoczeniu ścieżek zarejestrowanych na album, jednak do tej pory los wydania albumu stoi pod znakiem zapytania. Strona B singla oferuje słuchaczom remix autorstwa S.I.D.-a, zachowujący oryginalny refren. Są jeszcze instrumentale obu wersji oraz acapella.

    Discogs: World Renown – How Nice I AM 12″

    Poniżej znajdziecie teledysk nagrany do „How Nice I AM”.

    Tracklista

    Strona A

    How Nice I Am (Radio Edit)
    How Nice I Am (Album Instrumental)
    How Nice I Am (A Cappella)

    Strona B

    How Nice I Am (S.I.D. Remix) Remix The S.I.D. Productions
    How Nice I Am (S.I.D. Instrumental) Remix The S.I.D. Productions
    How Nice I Am (Dramapella)

  • Lost and found: Concrete Click – Lyrical Terrorism (The EP)

    Lost and found: Concrete Click – Lyrical Terrorism (The EP)

    1–2 minut

    Dzisiaj startuje w serwisie nowa seria artykułów pod nazwą „Lost and found”. Pomysłodawcą tej kategorii jest Marcin Dąbrowski, znany z prowadzenia bloga Remix Wolę, który tym samym dołącza do grona redaktorów strony. W tym miejscu oddaje już głos świeżo upieczonemu członkowi U Call That Love.

    Cykl którym postanowiłem się zająć będzie dotyczył artystów, którzy na swoim koncie zarejestrowali jedynie pojedyncze nagrania w postaci singli i EP-ek, po czym postanowili w wyniku wyjątkowych okoliczności, bądź z własnej woli wycofać się z rynku muzycznego.

    W pierwszej odsłonie chciałbym przybliżyć Wam sylwetkę grupy Concrete Click reprezentującej bostoński underground. Skład tworzyli dwaj raperzy Killa Tactics oraz Dagger aka The Dreaded, którzy w roku 1995 nakładem niezależnego labelu Lifeline wydali EP-kę zatytułowaną „Lyrical Terrorism (The EP)”.

    Produkcją wszystkich dziesięciu utworów zajął się Dialek, dostarczając ciężkie, aczkolwiek melodyjne i bujające podkłady, okraszone mocny basem. Treściwa i zwięzła warstwa liryczna osadzona przede wszystkim w realiach ulicznych stanowi znak rozpoznawczy obu Emcees. Wielka szkoda, że płyta przeszła bez większego echa, gdyż przy odpowiedniej promocji takie nagrania jak „Keep It Street” czy „Where At You” z powodzeniem mógłby stać się ulicznymi hymnami ’95. Później grupa wydała jeszcze winylowy singiel „Keep It Street” / „Naive To The Fact” po czym słuch o niej zaginał. Sprawiedliwości nie ma, niestety.

    Discogs: Concrete Click„Lyrical Terrorism EP (The EP)”

    Poniżej zamieszczam teledysk nagrany przez grupę do singla „Keep It Street”.

    Aktualizacja: Dzięki reedycji wydawnictwa nakładem niemieckiego Smoke On Records pełen materiał trafił też na serwisy streamingowe.

    Tracklista

    1. Intro
    2. Gone With The Wind
    3. Where You At
    4. Naive
    5. Keep It Street
    6. Interlude
    7. Criminal
    8. Keep It Street (Remix)
    9. Can’t Get Enough
    10. Outro
  • Ostatnie nabytki płytowe #2

    Ostatnie nabytki płytowe #2

    5–7 minut

    Dwa tygodnie temu rozpocząłem na stronie nowy cykl artykułów dotyczących ostatnich nabytków płytowych. W pierwszej odsłonie serii o świeżych zakupach płytowych wraz z Marcinem Dąbrowskim z Remix Wolę opisaliśmy łącznie cztery płyty. W tym wydaniu publikacji osobiście przygotowałem krótkie wzmianki o wydawnictwach, których niedawno trafiły na moją półkę. Druga część publikacji zawiera jedną nowość na rynku wydawniczym („From the Art” Gavlyn), dwie chicagowskie produkcje („Da Allnighta” The Primeridian i „Owl” Qwela & Makera) oraz album undergroundowego weterana, Count Bass D („Act Your Waist Size.”). Wszystkie poniższe projekty muzyczne posiadam na płytach CD.

    The Primeridian„Da Allnighta” CD (All Natural Inc., 2005)

    Z chicagowską oficyną wydawniczą All Natural Inc. współpracowało wielu mniej i bardziej znanych artystów, w tym The Primeridian. Grupa założona w połowie lat 90.tych z inicjatywy Simeona Viltza ma na swoim koncie kilka albumów i singli, a wydany w 2005 roku „Da Allnighta” jest uznawane za najlepsze osiągnięcie zespołu. Formacja przemyciła wiele ważnych treści na tej płycie, począwszy od spraw społeczno-politycznych, a skończywszy na życiowej mądrości, obecnej niemal w każdym utworze na tym longplayu. Produkcję materiału powierzona w głównej mierze Darshonowi „Racetaculi” Gibbsowi, który przyniósł bogato brzmiące beaty miękko łączące soulowe standardy z elektroniką. Simeon wspólnie z Tree’em wcielają się w role nauczycieli, pokazujących pełno aspektów życia codziennego. Wśród wszystkich tracków dostępnych na LP przed szereg wysuwają się „Close The Door”, „Social Studies Pt. 2” i „Brain Power”.

    Obecnie wcale nie tak łatwo trafić na ten album. Trudno dostępna płyta The Primeridian po pewnych zawirowaniach w końcu wylądowała na mojej półce, dołączając tym samym do pozostałych wydawnictw artystów z Wietrznego Miasta.

    Tracklista

    1. Close The Door feat. DJ Norm (prod. The Primeridian)
    2. Floatin’ feat. Nick Jaffee (prod. The Primeridian)
    3. Smoke Signals feat. DJ Norm & GQ Da Teacher (prod. The Primeridian)
    4. Trumpets Of Zion (Bring The Noize) feat. CAMOFLAJJONES & Kafele Bandele (prod. Stoney Rock)
    5. Yeah, Yeah We Know feat. Race-Tacular (prod. The Primeridian)
    6. When We First Kissed (prod. The Primeridian)
    7. Pose To Do feat. Rachel (prod. The Primeridian)
    8. Tatuduhendi (Boogie Man) (prod. The Primeridian)
    9. Broken Wings feat. Uneq’ka (prod. The Primeridian)
    10. Social Studies Pt. 2 feat. DJ Norm (prod. The Primeridian)
    11. Off The Track feat. J. Sands (prod. Kenny Keys)
    12. Brain Power feat. Angel, Clarence, Epic, Jessica, Kent, Lisa Lust, Lyric, Mike P, Shureice Kornegay, Smiles, Travonne & Yusef (prod. gitara: Cortez Davidaz)
    13. Midwest Grit (prod. The Primeridian)
    14. Our Life’s Passion (Ooo-Lala) (prod. DJ Steady)
    15. Wisdom (Reprise) (prod. The Primeridian)
    16. Melody feat. Golda (prod. The Primeridian)
    17. From The Go feat. DJ Smoove (prod. Kenny Keys)
    18. Shoutro (prod. The Primeridian)
    19. Tatuduhendi (Reprise) feat. Mario From WHPK 88.5 Chicago

    Count BassD„Act Your Waist Size.” CD (Fat Beats Records, 2006)

    Osoby dobrze znające underground powinny dobrze kojarzyć postać niepozornego artysty z Nashville o pseudonimie Count Bass D. Przed wzrostem aktywności wykonawcy na scenie muzycznej (od 2010 roku wydał on ponad 10 projektów) i działalności na własny rachunek Dwight Farrell miewał w zwyczaju wypuszczanie materiałów w różnych wytwórniach płytowych. Sześć lat temu raper i producent w jednym porozumiał się z Fat Beats Records, które wypuściło swoim nakładem „Act Your Waist Size.” (wydane jako Count BassD). Specyfika nagrań tego twórcy sprawia, iż z miejsca staje się on łatwo rozpoznawany. Wydawnictwo zawiera kilka ważnych utworów w przekroju całej dotychczasowej kariery muzycznej mieszkańca Tennessee, z „Internationally Known” na czele.

    Fat Beats Records postarało się o godne wydanie płyty CD. Zgrabnie wypuszczony 4-panelowy digipack posiada krótkie opisy każdego utworu. Zdecydowanie warto posiadać ten album w swojej kolekcji. Co ciekawe, obecnie można otrzymać „Act Your Waist Size.” w przecenie zarówno w zagranicznych, jak i polskich sklepach płytowych.

    Tracklista

    1. What’s Wrong?
    2. Internationally Known
    3. Case O’ Dilla
    4. Brasilian Landing Strip
    5. IMEANROC&RON
    6. Tradin’ Whore Stories
    7. False Or True
    8. Lunchroom Table Ensemble (Interlude)
    9. The Slugger of Louisville
    10. Softly & Tenderly
    11. Leaning On the Everlasting Arms
    12. Long Goodbyes
    13. Half The Fun feat. Van Hunt
    14. Apology
    15. No Time For Fakin’ (Part 3)
    16. Junkies
    17. (You Know That You Play) This
    18. Pot/Liquor feat. Kid Captain Coolout & Oriana Lee
    19. No Comp
    20. It Is iBass (Duxie)

    Qwel & Maker„Owl” CD (Galapagos4, 2010)

    Drugim albumem pochodzącym z Chi-Town w tym zestawieniu jest ostatnie wspólne wydawnictwo Qwel & Maker„Owl”. O płycie pisałem szerzej przy okazji jednej z części „Wędrówki po Cook County”, więc teraz czas na przypomnienie pokrótce tego materiału. Po dwóch wcześniejszych projektach – „The Harvest” z 2004 i „So Be It” z 2009 roku – duet postanowił dostarczyć trzecią część sagi, niejako zamykającą pewien okres w ich twórczości. Przedstawiciel Typical Cats jak zwykle oparł swoje teksty o zagadnienia społeczne, wplatając we wszystko opowieści o Chicago. Natomiast były członek Glue również nie zawiódł oczekiwań odbiorców, tworząc beaty łączące klasykę z elementami elektronicznymi. Jednymi z najbardziej reprezentatywnych nagrań tego longplaya są „The Down Dumbing”, „El Camino” i „Cookie Cutter”.

    Galapagos4 nigdy nie zawiodło swoich sympatyków. „Owl” nie należy do najwybitniejszych płyt wydanych przez ten label, ale i tak stoi na wysokim poziomie artystycznym, zachęcającym do nabycia tego longplaya.

    Tracklista

    1. Owl (scratche: DQ)
    2. The Game feat. Wes Restless (scratche: D-Styles)
    3. The Down Dumbing (scratche: DJ SPS)
    4. Holler feat. Wes Restless
    5. El Camino
    6. Gin River (gitara: Hanna Mathey)
    7. Voice of Reason
    8. Silver Mountains Remix
    9. Cookie Cutter
    10. Gambling Man
    11. Letting Life Pass By (scratche: D-Styles)
    12. Word To the Wise
    13. Pitching Pennies (scratche: DJ SPS)

    Gavlyn„From the Art” CD (Broken Complex Records, 2012)

    Ostatnie wydawnictwo płytowe w tej odsłonie cyklu również pojawiło się wcześniej w serwisie. O kalifornijskiej raperce Gavlyn zrobiło się naprawdę głośno w tym roku, a na album wydany nakładem Broken Complex Records czekało wielu słuchaczy. Nic w tym dziwnego skoro dzięki jednemu singlowi „What I Do” artystka związana z Organized Threat dotarła do dziesiątek tysięcy odbiorców na całym świecie. Płytą „From the Art” młoda twórczyni udowodniła, że nie trzeba używać wszelakich zabiegów marketingowych i wzbudzać sensacje swoim image’em, aby zdobyć uznanie odbiorców. Oczywiście znajdą się malkontenci, którzy stwierdzą, że nie obchodzi ich kobiecy rap, ale to tylko woda na młyn przedstawicielki BCR. Przy takim rozwoju i klasycznym podejściu do hip hopu może ona w przyszłości dużo osiągnąć.

    Płyta CD stanowi wydano dość skromne, ale przy poziomie nagrań zawartych na longplayu schodzi to na dalszy plan. Szkoda tylko, iż póki co nie postarano się o wytłoczeniu projektu na winylu.

    Tracklista

    1. Do You (prod. Cakes)
    2. What I Do (prod. Vokab)
    3. Staring Problem feat. Moresounds (prod. Moresounds)
    4. Clarity (prod. E-pac)
    5. Stepoff feat. DJ Lord Ron (prod. DJ Lord Ron)
    6. Set It feat. Broken Finguaz (prod. Broken Finguaz)
    7. Make My Move feat. Fawksie 1 (prod. Broken Finguaz)
    8. Let It Go feat. Dy (prod. Vocab)
    9. Hour Glass (prod. DJ LimeGreen)
    10. No Worries feat. Destruct (prod. Audiohalic)
    11. Blown Away feat. Rawlegit (prod. Think; scratche DJ Fade)
    12. Survive (prod. EQ)
    13. Why Don’t U Do Right (prod. Post-Tone)
    14. To The Feeling (prod. LabCat)
    15. Soulfire (prod. Michel Omar Perez)
  • Ostatnie nabytki płytowe #1

    Ostatnie nabytki płytowe #1

    4–6 minut

    W dalszym ciągu U Call That Love rozwija się w różnych kierunkach. Zmiany i rozszerzenia działalności dotyczą też treści publikowanych w serwisie. Wraz z dniem dzisiejszym rusza nowa rubryka na stronie – „Ostatnie nabytki płytowe”. Jak nietrudno domyślić się, cykl ten dotyczy wybranych nowych wydawnictw z kolekcji poszczególnych osób. Każde wydanie tych wpisów będzie zawierało po dwie płyty (single, EP-ki, longplaye, mix-CD’s, mixtape’y, kasety) wybrane z moich zbiorów oraz drugiego gościa specjalnie zapraszanego do danej odsłony rubryki.

    W pierwszej edycji „Ostatnich nabytków płytowych” wspólnie z Marcinem Dąbrowskim z Remix Wolę przedstawiliśmy po jednym albumie i singlu. Pierwsze dwie płyty pochodzą z mojej kolekcji, zaś pozostałe należą do Marcina.

    Dday One„Heavy Migration” 2xLP (Content (L)abel, 2008)

    Producent rezydujący na co dzień w Los Angeles, Dday One, należy do moich ulubionych twórców związanych z instrumentalnym hip hopem. Wydany nakładem kierowanej przez niego wytwórni Content (L)abel album „Heavy Migration” stanowi jedno z najważniejszych wydawnictw płytowych w jego dotychczasowej karierze. Szkielet nagrań zgromadzonych na longplayu krąży wokół idei „perfect beatu”, która nie daje spokoju beatmakerów z całego świata i często jest zapalnikiem wspaniałych pomysłów. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku materiału mieszkańca Kalifornii. Dday One oparł produkcję wszystkich kompozycji wokół gramofonu i samplera, jeszcze bardziej rozwijając koncepty zawarte na poprzedniej płycie, „Loop Extensions”. Progresywny klimat płyty wypuszczonej 4 lata temu upaja już od pierwszych dźwięków „Terminal 86 / Making The Transition”. Świat kreowany przez twórcę nie stroni od niepokojących melodii, absorbujących odbiorcę w pełni i niewypuszczających ze swoich szponów. Na „Heavy Migration” smutek przeplata się z nadzieją, a kolaże sampli zachwycają swoim pięknem. „Dying Heart”, „From Heritage” i „One Giant Step” należą do najbardziej wyrazistych nagrań na tym albumie.

    Tracklista

    1. Terminal 86 / Making The Transition
    2. From Heritage
    3. Omega Point
    4. At The Village Gate
    5. Burning Alone
    6. Litany #4
    7. Minimal Remnant
    8. Dying Heart
    9. Price Of Freedom
    10. Closing In
    11. One Giant Step
    12. It’s Just A Playground

    O.C.„Time’s Up” 12″ (Mushine Inc./Next Mill Entertainment; reedycja) [oryginalnie wydane przez Wild Pitch Records, 1994]

    Przedstawiciele nowojorskiego kolektywu Diggin’ In The Crates posiadają mocno rozbudowany katalog swoich wydawnictw. Jedno z najważniejszych wydawnictw spod szyldu D.I.T.C., kultowy singiel O.C. „Time’s Up”, trafiło do moich rąk całkiem niedawno. Każdy szanujący się sympatyk rapu z lat 90.tych doskonale zna słowa otwierające jedno z najlepszych nagrań Omara Credle’a: You lack the minerals and vitamins, irons and the niacin. Oprócz kapitalnej warstwy tekstowej, niemniej ważną rolę odgrywa znakomita produkcja króla boom bapu, Buckwilda. Strona B obfituje w stojące na wysokim poziomie remiksy tego utworu autorstwa Bucka i niezrównanego DJ’a Eclipse’a (swego czasu dostęp do jego wersji tracka był mocno ograniczony). Singiel znajdujący się w ścisłej czołówce tracków z 1994 roku.

    Tracklista

    A1 Time’s Up (Clean)
    A2 Time’s Up (Dirty)
    A3 Time’s Up (Instrumental)
    A4 Time’s Up (Acapella)
    B1 Time’s Up Buck Remix (Clean)
    B2 Time’s Up Buck Remix (Instrumental)
    B3 Time’s Up Eclipse Remix (Clean)
    B4 Time’s Up Eclipse Remix (Instrumental)

    Special Teamz„Stereotypez” CD (Duck Down, 2007)

    Special Teamz to grupa bostońskich raperów w skład której wchodzą Edo G., Jaysaun oraz Slaine. W 2007 roku z pomocą Seana Price’a trio trafiło pod skrzydła nowojorskiego labelu Duck Down. We wrześniu, a dokładnie 25 tego miesiąca, wytwórnia wypuszcza debiutancki album zatytułowany „Stereotypez”. Na krążku zarejestrowano 17 numerów, których produkcją zajęli się m.in. DJ Premier, Pete Rock, Marco Polo, Jake One czy ILL Bill. Dodatkowo kilka podkładów dostarczyli mniej znani w ogólnym środowisku Young Cee (bardzo wysoka forma) oraz pochodzący z Włoch DJ Shocca (świetne „Classical”). Trójkę gospodarzy wspomagają lirycznie m.in. Buckshot, Sean Price, Akrobatrik czy Devin The Dude. Warto również wspomnieć o nieformalnym, czwartym członku grupy, a jest nim DJ JayCeeoh, który wzbogacił scratchami większą część płyty. Sam album to mocna warstwa liryczna nawiązująca do tytułowych stereotypów podana na naprawdę wysokiej klasy produkcjach. Pozycja zdecydowanie dla fanów katalogu Duck Down, zarówno tego starszego jak i nowszych już rzeczy. Kawał porządnego, klasycznego rapu.

    Tracklista

    1. Get Down (prod. Young Cee)
    2. Three Kingz (prod. Young Cee)
    3. Stereotypez (prod. ILL Bill)
    4. Boston To Bucktown feat. Sean Price & Buckshot (prod. Pete Rock)
    5. Classical (prod. DJ Shocca)
    6. Main Event (prod. DJ Premier)
    7. Long Time Comin feat. Devin The Dude (prod. Xplicit)
    8. Home 2 feat. Akrobatik, Dre Robinson, JY, Twice Thou & Frankie Robinson (prod. Young Cee)
    9. Clap Your Handz (prod. Young Cee)
    10. 1Story Of My Life feat. JY (prod. Yomo)
    11. Fallen Angels feat. D Guest (prod. Jake One)
    12. One Call (prod. Marco Polo)
    13. Fight Club (produced by MoSS)
    14. Dirty Money feat. ILL Bill (prod. Young Cee)
    15. Pushaman (prod. D Boyz)
    16. Race Riot (prod. Good Will)
    17. Gun In My Hand feat. Jamey Jastaof Hatebreed (prod. Jamey Jasta & Matty Trump)

    Lords Of The Underground„Flow On (New Symphony)” 12″ (Capitol, 2005; reedycja) [oryginalnie wydane przez Pendulum Records, 1994]

    Szperając ostatnio w jednym z warszawskich sklepów natknąłem się na singiel „Flow On” z repertuaru nowojorskiej grupy Lords Of The Underground. Nagranie promowało debiutancki album tria zatytułowany „Here Come The Lords”. Głównym powodem, który kierował mną przy zakupie był zamieszczony na stronie A remix autorstwa Pete Rocka. Trzeba przyznać, że rework, o który postarał się Chocolate Boy Wonder figuruje w czołówce rzeczy, które wyszły spod jego ręki. Druga strona to „album version” oraz utwór „Lord’s Prayer”. Oba autorstwa Marley Marla. Dodatkowo instrumentale do obu wersji oraz acappella. Zdecydowanie warto mieć.

    Tracklista

    Strona A

    A1 Flow On (New Symphony) (Pete Rock Remix)
    A2 Flow On (New Symphony) (Pete Rock TV Mix)
    A3 Flow On (New Symphony) (Flo-apella)

    Strona B

    B1 Lord’s Prayer (Album Mix)
    B2 Flow On (New Symphony) (Rumblin’ Remix)
    B3 Flow On (New Symphony) (Rumblin’ TV Mix)
    B4 Flow On (New Symphony) (Rumbapella)

  • Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #3

    Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #3

    9–13 minut

    Po chwili nieobecności, powracamy z kolejną odsłoną cyklu „Płytoteki dorosłego człowieka” współtworzonego wraz z polskim serwisem poświęconemu cieplejszej stronie czarnej muzyki, SugaSoul. W trzeciej odsłonie znajdziecie wydawnictwa soulowe z lat 70, 80 i 90.tych rekomendowane przez SugaSoul oraz rapowe klasyki nagrane w ósmej i dziewiątej dekadzie XX wieku wyselekcjonowane przeze mnie. Przed Wami kolejne zestawienie 10 klasycznych albumów, stanowiących nie raz prawdziwe kamienie milowe w rozwoju muzyki na całej kuli ziemskiej.

    Marvin Gaye„Let’s Get It On” (1973)

    O tym, że Marvin Gaye był niezrównanym mistrzem muzyki romantycznej i miłosnej, nikogo chyba przekonywać nie trzeba. Po ogromnym sukcesie albumu „What’s Going On” wydanego zaledwie dwa lata przez „Let’s Get It On”, Książę Soulu ponownie oczarował słuchaczy, tworząc niepowtarzalny, marzycielski klimat, którego nie udało się nikomu nigdy powtórzyć. Właśnie krążkiem z 1973 roku ugruntował swoją pozycję jako muzycznej, męskiej ikony seksu, która potrafiła rozpalać tysiące kobiet wyłącznie swym głosem. Album przyniósł cały szereg poetyckich niemal przebojów, które do dziś uznawane są za prawdziwe klasyki muzyki rozrywkowej lat 70.tych m.in. „Come Get To This”, „You Sure Love To Ball”, „Just To Keep You Satisfied”, „Please Stay (Once You Go Away)” czy kompozycja tytułowa, która okazała się być najbardziej udanym komercyjnie utworem w całej karierze artysty. Gaye jak nikt inny opowiadał o miłości fizycznej oraz tej bardziej duchowej, będąc do dziś niedoścignionym wzorem zmysłowego dżentelmena, którego każda kobieta chciałaby mieć, choćby na jedną tylko noc…

    Janet Jackson„Janet Jackson’s Rhythm Nation 1814” (1989)

    Choć oficjalnie kariera muzyczna dorosłej Janet Jackson zaczęła się w 1982 roku, dopiero czwarty w jej dorobku album definitywnie wyłamał pewne drzwi i sprawił, że przestano ją nazywać „siostrą Michaela„. Niezwykła płyta złożona z aż dwudziestu ścieżek, jest chyba najwybitniejszym muzycznym dziełem w historii utrzymanym w stylu new jack swing. Janet Jackson przy wydatnej pomocy niezwykłego producenckiego tandemu Jimmy Jam and Terry Lewis stworzyła krążek wprost kipiący od młodzieńczej energii, której dano upust w utworach będących unikatową mieszanką popu, r&b, a czasem i rocka (wystarczy wspomnieć choćby słynne „Black Cat”). Płyta przyniosła Janet deszcz w pełni zasłużonych nagród. Czy można bowiem przejść obojętnie obok takich utworów jak „Rhythm Nation”, „Miss You Much” czy „Alright”? Na „Janet Jackson’s Rhythm Nation 1814” jest sporo pozytywnej, muzycznej złości i determinacji, niewykluczone że podyktowanej chęcią dorównania sławnemu bratu. Nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że na tym właśnie albumie Janet w pełni się to udało.

    Spinners„Spinners” (1973)

    Wydawałoby się, że odejście ze święcącej triumfy wytwórni Motown w latach 70.tych jest niczym innym jak strzałem we własną stopę. Jakież było zdziwienie fanów i krytyki, kiedy grupa Spinners wypuszczając pierwszy album w barwach Atlantic, osiągnęła spory sukces komercyjny lecz przede wszystkim piosenkami z tego właśnie krążka wpisała się na stałe w uszy i serca słuchaczy na całym świecie. Utwory takie jak „Ghetto Child”, „I’ll Be Around”, „Could It Be I’m Falling In Love” czy „How Could I Let You Go Away” to przykłady pięknego, melodyjnego soulu w wybornym wykonaniu kwintetu z Detroit. Zespół wyraźnie zainspirowany oraz inspirujący (!) twórczość takich osobowości jak Stevie Wonder czy Dionne Warwick, pozostaje do dziś jedną z najlepszych męskich grup czarnej muzyki, choć nierzadko pomijanym w najważniejszych listach i rankingach na co SugaSoul pozwolić sobie nie mógł.

    Jodeci„Forever My Lady” (1991)

    Choć Jodeci to jedna z tych grup, które nie mają na swym koncie zbyt pokaźnej ilości płyt w dyskografii, kwartet z Karoliny Południowej wpisał się złotymi zgłoskami do historii czarnej muzyki rozrywkowej. Debiutancki krążek kwartetu specjalizującego się w miłosnych, nierzadko bardzo rozerotyzowanych utworach, wygenerował całe mnóstwo hitów. Już single w liczbie pięciu są pewnym odzwierciedleniem sukcesu komercyjnego (ale również artystycznego!) jaki pociągnął za sobą album „Forever My Lady”. Kompozycje takie jak „Come and Talk To Me”, „Gotta Love” czy tytułowe „Forever My Lady”, dziś uznawane są za klasykę romantycznego r&b spod znaku new jack swingu. Tych, których okres dojrzewania przypadł na lata 90.te do „Forever My Lady” przekonywać nie trzeba. Ci natomiast, którzy nie mieli szansy poznać krążka, debiut Jodeci w swej płytotece mieć po prostu muszą.

    Anita Baker„Rapture” (1986)

    Lata 80.te były jednym z najbardziej interesujących okresów w historii czarnej muzyki rozrywkowej. Artyści stojący na rozstaju dróg, z jednej strony inspirujący się klasykami takimi jak Aretha Franklin, z drugiej zafascynowani młodzieńczymi geniuszami o nazwiskach Houston czy Jackson. W całym tym zamieszaniu powstała płyta autorstwa zaledwie dwudziestoośmioletniej Anity Baker, artystki pięknej, stylowej i dostojnej. Jej drugi i dziś niemal kultowy album „Rapture” jest świadectwem dojrzałości i determinacji by nie dać się wciągnąć w wyścig muzycznego efekciarstwa. Gospelowa przeszłość Baker na tej właśnie płycie daje się we znaki bardziej niż gdziekolwiek, sprawiając że kreowanie długich, czasem wręcz niekończących się fraz, nie sprawia najmniejszego wysiłku artystce ani nie wywołuje reakcji stresowych u słuchacza. Kompozycje takie jak „Sweet Love”, „Been So Long” czy „You Bring Me Joy”, po dwudziestu sześciu latach mają tyle samo klasy, gracji i wytworności jak w 1986 roku udowadniając, że nie techniczne sztuczki lecz wrodzona elegancja wykonawcza jest tym co pozostaje nieśmiertelne.

    Run-D.M.C.Run- D.M.C. (1984)

    W pierwszej połowie lat 80.tych hip hop rozpoczął marsz w kierunku globalnej popularyzacji. Istotną rolę w dostaniu się kultury hip hopowej do mass mediów odegrały filmy („Wild Style”, „Beat Street”), artyści pokroju Afriki Bambaataa, Grandmastera Flasha, Kurtisa Blowa, czy też ludzie cienia (Mr. Magic, Fab 5 Freddy). Jednak dopiero wydany w marcu 1984 roku debiutancki album Run–D.M.C. wywołał sensację na skalę światową. W porządku, wszyscy zdają sobie sprawę, iż Run, D.M.C. i Jam Master Jay wpłynęli znacząco na kształt i wizerunek rapu, ale w czym tak naprawdę tkwił fenomen grupy rodem z Hollis w Queens? Nikt wcześniej i niewiele osób później posiadało tak bardzo wyrazisty image oparty o zapadający w pamięć ubiór i styl. Nowojorska formacja przy wydatnej pomocy Russella Simmonsa umiejętnie wykorzystywała całą otoczkę stworzoną wokół siebie, co przyczyniło się do osiągnięcia przez płytę „Run–D.M.C.” niewyobrażalnego dotąd w branży hip hopowej sukcesu. Wydanie longplaya poprzedziły udane single „Hard Times” / „Jam-Master Jay” (jeden z najlepszych hymnów poświęconych DJ’owi zespołu rapowego) oraz szczególnie „It’s Like That” / „Sucker M.C.’s”. O stronie B pochodzącej z drugiej 12″ w błyskawicznym tempie zaczęto mówić nie tylko w NYC, ale również w innych okręgach Stanów Zjednoczonych. Brzmienie wydawnictwa obfitowało w ostre gitarowe partie, idealnie koegzystujące z mocnymi wokalami Runa & D.M.C. Pierwszy album nowojorskiego zespołu jako pierwszy hip hopowy longplay uzyskał status złotej płyty. „Run–D.M.C.” jako pierwsze LP ukazało się także na płycie CD. W 1984 roku dokonano pierwszego poważnego przewrotu w rapie, co okryło Run–D.M.C. nieśmiertelną sławą.

    Pete Rock & C.L. SmoothMecca and the Soul Brother (1992)

    Wśród albumów rapowych powstałych na zasadzie współpracy rapera i producenta/DJ’a znajdziemy wiele istotnych tytułów. Eric B. & Rakim, Kool G Rap & DJ Polo czy EPMD udowodnili pod koniec lat 80.tych, że można nagrywać raz za razem wspaniałe płyty według tego klucza, ale to nie na nich skupiła się uwaga opinii publicznej na początku lat 90.tych. Coraz głośniej mówiło się o dokonaniach Gang Starr i rodzącego się obok nich kolejnego wielkiego duetu – Pete Rock & C.L. Smooth. Już pierwszy singiel artystów – „The Creator” z 1991 roku – zwiastował nadejście nowej jakości w hip hopie. O ile pierwszy materiał nowojorczyków, „All Souled Out”, nie narobił wielkiego zamieszania w branży, to już ich debiutancki album zatytułowany „Mecca and the Soul Brother” w mgnieniu oka znalazł tysiące sympatyków. Odbiorcy muzyki docenili przede wszystkim gładkie połączenie produkcji Pete Rocka opierającej się o soulowe sample z charakterystycznym flow C.L. Smootha. Szczególnie wiele miejsca poświęcono chemii panującej pomiędzy artystami oraz maestrii z jaką wykonano poszczególne utworte zawarte na LP. Pete Rock nieprzypadkowo uzyskał przydomek Soul Brother #1, nawiązujący do samego Jamesa Browna. Strzałem w dziesiątkę okazały się single – „Straighten It Out” i „They Reminisce Over You (T.R.O.Y.)”. Drugi z tych tracków poświęcono pamięci zmarłego w 1990 roku Trouble T Roya, tancerza wchodzącego w skład Heavy D. & The Boyz i przyjaciela obu wykonawców. Po dziś dzień niniejsze nagranie uważa się za jeden z najlepszych utworów w historii hip hopu. „Mecca and the Soul Brother” nie mogła konkurować na listach sprzedaży z produkcjami gangsta raperów (najsilniejsza konkurencja w postaci „The Chronic” Dr. Dre), ale to nie przeszkodziło wydawnictwu zdobyć masę pochlebnych recenzji i na trwałe zapisać się złotymi głoskami w kulturze hip hopowej.

    A Tribe Called QuestMidnight Marauders (1993)

    Powołane do życia pod koniec lat 80.tych crew Native Tongues stało się punktem wyjścia dla uznanych później twórców muzycznych. Kto wśród wykonawców zrzeszonych w tym kolektywie wywarł największy wpływ na hip hop? Po latach większość słuchaczy i dziennikarzy muzycznych wskaże jednoznacznie na A Tribe Called Quest. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż zasługi tej formacji dla rozwoju rapu oraz ich wpływ na setki twórców na całym świecie jest ogromny. Wśród pięciu longplayów nagranych przez Q-Tipa i spółkę najwyższe oceny zebrał ich drugi album, „The Low End Theory”. Jednak po latach równie wiele miejsca poświęca się następcy tego wydawnictwa, „Midnight Marauders” z 1993 roku. W listopadzie przyszłego roku minie 20 lat od wypuszczenia trzeciego LP nowojorskiego kolektywu. Wydaje się, że to kawał czasu i ta produkcja nie posiada już takiej mocy przyciągania jak dawniej. Nic bardziej mylnego, gdyż pod wieloma względami opowieści o nocnych maruderach sprawdzają się we współczesnym świecie. Urok tej pozycji wydawniczej tkwi w niezwykłej staranności przy doborze tematów na poszczególne utwory znajdujące się na albumie. Otwierające płytę „Midnight Marauders Tour Guide” wyznacza kierunek, w jakim należy podążać za członkami A Tribe Called Quest, wcielającymi się w role przewodników po ulicach Nowego Jorku po zmroku. „Midnight Marauders” przyniosły kolejne niezapomniane kompozycje grupy – „Award Tour” z Trugoyem the Dove’em, „8 Million Stories”, „Electric Relaxation” oraz „Oh My God”. Płyta wydana przez Jive obfitowała też w gościnne udziały uznanych artystów. Oprócz Trugoya pojawili się na niej m.in. Busta Rhymes, Large Professor, a dla Raphaela Saadiqa stanowiła możliwość wypłynięcia na szersze wody. Album ponadczasowy, prawdziwa oda do jazz-hopu, posiadająca jedną z najlepszych okładek w historii rapu.

    Snoop Doggy DoggDoggystyle (1993)

    Dr. Dre walnie przyczynił się do rozwoju karier muzycznych niejednego artysty. Klasyczny album byłego członka N.W.A. z 1992 roku, „The Chronic”, stał się punktem zwrotnym w rapie oraz przedstawił światu pewnego niepozornego chudzielca, mającego w najbliższej przyszłości zdobyć popularność przewyższającą swojego mentora. Snoop Dogg okazał się nie lada sensacją w hip hopie, a wieści o jego debiutanckim longplay „Doggystyle” z 1993 roku, rozeszły się z prędkością osiąganą przez gołębie pocztowe. Sympatyczny młody raper zademonstrował próbkę swoich możliwości na singlu „Deep Cover” Dr. Dre (oryginalnie jako Dr. Dre Introducing Snoop Doggy Dogg). Następnie było jeszcze lepiej. Przedsmak nadchodzącej produkcji znalazł się na dwunastce bezpośrednio poprzedzającej płytę, „What’s My Name?”. Niejeden wykonawca muzyczny mógł tylko pomarzyć o takim starcie w branży, jaki miał Calvin Broadus. „Doggystyle” ukazało się w drugiej połowie listopada 1993 roku i z miejsca zepchnęło na dalszy szereg wszystkie albumy rapowe pochodzącego z tamtego czasu. Snoop Dogg z dziecinną łatwością odnajdował się na beatach dostarczonych przez Dr. Dre, ewoluując brzmienie G-Funku. Laidbackowe flow twórcy, poparte specyficznym akcentem i nienaganną dykcją, oczarowało setki tysięcy słuchaczy na całym globie. „Gin And Juice”, „Tha Shiznit”, „For All My Niggaz & Bitches”, „Ain’t No Fun (If The Homies Can’t Have None)”, „Gz And Hustlas” i pozostałe nagrania znajdujące się na LP pozwoliły artyście na dotarcie ze swoją muzyką daleko poza słoneczną Kalifornię, osiągając przy tym zawrotny sukces komercyjny (4-krotna platyna). Autor „Doggystyle” z pomocą Dr. Dre, Tha Dogg Pound, Lady Of Rage oraz innych wykonawców pokazał, iż życie w Los Angeles i okolicy może naprawdę beztrosko płynąć, a G-Funk to jedyne w swoim rodzaju tło muzyczne do zwykłej codzienności każdego mieszkańca Cali.

    OutKastSouthernplayalisticadillacmuzik (1994)

    W 1994 roku rywalizacja pomiędzy Wschodnim a Zachodnim Wybrzeżem Stanów Zjednoczonych trwała w najlepsze. Walka stawała się coraz bardziej zaciekła i wkraczała na nowe terytoria. Z racji tego, media i słuchacze sięgali głównie po płyty wydawane w Nowym Jorku i Kalifornii. Wydawało się niemożliwym, aby ktokolwiek spoza tych regionów USA mógł zaistnieć na scenie ogólnokrajowej i dorównać osiągnięciom Geto Boys lub plejady artystów z nurtu Miami bass (Sir Mix-a-Lot to zupełnie inny przypadek). W kwietniu tamtego roku okazało się, że przy odpowiednim temperamencie i oryginalności można wkroczyć pomiędzy dziesiątki twórców z NYC i Cali. Kto tego dokonał? OutKast rodem z Atlanty za sprawą swojego debiutanckiego albumu o najdłuższym jednowyrazowym tytule z możliwych – „Southernplayalisticadillacmuzik”. Andre 3000 i Big Boi wspomagani przez Organized Noize pojawili się dosłownie znikąd i z miejsca uznano ich za jedną z największych sensacji połowy lat 90.tych. W momencie wydania longplaya członkowie zespołu mieli odpowiednio 18 i 19 lat, co w niczym nie przeszkodziło im w dostarczeniu muzyki najwyższych lotów. Popularność formacji pomogły uzyskać zarówno single („Player’s Ball”, „Southernplayalisticadillacmuzik” oraz „Git Up, Git Out”), a także oryginalny i chwytliwy styl utworów zgromadzonych na płycie. W czasie, gdy coraz więcej miejsca poświęcało się w mediach artystom opowiadającym o ciężkich losach alfonsów i gangsterów, Andre i Big Boi przemycali w swoich kompozycjach zaangażowane społecznie i politycznie treści, co było rzadkością wśród twórców hip hopowych z Południa USA. „Southernplayalisticadillacmuzik” rozpoczęło długą i obfitującą w sukcesy karierę muzyczną grupy, a ich debiutancki album na stałe trafił do kanonu lektur obowiązkowych w rapie.

  • Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #2

    Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #2

    9–13 minut

    We wrześniu wspólnie z serwisem SugaSoul rozpoczęliśmy cykl poświęcony 200 najlepszych w historii wydawnictw spod znaku czarnych brzmień. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać naszych pierwszych dziesięciu propozycji, w tym miejscu znajdziecie pierwszą część publikacji. Druga dziesiątka ukazała się już jakiś czas temu na stronie partnera tego projektu, natomiast dziś nadrabiam zaległości z tego tytułu na stronie U Call That Love. Tak jak poprzednio, za pierwszą soulową połowę odpowiada SugaSoul, natomiast za propozycje płyt rapowych odpowiadam osobiście.


    HeatwaveToo Hot to Handle (1976)

    Heatwave to jedna z najbardziej multikulturowych muzycznych grup w historii. W jej skład wchodzili artyści narodowości amerykańskiej, szwajcarskiej, jamajskiej, brytyjskiej a nawet (wówczas) czechosłowackiej. Ich debiutancka płyta o tytule znakomicie pasującym do zawartego na krążku materiału, okazała się być kopalnią ponadczasowych przebojów a na dodatek albumem totalnym, w którym wskazanie choćby jednego nieudanego utworu jest niemożliwe. Nie należy jednak się dziwić artystycznemu poziomowi Heatwave. Grupie przewodził bowiem genialny Rod Temperton, który kilka lat później miał zostać jednym z ulubionych producentów Michaela Jacksona, dla którego napisał „Rock With You” oraz najbardziej rozpoznawalny utwór Króla Popu„Thriller”. Pierwsza płyta, którą stworzył wraz ze swoją grupą, zawiera jeden z największych przebojów lat 70 zatytułowany „Boogie Nights” i to właśnie na krążku „Too Hot To Handle” znalazła się wersja oryginalna, później coverowana przynajmniej kilkanaście razy m.in. przez KC and the Sunshine Band. Wielkim hitem stała się również liryczna ballada „Always and Forever”, funkowe „Super Soul Sister” czy tytułowe „Too Hot To Handle”. Płyta z 1976 to jedna z największych perełek muzyki z pogranicza rhythm&bluesa, funku, disco i soulu. Pozycja obowiązkowa w każdej porządnej płytotece!

    Lauryn HillThe Miseducation of Lauryn Hill (1998)

    Pierwszy i w zasadzie ostatni solowy album w karierze, Lauryn Hill nagrała mając zaledwie 23 lata. Amerykańska artystka zgarnęła za debiutancki krążek potężny wór nagród, łamiąc przy tym kolejne rekordy sprzedaży, nominacji i wyróżnień. Płyta ta zadziwiała w 1998 roku i po 14 latach nadal zadziwia swoją świeżością, młodzieńczą energią a przy tym niespotykaną mądrością, tak muzyczną jak i liryczną. Lauryn Hill na swym debiucie zaprezentowała niezwykły rodzaj wrażliwości, umiejętnie wplatając go między brzmienia soulowe i hip hopowe. Pierwszym singlem została piosenka „Doo Woop (That Thing)” do dziś pozostająca esencjonalnym przykładem ambitnej, czarnej muzyki spod znaku Ms. Hill. Nie mniejszą popularność zdobył sensualny „Ex-Factor” czy duety z Mary J. Blige („I Used To Love Him”) oraz ze zmysłowym D’Angelo („Nothing Even Matters”). „The Miseduation of Lauryn Hill” to bezsprzecznie jeden z najważniejszych albumów wydanych w ostatniej dekadzie XX wieku. Plasuje się także w czołówce najwybitniejszych przykładów muzyki, którą określić można mianem „hip hopu z duszą”.

    Minnie RipertonPerfect Angel (1974)

    Pochodząca z Chicago, ponadprzeciętnie utalentowana Minnie Riperton, swoim drugim w karierze albumem wpisała się na stałe do annałów muzyki soulowej. Płyta „Perfect Angel” przyniosła artystce jej najpiękniejszy bodaj i najbardziej rozpoznawalny miłosny utwór „Lovin’ You” będący idealną muzyczną ilustracją wrażliwości i subtelności reprezentowanej przez Riperton. Błędem byłoby jednak utożsamianie całego albumu „Perfect Angel” z tą łagodną, romantyczną kompozycją. Na krążku z 1974 znalazło się bowiem kilka energetycznych utworów, które składają się na płytę będącą jedną z najciekawszych hybryd soulowego ducha połączonego z rockowym pazurem. Wystarczy wspomnieć 0 takich piosenkach jak „Reasons” czy „Every Time He Comes Around”. Utwory dla Riperton stworzył także sam Stevie Wonder, dokładając swą genialna rękę do aksamitnego „Take A Little Trip” czy tytułowego „Perfect Angel”. Album ten jest idealną mieszanką namiętności i niewinności, kompletnym muzycznym uosobieniem postaci Minnie Riperton, która zaledwie pięć lat po wydaniu „Perfect Angel”, opuściła muzyczny i pozamuzyczny świat przegrywając walkę z rakiem.

    Alexander O’NealHearsay (1987)

    Alexander O’Neal, z nie do końca zrozumiałych dla mnie przyczyn, już chyba na zawsze pozostanie jedną z najbardziej niedocenianych postaci lat 80.tych. Choć – przyznać trzeba – pochodzący z Missisipi wokalista miał w swoim czasie nadzwyczajnie silną konkurencję, sam nie pozostawał w tyle. Jego drugi w karierze album „Hearsay” jest jedną z płyt najlepiej ilustrujących muzykę ówczesnych czasów. Wspomnieć wystarczy tytułową piosenkę „Hearsay” należącą do kategorii nieśmiertelnych, miłosnych rhythm&bluesowych jamów, które kocha się od pierwszego usłyszenia. O’Neal bez wątpienia najlepiej czuł się właśnie wykonując utwory o tematyce uczuciowo-łóżkowej czego kolejnym przykładem jest bardzo popularne w ostatnich latach ósmej dekady XX wieku „Lovers”. Na albumie z 1987 roku nie zabrakło również nieco bardziej tanecznych kompozycji, do których można zaliczyć singlowe „Fake” oraz „Criticize”. Choć nie da się ukryć, że „Hearsay” w wielu momentach trąci myszką a czasem brzmi wręcz śmiesznie, nie można odmówić krążkowi wielkiego uroku i przyjemności jaką wciąż sprawia odsłuchiwanie go po 25 latach.

    MazeInspiration (1979)

    Grupa Maze założona w połowie lat 70, wyraźnie dowodzona przez Frankie’ego Beverly, w początkowym okresie swej kariery nagrywała album za albumem. Niezwykle trudno było zdecydować, który z nich powinien być wyróżniony jako ten najwybitniejszy. Wybór padł na „Inspiration”, który jest chyba krążkiem najpełniej uwypuklającym emocjonalność, muzyczną elegancję oraz absolutny wykonawczy profesjonalizm Maze. Płyta zamykająca siódmą dekadę XX wieku hipnotyzuje i zachwyca od pierwszych dźwięków otwierającego „Love Inspiration”. Kolejne utwory prezentują szeroką gamę możliwości składu, któremu lideruje Frankie Beverly – wytwornie funkujące „Feel That You’re Feelin’”, utrzymany w wolnym tempie muzyczny hołd dla wszystkich kobiet „Woman Is A Wonder” czy wciągająca, perfekcyjna esencja ciepłego a zarazem inteligentnego soulu końca lat 70, „Ain’t It Strange”. Frankie Beverly wraz z Maze stworzył przynajmniej kilka płyt, które na dobre wpisały się w historię jako najwybitniejsze przykłady amerykańskiej muzyki granej w absolutnie imponujący sposób.

    Schoolly-DSchoolly-D (1985)

    W drugiej połowie lat 80.tych w muzyce hip hopowej dochodziło do licznych zmian i raz po raz następował mniejszy i większy przewrót w branży. Sporo miejsca poświęcało się gangsta rapowi i wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi aspektami niesionymi przez ten styl. Niesłychana ekspansja tego nurtu nie byłaby możliwa bez prawdziwego pioniera hardcore’owych opowieści w rapie,  Schoolly’ego-D. Wywodzący się z Filadelfii twórca jako pierwszy pokazał w jaki sposób należy snuć gangsterskie opowieści i przedstawiać te historie na płycie. Debiutancki album rapera z 1985 roku, „Schoolly-D”, okazał się wstępem do całego ruchu, generującego kilka lat później dziesiątki milionów dolarów. Filadelfijski wykonawca bez większej pomocy osób trzecich wypuścił dopracowany longplay trafiający na podatny grunt w Stanach Zjednoczonych. Sześć utworów przypadających na niniejszy projekt może wydać się niczym szczególnie, ale tak naprawdę nic więcej nie było trzeba. Na szczególną uwagę zasługują trzy nagrania, z których uczyniono zresztą singlami promującymi LP – „Put Your Filas On”, „P.S.K. What Does It Mean” oraz „Gucci Time”. Szczególnie drugi track na tej liście zrobił piorunujące wrażenie na wielu osobach. Skrót P.S.K. pochodzi od nazwy gangu Park Side Killers, z którym był związany Schoolly-D. Otwarta deklaracja przynależności do tej grupy, użycie w tekście utworu słowa „nigga” (Emcee jako jeden z pierwszych przedstawicieli hip hopu nie bał się zastosować tego określenia) oraz wyrazisty charakter, dodawały autentyczności obywatelowi Filadelfii. „P.S.K. What Does It Mean” stało się później motorem napędowym pierwszych nagrań Ice-T (patrz: „6 in the Mornin’”), a nawet ludzie spoza rapu docenili ten singiel. Schoolly-D rzadko pojawia się we wzmiankach dotyczących kultowych postaci dla rozwoju rapu. Jednak jego wkład w powstanie gangsta rapu jest niebagatelny i trzeba o tym pamiętać.

    Jungle BrothersStraight Out The Jungle (1988)

    Pod koniec lat 80.tych w Nowym Jorku (choć nie tylko) wykształcił się nurt pozostający w opozycji do gangsta rapu – jazz-hop. Nowa odmiana rapu szybko znalazła swoich sympatyków, a większość artystów skupiła się wokół ruchu Native Tongues. W kilka lat po założeniu tego kolektywu, A Tribe Called Quest i De La Soul trafili na szczyty list przebojów i zaistnieli w mainstreamie, ale trzeci zespół wchodzący w oryginalny skład crew – Jungle Brothers – nie osiągnął tak dużych sukcesów, jak ich przyjaciele. Wpływ na to miało kilka czynników – grupa jako pierwsza ze wszystkich zadebiutowała na scenie, a łączenie różnych wariacji muzycznych wymagało od odbiorców dużego skupienia. Mike Gee, Afrika Baby Bam oraz DJ Sammy B dzięki swojemu otwarciu na wiele gatunków muzycznych, otrzymali szansę od wytwórni płytowej związaną z nagraniami dance, Idlers. Właśnie nakładem tego labelu trafiła do sprzedaży pierwsze single formacji, ale ich debiutancka płyta, „Straight Out The Jungle”, ukazała się dzięki nakładowi Warlocka. Longplay z 1988 roku to prawdziwa definicja afrocentryzmu, obecnego w każdym tracku pochodzącym z tego materiału. Oprócz licznych nawiązań do korzeni czarnych muzyków, Jungle Brothers silnie inspirowali się Jamesem Brownem i jazzowymi samplami oraz muzyką house. Ich największy szlagier, „I’ll House You”, zapoczątkował nurt zwany później jako hip house. Nad stroną producencką LP czuwali The Grand Wizard Oswald, Tony D i znamienity Kool DJ Red Alert, dopieszczając niesamowite brzmienie wynalezione przez członków JB. Gościnnie na albumie pojawił się nie byle kto, Q-Tip, dzięki któremu później jazz-hop trafił na panteon. „Straight Out The Jungle” to zapomniany przez niektórych klasyk, który odegrał istotną rolę w całym ruchu Native Tongue Posse.

    GuruJazzmatazz Volume: 1 (1993)

    W pierwszej połowie lat 90.tych jazz-hop święcił swoje największe triumfy, przyciągając przy tym mnóstwo osób spoza kręgów hip hopowych. Niektórzy artyści poszli o krok dalej i postanowili włączyć do hip hopu tzw. żywe instrumenty opierając się o standardy jazzowe (względnie acid-jazzowe). W tym wszystkim znaczącą rolę odegrały trzy albumy: „Heavy Rhyme Experience, Vol. 1” The Brand New Heavies, „Doo-Bop” Milesa Davisa wspieranego przez Easy Mo Bee oraz Jazzmatazz Volume: 1” Guru. Wszystkie te produkcje stanowią klasykę gatunku, ale po latach właśnie do pierwszego wydawnictwa Keitha Elama poza Gang Starrem wraca się najczęściej. Co sprawia, iż wydany 19 lat temu przez Chrysalis Records materiał tak hipnotyzuje swoim pięknem? Przyjaciela DJ’a Premiera niemal od zawsze ciągnęło do korzystania z klasycznego jazzu w swoich nagraniach (patrz: singiel „Jazz Thing” Gang Starr z 1990 roku), a jego pierwsze solowe LP jest tego ukoronowaniem. Brzmienie pierwszej części „Jazzmatazz” przywodzi na myśl zadymione i przyciemnione kluby mające swoją siedzibę na Harlemie. Czy mogłoby być inaczej, skoro do współpracy nad płytą raper zaprosił takich wirtuozów, jak Lonnie Liston Smith, Branford Marsalis, Ronny Jordan, Donald Byrd oraz Roy Ayers? Ponadto swoją rolę odgrywają wokaliści – N’Dea Davenport (The Brand New Heavies), Carleen Anderson, DC Lee, a także francuski raper MC Solaar. „Jazzmatazz Volume: 1” to klasyk ponad klasykami, a zarazem najbardziej undergroundowa część serii, co też znacznie wpływa na charakter całości materiału. „Loungin’”, „Transit Ride”, „Down The Backstreets”, czy „Sights In The City”, to ponadczasowe utwory. Natomiast tak doskonałego wprowadzenia do longplaya jak w „Introduction”, może pozazdrościć Guru niejeden utytułowany artysta.

    Genius/GZALiquid Swords (1995)

    Po wydaniu w 1993 roku debiutanckiego albumu Wu-Tang Clanu, „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)”, szerzej nieznana grupa trafiła na hip hopowe wyżyny. Opinia publiczna oczekiwała równie udanych, co pierwsza płyta zespołu, solowych wydawnictw członków nowojorskie klanu. Wśród członków kolektywu tylko jedna osoba miała doświadczenie wyniesione z pracy nad solową produkcją, Genius/GZA. Raper wiedział jakich należy uniknąć po tym, jak jego debiutancki projekt, „Words from the Genius” (1991), przeszedł bez większego echa. Gary Grice odrobił pracę domową i bogatszy w kolejne doświadczenia dostarczył w listopadzie 1995 roku kompletne LP. Liquid Swords oprowadza słuchacza po świecie inspirowanym filmami kung-fu, gdzie jeden najmniejszy błąd może oznaczać zgubę bohatera. Album wydany przez Geffen Records aż mnoży się od kultowych nagrań, a intro wprowadzające do tytułowego utworu nadal pozostaje jednym z moich ulubionych. Umiejętnie dobrane single promujące płytę („I Gotcha Back”, „Liquid Swords”, „Cold World” oraz „Shadowboxin’”), mistyczna otoczka i niepodrabiany przez nikogo innego styl znalazły setki tysięcy sympatyków na całym globie. Produkcję longplaya powierzono The Rizza, który w tamtym okresie był jednym z największych producentów hip hopowych. GZA w każdym tracku pokazywał swój geniusz, nie pozwalając sobie ani na jeden słabszy moment. Dodatkowego smaczku  nadaje ostatni utwór, pominięty przy pierwszej wersji winylowej LP, „B.I.B.L.E. (Basic Instructions Before Leaving Earth)”. Nagranie tak naprawdę należy do Killah Priesta i to jemu należą się słowa uznania za fantastyczne zwieńczenie płyty.

    The RootsThings Fall Apart (1999)

    Od początku istnienia kultury hip hopowej liczyło się przede wszystkim to, w jaki sposób poszczególni twórcy prezentują się na żywo. W końcu nic tak nie oddaje charakteru wykonawców, jak występy przed publicznością. Nie należy być wcale omnibusem, aby łatwo zgadnąć, jaki zespół jest powszechnie uważany od kilkunastu lat za najlepszy w czasie koncertów (po czasach old schoolu). W tym miejscu chodzi oczywiście o filadelfijską formację The Roots. W 1999 roku ukazał się bodaj najważniejszy album w bogatym dorobku kolektywu, Things Fall Apart. Znajdziemy kilka istotnych czynników przemawiających akurat za tą płytą. Przede wszystkim kultowy singiel „You Got Me”, którego historia powstania jest naprawdę interesująca. Tekst utworu napisała Jill Scott, zastąpiona później przez bardziej znaną w tamtym czasie Erykę Badu; występująca w nagraniu Eve jest często pomijana przy dyskusjach o tej kompozycji. Poza tym, to ostatni longplay przedstawicieli Philly nagrany w oryginalnym składzie z Malikiem B. oraz niedoścignionym mistrzem beatboxowym, Rahzelem. Poza tym, „Things Fall Apart” przyniosło Black Thoughtowi, Questlove’owi i spółce złotą płytę, sprzedając się w nakładzie przekraczającym 500,000 kopii. Sesje nagraniowe trwające blisko dwa lata przypadły też na działalność crew o nazwie Soulquarians, pojawiającego się na kilku istotnych albumach z przełomu wieków. Za warstwę muzyczną LP odpowiadała zawiązana na potrzeby tego i kilku innych produkcji, grupa The Grand Wizzards, w rzeczywistości stanowiąca część The Roots uzupełnioną o parę dodatkowych twarzy. Gościnne występy Mos Defa, Ursuli Rucker, DJ’a Jazzy Jeffa, Commona i pozostałych artystów dodają dodatkowej maestrii wykonania całości płyty.

  • Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #1

    Płytoteka dorosłego człowieka. 200 płyt, które powinieneś mieć #1

    9–14 minut

    Wspólnie z polskim serwisem muzycznym, SugaSoul, rozpoczynamy cykl najlepszych i najbardziej wpływowych płyt w historii czarnej muzyki. Ranking 200 albumów powstał z inicjatywy ww. strony muzycznej zajmującej się ciepłą stroną czarnych brzmień. Każdego tygodnia przeczytacie o pięciu płytach soulowo-rhythm&bluesowych (za tę część odpowiada SugaSoul) oraz o pięciu hip hopowych perełkach (U Call That Love).

    W pierwszej kolejności przeczytacie o płytach wybranych przez SugaSoul, w drugiej części artykułu zapoznacie się z wydawnictwami zaproponowanymi przez UCTL.

    Pierwsza piątka wybrana przeze mnie do „Płytoteki dorosłego człowieka…” obejmuje albumy wydane tylko i wyłącznie w latach 90.tych. Nie oznacza to jednak, iż tylko płyty pochodzące z tej dekady znajdą się w kolejnych częściach tego cyklu. Wręcz przeciwnie – duży nacisk położę na zaprezentowanie old schoolu i czasów przypadających na Złotą Erę w rapie. Wśród produkcji w pierwszej odsłonie serii, dominują materiały ze Wschodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Czy tak samo będzie w kolejnych edycjach „Płytoteki…”? O tym dowiecie się już niebawem.


    Stevie WonderSongs in the Key of Life (1976)

    O tym, że Stevie Wonder to prawdziwy muzyczny geniusz, przekonywać nie trzeba nikogo. Choć na swoim koncie ma imponującą liczbę nagranych albumów oraz singli rozpoznawalnych niemal w każdym miejscu na świecie, płytą która najpełniej oddaje jego talent i wrażliwość jest „Songs in the Key of Life”. Wydawnictwo to składające się z dwóch longplayów, przyniosło nieprawdopodobną liczbę hitów, które do dziś powszechnie uważane są za najwybitniejsze kompozycje w całej karierze Wondera. Pierwszym singlem został „I Wish” czyli próbka funkowego Steviego, który po 36 latach wciąż wywołuje dreszczyk podniecenia bujając głowami starszych jak i tych zupełnie młodych słuchaczy. Na „Songs in the Key of Life” znalazły się również takie przeboje jak rewelacyjny „Sir Duke” z jednym z najbardziej bodaj rozpoznawalnych wstępów w wykonaniu zorganizowanych dęciaków, coverowany dziesiątki razy „As”, czy też ponadczasowy hymn wszystkich dumnych ojców „Isn’t She Lovely”. Pisać o tym krążku i kompozycjach na nim się znajdujących, zwyczajnie nie sposób. Emocje zawarte na albumie Steviego Wondera z 1976 są szczere i niekłamane, okraszone najpiękniejszą muzyką świata – muzyką prosto z duszy i serca.

    Soul II SoulKeep On Movin’ [Club Classic Vol. One] (1989)

    Utworzona w Londynie grupa Soul II Soul do dziś pozostaje chyba najbardziej udanym brytyjskim eksperymentem w muzyce soulowej. Kiedy końcówka lat 80.tych w Stanach Zjednoczonych wydawała się być nieustającą próbą powtarzania sukcesu zespołu Guy, w Europie powstał jeden z najciekawszych albumów ówczesnej dekady, który nawet teraz zaskakuje świeżością pomysłów i w wielu przypadkach wybieganiem muzyczną myślą o kilka lat do przodu. Za produkcję prawie każdej nuty na krążku odpowiada Jazzie B, który w niezwykle interesujący sposób połączył dźwiękową tradycję Starego Kontynentu z popularnymi trendami Nowego Świata. Zderzenie tych dwóch rzeczywistości słychać niemal we wszystkich utworach choćby tytułowym „Keep On Movin’” czy „Back To Life” (w obu piosenkach niebagatelną rolę odegrała znakomita wokalistka Caron Wheeler). Na debiutanckim krążku brytyjskiej grupy wartym odnotowania jest również taneczny „Fairplay” z kolaborującą Rose Windross czy „African Dance” prezentującym muzyczne wpływy z Czarnego Lądu. „Keep On Movin’” pozostaje jedną z najlepszych czarnych płyt będących wstępem do pożegnania z XX wiekiem. Szkoda jednak, że tak często zapomina się o Soul II Soul i ich sporym wpływie na (nie tylko) brytyjską scenę muzyczną.

    Michael JacksonThriller (1982)

    Jeśli ktoś miałby spytać mnie o płytę wszech czasów, bez większej refleksji wybrałabym „Thriller”. Album bowiem, zwłaszcza w czasach ogromnego znaczenia takich mediów jak radio i telewizja, to nie tylko sama muzyka. To chwytliwe melodie, rytmy porywające do tańca, nowatorska promocja, charyzmatyczny lider i stojący za jego plecami geniusz podpowiadający co robić (Quincy Jones). Druga „dorosła” płyta Michaela Jacksona ma wszystko by bez wahania nazywać ją arcydziełem a kompozycje zmieszczone w czasie nieco przekraczającym 40 minut są esencją tego artysty i odpowiedzią na pytanie: – Dlaczego człowiek ten nazywany jest Królem Popu?. Jedną z największych innowacji objawiający nie tylko muzyczny geniusz Jacksona, jest stworzenie nowej definicji dla pojęcia „teledysk”. Po „Thrillerze” wideoklipy nigdy już nie były takie same. Album z 1982 przyniósł aż 7 singli z których każdy dziś ma już własną historię . Wśród nich znalazła się nieśmiertelna „Billie Jean”, czyli piosenka o najbardziej bodaj podniecającym basie w historii XX wieku, ujmujące „Human Nature”, rockowe „Beat It”, energetyczna bomba „Wanna Be Startin’ Somethin’” czy też funkowe „P.Y.T.” . O krążku tym napisano miliony tekstów, artykułów recenzji, a nawet książek; wydaje się jednak, że wciąż nie powiedziano wystarczająco. O tej płycie bowiem się nie rozmawia, jej się słucha.

    SadeDiamond Life (1984)

    Sade to jedna z tych artystek, która choć nie jest klasyczną pięknością a jej muzyka – wydawałoby się – potencjalnie nie ma szans na wielki komercyjny sukces, od samego początku zawojowała serca milionów słuchaczy w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jej debiutancki album „Diamond Life” to niezwykle umiejętne połączenie popu, smooth jazzu oraz soulu. Piosenki zawarte na tym właśnie krążku przyniosły Sade gigantyczną popularność niemal w każdym zakątku Starego Kontynentu. Utwory takie jak „Your Love Is King”, znakomite „When Am I Going To Make A Living” czy maltretowany do bólu przez polskie stacje radiowe „Smooth Operator” są po 28 latach przyjmowane z takim samym entuzjazmem jak w roku wydania „Diamond Life”. Droga Sade na szczyty to jednak nie tylko debiutancki krążek ale ciężka, regularna, żmudna praca i stabilny, wysoki poziom artystyczny, który artystka utrzymuje po dzień dzisiejszy.

    Blue MagicBlue Magic (1974)

    Filadelfia to jedno z tych magicznych miejsc, w którym powstawały dziesiątki absolutnie znakomitych muzycznych grup. Jedną z nich była formacja Blue Magic, której debiutancki album pod tym samym tytułem pozostaje do dziś jedną z najpiękniejszych płyt soulowych ostatnich pięćdziesięciu lat. Krążek ten wydany został w pierwszej połowie lat 70.tych i przyniósł największy bodaj przebój grupy w postaci singla „Sideshow”. Nie mniejszą popularność na przestrzeni lat zyskała również miłosna kompozycja „What’s Come Over Me”. Album „Blue Magic”, choć pierwszy w dorobku zespołu, okazał się być najbardziej udanym artystycznie a piosenki na nim zawarte, do dziś należą do najbardziej rozpoznawalnych utworów w repertuarze amerykańskiego kwintetu.

    Wu-Tang ClanEnter The Wu-Tang (36 Chambers) (1993)

    Początek lat 90.tych w rapie przypadł na niespotykaną wcześniej eksplozję tego gatunku muzycznego oraz związane z tym liczne zmiany w branży. Wielu old schoolowych wykonawców nie przeszło przeskoku z lat 80.tych, będąc spychanymi z piedestału przez kolejne zastępy nowych twórców na scenie hip hopowej. Prawdziwy przewrót w hip hopie dokonała wściekła i niezwykle oryginalna grupa ze Staten Island, Wu-Tang Clan, chociaż początki wcale nie były łatwe. RZA, lider i mózg formacji, nie otrzymał kontraktu płytowego dla swojego pierwszego projektu, FOI: Force Of The Imperial Master. Artysta nie zamierzał jednak załamywać rąk i dopiął swego wraz z Method Manem, Raekwonem, Ghostface Killah, Masta Killą, GZĄ, Inspectah Deckiem, U-Godem i Ol’ Dirty Bastardem. Już wypuszczony w 1992 roku nieokiełznany singiel „Proteck Ya Neck” zwiastował nową jakość w rapie. Potwierdziło się na pierwszym albumie zespołu, „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)” z listopada 1993 roku – megatonowej bombie o ogromnej sile rażenia. Mistycyzm, czerpanie garściami z filmów kung-fu i kultury Dalekiego Wschodu, niepodrabiany image i styl Wu-Tang Clanu w oka mgnieniu spotkał setki tysięcy fanów na całym świecie. Hardcore hip hop został na nowo zdefiniowany przy pomocy brudnych, piwnicznych beatów RZY oraz agresywnych i mocnych wersach członków zespołu, wśród których prym wiedli Method Man i Raekwon. Wszystkie utwory pochodzące z płyty wydanej nakładem Loud Records (zrobili świetny interes podpisując z nimi kontrakt), po dziś dzień znają nie tylko sympatycy hip hopu. Warto bacznie przyjrzeć się też okładce LP, niejako odpowiedzialnej za wykreowanie wizerunku formacji.

    NasIllmatic (Columbia, 1994)

    W latach 80.tych brylowało co najmniej kilku raperów, powszechnie uznawanych za mistrzów w swoim fachu, silnie wpływających na całą rzeszę innych wykonawców. Rakim, Big Daddy Kane, KRS-One, Kool G Rap, Schooly D, LL Cool J i kilku innych otwierało każde zestawienie najlepszych Emcees tamtego okresu w rapie. Minęło kilka lat, pojawiło się pełno nowych postaci, a wśród nich twórca o pseudonimie Nas, który na nowo podał definicję rapu na najwyższym poziomie. Debiutancki album mieszkańca Queensbridge w NYC, „Illmatic”, stanowił przełom w hip hopie. Kiedy wydawało się, że na scenie hip hopowej nie ma już miejsca dla kompletnie nowego sposobu rapowania porywającego tłumy, Nasir Jones pokazał zupełnie co innego. Niezwykle charakterystyczne flow rapera, poparte nienagannym warsztatem i umiejętnościami lirycznymi, przyniosły jemu największe laury i zaszczyty. Nigdy wcześniej też, na jednym longplayu nie spotkało się tylu wielkich producentów. Pete Rock, DJ Premier, Q-Tip i Large Professor przygotowali perfekcyjnie beaty, do których nie można było przyczepić się w żadnym miejscu. Krótka produkcja Nasa (tylko i aż 10 utworów) wywarła znaczny wpływ na dziesiątki artystów. „N.Y. State Of Mind”, „Memory Lane (Sittin’ In Da Park)”, „Represent”, czy też singlowe nagrania „Halftime”, „It Ain’t Hard to Tell”, „The World Is Yours”, „Life’s A Bitch” (wspaniały debiut AZ na tym tracku) oraz „One Love” weszły do annałów hip hopu. Pomyśleć, iż syn jazzmana Olu Dary, musiał odczekać kilka lat na wydanie swojej pierwszej płyty.

    Mobb DeepThe Infamous (1995)

    W połowie lat 90.tych konflikt pomiędzy Wschodnim a Zachodnim Wybrzeżem Stanów Zjednoczonych trwał w najlepsze. Jedną ze stron największego w historii hip hopu beefu, stał się wielokrotnie obrażany przez 2Paca duet rodem z Queensbridge, Mobb Deep. Po wydaniu średniego debiutanckiego albumu w 1993 roku, „Juvenile Hell”, Havoc & Prodigy poszukiwali nowej wytwórni płytowej oraz bardziej doświadczonych od siebie osób w branży muzycznej, dzięki którym mogli znacznie podnieść swoje umiejętności. Pierwsza przysłowiowa gwiazdka z nieba spadła w postaci propozycji kontraktu płytowego ze strony labelu poszukującego nowych twarzy, Loud Records. Następnie przedstawiciele QB uzyskali silne wsparcie w postaci Q-Tipa (udzielał się wtedy jako The Abstract), chętnie pomagającego w tamtym okresie artystów z tej części NYC.  Wszystko to przełożyło się na fenomenalny longplay, „The Infamous”, będący definicją ulicznego rapu rodem z najciemniejszych zaułków The Big Apple. Na tym wydawnictwie aż roi się od tzw. ghetto anthemów, nagranych niemal perfekcyjnie i nad wyraz sumiennie (trzeba pamiętać o tym, iż obaj artyści mieli zaledwie po 20 lat w chwili powstawania całości materiału). Sukces osiągnięty przez tę płytę tkwił również w znakomicie dobranych singlach – „Shook Ones Pt. II” (lżejsza kontynuacja sagi zapoczątkowanej na pierwszym LP), „Survival of the Fittest”, „Temperature’s Rising” i „Give Up the Goods (Just Step)”. Konkurencja w rapie 17 lat temu była ogromna, ale pomimo wielu innych albumów, to właśnie Havoc & Prodigy zostali jednymi z największych zwycięzców 1995 roku.

    DJ ShadowEndtroducing….. (Mo’ Wax, 1996)

    Sampling odegrał znaczną rolę w rozwoju muzyki hip hopowej oraz wielu innych nurtów i gatunków. Przez jednych ta technika produkcji muzyki jest uważana za niezwykle twórczą, pozwalającą starym nagraniom na ponowne zaistnienie w branży, z kolei drudzy (czytaj: właściciele praw autorskich) podważają innowacyjność samplowania. Jednak jedni i drudzy musieli uznać, iż jest to niezwykle kreatywny sposób produkcji muzyki, co udowodnił DJ Shadow na swoim pierwszym albumie, „Endtroducing…..” (oryginalna pisownia tytułu). Wydany w 1996 roku  przez brytyjski Mo’ Wax materiał, producent przygotował tylko i wyłącznie poprzez użycie próbek utworów pochodzących ze swojego niewyczerpanego zbioru płytowego (dzięki temu produkcja trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa jako „First Completely Sampled Album”). Wszystkie nagrania znajdujące się na tym LP powstały przy pomocy samplera Akai MPC60 MKII, co miało duży wpływ na ostateczny charakter wydawnictwa. Josh Davis za sprawą kilkunastu kompozycji zebranych na „Endtroducing…..” stworzył podwaliny pod abstract hip hop i szeroko pojęte brzmienia instrumentalne. Pochodząca sprzed 16 laty płyta, to prawdziwy kamień milowy oraz jeden z najważniejszych projektów na przestrzeni ostatnich 20 lat bez podziału na gatunki muzyczne. DJ Shadow spędził długie dni na wybraniu najkrótszych dźwięków do poszczególnych utworów, a jego podejście do perfekcyjnej produkcji każdego tracku graniczyło z obłędem. Beatmaker rodem z Kalifornii ze swoim wydawnictwem wywarł też wpływ na ruch diggin’ in the crates, co dodatkowo wzmacnia walory tego albumu i dodaje jemu splendoru. Odkrycie smaczków zawartych w „Building Steam With A Grain Of Salt”, „What Does Your Soul Look Like (Part 4)”, „Stem/Long Stem”, czy „Midnight In A Perfect World” wymaga wielu czasu i świetnego ucha do tego. Jednak bez wątpienia należy odbyć podróż do świata „Endtroducing…..” choćby kilkakrotnie w swoim życiu.

    Gang StarrMoment of Truth (Noo Trybe Records, 1998)

    Zwykło się mówić, że większość artystów solowych i grup muzycznych, nagrywa swoje najlepsze płyty w pierwszych latach działalności w branży. Owszem, istnieje w tym sporo racji, aczkolwiek zdarzają się chlubne wyjątki. Jednym z nich jest jeden z najsłynniejszych duetów hip hopowych w historii, Gang Starr, oraz ich 5. album, „Moment of Truth” z 1998 roku. Guru & DJ Premier po różnych zawirowaniach (m.in. problemach z poprzednim wydawcą, Chrysalis) po wydaniu „Hard to Earn” w 1994 roku, powrócili z kompletnym wydawnictwem wypuszczonym nakładem Noo Trybe Records, stanowiącym kolejny krok w ich karierze. Longplay sprzed 14 lat nie tylko przejawiał ogromną wartość artystyczną, ale również przyniósł też przyniósł zespołowi jedyną w dorobku Złotą Płytę, sprzedając się ostatecznie w blisko milionowym nakładzie. Takiego obrotu sprawy spodziewało się niewielu, zaś niejeden dziennikarz muzyczny uznał odbiór tej płyty za niemałą niespodziankę. W końcu pod koniec lat 90.tych rap został zdominowany przez wytwórnię Mastera P, No Limit Records, oraz dziesiątki twórców przemycających miałkie treści. Gang Starr pozostało wierne swoim zasadom, podążając uprzednio obraną przez siebie drogą, a ewolucję formacji przedstawił Guru w intrze otwierającym LP. Pierwszy singiel pochodzący z „Moment of Truth” zatytułowany „You Know My Steez” oraz „Above the Clouds”, „JFK 2 LAX”, „The Militia”, czy też tytułowe nagranie, udowodniły, iż nadal pozostawało miejsce w hip hopie na artystów dbających o korzenie.

  • Lekcja o old schoolu: Graffiti Rock

    Lekcja o old schoolu: Graffiti Rock

    2–3 minut

    Niemal przy każdej nadarzającej się okazji, kładę nacisk na nieodłączny element hip hopu (jak i każdej innej sfery życia) – wiedzy. Jedna z najistotniejszych składowych hip hopowej erudycji zawiera się w znajomości, przynajmniej pobieżnej, old schoolu. Problem w tym, że posiadanie szerokiego zasobu wiadomości (pojęcie względne) o korzeniach tej kultury, nie stanowi priorytetu dla ogromnej większości ludzi mieniących się fanami rapu, graffiti, bboyingu, etc. W cyklu „Lekcja o old schoolu” nie mam zamiaru nikogo ganić i wytykać niewiedzę, tylko udowodnić, że przy dzisiejszym rozwoju sieci internetowej, zaznajomić się z kamieniami milowymi hip hopu może tak naprawdę każdy. W jaki sposób wypada rozpocząć obcowanie z początkami kultury? Najlepiej od filmów dokumentalnych i programów telewizyjnych. Do jednych z najbardziej znaczących materiałów video powstałych na potrzeby telewizji należy „Graffiti Rock” (1984) pomysłu Michaela Holmana.

    Dlaczego akurat ten program umieściłem w pierwszej odsłonie „Lekcji o old schoolu”? Przecież równie ważną pozycję wśród dokumentów o początkach hip hopu zajmuje „Beat This: A Hip-Hop History”, a w późniejszych latach ukazywało się sporo wpływowych obrazów („The Freshest Kids”, „5 Sides of a Coin”, „Scratch”, itd.). Wpływ na ten wybór miało kilka czynników. „Graffiti Rock” stanowił jedną z pierwszych sposobności do ukazania poszczególnych elementów kultury hip hopowej w TV. Owszem, wcześniej przedstawiciele hip hopu pojawiali się w „Soul Train”, czy „Saturday Night Live”, istniał również od kwietnia 1984 roku „Video Music Box”. Jednak koncepcja zaproponowana przez Michaela Holmana znakomicie chwyciła. Manager New York City Breakers wyszedł z inicjatywą zaprezentowania na szerszą skalę składowych tej kultury, ponieważ już na początku lat 80.tych XX wieku, miał on świadomość przyszłości, jaka rysuje się dla wszystkiego, co z tym związane.

    Pierwotnie „Graffiti Rock” miało zapoczątkować program telewizyjny o tym samym tytule nadawany przez stację WPIX (kanał 11) w NYC i okolicy. Jak się okazało, plany zostały bardzo szybko zweryfikowane, przez co żywot niniejszego projektu rozpoczął się i zakończył na odcinku pilotażowym, wyemitowanym 29 czerwca 1984 roku. Michael Holman obrał ideę nakręcenia show bliską kształtu „Soul Train” lub „American Bandstand”. Do udziału w nagraniu zaproszono ówczesnych tuzów hip hopowych oraz przyszłych wielkich tej branży. Przez 23 minuty programu przewinęli się Run DMC, Shannon, New York City Breakers, DJ Jimmie Jazz, Kool Moe Dee, Special K (Treacherous Three). Wszyscy twórcy po kolei ujawniali tajniki swojego fachu, rozkładając na czynniki pierwsze rap, bboying, slang, graffiti i całą otoczkę z tym związaną. Co się rzuca w oczy w trakcie oglądania tego programu? Niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju klimat, ten sam, do którego wzdychają dzisiaj pionierzy hip hopu i miłośnicy dawnych lat tej kultury.

    We wrześniu 2002 roku TV show trafił na wydanie DVD, przypominając w ten sposób o swoim istnieniu. Wspaniałym uzupełnieniem, wręcz oddzielą częścią „Graffiti Rock”, są materiały obarczone podtytułem „extras”. Znajdują się tam sceny z udziałem m.in. MC Easy Gee, DJ’a Jazzy Jaya, K-Roba & DJ’a High Priesta, Fab 5 Freddy’ego, Douga E Fresha & DJ’a Chill Willa.

    „Graffiti Rock” istotnie przyłożyć się do zwiększenia zainteresowania przez opinię publiczną hip hopem. Oglądając ten materiał blisko 30 lat od jego powstania można doznać wręcz kulturowego szoku. Należy też pamiętać o tym, iż właśnie do tego programu telewizyjnego odnosiło się w swojej twórczości wielu artystów (choćby Beastie Boys i Non Phixion na spółkę z Arsonists). Natomiast w ten sposób pierwsza „Lekcja o old schoolu” dobiegła końca. Kolejna już za dwa tygodnie.

Translate